>
No tak, nasi piłkarze wrócili z mundialu. Pogadamy może>
o piłce nożnej i grze naszych piłkarzy?O jakiej grze?!!! W co?!!!
Jeśli już, to pogadajmy o przyczynach skutków, które już znamy.
Od 50. lat (tyle już żyję i jeszcze trochę więcej) słyszę o złym wyszkoleniu technicznym naszych piłkarzy (mówił o tym także Kazimierz Górski w odniesieniu do własnej reprezentacji, chociaż on akurat sukces odniósł).
Pytanie: Czy nasi zawodnicy są
inni od całej reszty świata? Czy to takie trudne, że przekracza nasze możliwości? Czy Polak nie potrafi nauczyć się techniki użytkowej na poziomie Anglika, Holendra, Włocha, Argentyńczyka (że o Brazylijczykach nie wspomnę)? A przecież TO jest podstawą tego rzemiosła! To tak jakbyśmy od szewca wymagali uszycia garnituru, a od krawca wynalezienia szczepionki na raka.
Jeśli ktoś
nie potrafi wykonywać swojego zawodu (bo jest dla niego za trudny), to niech go zmieni. I tak się na świecie dzieje. Ale nie u nas. U nas gra toczy się bowiem o niemałe (jak na nasze realia) pieniądze i każda miernota będzie bronić swojej pozycji w układzie jak niepodległości. Bo przecież do szkoły chodzić nie trzeba (klub załatwi), mieszkanie dadzą, a i samochód niezły można sobie kupić. Czy to nie więcej niż ma przeciętny Kowalski za swoją ciężką pracę? A jeszcze płacą co miesiąc pensję i premie, a i pohandlować można... meczami. Bezkarnie. I jeszcze można się załapać na jakiś kontrakt zagraniczny w drugiej czy trzeciej lidze (nie ma znaczenia, byle płacili) na... ławkę rezerwowych. To ma swoje dobre strony: szmal leci, może nie taki jak byśmy chcieli, ale zdrowie dopisuje i o kontuzjach nie ma mowy!
Nasza myśl szkoleniowa też nie jest lepsza. Od lat decydują o niej panowie Stejlau, Piechniczek i Apostel czyli ludzie, którzy nie odnieśli
żadnego sukcesu (wyjątkiem jest Piechniczek, ale ten "odziedziczył" reprezentację po Górskim). Jeśli dorzucimy do tego takich "fachowców" jak Wójcik, Kulesza, Koncewicz, a nawet Smuda, to otrzymamy to, co mamy.
Jeśli terner - przed turniejem o mistrzostwo (czegokolwiek: Europy, świata, kalek psychicznych) zakłada z góry, że
sukcesem będzie wyjście z grupy eliminacyjnej, to może lepiej byłoby dla wszystkich (a napewno taniej), aby na ten turniej w ogóle nie jechał. Bo w sporcie liczą się tylko zwycięstwa finalne, a nie droga do niech.
Tę prostą prawdę rozumieli TYLKO dwaj trenerzy: GÓRSKI i WAGNER. Rozumie ją także Andrzej NIEMCZYK. I tylko oni mieli i mają sukcesy. Reszta, to kunktatorzy rozgrywający swoje prywatne "meczyki" o swoje malutkie "zaskórniaczki".
Jak w tej sytuacji wygląda morale drużyny oraz działaczy? Widać gołym okiem. (Tzw. działacze, to w ogóle odrębny temat.)
A PZPN z Michałem (chyba zacznę używać wyłącznie drugiego imienia

) Listkiewiczem jest szczęliwy, że wszystko jakoś się jeszcze kręci. Mimo afer, udokumentowanych przekrętów, korupcji i całego tego bagna rozlewającego się od najniższych struktur, aż do centrali. Panowie kiszą się we własnym sosie i... jest im z tym dobrze. I trudno się dziwić - ich pensje miesięczne, to np. dwuletnie dochody salowej w szpitalu - licząc netto.
Czy ktoś przy zdrowych zmysłach nie broniłby takiego stanu rzeczy?
A że nasz wizerunek i sport jest chory? A kogo to tak naprawdę obchodzi (poza prawdziwymi kibicami)?
I tych ostatnich serdecznie pozdrawiam.
fides ex necessitate esse non debet