> myslalem że wszechświat jest jak rosnące ciasto drożdżowe, objetościowe i jednorodneI to był trafna myśl. Nie ma żadnego centrum. Jeśli objętość naszego akurat wszechświata jest skończona (to jest raczej prawda ale jeszcze nie całkiem pewne) to zamyka się on ale na powierzchni trójwymiarowej zamykającej się w czwartym wymiarze geometrycznym co jest trudne do wyobrażenia. Wtedy gdyby rakieta potrafiła lecieć szybciej niż światło to lecąc prosto w jakimś kierunku w końcu wróciłaby na Ziemię z drugiej strony niż poleciała. Jeśli wszechświat jest nieskończony objętościowo to takim był również niecałe 15 mld lat temu czyli od tamtego momentu szybko rozgęszcza się - wszędzie jak to ciasto rosnące na drożdżach ale od początku już nieskończone. Jeśli ma skończoną objętość to był ciastem ale skończonym. Miał już wtedy drobne niejednorodności bo inaczej byłby do dziś jednorodnym ciastem a nie jest  Być może wcześniej coś się zapadło (np czarna dziura w innym świecie) i nasz etap jest tego pokłosiem. Siema
|