Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jak się zapomina sztuki pisania

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
11-08-2020 09:47Arminius (25555 punktów)Jak się zapomina sztuki pisania
Ocena 3 na 3
Rozmawiałem wczoraj z dyrektorką szkoły podstawowej w dużym, wojewódzkim mieście. Opowiadała, iż przyszła do niej delegacja straumatyzowanych czwartoklasistów, którzy oświadczyli, iż boją się wracać do szkoły z początkiem września bo....zapomnieli jak się pisze!!!
Z pisaniem u młodzi już od dawna nie jest zbyt dobrze. Jednakże - jak widać - zdalne nauczanie i nieustanne operowanie klawiaturą zada ostateczny cios łaski tej jakże zbędnej umiejętności!
Coraz więcej surrealistycznej tragifarsy wokół nas. Chwilami "klimaty" są jak z filmów Szulkina.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>...zapomnieli jak się pisze!!!
>[...] operowanie klawiaturą zada ostateczny cios łaski tej jakże zbędnej umiejętności!
Pisanie z klawiatury to również pisanie, więc temat potraktowany nieprecyzyjnie.

A co do samego pisma, to niewykluczone, że kiedyś okaże się ono zbędne.

cr
11-08-2020 12:33 
 Ocena 2 na 2
Gruby Rycho (532 punktów)
>>...zapomnieli jak się pisze!!!
>>[...] operowanie klawiaturą zada ostateczny cios łaski tej jakże zbędnej umiejętności!
>Pisanie z klawiatury to również pisanie, więc temat potraktowany nieprecyzyjnie.
>A co do samego pisma, to niewykluczone, że kiedyś okaże się ono zbędne.

Myślę że raczej nigdy. Nie odwołuję się tu do argumentu, że pismo narodziło się wiele tysięcy lat temu (dokładnie nie wiadomo kiedy) i przetrwało do dziś. Nawet się z czasem stosowania ubogaca. Pismo jest jednym z narzędzi porozumiewania się ludzi (a nie robotów) i formą przekazywania informacji.
Czytając Arminiusa, choć płytko ukazuje zagadnienie, domyślam się, że raczej chodzi o pisownię, konkretniej ortografię języka polskiego, który jak wiemy raczej nie jest łatwa dla młodego Polaka, a co dopiero mówić obcokrajowca. Poznałem kiedyś Ukraińca dr nauk pracującego na WSG w Bydgoszczy i mieszkającego w Polsce już może i dziesięć lat. Postanowił wydać publikację na temat ratownictwa wodnego pisząc samodzielnie po polsku. Maszynopis mi dał, bym sprawdził poprawność jego wypowiedzi. I co? Jak myślisz? Praktycznie cała publikacja do poprawki. Jak mu oddałem to bardzo szpetnie zaklął, bo wydawało mu się, że już swobodnie zna nasz język. Owszem rozmawia bardzo poprawnie, ale pisanie mu nie wychodzi. Jego żona też p. dr to nawet i do dziś ma trudności nawet w konwersacji po polsku. Więc się domyślam tylko, że Arminius pisał mając na myśli naszą egzotyczną ortografię, co jak nam wiadomo młodzież polska nie szanuje.
11-08-2020 13:43 
 Ocena 3 na 3
Arminius (25555 punktów)na myśli mając
>Więc się domyślam tylko, że Arminius pisał mając na myśli naszą egzotyczną ortografię, co jak >nam wiadomo młodzież polska nie szanuje.

Ortografia to odrębny i wielki problem. Ale w tym wypadku nie tylko o nią chodzi. Chodzi gównie o najbardziej elementarną rzecz, to jest w miarę płynne pisanie ręką, łączenie liter, nadawanie literom wyrazistych kształtów...
12-08-2020 03:25 
 Ocena 2 na 2
Gruby Rycho (532 punktów)Odp: na myśli mając
>>Więc się domyślam tylko, że Arminius pisał mając na myśli naszą egzotyczną ortografię, co jak >nam wiadomo młodzież polska nie szanuje.
>Ortografia to odrębny i wielki problem. Ale w tym wypadku nie tylko o nią chodzi. Chodzi gównie o najbardziej elementarną rzecz, to jest w miarę płynne pisanie ręką, łączenie liter, nadawanie literom wyrazistych kształtów i jak je łączyć.

Gdy ja zaczynałem edukację to w pierwszej klasie szkoły podstawowej był jak gdyby pod przedmiot zwany kaligrafią. Teraz rzeczywiście tego nie ma, bo rzeczywiście trudno kaligrafii uczyć gdy wszyscy piszą długopisami. Pisano wtedy atramentem a kałamarz był wstawiany w środku ławki, a pisało się "piórem"/obsadką ze stalówką która pod odpowiednim naciskiem dawała urokliwy wygląd stawianym literom. Ot sentymenty mnie ogarnęły.
11-08-2020 13:48 
 Ocena 4 na 4
Arminius (25555 punktów)formuła proletariacka?
>Poznałem kiedyś Ukraińca dr nauk pracującego na WSG w Bydgoszczy i mieszkającego w Polsce już >może i dziesięć lat. Postanowił wydać publikację na temat ratownictwa wodnego pisząc >samodzielnie po polsku. Maszynopis mi dał, bym sprawdził poprawność jego wypowiedzi. I co? Jak >myślisz? Praktycznie cała publikacja do poprawki. Jak mu oddałem to bardzo szpetnie zaklął, bo >wydawało mu się, że już swobodnie zna nasz język.

W latach 30 - tych ubiegłego na terenie ukrainnej Marchlewszczyzny miał miejsce eksperyment polegający na próbie drastycznego uproszczenia pisowni j. polskiego. Detali problemu nie znam - wiem tylko tyle, iż motywowano owo przedsięwzięcie koniecznością uczynienia pisowni przejrzystej i zrozumiałej dla ludu pracującego, zaś skomplikowane reguły pisowni interpretowano w kategoriach kuriozów i przeżytków szlachecko - burżuazyjnych.
12-08-2020 03:45 
 Ocena 1 na 1
Gruby Rycho (532 punktów)Odp: formuła proletariacka?
>>Poznałem kiedyś Ukraińca dr nauk pracującego na WSG w Bydgoszczy i mieszkającego w Polsce już >może i dziesięć lat. Postanowił wydać publikację na temat ratownictwa wodnego pisząc >samodzielnie po polsku. Maszynopis mi dał, bym sprawdził poprawność jego wypowiedzi. I co? Jak >myślisz? Praktycznie cała publikacja do poprawki. Jak mu oddałem to bardzo szpetnie zaklął, bo >wydawało mu się, że już swobodnie zna nasz język.
>W latach 30 - tych ubiegłego na terenie ukrainnej Marchlewszczyzny miał miejsce eksperyment polegający na próbie drastycznego uproszczenia pisowni j. polskiego. Detali problemu nie znam - wiem tylko tyle, iż motywowano owo przedsięwzięcie koniecznością uczynienia pisowni przejrzystej i zrozumiałej dla ludu pracującego, zaś skomplikowane reguły pisowni interpretowano w kategoriach kuriozów i przeżytków szlachecko - burżuazyjnych.

Jak zwykle wygłup władzy komunistycznej. Próby nigdy się nie powiodą albowiem każdy język ma swoją historię równolegle i nie zależnie od systemu panującemu. Nie chcę się rozpisywać, ale słyszałem wypowiedź prof. Miodka na ten temat, które to zamierzenia określił najłagodniej jak mógł, że próby takie właśnie czynione były przez nieuków, a bynajmniej nie przygotowanych.
Przykładem może być próba powszechnego języka porozumiewania się w Europie, ESPERANTO" prof. Ludwika Zamenhofa. Idea piękna ....tylko właśnie...jest w stanie agonalnym. Ta próba oparta była o języki rodziny łacińskiej. No to gdzie zrozumienie w grupie języków anglosaskich i germańskich na ten przykład. To tylko dowód, że wszelkie manipulacje przy języku nigdy nie wyjdą tak jakby życzył sobie autor pomysłu. Ja z kolei słyszałem nawet dość mocne głosy by usuwać te rzekome przekleństwa języka polskiego jak: "ó" i "u", "rz" i "ż", "ch" i "h", fonetyka ta sama a znaczenie różne.
Na pociechę tylko powiem, że inne języki słowiańskie mają takie same zakamarki językowe jak są u nas. Tego nie da się zunifikować. Nie jestem polonistą, ale uważam, że język polski jakkolwiek nieraz niedoskonały ma swój urok i piękno.
11-08-2020 14:42 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Jak się zapomina sztuki pisania

>Pismo jest jednym z narzędzi porozumiewania się ludzi (a nie robotów) i formą przekazywania informacji.
Tym sposobem jest język mówiony, pismo jest tylko sposobem rejestracji języka mówionego. Ale przecież już teraz umiemy rejestrować mowę bez pomocy pisma...

cr
Gruby Rycho (532 punktów)
>>Pismo jest jednym z narzędzi porozumiewania się ludzi (a nie robotów) i formą przekazywania informacji.
>Tym sposobem jest język mówiony, pismo jest tylko sposobem rejestracji języka mówionego. Ale przecież już teraz umiemy rejestrować mowę bez pomocy pisma...

Zgoda ale....zawsze będzie. Bo rejestracja na urządzeniach nie musi być trwała. Ale np. krzykliwa reklama jakiegoś produktu w dodatku ze specjalnym oznaczeniem (jakieś logo) "krzyczy" klientowi psując mu oczy i nerwy napastliwie błyskami i kolorami, to jest przecież już formą pisaną. A tam litery reklam mają nieraz wymyślne celowo kształty.
Wobec twego spojrzenia dam przykład zapisu muzyki. Przecież można usłyszaną muzykę nagrać. Po jakimś czasie moda, upodobania zmienne i różniste zapis eliminują. A gdy jest zapisana na pięciolinii zeszytu nutowego, jest zawsze do odtworzenia.
Gruby Rycho (532 punktów)
>>>Pismo jest jednym z narzędzi porozumiewania się ludzi (a nie robotów) i formą przekazywania informacji.
>>Tym sposobem jest język mówiony, pismo jest tylko sposobem rejestracji języka mówionego. Ale przecież już teraz umiemy rejestrować mowę bez pomocy pisma...
>Zgoda ale....zawsze będzie. Bo rejestracja na urządzeniach nie musi być trwała. Ale np. krzykliwa reklama jakiegoś produktu w dodatku ze specjalnym oznaczeniem (jakieś logo) "krzyczy" klientowi psując mu oczy i nerwy napastliwie błyskami i kolorami, to jest przecież już formą pisaną. A tam litery reklam mają nieraz wymyślne celowo kształty.
>Wobec twego spojrzenia dam przykład zapisu muzyki. Przecież można usłyszaną muzykę nagrać. Po jakimś czasie moda, upodobania zmienne i różniste zapis eliminują. A gdy jest zapisana na pięciolinii zeszytu nutowego, jest zawsze do odtworzenia.
Podobnie z wszelkimi umowami cywilno-prawnymi, umowami finansowymi.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>Pismo jest jednym z narzędzi porozumiewania się ludzi (a nie robotów) i formą przekazywania informacji.
>>>Tym sposobem jest język mówiony, pismo jest tylko sposobem rejestracji języka mówionego. Ale przecież już teraz umiemy rejestrować mowę bez pomocy pisma...
>>Zgoda ale....zawsze będzie. Bo rejestracja na urządzeniach nie musi być trwała.
Bo pismo jest trwałe, czego dowodem Biblioteka Aleksandryjska?

cr
Gruby Rycho (532 punktów)
>>>>>Pismo jest jednym z narzędzi porozumiewania się ludzi (a nie robotów) i formą przekazywania informacji.
>>>>Tym sposobem jest język mówiony, pismo jest tylko sposobem rejestracji języka mówionego. Ale przecież już teraz umiemy rejestrować mowę bez pomocy pisma...
>>>Zgoda ale....zawsze będzie. Bo rejestracja na urządzeniach nie musi być trwała.
>Bo pismo jest trwałe, czego dowodem Biblioteka Aleksandryjska?

Niekoniecznie, ale tabliczki sumeryjskie już tak. Choć na siłę można je wykorzystać jako płytki chodnikowe.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Niekoniecznie, ale tabliczki sumeryjskie już tak. Choć na siłę można je wykorzystać jako płytki chodnikowe.
Jeśli nie ma na nich recepty na trwałość e-zapisów, to pewnie, że można.

cr
11-08-2020 12:54 
 Ocena 1 na 1
okragly (21676 punktów)

>Pisanie z klawiatury to również pisanie, więc temat potraktowany nieprecyzyjnie.
robię ogrom błędów (korektor automatyczny pomaga, inaczej dawno z tąd zostałbym wyrzucony), Tłumacze sobie, jestem z raju, tam nie było takich problemów

nie wymagajmy od siebie zachowań które nie występowały w raju, to jest nienaturalne i okrutne

>A co do samego pisma, to niewykluczone, że kiedyś okaże się ono zbędne.
w raju nie pisali, historia zatoczy koło (spiralę), jest więcej tego dowodów (może widzę co chcę widziec?)

szukanie raju, moim celem
11-08-2020 13:59 
 Ocena 3 na 3
Arminius (25555 punktów)tłumaczenie sobie..
>>Pisanie z klawiatury to również pisanie, więc temat potraktowany nieprecyzyjnie.
> robię ogrom błędów (korektor automatyczny pomaga, inaczej dawno z tąd zostałbym wyrzucony), Tłumacze sobie, jestem z raju, tam nie było takich problemów

Inni sobie tłumaczą taki stan rzeczy dysgraficzną ułomnością. Papier na nią bardzo łatwo podobno dostać. Zdaniem dyrektorki - jak z wątku inicjującego - to plaga obecnej szkoły.
A najczęściej po prostu leń się berbeciom trzyma przy tyłku - z błogosławieństwem całkowitym ich "januszowatych" rodziców.
Tytułem dygresji; w debacie, która się zawiązuje - już się pojawi patologiczny rys naszych czasów: przyznawanie się bez żenady a nawet chlubienie się niecnotą. W jakimś s stopniu są za to odpowiedzialni rządzący - którzy taki właśnie elektorat kokietują i przygrywają mu z publicznej TV klasyką....disco polo
11-08-2020 14:51 
 Ocena 1 na 1
okragly (21676 punktów)Odp: tłumaczenie sobie..
>>>Pisanie z klawiatury to również pisanie, więc temat potraktowany nieprecyzyjnie.
>> robię ogrom błędów (korektor automatyczny pomaga, inaczej dawno z tąd zostałbym wyrzucony), Tłumacze sobie, jestem z raju, tam nie było takich problemów
>Inni sobie tłumaczą taki stan rzeczy dysgraficzną ułomnością.
ja np wywieziony, mając 8 lat na drugi koniec Polski wiedziałem gdzie mój dom, jak pies, w raju tez wracali z polowania, bez map do domu. Ale nie moge zpamietać jak sie pisze, nie nauczyłem sie nigdy żadnego wierszyka ani języka obcego. Głowe mam z raju (byłbym dobrym myśliwym, uwielbiam sie np skradać, chować, nigdy nigdzie nie zabłądziłem itp) współcześnie jest mało przydatna

> już się pojawi patologiczny rys naszych czasów: przyznawanie się bez żenady a nawet chlubienie się niecnotą. W jakimś s stopniu są za to odpowiedzialni rządzący - którzy taki właśnie elektorat kokietują i przygrywają mu z publicznej TV klasyką....disco polo
nie powinniśmy sie wstydzić np żem ham (potomek chłopów pańszczyźnianych), albo nie znam żadnego języka obcego, zawstydzanie nieposiadających jakiś umiejetności jest chyba niekonstruktywne. Jesteśmy homogeniczni, powinniśmy iść róznymi drogami, część np droga primitywizmu Cyganie (poznałem jednego) mówią, że u nich sie szanuje osoby które nie unią pisac ani czytac, jest troche w tym prawdy. Dlatego "dzikus" sprzed 8000 lat odnaleziony w puszczy białostockiej byłby większa wartością niż kardynal general prof dr hab inz w jednej osobie


szukanie raju, moim celem
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Jak się zapomina sztuki pisania

>>A co do samego pisma, to niewykluczone, że kiedyś okaże się ono zbędne.
>w raju nie pisali, historia zatoczy koło (spiralę), jest więcej tego dowodów (może widzę co chcę widziec?)
Nieco inną drogą doszłam do podobnego wniosku.

cr
Gruby Rycho (532 punktów)
>>>A co do samego pisma, to niewykluczone, że kiedyś okaże się ono zbędne.
>>w raju nie pisali, historia zatoczy koło (spiralę), jest więcej tego dowodów (może widzę co chcę widziec?)

Można i tak widzieć. Ale ja widzę i wiem czym człowiek może walczyć w III wojnie światowej i wtedy już dokładnie będę wiedział czym będzie walczył w IV wojnie światowej i jak będzie zaludniony ten świat po III wojnie światoweji jak pozostała przy życiu ludzkość będzie się komunikowała..
11-08-2020 13:51 
 Ocena 2 na 2
Arminius (25555 punktów)kontekstowo
>>...zapomnieli jak się pisze!!!
>>[...] operowanie klawiaturą zada ostateczny cios łaski tej jakże zbędnej umiejętności!
>Pisanie z klawiatury to również pisanie, więc temat potraktowany nieprecyzyjnie.

Z kontekstu przecież jasno wynika jaki rodzaj pisania "autor miał na myśli"

>A co do samego pisma, to niewykluczone, że kiedyś okaże się ono zbędne.

Być może - ale taki stan rzeczy będzie chyba regresem cywilizacyjnym?
11-08-2020 14:37 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: kontekstowo

>taki stan rzeczy będzie chyba regresem cywilizacyjnym?
Przejściowo, wszak pismo jest tylko jednym ze sposobów przekazywania języka mówionego. Który to sposób odejdzie w końcu w niebyt, zrównując piśmiennych z analfabetami. . .


cr
11-08-2020 14:42 
 Ocena 2 na 2
Arminius (25555 punktów)kultywować!
>>taki stan rzeczy będzie chyba regresem cywilizacyjnym?
>Przejściowo, wszak pismo jest tylko jednym ze sposobów przekazywania języka mówionego. Który to >sposób odejdzie w końcu w niebyt, zrównując piśmiennych z analfabetami.

Pismo ręczne warto jest kultywować także ze względów racjonalno - pragmatycznych jako sui generis back up. Bo jak kiedyś na Słońcu wybuch plazmy wygeneruje trochę większy impuls elektromagnetyczny - to diabli wezmą wszystkie komputery i wtedy trzeba będzie znów wrócić do mechanicznych maszyn do pisania i do pisania ręką.
Że już nie wspomnę o magii i uroku pisania ręką.
11-08-2020 14:54 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: kultywować!

>jak kiedyś na Słońcu wybuch plazmy wygeneruje trochę większy impuls elektromagnetyczny - to diabli wezmą wszystkie komputery i wtedy trzeba będzie znów wrócić do mechanicznych maszyn do pisania i do pisania ręką.
Małe szanse, że taki wybuch zniszczy e-nośniki, a nas zostawi przy życiu. Ale nawet jeśli, to na pewno znajdzie się jakiś tańszy niż powszechna kaligrafia sposób na zachowanie dziedzictwa cywilizacyjnego.

>Że już nie wspomnę o magii i uroku pisania ręką.
A o 'magii' odczytywania takiego pisma jeszcze przez całe lata będzie można sobie porozmawiać z farmaceutami.


cr
11-08-2020 15:15 
 Ocena 1 na 1
Arminius (25555 punktów)sposób na?
>Ale nawet jeśli, to na pewno znajdzie się jakiś tańszy niż powszechna kaligrafia sposób na >zachowanie dziedzictwa cywilizacyjnego.

Wykuwanie na pamięć krytycznych dla dziedzictwa ksiąg?

>>Że już nie wspomnę o magii i uroku pisania ręką.
>A o 'magii' odczytywania takiego pisma jeszcze przez całe lata będzie można sobie porozmawiać z >farmaceutami

Farmaceutami? Chadwick i Ventri byli lingwistami i filologami. I byli pod ogromnym.... urokiem magii pisma lineranego B
11-08-2020 22:45 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: sposób na?

>>Ale nawet jeśli, to na pewno znajdzie się jakiś tańszy niż powszechna kaligrafia sposób na >zachowanie dziedzictwa cywilizacyjnego.
>Wykuwanie na pamięć krytycznych dla dziedzictwa ksiąg?
Zabezpieczenie e-nośników danych.

>>>Że już nie wspomnę o magii i uroku pisania ręką.
>>A o 'magii' odczytywania takiego pisma jeszcze przez całe lata będzie można sobie porozmawiać z farmaceutami
>Farmaceutami?
Taka odmiana kryptologów.

>Chadwick i Ventri [...] byli pod ogromnym.... urokiem magii pisma lineranego B
Zapewne tylko oni dwaj, skoro to pismo wyszło z użycia. Z naszym będzie podobnie.

cr
12-08-2020 04:13 
 Ocena 1 na 1
Gruby Rycho (532 punktów)
>>>Ale nawet jeśli, to na pewno znajdzie się jakiś tańszy niż powszechna kaligrafia sposób na >zachowanie dziedzictwa cywilizacyjnego.
>>Wykuwanie na pamięć krytycznych dla dziedzictwa ksiąg?
>Zabezpieczenie e-nośników danych.
>>>>Że już nie wspomnę o magii i uroku pisania ręką.
>>>A o 'magii' odczytywania takiego pisma jeszcze przez całe lata będzie można sobie porozmawiać z farmaceutami
>>Farmaceutami?
>Taka odmiana kryptologów.
>>Chadwick i Ventri [...] byli pod ogromnym.... urokiem magii pisma lineranego B
>Zapewne tylko oni dwaj, skoro to pismo wyszło z użycia. Z naszym będzie podobnie.

Z farmaceutami to masz rzeczywiście rzeczywiście rację. Podziwiam ich zdolności i jednocześnie dziwię się wykształconym lekarzom i ich niechlujstwu.
12-08-2020 09:28 
 Ocena 2 na 2
Arminius (25555 punktów)zanik kaligrafii
>Z farmaceutami to masz rzeczywiście rzeczywiście rację. Podziwiam ich zdolności i jednocześnie >dziwię się wykształconym lekarzom i ich niechlujstwu.

To właśnie przykład na zanikanie sztuki pisania ręcznego. Kto dzisiaj wie co to wogóle jest kaligrafia??? Jak pan czyta w pisy do ksiąg parafialnych ( chrzty, zgony) sprzed I wojny światowej - nie ma pan - w zdecydowanej większości wypadków - żadnego problemu z "odkodowaniem" treści zapisu. Bo zapis jest poczyniony "chlujnie" i wyraziście.
Gruby Rycho (532 punktów)Odp: zanik kaligrafii
>>Z farmaceutami to masz rzeczywiście rzeczywiście rację. Podziwiam ich zdolności i jednocześnie >dziwię się wykształconym lekarzom i ich niechlujstwu.
>To właśnie przykład na zanikanie sztuki pisania ręcznego. Kto dzisiaj wie co to wogóle jest kaligrafia??? Jak pan czyta w pisy do ksiąg parafialnych ( chrzty, zgony) sprzed I wojny światowej - nie ma pan - w zdecydowanej większości wypadków - żadnego problemu z "odkodowaniem" treści zapisu. Bo zapis jest poczyniony "chlujnie" i wyraziście.

No właśnie. Lekarze mało że piszą niewyraźnie po polsku, to jeszcze wyrażają się po łacinie. A co będzie jak trafi się na młodego z małą praktyką farmaceutę/tkę? Doświadczony farmaceuta skojarzy co ma sprzedać klientowi po nazwisku lekarza i klienta. "Aha! To ten Kowalski z cukrzycą! Ale z recepty idzie wyczytać, że ma miażdżycę. Dam mu więc na cukrzycę." To nie są uroki życia. Czy piękno życia ma mieć jakieś szkody z tego względu?
Gruby Rycho (532 punktów)Odp: kontekstowo
>>taki stan rzeczy będzie chyba regresem cywilizacyjnym?
>Przejściowo, wszak pismo jest tylko jednym ze sposobów przekazywania języka mówionego. Który to sposób odejdzie w końcu w niebyt, zrównując piśmiennych z analfabetami. . .

Nie wiem. Trudno powiedzieć.
12-08-2020 11:04 
 Ocena 1 na 1
haish (2909 punktów)
>>taki stan rzeczy będzie chyba regresem cywilizacyjnym?
>Przejściowo, wszak pismo jest tylko jednym ze sposobów przekazywania języka mówionego. Który to sposób odejdzie w końcu w niebyt, zrównując piśmiennych z analfabetami.

Nauka pisania to etap cywilizacyjny, taki sam jak etap nauki mowy. To łącznie nazywa się nauką komunikacji. Takie same etapy występują w życiu każdego nowo narodzonego człowieka w procesie dorastania - nauka mowy i nauka pisma. Tak więc NAUKA PISANIA NIGDY NIE ODEJDZIE W NIEBYT.
Aby korzystać z technologi niezbędna jest podstawowa znajomość pisma.
Technologia wymusiła dostępność i powszechność wiedzy, nie przekłada się to na jakość.
Obecnie prawie każdy człowiek zna pismo, lecz niewielu potrafi pisać i czytać ze zrozumieniem.
Młode pokolenia wolą grać w gry niż czytać i pisać przy pomocy urządzeń mobilnych, ale też nie ma wielu chętnych na audiobooki, - ci co lubią czytać preferują druk. Klasyk napisał
"RĘKOPISY NIE PŁONĄ"(nie giną).

- pozdrawiam.
12-08-2020 14:20 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Nauka pisania to etap cywilizacyjny [...] Tak więc NAUKA PISANIA NIGDY NIE ODEJDZIE W NIEBYT.
Używanie koni też było takim etapem...

cr
Arminius (25555 punktów)wizjer wąski
>>Nauka pisania to etap cywilizacyjny [...] Tak więc NAUKA PISANIA NIGDY NIE ODEJDZIE W NIEBYT.
>Używanie koni też było takim etapem...


O używaniu zwierząt pociągowych i jucznych proszę nie pisać w czasie przeszłym. Proszę nie definiować problemów przez wąski wizjer okcydentalistycznej perspektywy.
12-08-2020 22:06 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: wizjer wąski

>>>Nauka pisania to etap cywilizacyjny [...] Tak więc NAUKA PISANIA NIGDY NIE ODEJDZIE W NIEBYT.
>>Używanie koni też było takim etapem...
>O używaniu zwierząt pociągowych i jucznych proszę nie pisać w czasie przeszłym.
Naprawdę nie wiesz, że obecnie używa się głównie pojazdów silnikowych, czy robisz mnie w konia?

cr
12-08-2020 22:41 
 Ocena 1 na 1
okragly (21676 punktów)

>>O używaniu zwierząt pociągowych i jucznych proszę nie pisać w czasie przeszłym.
>Naprawdę nie wiesz, [...] czy robisz mnie w konia?
... kobyłę, niezłą kobyłę
która ciągle wierzga

szukanie raju, moim celem
haish (2909 punktów)Odp: kontekstowo
>>"....prawie każdy człowiek zna pismo, lecz niewielu potrafi pisać i czytać ze zrozumieniem."
>>Nauka pisania to etap cywilizacyjny [...] Tak więc NAUKA PISANIA NIGDY NIE ODEJDZIE W NIEBYT.

>Używanie koni też było takim etapem...

Komunikacja, to nie tylko podróżowanie i przemieszczanie się. Podstawowym znaczeniem jest wymiana informacji, i w tym sensie należało rozumieć użyty przeze mnie termin.
Odnośnie koni - "...koni żal".

Pozdrawiam.
12-08-2020 22:06 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>Nauka pisania to etap cywilizacyjny [...] Tak więc NAUKA PISANIA NIGDY NIE ODEJDZIE W NIEBYT.
>>Używanie koni też było takim etapem...
>Komunikacja, to nie tylko podróżowanie...
Chodzi o zmienność środków jakich używamy do osiągania celów.

cr
Pawel077 (1855 punktów)Odp: Jak się zapomina sztuki pisania
>A co do samego pisma, to niewykluczone, że kiedyś okaże się ono zbędne.

Pismo nigdy nie stanie się zbędne. Język można zapisywać tylko na dwa sposoby - w postaci dźwięku i pisma. Pismo jest często formą wygodniejszą - zwykłą listę zakupów wygodniej jest odczytywać niż odsłuchiwać. Uprawianie matematyki lub fizyki teoretycznej też nie jest możliwe bez pisma.
haish (2909 punktów)
>Pismo nigdy nie stanie się zbędne. Język można zapisywać tylko na dwa sposoby - w postaci dźwięku i pisma. Pismo jest często formą wygodniejszą - zwykłą listę zakupów wygodniej jest odczytywać niż odsłuchiwać. Uprawianie matematyki lub fizyki teoretycznej też nie jest możliwe bez pisma.

Zgadza się, jako ludzkość jesteśmy na nie skazani. Tym bardziej, że każdy człowiek do momentu
poczęcia do okresu dorosłości powtarza wiele cyklów ewolucji w mikroskali czasowej, w porównaniu
do makroskali ewolucji gatunku ludzkiego. Mowa ludzka i pismo to "istota - byt" samoświadomości.

- pozdrawiam.
12-08-2020 22:07 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>A co do samego pisma, to niewykluczone, że kiedyś okaże się ono zbędne.
>Pismo nigdy nie stanie się zbędne. Język można zapisywać tylko na dwa sposoby - w postaci dźwięku i pisma. Pismo jest często formą wygodniejszą - zwykłą listę zakupów wygodniej jest odczytywać niż odsłuchiwać. Uprawianie matematyki lub fizyki teoretycznej też nie jest możliwe bez pisma.
Ale sam język nie zawsze jest optymalnym narzędziem, np sprawniej opowiada historię film niż literatura.


cr
DyktaFon (9281 punktów)
Proszę tu wypowiadających się nigdy nie mówić nigdy Że pismo zaniknie... lub że nie zaniknie. Bo kto to wie?
Ja do tego roku nigdy bym nie przypuścił nawet, że w Polsce nastanie jako żywo planeta małp... a nastała. Powiedziałbym w zeszłym roku, że to nigdy... że niemożliwe... A tu proszę, jak w mordę strzelił...: www.youtube.com/watch?v=3EYyCLKvS0Q
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Proszę tu wypowiadających się nigdy nie mówić nigdy
Ja mam "nigdy" w cytowaniu przedmówcy, jemu perswaduj.

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>Proszę tu wypowiadających się nigdy nie mówić nigdy Że pismo zaniknie... lub że nie zaniknie. Bo kto to wie?

Ja nie napisałem, że pismo nigdy nie zniknie, tylko że nigdy nie okaże się zbędne (co sugerowała chętnie racjonalistka). Nie można wykluczyć, że pismo zniknie (choć uważam to za mało prawdopodobne), ale oznaczałoby to regres cywilizacyjny, bo pismo jest niezbędne dla trwania i rozwoju cywilizacji, a poza tym, w wielu przypadkach jest po prostu najwygodniejszą formą zapisu informacji. Prędzej może zniknąć pismo odręczne (choć to też uważam za mało prawdopodobne).
DyktaFon (9281 punktów)
>>Proszę tu wypowiadających się nigdy nie mówić nigdy Że pismo zaniknie... lub że nie zaniknie. Bo kto to wie?
>Ja nie napisałem, że pismo nigdy nie zniknie, tylko że nigdy nie okaże się zbędne (co sugerowała chętnie racjonalistka). Nie można wykluczyć, że pismo zniknie (choć uważam to za mało prawdopodobne), ale oznaczałoby to regres cywilizacyjny, bo pismo jest niezbędne dla trwania i rozwoju cywilizacji, a poza tym, w wielu przypadkach jest po prostu najwygodniejszą formą zapisu informacji. Prędzej może zniknąć pismo odręczne (choć to też uważam za mało prawdopodobne).

Pismo odręczne już znika... więc prawdopodobieństwo rośnie Na klawiaturze można pisać zdecydowanie szybciej, niż ręcznie. A dziś każdy ma pod ręką co najmniej jedną klawiaturę...
Choć rzeczywiście, ja wolę odręczne notatki, niż notatki pisane klawiaturą. Ale ja jestem już przeżytkiem, liczą się młodsze pokolenia...
13-08-2020 12:23 
 Ocena 1 na 1
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>ja wolę odręczne notatki, niż notatki pisane klawiaturą. Ale ja jestem już przeżytkiem, liczą się młodsze pokolenia...

Stara gwardia zawsze wzdycha do tego co przeminęło i przywiązuje do tego wyższą wartość.
Np. mówiło się "za króla to był porządek".
Nowe jest zawsze złożone, trudne, niezrozumiałe i odstręcza ale kiedy już nowe opanuje się, to nie ma powrotu do starego.

Nie pamiętam od ilu starszych ludzi słyszałem swego czasu, że komputer i internet to już nie dla nich. po czym stali się opętani przez facebooka, youtube itp., że życia bez nich już nie wyobrażają sobie.

Dziś mówią w DLF radio o tym, że laboratoria na Bawarii stwierdziły zakażenie u 900 osób, których do tej pory nie powiadomiły, bo operują na papierach, faksach i innych narzędziach, które nie dają im możliwości szybkiego przekazania informacji, przez co Ci zainfekowani ludzie chodzą sobie dalej w błogiej nieświadomości i zakażają innych.
Gdyby ich organizacja opierała się na nowoczesnych systemach Ci ludzie widzieliby o zakażeniu 10min po wyniku.

Kto wróci do faksu opanowawszy whatsapp, czy wechat?

Nauczanie w szkołach z użyciem wyłącznie komputerów, bez żadnych papirów, piór i atramentów to tylko kwestia czasu. Kto będzie się przed tym opierał, tylko na tym straci, bo będzie na Ziemi, kiedy świat już będzie w kosmosie.
Gruby Rycho (532 punktów)
>Kto wróci do faksu opanowawszy whatsapp, czy wechat?

Ja opanowałem język navacho. Dlatego mnie nie ma na facebooku.

>Nauczanie w szkołach z użyciem wyłącznie komputerów, bez żadnych papirów, piór i atramentów to tylko kwestia czasu. Kto będzie się przed tym opierał, tylko na tym straci, bo będzie na Ziemi, kiedy świat już będzie w kosmosie.

Rozumiem, że teraz Ziemia nie jest w Kosmosie. To qwa gdzie ja teraz jestem? I Ty też Hamerlik?
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>Kto wróci do faksu opanowawszy whatsapp, czy wechat?
>Ja opanowałem język navacho. Dlatego mnie nie ma na facebooku.

Nie udawaj zacofanego, z dobrodziejstw różnych nicków, pod którymi się obawiasz, nauczyłeś się już korzystać?

>>Nauczanie w szkołach z użyciem wyłącznie komputerów, bez żadnych papirów, piór i atramentów to tylko kwestia czasu. Kto będzie się przed tym opierał, tylko na tym straci, bo będzie na Ziemi, kiedy świat już będzie w kosmosie.
>Rozumiem, że teraz Ziemia nie jest w Kosmosie. To qwa gdzie ja teraz jestem? I Ty też Hamerlik?

Albo rozumujesz pojęciami strumyka wody przepływającego obok twojego domu albo pojęciami wiatru słonecznego, który dociera do twojej stacji.

Albo twoje myśli są małe albo wielkie.
haish (2909 punktów)
>>>Proszę tu wypowiadających się nigdy nie mówić nigdy Że pismo zaniknie... lub że nie zaniknie. Bo kto to wie?
>>Ja nie napisałem, że pismo nigdy nie zniknie, tylko że nigdy nie okaże się zbędne (co sugerowała chętnie racjonalistka). Nie można wykluczyć, że pismo zniknie (choć uważam to za mało prawdopodobne), ale oznaczałoby to regres cywilizacyjny, bo pismo jest niezbędne dla trwania i rozwoju cywilizacji, a poza tym, w wielu przypadkach jest po prostu najwygodniejszą formą zapisu informacji. Prędzej może zniknąć pismo odręczne (choć to też uważam za mało prawdopodobne).
>Pismo odręczne już znika... więc prawdopodobieństwo rośnie Na klawiaturze można pisać zdecydowanie szybciej, niż ręcznie. A dziś każdy ma pod ręką co najmniej jedną klawiaturę...
>Choć rzeczywiście, ja wolę odręczne notatki, niż notatki pisane klawiaturą. Ale ja jestem już przeżytkiem, liczą się młodsze pokolenia...

Wszystko ładnie i pięknie gdy piszemy w jednym języku, -na klawiaturze można pisać szybciej -
zgoda. Gdy chcemy używać znaków pisma w innych alfabetach zaczynają się "schody"( kierunek pisania, znaki specjalne, punktacja masorecka, znaki samogłoskowe itd.) Istnieje nawet Międzynarodowy Alfabet Fonetyczny IPA, był czas, że można było odsłuchać poszczególne dźwięki
tegoż alfabetu, ale obecnie już nie ma takiej możliwości, są za to znaki poszczególnych dźwięków.
Czy możliwy jest interfejs mózg - komputer inny niż ręka-dłoń? raczej nie.
Zmiany technologiczne spowodują tylko większy podział wśród ludzi posługujących się pismem
- na hieratycznych (znających-rozumiejących pismo i posługujących się pismem),
- na demotycznych (posługujących się pismem).
To tak samo jak z nauką muzyki - można się uczyć w konserwatorium, lub można być "muzykiem disco-polo".

- pozdrawiam.
[Załącznik]
13-08-2020 01:20 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Ale sam język nie zawsze jest optymalnym narzędziem, np sprawniej opowiada historię film niż literatura.

Nie zgadzam się - ja wolę książki. Ale to akurat rzecz gustu. Zresztą ja nie przeczę, że obraz jest często znacznie lepszą formą przekazu niż język (pismo) - czasem jedna fotografia potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów. Tylko, że przynajmniej równie często, to język (pismo) jest znacznie lepszą formą. Wolałabyś dyskutować na tym forum pisząc, mówiąc, czy nagrywając filmy?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Ale sam język nie zawsze jest optymalnym narzędziem, np sprawniej opowiada historię film niż literatura.
>Nie zgadzam się - ja wolę książki. Ale to akurat rzecz gustu.
Co wolisz jest kwestią gustu, ale który środek sprawniej przekazuje opowieść - już nie.

>czasem jedna fotografia potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów.
Właśnie.

>Tylko, że przynajmniej równie często, to język (pismo) jest znacznie lepszą formą. Wolałabyś dyskutować na tym forum pisząc, mówiąc, czy nagrywając filmy?
Wolę bez tłumaczenia połączyć swój jogurt z Twoim kefirem.


cr
Arminius (25555 punktów)czasem....
>>czasem jedna fotografia potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów.
>Właśnie.

Czasem jednakże jest koniecznym użyć wielu słów - żeby skorygować błędną ocenę/recepcję treści fotografii.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: czasem....

>>>czasem jedna fotografia potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów.
>>Właśnie.
>Czasem jednakże jest koniecznym użyć wielu słów - żeby skorygować błędną ocenę/recepcję treści fotografii.
Ocenę wyrażoną SŁOWAMI.

cr
haish (2909 punktów)Odp: Jak się zapomina sztuki pisania

>>czasem jedna fotografia potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów.
>Właśnie.
>>Tylko, że przynajmniej równie często, to język (pismo) jest znacznie lepszą formą. Wolałabyś dyskutować na tym forum pisząc, mówiąc, czy nagrywając filmy?

FOTOGRAFIA(OBRAZ) - To nic innego jak pierwowzór pisma obrazkowego - hieroglifów"tysiąc słów".

- pozdrawiam.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>czasem jedna fotografia potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów.
>>Właśnie.
>>>Tylko, że przynajmniej równie często, to język (pismo) jest znacznie lepszą formą. Wolałabyś dyskutować na tym forum pisząc, mówiąc, czy nagrywając filmy?
>FOTOGRAFIA(OBRAZ) - To nic innego jak pierwowzór pisma obrazkowego -
Ale to takie szybko powstające pismo, czyli bez wad tego pierwotnego.

cr
haish (2909 punktów)
>>>>czasem jedna fotografia potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów.
>>>Właśnie.
>>>>Tylko, że przynajmniej równie często, to język (pismo) jest znacznie lepszą formą. Wolałabyś dyskutować na tym forum pisząc, mówiąc, czy nagrywając filmy?
>>FOTOGRAFIA(OBRAZ) - To nic innego jak pierwowzór pisma obrazkowego - hieroglificznego.

>Ale to takie szybko powstające pismo, czyli bez wad tego pierwotnego.

Stare księgi i teksty czyta się tak samo ja wtedy gdy były one nowe.
Jeśli rzecz dotyczy filmu to niestety ale klimat jest inny niż przy czytaniu starego tekstu.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>FOTOGRAFIA(OBRAZ) - To nic innego jak pierwowzór pisma obrazkowego - hieroglificznego.
>>Ale to takie szybko powstające pismo, czyli bez wad tego pierwotnego.
>Stare księgi i teksty czyta się tak samo ja wtedy gdy były one nowe.
To nie przeczy mojemu twierdzeniu o tempie tworzenia dzisiejszych obrazów.

>Jeśli rzecz dotyczy filmu to niestety ale klimat jest inny niż przy czytaniu starego tekstu.
A i tak częściej oglądasz nowe filmy, niż czytasz stare teksty, prawda?


cr
Pawel077 (1855 punktów)
Nie wiem czy udajesz, czy naprawdę nie rozumiesz w czym rzecz.
Słowo (język) jest podstawą ludzkiej komunikacji, a pismo i rejestracja dźwięku są jedynymi formami zapisu słowa. Obrazem nie da się zapisać słów. Tych kilku zdań, które teraz napisałem nie da się przekazać obrazem.
Grałaś kiedyś w kalambury?
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Nie wiem czy udajesz, czy naprawdę nie rozumiesz w czym rzecz.
>Słowo (język) jest podstawą ludzkiej komunikacji, a pismo i rejestracja dźwięku są jedynymi formami zapisu słowa. Obrazem nie da się zapisać słów. Tych kilku zdań, które teraz napisałem nie da się przekazać obrazem.
>Grałaś kiedyś w kalambury?

Mowisz zdaje się o symbolach pojęć.

Symbol może stanowić praktycznie każda rzeczywista osobliwość, której złożoność jest niemniejsza od złożoności pojęcia.

Biała kartka posmarowana tuszem tworzy złożony obraz. Ten złożony obraz nazywamy takstem.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Nie wiem czy udajesz, czy naprawdę nie rozumiesz w czym rzecz.
Wyczytałeś to między wierszami, że tego mojego domniemanego udawania nie zacytowałeś?

>Obrazem nie da się zapisać słów.
Ale można je nagrać.

>Grałaś kiedyś w kalambury?
Nie znam tej gry.


cr
Pawel077 (1855 punktów)
>Wyczytałeś to między wierszami, że tego mojego domniemanego udawania nie zacytowałeś?

Może nie udajesz - może naprawdę nie rozumiesz. Napisałaś, że obraz jest czasem lepszą formą przekazywania treści. A ja - choć zgadzam się, że czasem tak jest - to jednak próbuję ci wytłumaczyć, że często to pismo jest lepszą formą (i nie da się go zastąpić obrazem). Powiem więcej - znacznie łatwiej jest opisać słowami obraz, niż słowa przedstawić w postaci obrazu. Właśnie zabawa w kalambury dobrze oddaje ten problem, mimo że w tej zabawie odgadujemy tylko krótkie i powszechnie znane powiedzenia, które ktoś próbuje narysować lub pokazać przy pomocy gestów. Przedstawienie w tej formie tekstu, którego nikt nie zna jest niemożliwe. Żadnego z powyższych zdań nie da się przedstawić w postaci obrazu. Natomiast każdy obraz da się opisać słowami (mniej lub bardziej dokładnie ale mimo wszystko dość szczegółowo). Słowo jest po prostu pojemniejszą formą niż obraz. Film może lepiej przedstawić jakieś zdarzenie jeśli istotą tego zdarzenia jest "zewnętrzność", którą można zarejestrować w formie obrazu (chociaż słowami też da się to zrobić dość wiernie), ale nie da się przy pomocy samego tylko obrazu odzwierciedlić szczegółowo świata wewnętrznego bohaterów - nie da się pokazać w ten sposób złożoności ich myśli i uczuć.

>>Obrazem nie da się zapisać słów.
>Ale można je nagrać.

Ale ta forma zapisu słów jest często mniej wygodna i dlatego w wielu przypadkach nie jest stosowana. Pisanie i czytanie postów na forum jest wygodniejsze niż nagrywanie ich i odsłuchiwanie. Np. korekta tekstu pisanego jest znacznie prostsza, szybsza i wygodniejsza. Jak sobie np. wyobrażasz korektę jednego słowa w zdaniu, które nagrałaś w formie dźwiękowej? Będziesz wycinać ze ścieżki dźwiękowej jedno słowo i zastępować je innym, czy nagrywać od nowa? Komu by się chciało tak bawić. Poza tym czyta się szybciej niż słucha (o ile nie ma się problemów z czytaniem). Łatwiej jest przeskoczyć wzrokiem z jednego miejsca tekstu pisanego na inne niż z jednego miejsca ścieżki dźwiękowej na inne.

>>Grałaś kiedyś w kalambury?
>Nie znam tej gry.

Zachęcam do spróbowania. Myślę, że zmienisz zdanie co do użyteczności obrazu jako formy przekazywania treści.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>Wyczytałeś to między wierszami, że tego mojego domniemanego udawania nie zacytowałeś?
>Może nie udajesz - może naprawdę nie rozumiesz. Napisałaś, że obraz jest czasem lepszą formą przekazywania treści. A ja - choć zgadzam się, że czasem tak jest - to jednak próbuję ci wytłumaczyć, że często to pismo jest lepszą formą (i nie da się go zastąpić obrazem).

Przecież pismo to specyficznie ukształtowany obraz!!!!

Chodzi Ci o to chyba, że w zakresie zmysłu wzroku symbolika pisma jest najbardziej złożoną symboliką, jaką obsługuje ludzki mózg.

Gdyby twój mózg był lepiej rozbudowany i sprawniejszy, mógłbyś operować na matrycach binarnych, a potem może nawet na matrycach dziesiętnych czy setnych



Ale nie jest i nie ogarniasz co tam jest zapisane.

---------

Po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że przecież kartka tekstu jest taką matrycą i to w układzie 32-cyfrowym, więc cofam
Tyle, że wprowadzenie danych matrycy mamy szeregowe a mogłoby być równoległe jak w wielordzeniowych procesorach, tzn. mógłbyś chwytać cały obraz w jednym takcie a nie w wielu taktach.
Pawel077 (1855 punktów)
>Przecież pismo to specyficznie ukształtowany obraz!!!!

No właśnie - specyficznie. Tylko, że porównując obraz i pismo jako formy przekazywania treści, nie używam pojęcia "obraz" w tak specyficznym znaczeniu, tylko w znaczeniu potocznym (rysunek, malarstwo, fotografia, film).
Następny, który udaje, że nie wie o co chodzi i na siłę szuka problemów.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Napisałaś, że obraz jest czasem lepszą formą przekazywania treści. A ja - choć zgadzam się, że czasem tak jest - to jednak próbuję ci wytłumaczyć, że często to pismo jest lepszą formą
A ja to neguję?

>każdy obraz da się opisać słowami
Nie na tyle, by z opisu słownego wiernie go odtworzyć; ilu ilustratorów jednego opisu literackiego, tyle ilustracji.

> czyta się szybciej niż słucha
Szybciej piszesz niż mówisz?


cr
Pawel077 (1855 punktów)
>A ja to neguję?

Tak. Bo skoro piszesz, że być może pismo okaże się kiedyś zbędne (od tego zaczęła się ta dyskusja), to sugerujesz, że będzie można je zastąpić czymś lepszym. A ja ci próbuję uświadomić, że w wielu przypadkach nie da się zastąpić pisma czymś lepszym. Przypominam, że mamy tyko dwa sposoby zapisywania słów - pismo i rejestracja dźwięku - i to się nigdy nie zmieni (nie ma trzeciej możliwości i nigdy nie będzie). Będą rozwijały się sposoby zapisywania języka w formie pisma i dźwięku ale nigdy nie zostaną zastąpione jakaś nową, trzecią metodą. Dlatego eliminacja jednej z dwóch metod zapisu języka, jakimi dysponujemy, bardzo by nas zubożyła i znacznie utrudniła życie.

>>każdy obraz da się opisać słowami
>Nie na tyle, by z opisu słownego wiernie go odtworzyć; ilu ilustratorów jednego opisu literackiego, tyle ilustracji.

Wszystko zależy od złożoności i dynamiki tego co opisujemy. Niemniej jednak da się opisać (mniej lub bardziej wiernie) każdy obraz. W drugą stronę już tak nie jest - nie da się obrazem opisać wszystkich słów, zwrotów, twierdzeń, zdań.

>> czyta się szybciej niż słucha
>Szybciej piszesz niż mówisz?

Szybciej mówię. I w związku z tym nic nie stoi na przeszkodzie, by używać dostępnych już aplikacji do zamiany mowy na tekst, a następnie wprowadzać ewentualne korekty na wygenerowanym tekście (korekta tekstu jest wygodniejsza i szybsza niż korekta ścieżki dźwiękowej). Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że o ile rzeczywiście mówimy szybciej niż piszemy, to jednak mówimy w sposób bardziej chaotyczny i mniej przemyślany i wygenerowany z naszej mowy tekst zwykle nie nadawałby się do publikacji bez sporej ilości korekt. Dlatego ja osobiście wolę pisać i poprawiać ewentualne błędy na bieżąco niż nagrywać, generować tekst, a później go poprawiać. Pisanie ma też jeszcze jedną przewagę nad mówieniem - jest ciche i nie przeszkadza innym.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>A ja to neguję?
>Tak. Bo skoro piszesz, że być może pismo okaże się kiedyś zbędne (od tego zaczęła się ta dyskusja), to sugerujesz, że będzie można je zastąpić czymś lepszym. A ja ci próbuję uświadomić, że w wielu przypadkach nie da się zastąpić pisma czymś lepszym.
Dziś nie, w przyszłości - kto wie?

> Będą rozwijały się sposoby zapisywania języka w formie pisma i dźwięku ale nigdy nie zostaną zastąpione jakaś nową, trzecią metodą.
Sam język może zostać zastąpiony czymś innym, jakimś transferem myśli.

cr
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Sam język może zostać zastąpiony czymś innym, jakimś transferem myśli.

"zastqpienie" sugeruje zanik ale ja spodziewałbym się wyłącznie ewolucyjnego rozwoju do protokołu komunikacyjnego wysokiego poziomu
pl.m.wikip(*)otokół_komunikacyjny

Nawet gdyby połączyć dwa mózgi kablem na krótko to wciąż będzie konieczny protokół komunikacyjny, żeby mogły wzajemnie rozumieć znaczenie sygnałów.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Nawet gdyby połączyć dwa mózgi kablem na krótko to wciąż będzie konieczny protokół komunikacyjny, żeby mogły wzajemnie rozumieć znaczenie sygnałów.
Może.

Ale nie na pewno, np. ciekawe jak to jest w tym przypadku, gdzie niby jeden mózg, ale różne osobowości, więc dwie osoby.

cr
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>Nawet gdyby połączyć dwa mózgi kablem na krótko to wciąż będzie konieczny protokół komunikacyjny, żeby mogły wzajemnie rozumieć znaczenie sygnałów.
>Może.
>Ale nie na pewno, np. ciekawe jak to jest w tym przypadku, gdzie niby jeden mózg, ale różne osobowości, więc dwie osoby.

Skoro dwie różne tożsamości to dwie różne czynności mózgu a skoro dwie różne czynności to musi istnieć jakiś podział mózgu na dwie części.

Elementy mózgu zapewne komunikują się z użyciem odpowiednich protokołów komunikacyjnych, tzn. usystematyzowanych sygnałów. To, że nie pojmujemy struktur własnego organizmu i systemów własnych czynności, nie oznacza, że one nie istnieją.

Jeżeli zrośnięte mózgiem/mózgami bliźniaczki to dwie osoby i rozumieją się wzajemnie na poziomie współmyślenia to muszą mieć swój właściwy język komunikacji. To zapewne jakiś protokół systemu ludzkiego umysłu, którego nie pojmujemy. Całej masy naszych własnych czynności nie pojmujemy, dzieją się bez naszej świadomości.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Jeżeli zrośnięte mózgiem/mózgami bliźniaczki to dwie osoby i rozumieją się wzajemnie na poziomie współmyślenia to muszą mieć swój właściwy język komunikacji.
Właśnie nie muszą, fizjologię nazywasz "językiem", to nieuprawnione, w bo w takim razie jakimś też językiem Twój organizm musiałby Ci "mówić", że wykonał Twoje polecenie zgięcia palca. Ale skoro tak, to i organizm dżdżownicy z sobie nią za pomocą tego "protokolarnego języka" rozmawia o - np. - wykonanym ruchu.

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>Dziś nie, w przyszłości - kto wie?

W przyszłości raczej też nie. Dysponujemy tylko kilkoma zmysłami i tylko nimi możemy odbierać świat. Tylko trzy z tych zmysłów nadają się do odbierania złożonych informacji, takich jak np. zdanie, które właśnie napisałem. Możesz to zdanie przeczytać (zmysł wzroku), moje je odsłuchać (zmysł słuchu), oraz możesz odczytać je zmysłem dotyku (np. alfabet Braille'a). A zatem, jak już kilka razy wspominałem, mamy tylko dwa sposoby zapisu języka (mowy) - pismo (alfabet Braille'a też jest formą pisma) i nagrywanie dźwięku. Raczej nie będzie trzeciej możliwości, bo nie mamy zmysłów, które pozwoliłyby nam na jej odbiór.

>Sam język może zostać zastąpiony czymś innym, jakimś transferem myśli.

To zdanie nie ma sensu. To tak jakbyś napisała, że towar może być zastąpiony transportem. Język nie może być zastąpiony czymś co językiem nie jest, bo językiem myślimy. A co do transferu myśli, to nawet jeśli umielibyśmy przekazywać złożone informacje z pominięciem narządów zmysłu (bezpośrednio do mózgu), to przecież musimy je odbierać w języku, który rozumiemy i wciąż musielibyśmy odbierać te informacje w "formach zmysłowych" - obrazu, pisma, dźwięku, dotyku (które byłyby generowane w mózgu bez pośrednictwa narządów takich jak oczy lub uszy, ale nadal przy udziale obszarów mózgu odpowiedzialnych za te zmysły). Prawdopodobnie nigdy nie będzie możliwości przekazywania myśli w formie "czystej" (niezmysłowej - z pominięciem "zmysłowych" obszarów mózgu), bo stan mojego mózgu, kiedy o czymś myślę, nie odpowiada stanowi twojego mózgu, kiedy myślisz o tym samym. Każdy ma inny mózg (inną liczbę neuronów, inną liczbę połączeń między neuronami itp.). Informacja o stanie twojego mózgu (kiedy o czymś myślisz) jest dla mojego mózgu bezwartościowa.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Sam język może zostać zastąpiony czymś innym, jakimś transferem myśli.
>To zdanie nie ma sensu. To tak jakbyś napisała, że towar może być zastąpiony transportem.
Tu piszą, że dwie osoby mogą poznać swoje myśli.

>Język nie może być zastąpiony czymś co językiem nie jest, bo językiem myślimy.
Tu piszą, że niekoniecznie językiem.

>Prawdopodobnie nigdy nie będzie możliwości przekazywania myśli w formie "czystej"
Z naciskiem na "prawdopodobnie" czy na "nigdy"?


cr
Pawel077 (1855 punktów)
> Tu piszą, że dwie osoby mogą poznać swoje myśli.

One mają wspólny mózg!

> Tu piszą, że niekoniecznie językiem.

Oczywiście, że nie myślimy wyłącznie językiem. Zwierzęta też przecież myślą i potrafią rozwiązywać problemy. Ale bez języka nie da się myśleć i komunikować na wyższym poziomie i nie da się zapisywać wiedzy. To dzięki językowi udało nam się osiągnąć taki poziom rozwoju i stworzyć cywilizację.

>>Prawdopodobnie nigdy nie będzie możliwości przekazywania myśli w formie "czystej"
>Z naciskiem na "prawdopodobnie" czy na "nigdy"?

W kontekście naszej dyskusji nie ma to większego znaczenia, bo to i tak nie wyeliminuje pisma. Kiedy tworzysz jakąś dłuższą, złożoną wypowiedź, która ma być w miarę spójna i poukładana lub jakiś scenariusz (np. konspekt wykładu), to zawsze będzie wygodniej zrobić to na piśmie niż w myślach.
Osobną kwestią jest jeszcze to, czy ludzie w ogóle chcieliby się komunikować w ten sposób - ja osobiście bym nie chciał. Zarówno wysyłanie jak i odbieranie myśli taką metodą jest ryzykowne. Wysyłanie wymagałoby sporej samokontroli - przecież nie chciałabyś, żeby jakieś przypadkowe twoje myśli dotarły do odbiorcy. Natomiast odbieranie takich "myślowych wiadomości" wiązałoby się z ryzykiem manipulacji twoimi myślami.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>> Tu piszą, że dwie osoby mogą poznać swoje myśli.
>One mają wspólny mózg!

Ich mózg nie może być zupełnie wspólny, wspólna może być tylko jego pewna część, w przeciwnym razie to nie byłyby one tylko to byłaby ona.
Musi być jakaś rozłączność wiązań mózgów, żeby mogły wykształcić się rozłączne czynności mózgu.

>> Tu piszą, że niekoniecznie językiem.
>Oczywiście, że nie myślimy wyłącznie językiem. Zwierzęta też przecież myślą i potrafią rozwiązywać problemy. Ale bez języka nie da się myśleć i komunikować na wyższym poziomie i nie da się zapisywać wiedzy. To dzięki językowi udało nam się osiągnąć taki poziom rozwoju i stworzyć cywilizację.

Ktokolwiek pojmuje rzeczywistość i komunikuje się, ten musi używać języka.
Nie ma takiej możliwości, żeby jakiekolwiek zwierzęta komunikowały się bez własnego języka.
Język to po prostu system znaczenia pojęć, system sygnałów.
Bez względu na to czy sygnały są chemiczne, dźwiękowe, świetlne, sejsmiczne, jeżeli komunikują to są wyrazami języka.

>>>Prawdopodobnie nigdy nie będzie możliwości przekazywania myśli w formie "czystej"
>>Z naciskiem na "prawdopodobnie" czy na "nigdy"?
>W kontekście naszej dyskusji nie ma to większego znaczenia, bo to i tak nie wyeliminuje pisma. Kiedy tworzysz jakąś dłuższą, złożoną wypowiedź, która ma być w miarę spójna i poukładana lub jakiś scenariusz (np. konspekt wykładu), to zawsze będzie wygodniej zrobić to na piśmie niż w myślach.

Pismo należy uznać za transmisję sygnalizacyjną w polu elektromagnetycznym.
Pismo jest jedną z wyższych symbolik w polu elektromagnetycznym ale w tej skutecznie rywalizuje z pismem udźwiękowiony obraz.

Dla przykładu pojawia się coraz więcej instrukcji dla rozwiązania różnych problemów w postaci komentowanych filmów na Youtube, gdzie pokazuje się i komentuje się budowę układów i działania systemów. W tych instrukcjach nie pojawia się żaden znak pisma. Te instrukcje można łatwiej i szybciej pojąć niż to samo wyrażone w piśmie.

>Osobną kwestią jest jeszcze to, czy ludzie w ogóle chcieliby się komunikować w ten sposób - ja osobiście bym nie chciał. Zarówno wysyłanie jak i odbieranie myśli taką metodą jest ryzykowne. Wysyłanie wymagałoby sporej samokontroli - przecież nie chciałabyś, żeby jakieś przypadkowe twoje myśli dotarły do odbiorcy. Natomiast odbieranie takich "myślowych wiadomości" wiązałoby się z ryzykiem manipulacji twoimi myślami.

Mówisz tu o elementach naszej kultury, w której inny człowiek jest rywalem i wrogiem.
Oczywiste jest, że tak prymitywna kultura nie może zachować się, gdyby doszło do zmian sposób komunikacji na taką bardziej ingerującą w twój umysł.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>One mają wspólny mózg!
W takim razie jakie "one"?

>> Tu piszą, że niekoniecznie językiem.
>Oczywiście, że nie myślimy wyłącznie językiem. [...] Ale bez języka nie da się myśleć
To pomyśl dlaczego uwikłałeś się tu w sprzeczność.

>Osobną kwestią jest jeszcze to, czy ludzie w ogóle chcieliby się komunikować w ten sposób - ja osobiście bym nie chciał. Zarówno wysyłanie jak i odbieranie myśli taką metodą jest ryzykowne. Wysyłanie wymagałoby sporej samokontroli - przecież nie chciałabyś, żeby jakieś przypadkowe twoje myśli dotarły do odbiorcy.
Jeśli zakładasz, że taka samokontrola nie byłaby myślą, to czym?

>Natomiast odbieranie takich "myślowych wiadomości" wiązałoby się z ryzykiem manipulacji twoimi myślami.
Albo odwrotnie, udaremniłoby manipulacje wypowiedzią; choćby tutaj mamy forumowicza, który zarzuca rozmówcom "słowne gierki"...

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>>One mają wspólny mózg!
>W takim razie jakie "one"?

No do doprecyzujmy. Cześć mózgu mają wspólną. Zadowolona?

>>Oczywiście, że nie myślimy wyłącznie językiem. [...] Ale bez języka nie da się myśleć
>To pomyśl dlaczego uwikłałeś się tu w sprzeczność.

Nie ma to jak zbudować sobie chochoła z wyrwanych z kontekstu fragmentów, a następnie w niego walić i cieszyć się z udanych trafień. Jestem trochę zniesmaczony tak prymitywną próbą manipulacji.

>Jeśli zakładasz, że taka samokontrola nie byłaby myślą, to czym?

Ale ja nic takiego nie zakładam. Skąd taki wniosek?

>>Natomiast odbieranie takich "myślowych wiadomości" wiązałoby się z ryzykiem manipulacji twoimi myślami.
>Albo odwrotnie, udaremniłoby manipulacje wypowiedzią

Nie rozumiem.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>>Natomiast odbieranie takich "myślowych wiadomości" wiązałoby się z ryzykiem manipulacji twoimi myślami.
>>Albo odwrotnie, udaremniłoby manipulacje wypowiedzią
>Nie rozumiem.

Wyjaśnię.
Wyjawienie twoich myśli innej osobie uniemożliwiłoby ci oklamanie jej.
Pawel077 (1855 punktów)
>>>>Natomiast odbieranie takich "myślowych wiadomości" wiązałoby się z ryzykiem manipulacji twoimi myślami.
>>>Albo odwrotnie, udaremniłoby manipulacje wypowiedzią
>>Nie rozumiem.
>Wyjaśnię.
>Wyjawienie twoich myśli innej osobie uniemożliwiłoby ci oklamanie jej.

I dlatego nikt nie zgodzi się na taką formę komunikacji. Kto by chciał, by jego świat wewnętrzny był dostępny dla wszystkich? Kłamstwo pełni bardzo ważną rolę społeczną - życie bez niego byłoby koszmarem. Świetnie pokazuje to film "The Invention of Lying" (polski tytuł: "Było sobie kłamstwo").
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>One mają wspólny mózg!
>>W takim razie jakie "one"?
>No do doprecyzujmy. Cześć mózgu mają wspólną.
A między ludźmi niezrośniętymi tę rolę pełni język. Co znaczy, że można się komunikować nie tylko językiem, ale i jakąś uwspólnioną częścią mózgu. I ja zakładam, że taka wspólna część może być sztuczna, a wtedy zastąpi język lub/i pismo.

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>A między ludźmi niezrośniętymi tę rolę pełni język. Co znaczy, że można się komunikować nie tylko językiem, ale i jakąś uwspólnioną częścią mózgu.

Ale komunikacja bez języka możliwa jest tylko na bardzo prymitywnym poziomie. Nie da się bez języka przykazywać złożonych, precyzyjnych komunikatów, takich jak np. posty na tym forum. Nawet jeśli te bliźniaczki potrafiłyby przekazywać sobie w myślach złożone komunikaty, to musiałyby to robić przy pomocy języka (ponieważ na zaawansowanym poziomie myślimy językiem). Ale nawet to przekazywanie informacji jest wątpliwe, bo to nie jest tak, że jedna z nich świadomie, w kontrolowany sposób przekazuje informacje drugiej. Ponieważ część mózgu mają wspólną, to i część myśli i odczuć mają wspólne. To nie są dwie zupełnie odrębne osoby - część ich świadomości jest wspólna.

>I ja zakładam, że taka wspólna część może być sztuczna, a wtedy zastąpi język lub/i pismo.

Nawet gdyby to było możliwe, to po pierwsze, nie zastąpi języka, tylko sposób jego przekazywania, a po drugie byłaby to tylko forma komunikacji, a nie zapisu języka.

Poza tym - o czym wspominałem wcześniej - nikt (lub prawie nikt) nie będzie się chciał komunikować w ten sposób, bo taki sposób odziera z prywatności i niesie ryzyko manipulacji czyimiś myślami.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>A między ludźmi niezrośniętymi tę rolę pełni język. Co znaczy, że można się komunikować nie tylko językiem, ale i jakąś uwspólnioną częścią mózgu.
>Ale komunikacja bez języka możliwa jest tylko na bardzo prymitywnym poziomie.

Chyba masz na myśli bez pisma.

Komunikacja bez języka nie jest możliwa.
Pawel077 (1855 punktów)
>>>A między ludźmi niezrośniętymi tę rolę pełni język. Co znaczy, że można się komunikować nie tylko językiem, ale i jakąś uwspólnioną częścią mózgu.
>>Ale komunikacja bez języka możliwa jest tylko na bardzo prymitywnym poziomie.
>Chyba masz na myśli bez pisma.
>Komunikacja bez języka nie jest możliwa.

Kiedy piszę "język", to mam na myśli mowę (słowa) i jej graficzny odpowiednik, czyli pismo (wyrazy). Nie mam na myśli zwierzaka, który sika na drzewo i przekazuje takim "językiem", że to jego teren. Przestań udawać (podobnie jak chętnie racjonalistka), że nie rozumiesz o co chodzi - to jest denerwujące.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>>>A między ludźmi niezrośniętymi tę rolę pełni język. Co znaczy, że można się komunikować nie tylko językiem, ale i jakąś uwspólnioną częścią mózgu.
>>>Ale komunikacja bez języka możliwa jest tylko na bardzo prymitywnym poziomie.
>>Chyba masz na myśli bez pisma.
>>Komunikacja bez języka nie jest możliwa.
>Kiedy piszę "język", to mam na myśli mowę (słowa) i jej graficzny odpowiednik, czyli pismo (wyrazy). Nie mam na myśli zwierzaka, który sika na drzewo i przekazuje takim "językiem", że to jego teren. Przestań udawać (podobnie jak chętnie racjonalistka), że nie rozumiesz o co chodzi - to jest denerwujące.

Ale to wprowadza w błąd!

Przy okazji zauważyłem, że na wiki nie ma właściwie definicji języka
pl.wikipedia.org/wiki/Język

więc postanawiam ją niniejszym stworzyć.

Język to symbolika pojęciowa.

Wszystko co symbolizuje pojęcia należy do elementów języka.
To może być mowa, pismo, język migowy, kod Morse'a, alfabet Braille'a, język ciała, wskazanie palcem kierunku, podrzucenie komuś do domu martwej ryby, czy wymiana zamku w drzwiach.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>A między ludźmi niezrośniętymi tę rolę pełni język. Co znaczy, że można się komunikować nie tylko językiem, ale i jakąś uwspólnioną częścią mózgu.
>Ale komunikacja bez języka możliwa jest tylko na bardzo prymitywnym poziomie. Nie da się bez języka przykazywać złożonych, precyzyjnych komunikatów, takich jak np. posty na tym forum.
To by znaczyło, że złożoność komunikatu wynika ze złożoności języka, nie myśli.

>myślimy językiem
A nie przejęzyczyłeś się tu czasem?

>To nie są dwie zupełnie odrębne osoby - część ich świadomości jest wspólna.
Część np. mojej i Twojej świadomości także, wszak oboje mamy świadomość istnienia np. fR i wzajemnie wiemy to o sobie.

>nikt (lub prawie nikt) nie będzie się chciał komunikować w ten sposób, bo taki sposób odziera z prywatności i niesie ryzyko manipulacji czyimiś myślami
Sądzisz, że ja Twoimi myślami bym manipulowała, czy że Ty moimi?

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>Sam język może zostać zastąpiony czymś innym, jakimś transferem myśli.

Tak jeszcze a propos transferu myśli.
www.youtube.com/watch?v=WSKHYJfnS2g
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Sam język może zostać zastąpiony czymś innym, jakimś transferem myśli.
>Tak jeszcze a propos transferu myśli.
>www.youtube.com/watch?v=WSKHYJfnS2g
>
Fajne. Ale chodziłoby o zarządzanie takim transferem.


cr
Elasp (6859 punktów)
>>>>FOTOGRAFIA(OBRAZ) - To nic innego jak pierwowzór pisma obrazkowego - hieroglificznego.
>>>Ale to takie szybko powstające pismo, czyli bez wad tego pierwotnego.
>>Stare księgi i teksty czyta się tak samo ja wtedy gdy były one nowe.
>To nie przeczy mojemu twierdzeniu o tempie tworzenia dzisiejszych obrazów...

Przepraszam, na jakiej właściwie podstawie twierdzisz, że pismo odejdzie kiedyś w niebyt?
13-08-2020 23:06 
 Ocena 1 na 1
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
> Przepraszam, na jakiej właściwie podstawie twierdzisz, że pismo odejdzie kiedyś w niebyt?

Oczywiście, że nie odejdzie tylko będzie ewoluować. Będzie się przepoczwarzac, przyjmować nowe coraz bardziej złożone formy.

Druk jest ewolucyjnym następcą pisma.

Wyświetlacz treści jest ewolucyjnym następcą pisma.

Teraz zapewne będziemy podążać w kierunku wirtualnej rzeczywistości czyli połączenia różnych kanałów: obrazu, dźwięku, zapachu, dotyku.

Potem dojdzie do połączenia mózgow na krótko, już bez monitorów, głośników i innych prymitywnych narzędzi. Bezpośrednia transmisja na sztucznych synapsach. Połączenie 2 mózgów w 1.
Elasp (6859 punktów)
>> Przepraszam, na jakiej właściwie podstawie twierdzisz, że pismo odejdzie kiedyś w niebyt?
>Oczywiście, że nie odejdzie tylko będzie ewoluować. Będzie się przepoczwarzac, przyjmować nowe coraz bardziej złożone formy.

Skąd wiesz, że będzie się przepoczwarzać?
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
> Skąd wiesz, że będzie się przepoczwarzać?

Bo to co Ci się teraz wyświetla przed oczami pochodzi od tego, że ktoś wcześniej zaczął malować na ścianach jaskiń i ktoś ryć hieroglify w kamieniu.

Dostrzegasz różnicę pomiędzy tym co widzisz a malunkiem w jaskini?
Przepoczwarzyło się.
Elasp (6859 punktów)

>Dostrzegasz różnicę pomiędzy tym co widzisz a malunkiem w jaskini?
>Przepoczwarzyło się.

Czy z tego, że się przepoczwarzało wynika, że będzie się przepoczwarzać?
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>Dostrzegasz różnicę pomiędzy tym co widzisz a malunkiem w jaskini?
>>Przepoczwarzyło się.
>Czy z tego, że się przepoczwarzało wynika, że będzie się przepoczwarzać?

Oczywiście, że będzie i to z jasnej przyczyny.

Nasze pojęcia rozwijają się i stają się coraz bardziej złożone, wciąż powstają kolejne rozwinięte pojęcia złożone z pierwotnych.

Za rozwojem pojęć będzie podążać rozwój symboliki, dla ułatwienia komunikacji będziemy posługiwać się nowymi symbolami o wyższej kompresji informacji, czyli tekst będzie się zmieniać na coraz bardziej pokręcony.

Dam Ci prosty przykład.

Spójrz na opisy tej samej liczby w dwóch systemach dziesiętnym i binarnym

3564
110111101100

który opis jest bardziej skompresowany, przez to, ze jest bardziej złożony?

Spróbuj teraz stworzyć system dwudziestkowy i wyraź w nim tę samą liczbą i porównaj stopień kompresji.

To jest tylko kwestia czasu kiedy zaczniemy komunikować się w systemie dwudziestkowym, bo za wysoką kompresją podąża wysoka pojemność informacyjna bardzo krótkich komunikatów.

Dziwię się, że nikt jeszcze nie podjął się kreacji nowej symboliki (tekstu), w celu zwiększenia stopnia kompresji składu symboliki. Z całą pewnością można wyrazić to samo poprzez inaczej złożone symbole znacznie szybciej i z ze znaczną oszczędnością energii.
14-08-2020 13:58 
 Ocena 1 na 1
Gruby Rycho (532 punktów)
>>>Dostrzegasz różnicę pomiędzy tym co widzisz a malunkiem w jaskini?
>>>Przepoczwarzyło się.
>>Czy z tego, że się przepoczwarzało wynika, że będzie się przepoczwarzać?
>Oczywiście, że będzie i to z jasnej przyczyny.
>Nasze pojęcia rozwijają się i stają się coraz bardziej złożone, wciąż powstają kolejne rozwinięte pojęcia złożone z pierwotnych.

Czyli jak u człowieka w drzewie genealogicznym? Nasze pojęcia mają dorastać zarówno w języku mówionym jak i pisanym.

>Za rozwojem pojęć będzie podążać rozwój symboliki, dla ułatwienia komunikacji będziemy posługiwać się nowymi symbolami o wyższej kompresji informacji, czyli tekst będzie się zmieniać na coraz bardziej pokręcony.

Wiesz co to jest kompresja i co się kryje za tym określeniem? Chyba nie. Bo pieprzysz już bez umiaru.

>Dam Ci prosty przykład.
>Spójrz na opisy tej samej liczby w dwóch systemach dziesiętnym i binarnym
>3564
>110111101100
>który opis jest bardziej skompresowany, przez to, ze jest bardziej złożony?

Sam podaj rozwiązanie. Nie babul bez sensu.

>Spróbuj teraz stworzyć system dwudziestkowy i wyraź w nim tę samą liczbą i porównaj stopień kompresji.

Nadal nie wiesz co to kompresja. Sam pokaż jak to widzisz, a nie namawiaj by ktoś za Ciebie wykonywał idiotyczne polecenia.

>To jest tylko kwestia czasu kiedy zaczniemy komunikować się w systemie dwudziestkowym, bo za wysoką kompresją podąża wysoka pojemność informacyjna bardzo krótkich komunikatów.

Bzdury. Po co Tobie system dwudziestkowy, skoro dziesiętny absolutnie wystarcza?
System dwójkowy jest po to by był pomocny w porozumiewaniu się z maszynami. Dlaczego? Bo szybkość kojarzeń system komputerowy ma niestety większą jak człowiek, o Tobie nie wspominając. Poza tym przesył informacji w systemie dwójkowym jest bardzie odporny na zakłócenia przypadkowe.

>Dziwię się, że nikt jeszcze nie podjął się kreacji nowej symboliki (tekstu), w celu zwiększenia stopnia kompresji składu symboliki.

System kompresji istnieje już dawno w komputerach. A wiesz dlaczego? Prozaiczne. By nie zagracać dysku twardego.

>Z całą pewnością można wyrazić to samo poprzez inaczej złożone symbole znacznie szybciej i z ze znaczną oszczędnością energii.

No beznadzieja. Tak twierdzi twórca prywatnej fizyki. Bye, bye.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Sam podaj rozwiązanie. Nie babul bez sensu.

Oczywiście mogę zaproponować pogłębienie kompresji symboliki pojęciowej w obrazie.
Przede wszystkim potrzeba zwiększyć liczbę wymiarów znaczeniowych, dlatego
- niech kolor ma znacznie
- niech grubość linii ma znaczenie
- niech wielkość symbolu ma znaczenie

Proponuję:
- do opisywania materii używajmy form zamkniętych - figur
- do opisywania ruchu używajmy form otwartych - linii
- do opisywania związków/zależności używajmy form skrzyżowanych
- do opisywania porównań/wynikania używajmy form równoległych
- do opisywania podmiotu używajmy koloru czerwonego
- do opisywania orzeczenia używajmy koloru niebieskiego
- do opisywania przynależności używajmy koloru żółtego
- do opisywania wynikania używajmy koloru czarnego
- do opisywania obiektów podstawowych używajmy linii standardowej
- do opisywania obiektów nadrzędnych używajmy linii pogubionej
- do opisywania obiektów podrzędnych używajmy linii cienkiej
- do opisywania obiektów istotnych używajmy dużych znaków
- do opisywania obiektów zwykłych używajmy zwykłych znaków
- do opisywania obiektów nieistotnych używajmy małych znaków

to na początek.

Proponuje odejść od liter, sylab i za podstawę syboli przyjąć kompletne wyrazy.
Będzie tyle różnych znaków ile jest różnych wyrazów, przy czym znaki wyrazów o zbliżonym znaczeniu muszą mieć zbliżoną formę.
Pawel077 (1855 punktów)
>Proponuje odejść od liter, sylab i za podstawę syboli przyjąć kompletne wyrazy.

Spóźniłeś się z tą propozycją o kilka tysięcy lat.
pl.wikipedia.org/wiki/Pismo_logograficzne

Serio uważasz, że uczenie się kilku tysięcy znaków (co najmniej) zamiast około trzydziestu, to dobry pomysł?
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>Proponuje odejść od liter, sylab i za podstawę syboli przyjąć kompletne wyrazy.
>Spóźniłeś się z tą propozycją o kilka tysięcy lat.
>pl.wikipedia.org/wiki/Pismo_logograficzne
>Serio uważasz, że uczenie się kilku tysięcy znaków (co najmniej) zamiast około trzydziestu, to dobry pomysł?

Bardzo serio!
Ludzki mózg jest wystarczająco pojemny a to byłby przejście na język znacznie wyższego poziomu.

Takiej nowej symbolice graficznej powinien towarzyszyc analogiczny rozwój symboliki dźwiękowej.

Dzięki zmianie języka na wyższy poziom, nie tylko komunikowałnys sie znacznie szybciej i pojemniej ale jeszcze prxyspiezylbys i zwiększyłbys pojemność własnych procesów myślowych, gdybyś już nauczyl się nowej symboliki myślalbys szybciej i szerzej.
Pawel077 (1855 punktów)
Jakoś nie widać, żeby społeczeństwa, które posługują (posługiwały) się pismem logograficznym osiągały wyższy poziom rozwoju niż społeczeństwa używające pisma alfabetycznego.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Jakoś nie widać, żeby społeczeństwa, które posługują (posługiwały) się pismem logograficznym osiągały wyższy poziom rozwoju niż społeczeństwa używające pisma alfabetycznego.

Symbolika graficzna powinna zachowywac związki zbliżone, do związków pojęciowych, które wyraża i być spójna z symbolika dźwiękową.

Może ta symbolika była niespójna.
Może była sprzeczna z dźwiękową.
Może okazała się zbyt trudna jak tamten stan umysłów.

Wiem jednak, że każda symbolika złożona z większej liczby znaków jest z automatu językiem wyższego poziomu.

Sprobuj zainstalować nowego Windowsa 10 na starym PC. Nawet jeżeli uda Ci się, ten będzie mulił się, zawieszał, wywoływał błędy. Ale gdy wrócisz do Windowsa xp nagle stary PC zacznie działać sprawnie i szybko.

Przypuszczam, że rozwój symboliki ideograficznej
pl.m.wikipedia.org/wiki/Pismo_ideograficzne
Okazał się zbyt trudny w obliczu wzrastajacej liczby pojęć, więc zwyciężyło zredukowane pismo fonetyczne
pl.m.wikipedia.org/wiki/Pismo_fonetyczne
które było graficznym odzrowaniem symboliki dźwiękowej.

Podejrzewam, że symbolika także w którymś momencie uległa redukcji, kiedy mózgi przestawały spamietywac, rozróżniać i rozumieć zbyt dużą liczbę sygnałów.
Pawel077 (1855 punktów)
A zatem sam widzisz jak wiele trudności piętrzy się przed twoją koncepcją. Widać nie jesteśmy jeszcze na nią gotowi.

A tak w ogóle to nie rozumiem dlaczego chcesz komplikować proste sprawy. Po co iść do celu trudniejszą drogą, skoro można iść łatwiejszą?
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>A zatem sam widzisz jak wiele trudności piętrzy się przed twoją koncepcją. Widać nie jesteśmy jeszcze na nią gotowi.
>A tak w ogóle to nie rozumiem dlaczego chcesz komplikować proste sprawy. Po co iść do celu trudniejszą drogą, skoro można iść łatwiejszą?

Pytasz, po co budować bramki logiczne, operujące na systemach liczbowych wysokiego poziomu, które nie będą operowały już na sygnale binarnym 0, 1 lecz obsłużą sygnały 0, 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 i po co tworzyć dla nich adekwatnie złożone języki programowania wysokiego poziomu ?

Bo połączenie 4 takich bramek pozwoli operowanie na liczbach tysięcznych, a 10 na miliardowych.

Na pewno dostrzegasz związek, im wyższa złożoność tym wyższa efektywność.
16-08-2020 03:14 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Pytasz, po co budować bramki logiczne, operujące na systemach liczbowych wysokiego poziomu, które nie będą operowały już na sygnale binarnym 0, 1 lecz obsłużą sygnały 0, 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 i po co tworzyć dla nich adekwatnie złożone języki programowania wysokiego poziomu ?

Nie. Pytam o język (mowę) i jego zapis w postaci pisma. Bo o tym chyba rozmawialiśmy? Nie wiem dlaczego przeskoczyłeś nagle na język programowania.

>Bo połączenie 4 takich bramek pozwoli operowanie na liczbach tysięcznych, a 10 na miliardowych.
>Na pewno dostrzegasz związek, im wyższa złożoność tym wyższa efektywność.

Nie dostrzegam związku, bo się na tym nie znam. Ale skoro to takie efektywne, to dlaczego nikt tego nie stosuje?

A wracając do języka (tego zwykłego, mówionego) i pisma, to w jednym komentarzu piszesz (odnośnie pisma logograficznego), że "Ludzki mózg jest wystarczająco pojemny a to byłby przejście na język znacznie wyższego poziomu.", a w kolejnym komentarzu piszesz: "Podejrzewam, że symbolika także w którymś momencie uległa redukcji, kiedy mózgi przestawały spamietywac, rozróżniać i rozumieć zbyt dużą liczbę sygnałów". No to jak to w końcu jest z tym ludzkim mózgiem? Uważasz, że mózgi dzisiejszych ludzi różnią się znacząco od mózgów tych, którzy żyli kilka tysięcy lat temu?
Gruby Rycho (532 punktów)
>>Pytasz, po co budować bramki logiczne, operujące na systemach liczbowych wysokiego poziomu, które nie będą operowały już na sygnale binarnym 0, 1 lecz obsłużą sygnały 0, 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 i po co tworzyć dla nich adekwatnie złożone języki programowania wysokiego poziomu ?
>Nie. Pytam o język (mowę) i jego zapis w postaci pisma. Bo o tym chyba rozmawialiśmy? Nie wiem dlaczego przeskoczyłeś nagle na język programowania.
>>Bo połączenie 4 takich bramek pozwoli operowanie na liczbach tysięcznych, a 10 na miliardowych.
>>Na pewno dostrzegasz związek, im wyższa złożoność tym wyższa efektywność.
>Nie dostrzegam związku, bo się na tym nie znam. Ale skoro to takie efektywne, to dlaczego nikt tego nie stosuje?
>A wracając do języka (tego zwykłego, mówionego) i pisma, to w jednym komentarzu piszesz (odnośnie pisma logograficznego), że "Ludzki mózg jest wystarczająco pojemny a to byłby przejście na język znacznie wyższego poziomu.", a w kolejnym komentarzu piszesz: "Podejrzewam, że symbolika także w którymś momencie uległa redukcji, kiedy mózgi przestawały spamietywac, rozróżniać i rozumieć zbyt dużą liczbę sygnałów". No to jak to w końcu jest z tym ludzkim mózgiem? Uważasz, że mózgi dzisiejszych ludzi różnią się znacząco od mózgów tych, którzy żyli kilka tysięcy lat temu?

Dla Hamerlika nie ma znaczenia jaki temat jest zaczęty. On zawsze dyskutuje na tematy jakie mu się w danej chwili nasunęły w jego pale/dyni. To jest wyrazista przypadłość niesfornego myślenia. ADHD. Mówi to Tobie coś? Zostaw jego pieprzenie w spokoju. On już się nie zmieni. Ma te 50 lat i takich starych drzew już nie nagniesz.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Dla Hamerlika nie ma znaczenia jaki temat jest zaczęty. On zawsze dyskutuje na tematy jakie mu się w danej chwili nasunęły w jego pale/dyni. To jest wyrazista przypadłość niesfornego myślenia. ADHD. Mówi to Tobie coś? Zostaw jego pieprzenie w spokoju. On już się nie zmieni. Ma te 50 lat i takich starych drzew już nie nagniesz.

Tematem było wyrażenie respektu dla zwojów papirusu pomazanych atramentem i gorycz, że młodzi nie przywiązują do tego już takiej wartości.

Ja tylko staram się wyjaśniać czy respekt i żal są uzasadnione czy tylko oldskoolowe.
16-08-2020 05:52 
 Ocena 1 na 1
Gruby Rycho (532 punktów)
>>A zatem sam widzisz jak wiele trudności piętrzy się przed twoją koncepcją. Widać nie jesteśmy jeszcze na nią gotowi.
>>A tak w ogóle to nie rozumiem dlaczego chcesz komplikować proste sprawy. Po co iść do celu trudniejszą drogą, skoro można iść łatwiejszą?
>Pytasz, po co budować bramki logiczne, operujące na systemach liczbowych wysokiego poziomu, które nie będą operowały już na sygnale binarnym 0, 1 lecz obsłużą sygnały 0, 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 i po co tworzyć dla nich adekwatnie złożone języki programowania wysokiego poziomu ?
>Bo połączenie 4 takich bramek pozwoli operowanie na liczbach tysięcznych, a 10 na miliardowych.
>Na pewno dostrzegasz związek, im wyższa złożoność tym wyższa efektywność.

Bardzo przepraszam. O czym Ty teraz p*****lisz? Co w związku z czym?
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Bardzo przepraszam. O czym Ty teraz p*****lisz? Co w związku z czym?

O wyższości systemu dziesietnego nad systemem binarnym.

O tym, że systematyka działań w systemie dziesiętnym jest bardziej rozwinięta od systematyki działań w systemie binarnym.

O tym, że systemy binany i dziesiętny są systemami matematycznymi różnych poziomów.

O tym, że język ludzki jest najprawdopodobniej systemem matematycznym bardzo wysokiego poziomu.

O tym, że ten bardzo wysoki poziom można teoretycznie jeszcze podnieść zwiększając liczebnosc znaków językowych.

A wówczas teoretycznie powieść, do wyrażenia której teraz potrzebujesz 500 stonnicowej książki, wyraziłbys na 50 stronach albo na 5 a jej odbiorca zamiast czytac ja przez 100 godzin przeczytałby ja w 25 albo nawet w 5 godzin.
15-08-2020 00:04 
 Ocena 1 na 1
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>Spójrz na opisy tej samej liczby w dwóch systemach dziesiętnym i binarnym
>>3564
>>110111101100

>Bzdury. Po co Tobie system dwudziestkowy, skoro dziesiętny absolutnie wystarcza?

No i nie porównałeś dwóch wyrazów tej samej liczby w rożnych systemach liczbowych, bo gdybyś porównał to zauważyłbyś, że różnią się długością.

czy wiesz jak ta sama liczba wyglądałaby w systemie dwudziestkowym, gdybyśmy za kolejne 10 cyfr przyjęli pierwsze litery polskiego alfabetu?

8N4

czy teraz widzisz różnicę w porównaniu z systemem binarnym gdzie ta liczba wygląda tak

110111101100

???

>System dwójkowy jest po to by był pomocny w porozumiewaniu się z maszynami. Dlaczego? Bo szybkość kojarzeń system komputerowy ma niestety większą jak człowiek, o Tobie nie wspominając. Poza tym przesył informacji w systemie dwójkowym jest bardzie odporny na zakłócenia przypadkowe.

System binarny jest językiem niskiego poziomu, którym operują proste układy.
pl.wikipedia.org/wiki/Język_niskiego_poziomu

Proponowany przeze mnie system dwudziestkowy będzie językiem wysokiego poziomu, którym, dla zaoszczędzenia energii, powinny operować układy złożone
pl.wikipedia.org/wiki/Język_wysokiego_poziomu

Oczywiście tłumaczenie zarówno tłumaczenie języka wysokiego poziomu na poziom niski jest możliwe
pl.wikipedia.org/wiki/Asembler
pl.wikipedia.org/wiki/Kompilator

jak również odwrotnie tłumaczenie języka niskiego poziomu na język poziomu wysokiego
pl.wikipedia.org/wiki/Deasembler
pl.wikipedia.org/wiki/Dekompilator
16-08-2020 06:03 
 Ocena 1 na 1
Gruby Rycho (532 punktów)
>>>Spójrz na opisy tej samej liczby w dwóch systemach dziesiętnym i binarnym
>>>3564
>>>110111101100
>>Bzdury. Po co Tobie system dwudziestkowy, skoro dziesiętny absolutnie wystarcza?
>No i nie porównałeś dwóch wyrazów tej samej liczby w rożnych systemach liczbowych, bo gdybyś porównał to zauważyłbyś, że różnią się długością.
>czy wiesz jak ta sama liczba wyglądałaby w systemie dwudziestkowym, gdybyśmy za kolejne 10 cyfr przyjęli pierwsze litery polskiego alfabetu?
>8N4
>czy teraz widzisz różnicę w porównaniu z systemem binarnym gdzie ta liczba wygląda tak
>110111101100
>???
>>System dwójkowy jest po to by był pomocny w porozumiewaniu się z maszynami. Dlaczego? Bo szybkość kojarzeń system komputerowy ma niestety większą jak człowiek, o Tobie nie wspominając. Poza tym przesył informacji w systemie dwójkowym jest bardzie odporny na zakłócenia przypadkowe.
>System binarny jest językiem niskiego poziomu, którym operują proste układy.
>pl.wikipedia.org/wiki/Język_niskiego_poziomu
>Proponowany przeze mnie system dwudziestkowy będzie językiem wysokiego poziomu, którym, dla zaoszczędzenia energii, powinny operować układy złożone
>pl.wikipedia.org/wiki/Język_wysokiego_poziomu
>Oczywiście tłumaczenie zarówno tłumaczenie języka wysokiego poziomu na poziom niski jest możliwe
>pl.wikipedia.org/wiki/Asembler
>pl.wikipedia.org/wiki/Kompilator
>jak również odwrotnie tłumaczenie języka niskiego poziomu na język poziomu wysokiego
>pl.wikipedia.org/wiki/Deasembler
>pl.wikipedia.org/wiki/Dekompilator

Znów Ciebie wzięło na snucie makaronów? Czy Ty nie masz żadnych hamulców? W niemieckim to handbremse jak po polsku nie rozumiesz? Chcesz istnieć w pamięci forumowiczów jako wybitnie nie poskładany zlepek przypadkowych białek przez pomyłkę w formę człowieczo podobną? Schlag soll das ales treffen!
15-08-2020 00:29 
 Ocena 1 na 1
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>System dwójkowy jest po to by był pomocny w porozumiewaniu się z maszynami.

youtu.be/5_jp9CwJhcA
youtu.be/5ubEAO-ChfA

System dwójkowy jest systemem znaczeniowym w oddziaływaniach prostych układów jak bramki logiczne.

W oddziaływaniach układów złożonych jak procesory właściwym systemem znaczeniowym będą systemy wysokiego poziomu.

Wyobraź sobie, że światłowód przewodzi transmisję promieniowania we wszystkich odcieniach tęczy, a każda barwa oznacza inną cyfrę np. w systemie dwudziestkowym albo nawet układzie setnym. Wówczas w kilku taktach możesz przetransmitować informację, którą w systemie dwójkowym musiałbyś transmitować w setkach taktów.
16-08-2020 06:30 
 0 na 2
Gruby Rycho (532 punktów)
>>System dwójkowy jest po to by był pomocny w porozumiewaniu się z maszynami.
>youtu.be/5_jp9CwJhcA
>youtu.be/5ubEAO-ChfA
>System dwójkowy jest systemem znaczeniowym w oddziaływaniach prostych układów jak bramki logiczne.
>W oddziaływaniach układów złożonych jak procesory właściwym systemem znaczeniowym będą systemy wysokiego poziomu.
>Wyobraź sobie, że światłowód przewodzi transmisję promieniowania we wszystkich odcieniach tęczy, a każda barwa oznacza inną cyfrę np. w systemie dwudziestkowym albo nawet układzie setnym. Wówczas w kilku taktach możesz przetransmitować informację, którą w systemie dwójkowym musiałbyś transmitować w setkach taktów.

Tak tylko nie wziąłeś pod uwagę molekułofali, bo światłowód jest molekułą nawet w odległości z Warszawy do Berlina. Traci masę czy zyskuje? A na takiej odległości następują odbicia fali na linii długiej i mogą nastąpić szkodliwe odbicia informacji jaką chcesz przesłać niezależnie od wysokiego poziomu czy niskiego. Czy w molekule mogą zachodzić zjawiska odbicia fali? Tak gadasz ale nie przeanalizowałeś do końca zagadnienia. Jak pokonać odbicie fali w linii długiej. To jest pojęcie czysto fizyczne. Elektryk ma z tym problemy jeśli długość linii przesyłowej przekracza 6000 km przy częstotliwości 50 Hz.. Chyba wiesz dlaczego? Nie muszę więc tłumaczyć. Zwiększenie częstotliwości przesyłu zmniejsza odległość odbicia fali. Jak to zmierzysz głupku w przesyle sygnału w systemie binarnym?
W molekule w postaci światłowodu? Ja nie wiem w Twojej prywatnej fizyce jak to rozwiązać.
A może byś tak na ten przykład przestał się wymądrzać na tematy których w ogóle nie pojmujesz? Po prostu zamknij japę i finał? Posłuchać innych bo może coś mądrzej gadają?
28-08-2020 20:42 
 Ocena 1 na 1
pyllades (33 punktów)
>>>System dwójkowy jest po to by był pomocny w porozumiewaniu się z maszynami.
>>youtu.be/5_jp9CwJhcA
>>youtu.be/5ubEAO-ChfA
>>System dwójkowy jest systemem znaczeniowym w oddziaływaniach prostych układów jak bramki logiczne.
>>W oddziaływaniach układów złożonych jak procesory właściwym systemem znaczeniowym będą systemy wysokiego poziomu.
>>Wyobraź sobie, że światłowód przewodzi transmisję promieniowania we wszystkich odcieniach tęczy, a każda barwa oznacza inną cyfrę np. w systemie dwudziestkowym albo nawet układzie setnym. Wówczas w kilku taktach możesz przetransmitować informację, którą w systemie dwójkowym musiałbyś transmitować w setkach taktów.
>Tak tylko nie wziąłeś pod uwagę molekułofali, bo światłowód jest molekułą nawet w odległości z Warszawy do Berlina. Traci masę czy zyskuje? A na takiej odległości następują odbicia fali na linii długiej i mogą nastąpić szkodliwe odbicia informacji jaką chcesz przesłać niezależnie od wysokiego poziomu czy niskiego. Czy w molekule mogą zachodzić zjawiska odbicia fali? Tak gadasz ale nie przeanalizowałeś do końca zagadnienia. Jak pokonać odbicie fali w linii długiej. To jest pojęcie czysto fizyczne. Elektryk ma z tym problemy jeśli długość linii przesyłowej przekracza 6000 km przy częstotliwości 50 Hz.. Chyba wiesz dlaczego? Nie muszę więc tłumaczyć. Zwiększenie częstotliwości przesyłu zmniejsza odległość odbicia fali. Jak to zmierzysz głupku w przesyle sygnału w systemie binarnym?
>W molekule w postaci światłowodu? Ja nie wiem w Twojej prywatnej fizyce jak to rozwiązać.
>A może byś tak na ten przykład przestał się wymądrzać na tematy których w ogóle nie pojmujesz? Po prostu zamknij japę i finał? Posłuchać innych bo może coś mądrzej gadają?
Używanie sformułowania zamknij japę kończy wywód petenta sformułowaniem w domyśle ....- przerasta mnie twój potencjał intelektualny , nie ma nic co mógłbym jeszcze mądrego powiedzieć ,proszę nie morduj mnie kolejnym inteligentnym stwierdzeniem, dodam że - BARDZO PROSZĘ..
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> Przepraszam, na jakiej właściwie podstawie twierdzisz, że pismo odejdzie kiedyś w niebyt?
A nie zacytowałeś takiego mojego twierdzenia, czyżby sugerowany tu jego zapis odszedł w niebyt?


cr
Elasp (6859 punktów)
>> Przepraszam, na jakiej właściwie podstawie twierdzisz, że pismo odejdzie kiedyś w niebyt?
>A nie zacytowałeś takiego mojego twierdzenia, czyżby sugerowany tu jego zapis odszedł w niebyt?

"Przejściowo, wszak pismo jest tylko jednym ze sposobów przekazywania języka mówionego. Który to sposób odejdzie w końcu w niebyt, zrównując piśmiennych z analfabetami."
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>> Przepraszam, na jakiej właściwie podstawie twierdzisz, że pismo odejdzie kiedyś w niebyt?
>>A nie zacytowałeś takiego mojego twierdzenia, czyżby sugerowany tu jego zapis odszedł w niebyt?
>"Przejściowo, wszak pismo jest tylko jednym ze sposobów przekazywania języka mówionego. Który to sposób odejdzie w końcu w niebyt, zrównując piśmiennych z analfabetami."
Skoro to koniec, czego więcej oczekujesz?

cr
Elasp (6859 punktów)
>>>> Przepraszam, na jakiej właściwie podstawie twierdzisz, że pismo odejdzie kiedyś w niebyt?
>>>A nie zacytowałeś takiego mojego twierdzenia, czyżby sugerowany tu jego zapis odszedł w niebyt?
>>"Przejściowo, wszak pismo jest tylko jednym ze sposobów przekazywania języka mówionego. Który to sposób odejdzie w końcu w niebyt, zrównując piśmiennych z analfabetami."
>Skoro to koniec, czego więcej oczekujesz?

Oczekuję odpowiedzi na pytanie na jakiej podstawie sądzisz, że wspomniany sposób (= pismo) odejdzie w końcu w niebyt.
15-08-2020 10:53 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>czego więcej oczekujesz?
> Oczekuję odpowiedzi na pytanie na jakiej podstawie sądzisz, że wspomniany sposób (= pismo) odejdzie w końcu w niebyt.
Na podstawie przemijalności wszystkiego.


cr
Elasp (6859 punktów)

>Na podstawie przemijalności wszystkiego

A przemijalność wszystkiego też kiedyś przeminie?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Na podstawie przemijalności wszystkiego
> A przemijalność wszystkiego też kiedyś przeminie?
Nie wcześniej niż przeminie temat tego wątku.

cr
Elasp (6859 punktów)
>>>Na podstawie przemijalności wszystkiego
>> A przemijalność wszystkiego też kiedyś przeminie?
>Nie wcześniej niż przeminie temat tego wątku.

A to skąd Ci wiadomo?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>Na podstawie przemijalności wszystkiego
>>> A przemijalność wszystkiego też kiedyś przeminie?
>>Nie wcześniej niż przeminie temat tego wątku.
> A to skąd Ci wiadomo?
To nie żadna wiedza, tylko sugestia, że idziesz w off topic.

cr
Elasp (6859 punktów)

>To nie żadna wiedza, tylko sugestia, że idziesz w off topic.

A o tym skąd wiesz? Jesteś moderatorem?
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>To nie żadna wiedza, tylko sugestia, że idziesz w off topic.
> A o tym skąd wiesz? Jesteś moderatorem?

Żeby to wiedzie nie potrzeba mieć żadnych specjalnych uprawnień.
sjp.pl/offtop
haish (2909 punktów)

>A i tak częściej oglądasz nowe filmy, niż czytasz stare teksty, prawda?

Od kilku lat więcej uwagi poświęcam starym tekstom niż filmom.
Choć film to również forma komunikacji, to jednak jest to tylko X Muza.
Początkowo była jedna muza - opiekunka aojdów, muza pamięci, później trzy:
Aojde (gr. Ἀοιδή Aoidḗ, łac. Aoede) - śpiew i poezja
Melete (gr. Μελέτη Melétē, łac. Melete) - ćwiczenie, nauka, praca
Mneme (gr. Μνήμη Mnḗmē, łac. Mneme) - pamięć, wspomnienia.

Aby zrobić profesjonalny film potrzebny jest scenariusz, lub co najmniej konspekt, - ten trzeba napisać. Inaczej mamy do czynienia z filmikiem.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>A i tak częściej oglądasz nowe filmy, niż czytasz stare teksty, prawda?
>Od kilku lat więcej uwagi poświęcam starym tekstom niż filmom.
A nie gapieniu się w ekran monitora?

>Aby zrobić profesjonalny film potrzebny jest scenariusz, lub co najmniej konspekt, - ten trzeba napisać. Inaczej mamy do czynienia z filmikiem.
O, nawet znasz się na filmikach...


cr
13-08-2020 14:28 
 Ocena 1 na 1
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>czasem jedna fotografia potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów.
>Właśnie.

Warto zwrócić uwagę na liczebność bitów zawartych w foto.

To jest rozdzielczość zdjęcia x ilość barw.

To są dziesiątki, może setki tysięcy bitów w jednym takcie.

Dlaczego posługujemy się systemem dziesiętnym zamiast dwójkowym?
Bo jest wyższa kompresja danych.

Ileż szybsza byłaby transmisja informacji w systemie setnym zamiast dziesiętnym?

Tylko kto z nas spamięta 100 różnych cyfr i ze zrozumieniem będzie potrafił się nimi posługiwać?
Może nasze dzieci?

Ta cała kwestia transmisyjna znajduje wiele wyjaśnienia w niskich i wysokich językach programowania.

pl.wikipedia.org/wiki/Język_wysokiego_poziomu
pl.wikipedia.org/wiki/Język_niskiego_poziomu
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>kto z nas spamięta 100 różnych cyfr i ze zrozumieniem będzie potrafił się nimi posługiwać?
>Może nasze dzieci?
Dzieci Chińczyków.

cr
Gruby Rycho (532 punktów)
>>>czasem jedna fotografia potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów.
>>Właśnie.
>Warto zwrócić uwagę na liczebność bitów zawartych w foto.

Przestań pieprzyć. Podaj sposób analizy zdjęć analogowych uczony kolego.

>To jest rozdzielczość zdjęcia x ilość barw.
>To są dziesiątki, może setki tysięcy bitów w jednym takcie.
>Dlaczego posługujemy się systemem dziesiętnym zamiast dwójkowym?
>Bo jest wyższa kompresja danych.
>Ileż szybsza byłaby transmisja informacji w systemie setnym zamiast dziesiętnym?
>Tylko kto z nas spamięta 100 różnych cyfr i ze zrozumieniem będzie potrafił się nimi posługiwać?
>Może nasze dzieci?
>Ta cała kwestia transmisyjna znajduje wiele wyjaśnienia w niskich i wysokich językach programowania.
>pl.wikipedia.org/wiki/Język_wysokiego_poziomu
>pl.wikipedia.org/wiki/Język_niskiego_poziomu

Bez wnikania w sens. p*****lenie a la Hamerlik. I finał. A o fotografii to mi taki jak ty nic nowatorskiego nie powie. Mam uprawnienia fotografik III klasy (najniższej) i zdawałem egzamin państwowy, co mnie upoważnia do własnej działalności prowadzenia zakładu usług fotograficznych. Mam w domu trzy aparaty Praktisix analogowy, Start (świetnie rysujący dwuobiektywowy analogowy polski) i Nikon cyfrowy z zoomem na 30x. Nie czaruj Hamerlik jak się nie znasz. Pic wstawiasz ile wejdzie. Nie wymyślaj jakichś poziomów bo prawdopodobnie nie wiesz o co chodzi. I to pewne, ze nie wiesz o co chodzi.
Ostrzegam, że w fotografice i brydżu nie wojuj ze mną bo Ciebie po prostu zdepczę, nie mówiąc o elektrotechnice.
Pawel077 (1855 punktów)
>Co wolisz jest kwestią gustu, ale który środek sprawniej przekazuje opowieść - już nie.

Ale tego nie da się jednoznacznie wykazać. To zależy od opowieści. Jeśli skupia się ona na wewnętrznym życiu bohaterów, to książka sprawniej nam to przekaże.

>>czasem jedna fotografia potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów.
>Właśnie.

Ja nie mam zamiaru deprecjonować obrazu, fotografii czy filmu. Chodzi mi tylko o to, że w wielu przypadkach, słowo jest zdecydowanie lepszą formą wyrazu. Często nie da się zastąpić słowa obrazem, a zetem pismo - jako jeden z dwóch nośników słowa (obok rejestracji dźwięku) - nigdy nie straci na znaczeniu. Być może pismo odręczne zniknie z powszechnego użytku (raczej nie zniknie całkowicie - zawsze znajdą się miłośnicy, którzy będą kultywować tradycję. Konie, jako środek transportu nadal są używane, choć w naszej części świata nie ma już przecież takiej potrzeby i jest to już tylko hobby), ale samo pismo nigdy nie przestanie mieć znaczenia.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>słowo jest zdecydowanie lepszą formą wyrazu. Często nie da się zastąpić słowa obrazem, a zetem pismo - jako jeden z dwóch nośników słowa (obok rejestracji dźwięku) - nigdy nie straci na znaczeniu.

A to już zależy od tego jak się maluje

Pawel077 (1855 punktów)
>A to już zależy od tego jak się maluje

Nie zależy. Weź sobie to swoje powyższe zdanie i spróbuj przedstawić jego treść przy pomocy obrazu. Powodzenia życzę.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>A to już zależy od tego jak się maluje
>Nie zależy. Weź sobie to swoje powyższe zdanie i spróbuj przedstawić jego treść przy pomocy obrazu. Powodzenia życzę.

Przecież ono wyświetla Ci się jako obraz.
Obraz zawierający rozwinięta symbolikę pojęć.

Weź sobie wyraz to zdanie poprzez hielogrify.

Do wyrażenia złożonych pojęć potrzebujesz złożonej symboliki. Nie wyrazisz złożonych pojęć na prostej symbolice.

Tekst to rozwinięta symbolika, podobnie jak cyfry w układzie dziesiętnym.

Ty nie mówisz wcale o obrazie jako wyrazie pojęć, bo tu granicą jest rozdzielczość matrycy i barw, Ty mówisz o składni symboliki.
Pawel077 (1855 punktów)
>Przecież ono wyświetla Ci się jako obraz.

Ja widzę wazon ze słonecznikami i nie wyczytuję z tego obrazu żadnej innej treści. Jeśli ty odczytujesz ten obraz inaczej niż ja, to tylko dowodzi tego, że jest to mało klarowna forma komunikacji.

>Obraz zawierający rozwinięta symbolikę pojęć.

Zaciekawiłeś mnie. Co według ciebie symbolizuje ten obraz?

>Do wyrażenia złożonych pojęć potrzebujesz złożonej symboliki.

Ale jak chcesz przy pomocy jakiejkolwiek symboliki przekazywać komuś jakieś treści, to proponuję upewnić się przedtem, czy potrafi on tę symbolikę odczytać.
Pawel077 (1855 punktów)
Teraz się dopiero zorientowałem, że ty sam tekst (pismo) traktujesz jak obraz. Można i tak. Ale jest to specyficzna forma obrazu, która jest bardzo ściśle i precyzyjnie związana ze słowem. Nie takie rozumienie pojęcia "obraz" mam na myśli pisząc o rysunku, malarstwie, fotografii i filmie.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Teraz się dopiero zorientowałem, że ty sam tekst (pismo) traktujesz jak obraz. Można i tak. Ale jest to specyficzna forma obrazu, która jest bardzo ściśle i precyzyjnie związana ze słowem. Nie takie rozumienie pojęcia "obraz" mam na myśli pisząc o rysunku, malarstwie, fotografii i filmie.

Obraz pisma
pl.wikipedia.org/wiki/Pismo

nie wyraża słów, które są przecież symbolami dźwiękowymi
pl.wikipedia.org/wiki/Słowo

lecz wyraża pojęcia
pl.wikipedia.org/wiki/Pojęcie
Pawel077 (1855 punktów)
>Obraz pisma nie wyraża słów

"Słowo - elementarna część mowy. Jego pisanym odpowiednikiem jest wyraz."
pl.wikipedia.org/wiki/Słowo

Czytasz w ogóle definicje, które przytaczasz?
14-08-2020 20:34 
 Ocena-1 na 1
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>Obraz pisma nie wyraża słów
>"Słowo - elementarna część mowy. Jego pisanym odpowiednikiem jest wyraz."
>pl.wikipedia.org/wiki/Słowo
>Czytasz w ogóle definicje, które przytaczasz?

Właśnie czy Ty to czytasz?
synonim.net/inaczej-odpowiednik

Czy rozumiesz znaczenie "odpowiednika"?

Wyjaśnię odpowiednik to zamiennik.

Mówiąc wprost mowa to alternatywna symbolika pojęciowa wobec pisma.

Dwie alternatywne symboliki powstały na dwóch alternatywnych nośnikach transmisyjnych, tzn. na falach elektromagnetycznych i na falach akustycznych.
14-08-2020 21:06 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>Dwie alternatywne symboliki powstały na dwóch alternatywnych nośnikach transmisyjnych, tzn. na falach elektromagnetycznych i na falach akustycznych.

Pewien niedouczony ciul z Lądka, tworząc nową fizykę napisałby że fala akustyczna zmieniając masę przechodzi w falę w falę elektromagnetyczną tak jak kule są wobec siebie równoległe lub prostopadłe, a ruch zamienia się w masę, co widać na przykładzie młotka, który traci masę uderzając w łeb tępaka

"Natężenie to masa, a napięcie to ruch"
A opór?

Opór to tępy łeb debila przeciwko przeczytaniu JEDNEJ książki

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
Oczywiście brudku, iż transformacja pomiędzy tymi dwiema alternatywnymi symbolikami jest możliwa - energia transformuje.

youtu.be/vCx1U77q84k

Skopiuj tekst

Nyní s vámi mluvím dotykem na obrazovku smartphonu

Wklej tu
ttsdemo.com/

i doznaj transformacji fal elektromagnetycznych do fal akustycznych, które zasadniczo różnią się tylko długością fali.
Gruby Rycho (532 punktów)
>youtu.be/vCx1U77q84k
>Skopiuj tekst
>Nyní s vámi mluvím dotykem na obrazovku smartphonu
>Wklej tu
>ttsdemo.com/
>i doznaj transformacji fal elektromagnetycznych do fal akustycznych, które zasadniczo różnią się tylko długością fali.

Palancie niezwykły. Natura fal em. jest zupełnie inna/nieprzystająca do pojęcia fal akustycznych. (choćby dlatego durniu, że fala em. jest falą poprzeczną a fala akustyczna jest falą podłużną). Więc nie mogą się oba rodzaje fal transformować. Czy Ty, niezwykły tępaku, potrafisz to "widzieć"? Ty to łączysz. Napisz, udowodnij jak to się dzieje! Co Ty pleciesz? Wiem, że Ty nie rozróżniasz pojęć fizycznych jako że masz swoją prywatną fizykę. Te linki podana przez Ciebie tak się mają jak Twój występ na you tube. Głupku, musisz światu oznajmiać swój stan osobowości? Polak z pochodzenia, musi światu pokazać jacy są tępi Polacy. Gnoju bezwstydny. Robisz wredną i nieprzyjazną robotę, ale korzeni swoich nie wykopiesz gnoju. Wypierdalaj z tąd i to szybko. Okaż się dżentelmenem honorowym.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>youtu.be/vCx1U77q84k
>>Skopiuj tekst
>>Nyní s vámi mluvím dotykem na obrazovku smartphonu
>>Wklej tu
>>ttsdemo.com/
>>i doznaj transformacji fal elektromagnetycznych do fal akustycznych, które zasadniczo różnią się tylko długością fali.
>Palancie niezwykły. Natura fal em. jest zupełnie inna/nieprzystająca do pojęcia fal akustycznych. (choćby dlatego durniu, że fala em. jest falą poprzeczną a fala akustyczna jest falą podłużną). Więc nie mogą się oba rodzaje fal transformować. Czy Ty, niezwykły tępaku, potrafisz to "widzieć"? Ty to łączysz. Napisz, udowodnij jak to się dzieje! Co Ty pleciesz? Wiem, że Ty nie rozróżniasz pojęć fizycznych jako że masz swoją prywatną fizykę. Te linki podana przez Ciebie tak się mają jak Twój występ na you tube. Głupku, musisz światu oznajmiać swój stan osobowości? Polak z pochodzenia, musi światu pokazać jacy są tępi Polacy. Gnoju bezwstydny. Robisz wredną i nieprzyjazną robotę, ale korzeni swoich nie wykopiesz gnoju. Wypierdalaj z tąd i to szybko. Okaż się dżentelmenem honorowym.

Gnoju?
Co ty sobie wyobrażasz?
Jezeli nie podzielam twojej wizji świata to możesz mnie swobodnie poniżać i wyzywać? Jak jakiś islamista, ze swoim stosunkiem do niewiernych?

>fala em. jest falą poprzeczną a fala akustyczna jest falą podłużną). Więc nie mogą się oba rodzaje fal transformować.

A słyszałeś kiedyś fale morskie
Jakim cudem?

Mogę wyjaśnić ci fenomen podziału fal na poprzeczne i podłużne, na pewno się ucieszysz, bo znowu dzięki mnie staniesz się mądrzejszy
pl.m.wikipedia.org/wiki/Fala_poprzeczna
pl.m.wikipedia.org/wiki/Fala_podłużna

Otóż fale poprzeczne postrzegasz obserwując falujący ośrodek z perspektywy obserwatora zewnetrznego, natomiast fale podłużne postrzegasz z perspektywy obserwatora wewnętrznego.

Tzn, że poprzeczne fale morskie obserwowane przez ciebie z pokładu lodzi zamieniłby się w fale podłużne zaraz po tym jak wskoczyłbys do wody i zanurzył.

Mądrzejszy?
szarley (54913 punktów)
>Gnoju?
To dobre określenie na kogoś, komu zasądzono 6% dochodu jako alimenta a mimo to zalega
To dobre określenie na kogoś, kto sprzedał mieszkanie zamieszkałe przez własną matkę
To dobre określenie na kogoś, kto "rozmawia": wymyślając innym życiorysy poglądy i majątkowy status
To dobre określenie na zwolennika głodowej eutanazji ludzi starych, inwalidów, chorych
To dobre określenie na Hamerlika - Konopkę

>Jezeli nie podzielam twojej wizji świata to ....
.... to pokaż swoją i UZASADNIJ swoje poglądy
Ucieczka

>możesz mnie swobodnie poniżać i wyzywać?
Hamerlik Konopka jest mistrzem wyzwisk poniżań, obrażania
Hamerlik Konopka wymyślił że zatrudniam "roboli"którym nie płacę
Hamerlik Konopka zarzuca przestępstwo a potem.. UCIECZKA

Masz honor p.ch.

>>fala em. jest falą poprzeczną a fala akustyczna jest falą podłużną). Więc nie mogą się oba rodzaje fal transformować.
>A słyszałeś kiedyś fale morskie
>Jakim cudem?
Przeczytaj w życiu chociaż JEDNĄ książkę

>Mogę wyjaśnić ci fenomen podziału fal na poprzeczne i podłużne,
Nie możesz, sam tego nie rozumiesz i kompletnie się na tym nie znasz, w pomocniczej szkole tego nie uczyli

>na pewno się ucieszysz, bo znowu dzięki mnie staniesz się mądrzejszy
Najgorszy przykład głupoty niedoukokretynobufon

>Otóż fale poprzeczne ...
Przeczytaj w życiu chociaż JEDNĄ książkę

>Tzn, że poprzeczne fale morskie obserwowane przez ciebie z pokładu lodzi zamieniłby się w fale podłużne zaraz po tym jak wskoczyłbys do wody i zanurzył.
>Mądrzejszy?
Skończ jarać to gówno, debilu
Uczysz fizyków fizyki, której sam ne rozumiesz

Biedne twoje dzieci.

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Skończ jarać to gówno, debilu
>Uczysz fizyków fizyki, której sam ne rozumiesz
>Biedne twoje dzieci.

Skończ niszczyć wszelką dyskusję swoją nieopanowana agresją. Naucz się rozmawiać z kulturą.

Mam naturalne prawo do własnych sądów a to forum służy do wyrazu wolnej myśli, tzn. myśli wolnej od zewnętrznego autorytetu i społecznej instytucji.

Nie pozwolę ci siła narzucić sobie twojego światopoglądu. Mam własną tożsamość, której wartość nie jest niższa od twojej, nawet jeżeli twoja tożsamość jest powszechniejsza.

Opanuj się!

Jeżeli mamy wspolistniec i współtworzyć to musimy się wszyscy zachowywac z kulturą, tzn. respektować innych, nawet odmiennych i sprzecznych.
szarley (54913 punktów)
>>Skończ jarać to gówno, debilu
>>Uczysz fizyków fizyki, której sam ne rozumiesz
>Skończ niszczyć wszelką dyskusję swoją nieopanowana agresją. Naucz się rozmawiać z kulturą.

Nazywasz swoje nieudowodnione bełkoty dyskusją?
Nazywasz kulturą wymyślanie innym życiorysów?
Napisałeś, że szarley leży w sadzie kiedy inni pracują na jego dobrobyt. To jest kultura, chamie?

>Mam naturalne prawo do własnych sądów
Nie, nie masz prawa publicznie pisać kłamstw na temat innych ludzi, nie masz prawa publicznie zarzucać innym ludziom przestępstw, a ROBISZ TO pisząc, że nie zapłaciłem "robolom" za pracę

>a to forum służy do wyrazu wolnej myśli,
Przeczytaj regulamin

>Nie pozwolę ci siła narzucić sobie twojego światopoglądu.
Znów się świnka najarała i widzi jakąś siłę?

>Jeżeli mamy wspolistniec i współtworzyć to musimy się wszyscy zachowywac z kulturą,
Więc się zachowuj chamie

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>a to forum służy do wyrazu wolnej myśli,
>Przeczytaj regulamin

Ja do ciebie jak człowiek do człowieka po ludzku.

Wolne myśli nie podlegają żadnym regulaminom, jeszcze nie skapowales?
szarley (54913 punktów)
>>>a to forum służy do wyrazu wolnej myśli,
>>Przeczytaj regulamin
>Ja do ciebie jak człowiek do człowieka po ludzku.
Doprawdy????
Kiedy pisałeś, że leżę w sadzie kiedy inni na mnie pracują?
Kiedy pisałeś, że mój dom budowali "robole" którym nie zapłaciłem za robotę?
Kiedy pisałeś, że ktoś sprząta mój dom?
Kiedy pisałeś, że żyję z własności sadu?

to było "po ludzku" ?

Nie! To buło po chamsku

>Wolne myśli nie podlegają żadnym regulaminom, jeszcze nie skapowales?
Wolno obrażać?
Wolno pisać innym życiorysy?
Wolno nawoływać do zbrodni?

To jest ta twoja wolność myśli?

przyznajesz sobie prawo do gadania głupstw. tak to jest twoje prawo. wolno ci pisać że kule są równoległe lub prostopadłe, wolno ci pisać że ciało zwalniając traci masę, ale wolność oznacza odpowiedzialność

Głosisz debilizmy - jesteś nazwany debilem

Jakimż trzeba być bufonem, żeby po Hilfschule uczyć fizyków fizyki
bufonada przekroczyła granicę kretyństwa

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Głosisz debilizmy - jesteś nazwany debilem
>Jakimż trzeba być bufonem, żeby po Hilfschule uczyć fizyków fizyki
>bufonada przekroczyła granicę kretyństwa

Zaproponowalem za podstawę podziału fal na poprzeczne i podłużne

pl.m.wikipedia.org/wiki/Fala_poprzeczna
pl.m.wikipedia.org/wiki/Fala_podłużna

zwiazek przynależności obserwatora do przedmiotu obserwacji sugerując, że kiedy obserwator jest z przedmiotem obserwacji w relacji nadrzednosci, tzn. jest obserwatorem zewnętrznym to stwierdza fale poprzeczne, natomiast kiedy jest z przedmiotem obserwacji w relacji podrzędności, tzn. jest obserwatorem wewnętrznym to stwierdza fale podłużne.

Zaproponowałem nawet eksperyment myślowy, w którym marynarz na lodzi obserwując morze z pokładu stwierdza falowanie poprzeczne ale gdy zeskoczy z lodzi do morza i zanurzy się pod wodę, wówczas stwierdzi fale podłużne.

Jakoś nie przypinam siebie zaprzeczenia dla tego konceptu?

Zaprzeczyłeś albo Wenancjusz zaprzeczył?
Może ty w ogóle nie rozumiesz o czym mówię, bo twój umysł nie potrafi tego ogarnąć?

Może ty po prostu niewiele wiesz ale mimo to chcesz rządzić więc drzesz buracko swoją niewyparzona mordę, licząc, że pod wrażeniem twojej agresji wszyscy ustąpią?

Przede wszystkim zaprzecz mojej koncepcji.
Wyraz publicznie, że głoszę fałsz.
Najpierw to a potem wyzwiska.
szarley (54913 punktów)
Czytasz co się do ciebie pisze?

>Ja do ciebie jak człowiek do człowieka po ludzku.
Doprawdy????
Kiedy pisałeś, że leżę w sadzie kiedy inni na mnie pracują?
Kiedy pisałeś, że mój dom budowali "robole" którym nie zapłaciłem za robotę?
Kiedy pisałeś, że ktoś sprząta mój dom?
Kiedy pisałeś, że żyję z własności sadu?

to było "po ludzku" ?

Nie! To było po chamsku


>>Głosisz debilizmy - jesteś nazwany debilem
>>Jakimż trzeba być bufonem, żeby po Hilfschule uczyć fizyków fizyki
>>bufonada przekroczyła granicę kretyństwa
>Zaproponowalem za podstawę podziału fal na poprzeczne i podłużne

Wpierw napisałeś, że wszystkie ciała są wobec siebie równoległe lub prostopadłe
Czekam na dowód na przykładzie kul

Napisałeś, że ciało tracąc prędkość zyskuje masę a dowodem jest utrata masy przez młotek po uderzaniu w gwóźdź

Napisałeś mnóstwo BREDNI

>zwiazek przynależności obserwatora do przedmiotu obserwacji sugerując, że kiedy obserwator jest z przedmiotem obserwacji w relacji nadrzednosci, tzn. jest obserwatorem zewnętrznym to stwierdza fale poprzeczne, natomiast kiedy jest z przedmiotem obserwacji w relacji podrzędności, tzn. jest obserwatorem wewnętrznym to stwierdza fale podłużne.

Kolejna BREDNIA

>Może ty w ogóle nie rozumiesz o czym mówię,
Nie, nie rozumiem. Twoich kretyństw ty sam nie rozumiesz

>Może ty po prostu niewiele wiesz ale mimo to chcesz rządzić
Ależ oczywiście! Chcę rządzić! Co dziś jarałeś, debilu?

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Wpierw napisałeś, że wszystkie ciała są wobec siebie równoległe lub prostopadłe

Kłamiesz jak opętany albo w swej arogancji i zadufaniu wszystko co wyrażają inni masz z nic.

Napisałem, że wiązania ciał zależnie od czynności w jakich ciała znajdują się, bywają w układzie równoległym lub prostopadłym. Napisałem, że wiązania ciał w stanie tej samej czynności są w układzie równoległym a w stanie różnych czynności w układzie prostopadłym.

>Czekam na dowód na przykładzie kul

Kule w równoległym układzie wiązań
youtu.be/mEmwJzQjwyw

Kule w prostopadłym układzie wiązań
youtu.be/LV5Vc5acae8

Kule w mieszanym układzie wiązań
youtu.be/oba7wyNoKzA
szarley (54913 punktów)
>>Wpierw napisałeś, że wszystkie ciała są wobec siebie równoległe lub prostopadłe
>Kłamiesz jak opętany albo w swej arogancji i zadufaniu wszystko co wyrażają inni masz z nic.
>Napisałem, że .....
....wszystkie ciała są wobec siebie równoległe lub prostopadłe

Przypominam ci to setny raz, sto razy miałeś możliwość odnieść się do tego.

>wiązania ciał zależnie od czynności w jakich ciała znajdują się, bywają w układzie równoległym lub prostopadłym. Napisałem, że wiązania ciał w stanie tej samej czynności są w układzie równoległym a w stanie różnych czynności w układzie prostopadłym.

Reszta twojej odpowiedzi to antynaukowy bełkot. przypadkowy zlepek słów

Napisałeś też, że ciało hamując zwiększa masę
Przykładem była utrata masy przez młotek po wielokrotnym hamowaniu na gwoździu

Niemal każda twoja wypowiedź dotycząca fizyki to brednie najarańca
Jednak zakładam, że to ja mogę się mylić, dlatego piszę wielekroć to samo słowo: UDOWODNIJ

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
16-08-2020 17:55 
 Ocena-2 na 2
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Niemal każda twoja wypowiedź dotycząca fizyki to brednie najarańca

Nie odnosisz się do tego co wyrażam lecz wyrzucasz z siebie kolejne inwektywy i idiotyczne metafory moich własnych koncepcji.

Jesteś idiotą, nierozumiejącym świata, który przyjął strategię zyskiwania posłuchu przez głośne i chamskie wydzieranie japy.

Nie masz nic ciekawego do powiedzenia!
Szkoda na ciebie tracić cenny czas.

Odnoś się wprost do tego co piszę a jeżeli nie poradzisz tego zrozumieć, bo cię to przerasta, to stul gębę!

Każdy idiota potrafi zrozumieć, że wiązania ciał wyznaczają przestrzenne kierunki.
Zapytaj elektryka, że kierunek, w którym ciągniesz przewód, MA ZNACZENIE!
szarley (54913 punktów)
>Każdy idiota potrafi zrozumieć, że wiązania ciał wyznaczają przestrzenne kierunki.

Widocznie nie jestem idiotą. Nie rozumiem

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>Każdy idiota potrafi zrozumieć, że wiązania ciał wyznaczają przestrzenne kierunki.
>Widocznie nie jestem idiotą. Nie rozumiem

To zrozum.



Kierunki wiązań są osiami przestrzeni.
Kierunki działań są osiami czasu.

The other way określa kierunek wiązania dechy.

Jak widać wiązanie dechy this way jest prostopadle do wiązania dechy the other way, co wg mojego konceptu skutkować będzie różnymi czynnościami tych dech.
Zbadaj ten układ w różnych polach energii i sprawdź czy czynność tych dech będzie identyczna czy różna.

Powtarzam - wiązania ciał określają kierunki przestrzeni.
Wiązania dwóch ciał mogą być ze sobą w układzie równoległym, prostopadłym lub mieszanym.

Zaprzecz!
Wyjaśnij co określa kierunek drogowskazu!

A jezli nie zaprzeczysz to odwołaj "DEBILA"! Natychmiast!
Gruby Rycho (532 punktów)
>>>Każdy idiota potrafi zrozumieć, że wiązania ciał wyznaczają przestrzenne kierunki.
>>Widocznie nie jestem idiotą. Nie rozumiem
>To zrozum.
>Kierunki wiązań są osiami przestrzeni.
>Kierunki działań są osiami czasu.
>The other way określa kierunek wiązania dechy.
>Jak widać wiązanie dechy this way jest prostopadle do wiązania dechy the other way, co wg mojego konceptu skutkować będzie różnymi czynnościami tych dech.
>Zbadaj ten układ w różnych polach energii i sprawdź czy czynność tych dech będzie identyczna czy różna.
>Powtarzam - wiązania ciał określają kierunki przestrzeni.
>Wiązania dwóch ciał mogą być ze sobą w układzie równoległym, prostopadłym lub mieszanym.
>Zaprzecz!
>Wyjaśnij co określa kierunek drogowskazu!
>A jezli nie zaprzeczysz to odwołaj "DEBILA"! Natychmiast!

Bardzo rzeczowo niejasne o co chodzi Hamerlikowi. Zwłaszcza kierunki przestrzeni (przestrzeń ma jakiś kierunek?) a tzw. "działania" są osiami czasu (czyżby wtedy i czas miał jakieś osie?) Ja tylko potwierdzam iż słowo DEBIL jest uzasadnione niezwykle.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Bardzo rzeczowo niejasne o co chodzi Hamerlikowi. Zwłaszcza kierunki przestrzeni (przestrzeń ma jakiś kierunek?) a tzw. "działania" są osiami czasu (czyżby wtedy i czas miał jakieś osie?) Ja tylko potwierdzam iż słowo DEBIL jest uzasadnione niezwykle.

Czy przestrzeń ma kierunki?
Czy czas ma kierunki?

Gdy byłeś nauczycielem czy wskaźnikiem wyznaczałeś kierunki w przestrzeni?
Gdy rzuciłeś kredą czy rzutem wyznaczałeś kierunki w czasie?

Naprawdę człowieku nie dostrzegasz tego, że materia wyznacza kierunki przestrzeni a ruch wyznacza kierunki czasu?

Przyrzekam zwariuję, wy nic nie rozumiecie!
Gruby Rycho (532 punktów)
>>Bardzo rzeczowo niejasne o co chodzi Hamerlikowi. Zwłaszcza kierunki przestrzeni (przestrzeń ma jakiś kierunek?) a tzw. "działania" są osiami czasu (czyżby wtedy i czas miał jakieś osie?) Ja tylko potwierdzam iż słowo DEBIL jest uzasadnione niezwykle.

>Czy przestrzeń ma kierunki?
>Czy czas ma kierunki?

Oczywiście tak ale tylko w Twoich stwierdzeniach, których nie chcesz udowodnić.

>Gdy byłeś nauczycielem czy wskaźnikiem wyznaczałeś kierunki w przestrzeni?

Nie.

>Gdy rzuciłeś kredą czy rzutem wyznaczałeś kierunki w czasie?

Nie rzucałem kredą. To pewnie takie obyczaje są w wiejskich szkołach.
Po za tym nie wiem co oznaczają "kierunki w czasie".

>Naprawdę człowieku nie dostrzegasz tego, że materia wyznacza kierunki przestrzeni a ruch wyznacza kierunki czasu?

Nie rozumiem jak materia wyznacza kierunek przestrzeni. Nie rozumiem jak ruch wyznacza "kierunek w czasie".

>Przyrzekam zwariuję, wy nic nie rozumiecie!

Przy Tobie można zwariować. Twój stan nie będzie gorszy zaręczam, bo pewien stan już osiągnąłeś dawno. Gorszego stanu już chyba mieć nie będziesz.

Spociłeś się, co? A pisałem żebyś opracował nowy słownik frazeologiczny, bo piszesz niezrozumiale.
szarley (54913 punktów)
>>>Każdy idiota potrafi zrozumieć, że wiązania ciał wyznaczają przestrzenne kierunki.
>>Widocznie nie jestem idiotą. Nie rozumiem
>To zrozum.
>Kierunki wiązań są osiami przestrzeni.
>Kierunki działań są osiami czasu.
>The other way określa kierunek wiązania dechy.

Co na to twój lekarz?

>Jak widać wiązanie dechy this way jest prostopadle do wiązania dechy the other way, co wg mojego konceptu skutkować będzie różnymi czynnościami tych dech.

Co na to twój lekarz?

>Zbadaj ten układ w różnych polach energii i sprawdź czy czynność tych dech będzie identyczna czy różna.

Co na to twój lekarz?

>Powtarzam - wiązania ciał określają kierunki przestrzeni.

Co na to twój lekarz?

>Wiązania dwóch ciał mogą być ze sobą w układzie równoległym, prostopadłym lub mieszanym.

Pokaż na przykładzie kul

>Zaprzecz!
Ani myślę.
1 Wszystko co napisałeś to bełkot, Gratuluję fantazji
2 Nie ja mam przeczyć, a ty udowodnić nie poradzisz

>Wyjaśnij co określa kierunek drogowskazu!
>A jezli nie zaprzeczysz to odwołaj "DEBILA"! Natychmiast!
Debil

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>Zaprzecz!
>Ani myślę.
Tak sądziłem.

>1 Wszystko co napisałeś to bełkot,
Moją koncepcję zmiany waszego kapitalizmu jakoś jednak pojales i nie była dla ciebie czystym absurdem.

>Debil
To wszystko co masz do powiedzenia?
Czy to już cała głębia twojego intelektu?
I ty chcesz stanowić mi prawa, definiować co jest prawdziwe, dobre i sprawiedliwe, podejmować za mnie decyzje, dla rzekomo mojego dobrobytu?

No nie!

Że też bywają tacy, którzy widzą w tobie autorytet. Ja widzę twoje pragnienie dominacji i agresywne dążenie do niej.
szarley (54913 punktów)
>>>Zaprzecz!
>>Ani myślę.
>Tak sądziłem.
Udowodnij.
Nie udowodnisz?

Cokolwiek piszesz o fizyce jest antynaukowym bełkotem, popartym jedynie tysiącem ucieczek

>>1 Wszystko co napisałeś to bełkot,
>Moją koncepcję zmiany waszego kapitalizmu jakoś jednak pojales i nie była dla ciebie czystym absurdem.
Naszego?
Nie, nie była absurdem, była szkodliwą wizją świata, co ci nieraz udowodniłem, ale... uciekłeś

>I ty chcesz stanowić mi prawa,
Doprawdy? Nie wiedziałem

>definiować co jest prawdziwe,
Doprawdy? Nie wiedziałem

>podejmować za mnie decyzje,
Nie wiem co ćpałeś.

>Że też bywają tacy, którzy widzą w tobie autorytet. Ja widzę twoje pragnienie dominacji i agresywne dążenie do niej.
Nie wiem co ćpałeś, ale przedawkowałeś

jest ćwierć na ósmą rano a ty już odlatujesz w zwidy

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Udowodnij.
>Nie udowodnisz?
> Cokolwiek piszesz o fizyce jest antynaukowym bełkotem, popartym jedynie tysiącem ucieczek>>1 Wszystko co napisałeś to bełkot,

Ograniczony umyśle, zastanów się, gdyby zanurzyć cie 10m pod wodą, jak postrzeglabys fale morskie, jako poprzeczne czy jako podłużne?

Co mam ci udowodnić?

Że wiatr wieje?

O jakim dowodzie mówisz?

Bełkot, bo nie rozumiesz, bo nie chcesz zrozumieć, bo masz to wszystko gdzieś.
17-08-2020 14:07 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Co mam ci udowodnić?
Skoro sto razy nie udowodniłeś, a jedynie uciekałeś, to i tym razem nie udowodnisz

>O jakim dowodzie mówisz?
MATEMATYCZNYM

szkoda czasu na ciebie

Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
17-08-2020 15:33 
 Ocena 1 na 1
Gruby Rycho (532 punktów)
>>Udowodnij.
>>Nie udowodnisz?
>> Cokolwiek piszesz o fizyce jest antynaukowym bełkotem, popartym jedynie tysiącem ucieczek>>1 Wszystko co napisałeś to bełkot,
>Ograniczony umyśle, zastanów się, gdyby zanurzyć cie 10m pod wodą, jak postrzeglabys fale morskie, jako poprzeczne czy jako podłużne?

Zaiste dowód na Twoją głupotę. Jak to kojarzysz skoro Tobie wyjaśniłem? Wychodzi na to , że poprzeczne jakbyś się tu nie "gimnastykował". To jest takie proste, że aż dziw bierze, że nie rozumiesz.

>Co mam ci udowodnić?

A co ma zanurzenie na 10m w wodzie? Dlaczego nie pięć metrów, albo bez zanurzenia, tylko bystre oko i nie zlasowany mózg?

>Że wiatr wieje?

To nie dotyczy tematu wątku i nie uciekaj z tematu.

>O jakim dowodzie mówisz?
>Bełkot, bo nie rozumiesz, bo nie chcesz zrozumieć, bo masz to wszystko gdzieś.

Bełkotem to właśnie Ty operujesz beznamiętnie.
Bardzo przepraszam. Ale gdzieś to Ty masz argumenty rozmówców. Stąd i przykłady nieprzytomne.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Wychodzi na to , że poprzeczne jakbyś się tu nie "gimnastykował". To jest takie proste, że aż dziw bierze, że nie rozumiesz.

Co?

Przecież w zanurzeniu fale mają postać skoków ciśnień, dokładnie tak samo jak fale akustyczne!
Różnią się od fal akustycznych tylko długością fali!

Gdybyś obserwował atmosferę, przez którą przechodzą fale dźwiękowe, na styku różnych ośrodków, to zauważyłbyś dokładnie te same zakrzywienia ośrodków co w przypadku fal morskich. I powiedziałbyś, że fala akustyczna jest falą poprzeczną. Sądzisz jednak, że jest podłużną, bo jesteś zanurzony w atmosferze i wcale nie obserwujesz fal dźwiękowych na granicy różnych ośrodków, tylko w ośrodku.

Dlatego napisałem 10m pod wodą, albo nawet 100m pod wodę, żebyś już nie obserwował granicy różnych ośrodków ale sam ośrodek, w którym się znajdujesz, a tam stwierdziłbyś falę podłużną.

To jest oczywiste ale wy będziecie pleść bzdury, że nie i to taka rozmowa o niczym.
Gruby Rycho (532 punktów)
>>Wychodzi na to , że poprzeczne jakbyś się tu nie "gimnastykował". To jest takie proste, że aż dziw bierze, że nie rozumiesz.
>Co?
>Przecież w zanurzeniu fale mają postać skoków ciśnień, dokładnie tak samo jak fale akustyczne!
>Różnią się od fal akustycznych tylko długością fali!
>Gdybyś obserwował atmosferę, przez którą przechodzą fale dźwiękowe, na styku różnych ośrodków, to zauważyłbyś dokładnie te same zakrzywienia ośrodków co w przypadku fal morskich. I powiedziałbyś, że fala akustyczna jest falą poprzeczną. Sądzisz jednak, że jest podłużną, bo jesteś zanurzony w atmosferze i wcale nie obserwujesz fal dźwiękowych na granicy różnych ośrodków, tylko w ośrodku.
>Dlatego napisałem 10m pod wodą, albo nawet 100m pod wodę, żebyś już nie obserwował granicy różnych ośrodków ale sam ośrodek, w którym się znajdujesz, a tam stwierdziłbyś falę podłużną.
>To jest oczywiste ale wy będziecie pleść bzdury, że nie i to taka rozmowa o niczym.

GDZIE TY MASZ GRANICĘ OŚRODKÓW?W WODZIE ZANURZONY NA 10 M.?
Bredniopisarzu. Nawet nie rozumiesz pojęcia fali. Tym bardziej gorąco dyskutujesz. To moje wnuki są bardziej biegłe w operowaniu tym co masz w tej dyni co nosisz na szyi.. Pogoniły by Ciebie jak pohańca jakiegoś. Słuchaj i potem powiedz odpowiedz przed tym na pytanie jakie Tobie zadałem.
Cytat:
GDZIE TY MASZ GRANICĘ OŚRODKÓW? W WODZIE ZANURZONY NA 10 M.?

Co Ty masz za uprawnienia oceny co myślą inni? Czym Ty sobie zapracowałeś na to? No qwa powiedz! Masz wątpliwy tytuł mgra ekonomii i nic poza tym. Więc się zapytowywuję z ciekawości co masz do powiedzenia w sprawach natury technicznej, w sprawach obliczeń już na bazie analizy matematycznej (popisałeś się przecież co to całka i co to różniczka), bo tylko się zderzyłeś na przedmiocie statystyki ekonomicznej, czego w ogóle nie znasz, więc pozostaje pytanie co robisz na polu fizyki? Co umiesz z tej fizyki to sam już określiłeś.
Cytat:
Nieszczęśliwi Ci, których myśli popłyną nienormalnym torem, albowiem NORMALNI spróbują ich siłą znormalizować. Do centralnego ADMINISTRATORA tego forum wolnej myśli, człowieka, który na wzór i podobieństwo tego forum będzie kreował świat władzy centralnej i totalnej kontroli - Człowieku opamiętaj się! Co Ty robisz? Piszesz o wolnej myśli pełniąc funkcję moderatora? Każdy może sądzić co chce, byleby ostatecznie twój pogląd panował? Kreujesz podłą rzeczywistość choć rozumiem, że sam na tym korzystasz. Masz to gdzieś albowiem twoje i tobie podobnych myśli są wyższe a twój autorytet bezwiednie dla mnie czyni mój świat lepszym? Tfuuu dziadostwo!

Cytat:
Pomimo nauki fizyki w szkole średniej, nie udawało mi się nigdy właściwie pojąć różnicy między polem magnetycznym i polem elektrycznym, pomiędzy grawitacją i promieniowaniem, między energią potencjalną i energią kinetyczną.
Dopiero teraz po latach, kiedy podzieliłem sobie świat na materię i ruch, na ciało i czynność, na przestrzeń i czas, na fizyczność i abstrakcję zaczynam powoli pojmować tę subtelną różnicę.
To są Twoje wypowiedzi.
Człowiek, któremu fizyka jest niezrozumiała, który w to miejsce pustki w swojej dyni tworzy prywatną własną fizykę, jest godny uwagi i zaufania? Czy warto poświęcać swój czas na czytanie tego co prezentujesz i jeszcze z Tobą próbować rzeczowo rozmawiać? Przecież to jest bezsensowne. Ciebie śmiało można nazwać protezą intelektualną. I to nie będzie tak naprawdę obelgą. No bo jak zaprzeczyć takim ponoć "pomówieniom" czytając to co tu prezentujesz? Wszelkie "obelżywe" określenia o Twojej osobowości nie są faktycznie obelżywe. To jest po prostu prawda.
A poza tym jaki jest tytuł wątku i o czym Ty znów bredzisz. To jest temat wątku założonego? Nawet nie wiesz jaki to wątek. Czy więc jesteś normalny?
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>GDZIE TY MASZ GRANICĘ OŚRODKÓW?W WODZIE ZANURZONY NA 10 M.?

10m nad toba na styku morza z atmosfera i oprócz promieniowania źródła wywołującego fale morskie odbierasz też promieniowanie słoneczne, więc poprzez obserwacje granicy ośrodków mógłbyś zauważyć z glebokosci 10m zakrzywienie ośrodków a tym samym stwierdzić fale poprzeczne.

Gdyby jednak słońce wyłączyć i zapewnic zupełna ciemność, wówczas mógłbyś stwierdzisz tylko ruchy wahadłowe molekul wody, czyli stwierdzisz fale podłużna, choć będzie to fala morska.

>Bredniopisarzu. Nawet nie rozumiesz pojęcia fali.

Owszem rozumiem, fala to kwant ruchu, czasowy odpowiednik przestrzennej molekuly, która jest kwantem materii.

Energia jest skwantowana, zarówno w postaci ruchu jak i w postaci materii.

>Cytat:
Pomimo nauki fizyki w szkole średniej, nie udawało mi się nigdy właściwie pojąć różnicy między polem magnetycznym i polem elektrycznym, pomiędzy grawitacją i promieniowaniem, między energią potencjalną i energią kinetyczną.
>Dopiero teraz po latach, kiedy podzieliłem sobie świat na materię i ruch, na ciało i czynność, na przestrzeń i czas, na fizyczność i abstrakcję zaczynam powoli pojmować tę subtelną różnicę.
To są Twoje wypowiedzi.

>Człowiek, któremu fizyka jest niezrozumiała,

A dla ciebie było zrozumiałe, że pole elektryczne jest czasowym polem działania strumienia a pole magnetyczne przestrzennym polem wiązania przewodu?

Zanim Ci powiedziałem?

Wpadłbyś na to, że podlegając promieniowaniu słońca i jego grawitacji znajdujesz się w polu promieniograwitacyjnym?

Co, znowu nic z tego nie rozumiesz?
I dlaczego w tym wątku mówię o rzeczach, które powinieneś rozumieć i umieć wyjaśnić ale nie rozumiesz i nie potrafisz?

Wsciekniesz się teraz, że ci uświadamiam, że ani ty ani twoje autorytety nie macie bladego pojęcia czym jest transformacja energii. Niby wiecie, że jest ale czym jest - bez bladego pojęcia!
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Czy więc jesteś normalny?

Wzgledem waszych norm, zdecydowanie NIE, względem moich, jak najbardziej.
Gruby Rycho (532 punktów)
>Gnoju?
>Co ty sobie wyobrażasz?

Ano to, że jak ktoś mówi iż fale em. mogą się transformować we fale dźwiękowe, to poproszony opisze to jakimś odkrywczym wzorem. Przecież mówimy o fizyce, dziedziny w której językiem jest matematyka. A zdziwienie Twoje mnie zaskakuje. Jeśli fala jest podłużną lub poprzeczną to nie tak jak z Twoimi kulami równoległym lub prostopadłymi. Ty wiesz ilu forumowiczów oczekuje nadal na wyjaśnienie istoty tych kul? Ja też czekam i tracę cierpliwość. Określenie fali jako poprzecznej czy podłużnej odnosi się tylko do kierunku drgań cząstek środowiska w stosunku do kierunku rozchodzenia się fali.

>Jezeli nie podzielam twojej wizji świata to możesz mnie swobodnie poniżać i wyzywać?
>Jak jakiś islamista, ze swoim stosunkiem do niewiernych?

Kolego szanowny mącicielu. Oczywiście możesz się nie zgadzać z ogólnym opisem rzeczywistości. Musisz jednak to uzasadnić w sposób jak najprostszy, używają słów znanym nam i odpowiednio właściwie użytych. Lecz tworzenie bzdur nie popartych niczym sensownym jest nie wskazane a raczej godne jest potępienia tak jak szerzenie ciemnoty. Jeśli mimo uwag krytycznych nadal brniesz w swoje wizje to można już swobodnie odrzucić wszelkie konwenanse i wyrażać się asertywnie.

>>fala em. jest falą poprzeczną a fala akustyczna jest falą podłużną). Więc nie mogą się oba rodzaje fal transformować.
>A słyszałeś kiedyś fale morskie

Co mają nagle do tego fale morskie? Przyznam, że już bredzisz.

>Jakim cudem?
>Mogę wyjaśnić ci fenomen podziału fal na poprzeczne i podłużne, na pewno się ucieszysz, bo znowu dzięki mnie staniesz się mądrzejszy

Gdybym Ciebie słuchał, byłbym tak samo głupi jak Ty. A sprawę podziału rodzaju fal wyjaśniłem powyżej w mojej wypowiedzi.

>pl.m.wikipedia.org/wiki/Fala_poprzeczna
>pl.m.wikipedia.org/wiki/Fala_podłużna
>Otóż fale poprzeczne postrzegasz obserwując falujący ośrodek z perspektywy obserwatora zewnetrznego, natomiast fale podłużne postrzegasz z perspektywy obserwatora wewnętrznego.

Znów zaczynasz bredzić. Linków nawet nie otwierałem bo dajesz przykłady nie z tej ziemi, co tylko dowodzi iż nie wiesz o czym piszesz.

>Tzn, że poprzeczne fale morskie obserwowane przez ciebie z pokładu lodzi zamieniłby się w fale podłużne zaraz po tym jak wskoczyłbys do wody i zanurzył.
>Mądrzejszy?

Bredzisz.
Nawet nie widzę związku. Jak wyżej napisałem nie opiniuję dureństw, bo nie mam ochoty na to by pracować na swoją opinię głupka.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Ano to, że jak ktoś mówi iż fale em. mogą się transformować we fale dźwiękowe, to poproszony opisze to jakimś odkrywczym wzorem. Przecież mówimy o fizyce,

Ludzie ja zwariuję!

Dla nierozumiejących fale em, to fale elektromagnetyczne.

RADIO! TELEWIZOR! TELEFON KOMÓRKOWY!

To transformatory fal elektromagnetycznych w fale dźwiękowe.
Kto tego nie wie?
Co ja mam ci udowadniać?

Każdy rodzaj fal poradzisz przetransformować na inny, z pomocą odpowiednich wiązań materii. Jak wiesz energia transformuje i jak możesz w to w ogóle wątpić? A dwie postaci energii już dobrze poznałeś dzięki mnie mnie 1. ruch falowy, 2. materia molekularna.
Gruby Rycho (532 punktów)
>>Ano to, że jak ktoś mówi iż fale em. mogą się transformować we fale dźwiękowe, to poproszony opisze to jakimś odkrywczym wzorem. Przecież mówimy o fizyce,

>Ludzie ja zwariuję!

W czasie przyszłym piszesz? To raczej czas teraźniejszy.

>Dla nierozumiejących fale em, to fale elektromagnetyczne.

Oczywiście, bo jakże mogą być inne. Fala em jest falą em.

>RADIO! TELEWIZOR! TELEFON KOMÓRKOWY!

Nie tylko. Swiatło widzialne na ten przykład.

>To transformatory fal elektromagnetycznych w fale dźwiękowe.

Coś takiego! Opisz działanie takiego transformatora.

>Kto tego nie wie?

Na ten przykład ja. Nie widziałem w życiu swoim takiego transformatora.

>Co ja mam ci udowadniać?

Oczywiście, bo jak napisałem wyżej nie znam takiego urządzenia. No chyba, że Ty naprędce coś wymyśliłeś i nie wiesz teraz jak się z tego wykaraskać.

>Każdy rodzaj fal poradzisz przetransformować na inny, z pomocą odpowiednich wiązań materii. Jak wiesz energia transformuje i jak możesz w to w ogóle wątpić? A dwie postaci energii już dobrze poznałeś dzięki mnie mnie 1. ruch falowy, 2. materia molekularna.

W konkretnym przypadku przetransformuj fale em. na fale akustyczną.
Opisz technicznie jak to byś zrobił. Dobrze by było posilić się może troszkę matematyką.
Poza tym już Tobie napisałem, że twoich wynurzeń nie biorę sobie do serca jako że nie chce być takim głupkiem jak Ty. A dzięki Tobie to raczej jest na tym forum ubaw a nie jakieś rewelacyjne nauki. Jeszcze niczego nie opisałeś i udowodniłeś w oparciu o jakieś wyliczenia. Zawsze tylko stwierdzasz z maniakalnym zacięciem, nurzając się kompletnie w bzdurach. Mało kto na tym forum zwraca na Ciebie już uwagę.
Jeszcze raz tylko Tobie przypomnę. Fala em. jest fala prostopadłą bo kierunki wektorów elektrycznego i magnetyczne są prostopadłe do kierunku rozchodzenia się fali. Fala akustyczna polega na wywołaniu zakłócenia w środowisku przez zmianę ciśnienia. Wektor kierunku fali jest więc równoległy do kierunku rozchodzenia się fali. Stąd prosty wniosek. Fala akustyczna powstaje zawsze w jakimś środowisku (woda, powietrze, metale itd.) Próżnia którą swobodnie przenika fala em. fala akustyczna nie przenika, bo próżnia nie jest środowiskiem dla fali akustycznej. Więc powtórzę pytanie. Jak jest zbudowany transformator zamieniający falę em. na fale akustyczną i jak działa w próżni?
Ja takiego urządzenia niestety nie znam. Skoro Ty znasz i wiesz, więc łaskawie podaj opis działania takiego transformatora. Proszę nie uciekać od pytania jak zwykle to robisz. W żadnym z pytań nie ma ani krzty złośliwości. Traktuj je zupełnie poważne. A komentarze, że to są moje narzędzia do poniewierania Twoją osobą wsadź sobie... wiesz gdzie i zakorkuj papierem toaletowym.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>To transformatory fal elektromagnetycznych w fale dźwiękowe.
>Coś takiego! Opisz działanie takiego transformatora.
>>Kto tego nie wie?
>Na ten przykład ja. Nie widziałem w życiu swoim takiego transformatora.

To zobacz
youtu.be/rrDtBW1FyJo
Gruby Rycho (532 punktów)
>>>To transformatory fal elektromagnetycznych w fale dźwiękowe.
>>Coś takiego! Opisz działanie takiego transformatora.
>>>Kto tego nie wie?
>>Na ten przykład ja. Nie widziałem w życiu swoim takiego transformatora.
>To zobacz
>youtu.be/rrDtBW1FyJo

Ależ, ależ. Pytanie było kierowane do Ciebie, a nie do You Tube. Poza tym nie muszę znać angielskiego, co w rzeczywistości tak jest. Nadto sam więc wytłumacz co przywołałeś do prezentacji. Grzeczność by tego wymagała. Leń i spychacz tematu jak najdalej od siebie. Dziecinne załatwianie tematu. Nawet nie domyślasz się co to za układ elektroniczny. Ja zatrzymywałem obrazki układu i starałem się je zrozumieć, w przeciwieństwie do Ciebie. Ja tylko ubolewam nad Twoją tępotą. Wiesz co jest najlepszym przetwornikiem fal em. na fale akustyczne jest zwykły głośnik np. radiowy. Jakże często słychać cichy ale brzękliwy dźwięk podobny do warkotu. To jest efekt utraty już pojemności kondensatorów elektrolitycznych w zasilaczu radia, a konkretnie ich starzenia się (starzenia dielektryków kondensatorów jak i utleniania płynów nawilżających elektrolitu). Źle już działają filtry dolno- zaporowe w zasilaczu. Tylko to nie jest transformator. Transformator działa w obie strony jednakowo. To jest znaczenie słowa transformator. Tak się transformuje liczby naturalne na liczby logarytmiczne i spowrotem. To działa w obie strony. Podobnie z transformacją prądu i napięcia. Działa w obie strony z zachowaniem przy przesyle tej samej mocy przesyłowej. No wysil swoją dynię jaką nosisz na szyi i przyswój sobie w końcu znaczenie słowa TRANSFORMATOR. Spróbuj zrobić odwrotnie, na bazie tego filmiku, przekształć falę akustyczną w falę em. Zrób to i nie uciekaj. Nawet nie znasz układu elektronicznego pokazanego na YT i nie wiesz sam o co chodzi. Po co udziwniasz znakomicie proste sprawy? Podnosisz swoją estymę? Wiesz co Tobie powiem? Z rodziną, która wpadła do mnie, wyszliśmy na spacer po Bydgoszczy. A że były i wnuki za których bym utoczył pół beczki mojej krwi, to było głośno. Na Wyspie Młyńskiej, przy wejściu ulokował swoje stoisko sprzedawca ciastek i lodów. Jak myślisz? Czy dzieciaki przejdą obojętnie obok? NIE! Nie da rady. Więc kupiłem im po małym lodzie i rodzicom po ciastku. Ja nie wziąłem nic. Wiesz dlaczego? Nazywały się "krystianki". Odebrało mi apetyt. Wnioski wyciągnij sam.
15-08-2020 15:04 
 Ocena 1 na 1
Gruby Rycho (532 punktów)
>>Dwie alternatywne symboliki powstały na dwóch alternatywnych nośnikach transmisyjnych, tzn. na falach elektromagnetycznych i na falach akustycznych.
>Pewien niedouczony ciul z Lądka, tworząc nową fizykę napisałby że fala akustyczna zmieniając masę przechodzi w falę w falę elektromagnetyczną tak jak kule są wobec siebie równoległe lub prostopadłe, a ruch zamienia się w masę, co widać na przykładzie młotka, który traci masę uderzając w łeb tępaka
>"Natężenie to masa, a napięcie to ruch"
>A opór?
>Opór to tępy łeb debila przeciwko przeczytaniu JEDNEJ książki

Ależ tracisz siły i energię, a cepicho pozostanie prostakiem jak konstrukcja cepa i tak przy swoim. Nie ważne, że nie potrafi tego udowodnić, ważne, że mu się tak wydaje. Jego koleś od pieprzenia bzdur Henryk K., takiż sam ci jest i oni tak już mają. Taki błąd konstrukcyjny od samego początku. Ojcowie ich, prawdopodobnie, niestarannie ich robili. Ot potem to niechlujstwo w ich robocie, my konsumujemy. Jeden i drugi nic i nikogo nie rozumieją oprócz siebie. Henryk K. już zdeklasował wszystkie światowe autorytety fizyki, Hamerlik nie musi, bo stworzył już swoją prywatną fizykę. No i co? Dziwadła? Jak dla mnie to egzotyczne dziwadła.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Co wolisz jest kwestią gustu, ale który środek sprawniej przekazuje opowieść - już nie.
>Ale tego nie da się jednoznacznie wykazać. To zależy od opowieści. Jeśli skupia się ona wewnętrznym życiu bohaterów, to książka sprawniej nam to przekaże.
Tego także nie da się jednoznacznie wykazać...

Ale na pewno należy uznać za lepsze to narzędzie, które wygra.

>Często nie da się zastąpić słowa obrazem, a zetem pismo - jako jeden z dwóch nośników słowa (obok rejestracji dźwięku) - nigdy nie straci na znaczeniu.
Kiedy właśnie już literatura straciła na rzecz filmu.

>Być może pismo odręczne zniknie z powszechnego użytku
Podobnie jak kalkulator wyparł rachowanie na papierze.

cr
14-08-2020 12:45 
 Ocena 2 na 2
Pawel077 (1855 punktów)
>>Ale tego nie da się jednoznacznie wykazać. To zależy od opowieści. Jeśli skupia się ona wewnętrznym życiu bohaterów, to książka sprawniej nam to przekaże.
>Tego także nie da się jednoznacznie wykazać...

Oczywiście, że się da. Każdy z postów, które napisałaś w tym wątku jest wyrazem twoich myśli. Przekazałaś je przy pomocy słów (pisma). A teraz spróbuj którąkolwiek z tych myśli wyrazić za pomocą obrazu. Powodzenia.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>Ale tego nie da się jednoznacznie wykazać. To zależy od opowieści. Jeśli skupia się ona wewnętrznym życiu bohaterów, to książka sprawniej nam to przekaże.
>>Tego także nie da się jednoznacznie wykazać...
>Oczywiście, że się da. Każdy z postów, które napisałaś w tym wątku jest wyrazem twoich myśli. Przekazałaś je przy pomocy słów (pisma). A teraz spróbuj którąkolwiek z tych myśli wyrazić za pomocą obrazu.
Pisaliśmy o filmie, pamiętasz?
A od jakiegoś czasu mamy epokę filmu udźwiękowionego.

Po drugie utożsamiasz słowo z pismem, choć jest różnica.

Reasumując: mogę odczytać swój post, a Ty może go lepiej zrozumiesz, bo intonacją wskażę właściwą interpretację treści; mogę też nagrać do tego jakiś adekwatny obrazek lub film.

cr
15-08-2020 11:50 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Reasumując: mogę odczytać swój post, a Ty może go lepiej zrozumiesz, bo intonacją wskażę właściwą interpretację treści; mogę też nagrać do tego jakiś adekwatny obrazek lub film.

To dlaczego tak nie robisz? Bo to niewygodne i czasochłonne, a tylko w niewielkim stopniu (lub wcale) wpływa na zrozumienie treści. Pismo jest w tej sytuacji (i nie tylko w tej) bezkonkurencyjne i dlatego nadal dobrze się trzyma i nigdy (wbrew temu co sugerowałaś) nie okaże się zbędne.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Reasumując: mogę odczytać swój post, a Ty może go lepiej zrozumiesz, bo intonacją wskażę właściwą interpretację treści; mogę też nagrać do tego jakiś adekwatny obrazek lub film.
>To dlaczego tak nie robisz? Bo to niewygodne i czasochłonne, a tylko w niewielkim stopniu (lub wcale) wpływa na zrozumienie treści.
Tak robią youtuberzy, zamiast jak ja, silić się na komunikatywność tekstu.

>Pismo jest w tej sytuacji (i nie tylko w tej) bezkonkurencyjne
Tyle, że dawno wyparte jako nie stanowiące konkurencji pismo obrazkowe wróciło:


cr
15-08-2020 13:42 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Tak robią youtuberzy, zamiast jak ja, silić się na komunikatywność tekstu.

Ale taki sposób komunikacji nie nadaje się za bardzo do np. dyskutowania na forum. Zauważ, że komentarze pod filmami są jednak w formie tekstowej. Prześlizgnięcie się wzrokiem po komentarzach, by zorientować się co też ci komentatorzy tam wypisują (ewentualne zatrzymanie się na komentarzu, który przykuł naszą uwagę) jest zdecydowanie wygodniejsze i zajmuje znacznie mniej czasu niż odsłuchiwanie takich komentarzy w formie dźwiękowej.

>Tyle, że dawno wyparte jako nie stanowiące konkurencji pismo obrazkowe wróciło:

"Pismo obrazkowe" nigdy nie zostało wyparte. Obraz zawsze funkcjonował obok pisma i raczej je uzupełniał niż z nim konkurował (na to nie miał szans). Prawdziwą konkurencją na dla pisma (które - jeśli chodzi o rejestrację języka (mowy) - był przez tysiąclecia monopolistą) okazała się dopiero możliwość rejestracji dźwięku. I wtedy rzeczywiście pismo musiało podzielić się rynkiem. Ala wciąż ma na nim bardzo wysoką pozycję i to się nie zmieni.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>Tak robią youtuberzy, zamiast jak ja, silić się na komunikatywność tekstu.
>Ale taki sposób komunikacji nie nadaje się za bardzo do np. dyskutowania na forum. Zauważ, że komentarze pod filmami są jednak w formie tekstowej. Prześlizgnięcie się wzrokiem po komentarzach, by zorientować się co też ci komentatorzy tam wypisują (ewentualne zatrzymanie się na komentarzu, który przykuł naszą uwagę) jest zdecydowanie wygodniejsze i zajmuje znacznie mniej czasu niż odsłuchiwanie takich komentarzy w formie dźwiękowej.
>>Tyle, że dawno wyparte jako nie stanowiące konkurencji pismo obrazkowe wróciło:
>"Pismo obrazkowe" nigdy nie zostało wyparte. Obraz zawsze funkcjonował obok pisma i raczej je uzupełniał niż z nim konkurował (na to nie miał szans). Prawdziwą konkurencją na dla pisma (które - jeśli chodzi o rejestrację języka (mowy) - był przez tysiąclecia monopolistą) okazała się dopiero możliwość rejestracji dźwięku. I wtedy rzeczywiście pismo musiało podzielić się rynkiem. Ala wciąż ma na nim bardzo wysoką pozycję i to się nie zmieni.
>

discord.com/
www.mumble.info/

Wg mnie pismo jako symbolika graficzna zostało zbudowane na mówie, symbolice dźwiękowej.

Te dwie symboliki mowa i pismo są w tej chwili najbardziej rozwinięte/złożone.

Żadna prymitniejsza symbolika nie może ich zastąpić ale może symbolika bardziej rozwinięta.

Potrzeba języka wyższego poziomu.

Wg mnie o poziomie języka świadczy liczebnosc symboli. Im więcej różnych symboli tym wyższy poziom języka.

Tak samo jak w systematyce matematycznej.
Kazdy wyższy system liczbowy będzie wyższym systemem pojeciowym i każdemu będzie odpowiadał wyższy język matematyczny, składający się z większej liczby symboli matematycznych.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>komentarze pod filmami są jednak w formie tekstowej
Bo póki co łatwiej o tekst.

>"Pismo obrazkowe" nigdy nie zostało wyparte.
Bo gdzieś językiem urzędowym jest taki zapisywany pismem obrazkowym?

>okazała się dopiero możliwość rejestracji dźwięku. I wtedy rzeczywiście pismo musiało podzielić się rynkiem. Ala wciąż ma na nim bardzo wysoką pozycję i to się nie zmieni.
To się na naszych oczach zmienia; smartfon w kieszeni każdego z nas pozwala wysłać 100 zdjęć i 10 filmików, i to całe bogactwo okraszone zwykle dość zdawkowym komentarzem, i co, odczuwasz deficyt informacyjny?

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>>komentarze pod filmami są jednak w formie tekstowej
>Bo póki co łatwiej o tekst.

Nie ma dzisiaj ograniczeń technicznych, które uniemożliwiałyby zamieszczanie komentarzy w formie dźwiękowej. Nie stosuje się tego, bo większość komentujących woli pisać i czytać komentarze niż je mówić i słuchać - to szybsze i wygodniejsze. W czasie odsłuchiwania jednego komentarza dźwiękowego jesteś w stanie przelecieć wzrokiem dziesięć komentarzy tekstowych. Poza tym pisać można wszędzie (w środkach komunikacji, w poczekalniach, na wykładach) i nie przeszkadza się innym, swoim gadaniem.

>>"Pismo obrazkowe" nigdy nie zostało wyparte.
>Bo gdzieś językiem urzędowym jest taki zapisywany pismem obrazkowym?

To przecież ty napisałaś, że "dawno wyparte jako nie stanowiące konkurencji pismo obrazkowe wróciło". No więc do jakiego języka urzędowego ono wróciło? Zauważyłaś chyba, że "pismo obrazkowe" wziąłem w cudzysłów, bo pismo obrazkowe, sensu stricto, już od dawna nie jest stosowane i nie wróciło, a emotikony, to tyko zabawowa odmiana pisma obrazkowego i służy głownie do wyrażania prostych emocji, a nie do przekazywania złożonych treści.

>To się na naszych oczach zmienia

Ale pismo nigdy nie zostanie wyparte i zawsze będzie miało wysoką pozycję, bo jest jednym z tylko dwóch sposobów zapisu słowa (konkurencja na tym rynku nie jest duża) i wyraźnie widać, że są obszary, na których zdecydowanie wygrywa z zapisem dźwiękowym.

>smartfon w kieszeni każdego z nas pozwala wysłać 100 zdjęć i 10 filmików

Ale ten sam smartfon pozwala również przeczytać niezliczoną ilość tekstów.

>i co, odczuwasz deficyt informacyjny?

Gdybym ograniczał się do 100 zdjęć i 10 filmów, to bym odczuwał. Ale ja ponad 90% swojej bytności w sieci przeznaczam na czytanie, więc nie odczuwam.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>komentarze pod filmami są jednak w formie tekstowej
>>Bo póki co łatwiej o tekst.
>Nie ma dzisiaj ograniczeń technicznych,
Formuła tej strony przewiduje tekstowy komentarz.

>większość komentujących woli pisać i czytać komentarze niż je mówić i słuchać - to szybsze i wygodniejsze
Teraz; stosunkowo niedawno, bo kilka wieków temu, dla większości wygodniejszą była rozmowa.

>>>"Pismo obrazkowe" nigdy nie zostało wyparte.
>>Bo gdzieś językiem urzędowym jest taki zapisywany pismem obrazkowym?
>To przecież ty napisałaś, że "dawno wyparte jako nie stanowiące konkurencji pismo obrazkowe wróciło". No więc do jakiego języka urzędowego ono wróciło?
Znaki drogowe na przykład.

>>smartfon w kieszeni każdego z nas pozwala wysłać 100 zdjęć i 10 filmików
>Ale ten sam smartfon pozwala również przeczytać niezliczoną ilość tekstów.
Chodziło mi o jednego nadawcę prywatnej wiadomości. Kiedyś można było dostać jedną dwie widokówki z krótkimi tekstami, a teraz może być 100 zdjęć i filmików, tekstu zwykle porównywalnie, bo możemy rozmawiać, porównując mam relatywnie mniej tekstu, a i tak więcej informacji.

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>Formuła tej strony przewiduje tekstowy komentarz.

Bo nie ma zapotrzebowania na inną formułę. Większość ludzi woli pisać i czytać (a woli taką formę z powodów, które wymieniłem poprzednio).

>>większość komentujących woli pisać i czytać komentarze niż je mówić i słuchać - to szybsze i wygodniejsze
>Teraz; stosunkowo niedawno, bo kilka wieków temu, dla większości wygodniejszą była rozmowa.

Bo większość nie umiała pisać Ale jednak najwygodniejszą formą wymiany informacji na odległość było pismo (można było ewentualnie wysłać kogoś, kto słownie przekaże wiadomość - ale to mniej wygodny sposób, zwłaszcza na duże odległości i w przypadku obszernych wiadomości).
Dzisiaj też, w wielu przypadkach, rozmowa jest najwygodniejszą formą. Ale dzisiaj, mimo, że mamy techniczne możliwości żeby porozumiewać się wyłącznie "dźwiękowo" (nawet na duże odległości), to jednak są obszary, gdzie większość ludzi preferuje pismo (takimi obszarami są np. fora internetowe czy komentarze na YouTube). I nie jest tak dlatego, że nie mamy wyboru, ale mimo tego, że mamy wybór. A wybór ten jest podyktowany po prostu wygodą.

>>>>"Pismo obrazkowe" nigdy nie zostało wyparte.
>>>Bo gdzieś językiem urzędowym jest taki zapisywany pismem obrazkowym?
>>To przecież ty napisałaś, że "dawno wyparte jako nie stanowiące konkurencji pismo obrazkowe wróciło". No więc do jakiego języka urzędowego ono wróciło?
>Znaki drogowe na przykład.

No i sama odpowiedziałaś sobie na swoje pytanie. O co ci zatem chodzi?

>Chodziło mi o jednego nadawcę prywatnej wiadomości. Kiedyś można było dostać jedną dwie widokówki z krótkimi tekstami, a teraz może być 100 zdjęć i filmików, tekstu zwykle porównywalnie, bo możemy rozmawiać, porównując mam relatywnie mniej tekstu, a i tak więcej informacji.

To zależy jakie kto ma preferencje odnośnie sposobów przekazywania i odbioru informacji (ja np. wolę pisać i czytać). Napisałem w jednym z poprzednich komentarzy, że wraz z pojawieniem się możliwości rejestracji dźwięku i przesyłania go na duże odległości, pismo musiało oddać część rynku, na którym wcześniej było monopolistą. Nadal jednak trzyma się bardzo mocno i na wielu polach jest preferowaną przez ludzi formą komunikacji i zapisu informacji (mimo dostępnej alternatywy).
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Formuła tej strony przewiduje tekstowy komentarz.
>Bo nie ma zapotrzebowania na inną formułę.
Że niby miłośnicy You Tube nie cenią filmów?

Użyłeś argumentu, że wszystkie komentarze są słowne, więc wyjaśniłam dlaczego i tym sposobem jest po Twoim argumencie.

>Większość ludzi woli pisać i czytać
Większość woli informację niż jej brak, więc zawsze wygra sprawniej komunikująca forma.

>>>większość komentujących woli pisać i czytać komentarze niż je mówić i słuchać - to szybsze i wygodniejsze
>>Teraz; stosunkowo niedawno, bo kilka wieków temu, dla większości wygodniejszą była rozmowa.
>Bo większość nie umiała pisać
Czyli z tą szybkością i wygodą bywa różnie.

>Ale jednak najwygodniejszą formą wymiany informacji na odległość było pismo
Było, póki nie wynaleziono telefonu. Teraz im bardziej mamy telefon go "wszędzie", tym częściej wygrywa z pismem.

>>>>>"Pismo obrazkowe" nigdy nie zostało wyparte.
>>>>Bo gdzieś językiem urzędowym jest taki zapisywany pismem obrazkowym?
>>>To przecież ty napisałaś, że "dawno wyparte jako nie stanowiące konkurencji pismo obrazkowe wróciło". No więc do jakiego języka urzędowego ono wróciło?
>>Znaki drogowe na przykład.
>No i sama odpowiedziałaś sobie na swoje pytanie. O co ci zatem chodzi?
Że bezkonkurencyjność pisma jest do podważenia.

>>Kiedyś można było dostać jedną dwie widokówki z krótkimi tekstami, a teraz może być 100 zdjęć i filmików, tekstu zwykle porównywalnie, bo możemy rozmawiać, porównując mam relatywnie mniej tekstu, a i tak więcej informacji.
>To zależy jakie kto ma preferencje odnośnie sposobów przekazywania i odbioru informacji (ja np. wolę pisać i czytać).
Nie zleży; większa ilość informacji dzięki wielu formom przekazu jest faktem.

Napisałem w jednym z poprzednich komentarzy, że wraz z pojawieniem się możliwości rejestracji dźwięku i przesyłania go na duże odległości, pismo musiało oddać część rynku, na którym wcześniej było monopolistą. Nadal jednak trzyma się bardzo mocno i na wielu polach jest preferowaną przez ludzi formą komunikacji i zapisu informacji (mimo dostępnej alternatywy).


cr
17-08-2020 23:27 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>>>Formuła tej strony przewiduje tekstowy komentarz.
>>Bo nie ma zapotrzebowania na inną formułę.
>Że niby miłośnicy You Tube nie cenią filmów?

Znowu żałosna próba manipulacji. Nie udawaj głupiej - to irytujące. Przecież mowa była o komentarzach. Tak - miłośnicy YouTube wolą komentarze w formie tekstowej.

>Użyłeś argumentu, że wszystkie komentarze są słowne, więc wyjaśniłam dlaczego i tym sposobem jest po Twoim argumencie.

Nie rozumiem. Co wyjaśniłaś i w jaki sposób?

>>Większość ludzi woli pisać i czytać
>Większość woli informację niż jej brak, więc zawsze wygra sprawniej komunikująca forma.

Tak. I jeśli chodzi o komentarze (a tego dotyczył zacytowany przez ciebie fragment mojego wpisu), to zdecydowanie wygrywa tekst (jako sprawniejsza - w tym przypadku - forma komunikacji).

>Czyli z tą szybkością i wygodą bywa różnie.

No i co w związku z tym? Potrafisz w ogóle napisać coś więcej niż tyko tylko pojedyncze zdania? Dlaczego twój sposób dyskutowania ogranicza się tyko do powierzchownego "kąsania" moich wpisów? Nie stać cię na więcej?

>>Ale jednak najwygodniejszą formą wymiany informacji na odległość było pismo
>Było, póki nie wynaleziono telefonu. Teraz im bardziej mamy telefon go "wszędzie", tym częściej wygrywa z pismem.

Po raz trzeci powtarzam, że z pojawieniem się możliwości rejestracji dźwięku i komunikacji dźwiękowej na odległość, pismo musiało oddać część rynku nowym środkom zapisu i przekazywania informacji. To jest oczywiste i nikt temu nie zaprzecza (nie bardzo rozumiem z czym polemizujesz). Ale pismo nigdy nie odda całego rynku zapisowi dźwiękowemu, bo w wielu przypadkach jest lepsze, szybsze i wygodniejsze. Sugerujesz, że dźwięk kiedykolwiek wyprze pismo całkowicie z rynku? Biorąc pod uwagę, że dysponujemy tylko dwoma sposobami zapisu języka (i nie zanosi się na więcej, bo nasze zmysły na to nie pozwalają), wydaje się skrajnie nieprawdopodobne, by pismo kiedykolwiek wyszło z użytku.

>>No i sama odpowiedziałaś sobie na swoje pytanie. O co ci zatem chodzi?
>Że bezkonkurencyjność pisma jest do podważenia.

Pismo ma konkurencję w postaci zapisu dźwiękowego - to jest fakt. Natomiast z tego faktu nie wynika, że to zapis dźwiękowy stanie się bezkonkurencyjny. Mamy dwa alternatywne sposoby zapisu języka i żaden z nich nie jest bezkonkurencyjny ogólnie, ale mogą być bezkonkurencyjne w pewnych określonych przypadkach. Np. pismo jest bezkonkurencyjne (w tym sensie, że nie ma dużego popytu na alternatywny, dźwiękowy sposób zapisu) jeśli chodzi komentowanie filmów na YouTube czy pisanie komentarzy na forach, a także w wielu innych sytuacjach - dokumenty, scenariusze, konspekty (łatwiej ogarnąć tekst niż ścieżkę dźwiękową i łatwiej pracować nad tekstem niż nad dźwiękiem). Zauważ, że nawet zapis języka w postaci dźwięku jest często poprzedzony zapisem tekstowym (ktoś zwykle czyta tekst, który jest nagrywany w formie dźwiękowej). Dlatego pismo nigdy nie przestanie być ważne.

>Nie zleży; większa ilość informacji dzięki wielu formom przekazu jest faktem.

Dzięki wielu formom przekazu zwiększa się dostępność do informacji i to dobrze - każdy może sobie dobierać proporcje w jakich będzie korzystać z poszczególnych form. Tylko, że to nie jest argument podpierający stanowisko, że pismo stanie się kiedyś zbędne. Odejść od pisma całkowicie się nie da.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Znowu żałosna próba manipulacji. Nie udawaj głupiej - to irytujące. Przecież mowa była o komentarzach. Tak - miłośnicy YouTube wolą komentarze w formie tekstowej.

Tekst ma bardzo atrakcyjną właściwość. Pozwala zataic tożsamość wyraziciela. Ani obraz ani dźwięk tej właściwości nie mają.

Komentatorzy różnią się od Youtuberow emocjonalnie. Nie mają tej samej odwagi. Wola schować się za tekstem, wtedy czują się bezpieczni i wolni, jak wielu użytkowników tego forum, którzy nie wyobrażają sobie, żeby ich treści połączyć z ich tożsamością.
Pawel077 (1855 punktów)
>Tekst ma bardzo atrakcyjną właściwość. Pozwala zataic tożsamość wyraziciela. Ani obraz ani dźwięk tej właściwości nie mają.
>Komentatorzy różnią się od Youtuberow emocjonalnie. Nie mają tej samej odwagi. Wola schować się za tekstem, wtedy czują się bezpieczni i wolni, jak wielu użytkowników tego forum, którzy nie wyobrażają sobie, żeby ich treści połączyć z ich tożsamością.

Zgadza się. To jeden z powodów. Ale nie jedyny. Nawet gdyby istniał obowiązek ujawnienia swojej tożsamości przez komentatorów, to i tak forma tekstowa będzie preferowana, ponieważ ma kilka innych zalet, o których pisałem wcześniej.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>Formuła tej strony przewiduje tekstowy komentarz.
>>>Bo nie ma zapotrzebowania na inną formułę.
>>Że niby miłośnicy You Tube nie cenią filmów?
>Znowu żałosna próba manipulacji. Nie udawaj głupiej
Proponuję, żebyś odwetowo poudawał kulturalnego.

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>Proponuję, żebyś odwetowo poudawał kulturalnego.

Nie napisałem, że jesteś głupia, tylko że udajesz głupią. To twój stały sposób działania na tym forum. Manipulujesz wypowiedziami, udajesz, że nie rozumiesz co się do ciebie pisze i czepiasz się nieistotnych pierdół, niemających znaczącego wpływu na meritum. Potrafisz odnieść się merytorycznie (i ciut obszerniej), do któregokolwiek z argumentów, które przedstawiłem? Ja staram się dość szczegółowo odpowiadać na wszystko co piszesz, a ty wybierasz sobie tylko jakieś strzępki moich wypowiedzi, a na dodatek próbujesz przedstawiać je w innym kontekście. I to według ciebie nie jest brakiem kultury?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>Nie udawaj głupiej
>>Proponuję, żebyś odwetowo poudawał kulturalnego.
>Nie napisałem, że jesteś głupia, tylko że udajesz głupią.
Nie udawaj głupiego.


cr
Elasp (6859 punktów)

>Chodziło mi o jednego nadawcę prywatnej wiadomości. Kiedyś można było dostać jedną dwie widokówki z krótkimi tekstami, a teraz może być 100 zdjęć i filmików, tekstu zwykle porównywalnie, bo możemy rozmawiać, porównując mam relatywnie mniej tekstu, a i tak więcej informacji.

Przypuśćmy, że uważasz, że ludzie powinni być sprawiedliwi. Czy możesz wskazać obraz lub zdjęcie przekazujące tę myśl (to znaczy: "ludzie powinni być sprawiedliwi")? Jeżeli znasz taki obraz lub takie zdjęcie, proszę dodaj do odpowiedzi w załączniku.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Chodziło mi o jednego nadawcę prywatnej wiadomości. Kiedyś można było dostać jedną dwie widokówki z krótkimi tekstami, a teraz może być 100 zdjęć i filmików, tekstu zwykle porównywalnie, bo możemy rozmawiać, porównując mam relatywnie mniej tekstu, a i tak więcej informacji.
> Przypuśćmy, że uważasz, że ludzie powinni być sprawiedliwi. Czy możesz wskazać obraz lub zdjęcie przekazujące tę myśl (to znaczy: "ludzie powinni być sprawiedliwi")? Jeżeli znasz taki obraz lub takie zdjęcie, proszę dodaj do odpowiedzi w załączniku.
Na przekazywanie takich treści na razie mamy słowa.


cr
Elasp (6859 punktów)

>Na przekazywanie takich treści na razie mamy słowa.

Czyli nie wszystko jak na razie można przedstawić obrazem?
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>Na przekazywanie takich treści na razie mamy słowa.
> Czyli nie wszystko jak na razie można przedstawić obrazem?

Oczywiście, że można za pomocą obrazu mówić także o sprawiedliwości.
Cała masa filmów i grafik mówi o tym, bez żadnego znaku pisma.


17-08-2020 15:08 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>>Na przekazywanie takich treści na razie mamy słowa.
>> Czyli nie wszystko jak na razie można przedstawić obrazem?
>Oczywiście, że można za pomocą obrazu mówić także o sprawiedliwości.
>Cała masa filmów i grafik mówi o tym, bez żadnego znaku pisma.
>

Co w tym obrazie odpowiada słowom "ludzie", "powinni" i "sprawiedliwi"?
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Co w tym obrazie odpowiada słowom "ludzie", "powinni" i "sprawiedliwi"?

W takim obrazie jest większa kompresja pojęciowa niż w mowie. To jest złożony koncept, któremu odpowiada co najmniej kilka alternatywnych opisów słownych.

Systemy pojęciowe związane są z symboliką.

Nie możesz systemu pojęciowego związanego z mową i powstałym na bazie mowy pismem odnosić bezpośrednio do innych symbolik.

Nie mniej w symbolice obrazu poradzisz wyrazić tyle samo co w symbolice mowy czy symbolice pisma.

Problem polega jedynie na tym, że człowiek nie ma zdolności tworzenia dowolnych obrazów. To jest energochłonne i przekracza możliwości większości ludzi. Mowo i pochodne od niej pismo jak widać nie przekraczają możliwości ludzi.
Pawel077 (1855 punktów)
>To jest złożony koncept, któremu odpowiada co najmniej kilka alternatywnych opisów słownych.

Ale chodzi właśnie o to, by wyeliminować te alternatywne opisy. Jeśli chcę przekazać komuś jakąś konkretną wiadomość i zależy mi żeby ją jednoznacznie zrozumiał, to nie zrobię tego w sposób, który pozwoli mu na kilka alternatywnych interpretacji. Jak np. dyskutuję z kimś na forum, to nie lubię sytuacji, w której muszę się domyślać, co autor postu miał na myśli. Tak to się mogą bawić artyści.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Na przekazywanie takich treści na razie mamy słowa.
> Czyli nie wszystko jak na razie można przedstawić obrazem?
O trafność swoich wniosków pytasz mnie?


cr
Elasp (6859 punktów)
>>>Na przekazywanie takich treści na razie mamy słowa.
>> Czyli nie wszystko jak na razie można przedstawić obrazem?
>O trafność swoich wniosków pytasz mnie?

Tak. Pytam, czy z tego, co twierdzisz wynika, że nie wszystko jak na razie można przedstawić obrazem.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>Na przekazywanie takich treści na razie mamy słowa.
>>> Czyli nie wszystko jak na razie można przedstawić obrazem?
>>O trafność swoich wniosków pytasz mnie?
> Tak. Pytam, czy z tego, co twierdzisz wynika, że nie wszystko jak na razie można przedstawić obrazem.
Z twierdzenia, że od pewnych treści mamy słowa nie wynika, że obrazem nie da się ich przedstawić.

cr
Elasp (6859 punktów)
>>>>>Na przekazywanie takich treści na razie mamy słowa.
>>>> Czyli nie wszystko jak na razie można przedstawić obrazem?
>>>O trafność swoich wniosków pytasz mnie?
>> Tak. Pytam, czy z tego, co twierdzisz wynika, że nie wszystko jak na razie można przedstawić obrazem.
>Z twierdzenia, że od pewnych treści mamy słowa nie wynika, że obrazem nie da się ich przedstawić.

Czy więc twierdzisz, że myśl "ludzie powinni być sprawiedliwi" da się wyrazić obrazem, a jeżeli tak twierdzisz, to na jakiej podstawie?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> Czy więc twierdzisz, że myśl "ludzie powinni być sprawiedliwi" da się wyrazić obrazem
Nie, nie twierdzę tego.


cr
Elasp (6859 punktów)
>> Czy więc twierdzisz, że myśl "ludzie powinni być sprawiedliwi" da się wyrazić obrazem
>Nie, nie twierdzę tego.

Ale twierdzisz, że kiedyś będzie się dało - ? Jeżeli tak, to na jakiej podstawie, poza twierdzeniem, że wszystko się zmienia?

To, co zwiemy ludzką kulturą w niemałej części składa się z pisma, "Pan Tadeusz" w formie audiobooka to jednak nie to samo, co tekst tego dzieła. Pytanie, czy pismo będzie kiedyś zarzucone to pytanie o to, czy kiedyś człowiek straci kontakt z dawną kulturą. Ze swej strony powiedziałbym, że nie straci - dlatego, że jeżeli straci, przestanie być człowiekiem. Człowiek to bowiem nie tylko istota wyposażona w pewne DNA, to istota zdolna (lub niezdolna) do pewnych rzeczy. Na podobnej zasadzie, jeżeli gdzieś w na innej planecie jakieś istoty wypracują język fonetycznie, morfologicznie i znaczeniowo nieodróżnialny od języka polskiego, to będzie to mimo wszystko tylko język "polski", a nie język polski. I tak samo istoty komunikujące się przez myśli, itd. będą tylko (i aż) "ludźmi", nie zaś ludźmi.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>> Czy więc twierdzisz, że myśl "ludzie powinni być sprawiedliwi" da się wyrazić obrazem
>>Nie, nie twierdzę tego.
> Ale twierdzisz, że kiedyś będzie się dało - ? Jeżeli tak, to na jakiej podstawie, poza twierdzeniem, że wszystko się zmienia?
Chodziłoby o fakt, nie samo twierdzenie, ale tak, tylko na tej.

>Pytanie, czy pismo będzie kiedyś zarzucone to pytanie o to, czy kiedyś człowiek straci kontakt z dawną kulturą.
Co, dla podtrzymania dawnej kultur, napisałeś gęsim piórem?

>istoty komunikujące się przez myśli, itd. będą tylko (i aż) "ludźmi", nie zaś ludźmi.
Powiedz tym bliźniaczkom, że są "ludźmi", a nie ludźmi.

cr
Elasp (6859 punktów)
>>>> Czy więc twierdzisz, że myśl "ludzie powinni być sprawiedliwi" da się wyrazić obrazem
>>>Nie, nie twierdzę tego.
>> Ale twierdzisz, że kiedyś będzie się dało - ? Jeżeli tak, to na jakiej podstawie, poza twierdzeniem, że wszystko się zmienia?
>Chodziłoby o fakt, nie samo twierdzenie, ale tak, tylko na tej.

Czy taką podstawę uważasz za wystarczającą? Czy znasz twierdzenie, którego nie można by w równie dobry sposób uzasadnić odwołując się do twierdzenia (czy faktu), że wszystko się zmienia?

>>Pytanie, czy pismo będzie kiedyś zarzucone to pytanie o to, czy kiedyś człowiek straci kontakt z dawną kulturą.
>Co, dla podtrzymania dawnej kultur, napisałeś gęsim piórem?

Owszem, jako dziecko pisałem rozmaitymi przedmiotami dla zabawy. W razie konieczności jestem (jak sądzę) w stanie napisać coś i gęsim piórem.

>>istoty komunikujące się przez myśli, itd. będą tylko (i aż) "ludźmi", nie zaś ludźmi.
>Powiedz tym bliźniaczkom, że są "ludźmi", a nie ludźmi.

Po pierwsze, nie jest to wiarygodne źródło informacji. Po drugie, osoby te potrafią, jak sądzę, pisać. Po trzecie, mówiąc o człowieku mówię o statystycznym człowieku, przeciętnym przedstawicielu danej populacji, i o tym, czy on coś potrafi, czy nie.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>> Czy więc twierdzisz, że myśl "ludzie powinni być sprawiedliwi" da się wyrazić obrazem
>>>>Nie, nie twierdzę tego.
>>> Ale twierdzisz, że kiedyś będzie się dało - ? Jeżeli tak, to na jakiej podstawie, poza twierdzeniem, że wszystko się zmienia?
>>Chodziłoby o fakt, nie samo twierdzenie, ale tak, tylko na tej.
>Czy taką podstawę uważasz za wystarczającą?
Zakładasz, że nagle sobie zaprzeczę?

>Czy znasz twierdzenie, którego nie można by w równie dobry sposób uzasadnić odwołując się do twierdzenia (czy faktu), że wszystko się zmienia?
2+2=4.

>>Powiedz tym bliźniaczkom, że są "ludźmi", a nie ludźmi.
> Po pierwsze, nie jest to wiarygodne źródło informacji.
To sobie wyszukaj wiarygodnego, masz imiona i nazwisko.

>Po drugie, osoby te potrafią, jak sądzę, pisać.
Może nawet gęsim piórem.

>Po trzecie, mówiąc o człowieku mówię o statystycznym człowieku, przeciętnym przedstawicielu danej populacji
Słusznie, to zgodne definicją.

cr
Elasp (6859 punktów)
>>>>>> Czy więc twierdzisz, że myśl "ludzie powinni być sprawiedliwi" da się wyrazić obrazem
>>>>>Nie, nie twierdzę tego.
>>>> Ale twierdzisz, że kiedyś będzie się dało - ? Jeżeli tak, to na jakiej podstawie, poza twierdzeniem, że wszystko się zmienia?
>>>Chodziłoby o fakt, nie samo twierdzenie, ale tak, tylko na tej.
>>Czy taką podstawę uważasz za wystarczającą?
>Zakładasz, że nagle sobie zaprzeczę?

Nie, zakładam, że możesz zmienić zdanie w wyniku refleksji. Zmiana zdania nie jest zaprzeczaniem sobie.

>>Czy znasz twierdzenie, którego nie można by w równie dobry sposób uzasadnić odwołując się do twierdzenia (czy faktu), że wszystko się zmienia?
>2+2=4.

Jeżeli wszystko się zmienia, to chyba może zmienić się i to, że 2+2=4, nie uważasz? Dlaczego 2+2=4 miałoby być niezmienne?


>>>Powiedz tym bliźniaczkom, że są "ludźmi", a nie ludźmi.
>> Po pierwsze, nie jest to wiarygodne źródło informacji.
>To sobie wyszukaj wiarygodnego, masz imiona i nazwisko.

Zrobię to w wolnej chwili, chociaż to Ty powinnaś zadbać o rzetelne źródła, jeżeli podajesz przykład pewnych nietypowych osób.


>>Po drugie, osoby te potrafią, jak sądzę, pisać.
>Może nawet gęsim piórem.

Może.

>>Po trzecie, mówiąc o człowieku mówię o statystycznym człowieku, przeciętnym przedstawicielu danej populacji
>Słusznie, to zgodne definicją.

No więc dlaczego w odpowiedzi powołujesz się na przykład nietypowych istot ludzkich?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>Czy taką podstawę uważasz za wystarczającą?
>>Zakładasz, że nagle sobie zaprzeczę?
> Nie, zakładam, że możesz zmienić zdanie
Ale nadal to zakładasz, czy zmieniłeś zdanie?

>>>Czy znasz twierdzenie, którego nie można by w równie dobry sposób uzasadnić odwołując się do twierdzenia (czy faktu), że wszystko się zmienia?
>>2+2=4.
>Jeżeli wszystko się zmienia, to chyba może zmienić się i to, że 2+2=4, nie uważasz? Dlaczego 2+2=4 miałoby być niezmienne?
Bo przecież 2+2=4 to nie wszystko.

A serio, to tutaj "wszystko" jest skrótem, który w rozwinięciu oznacza "wszystko, o czym wiemy, że może być zmienne".

>>>>Powiedz tym bliźniaczkom, że są "ludźmi", a nie ludźmi.
>>> Po pierwsze, nie jest to wiarygodne źródło informacji.
>>To sobie wyszukaj wiarygodnego, masz imiona i nazwisko.
>Zrobię to w wolnej chwili
Łaski nikomu nie robisz.

>>>Po trzecie, mówiąc o człowieku mówię o statystycznym człowieku, przeciętnym przedstawicielu danej populacji
>>Słusznie, to zgodne definicją.
> No więc dlaczego w odpowiedzi powołujesz się na przykład nietypowych istot ludzkich?
Tatiana i Krista nie są tu "przykładowym człowiekiem", lecz przypadkiem pokazującym, że nie tylko język, a co za tym idzie nie tylko pismo, może służyć wymianie myśli między ludźmi.

cr
Elasp (6859 punktów)
>>>>Czy taką podstawę uważasz za wystarczającą?
>>>Zakładasz, że nagle sobie zaprzeczę?
>> Nie, zakładam, że możesz zmienić zdanie
>Ale nadal to zakładasz, czy zmieniłeś zdanie?

Nadal zakładam.

>>>>Czy znasz twierdzenie, którego nie można by w równie dobry sposób uzasadnić odwołując się do twierdzenia (czy faktu), że wszystko się zmienia?
>>>2+2=4.
>>Jeżeli wszystko się zmienia, to chyba może zmienić się i to, że 2+2=4, nie uważasz? Dlaczego 2+2=4 miałoby być niezmienne?
>Bo przecież 2+2=4 to nie wszystko.

Pismo to też nie wszystko.

>A serio, to tutaj "wszystko" jest skrótem, który w rozwinięciu oznacza "wszystko, o czym wiemy, że może być zmienne".

Jeżeli tak, to Twoja argumentacja porusza się po błędnym kole: Argumentujesz, że pismo jest zmienne na podstawie przesłanki: wszystko, o czym wiemy, że może być zmienne, zmienia się. Przecież to, że pismo jest zmienne, jest właśnie przedmiotem Twojej argumentacji.

>>>>>Powiedz tym bliźniaczkom, że są "ludźmi", a nie ludźmi.
>>>> Po pierwsze, nie jest to wiarygodne źródło informacji.
>>>To sobie wyszukaj wiarygodnego, masz imiona i nazwisko.
>>Zrobię to w wolnej chwili
>Łaski nikomu nie robisz.

Nie twierdzę, że robię łaskę.

>>>>Po trzecie, mówiąc o człowieku mówię o statystycznym człowieku, przeciętnym przedstawicielu danej populacji
>>>Słusznie, to zgodne definicją.
>> No więc dlaczego w odpowiedzi powołujesz się na przykład nietypowych istot ludzkich?
>Tatiana i Krista nie są tu "przykładowym człowiekiem", lecz przypadkiem pokazującym, że nie tylko język, a co za tym idzie nie tylko pismo, może służyć wymianie myśli między ludźmi.

Z przykładu tego nie wynika jednak, że ludzie kiedyś nie będą w ogóle posługiwać się pismem. Ja mogę wskazać człowieka o jednej nodze - z tego nie wynika, że kiedyś ludzie będą chodzić o jednej nodze. Przykład ten nie unieważni stwierdzenia, że człowiek to istota dwunożna.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>A serio, to tutaj "wszystko" jest skrótem, który w rozwinięciu oznacza "wszystko, o czym wiemy, że może być zmienne".
> Jeżeli tak, to Twoja argumentacja porusza się po błędnym kole: Argumentujesz, że pismo jest zmienne na podstawie przesłanki: wszystko, o czym wiemy, że może być zmienne, zmienia się. Przecież to, że pismo jest zmienne, jest właśnie przedmiotem Twojej argumentacji.
Nie "argumentuję, że pismo jest zmienne", tylko rozmówcy, który tę oczywistość zignorował przypominam, że tak z tym pismem jest: pismo dlatego może się zmienić, że jest na tym świecie jedną z rzeczy zmiennych.

>>>>>Po trzecie, mówiąc o człowieku mówię o statystycznym człowieku, przeciętnym przedstawicielu danej populacji
>>>>Słusznie, to zgodne definicją.
>>> No więc dlaczego w odpowiedzi powołujesz się na przykład nietypowych istot ludzkich?
>>Tatiana i Krista nie są tu "przykładowym człowiekiem", lecz przypadkiem pokazującym, że nie tylko język, a co za tym idzie nie tylko pismo, może służyć wymianie myśli między ludźmi.
> Z przykładu tego nie wynika jednak, że ludzie kiedyś nie będą w ogóle posługiwać się pismem.
Nie wynika co będzie, ale wynika co być kiedyś może: jeśli porozumienie bez pisma jest możliwe, to zaniku pisma nie da się wykluczyć.

cr
Elasp (6859 punktów)

>Nie "argumentuję, że pismo jest zmienne", tylko rozmówcy, który tę oczywistość zignorował przypominam, że tak z tym pismem jest: pismo dlatego może się zmienić, że jest na tym świecie jedną z rzeczy zmiennych.

Nie, twierdziłaś, że kiedyś przestanie być używane, a nie że może przestać być używane.

>>>>>>Po trzecie, mówiąc o człowieku mówię o statystycznym człowieku, przeciętnym przedstawicielu danej populacji
>>>>>Słusznie, to zgodne definicją.
>>>> No więc dlaczego w odpowiedzi powołujesz się na przykład nietypowych istot ludzkich?
>>>Tatiana i Krista nie są tu "przykładowym człowiekiem", lecz przypadkiem pokazującym, że nie tylko język, a co za tym idzie nie tylko pismo, może służyć wymianie myśli między ludźmi.
>> Z przykładu tego nie wynika jednak, że ludzie kiedyś nie będą w ogóle posługiwać się pismem.

>Nie wynika co będzie, ale wynika co być kiedyś może: jeśli porozumienie bez pisma jest możliwe, to zaniku pisma nie da się wykluczyć.

Twierdziłaś coś więcej - że kiedyś pismo zaniknie, a nie że może zaniknąć.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Nie "argumentuję, że pismo jest zmienne", tylko rozmówcy, który tę oczywistość zignorował przypominam, że tak z tym pismem jest: pismo dlatego może się zmienić, że jest na tym świecie jedną z rzeczy zmiennych.
>Nie, twierdziłaś, że kiedyś przestanie być używane, a nie że może przestać być używane.
To twierdziłam.

>> jeśli porozumienie bez pisma jest możliwe, to zaniku pisma nie da się wykluczyć.
> Twierdziłaś coś więcej - że kiedyś pismo zaniknie, a nie że może zaniknąć.
J/w


cr
Elasp (6859 punktów)
>>>Nie "argumentuję, że pismo jest zmienne", tylko rozmówcy, który tę oczywistość zignorował przypominam, że tak z tym pismem jest: pismo dlatego może się zmienić, że jest na tym świecie jedną z rzeczy zmiennych.
>>Nie, twierdziłaś, że kiedyś przestanie być używane, a nie że może przestać być używane.
> To twierdziłam.
>>> jeśli porozumienie bez pisma jest możliwe, to zaniku pisma nie da się wykluczyć.
>> Twierdziłaś coś więcej - że kiedyś pismo zaniknie, a nie że może zaniknąć.
>J/w

Nieco potem napisałaś: "Przejściowo, wszak pismo jest tylko jednym ze sposobów przekazywania języka mówionego. Który to sposób odejdzie w końcu w niebyt, zrównując piśmiennych z analfabetami."

"Odejdzie", a nie "może odejść", albo "możliwe, że odejdzie".
Pawel077 (1855 punktów)
> "Odejdzie", a nie "może odejść", albo "możliwe, że odejdzie".

Odnoszę wrażenie, że w wyniku tej semantycznej szarpaniny zapomnicie za chwilę o czym w ogóle rozmawiacie.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> Nieco potem napisałaś: "Przejściowo, wszak pismo jest tylko jednym ze sposobów przekazywania języka mówionego. Który to sposób odejdzie w końcu w niebyt, zrównując piśmiennych z analfabetami."
> "Odejdzie", a nie "może odejść", albo "możliwe, że odejdzie".
Bo najpierw postawiłam hipotezę, a potem rozpatrywałam hipotetyczną rzeczywistość.

cr
Elasp (6859 punktów)
>> Nieco potem napisałaś: "Przejściowo, wszak pismo jest tylko jednym ze sposobów przekazywania języka mówionego. Który to sposób odejdzie w końcu w niebyt, zrównując piśmiennych z analfabetami."
>> "Odejdzie", a nie "może odejść", albo "możliwe, że odejdzie".
>Bo najpierw postawiłam hipotezę, a potem rozpatrywałam hipotetyczną rzeczywistość.
>
cr


">Chadwick i Ventri [...] byli pod ogromnym.... urokiem magii pisma lineranego B

>Zapewne tylko oni dwaj, skoro to pismo wyszło z użycia. Z naszym będzie podobnie."

To też tylko hipotetyczna rzeczywistość? Na czym polega owo podobieństwo między pismem linearnym B a naszym? Czy na tym, że tamto wyszło z użycia, a nasze może wyjść z użycia (= wychodzi w hipotetycznej rzeczywistości)? To jest to podobieństwo, o które Ci chodzi? Czy jeżeli mówię: "Kowalski umarł mając lat 65, z Nowakiem będzie podobnie" chcę tylko i wyłącznie powiedzieć, że Nowak może umrzeć mając lat 65?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>> "Odejdzie", a nie "może odejść", albo "możliwe, że odejdzie".
>>Bo najpierw postawiłam hipotezę, a potem rozpatrywałam hipotetyczną rzeczywistość.
>">Chadwick i Ventri [...] byli pod ogromnym.... urokiem magii pisma lineranego B
>>Zapewne tylko oni dwaj, skoro to pismo wyszło z użycia. Z naszym będzie podobnie."
> To też tylko hipotetyczna rzeczywistość? Na czym polega owo podobieństwo między pismem linearnym B a naszym? Czy na tym, że tamto wyszło z użycia, a nasze może wyjść z użycia
To podobieństwo polega wychodzeniu z użycia.

>Czy jeżeli mówię: "Kowalski umarł mając lat 65, z Nowakiem będzie podobnie" chcę tylko i wyłącznie powiedzieć, że Nowak może umrzeć mając lat 65?
Nikt prócz Ciebie nie wie co chcesz powiedzieć.


cr
24-08-2020 08:47 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>>> "Odejdzie", a nie "może odejść", albo "możliwe, że odejdzie".
>>>Bo najpierw postawiłam hipotezę, a potem rozpatrywałam hipotetyczną rzeczywistość.
>>">Chadwick i Ventri [...] byli pod ogromnym.... urokiem magii pisma lineranego B
>>>Zapewne tylko oni dwaj, skoro to pismo wyszło z użycia. Z naszym będzie podobnie."
>> To też tylko hipotetyczna rzeczywistość? Na czym polega owo podobieństwo między pismem linearnym B a naszym? Czy na tym, że tamto wyszło z użycia, a nasze może wyjść z użycia
>To podobieństwo polega wychodzeniu z użycia.

Skąd wiesz, że nasze pismo "wychodzi z użycia"? Czy są jakieś badania na ten temat? "Pismo może wyjść z użycia", "Pismo wychodzi z użycia" - to dwie różne tezy. Której więc bronisz? Pierwszej? Drugiej? Obydwu?

>>Czy jeżeli mówię: "Kowalski umarł mając lat 65, z Nowakiem będzie podobnie" chcę tylko i wyłącznie powiedzieć, że Nowak może umrzeć mając lat 65?
>Nikt prócz Ciebie nie wie co chcesz powiedzieć.

Jak więc Ty rozumiesz słowa: "Kowalski umarł mając lat 65, z Nowakiem będzie podobnie", kiedy usłyszysz taką wypowiedź? Nie wiesz, co chce powiedzieć osoba, która je wypowiada?



chętnie racjonalistka (29094 punktów)
>>>>> "Odejdzie", a nie "może odejść", albo "możliwe, że odejdzie".
>>>>Bo najpierw postawiłam hipotezę, a potem rozpatrywałam hipotetyczną rzeczywistość.
>>>">Chadwick i Ventri [...] byli pod ogromnym.... urokiem magii pisma lineranego B
>>>>Zapewne tylko oni dwaj, skoro to pismo wyszło z użycia. Z naszym będzie podobnie."
>>> To też tylko hipotetyczna rzeczywistość? Na czym polega owo podobieństwo między pismem linearnym B a naszym? Czy na tym, że tamto wyszło z użycia, a nasze może wyjść z użycia
>>To podobieństwo polega wychodzeniu z użycia.
> Skąd wiesz, że nasze pismo "wychodzi z użycia"?
Skąd wiem, że wyjedzie z użycia - przecież napisałam, że będzie podobnie.

> Jak więc Ty rozumiesz słowa: "Kowalski umarł mając lat 65, z Nowakiem będzie podobnie"
Że Nowak umrze mając 65 lat.

cr
Elasp (6859 punktów)
>>>>>> "Odejdzie", a nie "może odejść", albo "możliwe, że odejdzie".
>>>>>Bo najpierw postawiłam hipotezę, a potem rozpatrywałam hipotetyczną rzeczywistość.
>>>>">Chadwick i Ventri [...] byli pod ogromnym.... urokiem magii pisma lineranego B
>>>>>Zapewne tylko oni dwaj, skoro to pismo wyszło z użycia. Z naszym będzie podobnie."
>>>> To też tylko hipotetyczna rzeczywistość? Na czym polega owo podobieństwo między pismem linearnym B a naszym? Czy na tym, że tamto wyszło z użycia, a nasze może wyjść z użycia
>>>To podobieństwo polega wychodzeniu z użycia.
>> Skąd wiesz, że nasze pismo "wychodzi z użycia"?
>Skąd wiem, że wyjedzie z użycia - przecież napisałam, że będzie podobnie.

Nie, napisałaś, że może wyjść z użycia. Tę możliwość uzasadniałaś twierdzeniem, że wszystko, co może się zmienić, zmienia się.

Potem porównujesz nasze pismo z pismem linearnym B. Podobieństwo ma polegać na tym, że nasze pismo wychodzi z użycia.

Jest gramatyczna i semantyczna różnica między "wyjść" a "wychodzić". Na jakiej więc podstawie twierdzisz, że pismo wychodzi z użycia? Innymi słowy: na jakiej podstawie przeprowadzasz analogię miedzy naszym pismem a pismem linearnym B? Analogia nie jest uzasadnieniem - ona sama, tzn. jej przeprowadzenie, wymaga uzasadnienia.

>> Jak więc Ty rozumiesz słowa: "Kowalski umarł mając lat 65, z Nowakiem będzie podobnie"
>Że Nowak umrze mając 65 lat.

Nie, że "może umrzeć"? Jeżeli tak rozumiesz te słowa o Nowaku i Kowalskim (tzn. że Nowak umrze mając lat 65"), dlaczego słowa o naszym piśmie i piśmie linearnym B mają być rozumiane inaczej, tzn. że "będzie podobnie" oznacza w ich przypadku "może wyjść z użycia", a nie "wyjdzie z użycia"?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>>>> "Odejdzie", a nie "może odejść", albo "możliwe, że odejdzie".
>>>>>>Bo najpierw postawiłam hipotezę, a potem rozpatrywałam hipotetyczną rzeczywistość.
>>>>>">Chadwick i Ventri [...] byli pod ogromnym.... urokiem magii pisma lineranego B
>>>>>>Zapewne tylko oni dwaj, skoro to pismo wyszło z użycia. Z naszym będzie podobnie."
>>>>> To też tylko hipotetyczna rzeczywistość? Na czym polega owo podobieństwo między pismem linearnym B a naszym? Czy na tym, że tamto wyszło z użycia, a nasze może wyjść z użycia
>>>>To podobieństwo polega wychodzeniu z użycia.
>>> Skąd wiesz, że nasze pismo "wychodzi z użycia"?
>>Skąd wiem, że wyjedzie z użycia - przecież napisałam, że będzie podobnie.
> Nie, napisałaś, że może wyjść z użycia.

Wcześniej pisałam, że to hipoteza, dokładniej w pierwszej odpowiedzi wątku.

>Tę możliwość uzasadniałaś twierdzeniem, że wszystko, co może się zmienić, zmienia się.
I na nie odpowiedziałeś, nie wiedząc, że uproszczenie zrobiłam. Ale to w ramach dyskusji z Arminiusem było, który - pewnie dlatego, że znał moją pierwszą wypowiedź - tego trybu dokonanego nie zakwestionował.

>>Że Nowak umrze mając 65 lat.
> Nie, że "może umrzeć"?
Nie, chociaż w potocznej rozmowie przyjęcie, że to domniemanie czy prognoza uchodzi.

cr
Elasp (6859 punktów)

>>>> Skąd wiesz, że nasze pismo "wychodzi z użycia"?
>>>Skąd wiem, że wyjedzie z użycia - przecież napisałam, że będzie podobnie.
>> Nie, napisałaś, że może wyjść z użycia.
>Wcześniej pisałam, że to hipoteza, dokładniej w pierwszej odpowiedzi wątku.

No więc właśnie, czy nadal nie widzisz różnicy między twierdzeniami: "pismo może wyjść z użycia" i "pismo wychodzi z użycia"? Zapytam inaczej: czy twierdzisz, że pismo (już teraz) wychodzi z użycia? Jeżeli tak twierdzisz, to na jakiej podstawie?

>>Tę możliwość uzasadniałaś twierdzeniem, że wszystko, co może się zmienić, zmienia się.
>I na nie odpowiedziałeś, nie wiedząc, że uproszczenie zrobiłam. Ale to w ramach dyskusji z Arminiusem było, który - pewnie dlatego, że znał moją pierwszą wypowiedź - tego trybu dokonanego nie zakwestionował.

Nie czyni to Twoich twierdzeń bardziej logicznymi ani bardziej uzasadnionymi.

>>>Że Nowak umrze mając 65 lat.
>> Nie, że "może umrzeć"?
>Nie, chociaż w potocznej rozmowie przyjęcie, że to domniemanie czy prognoza uchodzi.

Domniemanie, a zwłaszcza prognoza (skoro użyłaś takiego słowa) mają to do siebie, że są wydawane na podstawie pewnych świadectw. Jeżeli np. tak zwana prognoza pogody mówi, że jutro będzie (= może być) burza, to tej prognozy nie czyni się na podstawie generalnej przesłanki "pogoda jest zmienna", albo "wszystko, co może się zmienić, zmieni się", i im podobnych, tylko na podstawie bardziej specyficznych danych. Pytam zatem: 1) jakie specyficzne dane skłaniają Cię do przypuszczenia (hipotezy, domniemania, prognozy), że pismo kiedyś przestanie być używane? 2) Jaką wartość - w Twojej ocenie - ma to Twoje przypuszczenie, jeżeli nie jest ono poparte takimi bardziej specyficznymi danymi, a wspiera się tylko na najogólniejszych przesłankach? 3) Czy zaufałabyś prognozie pogody, która głosi, że jutro w Twojej okolicy może spaść śnieg - prognozie opartej wyłącznie na przesłance, że "pogoda jest zmienna", albo na przesłance podobnie ogólnej?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> No więc właśnie, czy nadal nie widzisz różnicy...
Mogłabym odpowiedzieć, ale czy aby nadal pytasz?

>czy twierdzisz, że pismo (już teraz) wychodzi z użycia? Jeżeli tak twierdzisz, to na jakiej podstawie?
Na takiej, że wypierane jest innymi sposobami rejestrowania języka.

> Nie czyni to Twoich twierdzeń bardziej logicznymi ani bardziej uzasadnionymi.
Oczywiście, wszak logiczności i zasadności nie może przybywać w nieskończoność.

>Domniemanie, a zwłaszcza prognoza (skoro użyłaś takiego słowa) mają to do siebie, że są wydawane na podstawie pewnych świadectw.
Nie mają tego do siebie, zarówno domniemania, jak i prognozy zupełnie spokojnie mogą być wyssane z palca nic nie tracąc ze swych właściwości.


cr
25-08-2020 10:21 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Nie mają tego do siebie, zarówno domniemania, jak i prognozy zupełnie spokojnie mogą być wyssane z palca nic nie tracąc ze swych właściwości.

Czy tak należy rozumieć Twoje domniemanie o zaniku pisma? Bo pzecież nie masz dla swojej prognozy żadnych specyficznych danych, które czynią prognozę wartościowym przewidywaniem.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Nie mają tego do siebie, zarówno domniemania, jak i prognozy zupełnie spokojnie mogą być wyssane z palca nic nie tracąc ze swych właściwości.
> Czy tak należy rozumieć Twoje domniemanie o zaniku pisma?
Nie tylko moje, każde.

cr
25-08-2020 15:15 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>>Nie mają tego do siebie, zarówno domniemania, jak i prognozy zupełnie spokojnie mogą być wyssane z palca nic nie tracąc ze swych właściwości.
>> Czy tak należy rozumieć Twoje domniemanie o zaniku pisma?
>Nie tylko moje, każde.

Nie ma domniemań mniej lub bardziej wartościowych? Jeżeli są, jak oceniłabyś swoje domniemanie mówiące o przyszłym zaniku pisma (przypuśćmy w skali 1-10), a jak jutrzejszą prognozę pogody (w tej samej skali)?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>jak oceniłabyś swoje domniemanie mówiące o przyszłym zaniku pisma (przypuśćmy w skali 1-10), a jak jutrzejszą prognozę pogody (w tej samej skali)?
Co to za skala?

cr
25-08-2020 16:39 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>jak oceniłabyś swoje domniemanie mówiące o przyszłym zaniku pisma (przypuśćmy w skali 1-10), a jak jutrzejszą prognozę pogody (w tej samej skali)?
>Co to za skala?

Nigdy nie ocenialas niczego w skali od 1 do 10?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>jak oceniłabyś swoje domniemanie mówiące o przyszłym zaniku pisma (przypuśćmy w skali 1-10), a jak jutrzejszą prognozę pogody (w tej samej skali)?
>>Co to za skala?
> Nigdy nie ocenialas niczego w skali od 1 do 10?
Jeśli oceniałeś, to mi odpowiedz co to za skala.

cr
Elasp (6859 punktów)
>>>>jak oceniłabyś swoje domniemanie mówiące o przyszłym zaniku pisma (przypuśćmy w skali 1-10), a jak jutrzejszą prognozę pogody (w tej samej skali)?
>>>Co to za skala?
>> Nigdy nie ocenialas niczego w skali od 1 do 10?
>Jeśli oceniałeś, to mi odpowiedz co to za skala.
Taka, że np. "10" oznacza stopień najwyższy, a "1" najniższy (lub odwrotnie), pozostałe cyfry oznaczają stopnie pośrednie. Tak jak np. zadowolenie z zakupów możesz wyrazić stosując skalę pięciogwiazdkową.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>>jak oceniłabyś swoje domniemanie mówiące o przyszłym zaniku pisma (przypuśćmy w skali 1-10), a jak jutrzejszą prognozę pogody (w tej samej skali)?
>>>>Co to za skala?
>>> Nigdy nie ocenialas niczego w skali od 1 do 10?
>>Jeśli oceniałeś, to mi odpowiedz co to za skala.
> Taka, że np. "10" oznacza stopień najwyższy...
Stopień czego?

cr
Elasp (6859 punktów)
>>>>>>jak oceniłabyś swoje domniemanie mówiące o przyszłym zaniku pisma (przypuśćmy w skali 1-10), a jak jutrzejszą prognozę pogody (w tej samej skali)?
>>>>>Co to za skala?
>>>> Nigdy nie ocenialas niczego w skali od 1 do 10?
>>>Jeśli oceniałeś, to mi odpowiedz co to za skala.
>> Taka, że np. "10" oznacza stopień najwyższy...
>Stopień czego?

Stopień wartości prognozy wedle Twojej subiektywnej oceny. Np. 10 - prognoza najlepiej uzasadniona, 9 - bardzo dobrze uzasadniona, 8, 7, 6, ..., 3 - prognoza słabo uzasadniona, 2- prognoza praktycznie bezzasadna, 1 - prognoza bezzasadna.

Proszę Cię teraz o to, byś prognozie prognozy na jutro (np. autorstwa IMGW) przyporządkowała wartość od 1 do 10, wedle Twojego subiektywnego odczucia co do uzasadnienia tej prognozy, oraz byś dokonała takiego samego przyporządkowania w przypadku Twojej prognozy mówiącej o tym, że pismo kiedyś wyjdzie z użycia.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>>>>jak oceniłabyś swoje domniemanie mówiące o przyszłym zaniku pisma (przypuśćmy w skali 1-10), a jak jutrzejszą prognozę pogody (w tej samej skali)?
>>>>>>Co to za skala?
>>>>> Nigdy nie ocenialas niczego w skali od 1 do 10?
>>>>Jeśli oceniałeś, to mi odpowiedz co to za skala.
>>> Taka, że np. "10" oznacza stopień najwyższy...
>>Stopień czego?
> Stopień wartości prognozy wedle Twojej subiektywnej oceny. Np. 10 - prognoza najlepiej uzasadniona [...] 1 - prognoza bezzasadna.
Subiektywnie to 10 dla mnie, a dla synoptyków 1.

cr
25-08-2020 23:34 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>Subiektywnie to 10 dla mnie, a dla synoptyków 1.

Sama więc widzisz, jak niewiele wspólnego z racjonalnością mają Twoje wypowiedzi na forum.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Subiektywnie to 10 dla mnie, a dla synoptyków 1.
> Sama więc widzisz, jak niewiele wspólnego z racjonalnością mają Twoje wypowiedzi na forum.
Nie widzę. Oświeć mnie może.


cr
26-08-2020 12:27 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>>Subiektywnie to 10 dla mnie, a dla synoptyków 1.
>> Sama więc widzisz, jak niewiele wspólnego z racjonalnością mają Twoje wypowiedzi na forum.
>Nie widzę. Oświeć mnie może.

Myślę, że będzie lepiej, jeżeli to Ty wykonasz pewną pracę nad sobą.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Nie widzę. Oświeć mnie może.
> Myślę, że będzie lepiej, jeżeli to Ty wykonasz pewną pracę nad sobą.
To właśnie robię, zwracając się o oświecenie do takiego mędrca jak Ty.


cr
26-08-2020 15:15 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>>Nie widzę. Oświeć mnie może.
>> Myślę, że będzie lepiej, jeżeli to Ty wykonasz pewną pracę nad sobą.
>To właśnie robię, zwracając się o oświecenie do takiego mędrca jak Ty.

Powinnaś sama popracować nad sobą i swoimi wypowiedziami na forum i sama się nad sobą zastanowić. Na rozmaite ich mankamenty zwracało Ci uwagę wiele osób. Od siebie dorzucę tylko, że rzuca się w oczy (mnie przynajmniej) brak uzasadnienia dla głoszonych przez Ciebie twierdzeń.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>Nie widzę. Oświeć mnie może.
>>> Myślę, że będzie lepiej, jeżeli to Ty wykonasz pewną pracę nad sobą.
>>To właśnie robię, zwracając się o oświecenie do takiego mędrca jak Ty.
> Powinnaś...
Raczej Ty powinieneś wyjaśnić po co zawracałeś głowę tymi swoimi skalami.

cr
26-08-2020 17:58 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>>>>Nie widzę. Oświeć mnie może.
>>>> Myślę, że będzie lepiej, jeżeli to Ty wykonasz pewną pracę nad sobą.
>>>To właśnie robię, zwracając się o oświecenie do takiego mędrca jak Ty.
>> Powinnaś...
>Raczej Ty powinieneś wyjaśnić po co zawracałeś głowę tymi swoimi skalami.

Może ktoś Ci to wyjaśni, jeżeli znajdzie ochotę i czas, jeżeli nie dojdziesz do tego samodzielnie.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Ty powinieneś wyjaśnić po co zawracałeś głowę tymi swoimi skalami.
>Może ktoś Ci to wyjaśni
To najpierw ja Ci coś wyjaśnię: wyjaśnienie Twoich tekstów jest Twoją powinnością.

cr
Elasp (6859 punktów)

>To najpierw ja Ci coś wyjaśnię: wyjaśnienie Twoich tekstów jest Twoją powinnością.

Dobrze, tylko nie wiem jak rozjaśnić coś, co samo w sobie jest już jasne. Później się okaże, że trzeba będzie wyjaśniać Ci samo wyjaśnienie.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> nie wiem jak rozjaśnić coś, co samo w sobie jest już jasne
A skąd pomysł, że zdanie "Sama więc widzisz, jak niewiele wspólnego z racjonalnością mają Twoje wypowiedzi na forum." jest dla mnie jasne, skoro właśnie ja tę jasność kwestionuję?

cr
28-08-2020 13:14 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>> nie wiem jak rozjaśnić coś, co samo w sobie jest już jasne
>A skąd pomysł, że zdanie "Sama więc widzisz, jak niewiele wspólnego z racjonalnością mają Twoje wypowiedzi na forum." jest dla mnie jasne, skoro właśnie ja tę jasność kwestionuję?

Stąd, że ja kwestionuję wartość Twoich wypowiedzi, a więc i tego co i dlaczego kwestionujesz.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>A skąd pomysł, że zdanie [...] jest dla mnie jasne
> Stąd, że ja kwestionuję wartość Twoich wypowiedzi
Przynajmniej mamy jasność, że opierasz się na własnym widzimisię, a nie na faktach.


cr
28-08-2020 17:10 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>>A skąd pomysł, że zdanie [...] jest dla mnie jasne
>> Stąd, że ja kwestionuję wartość Twoich wypowiedzi
>Przynajmniej mamy jasność, że opierasz się na własnym widzimisię, a nie na faktach.
>
cr

>

Nie, na podstawie Twoich wypowiedzi, jak np. tej, że w dziesięciostopniowej skali wartości swoją hipotezę odnośnie zaniku jezyka oceniasz na 10, a prognozę pogody IMGW na 1.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>swoją hipotezę odnośnie zaniku jezyka oceniasz na 10, a prognozę pogody IMGW na 1.
Bo racjonalnie byłoby oceniać siebie pod Twoje dyktando?

cr
29-08-2020 10:54 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>swoją hipotezę odnośnie zaniku jezyka oceniasz na 10, a prognozę pogody IMGW na 1.
>Bo racjonalnie byłoby oceniać siebie pod Twoje dyktando?

Nie, pod dyktando świadectw, których jest bardzo wiele w przypadku prognozy pogody i bardzo niewiele w przypadku Twojej prognozy.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> Nie, pod dyktando świadectw, których jest bardzo wiele w przypadku prognozy pogody i bardzo niewiele w przypadku Twojej prognozy.
I z tych świadectw wynika, że prognozowanie pogody od czasu do czasu chybia, czego mojej prognozie zarzucić się nie da.

cr
Elasp (6859 punktów)
>> Nie, pod dyktando świadectw, których jest bardzo wiele w przypadku prognozy pogody i bardzo niewiele w przypadku Twojej prognozy.
>I z tych świadectw wynika, że prognozowanie pogody od czasu do czasu chybia, czego mojej prognozie zarzucić się nie da.

Którą z dwóch prognoz wybierzesz a) Jutro będzie deszcz, b) Jutro będzie deszcz lub jutro nie będzie deszczu - ? Którą weźmiesz pod uwagę wybierając się jutro np. na wycieczkę albo w podróż?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> Którą z dwóch prognoz wybierzesz a) Jutro będzie deszcz, b) Jutro będzie deszcz lub jutro nie będzie deszczu - ?
Serio opcja b) coś prognozuje?


cr
Elasp (6859 punktów)
>> Którą z dwóch prognoz wybierzesz a) Jutro będzie deszcz, b) Jutro będzie deszcz lub jutro nie będzie deszczu - ?
>Serio opcja b) coś prognozuje?

Serio. Którą więc wybierasz prognozę, a) czy b)?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>> Którą z dwóch prognoz wybierzesz a) Jutro będzie deszcz, b) Jutro będzie deszcz lub jutro nie będzie deszczu - ?
>>Serio opcja b) coś prognozuje?
>Serio.
A co konkretnie?

cr
Elasp (6859 punktów)
>>>> Którą z dwóch prognoz wybierzesz a) Jutro będzie deszcz, b) Jutro będzie deszcz lub jutro nie będzie deszczu - ?
>>>Serio opcja b) coś prognozuje?
>>Serio.
>A co konkretnie?

To, że będzie deszcz albo go nie będzie. Zatem co wybierasz?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> będzie deszcz albo go nie będzie.
To jest oczywistość, nie prognoza,

cr
Elasp (6859 punktów)
>> będzie deszcz albo go nie będzie.
>To jest oczywistość, nie prognoza,

Oczywistość nie może być przedmiotem prognozy? Kto tak powiedział? Zdaje się, że wolałaś swoja prognozę nad prognozę pogodny właśnie z racji trudności w jej obaleniu.

Odpowiesz, jaki jest więc Twój wybór, a) czy b)?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> Oczywistość nie może być przedmiotem prognozy? Kto tak powiedział?
Ta definicja prognozy.


cr
Elasp (6859 punktów)
>> Oczywistość nie może być przedmiotem prognozy? Kto tak powiedział?
> Ta definicja prognozy.

W jaki sposób, zgodnie ze słownikową definicją prognozy, prognoza nie może głosić, że będzie jutro deszcz lub nie będzie jutro deszczu?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> W jaki sposób, zgodnie ze słownikową definicją prognozy, prognoza nie może głosić, że będzie jutro deszcz lub nie będzie jutro deszczu?
Bo to przewidywanie zapowiada nie zjawisko czy zdarzenie, lecz oczywistość.

cr
Elasp (6859 punktów)
>> W jaki sposób, zgodnie ze słownikową definicją prognozy, prognoza nie może głosić, że będzie jutro deszcz lub nie będzie jutro deszczu?
>Bo to przewidywanie zapowiada nie zjawisko czy zdarzenie, lecz oczywistość.

To, że jutro deszcz będzie padać albo nie będzie padać, to oczywistość dla kogo?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> To, że jutro deszcz będzie padać albo nie będzie padać, to oczywistość dla kogo?
Dla każdego logicznie myślącego.

cr
Elasp (6859 punktów)
>> To, że jutro deszcz będzie padać albo nie będzie padać, to oczywistość dla kogo?
>Dla każdego logicznie myślącego

Skąd wiesz, co jest oczywistością dla każdego logicznie myślącego, a co nie? Nie podejrzewam, że np. Alfred Tarski nie był myślącym logicznie, a jednak uważał on prawo wyłączonego środka oraz jego podstawienia za nieoczywiste, podobnie Jan Łukasiewicz. Zbudował nawet w konsekwencji logikę trójwartościową. W logice Łukasiewicza nie jest prawdą, że deszcz będzie padać lub nie będzie padać. Nie jest to więc tym bardziej oczywistość.

Czy zatem Twoim zdaniem Tarski i Łukasiewicz nie byli myślącymi logicznie, skoro to, że jutro będzie padać lub nie będzie padać jest oczywistością dla każdego logicznie myślącego, a dla nich taką oczywistością nie było?

Poza tym mówiąc o oczywistości, odnosisz się do zdania. Oczywistością jest (lub nie jest) zdanie "Deszcz będzie padać albo nie będzie padać". Tymczasem jest coś takiego jak desygnat zdania, czyli fakt, który może być przedmiotem przewidywania lub prognozy. Prognozujemy i przewidujemy fakty (zdarzenia), a nie zdania. Czy uważasz, że zdania, będące oczywistosciami, to zdania bez desygnatów, a więc nie odnoszące się do żadnych faktów, a jeżeli tak uważasz, to na jakiej podstawie?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>> To, że jutro deszcz będzie padać albo nie będzie padać, to oczywistość dla kogo?
>>Dla każdego logicznie myślącego
> Skąd wiesz, co jest oczywistością dla każdego logicznie myślącego, a co nie?
Stąd, że "nieprawda że p i nie p" jest fundamentem logiki.

> W logice Łukasiewicza nie jest prawdą, że deszcz będzie padać lub nie będzie padać.
To pewnie tym bardziej w jego logice nie jest prawdą, że istnieje tylko jego logika.

cr
Elasp (6859 punktów)
>>>> To, że jutro deszcz będzie padać albo nie będzie padać, to oczywistość dla kogo?
>>>Dla każdego logicznie myślącego
>> Skąd wiesz, co jest oczywistością dla każdego logicznie myślącego, a co nie?
>Stąd, że "nieprawda że p i nie p" jest fundamentem logiki.

Logiki klasycznej. Poza tym nie "fundamentem", tylko jednym z twierdzeń. Nie jest to aksjomat klasycznego rachunku zdań, tylko jedno z twierdzeń.

>> W logice Łukasiewicza nie jest prawdą, że deszcz będzie padać lub nie będzie padać.
>To pewnie tym bardziej w jego logice nie jest prawdą, że istnieje tylko jego logika.

Pytałem, czy uważasz Tarskiego i Łukasiewicza za nie myślących logicznie. Pytałem także, czy uważasz, że zdania oczywiste takie jak "Deszcz będzie jutro padać lub nie będzie jutro padać" to zdania bez desygnatów (bez odniesienia do faktów).
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>> To, że jutro deszcz będzie padać albo nie będzie padać, to oczywistość dla kogo?
>>>>Dla każdego logicznie myślącego
>>> Skąd wiesz, co jest oczywistością dla każdego logicznie myślącego, a co nie?
>>Stąd, że "nieprawda że p i nie p" jest fundamentem logiki.
> Logiki klasycznej. Poza tym nie "fundamentem", tylko jednym z twierdzeń.
Spoko, dość, że nie jest prognozą.

>>> W logice Łukasiewicza nie jest prawdą, że deszcz będzie padać lub nie będzie padać.
>>To pewnie tym bardziej w jego logice nie jest prawdą, że istnieje tylko jego logika.
> Pytałem, czy uważasz Tarskiego i Łukasiewicza za nie myślących logicznie.
Nieistotne co uważam, liczy się jak jest.


cr
Elasp (6859 punktów)
>>>>>> To, że jutro deszcz będzie padać albo nie będzie padać, to oczywistość dla kogo?
>>>>>Dla każdego logicznie myślącego
>>>> Skąd wiesz, co jest oczywistością dla każdego logicznie myślącego, a co nie?
>>>Stąd, że "nieprawda że p i nie p" jest fundamentem logiki.
>> Logiki klasycznej. Poza tym nie "fundamentem", tylko jednym z twierdzeń.
>Spoko, dość, że nie jest prognozą.

To musisz jednak wykazać.

>>>> W logice Łukasiewicza nie jest prawdą, że deszcz będzie padać lub nie będzie padać.
>>>To pewnie tym bardziej w jego logice nie jest prawdą, że istnieje tylko jego logika.
>> Pytałem, czy uważasz Tarskiego i Łukasiewicza za nie myślących logicznie.
>Nieistotne co uważam, liczy się jak jest.

Przypuścimy, że jest istotne, więc - ?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Spoko, dość, że nie jest prognozą.
>To musisz jednak wykazać.
OK: 'deszcz lub nie deszcz' nie jest zdarzeniem.

>>Nieistotne co uważam, liczy się jak jest.
> Przypuścimy, że jest istotne, więc - ?
Więc sobie coś wymyśl i baw się dobrze.

cr
Elasp (6859 punktów)
>>>Spoko, dość, że nie jest prognozą.
>>To musisz jednak wykazać.
>OK: 'deszcz lub nie deszcz' nie jest zdarzeniem.

Dlaczego nie jest zdarzeniem? Nigdy się nie zdarzyło, że deszcz padał lub nie padał? Wydaje mi się, że zdarza się to zawsze.

>>>Nieistotne co uważam, liczy się jak jest.
>> Przypuścimy, że jest istotne, więc - ?
>Więc sobie coś wymyśl i baw się dobrze.

Nie muszę wymyślać - z tego co mówisz wynika, że Tarski i Łukasiewicz nie byli ludźmi myślącymi logicznie.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Nigdy się nie zdarzyło, że deszcz padał lub nie padał? Wydaje mi się, że zdarza się to zawsze.
Nic nie zachodzi zarówno zawsze jak i tylko czasami.

>>>>Nieistotne co uważam, liczy się jak jest.
>>> Przypuścimy, że jest istotne, więc - ?
>>Więc sobie coś wymyśl i baw się dobrze.
> Nie muszę wymyślać
Nie twierdzę, że musisz.

cr
Elasp (6859 punktów)
>>Nigdy się nie zdarzyło, że deszcz padał lub nie padał? Wydaje mi się, że zdarza się to zawsze.
>Nic nie zachodzi zarówno zawsze jak i tylko czasami.

A to, że nic nie zachodzi zarówno zawsze jak i tylko czasami, zachodzi zawsze, czasami czy nigdy?

A zdarzenie pewne w rachunku prawdopodobieństwa? Przecież to, że deszcz pada lub nie pada to zdarzenie pewne zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa. Zdążyłaś już odrzucić współczesna logikę, czy odrzucasz także współczesną matematykę?

>>>>>Nieistotne co uważam, liczy się jak jest.
>>>> Przypuścimy, że jest istotne, więc - ?
>>>Więc sobie coś wymyśl i baw się dobrze.
>> Nie muszę wymyślać
>Nie twierdzę, że musisz.

Odpowiesz na pytanie? Robisz wszystko, żeby tego nie zrobić.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> A to, że nic nie zachodzi zarówno zawsze jak i tylko czasami, zachodzi zawsze, czasami czy nigdy?
Wyjaśnienie tkwi w definicji użytego przeze mnie zaimka 'nic'.

> Odpowiesz na pytanie? Robisz wszystko, żeby tego nie zrobić.
Albowiem Twoje pytanie nie dotyczy żadnego z moich twierdzeń.

cr
Elasp (6859 punktów)
>> A to, że nic nie zachodzi zarówno zawsze jak i tylko czasami, zachodzi zawsze, czasami czy nigdy?
>Wyjaśnienie tkwi w definicji użytego przeze mnie zaimka 'nic'.

Wyjaśnienie czego?

>> Odpowiesz na pytanie? Robisz wszystko, żeby tego nie zrobić.
>Albowiem Twoje pytanie nie dotyczy żadnego z moich twierdzeń.

Czy logiczne konsekwencje Twoich twierdzeń są Twoimi twierdzeniami? Innymi słowy, czy uznajesz logiczne konsekwencje własnych twierdzeń?

Pytam po raz kolejny: czy Tarski i Łukasiewicz nie byli ludźmi myślącymi logiczne, skoro nie uznawali zasady wyłączonego środka (i ich podstawień) za oczywistość?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Wyjaśnienie tkwi w definicji użytego przeze mnie zaimka 'nic'.
> Wyjaśnienie czego?
Tego, o co zapytałeś.

>>> Odpowiesz na pytanie? Robisz wszystko, żeby tego nie zrobić.
>>Albowiem Twoje pytanie nie dotyczy żadnego z moich twierdzeń.
> Czy logiczne konsekwencje Twoich twierdzeń są Twoimi twierdzeniami?
Mogę je uznać, ale nie muszę, więc co do zasady, to w sporze zasadności każdego swojego pytania trzeba dowieść.


cr
Elasp (6859 punktów)
>>>Wyjaśnienie tkwi w definicji użytego przeze mnie zaimka 'nic'.
>> Wyjaśnienie czego?
>Tego, o co zapytałeś.

Pytałem też o to, czy uznajesz istnienie zdarzeń pewnych, o jakich mówi rachunek prawdopodobieństwa.

>>>> Odpowiesz na pytanie? Robisz wszystko, żeby tego nie zrobić.
>>>Albowiem Twoje pytanie nie dotyczy żadnego z moich twierdzeń.
>> Czy logiczne konsekwencje Twoich twierdzeń są Twoimi twierdzeniami?
>Mogę je uznać, ale nie muszę, więc co do zasady, to w sporze zasadności każdego swojego pytania trzeba dowieść.

Musisz, jeżeli jesteś racjonalna. Pytam: czy Tarski i Łukasiewicz byli ludźmi nie myślącymi logicznie?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> Pytałem też o to, czy uznajesz
To pytanie nie dotyczy faktów.

>>> Czy logiczne konsekwencje Twoich twierdzeń są Twoimi twierdzeniami?
>>Mogę je uznać, ale nie muszę, więc co do zasady, to w sporze zasadności każdego swojego pytania trzeba dowieść.
> Musisz, jeżeli jesteś racjonalna.
Nie muszę, racjonalizm jedynie nie pozwoli mi takim logicznym wnioskom przeczyć.

cr
Elasp (6859 punktów)
>> Pytałem też o to, czy uznajesz
>To pytanie nie dotyczy faktów.
>>>> Czy logiczne konsekwencje Twoich twierdzeń są Twoimi twierdzeniami?
>>>Mogę je uznać, ale nie muszę, więc co do zasady, to w sporze zasadności każdego swojego pytania trzeba dowieść.
>> Musisz, jeżeli jesteś racjonalna.
>Nie muszę, racjonalizm jedynie nie pozwoli mi takim logicznym wnioskom przeczyć.
>
cr

>

Innymi słowy, nie odpowiesz ani na jedno, ani na drugie pytanie?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Innymi słowy, nie odpowiesz ani na jedno, ani na drugie pytanie?
Nie muszę na to pytanie odpowiadać.

cr
Elasp (6859 punktów)
>>Innymi słowy, nie odpowiesz ani na jedno, ani na drugie pytanie?
>Nie muszę na to pytanie odpowiadać.

Właściwie w jakim celu jesteś na "Racjonaliście"?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> Właściwie w jakim celu jesteś na "Racjonaliście"?
M.in. po to, żeby demaskować erystykę.

cr
05-09-2020 19:28 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>> Właściwie w jakim celu jesteś na "Racjonaliście"?
>M.in. po to, żeby demaskować erystykę.

A poza tym, w jakim celu?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>> Właściwie w jakim celu jesteś na "Racjonaliście"?
>>M.in. po to, żeby demaskować erystykę.
> A poza tym, w jakim celu?
Żebyś się pytał.


cr
06-09-2020 14:37 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>> Właściwie w jakim celu jesteś na "Racjonaliście"?
>M.in. po to, żeby demaskować erystykę.

Taa. A Hitler był miłośnikiem pokoju na świecie.
Najpierw wywołujesz pożar, a potem udajesz, że go gasisz, lejąc benzynę.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Najpierw wywołujesz pożar, a potem udajesz, że go gasisz
Sugerujesz, że to niedobra kolejność?

cr
22-08-2020 13:55 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>A serio, to tutaj "wszystko" jest skrótem, który w rozwinięciu oznacza "wszystko, o czym wiemy, że może być zmienne".

Prawda, że to denerwujące (i utrudniające dyskusję), gdy ktoś udaje, że nie rozumie pewnych skrótów myślowych, których potoczne znaczenie jest powszechnie przyjęte lub wynika z kontekstu wypowiedzi i "rżnie głupa", bawiąc się w purystę językowego? A jak ktoś jeszcze dodatkowo próbuje (tak ja ty) manipulować wypowiedziami i wyrywać z kontekstu fragmenty, które miały pierwotnie inne znaczenie, to już zupełnie odechciewa się dyskusji.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Prawda, że to denerwujące (i utrudniające dyskusję), gdy ktoś udaje, że nie rozumie pewnych skrótów myślowych, których potoczne znaczenie jest powszechnie przyjęte lub wynika z kontekstu
Moje ew. zdenerwowanie, to mój problem; jeśli pytanie jest rzeczowe i wynika z naszego twierdzenia, to trzeba rzeczowo odpowiedzieć.

>"rżnie głupa", bawiąc się w purystę językowego?
Kto ma się za mądrzejszego, nie powinien się dziwić głupocie rozmówcy, a języka to zawsze powinno się używać ze starannością.

> A jak ktoś jeszcze dodatkowo próbuje [...] manipulować wypowiedziami i wyrywać z kontekstu fragmenty,
Póki nie ma się dowodów na manipulację, trzeba rozmówcę cierpliwie korygować, wszak każdy nasz oponent to tylko głuptasek, który jako taki ma prawo nie rozumieć nawet najprostszych rzeczy.

>...to już zupełnie odechciewa się dyskusji.
Dyskusji to nikomu się nie chce; wykazać intelektualną wyższość - oto czego każdy tutaj chce.

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>Kto ma się za mądrzejszego, nie powinien się dziwić głupocie rozmówcy, a języka to zawsze powinno się używać ze starannością.

Nie zawsze. Język potoczny ma swoje prawa i często używa pojęć w innym znaczeniu, niż wynika to z ich oficjalnych definicji. Jeśli np. napiszę że: "fajnie się gadało ale muszę już lecieć" , albo "muszę już spadać", to każdy, kto w miarę swobodnie posługuje się językiem polskim, zrozumie co chciałem przez to powiedzieć i że nie użyłem terminów "lecieć" i "spadać" w ich ścisłym, oficjalnym znaczeniu. Tobie niestety często się zdarza udawać, że nie rozumiesz mowy potocznej i skrótów myślowych i złośliwie czepiasz się słówek, odciągając dyskusję od meritum.

>Póki nie ma się dowodów na manipulację, trzeba rozmówcę cierpliwie korygować,

Tu masz dowód.
Mój wpis wyglądał tak:
>Oczywiście, że nie myślimy wyłącznie językiem. Zwierzęta też przecież myślą i potrafią rozwiązywać problemy. Ale bez języka nie da się myśleć i komunikować na wyższym poziomie i nie da się zapisywać wiedzy.

A tak wyglądała twoja manipulacja:
>>Oczywiście, że nie myślimy wyłącznie językiem. [...] Ale bez języka nie da się myśleć
>To pomyśl dlaczego uwikłałeś się tu w sprzeczność.

>Dyskusji to nikomu się nie chce; wykazać intelektualną wyższość - oto czego każdy tutaj chce.

Mów za siebie. Tobie chyba rzeczywiście tylko o to chodzi. Bo popisujesz się tutaj, wyszukując - często nieistotne i nie mające wpływu na meritum - nieścisłości językowe, mimo że sama nie jesteś od nich wolna. Pół biedy, gdybyś skupiała się tylko na tym, ale ty - co wykazałem wyżej - manipulujesz wypowiedziami i przekręcasz je w taki sposób, by móc później wykazać ich wewnętrzną sprzeczność (której w oryginalnej wypowiedzi nie było).
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Tobie niestety często się zdarza udawać, że nie rozumiesz mowy potocznej i skrótów myślowych i złośliwie czepiasz się słówek, odciągając dyskusję od meritum.
Udowodnisz udawanie i złośliwość?

>>Póki nie ma się dowodów na manipulację, trzeba rozmówcę cierpliwie korygować,
>Tu masz dowód.
>Mój wpis wyglądał tak:
>>Oczywiście, że nie myślimy wyłącznie językiem. Zwierzęta też przecież myślą i potrafią rozwiązywać problemy. Ale bez języka nie da się myśleć i komunikować na wyższym poziomie i nie da się zapisywać wiedzy.
>A tak wyglądała twoja manipulacja:
>>>Oczywiście, że nie myślimy wyłącznie językiem. [...] Ale bez języka nie da się myśleć
>>To pomyśl dlaczego uwikłałeś się tu w sprzeczność.
Podtrzymuję, że popadłeś w sprzeczność, którą uwypukliłam przykrojeniem cytatu. W ten sposób łatwiej zobaczyć, że powołując się na ten swój wyimaginowany "wyższy poziom myślenia" myśleniu przeciwstawiłeś... Myślenie! (Naciągnąłeś tak bardzo, że wyszło sprzecznie.)

>popisujesz się tutaj, wyszukując - często nieistotne i nie mające wpływu na meritum - nieścisłości
Nieścisłości zawsze mogą się okazać istotne.

cr
23-08-2020 17:25 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Udowodnisz udawanie i złośliwość?

Nie udowodnię. Trudno udowodnić coś takiego. Odnoszę po prostu takie wrażenie i myślę, że jest to dla ciebie komplement. Bo opcje są dwie: albo "rżniesz głupa", albo ... twoje możliwości intelektualne nie pozwalają ci na zrozumienie prostych komunikatów. Którą opcję wolisz?

>Podtrzymuję, że popadłeś w sprzeczność, którą uwypukliłam przykrojeniem cytatu. W ten sposób łatwiej zobaczyć, że powołując się na ten swój wyimaginowany "wyższy poziom myślenia" myśleniu przeciwstawiłeś... Myślenie! (Naciągnąłeś tak bardzo, że wyszło sprzecznie.)

Bzdura. Przeciwstawiłem myślenie na niższym poziomie (które nie potrzebuje języka), mysleniu na wyższym poziomie (które potrzebuje języka). I ten językowy (wyższy) poziom myślenia nie jest wyimaginowany - jest faktem. Jeśli napiszę, że transport na osiołku jest wolniejszy niż transport lotniczy, to popadam w sprzeczność, bo przeciwstawiam transport transportowi?

>Nieścisłości zawsze mogą się okazać istotne.

Ale często nie są istotne. Może więc zwracaj na nie uwagę tylko wtedy, gdy mają znaczenie dla prawidłowego zrozumienia informacji.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Udowodnisz udawanie i złośliwość?
>Nie udowodnię. Trudno udowodnić coś takiego.
I tylko pomawiać łatwo.

>opcje są dwie: albo "rżniesz głupa", albo ... twoje możliwości intelektualne nie pozwalają ci na zrozumienie prostych komunikatów. Którą opcję wolisz?
A dopiero co pisałam, że każdy tutaj chce wykazać intelektualną wyższość; pamiętasz co mi odpowiedziałeś?

>Przeciwstawiłem myślenie na niższym poziomie (które nie potrzebuje języka), mysleniu na wyższym poziomie (które potrzebuje języka). I ten językowy (wyższy) poziom myślenia nie jest wyimaginowany - jest faktem.
Bo skąd pomysł, żeby mówić o dwóch poziomach myślenia, jakby nie było innych niż 2 wielkości?

>>Nieścisłości zawsze mogą się okazać istotne.
>Ale często nie są istotne. Może więc zwracaj na nie uwagę tylko wtedy, gdy mają znaczenie dla prawidłowego zrozumienia informacji.
Chcesz za mnie decydować, a może od razu dyskutować ze sobą?

A nieścisłości zawsze mogą się okazać istotne.

cr
24-08-2020 01:56 
 Ocena 2 na 2
Pawel077 (1855 punktów)
>>>Udowodnisz udawanie i złośliwość?
>>Nie udowodnię. Trudno udowodnić coś takiego.
>I tylko pomawiać łatwo.

Zawsze możesz wybrać tę drugą opcję.
A tak poza tym, to nie jestem chyba pierwszy, który cię o to pomawia, więc może jednak jest coś na rzeczy. Jest takie powiedzenie: "Jeśli jedna osoba mówi ci, że jesteś koniem - wyśmiej ją. Jeśli dwie osoby to mówią - przemyśl to. Jeśli trzy osoby - kup sobie siodło". Ile już osób mówiło ci, że jesteś koniem?

>>opcje są dwie: albo "rżniesz głupa", albo ... twoje możliwości intelektualne nie pozwalają ci na zrozumienie prostych komunikatów. Którą opcję wolisz?
>A dopiero co pisałam, że każdy tutaj chce wykazać intelektualną wyższość; pamiętasz co mi odpowiedziałeś?

Pamiętam. W skrócie: zarzuciłem ci, że czepiasz się nieistotnych pierdół (które nie mają wpływu na meritum) oraz że manipulujesz moimi wpisami. Który z tych grzechów popełniłem i w którym miejscu?

>Bo skąd pomysł, żeby mówić o dwóch poziomach myślenia, jakby nie było innych niż 2 wielkości?

Ale po co mamy mówić o innych poziomach myślenia, skoro dla meritum naszej dyskusji nie ma to żadnego znaczenia (potwierdzasz w ten sposób jeden z moich zarzutów wobec ciebie - próbujesz rozpieprzyć dyskusję nieistotnymi sprawami). Ty chyba zapomniałaś czego dotyczył ten fragment naszej dyskusji. A chodziło o to, czy można zastąpić komunikację przy pomocy języka, jakąś inną formą komunikacji (pozajęzykowej). Otóż ja argumentowałem, że nie można, ponieważ nie da się przekazywać złożonych, precyzyjnych informacji (takich jak np. posty na tym forum) bez języka. I nie ma tu znaczenia, czy przekazywanie takich informacji odbywa się przy pomocy mowy, pisma, czy transferu myśli - zawsze musi być to zrobione z użyciem języka (tylko proste, nieskomplikowane informacje da się przekazać bez pomocy języka). Nie potrafiłaś odeprzeć tego argumentu, więc postanowiłaś przekręcić moją wypowiedź, by potem ogłosić jej wewnętrzną sprzeczność. To było bardzo słabe i nieeleganckie.

>>Ale często nie są istotne. Może więc zwracaj na nie uwagę tylko wtedy, gdy mają znaczenie dla prawidłowego zrozumienia informacji.
>Chcesz za mnie decydować, a może od razu dyskutować ze sobą?

Chcę cię poprosić, byś łaskawie nie "rżnęła głupa". Bo ja bym z tobą chętnie podyskutował, ale odnośnie sedna sprawy, a nie definicji takiego czy innego pojęcia, które dla tego sedna nie ma większego (lub żadnego) znaczenia.

>A nieścisłości zawsze mogą się okazać istotne.

No to będziemy się martwić jak się okażą istotne. Jeśli jakiś termin okaże się istotny dla tematu, a jego rozumienie będzie budziło wątpliwości, to wtedy jak najbardziej można się tym zająć.
24-08-2020 11:50 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>Udowodnisz udawanie i złośliwość?
>>>Nie udowodnię. Trudno udowodnić coś takiego.
>>I tylko pomawiać łatwo.
>Zawsze możesz wybrać tę drugą opcję.
Jaką 'drugą opcję'? (Czytaj na co odpowiadasz.)

>A tak poza tym, to nie jestem chyba pierwszy, który cię o to pomawia
Nie jesteś, jak już wspomniałam pomawiać jest łatwo.

>Jest takie powiedzenie: "Jeśli jedna osoba mówi ci, że jesteś koniem - wyśmiej ją. Jeśli dwie osoby to mówią - przemyśl to. Jeśli trzy osoby - kup sobie siodło". Ile już osób mówiło ci, że jesteś koniem?
Twoja zasada, Twoi sojusznicy, to sobie ich licz; ja wybieram bezkompromisowość horacowskiego "sapere aude".

>>>opcje są dwie: albo "rżniesz głupa", albo ... twoje możliwości intelektualne nie pozwalają ci na zrozumienie prostych komunikatów. Którą opcję wolisz?
>>A dopiero co pisałam, że każdy tutaj chce wykazać intelektualną wyższość; pamiętasz co mi odpowiedziałeś?
>Pamiętam. W skrócie: zarzuciłem ci, że czepiasz się nieistotnych pierdół
Pitolisz; odpowiedziałeś "mów za siebie". O czym Ci przypomniałam, skoro na intelekt się licytujesz.

>Ale po co mamy mówić o innych poziomach myślenia, skoro dla meritum naszej dyskusji nie ma to żadnego znaczenia
OK, ale to Ty argumentowałeś tymi poziomami.

>A chodziło o to, czy można zastąpić komunikację przy pomocy języka, jakąś inną formą komunikacji (pozajęzykowej). Otóż ja argumentowałem, że nie można, ponieważ nie da się przekazywać złożonych, precyzyjnych informacji (takich jak np. posty na tym forum) bez języka. I nie ma tu znaczenia, czy przekazywanie takich informacji odbywa się przy pomocy mowy, pisma, czy transferu myśli - zawsze musi być to zrobione z użyciem języka (tylko proste, nieskomplikowane informacje da się przekazać bez pomocy języka).
Koncepcja myśli z słów kupy się nie trzyma, bo czym by było dobieranie właściwych słów w wypowiedzi i do czego niby miałyby być dobrane?

>Nie potrafiłaś odeprzeć tego argumentu, więc postanowiłaś przekręcić moją wypowiedź, by potem ogłosić jej wewnętrzną sprzeczność. To było bardzo słabe i nieeleganckie.
Ok, przepraszam, rozkojarzyłam się przy tych różnych poziomach myślenia.

>Chcę cię poprosić, byś łaskawie nie "rżnęła głupa".
Na to nie licz, rżnięcie głupa to świetna metoda, która zawsze coś z rozmówcy wydobędzie; z mądrego zwykle mądrość, a z głupiego zwykle... chamstwo.

>>A nieścisłości zawsze mogą się okazać istotne.
>No to będziemy się martwić jak się okażą istotne.
I jak się niby odnieść do nieścisłej wypowiedzi?

>Jeśli jakiś termin okaże się istotny dla tematu
Tematowi to rurka, adresatem wypowiedzi jest rozmówca, to on potrzebuje doprecyzowania i on wie kiedy tego potrzebuje. Zwykle natychmiast, bo niby do czego miałby się odnieść, skoro nie sprecyzowano o co kaman?

cr
24-08-2020 14:41 
 Ocena 3 na 3
Pawel077 (1855 punktów)
>Jaką 'drugą opcję'? (Czytaj na co odpowiadasz.)

Jak to jaką? Skoro uważasz, że pierwsza opcja (rżnięcie głupa, czyli udawanie, że nie rozumiesz prostych i zrozumiałych dla innych komunikatów) jest pomówieniem, to pozostaje druga opcja (bycie głupem, czyli nierozumienie prostych i zrozumiałych dla innych komunikatów).

>Twoja zasada, Twoi sojusznicy, to sobie ich licz; ja wybieram bezkompromisowość horacowskiego "sapere aude".

Możesz się tak dowartościowywać, ale wiele z twoich wpisów nie wynika wcale z odwagi bycia mądrą, tylko z chorobliwej potrzeby dzielenia włosa na czworo, w sytuacjach gdy zupełnie nie ma takiej potrzeby, bo każdy (z tobą włącznie) rozumie istotę tematu.

>Pitolisz; odpowiedziałeś "mów za siebie". O czym Ci przypominam, skoro się na intelekt licytujesz.

Ale przecież to był tylko wstęp, który w kolejnych zdaniach uzasadniłem (znowu cytujesz fragment, który był najmniej istotny - cała ty). To, że ty najwyraźniej masz potrzebę błyszczeć na tym forum swoim precyzyjnym do granic absurdu intelektem (potocznie zwanym upierdliwością), nie znaczy, że każdy ma taką potrzebę. Zrozum, że ludzie na forum chcą się czasem po prostu wymienić opiniami, nie zastanawiając się sto razy nad każdym słowem, bo zza rogu może wyskoczyć chętnie racjonalistka ze swoim batem puryzmu językowego. Może cię to zaszokować, ale ludzie bez twojej pomocy całkiem nieźle się rozumieją.

>>Ale po co mamy mówić o innych poziomach myślenia, skoro dla meritum naszej dyskusji nie ma to żadnego znaczenia
>OK, ale to Ty argumentowałeś tymi poziomami.

Ale, po pierwsze, tylko dwoma, a po drugie ... znowu manipulujesz. Jeden z tych poziomów myślenia (pozajęzykowy), to ty włączyłaś do dyskusji (to był twój argument), a ja tylko przeciwstawiłem mu poziom językowy, jako niezbędny do złożonej, precyzyjnej komunikacji.

>Koncepcja myśli z słów kupy się nie trzyma, bo czym by było dobieranie właściwych słów w wypowiedzi i do czego niby miałyby być dobrane?

Myśli przybierają formy naszych zmysłów. Można zatem myśleć zapachem, smakiem, dotykiem, wzrokiem (obrazem), dźwiękiem. W tych trzech ostatnich przypadkach (dotyk, obraz, dźwięk) można myśleć również językiem (alfabet Braille'a, pismo, mowa). Ale tylko przy pomocy języka można myśleć precyzyjnie o skomplikowanych zagadnieniach. Bez języka nie byłoby cywilizacji.

>>Nie potrafiłaś odeprzeć tego argumentu, więc postanowiłaś przekręcić moją wypowiedź, by potem ogłosić jej wewnętrzną sprzeczność. To było bardzo słabe i nieeleganckie.
>Ok, przepraszam, rozkojarzyłam się przy tych różnych poziomach myślenia.

Jak byś skupiła się na poziomie językowym, to nie miałabyś tego problemu.

>>Chcę cię poprosić, byś łaskawie nie "rżnęła głupa".
>Na to nie licz, rżnięcie głupa to świetna metoda,

Czyli jednak pierwsza opcja. I po co było zaprzeczać?

>która zawsze coś z rozmówcy wydobędzie; z mądrego zwykle mądrość, a z głupiego zwykle... chamstwo.

Zwykle wydobywa irytację, która może się czasem objawiać w postaci chamstwa (to zależy od kultury i siły nerwów poirytowanego).

>I jak się niby odnieść do nieścisłej wypowiedzi?
Nie ważne jak - ważne kiedy. Wtedy gdy nieścisłość ma istotny wpływa na zrozumienie przekazu. Ty często czepiasz się nieścisłości, które tego warunku nie spełniają.

>>Jeśli jakiś termin okaże się istotny dla tematu
>Tematowi to rurka, adresatem wypowiedzi jest rozmówca, to on potrzebuje doprecyzowania

I wtedy ty bohatersko spieszysz mu z pomocą.

>i on wie kiedy tego potrzebuje.

On nawet nie musi tego wiedzieć - ty wiesz za niego.
Uszczęśliwiasz ludzi na siłę. Jesteś jak dobroczyńca, który próbuje pomóc przejść starszej pani przez ulicę, mimo że nie miała ona zamiaru, ochoty ani potrzeby tam przechodzić.

>Zwykle natychmiast, bo niby do czego miałby się odnieść, skoro nie sprecyzowano o co kaman?

Jaka ty jesteś dzielna - językowa policja i pogotowie ratunkowe w jednym. Winnych nieścisłości ukarać, a bidulki, które leżą oszołomione nieścisłym przekazem, ocalić.

Jednak dobrze, że jesteś. Bez ciebie byłby tu totalny chaos - nikt nikogo by nie rozumiał.
24-08-2020 15:29 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>>I jak się niby odnieść do nieścisłej wypowiedzi?
>Nie ważne jak - ważne kiedy. Wtedy gdy nieścisłość ma istotny wpływa na zrozumienie przekazu. Ty często czepiasz się nieścisłości, które tego warunku nie spełniają.

Od siebie dodam, że istnieje ciekawa koncepcja, a mianowicie teoria racjonalnej wymiany zdań opracowana przez H. P. Grice'a. Jedna z reguł mówi: "nie udzielaj ani mniejszej, ani większej ilości informacji niż oczekuje się tego na danym etapie dyskusji".
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> Od siebie dodam, że istnieje ciekawa koncepcja, a mianowicie teoria racjonalnej wymiany zdań opracowana przez H. P. Grice'a. Jedna z reguł mówi: "nie udzielaj ani mniejszej, ani większej ilości informacji niż oczekuje się tego na danym etapie dyskusji".
Świetnie, że to cytujesz, bo mało kto tę zasadę docenia, Ciebie samego nie wyłączając. Ale przynajmniej teorię masz obcykaną i ją popularyzujesz.

cr
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>>>Udowodnisz udawanie i złośliwość?
>>>>>Nie udowodnię. Trudno udowodnić coś takiego.
>>>>I tylko pomawiać łatwo.
>>>Zawsze możesz wybrać tę drugą opcję.
>> Jaką 'drugą opcję'? (Czytaj na co odpowiadasz.)
>Jak to jaką?
A no tak, że przywracam cytaty, a Ty znajdź tę "drugą opcję", która by moje (podkreślone) pytanie uczyniła bezpodstawnym.

>>Pitolisz; odpowiedziałeś "mów za siebie". O czym Ci przypominam, skoro się na intelekt licytujesz.
>Ale przecież to był tylko wstęp
Wystarczył, by obnażyć Twoją hipokryzję.

>Zrozum, że ludzie na forum chcą się czasem po prostu wymienić opiniami
Póki to się nie odbywa moim kosztem, nie czepiam się; nierzadko nawet nie czytam.

>Może cię to zaszokować, ale ludzie bez twojej pomocy całkiem nieźle się rozumieją.
Ale przecież nie chodzi o rozumienie się, a o ustalenie - przy różnicy twierdzeń - jak jest. Czyli m.in. o ujawnienie bolesnej prawdy kto nie miał racji.

>>>Ale po co mamy mówić o innych poziomach myślenia, skoro dla meritum naszej dyskusji nie ma to żadnego znaczenia
>>OK, ale to Ty argumentowałeś tymi poziomami.
>Ale, po pierwsze, tylko dwoma, a po drugie ... znowu manipulujesz. Jeden z tych poziomów myślenia (pozajęzykowy), to ty włączyłaś do dyskusji (to był twój argument), a ja tylko przeciwstawiłem mu poziom językowy, jako niezbędny do złożonej, precyzyjnej komunikacji.
Nie wprowadziłam pozajęzykowego porozumienia jako jednego z poziomów, lecz jako jeden ze sposobów wymiany myśli; koncepcja, że myślimy słowami niekoniecznie jest trafna.

>>Koncepcja myśli z słów kupy się nie trzyma, bo czym by było dobieranie właściwych słów w wypowiedzi i do czego niby miałyby być dobrane?
>Myśli przybierają formy naszych zmysłów. Można zatem myśleć zapachem, smakiem, dotykiem, wzrokiem (obrazem), dźwiękiem.
A dżdżownica myśli skalą Richtera.

>tylko przy pomocy języka można myśleć precyzyjnie o skomplikowanych zagadnieniach. Bez języka nie byłoby cywilizacji.
Tej cywilizacji. Ale może byłaby inna.

>>>Chcę cię poprosić, byś łaskawie nie "rżnęła głupa".
>>Na to nie licz, rżnięcie głupa to świetna metoda,
>Czyli jednak pierwsza opcja. I po co było zaprzeczać?
Dla kultury. Bo próbujący rżnąć inteligenta, nie powinien sugerować, że rozmówca rżnie głupa.

>>która zawsze coś z rozmówcy wydobędzie; z mądrego zwykle mądrość, a z głupiego zwykle... chamstwo.
>Zwykle wydobywa irytację, która może się czasem objawiać w postaci chamstwa
No bo głupcy trafiają się najczęściej.

>>I jak się niby odnieść do nieścisłej wypowiedzi?
>Nie ważne jak - ważne kiedy. Wtedy gdy nieścisłość ma istotny wpływa na zrozumienie przekazu. Ty często czepiasz się nieścisłości, które tego warunku nie spełniają.
Jeśli chcesz decydować kiedy Twój rozmówca potrzebuje Twojego uściślenia, to sam ze sobą dyskutuj.

.
>>>Jeśli jakiś termin okaże się istotny dla tematu
>>Tematowi to rurka, adresatem wypowiedzi jest rozmówca, to on potrzebuje doprecyzowania
>I wtedy ty bohatersko spieszysz mu z pomocą.
Nie, to ja jestem tym domagającym się uściślenia rozmówcą.

>Jaka ty jesteś dzielna - językowa policja i pogotowie ratunkowe w jednym.
Jak Ci przeszkadza, to nie czytaj.

>Jednak dobrze, że jesteś. Bez ciebie byłby tu totalny chaos - nikt nikogo by nie rozumiał.
Doceniam sarkazm.

cr
24-08-2020 20:15 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>A no tak, że przywracam cytaty, a Ty znajdź tę "drugą opcję", która by moje (podkreślone) pytanie uczyniła bezpodstawnym.

Ale te cytaty były tylko fragmentami dłuższych wpisów. Znowu próbujesz manipulować wybierając sobie tylko kawałki moich wypowiedzi, a kiedy ja odpowiadam nawiązując do całości, to udajesz, że nie rozumiesz o co chodzi. Naprawdę jesteś niemożliwa. Każdym swoim postem potwierdzasz zasadność moich zarzutów wobec ciebie.

>>Ale przecież to był tylko wstęp
>Wystarczył, by obnażyć Twoją hipokryzję.

Jaką hipokryzję? Który z zarzutów, które wystosowałem w stosunku do ciebie, można mi przedstawić?

>>Zrozum, że ludzie na forum chcą się czasem po prostu wymienić opiniami
>Póki to się nie odbywa moim kosztem, nie czepiam się; nierzadko nawet nie czytam.

Jak to twoim kosztem? Możesz rozwinąć? W jaki sposób wymiana opinii miedzy dyskutantami może odbywać się twoim kosztem?

>>Może cię to zaszokować, ale ludzie bez twojej pomocy całkiem nieźle się rozumieją.
>Ale przecież nie chodzi o rozumienie się, a o ustalenie - przy różnicy twierdzeń - jak jest. Czyli m.in. o ujawnienie bolesnej prawdy kto nie miał racji.

Jak najbardziej chodzi o rozumienie się. Sensownie dyskutować można tylko wtedy, gdy strony rozumieją stanowiska adwersarzy. Nie znaczy to, że muszą się z tymi stanowiskami zgadzać - to, kto ma rację ma wykazać właśnie dyskusja. Problem z tobą jest taki, że ty nie tyle nie zgadzasz się z czyimś stanowiskiem, co udajesz, że nie rozumiesz tego stanowiska, próbując zepchnąć dyskusję na zupełnie nieistotny dla meritum tor.

>Nie wprowadziłam pozajęzykowego porozumienia jako jednego z poziomów, lecz jako jeden ze sposobów wymiany myśli;

A ja argumentowałem, że nawet gdyby taki sposób był możliwy, to i tak złożone i precyzyjne informacje musiałyby być przekazywane przy pomocy języka. Zrób sobie taki eksperyment myślowy: spróbuj myśleć o tym poście bez używania języka.

>koncepcja, że myślimy słowami niekoniecznie jest trafna.

Jakieś argumenty? Potrafisz o tym zdaniu pomyśleć bez użycia języka?

>>Myśli przybierają formy naszych zmysłów. Można zatem myśleć zapachem, smakiem, dotykiem, wzrokiem (obrazem), dźwiękiem.
>A dżdżownica myśli skalą Richtera.

Odbieramy świat zmysłami - one determinują nasze postrzeganie świata i - siłą rzeczy - formy w jakich myślimy. Dlaczego cię to dziwi? Potrafisz pomyśleć cokolwiek w sposób nie związany z twoimi zmysłami?

>>tylko przy pomocy języka można myśleć precyzyjnie o skomplikowanych zagadnieniach. Bez języka nie byłoby cywilizacji.
>Tej cywilizacji. Ale może byłaby inna.

Bez języka żadna zaawansowana cywilizacja nie jest możliwa, bo bez języka nie da się myśleć i komunikować o skomplikowanych zagadnieniach w sposób jasny, jednoznaczny i precyzyjny.

>>Czyli jednak pierwsza opcja. I po co było zaprzeczać?
>Dla kultury. Bo próbujący rżnąć inteligenta, nie powinien sugerować, że rozmówca rżnie głupa.

Dlaczego nie powinien? Przecież to prawda - sama się przyznałaś. Dlaczego nie chcesz nazywać rzeczy po imieniu? Przecież twoja misja polega na walce z nieścisłościami.

>>Zwykle wydobywa irytację, która może się czasem objawiać w postaci chamstwa
>No bo głupcy trafiają się najczęściej.

I kto tu próbuje rżnąć inteligenta?

>Jeśli chcesz decydować kiedy Twój rozmówca potrzebuje Twojego uściślenia, to sam ze sobą dyskutuj.

Niech rozmówca sam decyduje, tylko niech nie udaje, że potrzebuje uściślenia, w sytuacji, gdy wszystko doskonale rozumie.

>>I wtedy ty bohatersko spieszysz mu z pomocą.
>Nie, to ja jestem tym domagającym się uściślenia rozmówcą.

Wracamy do punktu wyjścia? Myślałem, że już ustaliliśmy (przyznałaś się), że domagasz się uściśleń nie dlatego, że ich potrzebujesz, ale dlatego, że rżniesz głupa. To jak to w końcu jest?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>A no tak, że przywracam cytaty, a Ty znajdź tę "drugą opcję", która by moje (podkreślone) pytanie uczyniła bezpodstawnym.
>Ale te cytaty były tylko fragmentami dłuższych wpisów.
Były tymi fragmentami, na które odpowiadałam.

>>>Ale przecież to był tylko wstęp
>>Wystarczył, by obnażyć Twoją hipokryzję.
>Jaką hipokryzję?
A taką
Ja: "wykazać intelektualną wyższość - oto czego każdy tutaj chce"; Ty: "mów za siebie" po czym znowu Ty: "twoje możliwości intelektualne nie pozwalają ci na zrozumienie prostych komunikatów".

>>>Zrozum, że ludzie na forum chcą się czasem po prostu wymienić opiniami
>>Póki to się nie odbywa moim kosztem, nie czepiam się; nierzadko nawet nie czytam.
>Jak to twoim kosztem?
Jakkolwiek, piszę o zasadzie.

>Jak najbardziej chodzi o rozumienie się. Sensownie dyskutować można tylko wtedy, gdy strony rozumieją stanowiska
Ale porozumienie to środek, nie cel.

> spróbuj myśleć o tym poście bez używania języka.
Nie da się "spróbować myśleć na zadany temat".

>>koncepcja, że myślimy słowami niekoniecznie jest trafna.
>Jakieś argumenty?
Na tezę przeciwną też ich nie ma.

>Potrafisz pomyśleć cokolwiek w sposób nie związany z twoimi zmysłami?
Nie wiem, nawet nie wiem co to znaczy.

>> próbujący rżnąć inteligenta, nie powinien sugerować, że rozmówca rżnie głupa.
>Dlaczego nie powinien?
Bo nie zapytałbyś swojego szefa lub nauczyciela czy nie rżnie głupa.

>>No bo głupcy trafiają się najczęściej.
>I kto tu próbuje rżnąć inteligenta?
To może się zdecyduj kogo ja rżnę.

> Myślałem, że już ustaliliśmy (przyznałaś się), że domagasz się uściśleń nie dlatego, że ich potrzebujesz, ale dlatego, że rżniesz głupa. To jak to w końcu jest?
Z powodu mojego domagania się uściśleń nieokrzesańcy przypisują mi rżnięcie głupa.

cr
25-08-2020 02:17 
 Ocena 2 na 2
Pawel077 (1855 punktów)
>Były tymi fragmentami, na które odpowiadałam.

A ja odpowiedziałem odnosząc się do wpisu, z którego wyjęłaś owe fragmenty. W czym zatem tkwi problem?

>>Jaką hipokryzję?
>A taką
>Ja: "wykazać intelektualną wyższość - oto czego każdy tutaj chce"; Ty: "mów za siebie" po czym znowu Ty: "twoje możliwości intelektualne nie pozwalają ci na zrozumienie prostych komunikatów".

Już przechodzisz samą siebie.
Przecież to zdanie (jak zwykle wyjęte z kontekstu) było właśnie tą drugą opcją (pierwszą opcją było rżnięcie głupa) i od samego początku oboje wiedzieliśmy, że ta druga opcja ciebie nie dotyczy - co zresztą sama później przyznałaś.
Ja naprawdę potrafię odróżnić osobę, która rżnie głupa, od takiej, która rzeczywiście nie rozumie co się do niej mówi.

>>Jak to twoim kosztem?
>Jakkolwiek, piszę o zasadzie.

To się nazywa konkretna odpowiedź.

>>Jak najbardziej chodzi o rozumienie się. Sensownie dyskutować można tylko wtedy, gdy strony rozumieją stanowiska
>Ale porozumienie to środek, nie cel.

No i co w związku z tym? Z którą częścią mojego wpisu polemizujesz?

>> spróbuj myśleć o tym poście bez używania języka.
>Nie da się "spróbować myśleć na zadany temat".

Da się. Ale nie o to tu chodziło. Znowu rżniesz głupa?
Chodziło o to, że nie da się przedstawić treści tego wpisu bez użycia języka. Nie da się pomyśleć treści tego wpisu bez użycia języka. Jego treść jest zbyt skomplikowana, by można ją było przedstawić w formie niejęzykowej. Nawet gdybyś posiadała umiejętność transferu myśli, to żeby przetransferować komuś treść tego wpisu, musiałabyś myśleć językiem.

>>>koncepcja, że myślimy słowami niekoniecznie jest trafna.
>>Jakieś argumenty?
>Na tezę przeciwną też ich nie ma.

Są. Jeden z nich podałem wyżej.

>>Potrafisz pomyśleć cokolwiek w sposób nie związany z twoimi zmysłami?
>Nie wiem, nawet nie wiem co to znaczy.

Czy potrafisz myśleć w sposób, który nie będzie miał "kształtu" twoich zmysłów? Czy twoje myśli mogą przybrać "kształt" inny niż "kształt" smaku, zapachu, dotyku, obrazu i dźwięku? Potrafisz myśleć nie odwołując się do wrażeń zmysłowych?

>>> próbujący rżnąć inteligenta, nie powinien sugerować, że rozmówca rżnie głupa.
>>Dlaczego nie powinien?
>Bo nie zapytałbyś swojego szefa lub nauczyciela czy nie rżnie głupa.

Tak samo jak ty nie rżnęłabyś głupa przed szefem lub nauczycielem.
Na forum czujemy się swobodniej, więc ty rżniesz głupa, a ja nazywam rzecz po imieniu.

>>I kto tu próbuje rżnąć inteligenta?
>To może się zdecyduj kogo ja rżnę.

Można rżnąć jednego i drugiego - na zmianę.

>> Myślałem, że już ustaliliśmy (przyznałaś się), że domagasz się uściśleń nie dlatego, że ich potrzebujesz, ale dlatego, że rżniesz głupa. To jak to w końcu jest?
>Z powodu mojego domagania się uściśleń nieokrzesańcy przypisują mi rżnięcie głupa.

Bo rżniesz głupa, że potrzebujesz tych uściśleń, by zrozumieć meritum, a tak naprawdę ich nie potrzebujesz, tylko rżniesz głupa.
Sama to zresztą przyznałaś, więc nie rżnij głupa.
25-08-2020 03:16 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>Z powodu mojego domagania się uściśleń nieokrzesańcy przypisują mi rżnięcie głupa.
>Bo rżniesz głupa, że potrzebujesz tych uściśleń, by zrozumieć meritum, a tak naprawdę ich nie potrzebujesz, tylko rżniesz głupa.
>Sama to zresztą przyznałaś, więc nie rżnij głupa.
Mądry może nie rżnąć głupa, głupi tego nie dokona.

Rżnięcie głupa świadczy o głupocie.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
25-08-2020 10:07 
 Ocena 2 na 2
Pawel077 (1855 punktów)
>Rżnięcie głupa świadczy o głupocie.

Z tym bym się nie zgodził. Rżniecie głupa, to udawanie głupiego. Można oczywiście być głupim i udawać jeszcze głupszego niż się jest - to się nie wyklucza, ale nie jest warunkiem koniecznym. Można rżnąć głupa będąc inteligentnym, ale jednocześnie np. złośliwym.

Dodam jeszcze, że rżnięcie głupa nie zawsze musi być zjawiskiem negatywnym. Metoda sokratyczna, to też jest pewnego rodzaju rżnięcie głupa. Tylko, że Sokrates, udawał głupiego po to, by obnażyć słabość czyjegoś rozumowania, a nie w celu odciągnięcia dyskusji od meritum.
25-08-2020 11:18 
 Ocena 2 na 2
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>Rżnięcie głupa świadczy o głupocie.
>Z tym bym się nie zgodził. Rżniecie głupa, to udawanie głupiego. Można oczywiście być głupim i udawać jeszcze głupszego niż się jest - to się nie wyklucza, ale nie jest warunkiem koniecznym. Można rżnąć głupa będąc inteligentnym, ale jednocześnie np. złośliwym.
A złośliwość świadczy o głupocie.
>Dodam jeszcze, że rżnięcie głupa nie zawsze musi być zjawiskiem negatywnym. Metoda sokratyczna, to też jest pewnego rodzaju rżnięcie głupa. Tylko, że Sokrates, udawał głupiego po to, by obnażyć słabość czyjegoś rozumowania, a nie w celu odciągnięcia dyskusji od meritum.
Był intelektualistą, nie udawał głupiego, lecz nie posiadającego wiedzy, by naprowadzić rozmówcę na wiedzę pewną, niepodważalną.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
25-08-2020 19:49 
 Ocena 2 na 2
Pawel077 (1855 punktów)
>A złośliwość świadczy o głupocie.

Tu też bym się nie zgodził. Negatywne cechy charakteru niekoniecznie muszą iść w parze z niską inteligencją.

>Był intelektualistą, nie udawał głupiego, lecz nie posiadającego wiedzy

Nie jest to może rżnięcie głupa sensu stricto, dlatego napisałem, że jest to "pewnego rodzaju rżnięcie głupa".

>by naprowadzić rozmówcę na wiedzę pewną, niepodważalną.

Tu piszesz o pozytywnej odmianie metody sokratycznej zwanej metodą majeutyczną. Druga odmiana - elenktyczna (to tę miałem na myśli pisząc o udawaniu głupiego) - jest metodą negatywną i polega na takim prowadzeniu rozmowy, by rozmówca "sam się zaorał".
25-08-2020 21:11 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>A złośliwość świadczy o głupocie.
>Tu też bym się nie zgodził. Negatywne cechy charakteru niekoniecznie muszą iść w parze z niską inteligencją.
Poziom inteligencji jest nieistotny, ludzie o bardzo wysokim IQ bywają ( są ) głupcami.
>>Był intelektualistą, nie udawał głupiego, lecz nie posiadającego wiedzy
>Nie jest to może rżnięcie głupa sensu stricto, dlatego napisałem, że jest to "pewnego rodzaju rżnięcie głupa".
Nie nazwałbym tak tego.
>>by naprowadzić rozmówcę na wiedzę pewną, niepodważalną.
>Tu piszesz o pozytywnej odmianie metody sokratycznej zwanej metodą majeutyczną. Druga odmiana - elenktyczna (to tę miałem na myśli pisząc o udawaniu głupiego) - jest metodą negatywną i polega na takim prowadzeniu rozmowy, by rozmówca "sam się zaorał".
Pisałem o elenktycznej, w majeutycznej Sokrates nie udawał, też nie posiadał wiedzy i wspólnie z rozmówcą jej poszukiwał.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
26-08-2020 01:44 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Poziom inteligencji jest nieistotny, ludzie o bardzo wysokim IQ bywają ( są ) głupcami.

To już zależy jak definiuje się głupotę. Nie jest to termin ścisły i jednoznaczny, ale jednak jest dość mocno związany z niską inteligencją.
pl.wikipedia.org/wiki/Głupota

>>>Był intelektualistą, nie udawał głupiego, lecz nie posiadającego wiedzy
>>Nie jest to może rżnięcie głupa sensu stricto, dlatego napisałem, że jest to "pewnego rodzaju rżnięcie głupa".
>Nie nazwałbym tak tego.

Dlaczego nie? Rżnąć głupa to (według wikisłownika) "z premedytacją udawać brak doświadczenia, niewiedzę w celu wprowadzenia kogoś w błąd".
pl.wiktion(*)źnąć_głupa#pl
A jednym z synonimów tego określenia (według wikisłownika) jest "udawać Greka", czyli "udawać, że nie ma się pojęcia, wiedzy na jakiś temat".
pl.wiktionary.org/wiki/udawać_Greka#pl

>Pisałem o elenktycznej, w majeutycznej Sokrates nie udawał, też nie posiadał wiedzy i wspólnie z rozmówcą jej poszukiwał.

Ale metoda elenktyczna nie polegała na wspólnym poszukiwaniu wiedzy, tylko na obnażeniu niewiedzy tego, kto był przekonany, że ją posiada.

Napisałeś że:
>nie udawał głupiego, lecz nie posiadającego wiedzy, by naprowadzić rozmówcę na wiedzę pewną, niepodważalną.

Zrobiłeś w ten sposób kompilację obu metod.
26-08-2020 04:38 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>>"pewnego rodzaju rżnięcie głupa".
>>Nie nazwałbym tak tego.
>Dlaczego nie? Rżnąć głupa to (według wikisłownika) "z premedytacją udawać brak doświadczenia, niewiedzę w celu wprowadzenia kogoś w błąd".
Dlatego, że celem było wyprowadzenie z błędu.
>Zrobiłeś w ten sposób kompilację obu metod.
Nie.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
26-08-2020 14:28 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>>Dlaczego nie? Rżnąć głupa to (według wikisłownika) "z premedytacją udawać brak doświadczenia, niewiedzę w celu wprowadzenia kogoś w błąd".
>Dlatego, że celem było wyprowadzenie z błędu.

Teraz z kolei pokręciła ci się definicja rżnięcia głupa z definicją metody elenktycznej. Rżnięcie głupa polega, miedzy innymi, na wprowadzeniu w błąd interlokutora, co do swojej wiedzy lub doświadczenia na dany temat. Natomiast uświadomienie komuś, że tkwił w błędzie jest celem metody elenktycznej.

>>Zrobiłeś w ten sposób kompilację obu metod.
>Nie.

Tak. Przypomnę co napisałeś:

>nie udawał głupiego, lecz nie posiadającego wiedzy, by naprowadzić rozmówcę na wiedzę pewną, niepodważalną.

Udawanie, że nie posiada się wiedzy jest elementem metody elenktycznej. A naprowadzanie rozmówcy na wiedzę pewną, niepodważalną, jest elementem metody majeutycznej.
Metoda elenktyczna jest metodą negatywną - jej celem nie jest naprowadzać kogoś na wiedzę, tylko uświadomić mu jego niewiedzę, w sytuacji gdy ten ktoś był przekonany, że ją posiada.
26-08-2020 15:07 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>Dlatego, że celem było wyprowadzenie z błędu.
>Teraz z kolei pokręciła ci się definicja rżnięcia głupa z definicją metody elenktycznej. Rżnięcie głupa polega, miedzy innymi, na wprowadzeniu w błąd interlokutora, co do swojej wiedzy lub doświadczenia na dany temat. Natomiast uświadomienie komuś, że tkwił w błędzie jest celem metody elenktycznej.
Napisałeś to samo co ja tylko innymi słowami: "celem było wyprowadzenie z błędu = uświadomienie komuś, że tkwił w błędzie jest celem".
>Tak. Przypomnę co napisałeś:
>>nie udawał głupiego, lecz nie posiadającego wiedzy, by naprowadzić rozmówcę na wiedzę pewną, niepodważalną.
>Udawanie, że nie posiada się wiedzy jest elementem metody elenktycznej. A naprowadzanie rozmówcy na wiedzę pewną, niepodważalną, jest elementem metody majeutycznej.
Naprowadzanie rozmówcy na wiedzę pewną, niepodważalną, jest elementem metody elenktycznej, która polega na udawaniu, że nie posiada się wiedzy.
>Metoda elenktyczna jest metodą negatywną - jej celem nie jest naprowadzać kogoś na wiedzę, tylko uświadomić mu jego niewiedzę, w sytuacji gdy ten ktoś był przekonany, że ją posiada.
Uświadomić niewiedzę by naprowadzić na wiedzę. Celem obu metod jest doprowadzić do wiedzy, różnica jest tylko taka, że w elenktycznej udaje niewiedzę, a w majeutycznej obaj nie posiadają wiedzy i chce ( lub obaj chcą ) ją odkryć. Adwersarz "jest narzędziem", które ma w tym pomóc.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
26-08-2020 18:52 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Napisałeś to samo co ja tylko innymi słowami: "celem było wyprowadzenie z błędu = uświadomienie komuś, że tkwił w błędzie jest celem".

Nie o to chodzi. Ty przeciwstawiłeś cel metody elenktycznej (jakim jest wyprowadzenie kogoś z błędu), środkowi, który służy do osiągnięcia tego celu. Tym środkiem jest wprowadzenie w błąd interlokutora, co do swojej wiedzy lub doświadczenia na dany temat. Innymi słowy - wprowadzam kogoś w błąd odnośnie mojej wiedzy (udaję, że się nie znam), po to, by wyprowadzić tego kogoś z błędu odnośnie jego wiedzy na dany temat. Wprowadzam w błąd, by wyprowadzić z błędu.

>Naprowadzanie rozmówcy na wiedzę pewną, niepodważalną, jest elementem metody elenktycznej, która polega na udawaniu, że nie posiada się wiedzy.

Mylisz się. Celem metody elenktycznej nie jest naprowadzenie rozmówcy na wiedzę (to jest cel metody majeutycznej). Metoda elenktyczna jest metodą negatywną - ona ma burzyć, a nie budować. Ma zburzyć błędne przekonanie rozmówcy, że posiada on jakąś mądrość lub wiedzę na dany temat. Jeśli się zburzy w nim to przekonanie (metodą elenktyczną), to dopiero później (jeśli wyrazi on taką chęć) można zastosować wobec niego metodę majeutyczną (czyli wspólnie z nim spróbować dojść do prawdy, czy wiedzy na jakiś temat). Ewidentnie mylisz ze sobą te dwie metody, łącząc je ze sobą. Środek do celu (udawanie niewiedzy) wziąłeś sobie z metody elenktycznej, a cel (dojście do wiedzy) wziąłeś z metody majeutycznej. Celem metody elenktycznej nie jest dojście do wiedzy, tylko zburzenie w kimś przekonania, że ją posiada.

>Uświadomić niewiedzę by naprowadzić na wiedzę.

To zdanie przedstawia obie metody - jedną po drugiej. Uświadamianie niewiedzy, to metoda elenktyczna, a naprowadzenie na wiedzę, to metoda majeutyczna.

>Celem obu metod jest doprowadzić do wiedzy

Nieprawda. Celem metody elenktycznej jest uświadomienie niewiedzy komuś, kto był przekonany, że ją posiada - i tylko tyle. To metoda majeutyczna ma na celu doprowadzić do wiedzy.

pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_sokratyczna
26-08-2020 19:47 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)

>>Celem obu metod jest doprowadzić do wiedzy
>Nieprawda. Celem metody elenktycznej jest uświadomienie niewiedzy komuś, kto był przekonany, że ją posiada - i tylko tyle.

Nie pozwala więc powiedzieć: "wiem, że nic nie wiem"?
Pawel077 (1855 punktów)
>>Nieprawda. Celem metody elenktycznej jest uświadomienie niewiedzy komuś, kto był przekonany, że ją posiada - i tylko tyle.
> Nie pozwala więc powiedzieć: "wiem, że nic nie wiem"?

Dlaczego miałaby nie pozwalać?
27-08-2020 10:43 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>>Nieprawda. Celem metody elenktycznej jest uświadomienie niewiedzy komuś, kto był przekonany, że ją posiada - i tylko tyle.
>> Nie pozwala więc powiedzieć: "wiem, że nic nie wiem"?
>Dlaczego miałaby nie pozwalać?

Napisałeś, że metoda elenktyczna nie dostarcza wiedzy. Czy nie jest jednak tak, że 1) po zastosowaniu tej metody do siebie mam prawo powiedzieć o sobie "wiem, że nic nie wiem", 2) owo "wiem, że nic nie wiem" jest już (jakąś) wiedzą?
27-08-2020 13:28 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>owo "wiem, że nic nie wiem" jest już (jakąś) wiedzą?

Widzę, że bawisz się w chętnie racjonalistkę.
Jeśli na upartego chcesz sobie interpretować wiedzę, jako uświadomienie sobie niewiedzy, to w porządku - ale to jednak bardzo naciągana interpretacja, bo ogranicza się tylko do tej jednej, konkretnej wiedzy na temat stanu twojego umysłu (wiesz, że nic nie wiesz) i to wszystko. Nie jest to wiedza o świecie, ani nawet wiedza o człowieku - poza tym jednym wyjątkiem (świadomości, że się czegoś nie wie). Myślę, że doskonale rozumiesz, że nie o wiedzę w tak wąskim i wyjątkowym znaczeniu mi chodziło. Po prostu udajesz Greka.
27-08-2020 14:21 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>owo "wiem, że nic nie wiem" jest już (jakąś) wiedzą?
>Widzę, że bawisz się w chętnie racjonalistkę.

>Jeśli na upartego chcesz sobie interpretować wiedzę, jako uświadomienie sobie niewiedzy, to w porządku - ale to jednak bardzo naciągana interpretacja, bo ogranicza się tylko do tej jednej, konkretnej wiedzy na temat stanu twojego umysłu (wiesz, że nic nie wiesz) i to wszystko. Nie jest to wiedza o świecie, ani nawet wiedza o człowieku - poza tym jednym wyjątkiem (świadomości, że się czegoś nie wie). Myślę, że doskonale rozumiesz, że nie o wiedzę w tak wąskim i wyjątkowym znaczeniu mi chodziło. Po prostu udajesz Greka.

Nie, nie udaję, Greka. Sokrates zapoczątkował w tym względzie ważną tradycję, w którą wpisują się takie postaci, jak Mikołaj Kuzańczyk ("docta ignorantia"), Pierre Charron ("quod nihil scitur") i in.
Duch Prawdy (14790 punktów)
Mylisz się. Celem obu metod jest doprowadzić do wiedzy, w pierwszej obalić fałszywą by posiąść prawdziwą, w drugiej odkryć nieuświadomioną.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
27-08-2020 02:58 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Mylisz się. Celem obu metod jest doprowadzić do wiedzy, w pierwszej obalić fałszywą by posiąść prawdziwą, w drugiej odkryć nieuświadomioną.

No to podaj jakieś źródło, na którym opierasz to twierdzenie. Bo ja przejrzałem kilka definicji i artykułów na ten temat i wszystkie są zgodne, że metoda elenktyczna to:

"metoda zadawania pytań, które mają obalić pozory wiedzy".

"oczyszczenie umysłu z fałszywych mniemań"

"krytyczna część dialogu, polegająca na zbijaniu kolejnych argumentów przeciwnika"

Ani razu nie natknąłem się na stwierdzenie, że metoda elenktyczna ma na celu doprowadzenie do wiedzy. Ten etap (stopień) metody sokratejskiej miał tylko na celu pozbycie się fałszywej (pozornej) wiedzy.

Tu np. masz opisane wszystkie trzy stopnie metody sokratejskiej
www.eduteka.pl/doc/metoda-sokratejska

Gdzie masz napisane, że elenktyka, to zdobywanie wiedzy?
27-08-2020 06:12 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14790 punktów)
>Gdzie masz napisane, że elenktyka, to zdobywanie wiedzy?
Nie musi być napisane, każda z metod prowadzi do zdobycia wiedzy, a na którym etapie rozmówca wiedzę osiąga ( lub nie osiąga ) zależy od jego zdolności umysłowych. Nawet samo uświadomienie sobie, że nic nie wie w danym temacie, jest wiedzą.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
27-08-2020 14:25 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Nie musi być napisane,

Musi. Jeśli mamy sensownie dyskutować, to musimy posługiwać się ogólne przyjętymi definicjami pojęć, których w dyskusji używamy. Ty, jak widzę, masz tendencję do tworzenia własnych definicji, które znacznie odbiegają od tych ogólnie przyjętych - tak było z twoją definicją pojęcia "głupota" i tak jest teraz z twoją definicją metody elenktycznej.

>każda z metod prowadzi do zdobycia wiedzy

Nie. Metoda sokratejska składa się z trzech etapów, z których pierwszy (elenktyczny - czyli krytyczny) ma tylko na celu oczyszczenie umysłu z fałszywej (pozornej) wiedzy. Możesz się upierać do upadłego, ale dopóki nie przedstawisz jakiegoś źródła, które po twojemu definiuje metodę elenktyczną, to mnie nie przekonasz.

>a na którym etapie rozmówca wiedzę osiąga (lub nie osiąga) zależy od jego zdolności umysłowych.

Celem pierwszego etapu nie jest osiągnięcie wiedzy.

>Nawet samo uświadomienie sobie, że nic nie wie w danym temacie, jest wiedzą.

Ale jest to bardzo szczególny rodzaj wiedzy. Chyba nie o wiedzy w tak szczególnym rozumieniu tu dyskutujemy? Widzę, że ty też udajesz greka.

A tak a propos udawania greka. To określenie wzięło się właśnie od Sokratesa. Udawać greka, to inaczej stosować element metody elenktycznej polegający na udawaniu niewiedzy. Rżnięcie głupa jest określeniem pokrewnym, zbliżonym (Wikisłownik określa oba zwroty jako synonimy). A zatem moje stwierdzenie, że metoda sokratyczna jest pewnego rodzaju rżnięciem głupa, było jak najbardziej uprawnione.
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>Nie musi być napisane,
>Musi.
Oczywistości rozumie się same przez się.
>Jeśli mamy sensownie dyskutować, to musimy posługiwać się ogólne przyjętymi definicjami pojęć, których w dyskusji używamy.
To nie wystarczy, jeszcze trzeba myśleć, żeby wyciągać sensowne wnioski. Ja już wszystko powiedziałem, skoro nie rozumiesz, że metoda sokratejska na każdym etapie prowadzi do wiedzy, to mogę wyrazić tylko swoje zdumienie i życzyć owocnego przemyślenia.
>Ty, jak widzę, masz tendencję do tworzenia własnych definicji, które znacznie odbiegają od tych ogólnie przyjętych - tak było z twoją definicją pojęcia "głupota" i tak jest teraz z twoją definicją metody elenktycznej.

Nie stworzyłem swoich definicji "głupoty" i metody elenktycznej.
>>każda z metod prowadzi do zdobycia wiedzy
>Nie. Metoda sokratejska składa się z trzech etapów, z których pierwszy (elenktyczny - czyli krytyczny) ma tylko na celu oczyszczenie umysłu z fałszywej (pozornej) wiedzy.
Czyli prowadzi do prawdziwej wiedzy.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
27-08-2020 22:45 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Oczywistości rozumie się same przez się.

To dlaczego ich nie rozumiesz? Żadna ze znalezionych przeze mnie definicji metody elenktycznej nie mówi, że częścią tej metody jest zdobywanie wiedzy.

>>Jeśli mamy sensownie dyskutować, to musimy posługiwać się ogólne przyjętymi definicjami pojęć, których w dyskusji używamy.
>To nie wystarczy, jeszcze trzeba myśleć, żeby wyciągać sensowne wnioski.

Ale czy twój warunek kłóci się z moim?

>Ja już wszystko powiedziałem, skoro nie rozumiesz, że metoda sokratejska na każdym etapie prowadzi do wiedzy, to mogę wyrazić tylko swoje zdumienie i życzyć owocnego przemyślenia.

Wszystkie definicje metody elenktycznej na które trafiłem, przeczą temu co piszesz. Możesz odpowiedzieć, na jakiej podstawie opierasz swoje zdanie na ten temat? Skąd wiesz, że elementem metody elenktycznej jest zdobywanie wiedzy? Na jakich źródłach się opierasz?

>Nie stworzyłem swoich definicji "głupoty" i metody elenktycznej.

Używasz tych pojęć w innym znaczeniu niż powszechnie przyjęte.

>>>każda z metod prowadzi do zdobycia wiedzy
>>Nie. Metoda sokratejska składa się z trzech etapów, z których pierwszy (elenktyczny - czyli krytyczny) ma tylko na celu oczyszczenie umysłu z fałszywej (pozornej) wiedzy.
>Czyli prowadzi do prawdziwej wiedzy.

Sama w sobie nie prowadzi. Jest tylko oczyszczeniem podłoża pod nową wiedzę. Burzenie starego (nienadającego się do mieszkania) domu, z zamiarem, by na jego miejscu postawić nowy (solidny i funkcjonalny), nie jest jeszcze budowaniem domu - może się okazać, że po zburzeniu starego, ten nowy dom wcale nie powstanie. Burzenie nie jest budowaniem. Metoda elenktyczna, to burzenie fałszywej wiedzy, żeby przygotować grunt pod budowanie wiedzy prawdziwej. W metodzie sokratejskiej, wszystkie trzy etapy (metody) stosuje się po kolei, a nie równocześnie. Proces burzenia nie przebiega równocześnie z procesem budowania.
Elasp (6859 punktów)

>Sama w sobie nie prowadzi. Jest tylko oczyszczeniem podłoża pod nową wiedzę. Burzenie starego (nienadającego się do mieszkania) domu, z zamiarem, by na jego miejscu postawić nowy (solidny i funkcjonalny), nie jest jeszcze budowaniem domu - może się okazać, że po zburzeniu starego, ten nowy dom wcale nie powstanie. Burzenie nie jest budowaniem. Metoda elenktyczna, to burzenie fałszywej wiedzy, żeby przygotować grunt pod budowanie wiedzy prawdziwej. W metodzie sokratejskiej, wszystkie trzy etapy (metody) stosuje się po kolei, a nie równocześnie. Proces burzenia nie przebiega równocześnie z procesem budowania.

Nie ma żadnego budowania wiedzy wedle Sokratesa. Uważał on bowiem, że wiedza jest wrodzona: albo się ja ma, albo nie. Sokrates ten pogląd przejął od Heraklita, od Sokratesa przejął go Platon, który potem powie, że wiedzieć to przypominać sobie. Metaforę budowania można odnieść do tego, co uważali sofiści, którzy twierdzili, że mogą kogoś czegoś nauczyć i w istocie mieli wielu uczniów. Sokrates natomiast utrzymywał, że nie był nigdy niczyim nauczycielem i sofistów miał za pozornych nauczycieli (nauczycieli pozoru wiedzy, można by powiedzieć).
Pawel077 (1855 punktów)
> Nie ma żadnego budowania wiedzy wedle Sokratesa. Uważał on bowiem, że wiedza jest wrodzona: albo się ja ma, albo nie.

Ok. Ale to nie ma żadnego znaczenia dla meritum naszej dyskusji. Możemy zastąpić określenia "budowanie" i "zdobywanie", określeniami takimi jak "wydobywanie" lub "uświadamianie". To nie ma wpływu na sedno dyskusji, którym jest spór, o to, czy to uświadamianie ukrytej wiedzy jest elementem metody elenktycznej, czy nie. Ja twierdzę, że nie. Wydobywanie ukrytej, nieuświadomionej wiedzy jest ostatnim etapem metody sokratejskiej - metodą majeutyczną. Ty i Duch Prawdy twierdzicie inaczej. Nie wiem tylko na jakiej podstawie.
Elasp (6859 punktów)
>> Nie ma żadnego budowania wiedzy wedle Sokratesa. Uważał on bowiem, że wiedza jest wrodzona: albo się ja ma, albo nie.
>Ok. Ale to nie ma żadnego znaczenia dla meritum naszej dyskusji. Możemy zastąpić określenia "budowanie" i "zdobywanie", określeniami takimi jak "wydobywanie" lub "uświadamianie". To nie ma wpływu na sedno dyskusji, którym jest spór, o to, czy to uświadamianie ukrytej wiedzy jest elementem metody elenktycznej, czy nie. Ja twierdzę, że nie. Wydobywanie ukrytej, nieuświadomionej wiedzy jest ostatnim etapem metody sokratejskiej - metodą majeutyczną. Ty i Duch Prawdy twierdzicie inaczej. Nie wiem tylko na jakiej podstawie.

Jeżeli tak, to można przyjąć odróżnienie: metoda elenktyczna - metoda majeutyczna wraz w wyjaśnieniem ich funkcji, ale ze wszystkimi zastrzeżeniami tyczącymi się Sokratesa i jego stanowiska, które znamy wszakże z drugiej ręki.
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>Oczywistości rozumie się same przez się.
>To dlaczego ich nie rozumiesz?
To ty ich nie rozumiesz.
>Żadna ze znalezionych przeze mnie definicji metody elenktycznej nie mówi, że częścią tej metody jest zdobywanie wiedzy.
Jest subtelna różnica między "zdobywaniem wiedzy", a "prowadzi do zdobycia wiedzy". Ty piszesz o "zdobyciu wiedzy", ja piszę, że "prowadzi do zdobycia wiedzy".
>>>Jeśli mamy sensownie dyskutować, to musimy posługiwać się ogólne przyjętymi definicjami pojęć, których w dyskusji używamy.
>>To nie wystarczy, jeszcze trzeba myśleć, żeby wyciągać sensowne wnioski.
>Ale czy twój warunek kłóci się z moim?
Inaczej rozumiemy definicję, ty, że celem jest zburzenie fałszywej wiedzy, ja, że burzenie fałszywej wiedzy to metoda, która ma doprowadzić do celu jakim jest zdobycie wiedzy.
>>Ja już wszystko powiedziałem, skoro nie rozumiesz, że metoda sokratejska na każdym etapie prowadzi do wiedzy, to mogę wyrazić tylko swoje zdumienie i życzyć owocnego przemyślenia.
>Wszystkie definicje metody elenktycznej na które trafiłem, przeczą temu co piszesz.
Nie przeczą, inaczej rozumiemy definicję, co wyżej wyjaśniłem.
>Możesz odpowiedzieć, na jakiej podstawie opierasz swoje zdanie na ten temat? Skąd wiesz, że elementem metody elenktycznej jest zdobywanie wiedzy? Na jakich źródłach się opierasz?
I znów mylisz "zdobywanie wiedzy" z "prowadzi do zdobycia wiedzy".
>>Nie stworzyłem swoich definicji "głupoty" i metody elenktycznej.
>Używasz tych pojęć w innym znaczeniu niż powszechnie przyjęte.
Na jakiej podstawie twierdzisz, że twoje używanie jest powszechnie przyjęte, a nie moje?
>>>>każda z metod prowadzi do zdobycia wiedzy
>>>Nie. Metoda sokratejska składa się z trzech etapów, z których pierwszy (elenktyczny - czyli krytyczny) ma tylko na celu oczyszczenie umysłu z fałszywej (pozornej) wiedzy.
>>Czyli prowadzi do prawdziwej wiedzy.
>Sama w sobie nie prowadzi.
Prowadzi.
>Jest tylko oczyszczeniem podłoża pod nową wiedzę.
Umysł to nie podłoże, które tylko się zamiecie, tutaj zachodzą procesy myślowe.
>Burzenie starego (nienadającego się do mieszkania) domu, z zamiarem, by na jego miejscu postawić nowy (solidny i funkcjonalny), nie jest jeszcze budowaniem domu - może się okazać, że po zburzeniu starego, ten nowy dom wcale nie powstanie.
Może się tak okazać również w metodzie majeutycznej. Porównanie metody elenktycznej do "burzenia domu" nie jest trafione, lepsze jest "oczyszczanie domu ze śmieci", a więc dom cały czas jest, a usuwanie śmieci, które go zasłaniały prowadzi do zobaczenia jak wygląda rzeczywiście.
>Burzenie nie jest budowaniem. Metoda elenktyczna, to burzenie fałszywej wiedzy, żeby przygotować grunt pod budowanie wiedzy prawdziwej. W metodzie sokratejskiej, wszystkie trzy etapy (metody) stosuje się po kolei, a nie równocześnie. Proces burzenia nie przebiega równocześnie z procesem budowania.
W przypadku domu tak, ale umysł to nie dom, tutaj proces burzenia i budowania może przebiegać jednocześnie bez względu jaką metodą prowadzimy dialog.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
28-08-2020 21:32 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Jest subtelna różnica między "zdobywaniem wiedzy", a "prowadzi do zdobycia wiedzy". Ty piszesz o "zdobyciu wiedzy", ja piszę, że "prowadzi do zdobycia wiedzy".
>Inaczej rozumiemy definicję, ty, że celem jest zburzenie fałszywej wiedzy, ja, że burzenie fałszywej wiedzy to metoda, która ma doprowadzić do celu jakim jest zdobycie wiedzy.

Ale tylko - ewentualnie (bo niekoniecznie) - po połączeniu jej z kolejnym etapem (metodą majeutyczną). Napisałem niekoniecznie, dlatego, że ten ostatni etap (metoda majeutyczna) nie jest warunkiem koniecznym, by przeprowadzić etap pierwszy (metodę elenktyczną). Można przeprowadzić (z powodzeniem) tylko etap pierwszy (metodę elenktyczną), która doprowadzi do pozbycia się fałszywej wiedzy i na tym poprzestać. I często tak było - rozmówca przekonywał się, że jego wiedza była pozorna (skutek metody elenktycznej), ale nie wyrażał chęci (lub nie miał potencjału), by przechodzić do kolejnego etapu. W ten sposób cel metody elenktycznej został osiągnięty - rozmówca uświadomił sobie, że tak naprawdę nic nie wie na dany temat. Ale nie zastąpił tej fałszywej wiedzy, wiedzą prawdziwą - to nie było celem tego etapu. To, czy coś może stać się etapem jakiegoś złożonego procesu, zależy od tego, jaki to będzie proces i jak on się potoczy. Nie możesz powiedzieć, że burzenie starego domu jest etapem budowy nowego, jeśli burzenie nie było przeprowadzone z zamiarem budowania nowego. Burzenie jest osobnym, samodzielnym etapem, którego sukces nie zależy od przeprowadzenia i powodzenia kolejnych etapów. Etap burzenia może się udać, a etap budowy może się nie udać, albo nie być w ogóle przeprowadzony. Można przeprowadzić z powodzeniem etap burzenia (metoda elenktyczna), nawet bez zamiaru kontynuowania kolejnych etapów. To jest samodzielny etap, który staję się etapem zdobywania wiedzy, dopiero po połączeniu go z kolejnymi etapami.

>>>Nie stworzyłem swoich definicji "głupoty" i metody elenktycznej.
>>Używasz tych pojęć w innym znaczeniu niż powszechnie przyjęte.
>Na jakiej podstawie twierdzisz, że twoje używanie jest powszechnie przyjęte, a nie moje?

Na podstawie Wikipedii, Encyklopedii PWN itp. źródeł.

>>>każda z metod prowadzi do zdobycia wiedzy
>>Sama w sobie nie prowadzi.
>Prowadzi.

Jak wykazałem wyżej - sama w sobie - nie prowadzi. Metoda elenktyczna może być uznana z etap prowadzący do prawdziwej wiedzy, ale tylko wtedy, gdy jest powiązana z kolejnymi etapami. Jeśli chcę lecieć z Krakowa do Nowego Jorku, ale nie mam bezpośredniego połączenia i muszę się przesiąść np. w Berlinie, to lot z Krakowa do Berlina jest etapem podróży do Nowego Jorku (ale tylko wtedy). Lot z Krakowa do Berlina nie jest sam w sobie etapem podróży do Nowego Jorku. Jeśli coś ma być pośrednim etapem do osiągnięcia jakiegoś celu, to musi być powiązane z kolejnymi etapami. Samo w sobie takim etapem nie jest. Sokrates nie raz stosował z powodzeniem metodę elenktyczną (samą w sobie) - nie łudził się, że skompromitowany i ośmieszony rozmówca (którego swoimi pytaniami doprowadził do samozaorania) zechce wziąć udział w kolejnym etapie jakim jest poszukiwanie wiedzy. To właśnie, miedzy innymi, sprowadziło na niego kłopoty.

>>może się okazać, że po zburzeniu starego, ten nowy dom wcale nie powstanie.
>Może się tak okazać również w metodzie majeutycznej.

Ale to będzie oznaczało niepowodzenie metody majeutycznej - jej cel nie został osiągnięty. Ale cel metody elenktycznej (zburzenie) został osiągnięty.

>Porównanie metody elenktycznej do "burzenia domu" nie jest trafione, lepsze jest "oczyszczanie domu ze śmieci", a więc dom cały czas jest, a usuwanie śmieci, które go zasłaniały prowadzi do zobaczenia jak wygląda rzeczywiście.

Może prowadzić do zobaczenia jak wygląda rzeczywiście, ale tylko w połączeniu z metodą majeutyczną. Przecież to nie jest tak, że metoda elenktyczna (usuwanie śmieci) prowadzi bezpośrednio do zobaczenia domu. Gdyby tak było, to metoda majeutyczna nie byłaby potrzebna.

>W przypadku domu tak, ale umysł to nie dom, tutaj proces burzenia i budowania może przebiegać jednocześnie bez względu jaką metodą prowadzimy dialog.

Może przebiegać jednocześnie, ale wtedy nie mamy już chyba do czynienia z metodą sokratejską. W metodzie sokratejskiej etapy raczej nie przebiegają jednocześnie, tylko po kolei. A nawet gdyby przebiegały jednocześnie, to nadal by nie znaczyło, że metoda elenktyczna jest sama w sobie etapem służącym odkryciu wiedzy, bo przecież byłaby stosowana łącznie z majeutyczną.

Przypomnę, co napisałeś we wcześniejszych komentarzach:

>Naprowadzanie rozmówcy na wiedzę pewną, niepodważalną, jest elementem metody elenktycznej

Nie jest jej elementem. Sama metoda elenktyczna może być takim elementem - choć nie musi. Wszystko zależy od tego, czy chcemy kontynuować kolejne etapy. Jeśli tak, to wtedy staje się etapem naprowadzania na wiedzę (ale tyko wtedy).

I jeszcze jeden cytat z jednego z twoich poprzednich komentarzy:

>każda z metod prowadzi do zdobycia wiedzy

Jeśli są one etapami całego procesu, mającego na celu odkrycie wiedzy - to tak. Ale jeśli potraktujemy każdy z tych etapów osobno - to tylko metoda majeutyczna (bezpośrednio) prowadzi do odkrycia wiedzy.
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>Jest subtelna różnica między "zdobywaniem wiedzy", a "prowadzi do zdobycia wiedzy". Ty piszesz o "zdobyciu wiedzy", ja piszę, że "prowadzi do zdobycia wiedzy".
>>Inaczej rozumiemy definicję, ty, że celem jest zburzenie fałszywej wiedzy, ja, że burzenie fałszywej wiedzy to metoda, która ma doprowadzić do celu jakim jest zdobycie wiedzy.
>Ale tylko - ewentualnie (bo niekoniecznie) - po połączeniu jej z kolejnym etapem (metodą majeutyczną).
Nie. Umysł tak nie działa, że osiągnie wiedzę tylko wtedy, gdy zastosowana zostanie metoda majeutyczna, może ją osiągnąć podczas dialogu prowadzonego metodą elenktyczną. Nie ma znaczenia jaką metodę prowadzący dialog stosuje, adwersarz może osiągnąć prawdziwą wiedzę podczas burzenia fałszywej, nie trzeba wtedy przechodzić do kolejnego etapu, czyli metody majeutycznej.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
29-08-2020 02:31 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Nie. Umysł tak nie działa, że osiągnie wiedzę tylko wtedy, gdy zastosowana zostanie metoda majeutyczna,

No pewnie, że umysł tak nie działa. Wiedzę można zdobywać na różne sposoby, w ogóle nie związane z metodą sokratejską. Metoda sokratejska jest tylko jedną z klasycznych metod, która - przynajmniej częściowo - oparta jest na błędnych założeniach (błędnym założeniem jest np. to, że wiedzy się nie nabywa, bo ona już w nas tkwi, tylko musimy ją sobie uświadomić). Ale my dyskutujemy o klasycznej metodzie sokratejskiej i jej klasycznych założeniach, więc trzymajmy się tematu.

>może ją osiągnąć podczas dialogu prowadzonego metodą elenktyczną.

Może ją osiągnąć i to nie tylko podczas takiego dialogu.
Przykład: Pracuję naukowo - moja praca polega na zdobywaniu wiedzy. Czy jadąc do pracy zdobywam wiedzę. Zwykle nie. Czym można zatem powiedzieć, że mój dojazd do pracy jest etapem zdobywania wiedzy? Sam w sobie nie jest, ale ponieważ jest pewnym etapem, który pozwala mi zdobywać wiedzę (muszę dojechać do pracy, by pracować naukowo i zdobywać wiedzę), to można powiedzieć, że jest etapem, który przyczynia się do zdobywania wiedzy. Może się oczywiście zdarzyć, że w drodze do pracy, przytrafi mi się coś, co wzbogaci mnie w jakąś wiedzę. Ale czy to znaczy, że moim celem na tym etapie (dojazd do pracy) było zdobycie wiedzy? Nie. Celem tego etapu było dotarcie do pracy - wiedzę zdobyłem przypadkiem (jest skutkiem niezamierzonym).

>Nie ma znaczenia jaką metodę prowadzący dialog stosuje, adwersarz może osiągnąć prawdziwą wiedzę podczas burzenia fałszywej, nie trzeba wtedy przechodzić do kolejnego etapu, czyli metody majeutycznej.

Oczywiście, że adwersarz może zdobyć taką wiedzę, podczas burzenia fałszywej (choć wtedy nie mamy już do czynienia z klasyczną metodą sokratejską, składającą się z trzech etapów) - ale to nie znaczy, że zdobycie wiedzy było celem etapu burzenia. Znowu posłużę się analogią: Moim celem jest wydobycie złota. Kupiłem więc starą (stuletnią) kopalnię złota, która jest zupełną ruiną. Chcąc wybudować w tym miejscu nowoczesną kopalnię, muszę najpierw zburzyć starą. No więc przystępuję do pracy: burzę stare budynki, wykopuje ich fundamenty, wyrywam stare słupy energetyczne itp. W czasie tych prac likwidacyjnych znajduję w ziemi okazały samorodek złota. Super - jestem zadowolony - znalazłem złoto, zanim zacząłem go szukać. Ale to nie było celem tego etapu prac. I tak samo jest z metodą elenktyczną (w klasycznej metodzie sokratejskiej) - jej celem nie jest zdobycie (wydobycie, uświadomienie) wiedzy, choć może się przypadkiem zdarzyć, że taką wiedzę się na tym etapie zdobędzie.
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>Nie. Umysł tak nie działa, że osiągnie wiedzę tylko wtedy, gdy zastosowana zostanie metoda majeutyczna,
>No pewnie, że umysł tak nie działa. Wiedzę można zdobywać na różne sposoby, w ogóle nie związane z metodą sokratejską. Metoda sokratejska jest tylko jedną z klasycznych metod, która - przynajmniej częściowo - oparta jest na błędnych założeniach (błędnym założeniem jest np. to, że wiedzy się nie nabywa, bo ona już w nas tkwi, tylko musimy ją sobie uświadomić).
Udowodnij.
>Ale my dyskutujemy o klasycznej metodzie sokratejskiej i jej klasycznych założeniach, więc trzymajmy się tematu.
To po co od niego odbiegasz?
>>może ją osiągnąć podczas dialogu prowadzonego metodą elenktyczną.
>Może ją osiągnąć i to nie tylko podczas takiego dialogu.
>Przykład: Pracuję naukowo - moja praca polega na zdobywaniu wiedzy. Czy jadąc do pracy zdobywam wiedzę. Zwykle nie. Czym można zatem powiedzieć, że mój dojazd do pracy jest etapem zdobywania wiedzy? Sam w sobie nie jest, ale ponieważ jest pewnym etapem, który pozwala mi zdobywać wiedzę (muszę dojechać do pracy, by pracować naukowo i zdobywać wiedzę), to można powiedzieć, że jest etapem, który przyczynia się do zdobywania wiedzy. Może się oczywiście zdarzyć, że w drodze do pracy, przytrafi mi się coś, co wzbogaci mnie w jakąś wiedzę. Ale czy to znaczy, że moim celem na tym etapie (dojazd do pracy) było zdobycie wiedzy? Nie. Celem tego etapu było dotarcie do pracy - wiedzę zdobyłem przypadkiem (jest skutkiem niezamierzonym).
I znów odbiegłeś od tematu, mieliśmy rozmawiać o metodzie elenktycznej, a ty o jechaniu do pracy.
>>Nie ma znaczenia jaką metodę prowadzący dialog stosuje, adwersarz może osiągnąć prawdziwą wiedzę podczas burzenia fałszywej, nie trzeba wtedy przechodzić do kolejnego etapu, czyli metody majeutycznej.
>Oczywiście, że adwersarz może zdobyć taką wiedzę, podczas burzenia fałszywej (choć wtedy nie mamy już do czynienia z klasyczną metodą sokratejską, składającą się z trzech etapów) - ale to nie znaczy, że zdobycie wiedzy było celem etapu burzenia.
Było, już samo uświadomienie sobie, że posiadało się wiedzę fałszywą, jest wiedzą, a burzenie fałszywej wiedzy nie jest celem, tylko metodą prowadzącą do wiedzy prawdziwej. Celem obu metod jest osiągnięcie wiedzy. Metoda elenktyczna (burzenie) to metoda prowadzenia dialogu, nie cel. Pisałem już o tym wcześniej, że inaczej rozumiemy definicję, ja prawidłowo, a ty błędnie.
>Znowu posłużę się analogią: Moim celem jest wydobycie złota. Kupiłem więc starą (stuletnią) kopalnię złota, która jest zupełną ruiną. Chcąc wybudować w tym miejscu nowoczesną kopalnię, muszę najpierw zburzyć starą. No więc przystępuję do pracy: burzę stare budynki, wykopuje ich fundamenty, wyrywam stare słupy energetyczne itp. W czasie tych prac likwidacyjnych znajduję w ziemi okazały samorodek złota. Super - jestem zadowolony - znalazłem złoto, zanim zacząłem go szukać. Ale to nie było celem tego etapu prac. I tak samo jest z metodą elenktyczną (w klasycznej metodzie sokratejskiej) - jej celem nie jest zdobycie (wydobycie, uświadomienie) wiedzy, choć może się przypadkiem zdarzyć, że taką wiedzę się na tym etapie zdobędzie.
Nie przypadkiem, ale dzięki metodzie elenktycznej burzącej fałszywą wiedzę zdobywa się prawdziwą, a jeśli się tego nie osiągnie wtedy można przejść do metody majeutycznej. Tak samo jak burzenie fałszywej wiedzy nie jest celem tylko środkiem do zdobycia prawdziwej, tak w metodzie majeutycznej wydobywanie nieuświadomionej nie jest celem tylko środkiem do zdobycia prawdziwej.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
29-08-2020 21:16 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>(błędnym założeniem jest np. to, że wiedzy się nie nabywa, bo ona już w nas tkwi, tylko musimy ją sobie uświadomić).
>Udowodnij.

Ale ciężar dowodu spoczywa na tym, kto głosi zasadność takiego założenia. Użyłem może niewłaściwego określenia pisząc "błędnym" - powinno być "nieuzasadnionym". Bezspornym faktem jest jednak, że wiedzę się nabywa - można co najwyżej twierdzić, że nie jest to jedyna metoda i jedną z innych metod jest odkrywanie jej w sobie (ale takie twierdzenie trzeba udowodnić). Ale może nie zagłębiajmy się w to, bo nie to jest sednem naszego sporu.

>I znów odbiegłeś od tematu, mieliśmy rozmawiać o metodzie elenktycznej, a ty o jechaniu do pracy.

To był przykład, który miał pokazać, że działanie, które ma doprowadzić do jakiegoś celu, może czasem spowodować osiągnięcie innego celu. Metoda elenktyczna, której celem jest pozbycie się fałszywej wiedzy, może czasem doprowadzić do wydobycia wiedzy prawdziwej - ale to nie jest jej cel.

>>ale to nie znaczy, że zdobycie wiedzy było celem etapu burzenia.
>Było, już samo uświadomienie sobie, że posiadało się wiedzę fałszywą, jest wiedzą,

Ale to trochę naciągany argument, bo - jak już wspominałem - jest to szczególny rodzaj wiedzy. Celem metody elenktycznej jest uzyskanie takiej właśnie szczególnej wiedzy - wiedzy, że się nic nie wie na dany temat.

>a burzenie fałszywej wiedzy nie jest celem, tylko metodą prowadzącą do wiedzy prawdziwej.

Burzenie nie jest celem. Celem jest zburzenie. I cel ten może zostać osiągnięty niezależnie od innego celu, jakim jest uzyskanie wiedzy. Powodzenie metody elenktycznej (samej w sobie) - osiągnięcie jej celu - nie zależy od tego czy uzyskaliśmy jakąś wiedzę (poza szczególną wiedzą, że nic nie wiemy).

>Celem obu metod jest osiągnięcie wiedzy.

Jeśli rozpatrujemy je jako etapy pewnego procesu, którego celem jest osiągnięcie wiedzy - to tak. Ale jeśli rozpatrujemy te metody samodzielnie - to nie (celem pierwszej nie jest osiągnięcie wiedzy).

>Metoda elenktyczna (burzenie) to metoda prowadzenia dialogu, nie cel.

No pewnie. Metoda nie jest celem - to oczywiste. Ale celem tej metody jest zburzenie fałszywego przeświadczenia o tym, że posiada się wiedzę.

>Pisałem już o tym wcześniej, że inaczej rozumiemy definicję, ja prawidłowo, a ty błędnie.

Śmiem twierdzić, że jest odwrotnie.
Możesz przytoczyć jakieś źródło, które definiuje metodę elenktyczną tak jak ty.

>>jej celem nie jest zdobycie (wydobycie, uświadomienie) wiedzy, choć może się przypadkiem zdarzyć, że taką wiedzę się na tym etapie zdobędzie.
>Nie przypadkiem, ale dzięki metodzie elenktycznej burzącej fałszywą wiedzę zdobywa się prawdziwą,

Nie jest to celem tej metody, ale czasami może być jej skutkiem ubocznym.

>Tak samo jak burzenie fałszywej wiedzy nie jest celem tylko środkiem do zdobycia prawdziwej

Burzenie nie jest celem. Ale zburzenie - już tak. To chyba oczywiste, że celem burzenia nie jest burzenie, tylko zburzenie. Chyba rozumiesz różnicę?

>tak w metodzie majeutycznej wydobywanie nieuświadomionej nie jest celem tylko środkiem do zdobycia prawdziwej.

Wydobywanie nie jest celem. Celem jest wydobycie. Celowo manipulujesz pojęciami?
Duch Prawdy (14790 punktów)
>Burzenie nie jest celem. Ale zburzenie - już tak. To chyba oczywiste, że celem burzenia nie jest burzenie, tylko zburzenie. Chyba rozumiesz różnicę?
Rozumiem, ale zburzenie też nie jest celem, celem jest osiągnięcie wiedzy, zburzenie fałszywej tylko do niego prowadzi.
>>tak w metodzie majeutycznej wydobywanie nieuświadomionej nie jest celem tylko środkiem do zdobycia prawdziwej.
>Wydobywanie nie jest celem. Celem jest wydobycie. Celowo manipulujesz pojęciami?
Ty manipulujesz, wydobycie wiedzy = zdobycie wiedzy.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
29-08-2020 21:50 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Rozumiem, ale zburzenie też nie jest celem, celem jest osiągnięcie wiedzy, zburzenie fałszywej tylko do niego prowadzi.

A na czym opierasz to stanowisko? Na jakich źródłach? Jeśli twierdzisz, że definicja metody elenktycznej jest inna niż te, które ja przytaczałem, to wypadałoby to udowodnić przytaczając źródła, na których się opierasz. Opierasz się na jakichś źródłach, czy po prostu stworzyłeś własną definicję?

>>>tak w metodzie majeutycznej wydobywanie nieuświadomionej nie jest celem tylko środkiem do zdobycia prawdziwej.
>>Wydobywanie nie jest celem. Celem jest wydobycie. Celowo manipulujesz pojęciami?
>Ty manipulujesz, wydobycie wiedzy = zdobycie wiedzy.

Ale wydobywanie to nie to samo co wydobycie. Wydobywanie to proces, którego celem jest wydobycie. Po co argumentujesz, że "wydobywanie nieuświadomionej nie jest celem tylko środkiem do zdobycia prawdziwej"? To jest przecież oczywiste (wydobywanie jest środkiem służącym do zdobycia) - nikt temu nie przeczy.
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>Rozumiem, ale zburzenie też nie jest celem, celem jest osiągnięcie wiedzy, zburzenie fałszywej tylko do niego prowadzi.
>A na czym opierasz to stanowisko?
Na definicji.
>Na jakich źródłach?
Cofnij się do źródeł, które już zostały zalinkowane w dyskusji.
>Jeśli twierdzisz, że definicja metody elenktycznej jest inna niż te, które ja przytaczałem, to wypadałoby to udowodnić przytaczając źródła, na których się opierasz.
Jesteś manipulantem, najpierw twierdziłeś, że stworzyłem swoje definicje, teraz, że twierdzę, że definicja jest inna niż podana w źródłach. Zarzucałeś cr, że jest koniem, zastanów się, czy nie powinieneś sobie kupić siodła.
>Opierasz się na jakichś źródłach, czy po prostu stworzyłeś własną definicję?
Forum Racjonalista jest po to, żeby prowadzić racjonalne dysputy, skoro tego nie rozumiesz to ja już podziękuję za dalszą rozmowę.
>>>>tak w metodzie majeutycznej wydobywanie nieuświadomionej nie jest celem tylko środkiem do zdobycia prawdziwej.
>>>Wydobywanie nie jest celem. Celem jest wydobycie. Celowo manipulujesz pojęciami?
>>Ty manipulujesz, wydobycie wiedzy = zdobycie wiedzy.
>Ale wydobywanie to nie to samo co wydobycie. Wydobywanie to proces, którego celem jest wydobycie. Po co argumentujesz, że "wydobywanie nieuświadomionej nie jest celem tylko środkiem do zdobycia prawdziwej"? To jest przecież oczywiste (wydobywanie jest środkiem służącym do zdobycia) - nikt temu nie przeczy.
I tak samo burzenie jest środkiem do zdobycia, a nie do zburzenia, bo zburzenie fałszywej jest zdobyciem prawdziwej, nawet jeśli jest ona tylko wiedzą, że nic nie wiem.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
29-08-2020 22:54 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>>A na czym opierasz to stanowisko?
>Na definicji.
>>Na jakich źródłach?
>Cofnij się do źródeł, które już zostały zalinkowane w dyskusji.

To ja wrzuciłem linki do tych źródeł i w żadnym z nich nie jest napisane, że celem (lub jednym z celów) metody elenktycznej jest zdobycie (wydobycie) wiedzy. Jeśli twierdzisz, że te źródła coś takiego podają, to zacytuj odpowiednie fragmenty.

>>Jeśli twierdzisz, że definicja metody elenktycznej jest inna niż te, które ja przytaczałem, to wypadałoby to udowodnić przytaczając źródła, na których się opierasz.
>Jesteś manipulantem, najpierw twierdziłeś, że stworzyłem swoje definicje,

Skoro używasz pojęć takich jak "głupota" i "metoda elenktyczna" w znaczeniu, które znacznie odbiega o tego, jak te pojęcia są zdefiniowane w słownikach i encyklopediach, to znaczy, że stworzyłeś sobie własne definicje tych pojęć - to się rozumie samo przez się.

>teraz, że twierdzę, że definicja jest inna niż podana w źródłach.

Skoro posługujesz się inną definicją niż te, które są podane w źródłach, to jak inaczej to rozumieć? Twoja definicja metody elenktycznej mówi, że celem tej metody jest zdobycie (wydobycie) wiedzy. Zacytuj, którąkolwiek z definicji dostępnych w źródłach, która to potwierdzi.

>Zarzucałeś cr, że jest koniem, zastanów się, czy nie powinieneś sobie kupić siodła.

Jak na razie, tylko ty zarzucasz mi, że jestem koniem, więc zgodnie z tym powiedzeniem mogę cię wyśmiać.

>I tak samo burzenie jest środkiem do zdobycia, a nie do zburzenia, bo zburzenie fałszywej jest zdobyciem prawdziwej, nawet jeśli jest ona tylko wiedzą, że nic nie wiem.

Jeśli jest ona tylko wiedzą, że nic nie wiem, to niepotrzebnie się spieramy - bo ja temu nie przeczę.
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>I tak samo burzenie jest środkiem do zdobycia, a nie do zburzenia, bo zburzenie fałszywej jest zdobyciem prawdziwej, nawet jeśli jest ona tylko wiedzą, że nic nie wiem.
>Jeśli jest ona tylko wiedzą, że nic nie wiem, to niepotrzebnie się spieramy - bo ja temu nie przeczę.
A wcześniej przeczyłeś, że metoda elenktyczna prowadzi do zdobycia wiedzy.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
30-08-2020 12:20 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>A wcześniej przeczyłeś, że metoda elenktyczna prowadzi do zdobycia wiedzy.

Przeczyłem - i nadal przeczę - że celem metody elenktycznej (samej w sobie) jest zdobycie wiedzy innej, niż wiedza o tym, że się nic nie wie. Już kilka razy o tym pisałem, więc nie udawaj Greka - robisz to w sposób mało finezyjny.

Zrób sobie ćwiczenie 6 z tego testu. Ciekaw jestem czy poprawnie odpowiesz.

epodreczniki.pl/a/sprawdz-sie/D11llTn0O
30-08-2020 14:21 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>>A wcześniej przeczyłeś, że metoda elenktyczna prowadzi do zdobycia wiedzy.
>Przeczyłem - i nadal przeczę - że celem metody elenktycznej (samej w sobie) jest zdobycie wiedzy innej, niż wiedza o tym, że się nic nie wie. Już kilka razy o tym pisałem, więc nie udawaj Greka - robisz to w sposób mało finezyjny.
>Zrób sobie ćwiczenie 6 z tego testu. Ciekaw jestem czy poprawnie odpowiesz.
>epodreczniki.pl/a/sprawdz-sie/D11llTn0O

Dlaczego jednak dzielić coś, co w praktyce było jedną całością? Przez tę jedną całość rozumiem stosowanie pytań i wypróbowywanie odpowiedzi, prowadzące od obalenia wiedzy pozornej do wiedzy prawdziwej. Przypuśćmy, że pytania dotyczą sprawiedliwości: pewna liczba pytań wystarcza, by pokazać, że dotychczasowa wiedza pytanego była wiedzą pozorną, natomiast kolejne pytania prowadzą - mają prowadzić - do uzyskania wiedzy o tym, czym w istocie jest sprawiedliwość. Można podzielić tę całość na dwie części i jedną nazwać "metodą elenktyczną", a drugą metodą "majeutyczną", tylko po co? Jeżeli śnieg pada przez cały dzień, mogę jeden z nich nazwać "śniegiem przedpołudniowym i południowym", drugi "śniegiem popołudniowym" i z definicji jeden nie jest tym samym, co drugi - tylko po co? Czy sam nie popadasz to, co co właśnie oskarżał Sokrates, czyli o posiadanie wiedzy pozornej (w istocie werbalnej tylko)? Taki podział jest zresztą szkodliwy o tyle, że jeżeli nie będziemy widzieć tego procesu jako jednej całości, ktoś zaakceptuje pierwszą część (dekonstruktywną), a odrzuci drugą (konstruktywną). Taki podział nosi więc obie groźbę - zarodek - sceptycyzmu i nihilizmu, groźnego chyba dla ideału wiedzy, bliskiego przecież Sokratesowi.

Nie polegałbym poza tym na zdaniu jednego historyka filozofii i na tym, że akurat jego ocena znajduje się w podręczniku.
30-08-2020 19:54 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
> Dlaczego jednak dzielić coś, co w praktyce było jedną całością?

Po pierwsze - właśnie w praktyce często nie było jedną całością (to, że coś jest elementem jakiejś całości, nie oznacza, że nie może występować samodzielnie). Bywało, że rozmowa kończyła się na pierwszym etapie - rozmówca był zmuszony przyznać, że jego rozumowanie było sprzeczne, a co za tym idzie - jego wiedza na dany temat była pozorna (cel metody elenktycznej został osiągnięty). I na tym się kończyło - rozmówca nie wyrażał chęci by kontynuować, bo np. czuł się skompromitowany (choć celem metody nie było skompromitowanie rozmówcy, ale wielu ludzi tak to odczuwa - kiedy są zmuszeni przyznać się do błędu, czują się upokorzeni). Stosowanie tej właśnie metody wobec różnych "mędrców" - którzy czuli się ośmieszeni jej rezultatem - ściągnęło na Sokratesa kłopoty.
Po drugie - nawet jeśli coś jest nierozłącznym elementem całości, ale pełni w tej całości określone funkcje (inne niż pozostałe elementy), to nic nie stoi na przeszkodzie by te funkcje określić i je opisać. Co jest złego w wiedzy na temat funkcji poszczególnych elementów jakiejś całości?

>Można podzielić tę całość na dwie części i jedną nazwać "metodą elenktyczną", a drugą metodą "majeutyczną", tylko po co?

Bo staramy się opisać jak najdokładniej świat, w którym żyjemy.
Po co dzielimy literaturę na rodzaje literackie (lirykę, epikę, dramat), a te z kolei na gatunki i podgatunki? Po co dzielimy atmosferę na: troposferę, stratosferę, mezosferę, jonosferę? Po co dzielimy atom na jądro i chmurę elektronową, a jądro na protony i neutrony? Systematyka pozwala nam lepiej zrozumieć i opisać świat.

>Jeżeli śnieg pada przez cały dzień, mogę jeden z nich nazwać "śniegiem przedpołudniowym i południowym", drugi "śniegiem popołudniowym" i z definicji jeden nie jest tym samym, co drugi - tylko po co?

To zły przykład. Bo śnieg przedpołudniowy różni się od popołudniowego tylko nazwą - pod każdym innym względem jest taki sam (nie da się ich odróżnić). Metoda elenktyczna różni się od majeutycznej nie tylko nazwą, ale również funkcją jaką pełni w całej metodzie sokratejskiej.

>Taki podział jest zresztą szkodliwy o tyle, że jeżeli nie będziemy widzieć tego procesu jako jednej całości, ktoś zaakceptuje pierwszą część (dekonstruktywną), a odrzuci drugą (konstruktywną).

To czy nazwiemy i opiszemy ten podział nie ma znaczenia - podział istnieje niezależnie od tego, czy go nazwiemy czy nie. Nazywanie i opisywanie pozwala nam po prostu uporządkować wiedzę. To czy ktoś zaakceptuje pierwszy, a drugiego już nie - nie zależy od tego, czy je nazwiemy. I dlaczego akceptacja tylko pierwszego miałaby być szkodliwa? Pewnie, że lepiej jest, kiedy fałszywą wiedzę zastąpimy prawdziwą, ale pozbycie się fałszywej, samo w sobie, też jest wartością - lepiej być świadomym nieposiadania wiedzy, niż być błędnie przekonanym, że się ją posiada.

> Nie polegałbym poza tym na zdaniu jednego historyka filozofii i na tym, że akurat jego ocena znajduje się w podręczniku.

A to jest ocena tylko jednego historyka?
30-08-2020 20:25 
 Ocena 1 na 1
Elasp (6859 punktów)
>> Dlaczego jednak dzielić coś, co w praktyce było jedną całością?
>Po pierwsze - właśnie w praktyce często nie było jedną całością (to, że coś jest elementem jakiejś całości, nie oznacza, że nie może występować samodzielnie). Bywało, że rozmowa kończyła się na pierwszym etapie - rozmówca był zmuszony przyznać, że jego rozumowanie było sprzeczne, a co za tym idzie - jego wiedza na dany temat była pozorna (cel metody elenktycznej został osiągnięty). I na tym się kończyło - rozmówca nie wyrażał chęci by kontynuować, bo np. czuł się skompromitowany (choć celem metody nie było skompromitowanie rozmówcy, ale wielu ludzi tak to odczuwa - kiedy są zmuszeni przyznać się do błędu, czują się upokorzeni). Stosowanie tej właśnie metody wobec różnych "mędrców" - którzy czuli się ośmieszeni jej rezultatem - ściągnęło na Sokratesa kłopoty.

"Rozmowa kończyła się na pierwszym etapie" - czy miała się kończyć? Przeznaczeniem tej części (jeżbyło służyć całości. Gdy mówimy o funkcji mówimy o czynności, którą ma wykonać pewna rzecz, To, że ta rzecz tej funkcji nie wykonuje nie ma w tym względzie znaczenia. Co najwyżej możemy powiedzieć, że czasem nie spełnia swojej funkcji.

>Po drugie - nawet jeśli coś jest nierozłącznym elementem całości, ale pełni w tej całości określone funkcje (inne niż pozostałe elementy), to nic nie stoi na przeszkodzie by te funkcje określić i je opisać. Co jest złego w wiedzy na temat funkcji poszczególnych elementów jakiejś całości?

To, że niekoniecznie całość = suma poszczególnych części.Suma funkcji też nie zawsze jest tym samym, co funkcja sumy.

>>Można podzielić tę całość na dwie części i jedną nazwać "metodą elenktyczną", a drugą metodą "majeutyczną", tylko po co?
>Bo staramy się opisać jak najdokładniej świat, w którym żyjemy.

Tak, ale zachodzi groźba, że to, co jest elementem wydzielonym przez nas, bierzemy za element rzeczywistości. Nie zawsze to, co odróżniamy w myśli różni się w rzeczywistości.

>Po co dzielimy literaturę na rodzaje literackie (lirykę, epikę, dramat), a te z kolei na gatunki i podgatunki? Po co dzielimy atmosferę na: troposferę, stratosferę, mezosferę, jonosferę? Po co dzielimy atom na jądro i chmurę elektronową, a jądro na protony i neutrony? Systematyka pozwala nam lepiej zrozumieć i opisać świat.

Każde dwie rzeczy mają nieskończenie wiele własności wspólnych i tyleż samo własności, które je różnią. To, że dwie rzeczy jawią nam się jako bardziej do siebie podobne niż każda z tych rzeczy z jakąś inną to rezultat budowy naszego aparatu poznawczego.

>>Jeżeli śnieg pada przez cały dzień, mogę jeden z nich nazwać "śniegiem przedpołudniowym i południowym", drugi "śniegiem popołudniowym" i z definicji jeden nie jest tym samym, co drugi - tylko po co?
>To zły przykład. Bo śnieg przedpołudniowy różni się od popołudniowego tylko nazwą - pod każdym innym względem jest taki sam (nie da się ich odróżnić). Metoda elenktyczna różni się od majeutycznej nie tylko nazwą, ale również funkcją jaką pełni w całej metodzie sokratejskiej.

Ale nie różnią się pod tym (zasadniczym) względem, że obydwie są podporządkowane nadrzędnemu celowi, jakim jest zdobycie wiedzy.

>>Taki podział jest zresztą szkodliwy o tyle, że jeżeli nie będziemy widzieć tego procesu jako jednej całości, ktoś zaakceptuje pierwszą część (dekonstruktywną), a odrzuci drugą (konstruktywną).

>To czy nazwiemy i opiszemy ten podział nie ma znaczenia - podział istnieje niezależnie od tego, czy go nazwiemy czy nie. Nazywanie i opisywanie pozwala nam po prostu uporządkować wiedzę. To czy ktoś zaakceptuje pierwszy, a drugiego już nie - nie zależy od tego, czy je nazwiemy. I dlaczego akceptacja tylko pierwszego miałaby być szkodliwa? Pewnie, że lepiej jest, kiedy fałszywą wiedzę zastąpimy prawdziwą, ale pozbycie się fałszywej, samo w sobie, też jest wartością - lepiej być świadomym nieposiadania wiedzy, niż być błędnie przekonanym, że się ją posiada.

Sądzę, że odpowiedź znajduje się wyżej.

>> Nie polegałbym poza tym na zdaniu jednego historyka filozofii i na tym, że akurat jego ocena znajduje się w podręczniku.
>A to jest ocena tylko jednego historyka?

Nie wiem, ale podejrzewam, że nie wszystkich.
30-08-2020 22:42 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
> "Rozmowa kończyła się na pierwszym etapie" - czy miała się kończyć?

Często tak. Sokrates chyba nie łudził się, że jakiś bufon (po odarciu go z pozorów wiedzy) zechce wspólnie z nim poszukiwać wiedzy prawdziwej.

>Przeznaczeniem tej części (jeżbyło służyć całości.

No chyba nie zawsze. A nawet gdyby, to co to zmienia? Przecież to, że cały proces (który składa się z kilku etapów) zakończył się niepowodzeniem, nie oznacza, że nie możemy rozebrać procesu na czynniki pierwsze (etapy), chociażby po to, by sprawdzić, który z etapów zawiódł.

>Gdy mówimy o funkcji mówimy o czynności, którą ma wykonać pewna rzecz, To, że ta rzecz tej funkcji nie wykonuje nie ma w tym względzie znaczenia. Co najwyżej możemy powiedzieć, że czasem nie spełnia swojej funkcji.

Ale warto rozebrać tę rzecz na części, by sprawdzić, która z tych części zawiodła.

>Co jest złego w wiedzy na temat funkcji poszczególnych elementów jakiejś całości?
> To, że niekoniecznie całość = suma poszczególnych części.Suma funkcji też nie zawsze jest tym samym, co funkcja sumy.

Ale żeby to stwierdzić, musimy się tej całości dokładnie przyjrzeć (najlepiej rozbierając ją na części i sprawdzić, która do czego służy).

>>Bo staramy się opisać jak najdokładniej świat, w którym żyjemy.
> Tak, ale zachodzi groźba, że to, co jest elementem wydzielonym przez nas, bierzemy za element rzeczywistości. Nie zawsze to, co odróżniamy w myśli różni się w rzeczywistości.

To prawda - nie zawsze. Tak jest np. ze śniegiem przedpołudniowym i popołudniowym. Możemy je odróżnić w myśli, ale rzeczywistej różnicy między nimi nie ma.
Ale nie jest tak z metodą elenktyczną i majeutyczną.

> Każde dwie rzeczy mają nieskończenie wiele własności wspólnych i tyleż samo własności, które je różnią. To, że dwie rzeczy jawią nam się jako bardziej do siebie podobne niż każda z tych rzeczy z jakąś inną to rezultat budowy naszego aparatu poznawczego.

Wybacz, ale to jest bełkot na miarę Hamerlika Konopki.
Chcesz powiedzieć, że twój długopis i mój długopis mają tyle samo własności wspólnych, co mój długopis i mój laptop?

> Ale nie różnią się pod tym (zasadniczym) względem, że obydwie są podporządkowane nadrzędnemu celowi, jakim jest zdobycie wiedzy.

Dojazd do pracy i sama praca też są podporządkowane nadrzędnemu celowi, jakim jest wykonanie pracy. Nie ulega jednak wątpliwości, że oba etapy znacznie się od siebie różnią.

>>To czy nazwiemy i opiszemy ten podział nie ma znaczenia - podział istnieje niezależnie od tego, czy go nazwiemy czy nie. Nazywanie i opisywanie pozwala nam po prostu uporządkować wiedzę. To czy ktoś zaakceptuje pierwszy, a drugiego już nie - nie zależy od tego, czy je nazwiemy. I dlaczego akceptacja tylko pierwszego miałaby być szkodliwa? Pewnie, że lepiej jest, kiedy fałszywą wiedzę zastąpimy prawdziwą, ale pozbycie się fałszywej, samo w sobie, też jest wartością - lepiej być świadomym nieposiadania wiedzy, niż być błędnie przekonanym, że się ją posiada.
> Sądzę, że odpowiedź znajduje się wyżej.

Nie sądzę.

>>>Nie polegałbym poza tym na zdaniu jednego historyka filozofii i na tym, że akurat jego ocena znajduje się w podręczniku.
>>A to jest ocena tylko jednego historyka?
> Nie wiem, ale podejrzewam, że nie wszystkich.

Jest spora różnica, między podejrzeniem, że tylko jednego, a podejrzeniem, że nie wszystkich.
Elasp (6859 punktów)
>> "Rozmowa kończyła się na pierwszym etapie" - czy miała się kończyć?
>Często tak. Sokrates chyba nie łudził się, że jakiś bufon (po odarciu go z pozorów wiedzy) zechce wspólnie z nim poszukiwać wiedzy prawdziwej.

Nie wiemy, jakie były złudzenia Sokratesa. To jest tylko Twoje domniemanie.

>>Przeznaczeniem tej części (jeżbyło służyć całości.
>No chyba nie zawsze. A nawet gdyby, to co to zmienia? Przecież to, że cały proces (który składa się z kilku etapów) zakończył się niepowodzeniem, nie oznacza, że nie możemy rozebrać procesu na czynniki pierwsze (etapy), chociażby po to, by sprawdzić, który z etapów zawiódł.

Temu wcale nie przeczę.

>>Gdy mówimy o funkcji mówimy o czynności, którą ma wykonać pewna rzecz, To, że ta rzecz tej funkcji nie wykonuje nie ma w tym względzie znaczenia. Co najwyżej możemy powiedzieć, że czasem nie spełnia swojej funkcji.

>Ale warto rozebrać tę rzecz na części, by sprawdzić, która z tych części zawiodła.
>>Co jest złego w wiedzy na temat funkcji poszczególnych elementów jakiejś całości?

To, że myślenie w kategoriach części może pozbawić nas skłonności do myślenia w kategoriach całości. Ciekawe jest właśnie to, że bezpośredni i pośredni uczniowie Sokratesa - Platon i Arystoteles - mieli skłonność do przedkładania części nad całość. Rozbierać rzeczy na części chciał Demokryt. Dla Demokryta własności całości są funkcją własności części - ażeby znać całość należy (i wystarcza) znać części. Platon i Arystoteles krytykowali Demokryta.

>> To, że niekoniecznie całość = suma poszczególnych części.Suma funkcji też nie zawsze jest tym samym, co funkcja sumy.
>Ale żeby to stwierdzić, musimy się tej całości dokładnie przyjrzeć (najlepiej rozbierając ją na części i sprawdzić, która do czego służy).

Tak, ale czynimy to w myślach. Nieustannie reifikujesz coś, co nie jest żadną rzeczą. Poznanie nie jest taką rzeczą jak dom, który składa się z poszczególnych elementów.

>>>Bo staramy się opisać jak najdokładniej świat, w którym żyjemy.
>> Tak, ale zachodzi groźba, że to, co jest elementem wydzielonym przez nas, bierzemy za element rzeczywistości. Nie zawsze to, co odróżniamy w myśli różni się w rzeczywistości.
>To prawda - nie zawsze. Tak jest np. ze śniegiem przedpołudniowym i popołudniowym. Możemy je odróżnić w myśli, ale rzeczywistej różnicy między nimi nie ma.

Właśnie o tym mówię, tylko że w odniesieniu do poznania i jego "etapów".

>Ale nie jest tak z metodą elenktyczną i majeutyczną.
>> Każde dwie rzeczy mają nieskończenie wiele własności wspólnych i tyleż samo własności, które je różnią. To, że dwie rzeczy jawią nam się jako bardziej do siebie podobne niż każda z tych rzeczy z jakąś inną to rezultat budowy naszego aparatu poznawczego.
>Wybacz, ale to jest bełkot na miarę Hamerlika Konopki.

Na Twoim miejscu jednak bym się nad tym zastanowił. Twoja uwaga na pewno nie jest rzeczowa.

>Chcesz powiedzieć, że twój długopis i mój długopis mają tyle samo własności wspólnych, co mój długopis i mój laptop?

Nieskończenie wiele takich samych, nieskończenie wiele odmiennych, czyli tyle samo, nie uważasz?

>> Ale nie różnią się pod tym (zasadniczym) względem, że obydwie są podporządkowane nadrzędnemu celowi, jakim jest zdobycie wiedzy.
>Dojazd do pracy i sama praca też są podporządkowane nadrzędnemu celowi, jakim jest wykonanie pracy. Nie ulega jednak wątpliwości, że oba etapy znacznie się od siebie różnią.

To czy coś się "znacznie różni" czy nie jest kwestią dokładności pomiaru. Może różnice są pozorne?

>>>To czy nazwiemy i opiszemy ten podział nie ma znaczenia - podział istnieje niezależnie od tego, czy go nazwiemy czy nie. Nazywanie i opisywanie pozwala nam po prostu uporządkować wiedzę. To czy ktoś zaakceptuje pierwszy, a drugiego już nie - nie zależy od tego, czy je nazwiemy. I dlaczego akceptacja tylko pierwszego miałaby być szkodliwa? Pewnie, że lepiej jest, kiedy fałszywą wiedzę zastąpimy prawdziwą, ale pozbycie się fałszywej, samo w sobie, też jest wartością - lepiej być świadomym nieposiadania wiedzy, niż być błędnie przekonanym, że się ją posiada.
>> Sądzę, że odpowiedź znajduje się wyżej.
>Nie sądzę.

To chyba jednak niczego nie zmienia.

>>>>Nie polegałbym poza tym na zdaniu jednego historyka filozofii i na tym, że akurat jego ocena znajduje się w podręczniku.
>>>A to jest ocena tylko jednego historyka?
>> Nie wiem, ale podejrzewam, że nie wszystkich.
>Jest spora różnica, między podejrzeniem, że tylko jednego, a podejrzeniem, że nie wszystkich.

Nie twierdziłem, że jest to zdanie jednego historyka, tylko że polegasz na zdaniu jednego historyka, tzn. do jego stwierdzeń świadomie się odnosisz.
31-08-2020 01:44 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>>Często tak. Sokrates chyba nie łudził się, że jakiś bufon (po odarciu go z pozorów wiedzy) zechce wspólnie z nim poszukiwać wiedzy prawdziwej.
> Nie wiemy, jakie były złudzenia Sokratesa. To jest tylko Twoje domniemanie.

To prawda. Ale wydaje mi się bardzo prawdopodobne.

> To, że myślenie w kategoriach części może pozbawić nas skłonności do myślenia w kategoriach całości. Ciekawe jest właśnie to, że bezpośredni i pośredni uczniowie Sokratesa - Platon i Arystoteles - mieli skłonność do przedkładania części nad całość. Rozbierać rzeczy na części chciał Demokryt. Dla Demokryta własności całości są funkcją własności części - ażeby znać całość należy (i wystarcza) znać części. Platon i Arystoteles krytykowali Demokryta.

I jaki z tego wniosek? Bo nie bardzo wiem jak mam to odnieść do sedna naszej dyskusji. Poziom ogólności twoich komentarzy jest nieco kłopotliwy, bo nie do końca rozumiem z czym polemizujesz.

>>Ale żeby to stwierdzić, musimy się tej całości dokładnie przyjrzeć (najlepiej rozbierając ją na części i sprawdzić, która do czego służy).
> Tak, ale czynimy to w myślach. Nieustannie reifikujesz coś, co nie jest żadną rzeczą. Poznanie nie jest taką rzeczą jak dom, który składa się z poszczególnych elementów.

No i? Jak to się ma do naszej dyskusji? Odnoszę wrażenie, że próbujesz rozwodnić temat do tak małego stężenia, że za chwilę przestaniemy czuć jego smak.

>>To prawda - nie zawsze. Tak jest np. ze śniegiem przedpołudniowym i popołudniowym. Możemy je odróżnić w myśli, ale rzeczywistej różnicy między nimi nie ma.
> Właśnie o tym mówię, tylko że w odniesieniu do poznania i jego "etapów".

Ale etapy metody sokratycznej nie różnią się tylko nazwą.

>>Chcesz powiedzieć, że twój długopis i mój długopis mają tyle samo własności wspólnych, co mój długopis i mój laptop?
> Nieskończenie wiele takich samych, nieskończenie wiele odmiennych, czyli tyle samo, nie uważasz?

Nie. Liczb całkowitych jest nieskończenie wiele i liczb parzystych jest nieskończenie wiele, ale parzystych jest dwa razy mniej niż całkowitych. Takie czary
A tak poza tym, to trzeba być zupełnie oderwanym od rzeczywistości (bez urazy), by twierdzić, że różnica między stacją kosmiczną, a skarpetkami to "rezultat budowy naszego aparatu poznawczego". Przemyśl to jeszcze.

>>Dojazd do pracy i sama praca też są podporządkowane nadrzędnemu celowi, jakim jest wykonanie pracy. Nie ulega jednak wątpliwości, że oba etapy znacznie się od siebie różnią.
> To czy coś się "znacznie różni" czy nie jest kwestią dokładności pomiaru. Może różnice są pozorne?

Nie ważne jak dokładnie będziesz mierzył - jazda na rowerze nie będzie tożsama z lepieniem garnków. Naprawdę świetnie dogadałbyś się z Hamerlikiem.

>>> Sądzę, że odpowiedź znajduje się wyżej.
>>Nie sądzę.
> To chyba jednak niczego nie zmienia.

Absolutnie niczego.

> Nie twierdziłem, że jest to zdanie jednego historyka, tylko że polegasz na zdaniu jednego historyka, tzn. do jego stwierdzeń świadomie się odnosisz.

A skąd taki wniosek? Przecież ja nie odnosiłem się do jednego źródła. Chyba nie podejrzewasz, że jeden historyk jest autorem tych wszystkich źródeł? A nawet gdyby tak było, to jakoś nie widać, by inni historycy sprzeciwiali się jego definicji.
Elasp (6859 punktów)

>Nie. Liczb całkowitych jest nieskończenie wiele i liczb parzystych jest nieskończenie wiele, ale parzystych jest dwa razy mniej niż całkowitych. Takie czary

Jest ich dokładnie tyle samo. Co do jednej.
Pawel077 (1855 punktów)
> Jest ich dokładnie tyle samo. Co do jednej.

Cholera, nie dałeś się podejść.

> Każde dwie rzeczy mają nieskończenie wiele własności wspólnych i tyleż samo własności, które je różnią.

Skoro rzecz jest skończona, to jak może mieć nieskończenie wiele własności? Skończony zbiór ma skończoną liczbę elementów.
Elasp (6859 punktów)

>> Każde dwie rzeczy mają nieskończenie wiele własności wspólnych i tyleż samo własności, które je różnią.
>Skoro rzecz jest skończona, to jak może mieć nieskończenie wiele własności? Skończony zbiór ma skończoną liczbę elementów.

"Skoro rzecz jest skończona..." - kto powiedział, że rzecz jest skończona?
Pawel077 (1855 punktów)
>kto powiedział, że rzecz jest skończona?

Mój długopis jest nieskończony?

Popełniasz jeszcze jeden błąd pisząc, że:

> Każde dwie rzeczy mają nieskończenie wiele własności wspólnych i tyleż samo własności, które je różnią.

To, że dwa zbiory są nieskończone i zawierają tyle samo elementów, nie znaczy, że zawierają te same elementy. Zbiór liczb całkowitych jest zbiorem nieskończonym i zbiór liczb parzystych jest zbiorem nieskończonym, ale zbiór liczb parzystych zawiera tylko połowę elementów zbioru liczb całkowitych (zbiór liczb parzystach nie zawiera liczb nieparzystych). Nie ma zatem problemu, by te dwa zbiory od siebie odróżnić.
Elasp (6859 punktów)
>>kto powiedział, że rzecz jest skończona?
>Mój długopis jest nieskończony?

Jak wiele więc ma składowych? Podaj konkretną liczbę. Tymczasem ja pokrótce dowiodę, że długopis jest nieskończony. Przesłanka 1. Na długopis można spojrzeć z nieskończenie wielu punktów widzenia, Przesłanka 2. Widziany z dwóch różnych punktów widzenia długopis wygląda inaczej, Przesłanka 3. Wygląd długopisu (to, jak wygląda) jest jego charakterystyką. Wniosek 1. Jest nieskończenie wiele wyglądów długopisu, wniosek 2. Długopis ma nieskończenie wiele charakterystyk (i chociażby w tym znaczeniu jest nieskończony).

>Popełniasz jeszcze jeden błąd pisząc, że:
>> Każde dwie rzeczy mają nieskończenie wiele własności wspólnych i tyleż samo własności, które je różnią.

>To, że dwa zbiory są nieskończone i zawierają tyle samo elementów, nie znaczy, że zawierają te same elementy.

Wcale tego nie twierdzę.

>Zbiór liczb całkowitych jest zbiorem nieskończonym i zbiór liczb parzystych jest zbiorem nieskończonym, ale zbiór liczb parzystych zawiera tylko połowę elementów zbioru liczb całkowitych (zbiór liczb parzystach nie zawiera liczb nieparzystych). Nie ma zatem problemu, by te dwa zbiory od siebie odróżnić.

W zbiorach nieskończonych nie istnieje żadna połowa. "Połowa" to nie określenie zbioru, tylko liczności zbioru (skończonego). Zbiorą różnią się elementami, ale nie liczności.
02-09-2020 20:00 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
> Jak wiele więc ma składowych?

Ja wiem o co ci chodzi, ale to błędne rozumowanie - ponieważ według tego rozumowania centymetr i kilometr mają jednakową długość, bo przecież oba można podzielić na nieskończenie wiele odcinków.

>Jest nieskończenie wiele wyglądów długopisu,

Ale to nie znaczy, że długopis jest nieskończony. Jest skończony zarówno w czasie, jak i w przestrzeni (mimo, że teoretycznie możesz podzielić zarówno czas jego trwania, jak i materię z której jest zbudowany, na nieskończenie wiele części).

>>To, że dwa zbiory są nieskończone i zawierają tyle samo elementów, nie znaczy, że zawierają te same elementy.
>Wcale tego nie twierdzę.

To dlaczego twierdzisz, że różnice między dwiema rzeczami, to tylko "rezultat budowy naszego aparatu poznawczego." Różnice między elementami dwóch zbiorów, nie zależą wyłącznie od budowy naszego aparatu poznawczego.

> W zbiorach nieskończonych nie istnieje żadna połowa. "Połowa" to nie określenie zbioru, tylko liczności zbioru (skończonego). Zbiorą różnią się elementami, ale nie liczności.

Ale oba zbiory nie mają "nieskończenie wiele własności wspólnych i tyleż samo własności, które je różnią". Zbiór liczb całkowitych posiada nieskończenie wiele elementów wspólnych i niewspólnych ze zbiorem liczb parzystych (tymi wspólnymi są liczby parzyste, a niewspólnymi liczby nieparzyste), ale zbiór liczb parzystych posiada tylko nieskończenie wiele elementów wspólnych ze zbiorem liczb całkowitych - nie zawiera żadnych elementów niewspólnych.
Elasp (6859 punktów)
>> Jak wiele więc ma składowych?
>Ja wiem o co ci chodzi, ale to błędne rozumowanie - ponieważ według tego rozumowania centymetr i kilometr mają jednakową długość, bo przecież oba można podzielić na nieskończenie wiele odcinków.

To, że rozumowanie nie zawsze jest właściwe nie oznacza, że jest zawsze niewłaściwe.

>>Jest nieskończenie wiele wyglądów długopisu,
>Ale to nie znaczy, że długopis jest nieskończony. Jest skończony zarówno w czasie, jak i w przestrzeni (mimo, że teoretycznie możesz podzielić zarówno czas jego trwania, jak i materię z której jest zbudowany, na nieskończenie wiele części).

Dobrze, jest skończony pod względem trwania i wielkości, ale czy to jedyne kwalifikacje długopisu?

>>>To, że dwa zbiory są nieskończone i zawierają tyle samo elementów, nie znaczy, że zawierają te same elementy.
>>Wcale tego nie twierdzę.
>To dlaczego twierdzisz, że różnice między dwiema rzeczami, to tylko "rezultat budowy naszego aparatu poznawczego." Różnice między elementami dwóch zbiorów, nie zależą wyłącznie od budowy naszego aparatu poznawczego.

Twierdze to dlatego, że każde dwie rzeczy mają nieskończenie wiele własności wspólnych i różnych i dlatego, że zwykle mamy do czynienia z pewnym podzbiorem jednych i drugich. Może byc tak, że mamy do czynienia z większym (bardziej licznym) zbiorem własniości, które różnią te dwa przedmioty.

Przykład: jeżeli masz tylko wzrok i dotyk powiesz, że dwie monety są dokładnie tego samego rodzaju. Tymczasem jedna może być wykonana z tombaku, a druga ze złota.

>> W zbiorach nieskończonych nie istnieje żadna połowa. "Połowa" to nie określenie zbioru, tylko liczności zbioru (skończonego). Zbiorą różnią się elementami, ale nie liczności.

>Ale oba zbiory nie mają "nieskończenie wiele własności wspólnych i tyleż samo własności, które je różnią". Zbiór liczb całkowitych posiada nieskończenie wiele elementów wspólnych i niewspólnych ze zbiorem liczb parzystych (tymi wspólnymi są liczby parzyste, a niewspólnymi liczby nieparzyste), ale zbiór liczb parzystych posiada tylko nieskończenie wiele elementów wspólnych ze zbiorem liczb całkowitych - nie zawiera żadnych elementów niewspólnych.

Zgoda, ale tezy o tym, jak przedstawia się zasób własności dwóch przedmiotów wcale nie wykazywałem na przykładzie z liczbami albo zbiorami liczb.
Pawel077 (1855 punktów)
> To, że rozumowanie nie zawsze jest właściwe nie oznacza, że jest zawsze niewłaściwe.

Ale w przypadku tego o czym rozmawiamy - zawsze jest niewłaściwe. Bo ty argumentujesz, że skoro dwie rzeczy można teoretyczne podzielić na nieskończenie wiele elementów, to obiektywnie niczym się od siebie nie różnią, a różnica wynika tylko z budowy "naszego aparatu poznawczego".

> Dobrze, jest skończony pod względem trwania i wielkości, ale czy to jedyne kwalifikacje długopisu?

Według mnie nie. Według ciebie - chyba tak. To ty przecież twierdzisz, że nie ma różnicy między długopisem, a laptopem.

>Może byc tak, że mamy do czynienia z większym (bardziej licznym) zbiorem własniości, które różnią te dwa przedmioty.

Czyli jednak przedmioty mogą się różnić? No to odetchnąłem z ulgą.

> Przykład: jeżeli masz tylko wzrok i dotyk powiesz, że dwie monety są dokładnie tego samego rodzaju. Tymczasem jedna może być wykonana z tombaku, a druga ze złota.

Ale to wynika tylko z tego, że "nasz aparat poznawczy" nie jest doskonały. Ale żeby nie dostrzec różnicy miedzy samolotem, a wiewiórką, to trzeba w ogóle nie mieć aparatu poznawczego.
Elasp (6859 punktów)
>> To, że rozumowanie nie zawsze jest właściwe nie oznacza, że jest zawsze niewłaściwe.
>Ale w przypadku tego o czym rozmawiamy - zawsze jest niewłaściwe. Bo ty argumentujesz, że skoro dwie rzeczy można teoretyczne podzielić na nieskończenie wiele elementów, to obiektywnie niczym się od siebie nie różnią, a różnica wynika tylko z budowy "naszego aparatu poznawczego".

Nie "skoro", tylko "oraz".

>> Dobrze, jest skończony pod względem trwania i wielkości, ale czy to jedyne kwalifikacje długopisu?
>Według mnie nie. Według ciebie - chyba tak. To ty przecież twierdzisz, że nie ma różnicy między długopisem, a laptopem.

Nie ma tak wielkich różnic, jak może się wydawać.

>>Może byc tak, że mamy do czynienia z większym (bardziej licznym) zbiorem własniości, które różnią te dwa przedmioty.
>Czyli jednak przedmioty mogą się różnić? No to odetchnąłem z ulgą.

Czy Ty sprzed sekundy i Ty teraz to dwa różne przedmioty, czy jeden i ten sam?

>> Przykład: jeżeli masz tylko wzrok i dotyk powiesz, że dwie monety są dokładnie tego samego rodzaju. Tymczasem jedna może być wykonana z tombaku, a druga ze złota.
>Ale to wynika tylko z tego, że "nasz aparat poznawczy" nie jest doskonały. Ale żeby nie dostrzec różnicy miedzy samolotem, a wiewiórką, to trzeba w ogóle nie mieć aparatu poznawczego.

Dobrze, każdy widzi różnicę między "5+5" i "10", co nie przeszkadza im oznaczać tej samej liczby.
Pawel077 (1855 punktów)
>>Ale w przypadku tego o czym rozmawiamy - zawsze jest niewłaściwe. Bo ty argumentujesz, że skoro dwie rzeczy można teoretyczne podzielić na nieskończenie wiele elementów, to obiektywnie niczym się od siebie nie różnią, a różnica wynika tylko z budowy "naszego aparatu poznawczego".
>Nie "skoro", tylko "oraz".

Wstawiłem "oraz" w miejsce "skoro" ... i wyszedł bełkot.

>>Według mnie nie. Według ciebie - chyba tak. To ty przecież twierdzisz, że nie ma różnicy między długopisem, a laptopem.
> Nie ma tak wielkich różnic, jak może się wydawać.

To następnego posta napisz i wyślij długopisem.

>>Czyli jednak przedmioty mogą się różnić? No to odetchnąłem z ulgą.
> Czy Ty sprzed sekundy i Ty teraz to dwa różne przedmioty, czy jeden i ten sam?

Przypuśćmy, że dwa różne. I co w związku z tym? Myślisz, że różnica między mną sprzed sekundy, a mną teraz, jest taka sama jak różnica między mną, a chomikiem?

>>Ale to wynika tylko z tego, że "nasz aparat poznawczy" nie jest doskonały. Ale żeby nie dostrzec różnicy miedzy samolotem, a wiewiórką, to trzeba w ogóle nie mieć aparatu poznawczego.
> Dobrze, każdy widzi różnicę między "5+5" i "10", co nie przeszkadza im oznaczać tej samej liczby.

Teraz piszesz o symbolach, a nie o przedmiotach.
Elasp (6859 punktów)

>> Dobrze, każdy widzi różnicę między "5+5" i "10", co nie przeszkadza im oznaczać tej samej liczby.
>Teraz piszesz o symbolach, a nie o przedmiotach.

Twierdzenie "5+5=10" stwierdza więc równość symboli? Jest twierdzeniem o symbolach, a nie o przedmiotach (o tych przedmiotach, jakimi są liczby)?
Elasp (6859 punktów)

>> To czy coś się "znacznie różni" czy nie jest kwestią dokładności pomiaru. Może różnice są pozorne?
>Nie ważne jak dokładnie będziesz mierzył - jazda na rowerze nie będzie tożsama z lepieniem garnków. Naprawdę świetnie dogadałbyś się z Hamerlikiem.

Aby sprawdzić, czy dwie rzeczy są różne czy tożsame, trzeba sprawdzić nieskończenie wiele możliwych światów. Poza tym nie ma żadnej sprzeczności w pomyśleniu, że jazda na rowerze jest lepieniem garnków. Myślę, że nawet w naszym świecie można by skonstruować rower napędzający maszynę do wytwarzania garnków i stale z nią połączony. Jazda na takim rowerze będzie wytwarzaniem garnków. Jeżeli na dodatek zniszczyć pozostałe rowery i zakazać innego sposobu wytwarzania garnków jazda na rowerze będzie równa wytwarzaniu garnków. Brzmi to śmiesznie - przyznaję - ale nie jest to nic niemożliwego.
Gruby Rycho (532 punktów)
>>> To czy coś się "znacznie różni" czy nie jest kwestią dokładności pomiaru. Może różnice są pozorne?

"Znaczenie różni" już w logice języka oznacza "różność", czasem różnorodność. to nie tylko kwestia pomiaru.

>>Nie ważne jak dokładnie będziesz mierzył - jazda na rowerze nie będzie tożsama z lepieniem garnków.

Dobry przykład.

>Naprawdę świetnie dogadałbyś się z Hamerlikiem.

Ty chyba też.

> Aby sprawdzić, czy dwie rzeczy są różne czy tożsame, trzeba sprawdzić nieskończenie wiele możliwych światów.

Komplikujesz i kombinujesz jak koń pod górę. Po co?

>Poza tym nie ma żadnej sprzeczności w pomyśleniu, że jazda na rowerze jest lepieniem garnków.

Rzeczywiście byś się porozumiał z Hamerlikiem. On też tylko myśli i sobie wyobraża łączenie sprzecznych definicji.

>Myślę, że nawet w naszym świecie można by skonstruować rower napędzający maszynę do wytwarzania garnków i stale z nią połączony. Jazda na takim rowerze będzie wytwarzaniem garnków.

Niezupełnie. Jeśli pojęcie jest na zasadzie równoważności i sobie nie sprzeczne, to lepienie garnków winno być traktowane jako jazda rowerem, co jak widzisz cholernie nie pasuje.

>Jeżeli na dodatek zniszczyć pozostałe rowery i zakazać innego sposobu wytwarzania garnków jazda na rowerze będzie równa wytwarzaniu garnków. Brzmi to śmiesznie - przyznaję - ale nie jest to nic niemożliwego.

No tak. W rozmowie z Hamerlikiem jest do przyjęcia ("materia=przestrzeń=czas")
01-09-2020 00:54 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
> Aby sprawdzić, czy dwie rzeczy są różne czy tożsame, trzeba sprawdzić nieskończenie wiele możliwych światów.

Będę musiał pamiętać, by jutro rano to zrobić - głupio by było jechać do pracy odkurzaczem.

>Poza tym nie ma żadnej sprzeczności w pomyśleniu, że jazda na rowerze jest lepieniem garnków.

No pewnie. Przecież nie każdemu się chce przed wyjściem na rower, sprawdzać nieskończoną liczbę światów.

>Jeżeli na dodatek zniszczyć pozostałe rowery i zakazać innego sposobu wytwarzania garnków jazda na rowerze będzie równa wytwarzaniu garnków. Brzmi to śmiesznie - przyznaję

Nie, dlaczego? Super, że są na świcie ludzie, którzy nie ograniczają się ... niczym.
03-09-2020 08:15 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Jeżeli na dodatek zniszczyć pozostałe rowery i zakazać innego
>> sposobu wytwarzania garnków jazda na rowerze będzie równa wytwarzaniu
>> garnków. Brzmi to śmiesznie - przyznaję
> Nie, dlaczego? Super, że są na świcie ludzie, którzy nie ograniczają
> się ... niczym.

Sprecyzujmy: nie ograniczają się w myśleniu* niczym.
Ale kiedy zapytasz o działanie to tak nie będzie, a licznych i świeżych/kreatywnych opisów prawdopodobnie raczej też nie otrzymasz.

* nazwałbym to spekulowaniem.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
03-09-2020 08:12 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Poza tym nie ma żadnej sprzeczności w pomyśleniu, że jazda
> na rowerze jest lepieniem garnków

Zależy, o jakim sensie pomyślenia pan pisze. Nie sprecyzował pan.
Takie myślenie w sensie psychiatrycznym zazwyczaj pokazuje pewne wewnętrzne skłonności (czasem chorobowe).
Myślenie odnosi się czasem do sensu fenomenologicznego, który własnie określa takiego myślenia sprzeczność itd.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Pawel077 (1855 punktów)
>Takie myślenie w sensie psychiatrycznym zazwyczaj pokazuje pewne wewnętrzne skłonności (czasem chorobowe).

To co jest szczególnie zauważalne w postach Elaspa, to zaburzenie myślowe, które nazywa się "myśleniem nadmiernie abstrakcyjnym".

"myślenie nadmiernie abstrakcyjne - osoba wychodzi poza konkretne znaczenie pojęć, ale operacje abstrahowania i uogólniania są wykonywane na tak wysokim poziomie, że efekt jest nieprzydatny do wykonania jakiegokolwiek działania praktycznego; (np. "Co mają wspólnego rower i motocykl?" Odp.: "Oba zbudowane są z materii".)"
pl.wikipedia.org/wiki/Myślenie
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>A wcześniej przeczyłeś, że metoda elenktyczna prowadzi do zdobycia wiedzy.
>Przeczyłem - i nadal przeczę - że celem metody elenktycznej (samej w sobie) jest zdobycie wiedzy
Udajesz Greka, czy nie czytasz ze zrozumieniem? Napisałem: "przeczyłeś, że metoda elenktyczna prowadzi do zdobycia wiedzy", a ty piszesz o swoim przeczeniu odnośnie celu. Tak, odnośnie celu też przeczyłeś, ale teraz odpowiedz - czy nadal przeczysz, że metoda elenktyczna prowadzi do zdobycia wiedzy, czy wycofujesz się z tego przeczenia i uznajesz swój błąd?
>innej, niż wiedza o tym, że się nic nie wie.
Nie rozróżniałeś, że chodzi o wiedzę inną, przeczyłeś, że celem metody elenktycznej jest zdobycie wiedzy. Dopiero teraz rozróżniasz, że celem jest zdobycie wiedzy, że się nic nie wie, a nie jest zdobycie wiedzy innej. Tutaj również popadłeś w absurd, bo wcześniej twierdziłeś, że celem jest zburzenie, a teraz, że zdobycie wiedzy, że się nic nie wie.
>Już kilka razy o tym pisałem, więc nie udawaj Greka - robisz to w sposób mało finezyjny.
To ty albo udajesz Greka, albo nie rozumiesz prostych przekazów, dlatego mieszają ci się pojęcia i cele.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
30-08-2020 21:42 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>>Przeczyłem - i nadal przeczę - że celem metody elenktycznej (samej w sobie) jest zdobycie wiedzy
>Udajesz Greka, czy nie czytasz ze zrozumieniem? Napisałem: "przeczyłeś, że metoda elenktyczna prowadzi do zdobycia wiedzy", a ty piszesz o swoim przeczeniu odnośnie celu.

Czuję się jakbym dyskutował z chętnie racjonalistką - ten sam poziom czepialstwa.
Przecież zgodziłem się z tobą, że metoda elenktyczna może czasami doprowadzić do uzyskania wiedzy. Ale to nie jest jej celem (samej w sobie). Wiele różnych procesów może prowadzić czasem do skutków (pozytywnych lub negatywnych), które nie były zamierzone (nie były celem tych procesów).

>Tak, odnośnie celu też przeczyłeś, ale teraz odpowiedz - czy nadal przeczysz, że metoda elenktyczna prowadzi do zdobycia wiedzy, czy wycofujesz się z tego przeczenia i uznajesz swój błąd?

Nie przeczę temu, że metoda elenktyczna może prowadzić czasem do uzyskania wiedzy innej niż wiedza o tym, że się nic nie wie (muszę pamiętać, żeby zawsze to dodawać - myślałem że jest to oczywiste, ale widzę, że jednak nie jest ). Natomiast przeczę - i tu moje stanowisko się nie zmieniło - że jest to celem tej metody.

>>innej, niż wiedza o tym, że się nic nie wie.
>Nie rozróżniałeś, że chodzi o wiedzę inną,

Bo myślałem, że jest to dla każdego oczywiste. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że rozmawiam z klonem chętnie racjonalistki.

>przeczyłeś, że celem metody elenktycznej jest zdobycie wiedzy.

Nadal przeczę - tylko teraz już się pilnuję i dodaję, że chodzi o wiedzę inną niż ta, że się nic nie wie.

>Dopiero teraz rozróżniasz, że celem jest zdobycie wiedzy, że się nic nie wie, a nie jest zdobycie wiedzy innej.

Nie tak dopiero. Pisałem już o tym w poprzednich komentarzach.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,821927#w823230
www.racjonalista.pl/forum.php/s,821927#w823234

>Tutaj również popadłeś w absurd, bo wcześniej twierdziłeś, że celem jest zburzenie, a teraz, że zdobycie wiedzy, że się nic nie wie.

Ale przecież jedno (zburzenie) pociąga za sobą drugie (zdobycie wiedzy, że się nic nie wie).

Widzę, że próbujesz postawić na swoim, stosując erystyczne sztuczki.
31-08-2020 07:42 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14790 punktów)
>Czuję się jakbym dyskutował z chętnie racjonalistką - ten sam poziom czepialstwa.
Twoje odczucie wynika z błędnego rozumienia, że jest to czepialstwo, bo zaiste jest to istotna różnica - prowadzi, a jest celem.
>Przecież zgodziłem się z tobą, że metoda elenktyczna może czasami doprowadzić do uzyskania wiedzy.
Jest różnica między - prowadzi, a może czasami doprowadzić. Prowadzi - bo takie jest jej założenie. Może czasami doprowadzić - przypadkiem.
Więc ponawiam pytanie: "czy nadal przeczysz, że metoda elenktyczna prowadzi do zdobycia wiedzy, czy wycofujesz się z tego przeczenia i uznajesz swój błąd?"
>>>innej, niż wiedza o tym, że się nic nie wie.
>>Nie rozróżniałeś, że chodzi o wiedzę inną,
>Bo myślałem, że jest to dla każdego oczywiste.
Myślę, że kłamiesz, że na wczesnym etapie rozmowy w ogóle o tym nie pomyślałeś, dopiero rozróżniłeś, gdy w trakcie rozmowy wyszło, że - wiem, że nic nie wiem - też jest wiedzą. Natomiast ja napisałem, że nie musi być napisane, że metoda elenktyczna prowadzi do zdobycia wiedzy bo nie pisze się oczywistości, ale dla ciebie to oczywiste nie jest - no ale przecież ty nie jesteś każdy, chociaż powołujesz się na powszechność.
>Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że rozmawiam z klonem chętnie racjonalistki.
Cóż, jak widać często stosujesz erystyczne chwyty, przenosisz dyskusję na nieistotne kwestie, wymyślasz mniemanologię stosowaną itp. bajdurzenie, co niestety świadczy o tobie, że jesteś słabym dyskutantem. W poprzedniej wypowiedzi oddałem ci "finezyjnego Greka" bo miałem nadzieję, że zrozumiesz i skupisz się na meritum dyskusji, niestety nie zrozumiałeś i nadal trzepiesz pianę.
>>przeczyłeś, że celem metody elenktycznej jest zdobycie wiedzy.
>Nadal przeczę - tylko teraz już się pilnuję i dodaję, że chodzi o wiedzę inną niż ta, że się nic nie wie.
A wcześniej pisałeś, że celem metody elenktycznej jest tylko zburzenie fałszywej wiedzy. Skoro tylko, to znaczy, że wiedza, że się nic nie wie, pojawia się przypadkowo, bo gdyby celem metody elenktycznej było zdobycie takiej wiedzy to nie użyłbyś słowa tylko. Ponadto twierdziłeś, że w definicji "musi być napisane", że jeśli nie jest napisane coś, co jest oczywiste, to nie można definicji tak rozumieć. A teraz sam stwierdziłeś, że nie napisałeś o wiedzy, że się nic nie wie: " Bo myślałem, że jest to dla każdego oczywiste." Czyli jak coś jest oczywiste dla ciebie to nie musi być napisane, a jak dla mnie, to musi.
>>Dopiero teraz rozróżniasz, że celem jest zdobycie wiedzy, że się nic nie wie, a nie jest zdobycie wiedzy innej.
>Nie tak dopiero. Pisałem już o tym w poprzednich komentarzach.
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,821927#w823230
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,821927#w823234
Ale to przecież oczywiste, że dopiero teraz odnosi się do tych komentarzy, w których to się dopiero pojawiło.
>>Tutaj również popadłeś w absurd, bo wcześniej twierdziłeś, że celem jest zburzenie, a teraz, że zdobycie wiedzy, że się nic nie wie.
>Ale przecież jedno (zburzenie) pociąga za sobą drugie (zdobycie wiedzy, że się nic nie wie).
>Widzę, że próbujesz postawić na swoim, stosując erystyczne sztuczki.
Znów widzisz to co myślisz, a ja żadnych sztuczek nie stosuję. Jeżeli celem jest zdobycie wiedzy, że się nic nie wie, to zburzenie fałszywej wiedzy jest metodą, która do tego celu prowadzi. Jeżeli celem jest tylko zburzenie fałszywej wiedzy, to zdobycie wiedzy, że się nic nie wie, nie jest celem. Jeżeli zaś celem jest zburzenie fałszywej i zdobycie wiedzy, że się nic nie wie, to nie można użyć słowa tylko, bo ono daje wyłączność zburzeniu.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
31-08-2020 22:18 
 Ocena 2 na 2
Pawel077 (1855 punktów)
>Więc ponawiam pytanie: "czy nadal przeczysz, że metoda elenktyczna prowadzi do zdobycia wiedzy, czy wycofujesz się z tego przeczenia i uznajesz swój błąd?"

Już nie przeczę - wycofuję się z tego przeczenia i uznaję swój błąd. Przyznam się do wszystkiego, tylko skończmy już tę językową szarpaninę.

Spróbuję jeszcze raz przedstawić (tym razem precyzyjnie i jednoznacznie), to co próbowałem przedstawić (niestety nieskutecznie - moja wina) w ciągu tych kilku dni naszej dyskusji. Mam nadzieję, że tym razem wyrażę się na tyle jasno, że zostanę właściwie zrozumiany. Jeśli jednak, któreś z moich sformułowań wyda ci się niejasne, nieprecyzyjne, wieloznaczne lub po prostu błędne, to daj znać, bym mógł je uściślić, tak by oddawało dokładny sens tego, co chcę powiedzieć i byś nie musiał się niczego domyślać. Przyznaję, że moje poprzednie posty cechowała językowa nonszalancja, za którą chciałbym cię bardzo przeprosić. Postaram się, by więcej się to nie powtórzyło.
Ale do rzeczy.

Twierdzę (a twierdzenie to opieram na źródłach znalezionych w sieci), że celem metody elenktycznej (samej w sobie) nie jest zdobycie (wydobycie, odkrycie, uświadomienie) wiedzy innej, niż prawdziwa wiedza o stanie umysłu. Twierdzę, że celem tej metody jest wyłącznie pozbycie się wiedzy fałszywej - czyli odsianie i wyrzucenie wiedzy fałszywej (jeśli taka była) i pozostawienie tylko wiedzy prawdziwej (jeśli taka była), czego oczywistym skutkiem jest uzyskanie nowej wiedzy o stanie umysłu (wiem, że nic nie wiem - w sytuacji, gdy cała wiedza okazała się fałszywa; wiem, że coś wiem - w sytuacji, gdy część lub całość wiedzy okazała się prawdziwa). Trzeba tu jednak wyraźnie zaznaczyć, że pozostawienie wiedzy prawdziwej - którą już się posiadało i było się tego świadomym - nie jest uzyskaniem nowej wiedzy (z jednym wyjątkiem - jedyną nową wiedzą, którą w ten sposób uzyskujemy jest nowa wiedza o stanie umysłu). Metoda elenktyczna ma po prostu na celu zweryfikowanie posiadanej wiedzy (odsianie prawdy od fałszu), ale nie ma na celu zdobycia nowej wiedzy (z wyjątkiem nowej wiedzy o stanie umysłu, czyli uświadomienie sobie, co z wiedzy, którą się posiadało, było prawdą, a co fałszem).

To tyle, jeśli chodzi o sedno, ale dwie kwestie wymagają jednak dopowiedzenia, by nie było co do nich żadnych wątpliwości.

Kwestia pierwsza.
To, że celem metody elenktycznej (samej w sobie) jest wyłącznie pozbycie się wiedzy fałszywej (i uzyskanie w ten sposób wiedzy szczególnej, jaką jest wiedza o stanie umysłu) nie oznacza, że metoda elenktyczna nie może być etapem pewnego większego (dłuższego, wieloetapowego) procesu, którego celem nadrzędnym jest zdobycie wiedzy innej, niż wiedza o stanie umysłu. W takim przypadku, cel metody elenktycznej, jest celem cząstkowym nadrzędnego celu, jakim jest zdobycie wiedzy innej, niż wiedza o stanie umysłu. A zatem, metoda elenktyczna, oprócz swojego "osobistego" celu, może mieć również inny - wspólny z innymi metodami - cel. Jej rolą nie jest jednak to, by samodzielnie do tego nadrzędnego celu doprowadzić.

Kwestia druga.
To, że celem metody elenktycznej nie jest uzyskanie wiedzy innej niż wiedza o stanie umysłu, nie oznacza, że nie może ona doprowadzić do takiego skutku (uzyskania wiedzy innej, niż wiedza o stanie umysłu). Może się tak oczywiście zdarzyć, ale będzie to niezamierzony skutek uboczny lub przypadek.

A teraz pytania do ciebie:
Zgadzasz się z tym co napisałem?
Nie zgadzasz się?
Jeśli się nie zgadzasz, to z czym konkretnie i dlaczego?

Mam nadzieję, postarasz się odpowiedzieć w miarę jasno i precyzyjnie.
01-09-2020 04:22 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14790 punktów)
>A zatem, metoda elenktyczna, oprócz swojego "osobistego" celu, może mieć również inny - wspólny z innymi metodami - cel. Jej rolą nie jest jednak to, by samodzielnie do tego nadrzędnego celu doprowadzić.
>To, że celem metody elenktycznej nie jest uzyskanie wiedzy innej niż wiedza o stanie umysłu, nie oznacza, że nie może ona doprowadzić do takiego skutku (uzyskania wiedzy innej, niż wiedza o stanie umysłu). Może się tak oczywiście zdarzyć, ale będzie to niezamierzony skutek uboczny lub przypadek.
Cel metody sokratycznej to znalezienie prawdziwej wiedzy na każdym etapie. Rolą metody elenktycznej jest obalenie fałszywej wiedzy i uzyskanie prawdziwej. Sposób prowadzenia dialogu polegający na negowaniu argumentów nie determinuje tego, że nie ma ona samodzielnie do tego doprowadzić. Ma doprowadzić, a jeśli się to nie uda wówczas przechodzi się ( trzeba przejść ) do metody majeutycznej. Najczęściej wiedzę uzyskuje się na pierwszym etapie, tylko czasami trzeba przejść do drugiego, gdy problem jest zbyt duży dla rozmówcy.
"W dyskusji Sokrates stosował wypracowane przez siebie metody majeutyczną i elenktyczną. Sokrates, uważając, że sam nic nie wie i prawdziwej wiedzy dopiero poszukuje, starał się nie tyle przekonać swoich rozmówców, lecz wskazać na błędność ich poglądów lub wydobyć z nich ukrytą wiedzę."
"Metoda majeutyczna była czasami stosowana jako kolejny etap dyskusji, po etapie elenktycznym, jeżeli rozmowa nie została wcześniej przerwana."

Skoro Sokrates wskazując na błędność poszukiwał prawdziwej wiedzy to nie można mówić, że znalezienie jej jest niezamierzonym skutkiem ubocznym.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
01-09-2020 14:38 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Cel metody sokratycznej to znalezienie prawdziwej wiedzy na każdym etapie.

Nieprawda. To nie jest celem pierwszego etapu (metody elenktycznej) - ten etap ma na celu tylko zweryfikowanie posiadanej wiedzy. Podaj źródła, na których opierasz twierdzenie, że jest inaczej (mówimy oczywiście o wiedzy innej niż wiedza o stanie umysłu).

>Rolą metody elenktycznej jest obalenie fałszywej wiedzy i uzyskanie prawdziwej.

Obalenie fałszywej - tak. Uzyskanie prawdziwej - nie (z wyjątkiem uzyskania wiedzy o stanie umysłu). Jeśli twierdzisz inaczej, to podaj źródła.

>Sposób prowadzenia dialogu polegający na negowaniu argumentów nie determinuje tego, że nie ma ona samodzielnie do tego doprowadzić.

To nie jest jej celem. Może doprowadzić (skutek uboczny, przypadek), ale to nie jej cel. Powodzenie metody elenktycznej - osiągnięcie jej celu - nie zależy od uzyskania wiedzy innej, niż wiedza o stanie umysłu. Jeśli twierdzisz inaczej podaj źródła.

>Ma doprowadzić, a jeśli się to nie uda wówczas przechodzi się ( trzeba przejść ) do metody majeutycznej.

Nie ma doprowadzić. Może się tak zdarzyć (przypadek, skutek uboczny), ale to nie jest jej cel. Jeśli twierdzisz, że ma doprowadzić (sama w sobie), to podaj źródło, na którym się opierasz.

>Najczęściej wiedzę uzyskuje się na pierwszym etapie, tylko czasami trzeba przejść do drugiego, gdy problem jest zbyt duży dla rozmówcy.

Podaj źródło, na którym opierasz to twierdzenie.

>"W dyskusji Sokrates stosował wypracowane przez siebie metody majeutyczną i elenktyczną. Sokrates, uważając, że sam nic nie wie i prawdziwej wiedzy dopiero poszukuje, starał się nie tyle przekonać swoich rozmówców, lecz wskazać na błędność ich poglądów lub wydobyć z nich ukrytą wiedzę."

Ten cytat dotyczy metody sokratejskiej jako całości (czyli obu metod łącznie - elenktycznej i majeutycznej). Przywołanie całej metody sokratejskiej (obu jej etapów) - która miała na celu pozbycie się wiedzy fałszywej i zdobycie prawdziwej, jako argumentu, że sama metoda elenktyczna (etap pierwszy) miała na celu pozbycie się fałszywej i zdobycie prawdziwej - jest manipulacją. Ja uczciwie postawiłem sprawę (precyzyjnie i przejrzyście), a ty znowu stosujesz erystyczne sztuczki. Nieładnie.

>"Metoda majeutyczna była czasami stosowana jako kolejny etap dyskusji, po etapie elenktycznym, jeżeli rozmowa nie została wcześniej przerwana."[/color]

No właśnie. A dlaczego zostawała przerywana? Bo rozmówcy - którzy czuli się skompromitowani tym, że ich wiedza ("mądrość", z którą się często obnosili) okazywała się wiedzą fałszywą (pozorną) - obrażali się i nie wyrażali chęci, by dyskusję kontynuować, przechodząc do kolejnego etapu (metody majeutycznej), który mógł doprowadzić ich do wiedzy prawdziwej. Przecież własnie to niezadowolenie różnych "mędrców" i dostojników - których Sokrates odzierał z pozorów wiedzy - było jedną z przyczyn jego kłopotów z władzą.

>Skoro Sokrates wskazując na błędność poszukiwał prawdziwej wiedzy to nie można mówić, że znalezienie jej jest niezamierzonym skutkiem ubocznym.

Ale tu znowu piszesz o metodzie sokratejskiej jako całości. Metoda elenktyczna - o czym przecież wyraźnie napisałem - może być (a nawet - w założeniu - powinna być) etapem większego procesu (całej metody sokratejskiej), którego celem jest uzyskanie wiedzy prawdziwej. Ale celem samej metody elenktycznej (etapu pierwszego), jest tylko weryfikacja posiadanej wiedzy (zrobienie porządku w umyśle), a nie zdobywanie nowej wiedzy, innej niż wiedza o stanie umysłu.

Różnica miedzy twoją argumentacją, a moją, jest taka, że ta moja ... wcale nie jest moja. Ja argumentuję w oparciu o dostępne źródła - sam nie jestem ekspertem. Powołuję się na materiały znalezione w sieci. Ty natomiast argumentujesz wyłącznie w oparciu o swoje wyobrażenie metody elenktycznej, które jest niezgodne z tym, co można znaleźć w źródłach. Na jakiej podstawie opierasz swoje rozumienie celu tej metody? Podaj jakieś źródła. Bez nich twoja argumentacja jest bezwartościowa.
01-09-2020 20:29 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14790 punktów)
Zacytowałem źródła, a ty piszesz, że opieram się wyłącznie o swoje rozumienie. Nieładnie!
Uważam, że ty źle rozumiesz cel metody elenktycznej, uczepiłeś się tego, że zbijanie argumentów rozmówcy ma służyć tylko obaleniu fałszywej wiedzy i ewentualnie dodałeś później, uzyskaniu wiedzy, że się nic nie wie. To błędne rozumienie, tak samo błędnie rozumowali ci, którzy oskarżyli Sokratesa o mącenie w głowach. Skoro nasze rozumienie jest inne i moje argumenty, że Sokrates nie obalał fałszywej wiedzy dla obalania, ale celem było znalezienie prawdziwej, uważam, że powinniśmy zakończyć rozmowę. Dodam tylko na koniec, że porównanie obalania fałszywej wiedzy do burzenia domu jest nietrafione, ponieważ w umyśle cały czas zachodzą procesy myślowe i jednocześnie ma miejsce obalanie i budowanie, jest to remont, a nie tylko burzenie. Oczywiście przy trudnym problemie mogło nie dojść do osiągnięcia wiedzy, dlatego czasami trzeba było przejść do metody majeutycznej.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
01-09-2020 21:14 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Zacytowałem źródła, a ty piszesz, że opieram się wyłącznie o swoje rozumienie.

Te cytaty odnosiły się do całej metody sokratejskiej (obu etapów - elenktycznego i majeutycznego) - to była ewidentna manipulacja. Podaj cytaty, które odnoszą się tylko do metody elenktycznej.

>Uważam, że ty źle rozumiesz cel metody elenktycznej,

To nie jest moje rozumienie - powołuję się na definicje znalezione w sieci. Na jakich źródłach opiera się twoje rozumienie?

>uczepiłeś się tego, że zbijanie argumentów rozmówcy ma służyć tylko obaleniu fałszywej wiedzy i ewentualnie dodałeś później, uzyskaniu wiedzy, że się nic nie wie.

Ale tak właśnie definiują metodę elenktyczną wszystkie źródła na które trafiłem. Jeśli masz dostęp do źródeł, które inaczej definiują metodę elenktyczną, to je przedstaw.

>Skoro nasze rozumienie jest inne

To znaczy, że jeden z nas się myli. Moje rozumienie jest oparte na definicjach dostępnych w sieci. Twoje rozumienie nie jest oparte na niczym.
02-09-2020 20:38 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>Zacytowałem źródła, a ty piszesz, że opieram się wyłącznie o swoje rozumienie.
>Te cytaty odnosiły się do całej metody sokratejskiej (obu etapów - elenktycznego i majeutycznego) - to była ewidentna manipulacja.
Ewidentnej manipulacji ty dokonujesz, wytłuściłem odniesienie do metody elenktycznej.
>Podaj cytaty, które odnoszą się tylko do metody elenktycznej.
To ty podaj cytaty, że celem metody elenktycznej jest zburzenie.
>>Uważam, że ty źle rozumiesz cel metody elenktycznej,
>To nie jest moje rozumienie - powołuję się na definicje znalezione w sieci. Na jakich źródłach opiera się twoje rozumienie?
Na Wikipedii: pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_sokratyczna
>>Skoro nasze rozumienie jest inne
>To znaczy, że jeden z nas się myli. Moje rozumienie jest oparte na definicjach dostępnych w sieci. Twoje rozumienie nie jest oparte na niczym.
Bzdura - patrz wyżej... i szerzej.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
04-09-2020 01:04 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>Ewidentnej manipulacji ty dokonujesz, wytłuściłem odniesienie do metody elenktycznej.

No to przyjrzyjmy się cytatowi i wytłuszczeniom.

>"W dyskusji Sokrates stosował wypracowane przez siebie metody majeutyczną i elenktyczną. Sokrates, uważając, że sam nic nie wie i prawdziwej wiedzy dopiero poszukuje, starał się nie tyle przekonać swoich rozmówców, lecz wskazać na błędność ich poglądów lub wydobyć z nich ukrytą wiedzę."

Na jakiej podstawie twierdzisz, że wytłuszczenia odnoszą się tylko do metody elenktycznej, skoro w cytacie wyraźnie jest mowa o obu metodach (majeutycznej i elenktycznej)?

>>Podaj cytaty, które odnoszą się tylko do metody elenktycznej.
>To ty podaj cytaty, że celem metody elenktycznej jest zburzenie.

Głowę zawracasz. Przecież już cytowałem. Idę o zakład, że przetrząsnąłeś już cały internet, by znaleźć jakąś definicję, która potwierdzi twoje stanowisko i nic nie znalazłeś. Bo wszystko, na co trafiałeś, wyglądało tak:

"metoda zbijania argumentów w czasie dyskusji, polegająca na doprowadzeniu czyjegoś rozumowania do absurdu, by zdemaskować czyjąś pozorną wiedzę."
www.eduped(*)ficzny-metoda_elenktyczna.html

"Pierwsza, negatywna część stosowanej przez Sokratesa, trójstopniowej u niego, dialektycznej metody dyskutowania. Metoda ta miała na celu, poprzez wspólne z rozmówcą bada­nie nazw-pojęć, zwłaszcza etycznych, oczyszczenie umysłu z fałszywych mnie­mań (metoda elenktyczna)."
www.eduteka.pl/doc/elenktyka

"metoda zadawania pytań, które mają obalić pozory wiedzy"
epodreczniki.pl/a/sprawdz-sie/D11llTn0O

"sztuka zadawania krzyżowych pytań, zbijania argumentów) - sposób dyskuto­wania polegający na tymczasowym przy­jęciu tezy partnera dialogu, a następnie zmuszeniu go, przez stawianie kolejnych pytań, do wyciągania z niej coraz to no­wych konsekwencji, by dojść do wniosków jawnie sprzecznych już to z twier­dzeniami powszechnie uznawanymi, już to z samą tezą wyjściową. Równało się to wykazaniu, że rozmówca źle rozumie da­ne pojęcie, a w końcu, po oczyszczeniu w ten sposób jego umysłu z fałszywych mniemań, że w ogóle nie wie niczego. By­ła to pierwsza, negatywna część stosowa­nej przez Sokratesa metody dyskusji."
www.eduteka.pl/doc/metoda-sokratejska

>>To nie jest moje rozumienie - powołuję się na definicje znalezione w sieci. Na jakich źródłach opiera się twoje rozumienie?
>Na Wikipedii: pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_sokratyczna

No to zacytuj jakiś fragment z Wikipedii, który potwierdzi, że celem metody elenktycznej jest zdobycie wiedzy. Masz tam przecież rozbicie metody sokratejskiej na metodę elenktyczną i majeutyczną. Dlaczego zdania, które zacytowałeś wyjąłeś z opisu metody sokratycznej, a nie z opisu metody elenktycznej? Zacytuj, którekolwiek zdanie z opisu metody elenktycznej. Opis metody elenktycznej w Wikipedii wygląda tak:

"Metoda elenktyczna była metodą negatywną i polegała na zbijaniu argumentów rozmówcy (od gr. elenktikos - zbijający). Sokrates udawał podziw dla wiedzy swojego rozmówcy, czym usypiał jego czujność. Pozornie niewinne pytania sprawiają, że rozmówca zaczyna błądzić, przeczyć samemu sobie i popadać w absurd i aporię. Wreszcie odrzucał on pierwotne poglądy, uświadamiając sobie, że to, co brał za prawdziwą wiedzę, było jedynie nieugruntowanym mniemaniem. To właśnie ta metoda ściągnęła na Sokratesa oskarżenia o deprawację, sianie zwątpienia i mącenia w głowach."

Gdzie w tym opisie masz coś o zdobywaniu wiedzy innej, niż wiedza o stanie umysłu? Jeśli na tym źródle opiera się twoje rozumienie metody elenktycznej, to znaczy, że nie potrafisz czytać ze zrozumieniem.

>>To znaczy, że jeden z nas się myli. Moje rozumienie jest oparte na definicjach dostępnych w sieci. Twoje rozumienie nie jest oparte na niczym.
>Bzdura - patrz wyżej...

Na co? Tam nie ma żadnych dowodów twojego stanowiska.

>i szerzej.

Otóż nie. Tu jest właśnie potrzebne węższe spojrzenie. Problem polega na tym, że rozszerzyłeś sobie definicję metody elenktycznej, łącząc ją z majeutyczną, i albo wciąż tego nie dostrzegasz, albo już dawno to zauważyłeś, tylko nie potrafisz przyznać się do błędu.
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>Ewidentnej manipulacji ty dokonujesz, wytłuściłem odniesienie do metody elenktycznej.
>No to przyjrzyjmy się cytatowi i wytłuszczeniom.
>>"W dyskusji Sokrates stosował wypracowane przez siebie metody majeutyczną i elenktyczną. Sokrates, uważając, że sam nic nie wie i prawdziwej wiedzy dopiero poszukuje, starał się nie tyle przekonać swoich rozmówców, lecz wskazać na błędność ich poglądów lub wydobyć z nich ukrytą wiedzę."
>Na jakiej podstawie twierdzisz, że wytłuszczenia odnoszą się tylko do metody elenktycznej, skoro w cytacie wyraźnie jest mowa o obu metodach (majeutycznej i elenktycznej)?
"Wskazywanie na błędność" odnosi się do metody elenktycznej, gdybym chciał pokazać odniesienie do metody majeutycznej wytłuściłbym "wydobyć z nich ukrytą wiedzę".
>>>Podaj cytaty, które odnoszą się tylko do metody elenktycznej.
>>To ty podaj cytaty, że celem metody elenktycznej jest zburzenie.
>Głowę zawracasz. Przecież już cytowałem.
Nic nie cytowałeś z Wikipedii.
>Idę o zakład, że przetrząsnąłeś już cały internet, by znaleźć jakąś definicję, która potwierdzi twoje stanowisko i nic nie znalazłeś.
Przegrałeś. Moje stanowisko potwierdza Wikipedia. Opieram się na Wikipedii, która jest w miarę rzetelnym źródłem, nierzetelne źródła mnie nie interesują.
>>>To nie jest moje rozumienie - powołuję się na definicje znalezione w sieci. Na jakich źródłach opiera się twoje rozumienie?
>>Na Wikipedii: pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_sokratyczna
>No to zacytuj jakiś fragment z Wikipedii, który potwierdzi, że celem metody elenktycznej jest zdobycie wiedzy.
Zacytowałem ( patrz wyżej ) i wciąż czekam na twój cytat z Wikipedii, że celem metody elenktycznej jest zburzenie wiedzy.
>Masz tam przecież rozbicie metody sokratejskiej na metodę elenktyczną i majeutyczną. Dlaczego zdania, które zacytowałeś wyjąłeś z opisu metody sokratycznej, a nie z opisu metody elenktycznej?
Bo w opisie metody sokratycznej napisali co jest celem metody elenktycznej, a w opisie metody elenktycznej napisali tylko na czym ona polega.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
04-09-2020 14:44 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>"Wskazywanie na błędność" odnosi się do metody elenktycznej, gdybym chciał pokazać odniesienie do metody majeutycznej wytłuściłbym "wydobyć z nich ukrytą wiedzę".

Ale "wskazywanie na błędność" nie określa, że celem tego "wskazywania" jest zdobycie wiedzy. Gdzie jest cytat, który mówi, że celem metody elenktycznej jest zdobycie wiedzy?

>>Głowę zawracasz. Przecież już cytowałem.
>Nic nie cytowałeś z Wikipedii.

Ale podawałem link do tego hasła w Wikipedii. A poz tym, ja nie ograniczam cię do Wikipedii. Możesz cytować dowolne źródła. Znajdź chociaż jedno, które potwierdzi twoje rozumienie celu metody elenktycznej.

>nierzetelne źródła mnie nie interesują.

Na jakiej podstawie zarzucasz nierzetelność źródłom, które przytoczyłem?

>>No to zacytuj jakiś fragment z Wikipedii, który potwierdzi, że celem metody elenktycznej jest zdobycie wiedzy.
>Zacytowałem ( patrz wyżej )

Patrzę i nie widzę. Gdzie jest cytat, który mówi, że celem metody elenktycznej jest zdobycie wiedzy innej, niż wiedza o stanie umysłu?

>i wciąż czekam na twój cytat z Wikipedii, że celem metody elenktycznej jest zburzenie wiedzy.

"Wreszcie odrzucał on pierwotne poglądy, uświadamiając sobie, że to, co brał za prawdziwą wiedzę, było jedynie nieugruntowanym mniemaniem."

A teraz ty podaj cytat, który mówi, że rozmówca zdobył jakąś wiedzę (inną niż wiedza o stanie umysłu).

>Masz tam przecież rozbicie metody sokratejskiej na metodę elenktyczną i majeutyczną. Dlaczego zdania, które zacytowałeś wyjąłeś z opisu metody sokratycznej, a nie z opisu metody elenktycznej?
>Bo w opisie metody sokratycznej napisali co jest celem metody elenktycznej,

No to wskaż cytat w opisie metody sokratycznej, który mówi, co jest celem metody elenktycznej. Przecież ten opis dotyczy obu metod - nie ma w nim podziału na metody (etapy), więc cele też nie są potraktowane oddzielnie. Podział obu metod masz niżej - są opisane oddzielnie.

>a w opisie metody elenktycznej napisali tylko na czym ona polega.

Nieprawda. Napisali też do czego prowadzi (cel).

"Wreszcie odrzucał on pierwotne poglądy, uświadamiając sobie, że to, co brał za prawdziwą wiedzę, było jedynie nieugruntowanym mniemaniem."
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>"Wskazywanie na błędność" odnosi się do metody elenktycznej, gdybym chciał pokazać odniesienie do metody majeutycznej wytłuściłbym "wydobyć z nich ukrytą wiedzę".
>Ale "wskazywanie na błędność" nie określa, że celem tego "wskazywania" jest zdobycie wiedzy. Gdzie jest cytat, który mówi, że celem metody elenktycznej jest zdobycie wiedzy?
Podałem go, ale nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, cofnij się i połącz sobie wytłuszczone fragmenty.
>>>Głowę zawracasz. Przecież już cytowałem.
>>Nic nie cytowałeś z Wikipedii.
>Ale podawałem link do tego hasła w Wikipedii.
A co to ma do rzeczy, ja się na nim opierałem zanim go podałeś.
>A poz tym, ja nie ograniczam cię do Wikipedii.
Ja też nie ograniczam się do Wikipedii, oraz nie korzystam z nierzetelnych źródeł.
>Możesz cytować dowolne źródła. Znajdź chociaż jedno, które potwierdzi twoje rozumienie celu metody elenktycznej.
Wikipedia potwierdza i to mi wystarcza.
>>nierzetelne źródła mnie nie interesują.
>Na jakiej podstawie zarzucasz nierzetelność źródłom, które przytoczyłem?
Są niezgodne z tym co podaje Wikipedia i sprzeczne z tym co głosił Sokrates.
>>>No to zacytuj jakiś fragment z Wikipedii, który potwierdzi, że celem metody elenktycznej jest zdobycie wiedzy.
>>Zacytowałem ( patrz wyżej )
>Patrzę i nie widzę. Gdzie jest cytat, który mówi, że celem metody elenktycznej jest zdobycie wiedzy innej, niż wiedza o stanie umysłu?
Zdefiniuj pojęcie "wiedza o stanie umysłu" bo jak na razie jest to dla mnie bełkot.
>>i wciąż czekam na twój cytat z Wikipedii, że celem metody elenktycznej jest zburzenie wiedzy.
>"Wreszcie odrzucał on pierwotne poglądy, uświadamiając sobie, że to, co brał za prawdziwą wiedzę, było jedynie nieugruntowanym mniemaniem."
Nie pytam co robił adwersarz Sokratesa, masz podać cytat, że celem jest zburzenie wiedzy.
>A teraz ty podaj cytat, który mówi, że rozmówca zdobył jakąś wiedzę
A dlaczego ja mam podawać cytat, że rozmówca zdobył jakąś wiedzę?
> (inną niż wiedza o stanie umysłu).
Zdefiniuj?
>>Masz tam przecież rozbicie metody sokratejskiej na metodę elenktyczną i majeutyczną. Dlaczego zdania, które zacytowałeś wyjąłeś z opisu metody sokratycznej, a nie z opisu metody elenktycznej?
>>Bo w opisie metody sokratycznej napisali co jest celem metody elenktycznej,
>No to wskaż cytat w opisie metody sokratycznej, który mówi, co jest celem metody elenktycznej.
Wskazałem, patrz wyżej i myśl.
>Przecież ten opis dotyczy obu metod - nie ma w nim podziału na metody (etapy), więc cele też nie są potraktowane oddzielnie. Podział obu metod masz niżej - są opisane oddzielnie.
Cel obu metod jest ten sam dlatego nie jest podany oddzielnie.
>>a w opisie metody elenktycznej napisali tylko na czym ona polega.
>Nieprawda. Napisali też do czego prowadzi (cel).
>"Wreszcie odrzucał on pierwotne poglądy, uświadamiając sobie, że to, co brał za prawdziwą wiedzę, było jedynie nieugruntowanym mniemaniem."
Co robił adwersarz Sokratesa nie mówi nic o celu, myśl logicznie i szeroko, nie schematycznie i wąsko.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
04-09-2020 22:47 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
Mam dość. Nie będę się szarpał z kimś, kto zaprzecza faktom i białe nazywa czarnym.
Duch Prawdy (14790 punktów)
Fakty są takie; ja przedstawiłem cytat z Wikipedii, ty nie. Nie jesteś jedyny, dla którego racja ważniejsza od poznania.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> odpowiedziałem odnosząc się do wpisu, z którego wyjęłaś owe fragmenty.
Wyjęte, czy nie, odpowiada się na tekst zacytowany; nie zamierzam zgadywać co tam z nieskomentowanych fragmentów Ci pasuje.

>>>Jaką hipokryzję?
>>A taką [...]
>Już przechodzisz samą siebie.
>Przecież to zdanie (jak zwykle wyjęte z kontekstu) było właśnie tą drugą opcją
Czym by to zdanie nie było, nie zaprzeczyłeś mojemu twierdzeniu o Twojej hipokryzji.

>>>Jak najbardziej chodzi o rozumienie się. Sensownie dyskutować można tylko wtedy, gdy strony rozumieją stanowiska
>>Ale porozumienie to środek, nie cel.
>No i co w związku z tym?
To, że nie masz racji, że celem dyskusji jest rozumienie się.

>>> spróbuj myśleć o tym poście bez używania języka.
>>Nie da się "spróbować myśleć na zadany temat".
>Da się.
Nie da, bo zamiast myśleć na zadany temat myślimy o zlecaniu pomyślenia na zadany temat.

>Chodziło o to, że nie da się przedstawić treści tego wpisu bez użycia języka.
Przedstawianie treści wyrażonej językiem nie jest tym samym, co myślenie o niej.

>Nie da się pomyśleć treści tego wpisu bez użycia języka.
Co to znaczy "pomyśleć treść czegoś"?

>>>>koncepcja, że myślimy słowami niekoniecznie jest trafna.
>>>Jakieś argumenty?
>>Na tezę przeciwną też ich nie ma.
>Są. Jeden z nich podałem wyżej.
Jeśli Twoim argumentem jest ten eksperyment z moim umysłem, to się nie powiódł.

>Potrafisz myśleć nie odwołując się do wrażeń zmysłowych?
Po czym mogłabym poznać, że się do nich odwołałam?

>>>> próbujący rżnąć inteligenta, nie powinien sugerować, że rozmówca rżnie głupa.
>>>Dlaczego nie powinien?
>>Bo nie zapytałbyś swojego szefa lub nauczyciela czy nie rżnie głupa.
>Tak samo jak ty nie rżnęłabyś głupa przed szefem lub nauczycielem.
A niby czemu nie, przecież to nikogo nie obraża!

>Na forum czujemy się swobodniej
Swoboda = niegrzeczność?

>Bo rżniesz głupa, że potrzebujesz tych uściśleń, by zrozumieć meritum,
Potrzebuję uściśleń, żeby pozbawić wypowiedź wieloznaczności, a czasem by nadać jej jakikolwiek sens.

>Sama to zresztą przyznałaś, więc nie rżnij głupa.
A niby jak inaczej porozumieć się z rozmówcą-głupem?

cr
25-08-2020 16:01 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14790 punktów)
>>Tak samo jak ty nie rżnęłabyś głupa przed szefem lub nauczycielem.
>A niby czemu nie, przecież to nikogo nie obraża!
Obraża! To brak szacunku dla ludzi.

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
25-08-2020 23:30 
 Ocena 1 na 1
Pawel077 (1855 punktów)
>> odpowiedziałem odnosząc się do wpisu, z którego wyjęłaś owe fragmenty.
>Wyjęte, czy nie, odpowiada się na tekst zacytowany; nie zamierzam zgadywać co tam z nieskomentowanych fragmentów Ci pasuje.

Odpowiedziałem na tekst zacytowany. Zrobiłem to nawiązując do fragmentu mojego wpisu - tego samego, z którego zaczerpnęłaś cytowane zdanie. Ten fragment nie był długi i w dużej mierze dotyczył właśnie tych "dwóch opcji". A zatem nie udawaj, że musiałaś cokolwiek zgadywać, gdy użyłem określenia "druga opcja". Bez problemu domyśliłaś się o co chodzi, tylko jak zwykle rżniesz głupa.

>Czym by to zdanie nie było, nie zaprzeczyłeś mojemu twierdzeniu o Twojej hipokryzji.

To, czym było to zdanie jest jednak istotne, bo jeśli nie jest ono dowodem mojej hipokryzji (a wykazałem, że nie jest, bo wyrwałaś je z kontekstu, który nadawał mu zupełnie innego znaczenia), to tym samym zaprzeczyłem twojemu twierdzeniu (a mówiąc ściślej - twoje twierdzenie nadal pozostaje bez uzasadnienia).

>>>>Jak najbardziej chodzi o rozumienie się. Sensownie dyskutować można tylko wtedy, gdy strony rozumieją stanowiska
>>>Ale porozumienie to środek, nie cel.
>>No i co w związku z tym?
>To, że nie masz racji, że celem dyskusji jest rozumienie się.

Ale ja nie napisałem, że rozumienie się jest celem dyskusji. Chodziło mi o to, że rozumienie się jest niezbędnym elementem dyskusji, więc jak najbardziej chodzi w niej również o to, by to wzajemne zrozumienie stanowisk było. Bez tego dyskusja nie ma sensu.
Zresztą, nie wiem po co ja się w ogóle tłumaczę - doskonale zrozumiałaś o co mi chodzi, tylko rżniesz głupa.

>>>Nie da się "spróbować myśleć na zadany temat".
>>Da się.
>Nie da, bo zamiast myśleć na zadany temat myślimy o zlecaniu pomyślenia na zadany temat.

To jak ty sobie w szkole radziłaś?
Nauczyciel: Zastanówcie się nad zdaniem "Słowacki wielkim poetą był".
Chętnie racjonalistka: No kuźwa, nie da się.

>>Chodziło o to, że nie da się przedstawić treści tego wpisu bez użycia języka.
>Przedstawianie treści wyrażonej językiem nie jest tym samym, co myślenie o niej.

Masz absolutną rację. Ja wprawdzie nie napisałem, że jest tym samym, ale powyższe zdanie, które zacytowałaś, rzeczywiście - przy baaaaaaardzo dużej dozie złej woli i chorobliwej potrzebie rżnięcia głupa - można w ten sposób zinterpretować. I zupełnie nie usprawiedliwia mnie fakt, że zdanie to zostało wyjęte z kontekstu, który to kontekst pozwoliłby 99,99% ludzkiej populacji zrozumieć, jaką treść chciałem przekazać. Bardzo cię przepraszam za tę nieścisłość. Jak dobrze, że zwróciłaś na to uwagę. (Te 99,99%, to tak orientacyjne, bo nie wiem jaki odsetek populacji stanowią ludzie rżnący głupa).

>>Nie da się pomyśleć treści tego wpisu bez użycia języka.
>Co to znaczy "pomyśleć treść czegoś"?

Przedstawić sobie jakąś treść (np. treść tego wpisu) w myślach. Lub mówiąc inaczej - pomyśleć o tej treści.

>Jeśli Twoim argumentem jest ten eksperyment z moim umysłem, to się nie powiódł.

Ale to nie wina eksperymentu.
Argumentem nie jest to, czy potrafisz pomyśleć o "zadanym temacie" (ty najwyraźniej nie potrafisz - ale to już twój problem), tylko czy potrafisz pomyśleć, bez użycia języka, o jakiejkolwiek treści o podobnej (lub większej) złożoności, co post, który własnie czytasz.

>>Potrafisz myśleć nie odwołując się do wrażeń zmysłowych?
>Po czym mogłabym poznać, że się do nich odwołałam?

Po formie twoich myśli. Jak już wspominałem, myśli przybierają formy naszych zmysłów - obrazów, dźwięków, zapachów, smaków, dotyku. Potrafisz myśleć innymi formami niż te, których mózg nauczył się dzięki zmysłom?

>>Tak samo jak ty nie rżnęłabyś głupa przed szefem lub nauczycielem.
>A niby czemu nie, przecież to nikogo nie obraża!

W internecie, to się każdy może chwalić odwagą.

>>Na forum czujemy się swobodniej
>Swoboda = niegrzeczność?

Nie równa się, ale często idzie w parze. Zdziwiona? Dopiero zaczęłaś przygodę z internetem?

>>Bo rżniesz głupa, że potrzebujesz tych uściśleń, by zrozumieć meritum,
>Potrzebuję uściśleń, żeby pozbawić wypowiedź wieloznaczności, a czasem by nadać jej jakikolwiek sens.

Ciekawe, że tylko ty masz stale taki problem. Inni (poza nielicznymi wyjątkami podobnych upierdliwców) jakoś potrafią zrozumieć sens, mimo tych wieloznaczności. Nie wydaje ci się, że brak umiejętności zrozumienia sensu wypowiedzi - które zawierają wieloznaczności, ale łatwo je właściwie zinterpretować na podstawie kontekstu, w jakim zostały użyte - jest jakąś intelektualną dysfunkcją?

>>Sama to zresztą przyznałaś, więc nie rżnij głupa.
>A niby jak inaczej porozumieć się z rozmówcą-głupem?

>Swoboda = niegrzeczność?
Nawet to zdziwienie było rżnięciem głupa.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Odpowiedziałem na tekst zacytowany.
Odniosłeś się do innego
Bo gdzie tutaj (w cytacie przed Twoim pierwszym zdaniem) masz cokolwiek o opcji?

>rozumienie się jest niezbędnym elementem dyskusji, więc jak najbardziej chodzi w niej również o to, by to wzajemne zrozumienie stanowisk było
Często to tylko złudzenie stron, które po prostu mają wspólny interes.

>>Co to znaczy "pomyśleć treść czegoś"?
>Przedstawić sobie jakąś treść (np. treść tego wpisu) w myślach. Lub mówiąc inaczej - pomyśleć o tej treści.
Pomyśleniem wskazanej mową treści jest wywołanie w myśli reprezentowanych przez to wskazanie treści, ale ono samo języka już nie używa. W odwrotną stronę też zaczynam jakąś pomyślaną treścią dla której szukam słów. Jeśli czasem wiemy co chcemy powiedzieć, ale "uciekło nam słowo", to niby czym - jakim słowem czy językiem o tym chwilowo nienazwanym pojęciu myślimy?

>Argumentem nie jest to, czy potrafisz pomyśleć o "zadanym temacie" (ty najwyraźniej nie potrafisz - ale to już twój problem)
Czemu mój, to Ty sobie wymyśliłeś, że taki eksperyment mnie przekona, czyli Tobie nie wyszło.

>Argumentem nie jest to, czy potrafisz pomyśleć o "zadanym temacie" (ty najwyraźniej nie potrafisz - ale to już twój problem), tylko czy potrafisz pomyśleć, bez użycia języka, o jakiejkolwiek treści o podobnej (lub większej) złożoności, co post, który własnie czytasz.
Czytając przekształcam treści, które napisałeś na swoje myśli, a te już nie są słowami. Dlatego zapamiętujemy sens, nie słowa, chyba, że akurat na słowach się skupimy.

>>>Potrafisz myśleć nie odwołując się do wrażeń zmysłowych?
>>Po czym mogłabym poznać, że się do nich odwołałam?
>Po formie twoich myśli. Jak już wspominałem, myśli przybierają formy naszych zmysłów - obrazów, dźwięków, zapachów, smaków, dotyku. Potrafisz myśleć innymi formami niż te, których mózg nauczył się dzięki zmysłom?
Dla mnie to zagadka jaką formę ma moja ta czy inna myśl; chyba w największym stopniu moja myśl jest mną (choć może i odwrotnie, ja jestem nią).

>W internecie, to się każdy może chwalić odwagą.
Dlatego co kilka linijek mi zasuwasz ten swój chamski tekst, że rżnę głupa?

>>>Na forum czujemy się swobodniej
>>Swoboda = niegrzeczność?
>Nie równa się, ale często idzie w parze.
Przecież widzę; pytałam retorycznie.

>>>Bo rżniesz głupa, że potrzebujesz tych uściśleń, by zrozumieć meritum,
>>Potrzebuję uściśleń, żeby pozbawić wypowiedź wieloznaczności, a czasem by nadać jej jakikolwiek sens.
>Ciekawe, że tylko ty masz stale taki problem. Inni (poza nielicznymi wyjątkami podobnych upierdliwców) jakoś potrafią zrozumieć sens, mimo tych wieloznaczności.
Bo to jest tak: im człowiek mądrzejszy, tym częściej trafia na głupszych od siebie.

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>>Odpowiedziałem na tekst zacytowany.
>Odniosłeś się do innego

Odpowiedziałem na tekst zacytowany, wykorzystując do tego inną część fragmentu mojego wpisu, z którego tekst zacytowany pochodził. Przecież odpowiadając ci, mogłem użyć dowolnego fragmentu, dowolnego tekstu dostępnego w internecie. Musiałbym wtedy oczywiście poinformować cię jaki tekst lub jego fragment wykorzystuję w celu odpowiedzi na zdanie, które zacytowałaś. W tym przypadku tego nie zrobiłem, bo uznałem, że skoro odpowiadam fragmentem mojego wpisu, z którego pochodzi zacytowane przez ciebie zdanie, to domyślisz się o co chodzi. I domyśliłaś się. Mylę się?

>>rozumienie się jest niezbędnym elementem dyskusji, więc jak najbardziej chodzi w niej również o to, by to wzajemne zrozumienie stanowisk było
>Często to tylko złudzenie stron, które po prostu mają wspólny interes.

Nawet jeśli tak, to nie przeczy to mojemu twierdzeniu, że rozumienie się, jest niezbędnym elementem dyskusji.

>>Argumentem nie jest to, czy potrafisz pomyśleć o "zadanym temacie" (ty najwyraźniej nie potrafisz - ale to już twój problem)
>Czemu mój,

Bo nieumiejętność myślenia na zadany temat, to jednak jest spora dysfunkcja - większość ludzi to potrafi. Cała komunikacja międzyludzka opiera się na umiejętności myślenia na zadany temat - ty coś do mnie piszesz, a ja się nad tym zastanawiam (myślę o tym). Znacznie trudniej jest właśnie nie myśleć na zadany temat. Jestem zaskoczony, że to potrafisz. Zróbmy taki eksperyment - może tym razem się uda. Przez najbliższą minutę nie myśl o słoniu.

>to Ty sobie wymyśliłeś, że taki eksperyment mnie przekona, czyli Tobie nie wyszło.

Ale to nie dlatego, że eksperyment był źle skonstruowany, tylko że materiał był wyjątkowo oporny.

>>W internecie, to się każdy może chwalić odwagą.
>Dlatego co kilka linijek mi zasuwasz ten swój chamski tekst, że rżnę głupa?
>>>>Na forum czujemy się swobodniej
>>>Swoboda = niegrzeczność?
>>Nie równa się, ale często idzie w parze.
>Przecież widzę; pytałam retorycznie.

W rozmowie z tobą twarzą w twarz, pewnie użyłbym łagodniejszego określenia - np. "udawać greka" (z grubsza znaczy to samo, ale brzmi zdecydowanie grzecznej). Tak, anonimowość w sieci sprawia, że mniej się hamujemy - przyznaję, że też mi się to czasem udziela. Przepraszam jeśli poczułaś się urażona. Co oczywiście nie zmienia faktu, że ... udajesz Greka. Chociaż z kolei to określenie wydaje mi się, w stosunku do ciebie, zbyt łagodne. Bo ty nie tylko udajesz greka (to jeszcze nie byłoby takie najgorsze), ale przekręcasz i manipulujesz moimi wypowiedziami, próbując im nadać zupełnie inny sens, niż miały pierwotnie, by następnie "odpowiadać" na te wyjęte z kontekstu fragmenty, a nie na to, co było rzeczywistą treścią mojej wypowiedzi. To bardzo źle świadczy o twoim poziomie kultury dyskusji. A zatem, można być niekulturalnym, używając dosadnych, ostrych określeń, ale można także zachowywać się niekulturalnie, używając (pozornie) kulturalnego języka.

>>Ciekawe, że tylko ty masz stale taki problem. Inni (poza nielicznymi wyjątkami podobnych upierdliwców) jakoś potrafią zrozumieć sens, mimo tych wieloznaczności.
>Bo to jest tak: im człowiek mądrzejszy, tym częściej trafia na głupszych od siebie.

Ale skoro ci głupsi potrafią zrozumieć to, czego nie potrafi zrozumieć mądry, to ... może nie są wcale głupsi, tylko wręcz przeciwnie.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Odpowiedziałem na tekst zacytowany, wykorzystując do tego inną część [...] mojego wpisu
I przez to wykorzystanie nie było jasne o jakiej "drugiej opcji" piszesz.

>domyślisz się o co chodzi. I domyśliłaś się. Mylę się?
Oczekujesz, że będę się uganiała za sensem Twoich niedopracowanych wypowiedzi?

>>Argumentem nie jest to, czy potrafisz pomyśleć o "zadanym temacie" (ty najwyraźniej nie potrafisz - ale to już twój problem)
>Czemu mój,
>Bo nieumiejętność myślenia na zadany temat...
"Na temat", czy "o temacie"?

>Zróbmy taki eksperyment - może tym razem się uda. Przez najbliższą minutę nie myśl o słoniu.
W rezultacie przez minutę myśli mam zajęte słonio-zakazem.

>Przepraszam jeśli poczułaś się urażona.
Przepraszam, jeśli Ty się tak poczułeś.

>Co oczywiście nie zmienia faktu, że ... udajesz Greka.
Moje udawanie Greka jest tylko dosłownym traktowaniem Twoich tekstów, więc łatwo mnie odgreczyć.

>można [...] zachowywać się niekulturalnie, używając (pozornie) kulturalnego języka
Kultura to formy, więc jest na odwrót: da się niemiłe treści przekazać kulturalnie.

>Ale skoro ci głupsi potrafią zrozumieć to, czego nie potrafi zrozumieć mądry, to ... może nie są wcale głupsi, tylko wręcz przeciwnie.
Religianci też mają ateistów za słabo kumatych.


cr
Pawel077 (1855 punktów)
>I przez to wykorzystanie nie było jasne o jakiej "drugiej opcji" piszesz.

Daj spokój. Ja naprawdę potrafię docenić jak ktoś udaje Greka w sposób finezyjny, ale ty robisz to w sposób tak toporny, że aż niesmaczny.

>Oczekujesz, że będę się uganiała za sensem Twoich niedopracowanych wypowiedzi?

Oczekuję, że nie będziesz udawała, że tego sensu nie dostrzegasz. Kiedy ja z kimś rozmawiam, to staram się go zrozumieć - nawet jak wyraża się niejasno. Ty robisz na odwrót - bardzo starasz się nie rozumieć (sens leży ci pod nogami, a ty ostentacyjnie odwracasz głowę i nad nim przechodzisz), bo twoim celem nie jest merytoryczna dyskusja, tylko złapanie rozmówcy na niezręcznościach językowych (często zupełnie nieistotnych dla meritum).

>"Na temat", czy "o temacie"?

"Na temat". Złapałaś mnie na błędzie językowym - brawo. Tylko co to ma wspólnego z sednem dyskusji? To jest właśnie przykład tego, o czym pisałem wyżej - rozwalanie dyskusji nieistotnymi pierdołami.

>>Zróbmy taki eksperyment - może tym razem się uda. Przez najbliższą minutę nie myśl o słoniu.
>W rezultacie przez minutę myśli mam zajęte słonio-zakazem.

No właśnie. I to jest jak najbardziej normalne - wszyscy tak mają. Ale wszyscy (no, powiedzmy że prawie wszyscy) potrafią też myśleć na zadany temat. Nieumiejętność takiego myślenia nie jest powszechna.

>Moje udawanie Greka jest tylko dosłownym traktowaniem Twoich tekstów, więc łatwo mnie odgreczyć.

Po pierwsze - nie tylko. Wyrywałaś z kontekstu i skracałaś moje wypowiedzi w taki sposób, by znaczyły coś innego, niż pierwotnie.
Po drugie - dosłowne traktowane niektórych zwrotów świadczy o słabej znajomości mowy potocznej.
Po trzecie - "odgreczanie" jest irytującą i czasochłonną robotą, która odciąga od tematu dyskusji. Ja bym wolał skupić się na meritum - ciebie najwyraźniej meritum nie interesuje.

>>można [...] zachowywać się niekulturalnie, używając (pozornie) kulturalnego języka
>Kultura to formy, więc jest na odwrót: da się niemiłe treści przekazać kulturalnie.

Ale kultura dyskusji to niezupełnie to samo co kultura języka. Można używać bardzo kulturalnego języka, a jednocześnie rozwalać dyskusję np. niepotrzebnym czepialstwem o nieistotne szczegóły, lub próbami zniekształcania stanowiska rozmówcy. Wolę rozmawiać z ludźmi, którzy używają ostrego języka (nawet wulgaryzmów - oczywiście nie do przesady), ale rozmawiają na temat i traktują rozmówcę w sposób uczciwy - niż z ludźmi, którzy posługują się pięknym, wyszukanym językiem ale stosują nieuczciwe metody erystyczne. Oczywiście najlepiej jest jeśli kultura języka idzie w parze z kulturą dyskusji.

>>Ale skoro ci głupsi potrafią zrozumieć to, czego nie potrafi zrozumieć mądry, to ... może nie są wcale głupsi, tylko wręcz przeciwnie.
>Religianci też mają ateistów za słabo kumatych.

Ale rozmawiamy o rozumieniu języka, a nie o światopoglądzie. Jeśli w rozmowie użyję zwrotu "muszę już lecieć", a religiant odpowie "no to na razie", natomiast ateista zapyta "a czym będziesz leciał?" - to który z nich ma większe kompetencje językowe i komunikacyjne? Nikt, kto w miarę swobodnie posługuje się językiem polskim nie odczyta sformułowania "lecieć" dosłownie - chyba, że będzie wynikało to z kontekstu lub sytuacji (np. będę czkał na lotnisku na samolot).
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>I przez to wykorzystanie nie było jasne o jakiej "drugiej opcji" piszesz.
>Daj spokój. Ja naprawdę potrafię docenić jak ktoś udaje Greka w sposób finezyjny, ale ty robisz to w sposób tak toporny, że aż niesmaczny.
Nie jestem tu żeby Ci dogadzać, napisałeś niezrozumiale, więc nie zostałeś zrozumiany i tyle.

>>Oczekujesz, że będę się uganiała za sensem Twoich niedopracowanych wypowiedzi?
>Oczekuję, że nie będziesz udawała, że tego sensu nie dostrzegasz.
O to chodzi, że w wadliwie skonstruowanych wypowiedziach sensu, który miałby być dostrzeżony nie ma.

>Kiedy ja z kimś rozmawiam, to staram się go zrozumieć - nawet jak wyraża się niejasno. Ty robisz na odwrót
Ale dzięki temu rozmówca ma szansę zrozumieć swój tekst.

>>"Na temat", czy "o temacie"?
>"Na temat". Złapałaś mnie na błędzie językowym
Odebrałam to jako niekonsekwencję w poleceniach Twojego eksperymentu, a nie błąd.

>"odgreczanie" jest irytującą i czasochłonną robotą
To pisz starannie od razu.

>>Kultura to formy, więc jest na odwrót: da się niemiłe treści przekazać kulturalnie.
>Ale kultura dyskusji to niezupełnie to samo co kultura języka.
To samo, czy nie, niemiłe treści da się przekazać kulturalnie.

>>>Ale skoro ci głupsi potrafią zrozumieć to, czego nie potrafi zrozumieć mądry, to ... może nie są wcale głupsi, tylko wręcz przeciwnie.
>>Religianci też mają ateistów za słabo kumatych.
>Ale rozmawiamy o rozumieniu języka
Pierwsze słyszę.


cr
Pawel077 (1855 punktów)
>Nie jestem tu żeby Ci dogadzać, napisałeś niezrozumiale, więc nie zostałeś zrozumiany i tyle.

Jasne.

>O to chodzi, że w wadliwie skonstruowanych wypowiedziach sensu, który miałby być dostrzeżony nie ma.

Ty byś udawała, że go nie dostrzegasz, nawet gdybyś się o niego przewróciła.

>>Kiedy ja z kimś rozmawiam, to staram się go zrozumieć - nawet jak wyraża się niejasno. Ty robisz na odwrót
>Ale dzięki temu rozmówca ma szansę zrozumieć swój tekst.

Nie rozśmieszaj mnie. Tak przekręcałaś niektóre z moich wypowiedzi, że ledwo byłem w stanie je rozpoznać.

>>>"Na temat", czy "o temacie"?
>>"Na temat". Złapałaś mnie na błędzie językowym
>Odebrałam to jako niekonsekwencję w poleceniach Twojego eksperymentu, a nie błąd.

A na czym polega niekonsekwencja? Jaka jest różnica między zwrotami "na temat" i "o temacie"?

>>"odgreczanie" jest irytującą i czasochłonną robotą
>To pisz starannie od razu.

Piszę wystarczająco starannie - zdecydowana większość ludzi rozumie co piszę. Ty jesteś jednym z nielicznych wyjątków, więc może problem nie tkwi w mojej staranności (lub jej braku), tylko w niskim poziomie twoich kompetencji językowych i komunikacyjnych?

>>Ale kultura dyskusji to niezupełnie to samo co kultura języka.
>To samo, czy nie, niemiłe treści da się przekazać kulturalnie.

Nie przeczę. Ale to kwestia kultury języka. Nie odniosłaś jednak ani słowem do kwestii kultury dyskusji. Masz coś na sumieniu, że boisz się ruszyć ten temat?

>>Ale rozmawiamy o rozumieniu języka
>Pierwsze słyszę.

Ten fragment naszej dyskusji dotyczył kwestii rozumienia języka. Oto kilka cytatów z wcześniejszych komentarzy:

>Bo rżniesz głupa, że potrzebujesz tych uściśleń, by zrozumieć meritum, a tak naprawdę ich nie potrzebujesz, tylko rżniesz głupa.

>Potrzebuję uściśleń, żeby pozbawić wypowiedź wieloznaczności, a czasem by nadać jej jakikolwiek sens.

>Sama to zresztą przyznałaś, więc nie rżnij głupa.

>A niby jak inaczej porozumieć się z rozmówcą-głupem?

>Ciekawe, że tylko ty masz stale taki problem. Inni (poza nielicznymi wyjątkami podobnych upierdliwców) jakoś potrafią zrozumieć sens, mimo tych wieloznaczności. Nie wydaje ci się, że brak umiejętności zrozumienia sensu wypowiedzi - które zawierają wieloznaczności, ale łatwo je właściwie zinterpretować na podstawie kontekstu, w jakim zostały użyte - jest jakąś intelektualną dysfunkcją?

>Bo to jest tak: im człowiek mądrzejszy, tym częściej trafia na głupszych od siebie.

>Ale skoro ci głupsi potrafią zrozumieć to, czego nie potrafi zrozumieć mądry, to ... może nie są wcale głupsi, tylko wręcz przeciwnie.

Czego, według ciebie, dotyczyła ta wymiana zdań, jeśli nie rozumienia języka?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>O to chodzi, że w wadliwie skonstruowanych wypowiedziach sensu, który miałby być dostrzeżony nie ma.
>Ty byś udawała, że go nie dostrzegasz, nawet gdybyś się o niego przewróciła.
Różnie, zależy od osoby rozmówcy.

>>>Kiedy ja z kimś rozmawiam, to staram się go zrozumieć - nawet jak wyraża się niejasno. Ty robisz na odwrót
>>Ale dzięki temu rozmówca ma szansę zrozumieć swój tekst.
>Nie rozśmieszaj mnie. Tak przekręcałaś
Przekręcałam, czy nie, nie o tym tu piszemy.

>Jaka jest różnica między zwrotami "na temat" i "o temacie"?
W pierwszym przypadku idzie o rzecz samą, w drugim o rozprawianie o niej.

>>>"odgreczanie" jest irytującą i czasochłonną robotą
>>To pisz starannie od razu.
>Piszę wystarczająco starannie
Nie aż tak, by się ustrzec odgreczania.

>>>Ale kultura dyskusji to niezupełnie to samo co kultura języka.
>>To samo, czy nie, niemiłe treści da się przekazać kulturalnie.
>Nie przeczę. Ale to kwestia kultury języka. Nie odniosłaś jednak ani słowem do kwestii kultury dyskusji.
Faktycznie nie. To jakiś problem?

>Masz coś na sumieniu, że boisz się ruszyć ten temat?
To samo co Ty: brnięcie w OT.

>>>Ale rozmawiamy o rozumieniu języka
>>Pierwsze słyszę.
>Ten fragment naszej dyskusji dotyczył kwestii rozumienia języka. Oto kilka cytatów z wcześniejszych komentarzy [...] Czego, według ciebie, dotyczyła ta wymiana zdań, jeśli nie rozumienia języka?
Te wypowiedzi, poczynając od najstarszej przez Ciebie przytoczonej, to:
P: Bo rżniesz głupa, że potrzebujesz tych uściśleń, by zrozumieć meritum,
cr: Potrzebuję uściśleń, żeby pozbawić wypowiedź wieloznaczności, a czasem by nadać jej jakikolwiek sens.
P: Ciekawe, że tylko ty masz stale taki problem. Inni (poza nielicznymi wyjątkami podobnych upierdliwców) jakoś potrafią zrozumieć sens, mimo tych wieloznaczności.
cr: Bo to jest tak: im człowiek mądrzejszy, tym częściej trafia na głupszych od siebie.
P: Ale skoro ci głupsi potrafią zrozumieć to, czego nie potrafi zrozumieć mądry, to ... może nie są wcale głupsi, tylko wręcz przeciwnie.
cr: Religianci też mają ateistów za słabo kumatych.
P: Ale rozmawiamy o rozumieniu języka
cr: Pierwsze słyszę.

I dlatego "pierwsze słyszę", że pisaliśmy o rozumieniu rozmówcy, nie języka.

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>>Ty byś udawała, że go nie dostrzegasz, nawet gdybyś się o niego przewróciła.
>Różnie, zależy od osoby rozmówcy.

A konkretnie? Od jakich cech rozmówcy to zależy? I dlaczego?

>Przekręcałam, czy nie, nie o tym tu piszemy.

Nie? A o czym?

>>Jaka jest różnica między zwrotami "na temat" i "o temacie"?
>W pierwszym przypadku idzie o rzecz samą, w drugim o rozprawianie o niej.

Zaciekawiłaś mnie. Możesz podać przykłady? Ja nie widzę różnicy miedzy sformułowaniami "rozmawiam na temat tego artykułu" i "rozmawiam o temacie tego artykułu".

>>>>"odgreczanie" jest irytującą i czasochłonną robotą
>>>To pisz starannie od razu.
>>Piszę wystarczająco starannie
>Nie aż tak, by się ustrzec odgreczania.

Nie da się ustrzec odgreczania dyskusji, gdy ktoś się uprze, by na siłę ją zagreczać (zagracać ).

>>Nie przeczę. Ale to kwestia kultury języka. Nie odniosłaś jednak ani słowem do kwestii kultury dyskusji.
>Faktycznie nie. To jakiś problem?

Nie. Nie musisz przecież odnosić się do wszystkich moich argumentów - zwłaszcza gdy są dla ciebie niewygodne. Nie przemęczaj się.

>>Masz coś na sumieniu, że boisz się ruszyć ten temat?
>To samo co Ty: brnięcie w OT.

Ale brnięcie w OT, to właśnie skutek zagreczania (zagracania) dyskusji. Jakbyś nie zagracała, to bym nie musiał tych gratów usuwać.

>I dlatego "pierwsze słyszę", że pisaliśmy o rozumieniu rozmówcy, nie języka.

Pisaliśmy o rozumieniu rozmówcy w kontekście kompetencji językowych, a nie poglądów.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>Ty byś udawała, że go nie dostrzegasz, nawet gdybyś się o niego przewróciła.
>>Różnie, zależy od osoby rozmówcy.
>A konkretnie?
Nie każdy na taryfę ulgową zasługuje.

>>Przekręcałam, czy nie, nie o tym tu piszemy.
>Nie? A o czym?
Trzeba było przeczytać, a nie kasować; bronisz pisma, to z niego korzystaj.

>>>Jaka jest różnica między zwrotami "na temat" i "o temacie"?
>>W pierwszym przypadku idzie o rzecz samą, w drugim o rozprawianie o niej.
>Zaciekawiłaś mnie. Możesz podać przykłady?
'Na temat słonia' to gdy mówię o słoniu, a 'o temacie słonia', to gdy mówię, np. o tym, że o nim mówiłam.

>Ja nie widzę różnicy miedzy sformułowaniami "rozmawiam na temat tego artykułu" i "rozmawiam o temacie tego artykułu".
Tymczasem "na temat" byłoby innym sformułowaniem niż "o temacie" nawet wtedy, gdyby oba sformułowania miały to samo znaczenie.

>Nie da się ustrzec odgreczania dyskusji, gdy ktoś się uprze, by na siłę ją zagreczać
Na siłę się nie da, udawanie Greka bazuje na błędach rozmówcy.

>>>Nie przeczę. Ale to kwestia kultury języka. Nie odniosłaś jednak ani słowem do kwestii kultury dyskusji.
>>Faktycznie nie. To jakiś problem?
>Nie. Nie musisz przecież odnosić się do wszystkich moich argumentów
Nie wiem co tam zaargumentowałeś, ale przecież nie rozmawiamy o kulturze języka.

>>>Masz coś na sumieniu, że boisz się ruszyć ten temat?
>>To samo co Ty: brnięcie w OT.
>Ale brnięcie w OT, to właśnie skutek zagreczania (zagracania) dyskusji.
Zagreczanie jest uprawnione, bo dosłownie interpretującemu nie da się udowodnić złej woli.

>Pisaliśmy o rozumieniu rozmówcy w kontekście kompetencji językowych
Nie o język nam idzie, lecz o adekwatność wypowiedzi do jego własnych intencji po stronie piszącego i prawo do dosłownej interpretacji po stronie czytającego.

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>>A konkretnie?
>Nie każdy na taryfę ulgową zasługuje.

To nie jest konkretna odpowiedź. Od czego zależy, czy ktoś zasługuje na taryfę ulgową? Pytam z ciekawości, bo sam na taryfę ulgową nie liczę - czułbym się niezręcznie, gdyby ktoś wobec mnie taką stosował.

>>>Przekręcałam, czy nie, nie o tym tu piszemy.
>>Nie? A o czym?
>Trzeba było przeczytać, a nie kasować; bronisz pisma, to z niego korzystaj.

Co skasowałem? Jeśli mi coś zarzucasz, to napisz konkretnie.

>'Na temat słonia' to gdy mówię o słoniu, a 'o temacie słonia', to gdy mówię, np. o tym, że o nim mówiłam.

Trochę naciągane. Kiedy ci zaproponuję rozmowę o temacie słonia, to odczytasz to jako propozycję rozmowy o temacie, na który wcześniej rozmawiałaś? Według mnie, oba zwroty znaczą to samo, tylko że nie powinno się używać zwrotu "o temacie", bo to jest chyba błędne sformułowanie - podobnie jak błędnym sformułowaniem jest "w temacie" (choć pewny nie jestem - nie chce mi się sprawdzać). Ale mniejsza o to. Znamienne jest jednak to, że się do tego sformułowania przyczepiłaś - przecież nie miało to istotnego znaczenia dla dyskusji.

>>Ja nie widzę różnicy miedzy sformułowaniami "rozmawiam na temat tego artykułu" i "rozmawiam o temacie tego artykułu".
>Tymczasem "na temat" byłoby innym sformułowaniem niż "o temacie" nawet wtedy, gdyby oba sformułowania miały to samo znaczenie.

To prawda. Powinienem napisać: nie widzę różnicy między znaczeniami tych sformułowań. Ale tu znowu potwierdzasz to, co cały czas ci zarzucam - puryzm językowy, który odciąga dyskusję od meritum. Rozumiałbym, gdybyś czepiała się tylko błędów, które mają istotne znaczenie dla zrozumienia wypowiedzi - ale ty się czepiasz błędów, które maja tyle samo znaczenia, co literówki.

>>Nie da się ustrzec odgreczania dyskusji, gdy ktoś się uprze, by na siłę ją zagreczać
>Na siłę się nie da,

Da się. Jesteś tego najlepszym przykładem.

>udawanie Greka bazuje na błędach rozmówcy.

Ale powinno bazować na istotnych błędach dotyczących meritum, a nie na wytykaniu błędów, które nie mają wpływu na sedno dyskusji. Nasza wymiana zdań jest doskonałym przykładem tego, do czego może doprowadzić udawanie Greka "na siłę" - więcej czasu zajmuje nam szarpanie się o nieistotne słówka, niż dyskusja o meritum.

>>Nie. Nie musisz przecież odnosić się do wszystkich moich argumentów
>Nie wiem co tam zaargumentowałeś,

Nie wiesz? Nie czytasz tego co napisałem? To z czym polemizujesz? Do czego się odnosisz?

>ale przecież nie rozmawiamy o kulturze języka.

Zauważyłem, że kiedy jakiś wątek dyskusji staje się dla ciebie niewygodny (brakuje ci argumentów), to uciekasz od dyskusji pisząc np.: "Przekręcałam, czy nie, nie o tym tu piszemy" lub "ale przecież nie rozmawiamy o kulturze języka". Niestety, dzięki twojemu "zagreczaniu" dyskusji, rozmawiamy o kilku sprawach jednocześnie - między innymi o przekręcaniu przez ciebie moich wypowiedzi i o kulturze języka.

>Zagreczanie jest uprawnione, bo dosłownie interpretującemu nie da się udowodnić złej woli.

To zależy. Bo ten kto "zagrecza" ma do wyboru dwie opcje (już o tym pisałem) - albo "zagrecza" celowo (zła wola) , albo nie posiada wystarczających kompetencji językowych, by zrozumieć przekaz, który inni rozumieją. To którą opcję w końcu wybierasz?

>>Pisaliśmy o rozumieniu rozmówcy w kontekście kompetencji językowych
>Nie o język nam idzie, lecz o adekwatność wypowiedzi do jego własnych intencji po stronie piszącego i prawo do dosłownej interpretacji po stronie czytającego.

Czyli o język.
A do dosłownej interpretacji, prawo oczywiście masz - nawet w stosunku do takich zwrotów jak: "na razie, muszę już lecieć" - tylko powinnaś sobie zdawać sprawę, jak głupio brzmią twoje zastrzeżenia, w sytuacji gdy wszyscy inni rozumieją o co chodzi.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Od czego zależy, czy ktoś zasługuje na taryfę ulgową?
Od niego samego.

>>>>Przekręcałam, czy nie, nie o tym tu piszemy.
>>>Nie? A o czym?
>>Trzeba było przeczytać, a nie kasować; bronisz pisma, to z niego korzystaj.
>Co skasowałem?
Treści, których dociekasz podkreślonym powyżej przeze mnie swoim pytaniem.

>Jeśli mi coś zarzucasz, to napisz konkretnie.
Jeśli jest niekonkretnie, to w czym widzisz zarzut?

>>'Na temat słonia' to gdy mówię o słoniu, a 'o temacie słonia', to gdy mówię, np. o tym, że o nim mówiłam.
>Trochę naciągane.
Różnica między słoniem a tematem jest tak samo zasadnicza jak między słoniem a fortepianem.

> Według mnie, oba zwroty znaczą to samo, tylko że nie powinno się używać zwrotu "o temacie"
Że niby "temat" jest niedozwolonym tematem?

>Znamienne jest jednak to, że się do tego sformułowania przyczepiłaś - przecież nie miało to istotnego znaczenia dla dyskusji.
Miało, co powyżej wykazałam.

Twoje pisanie, że się przyczepiłam też znaczenia dla dyskusji nie ma, ale jakoś sobie nie odmówiłeś. A w wypadku posta, na który tu odpowiadam bez znaczenia dla dyskusji jest m.in. cała reszta Twoich w nim dywagacji; na dowód cytuję je w ramce, a w kolejnej - poprzedzające je własne.

oto o czym traktują Twoje dalsze wypowiedzi:
>To prawda. Powinienem napisać: nie widzę różnicy między znaczeniami tych sformułowań. Ale tu znowu potwierdzasz to, co cały czas ci zarzucam - puryzm językowy, który odciąga dyskusję od meritum. Rozumiałbym, gdybyś czepiała się tylko błędów, które mają istotne znaczenie dla zrozumienia wypowiedzi - ale ty się czepiasz błędów, które maja tyle samo znaczenia, co literówki.

>Da się. Jesteś tego najlepszym przykładem.

>Ale powinno bazować na istotnych błędach dotyczących meritum, a nie na wytykaniu błędów, które nie mają wpływu na sedno dyskusji. Nasza wymiana zdań jest doskonałym przykładem tego, do czego może doprowadzić udawanie Greka "na siłę" - więcej czasu zajmuje nam szarpanie się o nieistotne słówka, niż dyskusja o meritum.

>Nie wiesz? Nie czytasz tego co napisałem? To z czym polemizujesz? Do czego się odnosisz?

>Zauważyłem, że kiedy jakiś wątek dyskusji staje się dla ciebie niewygodny (brakuje ci argumentów), to uciekasz od dyskusji pisząc np.: "Przekręcałam, czy nie, nie o tym tu piszemy" lub "ale przecież nie rozmawiamy o kulturze języka". Niestety, dzięki twojemu "zagreczaniu" dyskusji, rozmawiamy o kilku sprawach jednocześnie - między innymi o przekręcaniu przez ciebie moich wypowiedzi i o kulturze języka.

>To zależy. Bo ten kto "zagrecza" ma do wyboru dwie opcje (już o tym pisałem) - albo "zagrecza" celowo (zła wola) , albo nie posiada wystarczających kompetencji językowych, by zrozumieć przekaz, który inni rozumieją. To którą opcję w końcu wybierasz?

>Czyli o język.
>A do dosłownej interpretacji, prawo oczywiście masz - nawet w stosunku do takich zwrotów jak: "na razie, muszę już lecieć" - tylko powinnaś sobie zdawać sprawę, jak głupio brzmią twoje zastrzeżenia, w sytuacji gdy wszyscy inni rozumieją o co chodzi.


a tu bezpośrednio je poprzedzające moje:
>>Tymczasem "na temat" byłoby innym sformułowaniem niż "o temacie" nawet wtedy, gdyby oba sformułowania miały to samo znaczenie.

>>Na siłę się nie da, udawanie Greka bazuje na błędach rozmówcy.

>>Nie wiem co tam zaargumentowałeś, ale przecież nie rozmawiamy o kulturze języka.

>>Zagreczanie jest uprawnione, bo dosłownie interpretującemu nie da się udowodnić złej woli.

>>Nie o język nam idzie, lecz o adekwatność wypowiedzi do jego własnych intencji po stronie piszącego i prawo do dosłownej interpretacji po stronie czytającego.



cr
Pawel077 (1855 punktów)
>>Co skasowałem?
>Treści, których dociekasz podkreślonym powyżej przeze mnie swoim pytaniem.

Możesz przypomnieć (zacytować), o które treści chodzi?

>>Jeśli mi coś zarzucasz, to napisz konkretnie.
>Jeśli jest niekonkretnie, to w czym widzisz zarzut?

Zarzucasz mi kasowanie jakichś treści. Ale ponieważ nie wiem, o jakie treści chodzi, to proszę o ich wskazanie.

>>Znamienne jest jednak to, że się do tego sformułowania przyczepiłaś - przecież nie miało to istotnego znaczenia dla dyskusji.
>Miało, co powyżej wykazałam.

Nie miało. Doskonale zrozumiałaś o co chodziło, tylko ja zwykle rżniesz ... udajesz Greka.

>Twoje pisanie, że się przyczepiłam też znaczenia dla dyskusji nie ma, ale jakoś sobie nie odmówiłeś.

Ty zagreczasz - ja odgreczam. Zagreczanie, to przyczyna - odgreczanie, to skutek.

>A w wypadku posta, na który tu odpowiadam bez znaczenia dla dyskusji jest m.in. cała reszta Twoich w nim dywagacji;

Zgadza się. Ale ja tylko odpowiadam na twoje czepialstwo. To ty inicjujesz znoszenie dyskusji jak najdalej od meritum.

>na dowód cytuję je w ramce, a w kolejnej - poprzedzające je własne.

No i czego dowodzą te cytaty? Przecież odnosiłem się w nich do twoich wpisów. Zabrakło ci argumentów i nagle dyskusja na zainicjowane przez ciebie poboczne wątki stała się problemem? Jesteś bezczelna. Rozpierdzielasz dyskusję, kierując ją na boczne tory, a później udajesz niewiniątko. To się robi coraz bardziej żałosne i niesmaczne. Normalnie bym nawet z tobą nie dyskutował (bo to z twojej strony nie jest żadna dyskusja, tylko złośliwe kąsanie) - podjąłem jednak rękawicę, żeby ci trochę utrzeć nosa. I widzę się udało, bo wyraźnie tracisz grunt pod nogami i próbujesz uciec od dyskusji na zainicjowane przez ciebie poboczne (i nieistotne dla meritum) wątki.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>Co skasowałem?
>>Treści, których dociekasz podkreślonym powyżej przeze mnie swoim pytaniem.
>Możesz przypomnieć (zacytować), o które treści chodzi?
Mogę, ale nie zamierzam Cię wyręczać.

>>>Jeśli mi coś zarzucasz, to napisz konkretnie.
>>Jeśli jest niekonkretnie, to w czym widzisz zarzut?
>Zarzucasz mi kasowanie jakichś treści.
Gdzie w kwestii, na którą odpowiadasz jest jakikolwiek zarzut?

>No i czego dowodzą te cytaty?
Twojej pasji do "przyczepiania się".

cr
Pawel077 (1855 punktów)
Słabiutko. Wpadłaś w sidła, które sama zastawiłaś.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Słabiutko. Wpadłaś w sidła, które sama zastawiłaś.
Wzajemnie. Ale dziękuję za Twoje starania.


cr
Pawel077 (1855 punktów)
>Pomyśleniem wskazanej mową treści jest wywołanie w myśli reprezentowanych przez to wskazanie treści, ale ono samo języka już nie używa. W odwrotną stronę też zaczynam jakąś pomyślaną treścią dla której szukam słów. Jeśli czasem wiemy co chcemy powiedzieć, ale "uciekło nam słowo", to niby czym - jakim słowem czy językiem o tym chwilowo nienazwanym pojęciu myślimy?
>Czytając przekształcam treści, które napisałeś na swoje myśli, a te już nie są słowami. Dlatego zapamiętujemy sens, nie słowa, chyba, że akurat na słowach się skupimy.
>Dla mnie to zagadka jaką formę ma moja ta czy inna myśl; chyba w największym stopniu moja myśl jest mną (choć może i odwrotnie, ja jestem nią).

Pozwoliłem sobie te trzy fragmenty twojego wpisu umieścić obok siebie, bo odnoszą się do tego samego zagadnienia. I muszę przyznać, że jestem mile zaskoczony, bo nareszcie są to jakieś argumenty, a nie - jak poprzednio - próby wykręcania kota ogonem.

Ale do rzeczy. Mogę się z tobą częściowo zgodzić - myśli czasem mogą przybierać formy (kształty) nieokreślone (ogólny sens - zamiast konkretnej treści; przeczucie, intuicja - zamiast konkretnej wiedzy itp.). Zgoda. Ale taka myśl musi jednak z czegoś wynikać - musi mieć jakieś podstawy w doświadczeniu (w odbieraniu świata przez zmysły); myśl nie bierze się znikąd. Mózg poznaje świat zewnętrzny poprzez zmysły. Zauważ też, że taka myśl, która dopiero powstaje (kiełkuje) i jej kształt jest jeszcze nieokreślony, musi być (siłą rzeczy) niewyraźna, niekonkretna, nieprecyzyjna. Jeśli chcesz się jej dokładnie przyjrzeć, ocenić jej wartość, poznać jej dokładne znaczenie, zobaczyć ją na wskroś (a nie tylko jej mglisty, niewyraźny zarys), to musisz nadać jej jakąś konkretną formę - np. formę słów, zdań. Tylko nad myślą "ubraną" w konkretną formę możesz pracować i zastanawiać się nad nią głębiej. I jeśli chcesz tę myśl komuś przekazać (niechby i transferem myśli), to też musisz ją najpierw sprecyzować (najlepszym do tego narzędziem jest język), bo jeśli prześlesz komuś tę myśl w postaci nieokreślonej, nieobrobionej, to nie przekażesz mu żadnej konkretnej treści, tylko co najwyżej ogólny, mglisty zarys - który na dodatek jego mózg może zupełnie inaczej zinterpretować niż twój mózg. Podobnie ma się sprawa z treściami, które zaczerpnęłaś z różnych źródeł - z książek, artykułów, audycji, filmów. Oczywiście, że nikt nie pamięta dokładnie (słowo w słowo) treści np. artykułu w prasie. Jak słusznie napisałaś, zapamiętujemy raczej ogólny sens, a nie poszczególne słowa i zdania. Tylko że ten zapamiętany sens - w takim przypadku - ma solidne podstawy w konkretnym tekście. I znowu - jeśli chcemy się nad tym sensem głębiej zastanowić, popracować nad nim, sprawdzić np. czy jego podstawy są solidnie ugruntowane np. w logice, to musimy ponownie wyrazić go słowami (językiem). Nie koniecznie muszą być to te same słowa, ale muszą oddawać ten sens. Nawet gdyby przesłanie komuś (transferem myśli) takiego sensu było możliwe, to i tak, gdybyśmy chcieli szczegółowo "porozmawiać" (transferem myśli) o tym sensie, to musimy przedstawić go w formie języka. Sam sens nie jest szczegółowym opisem danego zagadnienia i nie da się "wymianą sensów" (lub niesprecyzowanych myśli) o nim dyskutować. Podsumowując - da się myśleć bez języka (o czym już zresztą pisałem), ale nie da się myśleć bez języka w sposób zaawansowany, szczegółowy, złożony; nie da się bez pomocy języka rozebrać myśli na czynniki pierwsze i precyzyjnie nad nią pracować.
28-08-2020 12:48 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> Tylko nad myślą "ubraną" w konkretną formę możesz pracować i zastanawiać się nad nią głębiej. I jeśli chcesz tę myśl komuś przekazać (niechby i transferem myśli), to też musisz ją najpierw sprecyzować (najlepszym do tego narzędziem jest język), bo jeśli prześlesz komuś tę myśl w postaci nieokreślonej, nieobrobionej, to nie przekażesz mu żadnej konkretnej treści, tylko co najwyżej ogólny, mglisty zarys - który na dodatek jego mózg może zupełnie inaczej zinterpretować niż twój mózg.
To domniemania, których potwierdzenia można m.in. szukać w doświadczeniach takich bliźniąt; w zalinkowanym tekście jest taki fragment: "dziewczynki mają "wspólne" myśli, gdyż w nie do końca zrozumiały sposób, porozumiewają się ze sobą za pomocą zrośniętych mózgów. Ich dziadek opowiada, że widać to zwłaszcza wówczas, gdy wpadają na pomysł zrobienia jakiegoś psikusa - bez wypowiedzenia jakiegokolwiek słowa zaczynają chichotać i przystępują do akcji."

I tylko nie wiemy co stoi za "nie do końca zrozumiałym sposobem porozumiewania się" bliźniaczek, a - w szczególności - czy porozumiewałyby się także gdyby nie umiały mówić.

A jeśli masz rację, że myślimy językiem, to czy mogłaby jedna drugiej dla żartu pomyśleć zdanie "Bezbarwne zielone idee wściekle śpią"??

> Podsumowując - da się myśleć bez języka (o czym już zresztą pisałem), ale nie da się myśleć bez języka w sposób zaawansowany, szczegółowy, złożony; nie da się bez pomocy języka rozebrać myśli na czynniki pierwsze i precyzyjnie nad nią pracować.
Jakim językiem do tego doszedłeś, oraz czy ja mówię innym, że się nie zgadzamy?


cr
Pawel077 (1855 punktów)
>To domniemania, których potwierdzenia można m.in. szukać w doświadczeniach takich bliźniąt; w zalinkowanym tekście jest taki fragment: "dziewczynki mają "wspólne" myśli, gdyż w nie do końca zrozumiały sposób, porozumiewają się ze sobą za pomocą zrośniętych mózgów. Ich dziadek opowiada, że widać to zwłaszcza wówczas, gdy wpadają na pomysł zrobienia jakiegoś psikusa - bez wypowiedzenia jakiegokolwiek słowa zaczynają chichotać i przystępują do akcji."I tylko nie wiemy co stoi za "nie do końca zrozumiałym sposobem porozumiewania się" bliźniaczek, a - w szczególności - czy porozumiewałyby się także gdyby nie umiały mówić.

Ale na to już odpowiadałem. One mają zrośnięte mózgi i cześć mózgu mają wspólną. Nie są w pełni dwiema odrębnymi osobami (również pod względem umysłowym), więc w pewnym stopniu potrafią wspólnie myśleć. Ale nawet gdyby były całkowicie odrębne umysłowo, a mimo to potrafiłby wymieniać się myślami, to przecież nie zaprzecza to moim argumentom. Napisałem wyraźnie, że nawet gdyby istniał taki sposób przesyłu myśli, to nie da się w takiej formie przesyłać szczegółowych, skomplikowanych myśli bez pomocy języka - można co najwyżej bez języka przesłać ich ogólny sens. Ale nie da się, bez języka, dyskutować na skomplikowane tematy. Nie da się prowadzić np. naszej dyskusji bez pomocy języka (nawet gdyby robić to transferem myśli). Przecież nawet, kiedy sama się nad czymś głębiej i szczegółowo zastanawiasz, to robisz to przy użyciu języka. Ogólny sens nie pokaże szczegółów - trzeba je wyrazić językiem.

>A jeśli masz rację, że myślimy językiem, to czy mogłaby jedna drugiej dla żartu pomyśleć zdanie "Bezbarwne zielone idee wściekle śpią"??

Jeśli potrafią się porozumiewać myślami na poziomie językowym - to tak.

>> Podsumowując - da się myśleć bez języka (o czym już zresztą pisałem), ale nie da się myśleć bez języka w sposób zaawansowany, szczegółowy, złożony; nie da się bez pomocy języka rozebrać myśli na czynniki pierwsze i precyzyjnie nad nią pracować.
>Jakim językiem do tego doszedłeś, oraz czy ja mówię innym, że się nie zgadzamy?

Ale z czym konkretnie się nie zgadzasz? Z tym, że nie da się myśleć i dyskutować szczegółowo na skomplikowane tematy bez pomocy języka? Jeśli się z tym nie zgadzasz, to uzasadnij to jakoś. Przedstaw jakieś kontrargumenty.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>kiedy sama się nad czymś głębiej i szczegółowo zastanawiasz, to robisz to przy użyciu języka
Skąd wiesz?

>>A jeśli masz rację, że myślimy językiem, to czy mogłaby jedna drugiej dla żartu pomyśleć zdanie "Bezbarwne zielone idee wściekle śpią"??
>Jeśli potrafią się porozumiewać myślami na poziomie językowym - to tak.
Czyli jednak dopuszczasz możliwość porozumiewania się myślą bez języka!

>>Jakim językiem do tego doszedłeś, oraz czy ja mówię innym, że się nie zgadzamy?
>Ale z czym konkretnie się nie zgadzasz? Z tym, że nie da się myśleć i dyskutować szczegółowo na skomplikowane tematy bez pomocy języka?
Tylko myśleć, dyskutować to jasne, że się na razie bez języka nie da.

>Jeśli się z tym nie zgadzasz, to uzasadnij to jakoś. Przedstaw jakieś kontrargumenty.
Nie ma dowodów na niemożność myślenia bez języka.


cr
Pawel077 (1855 punktów)
>>kiedy sama się nad czymś głębiej i szczegółowo zastanawiasz, to robisz to przy użyciu języka
>Skąd wiesz?

Bo nie da się np. stwierdzić, czy jakaś złożona, skomplikowana myśl jest zgodna z inną złożoną i skomplikowaną myślą, z faktami lub z logiką, jeśli nie przedstawisz jej w precyzyjnej formie. Być może potrafisz przedstawić sobie w myślach ogólny sens np. tego wpisu bez pomocy języka (ja nie potrafię), ale jeśli chcesz się mu przyjrzeć szczegółowo i dokładnie przeanalizować jego składowe, to musisz przedstawić go w formie języka. Jakiś ogólny sens może sobie istnieć w twoim umyśle w postaci - nazwijmy to - nieokreślonej (a więc niewyraźnej), ale jego konkretne, precyzyjne znaczenie musi przybrać konkretną, precyzyjną formę. Twój mózg zna tylko jedną formę, w której można precyzyjnie oddać treść tego wpisu (a nie tylko jego ogólny sens) - tą formą jest język.

>>Jeśli potrafią się porozumiewać myślami na poziomie językowym - to tak.
>Czyli jednak dopuszczasz możliwość porozumiewania się myślą bez języka!

Dopuszczam. Ale będzie to bardzo prosty poziom komunikacji (tylko proste i ogólne komunikaty można oddać bez pomocy języka). Być może można oddać ogólny sens mojego wpisu bez pomocy języka (choć wątpię, czy w pełni jest to możliwe), ale nie można oddać bez języka jego szczegółów, subtelności, niuansów. Nie da się ocenić bez języka, czy mijam się gdzieś z faktami lub zaprzeczam logice. Zdania, które przytoczyłaś (Bezbarwne zielone idee wściekle śpią), nie można oddać bez pomocy języka, bo jest ono absurdalne i nie da się go pomyśleć (a więc i wyrazić) bez języka.

>>Ale z czym konkretnie się nie zgadzasz? Z tym, że nie da się myśleć i dyskutować szczegółowo na skomplikowane tematy bez pomocy języka?
>Tylko myśleć, dyskutować to jasne, że się na razie bez języka nie da.

To spróbuj to opisać. W jaki sposób myślisz na skomplikowane tematy bez pomocy języka? Jaką formę przybierają twoje myśli, kiedy zastanawiasz się szczegółowo nad informacjami zawartymi w tym wpisie i próbujesz z nimi polemizować? Powiedzmy, że wyłączyłaś komputer i nie czytasz już tego wpisu, tylko o nim myślisz i próbujesz w myślach na niego odpowiedzieć. Jaką formę mają wtedy twoje myśli? Nieokreśloną czy językową?

>>Jeśli się z tym nie zgadzasz, to uzasadnij to jakoś. Przedstaw jakieś kontrargumenty.
>Nie ma dowodów na niemożność myślenia bez języka.

Ale jest dowód na niemożność myślenia bez języka w sposób zaawansowany, precyzyjny. Ten dowód każdy z nas ma w swojej głowie. Umiesz myśleć bez języka zastanawiając się nad odpowiedzią na ten post? Jaką formę przybierają twoje myśli, kiedy zastanawiasz się jak mi odpowiedzieć?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>...nie da się np. stwierdzić, czy jakaś złożona, skomplikowana myśl jest zgodna z inną złożoną i skomplikowaną myślą, z faktami lub z logiką, jeśli nie przedstawisz jej w precyzyjnej formie.
Jeśli myśli miałyby być mniej precyzyjne niż język, byłoby to zaprzeczenie precyzowania, które jest przecież dobieraniem słów najtrafniej oddających myśli.

>Twój mózg zna tylko jedną formę, w której można precyzyjnie oddać treść tego wpisu (a nie tylko jego ogólny sens...
Sens nie musi być czymś ogólnym: ogólny sens mają nasze przemyślenia, bo czynimy sensowne spostrzeżenia wynikające z rozważania sensownych pojęć.

>Zdania, które przytoczyłaś (Bezbarwne zielone idee wściekle śpią), nie można oddać bez pomocy języka, bo jest ono absurdalne
Czyli bez języka dadzą radę treści sensowne, tak?

>Jaką formę przybierają twoje myśli, kiedy zastanawiasz się szczegółowo nad informacjami zawartymi w tym wpisie i próbujesz z nimi polemizować? Powiedzmy, że wyłączyłaś komputer i nie czytasz już tego wpisu, tylko o nim myślisz
Konstruowanie odpowiedzi to jedno, a rozważanie jakiegoś zagadnienia - drugie. I tylko to pierwsze jest sprawą językową, rozmyślanie nad zagadnieniem wydaje się operować pojęciami.

>>Nie ma dowodów na niemożność myślenia bez języka.
>Ale jest dowód na niemożność myślenia bez języka w sposób zaawansowany, precyzyjny. Ten dowód każdy z nas ma w swojej głowie. [...] ? [...] ?
To wyartykułuj ten dowód w formie oznajmującej.

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>>...nie da się np. stwierdzić, czy jakaś złożona, skomplikowana myśl jest zgodna z inną złożoną i skomplikowaną myślą, z faktami lub z logiką, jeśli nie przedstawisz jej w precyzyjnej formie.
>Jeśli myśli miałyby być mniej precyzyjne niż język

Co to znaczy, że "myśli miałyby być mniej precyzyjne niż język"? Język to forma, w której możesz wyrazić myśli. Możesz wyrazić myśli w innej formie (np. obrazu), ale nie zrobisz tego np. w przypadku tego wpisu (na pewno nie precyzyjniej niż językiem).

>byłoby to zaprzeczenie precyzowania, które jest przecież dobieraniem słów najtrafniej oddających myśli.

Co byłoby zaprzeczeniem precyzowania? Myśli mniej precyzyjne niż język? Nie rozumiem, co chcesz powiedzieć (i nie udaję Greka ). Spróbuj wyrazić to jaśniej.

>>Twój mózg zna tylko jedną formę, w której można precyzyjnie oddać treść tego wpisu (a nie tylko jego ogólny sens...
>Sens nie musi być czymś ogólnym

Pewnie, że nie musi - jeśli jest wyrażony w precyzyjnej formie (np. językiem). Jeśli sens tego wpisu nie jest wyrażony w formie języka to (siłą rzeczy) musi być ogólny (uproszczony - zredukowany do głównych akcentów).

>ogólny sens mają nasze przemyślenia

Jeśli nie są wyrażone w precyzyjnej formie (np. języka) - to tak. Przecież o tym własnie pisałem.

>>Zdania, które przytoczyłaś (Bezbarwne zielone idee wściekle śpią), nie można oddać bez pomocy języka, bo jest ono absurdalne
>Czyli bez języka dadzą radę treści sensowne, tak?

No pewnie, że dadzą. Czy ja kiedykolwiek temu przeczyłem? Wiele sensownych myśli i komunikatów można przedstawić bez pomocy języka - obrazami, gestami, dźwiękami (które nie są językiem). Np. gestem mogę ci pokazać, w którą stronę masz iść, zwolnić, zatrzymać się itp. Tylko, że nie da się w ten sposób (pozajęzykowy) przekazać komuś np. treści tego wpisu - on jest zbyt skomplikowany (no chyba, że bardzo ogólnie, niedokładnie - chociaż i to byłoby bardzo trudne). Ale żeby przedstawić komuś (lub sobie) dokładną treść tego wpisu (tak, by można było nad nią popracować), to musisz to zrobić językiem.

>Konstruowanie odpowiedzi to jedno, a rozważanie jakiegoś zagadnienia - drugie. I tylko to pierwsze jest sprawą językową,

Nie zgadzam się. Dokładne rozważanie skomplikowanego zagadnienia wymaga przedstawienia go w precyzyjnej formie. Czym innym jest posiadanie w umyśle jakiegoś ogólnego sensu (to być może da się zrobić bez języka, lub przy minimalnym jego udziale), a czym innym jest zgłębianie go i jego dokładna analiza (czy np. nie jest sprzeczny z logiką) - tego nie da się zrobić bez języka.

>rozmyślanie nad zagadnieniem wydaje się operować pojęciami.

Jakimi pojęciami? Pozajęzykowymi? Czym one są? W jakiej formie występują?

>>>Nie ma dowodów na niemożność myślenia bez języka.
>>Ale jest dowód na niemożność myślenia bez języka w sposób zaawansowany, precyzyjny. Ten dowód każdy z nas ma w swojej głowie. [...] ? [...] ?
>To wyartykułuj ten dowód w formie oznajmującej.

"Bezbarwne zielone idee wściekle śpią" - spróbuj pomyśleć to bez języka.
A bardziej poważnie - spróbuj pomyśleć bez języka takie pojęcia jak "nicość" lub "nieskończoność". Pewnych pojęć nie da się pomyśleć bez języka. Spróbuj bez języka matematyki zrozumieć zagadnienia mechaniki kwantowej. Pewnych kwestii nie da się oddać w innej formie niż matematyka - nie da się ich dostrzec w inny sposób (nawet ogólny i uproszczony). Co najwyżej można szukać dla nich analogii, ale to będzie tylko porównanie nie oddające w pełni istoty rzeczy (coś jak próba wyjaśnienia niewidomemu, czym są kolory - nie da się tego zrobić). Podobnie jest z językiem - pewnych kwestii (np. dotyczących logiki) nie da się przedstawić bez języka. Jeśli domagasz się twardego dowodu na "niemożność myślenia bez języka w sposób zaawansowany", to chyba takiego nie ma. Ale z dowodem niemożności jest podobnie jak z dowodem nieistnienia - nie istnieje. Wszystko co nie jest sprzeczne z logiką, jest możliwe (nawet jak szansa na to jest astronomicznie mała i nie istnieją żadne racjonalne przesłanki, by coś takiego przypuszczać).
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>...nie da się np. stwierdzić, czy jakaś złożona, skomplikowana myśl jest zgodna z inną złożoną i skomplikowaną myślą, z faktami lub z logiką, jeśli nie przedstawisz jej w precyzyjnej formie.
>>Jeśli myśli miałyby być mniej precyzyjne niż język
>Co to znaczy, że "myśli miałyby być mniej precyzyjne niż język"?
To wynika z niemożności oceny myśli, o której to niemożności piszesz słowami "nie da się np. stwierdzić, czy jakaś złożona, skomplikowana myśl jest zgodna z inną złożoną i skomplikowaną myślą, z faktami lub z logiką, jeśli nie przedstawisz jej w precyzyjnej formie".

>>byłoby to zaprzeczenie precyzowania, które jest przecież dobieraniem słów najtrafniej oddających myśli.
>Co byłoby zaprzeczeniem precyzowania? Myśli mniej precyzyjne niż język?
Precyzowanie jest zwiększaniem dokładności przekazu, więc jeśli język z definicji "niedokładną" myśl miałby wzbogacać o niezawarte w niej niuanse, bo taki przekaz byłby mniej wierny, czyli w żadnym razie nie byłoby to precyzowanie owej myśli.

>Nie rozumiem, co chcesz powiedzieć
W to nie wnikaj, czytaj co napisałam.

>>Konstruowanie odpowiedzi to jedno, a rozważanie jakiegoś zagadnienia - drugie. I tylko to pierwsze jest sprawą językową,
>Nie zgadzam się. Dokładne rozważanie skomplikowanego zagadnienia wymaga przedstawienia go w precyzyjnej formie.
Czyli język uważasz za bardziej precyzyjny niż myśl, którą ma wyrażać.

>>rozmyślanie nad zagadnieniem wydaje się operować pojęciami.
>Jakimi pojęciami? Pozajęzykowymi? Czym one są? W jakiej formie występują?
sjp.pwn.pl/szukaj/pojęcie.html

>>>>Nie ma dowodów na niemożność myślenia bez języka.
>>>Ale jest dowód na niemożność myślenia bez języka w sposób zaawansowany, precyzyjny. Ten dowód każdy z nas ma w swojej głowie. [...] ? [...] ?
>>To wyartykułuj ten dowód w formie oznajmującej.
>"Bezbarwne zielone idee wściekle śpią" - spróbuj pomyśleć to bez języka.
W tym istota języka, że w odróżnieniu od mózgu może pleść trzy po trzy.

>A bardziej poważnie - spróbuj pomyśleć bez języka takie pojęcia jak "nicość"...
Jeśli zakładasz, że "nicość" pomyślę słowem "nicość", to musisz też uznać, że pojęcie "bzdruś" pomyślę słowem "bzdruś" - tyle można pomyśleć "myśląc językiem".

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>>Co to znaczy, że "myśli miałyby być mniej precyzyjne niż język"?
>To wynika z niemożności oceny myśli

Ale przecież ta niemożność wynika z tego, że myśl jest przedstawiona w niewyraźnej, nieprecyzyjnej formie. Jak się ją przedstawi w formie języka, to niemożność znika.

>Precyzowanie jest zwiększaniem dokładności przekazu, więc jeśli język z definicji "niedokładną" myśl miałby wzbogacać o niezawarte w niej niuanse, bo taki przekaz byłby mniej wierny, czyli w żadnym razie nie byłoby to precyzowanie owej myśli.

Jeśli zależy ci na tym, żeby "niedokładna" myśl była wierna, oryginalna (jak zwał, tak zwał), to oczywiście możesz ją w takiej postaci przedstawić (przekazać). Tylko, że - po pierwsze - nie będziesz wtedy w stanie zweryfikować tej myśli (czy jest zgodna z faktami, z logiką itp.) - a po drugie - myśl, w tak "niedokładnej" formie może zostać różnie zinterpretowana (im precyzyjniejsza forma, tym mniejsze ryzyko błędnej - czyli niezgodnej z twoimi intencjami - interpretacji). Udało nam się zbudować cywilizację, między innymi dlatego, że umiemy komunikować się w marę precyzyjnie - ogólne, niedokładne sensy, to za mało, by zbudować np. komputer, czy samolot.

>>Nie rozumiem, co chcesz powiedzieć
>W to nie wnikaj, czytaj co napisałam.

Wolałby jednak rozumieć, co czytam.

>Czyli język uważasz za bardziej precyzyjny niż myśl, którą ma wyrażać.

Mylisz pojęcia. Porównujesz język (formę) z myślą (treścią). Myśl może przybrać różne formy. Język jest najprecyzyjniejszą z nich. Język jest formą, która najdokładniej porządkuje myśli - najskuteczniej potrafi je zweryfikować, rozpracować itp. Gdyby nie precyzja języka, to nie miałabyś co robić na tym forum - twoja działalność skupia się przecież na wychwytywaniu językowych nieścisłości.

>>Jakimi pojęciami? Pozajęzykowymi? Czym one są? W jakiej formie występują?
>sjp.pwn.pl/szukaj/pojęcie.html

Ja znam definicję terminu "pojęcie". Pytam, w jakiej formie pojęcia występują w twoim umyśle?

>>A bardziej poważnie - spróbuj pomyśleć bez języka takie pojęcia jak "nicość"...
>Jeśli zakładasz, że "nicość" pomyślę słowem "nicość", to musisz też uznać, że pojęcie "bzdruś" pomyślę słowem "bzdruś" - tyle można pomyśleć "myśląc językiem".

Ale nicość, to pojęcie, które coś oznacza, a którego nie da się pomyśleć bez języka. Natomiast to, czy pojęcie "bzdruś" potrafisz pomyśleć bez języka, zależy od tego, co ono oznacza. Jeśli jest to np. rzecz, przedmiot, to jak najbardziej możesz wyobrazić sobie to pojęcie w innej formie niż język - np. w formie obrazu.
Jestem trochę rozczarowany, że nie odniosłaś się do dalszej części mojego wpisu. Zrozumienie fizyki na zaawansowanym poziomie (np. mechaniki kwantowej), jest bez języka matematyki niemożliwe. To bardzo mocny argument, przemawiający za tym, że myślenie na zaawansowanym poziomie jest bez języka niemożliwe.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>Co to znaczy, że "myśli miałyby być mniej precyzyjne niż język"?
>>To wynika z niemożności oceny myśli
>Ale przecież ta niemożność wynika
Z czym walczysz, skoro ją tu powołałam, a nie zanegowałam?

>>Precyzowanie jest zwiększaniem dokładności przekazu, więc jeśli język z definicji "niedokładną" myśl miałby wzbogacać o niezawarte w niej niuanse, bo taki przekaz byłby mniej wierny, czyli w żadnym razie nie byłoby to precyzowanie owej myśli.
>Jeśli zależy ci na tym, żeby "niedokładna" myśl była wierna
Niczego takiego tu nie twierdziłam.

>>>Nie rozumiem, co chcesz powiedzieć
>>W to nie wnikaj, czytaj co napisałam.
>Wolałby jednak rozumieć, co czytam.
To może pomyśl językiem?

>>>>Konstruowanie odpowiedzi to jedno, a rozważanie jakiegoś zagadnienia - drugie. I tylko to pierwsze jest sprawą językową,
>>>Nie zgadzam się. Dokładne rozważanie skomplikowanego zagadnienia wymaga przedstawienia go w precyzyjnej formie.
>>Czyli język uważasz za bardziej precyzyjny niż myśl, którą ma wyrażać.
>Mylisz pojęcia. Porównujesz język (formę) z myślą (treścią).
Oboje porównujemy język z myślą, jest to istota naszego sporu.

>Myśl może przybrać różne formy. Język jest najprecyzyjniejszą z nich.
I to jest właśnie zaprzeczenie precyzowania, bo skąd miałoby być mówiącemu wiadome czy językiem trafnie sprecyzował myśl, gdyby w stanie niewypowiedzianym istniała ona tylko jako niedoprecyzowany ogólnik?

>>>Jakimi pojęciami? Pozajęzykowymi? Czym one są? W jakiej formie występują?
>>sjp.pwn.pl/szukaj/pojęcie.html
>Ja znam definicję terminu "pojęcie". Pytam, w jakiej formie pojęcia występują w twoim umyśle?
Ale nie napisałeś, że o to pytasz.
Czyli mimo, iż posłużyłeś się językiem, Twoja myśl okazała się precyzyjniejsza niż język, którym ją próbowałeś wyrazić.

>>>A bardziej poważnie - spróbuj pomyśleć bez języka takie pojęcia jak "nicość"...
>>Jeśli zakładasz, że "nicość" pomyślę słowem "nicość", to musisz też uznać, że pojęcie "bzdruś" pomyślę słowem "bzdruś" - tyle można pomyśleć "myśląc językiem".
>Ale nicość, to pojęcie, które coś oznacza, a którego nie da się pomyśleć bez języka.
To złudzenie, bo poznaliśmy pojęcie "nicości" językowi i także językiem opowiemy innym na czym ona polega. Ale skoro już jest nam ona znana, myśleć o niej możemy bez języka.

>Zrozumienie fizyki na zaawansowanym poziomie (np. mechaniki kwantowej), jest bez języka matematyki niemożliwe. To bardzo mocny argument, przemawiający za tym, że myślenie na zaawansowanym poziomie jest bez języka niemożliwe.
Czyli poza takimi złożonościami jak fizyka kwantowa myślenie daje radę bez języka?

cr
Pawel077 (1855 punktów)
>Z czym walczysz, skoro ją tu powołałam, a nie zanegowałam?

Najwidoczniej cię nie zrozumiałem. Możesz w innych słowach przedstawić swoje stanowisko?

>>>Precyzowanie jest zwiększaniem dokładności przekazu, więc jeśli język z definicji "niedokładną" myśl miałby wzbogacać o niezawarte w niej niuanse, bo taki przekaz byłby mniej wierny, czyli w żadnym razie nie byłoby to precyzowanie owej myśli.
>>Jeśli zależy ci na tym, żeby "niedokładna" myśl była wierna
>Niczego takiego tu nie twierdziłam.

W takim razie tu też cię nie zrozumiałem. Spróbuj mi to wytłumaczyć innymi słowami.

>>>>Nie rozumiem, co chcesz powiedzieć
>>>W to nie wnikaj, czytaj co napisałam.
>>Wolałby jednak rozumieć, co czytam.
>To może pomyśl językiem?

Znudziły mnie już te złośliwości. Ani to mądre, ani zabawne.

>>Mylisz pojęcia. Porównujesz język (formę) z myślą (treścią).
>Oboje porównujemy język z myślą, jest to istota naszego sporu.

Nie. Myśl to treść, a nie forma. Myśli mogą przybierać różne formy - smaku, węchu, dotyku, obrazu dźwięku. W przypadku dotyku, obrazu i dźwięku, mogą również przybierać postać języka (już o tym pisałem). Zgodziłem się tobą, że mogą przybierać także postać niewyraźną, trudną do określenie (co nie znaczy, że oderwaną od form zmysłowych - mózg nie potrafi "widzieć" świata w sposób niezmysłowy i nawet ogólny sens zawsze będzie jakąś niewyraźną (ale jednak) kompilacją form zmysłowych). Istota naszego sporu dotyczy tego, czy można myśleć o złożonych, skomplikowanych, precyzyjnych problemach przy pomocy niewyraźnych, trudnych do określenia form. Ja uważam, że siłą rzeczy jest to niemożliwe. Bo jak można myśleć precyzyjnie w nieprecyzyjny sposób? To się ewidentnie wyklucza. Dokładne, szczegółowe, zaawansowane myślenie wymaga precyzyjnej formy - języka.

>>Myśl może przybrać różne formy. Język jest najprecyzyjniejszą z nich.
>I to jest właśnie zaprzeczenie precyzowania, bo skąd miałoby być mówiącemu wiadome czy językiem trafnie sprecyzował myśl, gdyby w stanie niewypowiedzianym istniała ona tylko jako niedoprecyzowany ogólnik?

Coś za coś. Nie chcesz precyzować, to nie precyzuj (zostaw w formie niewyraźnej) - możesz sobie myśleć niewyraźnie i komunikować się niewyraźnie, ale cywilizacji tak nie zbudujesz, bo projekt komputera lub samolotu musi być wyraźny. Możesz sobie mieć w głowie niewyraźną koncepcję samolotu, ale żeby go zbudować, to musisz zamienić niewyraźną (luźną) koncepcję na wyraźny (szczegółowy) projekt. Oczywiście, że szczegółowy projekt nie będzie tym samym, co luźna koncepcja - może się nawet bardzo od niej różnić - ale ... czego oczekujesz? Przyczepiłaś się do określenia "precyzowanie" i, w swoim stylu, na siłę szukasz tu jakichś nielogiczności. A precyzowanie w tym kontekście znaczy tyle co obrabianie, formowanie. Obrobiona, przycięta, dopasowana do konkretnej formy myśl, nie będzie już w stu procentach tą samą myślą, którą była przed "obróbką", ale przynajmniej będzie można coś konkretnego z nią zrobić (szczegółowo nad nią popracować).

>>>>Jakimi pojęciami? Pozajęzykowymi? Czym one są? W jakiej formie występują?
>>>sjp.pwn.pl/szukaj/pojęcie.html
>>Ja znam definicję terminu "pojęcie". Pytam, w jakiej formie pojęcia występują w twoim umyśle?
>Ale nie napisałeś, że o to pytasz.

Nie? A co według ciebie znaczy zdanie: "W jakiej formie występują?"

>Czyli mimo, iż posłużyłeś się językiem, Twoja myśl okazała się precyzyjniejsza niż język, którym ją próbowałeś wyrazić.

Serio? No to jeszcze raz powtórzę to pytanie: "W jakiej formie występują?". Co jest w nim nieprecyzyjnego?

>To złudzenie, bo poznaliśmy pojęcie "nicości" językowi i także językiem opowiemy innym na czym ona polega. Ale skoro już jest nam ona znana, myśleć o niej możemy bez języka.

To jaką formę przybiera to pojęcie w twojej głowie? Jak "widzisz" w swoim umyśle nicość?

>>Zrozumienie fizyki na zaawansowanym poziomie (np. mechaniki kwantowej), jest bez języka matematyki niemożliwe. To bardzo mocny argument, przemawiający za tym, że myślenie na zaawansowanym poziomie jest bez języka niemożliwe.
>Czyli poza takimi złożonościami jak fizyka kwantowa myślenie daje radę bez języka?

Znowu prymitywnie manipulujesz. Przedstawiłem mechanikę kwantową jako bardzo mocny argument (jako przykład). Takim samym przykładem będzie projekt samolotu, budowa wieżowca, a nawet nasza dyskusja. Stworzenie zaawansowanej cywilizacja wymaga precyzyjnego myślenia i precyzyjnej komunikacji - bez języka, nie jest to możliwe.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Najwidoczniej cię nie zrozumiałem. Możesz w innych słowach przedstawić swoje stanowisko?
Innych też możesz nie zrozumieć.

>W takim razie tu też cię nie zrozumiałem. Spróbuj mi to wytłumaczyć innymi słowami.
Od objaśniania słów są słowniki.

>>>>>Nie rozumiem, co chcesz powiedzieć
>>>>W to nie wnikaj, czytaj co napisałam.
>>>Wolałby jednak rozumieć, co czytam.
>>To może pomyśl językiem?
>Znudziły mnie już te złośliwości. Ani to mądre, ani zabawne.
Jak sam pisałeś, że 'językiem myślimy' to miało być mądre, zabawne czy złośliwe?

>Istota naszego sporu dotyczy tego, czy można myśleć o złożonych, skomplikowanych, precyzyjnych problemach przy pomocy niewyraźnych, trudnych do określenia form.
Myślenie nie jest formą, tylko czynnością umysłu; które z nas wg Ciebie obstaje przy przedstawionej j/w opcji?

>możesz sobie myśleć niewyraźnie i komunikować się niewyraźnie, ale cywilizacji tak nie zbudujesz
Cywilizacja jest już zbudowana; pytanie czy długo będziemy tkwili na tej mieliźnie języka nim transfer myśli udoskonali nasze porozumiewanie się.

>Przyczepiłaś się do określenia "precyzowanie"
Nie podoba Ci się, że się odnoszę do pojęć z Twoich wypowiedzi?

>>>>>Jakimi pojęciami? Pozajęzykowymi? Czym one są? W jakiej formie występują?
>>>>sjp.pwn.pl/szukaj/pojęcie.html
>>>Ja znam definicję terminu "pojęcie". Pytam, w jakiej formie pojęcia występują w twoim umyśle?
>>Ale nie napisałeś, że o to pytasz.
>Nie? A co według ciebie znaczy zdanie: "W jakiej formie występują?"
Że dociekasz nie tylko tego czym 'pojęcie' jest ale i w jakiej formie występuje.

>To jaką formę przybiera to pojęcie w twojej głowie? Jak "widzisz" w swoim umyśle nicość?
W tym Twoim 'doskonałym języku' nie ma na to określenia. A gdyby istniał transfer myśli, zaspokoiłbyś swoją ciekawość.

>Stworzenie zaawansowanej cywilizacja wymaga precyzyjnego myślenia i precyzyjnej komunikacji - bez języka, nie jest to możliwe.
Zaawansowana cywilizacja może tę potrzebę zweryfikować.

cr
Pawel077 (1855 punktów)
Zero argumentów. Twoja kultura dyskusji sięgnęła dna.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Zero argumentów. Twoja kultura dyskusji sięgnęła dna.
Wzajemnie. Ale dziękuję za Twoje starania.

cr
18-08-2020 14:32 
 Ocena 2 na 2
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>>>>Na przekazywanie takich treści na razie mamy słowa.
>>> Czyli nie wszystko jak na razie można przedstawić obrazem?
>>O trafność swoich wniosków pytasz mnie?
> Tak. Pytam, czy z tego, co twierdzisz wynika, że nie wszystko jak na razie można przedstawić obrazem.
>
Komunikacja społeczna polega na przenoszeniu własnych emocji do umysłów innych ludzi na wzbudzaniu u innych tego samego stanu psychicznego co własny.

Jeżeli dobrze odtworzysz wszytkie bodźce, które Ciebie wprowadziły w określony stan psychiczny, obrazy, dźwięki, dotyk czy co tam jeszcze, to przekarzesz dobrą informacje, choć jeszcze nie uzupełniona o twoje uczucia. Ale wtedy możesz zrobić np. mine i będzie już komplet.
13-08-2020 14:16 
 Ocena 1 na 1
haish (2909 punktów)

>Ale sam język nie zawsze jest optymalnym narzędziem, np sprawniej opowiada historię film niż literatura.

To prawda opowiada sprawniej, lecz zawęża przekaz - obraz tekstu pisanego, innymi słowy ogranicza
możliwości interpretacji, i nie przekazuje ukrytych treści. Oglądacz filmu "patrzy oczami reżysera" - to taki rodzaj manipulacji.

- pozdrawiam
13-08-2020 15:02 
 Ocena-1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Ale sam język nie zawsze jest optymalnym narzędziem, np sprawniej opowiada historię film niż literatura.
>To prawda opowiada sprawniej, lecz zawęża przekaz
Odwrotnie, to słowo zawęża przekaz, bo zdarzenia zachodzą w rzeczywistości, a nie w samej tylko mowie.

>Oglądacz filmu "patrzy oczami reżysera" - to taki rodzaj manipulacji.
A czytelnik przedstawiane zdarzenia konstatuje słowami pisarza, a to jeszcze bardziej złożona manipulacja.

cr
haish (2909 punktów)

>>Oglądacz filmu "patrzy oczami reżysera" - to taki rodzaj manipulacji.
>A czytelnik przedstawiane zdarzenia konstatuje słowami pisarza, a to jeszcze bardziej złożona manipulacja.

Jakkolwiek by się temu nie przyglądać, to oglądanie oczami reżysera jest nieporównywalnie większym zawężeniem perspektywy przekazu, niż słowa pisarza.

Wszyscy twórcy, pisarze, naukowcy, politycy itd. zabiegają o względy Klio (gr. Κλειώ Kleiṓ, łac. Clio) - historia, przedstawiano ją ze zwojem papirusu -jako muzę sławy.
Miarą Klio jest - Talent (łac. talentum od gr. τάλαντον tálanton - ciężar; hebr.- kikkar, sumeryjski, akadyjski -Biltûm lub Gún)
i jednostki: aulos, stadion, distadion, hippikon, etap(160 stadionów), mina(kopalnia).
najmniejszą znaną z Sumeru jednostką jest TRZCINA(rylec pisarski).
Szekel(wałek): sum. aka.- Gin, sierp lub ąiklûm.(to tyle ile dało się ściąć jednym ruchem sierpa) - "wałek" -> zwój(papirusu lub pergaminu- hebr.- megila). Megila = księga.

YBC 7289
[Załącznik]
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>Oglądacz filmu "patrzy oczami reżysera" - to taki rodzaj manipulacji.
>>A czytelnik przedstawiane zdarzenia konstatuje słowami pisarza, a to jeszcze bardziej złożona manipulacja.
>Jakkolwiek by się temu nie przyglądać, to oglądanie oczami reżysera jest nieporównywalnie większym zawężeniem perspektywy przekazu, niż słowa pisarza.
To nie zawężenie, tylko skonkretyzowanie, film daje więcej konkretów.

> Klio (gr. Κλειώ Kleiṓ, łac. Clio) - historia, przedstawiano ją ze zwojem papirusu -jako muzę sławy.
Choć było to b. dawno, to nie zawsze w historii ludzkości działało pismo i nie da się wykluczyć, że kiedyś odejdziemy od tego środka odejdziemy; a Twoja Klio ma dziś co najmniej 9 sióstr, nie 8.

cr
haish (2909 punktów)

>> Klio (gr. Κλειώ Kleiṓ, łac. Clio) - historia, przedstawiano ją ze zwojem papirusu -jako muzę sławy.
>Choć było to b. dawno, to nie zawsze w historii ludzkości działało pismo i nie da się wykluczyć, że kiedyś odejdziemy od tego środka odejdziemy; a Twoja Klio ma dziś co najmniej 9 sióstr, nie 8.

Początkowo była jedna muza - opiekunka aojdów, muza pamięci.
Nauka mowy to ćwiczenie pamięci, nauka pisma to ćwiczenie pamięci.
Z całą pewnością można wykluczyć że ludzkość nigdy nie odejdzie od pisma.
Czytanie i pisanie jest kolejnym i takim samym elementem rozwoju umysłu jak nauka mowy ludzkiej.
Bez pisma umysł człowieka będzie na poziomie Indian z Amazonii - 100% w zgodzie z naturą lecz bez cywilizacji. Indianie z Amazonii nie produkują filmów.
Sporo filmów można oglądać dzięki napisom(dialogi i nie tylko), bez których X muza i technika video nie może się obejść.
Nie da się pominąć tego etapu rozwoju.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Bez pisma umysł człowieka będzie na poziomie Indian z Amazonii - 100% w zgodzie z naturą lecz bez cywilizacji.
Cywilizacja, to jedno, umysł człowieka - drugie. Indianie wychowani w środowisku wyższej cywilizacji nie okazują się być na innym poziomie umysłowym.

cr
17-08-2020 13:46 
 Ocena 1 na 1
okragly (21676 punktów)
>>Bez pisma umysł człowieka będzie na poziomie Indian z Amazonii - 100% w zgodzie z naturą lecz bez cywilizacji.
>Cywilizacja, to jedno, umysł człowieka - drugie.
w raju porozumiewali sie bez słów (jak pomiędzy kochankami)
matka rozumie bez słów swojego niemowlaka, tak było w raju, współcześnie słowami zagadujemy rzeczywistość (cr mało mówi, a przecież jest kobietą)

żeby nie było, w raju rozmawiali

nawet dzisiaj, czasem 99% informacji pozyskujemy niewerbalnie, z mowy ciała. Sławetne -nie- znaczy- TAK-
haish (2909 punktów)

>matka rozumie bez słów swojego niemowlaka, tak było w raju, współcześnie słowami zagadujemy rzeczywistość (cr mało mówi, a przecież jest kobietą)

Matka rozumie instynktownie.
(cr nie mówi tylko pisze - to nie to samo)

-pozdrawiam.
17-08-2020 17:01 
 Ocena 1 na 1
okragly (21676 punktów)

>(cr nie mówi tylko pisze - to nie to samo)
nie patrz co mówi, pisze, patrz co robi
w raju była jedność słów, mowy ciała i czynów (pismo nie było im potrzebne, szkoda, bysmy wiedzieli że w raju był raj, co nam niepojetne)


szukanie raju, moim celem
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>w raju porozumiewali sie bez słów (jak pomiędzy kochankami)
Nawet nie musiałeś mi tego pisać...

>matka rozumie bez słów swojego niemowlaka
Co łatwe, bo ma on zasadniczo dwie potrzeby: pokarm i ciepło.

cr
haish (2909 punktów)

>Cywilizacja, to jedno, umysł człowieka - drugie. Indianie wychowani w środowisku wyższej cywilizacji nie okazują się być na innym poziomie umysłowym.

Indianie w cywilizacji obowiązkowo uczą się pisma i nie są już tymi samymi Indianami.
-pozdrwiam.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Cywilizacja, to jedno, umysł człowieka - drugie. Indianie wychowani w środowisku wyższej cywilizacji nie okazują się być na innym poziomie umysłowym.
>Indianie w cywilizacji obowiązkowo uczą się pisma i nie są już tymi samymi Indianami.
Czyli ma ktoś "umysł na poziomie Indian z Amazonii", czy nie ma?

cr
pyllades (33 punktów)

>A co do samego pisma, to niewykluczone, że kiedyś okaże się ono zbędne.
>
cr

Potrzebna pozostanie świadomość jak wygląda znak X ..o resztę zadba proboszcz z ambony co z nim zrobić
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Rozmawiałem wczoraj z dyrektorką szkoły podstawowej w dużym, wojewódzkim mieście. Opowiadała, iż
>przyszła do niej delegacja straumatyzowanych czwartoklasistów, którzy oświadczyli, iż boją się
>wracać do szkoły z początkiem września bo....zapomnieli jak się pisze!!!
>Z pisaniem u młodzi już od dawna nie jest zbyt dobrze. Jednakże - jak widać - zdalne nauczanie i
>nieustanne operowanie klawiaturą zada ostateczny cios łaski tej jakże zbędnej umiejętności!
>Coraz więcej surrealistycznej tragifarsy wokół nas. Chwilami "klimaty" są jak z filmów Szulkina.

Prędkość i objętość przekazu zależy od prędkości i pojemności informacyjnej kanału komunikacji, czyli od prędkości taktów i liczebności bitów w jednym takcie.

W przypadku klawiatury nie dość, że takt, tzn wykonanie litery jest krótszy, to jeszcze mamy do 10 bitów na równoległej pracy 10 palców.

Zużywamy mniej energii i zyskujemy na prędkości i pojemności przekazu.

Kto wybierze gorzej kiedy można lepiej?

Kto wykopie rów pod wodociąg łopatą, skoro jest koparka?

Taki proces zmian nazywamy ewolucją.
GrzeTor (1279 punktów)
Sporo tabletów ma funkcję pisania po ekranie. W tym wszystkie nowe modele iPadów, niestety w nich trzeba dokupić dodatkowo rysik za prawie 500 zł. Ta część Samsungów, na której można pisać typowo ma rysik w zestawie.
Hamerlik Konopka (19904 punktów)
>Sporo tabletów ma funkcję pisania po ekranie. W tym wszystkie nowe modele iPadów, niestety w nich trzeba dokupić dodatkowo rysik za prawie 500 zł. Ta część Samsungów, na której można pisać typowo ma rysik w zestawie.

Co Ty?

Wpisz na niemieckim eBay

Digital Active Stylus Pen Pencil für Apple iPad Pro 9.7 Pro 10.5 Pro 11 /12.9

Kupisz za 15 EUR z przesyłką.
msyku (454 punktów)
>Rozmawiałem wczoraj z dyrektorką szkoły podstawowej w dużym, wojewódzkim mieście. Opowiadała, iż
>przyszła do niej delegacja straumatyzowanych czwartoklasistów, którzy oświadczyli, iż boją się
>wracać do szkoły z początkiem września bo....zapomnieli jak się pisze!!!
>Z pisaniem u młodzi już od dawna nie jest zbyt dobrze. Jednakże - jak widać - zdalne nauczanie i
>nieustanne operowanie klawiaturą zada ostateczny cios łaski tej jakże zbędnej umiejętności!
>Coraz więcej surrealistycznej tragifarsy wokół nas. Chwilami "klimaty" są jak z filmów Szulkina.

Z drugiej strony młodzież dużo lepiej pisze na klawiaturach niż starsze pokolenia. Zatem braki w operowaniu długopisem, są uzupełniane świetną obsługą jej technologicznie bardziej zaawansowanej siostry. Oczywiście jednak każdy musi umieć pisać, choćby aby wypisać druk w urzędzie.

Kto jednak wie czy w przyszłości, kiedy cały obieg dokumentów będzie elektroniczny, sztuka ręcznego pisania będzie już niezbędna do życia?

Prowadzę bloga filozoficznego: filozofia.blog

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365