Racjonalista - Strona głównaDo treści
Referendum a prawa człowieka i ochrona praw mniejszości

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
24-03-2011 22:42Arzof (45 punktów)Referendum a prawa człowieka i ochrona praw mniejszości
Ocena 11 na 11
Wczoraj wywołano temat referendum ws.elektr.atomowej w Polsce i dziś w TOK FM kilkakrotnie stawiano tezę, że generalnie rządzący powinni się częściej pytać narodu o zdanie.
I powiem szczerze, że jestem mocno zaskoczony niefrasobliwością propozycji mędrców w zakresie przykładowych tematów referendów: strefa euro, elektrownia atomowa, eutanazja, aborcja, renegocjacja konkordatu, związki partnerskie czy "miejsce w przestrzeni publicznej na symbole religijne" (czyt: krzyż na Krakowskim Przedmieściu).
Oczywiście wyraźne były stanowiska, że nie o wszystko należy pytać, bo naród w niektórych tematach pojęcia wielkiego nie ma i referendum stałoby się skutecznym narzędziem w rękach populistów (i tak de facto teraz, jako straszak, jest wykorzystywane), ale ewidentnie rozterki w temacie co można poddać pod "głosowanie ludowe" sprowadzały się do kryterium eksperckości narodu i odpowiedniego zrozumienia przezeń tematu.
I tutaj wg mnie popełnia się błąd gruby i mam o to duża pretensję do publicystów, aspirujących znawców tematu, konstytucjonalistów, gdyż od nich opinia publiczna (w tym ja ma prawo oczekiwać rzetelniejszego podejścia i bardziej dogłębnego zrozumienia tematu.
Z założenia bowiem wynik referendum będzie opinią większości i jeśli poddamy pod referendum temat istotny dla mniejszości, większość w łatwy sposób może go po prostu przegłosować bez względu na sposób konstrukcji i eksperckość pytania, co w bezpośredni sposób może zagrozić prawom człowieka (boleśnie odczutym przez tę nieszczęsną mniejszość).
Niech przykładem będą "związki partnerskie" lub "eutanazja" - po co pytać naród w tematach, których sankcjonowanie w żaden sposób nie ingeruje w strefę funkcjonowania niezainteresowanych obywateli?
Już zdecydowanie inaczej przedstawia się pytanie o "strefę Euro", "renegocjację konkordatu" czy inne tematy, nawet bardzo trudne (np. elektrownia atomowa) - wynik tego typu głosowań, choć istotny dla państwa, gospodarki, dobrobytu nie przełoży się na ograniczenie praw mniejszości.

Żeby być lepiej zrozumiałym - stoję na stanowisku, że najwyższą wartością są wrodzone niezbywalne prawa pojedynczego człowieka, a demokracja to tylko ustrój/narzędzie, w którym te prawa wydają się być najlepiej chronione (niestety nie zawsze i w praktyce nie dla wszystkich, bo jednak rządzi większość), zaś państwo demokratyczne powinno gwarantować równe prawa wszystkim obywatelom i chronić obywateli przed wzajemnym krzywdzeniem się czy to fizycznie w ciemnych zakamarkach ulic czy też w drodze nierozsądnego referendum.

Referendum to bardzo niebezpieczne, ale bardzo skuteczne narzędzie w demokracji - dokładnie tak jak nóż. Wynik referendum jest niekwestionowalny i zobowiązujący.
Opiniotwórcy, znawcy tematu powinny bardziej świadomie przedstawiać zagrożenia i zalety tego narzędzia i przede wszystkim odpowiednio pozycjonować oś dyskusji wokół istoty referendum, która wg mnie pokrywa się z linią niezbywalnych wrodzonych praw człowieka. Tak więc wg mnie kryterium ochrony praw mniejszości powinno być najwazniejsze przy decyzji, czy jakiś temat może być poddany referendum, czyli opinii większości, nie zaś kryterium złożoności merytorycznej zagadnienia, jak to się obecnie powszechnie przedstawia.
To że nie jest świadoma tego problemu nasza klasa polityczna - nie dziwi, ale od ekspertów wymaga się więcej, stąd moja irytacja i ten post na forum.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

diogenes (42753 punktów)
>Referendum to bardzo niebezpieczne, ale bardzo skuteczne narzędzie w demokracji - ...
>ochrony praw mniejszości powinno być najważniejsze przy decyzji, czy jakiś temat może być poddany referendum

W wielu kwestiach głos laika jest tyle samo warty, co głos eksperta, i powinien być wyartykułowany, np. w referendum. Nie podlega dyskusji, że fizyk wie więcej o elektrowni atomowej niż wielu przeciętnych obywateli, ale nie jest tajemnicą, że awaria elektrowni atomowej dotyczy nie tylko ich konstruktorów, więc głos laika powinien być wzięty pod uwagę. I jeszcze jedno: niektóre decyzje gospodarcze i polityczne kreują powstanie specyficznych mniejszości, np. budowa elektrowni atomowej tworzy mniejszość tych, którzy mieszkają w jej pobliżu. Po wybuchu w elektrowni Fukushima personel pewnego domu opieki w Japonii uciekł w popłochu zostawiając podopiecznych na pastwę losu. To pokazuje specyfikę logiki paniki, której nie wzięli pod uwagę eksperci z fizyki nuklearnej budując elektrownię.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
25-03-2011 11:21 
 Ocena 6 na 6
spellbinder (8577 punktów)
>W wielu kwestiach głos laika jest tyle samo warty, co głos eksperta, i powinien być wyartykułowany, np. w referendum. Nie podlega dyskusji, że fizyk wie więcej o elektrowni atomowej niż wielu przeciętnych obywateli, ale nie jest tajemnicą, że awaria elektrowni atomowej dotyczy nie tylko ich konstruktorów, więc głos laika powinien być wzięty pod uwagę.

No i zgodzić się nie mogę. Ekspert przede wszystkim jest w stanie ocenić ryzyko i korzyści płynące z budowy elektrowni. Szary obywatel z kolei sprawy sobie z tego nie zdaje, podejmuje decyzje ciągnięty za smycz zaczepioną przez szukające łatwego zarobku media.

Masę mamy niebezpiecznych rzeczy. Patrz ile osób zginęło przez wypadki samochodowe. Oczywistym jest, że samochody są niebezpieczne. Dużo bardziej niebezpieczne niż elektrownia atomowa. W 2009 roku na polskich drogach zginęło prawie 45.000 osób. Po wybuchu w Czarnobylu zginęło koło 4000 osób. No i wychodzi na to, że niesprawna elektrownia atomowa jest dziesiątki razy bardziej bezpieczna niż sprawny samochód.

>I jeszcze jedno: niektóre decyzje gospodarcze i polityczne kreują powstanie specyficznych mniejszości, np. budowa elektrowni atomowej tworzy mniejszość tych, którzy mieszkają w jej pobliżu. Po wybuchu w elektrowni Fukushima personel pewnego domu opieki w Japonii uciekł w popłochu zostawiając podopiecznych na pastwę losu. To pokazuje specyfikę logiki paniki, której nie wzięli pod uwagę eksperci z fizyki nuklearnej budując elektrownię.

Ponownie - porównaj ilość ofiar elektrowni w Fukushimie, a ilość ofiar "niedzielnych" kierowców.

Elektrownia da wymierny zysk - tak samo jak samochody dają zysk. Obywatele nie powinni mieć w tej kwestii NIC do gadania.

>
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.

>
26-03-2011 09:34 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>No i zgodzić się nie mogę. Ekspert przede wszystkim jest w stanie ocenić ryzyko i korzyści płynące z budowy elektrowni.

O jakich mówisz ekspertach? Tych, którzy są za, czy tych, którzy są przeciw? Elektrownia atomowa ze względu na zasięg skutków jej awarii nie jest kwestią wyłącznie ekspertów od jej budowy. Ekspertokracja czy też technokracja (bo to do tego się sprowadza) to dość problematyczny sposób zarządzania rzeczywistością społeczną: marzyła się Leninowi, który komunizm sprowadził do władzy rad i elektryfikacji kraju. Jej początki sięgają do faszystowskich pomysłów Platona. Nie widzę możliwości zredukowania demokracji do racjonalności techniki i władzy inżynierów.

>Szary obywatel ...

W kwestii instynktu samozachowawczego podział na ekspertów i szaraków nie wydaje mi się słuszny. Ekspert od elektrowni nie jest ekspertem od mojego życia.

>Masę mamy niebezpiecznych rzeczy. Patrz ile osób zginęło przez wypadki samochodowe...

Porównywanie ilości nieboszczyków nie oddaje natury problemu. W gruncie rzeczy nie wiadomo, jakie spustoszenie siać może nawet tzw. bezpieczna dawka napromieniowania (nieprzewidziane mutacje).

>Elektrownia da wymierny zysk - tak samo jak samochody dają zysk. Obywatele nie powinni mieć w tej kwestii NIC do gadania.

Nie wszyscy pchają się na ołtarz postępu technicznego. Proponujesz pewien rodzaj faszyzmu.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
26-03-2011 13:48 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>O jakich mówisz ekspertach? Tych, którzy są za, czy tych, którzy są przeciw?

Raczej o tych, którzy mają rację

>>>Szary obywatel ...

>W kwestii instynktu samozachowawczego podział na ekspertów i szaraków nie wydaje mi się słuszny. Ekspert od elektrowni nie jest ekspertem od mojego życia.

Tak samo jak sąsiad nie jest ekspertem od Twojego życia, nie mówiąc o panu Zdzisławie, który postanawia sobie wrócić samochodem z imprezy, a nawet chodzić prosto nie może. A jednak funkcjonując w społeczeństwie potencjalnie każdy obywatel może zakończyć Twoje życie.

Sąsiad znęcał się nad psem, albo tresował go sobie do obrony, a któregoś pięknego dnia pies może rzucić się na Ciebie.

>Porównywanie ilości nieboszczyków nie oddaje natury problemu. W gruncie rzeczy nie wiadomo, jakie spustoszenie siać może nawet tzw. bezpieczna dawka napromieniowania (nieprzewidziane mutacje).

No ale był wybuch elektrowni i jakoś specjalnie wielu nieprzewidzianych mutacji nie było. Straszyli i straszyli, ale jak do tej pory na świecie było stosunkowo niewiele wypadków tego rodzaju, ze stosunkowo małą liczbą ofiar, podczas gdy motoryzacja przyczyniła się do śmierci - jak się szacuje - 35.000.000 osób.

Nie mówiąc o tym jak zgubne jest lenistwo wymuszone przez samochody - nikt już nie chodzi sam z siebie. Motoryzacja rujnuje ludziom zdrowie. Ile osób zginęło przez zanieczyszczenia produkowane przez samochody?

>Nie wszyscy pchają się na ołtarz postępu technicznego. Proponujesz pewien rodzaj faszyzmu.

Musi być lider i spójny system zarządzania. Bo jeśli damy nawet proste zadanie grupie ludzi, którzy się nie znają - powiedzmy ustalenie koloru serwetek na przyjęciu, to polegną z kretesem, a nic nie ustalą.
26-03-2011 14:22 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>>O jakich mówisz ekspertach?
>... tych, którzy mają rację.

Eksperci mają rację do momentu katastrofy.

>...motoryzacja przyczyniła się do śmierci - jak się szacuje - 35.000.000 osób.

Może masz szacunkowe dane o ofiarach wszystkich wojen religijnych?

>Nie mówiąc o tym jak zgubne jest lenistwo wymuszone przez samochody - nikt już nie chodzi sam z siebie. Motoryzacja rujnuje ludziom zdrowie. Ile osób zginęło przez zanieczyszczenia produkowane przez samochody?

Czyli jest tak źle, że gorzej być nie może, a zatem kolejne ofiary techniki nie mają znaczenia.

>Musi być lider i spójny system zarządzania.

Skąd ta konieczność?

>jeśli damy nawet proste zadanie grupie ludzi, którzy się nie znają - powiedzmy ustalenie koloru serwetek na przyjęciu, to polegną z kretesem, a nic nie ustalą.

Nie wiem. Nikt mnie nie zaprasza na przyjęcia, bo gębę wycieram sobie rękawem.



Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
spellbinder (8577 punktów)
>Eksperci mają rację do momentu katastrofy.

Cóż za godny pozazdroszczenia nihilizm

>Może masz szacunkowe dane o ofiarach wszystkich wojen religijnych?

A co to ma za znaczenie?

>Czyli jest tak źle, że gorzej być nie może, a zatem kolejne ofiary techniki nie mają znaczenia.

Nie. Wniosek jest taki, że ludzkość ma gdzieś jakiekolwiek ofiary. Ofiary, przykro to mówić, nie mają znaczenia. Co roku na drogach ginie "ludność małego miasteczka", bo tak jest wygodniej dla wszystkich.

I jest pewna różnica pomiędzy reaktorem atomowym a samochodami. Wiadomo bowiem, że samochody idą w ręce ludzi, którzy nie są zawodowcami. Ludzi nieodpowiedzialnych, brawurowych, niezdolnych do szybkich reakcji. Wiadomo, że każdego roku ludzie zginą.
Przy reaktorze jest tak, że jest w rękach w miarę wykwalifikowanych ludzi. Druga sprawa, że niby dlaczego miałoby się coś stać? Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest jednak niewielkie.

>Skąd ta konieczność?

Bo jak nie ma lidera, to przychodzący po kolei tak zwani "rządzący" zajmują się swoim własnym interesikiem, nie myśląc o tym co będzie nawet za marne 10 lat. Nie ma planowania. Co więcej, każdy następca rządzącego może mieć inną wizję rzeczywistości i przekreślić to co zostało do tej pory w danym sektorze osiągnięte.

>Nie wiem. Nikt mnie nie zaprasza na przyjęcia, bo gębę wycieram sobie rękawem.

To może inaczej. Mieszkańcy bloku nie są w stanie zebrać się i kopnąć w tyłek złodziejskiej spółdzielni, która pobiera bardzo wysoki haracz a guzik daje w zamian. "Każdy" myśli, że to dobry pomysł, ale nie ma żadnej możliwości porozumienia.
Arzof (45 punktów)
>I jeszcze jedno: niektóre decyzje gospodarcze i polityczne kreują powstanie specyficznych mniejszości, np. budowa elektrowni atomowej tworzy mniejszość tych, którzy mieszkają w jej pobliżu.

To prawda, ale powstanie takiej mniejszości to aspekt zdecydowanie "pozareferendalny" - trudno mi bowiem wyobrazić sobie pytanie w referendum krajowym "Czy jesteś za budową elektrowni w atomowej w miejscowości X?", bo wtedy większość, której temat bezpośrednio nie dotyczy podjęłaby decyzję za mniejszość żywo zainteresowaną tematem. Jednak wyobrażam sobie referendum lokalne (np gminne/powiatowe), z powyższym pytaniem, bo obejmujące już tylko zainteresowanych obywateli, którzy w takim ujęciu są już większością.
Na poziomie krajowym to pytanie powinno dotyczyć kraju np "Czy jesteś za budową elektrowni atomowej w Polsce?". Choć osobiście nie jestem przekonany, czy na poziomie krajowym w sam raz o energetykę jądrową powinniśmy pytać, a jeśli już, to czy w taki sposób.
Rigoletto (3891 punktów)
>Opiniotwórcy, znawcy tematu powinny bardziej świadomie przedstawiać zagrożenia i zalety tego
>narzędzia i przede wszystkim odpowiednio pozycjonować oś dyskusji wokół istoty referendum, która wg
>mnie pokrywa się z linią niezbywalnych wrodzonych praw człowieka. Tak więc wg mnie kryterium
>ochrony praw mniejszości powinno być najwazniejsze przy decyzji, czy jakiś temat może być poddany
>referendum, czyli opinii większości, nie zaś kryterium złożoności merytorycznej zagadnienia, jak to
>się obecnie powszechnie przedstawia.


Ale jak w takim razie podejmować w demokracji jakiekolwiek decyzje, które naruszają prawa mniejszości?
Przecież to chyba oczywiste, że czy w referendum czy w ramach prac legislacyjnych w parlamencie, i tak w konsekwencji o danej sprawie decyduje większość.

>Niech przykładem będą "związki partnerskie" lub "eutanazja" - po co pytać naród w tematach, których sankcjonowanie w żaden sposób nie ingeruje w strefę funkcjonowania niezainteresowanych obywateli?

A kto i w jaki sposób oceni czy te sprawy nie ingerują w tą sferę? Ludzie w referendum?
Arzof (45 punktów)
>Ale jak w takim razie podejmować w demokracji jakiekolwiek decyzje, które naruszają prawa mniejszości?
>Przecież to chyba oczywiste, że czy w referendum czy w ramach prac legislacyjnych w parlamencie, i tak w konsekwencji o danej sprawie decyduje większość.

Tak, to prawda, że zawsze decyduje większość, ale w przypadku parlamentu zawsze mniej emocjonalnie dla danego tematu niż byłoby to w przypadku referendum.
Przy referendum jest większe ryzyko, że jego wynik będzie wypadkową chwilowej przegrzanej populistycznej atmosfery w społeczeństwie, natomiast w przypadku podejmowania decyzji przez reprezentantów społeczeństwa proces legislacyjny zakłada kilka iteracji, konsultacji i w Polsce potrójnej akceptacji (Sejm, Senat, Prezydent) - latwiej jest przebić się ze zdrowym rozsądkiem i głos mniejszośći jest bardziej słyszalny. Ponadto w praktyce Reprezentanci są "mądrzejsi" i lepiej zorientowani w temacie (np.wyniki prac Komisji Sejmowych) niż statystyczny obywatel (fakt, że nie wiele lepiej ), więc jest szansa, że podejmą mądrzejsze decyzje niż zrobiłby to bezpośrednio naród.

>> Niech przykładem będą "związki partnerskie" lub "eutanazja" - po co pytać naród w tematach, których sankcjonowanie w żaden sposób nie ingeruje w strefę funkcjonowania niezainteresowanych obywateli?
>A kto i w jaki sposób oceni czy te sprawy nie ingerują w tą sferę? Ludzie w referendum?
W praktyce decyzja o referendum należy do parlamentu (wnioskować może kilka podmiotów), jak wspominałem nasi Reprezentaci są średnio "mądrzejsi" i korzystają z opinii ekspertów, więc jest szansa, że "mądre głowy" dobrze to pokierują. Oczywiście, jeśli wcześniej same będą świadome, że przy poddawaniu tematu do referendum należy przede wszystkim zrobić test zagrożenia praw człowieka, a jak pisałem w moim poście jestem bardzo zmartwiony, że zdają się o tym nie myśleć ( jeszcze!)
spellbinder (8577 punktów)
>Niech przykładem będą "związki partnerskie" lub "eutanazja" - po co pytać naród w tematach, których
>sankcjonowanie w żaden sposób nie ingeruje w strefę funkcjonowania niezainteresowanych obywateli?

Po co pytać naród o to, co ich w sumie dotyczy - podatki np. Może zapytajmy w referendum, czy Polacy chcą płacić podatki, czy nie chcą?

>(niestety nie zawsze i w praktyce nie dla wszystkich, bo jednak rządzi
>większość)

Sorry, ale w jaki sposób Ci to wyszło? W ostatnich wyborach na Komora głosowało nieco ponad 50% wyborców. Ale za to do urn poszło też coś koło tego obywateli uprawnionych do głosowania. Oznacza to, że wygrał kandydat mniejszości. Jedynie 25% uprawnionych do głosowania Polaków oddało na niego głos.

>mnie pokrywa się z linią niezbywalnych wrodzonych praw człowieka.

A gdzie te prawa są wrodzone? Kto decyduje jakie to są prawa? Natura? No nie mamy blokady uniemożliwiającej zabijanie, okradanie, porywanie, zastraszanie, poniżanie i gwałcenie innych ludzi. Co więcej - do niedawna nasze państwo uzurpowało sobie prawo do porywania i zastraszania ludzi - (czytaj obowiązkowa służba wojskowa). Więc na czym polega ta "wrodzoność"?

Prawa się ustala. Lider decyduje o tym jakie prawa będą miały korzystny wpływ na społeczeństwo, a jakie będą miały niekorzystny wpływ. To nie jest rzecz o której powinni decydować niezorientowani w sytuacji obywatele.

Demokracja z kolei polega tylko na tym, że ciemna masa może uważać się za ważną. Że ma coś do powiedzenia.

>Tak więc wg mnie kryterium
>ochrony praw mniejszości powinno być najwazniejsze przy decyzji, czy jakiś temat może być poddany
>referendum, czyli opinii większości, nie zaś kryterium złożoności merytorycznej zagadnienia, jak to
>się obecnie powszechnie przedstawia.

Nie bardzo rozumiem co ma mniejszośc do gadania, tym bardziej, że nie rozumiem co ma jakikolwiek obywatel do gadania?

Każdy człowiek ma swoją rolę, i niech się tej roli trzyma. Rządzenie powinno należeć do bardzo wąskiej grupy osób, bynajmniej nie tych wybranych w idiokratycznych wyborach.
Arzof (45 punktów)
Dzięki za komentarz, zdecydowanie wykraczający poza postawiony przeze mnie problem, bo pisząc o referendum z definicji zawężam się do ustroju demokratycznego i zagadnienie doskonalszego ustroju warte jest na pewno oddzielnego wątku.
Choć nie mogę się powstrzymać od spostrzeżenia, że z jednej strony piszesz "co ma mniejszość do gadania", natomiast z drugiej wnioskujesz, że rządzenie powinno należeć do pewnej specyficznej mniejszości ("bardzo wąskiej grupy osób").
spellbinder (8577 punktów)
>Choć nie mogę się powstrzymać od spostrzeżenia, że z jednej strony piszesz "co ma mniejszość do gadania", natomiast z drugiej wnioskujesz, że rządzenie powinno należeć do pewnej specyficznej mniejszości ("bardzo wąskiej grupy osób").

Tak patrząc na sprawę, to zarówno Ty jak i ja, jak i każdy osobny Polak jest "mniejszością", bo jest tylko jeden
Arzof (45 punktów)
Dlatego każdy człowiek jako oddzielny byt podlega szczególnej ochronie , a ta szczególna ochrona jest coraz mniej zasadna im grupa identyfikujących się ze sobą jednostek jest coraz bardziej liczna.
Rigoletto (3891 punktów)
>Każdy człowiek ma swoją rolę, i niech się tej roli trzyma. Rządzenie powinno należeć do bardzo wąskiej grupy osób, bynajmniej nie tych wybranych w idiokratycznych wyborach.

I tak w istocie jest, niezależnie od panującego ustroju.
PanBuk (6257 punktów)
>Tak więc wg mnie kryterium
>ochrony praw mniejszości powinno być najważniejsze przy decyzji, czy jakiś temat może być poddany
>referendum, czyli opinii większości, nie zaś kryterium złożoności merytorycznej zagadnienia, jak to
>się obecnie powszechnie przedstawia.
To że nie jest świadoma tego problemu nasza >klasa polityczna - nie dziwi, ale od ekspertów wymaga
>się więcej, stąd moja irytacja i ten post na forum.

A ja mam wrażenie, że zaczyna się powrót do Rzymu i publicznych przedstawień (zamiast Koloseum - stadiony!!!) - zakrzyczmy ICH!
Prezydent Neron Komórkowski zapyta jutro niewinnie - "czy leworęczni maja prawo jeździć prawa stroną? Przecież oni inaczej myślą!" (Potem oczywiście przeprosi ustami Tomasza Nadwornego).
Naród odpowie NIE! I co dalej?
Zaczniemy dożynki?
Jak na razie, Naród sensu nie szuka, ale bawi się nieźle!

Po to wybrano mądry parlament aby podejmował mądre decyzje, skoro nie podejmuje, może taniej zostawić Prezydenta od Referendów i niech sobie lud decyduje? (sterowany kazaniem wielkopostnym KrK)?

Ja się mało znam, ale ktoś tu spychologie zaczyna uprawiać już w hektarach...!!!
"Ja nie - ale ONI przecież chcieli!"

Gdzie to o tym umywaniu rąk było?

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Rigoletto (3891 punktów)
Co to było?
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
Vox populi, vox Dei!

Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
finerbijk (17282 punktów)
Jakie szary człowiek może mieć rozeznanie w sprawie korzyści i zagrożeń związanych z energetyką jądrową, kiedy "eksperci" w stopniu profesora wyzywają się od "wieśniaków" w ogólnokrajowej telewizji? Obciach i żenada.

Wielu się boi atomówki, jednocześnie nie ciesząc się z rosnących cen energii. Jeśli sytuacja potrwa jeszcze trochę, to zostanie tylko czekać na zimną fuzję i oby to nie była fuzja kaliber 45mm.
Jan Rylew (3965 punktów)
Referendum to odwołanie się do, zbiorowej mądrości społeczeństwa, gdy istnieją wątpliwości co do skutków społecznych decyzji w dalszej perspektywie.
Jestem w zasadzie zwolennikiem powiększania roli referendum w procesie sprawowania władzy. Znam także niebezpieczeństwa i ograniczenia związane z jego stosowaniem.
Myślę, że referendm należy przeprowadzać tylko w przypadkach wyboru opcji najistotniejszych dla społeczeństwa, opcji z których trudno się wycofać. Wejście w energię atomową może być takim przypadkiem, również np. wprowadzenie GMO, istotna zmiana konstytucji. Niezwykle ważne są także precyzyjne sformułowanie pytań jak i uprzednia kampania informacyna.
Zdaję sobie sprawę z niedoskonałości tzw. demokracji jak i jej narzędzi. Myślę, że żadne procedury, ani systemy nie zastąpią mądrych, kompetentnych, uczciwych i sprawiedliwych ludzi.
Arzof (45 punktów)
Jak wspominałem: referendum jest jak nóż, samo w sobie ani dobre, ani złe, zależy od sposobu użycia. Zanim się sięgnie po to narzędzie, należy przede wszystkim zrobić test zagrożenia praw człowieka.
Tak więc ważniejszy od częstości wykorzystywania tego narzędzia jest cel w jakim ma być ono użyte. Jeśli ma być tylko narzędziem w rękach populistów, na populistyczne tematy (a niestety w takich przypadkach najłatwiej się o nim pamięta), to lepiej, aby leżało głęboko schowane w szufladzie, w miejscu niedostępnym dla nieodpowiedzialnych dzieci młodej demokracji.
Jan Rylew (3965 punktów)
>Jak wspominałem: referendum jest jak nóż,
My gramy ciągle w noża.
Nożem są także decyzje niepopulistycznych polityków podejmowane ponad głowami tych którzy mają odczuwać skutki tych decyzji.

Referendum ma poza swoją rolą rozstrzygającą także inne znaczenie. Zwiększa udział
społeczeństwa w demokratycznym procesie władzy, zwiększa poczucie współodpowiedzialności i poszerza bazę przedstawicielstwa czyli czyni demokrację dojrzalszą.

*****
Populizm jest próbą zdiagnozowania patologii demokracji.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365