Ciężko jest znieść świadomość przyjścia na taki świat, który potrafi być tak szpetny, odpychający, umierający. Jednak nieopisany zachwyt nad światem także ma miejsce, nie ma już żadnych drogowskazów. Można kierować się jeszcze naturalnością wysublimowaną we własnym umyśle. Wbrew temu co często nam się mówi, że swąd to nie sąd, a śmierć jak w Madrycie. Natura jest bura. A sąd ostateczny nie jest wszeteczny. Czy oswojony Bóg i Nauka i czy jest jeszcze Bogiem i Nauką (jeśli chodzi o jakiego Boga pytasz to chodzi mi o "Niego" w sensie panteistycznym)? One nie są po prostu naszymi wynalazkami, mówiąc prosto. Napiszę jeszcze, że Dawkins (słynny krzewiciel dynamicznej ewolucji) powiedział, że czuje się dumny z bycia człowiekiem dlatego, że odkrył on naukę, ale "ignorancja zwycięży" i wszystko pójdzie w niwecz (homo sapiens sapiens- dla mnie to brzmi jak: jednego rodzaju, myślący, że myśli, mówię tu nie tylko o ignorancji i głupocie, ale, przede wszystkim, o nieodpowiedzialności). Praw da jest okropna... Ale ptaki mają pióra. I większość mędrców wymyślała jak uciec od świata (Schopenhauer, Budda, Jezus, Platon), Nietzsche zaś wymyślał jak od świata nie uciekać ("Narodziny tragedii z ducha muzyki").  |