 |
Absurdy negocjacji z terrorystami Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Świat
| Napisano | Autor | Tytuł | | 09-02-2013 15:29 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Absurdy negocjacji z terrorystami | W świecie absurdu, w którym żyjemy, możemy odsłonić kolejny obszar nieświadomości. Zauważyłem ostatnio, że większością negocjacji z terrorystami rządzi absurd. Czy ktoś zastanowił się kiedyś publicznie, dlaczego zasada, że z terrorystami się nie negocjuje, jest słuszna i dlaczego jest tak często łamana? Oczywiście, można udzielić zdawkowej odpowiedzi, że zasada jest słuszna, ale czasem współczucie ogłupia i zmusza do negocjacji. Jednak takie wyjaśnienie racjonaliście nie powinno wystarczyć. Przecież współczucie jest uczuciem dobrym, motywującym do czynienia dobra, a więc wniosek jest prosty – zasada ta jest zła, jeśli koliduje ze współczuciem. Na szczęście udało mi się racjonalnie spojrzeć na tę poruszającą kwestię.
Otóż twierdzę, że istnieją dwa odmienne terroryzmy: terroryzm urojony i terroryzm wiarygodny.
Terroryzm urojony ma miejsce w sytuacji, gdy nikt poza terrorystą nie wie, jakie są jego motywy. Jeżeli umieszczę bombę w autobusie i zagrożę, że ją zdetonuję, jeśli statek płynący na Galapagos nie zawróci w ciągu godziny, to nikt oprócz mnie nie wie, czy to jest mój prawdziwy motyw, czy moja groźba jest realna i czy uwolnię zakładników po zawróceniu statku. Gdyby ktoś zaczął ze mną negocjować, to oparł by się wyłącznie na własnych urojeniach, co do moich motywów. Racjonalista uzna moje słowa za pustosłowie i potraktuje mnie jak zwyczajne zagrożenie dla życia pasażerów, tak jakbym nic nie mówił, tylko przygotowywał się do ich wysadzenia z nieznanych powodów... może ktoś chce się zemścić na jednym z pasażerów, a ja tylko odwracam uwagę od jego motywu? Negocjacje z terrorystą urojonym zmniejszają szansę uratowania zakładników.
Terroryzm realny ma miejsce wtedy, gdy motywy terrorysty są silne i wiarygodne. Jeżeli się okaże, że na Galapagos mieszka moja rodzina, a statek wiezie bombę wodorową, żeby ją tam zdetonować w celach ćwiczebnych, to stanę się terrorystą wiarygodnym. Negocjacje z terrorystą wiarygodnym zwiększają szansę uratowania zakładników.
Kluczem jest jak widać udowodnienie wiarygodności. Żeby negocjator miał szansę pomóc zakładnikom, musi zostać udowodniona wiarygodność terrorysty. Bez takiego dowodu negocjacje mają sens jedynie jako odwrócenie uwagi od akcji ratunkowej.
Jedyne sensowne podejście do terroryzmu urojonego, to możliwie najszybciej przeprowadzić akcję ratunkową.
Najtrudniej jest w przypadku terroryzmu dla okupu. Ciemniaki mają naturalną skłonność traktować żądanie okupu jako wiarygodne, gdyż doskonale (i błędnie) rozumieją, że człowiek dla pieniędzy zrobi każdą podłość i każde okrucieństwo. Jednak człowiek mądry wie, że nie wszyscy jesteśmy wyznawcami Mamona. Ciemniaki od razu zaczyną gromadzić okup, jednak człowiek mądry od razu zaczyna przygotowywać akcję ratunkową, jednocześnie starając się ustalić wiarygodność terrorysty. Jeśli np. zdążymy ustalić tożsamość terrorysty-recydywisty, który już wypuszczał zakładników po otrzymaniu okupu, to naturalnie odwołujemy akcję ratunkową i przekazujemy okup, i potem oczywiście kontynuujemy śledztwo i ściganie.
Jednak bez potwierdzenia wiarygodności jaką wartość mają obietnice terrorysty? Czy nasze domniemanie, że jest to zboczony sadysta, który przy okazji chce dodatkowo zarobić, zanim zamorduje ofiary, ma mniejszą wartość niż słowa nieznanego terrorysty? Współczucie i racjonalizm wspólnie motywują nas do natychmiastowej akcji ratunkowej. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Olek Mularski (3178 punktów) | Hasło, że z terrorystami się nie negocjuje jest bardzo nośne i nie raz powtarzane przez władze różnych państw w celu zastraszenia różnej maści watażków. Najczęściej ma to miejsce zaraz po dokonaniu jakiegoś zamachu. Jednak gdy przychodzi chwila kolejnego ataku wtedy znów powołuje się negocjatorów.
Nie ma żadnego podziału na terrorystów urojonych czy wiarygodnych. Każdy bandzior zazwyczaj w stawianych przez siebie żądaniach ma mieszankę takich, które można ewentualnie spełnić i takich, które są nierealizowalne. To czy dane żądanie jest wykonalne czy nie zależy od miejscowej sytuacji. Poza tym najczęściej pozoruje się jedynie wykonywanie żądań (np. podanie jako okupu fałszywych pieniędzy lub umieszczenie w nich nadajnika)
Kiedyś w czasach kiedy nie było jednostek antyterrorystycznych, a także w początkach ich istnienia podstawową metodą rozwiązywania tego typu problemów były negocjacje, a szturm uznawano za akt desperacji. Obecnie rozwiązania siłowe stosuje się dużo częściej, nie tylko w odpowiedzi na groźbę detonacji ładunku czy zabójstwo zakładnika, ale przede wszystkim w czasie względnego spokoju. Atak taki można przygotowywać całymi dniami, ćwiczyć codziennie różne schematy taktyczne i w końcu użyć najlepszego. Poza tym zaplanowany atak ma jeszcze jedną przewagę- odbywa się często późno w nocy lub nad ranem i jest totalnym zaskoczeniem dla terrorystów.
Rolą negocjatora jest nie tyle odwieść terrorystę od nierealnych żądań (jak to miało miejsce dawniej), ile uspokoić sytuację i nie dopuścić do ewentualnych zabójstw czy detonacji ładunku. W przypadku sytuacji zakładniczych podstawą jest doprowadzenie do zwolnienia jak największej liczby zakładników (najczęściej kobiet dzieci, osób chorych i starców, gdyż najłatwiej jest wzmóc w porywaczach litość wobec nich). Oczywiście jest to przygotowanie pod szturm, gdyż komandosom łatwiej operuje się przy mniejszej ilości osób porwanych (mniejsze ryzyko paniki, przypadkowych postrzałów, zastosowania przez bandytów żywych tarcz itp.). Gdy komandosi ćwiczą szturm na obiekt rolą negocjatora jest wymuszenie na bandziorach zgody na dostarczenie żywności, leków, wody czy wyniesienie rannych lub zwłok, co podtrzyma dobrą kondycję zakładników i może przedłużyć trochę fazę przygotowań. W ostatniej fazie zaś praca negocjatora ma na celu uśpienie czujności terrorysty tak, żeby nie odkrył on przygotowań wojska czy policji do mającego nastąpić lada chwila ataku.
W przypadku porwań dla okupu jest najłatwiej. Najczęściej w ogóle nie negocjuje się z takimi typami, gdyż ich żądania są jasne i nie sposób ich zmienić. Daje się delikwentom fałszywe pieniądze z nadajnikiem w paczce i jedzie za nimi do kryjówki, albo w inny sposób lokalizuje obiekt i od razu przechodzi do szturmu.
Nie ma więc sensu potwierdzać w jakikolwiek sposób wiarygodności żądań terrorysty.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Nie ma więc sensu potwierdzać w jakikolwiek sposób wiarygodności żądań terrorysty.
Oznacza to, że nie dość klarownie sformułowałem swoją myśl - sens istnieje, ja to dostrzegam i chcę pokazać go tym, którzy tego nie dostrzegają. Może przykład z okrętem był zbyt trudny, więc zacznę od najprostszego. Jeszcze raz więc zacznijmy. Mamy terrorystę, który porwał autobus, żąda pieniędzy i grozi wysadzeniem pasażerów.
1. Terrorysta jest zamaskowany, nie wiemy o nim nic. 2. Terrorysta nie kryje twarzy ani nazwiska, znamy go. Już kilka razy porywał zakładników dla okupu i za każdym razem ich uwalniał po otrzymaniu pieniędzy, raz dostał pieniądze fałszywe i zabił kilku zakładników, więc policja dostarczyła mu prawdziwe, wtedy uwolnił pozostałych. 3. Terrorysta nie kryje twarzy ani nazwiska, znamy go. Już kilka razy porywał zakładników dla okupu i za każdym razem ich zabijał po otrzymaniu pieniędzy. Śledztwo potem wykazywało, że robił to na zlecenie mafii, a celem zamachu był jeden tylko pasażer - wróg mafii.
Czy ten przykład już dostatecznie jasno pokazuje konieczność potwierdzania wiarygodności zamachowca? Jeśli tak, to mam pytanie kontrolne: czy 1. traktować jak 2. czy jak 3.?
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | | Olek Mularski (3178 punktów) | >>Nie ma więc sensu potwierdzać w jakikolwiek sposób wiarygodności żądań terrorysty. >Oznacza to, że nie dość klarownie sformułowałem swoją myśl - sens istnieje, ja to dostrzegam i chcę pokazać go tym, którzy tego nie dostrzegają. Może przykład z okrętem był zbyt trudny, więc zacznę od najprostszego. Jeszcze raz więc zacznijmy. Mamy terrorystę, który porwał autobus, żąda pieniędzy i grozi wysadzeniem pasażerów. >1. Terrorysta jest zamaskowany, nie wiemy o nim nic.
Jeśli jest to terrorysta polityczny/religijny to najczęściej jakaś grupa przyznaje się do zamachu celowo, żeby zasiać strach i w ten sposób wymóc żądania. Gdyby się do niego nie przyznawali, to nie miałoby to żadnego sensu. Jeśli jest to terroryzm kryminalny, to nazwisko obywatela ma drugorzędne znaczenie. Żądania są płytkie, zawsze chodzi o pieniądze, negocjować można najwyżej sumę do przekazania, a i tak ma to małe znaczenie, gdyż wagon fałszywek z nadajnikiem lub bez zawsze można podrzucić. Śledzenie celu jest też niezbyt kłopotliwe. Później tylko szybki szturm i po wszystkim.
>2. Terrorysta nie kryje twarzy ani nazwiska, znamy go. Już kilka razy porywał zakładników dla okupu i za każdym razem ich uwalniał po otrzymaniu pieniędzy, raz dostał pieniądze fałszywe i zabił kilku zakładników, więc policja dostarczyła mu prawdziwe, wtedy uwolnił pozostałych.
Terrorysta to "jednorazówka", kamikaze- nie zdarzyło się do tej pory, żeby jakiejś grupie udało się zorganizować duży zamach i wyjść z niego cało (wyjątkiem są porwania indywidualnych osób w Afganistanie, Pakistanie, czy Afryce Północnej, ale tam, w rejonach działania terrorystów praktycznie nie ma służb). W przypadku zajęcia przez terrorystów budynku czy pojazdu zawsze jest on otaczany szczelnym kordonem sił bezpieczeństwa i żaden terrorysta nie ucieknie- czeka go tylko śmierć albo długoletnie więzienie. Poza tym fałszywek używa się tylko i wyłącznie w przypadku porwań dla okupu przez bandytów (terroryzm kryminalny), a kurier, który je podejmuje jest śledzony przez policję czy inne służby aż do kryjówki w której sprawcy przetrzymują ofiarę lub zatrzymywany po drodze i "odpowiednio" przesłuchiwany. Poza tym fałszywki są świetnie podrobione i żaden bandzior ich nie pozna. Policja czasem też posługuje się prawdziwymi pieniędzmi. Jedynie sprawcy zamachów bombowych często dłużej pozostają na wolności. Scenariusz pisany przez Ciebie jest więc nierealny.
>3. Terrorysta nie kryje twarzy ani nazwiska, znamy go. Już kilka razy porywał zakładników dla okupu i za każdym razem ich zabijał po otrzymaniu pieniędzy. Śledztwo potem wykazywało, że robił to na zlecenie mafii, a celem zamachu był jeden tylko pasażer - wróg mafii.
Scenariusz niemożliwy- próba zabicia zakładnika przez terrorystę = szturm. Jeśli chodzi o mafię to ich porwania nie mają raczej charakteru typowo terrorystycznego, zwykle porywają żeby zabić lub pobić kogoś za nieposłuszeństwo lub członków przeciwnych gangów. Jeśli robią to dla okupu to patrz wyżej. Porwanie może się udać jeśli rodzina porwanego zupełnie nie współpracuje z władzami (np. nie zgłosiła porwania, częste w indywidualnych porwaniach wśród przestępców). Jeśli żądania zostały spełnione to jaki sens miałoby zabijanie zakładników? To czysta głupota i zwiększanie ryzyka złapania przez organy ścigania- morderstwo zawsze będzie zgłoszone przez rodzinę, a porwanie nie koniecznie (szczególnie w półświatku), ktoś może znaleźć zwłoki, za porwanie wyrok raczej będzie niski, szczególnie jak porywacz zwolnił zakładnika bez interwencji służb (dostanie może 2, góra ze 4 latka, jeśli nie zwolnił i była akcja, lub znęcał się nad zakładnikiem to wyrok może być bardzo wysoki), a za morderstwo grozi dożywocie, morderstwo członka grupy przestępczej przez inną grupę = wojna gangów. Nikt więc nie zabija po otrzymaniu kasy, szczególnie w półświatku (wśród przestępców panuje często zmowa milczenia).
>Czy ten przykład już dostatecznie jasno pokazuje konieczność potwierdzania wiarygodności zamachowca? Jeśli tak, to mam pytanie kontrolne: czy 1. traktować jak 2. czy jak 3.? > doku (Tomasz Kamiński)
Terroryści tak jak to już zaznaczyłem dzielą się na politycznych i kryminalnych. Ci pierwsi zwykle się afiszują (zazwyczaj przyznaje się grupa, a sami sprawcy pozostają zamaskowani i anonimowi, ale są tylko pionkami i działają w interesie całej organizacji i jej kierownictwa, więc się nie liczą). Ci drudzy (kryminalni) to zwykle albo samotne wilki działające z chęci zysku, albo gangi. Nigdy się nie afiszują, prawie zawsze są zamaskowani, ciężko jest dojść do tego kto to zrobił, ich żądania są prymitywne- kasa i czasem auto do ucieczki.
Odrębny problem stanowią terroryści szaleńcy (można ich podpiąć pod kryminalnych jako swoistą podgrupę) działający w szoku, z powodu choroby psychicznej, desperaci. Ich żądania są w pełni prywatne, czasem w przypadku chorych psychicznie niejasne, niemożliwe do spełnienia. Negocjacje w brew pozorom niekiedy przynoszą zaskakująco dobre skutki i desperat poddaje się służbom. Zwykle szybko udaje się określić ich tożsamość, gdyż się specjalnie nie kryją.
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Terroryści tak jak to już zaznaczyłem dzielą się na politycznych i kryminalnych.
Tak też jest dobrze, ważne, żeby odróżniać te kategorie. I tak kluczem jest przecież zwiększenie prawdopodobieństwa uratowania zakładników. W pierwszym przypadku przedłużanie negocjacji zwiększa ich szanse, w drugim zmniejsza.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|