 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kultura
| Napisano | Autor | Tytuł | | 26-11-2009 20:10 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Opis świata wewnętrznego
3 na 3 | Witam! Parę setek lat ludzie trudzą się nad opisem naszych przeżyć. Piszę parę setek, bo mam na myśli okres, gdzie druk się rozpowszechnił i niejako tym samym myśli autorów zostały poddane ocenie mas. Ciekawi mnie temat możliwości opisu naszych stanów wewnętrznych. Mamy na to słowa, jak miłość, nienawiść, lęk, strach, panika, która w zasadzie istnieją od paru tysięcy lat i których znaczenie zmieniało się w czasie 'nieznacznie'. Nowsze wydają się zakochanie, zauroczenie, czy paranoja lub melancholia. Można nawet zauważyć, że pisarze/poeci opisują emocje 'lepiej' je rozróżniając. Zdają sobie sprawę, że jest różnica między zAkochaniem, a zaKochaniem. Czytając różne książki widzimy, że rozróżnienie 'niuansów' jest wyraźne. Niemniej nowe słownictwo (dot. uczuć/emocji) się nie tworzy, albo tworzy się bardzo wolno (że nie sposób tego zauważyć w trakcie życia pokolenia). Czy świadczy to o miernocie emocjonalnej duszy czytelnika, czy o niemożności komunikacji przeżyć świata wewnętrzenego? Warunkiem koniecznym, by takie pytanie można było zadać jest oczywiście, by czytelnik miał czas spoglądać na własne uczucia, by móc później odnosić je do opisów książki/filmu/sztuki, co zdaje się w naszych czasach zostało osiągnięte (czas!). Zatem, czy jesteśmy emocjonalnie prości 'jak budowa cepa', a bardziej wyrafinowane uczucia zdarzają się nam tak rzadko, że nie warto im poświęcać chwili dłuższej niż czas ich trwania? Czy istnieje szansa na zwarty opis ludzkiego życia wewnętrznego? Czy jest to statystycznemu człowiekowi niepotrzebne i nieważne? Zapraszam do wyrażenia zdania i dyskusji. Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| rudyment (3233 punktów) | Jak zdefiniowałbyś uczucie i emocję? Wszystkie uczucia, jakie ludzie przeżywają, są tak stare jak sami ludzie (większość, jeśli nie wszystkie właściwie nawet starsze). Ich nazwy zaś tak stare, jak język - na grubo przed wynalezieniem pisma uczucia miały swoje nazwy. Kłopoty z nazwaniem i określeniem własnego lub cudzego stanu emocjonalnego zaczynają się dopiero wtedy, gdy człowiek żywi jednocześnie kilka sprzecznych emocji i nie potrafi się zdecydować, któremu dać pierwszeństwo - czyli według którego działać. Takie stany ducha analizowali od dawna artyści, próbując je wyrazić dostępnymi sobie środkami wyrazu - obrazem,muzyką czy wierszem bądź prozą, a potem dramatem i filmem. Podobnie, i też od samego początku języka, działali filozofowie. Od nich to ludzie uczą się co bardziej wymyślnych nazw. Dziś coraz więcej w tej dziedzinie ma do powiedzenia psychologia. To czy jesteśmy emocjonalnie prości, czy też skomplikowani, to pojęcie względne. Być może jesteśmy najbardziej skomplikowani ze znanych nam istot żywych. Zwartym jak to nazywasz, opis ludzkiego życia wewnętrznego, ma szanse powstać dopiero teraz - dzięki neuronaukom. Ale pewnie nie będzie zrozumiały dla wszystkich - tak jak i inne naukowe opisy rzeczywistości. Z tego też powodu sam opis szaremu człowiekowi nie na wiele się przyda - wykorzysta on tylko praktyczne wnioski - co się już zresztą dzieje w poradniach psychologicznych, szpitalach psychiatrycznych i placówkach psychoterapii. Nawiasem mówiąc, zaliczanie paranoi i melancholii do uczuć to pomyłka i łatwo to sprawdzić.
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > Jak zdefiniowałbyś uczucie i emocję?Nie zdefiniowałbym. Raczej powiedziałbym, że jest to wszystko, czego nie zakwalifikuje do zwykłego rozumowania. Łatwiej powiedzieć, że potrafimy określić myśli z ładunkiem emocjonalnym, niż powiedzieć, czym są. > Wszystkie uczucia, jakie ludzie przeżywają, są tak stare jak sami ludzie (większość, jeśli nie wszystkie właściwie nawet starsze). Ich nazwy zaś tak stare, jak język - na grubo przed wynalezieniem pisma uczucia miały swoje nazwy.Tego nie wiem. Pewnie opierasz to na założeniu, "że człowiek się nie zmienił", ale bez pisma, czy innego przekazu informacji jest to zgadywanie. > Kłopoty z nazwaniem i określeniem własnego lub cudzego stanu emocjonalnego zaczynają się dopiero wtedy, gdy człowiek żywi jednocześnie kilka sprzecznych emocji i nie potrafi się zdecydować, któremu dać pierwszeństwo - czyli według którego działać.Tu bym się nie zgodził. Pojawienie się nowej (nie odczuwanej wcześniej) emocji samo w sobie jest problemem, bo należy ją zidentyfikować i zdecydować, co z nią zrobić. To wychowanie uczy, jak postepować z emocjami i które są 'złe/dopuszczalne/dobre'. Według mnie emocje są bardziej płynne i to, że identyfikujemy gniew i poczucie straty sprawia, że odczuwając coś pośredniego (nie dwa na raz) próbujemy to przyporządkować do jednego z powyższych, bo w taką sieć pojęć emocjonalnych złapała nas 'kultura i wychowanie'. > Takie stany ducha analizowali od dawna artyści, próbując je wyrazić dostępnymi sobie środkami wyrazu - obrazem, muzyką czy wierszem bądź prozą, a potem dramatem i filmem.Ja nie widzę porządnej analizy 'czystych emocji' w rodzaju gniewu, a co dopiero stanów splątanych. > Podobnie, i też od samego początku języka, działali filozofowie. Od nich to ludzie uczą się co bardziej wymyślnych nazw.Może to moja niewiedza, ale ja dostrzegam brak tych pojęć. Jeśli masz źródło gdzie jest złożona klasyfikacja emocji (więcej niż strach, ból, nienawiść, złość, zazdrość, poczucie straty, wstyd, gniew, smutek, radość, miłość, duma, szczęście, zadowolenie, itd) a także powiązań między nimi, to proszę o udostępnienie. > Dziś coraz więcej w tej dziedzinie ma do powiedzenia psychologia.Ale zwartego systemu ujęcia emocji nie stworzyła. > To czy jesteśmy emocjonalnie prości, czy też skomplikowani, to pojęcie względne.I szmiry i szmatławce emocjonalne produkowane przez kulturę masową nie mają z tematem związku? > Być może jesteśmy najbardziej skomplikowani ze znanych nam istot żywych.Co być może przeszkadza spojrzeć nam na życie emocjonalne naszego gatunku, bo nas zbytnio nadyma. > Zwartym jak to nazywasz, opis ludzkiego życia wewnętrznego, ma szanse powstać dopiero teraz - dzięki neuronaukom. Ale pewnie nie będzie zrozumiały dla wszystkich - tak jak i inne naukowe opisy rzeczywistości. Z tego też powodu sam opis szaremu człowiekowi nie na wiele się przyda - wykorzysta on tylko praktyczne wnioski - co się już zresztą dzieje w poradniach psychologicznych, szpitalach psychiatrycznych i placówkach psychoterapii.Powyższe traktuje częściowo jako ucieczkę. Bo jaki z tego wniosek? Nie zaglądać do emocjonalnej części naszego wnętrza i czekać, aż neuronauki się z nią uporają. Jest w tym niemożność ogarnięcia emocji przez komunikację i porównywanie z opisem emocji u innych ludzi. I jako takie odrzucenie przez to tematu. > Nawiasem mówiąc, zaliczanie paranoi i melancholii do uczuć to pomyłka i łatwo to sprawdzić.Z Wiki: Melancholia (gr. μελαγχολια  to w języku potocznym zasmucenie związane ze wspomnieniami, stan lekkiego przygnębienia. W dawnym języku medycznym stosowano ten termin na określenie schorzenia psychicznego, które obecnie znane jest jako depresja. W literaturze pięknej występuje również pojęcie melancholijny oznaczające stan permanentnego smutku, nostalgii (np. postać Hamleta). Paranoja- Uporczywe zaburzenia urojeniowe (dawniej paranoja prawdziwa, obłęd, z grec. para - "obok, poza" i noos - "rozum, sens")... Koniec z Wiki. Przy paranoi chodziło mi o obłęd, nie o jednostkę chorobową. Przy melancholii o uczucie głębokiego smutku, nie o jednostkę chorobową. Pozdrawiam
|
|
| lontri (16088 punktów) |
Parę setek lat to za mało powiedziane. Czynności psychiczne są przedmiotem zainteresowania od kilku tysięcy lat! Trzeba przypomnieć mniej zorientowanym, że dzieło "O duszy" to jedno z ważniejszych pism Arystotelesa (384-322 p.n.e.). Platona również nie można zignorować, gdyż jego pomysły miały fundamentalne znacznie dla rozwoju teorii poznania. Moim zdaniem opis 'świata wewnętrznego' został już wielokrotnie dokonany, choć oczywiście metodologia tego opisu wymaga stałego doskonalenia i uwzględniania zmiennych warunków społeczno-kulturowych. Nasze życie uczuciowe nie jest być może tak proste, jak budowa cepa jesionowego. Można jednak zaryzykować tezę, że jest tak proste, jak struktura i funkcja mózgu oraz warunki zewnętrzne, w jakich przyszło człowiekowi bytować (nie wyłączając oddziaływań kultury).
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >Parę setek lat to za mało powiedziane. Czynności psychiczne są przedmiotem zainteresowania od kilku tysięcy lat! Ale dopiero upowszechnienie się druku pozwoliło zajmować się tym szerszej grupie ludzi niż 'elita wybranych' i "testować swoje teorie na szerokiej populacji czytelników". > Trzeba przypomnieć mniej zorientowanym, że dzieło "O duszy" to jedno z ważniejszych pism Arystotelesa (384-322 p.n.e.). Platona również nie można zignorować, gdyż jego pomysły miały fundamentalne znacznie dla rozwoju teorii poznania. Super. Daleko dziś odeszliśmy od odkryć na temat świata wewnętrznego Platona i Arystotelesa? (ja niewiele z nich pamiętam- platońską jaskinię i arystotelańską hierarchię tylko) >Moim zdaniem opis 'świata wewnętrznego' został już wielokrotnie dokonany, choć oczywiście metodologia tego opisu wymaga stałego doskonalenia i uwzględniania zmiennych warunków społeczno-kulturowych. Gdzie, kiedy? Ja czuje, że mój wewnętrzny świat uczuć jest światem nieopisanym! Brak map, które by mówiły, gdzie radość, gdzie cierpienie! A podejrzewam, że nie różnię się zbytnio od statystycznego człowieka, więc i on nieopisany być musi!! Chyba nie mówisz o twórcach hollywódzkich szmir, którzy zarabiają na masach kupę kasy? Muszą znać ustawienia sznurków w duszy człowieka, skoro ludzie im płacą za pociągnięcia odpowiednich linek!
>Nasze życie uczuciowe nie jest być może tak proste, jak budowa cepa jesionowego. Jakość dzieł kultury masowej świadczy wręcz o czymś przeciwnym! Przeczytaj chociażby tekst popularnej piosenki z popularnej listy przebojów by się przekonać. Zresztą libretta w operach są jeszcze bardziej infantylne. >Można jednak zaryzykować tezę, że jest tak proste, jak struktura i funkcja mózgu oraz warunki zewnętrzne, w jakich przyszło człowiekowi bytować (nie wyłączając oddziaływań kultury). Czyli jak bardzo, bo ostatnie zdanie jest strasznie wymijające?
Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Daleko dziś odeszliśmy od odkryć na temat świata wewnętrznego Platona i Arystotelesa?
Nie, nie daleko. Nie napiszesz niczego, czego nie można by poprzedzić mottem z ich dzieł. I to nie tylko z ich dzieł. Tak współczesny myśliciel jakim był/jest Wittgenstein też zaczynał swe dociekania od św. Augustyna.
>Gdzie, kiedy? Ja czuje, że mój wewnętrzny świat uczuć jest światem nieopisanym!
Bo stety czy niestety tylko ty masz do niego dostęp. A metod jego opisu, czyli wyrażania, jest bardzo wiele: możesz pisać wiersze, powieści, malować, filozofować, bawić się w psychologię, medytację, itp. Możesz też nic nie robić. Wróćmy na chwilę do powieści: możesz pisać w pierwszej osobie (introspekcja), możesz opisywać się jak kogoś obcego w osobie trzeciej, (coś z behawioryzmu).
>Muszą znać ustawienia sznurków w duszy człowieka, skoro ludzie im płacą za pociągnięcia odpowiednich linek!
Tu nie chodzi o sznurki do duszy, lecz do portfela.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Daleko dziś odeszliśmy od odkryć na temat świata wewnętrznego Platona i Arystotelesa? >Nie, nie daleko. Nie napiszesz niczego, czego nie można by poprzedzić mottem z ich dzieł. I to nie tylko z ich dzieł. Tak współczesny myśliciel jakim był/jest Wittgenstein też zaczynał swe dociekania od św. Augustyna. I to jest dla mnie niezrozumiałe. Czyżby nasze wnętrze nie było tak ważne, by się nim zajmować? Czy może to subiektywność odczuć przeszkadza?
>>Gdzie, kiedy? Ja czuje, że mój wewnętrzny świat uczuć jest światem nieopisanym! >Bo stety czy niestety tylko ty masz do niego dostęp. Właśnie nie, bo 'lepszy' film potrafi dać mi mnóstwo wrażeń. > A metod jego opisu, czyli wyrażania, jest bardzo wiele: możesz pisać wiersze, powieści, malować, filozofować, bawić się w psychologię, medytację, itp. Możesz też nic nie robić. Wróćmy na chwilę do powieści: możesz pisać w pierwszej osobie (introspekcja), możesz opisywać się jak kogoś obcego w osobie trzeciej, (coś z behawioryzmu). Czy artysta zna moje wnętrze, skoro z rozmysłem potrafi stworzyć dzieło, które między innymi mnie wzrusza? Jedyna odpowiedź, która wydaje się sensowna: TAK. >>Muszą znać ustawienia sznurków w duszy człowieka, skoro ludzie im płacą za pociągnięcia odpowiednich linek! >Tu nie chodzi o sznurki do duszy, lecz do portfela. Rzecz w tym, że aby pociągnąć sznurki od portfela muszą (artyści) wpierw pociągnąć sznurki w duszy.
Pozdrawiam
|
|
1 na 1 | lontri (16088 punktów) |
>Niemniej nowe słownictwo (dot. uczuć/emocji) się nie tworzy, albo tworzy się bardzo wolno (że nie sposób tego zauważyć w trakcie życia pokolenia).
To oczywiście zupełna nieprawda! Zmiany w słowniku emocji czy duchowości zachodzą bardzo szybko i często w ciągu dekady, pod wpływem zmian obyczajowych i kulturowych. Wystarczy sobie przypomnieć, jak błyskawiczna była kariera takich pojęć, jak samorealizacja, empatia, potrzeba sensu, bezwarunkowa samooakceptacja.
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
|
|
 | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Niemniej nowe słownictwo (dot. uczuć/emocji) się nie tworzy, albo tworzy się bardzo wolno (że nie sposób tego zauważyć w trakcie życia pokolenia). >To oczywiście zupełna nieprawda! ? >Zmiany w słowniku emocji czy duchowości zachodzą bardzo szybko i często w ciągu dekady, pod wpływem zmian obyczajowych i kulturowych. >Wystarczy sobie przypomnieć, jak błyskawiczna była kariera takich pojęć, jak samorealizacja, empatia, potrzeba sensu, bezwarunkowa samooakceptacja. Samorealizacja i bezwarunkowa samoakceptcja to pojęcia hasłowe niesione na sztandarach. Co za nimi stoi i na ile zostało przyjęte? Głośność hasła 'ekologiczne jedzenie' nie sprawiało, że robiono bardziej ekologiczne jedzenie, a tylko, że hasło drukowano na opakowaniu. Czy tu jest tak samo? Empatia i potrzeba sensu kute były stuleciami.
Pozdrawiam
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Ciekawi mnie temat możliwości opisu naszych stanów wewnętrznych.
Pierwszy problem, jaki tu się pojawia, to rozróżnienie owych stanów. Co jest wewnętrzne, a co zewnętrzne? Nad tego rodzaju dystynkcjami wisi wciąż widmo logiki dwuwartościowej. Wydaje nam się, że drzewo za oknem jest w sposób definitywny na zewnątrz, a przecież mamy tu do czynienia jedynie z hipotezą zewnętrznego świata. To, co faktycznie jest dane, to widok, ujęcie czegoś przez obserwatora. Kolejne pytanie: co jest bliżej nas - widok drzewa, ból palca u nogi czy ból zęba?
>Mamy na to słowa, jak miłość, nienawiść, lęk, strach...
Podobnie: jak odróżnić jedno od drugiego? Dotyczy to nie tylko uczuć. Jak odróżnić to, co racjonalne, od tego, co irracjonalne? Mózg (ale i umysł w sensie fenomenologicznym) nie działa w sposób lokalny, lecz równoległy, systemowy: nie ma obszaru odpowiedzialnego wyłącznie za racjonalność czy uczuciowość (czysty racjonalizm jest fikcją).
>Można nawet zauważyć, że pisarze/poeci opisują emocje 'lepiej' je rozróżniając.
Być może jest to złudzenie przyporządkowania prostym stanom coraz bardziej złożonych zbiorów słów. Kroplę adrenaliny możesz opisać jedną kurwą, krótkim haiku lub powieścią złożoną z miliona słów.
>Zatem, czy jesteśmy emocjonalnie prości 'jak budowa cepa', a bardziej wyrafinowane uczucia zdarzają się nam tak rzadko, że nie warto im poświęcać chwili dłuższej niż czas ich trwania?
Porównaj leksykon prostaka (max. 60 słów) z innymi leksykonami. To wdzięczny temat socjologii języka.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Ciekawi mnie temat możliwości opisu naszych stanów wewnętrznych. >Pierwszy problem, jaki tu się pojawia, to rozróżnienie owych stanów. Co jest wewnętrzne, a co zewnętrzne? Nad tego rodzaju dystynkcjami wisi wciąż widmo logiki dwuwartościowej. Wydaje nam się, że drzewo za oknem jest w sposób definitywny na zewnątrz, a przecież mamy tu do czynienia jedynie z hipotezą zewnętrznego świata. To, co faktycznie jest dane, to widok, ujęcie czegoś przez obserwatora. Jasne, tyle że obserwator rozróżnia (z błędami), wrażenia/rzeczy zbudowane na bazie zmysłów od tych pochodzacych od niego (uczuć/emocji). Nie twierdzę, że jest to rozróżnienie absolutne. >Kolejne pytanie: co jest bliżej nas - widok drzewa, ból palca u nogi czy ból zęba? To, co nam najbardziej zajmuje świadomość.
>>Mamy na to słowa, jak miłość, nienawiść, lęk, strach... >Podobnie: jak odróżnić jedno od drugiego? Dotyczy to nie tylko uczuć. Dajemy radę. Prócz wyjątkowych przypadków mamy potencjał, by wczuwać się w drugą osobę (neurony lustrzane). Później wystarczy tą umiejętność rozijać. > Jak odróżnić to, co racjonalne, od tego, co irracjonalne? To się robi na drodze rozumowania przy określonych założeniach, o ile starczy nam czasu by konkretną rzecz przemyśleć i wiedzy by rozumowanie przeprowadzić.
> Mózg (ale i umysł w sensie fenomenologicznym) nie działa w sposób lokalny, lecz równoległy, systemowy: nie ma obszaru odpowiedzialnego wyłącznie za racjonalność czy uczuciowość (czysty racjonalizm jest fikcją). Nie widzę z tym problemu. Nie potrzebuję wiedzieć, w której części myślę, by z grubsza wiedzieć, co myślę.
>>Można nawet zauważyć, że pisarze/poeci opisują emocje 'lepiej' je rozróżniając. >Być może jest to złudzenie przyporządkowania prostym stanom coraz bardziej złożonych zbiorów słów. Nie. Spróbuj poczytać twórców dramatu, a później Szekspira. >>Zatem, czy jesteśmy emocjonalnie prości 'jak budowa cepa', a bardziej wyrafinowane uczucia zdarzają się nam tak rzadko, że nie warto im poświęcać chwili dłuższej niż czas ich trwania? >Porównaj leksykon prostaka (max. 60 słów) z innymi leksykonami. To wdzięczny temat socjologii języka. Urban (od NIE) przyznał kiedyś, chyba u Wojewódzkiego, że wzrusza się na szmirach, a słownictwo ma bardziej skomplikowane od kibola. To samo można powiedzieć o ludziach encyklopediach zakuwających książki na pamięć, a emocjonalnie będących na poziomie dziecka.
Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >obserwator rozróżnia (z błędami), wrażenia/rzeczy zbudowane na bazie zmysłów od tych pochodzacych od niego (uczuć/emocji).
To zależy, jaki model obserwatora przyjmiemy. Twój sugeruje, że obserwator jest niemalże (s)twórcą emocji. Mozna jednak obserwować i wrażenie (np. widok kobiety) i emocję (np. miłość od pierwszego wejrzenia) jako coś zupełnie zewnętrznego wobec obserwatora. Czym on jednak do licha jest?
>>Kolejne pytanie: co jest bliżej nas - widok drzewa, ból palca u nogi czy ból zęba? >To, co nam najbardziej zajmuje świadomość.
Czyli uwaga (jej intensywność) jako miara dystansu w świadomości, a nawet warunek zaistnienia czegoś? Dobre, ale ambiwalentne: całą uwagę pochłonąć może miłość ale i nienawiść. Wynikałoby z tego, że jedna i druga zbliża nas do siebie.
>Dajemy radę. Prócz wyjątkowych przypadków mamy potencjał, by wczuwać się w drugą osobę (neurony lustrzane). Później wystarczy tą umiejętność rozijać.
Relacje międzyludzkie zbudowane są nie tylko na racjonalnej pragmatyce. Ważniejsze są emocje: to dlatego, im więcej ludzi, tym głupiej i gorzej. Jeśli nie od razu, to później. Podobnie jest np. z tym portalem. Jeśli nawet wielu identyfikuje się z racjonalizmem, to w sumie tworzą irracjonalną papkę.
>Nie widzę z tym problemu. Nie potrzebuję wiedzieć, w której części myślę, by z grubsza wiedzieć, co myślę.
Zgoda. W takim razie dlaczego powstała neurologia, neurochirurgia, czy w ogóle nauki neurologiczne?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>obserwator rozróżnia (z błędami), wrażenia/rzeczy zbudowane na bazie zmysłów od tych pochodzacych od niego (uczuć/emocji). >To zależy, jaki model obserwatora przyjmiemy. Twój sugeruje, że obserwator jest niemalże (s)twórcą emocji. Mozna jednak obserwować i wrażenie (np. widok kobiety) i emocję (np. miłość od pierwszego wejrzenia) jako coś zupełnie zewnętrznego wobec obserwatora. Czym on jednak do licha jest? Jak kiedyś myślałem nad tym tematem, to doszedłem do wniosku, że jesteśmy 'wielością głosów', w której są głosy tymczasowo 'panujące w świadomości'. Na tym stanąłem. Droga rozumowania do tego wniosku biegła przez rozumowanie, że by obserwować siebie (swoją część np uczucia) z dystansem patrzymy z pozycji myślenia abstrakcyjnego biorąc uczucia w miejsca sygnałów zmysłowych i 'wyciągając wnioski'. Nie jest to odpowiedź na pytanie o obserwatora, ale niczego lepszego nie mam. >>>Kolejne pytanie: co jest bliżej nas - widok drzewa, ból palca u nogi czy ból zęba? >>To, co nam najbardziej zajmuje świadomość. >Czyli uwaga (jej intensywność) jako miara dystansu w świadomości, a nawet warunek zaistnienia czegoś? Dobre, ale ambiwalentne: całą uwagę pochłonąć może miłość ale i nienawiść. Wynikałoby z tego, że jedna i druga zbliża nas do siebie. Chodziło mi o to, co zajmuje świadomość w konkretnej chwili. Jakkolwiek taka odpowiedź stawia świadomość bardzo wysoko, co uważam za błąd. Im dłużej żyje tym wyraźniej widzę sznurki, na których zaczepiona jest lalka świadomości. >>Dajemy radę. Prócz wyjątkowych przypadków mamy potencjał, by wczuwać się w drugą osobę (neurony lustrzane). Później wystarczy tą umiejętność rozijać. >Relacje międzyludzkie zbudowane są nie tylko na racjonalnej pragmatyce. Ważniejsze są emocje: to dlatego, im więcej ludzi, tym głupiej i gorzej. Jeśli nie od razu, to później. Rzecz w tym, że ja zaczynam zauważać racjonalność emocji. Dlatego założyłem ten wątek. Myśle, że problemem by ją zauważyć jest priorytet, by oceniać racjonalność po niewyartykułowanych złożeniach jaki porządek powinien wyniknąć. Dochodzenie do porządku jest procesem konfliktowym i statystycznym, dlatego skomplikowane rozumowania nie sprawdzają się zwykle. Emocje są drogą, by się ogarnąć w relacjach międzyludzkich bez względu na ogólną wiedzę o świecie i zdolność tworzenia złożonych rozumowań.
>Podobnie jest np. z tym portalem. Jeśli nawet wielu identyfikuje się z racjonalizmem, to w sumie tworzą irracjonalną papkę. Nie znalazłem lepszego miejsca w necie. Pisząc tu mogę liczyć, że ktoś inteligentny tekst przeczyta. Potrzebuję miejsca do artykułowania swoich myśli. Jeśli wyniknie z tego ciekawa i pouczająca dyskusja, to mam wartość dodaną. Mało przemyślane odpowiedzi mogą dobić, ale wtedy robię sobie przerwę i zwracam więcej uwagi na real. Kiedyś pewnie chciałbym coś stworzyć z inteligentnymi ludźmi z tego portalu, ale widać nie jestem do końca ogarnięty czego chcę.
>>Nie widzę z tym problemu. Nie potrzebuję wiedzieć, w której części myślę, by z grubsza wiedzieć, co myślę. >Zgoda. W takim razie dlaczego powstała neurologia, neurochirurgia, czy w ogóle nauki neurologiczne? Chodziło mi o to, że mamy mnóstwo informacji o emocjach z naszego postrzegania. Pisarze i inni artyści potrafią wywoływać w nas emocje, więc istnieje sposób komunikacji świata wewnętrznego emocji. Dziwi mnie, że nie ogarnęliśmy ich (emocji) od tej strony.
Pozdrawiam
|
|
| | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >zaczynam zauważać racjonalność emocji.
Przeglądając podręcznik klasycznej logiki czy teorii mnogości można by sądzić, że istnieje coś takiego, jak czysty rozum, bez żadnej domieszki afektu. Ale to złudzenie. Te książki piszą ludzie i bez ludzi są niczym. Pojęcie czystego oglądu intelektualnego, greckiej theoria, to byt skonstruowany w kontekście religii. Platonowi przeszkadzała w poznaniu cielesność. Wątek ten kontynuuje również chrześćjaństwo: wybrańcy dopiero po śmierci zobaczą boga twarzą w twarz. To typowe myślenie zero-jedynkowe, które w sposób radykalny oddziela racjonalność od emocjonalności. Zwykły opis naszych stanów psychicznych przeczy temu: myślimy targani emocjami (które czasem faktycznie trudno oddzielić od przesłanek) i tak też działa mózg. W sumie chodzi o to, by wyjaśniać ten galimatias, a nie techniką arbitralnych definicji i koncepcji upraszcać rzeczywistość w imię najczęściej światopoglądowych opcji. Rozum i emocje to jedynie aspekty świadomości. Racjonalność jest stopniowalna: dopełnia ja zawsze jakaś emocjonalność. Teoria poznania bez teorii afektu jest fikcją.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Czy zadziwiłbym Cię jeszcze bardziej, gdybym powiedział, że widzę racjonalność odruchów bezwarunkowych i warunkowych? Nie uważam przy tym, że emocje są tym samym, co myśl abstrakcyjna. Nasza ocena nieracjonalności emocji bierze się z tego, że nie możemy ich na siłę wdrożyć w nasze sztuczne, stworzone w oparciu o kulturę i losowe przypadki, systemy wartości. Boli nas niezależność tego tworu organicznego od rozkazów świadomości, na tyle, że nie przyglądamy mu się nawet. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Czy zadziwiłbym Cię jeszcze bardziej, gdybym powiedział, że widzę racjonalność odruchów bezwarunkowych i warunkowych?
To zależy od przyjętej koncepcji racjonalności, albo od logiki dyskursu. Jeśli na początku rozważań podzielisz dychotomicznie obszar dyskursu na racjonalny i nieracjonalny oraz przyjmiesz za niepodważalną regułę wyłączonego środka, to pewne obiekty nie będą racjonalne. Ja skłonny jestem przyjąć, że reguła ta nie obowiązuje w sferze procesów (czyli w tzw. rzeczywistości), a co najwyżej w metajęzyku teorii(przyjmijmy dla uproszczenia, że teoria to nie proces), dlatego nie dziwi mnie, że przyjmujesz za racjonalną sferę odruchów. Ja zapytałbym o stopień racjonalności: które są bardziej racjonalne - warunkowe czy bezwarunkowe?
>Nie uważam przy tym, że emocje są tym samym, co myśl abstrakcyjna.
Język opisujący emocję nie różni się w istocie od języka opisującego myślenie (wyobraź sobie aksjomatyczną teorię emocji), ale spróbujmy dokładnie opisać te zjawiska psychiczne in statu nascendi, wtedy zaczynamy mieć problemy: myśleniu zawsze towarzyszą emocje. Potwierdzają to również najnowsze badania pracy mózgu: nie ma w nim ostrych podziałów. Nie ma czystego romantyzmu. O Słowackim wiemy, że pisał uduchowione poematy. Mniej romantyczne jest natomiast to, że inwestował na giełdzie: to właśnie jest zero-jedynkowe widzenie świata.
>Nasza ocena nieracjonalności emocji bierze się z tego, że nie możemy ich na siłę wdrożyć w nasze sztuczne, stworzone w oparciu o kulturę i losowe przypadki, systemy wartości.
Emocje, zwłaszcza te najmocniejsze, zawsze znajdują ujście: świadczą o tym pełne więzienia.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Czy zadziwiłbym Cię jeszcze bardziej, gdybym powiedział, że widzę racjonalność odruchów bezwarunkowych i warunkowych? >To zależy od przyjętej koncepcji racjonalności, albo od logiki dyskursu. Tak. > Ja zapytałbym o stopień racjonalności: które są bardziej racjonalne - warunkowe czy bezwarunkowe? Te, którym możemy przypisać użyteczność na zasadzie rachunku zysków i strat. Przy czym trzeb wziąć całe społeczeństwo i dla niego ten rachunek przeprowadzić. >>Nie uważam przy tym, że emocje są tym samym, co myśl abstrakcyjna. >Język opisujący emocję nie różni się w istocie od języka opisującego myślenie (wyobraź sobie aksjomatyczną teorię emocji), Nie zgodzę się. Jeśli opisujesz prądy w mózgu to może i tak, ale jeśli opisujesz 'obiekty' (myśli, emocje) w świadomości, to jest wyraźna różnica. Dla myśli budujemy w świadomości 'układy powiązanych ze sobą pojęć' i wysiłek sprowadza się do określania tych obiektów lub powiązań. Nie wiem, czy to co napisałem jest przekazywalne- piszę z punktu widzenia człowieka, któremu matematyka łatwo przychodzi i obawiam się, że nawyk mojego myślenia nabrał manier matematykowania. Dopuszczam możliwość, że układam ten obraz pod swoją umysłowość. Emocja za to wyłącza pole świadomości. Jest jakby wyższym stopniem odruchu bezwarunkowego. Im silniejsza emocja, tym trudniej zajrzeć w jej tryby. Hipotezy co do jej mechanizmów stawiamy właściwie post factum, gdy już opadnie. Wtenczas próbujemy ją zamknąć w klatke pojęć właściwą myślom. > ale spróbujmy dokładnie opisać te zjawiska psychiczne in statu nascendi, wtedy zaczynamy mieć problemy: myśleniu zawsze towarzyszą emocje. Wywiadywanie jednak tożsamości jednego i drugiego to zbyt szybka droga. Różnica jest choćby taka, że świadomość odróżnia jedno od drugiego. >Potwierdzają to również najnowsze badania pracy mózgu: nie ma w nim ostrych podziałów. Nie ma czystego romantyzmu. O Słowackim wiemy, że pisał uduchowione poematy. Mniej romantyczne jest natomiast to, że inwestował na giełdzie: to właśnie jest zero-jedynkowe widzenie świata. Powyższe nie wydaje mi się przeszkodą nie pozwalającą przypatrywać się emocjom. Ten dualizm jest na tyle słaby, że 'widzimy', kiedy podejmujemy emocjonalne decyzje, a kiedy podyktowane logiką. Jakkolwiek jest też obszar pomiędzy, gdzie z powodu miałkości lub skomplikowania nie da się tego stanowczo powiedzieć.
>>Nasza ocena nieracjonalności emocji bierze się z tego, że nie możemy ich na siłę wdrożyć w nasze sztuczne, stworzone w oparciu o kulturę i losowe przypadki, systemy wartości. >Emocje, zwłaszcza te najmocniejsze, zawsze znajdują ujście: świadczą o tym pełne więzienia. Prawdę mówiąc pisząc powyższe miałem na myśli niezgodność wewnętrznego systemu wartości jednostki z jej systemem emocjonalnym. Jednak to statystyczne ujęcie (choćby i było generalizacją nieuprawnioną) trafia w punkt, gdy patrzymy pod odpowiednim kątem. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >> Ja zapytałbym o stopień racjonalności: które są bardziej racjonalne - warunkowe czy bezwarunkowe? >Te, którym możemy przypisać użyteczność na zasadzie rachunku zysków i strat.
Czy nie jest to zbyt pragmatyczne, a przez to - względne? Jak rozumieć ów zysk? Ktoś może stracić majątek, aby coś zrozumieć, zbadać, wynaleźć.
>>Język opisujący emocję nie różni się w istocie od języka opisującego myślenie (wyobraź sobie aksjomatyczną teorię emocji), >Nie zgodzę się. Jeśli opisujesz prądy w mózgu to może i tak, ale jeśli opisujesz 'obiekty' (myśli, emocje) w świadomości, to jest wyraźna różnica.
Oczywiście - różnica opisywanej treści, ale to w końcu ten sam język, te same struktury lingwistyczne posłużą jako jednostki kategoryzacji zarówno myśli jak i emocji. Czy to nie podejrzane, że tym samym językiem opisujemy piramidy i lot motyla?
>Dla myśli budujemy w świadomości 'układy powiązanych ze sobą pojęć'...
A czymże będzie nawet najprostsza teoria emocji?
>Emocja za to wyłącza pole świadomości. Jest jakby wyższym stopniem odruchu bezwarunkowego.
Nie zgodzę się. Nawet w chwilach największego afektu nie traciłem świadomości, chociaż przyznam, że jest to inny jej aspekt, niż ten, z którego piszę ten oto post.
>Im silniejsza emocja, tym trudniej zajrzeć w jej tryby. Hipotezy co do jej mechanizmów stawiamy właściwie post factum, gdy już opadnie. Wtenczas próbujemy ją zamknąć w klatke pojęć właściwą myślom.
Otóż to: wspomnienie gniewu nie jest już gniewem. I jego opis też nie ma z nim wiele wspólnego. Chyba że pójdziemy tropem Platona i zwiążemy poznanie w sposób istotny ze wspomnieniem. Podobnie rozumował, a raczej etymologizował Hegel, kiedy istotę rzeczy (Wesen) określał jako byt, który przeminął (gewesen). Przypuszczam, że liryka jest językiem dziejącym się w chwili emocji: dlatego jest tak wieloznaczna, a czasem potrąca o dzwoneczki obłędu; być może nie chodzi w niej w ogóle o znaczenie.
>Różnica jest choćby taka, że świadomość odróżnia jedno od drugiego.
Różnicowanie jest jedną z elementarnych funkcji intelektu, tak więc rozróżniając, już jesteśmy "jedną nogą" poza emocjami - zaczynamy myśleć.
>... 'widzimy', kiedy podejmujemy emocjonalne decyzje, a kiedy podyktowane logiką.
Nie sądzę, aby można było odróżnić te decyzje. Weź pod uwagę, że nawet skrajnie emocjonalna decyzja może (musi?) odwołać się do jakiegoś logicznego wnioskowania, chociażby do prostego modus ponendo ponens. Rozważ np. działanie w skrajnym afekcie, które, aby było skuteczne, musi być spójne logicznie: jeśli wbiję mu nóż w plecy, to zginie. Dlatego bardzo ostrożnie odnosiłbym się do tzw. niepoczytalności.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>> Ja zapytałbym o stopień racjonalności: które są bardziej racjonalne - warunkowe czy bezwarunkowe? >>Te, którym możemy przypisać użyteczność na zasadzie rachunku zysków i strat. >Czy nie jest to zbyt pragmatyczne, a przez to - względne? Jak rozumieć ów zysk? Ktoś może stracić majątek, aby coś zrozumieć, zbadać, wynaleźć. Nie potrafię opisać tego zysku. Prawdopodobnie dlatego uciekam w statystykę (społeczeństwa, gatunku), bo daje ona złudzenie policzalności (być może przy odpowiedniej ilości elementów statystyki- ludzi- rzetelne). Opierałem się na ogólnej intuicji, że coś takiego być tu musi. Trzeba by danych z zakładów ubezpieczeniowych, by choć z grubsza intuicję tę potwierdzać. >>>Język opisujący emocję nie różni się w istocie od języka opisującego myślenie (wyobraź sobie aksjomatyczną teorię emocji), >>Nie zgodzę się. Jeśli opisujesz prądy w mózgu to może i tak, ale jeśli opisujesz 'obiekty' (myśli, emocje) w świadomości, to jest wyraźna różnica. >Oczywiście - różnica opisywanej treści, ale to w końcu ten sam język, te same struktury lingwistyczne posłużą jako jednostki kategoryzacji zarówno myśli jak i emocji. Czy to nie podejrzane, że tym samym językiem opisujemy piramidy i lot motyla? Piramidy nie mają beżowych skrzydełek. Piramidy nie latają. Motyl nie trwa tysiąc lat prażąc się w Słońcu. O ile odrzucimy poezje do motyli i piramid stosujemy słowa właściwe jednym i niewłaściwe drugim oraz wspólne (czas, materia, kolor, miejsce itp). Ponieważ istnieją obiekty pośrednie między piramidą i motylem nie widzimy przepaści pojęć między grupami języka odnoszącymi się do motyla i do piramidy. Jest silne uczucie, płomienne, niestałe, przejściowe, za to myśl jasna, zawikłana, bezładna; głęboki i płytkie stosuje się do obu. Jakby język sam z siebie chciał zaznaczyć odmienność.
>>Dla myśli budujemy w świadomości 'układy powiązanych ze sobą pojęć'... >A czymże będzie nawet najprostsza teoria emocji? Chodziło mi o sam mechanizm myślenia. Emocja zaś wydaje się wewnętrznym rachunkiem zysków i strat tworzonym na bazie zaistniałej sytuacji, gdzie na końcu ma się wynik w postaci kilku liczb przyporządkowanych na odpowiednich osiach emocji(ból-przyjemność, strach- bezpieczeństwo, komfort- dyskomfort itd). W myśleniu zaś budujemy całą konstrukcję uzupełniając jej elementy. >>Emocja za to wyłącza pole świadomości. Jest jakby wyższym stopniem odruchu bezwarunkowego. >Nie zgodzę się. Nawet w chwilach największego afektu nie traciłem świadomości, chociaż przyznam, że jest to inny jej aspekt, niż ten, z którego piszę ten oto post. Rezygnuje ze słowa wyłącza, na rzecz zawęża. Tłamsi samoświadomość (co nie uważam od razu za takie złe).
Dalsza część jutro, bo muszę ją sobie przemyśleć. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | > Piramidy nie latają. > Motyl nie trwa tysiąc lat...A co poza matematyczną wyobraźnią trwa w piramidzie tysiąc lat? Pod pozorem werbalnej tożsamości A=A jest tylko wieczny proces, wieczna zmiana. Tylko dzięki upraszczającej abstrakcji umysłu i języka (ma to odpowiednik w procesach neurofizjologicznych) mamy złudzenie, że coś trwa. Słowa są jak pudełka: pisze na nich np. piramida i wydaje nam się, że jest w nich coś, co trwa. To naiwna metafizyka: w praktyce na ogół się sprawdza. Do czasu, kiedy nie rozpakujemy pudełka: okazuje się, że nie ma w nim nic, albo jest coś jeszcze bardziej śmierdzącego.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
>>Im silniejsza emocja, tym trudniej zajrzeć w jej tryby. Hipotezy co do jej mechanizmów stawiamy właściwie post factum, gdy już opadnie. Wtenczas próbujemy ją zamknąć w klatke pojęć właściwą myślom. >Otóż to: wspomnienie gniewu nie jest już gniewem. Chyba, że wspomnienie wzbudza w nas gniew. >I jego opis też nie ma z nim wiele wspólnego. Na pewno jest zubożony. Zabawne, że emocje nie zapadają nam w pamięć. Oto kolejna różnica z myślami. > Chyba że pójdziemy tropem Platona i zwiążemy poznanie w sposób istotny ze wspomnieniem. Dopytywał bym się tu, co on ma za 'poznanie' z definicji. >Podobnie rozumował, a raczej etymologizował Hegel, kiedy istotę rzeczy (Wesen) określał jako byt, który przeminął (gewesen). Nie wiem, czym jest istota rzeczy. Nie potrafię prowadzić dyskusji na tym poziomie z tego powodu. >Przypuszczam, że liryka jest językiem dziejącym się w chwili emocji: dlatego jest tak wieloznaczna, a czasem potrąca o dzwoneczki obłędu; być może nie chodzi w niej w ogóle o znaczenie. ...a o możliwość wzbudzenia emocji. >>Różnica jest choćby taka, że świadomość odróżnia jedno od drugiego. >Różnicowanie jest jedną z elementarnych funkcji intelektu, tak więc rozróżniając, już jesteśmy "jedną nogą" poza emocjami - zaczynamy myśleć. Nawet jeśli, to nie przestajemy odczuwać emocje. >>... 'widzimy', kiedy podejmujemy emocjonalne decyzje, a kiedy podyktowane logiką. >Nie sądzę, aby można było odróżnić te decyzje. Weź pod uwagę, że nawet skrajnie emocjonalna decyzja może (musi?) odwołać się do jakiegoś logicznego wnioskowania, chociażby do prostego modus ponendo ponens. Rozważ np. działanie w skrajnym afekcie, które, aby było skuteczne, musi być spójne logicznie: jeśli wbiję mu nóż w plecy, to zginie. Dlatego bardzo ostrożnie odnosiłbym się do tzw. niepoczytalności. Zatem przyjmijmy, że bez myślenia się nie obędzie i każda emocja musi być nim choć trochę zabarwiona.
Męczę jeszcze to, co chcę wypowiedzieć, ale nie daje się to tak łatwo zlapać w siatkę języka. Ogólnie rzecz biorąc chciałbym ustalić ile mamy 'osi emocji', jeśli oczywiście da się to zrobić. Z drugiej strony myślałem o wychodzeniu poza język przez kucie nowych pojęć (co być kiedyś musiało) oraz o pułapce języka, który im pełniejszy obraz świata daje, tym trudniej wyjść poza niego. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >>Otóż to: wspomnienie gniewu nie jest już gniewem. >Chyba, że wspomnienie wzbudza w nas gniew.
Ale ten gniew to już mniej niż echo minionej rzeczywistości.
>Zabawne, że emocje nie zapadają nam w pamięć. Oto kolejna różnica z myślami.
Byłbym ostrożny z taką tezą. Przeanalizuj dokładnie swą pierwszą miłość. Czy jesteś w stanie snuć wspomnienia poza językiem? To po pierwsze. Poważnie należy traktować też pamięć poniżej progu świadomości. Mózg pamięta znacznie więcej, niż sobie uświadamiamy. To forma łaski.
>Zatem przyjmijmy, że bez myślenia się nie obędzie i każda emocja musi być nim choć trochę zabarwiona.
OK. To odpowiadałoby też mojemu wielowartościowemu myśleniu: pewne stany świadomości są bardziej emocjami niż myślami, i odwrotnie. Nie ma czystych aktów rozumu, ani czystych uczuć: jeśli ktoś wyznaje ci miłość, oszacuj, na ile cię nienawidzi, i co z tego może wyniknąć w przyszłości.
>Ogólnie rzecz biorąc chciałbym ustalić ile mamy 'osi emocji', jeśli oczywiście da się to zrobić.
Co rozumiesz przez oś emocji? Czym byłaby np. oś wstrętu czy gniewu?
>myślałem o wychodzeniu poza język przez kucie nowych pojęć (co być kiedyś musiało) oraz o pułapce języka, który im pełniejszy obraz świata daje, tym trudniej wyjść poza niego.
Kucie nowych pojęć aby wyjść poza język, to coś w stylu podnoszenia się za włosy. Poza język wychodzi się tak jak ja w tej chwili: idę do kuchni zrobić sobie herbatę.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| exeqtor (359 punktów) | Wiatm. Warto poruszyć również nie tylko opis stanu uczuć za pomocą słów i ich kombinacji czy też budowy zdażeń, w które ma się przeniść czytelnik, który symulował by w swej świadomości stany emocjonalne ukierunkowane przez nadawcę. Ważną funkcję pełni sam wydzwięk języka, wypowiadanych słów nadając im większą szczegółowość do opisu stanu emocjonalnego. Być może dlatego media w tej sferze stają się bardziej popularne niżeli książki. Choć specyficznym "smaczkiem" dla czytelnika jest jego własna inwencja do pozbawionego wydzwieku języka książki nadajac mu swój własny charakter przeżyć. Cytat: Zatem, czy jesteśmy emocjonalnie prości 'jak budowa cepa', a bardziej wyrafinowane uczucia zdarzają >się nam tak rzadko, że nie warto im poświęcać chwili dłuższej niż czas ich trwania?
Uczucia są uwarunkowane bodzcami, mogą się pojawiać jako efekt jakiegoś wyimaginowanego wymysłu. Więc jeśli mamy do czynienia cały czas z bodzcami które nie są jakimiś wariacjami w ciągu czasu na nas działających to i emocje jako odpowiedzi na bodzce również nie będą wariacjami. Bardziej wyrafinowane uczucia bedą zdażać się na tle "szarego życia" na tyle ile w "szarym życiu" bedziemy zauważać inne jego barwy. Cytat: [cytat]Czy istnieje szansa na zwarty opis ludzkiego życia wewnętrznego? Czy jest to statystycznemu >człowiekowi niepotrzebne i nieważne? [/cytat] zawarty opis przyjmował by symbole, dla których wartość była by różna od indywidualnego wyobrażenia. Mamy różne doswiadczenia emocjonalne trudno było by sobie np wyobrazić stan którego nigdy bysmy nie przezyli, zapis takiego stanu nie miał sensu ponieważ wartość symbolu takiego stanu nie jest znana dla osoby rozpatrywującej. Przykładowo skrajny przypadek przeżyć emocjonalnych wywołanych substancjami psychdelicznymi: Cytat: Wiki: Poziom 5
Zupełna utrata kontaktu wzrokowego z rzeczywistością. Zerwanie połączenia z otaczającym światem, utrata ego. Uczucie połączenia się z wszechświatem, oderwania się od ciała (OOBE), przebywania poza czasem, poza umysłem, w innym wymiarze. Wiele osób odbiera ten poziom jako najgłębsze doświadczenie religijno-mistyczno-duchowe. Wielu porównuje ten stan do oświecenia, osiągnięcia namiastki życia Boga. Poziom ten jest wyjątkowo trudny do opisania, ponieważ jest zupełnie odmienny od rzeczywistości i nic nie łączy go z normalnym stanem świadomości. Osoby które doświadczyły piątego poziomu zwykle nie potrafią opisać swoich przeżyć gdyż brakuje w ludzkich językach słów na opisywanie uczucia absolutu. Stan ten może zostać wywołany zażyciem bardzo dużej dawki LSD czy ketaminy, potężnej psylocybiny lub mocnymi ekstraktami salvii divinorum. Palenie DMT w średniej dawce prawie zawsze powoduje przeniesienie na piąty poziom, co czyni DMT najsilniejszym znanym psychodelikiem.
Jak widać niektórych stanów nie da sie opisać.
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > Ważną funkcję pełni sam wydzwięk języka, wypowiadanych słów nadając im większą szczegółowość do opisu stanu emocjonalnego.Fakt. > Bardziej wyrafinowane uczucia bedą zdarzać się na tle "szarego życia" na tyle ile w "szarym życiu" bedziemy zauważać inne jego barwy.Tak. Niemniej powyższe zdanie brzmi trochę jak: masło maślane. > Cytat: [cytat]Czy istnieje szansa na zwarty opis ludzkiego życia wewnętrznego? [/cytat]...- Twoja odpowiedź to w skrócie: nie. Zupełnie nie rozumiem tej odpowiedzi. Jeśli artysta przez swoje dzieło kieruje moim życiem wewnętrznym (emocjonalnym), to znaczy, że do tego życia ma klucz. Stąd wynika, że subiektywizacja przeżyć nie jest barierą, przynajmniej dla artysty. > Przykładowo skrajny przypadek przeżyć emocjonalnych wywołanych substancjami psychdelicznymi:... > Jak widać niektórych stanów nie da sie opisać.Właśnie nie widać. Jeśli zdarzyło mi się kiedyś widzieć kogoś pod wpływem alkoholu czy narkotyków, tak że zakłócało to jego świadomość/pojmowanie nie miałem problemu z opisem. Co by te osoby nie mówiły o intensywności swoich przeżyć, nieodmiennie widać było, że środki takie upośledzały im świadomość/pojmowanie. Intensywność nie wynikała z 'wyższych stanów świadomości' ale z jej upośledzenia. Zresztą na tej zasadzie działają wszystkie dyskoteki i balangi (z i bez narkotyków)- wyłącza się połowę mechanizmów w głowie, tak, że emocjonalnie dostrzegamy tylko kilka najprostszych emocji a myślenia jest możliwie mało. Jak już zostanie wywołana w nas emocja, to jest jasna i prosta i żadna inna emocja czy myśl nie mieści się już w głowie, co skutkuje złudzeniem intensywności i głębi. Na koniec, gdy powoli wraca nam 'zwykły poziom rozumu' racjonalizujemy sobie nasze przeżycia. Oczywiście na 'plus', bo inaczej musielibyśmy przyznać, że jesteśmy głupcami. Pozdrawiam
|
|
|  | | exeqtor (359 punktów) | Cytat:- Twoja odpowiedź to w skrócie: nie. Zupełnie nie rozumiem tej odpowiedzi. Jeśli artysta przez swoje dzieło kieruje moim życiem wewnętrznym (emocjonalnym), to znaczy, że do tego życia ma klucz. Stąd wynika, że subiektywizacja przeżyć nie jest barierą, przynajmniej dla artysty. Jeśli artysta kreuje dzieło w taki sposób by one odziałowywało w zamierzony emocjonalny sposób na widza to jedynie dzięki założeniu że widz podobnie odbiera, pojmuje środki artystyczne co artysta. Widz nie musi tak samo odbierać działa jak artysta może robic to bardziej lub mniej podobnie. Jedyny klucz jaki posiada artysta to podobieństwo wynikające z tego że on jak i my jestesmy ludzmi. Cytat:Właśnie nie widać. Jeśli zdarzyło mi się kiedyś widzieć kogoś pod wpływem alkoholu czy narkotyków, tak że zakłócało to jego świadomość/pojmowanie nie miałem problemu z opisem. Co by te osoby nie mówiły o intensywności swoich przeżyć, nieodmiennie widać było, że środki takie upośledzały im świadomość/pojmowanie. Intensywność nie wynikała z 'wyższych stanów świadomości' ale z jej upośledzenia. Zresztą na tej zasadzie działają wszystkie dyskoteki i balangi (z i bez narkotyków)- wyłącza się połowę mechanizmów w głowie, tak, że emocjonalnie dostrzegamy tylko kilka najprostszych emocji a myślenia jest możliwie mało. Jak już zostanie wywołana w nas emocja, to jest jasna i prosta i żadna inna emocja czy myśl nie mieści się już w głowie, co skutkuje złudzeniem intensywności i głębi. Na koniec, gdy powoli wraca nam 'zwykły poziom rozumu' racjonalizujemy sobie nasze przeżycia. Oczywiście na 'plus', bo inaczej musielibyśmy przyznać, że jesteśmy głupcami. Z własnego empirycznego doświadczenia nie moge się z Tobą zgodzić. Zwiększona ilość hormonów "szczęścia", dopaminy jest faktem po zazyciu niektórych narkotyków (crack, kokaina, amfetamina). Mało tego im większa i szybsza ilość tego hormonu tym większe powoduje uzależnienie. Myślenia też nie jest mało, ilość pojawiających się skojarzeń, myśli może byc nawet tak wielka iż człowiek gubi się w natłoku myśli, nie jest w stanie przetworzyć tak wielkiej ilości danych. Jedną z reakcji owych myśli może być nawet zwiększona gadatliwość np. po haszu. Wielu artystów korzystało z narkotyków tworząc swoje dzieła, wystarczy spojrzeć na dzieła Alex-a Grey-a jest on bardzo dobrym przykładem "głębi artystycznej" jak widać niemal rentgenowskiej, po środkach psychodelicznych, jego dzieła są piękne geometrycznie. Twoje dywagacje na ten temat przypominają Książki Karola May w niewielu miejscach na świecie był a pisał o kulturach na podstawie swojej wyobraźni i uprzedzeniach iż tak wedle niego być powinno. 1 www.youtub(*)&playnext_from=PL&index=1http: 2 //www.alexgrey.com/
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > Cytat:- Twoja odpowiedź to w skrócie: nie. Zupełnie nie rozumiem tej odpowiedzi. Jeśli artysta przez swoje dzieło kieruje moim życiem wewnętrznym (emocjonalnym), to znaczy, że do tego życia ma klucz. Stąd wynika, że subiektywizacja przeżyć nie jest barierą, przynajmniej dla artysty. > Jeśli artysta kreuje dzieło w taki sposób by one odziałowywało w zamierzony emocjonalny sposób na widza to jedynie dzięki założeniu że widz podobnie odbiera, pojmuje środki artystyczne co artysta. Widz nie musi tak samo odbierać działa jak artysta może robic to bardziej lub mniej podobnie. Jedyny klucz jaki posiada artysta to podobieństwo wynikające z tego że on jak i my jestesmy ludzmi.Czyli można zrobić mapę świata emocji u człowieka. Nie sprzeczam się, że będzie to mapa 'człowieka statystycznego'. Skoro jednak artysta potrafi (w końcu by żyć ze sztuki musi podobać się majętnym ludziom lub mniej majętnym masom ludzi) to można. > Cytat:... > Z własnego empirycznego doświadczenia nie moge się z Tobą zgodzić. Zwiększona ilość hormonów "szczęścia", dopaminy jest faktem po zazyciu niektórych narkotyków (crack, kokaina, amfetamina).Ok. Co to jednak oznacza dla świadomości i emocji? > Mało tego im większa i szybsza ilość tego hormonu tym większe powoduje uzależnienie.Na razie jedziemy z punktu widzenia biologii. Mam nadzieje, że to nie jest dystansowanie się od ujęcia z subiektywnego punktu widzenia emocji, a próba budowy mostu dla przejścia od subiektywizmu do obiektywizmu. > Myślenia też nie jest mało, ilość pojawiających się skojarzeń, myśli może byc nawet tak wielka iż człowiek gubi się w natłoku myśli, nie jest w stanie przetworzyć tak wielkiej ilości danych. Jedną z reakcji owych myśli może być nawet zwiększona gadatliwość np. po haszu.Mam nadzieje, że nie obrażę Cię odsyłając do serialu 'Różowe Lata 70te'. Kolesie u Formana w piwnicy zawsze palą trawę (może też hasz) i mają 'genialne pomysły', których później nie pamiętają zbytnio. Raz więc nagrali swoje 'rozmowy', ale jak odsłuchiwali na trzeźwo, to już nie były genialne, tylko śmieszne (nawet dla nich). I wiesz co, z mojego osobistego doświadczenia to odpowiada rzeczywistości. Jak chcesz to sprawdzić, to bądź trzeźwy jak inni będą na haju mieć swoje 'genialne myśli'. Może być na prawdę śmiesznie i strasznie, bo sieczka z głowy wtedy wychodzi zwykle ludziom. > Wielu artystów korzystało z narkotyków tworząc swoje dzieła, wystarczy spojrzeć na dzieła Alex-a Grey-a jest on bardzo dobrym przykładem "głębi artystycznej" jak widać niemal rentgenowskiej, po środkach psychodelicznych, jego dzieła są piękne geometrycznie.Znaczy się bez narkotyków nie byłby artystą? > Twoje dywagacje na ten temat przypominają Książki Karola May w niewielu miejscach na świecie był a pisał o kulturach na podstawie swojej wyobraźni i uprzedzeniach iż tak wedle niego być powinno.Zarzucasz mi, że to co widziałem własnymi oczami nie jest dobre, bo nie byłem wtedy na haju. Ci, na których patrzyłem byli. Mi to wystarczy! Jak porównuje ich zachowania na haju do zachowań na trzeźwo, to nieodmiennie wychodzi mi, że na haju mieli zawężoną świadomość. Przykro mi, że psuję Ci podbudówkę ideologiczną do brania narkotyków, ale jak ktoś trzeźwy patrzy z boku na kogoś na haju, to na prawdę nie wygląda to tak fajnie. Pozdrawiam
|
|
dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Czy istnieje szansa na zwarty opis ludzkiego życia wewnętrznego?
Kluczem jest uczciwość. Jeżeli wyeliminować mechanizmy obronne, manipulacje, snobizm i inne podobne intencje, które skłaniają nas do fałszywego lub nieadekwatnego opisywania swojego życia wewnętrznego, to moim zdaniem łatwo osiągnąć porozumienie.
doku
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|