 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kultura
| Napisano | Autor | Tytuł | | 09-01-2010 03:10 | Sylwek (15472 punktów) | Casus Tolkiena
6 na 6 | Zainspirowany najnowszym tekstem Marcina Pompura postanowiłem na forum poruszyć zagadnienie eskapizmu obecnego w tolkienowskiej literaturze. Jest to powszechne - z racji, że to "historie o czarodziejach i smokach" deprecjonuje się znaczenie, oryginalność i wartość stworzonej przez Tolkiena literatury. Na samym początku rozprawmy się z zarzutem eskapizmu. Jeśli sam fakt fantastyczności historii ma być przejawem uciekania od rzeczywistości pozwalającym zrównać daną literaturę z Harrym Potterem, to wychodzi, że eskapistyczna jest literatura Lema, dwa najważniejsze dzieła Orwella (jedno to wręcz ordynarna bajka z gadającymi zwierzątkami), niektóre książki Vonneguta, twórczość Aldousa Huxleya etc... A może chodzi konkretnie o magię - myślenie magiczne jako wytrych do upraszczania świata, zstępowania problemów i ich rozwiązań różnymi tandetnymi czary-mary za jednym machnięciem różdżki rozwiązującymi wszelkie trudności? Cóż, każdy kto czytał WP wie, że jest to tak dalekie od prawdy jak to tylko możliwe a pojęcie "magii" ma specyficzny sens, w pewnym zakresie nader zbieżny ze słynnym sformułowaniem "każda dostatecznie zaawansowana technologia jawi się jako magia". Zarzut eskapizmu jest co najmniej niesprawiedliwy. A przecież to de facto jedyny kontrargument jaki stoi naprzeciw tych wszystkich cech WP i dzieł związanych - szczególnie mam na myśli Silmarillion, które ukazują go jako jedno z dzieł wyjątkowych w historii literatury w ogóle. Na poziomie warsztatu WP jest złożona powieścią o strukturze przeplatanki nawiązującej do tradycyjnych poematów północnej i zachodniej Europy. Pozwolę sobie zacytować fragment z książki T. A. Shipleya J.R.R. Tolkien - Pisarz stulecia: "Tryb literacki naznaczony jest oczywiście przez styl, a stylistyczne poziomy Tolkiena wędrują w górę i w dół, podobnie jak poziomy gatunkowe. Na szczycie mamy "psalm" orłów oznajmujący upadek Saurona, a na samym dole zapewne orków i Golluma-Sméagola mówiącego do siebie. Większość odmian Tolkienowskiego stylu rodem ze średniego poziomu mieszczańskiej powieści irytowała komentatorów nieobznajomionych, jak to oni, z wcześniejszą literaturą czy literaturą popularną. Tolkiena krytykowano za pisanie w stylu "Boy's Own Paper". Czynił to dwukrotnie Edwin Muir i, co dziwne, dawno temu Terry Pratchet (...). To prawda, że hobbickie dialogi brzmią niekiedy podobnie jak dialogi ze staroświeckich angielskich school stories, obecnie ożywione dzięki nieoczekiwanemu sukcesowi serii z Harrym Potterem J.K. Rowling. Potępiano także Tolkiena za pisanie archaicznym stylem (co czyni, wyraźnie celowo, w scenach na poziomie wysokiej mimesis albo romansu). Głosy te cechowała pewna zarozumiałość. Oto krytycy literaccy, zazwyczaj zupełnie nieświadomi historii własnego języka, mówią Tolkienowi co ma myśleć o angielszczyźnie. Tolkien był w stanie od ręki przerobić każdy ze swoich archaicznych fragmentów albo na prawdziwie archaiczny język średnio- czy staroangielski, albo na znany, niski współczesny slang. Istotnie, w liście adresowanym (choć niewysłanym) do przyjaciela (...) Tolkien przeprowadził podobne ćwiczenie. Przełożył krótką mowę Théodena, zaczynającą się od słów "Nie Gandalfie" (WP I, 150) najpierw na bardzo archaiczny język, łącznie z dawnym przedrostkowym przeczeniem i zaimkiem thou (tak, że You know not staje się Thou n[e] wost), a potem na język współczesny: > >Nie ma mowy, mój drogi G. Nie znasz swoich lekarskich umiejętności. Będzie zupełnie inaczej. Wyrusze na wojnę osobiście, nawet jeśli będę jedną z pierwszych ofiar. (Listy, 337)<<"I co dalej?" - pyta Tolkien. Jak współczesna osoba wyraziłaby bohaterskie odczucia Theodena?" Jednym z fenomenalnych właściwości WP jest, że obejmuje on poziomy od najbardziej trywialnej odwzorowującej codzienność niemalże realistycznej powieści (sceny w Shire) aż do poziomu mitologicznego - mitycznych istot inspirowanych, wzorowanych, a czasami po prostu rekonstruowanych ze strzępów starożytnej literatury (Sauron, Balrogowie, Quendi). Ale projekt Tolkiena jest także fascynujący jako świadectwo pracy genialnego umysłu, próbującego pogodzić dwie sprzeczne rzeczy - własną głęboką fascynację i miłość do kultury i literatury pogańskiej Anglii, czy szerzej Zachodu z przekonaniem, o inherentnych antychrześcijańskich wartościach z tym związanych. Czy negatywny odbiór Tolkiena jaki wciąż występuje w wielu kręgach akademickich i intelektualnych może mieć przyczyny inne niż czyste uprzedzenie? Czy książka poruszająca zasięg tak różnych zagadnień jak natura zła, wojny, zależność między technologią, poznaniem, sztuką i etyką, zawierająca swoistą własną mitologię może być nazwana krewnym bajki o czarodziejach spod schodów i czarodziejkach z księżyca? Co jest nie tak z pewnymi kręgami intelektualnymi, że uchodzi w nich wypisywanie takich głupstewek? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
7 na 7 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Lubiłem kiedyś ogromnie Tolkiena i po dziś dzień podziwiam jego giętkie pióro i umiejętność szkicowania niesamowicie podniecających wyobraźnię scen krótkimi zdaniami (na przykład bitwa pod Minas Tirith, której prawie nie ma w książce, a jednak jest). Tym niemniej trudno zaprzeczyć, że Tolkien (nie ze swej winy) zapoczątkował ostatecznie wybitnie eskapistyczną literaturę fantazy, która przenosi nas w świat czarów i wyidealizowanego średniowiecza. Jest to smutne, gdyż wciąż czekam na literaturę, która umiałaby opisać piękno rzeczywistości, w której życie ewoluuje, nie ma zaświatowej duchowości i ten brak nie jest żadnym rozpaczliwym zaczynem egzystencjalizmu. Czytałem kilka biografii JRR Tolkiena. Nie trudno zauważyć, że był to człowiek rozdarty. Z jednej strony starał się być (na swoje nieszczęście) ortodoksyjnym katolikiem (wychowywał go zacny chyba ksiądz, co tym bardziej zamieszało mu w głowie, bo czuł się słusznie wdzięczny temu konkretnemu człowiekowi), z drugiej strony urzekło go piękno zachowanych w resztkach mitów germańskich i mądra filozofia Pierścienia Nibelungów Wagnera, z którego zaczęrpnął sporo inspiracji (choć nigdy chyba tego nie przyznał, tym nie mniej z samych materiałów średniowiecznych, bez Wagnera, wiele rzeczy we "Władcy Pierścienia" byłoby niemożliwych, zwłaszcza z wpływem pierścienia i koniecznością jego zagłady - to jest wagnerowskie, nie średniowieczne). Uważam, że mity mają w sobie wiele piękna i mogą się przydać nam, ateistom, do wyrażania rzeczywistości w piękny i poetycki sposób. Jestem poetą i nie boję się mitów. Co jednak jest ważne, aby język mitu nie był przesiąknięty teizmem? Moim zdaniem trzymanie się pewnej równowagi. W oryginalnych, wyrosłych z politeizmu mitach nie ma dobra i zła. To bardzo ważne, choć wielu chrześcijańskich antropologów tego nie zauważa, bo nie jest w stanie. Spójrzmy choć na "Iliadę" Homera - ani Achajowie, ani Trojanie nie są źli, czy dobtrzy, podobnie w Ramajanie Walmikiego - przeciwnik Ramy, Rawana, jest wielką postacią, a nie wcieleniem zła. U Tolkienia Sauron jest niemal szatanem, zaś jego słudzy, to opętanie i zaczarowane "roboty". Można ich zabijać, nie trzeba opłakiwać, tylko oni ranią. Bardzo chrześcijańskie myślenie, dzielące świat na tych co są z Chrystusem i przeciwko niemu. Smutne. I w sumie groźnie dla kształtującej się wyobraźni. U Tolkiena prostaczek zmienia świat. Jest ponad wielkimi bohaterami, bo ma czyste serce. Jest pełen wiary. Homer, czy Walmiki nigdy by tak nie napisali. U Wagnera, który nie jest filozoficznie chrześcijański, Zygfryd jest białą kartką. Wotan chciał uczynić kogoś niezależnego od siebie. Nie wyszło. Wagner w piękny i głęboki sposób pokazuje w swoim "Pierścieniu" bezsens teizmu. U Tolkiena jest Eru, bóg jedyny, samo dobro, któremu towarzyszą chóry swoistych cherubinów (Gandalf jest takim pomniejszym aniołem). Seks - ani Walmiki, ani Homer, ani autorzy prawdziwich germańskich sag nie wstydzą się męskiego i kobiecego ciała. Opisy seksu w prawdziwych mitach są jednymi z najwspanialszych wyżyn ogólnoludzkiej literatury. Nie są wulgarne, choć potrafią być bardzo mocne. U Tolkiena nie ma seksu. Tak jak u reszty chrześcijan to "dopust boży" zasługujący na pogardę i pominięcie. Natomiast głowy wroga mogą latać w tą i z powrotem. W pożądnym micie musi być seks. Mit to walka i miłość (ale taka, która nie boi się ciał kochanków), metafora natury, którą też można określić w ten sposób  Cierpienie. Użalanie się nad sobą, cierpienie, nie jest mitotwórcze. Chyba najważniejszym elementem mitu jest odwaga. My też powinniśmy być odważni, aby oglądać nasz świat bez pomocy urojeń i cieszyć się nim, wiedząc, że kiedyś to się skończy. Wojownicy Homera to wiedzą. Bohaterzy Tolkiena tego nie wiedzą, zaś Frodo odpływa do monoteistycznego boga Eru. Jako, że historia dzieje się "przed nadejściem Jezusa" wiemy, że inni ludzcu bohaterowie umrą raz na zawsze, nieśmiertelna elfka Arwena traci swoją nieśmiertelność na rzecz ludzkiego króla Aragorna i ma być nam z tego powodu bardzo, bardzo smutno. Tolkien oczywiście nie ośmieliłby się sugerować w książce fantazy, że można być szczęśliwym śmiertelnikiem. Mimo wszystko bardzo lubię twórczość Tokiena, choć nie dziwię się, że wpływ jego dzieła jest dość tragiczny. W New Ageowski sposób budowane są nowe, parachrześcijańskie zaświaty. Wielu bardzo młodych ludzi trzyma się na rok świetlny od kościoła, lecz podobne narkotyki, podobny eskapizm znajdują w salonach MPIK. U Tolkiena mit nie przegrał do końca z monoteizmem. Zachowały się listy autora, który po ukończeniu swego dzieła coraz bardziej z "Jedynie Słuszną" przegrywał (obietnice raju są kuszące gdy zbliża się śmierć) i chciał nawet zmienić swoją książkę w stronę fantazy teologicznego jakim posługiwał się jego przejaciel Lewis. Na szczęście nie mógł już zmienić na gorsze "Władcy Pierścieni". Lecz i w tym, który jest znany parafraza narkotycznych obietnic chrześcijaństwa wciąż walczy z pięknem czystego, niczego nieobecującego mitu (co obiecywała Grekom "Iliada"?). U wielu czytelników to co u Tolkiena najgorsze wygrywa. Tolkien uwielbiał drzewa. Ja też ogromnie lubię te wielkie rośliny. Jego książka wpłynęła na raczkujący ruch ekologiczny. ALe nie wykluczone, że wpłynęła źle. Bo technika nie jest dziełem szatana. Wyrosła z tej samej ewolucji, co każde drzewa, z tym że w inny sposób. Powstał nasz, ludzki mózg i jego zdolność tworzenia, czego wynikiem jest choćby książka Tolkiena, czy komputer na którym piszę. To nie jest złe! Natomiast natura, inne od nas zwierzęta, oraz rośliny, nie są ekologami. Choć uważam, ze niektóre wysoko rozwinięte zwierzęta mogą być do pewnego stopnia (innego niż nasz) samoświadome, to z pewnością tylko człowiek może na planecie Ziemia być ekologiem, zastanawiać się, czy czegoś nie niszczy, choć zyskuje. Aby zrozumieć naturę nie należy jej idealizować, ani odrywać od niej nas samych. My nie jesteśmy obserwatorami tej gry. Jesteśmy w środku, jesteśmy cząstkami natury. Jest tylko to.
|
|
 | 2 na 2 | rudyment (3233 punktów) | "Ostatni władca pierścienia" Jeskowa - znasz?
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Znam. Poczułem się wzruszony rosyjskim racjonalizmem
|
|
|  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | >"Ostatni władca pierścienia" Jeskowa - znasz?
A Jeskowa "Ewangelię według Afraniusza" czytałeś?
Niezłe political fiction z akcją umieszczoną 2000 lat temu.
Kto nie czytał - polecam.
|
|
 | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Jestem poetą i nie boję się mitów.
Mit to katafalk poezji.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ok. No więc nie boję się katafalków.
|
|
| |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >...nie boję się katafalków.
To przywilej trupa.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | W takim razie jestem wyjątkowy  A tak szczerze Diogenesie, to co ci przeszkadza w epice? Moim zdaniem żaden europejski poeta nie dorównał Homerowi, nie wspominając już o pisarzach...
|
|
| | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Diogenesie, to co ci przeszkadza w epice?
Nic.
>żaden europejski poeta nie dorównał Homerowi...
Poezja nie polega na dorównywaniu czy też porównywaniu. Oczywiście możesz zaproponować jakieś kryterium obiektywizujące, ale nigdy nie będzie ono miało powszechnej obowiązywalności. Podstawową kategorią opisu literackiego jest dla mnie inspiracja: realne jest to, co mnie inspiruje. Może przyjdzie i czas na Homera.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Metafory to porównania, nie przesadzajmy  . Natomiast oczywiście o Homerze piszę za siebie. Mnie on inspiruje.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >oczywiście o Homerze piszę za siebie. Mnie on inspiruje.
To dobrze. A jeśli nie mówi za ciebie - to świetnie. Ja nie pamiętam, gdzie stoi (czeka?) na półce.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Zawsze zdawało mi się, że kołyska, ale...
Tak, w ramach poetyki, która żucie mitu nazywa poezją. Poezja to mowa nienazwanej rzeczywistości. A mit to zawsze cudze buty.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Pomyśl o słowach, których używasz. SKąd się wzięły, jaką mają historię?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Pomyśl o słowach, których używasz. SKąd się wzięły, jaką mają historię?
Historia, w tym historia słów, jest jak śmierć, a ta jest jak krótki stary wiersz:
Żyję, nie wiedząc jak długo, Umrę, nie wiedząc kiedy, Wędruję, nie wiedząc dokąd. Dziwi mnie, żem jest tak wesół.
Pomyśl i o tym, że można mówić, nie myśląc o tym, skąd się wzięły słowa, kiedy na zawsze stracą sens, a nawet czy są rozumiane przez innych tak, jakbyśmy tego chcieli. Wiem - są różne poetyki. Żadna nie jest mi tak obca, jak ta, która nawiązuje do tradycji. W najlepszym razie zaleci klasycyzmem, w najgorszym - intelektualizmem. To poeta stanowi o historii słów, które używa: zastaje wyświechtane, a pozostawia po sobie nowe.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A mimo to każde ze słów, które użyłeś ma swoją historię. Są też słowa, których nie możesz już użyć, gdyż zostałe wyparte przez te, których używa się teraz. To - czy tego chcemy czy nie - narzuca nam pewne możliwości, a pewnych pozbawia. Prosty przykład - w naszym języku jest mniej czasów niż we francuskim, więc pewne rzeczy dotyczące czasu dziania się czynności obchodzimi do okoła i zawsze będą one bardziej mgliste, niż u Francuza. Z kolei Francuzi nie mają przypadków deklinacyjnych. A zatem stosunek rzeczy do siebie jest u nich bardziej mglisty. Kiedyś w polskim było więcej czasów, zaś francuski był łaciną z przypadkami deklinacyjnymi. Kolejny przykład - liczba podwójna, obok mnogiej i pojedyńczej. W grece to było. W klasycznym arabskim jest. Też inne możliwości, sposób pisania o relacji bliższej, ale nie monolog. W polskim to kiedyś było. Zostało wyparte. Taka jest historia języka, a ty, chcąc nie chcąc godzisz się na nią.
|
|
 | 6 na 6 | Sylwek (15472 punktów) | Pozwolisz, że nie będę się odnosił do konkretnych zdań z twojej wypowiedzi, wszelako mam nadzieję, ze koniec końców w miarę jasne będzie z czym się zgadzamy a z czym nie. Niezależnie jednak od różnić, przyznać musisz, że negatywny czy nie wpływ Tolkiena jest istotny i trwały i obraz literatury XX stulecia bez uwzględniania Tokiena, z lekceważącym traktowaniem jego pracy jako pokrewnej pisaniu wtórych bajądek świadczy o radykalnie skrzywionym i niepełnym spojrzeniu. Nade wszytko trudno Tolkiena obarczać odpowiedzialnością, że gatunek, który de facto stworzył nie wydal jak dotąd godnych następców (choć jest kilka wartych uwagi książek - na przykład - podobno - Saga o Ziemiomorzu). Na tyle na ile rozumiem inne twoje uwagi można by je syntetycznie przedstawić jako: 1) swoiście chrześcijański manicheizm 2) prostaczek pełen wiary wyzwolicielem świata 3)kwestia seksu i (dodam od siebie statusu kobiet i mniejszości seksualnych) 4) egzystencjalizm (cierpienie, użalanie się, ostateczne ukojenie w Bogu jakiego, jak sugerujesz doświadcza między innymi Frodo) 5) ekologia i technologia Ad1) Rzeczywiście osobliwym zjawiskiem jest, że większość chrześcijan wyznaje de facto manichejską wizję świata w której istnieją dwie frakcje i ta dobra jest po prostu tą silniejszą (bo nie ma nic silniejszego od Boga - więc to on ustala reguły co dobre a co złe). Co ciekawe bardziej rozgarnięci chrześcijanie już dosyć dawno doszli do wniosku, że z takim postrzeganiem świata jest coś nie tak - i nawet Kościoły przyjęły ten pogląd za oficjalny - beocjański charakter zła jest wykładnią dominującą. Występuje on też u Tolkiena w przedstawieniu źródeł zła - jako korupcji istot (często najbardziej twórczych i utalentowanych - Melkor (Szatan), Sauron, najbardziej utalentowany, zdolny elf Feanor, Saruman z Istarich etc...), które zachłysnąwszy się własnymi możliwościami postanawiają je wykorzystać do panowania nad innymi (kwestia ta wiąże się z punktem 5 wiec tam ją rozszerzę). Ale Tolkien rozważa także niedwuznacznie pewna wersję zmodyfikowanego manicheizmu. W scenie "kuszenia" Galadrieli widzimy jak istota wystarczająco potężna by zapanować nad Pierścieniem odrzuca tą możliwość. Jest to typowy przykład działania beocjańskiej wizji - zło czai się w nas, jeśli je przezwyciężymy w sobie nie ma na nas wpływu. Tolkien wielokrotnie w swojej książce posługuje się taka mająca źródła w refleksji filozoficznej wizją, jednakże zarazem stopniowo "bada" możliwość, że zło w jakimś sensie jest aktywną, pozytywnie obecna siłą, która atakuje i zagraża niezależnie od tego "jak czyste serce się ma". -Tak jest z Frodem zniszczonym przez Pierścień, a najbardziej potworną, nihilistyczną niemalże postać ta wizja przyjmuje na trupich bagnach, gdzie ciała i dusze poległych wojowników "obu stron" ulegają rozpadowi do widmowych postaci. Podobnie i upiory pierścienia wydaja się być manifestacją aktywnego zła - które dusi radość i hart ducha, wdziera się do wnętrza i wypełnia je pustką. Dla większości dzisiejszych ludzi owa wizja namacalnej grozy może wydawać się bajkowym straszydłem, ale dziwię się jak mało osób posiada dość wyobraźni by uświadomić sobie, że Tolkien pisał gdy taka namacalna groza doświadczana była przez miliony ludzi na całym świecie, a tu i ówdzie destylat zła w postaci czarnych dymów naprawdę unosił się nad ziemią. Zarazem jednak, jak gdyby na innym poziomie, Nazgul to klasyczny przykład istot które niejako same są sobie winne - uległy deprawacji, ponieważ świadomie zapłacili cenę demonicznego losu by zyskać władzę - ich deprawacja jest klasycznym przykładem zepsucia od wewnątrz. Ów motyw przenikania się, czy może manifestowania się modelu zła beocjańskiego i manichejskiego jako dwóch perspektyw patrzenia na to samo zjawisko jest powtarzającym się motywem we WP (i Silmarilionie). Tak więc, wydaje się, że próba pogodzenia wizji beocjańskiej z dualistyczną - manichejską inspirowana była horrorem wojny. I jakby nie było, bardziej przystaje do świata po Holocauście niż czysta wizja manichejska (naiwna i w istocie amoralna) czy czysta wizja beocjańska (wydająca się być oderwaną od rzeczywistości). To zabawne, jak mało osób dostrzega próbę penetracji tego zagadnienia obecną w tolkienowskiej literaturze. W istocie, problem obecności zła jest jednym z najbardziej fundamentalnych problemów - a osobliwa, wyrażona za pomocą literacko ujętych intuicji próba wyjaśnienia tych zagadnień jest prawdopodobnie jedną z nielicznych tak szeroko zakrojonych. WP jest świadectwem XXw w takim samym stopniu jak miłości do starożytnych języków i literatury. Zarazem jest jednym z nielicznych literackich dzieł, które problematykę zła i etycznej powinności rozpatruje w tak szerokim kontekście - począwszy od archaicznej koncepcji "heroicznej odwagi" - wspaniale oddanej w micie o Ragnarok, czy w obrazie Hektora z Iliady, przez osobliwie taoistyczną (a pewny jestem, że była to zbieżność nieintencjonalna) reprezentowaną przez genius loci angielskiego krajobrazu - Toma Bombadila, aż do autonomicznej, opartej na obowiązku etyki hobbitów. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
 | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | ciąg dalszy: Ad2) Tak w pewnym sensie tak jest - jest złamaniem konwencji bohaterskich podań, że głównym sprawcą sukcesu nie jest heros (we WP byłby to Aragorn) ale "prostaczek". Wszelako jest to interesująca cecha powieści - pokazuje ona że heroiczny etos niekoniecznie jest czymś lepszym od "codziennego" heroizmu nie wspieranego półboskimi atrybutami. Ale, po prawdzie, warto zauważyć, że sukces Froda warunkowany jest poczuciem obowiązku - bez jakiejkolwiek zaświatowej sankcji. Jest interesującym szczegółem, że społeczność hobbitów jest całkowicie areligijna. Nic nie wskazuje też, by wiedzieli oni cokolwiek o Bogu. I to jest klucz dla moim zdaniem największej wartości WP i reszty uniwersum tolkienowskiego świata - to historia w której większość bohaterów jest pozbawiona tego co katolicy nazywają zwykle obecnością Boga - rzekomym narzucającym się znakiem, że świat wokół jest stworzony i ma cel, dobry cel wyznaczony przez dobrego Boga. Ale o tym więcej w punkcie 4. Tolkien nie tylko jest świadomy, że istnieje, istniał świat pozbawiony świadomości Boga w chrześcijańskim rozumieniu, on go rehabilituje i łączy z postawami współczesnymi. Oczywiście inna kwestia jest późniejsza refleksja Tolkiena - rzeczywiście wydaje się, że stopniowo coraz bardziej dręczyło go odstępstwo od katolickiej wykładni - wszak jego książka de facto jako równorzędne i godne szacunku pokazuje postawy i motywacje nie mające nic wspólnego z tradycyjnie pojętym chrześcijaństwem. Hobbici to jak współczesne postacie rzucone w świat archaicznych mitów, i pokazujące, ze współczesne wartości (i to bez wsparcia transcendentnej sankcji religijnej, a oparte na zwykłym poczuciu obowiązku - koncepcja o wyraźnie kantowskim wpływie) wcale nie ustępują ideałom sławionym w heroicznej literaturze, gdzie motywacją jest honor i duma, choćby miała prowadzić na zatracenie. Frodo to nie tylko prostaczek - to pełna antyteza bohatera: on jako on ponosi klęskę - Pierścień przejmuje nad nim władzę - "sukces" wynika z przypadku. Oczywiście z jego punktu widzenia, jedna z interpretacji - wyznawana najpewniej przez samego Tolkiena, a w uniwersum powieści wprowadzana jako wytłumaczenie zdarzeń przez Gandalfa sugeruje, że "przypadek" może być niczym innym jak ukrytym wpływem Valarów, więc de facto Boga. To co wzbudza szacunek to umiejętność swoistego poszanowania dla odrębnych systemów wartości. Cała historia nie jest skonstruowana na zasadzie "módlcie się to Bóg wam da". Wsparcie Eru na nic by się nie zdało gdyby nie wewnętrzne poczucie obowiązku które doprowadziło go do Sammath Naur. Rozumiem, że komuś się może nie podobać wizja, w której sukces w jakimś stopniu zawdzięcza się boskiej interwencji, ale Tolkien prezentuje dużo bardziej skomplikowane i uniwersalne podejście niż proste odwoływanie się do dobrego pana boga który wybawi biedaczków z opresji. W istocie, i docieramy tu do jednych z najciekawszych pokładów powieści - większość bohaterów żyje bez wiedzy o Bogu - a perspektywy ich egzystencji zdają się prowadzić do nicości (tak mają enty, większość ludzi, hobbici, paradoksalnie nawet elfy - nieśmiertelne ale tylko w granicach fizycznego świata i nie mające żadnego pojęcia o tym co je czeka gdy miejsce ich narodzin przestanie istnieć). Ale tu wchodzimy w problematykę punktu czwartego. Tutaj dodam jeszcze - że książka odsłania swój niebajkowy, wręcz przygnębiający charakter pokazując nader realistycznie jak faktycznie kończą prawdziwi bohaterowie - odsunięci, popadający w zapomnienie. Ale cóż o tym mógł wiedzieć Tolkien - powiedzą krytycy - oderwany od rzeczywistości bajkopisarz. Wszak nie wielu weźie pod rozwagę wojenne doświadczenia Tolkiena - w tym utratę większości przyjaciół, czy jego doświadczenia z "kultywowaniem" pamięci poległych bohaterów. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
 | 5 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | ciąg jeszcze bardziej dalszy  : Ad3) Kwestia seksu, kobiet i homoseksualizmu (a można doszukiwać się wszystkiego - pośrednio lub przez nieobecność) pokazuje jak mniemam stronę Tolkiena zdominowaną najbardziej przez typową, dewotyczną wręcz katolickość. Seksu nie ma, albo przejawia się jako lubieżna grzeszność - vide pożądanie Eowyny przez Żmijowy Język; kobiety albo spełniają ideał Maryjny, albo, jeśli są bardziej z krwi i kości (znów Eowyna) to koniec końców są "uzdrowione" gdy znajda porządnego chłopa (Faramir). Szczególnie ciekawie prezentuje się nieobecność homoseksualizmu - nawet w Biblii są jego ślady (i nie mówię o ustępach w duchu sloganu "Bóg nienawidzi pedałów") - tymczasem choć u Tolkiena (zarówno w WP jak i Silmarillionie) pełno mężczyzn niezainteresowanych żeniaczką, o których każe się wierzyć, że brak zainteresowania kobietami, to brak takiego zainteresowania ludźmi w ogóle. Tak więc czytamy o Boromirze co tak kochał wojaczkę że nie pokochał żadnej niewiasty, czy Bilbie który tak był żądny przygód, że kobiece krągłości w żaden sposób go nie fascynowały. Ach, ile realizmu zyskała by książka, gdyby w Minas Tirith poza bratem i ojcem Boromira opłakiwał jakiś inny mężny żołnierz...  Ale rzeczywiście takich rzeczy nigdy u niego nie uświadczymy, a i miłość heteroseksualna jest praktycznie wykastrowana z pierwiastka cielesnego (o ile w filmie "unormalniono" zachowania Aragorna i Arwen, to już małżeńska czułość między Garadriel a Celebornem dobrze oddaje Tolkienowski ideał). Ad4) To najbardziej interesujący punkt, wiąże się zarówno z pierwszym jak i drugim. Nie chcę się za dużo rozpisywać - ale jednym z najniezwyklejszych osiągnięć Tolkiena było wskrzeszeni i wprowadzenie w obieg nowoczesnej literatury zasadniczo zapomnianych już ideałów heroicznej odwagi. Wspominałem wcześniej o Ragnarok - nordyckim micie zmierzchu bogów. To co w tym micie niezwykłe, to zwycięstwo złych sił - w konsekwencji śmierć bogów i walczących "po ich stronie bohaterów". Mit ten niesie esencję owej starożytnej zasady - która zasadniczo była swoistą bohaterską wersją autonomii o jakiej wspominałem. Bohaterowie nie walczą dlatego, że potem czeka ich wieczny raj i/lub 20 dziewic, walczą, bo tak trzeba, pomimo, że prowadzi to do ich zagłady. Jeśli Dostojewski mówi: "Boga nie ma wiec wszytko wolno", to wiele dawnych mitów odpowiada mu "gówno prawda" a prezentowaną przez niego postawę przedstawiłoby prawdopodobnie jako uwłaczające tchórzostwo. Tolkien - ten chrześcijański pisarz - nie tylko nie potępia tej postawy ale przedstawia ja jako jedną z równorzędnych i godnych uwagi. Jak wspomniałem wcześniej, większość istot jest pozbawiona wizji zaświatów i transcendentnego spełnienia losów. Szczególne godne uwagi są tu Enty - istoty skazane na wymarcie - przez to smutne ale nie nieszczęśliwe. Owo osobliwe pojęcie: nie-nieszczęsliwego smutku, jest jednym z najbardziej poetyckich i głębokich akcentów powieści - pokazanie takiej formy duchowości, czy egzystencji w ogóle, która zachowuje swoisty spokojny, zdeterminowany hart ducha pomimo świadomości nieuchronnego końca. Tak czy inaczej, w obrazie Boromira, Faramira, Theodena, entów, ba momentami także hobbitów - wszędzie tam odbija się właśnie heroiczny ideał o którym pisałeś i którego nie dostrzegałeś. Nie wiem, może to kwestia osobistych uwarunkowań, ale dla mnie jest on wyraźnie widoczny. Trudno też dostrzec w WP pochwałę histerycznego egzystencjalizmu - w istocie pojawiają się akcenty braku nadziei, nihilizmu i nicości - najsilniej w postaci Denethora i Golluma - ale nie są one dominujące, co najwyżej kłócą się z "bajkową" wizją WP jaką mają o nim niektórzy krytycy. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
 | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | już prawie koniec: Ad5) Tu też króciutko - Tolkien nie potępia techniki - w istocie cała akcja Silmarilionu toczy się wokół prób odzyskania najcenniejszych pojedynczych artefaktów myśli technicznej we wszechświecie - klejnotów Silmarili, w których najbardziej utalentowany z dzieci Iluvatara zamkną światło dwóch drzew. Tu nie ma o czym dyskutować - cała tak zwana magia jest kwestią zdolności pewnych istot do wpływania na otoczenie, która to zdolność przez istoty mniej pojętne postrzegana jest jako cudowność (jest to explicite wyjaśnione Samowi gdy uznaje elfią linę bodaj za magiczną). U Tolkien krytykowane jest wykorzystywanie technologii do zniewalania innych istot (w istocie - ako przyczynę upadku Saurona sugeruje się jego pragnienie - silnie technokratyczne i nijak nieprzystające do motywacji bóstw tradycyjnych mitologii - uporządkowania świata, w "tekstach apokryficznych" możemy dostrzec sugestie, że Sauron przystał do Morgotha urzeczony wizją zdobycia wiedzy pozwalającej mu zrealizować jego marzenia porządku i kontroli), a także, ignorowanie wartości natury samej w sobie. I niekoniecznie chodzi tu o wizję "dobrej mamusi natury" ale raczej "zdrowego środowiska" dla zamieszkujących ją istot. Ufff.... i tak się za dużo rozpisałem, pozdrawiam. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Na razie powstawiałem ci + za bardzo ciekawą wypowiedź, ale oczywiście muszę ją przemyśleć, gdyż w tej chwili zbliża się świt  .
|
|
|  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Bardzo ciekawe jest twoje spojrzenie na Tolkienia i dziękuję ci za nie, bo miło z taką wypowiedzią polemizować  . Słusznie zauważyłeś, że bohaterowie Tolkiena, poza elfami, nie są w otwarty sposób religijni. Sądzę, że Tolkien bał się grzeszyć tworząc nową religię w książce fantasy, z drugiej zaś strony nie chciał pisać o wszystkich jako o Żydach (choć w jakimś sensie elfy są żydami - narodem wybranym przez Eru, zaś ludzie to przyszli chrześcijanie, rasa jeszcze bardziej wybrana, choć w inny sposób, o czym mówi Sirlarillion). Historia wieży Babel zmieszana z Atlantydą pojawia się przy Numenorczykach, pierwszych, bardzo "elfich" ludziach. Buntują się przeciw bogu Eru, więc ich wyspa zostaje zatopiona, wszyscy giną i tak jest dobrze, jak zauważa Tolkien. Numenor to taka Sodoma i Gomora. Ludzie występujący we Władcy Pierścieni to niedobitki sprawiedliwych (więc jednak religia jest, tworzy historię). Uważam, że na świecie nie ma dobra i zła w sensie absolutnym i to lubię w dawnych, prawdziwych mitach. Tolkien uważa, zgodnie z doktryną katolicką, że zło to brak dobra, więc to co złe jest bezdusznym cieniem dobra. Źli to nie ludzie, to nie żywe istoty, lecz automaty - można ich zabijać. Taki pogląd, wbrew pozorom, nie jest wbrew Hitlerowi na przykład, ale za Hitlerem. Hitler też chciał "dobra" w rozumieniu monoteistycznym (był monoteistą). U Hitlera, podobnie jak u chrześcijan, dobro jest po części cechą wrodzoną - poprzez chrzest, geograficzne miejsce, sam fakt uczęszczania w określone miejsca. Osoby bez odpowiedniej ilości kropli wody na czole, bez odpowiedniego miejsca geograficznego i wyglądu można zabijać, a nawet trzeba zabijać. Orki to tacy nieochrzczeni. To "braki dobra". Są jak szarańcza, pomimo, że komunikują się, mają pola uprawne, można, a nawet należy ich zabijać bez żalu. Tak samo myślał o podludziach Hitler - czegokolwiek by owi podludzie nie zrobili, należało ich usunąć, gdyż byli źli poprzez sam fakt samego swojego istnienia. Stąd Holocaust. Nieprzypadkowo też tolkienowscy Rohańczycy to wcielenie rasy aryjskiej (a może nie?). Zupełnie inna jest moralność wyrażona w Iliadzie przez Homera. Jest dużo bardziej szczera i prawdziwa, choć nie idealistyczna (Hitler był idealistą, chrześcijanie są idealistami). U Homera nie ma złych przez sam fakt swojego istnienia. Nawet żywiące się ludźmi Cyklopy nie są złe. To potwory, które mają swoje prawo do istnienia, cenione i kochane przez Posejdona, który rzuca na Odyseusza swoją klątwę za oślepienie i naigrywanie się z jednego z nich. Homer słusznie zauważa, że dobro jest pojęciem względnym - dobro tygrysa nie jest zbieżne z dobrem antylopy. Dobro Cyklopa nie jest zbieżne z ludzkim dobrem. Tak działa natura, chciałoby się dodać. Gdy natomiast uważamy, że ludzie o określonym wyglądzie i miejscy geograficznym są źli idziemy w ślady chrześcijaństwa. Chrystus w świetle tej religii zjawił się w określonym miejscu, wśród określonych ludzi. Wyraźnie podkreślił, że ci, którzy nie podzielą zachowań owych ludzi, wśród których się zjawił, automatycznie są źli. Podobnie myślał Hitler - osoby nie mówiące po niemiecku, nie mające w sobie krwi aryjskiej i nie myślące nazistowsko były złe. Przy określonej liczbie niepożądanych cech można ich było usunąć i należało ich usunąć. Tak jak orki. Słusznie zauważysz, że syn Tolkiena walczył z Niemcami podczas II WOjny Światowej. Ale, podobnie jak większość Anglików, nie walczył on z nazistowskim idealizmem, lecz raczej o dalszą supremację Imperium Brytyjskiego. Znane są kwestie odmowy bombardowania obozów koncentracyjnych przez aliantów. Postawy antyżydowskie, a także antyhomoseksualne były bardzo podobne w Trzeciej Rzeszy i Anglii. Oparte były na tej samej bazie. Moim zdaniem nie ma nic gorszego i bardziej zbrodniczego niż automatyczne idee absolutnego dobra i absolutnego zła, którym hołdował w swej powieści Tolkien. To właśnie takie idee stworzyły inkwizycję, nazizm i kolonializm. Tylko dzięki takim ideom Aborygeni i Murzyni zostali uznani przez białych chrześcijan za zwierzęta (czyli orki, które można bezkarnie mordować). Jeśli chodzi o stosunek do techniki Tolkiena, to raczej wyraźnie przeciwstawia jej magię. Działania Saurona przypominają wpływ Rewolucji Przemysłowej na środowisko, zaś działania elfów to cudowne zjawienia (czego by nie zrobiły, ani źdźbełko trawy nie jest zerwane). Elfy nie mają nawet rolnictwa (ani słowa o polach). Ich przyroda to rajski ogród, który nie ewoluuje. Upadkiem tego ogrodu jest jesień - liście spadają z drzew, smutna klęska raju na ziemi. Tymczasem ktoś, kto rzeczywiście lubi lasy i naturę, zachwyca się wiosną, jesienią, latem i zimą, wie także, że tam, gdzie upadło drzewo mogą rozkwitnąć mniejsze rośliny, czekające niekiedy na taką okazję przez wiele lat. Jedynie Elfy z Mrocznej Puszczy wydają się być mniej idealistyczne, gdyż piją wino i polują (Tolkien przeciwstawia je wspaniałym, rajskim Białym Elfom, które widziały jedynego boga Eru (to ich główny wyróżnik (Religia, czyż nie??)). Biała Elfka Galadriela znosi w zwykłym świecie klątwę związaną z tym, że odwróciła się od aniołów boga Eru - Ainurów. Kuszenie szatańskim pierścieniem ma pogłębić jej klątwę, albo ją z niej zmazać. Dzieje się to drugie.
|
|
| |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
Nie neguję, że u Tolkiena czytelnik jest w sposób wyraźny stawiany po jednej stronie, "tej lepszej". Wszelako Tolkien nigdy nie ulga manichejskiej wizji zła jak takiej całkowicie. Widać to szczególnie wyraźnie w kilku scenach. Jedna z nich dotyczy kwestii (wiążącej się, tak mi się zdaje, z twoimi uwagami) swoistego rasizmu, lub szerzej etycznego esencjalizmu dzielącego istoty na zepsute i dobre i odejmującego tym pierwszym prawa do istnienia. Gandalf raz strofuje Froda za myślenie w kategoriach, w których "powinno się zabić Golluma". Innym razem widzimy, jak przez głowę Sama widzącego trupa jednego z Haradrimów przemykają refleksje "kim był poległy i skąd pochodził; czy rzeczywiście był zły do szpiku kości, czy tez kłamstwa bądź groźby kazały mu znaleźć śmierć tak daleko od domu, w którym wolałby zostać i żyć w pokoju; jak wyglądał ten dom i kogo tam zostawił". Wreszcie - najbardziej jaskrawie widać to w scenie gdy orkowie znajdują Froda "porzuconego" przez Sama i okazują się posługiwać takim samym rudymentarnym kodem etycznym jak "my" czyli ci dobrzy. Ja wiem, że to niewiele, ale jednak takie subtelne akcenty regularnie się przewijają i moim zdaniem, uniemożliwiają klasyfikowania książki do dziełek dzielących świat w prosty sposób. Co do technologii - brakuje we WP wielu opisów świata które by wyjaśniały kwestie fundamentalne. Na dobrą sprawę, o żadnej frakcji nie możemy powiedzieć takic rzeczy jak skąd biorą jedzenie, jak wygląda aspekt handlu, polityki, administracji (ta jest opisana szczątkowo). Oczywiście z kolei na niektórych innych zagadnieniach Tolkien skupia się bardziej osiągając bezprecedensowe wyniki - a więc ewolucja języka, kalendarze, dbałość o chronologię (liczoną w tysiącach lat) czy drzewa rodowe lub rekonstrukcje dziedziczenia władzy. Nie sądzę jednak by dało się pokazać różnice miedzy "złą technologią" a "dobrą magią" - a Pierścienie Władzy są najbardziej jaskrawym przykładem umowności tego podziału. Pozdrawiam. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Masz rację co do Haradrima, natomiast sytuacja Golluma pokazuje jednak swoistą predestynację (zło będzie złe). Zarówno Haradrimowie, jak i Gollum to niejako zdrajcy rasy. Coś w rodzaju Białych Europejczyków, którzy przeszli na islam. Zostali oszukani. Eru jest w książce naprawdę, więc to "Prawda" a nie oszustwo. Szatan "Sauron" (albo raczej sługa szatana, bo szatanem jest Melkorn, wypisz wymaluj Lucyfer) też jest. I to on zwiódł Haradrimów, a także mieszkańców Sodomy i Gomory, czyli Numenorczyków. Zauważ, że religii nie ma, gdyż w świecie książki po prostu jest zawarty bóg monoteistyczny. Gandalf jest jego wysłannikiem (mistyczna przemiana w Białego Gandalfa). Hobbici, choć nie budują świątyń i nie mają pieśni parafialnych, nie dziwią się potrzebie zniszczenia pierścienia. Sauron jest zły, każdy z nich to wie bez katechezy.
|
|
| | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | > Masz rację co do Haradrima, natomiast sytuacja Golluma pokazuje jednak swoistą predestynację (zło będzie złe).?? Myślę, że nie. Jest taka najbardziej chyba z całej książki przejmująca scena, na Trupich Bagnach, gdy Smeagol prawie wraca "ze złej strony" ale nierozważne działania Sama, Froda oraz ten nieszczęsny zbieg okoliczności w końcu wszytko niweczą. Jest to strasznie smutna scena, ale jak jedna z niewielu wyjątkowo mocno podkreśla przesłanie by pochopnie nie potępiać - bo nie wiemy, cze,u kogoś spotkał taki los a nie inny. Jeśli postać Golluma czegoś uczy - to że nawet chrześcijanin nie może ignorować okrutnego i bezlitosnego oblicza tego świata. > Hobbici, choć nie budują świątyń i nie mają pieśni parafialnych, nie dziwią się potrzebie zniszczenia pierścienia. Sauron jest zły, każdy z nich to wie bez katechezy.Gwoli ścisłości, nieustanne różni bohaterowie maja wątpliwości co do zasadności zniszczenia Pierścienia. A co do Saurona - t jest on istotą zwiedzioną jak inne, a tylko wyróżnią się tym, że może zwodzić innych na większą skalę. Bynajmniej nie jest "absolutnie" i nieodwołalnie zły - przynajmniej na początku - choć rzeczywiście jak wyjaśniał sam Tolkien - pod koniec uległ on czemuś co można by nazwać ostatecznym potępieniem - jego degenerująca natura przekroczyła granice poza którą jego duch skurczył się jedynie do gołego pragnienia, cienia nienawiści który nie może już przyjąć żadnej namacalnej formy. By użyć terminologia inspirowanej Schopenhauerem - została z niego swoista niezobiektywizowana wola. W każdym razie - chrześcijanki charakter jest niezbywalny. W istocie, gdybym miał opisywać własne odczucia - Tolkien był pierwszym, który potrafił chrześcijańskiej wizji nadać interesująca dla mnie postać. Myślę też, że należy do nielicznego grona chrześcijan wchodzących w autentyczny dialog ze światopoglądami niechrześcijańskimi. Prawdę mówiąc jedyne inne nazwisko jakie mi przychodzi do głowy o którym mógłbym to jeszcze orzec to Mircea Eliade. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
3 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
>Czy książka poruszająca zasięg tak różnych zagadnień jak natura zła, wojny, zależność między technologią, poznaniem, sztuką i etyką, zawierająca swoistą własną mitologię może być nazwana krewnym bajki o czarodziejach spod schodów i czarodziejkach z księżyca? Ja bym bronił Harrego Pottera (olewając czarodziejkę z księżyca- bo ona jest dla dzieci). Też nie jest to dzielo proste. >Co jest nie tak z pewnymi kręgami intelektualnymi, że uchodzi w nich wypisywanie takich głupstewek? Po prostu uważają oni tą część kultury, którą się zajmują za lepszą. Pozdrawiam
|
|
4 na 4 | -jad- (18783 punktów) | >Czy negatywny odbiór Tolkiena jaki wciąż występuje w wielu kręgach akademickich i intelektualnych >może mieć przyczyny inne niż czyste uprzedzenie?
Uważam, że może. Do mnie Tolkien zupełnie nie trafia. Jak widzę, może to wynikać z mojej nieumiejętności czytania go między wierszami. Nie razi mnie samo umieszczenie akcji w baśniowym świecie tylko fakt, że jest on strasznie wyidealizowany i pod tym względem bajkowy. Nie doszukałem się w nim żadnych moralnych odcieni szarości. Może mój głos jest nieważny, bo od kręgów intelektualnych mieszkam daleko. Ujmuje mnie Sapkowski, powszechnie uznawany przez ww kręgi za literaturę odpowiednią dla rozmarzonych nastek z kwiatami we włosach. Saga wiedźmińska, również jest osadzona w fantastycznym świecie, z magią, dziwnymi stworkami a nawet wielka miłością w tle. Jednak świat ten, mimo, że wymyślony, jest realistyczny. Realistyczne są postaci, każda jak prawdziwa z własnym charakterem, problemami, przywarami, filozofią i codzienną prozą życia. Nie spotkasz tu żywych półbogów w ludzkiej czy elfiej skórze. Jest to coś, co faktycznie mogłoby się zdarzyć. To, o czym pisze Tolkien nie mogłoby się zdarzyć w żadnym świecie i okolicznościach. Jeśli coś symbolizuje i można to rozgryźć, to ja nie wiem, co to jest i tego nie potrafię. Jest to dla mnie tylko przydługa bajka.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
 | | Sylwek (15472 punktów) | Nie mam zamiaru cie przekonywać, bo to nie o to idzie, ale powyżej starałem sie Jackowi Tabiszowi wytłumaczyć, co według mnie jest interesującymi aspektami WP. Pozdrawiam. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
|  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | >Nie mam zamiaru cie przekonywać, bo to nie o to idzie, ale powyżej starałem sie Jackowi Tabiszowi wytłumaczyć, co według mnie jest interesującymi aspektami WP.
Przeczytałem z zainteresowaniem ale, mimo wszystko, to dla mnie za mało. Nawet jeśli masz rację, to Tolkien mnie nie porywa. Brakuje mi realizmu i tego smaczku, który odnajduję u Sapkowskiego czy innych ulubionych autorów. Niekoniecznie gatunku fantasy.
>Pozdrawiam.
Wzajemnie.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Pod względem warsztatu pisarskiego Tolkien był lepszy od Sapkowskiego. Ogólnie czytając powieści staram się oddzielić estetykę słowa od znaczenia. Znaczenie w naszym kręgu kulturowym to najczęściej wariacje na temat katechizmu. Widać to szczególnie mocno z perspektywy innej kultury, na przykład hinduistycznej. Dodam, że we współczesnej prozie indyjskiej myślenie oparte na kalkach religijnych bywa częściej odrzucane niż w naszej. Z pewnością jednym z powodów jest multireligijność społeczności Indii.
|
|
| | |  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | >Pod względem warsztatu pisarskiego Tolkien był lepszy od Sapkowskiego.
Zwykło się tak uważać. Jednak Sapkowskiego czyta mi się dużo, dużo milej a efekt jest dla mnie najważniejszy.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Moim zdaniem krótkie opowiadania Sapkowskiego bywają znakomite (Tolkien też to umiał!), natomiast w dłuższej prozie wiele jest błędów konstrukcyjnych. Nie podoba mi się też stosowanie przez autora archetypowych, współczesnych postaci - kochankowie w separcji rodem z kina etc. Niekiedy odczuwam usilną głębię stereotypów. Ale, patrząc z drugiej strony, zachwyca mnie niekiedy żywy i dowcipny charakter dialogów, co niezbyt często ma miejsce w prozie naszej (nie tylko oczywiście fantasy).
Tolkien to trochę taki późny prerafaelityzm. Ma to wiele uroku, ale rzeczywiście może działać teizująco i wiktorianizująco na wyobraźnię.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | >Moim zdaniem krótkie opowiadania Sapkowskiego bywają znakomite
Różnie z tym bywa.
>natomiast w dłuższej prozie wiele jest błędów konstrukcyjnych.
Jakie błędy dostrzegłeś?
>Nie podoba mi się też stosowanie przez autora archetypowych, współczesnych postaci - kochankowie w separcji rodem z kina etc. Niekiedy odczuwam usilną głębię stereotypów.
Tego, niestety, nie rozumiem. Kochankowie w separacji, owszem, występują ale dlaczego są rodem z kina? Jakie jeszcze stereotypy masz na myśli?
>Ale, patrząc z drugiej strony, zachwyca mnie niekiedy żywy i dowcipny charakter dialogów
Mnie również. Uważam, że Sapkowski skleca je po mistrzowsku.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wybacz Jadzie, ale Sapkowskiego czytałem ładnych kilka lat temu. W miedzy czasie przepłynęło przez moją głowę wiele lektur. Pamiętam zatem tylko wrażenie dotyczące konstrukcji fabuły, już bez konkretów. Postaci Sapkowskiego to współcześni mieszkańcy Łodzi na tle fantasy i niekiedy ma to dla mnie nieco kiczowaty posmak. Autor nie stara się oddać mentalności ludzi, których świat wyobraźni musiałby być zupełnie inny (wykształcenie, pozycja kobiety, pozycja mężczyzny, wiedza o otoczeniu, tematy rozmów, znane przedmioty). Aby zobaczyć, że ludzie w dawnych czasach postrzegali świat inaczej niż my dzisiaj, starczy poczytać oryginalne teksty. Oczywiście Sapkowski te czasy wymyślił, ale zdecydował się ukazać świat feudalny bez techniki.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | > Wybacz Jadzie, ale Sapkowskiego czytałem ładnych kilka lat temu. W miedzy czasie przepłynęło przez moją głowę wiele lektur.U mnie podobnie. Wybaczam  > Pamiętam zatem tylko wrażenie dotyczące konstrukcji fabuły, już bez konkretów.Czytając ostatni tom sagi "Pani Jeziora" odniosłem wrażenie, że został napisany trochę na siłę, przydługi, z niepotrzebnymi (może być, kiczowatymi) ozdobnikami. Poza tym, żadnych błędów konstrukcyjnych nie dostrzegłem. > Autor nie stara się oddać mentalności ludzi, których świat wyobraźni musiałby być zupełnie inny (wykształcenie, pozycja kobiety, pozycja mężczyzny, wiedza o otoczeniu, tematy rozmów, znane przedmioty). Aby zobaczyć, że ludzie w dawnych czasach postrzegali świat inaczej niż my dzisiaj, starczy poczytać oryginalne teksty.Z tym się zupełnie nie zgadzam. Uważam, że postaci są bardzo wyraziste. Różnią się między sobą mentalnością, może nie tematami ale sposobem prowadzenia rozmów, językiem jakim się posługują i wiedzą o otoczeniu. Ponadto zwracam uwagę, że jest to powieść fantasy a nie dokument. Ma trafiać do współczesnego czytelnika a nie do badaczy dawnych czasów. Ładnie oddał to sam A.S. " Jeśli książka się nie sprzedaje, to nie znaczy, że jest arcydziełem przerastającym czytelnika. To znaczy, że jest gówno warta." > Oczywiście Sapkowski te czasy wymyślił,Otóż to. Jak sam kiedyś napisał, akcja opowiadania nie dzieje się w jakimś "niegdyś", tylko w czasach i miejscach wymyślonych. > ale zdecydował się ukazać świat feudalny bez techniki.I wyszło całkiem dobrze. Pozdrawiam.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Oczywiście moje uwagi wyrażały moje subiektywne oceny pisarstwa Sapkowskiego. Jego motto o książce nie podoba mi się. Komercyjność nie jest miarą sztuki.
|
|
| jarcio (1198 punktów) | W literaturze Tolkiena świat fantastyki był celem. Czytelnik miał się zanurzyć w tym świecie i w nim pozostać. W dziełach Orwella, Huxleya, Wellsa, Burgess'a czy Zamiatina odniesienie do fantastyki było tylko i wyłącznie narzędziem w celu przekonania czytelnika do aktualnej problematyki społecznej odzwierciedlonej w świecie nakreślonym przez pisarza. Przesada w obrazie ma na celu zwrócić uwagę czytelnika na konsekwencje pewnych zjawisk obecnych we współczesnym mu świecie. Natomiast świat akademicki patrzy na powieści Tolkiena w przymrużeniem oka bowiem są one banalne i niczego poza bajkową i prostą parafrazą do literatury poważnej nie wniosły.
|
|
 | 4 na 4 |
|  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zgadzam się. Tolkien był o wiele lepszym pisarzem od wielu swoich kolegów z literatury "głównonurtowej".
|
|
| |  | | jarcio (1198 punktów) | >Tolkien był o wiele lepszym pisarzem od wielu swoich kolegów z literatury "głównonurtowej".
A na czym ta o wiele lepsza jakość pisarza ma polegać ?
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Na przykład opisy potrafią być dużo bardziej barwne i sugestywne niż u Dostojewskiego, czy Saint Exupery. Tolkien stworzył gatunek fantasy, a także wpisał się w próby odtworzenia tematów epickich, czego przykładem był Szkocki Osjan, bardzo ważne źródło romantyzmu.
|
|
| | | |  | | jarcio (1198 punktów) | >Na przykład opisy potrafią być dużo bardziej barwne i sugestywne niż u Dostojewskiego.
Co ma piernik to wiatraka ? Jakim sposobem udało ci się porównać wartość i celowość opisu jaki przedstawia w literaturze Dostojewski do opisu literackiego Tolkiena ? Wyjaśnij mi to z łaski swojej. Niby po co Dostojewski miałby pisać o bajecznie pięknych, oddalonych w śnieżnej krainie górach skalistych czy o dzielnych, nieustraszonych wojach zdolnych jednym celnym wymachem miecza rozpłatać wroga na pół i uratować świat od zła ? Coś mi się zdaje, że mamy na myśli innego Dostojewskiego.
>Tolkien stworzył gatunek fantasy, a także wpisał się w próby odtworzenia tematów epickich, czego przykładem był Szkocki Osjan, bardzo ważne źródło romantyzmu.
Po pierwsze, fantasy to nie jest gatunek, a tematyka. Wobec tego, Tolkien mógł jedynie stworzyć tematykę fantasy. Jednakże literatura to dialog między pisarzami i epokami więc pomysły jakie zamieścił w swojej literaturze pojawiły się na bardzo długo przed jego narodzinami. Nie stworzył zatem i tematyki fantasy. Natomiast stworzył "Władcę pierścieni". Tolkien był profesorem i znawcą literatury staroangielskiej. Znał romanse średniowieczne, starożytne utwory epickie czy sagi - sam zresztą pisał o swoich dziełach jako zbiorze tych gatunków.
Ta wasza dyskusja nie jest dyskusją akademicką, a wyrazem uwielbienia dla pisarza. W moim komentarzu, który tak bardzo rozzłościł autora wątku, odniosłem się do oceny stylu literackiego, a nie do wartości. A więc nie chodzi mi o to czy należy Tolkeina lubić czy nie, ale o to, że na poziomie akademickim jego literatura jest banalna. Co wcale nie oznacza, że jest to wobec tego literatura zła lub dobra.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | Czy ty znasz znaczenie słowa banalny? Banalna i sztampowa, typowa i do tego niezgodna z faktami (ach te ucieszne momenty w twojej wypowiedzi o bohaterach Tolkiena, którzy rozcinają wroga na pół i ratują świat) jest "twoja" krytyka. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jeśli dobra literatura może być banalna na poziomie akademickim, to mam nadzieję, że nie masz na myśli literaturoznwastwa. Tu powiem tylko, że muzykolodzy, którzy zazwyczaj wloką się za historykami sztuki, czy literatury zauważają wiele tendencji we współczesnej muzyce klasycznej. Choćby takie główne:
1. Dalszy ciąg dodekafonizmu via spektralizm choćby (lubię to swoją drogą) 2. Minimalizm - uproszczenie muzyki w stronę powtarzalnej sekwencyjności. 3. Neoklasycyzm - powrót do tonalności inspirowanej głównie muzyką Haydna i Mozarta. Niekiedy uzupełniony o wątki ludowe, ale już nie dzisiaj. 4. Postmodernizm - kolaże współczesnośredniowieczne, współczesnobarokowe etc. Użycie dawnych instrumentów. Nie przepadam za tym, ale jest to wyraźna tendencja stylistyczna, której prekursorem był choćby Britten (choć był nie tylko tym), który działał w czasach Władcy Pierścieni. Britten swoim powrotem do arii Purcella i brzmienia choćby głosu kontratenorowego umieszczał niemal dosłownie cytowaną przeszłość we współcznesnym, wysterylizowanym kontekście. Analogia Britten - Tolkien nasuwa mi się dość wyraziście, ciężko pominąć taki dotykający wielu sztuk nurt stylistyczny.
|
|
| | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
> A na czym ta o wiele lepsza jakość pisarza ma polegać ?A pokaż mi innego pisarza, który panował nad angielskim językiem w stopniu porównywalnym, który budował równie skomplikowane fabuły, który miał kompetencje osadzania w fabułach fragmentów kilku językach, które wcześniej stworzył, etc... dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | |  | 1 na 1 | jarcio (1198 punktów) | >A pokaż mi innego pisarza, który panował nad angielskim językiem w stopniu porównywalnym
Co znaczy znajdź innego pisarza o podobnej umięjetności wykorzystania wiedzy o języku w pisaniu tekstów literackich ? Czyli mam dociekać czy Szekspir, Marlowe, Wilde czy Dostojewski byli wystarczająco "tolkienowscy" ?
>który budował równie skomplikowane fabuły,
Jeżeli Tolkien budował skomplikowane fabuły to w takim razie fabuła Beowulfa jak i romansów średniowiecznych musiałaby takową być.
>który miał kompetencje osadzania w fabułach fragmentów kilku językach, które wcześniej stworzył
Tolkien był filologiem jakich wielu ta ziemia wydała. O bardzo wielu filologach natomiast nie słyszałeś - ja zresztą również. Niemniej jednak ja wiem o historycznym istnieniu filologów, których prace spowodowały, że to co dawniej było uważane za germańską literaturę weszło na stałe do kanonu literatury staroangielskiej. Czy Tolkien w podobny sposób zrewolucjonizowął myślenie o angielskiej literaturze ? Tolkien posiadał pewne kompetencje, ale innych już nie posiadał. Nie ocenia się literatury na tej o to podstawie czy Tomasz Morus lub John Donne "posiadali kompetencje osadzania w fabułach fragmentów kilku języków, które wcześniej stworzyli". Mnie chodziło o umiejscowienie Tolkiena w przestrzeni literackiej. Nie potrafię odpowiadać na pytania typu, który z pisarzy w dziejach był równie "tolkienowski" co sam Tolkien.
|
|
| | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
> Jeżeli Tolkien budował skomplikowane fabuły to w takim razie fabuła Beowulfa jak i romansów średniowiecznych musiałaby takową być.Domorosły krytyku, nie sądzę by było więcej niż kilka książek o porównywalnym skomplikowaniu (ilość motywów, zdarzeń, bohaterów). Żadnej, która temu skomplikowaniu nadawała by formę przeplatanki o takiej skali. > >który miał kompetencje osadzania w fabułach fragmentów kilku językach, które wcześniej stworzył> Tolkien był filologiem jakich wielu ta ziemia wydała. O bardzo wielu filologach natomiast nie słyszałeś - ja zresztą również. Niemniej jednak ja wiem o historycznym istnieniu filologów, których prace spowodowały, że to co dawniej było uważane za germańską literaturę weszło na stałe do kanonu literatury staroangielskiej. Czy Tolkien w podobny sposób zrewolucjonizowął myślenie o angielskiej literaturze ?Cóż, nie wiem na ile się to liczy, ale Tolkiena praca o Beowulfie uznawana jest (w świecie akademickim) za najważniejszą w historii badań nad tym poematem. A nie jest to przecież jego jedyne osiągniecie akademickie. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|