 |
Nadinterpretacje "Awatara". Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kultura
| Napisano | Autor | Tytuł | | 12-01-2010 05:07 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nadinterpretacje "Awatara".
5 na 9 | Pomóżcie! Muszę otworzyć kolejny wątek o "Awatarze", gdyż jestem bezsilny. Otóż wdałem się na facebookowym Racjonaliście w dyskusję z Mariuszem Agnosiewiczem, którego też tu zapraszam. I nie da rady! Film jest jego zdaniem "pronaukowy i racjonalistyczny". I już. Autor pochlebnego (nadmiernie moim zdaniem) artykułu na tutejszej stronie głównej nie ustąpi ani na krok. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że opiera się nie tyle na samym filmie, co na swoich o nim intuicjach. Są one na tyle silne, że zamazują wszelkie ezoteryzmy tego utworu. Mam choćby takie zdanie: Cytat:"Avatar doprowadził do ocalenia (Na'vi) a nie żadna Matka Natura, która całkowicie bezbronna straciła swoje wielkie drzewo ku lamentowi dzikusów." Z tego zdania wynika, że awatar (jako technologia) jest dziełem techniki, które ratuje piękno i tradycję. Z tym że w filmie, jak każdy to widział, Gaja sama się ratuje za pomocą zwierząt. I ma w sobie raj i bez trudu na przykład przenosi do siebie Panią Naukowiec, zaś nadejście bohatera poprzedzone jest jej wróżbą. Ten film nie jest wart tylu o nim rozmów, a jednak w niektórych jego odbiorcach wywołał tak silne przywiązanie, że są w stanie bronić zdań, sytuacji i scen, które sami sobie do tego filmu domyślili. Nie pojmuję tego. Gdy już chce się znajdować w filmie filozofię, no to oczywiście należy chyba zwrócić uwagę na to, co w tym filmie jest i na to, czego w tym filmie nie ma. Można sobie domyślić coś dla własnej przyjemności, czemu nie. Ale to już jest prywatna sprawa, nie nadaje się do dyskusji i pisania esejów zaczynających się od tego, że krytycy filmu są głupi. Tu jest więcej, nie wiem na ile jest to dostępne, zwłaszcza dla osób nie mających konta na facebooku: www.facebo(*)v=feed&story_fbid=272269934492Ps.: Rozumiem, że film może się bardzo podobać jako barwna baśń bez filozoficznych pretensji. Ale okazuje się, że nie jest to tylko baśń. Film ten wspiera naukowe spojrzenie na świat... | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | >Film jest jego zdaniem "pronaukowy i racjonalistyczny". Każdy ma jak widać swoją definicję racjonalizmu. Niedawni był na forum racjonalista, którego kolega jest zwiadowcą obcej cywilizacji. Wierzący są przekonani, że ich światopogląd jest racjonalny to i M.A. wolno widzieć tylko to co chce zobaczyć. Można tylko zacząć podchodzić z większą rezerwą do jego ocen.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wszyscy czasem mamy chęć obrony czegoś "na wiarę". Ja na przykład, gdy poznawałem kulturę indyjską, tak się tym zafascynowałem, że zacząłem idealizować obiekt moich badań. Gdy z kimś rozmawiałem, naciągałem różne fakty, aby bronić tego co lubię i różnych przemyśleń opartych na tej sympatii. Teraz mi przeszło, na szczęście. Wreszcie zaczałem widzieć Indie i to te prawdziwe.
Tak więc postawa "na wiarę" wydaje mi się czymś całkowicie naturalnym, choć zazwyczaj niedobrym. Sądzę, że my - Racjonaliści, tym bardziej powinniśmy na to uważać i starać się rzeczowo myśleć o każdej rzeczy, na jakiej temat głosimy publiczną opinię. I być otwartymi na dyskusję.
|
|
 | 4 na 4 | Przemysław Biegański (845 punktów) | >>Film jest jego zdaniem "pronaukowy i racjonalistyczny".
OK. Rozumiem że Mariusz tak odebrał ten film. Nie odmawiam mu tego. Tylko także moim zdaniem to nie tylko nadinterpretacja ale i dorabianie gęby.
Jeśli jakieś banalne przesłanie dotrze do statystycznego, nie aspirującego do bycia 'oczytanym' Iksińskiego to takie przesłanie że to właśnie nauka jest zła a dobra mamusia - bozia jest dobra i wybacza temu dotychczas grzeszącemu Jake'owi, natomiast pani naukowiec mimo że teoretycznie dobra to i tak ginie i trafi za swoje naukowe grzechy do czyśćca u pani bozi - natury. A bujający się masowo i śpiewający do bozi - natury, Na'vi, nie skażeni tą złą nauką, będą żyć szczęśliwie a długo aż do chwili gdy nie zeżre ich jakieś co większe bydlątko bo natura - bozia tak chciała.
Co do racjonalności - gdyby pan złyzły żołdak był racjonalny tak jak są w rzeczywistości wojskowi kiedy na karku nie siedzi im tzw "opinia publiczna" to zamiast zabierać całą flotę powietrzną koloni wykorzystałby prom orbitalny i z wysokości paru kilometrów obsiał właściwy obszar atomówkami taktycznymi albo bronią chemiczną.
|
|
|  | 4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | MA, co poruszam na górze tego wątku dorabia gębę. O to mi chodzi. Bo każdy ma prawo do interpretacji, ale w oparciu o tekst. A nie po dodaniu i usunięciu elementów, które nie pasują do teorii recenzenta. Napisałem w życiu wiele recenzji i wiem, że trzymanie się tego, co jest w omawianym utworze nawet nie jest podstawą. To coś więcej - kwestia uczciwości. Gdy ktoś popełni błąd i doda coś od siebie w swojej recenzji, powinien uszanować drugą osobę, która to zauważy. Nie tym razem. Natomiast już pomijając wszelkie absurdy, to przykra jest dla mnie wizja idylli pseudointeligentnych stworzeń, które wogóle nie są zaciekawione przybyszami z gwiazd, ich technologią, ich sztuką, ich wspomnieniami etc. Jeszcze bardziej przykre jest dla mnie marzenie o stanie się jedną z takich osób (nie myśl, lecz kołysz się w rytmie modlitwy, Eden ma wszystko, czego potrzebujesz). Po trzykroć zaś przykra jest dla mnie pochwała takiej postawy na Racjonaliście i uznanie jej za "pronaukową". Czyste szaleństwo.  Moja lepsza połowa, Kaja zauważyła też rzecz następującą. Czym innym jest pokazywanie w filmie tego, że ktoś się modli. A czym innym pokazywanie płaczącego cudownie posągu Madonny. Awatar należy do tej drugiej kategorii. Jedyny naukowiec wśród bohaterów potwierdza w agonii iż idzie do raju Gaji. Madonna płacze. A film - zdaniem MA - jest pronaukowy.
|
|
| |  | | Przemysław Biegański (845 punktów) | Ano właśnie. Gęba. Może ja mało kumaty jestem ale (upraszczając) "zsieciowanego" ekosystemu z jednostką centralną w super (musi być) cwanym drzewku jako alegorii Internetu nie zauważyłbym za nic w świecie gdyby MA nie dorobił takiej gęby tej historyjce. Widzę w Avatarze prościutkie i jako takie najszybciej zauważalne przez masowego widza skojarzenia. Choćby i takie jak -> Korporacja i najemnicy = Izrael i USA kontra szlachetni, bohaterscy Na'vi = równie szlachetni  Palestyńczycy z Hamasu. Korporacja i najemnicy = paskudne amerykańskie żołdactwo w Iraku kontra szlachetni, bohaterscy Na'vi = iracka "partyzantka" + AlKaida. Pod tym względem jednak Cameron spóźnił się z Avatarem o ponad rok. Puk, puk! Bush już nie jest prezydentem! Teraz jest nim szlachetny Na'vi Obama  Oczywiście tutaj ja dorabiam gębę ale to moja gęba i będę ją sobie jakem prostaczek dorabiał
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tak naprawdę Amerykanie wycofują się z wojny wtedy, gdy zaczynają ginąć ich chłopcy. Cała reszta to z grubsza estetyka. Ale miło się pouginać nad losem dzikiego, zwłaszcza, gdy mieszka się na dawnych ziemiach Indian. To działa oczyszczająco. Natomiast, już abstrahując od wszystkiego (ponownie), aby pokazać konflikt cywilizacji zaawansowanej z bezbronnym plemieniem należy uniknąć następujących, kiczowatych i prostackich rzeczy.
1. Wielki Duch Łowów biednego plemienia nie powinien być w takim filmie ukazany jako istniejący naprawdę (bo nigdzie nic takiego nie ma miejsca). A gdy to w sumie On, niepojęty w swej boskości ratuje plemię, to po co robić film? Cieszmy się, że żyjemy, że jakiś szamański bóg nie zabił nas za pomocą tytoniu albo kukurydzy. 2. Plemię, choć nie wytwarza karabinów maszynowych, też zna cierpienie i niesprawiedliwość społeczną. Być może co jakiś czas ktoś zostaje złożony w ofierze Duchowi Tygrysa (rówież on nie powinien latać nad wioską), być może starzy ludzie powinni odejść dobrowolnie do Krainy Wiecznych Łowów (bo nikt nie je za darmo, a starość nie radość), być może są lepsi i gorsi w plemieniu. Być może zdarzają się gwałty. Być może dziewczynka jest gorsza od chłopczyka (bo słabsza i ciąża ją uziemia). 3. Plemię, zanim przybyło, aby żyć w harmonii z naturą wykończyło kilka gatunków zwierząt i spaliło ogromne połacie lasów, których stworzonka nie poszły do raju. 4. Zwierzę, które ma być zjedzone, nie cieszy się z modlitwy za swoją duszę. Jest mu z grubsza wszystko jedno. Wielki Duch Łowów niekoniecznie przybywa, aby potwierdzić, że modlitwa została spełniona i zwierzę wylądowało na łąkach szczęśliwości. Ja również jestem zwierzęciem i zapewniam wszystkich, że gdyby ktoś mnie chciał zjeść, nie czułbym się lepiej po modlitwie za moją duszę. 5. Motyw szlachetnego wśród najeźdźców byłby bardziej wzruszający, gdyby ów nie zadurzył się w plemiennej piękności, ale po prostu dojrzał w ludku szamana osoby, których nie należy tak po prostu zlikwidować (bez seksualnej rekompensaty). Uznałby to jako racjonalista - warto zbadać mity, warto wykorzystać zdolności żyjących ludzi, nie trzeba ich zabijać tylko dlatego, że są inni.
|
|
| sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Wiesz, zgadzam się z interpretacją Awatara piora MA. Po pierwsze jako pierwszy chyba napisał, że Navi przypominają internautów- dla mnie po filmie to było oczywiste. Po drugie denerwują mnie porównania Navi do Indian, bo wiem że Indianie mieli moralność plemienną- Kali ukraść (komuś z innego plemienia) to dobrze, ktoś ukraść Kalemu (ktoś z innego plemienia) to źle; plus rozbudowany kodeks zachowań- punkty za ładną walkę i za kradziez konia. Pisząc o Indianach piszą o własnych o własnych wyobrażeniach i idealizacjach na ich temat (biorą co najlepsze oczywiście). Indianin to taki gość, co w czasie mroźnej zimy nasra pod tipi, poczeka, aż to gówno wyschnie, a później napali nim w ognisku, które ma w namiocie. Po trzecie interwencja Eywy w ekosystem jest według mnie najslabszym elementem filmu- choćby już z tego względu, że główny (z ładunkami wybuchowymi) statek był odporny na wszystkie te paszczaki i tylko od inwencji scenarzysty zależało, czy główny bohater wysadzi go za pomocą granatów. W ramach dygresji napiszę, że film (w 3D) mi się nudził od momentu śmierci pani profesor, a jedyna myśl ciekawa, co się pojawiła, to możliwość transplantacji zachowań do ekosystemu z pominięciem Navi, co też od chwili gdy wspomniano, że można przerzucić świadomość przez Eywe z człowieka do Awatara właściwie bylo do domyślenia się. Po czwarte i ostatnie dopisywanie 'religii' do zachowań stadnych jest tym samym, co tworzenie 'swoich ideologii' przez pseudokibiców. Wiem co mówię- lubiłem chodzić oglądać mecz reprezentacji na monitorach dla możliwości pośpiewania i pokrzyczenia w tłumie- dopóki było na co chodzić ( zniszczyć PZPN). W końcu jestem zwierzeciem stadnym. Było fajnie dopóki jakiś kibic ze zwichniętą czapą nie wczul się zbytnio w zachowania między jedenastoma trenowanymi graczami z jednej stajni a jedenastoma trenowanymi graczami z drugiej stajni. Jego zachowanie bylo wtedy zupelnie niepotrzebne i niemiłe.
Pozdrawiam
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Przepraszam, ale idąc po linii interpretacji MA można by stwierdzić, że Ewangelie są prawdziwe, gdyż krzyż był łączem i Chrystus odrodził się w wirtualnej rzeczywistości o nazwie Jahwe.
Nawet w słabym filmie można zauważyć ciekawy element, który nas zainspiruje. Ale nazwanie "Awatara" pronaukowym jest, moim zdaniem, nieuzasadnione.
|
|
|  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Po powyższej wypowiedzi wydaje mi się, że Twoje zaangażowanie w pokazanie, że film nie jest fajny jest strasznie silne. Nie byłem jedną z tych osób, które po obejrzeniu filmu w 3D miały ochotę go jeszcze raz obejrzeć- taka osoba siedziała obok mnie w czasie oglądania. Rozumiem, że jednym z morałów filmu jest, że to nauka pozwala na porozumienie odmiennych istot- do mnie to trafiło, dlatego mogę się podpisać pod recenzją MA. Nie trafiły do mnie morały typu eko new age prawdopodobnie dlatego, że mam sporą wiedzę, jak na prawdę żyli Indianie (wysoka śmiertelność niemowląt, zależność od zdarzeń losowych- ostrzejszej zimy lub późniejszego przybycia bizonów, syf [bród, smród] z powodu niskiego rozwoju cywilizacji technicznej, ciągłe wojny podjazdowe [niekoniecznie na śmierć] powodowane kultem macho, niska pozycja kobiet itd.). Tyle. Wydaje się, że nie mam nic więcej do powiedzenia w tym temacie. Pozdrawiam
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja tylko pokazuję, że film nie jest pronaukowy. Nauka umożliwiła porozumienie się odmiennych istot? Jaka nauka? Gdzie ta odmienność?
|
|
| |  | | Sylwek (15472 punktów) |
> Nie trafiły do mnie morały typu eko new age prawdopodobnie dlatego, że mam sporą wiedzę, jak na prawdę żyli Indianie (wysoka śmiertelność niemowląt, zależność od zdarzeń losowych- ostrzejszej zimy lub późniejszego przybycia bizonów, syf [bród, smród] z powodu niskiego rozwoju cywilizacji technicznej, ciągłe wojny podjazdowe [niekoniecznie na śmierć] powodowane kultem macho, niska pozycja kobiet itd.)Wiesz, mimo wszytko Indianie NIE MIELI czegoś takiego jak to zmyślne drzewko, dlatego powtarzalny motyw wyśmiewający Avatara na gruncie "jak to naprawdę z Indianami było" jest zupełnie chybiony... dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Nie trafiły do mnie morały typu eko new age prawdopodobnie dlatego, że mam sporą wiedzę, jak na prawdę żyli Indianie (wysoka śmiertelność niemowląt, zależność od zdarzeń losowych- ostrzejszej zimy lub późniejszego przybycia bizonów, syf [bród, smród] z powodu niskiego rozwoju cywilizacji technicznej, ciągłe wojny podjazdowe [niekoniecznie na śmierć] powodowane kultem macho, niska pozycja kobiet itd.) >Wiesz, mimo wszytko Indianie NIE MIELI czegoś takiego jak to zmyślne drzewko, dlatego powtarzalny motyw wyśmiewający Avatara na gruncie "jak to naprawdę z Indianami było" jest zupełnie chybiony... Ale przecież nie ja pierwszy zacząłem mowić o Indianach. Prawie w każdej recenzji coś tam o nich jest. Skoro do mnie zbytnio 'motyw Indian' nie trafił, to odnoszę się raczej do recenzji i tych osób, do których on trafił. Pozdrawiam
|
|
4 na 4 | lukasz9 (1220 punktów) |
> Ten film nie jest wart tylu o nim rozmów, a jednak w niektórych jego odbiorcach wywołał tak silne> przywiązanie, że są w stanie bronić zdań, sytuacji i scen, które sami sobie do tego filmu domyślili.Ja zaczynam się obawiać, że ten film ma jakiś przekaz podprogowy albo inną formę manipulacji  Już tylko czekam, aż powstaną teorie spiskowe z Avatarem. W życiu nie widziałem, żeby ludzie z taką zaciekłością bronili wytworu popkultury. Może w taki sposób określone kręgi przygotowują nas na powstanie Rządu Światowego...
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | W pełni się zgadzam Lukaszu. Na wszelki wypadek chcę podkreślić, że moje nadmierne mówienie o tym filmie jest tylko reakcją obronną. Ostatecznie mój brat mnie przekonał, że jest to tylko prosta bajka. Cameroon chętnie łamał w niej ewentualną logikę, aby osiągnąć efekt emocjonalny i lepiej bawić określonego odbiorcę. Miał do tego prawo. To nie on skłania do mówienia o "Awatarze" racjonalistycznym, pronaukowym, transhumanistycznym. Moim zdaniem to samo, dzięki takiej metodzie, można by na siłę mówić o każdym lekkim pop - filmie - "Piratach z Karaibów", Shreeku" etc.
|
|
 | | Przemysław Biegański (845 punktów) | > >ja zaczynam się obawiać, że ten film ma jakiś przekaz podprogowy albo inną formę manipulacji Już tylko czekam, aż powstaną teorie spiskowe z Avatarem. W życiu nie widziałem, żeby ludzie z taką zaciekłością bronili wytworu popkultury. Może w taki sposób określone kręgi przygotowują nas na powstanie Rządu Światowego...  > Ha ha - dokładnie. I wiesz Łukaszu - nie ty jeden już na to wpadłeś  Na anglojęzycznych stronach, propagujących specyficzny światopogląd (kreacjonizm, WASP te sprawy..), już całkiem serio zaczęto dyskutować o ukrytym, podprogowym (w tym przypadku 'lewackim') przekazie mającym 'zaprogramować' dotychczas porządne i bogobojne amerykańskie dzieci.
|
|
| Sylwek (15472 punktów) | Koncepcja Gai sama w sobie jest godna uwagi - sam uznawałem ja za pseudonaukowy mistycyzm do czasu gdy przeczytałem, iż Lovelockowi udało się skonstruować modele matematyczne bazujące na darwinizmie i prowadzące do powstawania czegoś o cechach organizmu planetarnego (model świata stokrotek). Ponadto, w filmie o ile mi się wydaje nigdzie wprost nie wspominano o ewolucji - a proces ten jest chyba znany Cameronowi - fizykowi z wykształcenia. A co jeśli planetarny organizm ma być w zamyśle sztucznym artefaktem jak planeta Gaja w cyklu o Fundacji Isaaca Asimova? Gdyby wprowadzono takie rozwiązanie, wtedy Cameron lekką ręka mógłby przenieść Avatara ze sfery połowicznego fantasy w rejony hard s-f. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tak, ale już pierwsza część zostałą uznana przez niektórych za pronaukową. Nie wykluczam, że druga część zracjonalizuje część pierwszą. Ale musiałby to być jakiś Matrix, gdyż jak inaczej zrozumieć nasionka wróżbiarzy nad bohaterem?
|
|
|  | | Sylwek (15472 punktów) | Jak to jak? Przecież nasiona mogą być sterowane przez planetarny umysł? Akurat ten aspekt filmu jest zupełnie spójny - istnieje świadomość wywierająca presję na środowisko i utrzymująca planetę w stanie sterowanej homeostazy. Ponadto istnieją inteligentne istoty, które kontaktują się ze świadomością. Błędem jest moim zdaniem mylenie tego z dzisiejszym internetem czy jakimś Matrixem - który jest bezmyślną siecią, a nie poznawczymi i aktywnym podmiotem. To co stanowi ewentualne wyzwanie dla twórców to wyjaśnić jak doszło do powstania planetarnej świadomości. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A skąd nasiona wiedzą, że pan Everyman, który stanął poraz pierwszy na powierzchni Gaji, jest spełnieniem wróżby? Bo to, że Gaja może nimi ruszać, można przyjąć (choć po co łącza???). Skąd Gaja wie, że Everyman jest cool? Jak trawa Gaji przenosi duszę Pani Naukowiec, w ludzkim ciele, bez łącza (ludzkie ciała nie mają łącz Gaji) do swojego raju?? Dlaczego ta sama trawa dokonuje później cudu polegającego na stałym umieszczeniu Everymana w jego awatarze?? Przecież Gaja jest inną planetą. Nie ma ludzkich genów. Nie ma ludzkich białek. NIe ma ludzkiego DNA. Nigdy tego nie robiła (nie jest punktem usługowym do zmartwychwstań przedstawicieli różnych kosmicznych cywilizacji).
|
|
| | |  | | Sylwek (15472 punktów) | > A skąd nasiona wiedzą, że pan Everyman, który stanął poraz pierwszy na powierzchni Gaji, jest spełnieniem wróżby? Bo to, że Gaja może nimi ruszać, można przyjąć (choć po co łącza???).Nasiona pochodzą z drzewa, które wydaje się być właściwym mózgiem (albo "neuronem" właściwego mózgu), a co do łącz - komórki w ludzkim ciele też kontaktują się na różne sposoby. > Skąd Gaja wie, że Everyman jest cool?A skąd mam wiedzieć? Skąd solaryjski ocean wiedział jak przekładać engramy na sukkuby? Skąd Wyrocznia wiedziała, że Neo to Wybraniec (ponownie zadziwia mnie twój pobłażliwy stosunek do Matrixa przy jednocześnie tak krytycznym do Avatara). > Jak trawa Gaji przenosi duszę Pani Naukowiec, w ludzkim ciele, bez łącza (ludzkie ciała nie mają łącz Gaji) do swojego raju??Nie wiem czy zauważyłeś - ale zbudowała łącze na poczekaniu. I nie trawa Gai tylko korzonki drzewa  > Dlaczego ta sama trawa dokonuje później cudu polegającego na stałym umieszczeniu Everymana w jego awatarze?? Przecież Gaja jest inną planetą. Nie ma ludzkich genów. Nie ma ludzkich białek. NIe ma ludzkiego DNA. Nigdy tego nie robiła (nie jest punktem usługowym do zmartwychwstań przedstawicieli różnych kosmicznych cywilizacji).Może nie robiła, ale niewątpliwie dysponuje większą wiedzą o naturze świadomości i materialnych podstaw umysłu niż my. I to akurat jest racjonalny a nie magiczny element filmu. A jak zauważono - nawet my potrafimy budować niebiologiczne obiekty sterowane myślami biologicznych mózgów. Nie widzę istotnej różnicy w bezpośrednim kontakcie dwóch mózgów o odrębnej biologii. Pozdrawiam. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:A skąd mam wiedzieć? Skąd solaryjski ocean wiedział jak przekładać engramy na sukkuby? Skąd Wyrocznia wiedziała, że Neo to Wybraniec (ponownie zadziwia mnie twój pobłażliwy stosunek do Matrixa przy jednocześnie tak krytycznym do Avatara). Wyrocznia była programem i Neo był programem. Jest to w filmie wyraźnie pokazane. Zauważ różnicę. Film kończył się sugestią, że Matrixowy real wcale nie jest realem, tylko wyższą warstwą Matrixa. Natomiast w Awatarze łącza są bio i poza tym, że jest za nimi raj, nie wiadomo, co jest za nimi. Cała reszta to real. Gaja i źliźli marines nie są w żadnym Matrixie. Nie ma nad nimi struktury nadrzędnej. Natomiast Gaja wie... Jeszcze raz - Everyman i generał złyzły i Pani Naukowiec nie są programami Gaji. Są z zewnątrz. To, co wyprawia z Panią Naukowiec Gaja to czysta religia.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Dobrze, żeby nie było: mi się Avatar podobał jako przyjemne kino rozrywkowe. Dalej twierdze, że ta banalna fabuła unika pretensjonalnej idiotyczności Matrixa, ale najwyraźniej to kwestia gustu. Osobiście uważam za równie błędne skrajne oceny Mariusza Agnosiewicza i twoją - ani to tak głęboki film, ani tak straszny. Uważam, że to perełka wizualna na zupełnie przyzwoitym poziomie jak na kino czysto komercyjne. A ponieważ dalsze dyskutowanie o takim filmie zaczyna być kuriozalne - ile w końcu można, to sugeruje byśmy tu zakończyli  Pozdrawiam. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Masz rację Sylwku. Ja po prostu uważam, że nie można uznać "Awatara" za film pronaukowy do tego stopnia, aby zwracać na to uwagę, krytykować krytyków etc. Oczywiście nigdy też nie twierdziłem, że "Matrix" jest pronaukowy. Nie uważam, że obejrzawszy raz "Awatara" zostałem totalnie okradziony z pieniedzy. Dla efektów warto było to raz zobaczyć. Mogło być dużo lepiej, ale coż, było jak było. Prywatnie uważam też, że "Matrix" to dużo lepszy film (wszystkie trzy części), co nie znaczy, że jest to jakieś moje ulubione arcydzieło sztuki filmowej.
|
|
| Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Traktujesz to Jacku jako sprawę śmiertelnie poważną, to dość zabawne nawet  Ale nie odsyłajmy do fejsbuka bo nie każdy ma tam konto. Odsyłajmy do tekstu w Racjonaliście. Komentowany tekst tutaj (pod nim też komentarze): www.racjonalista.pl/kk.php/s,7073Pd moim tekstem podpisał się też Edwin Bendyk, publicysta popularnonaukowy Polityki: bendyk.blog.polityka.pl/?p=722Ja już w zasadzie dyskusję nad Avatarem zakończyłem, bo ileż można
|
|
 | 4 na 6 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie traktuję tego śmiertelnie poważnie. Po prostu męczy mnie irracjonalizm naszych czasów i lekkość z jaką irracjonalne androny stają się kultowe. Istnieje religia zorganizowana, z wiarą w zaświaty i uproszczeniem, albo i zanegowaniem rzeczywistości. I istnieją podobne do niej koncepcje agnostyków, którzy są na przykład antyklerykałami. Nie twierdzę, że film miał być jakąś "świętą księgą". Absolutnie!! Uważam po prostu, że jeśli już coś wyraża, to schlebia on uproszczeniom i pragnieniu zaświatów. Nie jest pronaukowy. Nie da się obronić takiej tezy, choć można się poczuć zainspirowanym do snucia własnych, całkowiecie niezwązanych z filmem rozważań na temat koncepcji Gaji, świata wirtualnego, czy transhumanizmu. I to wszystko. Mądrą osobę, taką jak ty, każda rzecz może pobudzić do refleksji. I to jest bardzo piękne. Ale "Awatar" nie jest filmem pronaukowym. Ludzie wierzą w te same nonsensy jak 1000 lat temu. I większość kinomanów tak robi, albo przynajmniej czuje się miło mogąc znów pomarzyć, że tak może być. I film "Awatar" starał się schlebić tym ludziom.
Tak samo jak na przykład inne filmy amerykańskie, które pokazują, że wystarczy wziąć spluwę w łapę i upomnieć się o sprawiedliwość. Z tym że te Westerny mniej mnie drażnią niż schlebianie intuicyjnej religijności.
|
|
6 na 6 | Przemysław Biegański (845 punktów) | Dlaczego filmidełko Avatar wzbudza takie emocje? Może dlatego że w porównaniu z innymi produkcjami, traktującymi o tym samym właściwie - przywołam tu "Final Fantasy: Spirits within" (zresztą ten film od strony wizualnej i logicznej przewyższa Avatara o n stopni jakości), wokół Avatara stworzono sztuczną legendę na długo przed powstaniem samego filmu.
Legendzie tej sam uległem i z niecierpliwością czekałem na zapowiadane 'rewolucję' które przyniosą tak wielki skok jakościowy w technice filmowej. Cóż, Avatar pod tym względem przyniósł co najwyżej rewolucyjkę. Pod względem treści - pisałem o tym tutaj już kilkakrotnie - zawiódł mnie dogłębnie. Napiszę jeszcze raz - po wyjściu z kina pierwsze co przyszło mi do głowy i co głośno zakomunikowałem współtowarzyszom - "O! Pocahontas z mechami!" i zacząłem porównywać i wyciągać "kwiatki" denności fabuły na co towarzyszący mi przyjaciel uciął - "Przestań gadać! Nie możesz sobie po prostu popodziwiać?! Przestań o tym myśleć!" I to chyba jest najlepszym podsumowaniem - to nie jest dziełko do myślenia tylko do podziwiania. Jak się zacznie człowiek zastanawiać to dochodzi do wniosku że to jedna z większych bzdur jakie serwuje co roku Holywood. Doszukiwanie się w nim na siłę udziwnionych, nadinterpretowanych odniesień, rozpaczliwe nawet próby 'ratowania' banalności tej historyjki poprzez wyszukiwanie alegorii 'sieci informatycznej' - to jest poniżej poziomu Mariusza Agnosiewicza.
Zwycięstwo nauki? Pani naukowiec ginie. Umiera. Finito. A jej świadomość czytaj duch przenosi się do Gai czytaj bozi. Tytułowe awatary? Ponawiam pytanie - skąd Ziemianie mięli materiał biologiczny do tworzenia tych klonów? Musieli wcześniej złapać co najmniej kilku, kilkunastu Na'vi i ich dogłębnie pokroić aby poznać fizjologię i zdobyć materiał, przy okazji zapoznać się dogłębnie z ich DNA. No i co z tymi łączami? Z filmu wynika że dla Ziemian te USB w kitkach są czymś raczej do tej pory nieznanym. Nie sądzę aby miało to być obrazem takiej szlachetnej, 'czystej', humanistycznej nauki.
Sami Na'vi są... całkowicie czymś obcym dla mnie na tle przedstawionego ekosystemu. Są takim Deus ex machina zrobionym tylko i wyłącznie na potrzeby kontaktu z Ziemianami.
Dlaczego weteranowi bez nóg nie "sklonowano" nowych? Bo za drogie? Rozumiem że koszt stworzenia w pełni funkcjonalnego klona o kompletnie obcej fizjologii/morfologii może być niebotyczny. Ale jeśli ludzie potrafią coś takiego to tworzenie organicznych 'protez', klonów ludzkich części ciała powinno być codziennością, pryszczem, może różniącym się jedynie ceną w zależności od jakości. Tu na przykład żołnierz mógłby takowe 'protezy' dostać najtańsze, z przydziału. Odsyłam do "Wiecznej wojny" Haldemana.
W 'Mów mi Joe' Andersona naukowiec który 'przesiada' się do ciała awatara (w opowiadaniu są to 'marionetki') też jeździ na wózku...
Która 'nauka' jest dobra a która 'zła'? Bo w filmie Avatar wyraźnie pokazano że ta za którą stoją złe korporacje i źli najemnicy ewidentnie jest zła. A ta 'nauka' reprezentowana przez panią naukowiec jest cacy. Przypominam - najpierw żeby móc tak klonować obcych trzeba ich było nieźle pokroić...
A teraz na koniec taki szczególik do którego ktoś miał wątpliwości - że nonsensem są 'oszklone' kabiny mechów - w chwili obecnej 'oszklenie' pancerne w pojazdach bojowych jest tak skonstruowane, tak zbudowane że wytrzymuje (oczywiście jednorazowo) bezpośrednie trafienie z granatnika przeciwpancernego. Dlatego nie dziwię się 'przeszklonym' kabinom. Dziwię się natomiast że zdołał je przebić ten przerośnięty "koteczek".
|
|
 | 4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zgadzam się z tobą całkowicie  . A powtórzę raz jeszcze - film się może podobać, to kwestia gustu. Ale nie uważam za uzasadnione uważania tego obrazu za dzieło pronaukowe, przełomowe etc. Również nazywanie krytyków filmowych "głupimi snobami" za krytykę "Awatara" jest niesprawiedliwe i co najmniej dziwne. W filmie liczą się nie tylko efekty, ale też gra aktorska, fabuła, nośność pokazywanych problemów. Gdy na przykład pokazuje się zderzenie cywilizacji, przesładzanie jednej strony i demonizowanie drugiej do granic wszystkiego jest najzwyklejszym kiczem. Taka rzecz ma miejsce w "Awatarze" niezależnie od naukowej ambiwalencji. Z kolei gdy tworzy się romans niezwykle ważna jest głębia postaci i gra aktorska. Nikt mi nie wmówi, że nie widział lepiej zagranej pary kochanków niż ci w Awatarze. Są oni po części komputerową animacją, ale mamy przecież Golluma z Władcy Pierścieni, który pokazuje, że można pożądnie grać w tej technice. I - nie mogę sobie darować - byłem w Indiach pół roku. Mowa ciała Hindusów, ich język gestów to był kosmos przy naszym, europejskim. Ci ludzie ruszali się inaczej, inaczej pokazywali, mieli inną mimikę twarzy. Tymczasem w Awatarze mamy anglosaską sexbombę pomalowaną na niebiesko, prawie nagą (bo wtedy wolno, nawet dzieciom), która rusza się tak jak mieszkanka Nowego Jorku, tylko czasem syczy jak kicia w szkolnym zespole rockowym. Kicz! Nawet tego nikt w "Awatarze" nie próbował zrobić, a przecież można - Gollum nie rusza się jak typowy człowiek. Ale abstrahując od oceny filmu w sensie "dobry" czy "zły", nie można mówić, że jest to dzieło pronaukowe, zwłaszcza na stronie głównej portalu Racjonalista to kole w oczy.
|
|
|  | 3 na 3 | Przemysław Biegański (845 punktów) | Ja zauważyłem przy okazji Avatara pewne zjawisko znane choćby z przykładu fanboy'ów Macintosha. O Avatarze nie można mówić źle nie narażając się na pogardę (lub minusy  ) Avatar (Apple) jest super i żaden "zblazowany krytyk" (czyli PC z Windowsem) nie przekona że jest inaczej. Tu pozwolę sobie na taka wymyśloną rozmówkę fanboya z PCetowcem, dla zilustrowania mojej tezy: "- Apple nie jest w niczym lepszy w chwili obecnej od PC, a często jest gorszy, dodając jeszcze że wielokrotnie droższy. - Nie! Apple jest lepszy! A droższy jest dlatego że płaci się za cudowny design! - Cóż, na moim PC działa wszystko to co na Apple i to często o wiele lepiej... A co do designu mam o wiele większy wybór niż przy jednym, może dwoma wzorami Appla.. - Nieprawda! Apple jest lepszy! I wszystko na nim działa stabilniej! No, może wolniej ale nie ma wirusów! - Cóż, u mnie też działa stabilnie i to zdecydowanie szybciej. A co do wirusów pewnie dlatego że na Appla pisze się bardzo mało wirusów ze względu na nikły udział w runku... - Bo, bo... Bo Apple jest dla prawdziwych koneserów i dlatego nie kupują go prostacy! - No tak...  " Sorry, może się wydać powyższe nieco nie na temat, ale zauważyłem że bez względu na to co napiszesz Jacku i tak dostajesz minusy. Ja zapewne też dostaję lub jeszcze dostanę
|
|
| |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja jestem tu niekiedy workiem na minusy. Aż mam czkawkę  . A co do filmu, to chyba były w nim jabłka... O tak, napewno... Ten film jest pochwałą jabłek. I transhumanistycznego raju z jabłkami (he,he - ale się Watykan zdenerwował, a jak się zdenerwował, to rzecz pewna, że święte jabłka z zaświatów są naukowe i racjonalistyczne). Czyli tak prosto, logicznie, racjonalnie, naukowo i szczerze - film jest pronaukowy. A wszyscy co nie lubią jabłek, to głupcy i snobi.  Oczywiście jabłkowy transhumanizm to nie to samo co watykańska transcendecja. Pod wpływem jabłek żyje się wiecznie naukowo w harmonii z naturą, a pod wpływem encyklik jest się marinsem. I już.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Przemysław Biegański (845 punktów) | :D Jabłka symbolem racjonalizmu! A za "kicia w szkolnym zespole rockowym" dodałbym jeszcze jednego plusa tak BTW  Przy okazji avataromani - na devianArt pojawiły się setki podobizn użytkowników stylizowanych na Na'vi.. Zacząłem się zastanawiać czy nie wykonać podobnej jedynie z tą różnicą że stylizacji swojej facjaty z bliznami w kabinie mecha.
|
|
| |  | | Sylwek (15472 punktów) | A są wszystkie programy? Raczej nie - to istotne aplikacje dostępne na Windowsie maja odpowiedniki na Macintoshu a nie odwrotnie. Jest wielokrotnie droższy? Od składaków z osiedlowego sklepu owszem, od markowych PC (Toshiby i inne Soniaki jest tańszy - w przypadku ultramobilnych notebooków typu Macbooka Air różnica w cenie jest kolosalna na korzyść "drogiego" Apple). Stabilność też jest taka sama, użytkownikom tylko się wydaje że porzucają osobliwe zachowanie z Windowsa gdzie głównym panaceum jest 'restart". No ale jabłko na obudowie ich oślepiło. I ta powolność Appla - jak ja się zadręczam, kiedy widzę ślamazarność swojego kompa, a jak widzę PC na tym ich antywirusowym speedzie to aż strach. Ach, mało wirusów bo małe udziały - i zupełnie nic to nie ma wspólnego z UNIXową naturą Mac OS X... Pzdr urażony fanboj. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
 | 1 na 1 | Scorp (5381 punktów) |
Ja na bajeczki dla zasady nie chodzę, nie widziałem Pocachontas ani nie czytałem Harrego Pottera, ale zachęciła mnie relacja Agnosiewicza. Film miał budzić refleksje o przyszłości i mieć naukową podbudowę.
Nie zawiodłem się, film jest bardzo dobry. Efekty wizualne są doskonałe i piękne, technika militarna imponująca potencjalną mocą niszczenia. Postacie naszkicowane - jak to w bajkach - dość jednoznacznie, akcja wartka, długa ale nie nużąca, dialogów niewiele i dobrej jakości, w sumie - warto się wybrać.
Czy film niesie jakieś głębsze przesłanie naukowe, refleksję o naszym gatunku homo i jego cechach? Ja odnalazłem tam co nieco i właściwie to przesłanie też mi się podobało. Bo rzeczywiście, wątki rozrywkowe, przygoda, amerykańskie bohaterstwo Marines, wątek miłosny i inne takie bajkowe niezbędniki są przeplecione przez osnowę poważnych i mocno zarysowanych naukowych refleksji o ludzkich skłonnościach i działaniach, o dalekiej przyszłości, o niespodziankach czekających ludzkość w zetknięciu z innymi cywilizacjami.
Cywilizację budują osobniki żyjące, ale one same są tworzone przez żyjącą w nich informację. Co stanie się, kiedy dwie cywilizacje staną sobie na drodze? Czy przeważy lojalność wobec własnej, prowadząca do starcia i wojny, czy też możliwe jest porozumienie, kompromis i współpraca? Czy informacja z cywilizacji A dogada się z tą z cywilizacji B?
Film nie odpowiada ostatecznie na to pytanie, bo opisuje tylko lokalny konflikt (ośrodki decyzyjne Ziemian pozostają gdzieś daleko) ale opowiada się jednoznacznie przeciw polityce kolonizacji bezwzględnej, za respektowaniem stanu posiadania. Skojarzenie ze zdobyciem Nowego Świata jest jednoznaczne, zachowanie plemion pandorańskich przypomina wprost nasze wyobrażenia o szlachetnych plemionach Siudów i Apaczów. Tamte plemiona nie uratowały swojej kultury, bo Ziemia była wtedy nieograniczonym terenem podboju dla naszej (jedynie słusznej?) cywilizacji. Czy tak jak teraz Kosmos?
Zderzenia eksplodującej informacji z cywilizacji ziemskiej z obcymi skupiskami informacji wydaje się - wcześniej czy później - nieuniknione. Czy ekspansja - która jest naszym przeznaczeniem - może nie przynosić zniszczenia? Nam, albo Obcym?
Chociaż nieco niekonsekwentny jest obraz techniki (na przykład problemy z naprawieniem bezwładu nóg bohatera w zestawieniu z możliwością teleportacji świadomości), to pomysły filmowe są fascynujące. Umysł Wielkiej Matki sieciowej pandorańczyków, albo wygenerowanie Awatara, to nie jest Twardowski na księżycu, tylko są to wizje, być może odległe, ale zaczynające się już dzisiaj, w naszym prymitywnym Internecie i badaniach kodu życia. -
|
|
2 na 2 | zachaj (5239 punktów) | Zgadzam się z Tobą Jacku. "Avatar" nie jet aż taki dobry. Oczywiście samo wykonanie techniczne jest doskonałe. Fabuła filmu tez jest niezła. Jednak dalej pozostaje bajką w stylu s-f.
Ja jestem fanem innego typu filmów. Kino grozy to jest coś co mnie interesuje. Nie lubię happy endów , bo życie jest inne. Tak jak ostatnio ktoś na forum tłumaczył mi że prawdziwe życie nie jest czarno - białe. Byłem ostatnio na przedpremierowym pokazie filmu "Harry Brown". Według mnie to naprawdę genialny film. A dlaczego ? Bo pokazuje prawdę. Akcja filmu toczy się w Anglii i jest mi on szczególnie bliski bo mieszkałem parę lat na wyspach. Ktoś mógłby mi zarzucić , że tak nie wygląda Anglia , że ten film to też bajka. Ale mogę was zapewnić tak nie jest - takiej Anglii nie chcielibyście poznać - to demokratyczny kraj , państwo prawa ale istnieją tam patologię o których nie macie pojęcia. Jeżeli lubisz wyjść z kina przygnębiony , zmartwiony , zniesmaczony , oburzony i nie dowierzając , ten film jest dla Ciebie.
Ostrzeżenie : ten film jest wyłącznie dla widzów dorosłych i nie dla ludzi o słabych nerwach
|
|
1 na 1 | Człek (58 punktów) | Coś z innej beczki, choć słowo ,,nadinterpretacja" nie jest tu nie na miejscu. www.tvn24.(*)oja-sie-avatara,wiadomosc.htmlChińczycy boją się "Avatara" NIE CHCĄ, BY STAŁ SIĘ INSPIRACJĄ DO BUNTU
"Avatar" opowiada o buncie mieszkańców planety Na'vi przeciwko ziemskiej kolonizacji. Zdaniem prasy z Hongkongu wielu Chińczykom postępowanie ziemian może kojarzyć się z postępowaniem władz chińskich.
"Dla widzów w innych krajach taka brutalna eksmisja może być niewyobrażalna. To może się zdarzyć tylko na innej planecie albo w Chinach", napisał najbardziej popularny chiński bloger Han Han.
Porównanie nieprzypadkowe. Co roku tysiące zwykłych Chińczyków wyrzucanych jest z własnych domów, w których miejsce powstają wielkie rządowe inwestycje - jak drogi czy obiekty sportowe - albo siedziby wielkiego biznesu. Co Wy na to?
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Też nazwałbym to nadinterpretacją, być może stanowiącą pewien element kampanii reklamowej "Awatara" (gdyż zaczyna mnie to zadziwiać  ). Film "Awatar" został stworzony na zasadzie biało - czarnej schlebiającej gustom innych imperialistów gotowych stosować zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Na wątpliwe pocieszenie Chińczyków z Hongkongu broniących praw mało wpływowych jednostek przeciwko korporacjom, mafiom i ultrabogaczom dodam, że takie rzeczy dzieją się nie tylko w Chinach. W demokratycznych Indiach potrafią one uzyskiwać nieraz (niestety) większy wymiar, a w każdym państwie bywa, że jakiś buldożer spycha niejedną Pocahontas. Czasem nie ma innego wyjścia (dla dobra wielu poświęca się dobro nielicznych), czasem liczy się po prostu silniejszy bandyta. Czasem szanuje się prawa poszkodowanych na rzecz ogółu, a czasem nie (nie tylko w Chinach się tych praw nie szanuje, choć z pewnością Chiny nie są pod tym względem Arkadią). Jestem przekonany, że prosty i naiwny film nie stanie się dla nikogo inspiracją do buntu (choć nieraz bywa potrzebny), chyba, że krytycy fimowi chwycą wreszcie za broń w słusznej sprawie. Swoją drogą jakimś specom od socjotechniki marketingu produktów filmowych należy się nagroda Nobla conajmniej.
|
|
|  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) | "Avatar" otrzymał Złoty Glob. Przemysł filmowy i krytycy wciąż nie przestają mnie zadziwiać...
|
|
| | |  | 2 na 2 | Przemysław Biegański (845 punktów) | Złoty Glob dla Avatara...
Cóż, to wyróżnienie takiej samej klasy co Nobel dla Obamy. Z sarkazmem stwierdzam że nagroda ta jest wynikiem mozolnej, ciężkiej i nad wyraz zaangażowanej pracy całego sztabu speców od PR/marketingu pana Camerona.
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cóż, pozostaje podziw dla umiejętności speców od PR - u. Szkoda, że częściej niszczą niż tworzą. Mam na myśli sztukę filmową jako taką. Oczywiście. "Awatar" może się podobać, ale nie przypuszczam, aby nie powstały inne, bardziej godne tej nagrody filmy. Zdarzają się kryzysy, ale nie aż takie.
|
|
|  | | Człek (58 punktów) | > Też nazwałbym to nadinterpretacją, być może stanowiącą pewien element kampanii reklamowej "Awatara" (gdyż zaczyna mnie to zadziwiać ).To rząd chiński wyraził takie obawy, wiec tu nie ma mowy o kampanii. > Swoją drogą jakimś specom od socjotechniki marketingu produktów filmowych należy się nagroda Nobla conajmniej.Ja tam nie miałem pojęcia, że powstaje taki film. A poszedłem na niego bo nic innego o tej godzinie nie grali. Nie muszę już chyba pisać czy mi się podobał  A masywna kampania reklamowa była chyba tylko w Usa.
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wydaje mi się, że skoro rząd Chin aż tak bardzo boji się buntu, to są setki filmów, które mogą ten strach dużo bardziej pogłębić. Żadne państwo na świecie nie dba o swoje Pocahontas. Nie tylko Chiny są takie parszywe, choć może bywają brutalniejsze od wielu innych krajów niestety. Również Pocahontas nie są takie jak Na'vi w Awatarze. W ludach pierwotnych też są ci lepsi i ci gorsi, mali marinsi i małe Pocahontas.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Człek (58 punktów) | Oczywiście. Tylko, że ja jedynie napisałem, że to nie hasło kampanii reklamowej
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Drogi Człeku. Aż mnie kusi, żeby zobaczyć, czy chińscy komuniści są aż tak nienormalni. Czy też jakiś lokalny kacyk coś powiedział i poszło to na świat jako oficjalna deklaracja całego rządu Chin...
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Człek (58 punktów) | >Drogi Człeku. Aż mnie kusi, żeby zobaczyć, czy chińscy komuniści są aż tak nienormalni. Czy też jakiś lokalny kacyk coś powiedział i poszło to na świat jako oficjalna deklaracja całego rządu Chin...
Całkiem możliwe, ale to nie zmienia faktu, że to nie jest kampania reklamowa.
Nie ma co się sprzeczać. Powyższe to taka mała ciekawostka. Wiarygodna lub nie.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Oczywiście. Ja w sumie się z tobą zgodziłem. Film był pod wieloma względami całkiem ładny, można było się nim zachwycić, to kwestia gustu (na przykład na ile ktoś woli obraz od akcji etc., na ile obraz jest dla niego udany plastycznie etc.). Ale kiedy "Awatar" staje się przełomem pod względem poruszanych w nim treści (a nie techniki, obrazu, estetyki etc.) od kiedy jest kreowany na pronaukowy manifest, na wezwanie do wolności w Chinach - wybacz, ale nie mogę się nie śmiać. A raczej bym płakał, gdyby nie to, że już od ładnych kilku lat oglądam filmy indyjskie (dodam na wszelki wypadek, iż nie uważam ich za pronaukowe). Filmy indyjskie interesują mnie głównie od strony emocjonalnej. Cywilizacja indyjska była zawsze bardzo zaawansowana w opisie emocji i badaniu ich zastosowania w sztuce. Nawet dziś psychologowie emocji (również ewolucyjni  ) interesują się teorią estetyki nastrojów zapoczątkowaną w Indiach w starożytności dziełem Bharaty "Natyashastra" odnoszącym się głównie do teatru, lecz fimu z subkontynentu są w prostej linii przedłużeniem teatru indyjskiego. Pod względem emocji "Awatar" był całkiem niezły jak na dzieło amerykańskie, nawet mnie to trochę zaskoczyło. Ale kino amerykańskie (poza wyjątkami rzecz jasna) raczej nie celuje w tej dziedzinie.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Piotr Prachnio (36 punktów) | Avatar to 'ładna błyskotka' wśród nowych produkcji filmowych ,które ukazały się ostatnimi czasy.Jest w nim sporo zwrotów akcji i mnóstwo efektów specjalnych .Jest świetnie dopracowany graficznie.Został zrobiony najlepiej jak mógłby być zrobiony w swojej klasie.Brakuje treści.Taka pro ekologiczna opowieść.Właściwie to dobry film pod przeciętnego widza bo nie trzeba dużo nad nim myśleć.Nie wywołuje głębszych uczuć oprócz euforii nad efektami.Ja już po tygodniu od seansu w kinie niewiele pamiętałem z tego filmu.Po prostu przewaga błyskotek nad treścią.Film pod masową publikę.I nie rozumiem tej całej plagi związanej z tym filmem.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja też jej nie rozumiem. Czasem mam wrażenie, że odpowiednia reklama potrafi modyfikować nasze myślenie  .
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|