 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-08-2011 17:17 | deili (1140 punktów) | Prawo Patentowe
8 na 8 | Ostatnio obserwuję wielką wojnę Google z Microsoftem i Aple. Na szczęście w Europie coś takiego jak patent na oprogramowanie nie istniej. Ale zastanawiam się czy patenty w dzisiejszym świecie mają sens bytu. Dostrzegam wyłącznie negatywne konsekwencje prawa patentowego w całej jego rozciągłości. Wynalazcy w zdecydowanej większości nie mają realnych możliwości zgłaszanie patentów choćby ze wzgląd na skomplikowane procedury i koszty, prędzej czy później ich pomysły zostają opatentowane przez firmy które zbijają na tym niezłą kasę podczas gdy wynalazcy nie mają z tego prawie nic. Firma która jest właścicielem patentu nie musi starać się w szczególny sposób o rozwój, wystarczy jej utrzymanie prawa do wyłączności by działać z niezłymi zyskami przez wiele lat, na czym cierpi jakość usług i produktów. Korporacje "kolekcjonują" patenty przejmując mniejsze firmy które takowe posiadają, przez to tworzą się giganty rządzące rynkiem, jak choćby Microsoft czy koncerny farmaceutyczne i nie posiadające w tej dziedzinie konkurencji. Nawet gdyby pojawił się ktoś z pomysłem i chęciami został by zniszczony właśnie za sprawą prawa patentowego.
Może ja mam skrzywione spojrzenie na ten temat a może to prawo patentowe stało się czymś przestarzałym ?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | TriDzej2 (869 punktów) | >Może ja mam skrzywione spojrzenie na ten temat a może to prawo patentowe stało się czymś przestarzałym ?
Znaczna część ludzi pracuje dla pieniędzy, a nie dla idei. Jeżeli w jakimś stopniu zagwarantuje im się możliwość zarabiania na swoich pomysłach, to warto to zapewnić. Przepisy powinny być tak stworzone, aby zwykły człowiek miał możliwość opłacić patent (np. z przyszłych zysków), a nie jak napisano, zarabiała na tym jakaś firma "kolekcjonerska".
Idea patentu nie jest zła, ale trzeba to ograniczyć czasowo. Bez sensu jest sytuacja, aby paręnaście firm pracowało nad tym samym projektem, skoro już ktoś to odkrył, ale nie chciał się dzielić. Niech jednak ten wynalazca czy odkrywca coś z tego ma.
|
|
2 na 2 | Ratatoskr (4439 punktów) | Nic nowego nie odkryłeś. Nawet w Stanach pojawiają się głosy nawołujące do jakiegoś ograniczenia tej paranoi, np. skrócenie okresu patentowego do 5 lat albo koszty utrzymania patentu rosnące z każdym rokiem. seksualnosc-kobiet.pl
|
|
 | | deili (1140 punktów) | > Nic nowego nie odkryłeś. Nawet w Stanach pojawiają się głosy nawołujące do jakiegoś ograniczenia tej paranoi, np. skrócenie okresu patentowego do 5 lat albo koszty utrzymania patentu rosnące z każdym rokiem.Nie miałem na celu nic odkrywać  Skoro jednak istnieje prawo w takiej formie jaka jest to oznacza że ma ono swoich zwolenników albo nie jest dla nikogo aż tak uciążliwe jak mi się wydaje. Jeśli ma zwolenników to zwyczajnie chciałbym poznać ich argumenty. Jeśli ich brak to należało by się zastanowić dlaczego nikt nie odważy się mówić głośno o zmianach w tak ważnej kwestii, czyżby z wielkimi korporacjami było tak jak z religią że nikt z polityków nie ma odwagi głośno ich skrytykować ? Być może głosy takie się pojawiają, ale ja jako osoba nie będąca cały czas na bieżąco o nich nie słyszałem, więc albo pojawiają się one dość rzadko albo cała spraw nie jest tak ważna jak mi się wydaje, co bardzo by mnie dziwiło.
|
|
|  | | Ratatoskr (4439 punktów) | > Skoro jednak istnieje prawo w takiej formie jaka jest to oznacza że ma ono swoich zwolennikówOczywiście, że ma swoich zwolenników. Każde prawo ma swoich zwolenników po stronie tych, którzy najwięcej na nim korzystają. A że przy okazji te same osoby mają pieniądze i władzę (przynajmniej pośrednio) stanowienia prawa, to jest jak jest. > Jeśli ich brak [argumentów] to należało by się zastanowić dlaczego nikt nie odważy się mówić głośno o zmianach w tak ważnej kwestiiAleż oczywiście, że się o tym mówi. Temat wyłazi przy każdym procesie wznieconym przez jakiegoś patentowego trolla, ale czym innym jest dziennikarska krytyka, a czym innym (poparty ogromną kasą) lobbing legislacyjny i wielkie batalie sądowe. Poszukaj sobie np. informacji na temat bitwy jaka rozegrała się kilka lat temu w UE, by nie dopuścić do wprowadzenia patentów na oprogramowanie. Zaaprobowanie modelu amerykańskiego uderzałoby tu w rację stanu państw europejskich i interesy europejskich przedsiębiorstw, a i tak ledwo-ledwo się udało. Kiedy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze  seksualnosc-kobiet.pl
|
|
 | 1 na 1 Oliwia Sandra Nowa (758 punktów) (zablokowany) | |
|
2 na 2 | Appenzeller (3119 punktów) | >Ale zastanawiam się czy patenty w dzisiejszym świecie mają sens bytu. Jak każda prawie rzecz - mają sens, ale obecnie karykaturalnie zdeformowany, w części przez bogate firmy farmaceutyczne i rządy działające pod ich dyktando (USA) i wymuszające to samo na państwach od nich uzależnionych. Niezwykle długi okres ochronny (20 lat, niekiedy przedłużane w przypadku leków). Udzielanie patentów na rozwiązania nietechniczne. Udzielanie patentów na zakres tak nieprecyzyjny, że staje się to źródłem niekończących się procesów. Niestety, Europejski Urząd Patentowy jest prywatną organizacją działającą dla zysku (bynajmniej nie organem Unii) i jest często tak, jak na uczelni prywatnej: Państwo zapłacili, Państwu się należy jej ukończenie jak psu buda. Oczywiście, bez przesady, nie zawsze. Podobnie jest zresztą z prawem autorskim. Warto zapoznać się z tematem porozumienia TRIPS i układu GATS, leżących u podstaw degeneracji zasad ochrony własności intelektualnej Działa tu sławna złota zasada Murphy'ego: Zasady ustala ten, kto ma złoto.
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
1 na 1 Oliwia Sandra Nowa (758 punktów) (zablokowany) | > może to prawo patentowe stało się czymś przestarzałym ?Jakiś czas temu zetknęłam się z podobną krytyką praw autorskich, a osoba, która mi to przedstawiła zaproponowała też konkretne modyfikacje prawa. Napiszę jak miałoby ono po nowemu wyglądać, kiedy upewnię się co do szczegółów oraz sprawdzę czy mam prawo ten - w końcu nie mój  - pomysł opublikować.
|
|
1 na 1 | Marian (5438 punktów) | Tak na prawdę jedynymi ludźmi, którzy zarabiają na patentach są patentowe trolle. Sami nic nie robią, więc nie można im zagrozić oskarżeniem o naruszanie cudzych patentów. Większość dużych firm, posiadających spore portfolio patentowe zazwyczaj podpisuje wzajemne umowy licencyjne. W obliczu ogromnej masy patentów jest niemożliwością wytworzyć produkt, w skład którego wchodzą typowo setki czy tysiące różnych pomysłów, jednocześnie nie naruszając (często bezwiednie) czyjegoś patentu. Patenty służą więc głównie jako straszak; „jak mnie pozwiesz, ja pozwę ciebie”. Oczywiście jeśli jesteś małą płotką, która nie ma patentów, to Cię zjedzą, bo nie możesz się bronić. To kolejny problem prawa patentowego. O ile wiem obecna potyczka między Google a Microsoftem i spółką ma coś wspólnego z patentami Novella, o które się licytowali. Ciężko się w tym połapać. Wygląda na część konkurencji Android vs. Windows Phone. Pozdrawiam.
Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
|
|
| hubin (2274 punktów) |
> Ale zastanawiam się czy patenty w dzisiejszym świecie mają sens bytu.> Dostrzegam wyłącznie negatywne konsekwencje prawa patentowego w całej jego rozciągłości.Przyznam szczerze, że w rozmowie z prawnikiem z powszechnie szanowanej firmy miałem okazję usłyszeć iż zastanawia go po co młodzi ludzie marnują czas na ochronę patentową swojej wiedzy jeżeli nie są i nie będą w wielu przypadkach w stanie wyegzekwować ochrony patentowej. Zupełnie odrywając się jednak od kosztów: Zakładając, że czas od wniesienia pozwu do zakończenia sprawy to średnio 2-3 lata cykl życia produktu to też 2 lata, nim kwestia ochrony patentowej zostanie rozstrzygnięta produkt zostanie wycofany z produkcji. Sądy o ile znam orzecznictwo, zbyt często nie zmuszają do zadość uczynienia za straty "moralne" jeżeli w ogóle, to musi być to bardzo dobrze udokumentowane. > Wynalazcy w zdecydowanej większości nie mają realnych możliwości zgłaszanie patentów choćby ze> wzgląd na skomplikowane procedury i koszty, prędzej czy później ich pomysły zostają opatentowaneWydaje mi się że przesadzasz, bardzo wielu moich znajomych z różnych politechnik w naszym kraju ma po kilka lub nawet naście patentów. Faktem jest jednak, że jedynym znanym mi jegomościem korzystającym finansowo na swoich patentach jest były pracownik MIT... > Korporacje "kolekcjonują" patenty przejmując mniejsze firmy które takowe posiadają, przez to tworzą> się giganty rządzące rynkiem, jak choćby Microsoft czy koncerny farmaceutyczne i nie posiadające w> tej dziedzinie konkurencji.To już trochę demonizacja, prawda jest taka że znakomitą większość wartości tych firm stanowią wartości niematerialne i prawne, ciężko oczekiwać by nie były bronione. > Może ja mam skrzywione spojrzenie na ten temat a może to prawo patentowe stało się czymś> przestarzałym ?Ma się dobrze, nadal to służy ochronie własności intelektualnej z tym jednak wyjątkiem, że przesada w każdej dziedzinie nie jest dobra. Porządek prawny USA już od dawna zmierza w kierunku absurdu - choć to oczywiście mój własny pogląd. www.uprp.pl/ <- można poczytać o procedurach i poszukać realnych patentów w bazie...
Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
|
|
4 na 4 | sztejkat (4743 punktów) | Moim zdaniem, a nie jest to zdanie człowieka zupełnie oderwanego od spraw patentów, jedynym obecnie zyskiem z patentów dla rzeczywistego twórcy wynalazku jest premia jaką za patent wypłaci pracodawca. Patenty są miernikiem innowacyjności, miernikiem jakości pracy uczelni technicznych. I takie tam bzdury.
Pożytek z patentu jest doprawdy niewielki. Sytuacja zmienia się jednak, gdy patent dotyczy bardzo wąskiej branży, gdzie graczy można policzyć na palcach u ręki, a w grę wchodzą wielkie pieniądze. Wówczas istnieje możliwość i ekonomiczna zasadność opłacenia prawników i egzekwowania ochrony patentowej. Ochrona patentowa nie jest bowiem egzekwowana sama z siebie - dowód i proces spoczywa na skarżącym, stąd koszty i ochrona proporcjonalna do zasobności portfela.
Ilość wypaczeń w dzisiejszym systemie patentowym (a w zasadzie - własności intelektualnej) jest powalająca.
Czynnikiem podstawowym jest tak zwana "innowacja". Aby pomysł był patentowalny, musi być nie tylko nowy, ale powinien co najmniej nie wynikać w sposób oczywisty z obecnego stanu techniki. Tu docieramy do podstawowego problemu dzisiejszych czasów - otóż tempo zmian, ilość zmian i ilość zdobywanej wiedzy składa się w rezultacie w multum kombinacji. Kombinacji będącymi "nowością" a jednocześnie w sposób brutalnie oczywisty dla fachowca, wynikającym z tego, co w danej chwili jest dostępne. Rzeczy tanie stają się drogie, drogie tanimi. Mam wątpliwą przyjemność czytania wniosków patentowych i stwierdzam jedno - 99% z nich to rzeczy oczywiste. Oczywiste w sensie - weź dobrego inżyniera, postaw go przed identycznym problemem i za sześć miesięcy dostaniesz podobne rozwiązanie. Weź nowe możliwości, nową wiedzę i nowe potrzeby - dostajesz nowe rozwiązanie. To chyba oczywiste, nieprawdaż?
Dziś jednak takiego rodzaju "innowacje" uznaje się za godne patentowania. W efekcie względną ochronę dostaje nie wynalazca, ale sprinter.
Z kwestią innowacyjności i patentowalności nierozerwalnie związana jest praca urzędów patentowych. Teoretycznie system patentowy bazuje na cyklu: zgłoszenie - publikacja - protesty - odrzucenie lub przyznanie. I w ten sposób teoretycznie system zasila swoje zasoby intelektualne z zewnątrz. Teoretycznie bowiem ja, jako pracujący inżynier, powinienem reagować na durne patenty zgłaszając stosowny protest. Tyle, że jest to jedynie teoria - wszystko bowiem kosztuje. Czytanie zgłoszenia, analiza, spłodzenie protestu... W efekcie stosowne kroki podejmuje się tylko wtedy, gdy zgłoszenie jest groźne dla działania firmy. Efekt: weryfikacja merytoryczna spoczywa w całości na urzędnikach....
Mówiłem o kosztach. To kolejna sprawa - koszty wynikają już nie tylko z opłat, prenumerat ale przede wszystkim z nakładu pracy pomnożonego przez ilość patentów. Osobiście otrzymuję już zgłoszenia przefiltrowane przez pracowników działu prawnego, a więc tylko te, które są potencjalnie groźne. I i tak jest tego kilkanaście sztuk miesięcznie.
Te kilkanaście sztuk pochodzi z różnych urzędów patentowych, często w różnych językach. Jednak najgorsze jest to, że jak na razie urzędy patentowe nie wyrobiły sobie jednoznacznej, w sensie "logiki wyrażeń" formuły opisu patentu. W efekcie nigdy, ale to nigdy nie wiadomo jaką regułą logiczną łączyć poszczególne zastrzeżenia. A to od logiki zależy, czy patent jest "pusty", to jest pokrywa niezmiernie wąski zbiór rozwiązań, czy też jest "patentem na koło", pokrywającym wszystko.
Dla przykładu, patentem pustym jest patent zastrzegający urządzenie "w którym impuls trwa jedną mikrosekundę". W rzeczywistości bowiem występuje coś takiego, jak tolerancja - nikt nie konstruuje urządzenia z impulsem 1us! Zawsze 1us +/- ileś tam.
Wreszcie odwrotna strona medalu - nie ochrona patentowa własnych pomysłów, ale obrona przed naruszeniami cudzych patentów. Oj, i tu już powoli robi się straszno. Przede wszystkim ze względu na ILOŚĆ. Patenty liczymy już blisko w miliony. Owszem, mądre głowy wymyśliły odpowiednie systemy klasyfikacji, co by miliony niezbędne do sprawdzenia redukować do setek. Jednak, a jest to wielkie "jednak", system klasyfikacji nie znajduje odzwierciedlenia w prawie - to, że patent zastrzega urządzenie w klasie X nie oznacza, że nie obowiązuje dla urządzeń zaklasyfikowanych jako Y.
Lat temu kilkadziesiąt ryzyko związane z pominięciem patentu było nikłe. Pomijało się bowiem ledwie parę tysięcy. Dziś, by wyrobić się sensownie w czasie i kosztach, przegląda się ledwie ułamek procenta istniejących patentów... A więc ryzyko związane z błędną klasyfikacją rośnie.
Na tym ryzyku oraz na bazie ograniczeń finansowych kładzionych na ochronę patentową, bazują ci, którzy celowo formułują pakiety patentów ofensywnych, skierowanych bądź w konkretny rynek, bądź w konkretnego przedsiębiorcę. Sprytnie patentując i sprytnie wybierając cel można podobno nieźle zarobić. Oczywiście NICZEGO pożytecznego nie tworząc.
Moim zdaniem podstawową wadą obecnego systemu własności intelektualnej jest oderwania utworu od twórcy. Właścicielem patentu nie jest wynalazca, ale jego pracodawca. Prawa autorskie ma inwestor, a nie programista. Autorstwo się SPRZEDAJE.
Innymi słowy ginie podstawowa zasada leżąca u korzeni prawa własności intelektualnej. A mianowicie umożliwienie twórcy czerpania zysków z własnego tworu w pierwszej kolejności, i w ten sposób promowanie postępu.
Zamiast tego twórcami stają się właściciele (mówi się nawet z angielska już w prost o "rights holders") i to ich wtórne wobec aktu kreacji interesy podlegają stale rozszerzanej ochronie.
W patentach dodatkowo NIE MA ZNACZENIA, czy właściciel patentu wykorzystuje wynalazek czy też nie. I to jest dopiero paranoja - można bowiem opatentować coś, co utrudni życie konkurencji... i wsunąć pomysł do szuflady na wsze czasy.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
 | 1 na 1 Oliwia Sandra Nowa (758 punktów) (zablokowany) | >podstawową wadą obecnego systemu własności intelektualnej jest oderwania utworu od twórcy. Właścicielem patentu nie jest wynalazca, ale jego pracodawca. Prawa autorskie ma inwestor, a nie programista. Autorstwo się SPRZEDAJE. >Innymi słowy ginie podstawowa zasada leżąca u korzeni prawa własności intelektualnej. A mianowicie umożliwienie twórcy czerpania zysków z własnego tworu w pierwszej kolejności Sprzedając swoje dzieło pracodawcy/inwestorowi twórca zyskuje właśnie w pierwszej kolejności. Do tego umowa między nimi może zakładać udziały od przyszłych zysków.
|
|
 | 2 na 2 | hubin (2274 punktów) | Cieszę się że wypowiada się fachowiec w temacie. > Moim zdaniem, a nie jest to zdanie człowieka zupełnie oderwanego od spraw patentów, jedynym obecnie zyskiem z patentów dla rzeczywistego twórcy wynalazku jest premia jaką za patent wypłaci pracodawca. Patenty są miernikiem innowacyjności, miernikiem jakości pracy uczelni technicznych. I takie tam bzdury.> Pożytek z patentu jest doprawdy niewielki.Trochę spłycasz, faktem jest że pracując w firmie/instytucie/uczelni która często umożliwia i pomaga ci stworzyć ów patent jest tak jak mówisz, ciężko się dziwić jeżeli płacą ci pensję za twoją pracę umysłową to między innymi za to co stworzysz. Możliwe że, mówisz o miejscu gdzie elementem etatu jest tworzenie "patentów" wtedy faktycznie mogą ci zostać jedynie autorskie prawa osobiste. pl.wikipedia.org/wiki/Autorskie_prawa_osobisteNikt jednak nie każe pracować w jednostce "badawczo-rozwojowej", oczywiście niektóre "technologie"/"patenty" wymagają zaplecza. Na tej samej zasadzie różne są roszczenia pracodawców względem patentów. Prawdą jest, że w naszym kraju raczej panuje przekonanie iż nic ci się nie należy, a pensje potencjalnego twórcy patentu rzadko uwzględniają potencjalne korzyści. Mało która jednostka badawczo rozwojowa ma praktyczny regulamin dotyczący "praw autorskich" pracowników, a jeżeli zrobisz sam coś poza jednostką to wielu życzliwych zaraz się znajdzie by stwierdzić, że okradłeś instytut etc... Jednak są to czynniki raczej kulturowe, niźli formalnoprawne. Te ostatnie jak najbardziej przewidują możliwość udzielania licencji czyli czerpania tak naprawdę zysków ze swojego patentu, oczywiście jeżeli pracujesz w dobrej firmie pomoże ci od strony prawnej etc, a nawet w sprzedaży. Fakt, że raczej nie będzie to miało miejsca w naszym pięknym kraju... Jeżeli planujesz czerpać zyski, najlepszą chyba metodą jest budowa startup-u, czyli własnej firmy na bazie swojego patentu, wtedy zgłoszony patent jest twoim atutem przy rozmowach z potencjalnymi inwestorami, aczkolwiek dokładasz sobie na głowę ryzyko ekonomiczne. Niestety raczej nieliczni pracownicy naukowi się do tego nadają, ratunkiem może być dobry zespół ludzi. Tyle że ze swojego doświadczenia wnioskuję, że kompleks boga w połączeniu z mentalnością liska chytruska raczej nie pozwala współpracować ( to jednak też cechy osobnicze ). > Ilość wypaczeń w dzisiejszym systemie patentowym (a w zasadzie - własności intelektualnej) jest powalająca.Bardzo trafnie wypunktowałeś bolączki systemu: niska innowacyjność/Koszty/brak spójności ochrony patentowej na świecie/ > Na tym ryzyku oraz na bazie ograniczeń finansowych kładzionych na ochronę patentową, bazują ci, którzy celowo formułują pakiety patentów ofensywnych, skierowanych bądź w konkretny rynek, bądź w konkretnego przedsiębiorcę. Sprytnie patentując i sprytnie wybierając cel można podobno nieźle zarobić. Oczywiście NICZEGO pożytecznego nie tworząc.Faktycznie to wygląda na wojny firm z branży IT w stanach, bez wątpienia jest to bardzo pouczające i ciekawe, w dużej mierze pokazuje co rozumiałem pod pojęciem przesady. > Moim zdaniem podstawową wadą obecnego systemu własności intelektualnej jest oderwania utworu od twórcy. Właścicielem patentu nie jest wynalazca, ale jego pracodawca. Prawa autorskie ma inwestor, a nie programista. Autorstwo się SPRZEDAJE.Nie autorstwo tylko prawa do "niego", jeżeli decydujesz się sprzedać to cóż w tym złego? > Innymi słowy ginie podstawowa zasada leżąca u korzeni prawa własności intelektualnej. A mianowicie umożliwienie twórcy czerpania zysków z własnego tworu w pierwszej kolejności, i w ten sposób promowanie postępu.Wiesz po części można się z tobą w tym aspekcie zgodzić, jednak z drugiej strony natura postępu zmienia się też, otóż samodzielny twórca to już za mało by tworzyć innowacje, obecnie coraz większa część prac badawczo rozwojowych to dzieło całych zespołów i zaplecza technologicznego, kapitałowego etc. > Zamiast tego twórcami stają się właściciele (mówi się nawet z angielska już w prost o "rights holders") i to ich wtórne wobec aktu kreacji interesy podlegają stale rozszerzanej ochronie.Ze względu na autorskie prawa osobiste nabywca nigdy nie będzie twórcą, wydaje mi się że trochę "zaszalałeś" z tą stale rozszerzającą się ochroną chcąc zaznaczyć problem. Reasumując, dzięki wielkie za twój post bez wątpienia duży plus ci się należy za fachowe uwagi i poszerzenie moich horyzontów. Pozdrawiam
Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
|
|
 | 1 na 1 | Appenzeller (3119 punktów) | >Pozdrawiam, Pozdrawiam współcierpiącego. Korzystam na co dzień z zasobów Polskiego i Europejskiego Urzędu Patentowego, mam do czynienia ze sprawami spornymi, głównie w dziale nowych leków. Jest tak, jak to wyraził kiedyś jeden z papieży mówiąc o polskiej gospodarce, cytuję: "Jezus Maria". Koniec cytatu.
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|