 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 18-06-2011 20:31 | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Rowerzyści
4 na 6 | Miesiąc temu zmieniły się przepisy odnośnie rowerzystów. Mówiąc lakonicznie teraz rowerzystom więcej wolno. A mnie zastanawia jak to możliwe, że człowiek, który nie musi w ogóle znać przepisów o ruchu drogowym ma prawo być uczestnikiem tego ruchu. Wiem, że tak samo jest w wielu państwach UE (wszystkich?), więc i w Polsce, ale to przecież jakiś kompletny bezsens podobnie jak brak konieczność posiadania przez rowerzystę ubezpieczenia OC.
Moim zdaniem ten brak wymogu posiadania "rowerowego prawa jazdy" jest niebezpieczny przede wszystkim dla rowerzystów, zaś zmiana przepisów dotycząca osób, które nie są zobowiązane ich znać, to kompletny absurd.
Napisałem powyższe będąc rowerzystą. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Matix (5786 punktów) | Ogólnie ok, ale zauważ że pieszy też jest członkiem ruchu drogowego i to jak sądzę nie jest mój wymysł, ale wyciąg z przepisów ruchu drogowego i w pewnym sensie pieszy też uczestniczy w ruchu, np. może poruszać się po chodniku, a na jezdni już nie. Czy potrzeba kolejnej biurokracji i urzędów od praw od dopuszczania pieszych do ruchu? Wyobrażasz sobie organizację egzaminu na prawo jazdy na rower? To również byłby absurd.
|
|
 | 10 na 10 | finerbijk (17282 punktów) | >Ogólnie ok, ale zauważ że pieszy też jest członkiem ruchu drogowego i to jak sądzę nie jest mój wymysł, ale wyciąg z przepisów ruchu drogowego i w pewnym sensie pieszy też uczestniczy w ruchu, np. może poruszać się po chodniku, a na jezdni już nie. Pieszy po jezdni też się porusza - po przejściach dla pieszych - dlatego też powinien OC płacić i zdawać egzamin na prawo chodzenia pieszego, a nie łazić jak ta święta krowa.
To jest świetny pomysł, tyle nowych wesołych miejsc pracy! Szkoły jazdy na rowerze i chodzenia po drogach, egzaminatorzy, ubezpieczalnie, producenci tablic dla rowerów i dla pieszych, wszyscy zarobią. Genialne po prostu!
|
|
|  | | Amai (3012 punktów) | >Szkoły jazdy na rowerze i chodzenia po drogach
Zapominasz o jeżdżących na deskorolkach? Dyskryminacja, kolego.
|
|
| |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >Zapominasz o jeżdżących na deskorolkach? Dyskryminacja, kolego. Deskorolki po drogach raczej nie śmigają i nie paraliżują komunikacji, jak ci bezczelni cykliści, ale powinni ich w ogóle zabronić jako sprzętu zbyt niebezpiecznego; bo to widział kto, aby tak bez trzymanki jeździć?
|
|
 | 4 na 4 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Absurdem jest przyrównywanie udziału pieszych w ruchu drogowym do udziału kierujących pojazdami już choćby z tego powodu, że pieszy ma prawo poruszać się po jezdni wyłącznie w dwóch przypadkach: gdy ją przekracza w poprzek najczęściej na przejściu dla pieszych oraz poruszając się nią wzdłuż, gdy obok jezdni nie ma pobocza/chodnika.
Nie rozumiem co jest trudnego w wyobrażeniu sobie egzaminu na rowerowe prawo jazdy? Zdawałem taki egzamin w szkole przed przedstawicielem "drogówki", przy czym za pierwszym razem oblałem, a za drugim byłem obkuty na maksa i dostałem kartę rowerową.
Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
|
|
|  | | Matix (5786 punktów) | > Nie rozumiem co jest trudnego w wyobrażeniu sobie egzaminu na rowerowe prawo jazdy?> Zdawałem taki egzamin w szkole przed przedstawicielem "drogówki", przy czym za pierwszym razem oblałem, a za drugim byłem obkuty na maksa i dostałem kartę rowerową.?. To ja Cię nie rozumiem. Najpierw narzekasz, że chciałbyś egzamin na "prawo jazdy" na rower, a potem piszesz, że sam taki zdawałeś?
|
|
| |  | 2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Rowerzysta poniżej osiemnastego roku życia powinien posiadać kartę rowerową, powyżej nie musi. Tak jakby w osiemnaste urodziny nagle wchodziło się w posiadanie wiedzy na temat przepisów ruchu drogowego.
Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
|
|
8 na 8 | spellbinder (8577 punktów) | Piszesz tak, jakby kierowcy znali przepisy ruchu drogowego
|
|
 | 5 na 5 | Selanos (12869 punktów) | > Piszesz tak, jakby kierowcy znali przepisy ruchu drogowego W sumie, to nie wiem po co teoretyczny kurs na prawo jazdy trwa tak długo... W Polsce większość kierowców zna kilka znaków zakazu i te od pierwszeństwa. No i jeszcze "regułę prawej strony". Żeby jeszcze drogi były dobre, to mielibyśmy w naszym kraju samych kubiców, bo o ograniczeniu prędkości też niewielu słyszało..
|
|
| |  | 2 na 2 | Selanos (12869 punktów) | > No i jeszcze "regułę prawej strony". Żeby jeszcze drogi były dobre, to mielibyśmy w naszym kraju samych kubiców, bo o ograniczeniu prędkości też niewielu słyszało..> Gdyby drogi były dobre, to reguła prawej strony wzięłaby w łeb, bo koła by w koleinach nie siedziały  No tak, wiedziałem, ze o czymś zapomniałem. Ale koleiny to też dobra sprawa! Jak z Wodzisławia jadę do Jastrzębia, to mogę spokojnie przy prędkości 90 km/h w aucie bez wspomagania nie trzymać kierownicy. Wyjechanie z tych dołów wymaga większej siły
|
|
|  | | -jad- (18783 punktów) | > Żeby jeszcze drogi były dobre, to mielibyśmy w naszym kraju samych kubiców, bo o ograniczeniu prędkości też niewielu słyszało..
Ograniczenia prędkości są do bani. Nie jako idea tylko w praktyce. Jest ich zbyt wiele, zbyt bezsensownych.
Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
|
|
1 na 1 | Selanos (12869 punktów) | Nie widzę problemu. Chociaż nie, jeden jest. Jak rowerzysta, przez nieznajomość przepisów, wjedzie komuś pod koła, to nie dość że zniszczy mu samochód, to jeszcze na dodatek taki kierowca może stanąć przed sądem. Za na przykład "niezachowanie szczególnej ostrożności".
Jeżeli rowerzyści, mają zamiar się zabijać na drogach przez to, że nie znają przepisów, to jestem za! Bo jak będą to robić, to znaczy, że są idiotami. A jak idiotów jest mniej, to jest to korzyść dla całego społeczeństwa.
Jestem za tym, żeby rowerzystom ułatwić życie, byle tylko nie odbyło się to kosztem kierowców samochodów. Jednakże, jestem też za tym, żeby rowerzystów karać za to, że jeżdżą zbyt daleko od prawej krawędzi, jeżdżą po chodniku tak, że piesi uciekają w popłochu, nie dają sygnałów przy skręcaniu, nie mają świateł (jednego prawie że wczoraj w nocy zabiłem, najpierw prawie na niego wjechałem, a potem byłem tak wkurzony, że zacząłem go gonić;D). Co chwilę widzę coś takiego, a jeszcze nigdy nie widziałem, żeby policjant wlepił komuś mandat, nawet jeśli to widział.
>Moim zdaniem ten brak wymogu posiadania "rowerowego prawa jazdy" jest niebezpieczny przede wszystkim dla rowerzystów, zaś zmiana przepisów dotycząca osób, które nie są zobowiązane ich znać, to kompletny absurd.
Dlaczego nie musi znać? Gdyby był karany za ich nieprzestrzeganie, to szybko by je poznał. O tym co myślę o rowerzystach którzy zabijają się przez brak znajomości przepisów napisałem już powyżej. Nie można ratować dorosłych ludzi przed ich własną głupotą. To jest z góry skazane na niepowodzenie.
>ale to przecież jakiś kompletny bezsens podobnie jak brak konieczność posiadania przez rowerzystę ubezpieczenia OC.
Tak, tak, najlepiej zatrudnijmy kolejnych instruktorów, którzy mieliby szkolić przyszłych rowerzystów, egzaminatorów od sprawdzania ich umiejętności, urzędników od wydawania papierka, kolejny ludzi w ubezpieczeniach, których i tak nie chcą wypłacać...
|
|
 | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > Nie widzę problemu. Chociaż nie, jeden jest. Jak rowerzysta, przez nieznajomość przepisów, wjedzie komuś pod koła, to nie dość że zniszczy mu samochód, to jeszcze na dodatek taki kierowca może stanąć przed sądem. Za na przykład "niezachowanie szczególnej ostrożności".Zatem warto, aby rowerzysta znał przepisy ruchu drogowego, prawda?> Jeżeli rowerzyści, mają zamiar się zabijać na drogach przez to, że nie znają przepisów, to jestem za! Bo jak będą to robić, to znaczy, że są idiotami. A jak idiotów jest mniej, to jest to korzyść dla całego społeczeństwa.Czy jesteś też za tym, aby kierowcy samochodów i motocykli również nie musieli posiadać wiedzy na temat zasad poruszania się w ruchu drogowym, czy tylko wyróżniasz w ten sposób rowerzystów? Ja jestem za tym, żeby każdy kierujący pojazdem dopuszczonym do ruchu znał przepisy, aby było mniej niebezpiecznych sytuacji na drodze.> Jestem za tym, żeby rowerzystom ułatwić życie, byle tylko nie odbyło się to kosztem kierowców samochodów.Ostatnie, "rowerowe", zmiany w przepisach mają na celu "ułatwić życie" każdemu z uczestników ruchu drogowego, zarówno kierowcom samochodów jak i rowerzystom. To "ułatwienie życia" polega m. in. na tym, żeby kierowcy samochodów mieli mniej okazji do powodowania "zdarzeń drogowych" z udziałem rowerzystów.> Jednakże, jestem też za tym, żeby rowerzystów karać za to, że jeżdżą zbyt daleko od prawej krawędzi, jeżdżą po chodniku tak, że piesi uciekają w popłochu, nie dają sygnałów przy skręcaniu, nie mają świateł (jednego prawie że wczoraj w nocy zabiłem, najpierw prawie na niego wjechałem, a potem byłem tak wkurzony, że zacząłem go gonić;D). Co chwilę widzę coś takiego, a jeszcze nigdy nie widziałem, żeby policjant wlepił komuś mandat, nawet jeśli to widział.Innymi słowy popierasz moją propozycję, aby rowerzyści znali przepisy ich dotyczące i byli traktowani na równi z innymi uczestnikami ruchu drogowego.  > >Moim zdaniem ten brak wymogu posiadania "rowerowego prawa jazdy" jest niebezpieczny przede wszystkim dla rowerzystów, zaś zmiana przepisów dotycząca osób, które nie są zobowiązane ich znać, to kompletny absurd.> Dlaczego nie musi znać?Nie wiem. Spytaj tych, którzy konstruując prawo nie wymagają tego od rowerzystów po osiemnastym roku życia.> Gdyby był karany za ich nieprzestrzeganie, to szybko by je poznał.Nie wiem skąd u ciebie ta niechęć do tego, aby rowerzyści mieli obowiązek poznania przepisów w takim samym zakresie jak kierowcy i żeby ta znajomość była potwierdzana prawem jazdy, podobnie jak ma to miejsce w przypadku kierowców samochodów, motocykli czy skuterów? Czy jesteś za tym, aby nie było egzaminów na prawo jazdy samochodowe/motocyklowe, bo wówczas kierowcy byliby częściej karani i dzięki temu poznaliby przepisy, o których nie mieli pojęcia?> Nie można ratować dorosłych ludzi przed ich własną głupotą. To jest z góry skazane na niepowodzenie.Nieznajomość przepisów nie jest głupotą lecz brakiem wiedzy. Oczywiście, jeśli rowerzysta włącza się do ruchu choć nie ma pojęcia o jego zasadach, to postępuje głupio. Podobnie jak kierowca samochodu czy motocyklista. Dlaczego nie uważasz, że rowerzysta nie powinien mieć takiej samej szansy na uniknięcie głupoty co kierowca auta czy motocykla?> >ale to przecież jakiś kompletny bezsens podobnie jak brak konieczność posiadania przez rowerzystę ubezpieczenia OC.> Tak, tak, najlepiej zatrudnijmy kolejnych instruktorów, którzy mieliby szkolić przyszłych rowerzystów, egzaminatorów od sprawdzania ich umiejętności, urzędników od wydawania papierka, kolejny ludzi w ubezpieczeniach, których i tak nie chcą wypłacać...Czas na podsumowanie: dlaczego uważasz, że kierujący rowerem powinien być traktowany przez przepisy ruchu drogowego jak "święta krowa"? Dlaczego uważasz, że rowerzysta powinien stanowić zagrożenie dla siebie i innych uczestników ruchu drogowego, bo wolno mu nie znać przepisów, a mimo to być uczestnikiem owego ruchu? Dlaczego uważasz, że dla kierowców samochodów/motocykli lepiej jest, gdy rowerzyści mają coraz większe prawa na drodze bez prawnego wymogu stosowania się do obowiązków wymaganych wobec kierowców samochodów/motocykli? Dlaczego uważasz, że kierowca samochodu/motocykla nie powinien mieć prawa do odszkodowania z ubezpieczenia OC rowerzysty, gdy ten spowoduje wypadek ze swojej winy?
Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
|
|
|  | 2 na 2 | Selanos (12869 punktów) |
> ]Czas na podsumowanie: dlaczego uważasz, że kierujący rowerem powinien być traktowany przez przepisy ruchu drogowego jak "święta krowa"?NIe uważam tak, nie wiem skąd takie pytanie. > Dlaczego uważasz, że rowerzysta powinien stanowić zagrożenie dla siebie i innych uczestników ruchu drogowego, bo wolno mu nie znać przepisów, a mimo to być uczestnikiem owego ruchu?Jeżeli rowerzysta wjedzie komuś pod koła, to stwarza śmiertelne zagrożenie tylko dla siebie. Za zniszczone auto niech komornik zapłaci ze sprzedaży jego majątku. Już napisałem dlaczego uważam, że może stanowić zagrożenie dla siebie. Bo jego życie to jego sprawa. Jak będzie chciał sobie strzelić w łeb, to też stwarza dla siebie zagrożenie i TO TEŻ JEGO SPRAWA. Chociaż zakrwawiony dywan to fatalny prezent dla rodziny, ale to już zależy od pomieszczenia. Rowerzyści od zawsze jeździli po ulicach albo chodnikach i nikt z tym nic nie robił. I był święty spokój. > Dlaczego uważasz, że dla kierowców samochodów/motocykli lepiej jest, gdy rowerzyści mają coraz większe prawa na drodze bez prawnego wymogu stosowania się do obowiązków wymaganych wobec kierowców samochodów/motocykli?Ja tak uważam  Uważam, że lepiej jest, jak rowerzyści mają większe prawa, byleby te prawa nowe nie ograniczały zbytnio innych uczestników ruchu. O co chodzi z tym wymogiem? O te prawo jazdy? Już pisałem, że to byłaby tylko kolejna okazja na tworzenie jeszcze większej armii urzędników, biurokracji i wydawanie pieniędzy których i tak wszyscy mają za mało. > Dlaczego uważasz, że kierowca samochodu/motocykla nie powinien mieć prawa do odszkodowania z ubezpieczenia OC rowerzysty, gdy ten spowoduje wypadek ze swojej winy?Niech rowerzyści mają możliwość płacenia na jakieś OC, byleby to nie było obowiązkiem. Jak komuś wjedzie w auto i stłucze reflektor to mnie to nie obchodzi czy zapłaci z OC, czy z własnej kieszeni. Ma zapłacić i koniec.
|
|
| |  | 2 na 2 | Anna Salman (16360 punktów) | >Jeżeli rowerzysta wjedzie komuś pod koła, to stwarza śmiertelne zagrożenie tylko dla siebie. Nieprawda. Mąż mojej koleżanki, jadąc wieczorem na motorze zginął usiłując wyminąć rowerzystę, który nagle pojawił się na drodze, oczywiście nieoświetlony. >Za zniszczone auto niech komornik zapłaci ze sprzedaży jego majątku. Możliwość realizacji roszczenia finansowego wobec sprawcy to temat rzeka (procedury, koszty własne, brak środków, czas itd.). >Rowerzyści od zawsze jeździli po ulicach albo chodnikach i nikt z tym nic nie robił. I był święty spokój. To nie był święty spokój tylko bezsilność pozostałych użytkowników dróg. >O co chodzi z tym wymogiem? O te prawo jazdy? Już pisałem, że to byłaby tylko kolejna okazja na tworzenie jeszcze większej armii urzędników, biurokracji i wydawanie pieniędzy których i tak wszyscy mają za mało. Kiedyś były karty rowerowe - nie wymagało to prawie żadnych formalności. Może wprowadzić w szkołach obowiązek nauki przepisów ruchu drogowego w podstawowym zakresie, np. w ramach godziny wychowawczej. Bez papierka, ale dla wszystkich. W mojej szkole podstawowej (dawno, dawno temu) uczono jak przechodzić przez jezdnię, do tej pory pamiętam zasady i je stosuję. >Niech rowerzyści mają możliwość płacenia na jakieś OC, byleby to nie było obowiązkiem. Jak komuś wjedzie w auto i stłucze reflektor to mnie to nie obchodzi czy zapłaci z OC, czy z własnej kieszeni. Ma zapłacić i koniec. Owszem dobrowolne, jak w przypadku każdej osoby, ale skutecznie egzekwowane, a rowerzyści najczęściej jednak rozjeżdżają pieszych, a nie samochody.
|
|
| | |  | 6 na 6 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Nieprawda. Mąż mojej koleżanki, jadąc wieczorem na motorze zginął usiłując wyminąć rowerzystę, który nagle pojawił się na drodze, oczywiście nieoświetlony.Czemu "oczywiście"? Obowiązek oświetlenia jest - przednie białe/żółte stałe + odblaski, tylne czerwone stałe + odblaski. Odblask na kołach. Każdy zdrowy na głowę rowerzysta nosi też kamizelkę i kupuje blinkery, bo tak bezpieczniej - mniejsza szansa, że kierowca nie zauważy, rozjedzie albo zepchnie z drogi, przewalając się 3 cm od rowerzysty z prędkością 120 w środku miasta. Za wiejski ludek i ludzi na rowerach (wyraźnie rozdzielonych od rowerzystów, zauważ) trudno odpowiadać. > Możliwość realizacji roszczenia finansowego wobec sprawcy to temat rzeka (procedury, koszty własne, brak środków, czas itd.).Nadal szukam firmy, która ubezpieczyłaby normalnie mój rower i mnie jako jego właścicielkę i użytkowniczkę. Chwilowo mam podstawowe OC i NNW, i muszę z tym żyć. > To nie był święty spokój tylko bezsilność pozostałych użytkowników dróg.Zasady używania chodnika dla rowerzystów są od dawna jasne, teraz tylko dołączono do nich możliwość biorącą pod uwagę warunki atmosferyczne. Ktoś łamie przepisy? Dzwoni się po właściwe służby. Ja bez żenady op.. rowerzystów, którzy przejeżdżają przez pasy, jadą po chodniku zamiast po drodze rowerowej etc. Nie ma się czego bać, tylko zwracać uwagę, taki obowiązek obywatelski. Tak samo, jak zgłaszanie samochodów stojących w miejscach do tego nieprzeznaczonych. > Kiedyś były karty rowerowe - nie wymagało to prawie żadnych formalności. Może wprowadzić w szkołach obowiązek nauki przepisów ruchu drogowego w podstawowym zakresie, np. w ramach godziny wychowawczej. Bez papierka, ale dla wszystkich. W mojej szkole podstawowej (dawno, dawno temu) uczono jak przechodzić przez jezdnię, do tej pory pamiętam zasady i je stosuję.Też miałam coś takiego - bezpieczeństwo na drodze i zasady poruszania się rowerem. Karty nie mieliśmy, ale miasteczko ruchu i wykładzik Pana Policjanta był. Ponadto - tłumaczenie się, że nie zna się przepisów, bo nie ma karty rowerowej jest skrajnym debilizmem. Każda gazeta co jakiś czas dodaje do numeru jakiś program i publikację nt zasad ruchu. Każdy, kto mówi, że nie zna przepisów, bo nikt go nie nauczył nie zasługuje na ogólne prawo wypuszczania do ludzi. Bo może nie wie też, jak chodzić po chodniku. Albo korzystać z toalety  > Owszem dobrowolne, jak w przypadku każdej osoby, ale skutecznie egzekwowane, a rowerzyści najczęściej jednak rozjeżdżają pieszych, a nie samochody.Z moich doświadczeń wynika, że głównie rowerzyści są rozjeżdżani przez samochody, a następnie mamy kolizje z głuchymi półgłówkami (ze szczególną grupą Matek z Wózkiem, uważających posiadanie czterech kółek napędzanych siłą mięśni uprawnia do używania drogi rowerowej) nierozróżniającymi szarego, gładkiego chodnika od czerwonej, wymalowanej piktogramami drogi rowerowej. Zdarzenia na chodnikach to głównie domena przeładowanych testosteronem byczków na "makrokeszach" i "gołsportach" oraz emerytów w drodze z rynku. Mam kilka miejsc, do których muszę dojechać po chodniku i zawsze zachowuję się prosto - jestem gościem. Jadę powolutku, a kiedy trzeba, bo za ciasno (za dużo ludzi albo chodnik już nieprzepisowej szerokości)- zsiadam i prowadzę. Chociaż prawda jest taka, że rowerzysta na rowerze zajmuje mniej miejsca, niż rowerzysta prowadzący rower  Zasadniczo rzecz biorąc - głównie trzeba nam więcej kultury, niż przepisów. U mnie w mieście robi się coraz lepiej dzięki działaniu organizacji rowerowych - kierowcy zaczynają się przyzwyczajać do rowerzystów i przepisów, coraz więcej jest okazji, kiedy człowiek za jedną kierownicą uśmiecha się do człowieka za inną. Coraz mniej takich, jaką ja miałam ostatnio - pani wymuszała na mnie pierwszeństwo na rondzie i przez to spowodowała mój wypadek. Dwa tygodnie spędziłam w gipsie, tydzień w stabilizatorze, właśnie zaczynam normalnie chodzić. Pani popatrzyła na mnie (muszę jej oddać, że zniosła mi rower z ronda i musiała przetrwać błyskawiczny wykład w formie "Tylko ostatnia kretynka odstawia takie manewry, pani rowerzystka miała pierwszeństwo, chłopy dzwońta po karetkę i policję!" w wykonaniu ratujących mnie taksówkarzy), a następnie uznała, że jej prawie-zawał załatwia sprawę i zwiała. Prawda, ja tuż po wypadku nic za bardzo nie czułam (dopiero w nocy zaczęłam czuć efekty i wydawać dźwięki zwykle sztucznie tworzone do użycia w filmach na temat wilkołaków), ale gips i dwumiesięczna rehabilitacja jest. Część znajomych rowerzystów uważa, że powinnam skonsultować okoliczną kamerę i wyciągnąć pani numer rejestracyjny do dalszych czynności, część - że wykład taksówkarski + strach miał swoją wartość edukacyjną i pani już będzie wiedzieć, jak się zachować. Teraz, kiedy już pozbyłam się gipsu, chyba przychylę się do tej drugiej sugestii, chociaż nadal mi przykro, że pani nawet nie pomyślała, żeby mnie przeprosić. Z drugiej strony - jakoś w połowie maja jakiś kierowca przydzwonił w mojego znajomego. Sam wezwał policję i karetkę (chociaż koledze nic poważnego się nie stało), podał swoje dane i obiecał naprawę roweru, jeśli ubezpieczenie, które kolega gdzieś na rzeczony rower wykupił, nie pokryje wszystkiego. Są ludzie i taborety, jak mawia się u mnie w domu. Trzeba podkreślać i popierać zachowania ludzi, zamiast tylko marudzić, że tyle tych drugich dookoła. Pozytywny przykład działa najlepiej 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
4 na 4 | Marian (5438 punktów) | Zmiana przepisów to przykład ułatwiania przesiadania się na rower i de facto zwiększania bezpieczeństwa rowerzystów. Rower stanowi nadzieję w przezwyciężeniu problemów komunikacyjnych, jak i zanieczyszczania atmosfery powodowanego przez potężną liczbę samochodów na drogach w miastach. Naturalnie więc należy zachęcać do rowerów. Jedną ze zmian jest konieczność ustąpienia pierwszeństwa przez kierowców skręcających w prawo, rowerowi jadącemu prosto równoległą drogą dla rowerów. Kolejną jest zezwolenie na wyprzedzanie wolno jadących lub stojących w korku pojazdów prawą stroną, co sprzyja większej widoczności rowerzystów przez kierowców, zmuszając ich do uwagi. Podobnie dopuszczenie jazdy środkiem pasa na skrzyżowaniu. Przyczepki rowerowe, możliwość jazdy chodnikiem przy złej pogodzie, itp. raczej kierowców nie dotyczą. Jakieś konkretne zastrzeżenia? > A mnie zastanawia jak to możliwe, że człowiek, który nie musi w ogóle znać przepisów o ruchu drogowym ma prawo być uczestnikiem tego ruchu. Może i nie są zobowiązani znać przepisów, ale są zobowiązani przestrzegać. Jak zbuduje się wystarczająco dużo ścieżek rowerowych, nie będzie potrzeby korzystania z jezdni jadąc rowerem. Ja zdecydowanie wolę jeździć drogami rowerowymi, niż wśród spalin samochodowych. Pozdrawiam.
Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
|
|
 | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >Ja zdecydowanie wolę jeździć drogami rowerowymi, niż wśród spalin samochodowych.
To nie zawsze jest rozwiązanie. Ja jeździłem rowerem wzdłuż ulic i nie do końca jestem zadowolony. Ilość wdychanych spalin od samochodów stojących w "korkach" spowodowała że wolę jechać samochodem niestety.
|
|
|  | | Marian (5438 punktów) | Mam trochę szczęścia; znaczna część mojej typowej trasy wiedzie właśnie ścieżkami rowerowymi, więc jeździ się dość przyjemnie. Pozdrawiam.
Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
|
|
1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >Napisałem powyższe będąc rowerzystą.
....ledwo zmieniły się przepisy a spotkałem się z interpretacją przepisów (jadąc rowerem) która kosztowała mnie do dziś leżenie na prawym boku,.....i rozprawę w sądzie
piszę to będąc byłym kierowcą zawodowym
|
|
10 na 12 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | A mnie zastanawia jak to możliwe, że człowiek, który nie musi w ogóle znać kodeksu cywilnego ma prawo być osobą cywilną. Wiem, że tak samo jest w wielu państwa UE (wszystkich?), więc i w Polsce, ale to przecież jakiś kompletny bezsens podobnie jak brak konieczności posiadania przez obywatela ubezpieczenia.
Moim zdaniem ten brak wymogu posiadania "wstępnych aplikacji prawnych" jest niebezpieczny przede wszystkim dla osób cywilnych, zaś zamiana jakichkolwiek przepisów dotycząca osób, które nie są zobowiązane ich znać, to kompletny absurd.
Napisałem powyższe będąc osobą podlegającą kodeksowi cywilnemu.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | 2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Sprowadzając rzecz do absurdu wcale nie obalasz moich argumentów, nawet się z nimi nie starasz zmierzyć. Takie erystyczne chwyty zdobywają poklask u prostaczków, ale czy to daje satysfakcję intelektualną?
Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
|
|
|  | 4 na 4 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >Sprowadzając rzecz do absurdu wcale nie obalasz moich argumentów, nawet się z nimi nie starasz zmierzyć. Takie erystyczne chwyty zdobywają poklask u prostaczków, ale czy to daje satysfakcję intelektualną?
Moja wypowiedź nie miała na celu reductio ad absurdum wręcz przeciwnie, jestem przekonany że jeśli podnosisz taki argument przeciwko rowerzystom, to analogicznie godzi on również w inne dziedziny życia.
Meritum mojej wypowiedzi było zwrócenie uwagi na wieczne prawo - nieznajomość prawa nie zwalnia od przestrzegania go. Rowerzysta żeby jeździć bez karty rowerowej musi być pełnoletni, a to oznacza że ponosi pełną prawną odpowiedzialność za swoje czyny. Jak słusznie to ująłeś zagraża sam sobie, jak nie przestudiuje artykułów, czy sejm.gov.pl
Egzaminowanie osób dorosłych nie zwiększyłoby bezpieczeństwa, podobnie wprowadzanie obowiązkowych ubezpieczeń (swoją drogą ja jestem ubezpieczony w ramach normalnej polisy) jedynie zwiększyłoby biurokrację.
Ja na Twoim miejscu martwiłbym się o skutery. Możesz być ślepym na jedno oko daltonistą bez ręki i nogi, a skuterem czy quadem pojeździsz bez problemu...
A zarzucanie komuś taniej erystyki i populizmu, jednocześnie ujmując osobom, które go popierają tanimi epitetami ad personam to taka trochę hipokryzja w moim odczuciu.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| |  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >>Sprowadzając rzecz do absurdu wcale nie obalasz moich argumentów, nawet się z nimi nie starasz zmierzyć. Takie erystyczne chwyty zdobywają poklask u prostaczków, ale czy to daje satysfakcję intelektualną? >Moja wypowiedź nie miała na celu reductio ad absurdum wręcz przeciwnie, jestem przekonany że jeśli podnosisz taki argument przeciwko rowerzystom, to analogicznie godzi on również w inne dziedziny życia. W założonym przez siebie wątku zajmuję się porównaniem praw i obowiązków tzw. uczestników ruchu drogowego i nie widzę sensu zajmowaniem się w tymże wątku innymi dziedzinami życia, również tymi, że w Hameryce to murzynów bijom.
>Meritum mojej wypowiedzi było zwrócenie uwagi na wieczne prawo - nieznajomość prawa nie zwalnia od przestrzegania go. Dlaczego w takim razie od kierowcy samochodu/motocykla wymaga się znajomości przepisów prawa ich dotyczących potwierdzonej uzyskania prawa jazdy? Przecież to - wedle zacytowanego przez ciebie "prawa" - zupełnie zbędne.
>Rowerzysta żeby jeździć bez karty rowerowej musi być pełnoletni, a to oznacza że ponosi pełną prawną odpowiedzialność za swoje czyny. Jak słusznie to ująłeś zagraża sam sobie, jak nie przestudiuje artykułów, czy sejm.gov.pl Wytłumacz mi zatem dlaczego to nie dotyczy innych uczestników ruchu drogowego. Dlaczego kierowca samochodu czy motocykla jest szykanowany, prześladowany przez prawo w porównaniu z rowerzystą i dlaczego według ciebie jest to w porządku.
>Egzaminowanie osób dorosłych nie zwiększyłoby bezpieczeństwa, podobnie wprowadzanie obowiązkowych ubezpieczeń (swoją drogą ja jestem ubezpieczony w ramach normalnej polisy) jedynie zwiększyłoby biurokrację. Egzaminowanie nie zwiększa bezpieczeństwa, za to znajomość zasad zmniejsza niebezpieczeństwo. Potwierdzeniem znajomości zasad jest zdanie egzaminu ze znajomości tych zasad.
>Ja na Twoim miejscu martwiłbym się o skutery. Możesz być ślepym na jedno oko daltonistą bez ręki i nogi, a skuterem czy quadem pojeździsz bez problemu... Póki co interesują mnie rowerzyści.
>A zarzucanie komuś taniej erystyki i populizmu, jednocześnie ujmując osobom, które go popierają tanimi epitetami ad personam to taka trochę hipokryzja w moim odczuciu. Nie rozumiem powyższego zdania.
Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
|
|
| | |  | 4 na 4 | Elka I Ponura (7473 punktów) | >Dlaczego w takim razie od kierowcy samochodu/motocykla wymaga się znajomości przepisów prawa ich dotyczących potwierdzonej uzyskania prawa jazdy? >Przecież to - wedle zacytowanego przez ciebie "prawa" - zupełnie zbędne.
Wydaje mi się, że bierze się to z jednego faktu - trzeba się nieźle namęczyć, żeby kogoś poważnie uszkodzić albo zabić, jadąc rowerem. Żeby kogoś zabić jadąc samochodem czy motocyklem, nie trzeba robić w zasadzie nic. Nie mówiąc o prędkościach - dobrze ustawiony fix, z mocno wyrobionym użytkownikiem i prostą, gładką, suchą drogą może i wykręci z 45km/h, ale to mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę wszystkie powyższe wymagania. Widok kolorowego "ziuuuu" o ogólnym kształcie samochodu w środku miasta to nic niezwykłego, niestety. I to chyba tyle...
Co nie zmienia faktu, jak pisałam wyżej, że z wielu powodów nieznajomość podstawowych przepisów ruchu drogowego, to skrajny debilizm porównywalny z nieznajomością zasad używania publicznych toalet.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
 | 3 na 3 | Kamil Ciura (762 punktów) | Wyraźnie przesadzasz. Rowerzyści to nie święte krowy jak wielu z nich to się zdaje. Ja nie jeżdżę rowerem po ulicach, ale nie wyobrażam sobie bym NIE znał podstawowych zasad ruchu - znaków, ustępowania pierwszeństwa, etc jeżeli bym jeździł. Życie mi miłe.
Ignorancja może zabić. Są rowerzyści jeżdżący na "ostrym kole" którzy osiągają już znaczne prędkości i teraz wyobraź sobie, że taki nagle wyskoczy Ci z podporządkowanej przed maskę, albo wpakuje pod koła na skrzyżowaniu bo nie ustąpi pierwszeństwa. Nie dla tego, że ma w nosie przepisy, tylko dlatego że ich nie zna. Kto będzie miał problem? TY - mimo jazdy ZGODNIE Z PRZEPISAMI.
|
|
1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Moim zdaniem ten brak wymogu posiadania "rowerowego prawa jazdy" jest niebezpieczny przede wszystkim dla rowerzystów Kiedyś o osobach żyjących razem bez ślubu, czyli w wolnym związku, lub inaczej w konkubinacie mówiono, że "żyją w grzechu" , albo "na kocią łapę" lub też "na kartę rowerową". Więc może zamiast związków partnerskich wprowadźmy obowiązek posiadania przez wszystkich rowerzystów owej karty, co jednocześnie będzie ich uprawniało do wspólnego prowadzenia gospodarstwa domowego, rozliczania podatków, zasięgania wieści o zdrowiu partnera itp., a także w przyszłości do adopcji dzieci. Nawet nie posiadając roweru będzie można taką kartę wyrobić i okazywać się nią w urzędach i instytucjach informując, że żyje się właśnie "na nią". W ten sposób przy jednym ogniu zostaną upieczone dwie pieczenie. Poprawi się stan bezpieczeństwa rowerzystów i nie trzeba będzie toczyć bojów o ustawę o związkach partnerskich.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | Obserwując zachowania pieszych i rowerzystów , dochodzę do wniosku, że powinni mieć prawo jazdy na samochód, bez niego nie wyłazić na przejście!
1. Koło roweru, końcówka buta - nie wystawiać za krawężnik? 2. Nie hamować ostro tuż przed ulicą - spokojnie jechać! Skąd kierowca (mając zielone) i widząc pędzący rower, ma wiedzieć, że rowerzysta zahamuje? 3. Strzałka w prawo! Zawsze gdy skręcam, patrzę na światło dla pieszych i rowerzystów (o ile widzę), bo Ci stojąc na krawężniku, wpatrzeni w swoje światło "ruszają bez opamiętania" gdy tylko zobaczą zielone, tak jak by to był konkurs na najlepszy refleks! Nie patrzą w lewo, ONI MAJĄ ZIELONE i IDOM, JADOM. Przecież skręcając w prawo nie zrobię sztuczki i nie zatrzymam samochodu w miejscu, ONI POWINNI TO WIEDZIEĆ! 4. Drzewka w okolicach ścieżek rowerowych! Często mam przypadki, że skręcając w prawo, nie widzę QWA ścieżki, bo ścieżka jest przed przejściem kręta (pewnie aby cyklista zwolnił), a przy zakolach jakieś barany drzewka posadzili. Jadę i NIC nie widzę! 5. Łażące COŚ! Czy ja jeżdzę po chodnikach, trawnikach? NIE! A pieszy wyłazi na środek ulicy bo 50m trzeba iść do przejścia! No ludzie, NO! 6. Na osieldach, no mają pierwszeństwo, fakt, ale leźć przed samochodem 100m niepozwalając przejechać i nawet nie oglądając się do tyłu to lekka przesada!
Jestem też rowerzystą i pieszym, ale wiem co to znaczy prowadzić samochód.
|
|
 | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > 1. Koło roweru, końcówka buta - nie wystawiać za krawężnik?Hardcorowe mamusie wystawiają poza krawężnik wózki ze swoimi pociechami.> 2. Nie hamować ostro tuż przed ulicą - spokojnie jechać! Skąd kierowca (mając zielone) i widząc pędzący rower, ma wiedzieć, że rowerzysta zahamuje?Nie rozumiem sytuacji. Czy kierowca ma zielone a rowerzysta czerwone? Czy obaj mają zielone - strzałka w prawo dla kierowcy - i zielone na ścieżce rowerowej, czy zielona strzałka dla kierowcy i zielone dla pieszych, przy czym rowerzysta nie ma ścieżki rowerowej i niezgodnie z przepisami jedzie rowerem po przejściu dla pieszych zamiast zsiąść i prowadzić rower obok siebie?> 3. Strzałka w prawo! Zawsze gdy skręcam, patrzę na światło dla pieszych i rowerzystów (o ile widzę), bo Ci stojąc na krawężniku, wpatrzeni w swoje światło "ruszają bez opamiętania" gdy tylko zobaczą zielone, tak jak by to był konkurs na najlepszy refleks! Nie patrzą w lewo, ONI MAJĄ ZIELONE i IDOM, JADOM. Przecież skręcając w prawo nie zrobię sztuczki i nie zatrzymam samochodu w miejscu, ONI POWINNI TO WIEDZIEĆ!Codziennie widuję taki obrazek: samochody stoją na czerwonym wzdłuż ulicy, piesi stoją na czerwonym wzdłuż tej samej ulicy, samochody skręcają na dla nich zielonym w poprzek ulicy, ale piesi włażą na "zebrę", no bo te samochody "wzdłuż" stoją. Inny obrazek: samochody pędzą na czerwonym, bo za późno wjechały na skrzyżowanie, które chcą opuścić, a piesi nie patrzą w lewo, bo mają zielone i efektem jest pisk hamulców samochodów tuż przed "zebrą". Głupota pieszych dorównuje głupocie kierowców.> 4. Drzewka w okolicach ścieżek rowerowych! Często mam przypadki, że skręcając w prawo, nie widzę QWA ścieżki, bo ścieżka jest przed przejściem kręta (pewnie aby cyklista zwolnił), a przy zakolach jakieś barany drzewka posadzili. Jadę i NIC nie widzę!Masz strzałkę w prawo czy jedziesz na czerwonym?> 5. Łażące COŚ! Czy ja jeżdzę po chodnikach, trawnikach? NIE! A pieszy wyłazi na środek ulicy bo 50m trzeba iść do przejścia! No ludzie, NO!Nie usprawiedliwiając głupoty niektórych pieszych chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że są takie skrzyżowania, na których przejścia dla pieszych są tylko dwa zamiast czterech - to jest dopiero głupota!> 6. Na osieldach, no mają pierwszeństwo, fakt, ale leźć przed samochodem 100m niepozwalając przejechać i nawet nie oglądając się do tyłu to lekka przesada!No nie gadaj, że jadąc po osiedlowych uliczkach zachowujesz 100m dystans wobec pieszych! 
Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
|
|
6 na 6 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Osobiście jestem sceptycznie nastawiony do tej zmiany prawa. Popieram rozwój i promocję poruszania się rowerami, ale za najsensowniejszy środek do tego uważam skupienie się na rozwijaniu dróg dla rowerów, a nie w powiększaniu praw rowerzystów na jezdniach, a niestety taki komunikat społeczeństwo dostało po ostatniej nowelizacji: rowerzystom wolno więcej na drogach. Dziennikarze na ogół nie bawili się w skrupulatne przekazywanie treści przepisów i poszło "z grubsza". Przykładowo mówiono, że teraz rowerzyści mogą jeździć obok siebie na jezdni. Kiedyś raczej się z tym nie spotykałem. Teraz, niedługo po odtrąbieniu wejścia w życie nowelizacji natknąłem się na panów, którzy postanowili nowe zasady wcielić w życie: na dwukierunkowej drodze wylotowej z miasta jadą obok siebie dwaj zadowoleni rowerzyści, blokując w całości połowę jezdni i ruch w jedną stronę. To tak jak by przede mną toczył się wolniutko samochód, który mogę wyminąć tylko jak nic z naprzeciwka nie jedzie, co nie zawsze jest łatwe. Za rowerzystami wk... kierowcy, którzy niełatwo wymijają rowerowy zator na drodze. Niestety już przed nowelizacją jako kierowca bardzo narzekałem na rowerzystów na drodze, których sposób poruszania się, powiedzmy, często budził zastrzeżenia. Obawiam się, że teraz będzie jeszcze gorzej. Popularyzację jazdy rowerem w obecnej sytuacji odbieram bardzo ambiwalentnie. Jeśli więcej pojawi się rowerów między samochodami, to ruch samochodowy nie tylko nie odczuje, że część przesiadło się na rowery, ale przeciwnie, zyskają dodatkowe utrudnienia. Obym się mylił, ale niestety moje doświadczenia są tutaj negatywne. Powtarzam: naprawdę jestem za większym ruchem rowerowym, ale poprzez rozwijanie ścieżek. Dopiero po wspomnianym wyżej zdarzeniu: paradnej jeździe rowerzystów obok siebie zadałem sobie trud, aby sięgnąć do nowego kodeksu i sprawdzić tę regulację, bo wcześniej z przekazów medialnych dotarł do mnie tylko komunikat, że teraz mogą obok siebie. Ale okazuje się, że w kodeksie brzmi to bardzo powściągliwie: Cytat:3a. Dopuszcza się wyjątkowo jazdę po jezdni kierującego rowerem obok innego roweru lub motoroweru, jeżeli nie utrudnia to poruszania się innym uczestnikom ruchu albo w inny sposób nie zagraża bezpieczeństwu ruchu drogowego." Jadąc za tymi zadowolonymi z siebie rowerzystami również na nich nie zatrąbiłem, bo nie zdawałem sobie sprawy, że łamią prawo. Popieram postulat egzaminu z prawa o ruchu drogowym. Niektórzy tutaj wskazują nawet pieszych. Zgadzam się z tym. Uważam, że prawo o ruchu drogowym powinno być w szkole. Każdy uczestnik ruchu powinien je znać. Obecnie prawie każdy robi prawo jazdy, więc nauka w szkole wszystkich jak leci nie byłaby złym pomysłem.
|
|
1 na 1 | AdamGr (3037 punktów) | Jest tu pewien aspekt rzeczywistości : rower nie ma szans z samochodem. Obojętnie kto popełni błąd. Lub nie popełniając błędu pod względem samej trakcji po drodze, specyfiki kierowania : brak stopu, konieczność wystawiania łapy w czasie skrętu, jednośladowość.... Zatem to nie jest taki sobie równy uczestnik ruchu drogowego, no nie oszukujmy sie. I drugi aspekt tejże : nie ma w Polsce rozbudowanych i powszechnych dróg tylko dla rowerów. A zanim je zbudują wszędzie...hoho... Ja proponuje zamiast pretensji i zbulwersowania odrobinę zrozumienia natury rzeczy i sytuacji. Zmienić choć na chwilę punkt widzenia. No i trochę życzliwości, co proponuje końcowe zdanie z artykułu (podany link).
|
|
 | 3 na 3 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Myślę, że mogę się wypowiadać mając różne punkty widzenia. Na studiach śmigałem rowerem pomiędzy samochodami, ale w głowie miałem przepisy ruchu drogowego, wiedziałem doskonale jak zachowuje się samochód na drodze.
Wskazujesz, że rowerzysta ma mniejsze szanse "przy starciu". Naturalnie. Z punktu widzenia kierowcy jest to "gorszy" i bardziej niebezpieczny uczestnik ruchu, bo bardzo łatwo tutaj kogoś zabić albo posadzić na wózku. Mijając rower na ogół czuję pewien niepokój lub niepewność, bo wiem, że czyjkolwiek błąd jest tutaj znacznie bardziej brzemienny niż przy starciu dwóch samochodów. Wiem doskonale, że obrona kierowców jest passe, niemal tak bardzo, jak obrona palaczy. Uważam jednak, że niestety wyraźnie więcej rowerzystów gorzej radzi sobie z ruchem drogowym niż kierowcy.
|
|
|  | | AdamGr (3037 punktów) | > Uważam jednak, że niestety wyraźnie więcej rowerzystów gorzej radzi sobie z ruchem drogowym niż kierowcy.Zgadza się, i tak będzie nadal (i było), więc ? Jakie inne rozwiązanie skoro na ścieżki nie ma co liczyć w najbliższej dziesięciolatce? A poza tym jeszcze ma tu miejsce aspekt "wymiany kulturalnej" między uczestnikami ruchu i wzajemna miłośc (często własna i często kierowców samochodów)  Kulek sie obruszył , nie dośc że jeżdżąca mina i loteria, to teraz jeszcze święta krowa  No nie Kulek ?  Teraz tak będą klnąc w tych samochodach ze człowiek pomyśli że ktoś basy podkręcił , tak się blachy będą napinac na karoserii
|
|
| |  | 2 na 2 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | > Zgadza się, i tak będzie nadal (i było), więc?Pisałem wyżej: uważam, że prawo o ruchu drogowym powinno być w szkole. Najlepiej zamiast religii, ale niech tam, choćby i obok  > A poza tym jeszcze ma tu miejsce aspekt "wymiany kulturalnej" między uczestnikami ruchu i wzajemna miłośc (często własna i często kierowców samochodów)  Na drodze są różne grupy uczestników. Kierowca nie pała często sympatią do rowerzysty, a zawodowy często dla zasady wyklina na osobówki. Tak już jest
|
|
| | |  | | AdamGr (3037 punktów) |
> Pisałem wyżej: uważam, że prawo o ruchu drogowym powinno być w szkole. Najlepiej zamiast religii, ale niech tam, choćby i obok  Bądżmy realistami. Owszem wszelkie prawa powinno się naswietlać w podstawowej formie (bo ogólnie tego brakuje),ale ja bym z tego tytułu nie roił sobie daleko idacych wniosków i konsekwencji, w dodatku jeśli chodzi o dzieciaki. Jak było kiedy to było ....różnie bywało i nie sądze czy akurat zdecydowanie lepiej niż teraz. Rower to najprostsza i najtańsza forma skołowacenia pieszego  a tu nasuwa się zasada "bardzo ograniczonego zaufania", a to akurat działa zdecydowanie skuteczniej niż założenie "znajomości". Zbudowanie specjalnych dróg zmieni bardzo wiele, wymóg znajomości i kursy niewiele. > Tak już jest  Czeka nas przewartościowanie, co będzie cięzkie, ale konieczne. Bo to buractwo jakie wystepuje między użytkownikami jest schedą po PRL. Posiadacz samochodu to był gość, a reszta..cóż, prosta jak gwóźdź...no i gdzie leziesz baranie, ćwoku , niedojdo ? Tą naszą szczególną właściwość braterstwa drogowego ujął w karby naukowej mniemanologii prof.T.Stanisławski w jednym ze swoich wykładów. Jak pisał pewien publicysta "tak jak my potrafimy sie pięknie nienawidzieć to nikt nie potrafi". A tego żadne przepisy nie naprostują.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Appenzeller (3118 punktów) | >Zbudowanie specjalnych dróg zmieni bardzo wiele, wymóg znajomości i kursy niewiele. Wymóg znajomości już istnieje (nieznajomość prawa nie zwalnia etc.), ale nie wiadomo, czy działa. Nauka ruchu drogowego w szkole jako przedmiot mogłaby zmienić bardzo wiele. I specjalne drogi też. Szersze uprawnienia i mniejsze wymagania dostali rowerzyści, niestety, na drogach publicznych. Które jakie są, każdy widzi. >Bo to buractwo jakie wystepuje między użytkownikami jest schedą po PRL. Bo co to ma znaczyć, żeby chłop jeździł po tej samej drodze, co szlachetnie urodzony! Straw man argument. Moim zdaniem, polskie zacofanie kulturowe ma niewiele wspólnego z PRL. Ani w PRL nie nakazywano naruszania ruchu. Były nawet szkoły ruchu drogowego. Zakładając, że potomkowie szlachty już jeżdżą poprawnie, lata jeszcze potrwa, zanim potomkowie chłopów dojrzeją do tego samego.
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Anna Salman (16360 punktów) | >Zakładając, że potomkowie szlachty już jeżdżą poprawnie, lata jeszcze potrwa, zanim potomkowie chłopów dojrzeją do tego samego. Znam potomków chłopów jeżdżących bardzo poprawnie, wśród nich nawet kilku kierowców zawodowych bez żadnego wypadku w ciągu kilkudziesięciu lat pracy i prywatnego użytkowania samochodów. Być może przyczyną zachowania na drogach większości użytkowników nie jest ani scheda po PRL, ani "poślednie" pochodzenie klasowe, lecz nasze komleksy i potrzeba odreagowywania frustracji gdzie się da i na kim się da. Sama należę do potomków chłopskich, a nie robię oczywistych błędów ortograficznych, jak niektórzy szlachetnie urodzeni i wyniesieni na wysokie stanowiska państwowe.
PS. Pamiętam o linku do NYT, ale siostra jest jeszcze w żałobie i nie chcę jej na razie zawracać głowy bzdetami.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Appenzeller (3118 punktów) | >>Zakładając, że potomkowie szlachty już jeżdżą poprawnie, lata jeszcze potrwa, zanim potomkowie chłopów dojrzeją do tego samego. >Znam potomków chłopów jeżdżących bardzo poprawnie Przesadzam niekiedy z tą ironią. I sam mam kłopoty ze znalezieniem u siebie błękitnej krwi, zresztą jeżdżę nienajgorzej od wielu lat. Oczywiście, naszym spadkiem jest generalne zapóźnienie kulturowe, które jedni odrabiają lepiej, inni gorzej, niezależnie od pochodzenia. Przykładowo, lasy w mojej okolicy są pokryte śmieciami, które solidarnie pozostawiają lokalni mieszkańcy i przejezdni (choć lokalni w środku lasu mają przewagę). Przejezdni za to rządzą śmieciami na poboczu - papierkami i butelkami po napojach. Interesująco było, gdy zaproponowałem wójtowi postawienie przy drodze kontenerów na papier i plastik. Odparł, że nie, bo obcy będą wrzucać.
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
| | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | > Interesująco było, gdy zaproponowałem wójtowi postawienie przy drodze kontenerów na papier i plastik. Odparł, że nie, bo obcy będą wrzucać.Ciekawa ta wójtowska logika. Teraz i obcy, i swoi pospołu zaśmiecają las, co panu wójtowi zdaje się nie przeszkadzać 
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >Przykładowo, lasy w mojej okolicy są pokryte śmieciami, które solidarnie pozostawiają lokalni mieszkańcy i przejezdni (choć lokalni w środku lasu mają przewagę). O właśnie, to jest realny problem - śmieci w lesie, ludzie nie mają elementarnego poczucia przyzwoitości. W mojej okolicy jest park krajobrazowy, gmina ma zmotoryzowaną straż przyrody, a i tak śmiecą niemiłosiernie. Obok okazów natury można podziwiać stare kanapy, opony, gruz i co popadnie.
>Interesująco było, gdy zaproponowałem wójtowi postawienie przy drodze kontenerów na papier i plastik. Odparł, że nie, bo obcy będą wrzucać. Nawet gdyby były, to kto z przejezdnych by się zatrzymywał, żeby butelkę wyrzucić? Taki "miłośnik przyrody" może stać pięć metrów od kubła i tak woli rzucić w krzaki, bo to przecież nie jego las.
|
|
 | | Domestos z Bidetu (exPanBuk)) (6257 punktów) | > Jest tu pewien aspekt rzeczywistości : rower nie ma szans z samochodem.> Obojętnie kto popełni błąd.......kierowca zawsze ma "P-R-Z-E-S-R-A-N-E". Co z tego, że to błąd popełnił rowerzysta kiedy kierowca musi żyć z świadomością, że zabił/uszkodził/okaleczył człowieka? A zabił bo banda idiotów wmówiła rowerzyście, że "teraz może więcej". Życzliwość i szacunek... Adamie - nie ma - nie było i nie będzie. Jest wojna Plemion, do wojny plemienia PiS z Po, dokładamy wojnę plemienia Rowerzystów z plemieniem Kierowców. W poczekalni ćwiczy plemię Motocyklistów. Podobna problematyka: jak wygląda to w "innym świecie"! Powstają pierwsze "chronione" trasy rowerowe
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
|  | | AdamGr (3037 punktów) | Oj tam zawsze, zalezy kogo wiezie  > dokładamy wojnę plemienia Rowerzystów z plemieniem KierowcówChyba Kierowców z Rowerzystami. > W poczekalni ćwiczy plemię Motocyklistów.To plemie ćwiczy nocami
|
|
| sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Czekam, aż zaczniesz wymagać prawa jazdy za bycie pieszym. I OC jeszcze.
Pozdrawiam
Nadejdzie czas parad heretyków.
|
|
1 na 1 | Kowalski (2244 punktów) | Czy potrzebne są certyfikaty uprawniające do poruszania się w miejscach publicznych rowerem czy pieszo nie jestem przekonany. Nie ulega jednak dla mnie wątpliwości, że nauka przepisów ruchu drogowego choćby w elementarnym zakresie i zasady poruszania się po ulicy aby sobie, ani innym nie zrobić krzywdy powinny wchodzić w zakres nauczania szkolnego i podlegać sprawdzeniu i ocenie.
|
|
3 na 3 | Grzegorz Ciecieląg (128 punktów) | Co do zmiany prawnych - część z nich dotyczyła likwidacji martwych przepisów. Z kolei przepis mówiący o możliwości jazdy na rowerach obok siebie ma np. chronić rodziny z dziećmi. Argument, że kierowca musi teraz czekać, z wyprzedzeniem takiej parki, aż nic nie będzie jechało z naprzeciwka jest niepoważny - przecież tak właśnie wyprzedza inne pojazdy na drodze. Nie opowiadajmy bzdur, że rowerzysta stał się świętą krową.
Czymś oczywistym jest, że rowerzysta na drodze - dla własnego bezpieczeństwa - powinien znać przepisy, mieć odpowiednio oznakowany rower i jeździć w kasku. Ja także czasem widuję samobójców pędzących bez żadnego oświetlenia, nie zważających na reguły poruszania się po szosie. Ale - ponieważ rowerzyści są w znacznej mniejszości - znacznie więcej widzę kierowców - potencjalnych morderców, mających sobie za nic innych uczestników ruchu. Nieważne, czy będą to piesi, rowerzyści czy inni kierowcy. Poniekąd bawi mnie tendencja do wciskania do oporu gazu, byleby tylko jak najszybciej dojechać do kolejnego skrzyżowania, gdzie już czeka czerwone... I tak w koło Macieju. Rowerzysta najzwyczajniej w świecie ma prawo poruszać się po szosie. Gdyby WSZYSCY uczestnicy ruchu mieli więcej szacunku dla siebie nawzajem, jeździłoby się nam znacznie lepiej.
Mogę dorzucić małe co nieco z perspektywy radomskiego rowerzysty. Dróg rowerowych ci u nas tyle, co kot napłakał - niby coś się w tej materii powoli zmienia, ale nadal są to krótkie odcinki nie umożliwiające płynnej podróży. Na dodatek piesi namiętnie wykorzystują je do spacerów, zapewne przyciągani kolorem. Przez większość czasu trzeba jechać po chodnikach, a te często przypominają raczej kocie łby - każda płyta wystaje w inną stronę. Najbardziej na takiej jeździe - poza tyłkiem rowerzysty - obrywa obręcz. Na upartego można jechać chodnikiem, ale łatwe i przyjemne to nie jest. Szosa zapewnia szybszą podróż, ale kierowcy mają niekiedy niemiły zwyczaj zapominania, że wyprzedzanie "na styk" może grozić niemiłymi konsekwencjami. Na przykład porysowanie drzwi samochodu przez spadającego ze swojej maszyny rowerzystę. Parę razy zdarzyło się, że wyprzedzał mnie w ten sposób TIR. A po prawej tylko wysoki krawężnik, na który mogę co najwyżej skoczyć szczupakiem. Fajnie i miło jest pisać o blokujących drogę rowerzystach, gdy pisze się tylko z perspektywy kierowcy samochodu.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|