W Europie co roku ofiarą myśliwych padają ogromne ilości ptaków. Polska ma tym procederze swój niechlubny udział. Niechlubny - bo skutkiem jego jest spadek populacji wielu ptaków, w wielu wypadkach drastyczny, w wielu wypadkach ptaków rzadkich i chronionych. Zainteresowanych problemem - odsyłam do podlinkowanego materiału. Tymczasem skoncentruję się na jednym, szczególnie intrygującym wątku. Otóż w trakcie polowań na ptaki, szczególnie gdy owe polowania mają miejsce o świcie, gdy kontury rzeczywistości są jeszcze niezarysowane lub rozmazane, myśliwi nie są w stanie rozróżnić poszczególnych gatunków ptaków do których strzelają. Skutkiem tego rażą nie tylko ptaki łowne - ale także ptaki gatunków chronionych.
Sytuacja jak wyżej jest absolutnie skandaliczna. Stanowi bowiem nie tylko naruszenie prawa ale także elementarnych zasad tak etyki myśliwskiej jak i uniwersalnej.
"Na liście ptaków łownych są gatunki, które stają się coraz rzadsze. Mimo to myśliwi nie zgadzają się na skreślenie żadnego z nich z listy.
Zasłaniają się tradycją. „Tradycja” ta doprowadziła już na skraj wyginięcia w naszym kraju dwa inne gatunki kuraków: głuszca i cietrzewia. Pomimo drastycznego spadku ich liczebności już w latach 70. i apelu środowisk naukowych nadal je zabijano. W ramach tzw. tradycji polowano na tokowiskach, gdzie ginęły głównie najsilniejsze samce, które nie miały szans na reprodukcję. Myśliwi celowo zawyżali liczbę ptaków, żeby nadal móc na nie polować. Szaleństwo powstrzymano dopiero w 1995 roku, kiedy było już za późno. Izolowane stanowiska i niska liczebność nie pozwalają tym gatunkom na skuteczną odbudowę stabilnych populacji i obawiam się, że wkrótce te ptaki całkowicie w naszym kraju wyginą. Jeszcze mniej szczęścia miał drop, który w ogóle już u nas nie występuje i tylko sporadycznie pojawiają się pojedyncze sztuki zalatujące głównie z Niemiec."
"Jeśli chodzi o polowanie na ptaki o świcie i o zmierzchu, sytuacja jest zupełnie beznadziejna. Krótkie chwile od zauważenia ptasiej ofiary do oddania mniej lub bardziej śmiercionośnego strzału nie pozostawiają czasu na rozpoznanie gatunku. Takie polowanie wyklucza też możliwość użycia sprzętu optycznego. Zresztą przy tak słabym oświetleniu na nic by się to nie zdało. Myśliwy, który twierdzi, że w takich warunkach rozpoznaje cel, zanim strzeli, mówi nieprawdę. Rozpoznanie gatunku – o ile myśliwy ma w ogóle odpowiednią wiedzę – następuje dopiero w chwili podniesienia ptaka.
A często nawet wtedy myśliwy nie wie, do kogo strzelił.
Tak, przykładem może być sprawa zabitej 15 sierpnia chronionej cyranki. Kobieta, która ją zastrzeliła, nie potrafiła prawidłowo oznaczyć gatunku, nawet wtedy, kiedy trzymała ptaka w rękach. Co więcej, nie rozpoznała jej też ani stojąca obok myśliwa, ani żaden inny myśliwy z polujących wtedy trzech kół łowieckich. Koalicja Niech Żyją! złożyła w tej sprawie wniosek do prokuratury i skargę do rzecznika dyscyplinarnego PZŁ.
Niejednokrotnie na zdjęciach dokumentujących polowanie na ptaki wśród zabitych krzyżówek pojawiały się chronione płaskonosy, krakwy, podgorzałki, a nawet gągoły. Podobnie jest w przypadku gęsi. Trudno dziś oszacować skalę takich „pomyłek”, bo zdjęcia z polowania na ptaki coraz rzadziej pojawiają się na stronach internetowych kół myśliwskich. Myśliwi boją się zdemaskowania ich niewiedzy i wyciągnięcia odpowiedzialności za zabicie chronionego gatunku."
krytykapol(*)to-przestarzale-barbarzynstwo/