 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kultura
| Napisano | Autor | Tytuł | | 22-12-2009 12:31 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Niemożność pamiętania
1 na 1 | Witam! Pamięć to cudowna rzecz. Można pamiętać kształt, zapach, kolor, rzeczy abstrakcyjne- właściwie każdą kombinację wrażeń zmysłowych i myśli. Kultura miedzy innymi pełni dla człowieka taką samą rolę, jak kostur wspomagający (chromego) wędrowca. Gdy wspomaga pamięć przyjmuje rolę kuferka pełnego rzeczy, które warto pamiętać i rzeczy, o których nie należy zapominać.
Przeskoczyć teraz muszę do fragmentu konkretnej książki, by zakotwiczyć dalsze myśli. Chodzi mi o kawałek z "Harreho Pottera i więźnia Azkabanu", rozdział dwunasty Patronus (w polskim wydaniu od 249-256 strony). Dokładniej chodzi mi o wywołanie w sobie szczęśliwych (mogą być nieszczęśliwe, jak ktoś woli) wspomnień, by poczuć się szczęśliwym. Proszę śmiało spróbować! O ile sytuacja przypominana nie jest niedawna, niewygasła (wciąż żywa), będzie to niemożliwe! (Mogę się mylić, do tej pory sprawdziłem na sobie i znajomych.) Co prawda wspominając dawne czasy można troszeczkę humor poprawić, ale nie jest to jakościowo równoważne byciu szczęśliwym. Uczuć nie przechowujemy w pamięci, co być może jest naszą siłą napędową. (Myśl na kolejny, oddzielny temat.) Czy kultura przechowuje za nas uczucia? W jaki sposób to robi? Czy jest to 'sensowny' sposób? Uczucia są motywatorami/de naszych działań. Jeśli kultura przechowuje i uaktywnia nasze 'motywacje', czy nie znaczy to, że działamy według jej porywów?
Zapraszam do komentowania i dodawania własnych przemyśleń. Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | Asado (486 punktów) | > Dokładniej chodzi mi o wywołanie w sobie szczęśliwych (mogą być nieszczęśliwe, jak> ktoś woli) wspomnień, by poczuć się szczęśliwym. Proszę śmiało spróbować!Całkowicie się zgadzam, że wizualizacja siebie w chwilach szczęścia (prawdziwych bądź całkowicie wyimaginowanych) poprawia humor. Sprzyja temu stan głębokiej relaksacji, można wtedy poprzez wizualizowanie nie tylko poprawić sobie nastrój ale również radzić z problemami. Oto kilka przykładów: 1. Przed stresującym wydarzeniem np. egzaminem należy wyciągnąć z pamięci sytuację podobną, w której świetnie sobie poradziliśmy oraz wyobrazić sobie siebie już po tym egzaminie, który nas czeka - uśmiechniętych, dumnych z siebie, inni nam gratulują. 2. W kontaktach międzyludzkich sprawdza się wyobrażenie sobie rozmowy z osobą, która np. działa nam na nerwy. Oczywiście wyobrażamy sobie tę osobę oraz to co chcielibyśmy usłyszeć od niej lub sami powiedzieć, aby dojść do porozumienia. To jest myślenie życzeniowe, ale bardziej ukierunkowane na pozbywanie się stresu, smutku, rozwiązywanie konkretnych problemów. W ramach relaksu, jeśli żadne nerwy nas nie dopadają można wyobrazić sobie, że jest się pszczołą oraz trasę jej lotu wraz ze wszystkim, co dostarczałyby wówczas zmysły  Wystarczy zamknąć oczy i marzyć  Gorąco polecam!
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Dokładniej chodzi mi o wywołanie w sobie szczęśliwych (mogą być nieszczęśliwe, jak >>ktoś woli) wspomnień, by poczuć się szczęśliwym. Proszę śmiało spróbować! >Całkowicie się zgadzam, że wizualizacja siebie w chwilach szczęścia (prawdziwych bądź całkowicie wyimaginowanych) poprawia humor. W bardzo niewielkim stopniu.
Odpowiednie nastawianie się przed stawieniem czoła problemowi jest strategią specyficzną i raczej rzadko stosowaną (to znaczy dotyczy ludzi, którzy potrzebują ogarnąć emocje i takich sytuacji). Częściej stosuje się strategię na gbura- jestem gburowaty, jak się nie uda, to się nie uda i tak nie stracę- jakby rezerwując sobie prawo do nie złoszczenia się, jeśli się nie uda.
Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | Asado (486 punktów) | > >>Dokładniej chodzi mi o wywołanie w sobie szczęśliwych (mogą być nieszczęśliwe, jak> >>ktoś woli) wspomnień, by poczuć się szczęśliwym. Proszę śmiało spróbować!> >Całkowicie się zgadzam, że wizualizacja siebie w chwilach szczęścia (prawdziwych bądź całkowicie wyimaginowanych) poprawia humor.> W bardzo niewielkim stopniu.> Odpowiednie nastawianie się przed stawieniem czoła problemowi jest strategią specyficzną i raczej rzadko stosowaną (to znaczy dotyczy ludzi, którzy potrzebują ogarnąć emocje i takich sytuacji). Częściej stosuje się strategię na gbura- jestem gburowaty, jak się nie uda, to się nie uda i tak nie stracę- jakby rezerwując sobie prawo do nie złoszczenia się, jeśli się nie uda.> PozdrawiamSceptymucho moim zdaniem te 2 rzeczy się nie wykluczają tzn. można nastawiać się pozytywnie do jakiegoś wydarzenia i oczekiwać, że pójdzie pomyślnie i jednocześnie być przekonanym, że jak się nie uda to trudno. A przynajmniej na swoim własnym przykładzie mogę ten mechanizm zaobserwować  Podobno jeśli ma się pozytywne nastawienie i się poniesie porażkę to łatwiej przełknąć jej gorycz (wypowiedź psychologa, którą kiedyś przeczytałam więc źródła nie podam  . W czasach studiów najczęstszą zaobserwowaną przeze mnie postawą było inne zachowanie: biadolenie jaka to będzie tragedia jak się noga powinie oraz przekonanie, że na pewno tak będzie. Większość koleżanek mówiła "nic nie umiem, na pewno nie zdam itp." a jednocześnie bardzo się przejmowała i daleko im było do stwierdzenia "jak się nie uda to się nie uda". Ale może to kobiety tak się "lubią" przejmować a mężczyźni mają większy dystans? Twierdzisz, że odpowiednie nastawienie jest strategią specyficzną i rzadko stosowaną. Być może. Ja twierdzę, że odpowiednie nastawienie i przygotowanie psychiczne to połowa sukcesu - może dlatego tak rzadko ponoszę porażki  Pozdrawiam również
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Nie potrafię na to odpowiedzieć. Gdybym był przekonany/nieprzekonany Twoimi słowami to i tak nie potrafiłbym przełożyć tego na obiektywną opinię. Mogę bazować tylko na własnym przekonaniu i doświadczeniu.
W każdym razie pojawia się kwestia mierzalności 'lepszości' zachowań i strategii. Pomyślę nad nią.
Pozdrawiam
|
|
|  | | Sylwek (15472 punktów) |
> W bardzo niewielkim stopniu.Popełniasz błąd przekładania własnych impresji na cudze sposoby myślenia. Pomijając fantazyjną i magiczną otoczę nie widzę nic głupiego w potterowskim Patronusie od strony psychologicznej. Skoro już przy fantastycznych książkach jesteśmy - Nenya służyła niczemu innemu jak rozciąganiu takiego życia we wspomnieniach do nieskończoności. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>W bardzo niewielkim stopniu. >Popełniasz błąd przekładania własnych impresji na cudze sposoby myślenia. Też o tym myślalem, dlatego spytałem kilka znajomych osób. Więcej szczęścia niż tylko troszeczkę było, gdy przypominana szczęśliwa sytuacja miała miejsce wczoraj, a więc niedawno- nie zdążyła emocjonalnie wygasnąć. Próba była mała. Jeśli wyraźnie powiesz, że u Ciebie jest inaczej będę miał materiał do przemyśleń. >Pomijając fantazyjną i magiczną otoczę nie widzę nic głupiego w potterowskim Patronusie od strony psychologicznej. Ja też nie widzę. Nawet jestem wdzięczny, że poruszyła taki temat. Rowling jako dobra pisarka musi mieć, uświadomiony lub nie, porządny wgląd w emocje.
>Skoro już przy fantastycznych książkach jesteśmy - Nenya służyła niczemu innemu jak rozciąganiu takiego życia we wspomnieniach do nieskończoności. Na temat Nenyi znalazłem wzmiankę w Wiki, że chodzi o pierścień z książek Tolkiena. Nic więcej nie wiem (a czytałem Silmarilion).
Pozdrawiam
|
|
| | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Co prawda nie użyłbym tu słowa o byciu szczęśliwym, ale przypominanie sobie pewnych rzeczy pozwala uciec od aktualnych trosk, aczkolwiek nie chodzi mi o zwykłe przywołanie z pamięci jakiś dawnych wydarzeń ile o "ożywienie" ich jako fantazji, czy swoistego snu na jawie, nie wiem, lepiej nie umiem wytłumaczyć. > Na temat Nenyi znalazłem wzmiankę w Wiki, że chodzi o pierścień z książek Tolkiena. Nic więcej nie wiem (a czytałem Silmarilion).Oczywiśce wchodzimy tu na grunt niepewnych rekonstrukcji i interpretacji mechanizmów magii w tolkienowskim uniwersum, ale w wielu miejscach, zarówno w samym WP jak i tekstach "apokryficznych" podkreśla się specyfikę Lorien - krainy rządzonej i chronionej przez powierniczkę Nenyi - a mianowicie, że a) czas zdaje się tam płynąc inaczej (można by rzecz, że śmiertelnicy doświadczają tam czasu jak nieśmiertelni - jako swoistego wiecznego powrotu, ale bez konieczności doświadczania mitu i rytuały by posłużyć się terminologia zaczerpnięta z myśli Eliadego) b) rzeczy wydają się tam jak u początku czasów, nieskażone. Jest to pokazane przez kontrast pomiędzy Rivendel (gdzie żyją wspomnienia dawnych rzeczy) a właśnie Lorien (gdzie dawny świat jest tu i teraz) Podsumowując, jako że magia u Tolkiena pod wieloma względami ma więcej wspólnego z technologią pomieszaną ze sztuką i kreatywnością ( w tym sensie jest czymś istotnie różnym od magii przedstawionej choćby w Potterze właśnie) można przypuszczać, że Nenya obrazuje technikę "konserwowania" rzeczywistości i rozmywania granicy między "wtedy" a "teraz". Co nawiasem mówiąc jest skontrastowane z działaniem dziewięciu pierścieni, które po prostu konserwują stan umysłu, aż taki umysł, zatrzymany w zmianach zamienia się w upiora udręczonego swoim życiem. Lecz chociaż Nenya także chroni przed zmianami - robi to w inny sposób, sprawiając, że przedmiot wspomnień staje się doświadczana rzeczywistością bez wyjaławiających konsekwencji (co jednak nie chroni beneficjentów jego mocy przed pewnymi skutkami ubocznymi, które są wyraźnie dostrzegalne, gdy pierścień ten, jak pozostałe traci moc po zniszczeniu Pierścienia Rządzącego). Oczywiście, to raczej moje luźne impresje, nie do końca związane z tym o czym piszesz. Pozdrawiam. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >Co prawda nie użyłbym tu słowa o byciu szczęśliwym, ale przypominanie sobie pewnych rzeczy pozwala uciec od aktualnych trosk, aczkolwiek nie chodzi mi o zwykłe przywołanie z pamięci jakiś dawnych wydarzeń ile o "ożywienie" ich jako fantazji, czy swoistego snu na jawie, nie wiem, lepiej nie umiem wytłumaczyć. Mimo wszystko to nie jest to samo, co radość, gdy się z czegoś bardzo cieszysz. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
> Mimo wszystko to nie jest to samo, co radość, gdy się z czegoś bardzo cieszysz.Oczywiście, że nie, ale odniosłem wrażenie, że dyskusja idzie o to, czy wspomnienia potrafią istotnie wpłynąć na nasz aktualny stan psychiczny i wydaje mi się, że owszem. Pozdrawiam. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Mimo wszystko to nie jest to samo, co radość, gdy się z czegoś bardzo cieszysz. >Oczywiście, że nie, ale odniosłem wrażenie, że dyskusja idzie o to, czy wspomnienia potrafią istotnie wpłynąć na nasz aktualny stan psychiczny i wydaje mi się, że owszem. To mi zabiłeś ćwieka. Teraz muszę przemyśleć pojęcie istotności wpływu. Cholera, przydała by się jakaś skala i jednostki dla pobudzania stanów emocjonalnych marzeniami. Pozdrawiam
|
|
| Scorp (5381 punktów) | >Uczuć nie przechowujemy w pamięci, co być może jest naszą siłą napędową. (Myśl na kolejny, >oddzielny temat.)
Jest chyba coś takiego jak pamięć uczuć, czyli wywołanie przez mechanizm kojarzenia wrażeń z określonej chwili, którą kojarzymy z czymś obecnym. Niezależnie od tego jest pamięć o uczuciach, podsuwająca tylko informację, jaka emocja wystąpiła w przywołanych do pamięci okolicznościach.
>Czy kultura przechowuje za nas uczucia? W jaki sposób to robi? Czy jest to 'sensowny' sposób?
Kultura miałaby przechowywać nasze uczucia? Kultura jest chyba na zewnątrz nas, więc może tylko wtedy gdy napiszemy wiersz na kartce papieru i go przechowamy.
>Uczucia są motywatorami/de naszych działań. Jeśli kultura przechowuje i uaktywnia nasze 'motywacje', czy nie znaczy to, że działamy według jej porywów?
Według porywów kultury? Coś ty w ogóle wymyślił z tą pamięcią kulturową? Czym jest kultura w znaczeniu użytym przez Ciebie? -
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Uczuć nie przechowujemy w pamięci, co być może jest naszą siłą napędową. (Myśl na kolejny, >>oddzielny temat.) >Jest chyba coś takiego jak pamięć uczuć, czyli wywołanie przez mechanizm kojarzenia wrażeń z określonej chwili, którą kojarzymy z czymś obecnym. Nie ma. Jeśli chcesz sprawdź to najpierw na sobie. Jedyne, co wywołasz, to cienie dawnych uczuć, albo i cienie cieni. Przeżycia traumatyczne tworzą inny mechanizm- bodziec uruchamiający traumę sprawia, że osoba czuje w obecnej chwili, że jest w równie złym położeniu, jak w chwili pierwotnej traumy. Do tego dochodzi lęk przed ponownym przeżyciem traumy. > Niezależnie od tego jest pamięć o uczuciach, podsuwająca tylko informację, jaka emocja wystąpiła w przywołanych do pamięci okolicznościach. Tak, ale informacja, że byliśmy weseli, to nie to samo, co powtórne przeżywanie wesołości. >>Czy kultura przechowuje za nas uczucia? W jaki sposób to robi? Czy jest to 'sensowny' sposób? >Kultura miałaby przechowywać nasze uczucia? Tak jak książka historyczna faktograficzna przechowuje dla nas historię. > Kultura jest chyba na zewnątrz nas, więc może tylko wtedy gdy napiszemy wiersz na kartce papieru i go przechowamy. Tak. Przy czym kultura tworzy odniesienie dla wiersza, przez co ów jest w stanie wzbudzić w nas uczucia. >>Uczucia są motywatorami/de naszych działań. Jeśli kultura przechowuje i uaktywnia nasze 'motywacje', czy nie znaczy to, że działamy według jej porywów? >Według porywów kultury? Przypomnij sobie podgrzewanie atmosfery przed wyborami- to jest przejaw porywu kultury. Media i przestrzeń informacyjna na pewien czas naładowana jest określonymi treściami służącymi 'wymuszeniu' na nas odpowiednich zachowań. W czasach 'Romantyzmu' nasi wieszcze kierowali życiem całego narodu. > Coś ty w ogóle wymyślił z tą pamięcią kulturową? > Czym jest kultura w znaczeniu użytym przez Ciebie? Z Wiki: Najczęściej rozumiana jest jako całokształt duchowego i materialnego dorobku społeczeństwa. Bywa utożsamiana z cywilizacją. Również charakterystyczne dla danego społeczeństwa wzory postępowania, także to, co w zachowaniu ludzkim jest wyuczone, w odróżnieniu od tego, co jest biologicznie odziedziczone. Koniec z Wiki.
Pamięć kultury to zdolność przekazywania wzorców i idei z danego czasu dla kolejnych pokoleń.
Pozdrawiam
|
|
| Ojciec Dyrektor (1704 punktów) | Od kiedy bawisz się w NLP??
Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >Od kiedy bawisz się w NLP?? Nie bawię się w NLP. W pewnym momencie starając się żyć racjonalnie (tzn przemyślanie) trafia się nieodmiennie na konfrontacje myślenia z emocją. Działań przymyślanych z emocjonalnymi ( u siebie lub innych). Jako, że nie sposób przejść nad tą przepaścią do porządku dziennego powstaje konieczność nadania emocjom/uczuciom statusu w odniesieniu do własnego spojrzenia na świat. Zwykle jest to zrównanie emocji z używkami- jeśli sytuacja jest 'bezpieczna' to pozwalam sobie na emocje. (Nie wchodzę w szczegóły wartościowania emocji na lepsze i gorsze, wyższe i niższe.) Na tym się poprzestaje nie pytając, czym są i po co one nam są. Założywszy, że skoro mamy emocje od tysięcy lat i ewolucja nie zabiła ich jako balast, spytałem siebie, czym są i jaką mają wartość. Nie znalazłem odpowiedzi w literaturze, więc niejako szukam na własny rachunek.
Pozdrawiam
|
|
|  | | Sylwek (15472 punktów) |
> Założywszy, że skoro mamy emocje od tysięcy lat i ewolucja nie zabiła ich jako balast, spytałem siebie, czym są i jaką mają wartość.Emocje jako balast? Emocje maja znacznie bardziej fundamentalne znaczenie niż rozum. Więcej z człowiekiem ma wspólnego ktoś kto w wyniku urazu traci zdolności językowe i logicznego myślenia ale zachowuje emocje niż ktoś, kto sprawny umysłowo zostaje wydrenowany z emocji. No i jest klasa emocji, która Damasio nazywa emocjami tła, bez których jak się wydaje w ogóle nie jest możliwe prawidłowe funkcjonowanie. Rozum nie może przezwyciężyć emocji - chociaż, po odpowiednim treningu za pomocą introspekcji możemy wprowadzać coś w rodzaju bardziej zaplanowanego ich porządku. No i jest kwestia "puszczania" emocji to jest pozwalania im na pewien obiektywny "przepływ" bez wpływania na całość agregatu zwanego "Ja" ale to już bardziej techniczne kwestie związane z medytacjami etc... dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Założywszy, że skoro mamy emocje od tysięcy lat i ewolucja nie zabiła ich jako balast, spytałem siebie, czym są i jaką mają wartość. >Emocje jako balast? Emocje maja znacznie bardziej fundamentalne znaczenie niż rozum. Zgodzę się z tym, bo to emocje (bezpośrednio, pośrednio) są w przeważającej części motorem naszych działań. >Więcej z człowiekiem ma wspólnego ktoś kto w wyniku urazu traci zdolności językowe i logicznego myślenia ale zachowuje emocje niż ktoś, kto sprawny umysłowo zostaje wydrenowany z emocji. Nie potrafię tego ocenić. Musiałbym się przejść po domu wariatów. Uważam, że całkowite skrajności są dla nas równie odczłowieczone. >No i jest klasa emocji, która Damasio nazywa emocjami tła, bez których jak się wydaje w ogóle nie jest możliwe prawidłowe funkcjonowanie. Mogę prosić o coś więcej na ten temat? >Rozum nie może przezwyciężyć emocji - chociaż, po odpowiednim treningu za pomocą introspekcji możemy wprowadzać coś w rodzaju bardziej zaplanowanego ich porządku. Poniekąd może. Kwestią treningu jest nasza zdolność kontroli sytuacji, gdy wybuchamy emocjonalnie (a także ogolnego samopoczucia, zmęczenia, czasu trwania emocji i wrodzonej wrażliwości). Ogarnięcie emocji w ten sposób nie gasi ich. >No i jest kwestia "puszczania" emocji to jest pozwalania im na pewien obiektywny "przepływ" bez wpływania na całość agregatu zwanego "Ja" ale to już bardziej techniczne kwestie związane z medytacjami etc... To nie medytacja: mógłbym wypić piwo ze znajomymi, ale jakbym pił je przy rodzicach, to bym się pilnował (tylko proszę mi się tu nie czepiać słówka piwo, ani rodziców). Pozdrawiam
|
|
| Smith (10069 punktów) | >Czy kultura przechowuje za nas uczucia? Nie. Tak naprawdę znamy tylko dwa uczucia strach i zadowolenie. >W jaki sposób to robi? Kultura daje tylko nazwy na stan ich nasilenia i na "mutacje" tych uczuć w zależności od kontekstu sytuacji w której je odczuwamy. Określa też poprzez nazwy pojmowanie kontekstu. >Czy jest to 'sensowny' sposób? Na pewno pozwalający, w miarę, skutecznie manipulować zachowaniami ludzkimi poprzez kulturę. >Uczucia są motywatorami/de naszych działań. Tak >Jeśli kultura przechowuje i uaktywnia nasze 'motywacje', czy nie znaczy to, że działamy według jej porywów? Nie. Moim zdaniem raczej przez wytresowanie pod dyktando lub bunt wobec wartości danej kultury, która ukształtowała sposób myślenia utożsamiany z osobowością.
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >Czy kultura przechowuje za nas uczucia?> Nie. Tak naprawdę znamy tylko dwa uczucia strach i zadowolenie.Przechowuje wzorce sytuacji strasznej i przyjemnej. Używasz tych wzorców w rozmowie z inymi ludźmi, a oni potrafią odczuć uczucie, które chcesz im przekazać. > >W jaki sposób to robi?> Kultura daje tylko nazwy na stan ich nasilenia i na "mutacje" tych uczuć w zależności od kontekstu sytuacji w której je odczuwamy. Określa też poprzez nazwy pojmowanie kontekstu.Właśnie napisałeś, że pisarstwo niefaktograficzne w zasadzie nie ma racji istnienia. Tak samo dyskusje polityczne niemerytoryczne. O filmach 'chwytających za serce' nie wspomnę. > >Czy jest to 'sensowny' sposób?> Na pewno pozwalający, w miarę, skutecznie manipulować zachowaniami ludzkimi poprzez kulturę. Tak, przykładem 'gorączka przedwyborcza' lub 'wojenna'. > >Uczucia są motywatorami/de naszych działań.> Tak> >Jeśli kultura przechowuje i uaktywnia nasze 'motywacje', czy nie znaczy to, że działamy według jej porywów?> Nie. Moim zdaniem raczej przez wytresowanie pod dyktando lub bunt wobec wartości danej kultury, która ukształtowała sposób myślenia utożsamiany z osobowością.Bunt i dyktando jest zależne, odnosi się silnie do tych, którzy nadają kulturze wyrazistość. Gdyby móc wskazać zewnętrznego twórcę kultury (np. gen kultury) sprawa byłaby prosta, ale odnosimy się do samych siebie (jako gatunku) i kultury najmiej 'jedną modę' wstecz. Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | > >>Czy kultura przechowuje za nas uczucia?> >Nie. Tak naprawdę znamy tylko dwa uczucia strach i zadowolenie.> Przechowuje wzorce sytuacji strasznej i przyjemnej. Używasz tych wzorców w rozmowie z inymi ludźmi, a oni potrafią odczuć uczucie, które chcesz im przekazać.Możesz to nazwać wzorcami sytuacji strasznych i przyjemnych. Nie wiem czy potrafią odczuć bo mogą jedynie przywołać z pamięci swoje wyobrażenie które wydaje im się tożsame z wzorcem, który wybrałem z mojej pamięci jako ten najbardziej odpowiadający temu co czułem w danej sytuacji. Sytuację i jej kontekst też opisałem mniej lub bardziej szczegółowo za pomocą umownych nazw obowiązujących w mojej kulturze. > Właśnie napisałeś, że pisarstwo niefaktograficzne w zasadzie nie ma racji istnienia. Tak samo dyskusje polityczne niemerytoryczne. O filmach 'chwytających za serce' nie wspomnę.Nigdzie nie napisałem, że nie ma racji istnienia Dzięki tym nazwom, a raczej dzięki operowaniu nimi, istnieje to wszystko co wymieniłeś i jest zależne w swojej formie od kultury w której powstaje. > >>Czy jest to 'sensowny' sposób?> >Na pewno pozwalający, w miarę, skutecznie manipulować zachowaniami ludzkimi poprzez kulturę.> Tak, przykładem 'gorączka przedwyborcza' lub 'wojenna'.Nie tylko. Np.: Zazdrość, chciwość, nienawiść, które w naszej kulturze uważane są za emocje i uczucia, nie występują w innych kulturach. > >Nie. Moim zdaniem raczej przez wytresowanie pod dyktando lub bunt wobec wartości danej kultury, która ukształtowała sposób myślenia utożsamiany z osobowością.> Bunt i dyktando jest zależne, odnosi się silnie do tych, którzy nadają kulturze wyrazistość.Gdyby nie istniało dyktando nie pojawiałaby się potrzeba buntu. Przez naśladownictwo buntu staje się on nowym dyktandem. > Gdyby móc wskazać zewnętrznego twórcę kultury (np. gen kultury) sprawa byłaby prosta, ale odnosimy się do samych siebie (jako gatunku) i kultury najmiej 'jedną modę' wstecz.Gen kultury? Od dziecka jesteś programowany przez kulturę. Większość podstawowych informacji o świecie charakterystycznych dla Twojej kultury przyjąłeś a priori. Teraz uważasz je za własne i przez ich pryzmat wartościujesz kolejne. Pozdrawiam
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >>>Czy kultura przechowuje za nas uczucia?> >>Nie. Tak naprawdę znamy tylko dwa uczucia strach i zadowolenie.> >Przechowuje wzorce sytuacji strasznej i przyjemnej. Używasz tych wzorców w rozmowie z inymi ludźmi, a oni potrafią odczuć uczucie, które chcesz im przekazać.> Możesz to nazwać wzorcami sytuacji strasznych i przyjemnych. Nie wiem czy potrafią odczuć bo mogą jedynie przywołać z pamięci swoje wyobrażenie które wydaje im się tożsame z wzorcem, który wybrałem z mojej pamięci jako ten najbardziej odpowiadający temu co czułem w danej sytuacji. Sytuację i jej kontekst też opisałem mniej lub bardziej szczegółowo za pomocą umownych nazw obowiązujących w mojej kulturze.Załóżmy, że do pewnego stopnia 'odczuwasz', co czują inni. Więc wiesz. Bez zalożenia, że potrafimy zdobyć wiedzę, co czują inni nie da się prowadzić tego tematu. > >Właśnie napisałeś, że pisarstwo niefaktograficzne w zasadzie nie ma racji istnienia. Tak samo dyskusje polityczne niemerytoryczne. O filmach 'chwytających za serce' nie wspomnę.> Nigdzie nie napisałem, że nie ma racji istnienia> Dzięki tym nazwom, a raczej dzięki operowaniu nimi, istnieje to wszystko co wymieniłeś i jest zależne w swojej formie od kultury w której powstaje.Punkt krytyczny, to stwierdzenie, że kultura za pomocą różnych środków przekazu jest w stanie wywołać w nas uczucia (a nie tylko myśli o uczuciach). Zaprzeczenie temu zamyka dyskusję, bo znika jej obiekt. > >>>Czy jest to 'sensowny' sposób?> >>Na pewno pozwalający, w miarę, skutecznie manipulować zachowaniami ludzkimi poprzez kulturę.> > Tak, przykładem 'gorączka przedwyborcza' lub 'wojenna'.> Nie tylko. Np.: Zazdrość, chciwość, nienawiść, które w naszej kulturze uważane są za emocje i uczucia, nie występują w innych kulturach.Czy możesz to rozwinąć ( o ile nie trzeba będzie wchodzić przy tym zbytnio w szczegóły)? > >Gdyby móc wskazać zewnętrznego twórcę kultury (np. gen kultury) sprawa byłaby prosta, ale odnosimy się do samych siebie (jako gatunku) i kultury najmiej 'jedną modę' wstecz.> Gen kultury?portalwiedzy.onet.pl/2100063,10491,info.htmlOto gen regulujący częściowo w nas wrażliwość chemiczną na używki- więc pośrednio odpowiedzialny za wrażliwość na strach i zadowolenie nawet bez używek, bo chemia organizmu jest ta sama dla środków 'naturalnych' i podanych 'sztucznie'. Zresztą problem różnej wrażliwości został już wcześniej dostrzeżony, choć spotkałem się tylko z pisaniem o nim na marginesie (np Głos Pana Lema str 32: ...że w każdej ludzkiej populacji, przy panmiksyjnym założeniu, najwyżej 10% osobników może wykazywać dobre zrównoważenie sterowania algedonicznego, natomiast reszta musi się od idealnej normy odchylać. [tutaj algedoniczne bieguny kontroli- sadyzm i masochizm]). > Od dziecka jesteś programowany przez kulturę. Większość podstawowych informacji o świecie charakterystycznych dla Twojej kultury przyjąłeś a priori. Teraz uważasz je za własne i przez ich pryzmat wartościujesz kolejne.Tak. Jednak zdolność do odczuwania uczuć jest rzeczą w dużej mierze przyrodzoną i to do niej dostosowuje się kultura idąc po najmniejszej linii oporu. Wydaje mi się, że kultura nie potrafi stworzyć uczuć, może je wywoływać lub wykoślawiać, ale bazować musi na naszych cechach wrodzonych. Pozdrawiam
|
|
| | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | > Załóżmy, że do pewnego stopnia 'odczuwasz', co czują inni.Z odpowiednio dużą tolerancją ok > Więc wiesz.Raczej mam opinię niż wiem. > Bez zalożenia, że potrafimy zdobyć wiedzę, co czują inni nie da się prowadzić tego tematu.A z założeniem, że potrafimy jedynie wyrobić sobie na ten temat opinię? > Punkt krytyczny, to stwierdzenie, że kultura za pomocą różnych środków przekazu jest w stanie wywołać w nas uczucia (a nie tylko myśli o uczuciach). Zaprzeczenie temu zamyka dyskusję, bo znika jej obiekt.Niestety tak jest. Drastyczna większość ludzi myśli poprzez werbalizację a określone nazwy mają oddawać stan emocjonalny, który odczuwa dany osobnik i są narzucone mu przez kulturę. Np. w naszej kulturze zdominowanej przez własność, chęć wyłącznego posiadania obiektu zaspokojenia popędu seksualnego nazwano pojęciem miłości w skład którego weszło pojęcie wierności. Np. Aborygeni nie znali takich pojęć, ( a propos ... Zazdrość, chciwość, nienawiść, które w naszej kulturze uważane są za emocje i uczucia, nie występują w innych kulturach.) . Możesz czuć strach, głód, pragnienie, zimno, gorąco, popęd seksualny, senność, zmęczenie albo zadowolenie. Całą resztę czyli miłość, gniew, nienawiść, nostalgię, osamotnienie "czujesz" bo kultura dała Ci pojęcia do zwerbalizowania tych "uczuć", które de facto nie są niczym więcej jak reakcją twojego organizmu na specyficzną mieszankę hormonów. To są naczynia połączone i gruczoły reagują na efekty Twojego myślenia tak jak Twoje myślenie ulega wpływowi hormonów. > portalwiedzy.onet.pl/2100063,10491,info.html> Oto gen regulujący częściowo w nas wrażliwość chemiczną na używki- więc pośrednio odpowiedzialny za wrażliwość na strach i zadowolenie nawet bez używek, bo chemia organizmu jest ta sama dla środków 'naturalnych' i podanych 'sztucznie'.I co z tego? To genom dostosowuje się do środowiska a nie odwrotnie. Inaczej nie byłoby ewolucji. > Zresztą problem różnej wrażliwości został już wcześniej dostrzeżony, choć spotkałem się tylko z pisaniem o nim na marginesie (np Głos Pana Lema str 32: ...że w każdej ludzkiej populacji, przy panmiksyjnym założeniu, najwyżej 10% osobników może wykazywać dobre zrównoważenie sterowania algedonicznego, natomiast reszta musi się od idealnej normy odchylać. [tutaj algedoniczne bieguny kontroli- sadyzm i masochizm]).To też nic nie wnosi. Ciekawe czy badał Indian Południowoamerykańskich albo Eskimosów. > Jednak zdolność do odczuwania uczuć jest rzeczą w dużej mierze przyrodzoną i to do niej dostosowuje się kultura idąc po najmniejszej linii oporu.Przyrodzoną rzeczą jest tylko przyrodzenie > Wydaje mi się, że kultura nie potrafi stworzyć uczuć, może je wywoływać lub wykoślawiać, ale bazować musi na naszych cechach wrodzonych.Jeżeli nie wyjdziesz poza sposób myślenia i wnioskowania narzucony Ci przez kulturę, czyli min. nie przestaniesz się utożsamiać z własną werbalizacją to próba obserwacji tego sposobu myślenia jest jak ugryzienie się w zęby. Zwyczajnie nie masz szans bo wszystko czym się tu posługujesz to tylko zwerbalizowane myśli i będziesz sobie wymyślał genetyczne zależności, uczucia podstawowe i pochodne czy drugorzędne, emocje i myśli o emocjach. Nie będzie to nic innego jak kolejne zestawy nazw i grupy szufladek do ich poukładania po to byś mógł coś opisać. Ty i Eskimos doświadczacie obecności śniegu. Ty widzisz śnieg. Jego kolor, czujesz jego chłód, strukturę. Eskimos widzi i czuje ten sam śnieg. Opiszcie to. Ile znasz określeń śniegu? Eskimos zna ich co najmniej kilkadziesiąt, ale są one dla Ciebie zupełną abstrakcją. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
>A z założeniem, że potrafimy jedynie wyrobić sobie na ten temat opinię? Może być. >>Punkt krytyczny, to stwierdzenie, że kultura za pomocą różnych środków przekazu jest w stanie wywołać w nas uczucia (a nie tylko myśli o uczuciach). Zaprzeczenie temu zamyka dyskusję, bo znika jej obiekt. >Niestety tak jest. Drastyczna większość ludzi myśli poprzez werbalizację a określone nazwy mają oddawać stan emocjonalny, który odczuwa dany osobnik i są narzucone mu przez kulturę. Potrafię zbić tą tezę- są filmy, przy oglądaniu których autentycznie się wzruszyłem. Nie mówiłem wtedy sobie, że jestem smutny, tylko czułem uczucie, które później nazywałem smutkiem. Można natomiast debatować, jak często zdarzają się przypadki odczuwania, a jak często tylko myślimy, że czujemy. > Np. w naszej kulturze zdominowanej przez własność, chęć wyłącznego posiadania obiektu zaspokojenia popędu seksualnego nazwano pojęciem miłości w skład którego weszło pojęcie wierności. Np. Aborygeni nie znali takich pojęć, ( a propos ... Zazdrość, chciwość, nienawiść, które w naszej kulturze uważane są za emocje i uczucia, nie występują w innych kulturach.). Ale same stany mogły występować. Zresztą nie potrafię do końca się odnieść, bo nie znam specyfiki Aborygenów. > Możesz czuć strach, głód, pragnienie, zimno, gorąco, popęd seksualny, senność, zmęczenie albo zadowolenie. Całą resztę czyli miłość, gniew, nienawiść, nostalgię, osamotnienie "czujesz" bo kultura dała Ci pojęcia do zwerbalizowania tych "uczuć", które de facto nie są niczym więcej jak reakcją twojego organizmu na specyficzną mieszankę hormonów. To są naczynia połączone i gruczoły reagują na efekty Twojego myślenia tak jak Twoje myślenie ulega wpływowi hormonów. Tu bym się nie zgodził. Nazwanie czegoś nie jest ogólnie rzecz biorąc powoływaniem tego do istnienia. Jakkolwiek wiadomo, że jeśli 'wyrąbiemy' w mózgu ścieżkę myślową, to niejako trzymamy się jej. Sam pomysł, że uczucia są mieszanką uczuć podstawowych i myśli już był w mojej głowie (analogia to nasze odczuwanie smaku- uczuć [tylko cztery smaki mamy!] w powiązaniu z zapachem- myślą [tu już mnóstwo zapachów]). Jeśli idea jest trafna, to możliwa jest dekompozycja uczuć złożonych na uczucia pierwsze. Nie potrafię jednak jej dokonać.
>>Zresztą problem różnej wrażliwości został już wcześniej dostrzeżony, choć spotkałem się tylko z pisaniem o nim na marginesie (np Głos Pana Lema str 32: ...że w każdej ludzkiej populacji, przy panmiksyjnym założeniu, najwyżej 10% osobników może wykazywać dobre zrównoważenie sterowania algedonicznego, natomiast reszta musi się od idealnej normy odchylać. [tutaj algedoniczne bieguny kontroli- sadyzm i masochizm]). >To też nic nie wnosi. Wnosi ujęcie statystyczne. Wrażliwość podobno powinna mieć swój rozrzut, a osobniki z krańcowymi wartościami wrażliwości powinny znaleźć się w domach wariatów. Ale w porównaniu do resztu książki kawałek poświęcony uczuciom, to bardzo niewiele. >Ciekawe czy badał Indian Południowoamerykańskich albo Eskimosów. Nie wiem. >>Jednak zdolność do odczuwania uczuć jest rzeczą w dużej mierze przyrodzoną i to do niej dostosowuje się kultura idąc po najmniejszej linii oporu. >Przyrodzoną rzeczą jest tylko przyrodzenie Niech będzie dziedziczną. >>Wydaje mi się, że kultura nie potrafi stworzyć uczuć, może je wywoływać lub wykoślawiać, ale bazować musi na naszych cechach wrodzonych. >Jeżeli nie wyjdziesz poza sposób myślenia i wnioskowania narzucony Ci przez kulturę, czyli min. nie przestaniesz się utożsamiać z własną werbalizacją to próba obserwacji tego sposobu myślenia jest jak ugryzienie się w zęby. Zwyczajnie nie masz szans bo wszystko czym się tu posługujesz to tylko zwerbalizowane myśli i będziesz sobie wymyślał genetyczne zależności, uczucia podstawowe i pochodne czy drugorzędne, emocje i myśli o emocjach. Nie będzie to nic innego jak kolejne zestawy nazw i grupy szufladek do ich poukładania po to byś mógł coś opisać. Tak. Nie widzę innej drogi. Uważam, że przeżyłem dość uczuć, bym nie musiał szukać ich dodatkowo, by coś o nich powiedzieć. Przypisujesz mi niemożność zrobienia więcej niż już jest w kulturze, bo jestem tworem kultury. By odrzucić ten argument sięgnę do historii- tam widać rozwój kultury, więc jest on możliwy. >Ty i Eskimos doświadczacie obecności śniegu. Ty widzisz śnieg. Jego kolor, czujesz jego chłód, strukturę. Eskimos widzi i czuje ten sam śnieg. Opiszcie to. Ile znasz określeń śniegu? Eskimos zna ich co najmniej kilkadziesiąt, ale są one dla Ciebie zupełną abstrakcją. Jeśli jednak nasze zmysły czują to samo, to możliwy jest przekaz określeń śniegu i włączenie do naszej kultury. Potencjalnie, bo prawdę powiedziawszy nie chciałbym się uczyć tych określeń. I nie uważam, bym był przez nieznajomość tych określeń gorszy lub lepszy od Eskimosa ( jakkolwiek dopuszczam myśl, że któreś z wymienionych może zachodzić, bo nie wiem, jak te określenia zmieniają myślenie/czucie Eskimosa). Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | Smith (10069 punktów) | > >Niestety tak jest. Drastyczna większość ludzi myśli poprzez werbalizację a określone nazwy mają oddawać stan emocjonalny, który odczuwa dany osobnik i są narzucone mu przez kulturę.> Potrafię zbić tą tezę- są filmy, przy oglądaniu których autentycznie się wzruszyłem. Nie mówiłem wtedy sobie, że jestem smutny, tylko czułem uczucie, które później nazywałem smutkiem.Nie potrafisz. Skąd wiesz, że ten stan jest smutkiem? Bo tak Cię nauczono. Dlaczego się wzruszyłeś? Bo film pokazał historię uważaną w Twojej kulturze, za piękną albo wstrząsającą. Równie dobrze ktoś mógł Ci w dzieciństwie powiedzieć, że wzruszenie to ekstaza boskiej obecności i później dokładnie tak nazwałbyś to boskie katarzis. > Można natomiast debatować, jak często zdarzają się przypadki odczuwania, a jak często tylko myślimy, że czujemy.W terapiach uzależnień stosuje się dzienniczki uczuć. Najpierw fachowiec uczy Cię jak nazywać Twoje odczucia, jak je rozróżniać i zgłębiać. Następnie opisujesz w takim dzienniczku swój dzień w sensie uczucia jakich doznałeś + opis sytuacji doznania. Ludzie na początku są zaskoczeni i ogłupiali tym w ile warstw można ubrać takie uczuciowe cebule, bo zaawansowani to najczęściej rozróżniają trzy stany: dobrze albo źle albo w ogóle bo w zupełnie odmiennym. Później łeb im pęka od wymyślania co by tu mogli poczuć jeszcze w danej sytuacji, żeby terapeuta był zadowolony i dał im spokój i nie wnikał dlaczego czułeś co napisałeś, że czułeś. Takie wciskanie nomenklatury celem poprawy interakcji społecznych pacjenta bo jak już nauczysz się co powinieneś czuć wtedy czas pomyśleć o tym co mogą czuć inni. > Ale same stany mogły występować. Zresztą nie potrafię do końca się odnieść, bo nie znam specyfiki Aborygenów.Nawet nie dlatego, że nie znasz ich specyfiki. Po prostu będziesz szukał znajomych sobie stanów. Wśród ludzi, których nikt z takimi stanami nie zapoznał. To trochę tak jakbyś wziął ze sobą plan miasta i pojechał do buszu. Prosta sprawa kiedy biali chcieli kupić od Indian ziemię, Indianie zgłupieli bo wg. ich kultury, podobnie jak Aborygenów, ziemia jest matką i należy do wszystkich. Mieć ziemię na własność to absurd. > Tu bym się nie zgodził. Nazwanie czegoś nie jest ogólnie rzecz biorąc powoływaniem tego do istnienia.Kiedy coś zaczyna istnieć dla Ciebie? Kiedy doświadczasz czegoś po raz pierwszy. Co wtedy robisz? Przeszukujesz magazyn swojej pamięci w poszukiwaniu nazwy. Jeżeli ją znajdziesz to jest łoł a więc to to. A jak nie to wymyślasz nową. > Jakkolwiek wiadomo, że jeśli 'wyrąbiemy' w mózgu ścieżkę myślową, to niejako trzymamy się jej.Niestety, najczęściej to prawda. > Sam pomysł, że uczucia są mieszanką uczuć podstawowych i myśli już był w mojej głowie (analogia to nasze odczuwanie smaku- uczuć [tylko cztery smaki mamy!] w powiązaniu z zapachem- myślą [tu już mnóstwo zapachów]).> Jeśli idea jest trafna, to możliwa jest dekompozycja uczuć złożonych na uczucia pierwsze. Nie potrafię jednak jej dokonać.Za €100/h psychoanalityk pomoże Ci je nazwać a nawet stworzyć zupełnie nowe emocje. Zapewniam. Podobną teorię wysnuł Chomsky co do ogólnej gramatyki jako wspólnej podstawy dla wszystkich języków. > Wnosi ujęcie statystyczne. Wrażliwość podobno powinna mieć swój rozrzut, a osobniki z krańcowymi wartościami wrażliwości powinny znaleźć się w domach wariatów. Ale w porównaniu do resztu książki kawałek poświęcony uczuciom, to bardzo niewiele.Ale tylko ujęcie statystyczne ludzi wychowanych i żyjących w jednej kulturze. > Niech będzie dziedziczną.Jak nauczysz swoje dziecko postrzegać rzeczywistość tak jak Ty postrzegasz. To odziedziczy Twoje postrzeganie. > Przypisujesz mi niemożność zrobienia więcej niż już jest w kulturze, bo jestem tworem kultury.Nie zrozumiałeś mnie zupełnie. Używając Twojej polskiej gramatyki, pomimo znajomości francuskiego słownictwa nie napiszesz listu po francusku. By odrzucić ten argument sięgnę do historii- tam widać rozwój kultury, więc jest on możliwy. Już Ci pisałem o buncie wobec kultury, który powoduje jej rozwój, nie napisałem o wpływach obcych kultur. > Jeśli jednak nasze zmysły czują to samo, to możliwy jest przekaz określeń śniegu i włączenie do naszej kultury. Potencjalnie, bo prawdę powiedziawszy nie chciałbym się uczyć tych określeń.Czyli potencjalnie umożliwiłbyś jej rozwój. > I nie uważam, bym był przez nieznajomość tych określeń gorszy lub lepszy od Eskimosa ( jakkolwiek dopuszczam myśl, że któreś z wymienionych może zachodzić, bo nie wiem, jak te określenia zmieniają myślenie/czucie Eskimosa).Wartościowanie i porównywanie nie jest tak kluczowe i powszechne we wszystkich kulturach jak w naszej.  Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Emocje istnieją niezależnie od kultury. Podparł bym się tym, że nie znamy na Ziemi kultury nie opisującej emocji. Z drugiej strony podpieram się istnieniem emocji u zwierząt- mimo braku abstrakcyjnych pojęć w ich języku określających emocje. I ostatnie, w ogólności potrafię rozpoznać, gdy inny człowiek przeżywa emocje (ale mogę też być oszukany choćby przez aktora). Ostatecznie ponieważ jest problem poznawczy z identyfikacją uczuć (należą one do naszego świata wewnętrznego) możemy założyć, że są one niezmiennikami biologicznymi i iść dalej, albo czekać na neurologię by rozstrzygnęła powyższą tezę. > >Wnosi ujęcie statystyczne. Wrażliwość podobno powinna mieć swój rozrzut, a osobniki z krańcowymi wartościami wrażliwości powinny znaleźć się w domach wariatów. Ale w porównaniu do resztu książki kawałek poświęcony uczuciom, to bardzo niewiele.> Ale tylko ujęcie statystyczne ludzi wychowanych i żyjących w jednej kulturze.A niechby tylko dla jednej kultury. Zawsze to krok na przód. > >Niech będzie dziedziczną.> Jak nauczysz swoje dziecko postrzegać rzeczywistość tak jak Ty postrzegasz.> To odziedziczy Twoje postrzeganie.Nie chodzi o postrzeganie. Można odziedziczyć wrażliwość na ból i bodźce pozytywne. Zwykle postrzeganie nie jest dziedziczone, bo czasy się zmieniają a nowe pokolenia dostosowywują do nowych warunków- nazywa się to przepascią pokoleniową. > >Przypisujesz mi niemożność zrobienia więcej niż już jest w kulturze, bo jestem tworem kultury.> Nie zrozumiałeś mnie zupełnie. Używając Twojej polskiej gramatyki, pomimo znajomości francuskiego słownictwa nie napiszesz listu po francusku.Będzie kaleki, ale napiszę. A czytelnik przy odrobinie dobrej woli zrozumie, co miałem do przekazania. > >Jeśli jednak nasze zmysły czują to samo, to możliwy jest przekaz określeń śniegu i włączenie do naszej kultury. Potencjalnie, bo prawdę powiedziawszy nie chciałbym się uczyć tych określeń.> Czyli potencjalnie umożliwiłbyś jej rozwój.Nie widzę powodu by włączać do mojej kultury treści tylko dlatego, że istnieją w innej kulturze, tym bardziej, że nie mam za dużo do czynienia ze śniegiem. > >I nie uważam, bym był przez nieznajomość tych określeń gorszy lub lepszy od Eskimosa ( jakkolwiek dopuszczam myśl, że któreś z wymienionych może zachodzić, bo nie wiem, jak te określenia zmieniają myślenie/czucie Eskimosa).> Wartościowanie i porównywanie nie jest tak kluczowe i powszechne we wszystkich kulturach jak w naszej.  Pewnie dlatego nasza kultura zawojowała świat- bo uczy rozpoznawać rzeczy ważne i mniej ważne. Pozdrawiam PS. Sorki, że tak długo nie odpowiadałem, ale musiałem sobie przemyśleć.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | Emocje (całkiem rozsądna definicja) przeczytaj. > Nie chodzi o postrzeganie. Można odziedziczyć wrażliwość na ból i bodźce pozytywne. Zwykle postrzeganie nie jest dziedziczone, bo czasy się zmieniają a nowe pokolenia dostosowywują do nowych warunków- nazywa się to przepaścią pokoleniową.Tak a w jaki sposób za pomocą tajemniczego genu może, który się trochę jednak mutuje i powstaje coś co nazywa się to przepaścią pokoleniową. Przekombinowałeś. > Będzie kaleki, ale napiszę. A czytelnik przy odrobinie dobrej woli zrozumie, co miałem do przekazania.1. > Nie widzę powodu by włączać do mojej kultury treści tylko dlatego, że istnieją w innej kulturze,...2. > Pewnie dlatego nasza kultura zawojowała świat- bo uczy rozpoznawać rzeczy ważne i mniej ważne.3. Nasza kultura podbiła świat dzięki chciwości, zarazkom i technologi a zrobiła to w tak barbarzyński sposób min. właśnie z powodu ignorancji, którą bardzo dobrze opisują te trzy ostatnie zdania. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > Emocje (całkiem rozsądna definicja) przeczytaj.Bardzo dobre. Dzięki. Wygląda na to, że artykuły są rozwijane- jak zaglądałem wcześniej było mniej (tak samo z algebrą Boola ostatnio). > >Nie chodzi o postrzeganie. Można odziedziczyć wrażliwość na ból i bodźce pozytywne. Zwykle postrzeganie nie jest dziedziczone, bo czasy się zmieniają a nowe pokolenia dostosowywują do nowych warunków- nazywa się to przepaścią pokoleniową.> Tak a w jaki sposób za pomocą tajemniczego genu może, który się trochę jednak mutuje i powstaje coś co nazywa się to przepaścią pokoleniową. Przekombinowałeś.Nie przekombinowałem. To podsumowanie tego, co zauważyłem, ale nie potrafię tego przekazać. O ile wiem na tym forum podobną opinię wygłosił placownik- przywołuje go, bo nie jestem ani jedyny ani odkrywczy. Jednak jest to opinia nie poparta badaniami > >Będzie kaleki, ale napiszę. A czytelnik przy odrobinie dobrej woli zrozumie, co miałem do przekazania.> 1.> >Nie widzę powodu by włączać do mojej kultury treści tylko dlatego, że istnieją w innej kulturze,...> 2.> >Pewnie dlatego nasza kultura zawojowała świat- bo uczy rozpoznawać rzeczy ważne i mniej ważne.> 3.> Nasza kultura podbiła świat dzięki chciwości, zarazkom i technologi a zrobiła to w tak barbarzyński sposób min. właśnie z powodu ignorancji, którą bardzo dobrze opisują te trzy ostatnie zdania.Spierałbym się o to (ale już w innym wątku). Na przykład plemiona Indian Ameryki Płn zostały podbite (zgadzam się tu z tym, co pisałeś) ponieważ inaczej rozumiały własność- ich wodzowie sprzedawali prerię z myślą, że biali płacą za nic (że robią na tym dobry interes). Gdy biali zobaczyli, że ich kultura jest pod tym wzgledem słaba wykorzystali to bezlitośnie. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | | Smith (10069 punktów) | >- ich wodzowie sprzedawali prerię z myślą, że biali płacą za nic (że robią na tym dobry interes). Nie to znowu ty myślisz swoimi kategoriami, że oni tak myśleli. >Gdy biali zobaczyli, że ich kultura jest pod tym wzgledem słaba wykorzystali to bezlitośnie. Robią to cały czas w obrębie własnej kultury i opowiadają bzdury o moralności.
|
|
| | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>- ich wodzowie sprzedawali prerię z myślą, że biali płacą za nic (że robią na tym dobry interes). >Nie to znowu ty myślisz swoimi kategoriami, że oni tak myśleli. Tak. Zdaje się, że powiedział to Mały Wielki Człowiek w swoich pamiętnikach, a był wnukiem wodza. Albo cytował swojego dziadka. Nawet film był o tym (z wykorzystaniem autentycznych materiałów historycznych, jak Wodzowie przyjechali do Waszyngtonu politykę uprawiać). >>Gdy biali zobaczyli, że ich kultura jest pod tym wzgledem słaba wykorzystali to bezlitośnie. >Robią to cały czas w obrębie własnej kultury i opowiadają bzdury o moralności. Tak. Pozdrawiam
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|