 |
Poziom wykształcenia a poziom intelektualny Polaków? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 11-07-2011 15:55 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | Poziom wykształcenia a poziom intelektualny Polaków?
16 na 16 | Bogusław Śliwerski - profesor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej oraz Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie powiedział: Każdy kolejny rocznik studentów jest gorszy. Niewiele czytają, nie rozumieją tego co przeczytali, i fatalnie piszą. Najchętniej prace semestralne przysyłaliby SMS.
Rośnie nam poziom formalnego wykształcenia, ale jak ono ma się do poziomu? Rozmawiając na naszym forum dostrzegam, że cześć młodych uczestników nie potrafi ani wyartykułować tego co ma do przekazania, ani zrozumieć tekstów innych uczestników, a także jest dramatycznie nieoczytana. Nie wiem, jak procentowo dużej grupy to zjawisko dotyczy, ale choć może niesłusznie, to budzi to mój niepokój.
Czy z tym przesadzam? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 ebrius (225 punktów) (zablokowany) | > Bogusław Śliwerski - profesor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej oraz Akademii >Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie powiedział: Każdy kolejny >rocznik studentów jest gorszy. Niewiele czytają, nie rozumieją tego co przeczytali, i fatalnie >piszą. Najchętniej prace semestralne przysyłaliby SMS.
To nie jest pierwszy tego typu głos jaki ostatnio słyszałem. Nawet jeśli młodzież owa kończy dobre studia z dobrymi wynikami to i tak nie jest dobrze bo to w jaki sposób zostaną wykorzystane osiągnięcia naukowe zależy od serc i umysłów uczonych. A jeśli serca i umysły naszych młodych podnieca głównie mamona... to co?
|
|
7 na 7 | diogenes (42753 punktów) | >Każdy kolejny rocznik studentów jest gorszy.
Nie wierzę w ogłupienie wszystkich. Zmienia się powoli ale nieubłaganie algorytm władzy: nieliczni mądrzy (nie będą to absolwenci teologii) będą zarządzać ciemną i zadowoloną z siebie masą konsumentów. Tradycyjne ideologie będą w obiegu, ale będą pozbawione znaczenia praktycznego. Już w tej chwili strajk informatyków (czemu się jeszcze nie zrzeszyli?) wyłożyłby państwo w jeden dzień.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
14 na 14 | Ag-nes (2295 punktów) | > ...profesor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej...Bawią mnie takie tytuły  > Rośnie nam poziom formalnego wykształcenia, ale jak ono ma się do poziomu?Rośnie, nie ważne co i jak, ale rośnie. Trzeba się cieszyć.  > Rozmawiając na naszym forum dostrzegam, że cześć młodych uczestników nie potrafi ani wyartykułować tego co ma do przekazania, ani zrozumieć tekstów innych uczestników, a także jest dramatycznie nieoczytana.Młodzi nie potrafią? Czyżby pokolenie "moherowych beretów" było bardziej "kumate"? > Czy z tym przesadzam?Może i nie, ale czemu całą winą za niski poziom wiedzy, wykształcenia czy też czytelnictwa, obarcza się młodzież? Winę należy przypisać polityce, nieudolnemu systemowi edukacji, oraz warunkom społecznym, które nie dają pełni możliwości zdobywania wykształcenia.
|
|
 | 4 na 4 | Głąbiński (3538 punktów) | >... czemu całą winą za niski poziom wiedzy, wykształcenia czy też czytelnictwa, obarcza się młodzież? Mamy tu przykład omawianego w tym wątku niezrozumienia przeczytanego tekstu: przecież nie było w nim stwierdzenia winy, a jedynie opis faktu. Natomiast uwaga Ag-nes o identycznym problemie dotyczącym starszego pokolenia jest słuszna.
Stach M. G.
|
|
|  | 11 na 11 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | > Natomiast uwaga Ag-nes o identycznym problemie dotyczącym starszego pokolenia jest słuszna.Z drobną różnicą, że w pokoleniu "moherowych beretów" procent "wyższego wykształcenia" był zdecydowanie niższym. A ponadto jak pisze red. Izdebski: Wiele osób w naszym kraju drwi z "moherowych beretów", uważając się za coś lepszego. Poprzez: formalne wykształcenie, poziom zamożności czy też odgrodzone miejsce zamieszkania uzasadniają swoje odcięcie się od plebsu. Dziś spokojnie można uważać się za inteligencką elitę, gdy błogo się łyka kit opakowany przez prezesów Dworaka, Waltera, czy Solorza, ale lekceważąc kit Ojca Rydzyka. Gorzej mają się ci, którym do intelektualnej strawy potrzeba czegoś więcej. W ofercie polskiej telewizji podstawą programową są, najczęściej na żenująco niskim poziomie, seriale i programy rozrywkowe, gęsto przetykane ogłupiającą reklamą. Książki w stosunku do naszych płac są przerażająco drogie. Prasa w swej masie kolorowo-ogłupiająca. Parę lat indoktrynacji i już inteligentowi wstyd publicznie czytać "Nie" lub nawet "Dziś", ale nie jest wstydem publiczne czytanie "Faktu" czy "Super Expresu", nawet wówczas, gdy na jednej stronie pomieszane jest softporno z harddewocją.
Nie najlepiej o nas sądził kilka lat temu profesor Stefan Opara: "Żyjemy w kraju, w którym od lat często zdarzają się przypadki, gdy: - ludzie głupi obdarzani są zaszczytami i wysokim stanowiskami; - czyny głupie są wychwalane i powszechnie aprobowane; - głupi bohaterowie historyczni i literaccy stawiani są za wzór dla młodzieży".
A profesor Bronisław Łagowski widząc aktualne wydarzenia zauważa: "Do nieszczęścia dochodzi, gdy naród zostaje poddany takiemu praniu mózgów, że staje się dziwadłem w Europie. W tym praniu mózgów partia uchodząca za liberalną nie daje się wyprzedzić Radiu Maryja".www.racjon(*).zwierciadle.globalnych.bredniA żadnym wypadku nie winię za obecny stan rzeczy młodzieży tylko "moherowe berety" mojego pokolenia i to właśnie te berety z wyższym wykształceniem. Redaktorów - najbardziej wśród tych "niosących Polsce wolność" gadaniem. Profesorów i tych uczelnianych i tych prezydenckich - najbardziej wśród tych twierdzących, że "wydziały teologiczne podniosą rangę uczelni" itd. Winię za to nas wszystkich, którzy temu przyklaskują i biernie godzą się obniżenie poziomu intelektualnego dyskursu. Obawę o obniżenie poziomu kultury społeczeństwa np. zbijają banałem, że już w starozytności narzekano na młodzież. Tak - narzekano, ale znający to odwieczne narzekanie - jeden z dawnych Polaków - powiedział: Takie będą Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie.Widać gość niekumaty jakoś. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| |  | 1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >Winię za to nas wszystkich, którzy temu przyklaskują i biernie godzą się obniżenie poziomu intelektualnego dyskursu. Uzupełnię tę myśl znanym powiedzeniem, że "naprawianie świata należy zawsze zaczynać od siebie".
Stach M. G.
|
|
 | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Winę należy przypisać polityce,...
Winne są osoby, ludzie. Wina struktur jest określeniem raczej przenośnym, jeśli nie jest unikiem. Politykom wciąż uchodzą na sucho błędne decyzje (np. wprowadzenie gimnazjum, lekcji religii, zlekceważenie szkolnictwa zawodowwego, itd.).
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
12 na 12 | Koraszewski (82900 punktów) | Tak, to straszny dramat. Jakość studentów pogarsza się od zawsze, ale od 1945 roku dramatycznie. W efekcie z roku na rok pogarsza się jakość kadry nauczycieli akademickich, których kolejne roczniki są zdecydowanie gorsze od kolejnych roczników studentów. Narzekanie coraz gorszych nauczycieli akademickich na coraz gorszych studentów może być kiepskim wykrętem nauczycieli akademickich pobierających coraz wyższe wynagrodzenie za coraz gorszą pracę.
|
|
 | 8 na 8 | Amai (3012 punktów) | >W efekcie z roku na rok pogarsza się jakość kadry nauczycieli akademickich, których kolejne roczniki są zdecydowanie gorsze od kolejnych roczników studentów. Narzekanie coraz gorszych nauczycieli akademickich na coraz gorszych studentów może być kiepskim wykrętem nauczycieli akademickich pobierających coraz wyższe wynagrodzenie za coraz gorszą pracę.
Taka mała scenka rodzajowa: Techniczna uczelnia, egzamin. Wykładowca wchodzi do sali, dyktuje pytania, po czym rozkłada gazetę przed sobą odgradzając się od studentów. Studenci, wiedząc, czego się spodziewać, wyciągają ściągi - grube pliki kartek, ksero ze skryptów, zmniejszone tak, żeby się dało i rozpoznać litery, i w razie potrzeby szybko schować. Wszyscy, z wyjątkiem mnie i jednego kolegi piszą dokładnie to samo, co do przecinka. Oceny zostają wywieszone po jakiś trzech godzinach (prawie 90 osób i każda zapisała ze cztery strony A4, więc może pan doktor miał sztab krasnoludków do pomocy). Oceny... wszystkie możliwe, a im wyższe, tym ich mniej. Jedyna piątka "przypadkiem" wystawiona koledze, którego ojciec jest kierownikiem innej katedry, jedyne 4,5 dla jego narzeczonej.
To chyba mniej więcej pokazuje realia polskiej uczelni. A nie była to prywatna szkoła czegoś-tam.
Wiadomo, nie każdy wykładowca jest taki, ale tych pasjonatów, uczących i wymagających, można z przysłowiową świecą szukać. I trudno im się dziwić, skoro nikt tego nie docenia. Jeśli dodać do tego fakt, że szkoła promuje bezmyślne wkuwanie, że większość egzaminów na studiach również da się zaliczyć w ten sposób albo ściągając (co na zachodzie uznaje się za oszustwo, za które student z miejsca wyleciałby z uczelni, a u nas jest najzupełniej normalne), że zaliczenie dostaje się zależnie od "widzimisię" (miałam ćwiczenia z babką, która ciemnowłosym dziewczynom stawiała najwyżej 3,5... bo tak), że prędzej czy później dostanie je każdy bałwan, jeśli tylko wystarczająco zmęczy egzaminatora...
A najgorsze, że poza nielicznymi wyjątkami wszyscy są zadowoleni.
|
|
 | 3 na 3 | zupełna (2507 punktów) | >Tak, to straszny dramat. Jakość studentów pogarsza się od zawsze, ale od 1945 roku dramatycznie. W efekcie z roku na rok pogarsza się jakość kadry nauczycieli akademickich, których kolejne roczniki są zdecydowanie gorsze od kolejnych roczników studentów. Narzekanie coraz gorszych nauczycieli akademickich na coraz gorszych studentów może być kiepskim wykrętem nauczycieli akademickich pobierających coraz wyższe wynagrodzenie za coraz gorszą pracę. Na jakiej podstawie możemy stwierdzić, ze jakość studentów "pogarsza się od zawsze"?Na jakiej że dramatycznie od 1945?Czy chodzi Panu o wykształcenie ogólne ludzi na kazdym etwpie życia? Myslę. że ogromny sukces odnieslismy w dziedzinie edukacji "od zawsze", bo nigdy wczesniej tak wielu ludzi nie umiało komunikowac się za pomocą pisma i tak wielu ludzi nie poslugiwało się obcymi jezykami, tak wiele kobiet nie miało mozliwosci spolecznych kształcenia się. eEdukacja to jak szukanie pereł, im wiecej muszli sie otworzy tym wieksza szansa na odkrycie czegos wartosciowego. pozdrawiam serdecznie
|
|
 | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Jakość studentów pogarsza się od zawsze, ale od 1945 roku dramatycznie.
Najlepszymi studentami byli słuchacze Akademii Platona. Potem, pomijając wyjątki, było już tylko gorzej. Teraz mamy laptopy i agonię.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
8 na 8 | Selanos (12869 punktów) | Witam
Myślę, że to nie do końca prawda. Rzeczywiści, poziom intelektualny studentów się obniża ale nie dlatego, że obniża się poziom całego narodu. Po prostu teraz na studia dostaje się każdy, niekoniecznie mający do tego predyspozycje. Z jakiegoś powodu, są miliony osób które nadal myślą, że jak mają ukończone studia i magiczne mgr przed nazwiskiem, to pracodawcy będą się o nich bić. Nie zastanawiają się na co idą i jakie będą mieli po ukończeniu nauki perspektywy. Zamiast myśleć, oblegają kierunki po których najtrudniej znaleźć pracę, takie jak pedagogika albo marketing i zarządzanie. Potem nie dość że sami nie mają pracy, to jeszcze robią konkurencje tym, którzy wybrali te kierunki ponieważ ich to pasjonuje, a nie dlatego, że chcieli mieć jakiekolwiek studia. Zamiast garstki zdolnych ludzi którym chce się uczyć, mamy tysiące jeśli nie miliony takich, którzy mają jakieś dziwne wyobrażenia co do studiów i rynku pracy.
Pozdrawiam
|
|
 | 6 na 6 | Matix (5786 punktów) | Sytuacja się zmienia. Licealiści już się nasłuchali o tym jakie to zarządzanie, administracja czy jakaś tam ekonomia są niepotrzebne i kiszkowate i teraz chcą się rzucić na kierunki techniczne niestety. Niestety, dlatego że to grozi dużą liczbą nienadających się do swojej pracy inżynierów, ale tutaj i tak nie rozumieją, że studia powinny być trochę bardziej elitarne, tutaj cieszą się że byle łajza idzie na studia, bo to teoretycznie i potencjalnie oznacza mniejszą podatność na kościelne bzdury... niestety racjonaliści na forum chyba tego nie pojmą nigdy, że studia nie mają dzisiaj nic wspólnego z rozwijaniem światopoglądu, a szczególnie religijnego...
|
|
8 na 8 | Grzegorz (5685 punktów) | > Bogusław Śliwerski - profesor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej oraz Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie powiedział: Każdy kolejny rocznik studentów jest gorszy. Niewiele czytają, nie rozumieją tego co przeczytali, i fatalnie piszą. Najchętniej prace semestralne przysyłaliby SMS. Niestety ma rację. Parę niezbyt udanych reform (gimnazja, likwidacja szkół zawodowych) plus wysokie bezrobocie i finansowanie uczelni proporcjonalnie do ilości studentów wydają właśnie takie rezultaty.
|
|
12 na 12 | lilith6 (179 punktów) | Temat dla mnie aktualny. Właśnie dostałam się na wszystkie kierunki studiów jakie chciałam  Zdziwiło mnie to, bo aż tak świetnych wyników nie miałam. Licealiści mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem i logicznym myśleniem. Współczesna matura jest dużo prostsza od tzw. starej, ale i tak mnóstwo osób nie daje sobie z nią rady. Ale nie dziwmy się aż tak bardzo samym maturzystom. Ponad połowa polaków jest wtórnymi analfabetami przeglad-t(*)ykul/kraj-wtornych-analfabetowLudzie w Polsce nie czytają książek, a jak wiadomo literatura pozwala spojrzeć szerzej na wiele spraw. Przeglądając wypowiedzi na tym portalu widzę, że głównie za sprawą książek forumowicze stali się ateistami czy agnostykami. Jeśli ludzie nie czytają lub po prostu nie rozumieją tego co przeczytali np. teorii ewolucji to nie zaczną wątpić w Boga i nie będą dostrzegać zakłamania kościoła. Żyję w kraju wtórnych analfabetów, którzy nie rozumieją świata który ich otacza, niezdolnych do jakichkolwiek głębszych refleksji prócz takich jak: co zrobić na obiad czy jak poderwać jakąś laskę.
|
|
 | 3 na 3 | romanis (573 punktów) | >> Żyję w kraju wtórnych analfabetów, którzy nie rozumieją świata który ich otacza, niezdolnych do jakichkolwiek głębszych refleksji prócz takich jak: co zrobić na obiad czy jak poderwać jakąś laskę<<
myślę, że taka wypowiedź to trochę jak kij w mrowisko!!! zgadzam się, że bardzo istotna część mieszkańców mojego kraju jest wtórnymi analfabetami - pomijam tu całe grupy typu -"mohery"w każdym wieku, "zagonione za kasą nowobogackie buraki" duże grupy bezrobotnych; słuszna uwaga na temat czytania - istnieje duża grupa patrzących jedynie na "obrazkowe ogłupiacze" ponieważ przeczytanie kolumny artykułu staje się pracą nie do przebrnięcia; I OCZYWIŚCIE ISTOTNY ELEMENT --- NISZCZENIE POLSKIEGO SZKOLNICTWA!!! czy ćwierć wieku temu możliwe było aby matury nie zdała 1/4 absolwentów??? (A TO BYŁO JEDYNIE 30% wymaganego materiału!!!) oczywiście lepiej dzieciakom wciskać ciemnotę "jakiegoś tam ducha od ucha do ucha!!" i to że jest ich trzech a jakoby jeden (faktycznie Doda miała racje- że gadało o tym jakieś gremium pasterskie naćpane ziołami!- bo sami byli analfabetami i nie pisali tego) a wniosek z tego prosty jak "oczywista-oczywistość" - ciemnotą zawsze łatwiej rządzić dając im jedynie michę i wyro; pozdrawiam myślących
|
|
|  | 1 na 1 | KarolG (2892 punktów) | >I OCZYWIŚCIE ISTOTNY ELEMENT --- NISZCZENIE POLSKIEGO SZKOLNICTWA!!! czy ćwierć wieku temu możliwe było aby matury nie zdała 1/4 absolwentów??? Ćwierć wieku temu połowa zdawała dzięki ściągom. Pamiętam jak było u mnie. To, że teraz nie zdaje 25%, nadaje jakikolwiek sens temu egzaminowi. To, że materiał materiał jest okrojony, to zupełnie inna sprawa.
Thank God, I'm an atheist
|
|
| |  | 2 na 2 | Anna Salman (16360 punktów) | >Ćwierć wieku temu połowa zdawała dzięki ściągom. Pamiętam jak było u mnie. Ale istniała możliwość niedopuszczenia do matury, a w zasadzie najintensywniejsza selekcja odbywała się w pierwszej klasie. Pamiętam jak było u mnie. I nie trzeba było obniżać poziomu.
|
|
4 na 4 | finerbijk (17282 punktów) | Podstawowa przyczyna problemów, jak w wielu innych dziedzinach, to pieniądze. Nauczanie w kilkudziesięcioosobowych klasach, a potem grupach, jakie jest każdy wie. Poprawę może przynieść tylko koniec fikcji darmowej edukacji, przede wszystkim wyższej. Dawniej warunki były podobne, ale miejsc mniej, sito drobniejsze i siłą rzeczy dostawali się ci lepsi (pomijając pociotków wykładowców i pracowników uczelni), stąd dzisiaj wrażenie ogólnego obniżenia poziomu.
Jest wiele krajów, gdzie dobrze sprawdzają się kredyty studenckie, które absolwent spłaca po znalezieniu pracy i przekroczeniu określonego poziomu dochodów. Ale jak jest w Polsce wiadomo: gdy pada hasło, że może by tak płacić za szkołę, lament sięga niebios. Zdolnych młodych ludzie jest u nas mnóstwo, ale jak szkoła ma tyle kasy ile ma, to w niektórych dziedzinach mają marne pole do popisu.
|
|
 | 5 na 5 | Amai (3012 punktów) | >Jest wiele krajów, gdzie dobrze sprawdzają się kredyty studenckie, które absolwent spłaca po znalezieniu pracy i przekroczeniu określonego poziomu dochodów. Ale jak jest w Polsce wiadomo: gdy pada hasło, że może by tak płacić za szkołę, lament sięga niebios.
Jeszcze kiedy sama studiowałam, mówiłam mniej więcej to samo. Płatne studia, ale z dobrze przemyślanym systemem opłat (czesne zależne od średniej) i stypendiów. Poza tym dbanie o poziom zamiast przyjmowania i trzymania na uczelni ludzi, którzy w ogóle nie powinni się na niej znaleźć, wilczy bilet za ściąganie i podkładanie nie swoich prac, oraz system oceniania wykładowców, również przez studentów. Ale do tego już potrzebna byłaby zmiana mentalności; teraz najwyższe noty dostałby ten, który mniej wymaga.
|
|
 | 4 na 4 | Piękny Lolo (2082 punktów) | >Dawniej warunki były podobne, ale miejsc mniej, sito drobniejsze i siłą rzeczy dostawali się ci lepsi (pomijając pociotków wykładowców i pracowników uczelni), stąd dzisiaj wrażenie ogólnego obniżenia poziomu.
Pozwolę sobie na domysł, że dawniej oznacza czasy szczęśliwie dla ciebie minione. Dawniej były tzw. równe szanse dla wszystkich. Pociotki owszem były, ale nie w takiej liczbie jak teraz. Dawniej na studia prawnicze czy medyczne miał szansę dostać się każdy, kto był solidnie przygotowany czy miał rodziców lekarzy czy prawników, czy nie, czy pochodził z miasta, czy ze wsi. Dziś równych szans dla wszystkich nie ma, większe mają pociotki.
Jest wiele powodów, dla których poziom szkolnictwa się obniżył, ale najważniejszy z nich to według mnie polityka korporacji. One potrzebują niekumatego motłochu, który będzie tyrał za marny grosz i był wdzięczny, że może żyć. Korporacje nie potrzebują intelektualistów.
>Jest wiele krajów, gdzie dobrze sprawdzają się kredyty studenckie, które absolwent spłaca po znalezieniu pracy i przekroczeniu określonego poziomu dochodów.
Może finerbijk wytłumaczy mi, jak absolwent miałby w Polsce spłacić kredyt studencki, gdy w Polsce nie ma on gdzie iść pracować.
|
|
|  | 3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | >Dziś równych szans dla wszystkich nie ma, większe mają pociotki. Nikt nad tym badań chyba nie prowadzi (a szkoda), ale ośmielę się przypuszczać, że raczej się wyraźnie nie pogorszyło.
>Jest wiele powodów, dla których poziom szkolnictwa się obniżył, ale najważniejszy z nich to według mnie polityka korporacji. Zgadzam się, że to jest problem. Jeden z niewielu dobrych pomysłów PiS-u, to próba zmiany tego stanu rzeczy, z wiadomym skutkiem.
>One potrzebują niekumatego motłochu, który będzie tyrał za marny grosz i był wdzięczny, że może żyć. Korporacje nie potrzebują intelektualistów. Lubię teorie spiskowe, ale bardziej te od UFO, NWO, Reptilianach, itd. Korporacje robią przede wszystkim dobrze sobie, ale muszą też mieć klientów z jakimś groszem, bo z nich głównie żyją.
>Może finerbijk wytłumaczy mi, jak absolwent miałby w Polsce spłacić kredyt studencki, gdy w Polsce nie ma on gdzie iść pracować. Jasne Piękny Lolo, że wytłumaczę. Może iść pracować zagranicą i spłacić ten kredyt jeszcze szybciej, w końcu jesteśmy w Unii. Prawda, że może nawiać do Ugandy, albo nie pracować wcale, ale odpowiedni system gwarantowanych przez państwo ubezpieczeń sprawę załatwi, w końcu obciążenie MENu by zmalało.
|
|
6 na 6 Jarek B. (426 punktów) (zablokowany) | Czy żyjemy w świecie w którym, że się tak brzydko wyrażę, można drogo sprzedać ideę - czy idea jest nadal atrakcyjnym towarem na rynku ? Pytanie takie jest dość przewrotne, ale jak sądzę ma ono rację bytu. Oczywiście idea już nie jest tak atrakcyjna jak dawniej bowiem dzisiaj poczucie spełnienia coraz częściej osiągamy poprzez konsumpcję (bardzo precyzyjnie te zjawisko przedstawiała tzw. szkoła frankfurcka choć inna rzecz, że już zdecydowanie mniej pisali o alternatywach). Masowe nagromadzenie towarów oraz usług przyniosło nam niespotykane nigdy dotąd korzyści, ale i stało się to przyczyną nowych zagrożeń oraz pokus. W wielkim skrócie można powiedzieć, że kiedyś na rynku obok siebie wystawiono na sprzedaż ideę oraz MTV - ludzie zachodu wybrali to drugie. Podobnie jest ze współczesną szkołą, która coraz częściej chce czerpać korzyści z tego rynku dając w zamian coraz mniej. Oczywiście szkolnictwo zachodnie wygląda tutaj mimo wszystko lepiej od polskiego. Mnie zatem w ogóle nie dziwi, że na takich kierunkach jak historia, filologia, pedagogika, sztuka, politologia, pedagogika, filozofia coraz więcej można spotkać zupełnie przypadkowych ludzi, którym ktoś powiedział, że dyplom magistra jest drogą ku lepszej przyszłości. Nieważne kto co umie i czy w ogóle jest to cokolwiek warte bowiem ważny jest prestiż samego tytułu. Nietzsche pisał, że "Bóg umarł" - moim zdaniem się pomylił. Zawsze prawdziwe wydawały mi się słowa Konfucjusza, że do rządzenia narodem potrzebne są trzy rzeczy: żywność, broń oraz zaufanie ludu; w ewentualnych przypadkach można się obyć bez dwóch pierwszych, ale nigdy bez trzeciej. Pytanie właściwe zatem brzmi jak dzisiaj można zdobyć zaufanie ludu ? I coś mi intuicja podpowiada, że najszybciej to co przyciąga lud znajdziemy na rynku. Jak na rynku radzi sobie polska szkoła ? Polska szkoła cały czas operuje na mechanizmie żywcem wzięty z muzealnej wystawy. Świat gospodarki rynkowej jak i rzeczywistość, która przyszła po drugiej połowie XX wieku oczekuje od sektora edukacji już innego działania, ale polska kadra nauczycielska bardzo nie lubi czegoś zmieniać w swoich wieloletnich nawykach. Ten kto twierdzi, że w Polsce zaszła zmiana ustrojowa nie może mówić tego samego o publicznym sektorze edukacji - tutaj nie zmienia się absolutnie nic. Nie będę pisać o tym, że nauczyciele nie chcą uczyć się nowej metodyki czy inaczej patrzeć na instytucję szkoły państwowej i bronią się jak tylko mogą przed zmianami jakie zaszły w polskiej gospodarce na początku lat 90-ątych bo to rzecz oczywista. Młodzi ludzie trafiający w wir tego polskiego skansenu najczęściej robią to na zasadzie paktu z diabłem - ty młodzieniaszku przyjmiesz nasz schemat myślenia (ergo tylko wówczas zyskasz status "doświadczonego" nauczyciela), a my cię przyjmiemy do naszego grona. Szkoła dzisiaj musi być bardziej pragmatyczna aniżeli kiedykolwiek przedtem. Rynek usług jest bardzo szeroki i cierpi na brak odpowiednio wykwalifikowanych kadr. Odnoszę wrażenie, że coś poszło do przodu, ale jakaś część naszej polskiej rzeczywistości za tym postępem nie nadąża. Nic dziwnego zatem, że coraz częściej słychać o kiepskich wynikach matur mimo zaniżonych wymogów nauczania czy masowym bezrobociu absolwentów wyższych szkół państwowych, którzy po pięciu latach studiów zaczynają zdawać sobie sprawę, że przez te pięć lat nie zrobili nic, aby mieć większe szanse w gospodarce rynkowej. To jest zjawisko jakie się w Polsce nasila już od jakiegoś czasu. Jakieś sześć lat temu artykuł napisał o tym Marek Oramus. Artykuł jak się okazuje jest cały czas aktualny i nadal niedokończony, niestety, bowiem co jakiś czas można by dopisać jeszcze kilka nowych symptomów masowej głupawki. lists.ceti.pl/pipermail/wiec/20050329/002486.html
|
|
7 na 7 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | > Czy z tym przesadzam?Nie mnie oceniać. Z drugiej strony mogę sobie pozwolić na wypowiedź odrobinę konfesyjną. Przechodziłem przez wszystkie etapy edukacji zreformowanej. Miałem 6 klas podstawówki i pisałem nową maturę. System edukacji zadziwiał mnie na każdym kroku. Nie potrafiłem zrozumieć czemu w jednym gimnazjum nauczyciele mogą dawać celujące, a w drugim nie, co wpływało na wyniki rekrutacji do liceów. Do dziś nie potrafię zrozumieć czemu są licea lepsze i gorsze. Nie łapię czemu maturę z fizyki i matematyki zda każdy, kto potrafi odróżnić arkusz maturalny od dołączonej karty wzorów. Jednakże wydaje mi się że zasadniczym problemem tego wszystkiego jest podejście uczących i uczonych. Liczy się osiąganie celów, a nie sposób ich osiągania. Nauczyciele sami chwalili się jak ściągali w szkołach średnich i wyższych. Nawet na wyższej uczelni nie wyciągają za ściąganie konsekwencji. Kwintesencją tego wszystkiego jest kompletna zmiana priorytetów. Gimnazjum uczy do testu gimnazjalnego, żeby się dostać do liceum, które z kolei przygotowuje do zdania matury, żeby się dostać na studia itd. Żaden nauczyciel nie ma innego obowiązku niż przygotowanie do matury, to znaczy że wszystkie przedmioty, które w liceum nie są kierunkowe są całkowicie marginalizowane. Poza tym poziom kreatywności jest przerażający. Maturę może zdać każdy kto odróżnia kwadrat od koła i umie zamówić hamburgera po angielsku. Tylko czyja to wina? Tych którzy zdają, czy tych którzy pozwalają im zdać? Studiując teraz na wyższej uczelni często spotykam osoby, które wściekłe rozkładają ręce, że jedni są z lepszych liceów. I po części im się nie dziwię. Nagle okazuje się, że nikt od nich nie wymagał pochodnych itd., bo to nie jest potrzebne na maturę i w praktyce nie zostali tak dobrze przygotowani do studiów jak ci z renomowanych, czołowych liceów, gdzie kadra troszczy się o dobre przygotowanie również do studiowania! A nie tylko zdania matury... Z drugiej strony ktoś się bulwersuje, że matura była w tym roku trudna. Z tym że nie było na niej nic poza tym, co było w wymaganiach. Jak ja sobie wymyśliłem że będę zdawał filozofię na maturze to zrozumiałem, że jak sam się czegoś nie nauczę, to nikt mnie tego nie nauczy. Inna sprawa że w województwie nie miałem żadnego liceum, w którym byłby nauczyciel filozofii i musiałem sam ściągać materiały ze strony CKE i biegać po przeróżnych bibliotekach, żeby znaleźć co oni tam sobie wymyślili. Inna sprawa że gdyby każdy musiał zdać maturę z filozofii to zapewne więcej by społeczeństwo dzięki temu, niż obowiązkowej matematyce. Bo np. mój światopogląd zmienił się dzięki temu diametralnie. Wracając do meritum wydaje mi się, a chyba nawet jestem o tym przekonany, że problem leży w wymaganiach! Od nikogo nie wymaga się umiejętności artykułowania, dyskutowania, retoryki, blabla... a zamiast tego tłucze się im do głowy, że mają prawo do własnego zdania. Uczy się nas wszystkich najpierw prawa do posiadania własnego zdania, a dopiero później myślenia. Powinno być odwrotnie. W każdym razie dziwię się dziwiącym się, że ludzie mniej umieją, skoro mogą mniej umieć, żeby dostać się na uczelnie. To logiczne że jak obniża się wymagania to nikt nie będzie się starał na wyrost. Swoją drogą właśnie mam życiowej wagi dylemat bo nie wiem jaki brać drugi kierunek. Dostałem się na filozofię na uwr oraz automatykę i robotyką na pwr, więc może ktoś z forum przy okazji tematu o edukacji dorzuci kilka swoich przemyśleń. Mimo że chyba jestem zdecydowany 
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | 4 na 4 | lilith6 (179 punktów) |
> Swoją drogą właśnie mam życiowej wagi dylemat bo nie wiem jaki brać drugi kierunek. Dostałem się na filozofię na uwr oraz automatykę i robotyką na pwr, więc może ktoś z forum przy okazji tematu o edukacji dorzuci kilka swoich przemyśleń. Mimo że chyba jestem zdecydowany  > Ja na politechnikę uczęszczałam i nie polecam. Co prawda na warszawską i na inny kierunek  ale i tak wydaje mi się, że politechnika jest przereklamowana. Zerknij sobie na plany zajęć filozofii i automatyki, pochodź po forach jak te kierunki oceniają studenci. To ważne, gdybym ja jeszcze przed złożeniem papierów zagłębiła się w swój politechniczny kierunek to bym nie poszła. Ach te błędy młodości  I wybierz zgodzie z własnym sumieniem
|
|
|  | | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Ale to wiem doskonale czym się różnią te kierunki. Podstawowym problemem jest tu, czy przeznaczyć czas na realizowanie pasji, czy na naukę kolejnego praktycznego kierunku. Ot, co.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| |  | 3 na 3 | lilith6 (179 punktów) | > Ale to wiem doskonale czym się różnią te kierunki. Podstawowym problemem jest tu, czy przeznaczyć czas na realizowanie pasji, czy na naukę kolejnego praktycznego kierunku. Ot, co.> Kochany wybieraj pasję  prawdziwy pasjonat nieważne po jakich studiach zawsze znajdzie jakieś zajęcie, pracę. Po co ktoś ma się męczyć i uczyć czegoś praktycznego, jak to go wcale nie interesuje? Będzie kolejnym bezrobotnym po "praktycznym" kierunku.
|
|
| |  | 1 na 1 | zupełna (2507 punktów) | > Ale to wiem doskonale czym się różnią te kierunki. Podstawowym problemem jest tu, czy przeznaczyć czas na realizowanie pasji, czy na naukę kolejnego praktycznego kierunku. Ot, co.> "Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"Dobrze jak pasja i praktyczny kierunek to jedno
|
|
| |  | 2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Ale to wiem doskonale czym się różnią te kierunki. Podstawowym problemem jest tu, czy przeznaczyć czas na realizowanie pasji, czy na naukę kolejnego praktycznego kierunku. Ot, co.
Oczywiście, że przeznacz czas na studiowanie praktycznego kierunku!
Na pogłębianie prawdziwej pasji i tak ZAWSZE znajdziesz czas.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
| |  | damian1301 (937 punktów) (zablokowany) | Rozumiem że to filozofia jest ową pasją? Ale dlaczego nie jest praktyczna? Ja tam trochę zajmuję się filozofią, nie dla frajdy jaką mi sprawia, lecz dla pragmatycznych celów. W końcu co może być bardziej pragmatyczne jak nie poznawanie rzeczywistości? No i pewnie ciekawych ludzi można poznać.
Z drugiej strony filozofię można zgłębiać samodzielnie, samemu można zdecydować kiedy poświęcić na to czas. A na studiach będziesz zmuszony uczyć się systematycznie i nie zawsze musi to być coś pasjonującego/praktycznego.
A może jakiś złoty środek: Nie zapisuj się na studia a chodź na wybrane, najciekawsze wykłady.
Przyznaje czasami się mylę dlatego więc wiem że zawsze mam racje.
|
|
 | 4 na 4 | Amai (3012 punktów) | >W każdym razie dziwię się dziwiącym się, że ludzie mniej umieją, skoro mogą mniej umieć, żeby dostać się na uczelnie. To logiczne że jak obniża się wymagania to nikt nie będzie się starał na wyrost.
A jeszcze gorzej, że tych, którzy się starają, też najczęściej nikt nie docenia. Są wykładowcy, którzy na koniec semestru poroponują: "Wszystkim stawiam 3 bez zaliczania, tylko nie zawracajcie mi głowy. Pasuje?" Tak samo bywa na przykład z wejściówkami na laboratorium - piszesz, a potem słyszysz, że każdy dostaje 3,5 (w domyśle: bo prowadzący ma lepsze zajęcia, niż sprawdzanie tych bazgrołów). I spróbuj się wtedy wychylić albo zaproponować, że na wyższą ocenę zrobisz coś dodatkowo. Grupa, szczęśliwa, że ma problem z głowy, gotowa cię żywcem rozszarpać.
|
|
 | | Olga W. (396 punktów) | > Swoją drogą właśnie mam życiowej wagi dylemat bo nie wiem jaki brać drugi kierunek. Dostałem się na filozofię na uwr oraz automatykę i robotyką na pwr, więc może ktoś z forum przy okazji tematu o edukacji dorzuci kilka swoich przemyśleń. Mimo że chyba jestem zdecydowany  Zależy jaki jest Twój pierwszy kierunek.
|
|
4 na 4 | Głąbiński (3538 punktów) | >... na naszym forum ... cześć młodych uczestników nie potrafi ani wyartykułować tego co ma do przekazania, ani zrozumieć tekstów innych uczestników, a także jest dramatycznie nieoczytana. Czy z tym przesadzam? Przesada, być może, dotyczy wiązania zjawiska z młodym wiekiem, jako że nie ma na tym forum obowiązku wyjawiania ilości przeżytych lat. Przesadne jest chyba również dające się odczuć (takie odniosłem wrażenie) twoje przekonanie o tym, że wspomniany profesor ma rację, że nastąpiło pod omawianym względem pogorszenie stanu. Mój krytycyzm jest podbudowany faktem, że narzekanie na młodzież towarzyszy ludzkości niezmiennie przez całe dzieje. Podobno taki sens ma już jeden z najstarszych tekstów hieroglificznych, a w literaturze stwierdzenie Maćka z Bogdańca, że "dawniej poniektóry też był głupi" stanowi wyjątek potwierdzający regułę. Faktem jest również, że mimo tego biadolenia, cywilizacyjnemu postępowi zaprzeczyć nie sposób, a to bez wzrostu możliwości intelektualnych nie byłoby możliwe.
Stach M. G.
|
|
 | 5 na 5 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Faktem jest również, że mimo tego biadolenia, cywilizacyjnemu postępowi zaprzeczyć nie sposób, a to bez wzrostu możliwości intelektualnych nie byłoby możliwe.
Rozwój cywilizacji dokonuje się również kosztem tzw. "racjonalnej ignorancji". Panuje kult specjalizacji. Nikogo już nie dziwi, że ludzie nie chcą wiedzieć i rozumieć czegokolwiek, co wykracza poza ich zainteresowania zawodowe i nie jest im bezpośrednio potrzebne. Coraz bardziej toniemy w cywilizacji, w której ogół ludzi jest intelektualnie ograniczony do swojej specjalizacji zawodowej. Ludzie oszukują się, że brak im czasu na cokolwiek innego. Humanista gardzi wiedzą ścisłą, inżynier gardzi "filozoficznym bełkotem". Coraz trudniej jest z kimś pogadać o czymś wykraczającym poza "codzienną zwyczajność".
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
|  | 3 na 3 | Głąbiński (3538 punktów) | >Coraz trudniej jest z kimś pogadać o czymś wykraczającym poza "codzienną zwyczajność". Jeżeli jest to wyznanie osobiste, to muszę przyznać się, że trafiłeś w moje bolące miejsce. ale przecież przyczyną może być własna nieumiejętność nawiązania porozumienia, trudność wysławiania się i widoczny dla wszystkich brak wiary w siłę własnej argumentacji. Nie wierzę, że "dawniej lepiej było", że "świat idzie ku gorszemu".
Stach M. G.
|
|
| |  | 5 na 5 | KarolG (2892 punktów) | Boli dopiero, jak rozmawiasz z człowiekiem z literkami przed nazwiskiem i okazuje się, że diagnoza "ignorancja i lenistwo intelektualne" nasuwa się sama. Ignorancja sama w sobie nie est niczym złym (w końcu każdy z nas jest w jakiejś sprawie ignorantem), ale w połączeniu z lenistwem intelektualnym daje tragiczne skutki.
Thank God, I'm an atheist
|
|
| | |  | | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | >Boli dopiero, jak rozmawiasz z człowiekiem z literkami przed nazwiskiem i okazuje się, że diagnoza "ignorancja i lenistwo intelektualne" nasuwa się sama. Ignorancja sama w sobie nie est niczym złym (w końcu każdy z nas jest w jakiejś sprawie ignorantem), ale w połączeniu z lenistwem intelektualnym daje tragiczne skutki. Postawiłem plusik, ale należy się więcej, więc pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
2 na 2 | sinapis (1725 punktów) | >Czy z tym przesadzam?
Bynajmniej. Po prostu powieliłeś pewien stary mem., krążący wśród tzw. elit intelektualnych chyba od tysiącleci: że podniesienie poziomu edukacji gwarantuje podniesienie poziomu intelektualnego. w ciągu mniej więcej ostatnichh dwustu lat twierdzenie owo empirycznie sprawdzono i obalono mimo to (jak zresztą wiele innych), pokutuje ono nadal. Jesteś, Andrzeju w towarzystwie licznym (jak to widać z niniejszego wątku), nadto i wcale zacnym, bo sam Lem przez znaczną część swego żywota hołdował temu poglądowi.
|
|
 | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >podniesienie poziomu edukacji gwarantuje podniesienie poziomu intelektualnego.
Nie ma edukacji bez kontekstu społecznego, historycznego, gospodarczego, politycznego. Edukacja nie jest czymś na tyle jednorodnym, żeby można było ją po prostu podnosić. Postępowi w jednej dziedzinie (powiedzmy druk, informatyzacja), towarzyszy często regres: np. wprowadzenie do szkół religii.
>w ciągu mniej więcej ostatnichh dwustu lat twierdzenie owo empirycznie sprawdzono i obalono...
Jakie twierdzenie? W tak ogólnym sformułowaniu, bez podania kontekstu, warunków (gdzie, kiedy, kto, itp.) nie ma tu czego obalać. Jest to raczej pewnego rodzaju ideał oświatowy, podobnie jak np. alfabetyzacja, o sensowności której nie ma po prostu sensu dyskutować. A to, że poziom edukacji zależy np. od wójta, rady powiatu czy ministra - to już inna sprawa.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
6 na 6 etyk (588 punktów) (zablokowany) | należyty kościec |
Nie przesadza Pan. Poziom studentów trafiających do uczelni jest systematycznie z roku na rok gorszy. Co jest przyczyną tego stanu rzeczy? Zapewne nie jest ona jedna, problem jest złożony. W moim odczuciu ważną rolę odgrywa odejście od tradycyjnych metod nauczania, w których istotną rolę przywiązywano do opanowania przez ucznia okreslonego zakresu materiału. Obecnie ta sfera jest zaniedbywana na rzecz myślenia, kojarzenia, pracy grupowej itp, itd. Profesor Tadeusz Zieliński - nestor polskiej filologi klasycznej mawiał, iż znajomosć faktów tworzy mocny odporny na trudy i znieszczenie kościec, jeżeli do tego pojawi się zdrowa tkanka(syntetyczne myślenie) oraz pulsujaca należycie krew(analiza) powstanie nam wspaniale funkcjonujacy organizm. Niestety bez silnego szkieletu nawet najlepsza tkanka i krew na niewiele się zdadzą. I potem mamy takie sytuacje gdy student 3 roku historii pytany o znaczenie przymiotnika "Trybunalski" w nazwie miasta "Piotrków Trybunalski" mówi, iż to dlatego, bo było to rodowe gniazdo Trybunalskich a student kończący geografię na wcale renomowanym uniwersytecie szuka Zwierzynieckiego Parku Narodowego gdzieś w nad Wartą. O tempora o mores!!!!!
|
|
5 na 5 | Scarabaeus (2198 punktów) | Odp: Poziom wykształcenia a poziom intelektualny Polaków? | Rozmawiając na naszym >forum dostrzegam, że cześć młodych uczestników nie potrafi ani wyartykułować tego co ma do >przekazania, ani zrozumieć tekstów innych uczestników, a także jest dramatycznie nieoczytana. >Nie wiem, jak procentowo dużej grupy to zjawisko dotyczy, ale choć może niesłusznie, to budzi to >mój niepokój. >Czy z tym przesadzam?
Odpowiem nieładnie, czyli pytaniem na pytanie.
Czy Twoje dzieci są "głupsze" (czytaj gorzej wykształcone i oczytane) od Ciebie?
Dla mnie to pytanie jest najważniejsze w dyskusji o stanie wykształcenia dzisiejszej młodzieży.
Wiem, że system oświaty kuleje. Wiem, że teraz liczą się pieniądze. Wiem, że teraz nie jest tak jak kiedyś. Wiem jednak też, że mądry rodzic to ten który potrafi swoje dzieci wychować na ludzi mądrzejszych od siebie. Jeżeli tego nie potrafił, to może nie był tak mądry jak się mu wydawało. Jeżeli dzisiejsza młodzież nie czyta książek i nie potrafi zrozumieć prostego tekstu, to winę za to ponosimy my (w tym i ja) rodzice. Może nie byliśmy wcale tak dobrze wykształceni i przygotowani do życia jak się nam wydawało? Nie szukajmy winy w młodzieży tylko w nas.
Uważam jednak, że z tą młodzieżą nie jest aż tak źle a przynajmniej nie jest gorzej niż z moim pokoleniem.
|
|
 | 5 na 5 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > Czy Twoje dzieci są "głupsze" (czytaj gorzej wykształcone i oczytane) od Ciebie?Moje są znacznie mądrzejsze ode mnie (biorąc "mnie" w ich wieku lub starszego nawet o parę lat), lepiej przygotowane do życia, chyba równie dobrze wykształcone i oczytane  I nie przyszło im to samo, z genami. Ale my mamy hyzia na tym punkcie (np. dzieci płynnie czytały w wieku lat 4-5). Ale trend jest taki sam, jak u wszystkich rówieśników, tylko osłabiony przez wpływ wychowania. Na pewne rzeczy nie ma rady. Praca z komputerem i internetem zmienia mózg każdej osoby, czy chce czy nie. Odmóżdżająca telewizja wciąga jak jedzenie czipsów. Nie jest "gorzej" niż kiedyś. Jest inaczej niż było i będzie jeszcze inaczej. Możliwe, że pogłębia się rozwarstwienie intelektualne i kulturalne społeczeństwa, a wysiłek intelektualny jest obecnie niestety niemodny.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
4 na 4 | zachaj (5239 punktów) | >forum dostrzegam, że cześć młodych uczestników nie potrafi ani wyartykułować tego co ma do >przekazania, ani zrozumieć tekstów innych uczestników, a także jest dramatycznie nieoczytana.
Domyślam się po którym wątku takie wnioski.
Rzeczywiście poziom jest coraz niższy i to nie tylko na uczelniach. Młodzi ludzie nic nie czytają lub czytają tylko to co muszą. Wiele osób studiuje ale niewielu rozwija się podczas studiów. Tendencję tą doskonale obrazuje ich aktywność na forum, umieją pisać bo piszą na GG, Naszej klasie czy Facebooku, z czytaniem ze zrozumieniem jest już dużo gorzej.
Osobiście cedzę wypowiedzi, kiedyś czytałem i odpowiadałem na wszystko ale w pewnym momencie zaczynała boleć głowa, więc dałem sobie spokój.
|
|
4 na 4 | lukaszewicz (5674 punktów) | >Każdy kolejny >rocznik studentów jest gorszy. Niewiele czytają, nie rozumieją tego co przeczytali, i fatalnie >piszą. Najchętniej prace semestralne przysyłaliby SMS.[/color]
Tacyt też coś o tym pisał.
>Rośnie nam poziom formalnego wykształcenia, ale jak ono ma się do poziomu? Rozmawiając na naszym >forum dostrzegam, że cześć młodych uczestników nie potrafi ani wyartykułować tego co ma do >przekazania, ani zrozumieć tekstów innych uczestników, a także jest dramatycznie nieoczytana. >Nie wiem, jak procentowo dużej grupy to zjawisko dotyczy, ale choć może niesłusznie, to budzi to >mój niepokój. Jeżeli poziom uczestników forum budzi niepokój, to można zacząć bywać gdzie indziej. Jeżeli natomiast niepokój wzbudza poziom intelektualny Polaków (o czym mógłby świadczyć tytuł wątku), to wyciąganie wniosków na ten temat na podstawie wypowiedzi na forum nie ma sensu.
>Czy z tym przesadzam?
Tak.
|
|
 | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | >>>>Czy z tym przesadzam? >Tak.
>Jeżeli poziom uczestników forum budzi niepokój, to można zacząć bywać gdzie indziej. >Jeżeli natomiast niepokój wzbudza poziom intelektualny Polaków (o czym mógłby świadczyć tytuł wątku), to wyciąganie wniosków na ten temat na podstawie wypowiedzi na forum nie ma sensu. Cholera, a nawet ze znajomością przysłów jakby teraz trochę gorzej było! Na przykład: Uderz w stół....
PS. Tak od siebie, to pisałem tylko o niektórych uczestnikach. Poziom większości zadawala mnie zupełnie, a czasem jestem nim wielce zbudowanym - gdyż jest bardzo wysoki, że nie wszystkich, to chyba na tym dyskusyjnym forum mam prawo wyboru. I tego - z kim chcę rozmawiać i do oceny zamieszczonych tu tekstów. (Niektórych uczestników - gdy tylko mogę na ich głupotę niezareagować - staram się omijać).
Proszę jednak przeczytać nasz "Regulamin", "Prolog" oraz "Wprowadzenie" i nie wyrzucać mnie z naszego forum.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
|  | 1 na 1 | lukaszewicz (5674 punktów) |
>Cholera, a nawet ze znajomością przysłów jakby teraz trochę gorzej było! >Na przykład: Uderz w stół....
Jedni nie znają o stole, a inni o belce.
>PS. Tak od siebie, to pisałem tylko o niektórych uczestnikach. >Poziom większości zadawala mnie zupełnie, a czasem jestem nim wielce zbudowanym - gdyż jest bardzo wysoki To skąd ten niepokój?Czyżby fobia?
>Proszę jednak przeczytać nasz "Regulamin", "Prolog" oraz "Wprowadzenie" i nie wyrzucać mnie z naszego forum. Nie spodziewałem się innej odpowiedzi od Autora tego wątku niż "proszę sobie poczytać".
Na dowód, że jestem oczytany zacytuję kawałek regulaminu.
"Tytuł powinien skrótowo prezentować zawartość i tematykę wątku".
Miłego dnia.
|
|
3 na 3 | jasenka (1863 punktów) | > Nie wiem, jak procentowo dużej grupy to zjawisko dotyczy, ale choć może niesłusznie, to budzi to> mój niepokój.> Czy z tym przesadzam?Nie przesadza Pan, myślę, że jest to kwestia zmiany percepcji przyjmowania informacji. Książki zostały zastąpione internetem, a to powoduje szybkie i powierzchowne dotykanie tematów, uczenie się nowych słów jest mniej wydajne, bo nie utrwalane powtórzeniami. Forma wypowiedzi jest skrótem - tak jak współczesny montaż filmowy jest podobny do teledysku. W mojej podstawówce był jeden jedyny kolega, który był zwolniony z dyktand, bo był dysgrafkiem, cała szkoła mu zazdrościła  Teraz w przeciętnej klasie jest ich pewnie po kilkanaście osób. Ogólnie mnie to wkurza, ale myślę, że to zmiana ewolucyjna. 20 lat temu główna rozrywką były książki i jako nastolatka pochłaniałam ich tony, teraz mi się już nie chce, bo mój mózg nie ma miejsca przy tym natłoku informacji.
|
|
 | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | >20 lat temu główna rozrywką były książki i jako nastolatka pochłaniałam ich tony, Jestem przekonany, że to zaprocentuje. Niech Pani za 20 lat wspomni, że Bogusławski miał rację.
>teraz mi się już nie chce, bo mój mózg nie ma miejsca przy tym natłoku informacji. Choć jestem "starszym panem", to jestem zafasynowany komputerem i internetem. Krzystam z nich jak tylko mogę, ale jestem przekonany, że czytania książek nic nie zastąpi.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
|  | 2 na 2 | Domestos z Bidetu (6257 punktów) |
>Choć jestem "starszym panem", to jestem zafasynowany komputerem i internetem. Krzystam z nich jak tylko mogę, >ale jestem przekonany, że czytania książek nic nie zastąpi.
To właśnie jest ciekawe. Rok temu przeżyłem fascynację "mobilnością" i nagromadziłem sporą ilość wersji elektronicznych(pdf, doc, txt - ale i mp3). Super sprawa - można mieć ze sobą nieprzeliczone ilości książek. Czytać zawsze i wszędzie. A jednak? Telefon - za mały, laptop, nie poręczny, mały laptopik - też jakoś nie do końca mi odpowiada. Wychodzi mi żem tradycjonalista. Jednak. Jeszcze rozważam tablet...
Mam wrażenie, subiektywne oczywiście, że czytanie papierowe "pozostaje dłużej".
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
| |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | >Mam wrażenie, subiektywne oczywiście, że czytanie papierowe "pozostaje dłużej". Ja też!
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| |  | 4 na 4 | lukaszewicz (5674 punktów) | > Jeszcze rozważam tablet...Coś takiego się sprawdza: cokupic.pl/produkt/Bebook-Ksiazka-elektroniczna> Mam wrażenie, subiektywne oczywiście, że czytanie papierowe "pozostaje dłużej".To samo pewnie mówili zwolennicy glinianych tabliczek jak zobaczyli papirus
|
|
| | |  | 1 na 1 | Domestos z Bidetu (6257 punktów) | > > Jeszcze rozważam tablet...> Coś takiego się sprawdza:> cokupic.pl/produkt/Bebook-Ksiazka-elektronicznadziękuje za podpowiedź - no tak, ale: Cytat: Gruntownie zanalizowaliśmy 9 opinii Użytkowników Cokupić.pl o Bebook Książka elektroniczna, wystawionych w ciągu 29 ostatnich miesięcy. Bebook Książka elektroniczna przez Użytkowników został oceniony jako dobry. Użytkownicy zwrócili uwagę na jego największą zaletę: "dobra jakość obrazu". Właściciele produktu najczęściej wybierają cechę: "technicznie doświadczony". 22% oceniających przyznało mu najwyższą możliwą ocenę. Znaczna większość osób opiniujących uznała, że poleca ten produkt. W aktualnym rankingu zajmuje 6. miejsce w swojej kategorii. Ostatnio ten produkt zrecenzował Użytkownik porównywarki cen ceneo.pl w dniu 27.04.2010. Produkt jest dostępny...
troszkę mnie taki opis odstrasza... raczej. 12.07.2011 > >Mam wrażenie, subiektywne oczywiście, że czytanie papierowe "pozostaje dłużej".> To samo pewnie mówili zwolennicy glinianych tabliczek jak zobaczyli papirus>  nie zaprzeczę, ale chętnie poznałbym i tę opinie... 
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
| |  | | Olga W. (396 punktów) | > To właśnie jest ciekawe. Rok temu przeżyłem fascynację "mobilnością" i nagromadziłem sporą ilość wersji elektronicznych(pdf, doc, txt - ale i mp3). Super sprawa - można mieć ze sobą nieprzeliczone ilości książek. Czytać zawsze i wszędzie. A jednak? Telefon - za mały, laptop, nie poręczny, mały laptopik - też jakoś nie do końca mi odpowiada. Wychodzi mi żem tradycjonalista. Jednak. Jeszcze rozważam tablet...Kolega niedawno zamówił sobie z Amazon.com Kindle. Cudowna sprawa. Czytanie na laptopie jak dla mnie w ogóle nie wchodzi w grę, ekrany LCD bardzo szybko męczą oczy (właśnie mnie już zaczęły piec po lekturze tej dyskusji  ), ale na ekranach imitujących papier nie czuć właściwie żadnej różnicy. No dobrze, brakuje szelestu kartek, no i ekran w wersji podstawowej jest dość mały, ale i tak uważam, że to całkiem rozsądna opcja. Zwłaszcza przy tak zwanej "letkości"  urządzenia. Ech, zabrzmiało jak reklama  ale odkąd miałam Kindle w rękach, poczułam się do misji ratowania racjonalistycznych oczu przed ekranami LCD
|
|
|  | | Głąbiński (3538 punktów) | >... jestem przekonany, że czytania książek nic nie zastąpi. Sprawa pewnie rozwiąże się tak, jak to stało się z teatrem, kinem i telewizją, które obecnie nie tylko konkurują ze sobą, lecz zarazem uzupełniają się wzajemnie.
Stach M. G.
|
|
|  | 4 na 4 | Hodża (11172 punktów) | >Choć jestem "starszym panem", to jestem zafasynowany komputerem i internetem. Krzystam z nich jak tylko mogę, >ale jestem przekonany, że czytania książek nic nie zastąpi.
Jeśli o mnie chodzi, to komputer służy mi jako biblioteka - głównie, bo oczywiście np. na YouTube też czasem zaglądam. Ilekroć muszę odkurzać swoją biblioteczkę, myślę, że format elektroniczny ma tę przynajmniej zaletę, że nie wymaga sprzątania.
Natomiast nawiązując do głównego tematu - kiedyś znałem zacnego człowieka, nauczyciela ze starszego pokolenia, wychowanego jeszcze na tych tradycyjnych przedwojennych wzorcach. Już wtedy mi mówił tak: "ludzie dziś nie rozumieją słowa <<studiowanie>>. Wyznają zasadę "trzech zet" : zakuć, zdać, zapomnieć. A studiowanie wymaga nie tylko zainteresowania - wymaga pasji i samodzielnego poszerzania wiedzy, zaś wykładowca może być co najwyżej przewodnikiem po głównych drogach w tej krainie, ale ścieżkę powinien odnaleźć sam student". Tak to mniej więcej brzmiało, może w innych słowach, ale sens był właśnie ten. Dzisiaj naprawdę zapomina się znaczenia wielu słów, a - co gorsza - ważne słowa często zmieniają znaczenie.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | . >A studiowanie wymaga nie tylko zainteresowania - wymaga pasji i samodzielnego poszerzania wiedzy, zaś wykładowca może być co najwyżej przewodnikiem po głównych drogach w tej krainie, ale ścieżkę powinien odnaleźć sam student". Tak to mniej więcej brzmiało, może w innych słowach, ale sens był właśnie ten. Podobnie już tu ze trzy razy napisałem i co? Od mądrych i stosujących to w życiu dostałem plusika, a co głupsi poczuli się osobiście dotknięci.
>Dzisiaj naprawdę zapomina się znaczenia wielu słów, a - co gorsza - ważne słowa często zmieniają znaczenie. Dokładnie tak! ------------------ Nie wstydźmy się niewiedzy, gdy na wiedzę jesteśmy otwarci. Nie bójmy się błądzić, gdy myślimy samodzielnie. Dla racjonalisty wstydem jest bezkrytyczne oparcie się na autorytetach (nawet tych najbardziej godnych szacunku) i stanie w miejscu (nawet gdy już się jest uznanym za intelektualistę).
Racjonalizm - to pasja stałego samodzielnego przyswajania wiedzy i odwaga samodzielnego myślenia. Czy ma się lat 12, czy 82. Pański nauczyciel zdecydowanie miał rację.
Przepraszam za "wielkie halo", ale czasem jest potrzebne.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
 | | zupełna (2507 punktów) | Forma wypowiedzi jest skrótem - tak jak współczesny montaż filmowy jest podobny do teledysku. W mojej podstawówce był jeden jedyny kolega, który był zwolniony z dyktand, bo był dysgrafkiem, cała szkoła mu zazdrościła  Teraz w przeciętnej klasie jest ich pewnie po kilkanaście osób. Ogólnie mnie to wkurza, ale myślę, że to zmiana ewolucyjna. 20 lat temu główna rozrywką były książki i jako nastolatka pochłaniałam ich tony, teraz mi się już nie chce, bo mój mózg nie ma miejsca przy tym natłoku informacji. Owszem przybywa oswiadczeń o dysgrafii i dysleksji, bo wiekeksza jest wiedza i akceptacja w tej materii, wogole pojawili sie ludzie zastanawiajacy się DLACZEGO "Jaś" nie nauczył sie czytac do 10 roku życia.. Czytanie duzej ilosci ksiazek niestety nie pomaga na te przypadłości, choć jest dla rozwoju ogolnego bezcenne.
|
|
3 na 3 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>Czy z tym przesadzam? W dzisiejszym świecie musimy niestety wybierać. Albo czytamy Ulissesa (ponad 800 stron )albo korzystamy z internetu. Myślę, że na wszystko nie starcza czasu. Dzisiaj wielu studentów również pracuje, aby zarobić np. na czesne. A to zabiera czas który by mogli przeznaczyć na naukę i lektury. Jest dzisiaj wszystkiego (prawie) za dużo, oferta jest ze sto razy bogatsza niż to było za tzw. komuny. Wszelka oferta. Dziesiątki filmów, festiwali, koncertów, książek, programów telewizyjnych, internet. W takiej ofercie każdy coś znajduje dla siebie. Dawniej były książki i ewentualnie teatr. Za czasów takiej Orzeszkowej czy innej Modrzejewskiej. W gimnazjach uczono greki i łaciny. Ludzie znali Iliadę i Odyseję. Ale dzisiaj czasy się zmieniły. Dzisiaj trzeba się znać na obsłudze skomplikowanych maszyn i na tym jak komu wcisnąć jakiś produkt, którego nie potrzebuje. No i Buzek rozwalił szkolnictwo tworząc gimnazja.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
 | 3 na 3 | Domestos z Bidetu (6257 punktów) | > >Czy z tym przesadzam? >W dzisiejszym świecie musimy niestety wybierać. >Albo czytamy Ulissesa (ponad 800 stron )albo korzystamy z internetu. >Myślę, że na wszystko nie starcza czasu. >Dzisiaj wielu studentów również pracuje, aby zarobić np. na czesne.
Dodajmy - wielu studiuje więcej niż jeden kierunek. I szkic będzie pełniejszy.
W zasadzie zgoda. Ale czy nie powinno się jednak przemyśleć życia w kontekście - ilość czy jakość?
"Jakość" czy "jakoś"?
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
|  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > czy nie powinno się jednak przemyśleć życia w kontekście - ilość czy jakość?
"Osiołkowi w żłoby dano, W jeden owies, w drugi siano. Uchem strzyże, głową kręci I to pachnie, i to nęci. Od którego teraz zacznie, Aby sobie podjeść smacznie? Trudny wybór, trudna zgoda Chwyci siano, owsa szkoda, Chwyci owies, żal mu siana. I tak stoi aż do rana, A od rana do wieczora; Aż nareszcie przyszła pora, Że oślina pośród jadła Z głodu padła."
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| |  | 1 na 1 | Domestos z Bidetu (6257 punktów) | >"Osiołkowi w żłoby dano, >W jeden owies, w drugi siano. >Uchem strzyże, głową kręci > > I to pachnie, i to nęci.Od którego teraz zacznie,
nęci Cię "jakoś" czy "jakość"? I od czego więc zaczynasz?
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
| | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>nęci Cię "jakoś" czy "jakość"? I od czego więc zaczynasz? Jestem w sytuacji osiołka. Przecież nie muszę wybierać między jakoś i jakość. Jak mam 10 dobrych powieści, do przeczytania 10 dobrych książek popularno naukowych , różnych Dawkinsów, Dennettów itp. 10 dobrych filmów Kilka radyj do słuchania w internecie , aby języka nie zapomnieć ( w gębie). Kilka tygodników do przerzucenia, Kilka sztuk teatralnych do obejrzenia To co mam wybrać? Już śp. Stanisław Lem narzekał, że dostaje kociokwiku od przerostu informacji i możliwości. A przecież jeszcze babcia musi wykonywać obowiązki domowe, prać, sprzątać , gotować.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) |
> A przecież jeszcze babcia musi wykonywać obowiązki domowe, prać, sprzątać, gotować.I wszystko wszystkim pod nos podtykać? No co Ty. Rozłóż obowiązki domowe między wszystkich domowników. Sprawiedliwie* * nie znaczy "po równo". Sobie zostaw najmniej - tylko zarządzanie
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
3 na 3 | Olga W. (396 punktów) | > Bogusław Śliwerski - profesor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej oraz Akademii >Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie powiedział: Każdy kolejny >rocznik studentów jest gorszy. Niewiele czytają, nie rozumieją tego co przeczytali, i fatalnie >piszą. Najchętniej prace semestralne przysyłaliby SMS. >Rośnie nam poziom formalnego wykształcenia, ale jak ono ma się do poziomu? Rozmawiając na naszym >forum dostrzegam, że cześć młodych uczestników nie potrafi ani wyartykułować tego co ma do >przekazania, ani zrozumieć tekstów innych uczestników, a także jest dramatycznie nieoczytana. >Nie wiem, jak procentowo dużej grupy to zjawisko dotyczy, ale choć może niesłusznie, to budzi to >mój niepokój. >Czy z tym przesadzam?
Nie wiem, czy to się wiąże z wiekiem, czy to kwestia tego, że im człowiek bardziej wykształcony/ogarnięty, tym bardziej go boli cudzy brak wykształcenia/głupota/brak tak zwanego życiowego sprytu; a ponadto meme młodzieżowy, o którym już parę osób tu pisało. Odniosę się do tych nieszczęsnych studentów, jako że akurat jestem studentką, a właściwie jestem na pograniczu - zrezygnowałam z jednych studiów, zaczynam od października nowe. Podeszłam do sprawy, jak sądzę, odpowiedzialnie - jakoś bym się przeturlała do końca, ale ponieważ kierunek mnie nie interesował (a był inżynieryjny), uznałam, że lepiej nie robić krzywdy sobie i osobom, które miałyby korzystać z owoców mojej późniejszej tak zwanej pracy. Niestety, w mojej grupie koledzy i koleżanki bardziej martwili się tak zwaną "stratą roku" (jeśli mogę wtrącić tak obok tematu - moim zdaniem to ważny problem socjologiczny, wielu rodziców, a przez to i studentów, traktuje to jako jedną wielką tragedię i dramat, i uważa że lepiej "wytrzymać", niż "robić cyrki", a nie oszukujmy się, w wieku 19 lat prawie nikt nie wie, co chce zrobić ze swoim życiem - ludziom co najwyżej wydaje się, że coś im się podoba, po nazwie) i postanowili męczyć ten kierunek dalej, mimo że 90% już po paru laboratoriach wiedziało, że zupełnie on ich nie rusza. No ale co powie mama? W kwestii samego studiowania - cóż, wygląda to jak wygląda. Siadaj i rób. I albo żadnych wyjaśnień, albo wręcz celowe wprowadzanie w błąd (kolega z "pomocą" prowadzącego robił 3 razy to samo ćwiczenie, prowadzący za każdym razem miał inną wersję tego, jak je wykonać, dopiero pod koniec coś z tego wyszło; kolega się - delikatnie mówiąc - zdenerwował i zapytał prowadzącego, czemu ten nie mógł mu od razu powiedzieć, jak to powinno być; pan doktor się obraził). Owszem, powinniśmy sami zdobywać wiedzę, a nie liczyć, że wszystko zostanie nam podane na talerzu - ale proszę uwierzyć, staraliśmy się. Tymczasem na wykładach slajdy będące jednym wielkim niezrozumiałym wzorem, a do laboratoriów jeden skrypt autorstwa prowadzącego, napisany kompletnie niezrozumiale (kolejny problem na który chciałam zwrócić uwagę - bardzo cenię Amerykanów za ich podejście do podręczników, tam dobry podręcznik to zrozumiały podręcznik; u nas wychodzi się z założenia, że im bardziej niezrozumiale napiszę, tym bardziej będę zajebisty; a chyba nawet Einstein powiedział, że jak się nie umie wytłumaczyć czegoś w prosty sposób, to oznacza to, że nie zna się wystarczająco tematu). Jeszcze jedna krótka uwaga, bo oczywiście się rozpisałam i wyszedł jakiś kogel-mogel. Pytałam kiedyś o to mamę i przyznała mi rację, że dawniej żyło się jakoś... wolniej. Spokojniej. Było więcej czasu na wszystko, teraz znika nam on nie wiadomo gdzie. Światem rządzi reguła cheaply, easily & quickly. Są już nawet bestsellerowe poradniki na temat zarządzania czasem. Tyle że ludzie nie mają kiedy ich czytać. Chyba że w autobusie... pamiętam, jak kolega mówił, że musi sobie wydrukować skrypt, bo jedzie do domu (mieszka daleko od uczelni) i akurat będzie miał czas poczytać. Nie wiem, może to świadectwo tępoty i lenistwa, może to ADHD, ale mam wrażenie, że wielu młodych ludzi po prostu nie jest w stanie skoncentrować się na dłuższym tekście, bo zaraz miliard myśli, miliard innych rzeczy do zrobienia.
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) |
>Nie wiem, czy to się wiąże z wiekiem, czy to kwestia tego, że im człowiek bardziej wykształcony/ogarnięty, tym bardziej go boli cudzy brak wykształcenia/głupota/brak tak zwanego życiowego sprytu; a ponadto meme młodzieżowy, o którym już parę osób tu pisało. Pan Hodża - młody człowiek - napisał wyżej w naszym wątku: kiedyś znałem zacnego człowieka, nauczyciela ze starszego pokolenia, wychowanego jeszcze na tych tradycyjnych przedwojennych wzorcach. Już wtedy mi mówił tak: "ludzie dziś nie rozumieją słowa <<studiowanie>>. Wyznają zasadę "trzech zet" : zakuć, zdać, zapomnieć. A studiowanie wymaga nie tylko zainteresowania - wymaga pasji i samodzielnego poszerzania wiedzy, zaś wykładowca może być co najwyżej przewodnikiem po głównych drogach w tej krainie, ale ścieżkę powinien odnaleźć sam student". Tak to mniej więcej brzmiało, może w innych słowach, ale sens był właśnie ten. Swoją ścieżkę musi odnaleźć Pani sama. Albo otrzyma Pani od życia za to nagrodę, albo będzie Pani żałować swoich wyborów. Wiem, że ogromnie się liczy oczytanie, ale to należy zaczynać od pierwszych klas szkoły podstawowej.
Życie i nasze wybory wcale nie są łatwe, ale ci którzy mają łatwo wcale nie są najwartościowszymi ludźmi. Tak, że uszy do góry i do przodu przez swoje własne życie.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|