Racjonalista - Strona głównaDo treści
O konsekwencjach skonsumowania ptysia

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Świat
NapisanoAutorTytuł
25-11-2015 19:39Arminius (25555 punktów)O konsekwencjach skonsumowania ptysia
Ocena 4 na 4
"Dziennik" Anny Frank - sztandarowy przykład literatury holokaustu - to najlepiej sprzedająca się książka żydowskiego autora. Jej nakłady są większe niż Talmudu, Tory czy "Państwa żydowskiego" Teodora Herzla. To również rodzaj relikwii, otaczanej ochroną i bronionej zaciekle przed wszelakimi zakusami i oskarżeniami, kładącymi się cieniem na jej treści czy autorce. Doszło do patologicznej sytuacji, w której szwajcarska Fundacja Anny Frank strzegąca jej spuścizny, groziła uruchomieniem postępowania karnego przeciwko każdemu, kto śmiałby kwestionować wiarygodność i autentyczność dziennika. I oto kilka dni temu "eksplodowała bomba". Ta właśnie fundacja ogłosiła, iż Otto Frank, ojciec Anny jest współautorem "Dzienika". Tym samym - o przewrotna ironio - uaktualniony został zarzut stawiany "Dziennikowi" przez jednego z czołowych tzw. "negacjonistów": Roberta Faurissona, który między innymi kwestionował pełne autorstwo "Dziennika", przypisywane Annie Frank.
Gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi zawsze o pieniądze. I w tym wypadku owa mądrość także się sprawdza. Rzecz w tym, iż od śmierci Anny Frank minięło w marcu bieżącego roku 70 lat, co oznacza, iż w styczniu 2016 r (pocżątek następnego roku kalendarzowego), w większości krajów jej twórczość przestanie być objęta ochroną copyright i przejdzie do domeny publicznej, pozbawiając szwajcarską fundację ogromnych zysków jakie czerpie z wydawania "Dziennika". Uczynienie ojca Anny współautorem, przesuwa ten niemiły dla fundacji moment o kilkadziesiąt lat - bo zmarł on w 1980 r.
Czy już wszystko jasne? Chyba tak, ale taki mefistofelesowy zabieg wywołał falę oburzenia wśród wielu ludzi i środowisk kultywujących pamięć o Annie Frank ( wśród tych instytucji jest holenderskie muzeum jej poświęcone w Amsterdamie) oraz - co istotne - reanimował wątpliwości dotyczące autorstwa dziennika oraz treści w nim zawartych. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, iż przy takich kreatywnych definicjach autorstwa czy współautorstwa - okres oczekiwania na przejście do domeny publicznej rzeczonej pozycji może wydłużyć się o kolejne długie lata - bo żyje ciągle inna osoba - Miriam Pressler - która brała udział w "edytowaniu" i "opracowywaniu" szaty graficznej książki.
Wiele osób i instytucji zapowiedziało, iż nie będzie honorować nowej daty transferu dzienników do domeny publicznej. Jak się to skończy i kto wygra ewentualny konflikt - przyjdzie nam na to trochę jeszcze poczekać.
Tymczasem warto zwrócić uwagę na pewne oczywistości - jakie wynikają ze skandalu opisanego powyżej.
Otóż primo wygląda na to, iż z twórczości Anny Frank ( i ewentualnie współautorów Dziennika) określona grupa osób zrobiła sobie krowę wielce mleczną i doi ją cynicznie, a bez skrupułów w myśl zasady "pecunia non olet" - nie wahając się stosować wielce kontrowersyjnych praktyk i mając za nic fakt, iż przedmiotem ich immoralnych manipulacji jest tematyka holokaustu.
Po drugie, w zaistniałej sytuacji - siłą rzeczy - wracają wątpliwości dotyczące autorstwa książki i wiarygodności jej przekazu - w związku z czym logicznym wydaje się "postulat de lege ferenda", dokonania obiektywnej i naukowej weryfikacji autorstwa i treści dziennika.
Wreszcie - last but not least - członkom niesławnej fundacji, o której wyżej, należy przypomnieć, iż albo się zje ciasteczko i się go nie ma albo też go się nie zje i się go ma. Tertium non datur.

www.gilad.(*)8/the-diary-of-anne-otto-frank
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Rzeczonej książki nie czytałem, a nawet nie miałem w ręku.
Natomiast jeśli chodzi o prawdę, to jest to po prostu zbyt poważna kwestia, by ją wypuszczać na świat bez odpowiedniej obróbki - szlifu, poleru i wycyzelowania.

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
Nie czytałem tej książki. Czytałem natomiast książkę pt. "Przedsiębiorstwo Holocaust" autorstwa Normana Filkensteina. Zabawne jest to, że rzecz dzieje się w Szwajcarii. Przecież to pierwsza ofiara "Przedsiębiorstwa Holocaustu". Otóż poszło o depozyty bankowe ofiar holocaustu w szwajcarskich bankach. Było tego coś koło 30 mln dolarów. Szwajcaria zaczęła być oczerniana na arenie międzynarodowej, poszczególne miasta i stany USA pod wpływem lobby żydowskiego zagroziły, że wycofają swoje pieniądze z banków szwajcarskich. Proces sądowy, fala szantaży zaszła tak daleko, że szwajcarskie banki zapłaciły 1,25 mld.

Wróć do listy wątków działu Świat
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365