 |
Po co nam "magistrzy" i inni "humaniści"? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-04-2011 05:24 | coreless (16088 punktów) | Po co nam "magistrzy" i inni "humaniści"?
6 na 6 |
W wielu krajach świata rozgorzała ostatnio dyskusja nad modelem rozwoju systemu edukacji, gdyż obecny - zdaniem niektórych - prowadzi do nadprodukcji absolwentów studiów humanistycznych i w ogóle ludzi z wyższym wykształceniem. Debata na ten temat, zazwyczaj inicjowana przez polityków (o czym informowały również polskie media), miała ostatnio miejsce w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Czechach i Rosji. Również w Polsce nadprodukcję humanistów i wszelkiej maści magistrów obarcza się odpowiedzialnością za nieprzystosowanie młodych dorosłych do realiów rynku pracy i niski poziom przygotowania zawodowego. Czy mityczny "magister" (wykształciuch?) jest rzeczywiście odpowiedzialny za całe zło tego świata? Czy rzeczywiście jest coś złego w chęci zdobycia wyższego wykształcenia, choćby humanistycznego? Komu to przeszkadza i jakim prawem?  Czy ktoś ma coś przeciwko taksówkarzowi z dyplomem filozofii albo piekarzowi-socjologowi? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
9 na 9 | TriDzej2 (869 punktów) | >Również w Polsce nadprodukcję humanistów i wszelkiej maści magistrów obarcza się odpowiedzialnością za >nieprzystosowanie młodych dorosłych do realiów rynku pracy i niski poziom przygotowania zawodowego.
A z czego ta nadprodukcja wynika? Do kitu jest ten chory system. Promuje się zaliczanie egzaminów i chodzenie na wykłady, a praca własna w odpowiedniej dziedzinie nie jest wcale doceniana. O przygotowaniu zawodowym też ciężko mówić, ponieważ na studiach dziennych (jak było w moim wypadku) na praktykę zawodową miałem weekendy, ferie bądź wakacje. Ciężko było to jakoś wepchąć. Poza tym zajęcia były nastawione najczęściej na zdobycie pewnej wiedzy, a jej praktyczne zastosowanie mało kogo już obchodziło.
>Czy mityczny "magister" (wykształciuch?) jest rzeczywiście odpowiedzialny za całe zło tego świata?
Żeby taki magister miał odpowiedni poziom, to nie można by mu nic zarzucić. Widzę jednak, że robi się z tego bardzo roszczeniowa grupa.
>Czy rzeczywiście jest coś złego w chęci zdobycia wyższego wykształcenia, choćby humanistycznego?
Dlaczego w takim razie społeczeństwo ma płacić za to, że ktoś studiuje 5 lat, a potem ma kłopoty ze znalezieniem pracy i płaci po raz drugi, żeby pomóc mu tą pracę znaleźć? W czymś takim nie jest nic złego, niech tylko taki człowiek robi to wszystko za swoje pieniądze i na swoją odpowiedzialność, a nie narzeka potem, że "nie ma pracy dla ludzi z jego wykształceniem".
>Komu to przeszkadza i jakim prawem? >Czy ktoś ma coś przeciwko taksówkarzowi z dyplomem filozofii albo piekarzowi-socjologowi?
Jeżeli mu to pasuje, to nie mam nic przeciwko.
|
|
 | | Jan Rylew (3965 punktów) | >Dlaczego w takim razie społeczeństwo ma płacić za to, że ktoś studiuje 5 lat,... Może biedny student nie ma tyle swoich pieniędzy, żeby za wszystko sam płacić ? Dzisiaj już może nie jest tak łatwo spotkać studenta z wiersza K I Gałczyńskiego "Pomnik studenta" który "pod paletkiem, w miejscach dolno tylnych, nie rozwiązany ma problem tekstylny", ale wielu jest takich którym się nie przelewa.
|
|
|  | 2 na 2 | TriDzej2 (869 punktów) | >Może biedny student nie ma tyle swoich pieniędzy, żeby za wszystko sam płacić ?
Może dla takich biednych studentów wymyślono stypendia socjalne?
|
|
| |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | >>Może biedny student nie ma tyle swoich pieniędzy, żeby za wszystko sam płacić ? >Może dla takich biednych studentów wymyślono stypendia socjalne? Może w takim razie jest tak jak powinno być ?
|
|
| | |  | | TriDzej2 (869 punktów) | >Może w takim razie jest tak jak powinno być ?
Te słowa utwierdziły mnie w przekonaniu, że popiera Pan obecną patologię.
|
|
| | | |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | >>Może w takim razie jest tak jak powinno być ? >Te słowa utwierdziły mnie w przekonaniu, że popiera Pan obecną patologię. No, nie wiem, zwykle jestem przeciw patologii (w moim rozumieniu). Bywa jednak tak, że to co jedni nazywają patologią dla innych jawi się jako ożywcze i niezbędne. Dziwne, ale ja także często mówię o niektórych stronach naszej rzeczywistości jako o patologii. Ciekawe co Pan nazywa patologią ?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | TriDzej2 (869 punktów) | >Dziwne, ale ja także często mówię o niektórych stronach naszej rzeczywistości >jako o patologii. Ciekawe co Pan nazywa patologią ?
Obecny system, gdzie pierwszy raz płaci się, żeby człowiek dostał wykształcenie, z którym nie radzi sobie na rynku pracy, a potem płaci się za to, żeby się dokształcił i w końcu poradził sobie na rynku pracy.
|
|
| | | | | |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | >>Ciekawe co Pan nazywa patologią ? >Obecny system, gdzie pierwszy raz płaci się, żeby człowiek dostał wykształcenie, z którym nie radzi sobie na rynku pracy, a potem płaci się za to, żeby się dokształcił i w końcu poradził sobie na rynku pracy. Więc to system edukacji jest winien ? Zakłada Pan że gdyby wszyscy mieli "z marszu" odpowiednie wykształcenie to nie byłoby bezrobocia ? Ja myślę, że wtedy pracodawcy wybraliby tylko najlepszych z lepszych według swoich kryteriów, a bezrobocie pozostałoby jakie jest. Może więc także trzeba szukać winy w kiepskości rynku ?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | TriDzej2 (869 punktów) | >Więc to system edukacji jest winien ?
Pisałem już, że tak. Proszę czytać ze zrozumieniem.
>Zakłada Pan że gdyby wszyscy mieli "z marszu" odpowiednie wykształcenie to nie byłoby bezrobocia ? Ja myślę, że wtedy pracodawcy wybraliby tylko najlepszych z lepszych według swoich kryteriów, a bezrobocie pozostałoby jakie jest.
Zakładam, że gdyby ludzie musieli płacić za swoje wykształcenie, to zastanowili by się o wiele bardziej, czy na pewno to chcą studiować i czy im się to w życiu przyda.
>Może więc także trzeba szukać winy w kiepskości rynku ?
Tak, rynek jest zły, bo nie może przyjąć olbrzymiej liczby socjologów i politologów. To spisek marsjan i świętego Mikołaja pod przewodnictwem Mrówki Z.
|
|
| | | | | | | |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | > >Zakłada Pan że gdyby wszyscy mieli "z marszu" odpowiednie wykształcenie to nie byłoby bezrobocia ? Ja myślę, że wtedy pracodawcy wybraliby tylko najlepszych z lepszych według swoich kryteriów, a bezrobocie pozostałoby jakie jest.> Zakładam, że gdyby ludzie musieli płacić za swoje wykształcenie, to zastanowili by się o wiele bardziej, czy na pewno to chcą studiować i czy im się to w życiu przyda.Z tego co ja wiem to ludzie bardzo się nad tym zastanawiają i tak właśnie wybierają. Trudno jest także trafić w przyszłą ofertę pracodawców, bo po pięciu latach studiów mogą powiać juz inne wiatry. Zdaje się natomiast, że duża liczba studiujących to wynik dodatkowej kalkulacji pt "lepiej iść na studia niż być bezrobotnym". W ten sposób Polska ma mniejsze bezrobocie o kilkaset tysięcy osób. > >Może więc także trzeba szukać winy w kiepskości rynku ?> Tak, rynek jest zły, bo nie może przyjąć olbrzymiej liczby socjologów i politologów.Myślisz, ze mógłby przyjąć olbrzymią liczbę inżynierów, matematyków, fizyków, biologów komórki itp ? > To spisek marsjan i świętego Mikołaja pod przewodnictwem Mrówki Z.Raczej spisek historyków rządzących Polską  .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | TriDzej2 (869 punktów) | >>Zakładam, że gdyby ludzie musieli płacić za swoje wykształcenie, to zastanowili by się o wiele bardziej, czy na pewno to chcą studiować i czy im się to w życiu przyda. >Z tego co ja wiem to ludzie bardzo się nad tym zastanawiają i tak właśnie wybierają.
A z tego co ja widziałem, to w większości się nie zastanawiają tak bardzo. I to przypadek na politechnice. Znajomi na uniwersytecie tak samo.
>Trudno jest także trafić w przyszłą ofertę pracodawców, bo po pięciu latach studiów mogą powiać juz inne wiatry. Zdaje się natomiast, że duża liczba studiujących to wynik dodatkowej kalkulacji pt "lepiej iść na studia niż być bezrobotnym". W ten sposób Polska ma mniejsze bezrobocie o kilkaset tysięcy osób.
Dlatego trzeba skończyć z mitem, że wykształcenie gwarantuje pracę i uzmysłowić ludziom, że pieniądze dostaną za to, co umieją, a nie za tytuł na papierku.
Poza tym "upychanie" bezrobotnych na uczelniach wyższych i w administracji opłaca się tym, którzy z tego korzystają, ale prawie całej reszcie społeczeństwa to się na pewno nie opłaca.
>>Tak, rynek jest zły, bo nie może przyjąć olbrzymiej liczby socjologów i politologów. >Myślisz, ze mógłby przyjąć olbrzymią liczbę inżynierów, matematyków, fizyków, biologów komórki itp ?
Na początku część na pewno przyjmie, później się przesyci i też będą bezrobotnymi. To jest oczywiste.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | >>Z tego co ja wiem to ludzie bardzo się nad tym zastanawiają i tak właśnie wybierają. >A z tego co ja widziałem, to w większości się nie zastanawiają tak bardzo. I to przypadek na politechnice. Znajomi na uniwersytecie tak samo. Ja wiem, że ludzie na ogół wybierają to co w ich mniemaniu jest dla nich optymalne, najkorzystniejsze. Naturalnie mogą się mylić, błędy należą do natury ludzkiej. Długość czy intensywność dumania nad dylematami jest trudno mierzalna, a w końcu trzeba podejmować decyzje.
>>Trudno jest także trafić w przyszłą ofertę pracodawców, bo po pięciu latach studiów mogą powiać juz inne wiatry. Zdaje się natomiast, że duża liczba studiujących to wynik dodatkowej kalkulacji pt "lepiej iść na studia niż być bezrobotnym". W ten sposób Polska ma mniejsze bezrobocie o kilkaset tysięcy osób. >Dlatego trzeba skończyć z mitem, że wykształcenie gwarantuje pracę i uzmysłowić ludziom, że pieniądze dostaną za to, co umieją, a nie za tytuł na papierku. Ten mit chyba jakiś wirtualny, z realizmem niewiele ma wspólnego. Mam w rodzinie bliższej i dalszej wielu młodych ludzi którzy bądź skończyli studia, bądź studiują właśnie i z rozmów z nimi wiem, że ten mit u nich nie funkcjonuje i nigdy nie funkcjonował. W realnej formie istnieje podzielana przez wielu teza, że człowiek z wykształceniem wyższym lepiej da sobie radę w dzisiejszym świecie niż bez wykształcenia ze względu na swoją umiejętność uczenia się, języki obce, wiedzę ogólną. Ta teza uzasadnia więc postawę: Lepiej iść na studia niż na bezrobocie lub na kasę do Biedronki za pieniądze, które i tak nie wystarczą na utrzymanie. Inaczej: lepiej być biednym z wykształceniem wyższym niż biednym z wykształceniem niższym.
>Poza tym "upychanie" bezrobotnych na uczelniach wyższych i w administracji opłaca się tym, którzy z tego korzystają, ale prawie całej reszcie społeczeństwa to się na pewno nie opłaca. Jest Pan pewny ? Bo ja już nie tak bardzo. Podobno nie ma darmowych lunchów? Jeśli zaoszczędzimy na stypendiach i płacach to przyjdzie nam zapłacić więcej na ochronę, bezpieczeństwo i socjal, a sytuacja wielu ludzi pogorszy się.
System powinien generować tyle miejsc pracy żeby młodzi ludzie nie musieli iść na studia dla przeczekania złych czasów, duża część z nich znalazłaby miejsca pracy w dobrze płatnych zawodach. Cóż z tego gdy nawet dla słabo kwalifikowanych robotników brakuje miejsc pracy.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | TriDzej2 (869 punktów) | >Ja wiem, że ludzie na ogół wybierają to co w ich mniemaniu jest dla nich optymalne, najkorzystniejsze. Naturalnie mogą się mylić, błędy należą do natury ludzkiej. Długość czy intensywność dumania nad dylematami jest trudno mierzalna, a w końcu trzeba podejmować decyzje.
Człowiek zawsze wybiera rzeczy najlepsze dla siebie, które niekoniecznie muszą być dobre dla reszty. To jest taki przypadek.
>>Dlatego trzeba skończyć z mitem, że wykształcenie gwarantuje pracę i uzmysłowić ludziom, że pieniądze dostaną za to, co umieją, a nie za tytuł na papierku. >Ten mit chyba jakiś wirtualny, z realizmem niewiele ma wspólnego. Mam w rodzinie bliższej i dalszej wielu młodych ludzi którzy bądź skończyli studia, bądź studiują właśnie i z rozmów z nimi wiem, że ten mit u nich nie funkcjonuje i nigdy nie funkcjonował.
Wirtualny mit to masło maślane. Mity mają to do siebie, że często nie przystają do rzeczywistości.
Ja obracam się w różnych środowiskach i widze, że ten mit jeszcze się jakoś trzyma, więc proszę porzucić zasadę: "ja nie widzę, więc nie ma".
>>Poza tym "upychanie" bezrobotnych na uczelniach wyższych i w administracji opłaca się tym, którzy z tego korzystają, ale prawie całej reszcie społeczeństwa to się na pewno nie opłaca. >Jest Pan pewny ? Bo ja już nie tak bardzo. Podobno nie ma darmowych lunchów? >Jeśli zaoszczędzimy na stypendiach i płacach to przyjdzie nam zapłacić więcej na ochronę, bezpieczeństwo i socjal, a sytuacja wielu ludzi pogorszy się.
Oszczędności powinny spowodować spadek podatków, a gdy zostaje więcej pieniędzy w kieszeni obywateli, to rośnie konsumpcja i tworzą się nowe miejsca pracy. Wyjdzie na to, że ludzie "zimujący" na studiach i w administracji będą musieli wziąć się do pracy.
>System powinien generować tyle miejsc pracy żeby młodzi ludzie nie musieli iść na studia dla przeczekania złych czasów, duża część z nich znalazłaby miejsca pracy w dobrze płatnych zawodach. Cóż z tego gdy nawet dla słabo kwalifikowanych robotników brakuje miejsc pracy.
System nie ma generować miejc pracy, tylko sprzyjać tworzeniu miejsc pracy. Miejsca pracy może generować biurokracja, ale ona nic nie produkuje, a jej dalszy rozrost jest szkodliwy.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | > >>Dlatego trzeba skończyć z mitem, że wykształcenie gwarantuje pracę i uzmysłowić ludziom, że pieniądze dostaną za to, co umieją, a nie za tytuł na papierku.> >Ten mit chyba jakiś wirtualny, z realizmem niewiele ma wspólnego. Mam w rodzinie bliższej i dalszej wielu młodych ludzi którzy bądź skończyli studia, bądź studiują właśnie i z rozmów z nimi wiem, że ten mit u nich nie funkcjonuje i nigdy nie funkcjonował.> Wirtualny mit to masło maślane. Mity mają to do siebie, że często nie przystają do rzeczywistości.Niekoniecznie, bo nie chodzi mi o istotę mitu tyko o jego funkcjonowanie. Są mity które funkcjonują w społeczeństwie poprzez zachowania ludzi i też takie, które ktoś wymyśla tylko na potrzeby jakiejś argumentacji, konwencji czy rozważań. Proszę się nie wymądrzać, bo szkoda mi czasu na na wyjaśnianie oczywistych oczywistości  . > Ja obracam się w różnych środowiskach i widze, że ten mit jeszcze się jakoś trzyma, więc proszę porzucić zasadę: "ja nie widzę, więc nie ma".Już porzucam i przyznaję, że mniemanie iż wyższe wykształcenie gwarantuje pracę, naturalnie może wystąpić u niektórych ludzi, nie zaprzeczam, choćby na zasadzie wyjątku od reguły. Ciekawe w jakich środowiskach Pan się obraca, bo wydaje mi się, że są to środowiska niezbyt mądre  . > >Jeśli zaoszczędzimy na stypendiach i płacach to przyjdzie nam zapłacić więcej na ochronę, bezpieczeństwo i socjal, a sytuacja wielu ludzi pogorszy się.> Oszczędności powinny spowodować spadek podatków, a gdy zostaje więcej pieniędzy w kieszeni obywateli, to rośnie konsumpcja i tworzą się nowe miejsca pracy.Właśnie napisałem, że mogą to być oszczędności pozorne lub nawet pogarszające sytuację wielu ludzi. Jeśli rząd zwolni ludzi i pozbawi ich dochodów to w pierwszej kolejności w gospodarce wystąpi spadek popytu i stagnacja lub recesja w tym także pogorszenie wpływów podatkowych. Zmniejszenie podatków w takiej sytuacji to dalsze pogorszenie sytuacji budżetu. W sumie z teorii, że jak będziemy mieli niskie podatki to będzie nam lepiej, wynika więcej wątpliwości niż nadziei. > Wyjdzie na to, że ludzie "zimujący" na studiach i w administracji będą musieli wziąć się do pracy.Myśli Pan, że znajdą się dla nich miejsca pracy w sytuacji zwiększonego bezrobocia, mimo że teraz ich nie ma ? To naprawdę dosyć otymistyczne założenie  . > >System powinien generować tyle miejsc pracy żeby młodzi ludzie nie musieli iść na studia dla przeczekania złych czasów, duża część z nich znalazłaby miejsca pracy w dobrze płatnych zawodach. Cóż z tego gdy nawet dla słabo kwalifikowanych robotników brakuje miejsc pracy.> System nie ma generować miejc pracy, tylko sprzyjać tworzeniu miejsc pracy.Mówiąc system miałem na myśli gospodarkę jako całość. > Miejsca pracy może generować biurokracja, ale ona nic nie produkuje, a jej dalszy rozrost jest szkodliwy.Co do biurokracji to mam podobne odczucie, ale wiem, że taka biurokracja jaka jest wynika z określonych potrzeb państwa i byłoby trudno dzisiaj ją istotnie redukować bez poważnych reperkusji dla jego funkcjonowania. Natomiast ew. obcinanie administracyjnej biurokracji nie powinno przebiegać pod Tuskowe modełko 10% wszędzie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | TriDzej2 (869 punktów) | > >Wirtualny mit to masło maślane. Mity mają to do siebie, że często nie przystają do rzeczywistości.> Niekoniecznie, bo nie chodzi mi o istotę mitu tyko o jego funkcjonowanie. Są mity które funkcjonują w społeczeństwie poprzez zachowania ludzi i też takie, które ktoś wymyśla tylko na potrzeby jakiejś argumentacji, konwencji czy rozważań.Nie wymyślam nic na potrzeby dyskusji, opisuję to, co widzę. > Ciekawe w jakich środowiskach Pan się obraca, bo wydaje mi się, że są to środowiska niezbyt mądre .Póki nie ma tam takich nadętych bufonów jak Pan wolę swoje "niezbyt mądre" środowiska, cokolwiek to ma oznaczać. > >Oszczędności powinny spowodować spadek podatków, a gdy zostaje więcej pieniędzy w kieszeni obywateli, to rośnie konsumpcja i tworzą się nowe miejsca pracy.> Właśnie napisałem, że mogą to być oszczędności pozorne lub nawet pogarszające sytuację wielu ludzi. Jeśli rząd zwolni ludzi i pozbawi ich dochodów to w pierwszej kolejności w gospodarce wystąpi spadek popytu i stagnacja lub recesja w tym także pogorszenie wpływów podatkowych. Zmniejszenie podatków w takiej sytuacji to dalsze pogorszenie sytuacji budżetu.Zwolnienie osoby, która nie robi nic konstruktywnego, tylko przerzuca papiery będzie stratą z tego powodu, że nie będzie ona kupować, ale pozostali ludzie, z których pieniędzy ona żyje, będą mieli ich więcej, więc sumarycznie nic się nie zmieni. Spadek popytu wystąpi tylko wtedy, kiedy zaoszczędzone pieniądze państwo wykorzysta na spłatę długu, a nie na obniżkę podatków (co jest w wypadku dużego zadłużenia najlepszym wyjściem). Zmniejszenie podatków pogarsza sytuację dla budżetu, ale poprawia ją dla przeciętnego obywatela. > W sumie z teorii, że jak będziemy mieli niskie podatki to będzie nam lepiej, wynika więcej wątpliwości niż nadziei.Jeżeli ktoś wierzy, że bez państwa sobie nie poradzi, to faktycznie będzie miał wątpliwości. > >Wyjdzie na to, że ludzie "zimujący" na studiach i w administracji będą musieli wziąć się do pracy.> Myśli Pan, że znajdą się dla nich miejsca pracy w sytuacji zwiększonego bezrobocia, mimo że teraz ich nie ma? To naprawdę dosyć otymistyczne założenie .Zawsze mówię, że wraz z redukcją biurokracji powinno się uprościć prawo i obniżyć podatki. Wtedy zaczną powstawać miejsca pracy. > Co do biurokracji to mam podobne odczucie, ale wiem, że taka biurokracja jaka jest wynika z określonych potrzeb państwa i byłoby trudno dzisiaj ją istotnie redukować bez poważnych reperkusji dla jego funkcjonowania. Natomiast ew. obcinanie administracyjnej biurokracji nie powinno przebiegać pod Tuskowe modełko 10% wszędzie.Wiele rzeczy można zautomatyzować, wiele zbędnych paragrafów i bubli prawnych usunąć. Po tym redukcja biurokracji o 10% to nic trudnego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | >Póki nie ma tam takich nadętych bufonów jak Pan wolę swoje "niezbyt mądre" środowiska, cokolwiek to ma oznaczać. Oho, coś nowego, "nadęty bufon" to coś czego mi brakowało w moim zbiorze epitetów otrzymanych od oponentów pewnego rodzaju, którego tutaj przez delikatność nie nazwę. Chciałem tylko wskazać, szanując Pańskie preferencje, że moim zdaniem, ludzie wierzący iż wyższe wykształcenie da im automatycznie pracę do mądrych nie należą.
>Zmniejszenie podatków w takiej sytuacji to dalsze pogorszenie sytuacji budżetu. To jest optyka kogoś kto chce oglądać świat przez własną kieszeń.
>>W sumie z teorii, że jak będziemy mieli niskie podatki to będzie nam lepiej, wynika więcej wątpliwości niż nadziei. >Jeżeli ktoś wierzy, że bez państwa sobie nie poradzi, to faktycznie będzie miał wątpliwości. Ja mam wątpliwości czy kwestia "poradzenia sobie" to sprawa wiary, cokolwiek to "poradzenie sobie" miałoby oznaczać.
>Zawsze mówię, że wraz z redukcją biurokracji powinno się uprościć prawo i obniżyć podatki. Wtedy zaczną powstawać miejsca pracy. Politycy bez przerwy o tym gadają, a przeciwieństwo jest skutkiem realnym. Czyli że dla zwolnionych nie przewiduje Pan miejsc pracy w realu ?
>Wiele rzeczy można zautomatyzować, wiele zbędnych paragrafów i bubli prawnych >usunąć. Po tym redukcja biurokracji o 10% to nic trudnego. Nawet łatwe gdy się pozostaje w krainie ogólników.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | TriDzej2 (869 punktów) | >Chciałem tylko wskazać, szanując Pańskie preferencje, że moim zdaniem, ludzie wierzący iż wyższe wykształcenie da im automatycznie pracę do mądrych nie należą.
Ludzi powinno się oceniać na podstawie więcej niż jednej opinii.
>>Jeżeli ktoś wierzy, że bez państwa sobie nie poradzi, to faktycznie będzie miał wątpliwości. >Ja mam wątpliwości czy kwestia "poradzenia sobie" to sprawa wiary, cokolwiek to "poradzenie sobie" miałoby oznaczać.
Póki ktoś czegoś nie sprawdzi lub nie udowodni, to zostaje to w kwestii wiary i przekonań tego kogoś.
>>Zawsze mówię, że wraz z redukcją biurokracji powinno się uprościć prawo i obniżyć podatki. Wtedy zaczną powstawać miejsca pracy. >Politycy bez przerwy o tym gadają, a przeciwieństwo jest skutkiem realnym. Czyli że dla zwolnionych nie przewiduje Pan miejsc pracy w realu?
Od tworzenia miejsc pracy nie jest państwo.
>>Wiele rzeczy można zautomatyzować, wiele zbędnych paragrafów i bubli prawnych >usunąć. Po tym redukcja biurokracji o 10% to nic trudnego. >Nawet łatwe gdy się pozostaje w krainie ogólników.
[Edit] Za długo by pisać, a w większości nie związane z tematem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | >[Edit] Za długo by pisać, a w większości nie związane z tematem. Szkoda że się nie udało przejść od ogólników do szczegółów. W tych ostatnich jest jakby więcej interesującego. Mam nadzieję, że Pan się nie obraził za - niezbyt mądre środowiska. Uważam że nieco złośliwości w naszych tutaj dyskusjach dodaje im smaku. Pozdrawiam !
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >Zmniejszenie podatków pogarsza sytuację dla budżetu, ale poprawia ją dla przeciętnego obywatela. Z takim stwierdzeniem można polemizować - skoro budżet przysparza deficytu, to mniejsze podatki będą skutkować mniejszym deficytem, co polepszy sytuację budżetu.
[A i przeciętny obywatel zyska przez zmniejszenie zadłużenia.]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | TriDzej2 (869 punktów) | >>Zmniejszenie podatków pogarsza sytuację dla budżetu, ale poprawia ją dla przeciętnego obywatela. >Z takim stwierdzeniem można polemizować - skoro budżet przysparza deficytu, to mniejsze podatki będą skutkować mniejszym deficytem, co polepszy sytuację budżetu.
W tym wypadku wziąłem tylko pod uwagę ten jeden czynnik, a resztę pominąłem.
>[A i przeciętny obywatel zyska przez zmniejszenie zadłużenia.]
A w tym wypadku się zgadzam.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | Panowie Jan Rylew i TriDzej2: Dyskusja fascynująca, jednak wolałabym, abyście Panowie zaprzestali obrzucania się obelgami w stylu "niezbyt mądre środowisko" i "nadęty bufon".
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
8 na 8 | Ag-nes (2295 punktów) | >Komu to przeszkadza i jakim prawem? No na przykład Kościołowi. Nie na rękę im wykształceni, myślący ludzie i jeszcze do tego humaniści, toż to prawie heretycy. Religie korzystają najbardziej, na mniej wykształconych społeczeństwach. No i politykom. Im bardziej społeczeństwo "kumate", tym ostrożniej trzeba postępować przy "czyszczeniu koryta".
|
|
 | 3 na 3 | Matix (5786 punktów) | Ale czy aż trzeba wyższego wykształcenia, żeby być niewygodnym dla kościoła? Ja obecnie studiuję i możesz wierzyć lub nie, ale mam znajomych studentów (wow!). To czy są wierzący czy nie, wcale nie zależy od tego czy studiują. Nie znam nikogo kto by zmienił poglądy dzięki temu że poszedł na studia (poglądy religijne). To nie studia lecz szkoła ma większy wpływ na to. To właśnie szkoła powinna się zmienić, bo jak z niej wyjdzie zindoktrynowane ciele to żadne studia tu nie pomogą.
PS, z resztą co ja się tu produkuję... masz najlepszy przykład: Polska - najwięcej studentów, najwięcej katolickiej indoktrynacji.
|
|
|  | 1 na 1 | Ag-nes (2295 punktów) | >PS, z resztą co ja się tu produkuję... masz najlepszy przykład: Polska - najwięcej studentów, najwięcej katolickiej indoktrynacji. Studentów to nam zaczęło przybywać całkiem niedawno i jak najbardziej skutkuje to, procesem laicyzacji naszego społeczeństwa (powolnym, ale jednak).
|
|
| |  | 6 na 6 | liliac (147340 punktów) | > Studentów to nam zaczęło przybywać całkiem niedawno i jak najbardziej skutkuje to, procesem laicyzacji naszego społeczeństwa (powolnym, ale jednak).A tu mamy piękny przykład tego, jak wyższe wykształcenie znakomicie się do laicyzacji przyczynia.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Ag-nes (2295 punktów) | > A tu mamy piękny przykład tego, jak wyższe wykształcenie znakomicie się do laicyzacji przyczynia.Takie przykłady to i w bardzo zlaicyzowanych społeczeństwach się zawsze znajdzie, tu chodzi o pewna regułę. Ciekawe jak by wyszło np: badanie poziomu wykształcenia czytelników racjonalisty.pl i któregoś z religijnych portali? Poza tym ktoś kto ma tytuł naukowy i zajmuje się takimi bzdurami nie jest wg mnie dobrym reprezentantem ludzi wykształconych.
|
|
| | | |  | 7 na 7 | liliac (147340 punktów) | >Poza tym ktoś kto ma tytuł naukowy i zajmuje się takimi bzdurami nie jest wg mnie dobrym reprezentantem ludzi wykształconych.
To niestety naiwne podejście. Znam wśród środowisk lekarskich (przecież wykształconych) zastraszające ilości ludzi baaardzo religijnych i baaardzo konserwatywnych. Prawie nie wchodzę na fora branżowe, bo mnie poziom konserwatyzmu zniechęca i zniesmacza.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Ag-nes (2295 punktów) | > To niestety naiwne podejście. Znam wśród środowisk lekarskich (przecież wykształconych) zastraszające ilości ludzi baaardzo religijnych i baaardzo konserwatywnych. Prawie nie wchodzę na fora branżowe, bo mnie poziom konserwatyzmu zniechęca i zniesmacza. Cytat:Skłonność do ateizmu lub religijnej obojętności jest silnie skorelowana z poziomem wykształcenia A.Koraszewski Artykułów, w których mowa o zależności wykształcenia i religijności na samym racjonaliście.pl jest od groma. Literatury na ten temat też jest sporo, nawet Dawkinsa nie tykając. Anegdoty są bez znaczenia.
|
|
| | | | | |  | 7 na 7 | liliac (147340 punktów) | > Anegdoty są bez znaczenia.W Polsce mamy chyba głównie anegdoty  Ale poważniej: każdy spośród wymienionych przez ciebie autorów potwierdzi, że zależność ta jest zmienna regionalnie i mocno zależna od typu wykształcenia. Tłumy naszych "wykształconych" pedagogów i politologów z Kozich Wólek - obawiam się - niekoniecznie będą pod te korelacje podpadać. Pomimo tego, że w sensie ogólnym rzeczywiście wykształcenie koreluje z mniejszą religijnością. Może tak powiem - wykształcenie, jakkolwiek laicyzacji sprzyja, nie jest jednocześnie jej gwarantem, a i nie wszystko spośród tego, co w Polsce nazywa się wykształceniem rzeczywiście na to miano zasługuje.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Ag-nes (2295 punktów) | > W Polsce mamy chyba głównie anegdoty  > Może tak powiem - wykształcenie, jakkolwiek laicyzacji sprzyja, nie jest jednocześnie jej gwarantem, a i nie wszystko spośród tego, co w Polsce nazywa się wykształceniem rzeczywiście na to miano zasługuje.Bo jesteśmy dopiero na początku drogi ku laicyzacji, racjonalizacji itp. i na razie to uczymy się zdobywać wykształcenie (niestety metodą prób i błędów, z przewagą jak na razie dla tych drugich.)
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | >Bo jesteśmy dopiero na początku drogi ku laicyzacji, racjonalizacji itp. i na razie to uczymy się zdobywać wykształcenie (niestety metodą prób i błędów, z przewagą jak na razie dla tych drugich.)
Z tym jestem skłonna się zgodzić. Jakkolwiek na razie wygląda to średnio optymistycznie.
|
|
| | | |  | | deili (1140 punktów) | >Ciekawe jak by wyszło np: badanie poziomu wykształcenia czytelników racjonalisty.pl i któregoś z religijnych portali? Obawiam się że większej różnicy by nie było. Może miało by to sens gdyby badać kierunek wykształcenia, ale również różnice te nie były by wielkie.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Hodża (11172 punktów) | > Ciekawe jak by wyszło np: badanie poziomu wykształcenia czytelników racjonalisty.pl i któregoś z religijnych portali?Obawiam się, że bardzo bym obniżył poziom racjonalisty.pl  Wracając do tematu wątku, to trzeba sobie zdać sprawę, że albo traktujemy studia jako naukę zawodu, albo jako sposób na uzyskanie pewnego bonusa ("status społeczny" ?), który ma nam zapewnić znalezienie w miarę dobrze płatnej pracy, oczywiście nie takiej, w której człowiek się ubrudzi, spoci i urobi po łokcie. W pierwszym przypadku może to być zazwyczaj jedynie zawód nauczyciela; to ktoś, kto umie przekazać innym pewną wiedzę. W każdym innym przypadku, jeśli ktoś nie ma doświadczenia w konkretnej pracy, to teoria zazwyczaj jest niewystarczająca do tego, by zadowolić rynek. Kiedyś - faktycznie, dyplom magistra oznaczał, że student był w stanie zapanować organizacyjnie nad swoim procesem edukacji i ktoś taki miał szansę na stanowisko kierownicze; iluż to prawników, polonistów, psychologów zostało dyrektorami różnych działów firm zagranicznych w pierwszych latach po transformacji. Dzisiaj już to nie wystarczy - potrzebna jest specjalizacja, kursy pod specyfikę danej branży, zaś ogólne wykształcenie i "szerokie horyzonty" mogą wręcz stać się przeszkodą w znalezieniu dobrej pracy. Jest to proces znany dobrze w Ameryce. Kiedyś słyszałem taką historię od znajomego mieszkańca tego pięknego kraju, Polaka z emigracji po 1981 - o pewnym świetnie wykształconym człowieku po studiach technicznych z Polski, który gdzieś koło Nowego Jorku załapał jakąś pracę "na czarno" przy wykańczaniu mieszkań. Któregoś dnia właściciel firmy, wiedząc o stanie wojennym w Polsce powiedział coś na ten temat, że Rosjanie w Polsce przeprowadzili zamach stanu. Tak więc ów wykształcony, mądry człowiek, jął mu cierpliwie tłumaczyć zawiłości relacji między rządem PRL a ZSRR, wykazując, że wprawdzie nie jesteśmy całkiem suwerenni, ale też nie jesteśmy republiką radziecką. Po wykładzie na temat sytuacji geopolitycznej w naszej części Europy Amerykanin był pod wielkim wrażeniem. Następnego dnia zwolnił Polaka z pracy. Powiedział mu , że byłby świetnym politologiem, ale on potrzebuje specjalisty od układania carpetu. I w tym to właśnie kierunku idzie; wielu pracodawców nie chce mieć pracownika lepiej od niego wykształconego, bardziej inteligentnego, elokwentnego, tylko zdyscyplinowanego robola, który będzie świetnie wykonywał kilka konkretnych czynności, ale który nie będzie umiał obliczyć wartości swojej pracy. A nawet jeśli nie jest to aż tak źle ze strony pracodawców, to niewątpliwie studia humanistyczne zazwyczaj nie dają umiejętności wytwarzania czegokolwiek, może poza miłą atmosferą
|
|
| | |  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | Nie martw się, nie tylko w medycynie trafiają się tacy
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | |  | 1 na 1 Słupski (79 punktów) (zablokowany) |
Polscy eksperci....ręce opadają i ogarnia przerażenie
|
|
| | |  | | DyktaFon (9281 punktów) | > A tu mamy piękny przykład tego, jak wyższe wykształcenie znakomicie się do laicyzacji przyczynia.To jest całkiem rozsądne.... pacjent na pewno nie oprotestuje werdyktu uczonych w piśmie. No i zawsze można zdobyć trochę popularności wśród wierzących pacjentów...że nawet umie się diagnozować tak dawne przypadki. A z popularności (nie wiedzy, broń boże), jak wiadomo, jest kasa.
|
|
6 na 8 | Grzegorz (5685 punktów) | Nadprodukcja osób z wyższym wykształceniem wynika z paru względów. Po pierwsze, prawie zupełne skasowanie techników i zawodówek plus reforma Giertycha powoduje że każdy ma teraz maturę... co oznacza że przestała ona cokolwiek znaczyć. A skoro na starcie mamy (1) niezbyt dobrą sytuację na rynku pracy plus (2) setki tysięcy ludzi z papierkiem (matura) który nie gwarantuję nawet że będą potrafili w firmie odebrać telefon ze zrozumieniem to coś się z nimi musi stać. Najczęściej trafiają oni na studia...
A czemu głównie humaniści? Nie będę tu rozwijał odpowiedzi najczęściej poruszanej w podobnych dyskusjach, sprowadzającej się ogólnie do tego że podobno młodzież nie lubi przedmiotów ścisłych, i są one nauczane na coraz niższym poziomie. Coś w tym może i jest, ale myślę że nie jest to główny powód.
Po prostu wyższym uczelniom łatwo rozszerzyć ofertę dla humanistów, bo żeby wykształcić inżyniera trzeba mu zafundować x godzin ćwiczeń w laboratorium (które też trzeba najpierw mieć, plus pewnie odpowiednia liczba atestów), potrzebne jest sporo aparatury/odczynników, itd., gdy tymczasem dla humanisty wystarczą sale wykładowe (plus parę komputerowych, ale to już dawno żaden problem).
|
|
 | 11 na 11 | Meretseger (61860 punktów) | W dodatku namnożyło się prywatnych Wyższych Szkół Tego i Owego, które za bardzo małe (wydawane przez siebie) pieniądze oferują "wyższe" wykształcenie (przeważnie licencjat). Co jest wart taki licencjat z historii, uzyskany w jednej z owych "uczelni", miałam okazję się przekonać naocznie (i nausznie - słowo daję, opadły). Te szkoły inżynierów kształcić nie będą, bo jak słusznie zauważyłeś, wymaga to dużych nakładów finansowych na stworzenie bazy. Natomiast stanowią świetną przechowalnię dla młodzieży, która nie wie, co ma ze sobą zrobić. Problem w tym, że potem nie wiadomo, co z tą młodzieżą zrobić.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
|  | 7 na 7 | liliac (147340 punktów) | >W dodatku namnożyło się prywatnych Wyższych Szkół Tego i Owego, które za bardzo małe (wydawane przez siebie) pieniądze oferują "wyższe" wykształcenie (przeważnie licencjat). Co jest wart taki licencjat z historii, uzyskany w jednej z owych "uczelni", miałam okazję się przekonać naocznie (i nausznie - słowo daję, opadły).
O to to, Meret. Takie "wykształcenie" naprawdę niewiele daje komukolwiek. Poprawia tylko samoocenę absolwentów. I zwiększa poziom frustracji na rynku pracy.
|
|
| |  | | finerbijk (17282 punktów) | >O to to, Meret. Takie "wykształcenie" naprawdę niewiele daje komukolwiek.
Daje dochód szkole, wykładowcom i państwu, bo kiedy delikwent się uczy, to nie trzeba mu wypłacać zasiłków, a ci pierwsi płacą podatki. Pytanie zasadnicze to czego oczekujemy od wykształcenia, by komuś cokolwiek dawało? Priorytetem może być wiedza i świadomość jednostki, zdolność do zapewnienia sobie dobrobytu, lub przydatność społeczna. W praktyce czasem się łączą te aspekty, a czasem nie.
|
|
| | |  | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | >Daje dochód szkole, wykładowcom i państwu, bo kiedy delikwent się uczy, to nie trzeba mu wypłacać zasiłków, a ci pierwsi płacą podatki.
Tylko potem taki delikwent publicznie i na łamach prasy marudzi, że on taki wykształcony i dyplomowany, a nikt go na odpowiednim stanowisku zatrudnić nie chce, biedactwa. Zresztą zasiłek chyba tylko przez pół roku przysługuje (czy się mylę?), więc co za różnica czy ten zasiłek zaraz po maturze dostanie, czy też po ukończeniu Prywatnej Wyższej Szkoły Tego i Owego? Ale rzeczywiście prywatne wyższe szkoły uczące niczego bądź prawie niczego zasadniczo mniej mi przeszkadzają niż ciągle obniżające poziom uczelnie państwowe, do których muszę się dokładać.
>Pytanie zasadnicze to czego oczekujemy od wykształcenia, by komuś cokolwiek dawało?
Od kształcenia prywatnego niekoniecznie - wszak nie moja kasa jest wtedy wyrzucana w błoto, jednak szkoły prywatne coraz bardziej domagają się współfinansowania przez ministerstwo.
>Priorytetem może być wiedza i świadomość jednostki, zdolność do zapewnienia sobie >dobrobytu, lub przydatność społeczna. W praktyce czasem się łączą te aspekty, a czasem >nie.
W praktyce odnoszę wrażenie, że te aspekty wynikają coraz mniej z tego, co oferuje znaczna część sektora wyższego szkolnictwa. Coś ewidentnie nie działa tak, jak powinno.
|
|
| | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Tylko potem taki delikwent publicznie i na łamach prasy marudzi, że on taki wykształcony i dyplomowany, a nikt go na odpowiednim stanowisku zatrudnić nie chce, biedactwa. Jakieś przykłady? Fakt, że w prasie można znaleźć różne bzdety, ale bez przesady chyba.
>Zresztą zasiłek chyba tylko przez pół roku przysługuje (czy się mylę?), więc co za różnica czy ten zasiłek zaraz po maturze dostanie, czy też po ukończeniu Prywatnej Wyższej Szkoły Tego i Owego? Taka to różnica, że przynajmniej przez te parę lat wcześniej dawał zatrudnienie wielu ludziom. Gdyby poszedł po zasiłek po liceum, pracownicy Prywatnej Szkoły Tego i Owego poszliby razem z nim.
>Coś ewidentnie nie działa tak, jak powinno. Edukacja jak wszystko potrzebuje kasy, aby dobrze funkcjonować. Mit bezpłatnego szkolnictwa w dużym stopniu przyczynia się do tego, że nie działa jak należy. Wydaje mi się, że obecnie najlepszym systemem są kredytowane płatne studia ze spłatą rozłożoną na okres po znalezieniu pracy. Jasne, że pewien odsetek nie znajdzie pracy, wtedy kredyt pokrywany jest z ubezpieczenia. Wiadomo tylko jakie emocje budzi w Polsce hasło "płatna nauka", podobnie jak "płatna służba zdrowia".
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | >>Tylko potem taki delikwent publicznie i na łamach prasy marudzi, że on taki wykształcony i dyplomowany, a nikt go na odpowiednim stanowisku zatrudnić nie chce, biedactwa. >Jakieś przykłady? Fakt, że w prasie można znaleźć różne bzdety, ale bez przesady chyba.
No ale wiesz przecież, że pozaprasowo, to mogę mieć ewentualnie dane anegdotyczne i - skądinąd i owszem - kojarzę taką młodą "filozofkę" czy panny po pedagogice i naprawdę czują się te osoby ciężko poszkodowane, że społeczeństwo nie docenia ich kwalifikacji.
>Taka to różnica, że przynajmniej przez te parę lat wcześniej dawał zatrudnienie wielu ludziom. Gdyby poszedł po zasiłek po liceum, pracownicy Prywatnej Szkoły Tego i Owego poszliby razem z nim.
Rozumiem, co masz na myśli. Tylko tak się zastanawiam czy to naprawdę byłoby takie niesłuszne i złe. Ale nadal twierdzę - póki nie za moje, niech świadczą dowolne usługi - jeśli ktoś chce za nie płacić - wolna droga.
>Edukacja jak wszystko potrzebuje kasy, aby dobrze funkcjonować. Mit bezpłatnego szkolnictwa w dużym stopniu przyczynia się do tego, że nie działa jak należy. Wydaje mi się, że obecnie najlepszym systemem są kredytowane płatne studia ze spłatą rozłożoną na okres po znalezieniu pracy. Jasne, że pewien odsetek nie znajdzie pracy, wtedy kredyt pokrywany jest z ubezpieczenia. >Wiadomo tylko jakie emocje budzi w Polsce hasło "płatna nauka", podobnie jak "płatna służba zdrowia".
A tu się z tobą generalnie zgodzę. Zostawiłabym dla edukacji pewien bufor typu "najlepsi studiują bezpłatnie" z umorzeniem kredytu dla - dajmy na to 10-20% najlepszych, ale w sumie mam podobną opinię. Nie da się robić dobrej szkoły wyższej bez nakładów finansowych.
|
|
4 na 4 | liliac (147340 punktów) | > Czy ktoś ma coś przeciwko taksówkarzowi z dyplomem filozofii albo piekarzowi-socjologowi?
Dla mnie OK - problem w tym, że im to się zdaje przeszkadzać i masowo obrażają się na społeczeństwo, że rzeczone nie daje im pracy "odpowiadającej kwalifikacjom".
|
|
5 na 5 | Matix (5786 punktów) | Mi to by w ogóle nie przeszkadzało. Nikt nie powinien nikomu zabraniać zdobywać wiedzy i wykształcenia. Problem jednak w tym, że obecny system robi to kosztem obniżania poziomu. Na to już się zgodzić nie można. Podnieść poziom na każdym szczeblu i kto chce niech wiedzę zdobywa, nie chodzi o to, by ograniczać odgórnie ilość miejsc na uczelniach, chodzi o to, żeby promować rozwój, a powiedzcie mi w jaki sposób można promować rozwój przez taką zależność:
|
|
3 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
> Czy ktoś ma coś przeciwko taksówkarzowi z dyplomem filozofii albo piekarzowi-socjologowi? Podobno pracodawcy mają coś przeciw piekarzom socjologom.
Pozdrawiam
Karp żyje, więc ma prawo do życia! Nie naruszajcie tego prawa!
|
|
8 na 8 | neurosurgery (2484 punktów) | Szczerze, ja mam dość polskiej edukacji! Monotonna, przestarzała i chora. Nie dość, że w szkole nie ma w ogóle swobody do wyrażania swojej opinii, to jeszcze nauczyciele uważają się za święte krowy i jedyne źródło wiedzy na planecie Ziemia. Ci "magistrzy" i "humaniści" to produkt polskiej szkoły. Przepychanie na siłę słabych uczniów, bo trzeba utrzymać etaty, daje efekty. Co drugi magister to socjolog. Uzyskują licencjaty za pieniądze w "wyższych szkołach" i nie mają pojęcia o niczym. Dzisiaj każdy może iść do liceum, każdy... Na profilu humanistycznym są osoby, które ułamków dodać nie potrafią, a osiągnięcie 30% z pisemnej matury z matematyki to nieosiągalny cel. Ile dzisiaj jest wart tytuł magistra w Polsce? Moim zdaniem nic. Rozdaje się dyplomy na lewo i prawo, pieniądze z budżetu idą na 'edukację' tych ludzi, a potem lament, bo pan socjolog nie ma pracy! System jest zepsuty całkowicie. Począwszy od podstawówek, przez gimnazja i licea. Jak sobie pomyślę o kluczach do wypracowań z języka polskiego to mnie coś trafia! Nieważne co myślisz, klucz wie lepiej. To jest ta wolność myślenia?! W gronie 300 (słownie: trzystu!) najlepszych uczelni świata nie ma żadnej uczelni z Polski! Czy to nie powinno dać rządzącym do myślenia? Ostatnia Nagroda Nobla z dziedzin naukowych dla obywatela Polski to Maria Skłodowska-Curie, rok 1911. 100 lat minęło i niewiele się w tej materii zmieniło. Łóżmy dalej na Kościół, a będzie tylko lepiej! Ręce opadają...
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Debata na ten temat, zazwyczaj inicjowana przez polityków...
U nas zainicjowała ją, jeśli dobrze pamiętam, Renata Beger.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
1 na 1 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >Czy ktoś ma coś przeciwko taksówkarzowi z dyplomem filozofii albo piekarzowi-socjologowi?
Nie rozumiem tego za bardzo. Fakt że w Irlandii np. ludzi uczy się do pracy, tak że już w liceum mają 2 wolne dni w tygodniu, żeby sobie znaleźć pracę, to nie znaczy, że to jest najlepsze rozwiązanie pod słońcem.
Wydaje mi się że kierunki takie jak filozofia, czy socjologia są świetne na drugi kierunek. Sam mam zamiar zacząć filozofię jako drugi kierunek od października (ostatnia okazja mieć drugi kierunek za darmo) głównie z tego powodu, że mnie to interesuje. Nie wydaje mi się, żeby argument o braku pracy w zawodzie był jakimś racjonalnym argumentem za ograniczaniem ilości miejsc na takich kierunkach.
Ja np. bym sobie nawet zapłacił za filozofię jako drugi kierunek, mimo że w ogóle nie spodziewam się po tym pracować w zawodzie. Wątpię też żeby większość osób wybierających kulturoznawstwo, czy pokrewne miało zamiar studiować w zawodzie. Np. wielu wykładowców podkreśla, że po filozofii jest najmniejsze bezrobocie, bo na ten kierunek w większym stopniu decydują się ludzie kreatywni. Nikt przy zdrowych zmysłach kto idzie na filozofię, nie spodziewa się wykładać na uczeni.
Zresztą większość moich znajomych, którzy studiują takie społeczne kierunki ima się zakładania własnych firm, czy pracy w zupełnie innych zawodach. Jednakże zrobienie magistra nawet z socjologii poszerza horyzonty i to ogromnie.
Nie rozumiem czemu skoro na studia jest popyt to nie miałoby być podaży. Czemu zamykać kierunki skoro ludzie, chcą na nich studiować? Ale wielu podobnych rzeczy nie rozumiem. Po co nakładać na rolników ograniczenia, co do ilości produkcji dóbr? Itp., itd. Wiele europejskich trendów do mnie nie trafia.
Niby się wszyscy śmieją, że w Niemczech poziom edukacji jest gorszy, a w Polsce też się to obniża. Wystarczy przejrzeć podręczniki z fizyki i matematyki sprzed 20 lat. W porównaniu do mojego rówieśnika nawet sprzed dekady rozpoczynając studia techniczne w prawie tym samym wieku mam dużo mniejszą wiedzę z zakresu matematyki i fizyki. Nie wspominając o innych przedmiotach, z których programów nauczania się wiecznie wykreśla.
Ja tu widzę jeden wielki żydo-masoński spisek, który ma na celu wmówienie ludziom, że edukacja im nie jest potrzebna, żeby się nie edukowali. To oczywiście taki histeryczny dowcip, ale naprawdę nie rozumiem czemu chcący studiować, mieliby nie móc? Oraz czemu ludzie mają wiedzieć mniej?
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | 3 na 3 | neurosurgery (2484 punktów) | >To oczywiście taki histeryczny dowcip, ale naprawdę nie rozumiem czemu chcący studiować, mieliby nie móc?
Tutaj nie chodzi o ludzi, którzy chcą się naprawdę uczyć. Chodzi o ludzi, którzy zdobywają papierki za pieniądze podatników i nie wiedzą nic o kierunku studiów, które "ukończyli". W Polsce istnieje właśnie to przeświadczenie, że jak nie masz wykształcenia na papierze to jesteś nikim. To niesie za sobą negatywne konsekwencje w postaci beznadziejnych uczelni i studentów. Dużo osób śmieje się z USA, że ludzie są tam przygłupi. Dlaczego więc Stany stały się taką potęgą gospodarczą? Otóż są ludzie do pracy i do zarządzania. Bodajże 2% Amerykanów ma wyższe wykształcenie. Tam przynajmniej coś to oznacza. Mądrzy ludzie kształcą się, wdrażają nowe technologie i wytyczają kierunek rozwoju kraju. Inni wykonują ich wytyczne i wszystko się kręci. W Polsce każdy chce rządzić i to jest problem. Jeżeli ktoś ledwo kończy liceum i nie potrafi się niczego nauczyć, to dlaczego ma się mu umożliwiać studiowanie za państwowe pieniądze? Tak więc dla ambitnych i chętnych studia jak najbardziej.
|
|
|  | 3 na 3 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Zgadzam się, tylko obawiam się, że to wszystko zmierza w złą stronę. Próby robienia w Polsce zachodu nie sprawdzają się bo społeczeństwo jest inne. Zrobili gimnazjum, żeby było jak na zachodzie i poskracali technika i licea. W efekcie żaden nauczyciel nie chce uczyć w gimnazjum i wszyscy cieszą się jak się stamtąd wyrwą do liceum.
Z tym że to wszystko obyło się kosztem skrócenia liceum z 4 do 3 lat. Tzn.? Że obcięto materiał. Czyli wyszło źle.
Podobnie ktoś wymyślił, że żeby zdać maturę nie trzeba uzyskać z dodatkowych przedmiotów nawet 1%. Tzn. przyjdę na egzamin dojrzałości z historii, napiszę na 0, słownie zero i mam zdane. I z tym się zgadzam, że to nieporozumienie.
Tylko wydaje mi się że robienie wszystkiego na modłę zachodu wychodzi w Polsce źle. Z maturą fajnie pomyślane. Kolega zdawał w Belgii i miał mniej materiału, ale u niego maturkę zdawało się od 70%, a nie od 0%. Tam również nie produkują przedmiotów do zdawania dla zabawy.
Dlatego obawiam się, że podejścia rządu do sprywatyzowania uczelni skończą się tym, że ci zdolni nie będą w stanie podjąć studiów, np. na wielu kierunkach, bo nikt nie stworzy tu takich warunków do zarabiania dla studentów jak np. w Holandii, gdzie za bycie wolontariuszem i stypendium naukowe można spokojnie studiować.
Jesteśmy w Polsce gdzie skur***ńsko stypendium socjalne potrafią odmówić bo doliczą zarobki siostry w wakacje przez co przekracza próg o parę złoty. To jest autentyk.
I ja popieram wzorce zachodnie. I niech sprywatyzują, ograniczą, czy co tam chcą. Tylko ja chcę tak jak w Anglii na mczestaw w mcdonaldzie pracować godzinę, a nie ponad dwie.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | >Zgadzam się, tylko obawiam się, że to wszystko zmierza w złą stronę. Próby robienia w Polsce zachodu nie sprawdzają się bo społeczeństwo jest inne. Zrobili gimnazjum, żeby było jak na zachodzie i poskracali technika i licea.
Oj, nie, nie, nie. Zrobili gimnazjum, bo w przeciwnym wypadku cała masa życiowych nieudaczników w postaci nauczycieli trafiłaby na bruk. Dzieci rodzi się znacznie mniej, zdarza się, że w klasach jest po 15 osób (jak ja chodziłem normą było 30), trzeba by pozamykać szkoły, powywalać połowę nauczycieli. A tak, prosta reforma i darmozjady dalej są trzymane. Po co komu na głowie jeszcze zrzędzący nauczyciele?
>Z tym że to wszystko obyło się kosztem skrócenia liceum z 4 do 3 lat. Tzn.? Że obcięto materiał. Czyli wyszło źle.
Oj, bez przesady. Czas nauki ten sam, a i program liceum z powodzeniem można zmieścić w nawet nie 3 lata a rok.
|
|
2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | Problemów jest więcej, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.
Pierwszy i w sumie najważniejszy - jest takie społeczne przekonanie, że bez studiów wyższych człowiek jest nikim. Że uczyć się trzeba, bo wiedza to potęgi klucz. Oczywiście, że wiedza jest ważna, ale już nikt nie wspomina o tym, że wiedzę należy zdobywać we własnym zakresie. Nie można jej ograniczyć do kilku godzin wykładów/ćwiczeń, a później na sobie bimbać.
Drugą rzeczą jest ogólnie przeniesienie nacisku na konsumpcjonizm. Dziś już nie "być" jest celem, a "posiadać". Praca przestała być elementem życia człowieka, sferą, w której ten człowiek się spełnia - praca jest przykrą koniecznością, którą trzeba odwalić żeby mieć pieniądze na rzeczy umilające słodkie lenistwo. I w dużej mierze są to rzeczy absolutnie niepotrzebne.
Trzecia sprawa - króluje takie pojęcie, że "wszystkiego się można nauczyć". Ludzie są równi, więc kazdy ma możliwość spełnić swoje marzenia. Spójrzmy na te zabawne kierunki, które się pojawiają, zupełnie od czapy. Mamy kursy "kreatywnego" pisania. Mamy kursy pisania scenariuszy. Na jakiejś uczelni powstał kierunek kształcący ludzi robiących gry komputerowe. Są szkoły muzyczne - cholera wie po co. To znaczy wie po co...
Ta pogoń za spełnieniem demobilizuje człowieka. Człowiek robi sobie kalkulacje i wychodzi mu, że nie będzie ryzykował tym swoim cennym błogostanem i piłował np. zdolności muzycznych na własną rękę. Musi mieć jakiegoś rodzaju gwarancję. A pozór gwarancji zapewnia właśnie dyplom uczelni wyższej.
Dlatego tez powstają szkoły makijażu, fryzjerstwa, i innych takich pierdół, które z jednej strony zwalniają człowieka z odpowiedzialności za samodzielne dokonywanie postepów w ybranym polu, a z drugiej są absolutnie bezsensowne, bo efekty działań takiej osoby widać gołym okiem - czy jest dobra, czy nie.
Kolejna sprawa - nawet te większe kierunki są niekiedy absolutnie bez sensu. W liceum znałem ludzi, którzy - dla przykładu - interesowali się, powiedzmy, informatyką. Dziubali sobie te programy mając 13 lat, rozwijali we własnym zakresie umiejętności - jednego takiego overclockera mieliśmy w klasie, no faceta to rajcowało, na sprzęcie się znał. No i poszedł na informatykę, cholera wie po co, bo i tak wylądował z jakąś firmą zajmującą się naprawą komputerów. On to do cholery mógł robić od razu, innymi słowy 5 lat w dupę.
No ale był drugi - ten od programów. Poszedł na ekonomię, a po studiach zamiast w jakimś banku podjął pracę w firmie jakieś tam systemy informatyczne sklecającej. Teraz studiuje informatykę - też diabli wiedzą po co.
Kolejna sprawa - spójrzmy jak wiele osób pracuje w usługach. Połowa zawodów jest absolutnie niepotrzebna, służy wydłużaniu łańcucha pomiędzy producentem a konsumentem. Bo ludzi mamy za dużo! Tak dużo, że zrobiło się miejsce na produkcję rzeczy absolutnie nikomu do niczego niepotrzebnych. Jest zawód od absolutnie wszystkiego.
I tu kolejna sprawa - człowiek stopniowo jest pozbawiany jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje życie. Zepsuty kran - wezwij hydraulika, mimo że w tym temacie nie ma nic skomplikowanego. Pomalować mieszkanie - wezwij malarza. Boli gardło - idź do lekarza. Zepsuty komputer - do informatyka. "Zepsute" dziecko - do psychologa. Pies ma być posłuszny - no to idziesz na szkolenie z psem. Pies ma depresję? - bez obaw, są psi terapeuci. Nie wiesz się w co ubrać - są styliści. Nie wiesz co jeść? - mamy kucharzy. Masz grubą dupę? - idź do dietetyka. Nie wiesz jak zadbać o tężyznę fizyczną - idź do trenera!
Więcej - nie wiesz co zrobić z własnym życiem, jaką pracę wybrać, czy pracę zmienić, pracować efektywniej? - odpowiedź da coach.
Człowiek, paradoksalnie, w tym świecie który chce pracę zachować w jak najdalszej odległości od siebie - ma przydatność - w tym i dla siebie samego - jedynie w dziedzinie, na której się zna. Jednocześnie oddaje się w ręce innych ludzi, w nadziei, że oni na pewno wiedzą lepiej. W tym momencie mało kto jest w stanie poradzić sobie bez pomocy nawet w najprostszym wypadku.
|
|
1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | Za mało was uczą i na kiepskim poziomie? - Dokształcajcie się sami. Teraz są takie możliwości, jakich nigdy przedtem nie było. Będziecie bezkonkurencyjni wobec powszechnej miernoty w waszych dziedzinach.
Nie podoba wam się ogólny poziom szkolnictwa? - Załóżcie własną szkołę, taką aby po jej absolwentów ustawiały się kolejki łowców głów.
Narzekanie na system, nadprodukcję, że po chemii może wykładać chemię tylko w Tesco, itd., na nic się nie zda. Od państwa też nie należy zbyt wiele oczekiwać. Państwo nie pogłaszcze po głowie, nie wskaże kierunku bankowo zapewniającego po studiach skok na stanowisko co najmniej 5-cyfrowe.
Edukacja też podlega prawom rynku. Jest ogólny pęd na studia, to i średni poziom siłą rzeczy musi być niższy. Rynek pracy szybko weryfikuje, kto do czego rzeczywiście się nadaje. Ze znalezieniem hydraulika jakoś też nie ma problemów, zatem nie widzę powodu podnosić larum, że w Wólce Wielkiej więcej jest filozofów, niż w starożytnych Atenach.
|
|
| DEmonizer (4893 punktów) | Na ten temat można by było książkę całkiem grubaśną napisać ... I bardzo prawdopodobne, że byłaby dość niemało czytana ... Ze znajomym na ten temat ostatnio przegadaliśmy ze dwa wieczory ostro przedłużone. Co trzeba robić? ... Eh ... Zacząć od tego, co już jest w umysłach przepełnionych "polacką pitologią, czy może mitologią o narodzie wybranym"... W krowią łatwo wejść, a wygrzebać się z niej niebywale trudno, a i tak zapach resztek na ciele pozostaje. Czego mi tutaj brakuje? Poważnej, szukającej rozwiązań debaty między grupami zainteresowanymi na ten temat. Czy jest dialog, rodzic - nauczyciel? Nie, tylko oczekiwania. Politycy? Taaak ... Wykładowcy ... "Chce mi się?" ... "Nie wiem ... Może ... Nie ..." "Może samo się zrobi?" ... Kler tylko jakiś pracowity ... Oczywiście egoistycznie ... Jakoś mnie ten temat dość mocno irytuje ... Emocjonalnie do niego podchodzę ... Pozdrawiam
|
|
1 na 1 | coreless (16088 punktów) |
W takim razie warto najpierw uzyskać odpowiedź na pytanie, czy problem naprawdę istnieje, czy też jest to tylko problem stworzony przez polityków dla celów polityków? Osobiście uważam, że jeśli problemem jest finansowanie studiów wyższych, powinniśmy zastanawiać się nad finansowaniem studiów wyższych, a jeżeli nieprzygotowanie absolwentów do wymogów rynku pracy - to nad ich lepszym przygotowaniem, itp. Tymczasem znowu obrywa się "wykształciuchom" i młodym. Bo co? Bo im można bezkarnie przyłożyć? Bo chcą się uczyć? Bo nie wiadomo, co mają ze sobą zrobić po kiepskiej szkole średniej? Bo zniszczono szkolnictwo zawodowe zamiast je reformować?
Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
|
|
 | | setarkos (10757 punktów) | >.. jeśli problemem jest finansowanie studiów wyższych, powinniśmy zastanawiać się nad finansowaniem studiów wyższych Może w celu poprawy skuteczności szkolnictwa warto zastosować najprostszą regulację opartą na sprzężeniu zwrotnym - niech budżet w większym stopniu finansuje te uczelnie, których absolwenci więcej odprowadzają do budżetu..
[Jeśli przykładowo opodatkuje się kler, to nawet seminaria duchowne mogłyby liczyć na wsparcie państwa - jeśli zaś absolwenci zarabiają mało lub podatki płacą gdzie indziej (albo wcale), to i subwencje byłyby mniejsze.]
|
|
prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Czy ktoś ma coś przeciwko taksówkarzowi z dyplomem filozofii albo piekarzowi-socjologowi? Taksówkarz zamiast skupić się na prowadzeniu będzie rozmyślał o uniwersaliach i wchrzani się pod tramwaj. A socjolog się zamyśli o Baumanie i zrobi zakalca. Nie! Nie! Niech już będzie tak jak w wierszyku Tuwima:
Murarz domy muruje, krawiec szyje ubrania. . . Piekarz musi mieć buty, więc do szewca iść trzeba. No, a gdyby nie piekarz, toby szewc nie miał chleba.
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
 | | spellbinder (8577 punktów) | >Taksówkarz zamiast skupić się na prowadzeniu będzie rozmyślał o uniwersaliach i wchrzani się pod tramwaj. A socjolog się zamyśli o Baumanie i zrobi zakalca. Nie! Nie!
>Niech już będzie tak jak w wierszyku Tuwima:
Już nie będzie tak jak w wierszyku Tuwima. Bo ludzi jest więcej niż potrzeba tylko do zaspokojenia tych "sensownych" potrzeb.
|
|
|  | | Matix (5786 punktów) | To akurat błędne rozumowanie. Ludzi może być za dużo jedynie w konkretnych zawodach, a nie ogólnie. Ergo kiedy gdzieś ich jest za dużo, to gdzieś jest za mało.
|
|
| |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Ergo kiedy gdzieś ich jest za dużo, to gdzieś jest za mało. Wcale nie takie znowu ergo. No bo gdzie jest za mało? Chyba w Niemczech bo czekają na Polaków.
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
| | |  | | spellbinder (8577 punktów) | > Wcale nie takie znowu ergo. No bo gdzie jest za mało? Chyba w Niemczech bo czekają na Polaków.Jeśli gdziekolwiek jest bezrobocie, to znaczy, że ludzi jest za dużo - w dużym uproszczeniu
|
|
| | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > w dużym uproszczeniu Bo jest jeszcze takie bezrobocie, że ludziom się nie chce pracować, chociaż praca jest. Bo dostają takie zasiłki, że na ich potrzeby wystarcza.
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
| |  | | spellbinder (8577 punktów) | >To akurat błędne rozumowanie. Ludzi może być za dużo jedynie w konkretnych zawodach, a nie ogólnie. Ergo kiedy gdzieś ich jest za dużo, to gdzieś jest za mało.
Chodziło mi o to, że nawet tych konkretnych zawodów jest już za dużo. Pojawiają się zawody absolutnie zbędne, jak wspomniani psi "terapeuci". Albo projektanci wnętrz feng-shui. Albo ikony mody. Ludzie, którzy nie przyczyniają się do rozwoju społeczeństwa, a wręcz go hamują narzucając jakieś irracjonalne zasady.
Jeśli ludzie zaczynają takie zawody uprawiać, znaczy, że w danym społeczeństwie jest już wypełniony sektor usług podstawowych-potrzebnych do przeżycia i do rozrywki jako-takiej. Produkcja została w "rękach" maszyn, a człowiek zaczął zajmować się pierdołami, jak ocenianie które skarpety są w tym sezonie modne, tudzież układaniem SMS-ów loteryjnych.
|
|
|  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Bo ludzi jest więcej No właśnie. A pracy mniej. Bo dawniej na stacji benzynowej pracowało więcej osób. Kasjer, sprzątaczka, nalewacz benzyny etc. A dzisiaj bywa , że nikt nie pracuje tylko kasę się wrzuca i samo nalewa. (Wziął 6 dych i nie nalewa. Tomasz Badyński!) W fabrykach pracują komputery i roboty. A gdzie ludzie ,których jest więcej,mają pracować?
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
| |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >.. A gdzie ludzie ,których jest więcej,mają pracować? Świadczyć usługi majętnym, bo ci, sami (nawet z maszynami) przecie nie nadążą wszystkiego u siebie obrobić (lub we wszystkim sobie dogodzić).
|
|
| | |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Świadczyć usługi majętnym No toż właśnie seksowna Ruby świadczyła usługi majętnemu niewątplywie Sylwiuszowi Berlusconiemu i wszyscy są oburzeni.
Prawo a Miłość : W Minnesocie nielegalne jest, by mężczyzna miał stosunek seksualny z żywą rybą.
|
|
| |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | >W fabrykach pracują komputery i roboty. A gdzie ludzie ,których jest więcej,mają pracować?
Robiąc reklamy, które nie działają. Pisząc artykuły, z których nic nie wynika. Prezentując pogodę - jakby potrzebna była ta osoba obok chmurki. Kreując trendy, których nikt nie potrzebuje. Pouczając jak wychowywać dzieci. Robiąc obostrzenia wiekowe do gier komputerowych, których nikt nie przestrzega. I tak dalej.
|
|
1 na 1 | Bodek (91 punktów) | > W wielu krajach świata rozgorzała ostatnio dyskusja nad modelem rozwoju systemu edukacji, gdyż >obecny - zdaniem niektórych - prowadzi do nadprodukcji absolwentów studiów humanistycznych i w ogóle >ludzi z wyższym wykształceniem. Jeżeli ktoś kształci się na wyższej uczelni na koszt państwa, to myślę, że po to aby to wykształcenie i zdobytą wiedzę w późniejszym okresie wykorzystać dla dobra tego państwa. Jeżeli ktoś chce być piekarzem a przy tym posiąść wiedzę filozoficzną, niech sobie zostanie i profesorem nawet, ale na własny koszt.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|