Obawiam się, że sytuacja prędko się nie zmieni. Przede wszystkim więcej ludzi (a to kwestia czasu) będzie musiało wyrazić swoje stanowisko w sprawie wiary/Kościoła - choćby w wyborach, tak jak ostatnio. Okazuje się jednak, że mimo (co najmniej) 10% ludzie opowiadających się za świeckim państwem, politycy tacy jak Rychu Czarnecki, Lechu Wałęsa, Stefcio Niesiołowski, Kłopoteczek i inni wciąż mogą zasłaniać się krzyżem jako symbolem "narodowym" (sic!), cywilizacyjnym (jak wiadomo prawa człowieka zawdzięczamy przecież postanowieniom episkopatu czy innego soboru

. I nic się nie zmieni dopóki ludzie będą do sprawy podchodzić obojętnie. Dla większości polityków ta obojętność oznacza milczące przyzwolenie na status quo i możliwość unikania dyskusji.
[Przy okazji pejoratywizują oni znaczenie słowa "ideologia", tak jak kiedyś zohydzili "liberalizm" - wszystko jest ideologiczne! Nawet PiS

A dyskusja ideologiczna jest nam potrzebna nie tylko w kwestii świeckości, ale i w innych dziedzinach, także tak ukochanej gospodarce, której przecież poświęcają cały swój czas i energię - dzięki temu, jak wiadomo, jesteśmy już najbogatszym krajem w UE, tuż za Rumunią i Bułgarią

Trzeba dyskutować ideologicznie, inaczej moim zdaniem się nie da, i wypracowywać podstawy dla działań politycznych (i praktycznych). Póki co w kwestiach światopoglądowych dominuje ideologia "katolicka" - trzeba to nazwać. A naród musi się wypowiadać na ten temat, do czasu wyborów choćby w sondażach. Kończąc tę dygresję postuluję, by politycy i księżą czytali rodakom encykliki ukochanego JPII - ciekawe czy porady drogiego papy przypadną wiernym do gustu

]
Wracając do tematu, najbardziej wpienia mnie to, że ci sami politycy (z opozycji i z rządu) z taką lubością i przy różnych okazjach odnoszą się do "europejskich standardów". Szkoda, że nie wspominają o tychże standardach w kwestii praw człowieka (np. związki partnerskie) czy relacji państwo-kościół. W tych kwestiach bliżej im jednak do takich rajskich państw jak Arabia Saudyjska. To na pewno zacny kraj ze wspaniałymi ludźmi, ale nie chciałbym byśmy w Polsce mieli saudyjskie podejście do praw człowieka i tamtejszą edukację. Może niech politycy PiS, PSL, ale także PO i SLD wypowiedzą się w tej kwestii. Czy tak samo mówiliby jako katolicy w Arabii Saudyjskiej? Że muzułmańska większość ma prawa ustalać sobie takie prawa, jakie chce i państwo powinno być wierne muzułmańskiej tradycji?
Jak mniemam nasi świątobliwy politycy chcą osiągnąć złoty środek - pod względem "technologicznym" i infrastrukturalnym chcą Europy Zachodniej, a pod względem obyczajowym Arabii S.?
Przy okazji, niech Tusk albo Kaczyński wyjaśnią mi jaki jest pożytek dla państwa z tego, że uczymy dzieci i młodzież doktryny religii katolickiej w szkołach? Jakież to umiejętności, choćby kulturowe czy "moralne" mogą z tych lekcji wynieść? Czy zwiększa to ich szanse na rynku pracy? Czy sprawia, że są bardziej "moralni" - jako dorośli Polacy nie kradną, nie upijają się, prowadzą się cnotliwie etc. Czy nie? Abstrahuję od tego, jak wiedza duchowo-religijna przydaje się potem w inżynierii i informatyce. To przecież oczywiste, że politechniki na teologii stoją...

Na koniec. Wydaję mi się, że ważniejsze (w sensie kolejności "załatwienia") nie jest usunięcie krzyża z Sejmu, a wyrwanie "moralności" z rąk (i retoryki) Kościoła. Na Zachodzie to się udało (w jakimś stopniu), m.in. "dzięki" aferom pedofilskim. Oczywiście nie bez znaczenia są tez kwestie historyczne, choćby większy wpływ i tradycja oświeceniowa. Nadzieja w tym, że Polacy i tak są oświeceniowi - wszakże w codziennym życiu mają w głębokim poważaniu "naukę" Kościoła. Trzeba im tę oświeceniowość uzmysłowić i ja "od-czernić".