Śmierć to naturalny element ludzkiego życia, my jednak nie lubimy tego naturalistycznego podejścia i śmierć bardzo często zaprząta nam myśli.
Co się dzieje po śmierci? Z pewnością odpowiem tylko, że nie wiem, ale korzystając z tego, że pytasz co myślę to odpowiem, że ja myślę, że nic i tak skomplikowana świadomość uleciała wraz z życiem z ciała takiego biednego człowieka.
Odpowiedź na pytanie o tym "co po śmierci" często wiążę się z tym "po co to wszystko", więc i moimi rozmyślaniami na ten temat pozwolę sobie się z Tobą podzielić.
Nie widzę, żeby człowiek miał z góry ustalony "sen życia". Oczywiście, ktoś słusznie powie, że znów w ujęciu naturalistycznym chcemy się rozmnażać i przedłużać gatunek, ale zastanówmy się, czy to spełnia nasze wygórowane wymagania metafizyczne, uduchowione potrzeby ssaka wyższego rzędu, który wykształcił tak wyszło potężny mózg? Ja osobiście stoję na stanowisku, że to nie spełnia moich oczekiwań, drążę zatem dalej... Dalej dochodzę do wniosku, że tego sensu może nie być, że przez swą nieznośną świadomość bytu pozbawieni jesteśmy celu, dla którego istniejemy, że jesteśmy wrzuceni w ten świat bez wcześniejszego celu, że człowiek swoją egzystencją wyprzedza istotę swego życia.
Powiedziałem, że wyprzedza. Czyżbym zmienił zdanie i uznał, że ten słynny sens życia jednak jest? Gubię się w zeznaniach, mataczę czy mi odbiło? Otóż nic z powyższych (mam nadzieję!)!
Człowiek sam może nadać sobie sens, może, a nawet musi podjąć decyzję i uznać coś. Czy koniec końców będzie to miało wpływ, czy skończy się to dla nas inaczej? Śmiem wątpić, ale jako ludzkie sobie wymyśliliśmy, że ładniej się umiera z bronią w ręku walcząc. Chcę przez to powiedzieć, że brak sensu, brak czegoś po drugiej stronie nie dewaluuje nas samych, ani naszego życia. Chcę przez to powiedzieć, że człowiek może żyć w zgodzie ze sobą i to może być wartość sama w sobie, ten bunt przeciwko absurdowi sytuacji i pozornej nonsensowności...
Och... rozpisałem się. Proszę mi wybaczyć, ale jak to mawiała Czubaszek starszym paniom (i młodszym panom jak widać też) zdarza się nie trzymać do końca tematu.
Chciałbym Ci powiedzieć, że na koniec będę tak rezolutny i dodam coś co nakręci jeszcze bardziej, ale będzie kontrastem dla początku.
Ludzie pozostają w naszych sercach i nie giną tak łatwo. Pamiętasz może Inny Świat Gustawa Herlinga-Grudzińskiego? Łagiernikom zależało, aby pozostał o nich ślad w ludzkiej pamięci, myśli, uczuciu, metaforycznym sercu. Romantycznie zakończę, ale szczerze mówiąc i prawdę mówiąc.
Myślę, że Ci ludzie są po troszku i w nas samych i wokół nas. Parafrazując pewnego myśliciela:
Wierzę, że Syzyf może uśmiechnąć się wtaczając swój głaz od nowa, może wyrwać go bóstwom niepewności i zatryumfować. Świat bez władcy, bez siły przewodniej, bez życia po śmierci wówczas nie wydaje mu się ani jałowy, ani przemijający. Każda z cząsteczek kamienia, trudu i znoju jaki przeżywa, każdy poblask minerału w tej górze pełnej nocy sam w sobie tworzą świat. Aby wypełnić ludzkie serce, wystarczy walka prowadząca ku szczytom, możemy bez pewności, bez końca, bez konkretnego celu jak Syzyf wtaczając głaz uśmiechnąć się gdyż nasze serca przechowujące zmarłego człowieka są na tyle silne, że same mogą stać się paliwem uspokajającym nas i napędzającym dalej mimo braku funkcjonowania wyraźnego albo jakiegokolwiek celu podróży.
Wszystkiego dobrego dla Ciebie, ślę wyrazy wsparcia, trzymaj się i tocz głaz!
|