Racjonalista - Strona głównaDo treści
Skąd bierze się bogactwo?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
07-08-2011 15:11Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
Skąd bierze się bogactwo?
Ocena 1 na 1
Wydawać by się mogło, że to banalne pytanie. Wielu odpowie, że to efekt pracy. Inni, że oprócz pracy bogacwo się bierze z zasobów naturalnych oraz z tego, że niektórzy się rodzą w ogatych rodzinach, więc dziedziczą bogactwo. Już jednak te odpowiedzi pokazują, na niespójność i niejednoznaczność pojęcia bogactwa i tego skąd ono się bierze.
Jak można przeczytać np. w Wikipedii w kwestii określenia bogactwa krajów stosuje się uniwersalne wskaźniki zwane produktem krajowym brutto (PKB) – pojęcie ekonomiczne oznaczające jeden z podstawowych mierników dochodu narodowego stosowanych w rachunkach narodowych. PKB opisuje zagregowaną wartość dóbr i usług finalnych wytworzonych na terenie danego kraju w określonej jednostce czasu (najczęściej w ciągu roku). Kryterium geograficzne jest jedynym i rozstrzygającym. Nie ma znaczenia pochodzenie kapitału, własność firmy itp.
Wartość wytworzonych usług i dóbr finalnych oblicza się odejmując od produkcji całkowitej wartość dóbr i usług zużytych do tej produkcji. W skali przedsiębiorstwa jest to więc wartość dodana, a PKB jest sumą wartości dodanej wytworzonej przez wszystkie podmioty gospodarujące. Zgodnie z tym od strony produkcyjnej:PKB = produkcja globalna kraju – zużycie pośrednie = suma wartości dodanej ze wszystkich gałęzi gospodarki narodowej.
W praktyce PKB nie jest obliczane w ten sposób, gdyż statystyki państwowe nie podają ani bezpośrednich miar produkcji globalnej, ani zużycia pośredniego. Dlatego w praktyce stosuje się inne wzory. Najpopularniejszy z nich opiera się na spostrzeżeniu, że PKB jest w dobrym przybliżeniu równy finalnym wydatkom wszystkich nabywców wartości dodanej wytworzonej na terenie kraju. Zatem od strony popytowej: PKB = konsumpcja + inwestycje + wydatki rządowe + eksport - import + zmiana stanu zapasów.
O przeciętnej zamożności mieszkańców danego kraju informuje nas PKB per capita. Oblicza się go dzieląc wartość Produktu Krajowego Brutto danego państwa przez liczbę jego mieszkańców. Pojęcie PKB nie uwzględnia kwot amortyzacyjnych. Toteż wzrost PKB nie przekłada się automatycznie na wzrost stopy życiowej Nie mniej jednak jest to syntetyczny wskaźnik, który wiele mówi o zamożności mieszkańców danego kraju.
I tu dochodzimy do wydajności pracy inaczej produktywności. W przypadku państw wydajność pracy mierzymy jako stosunek produktu narodowego brutto do liczby zatrudnionych w gospodarce. Oczywiście może i jest ona mierzona również dla przedsiębiorstw, procesów produkcyjnych i t.p., ale zawsze odbywa się w konkretnym środowisku ekonomicznym, geograficznym i społecznym. Nie można produktywności wyabstrachować ze środowiska, bo wówczas straci ona swoje walory porównawcze. Jeśli na przykład próbowalibyśmy porównywać produktywność procesu produkcyjnego wymagającego dużej ilości słodkiej wody usytuowanego w 3 różnych miejscach: nad rzeką, nad morzem i w suchym miejscu oddalonym np. 100 km od najbliższego źródła wody to otrzymamy 3 zupełnie różne wyniki. Podobnie jest z innymi czynnikami.
Po co o tym piszę? Czynię tak dlatego, że niemal powszechnym chwytem stosowanym w dyskusjach jest abstrachowanie od tego kontekstu wyrażające się np. w bardzo szeroko wyrażanym niezadowoleniu, że w Polsce wysokość wynagrodzeń jest niższa niż w państwach o wyższym dochodzie narodowym.
Klasyczny przykład takiej manipulacji z jaką miał do czynienia opisuje prof. Krzysztof Rybiński w artykule „Skąd się bierze bogactwo?” opublikowanym w czerwcu 2011 r. w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.
„Gdy już wsiadałem do pociągu powrotnego do Warszawy, jeden z uczestników spotkania, które się właśnie zakończyło, dogonił mnie na peronie i zadał trudne pytanie: dlaczego kierowca autobusu w Berlinie zarabia kilkakrotnie więcej niż kierowca autobusu w Warszawie? I od razu dodał, żebym mu nie próbował wciskać ekonomicznego kitu o różnicy w wydajności pracy, bo wydajność jest zbliżona, obaj przewożą podobną liczbę pasażerów w ciągu dnia. To dlaczego jeden zarabia dużo, a drugi mało?
Istota problemu leży w tym, że choć obaj przewożą podobną liczbę pasażerów, kierowca w Berlinie robi to za większe pieniądze, a bilet jest droższy. Dobrze, powiedział mój rozmówca, to dlaczego nie podnieść pasażerom pensji, tak żeby ich było stać na droższe bilety, dzięki czemu kierowca w Warszawie będzie mógł zarabiać więcej.”
Już pytanie skierowane do profesora wskazywało niezrozumienie tego czym jest produktywność czyli wydajność pracy. Zaś nazywanie jej „ekonomicznym kitem” wskazuje na głęboko zakorzeniony analfabetyzm ekonomiczny pytającego. Potwierdza on ten chory stan umysłu następnym pytaniem: „dlaczego nie podnieść pasażerom pensji, tak żeby było ich stać na droższe bilety, dzięki czemu kierowca w Warszawie będzie mógł zarabiać więcej.” Doprawdy trudno w jednym zdaniu wykazać więcej absurdalnego myślenia rodem z feudalizmu, nazywanego dla ogłupienia ludzi socjalizmem.
Czyli trzeba dodrukować pieniędzy i rozdać wszystkim, żeby kierowcy, a przy okazji wszystkim pasażerom, a co za tym idzie całemu społeczeństwu było lepiej! To jest genialnie proste. Nagroda Nobla w dziedzinie ekonomii murowana (sarkazm). Nie żałujmy sobie dlaczego tylko myśleć o zrównaniu płac pomiędzy Berlinem, a Warszawą? Przecież w ten genialny sposób można by zwalczyć biedę na całym świecie? Bowiem kierowca w Demokratycznej Republice Konga – 183 kraju na świecie (na samym dole tabeli) też wozi ludzi autobusem.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
Szkoda, że takich mądrych inaczej było już wcześniej wcale nie mało, a i dzisiaj jeszcze są "geniusze", którzy twierdzą, że dobrobyt się bierze z drukowania pieniędzy. Szczytem hiperinflacji w ostatnim czasie mógł pochwalić się rząd Zimbabwe. Np. według danych z listopada 2008 r. ceny w Zimbabwe podwajały się co 1,3 dnia (31,2 godziny). 17 stycznia 2009 roku wyemitowane zostały banknoty o nominale 10 bilionów dolarów. Taki stan oczywiście obok innych czynników wpływa na paraliż gospodarki, a w kraju, który był pod rządami europejczyków jednym z najbardziej rozwiniętych krajów Afryki, jest dzisiaj na szarym końcu z dochodem narodowym per capita na poziomie 355$. I to jest jeden z wilelu dowodów na to, że próby tworzenia dobrobytu za pomocą maszyny drukarskiej prowadzą do nikąd. Lepiej więc uczyć się na cudzych błędach i wyciągnąć wnioski oparte na realiach.
Skoro wiadomo czym jest dochód narodowy (PKB), zamiast skupiać się na szukaniu jakichś sztuczek, które pozwoliłyby bez produktywnej pracy i sensownych działań osiągnąć dobrobyt i dogonić, a może i przegonić Niemcy, znacznie pożyteczniej i sensowniej jest robić to co wiadomo, że robić należy. Skoro dochód narodowy jest sumą wartości dodanej ze wszystkich gałęzi gospodarki narodowej, należy wszelkimi siłami zwiększać tę wartość dodaną. Wartość tą tworzą obywatele, a wśród nich w największym stopniu przedsiębiorcy. Powyższa kwestia nie jest więc nie do ogarnięcia dla większości obywateli. Bardziej skomplikowana jest natomiast próba odpowiedzi na pytanie dlaczego tak niewiele osób zdaje sobie sprawę co należy robić i działa w tym kierunku. Może więc nie wiedzą które działania idą w dobrym kierunku? Dlatego podam przykłady, które oczywiście nie wyczerpią większości potrzebnych działań, ale zobrazują ich kierunki.
Trzeba w sposób zdecydowany zmniejszyć liczbę osób zatrudnionych w sferze budżetowej. Dotyczy to zarówno administracji rządowej jak i samorządowej, gdyż co oczywiste, generalnie nie tworzą one wartości dodanej, odwrotnie w znacznym stopniu przyczyniają się do jej zmniejszenia. Nie ma żadnego uzasadnienia, żeby Państwo zajmowało się dziedzinami, w których obywatele(przedsiębiorcy) potrafią się zorganizować i być bardziej wydajni np. przesyłanie paczek i korespondencji, leczenie chorych, wydobycie i przetwórstwo surowców itp.
Trzeba zmniejszać wydatki Państwa, a więc zajmować się zmniejszaniem jego roli w różnych dziedzinach życia, ograniczając się jedynie do tych dziedzin, które sprzyjają powstawaniu wartości dodanej takich jak rozwój nowoczesnej infrastruktury, nowoczesnego bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego oraz nowoczesnego wymiaru sprawiedliwości.
Trzeba obniżyć podatki i zlikwidować ich znaczną część (np. abonament RTV, różne opłaty i daniny). Tak aby pozwolić obywatelom (przedsiębiorcom) wykorzystać zaoszczędzone pieniądze w sposób najbardziej konkurencyjny, w tym na inwestycje. W tym celu trzeba ograniczyć uprawnienia Państwa do nakładania lub podnoszenia dotychczasowych podatków. Bardzo rozsądnym podejściem jest pozbawienie Sejmu uprawnień w zakresie nakładania i podwyższania podatków. Takie uprawnienia powinien posiadać jedynie ogół obywateli, który wyrażałby swoją opinię w referendum. Nie ma zaś przeszkód, aby Sejm likwidował, bądź obniżał podatki.
Trzeba zrównać obywateli w zakresie ich obciążeń wobec Państwa (zarówno fiskalnych jak i organizacyjnyc) oraz wobec prawa. Każdy przywilej dla jednych grup jest jednocześnie obciążeniem dla innych. Dotyczy to np. przywilejów rolników i innych grup zawodowych w stosunku do pozostałych np. przedsiębiorców, pracowników.
Trzeba ograniczać i likwidować wszelkie monopole i uprawnienia grupowe i korporacyjne. Np. w zakresie produkcji i dostaw energii, innych mediów, przywileje korporacyjne itp., gdyż powoduje to nadmierne obciążenie obywateli i zmniejsza poziom rozwoju i konkurencyjności gospodarki.
Trzeba stymulować inwestowanie w nowoczesną infrastrukturę, nowoczesne ksztalcenie, nowe technologie, wszelkie działania zwiększające konkurencyjność gospodarki.
Warto wskazać, że powyższe kwestie są w stosunku do siebie kompatybilne i niewątpliwie przyczynią się do zwiększenia konkurencyjności gospodarki i przyśpieszenia wzrostu PKB.
"Geniuszom" ekonomii zadać należy następujące pytania. Czy na pewno krajowa wydajność pracy jest taka sama np.:
- tam, gdzie na decyzje na budowę czeka się 2 tygodnie i tam, gdzie 2 lata?
- tam gdzie jest taka infrastruktura transportowa, że zamówiony towar może dotrzeć w 8 godzin, czy tam, gdzie 36 godzin?
- tam gdzie pociągi pokonują 400 km w 2,5 godziny czy tam, gdzie w 9 godzin?
- tam, gdzie informacja potrzebna do podpisania umowy, dostarczana jest za pośrednictwem Internetu czy poczty tradycyjnej?
- tam gdzie urzędnik sam gromadzi dokumenty i załatwia sprawy obywatela, czy tam, gdzie odsyła go po zaświadczenia do paru innych urzędów?
- tam gdzie cały proces trwa 3 miesiące czy tam, gdzie 3 miesiące lub dłużej czeka się od posiedzenia do posiedzenia?
- tam gdzie produkuje się i eksportuje towary wysoko przetworzone, najnowocześniejsze technologicznie, czy tam, gdzie produkuje się surowce i towary nisko przetworzone?
- tam, gdzie wyeliminowano pracę fizyczną, poprzez automatyzację czy tam gdzie automatyzacja jest w powijakach?
I tak dalej, można by mnożyć pytania w nieskończoność. To co powyżej napisano i znacznie więcej składa się na wydajność pracy wszystkich. Odpowiedź na każde z tych pytań jest oczywista. Tak więc porównywanie krajowej wydajności pracy na podstawie produktywności jednostki jest demagogią i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością nawet jeśli się komuś coś innego wydaje.
07-08-2011 17:25 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
W pierwszej części dwu, stanowiących całość, postów poprawnie objaśnił Lubicz PKB, jednak nie widzę związku między tym wątkiem, a pozostałą częścią, w której PKB jest wzmiankowany, lecz bez potrzeby sięgania do wstępnie podanej teorii. Wykład zyskałby na jasności, gdyby podzielić go na dwa niezależne tematy: jeden poświęcony statystyce i drugi - bogactwu, którego pochodzenie zostało opisane chaotycznie. Lubicz poruszył koło dziesięciu spraw wymagających oddzielnego omówienia, upraszczając je tak, że powstał tekst typowo demagogiczny. Zwrócę uwagę na kilka spośród na ogół słusznych myśli.
>... Wartość tą tworzą obywatele, a wśród nich w największym stopniu przedsiębiorcy ... zmniejszyć liczbę osób zatrudnionych w sferze budżetowej. Dotyczy to zarówno administracji rządowej jak i samorządowej, gdyż co oczywiste, generalnie nie tworzą one wartości dodanej
Pisząc o ograniczeniu ilości urzędników Lubicz powtarza prawdę ogólnie znaną i akceptowaną, jednak kryterium, na które się powołuje, jest wątpliwej wartości. Kwestia, kto tworzy wartość dodaną, nie jest prosta, gdy weźmiemy np. wspomnianego przedsiębiorcę, biuralistę, profesora archeologii, zamiatającego podwórze ciecia itd.
>... obywatele (przedsiębiorcy) potrafią się zorganizować i być bardziej wydajni np. przesyłanie paczek i korespondencji, leczenie chorych, wydobycie i przetwórstwo surowców itp. ... wydatki Państwa, ... sprzyjają powstawaniu wartości dodanej takich jak rozwój nowoczesnej infrastruktury
Utrzymanie równowagi między prywatyzacją służb i ich uspołecznieniem jest trudnym zagadnieniem, co widać choćby z tego, że w sposób nieoczekiwany L. chwali państwowy nadzór nad infrastrukturą, w zarządzaniu którą (np. łączność) prywatyzacja daje niekiedy bardzo dobre efekty.
>... ograniczać i likwidować wszelkie monopole i uprawnienia ...
O ograniczaniu pisać nie warto, gdyż wszyscy są za tym, a problem pozostaje tylko, jak przezwyciężyć istniejące opory, ale likwidacja?
>"Geniuszom" ekonomii zadać należy następujące pytania. Czy na pewno krajowa wydajność pracy jest taka sama np.: - tam, gdzie na decyzje na budowę czeka się 2 tygodnie i tam, gdzie 2 lata?
Wątpię w istnienie owych "Geniuszy" i nie potrafię domyśleć się, do kogo L. kieruje swoje pytania. Inna jest sprawa, jak doprowadzić do tego, by wskazane utrudnienia zmniejszyć. Dobrze było by o tym napisać, gdyż związki między tymi pytaniami, a poprzedzającymi je wywodami o likwidacji i tp. zmianach nie są oczywiste. Może zamiast rozwijać obszerny temat bogacenia się, należało poprzestać na propozycji działania powodującego skrócenie procesu przygotowania inwestycji?


Stach M. G.
Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
> Wykład zyskałby na jasności, gdyby podzielić go na dwa niezależne tematy: jeden poświęcony statystyce i drugi - bogactwu, którego pochodzenie zostało opisane chaotycznie. Lubicz poruszył koło dziesięciu spraw wymagających oddzielnego omówienia, upraszczając je tak, że powstał tekst typowo demagogiczny. Zwrócę uwagę na kilka spośród na ogół słusznych myśli.
Nic bardziej mylnego. Nie piszę o żadnej statystyce, tylko o tym, że skoro PKB jest syntetycznym wskaźnikiem bogactwa narodowego (dlatego pokazałem jego strukturę), to aby lepiej żyć należy się skupić na pomnażaniu tych czynników, które do wzrostu bogactwa się przyczyniają, a nie na abstrachowaniu od ogólnej wydajności pracy i mechanicznym podnoszeniu wynagrodzeń komukolwiek pod jakimkolwiek demagogicznym hasłem. W opisanym przypadku - bo kierowca w Berlinie zarabia więcej.
07-08-2011 22:25 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Ani PKB, ani nawet PKB per capita nic nie mówią o bogactwie obywateli. Przykład: kacyk i jego rodzina w państwie roponośnym mogą zgarniać 99% PKB do własnych kieszeni, PKB per capita może być wysokie, a większość obywateli będzie żyła w nędzy.
Lubicz (752 punktów)
(zablokowany)
>Przykład: kacyk i jego rodzina w państwie roponośnym mogą zgarniać 99% PKB do własnych kieszeni, PKB per capita może być wysokie, a większość obywateli będzie żyła w nędzy.
Jak na razie stosuje się te wskaźniki, bo nie ma lepszych. Nie rezygnujesz z korzystania z zegara, tylko dlatego, że jest niedokładny, prawda?
Czyżby Twój przykładowy kacyk wszystko sam sobie produkował? Nie wydawał pieniędzy? Nie potrzebował pałacu, jedzenia, transportu, ochrony itd.? To po co mu te pieniądze, przecież ich nie zje?
Tak się składa, że na liście najbogatszych państw jest dużo krajów parlamentarnych, a kacyków mało. Zaś ludzie migrują z biednych do bogatych, a nie odwrotnie.
14-08-2011 12:28 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Jak na razie stosuje się te wskaźniki, bo nie ma lepszych. Nie rezygnujesz z korzystania z zegara, tylko dlatego, że jest niedokładny, prawda?
Prawda, tyle że wprowadza się dodatkowe narzędzia jak choćby współczynnik Giniego.
Wprawdzie nie mówi on skąd się bogactwo bierze, ale raczej gdzie się podziewa, lecz Ty sam niezbyt ortodoksyjnie tytuł wątku potraktowałeś.

>Czyżby Twój przykładowy kacyk wszystko sam sobie produkował? Nie wydawał pieniędzy? Nie potrzebował pałacu, jedzenia, transportu, ochrony itd.? To po co mu te pieniądze, przecież ich nie zje?
Może i nie zje, ale za pałac i samochód zapłaci tyle że mógłby za to gruntownie wykształcić kilka wsi. Na wyprodukowaniu takiego pałacu czy samochodu najwięcej zarobią ludzie z górnej półki dochodowej , bo wydatki najbogatszych mają to do siebie, że lubią współczynnik Giniego zwiększać, a nie zmniejszać.

>Tak się składa, że na liście najbogatszych państw jest dużo krajów parlamentarnych, a kacyków mało. Zaś ludzie migrują z biednych do bogatych, a nie odwrotnie.
Tyle że klasa polityczna w krajach parlamentarnych jest coraz podlejsza. Kampanie wyborcze coraz bardziej odwołujące się do motłochu to już tylko festiwale medialne, a nie jakakolwiek dysputa merytoryczna, zaś wybrańcy demosu dobrze wiedzą kto rozdaje karty, i z której strony skali Giniego szukać konfitur.
W dochodach świata udział ludzi bogatych rośnie , a biednych maleje. Zdecydowana większość krajów powiększa rozwarstwienie.

I jeszcze jedno:
>skoro PKB jest syntetycznym wskaźnikiem bogactwa narodowego (dlatego pokazałem jego strukturę), to aby lepiej żyć należy się skupić na pomnażaniu tych czynników, które do wzrostu bogactwa się przyczyniają,
To trzebaby jakiegoś Bozię, albo innego Wodza zatrudnić do rządzenia.
Bo pomnażanie czynników bogactwa odbywa się cały czas, ale to wymaga wielu zalet i wiele zachodu. Tymczasem, jak wskazuje rozbuchany rozrost sektora finansowego i jego dyktat wobec gospodarki łatwiej przychodzi przechwytywanie efektów, bo oparte jest to na ułudzie, na nieracjonalności ludzkiej.
I to wcale nie jest zabawne


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
rexus (2343 punktów)
Jest jedno ale. Co zrobić z cyklicznie występującą nadprodukcją? Nijak nie da się jej przechytrzyć. W systemie kapitalistycznym pojawia się i już. Cóż, wtedy trzeba sięgnąć po stare sposoby z Układu Warszawskiego i dodrukować pieniędzy jak robią to teraz wespół USA i UE.
Obie te organizacje państwowe prześcigają się w dodrukowywaniu pieniędzy. Stąd szalejąca infalacja i zawirowania na rynku walut.
Co o tym sądzisz?
Czy ekonomiści z zachodu postradali zmysły i skłaniają się ku opcjom populistycznym?

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365