Racjonalista - Strona głównaDo treści
Głosowanie w wyborach jest nieracjonalne

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
18-05-2010 20:01Stadnina Egzystencji (126 punktów)
(zablokowany)
Głosowanie w wyborach jest nieracjonalne
0 na 2
Jaki jest sens głosowania w wyborach?

Zakładając 60% frekwencję nasz głos jest wart 1/22903800 co daje 0,00000004%.
Ja głosowałbym w wyborach jeśli mój głos miałby moc co najmniej 1/20 (5%).
Co prawda mógłbym przekonywać(lub reklamować) np.w internecie ludzi do kandydata na którego ja bym głosował ale ilu by mi się udało przekonać? 5? 90? 300?
Nawet zakładając ogromną liczbę 8000 da mi to 0,000344%.

Więc możecie wyjaśnić dlaczego głosujecie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Arłukowicz (3162 punktów)

>Więc możecie wyjaśnić dlaczego głosujecie?

Bo mam O.K.W. po drodze do sklepu
18-05-2010 20:40 
 Ocena 2 na 2
Stadnina Egzystencji (126 punktów)
(zablokowany)
>>Więc możecie wyjaśnić dlaczego głosujecie?
>Bo mam O.K.W. po drodze do sklepu
>

A ja po drodze do sklepu mam kościół, a jakoś do niego nie chodzę.
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)

>Więc możecie wyjaśnić dlaczego głosujecie?
Wybory są rzadko. Głosowanie nie jest czymś, co można robić na co dzień (no, chyba że jest się posłem). A rzeczy rzadkie, niecodzienne, limitowane są zawsze atrakcyjne. A poza tym lubię sobie poskreślać.
placownik (17853 punktów)

>Zakładając 60% frekwencję nasz głos jest wart 1/22903800 co daje 0,00000004%.

   Blisko 4 miliony uprawnionych do głosowania, których wytrzepałeś z kapelusza, świadczą o tym, że nie do końca wiesz o czym piszesz.

>Ja głosowałbym w wyborach jeśli mój głos miałby moc co najmniej 1/20 (5%).

   A wtedy Irlandia pękłaby w szwach. Może to nie jest taki głupi pomysł?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
18-05-2010 20:56 
 Ocena 1 na 1
Stadnina Egzystencji (126 punktów)
(zablokowany)
>>Zakładając 60% frekwencję nasz głos jest wart 1/22903800 co daje 0,00000004%.
>   Blisko 4 miliony uprawnionych do głosowania, których wytrzepałeś z kapelusza, świadczą o tym, że nie do końca wiesz o czym piszesz.

To świadczy o tym że nie wziąłem tego pod uwagę.
I nie ma to wielkiego znaczenia do tematu ponieważ z tymi 4 milionami mam 0,000000043% a bez tych 4 milionów mam 0,000000048%.
>>Ja głosowałbym w wyborach jeśli mój głos miałby moc co najmniej 1/20 (5%).
>   A wtedy Irlandia pękłaby w szwach. Może to nie jest taki głupi pomysł?
Chyba nie zrozumiałeś co chciałem przekazać.
Chciałem jedynie przekazać że dla mnie głosowanie w wyborach jest racjonalne dopiero kiedy mam duży wpływ(co najmniej 5%) na wynik.

Pominąłeś cały sens tego wątku, a szkoda.
18-05-2010 21:27 
 Ocena 2 na 4
placownik (17853 punktów)

>Chciałem jedynie przekazać że dla mnie głosowanie w wyborach jest racjonalne dopiero kiedy mam duży wpływ(co najmniej 5%) na wynik.

   Co sprawiło, że sens wątku stał się co najmniej wątpliwy.

>Pominąłeś cały sens tego wątku, a szkoda.

   I dlatego go pominąłem.

   Pozdrawiam

   PS Naprawdę warto zastanowić się, zanim się coś napisze.


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
19-05-2010 07:36 
 Ocena 5 na 5
Arłukowicz (3162 punktów)
A ja bym - idąc tym tokiem rozumowania - stwierdził, że :
Moje głosowanie ma sens tylko wtedy, gdy mój głos stanowi 51 % wszystkich głosów, a nie jakieś tam skromne 5 % ( tyle w firmach daje się udziałów pracownikom, aby myśleli że ich głos coś znaczy. W rzeczywistości , nadal, są "portierami" ).

pozdrawiam
19-05-2010 09:42 
 Ocena 3 na 3
webmaster (moderator)
Czy na podobnej zasadzie przestaniesz płacić podatki? Przecież twój udział w budżecie to jakiś marny ułamek promila, więc w zasadzie czemu masz płacić, skoro to niczego nie zmienia? :> Płaciłbyś, gdyby twój udział doszedł do marnych 5%
19-05-2010 11:11 
 Ocena 1 na 1
kognitywista (3391 punktów)
>Chciałem jedynie przekazać że dla mnie głosowanie w wyborach jest racjonalne dopiero kiedy mam duży wpływ(co najmniej 5%) na wynik.
No właśnie. To nie głosowanie jest nieracjonalne. Nieracjonalne jest głosowanie z nadzieją, że ma się istotny wpływ na wynik wyborów. Świetnie, że sam na to wpadłeś.
18-05-2010 21:18
 Ocena 16 na 16
Medieval (3004 punktów)

>Więc możecie wyjaśnić dlaczego głosujecie?

To moja etyka.

Nie śmiecę, nie zanieczyszczam otoczenia, choć taka postawa w zestawieniu z ilością odpadów które wydala miasto Warszawa bądź zanieczyszczeń środowiska powodowanych przez wielki koncern jest nikła, pozornie nieznacząca. Z pewnością gdybym zestawił liczby powinienem odpuścić sobie troskę o te sprawy.

Jednak moja postawa jest inna. Wierzę, że to co robię i to co mówię ma znaczenie, choćby dla mnie. W moim przekonaniu zmianę miejsca w którym żyję powinienem zacząć od siebie i najbliższego otoczenia. Wierzę również, że wielu ludzi myśli podobnie i suma tych postaw ma już wagę, a to ma przełożenie na decyzje, choćby w moim samorządzie. Widzę tu związek przyczynowo - skutkowy.

Ogólny wynik wyborczy tworzy suma pojedynczych głosów. Czułbym się źle gdyby zabrakło mojego. W moim przekonaniu demokracja, w tym wolny wybór działa, choć efekty mogą być rozłożone w długim czasie. Zwróćmy uwagę, że z polskiej sceny politycznej (do której mam wiele "ale"), zostały zmiecione partie skrajne. Naturalnie składa się na to wiele przyczyn (edukacja, zmiana pokoleniowa, emigracja, zmiany na rynku pracy itd) ale najważniejszą jest działanie demokracji - wolnego wyboru. Partie dochodzą w efekcie do wniosku, że aby pozyskać elektorat muszą go poszukiwać w centrum. Krótkie kariery takich partii jak Samoobrona, LPR, ZCHN, KPN działają na masy jak szczepionka i to jest pozytywne. To oczywiście ogólna prawidłowość od której są wyjątki ale w dłuższej perspektywie proces jest właśnie taki.

Na wybory chodzę więc z poczucia przyzwoitości, z wdzięczności za życie w wolnym, demokratycznym i dość bezpiecznym kraju. Jesteśmy wszak jednym z nielicznych pokoleń, które nie zaznało cierpień wojny. Warto to docenić leżąc w ciepełku na kanapie.

I na koniec. Mój brat jest podróżnikiem, zwiedził kawał świata. Pewnego dnia powiedział mi: Niewielu Polaków wie, że biorąc pod uwagę średnie i większe państwa, jeśli chodzi o warunki życia Polska jest w absolutnym Top Twenty. Co to ma do głosowania ? Poczucie obowiązku, nie chciałbym tego spieprzyć.
V.Rosochacka (435 punktów)
I o to chyba chodzi, Medieval. Czuć, że coś się jednak zrobiło. Bierność jest nielogiczną wymówką.
Na wybory AD 2007 do Hagi przybyły rzesze. Holendrzy, turyści, Polacy robili zdjęcia, bo takiej kolejki za czymkolwiek tu nie widziano! A tłum emanował optymizmem i nadzieją.

Przygnało nas właśnie poczucie obowiązku i nadzieja, a niemalże Koheletowe - w tym przypadku - "mój głos i tak nic nie znaczy" kojarzy mi się z lenistwem i asekuracją.

Pozdrawiam.


Sylwek (15472 punktów)
Wpływ strategii, którą reprezentujesz jest zerowy - gdy zagnieździ się w mózgach ludzi zniechęca ich do głosowania.

Wpływ strategii zwolenników jest zawsze znaczący. Znacząco większy od oderwanych wartości przez ciebie prezentowanych.

Nie starcza ci wyobraźni by dostrzec sens w leczeniu starszych ludzi, jakże by ci miało starczyć do postrzegania bardziej wyrafinowanych zależności i zjawisk.
18-05-2010 22:31 
 Ocena 2 na 2
Matix (5786 punktów)
>Wpływ strategii, którą reprezentujesz jest zerowy

Czyli jakiej? Pasywnej, tak? Bo ja np. bardzo chętnie idę na wybory. Oddam głos nieważny z porządnym napisem: "Ch... wam w d...." Wpływ mojej strategii, przeciwników (analogicznie) jest jaki?
18-05-2010 22:04
 Ocena 14 na 14
Roman Czarnota-Bojarski (831 punktów)
>Ja głosowałbym w wyborach jeśli mój głos miałby moc co najmniej 1/20 (5%).

Krótko mówiąc - nie odpowiada Ci życie w grupie większej niż 20 osobników - tyle, mniej więcej, liczy średnia hordy szympansów. Mogę zrozumieć, że czyjś umysł nie ogarnia większej społeczności - ale czy naprawdę jest się czym chwalić?
Co do głosowania - ja głosuje dlatego, że uważam to za swój obowiązek i zobowiązanie wobec przeszłych pokoleń. Ludzi, którzy poświęcili swoje życie temu aby każdy mógł swobodnie wyrażać swoje poglądy i swobodnie popierać tych, którzy zdecydowali się je reprezentować. Oczywiście zaraz słyszy się opinie, że wybory nic nie zmienią, bo jakby mogły zmienić, to by był zabronione i inne bzdury w tym stylu. Oczywisty nonsens tych opinii i siła ustroju opartego na wolności i możliwości swobodnego wyrażania woli obywateli jest oczywista. Wystarczy się rozejrzeć. ŻADEN ustrój nie zapewnia takiego poziomu życia tak znacznemu odsetkowi społeczeństwa. A dzieje się tak dlatego, że wyborca jest pracodawcą polityków, których wybiera i powinni oni działać dla jego dobra. A jak tego nie robią, mimo iż obiecywali coś innego, to się ich wyrzuca - tak jak w Polsce w roku 2007. I co z tego, że mój głos waży jakiś ułamek procenta? Mam poczucie, że te ułamki składają się na większą całość i ta całość jest większa niż prosta suma składników.
1mld zł składa się z jednogroszówek.

Wielu ludzi szybciej umrze, niż pomyśli. I wielu tak umiera. Bertrand Russell
spray (5875 punktów)

>1mld zł składa się z jednogroszówek.
Widzisz... nie każdy rozumie prawo wielkich liczb...

>
Wielu ludzi szybciej umrze, niż pomyśli. I wielu tak umiera. Bertrand Russell

Jak wyżej
19-05-2010 09:06 
 Ocena 1 na 1
Chlodwig (10939 punktów)

>Co do głosowania - ja głosuje dlatego, że uważam to za swój obowiązek i zobowiązanie wobec przeszłych pokoleń. Ludzi, którzy poświęcili swoje życie temu aby każdy mógł swobodnie wyrażać swoje poglądy i swobodnie popierać tych, którzy zdecydowali się je reprezentować.

Lub nie popierać nikogo. Temu też poświęcili życie. Uszanujmy to.
Koraszewski (82900 punktów)
Młoda Margareta Duńska wkrótce po objęciu tronu, zabrała głos na tematy polityczne. Złamała tabu, bo w monarchiach konstytucyjnych monarcha ma być cicho. W wywiadzie dla prasy duńskiej królowa Margareta powiedziała: demokracja jest systemem równowagi, jeśli mój głos mogłaby tę równowagę zakłócić to byłaby bardzo słaba demokracja i słaba równowaga.
Po wprowadzeniu elektronicznego liczenia głosów widziałem w brytyjskiej gazecie rysunek satyryczny: zbliża się ostatnia minuta przed zamknięciem lokalu wyborczego jest po jednej stronie 29 472 489 i po drugiej dokładnie tyle samo. Podpis: W moich rękach jest przyszłość kraju. Otóż albo ten tak mało ważący głos przeważy, albo poinformuje o silniejszej przewadze jednej z opcji, albo wreszcie o nieco silniejszej wadze opozycji. W efekcie znaczy potwornie dużo. Informuje czego chcemy jako społeczeństwo. My - duże grupy pozornie mało ważących głosów. Tak, warto głosować, chociażby po to, aby móc oczekiwać czegoś od polityków i sprawdzać wybranych polityków.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Więc możecie wyjaśnić dlaczego głosujecie?
Bo może gdybym nie głosowała byłoby jeszcze gorzej. Poza tym Rousseau uważał podobno, że istnieje coś takiego jak wola ludu, czy narodu. Wydaje się, że podczas ostatnich wyborów dlatego zwyciężyła PO ponieważ była większa tzw. frekwencja niż zazwyczaj. Oczywiście, że jeden głos obywatela może i nic nie znaczy, ale tak jak grosik wrzucony do puszki Orkiestry Świątecznej Pomocy, składa się na miliony.
19-05-2010 00:14 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)
>>Więc możecie wyjaśnić dlaczego głosujecie?
>Bo może gdybym nie głosowała byłoby jeszcze gorzej. Poza tym Rousseau uważał podobno, że istnieje coś takiego jak wola ludu, czy narodu. Wydaje się, że podczas ostatnich wyborów dlatego zwyciężyła PO ponieważ była większa tzw. frekwencja niż zazwyczaj. Oczywiście, że jeden głos obywatela może i nic nie znaczy, ale tak jak grosik wrzucony do puszki Orkiestry Świątecznej Pomocy, składa się na miliony.
>
A Pani... Prof. jak zwykle - o wszystkim i o niczym
Bo Akwinata zapomniała, a książę duński się zacukał
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Bo Akwinata zapomniała, a książę duński się zacukał
O księciu duńskim nie pisałam jako żywo. Chyba, że chodzi o Hamleta, który to pełny tytuł brzmi: "Tragedia Hamleta, Księcia Danii". Akwinata zaś jak sama nazwa wskazuje jest formą żeńską. Ta Akwinata, tej Akwinacie, z tą Akwinatą i tak da lej.
maniek1 (3407 punktów)

>Więc możecie wyjaśnić dlaczego głosujecie?
Tak. Pójdę zagłosować ignorując Twoje wyliczenia, ponieważ zmieniłem zdanie na temat wyborów po odwołaniu "Kropy" w Łodzi (gdyby ludzie postąpili w/g Twojej logiki - i nie poszli zagłosować, Kropa nadal byłby prezydentem tego miasta).

Pozdrawiam

________________________________________________________________________

Paxierza i zimnego Warsteiner'a nigdy nie odmawiam
apud (4399 punktów)
>Jaki jest sens głosowania w wyborach?
>Zakładając 60% frekwencję nasz głos jest wart 1/22903800 co daje 0,00000004%.
>Ja głosowałbym w wyborach jeśli mój głos miałby moc co najmniej 1/20 (5%).
>Co prawda mógłbym przekonywać(lub reklamować) np.w internecie ludzi do kandydata na którego ja bym
>głosował ale ilu by mi się udało przekonać? 5? 90? 300?
>Nawet zakładając ogromną liczbę 8000 da mi to 0,000344%.
>Więc możecie wyjaśnić dlaczego głosujecie?

ty se naprzód sprawdź swoje rachunki, a potem podziel przez ilość partii i jak tam u was system Działa wyborczy.

Ale nie o tym...
Dawno, dawno a nawet nie az tak dawno temu, wybory tyz były, chociaż nie było z czego wybierać.
I wyniki były znane, co wcale nie jest az tak komuszko kryminalne, jak by sie komu wydawało, zawsze około 99,9% wychodziło i wcale to nie była lipa.
Lipa byl ten brakujący ułamek procenta, bo nie wiadomo gdzie sie podzial

Ale sie to naprzód studentom nie podobało.
Miedzy innymi, o Dziady chodziło, i takie tam inne...

Nie wiem ilu studentów wtedy w Polsce było, ale za malo było i nic sie nie zmieniło.

Potem robolom sie nie spodobał wybór asortymentu na polkach sklepowych no i ceny.
Uwedzeno paru komitetów, bo zimno było,
uśmiercono iluś tam demonstrantów (w Gdańsku 13, ani trupa więcej, wiem, sama widziałam i miałam dojścia)
obrabowano kilka sklepów na Długim Targu,
i sie zmieniło. Jednego tow. Gomułkę na tow. Gierka.
Bo roboli w całej Polsce było więcej niz studentów i

Edzio jakoś ten bajzel na pożyczkach pokierował az do 76 roku, kiedy forsę trza było oddawać a szynkę ponoć na wschód wywozono.
Jak kryzys to kryzys, pożyczki sie przejadło albo zainwestowano lepiej lub gorzej a tu trza płacić.
Chociaż naftę po starych cenach tow. radzieccy w rurociąg lali, masy chciały cholera wie czego bo i tak nic do "dostania" nie było. Poza długami.

A nie było z czego oddawać, bo węgiel na hałdach niby byl, kupcy tez, ale jak zaczęli lądować to sie okazało ze węgla ni ma chociaż sukcesy byli. No i zaczęto szukać 20 miliardów.

A to tych pyskujących roboli do paki sie pozamykało, i nic sie nie zmieniło, chociaż cukier nie podrożał.
A zamknięte robole nie przyznały sie gdzie te 20 miliardów schowali.

KOR powstał, aby tym robolom, cholera wie po co(teraz) pomagać.

No i te rożne opowiadania w latających uniwersytetach, te programy, rozmowy nauczania, az sie zrobiła Solidarność a KOR sie sam rozwiązał.
Zeby przyzwoicie było.

Jak widzicie i z powodu 10 milionów członków sie pozmieniało. I to jak!

No, potem to nie wiem bo nie widziałam,
a z mojej opowieści wynika, ze jak numery sa duże to nie tylko Kropiwnickiego można wykopać ale i Gomułkę Wiesia, i Gierka Edwarda i Lecha Elektryka i w końcu ma sie wybór.

No to wybierajcie, cholera,
bo nie po to ja po łbie i dupie palka byłam bita i gazy bojowe szczypiące w oczy wdychała.
A inni teraz kompensacje dostają kombatanckie.
Nawet jak im komornik USOwski chce za długi pensje ministra sprawiedliwości zajmować.

Macie tez prawo nie wybierać,

(a u nas to kapitalistyczny przymus, nie wybieranie kosztuje)

i będziecie mieli taki rząd czy tego prezydenta na jakiego zasługujecie.
PS
A wedle mnie to Polakowi prezydent potrzebny jak pieczona kaczka na Wawelu.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Jaki jest sens głosowania w wyborach?
>Zakładając 60% frekwencję nasz głos jest wart 1/22903800 co daje 0,00000004%.
>Ja głosowałbym w wyborach jeśli mój głos miałby moc co najmniej 1/20 (5%).
>Co prawda mógłbym przekonywać(lub reklamować) np.w internecie ludzi do kandydata na którego ja bym
>głosował ale ilu by mi się udało przekonać? 5? 90? 300?
>Nawet zakładając ogromną liczbę 8000 da mi to 0,000344%.
>Więc możecie wyjaśnić dlaczego głosujecie?

Pierwszy, najważniejszy i najmniej wysublimowany powód - żebym mogła w czystym sumieniem narzekać albo chwalić.

Bo idąc Twoim tokiem rozumowania to powinniśmy mieć pratchettowski system "jeden człowiek - jeden głos".
Tylko kto ma być tym człowiekiem który ma ten głos? Jak wiadomo - wybory odpadają bo kto na nie pójdzie, mając tak mały wpływ na wynik? I kręcimy się w kółko...

Pozostaje dyktatura.
To może działa nieźle w Ankh-Morpork, ale to raczej wyjątek od reguły.

"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
Przemysław Biegański (845 punktów)
Och TEN głos... Vetinari to ideał. Mój ideał. Niestety fantastyczny. Booo!
kognitywista (3391 punktów)
>Więc możecie wyjaśnić dlaczego głosujecie?
Kluczowa jest niepisana umowa społeczna. Bez tej umowy głosowanie rzeczywiście pozbawione jest sensu. W kontekście umowy, sensu nabiera. Oczywiście w demokratycznym kraju kwestię udziału w wyborach traktuje się jako prawo a nie obowiązek, ponieważ jeśli niezainteresowani tematem zrezygnują z głosowania, będzie to miało korzystny wpływ na wynik - odsiewamy głosy przypadkowe, czyli niejako "szum".
Rigoletto (3891 punktów)
Większość się śmieje z pytania zadanego przez autora tematu, a połowa Polaków, wychodząc z założenia, że i tak ich głos się nie liczy, nie chodzi na wybory.
Zresztą ten brak wpływu wynikający z ilości głosujących, jest jeszcze spotęgowany ordynacją wyborczą, która obowiązuje w naszym kraju. W zasadzie można powiedzieć, że możemy głosować np. na kandydatów na posłów, ale i tak wybrani zostaną ci, których wskażą partyjni liderzy.
Być może wprowadzenie okręgów jednomandatowych i ordynacji większościowej, spowodowałoby większe poczucie wpływu wyborców na wynik wyborów?
lipschitz (1674 punktów)
Myślę, że spokojnie można sformułować prawo, które by mówiło, że zbyt liczna grupa ludzi nie jest zdolna tworzyć realnych, społecznych warunków życia, czyli realnie współżyć, współpracować, pomagać sobie nawzajem itd. Milionowe społeczeństwo jest według mnie fikcją, dlatego słowa "naród" nie utożsamiam ze słowem "społeczeństwo", jest to raczej zrzeszenie wielu społeczności, o ile są one rzeczywiście tworzone, bo jeśli nie są, oznacza ono głównie biurokrację, armię, sądy i policję.

Szympansy to mądre stworzenia, zachowują taki stan liczebny grupy, który umożliwia odnoszenie wspólnych korzyści. W przypadku ludzi ta liczebność pewnie mogłaby być dużo większa, jednak granica istnieje i pewnie nie przekracza 500, no może 1000 osób.

W sytuacji, kiedy wybory lokalne cechują się tak żenująco niską frekwencją, a według mnie to one są najważniejsze, gdyż mówią nam o istnieniu lub nie istnieniu form społecznych, te państwowe wydają się mało istotne. W zasadzie mogę się zgodzić z tym, że tak jak w zbyt licznej grupie ginie pojedynczy głos proponujący jakieś pomysły, rozwiązania, tak samo musi zginąć w grupie ponad 20 milionów ludzi. To powszechne poczucie, że oddawany głos nie ma żadnego wpływu na bieg zdarzeń jest według mnie jak najbardziej uzasadnione.

Okręgi jednomandatowe byłyby dobrym rozwiązaniem, ale tylko pod warunkiem istnienia lokalnych, aktywnych społeczności. Niestety odnoszę wrażenie, że ta bierność doskonale służy obecnym elitom władzy, że podejmowane decyzje i ustalane prawa mają bardziej negatywny niż pozytywny wpływ na tworzenie się takich społecznych form.

Satyryczny przykład, kiedy to po jednej stronie jest dokładnie tyle samo głosów co po przeciwnej i twój/mój głos ma ważyć jest jakby nie na temat, gdyż statyczne szanse na taki układ głosów są tak nikłe, że ze spokojem możemy wykluczyć podobną ewentualność jako jedną z tych, które należy brać pod uwagę w życiu, nieporównywalnie większe prawdopodobieństwo jest, że zginiemy w wypadku samochodowym lub że spadnie nam jakiś przedmiot na głowę, co zazwyczaj słusznie ignorujemy. Inna sprawa, że nawet gdyby zdarzyło się coś tak nieprawdopodobnego, to wybierającemu może być zupełnie obojętne, która z kandydatur wygra, gdyż obie ocenia źle.

I kolejna kwestia, ta niezwykła jednorodność opinii co do konieczności głosowania. Nawet ci, którzy nie głosują, często przyznają, że powinni, że być może należało i niezwykle rzadko ktoś powie, że jak każda czynność w naszym życiu, także uczestnictwo w wyborach może mieć negatywne konsekwencje. Wybieranie niczym się nie różni od takiej czynności jak pomaganie, w tym drugim wypadku jednak stwierdzimy, że nie zawsze dobrze jest pomagać, że czasem taka pomoc będzie miała negatywny skutek. W przypadku wyborów okazuje się, że istnieje wyłącznie ich pozytywna strona i nie mogą mieć miejsca negatywne zjawiska. Uważam, że mogą, nie zawsze uczestnictwo w wyborach ma zbawienne skutki, na przykład w czasach PRL-u inaczej na tę sprawę patrzono, nie uczestnictwo było często kojarzone z wyrazem troski o społeczeństwo. Fakt, że wielu ludzi uważa obecny ustrój za ten właściwy i dobry, nie oznacza, że tak uważają wszyscy. Myślę, że część osób, być może niewielka, ale jednak, bojkotuje wybory z podobnych powodów z jakich bojkotowano je za komuny. Należy więc mówić także o negatywnym aspekcie wybierania i brać go pod uwagę, pod dyskusję jak to ma miejsce w przypadku wszystkich innych naszych działań, które mogą być właściwie lub niewłaściwie ukierunkowane.

Dla mnie osobiście podstawą są wybory lokalne, powstawanie silnych społeczności w których dominuje zaangażowanie we własne sprawy. Tam oddany głos ma swoją wagę i w krótkim czasie może wpłynąć na realne, bo odczuwalne korzyści. To podstawa piramidy, która urasta do rozmiarów państwa. Jeśli nie umiemy niczego dokonać na własnym podwórku, jeśli często nawet nie znamy najbliżej zamieszkujących osób, nie jesteśmy zdolni z nimi współpracować, radzić, rozwiązywać problemy to jakoś nie umiem sobie wyobrazić, abyśmy byli zdolni budować coś większego i sensownego, z czego moglibyśmy także być zadowoleni.
oportunista (1711 punktów)
Jest taki moment w życiu społecznym, gdy naprawdę jesteśmy tyle samo warci, pospolity głupek i geniusz, menel i bogacz, tak jak w obliczu śmierci, znaczymy tyle samo, jedna sztuka, w te albo we wte. To nie jest wartość procentowa, to jest wartość bezcenna, szkoda że tego nie dostrzegamy, ot tak po prostu. Nieracjonalne może być oddawanie moczu pod wiatr, bo marnowanie szansy, demokratycznych wyborów jest oznaką głupoty do potęgi.
annpia (39 punktów)

>Więc możecie wyjaśnić dlaczego głosujecie?

Wybory to jedyna szansa dla każdego, by publicznie wyrazić swoje poglądy.Ma to oczywiście wartość tylko w wymiarze mojej świadomości. Jest bezwartościowe, jeśli chcę w pojedynkę "zbawiać świat" i wierzę, że to możliwe.Obliczanie sensu udziału na naście miejsc po przecinku jest realistyczne matematycznie, ale nie o czystą matematykę tu chodzi.
Podobnie bezsensowne jest sprowadzanie wyborów do poziomu totolotka (stawiam na tego, kto może wygrać).Wtedy brylują ci, którzy mówią o "zmarnowanych głosach", szulerzy starający się zebrać jak największą pulę, wykorzystujący w grze innych bez liczenia się z regułami.
Głosuję na kandydata, który mi odpowiada. Jeśli nie ma takiego, oddaję nieważny głos, by nie powiększać puli innym (głosując inaczej lub rezygnując z głosowania) i, by "chowając głowę w piasek" nie tracić prawa (moralnego) do oceniania wybranych.
sztejkat (4743 punktów)
Głosowanie wielkiego sensu nie ma, ale moim zdaniem z innych powodów.

Nie istnieje bowiem żaden mechanizm pozwalający na WYMUSZENIE na wybranych w ten sposób władzach REALIZACJI przedstawianych w trakcie kampanii wyborczej ZOBOWIĄZAŃ.

W ten sposób, niezależnie od tego kogo wybierasz, wybierasz i tak... nie do końca wiadomo co. W zasadzie chyba tylko wizję kandydata stworzoną przez sztab jego speców od public relations.

Mówi się oczywiście: jeśli nie zrobi tego co obiecał to już DRUGI raz go nie wybierzemy. I co z tego? Pięć lat w plecy, po to by wybrać następnym razem kogoś innego z DOKŁADNIE TAKIM SAMYM efektem? Pięć lat to kupa czasu, kupa kasy i kupa trupów. Przecież znaczna część decyzji władz przekłada się wprost na zgony!

Ponieważ więc nie ma możliwości wymuszenia realizacji obietnic, trudno mówić byśmy wybierali cokolwiek merytorycznego. W tym świetle równy sens jak według programu ma wybór kandydata według krawata czy równych zębów.

I gdybyś nawet miał 99% procent głosów i tak byłbyś w identycznie idiotycznej sytuacji. Bo nawet twój "obywatelski projekt ustawy" o rozwiązaniu sejmu lub odwołaniu prezydenta.... musiałby zatwierdzić sejm i prezydent. Ta.... już to widzę.

Mimo to.... skoro już musiałem za te wybory ZAPŁACIĆ (nawiasem mówiąc: policz ile, patrz niżej) to warto się tam wybrać.

Wysokości dotacji dla partii politycznych w wyborach parlamentarnych 2007:
www.pkw.go(*)ws_id=38919&layout=1&page=text
Suma:74 872 484,96 zł

(...)Preliminarz wydatków poniesionych przez PKW na zorganizowanie i przeprowadzenie wyborów prezydenckich przewiduje wydatki na poziomie 121 mln zł. Większość z tych pieniędzy tj. 105,3 mln zł zostanie przekazana samorządom terytorialnym na organizację wyborów, a 14,7 mln zł - to są wydatki Krajowego Biura Wyborczego" - powiedział w środę PAP dyrektor zespołu kontroli finansowania partii politycznych Krajowego Biura Wyborczego Krzysztof Lorentz.(...)

Za: dziennik.p(*)my_za_wybranie_prezydenta.html

Pomógłbym Ci i sprawdził dane o podatnikach w GUS, ale GUS uparcie żąda ode mnie posiadania Microsoft Excel.... Ech, te polskie urzędowe standardy elektroniczne, pożal się boże.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365