 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 19-10-2011 22:29 | farmer (22440 punktów) | Czego uczy szkoła?
3 na 3 | Temat nie raz poruszany na forum ale... Dziś rozmawiając z znajomym zapytałem go czy wie na jakiej wysokości leży "nasze" miasto. Odpowiedź była prosta-nie wiem po co mam to wiedzieć. Kilka następnych pytań o powierzchnię Polski, długość linii brzegowej przyniosła podobne odpowiedzi. Tak jak o najgłębsze miejsce na ziemi. Niemniej kilka lat nauki dziś traktowane jak wojsko kiedyś, trzeba odbębnić i cywil. Dziś ludzie są bardziej zainteresowani jaki pakiet esemsów dostaną do komórki lub jakie wymagania sprzętowe potrzebne są by odpalić grę. Kiedyś ludzie uczyli się czegoś co pozwoliło im poznać świat. Pisania czytania matematyki. Zastanawiam się czy szkoła nie jest przeżytkiem w tej formie jaką jest obecnie. Pomijam już tu kwestie uczenia religii czy nawet etyki bo to i tak skończy się jak z wiedzą ile planet znasz. Szkoła jako fabryka nie uczy a produkuje. Szkoła jest bardziej przechowalnią niż miejscem do wyłapywania ludzi. Sama jest instytucją dającą sobie zatrudnienie a uczniowie są im potrzebni do porycia wydatków. Nawet jeśli przyjrzę się dłuższemu cyklowi nauczania niż podstawówka czyli szkoły zawodowe studia to na końcu tego stoją ludzie którzy nie mają kompetencji(oczywiście nie wszyscy). Oczywiście to generalizowanie nie ma sensu gdyż przy odrobinie szczęścia można nieźle trafić ale właśnie trafić. Prędzej czy później i tak jesteśmy wyrobnikami u tym mądrzejszych. Pomimo wiedzy pomimo lat nauki. Nie chodzi mi jednak o to by ograniczyć dostęp do wiedzy bo nie jednokrotnie ludzie nie mający odpowiedniego zaplecza finansowego mogliby utknąć na jakimś etapie bez wsparcia. Pytanie jest proste czego uczy szkoła?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Pytanie jest proste czego uczy szkoła? Niektórych na pewno nie uczy choćby podstawowej umiejętności pisania bez błędów.
Ten człowiek zamiast rozumu ma dwukapuścian grochu we łbie. (Internet)
|
|
 | KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > >Pytanie jest proste czego uczy szkoła?> Niektórych na pewno nie uczy choćby podstawowej umiejętności pisania bez błędów.-Ale niejednokrotnie czegoś tam nauczy 
"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
|
|
| neurosurgery (2484 punktów) | > Pytanie jest proste czego uczy szkoła?Że trzeba do niej chodzić?  Polska szkoła działa jak kamieniołom - dłuto i kuj. Zresztą, prawie nikogo nie obchodzi to o czym się mówi na lekcjach. Ja dopiero w liceum trafiłem na wartościowych nauczycieli, ale było ono prywatne i płatne.
Nie chcę wierzyć. Chcę WIEDZIEĆ.
|
|
 | 2 na 2 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > >Pytanie jest proste czego uczy szkoła?> Że trzeba do niej chodzić? Polska szkoła działa jak kamieniołom - dłuto i kuj. Zresztą, prawie nikogo nie obchodzi to o czym się mówi na lekcjach. Ja dopiero w liceum trafiłem na wartościowych nauczycieli, ale było ono prywatne i płatne.Przecież kujesz dla siebie, kujesz swoją przyszłość. Ja miałem "szczęście" i w publicznej też spotkałem wartościowych nauczycieli. Dużo zależy od chęci ucznia. Jeśli ich brak to i święty bobie nie pomoże.
|
|
|  | 1 na 1 | neurosurgery (2484 punktów) | > Przecież kujesz dla siebie, kujesz swoją przyszłość.Niektóre sprawy nie są kwestią wykucia, lecz zrozumienia i wtedy przydaje się ktoś, kto Ci to wytłumaczy. Niestety niewielu nauczycieli to potrafi... > Dużo zależy od chęci ucznia. Jeśli ich brak to i święty bobie nie pomoże.Masz rację, ale dobry nauczyciel to naprawdę WIELE.
Nie chcę wierzyć. Chcę WIEDZIEĆ.
|
|
| |  | | Matix (5786 punktów) | Nie ma to jak samemu znaleźć problem, samodzielnie nad nim pracować i go rozwiązać wraz z jego zrozumieniem. Nikt za nas tego nie zrobi. Nauczyciel to dodatek, który moim zdaniem często przeszkadza. Dojście do zrozumienia pewnych problemów samemu zajmuje dłużej niż z nauczycielem, ale pozwala w pełni wiedzieć skąd wzięło się rozwiązanie problemu, a przede wszystkim mieć z tego wielką satysfakcję. Piszę na podstawie własnej nauki przedmiotów ścisłych. No i jeszcze najstarsza z prawd: najważniejsze są chęci.
|
|
1 na 1 | ewa.a (130 punktów) | Szkoła jest wspaniałym miejscem dla tych, którzy chcą z niej wyciągnąć to, co najlepsze. Jeżeli ktoś jest przeciętniakiem, uczy się - bo za złe oceny jest szlaban na sobotnią imprezę, na studia też idzie, "bo wszyscy idą", bo to prestiż, i jakoś się przecież poobija przez te parę latek i będzie papierek - w takim wypadku, nie ma prawa liczyć w dorosłym życiu na sensowne zyski z pobranej edukacji. Jeśli już coś robić, robić to najlepiej, jak potrafimy, wtedy też nie zostanie się podwładnym "mądrzejszego". Taka postawa jest mało popularna w środowisku szkolnym w związku z czym nie ma się co dziwić, że jest tak wielu ludzi teoretycznie wykształconych, w praktyce - zupełnie niezorientowanych w podstawowej wiedzy.
"Będzie co ma być, już wiem, że stąd nie zwieję; poczekam i popatrzę - nie cofnę kijem Wisły."
|
|
3 na 3 | NorahYorke (329 punktów) |
>Dziś rozmawiając z znajomym zapytałem go czy wie na jakiej wysokości leży "nasze" miasto. >Odpowiedź była prosta-nie wiem po co mam to wiedzieć. Kilka następnych pytań o powierzchnię Polski, >długość linii brzegowej przyniosła podobne odpowiedzi. Tak jak o najgłębsze miejsce na ziemi.
Długość linii brzegowej? Come on. Wpisz na Youtube "Matura to bzdura". Ludzie nie potrafią wskazać Hiszpanii na mapie.
>Dziś ludzie są bardziej zainteresowani jaki pakiet esemsów dostaną do komórki lub jakie wymagania >sprzętowe potrzebne są by odpalić grę.
Oczywiście. Kiedyś to z nieba manna leciała. Ciekawe, że zawsze kiedy widzę egzemplarz Faktu w komunikacji miejskiej znajduje się on w rękach kogoś grubo powyżej czterdziestki. W każdym pokoleniu są ludzie o różnych horyzontach myślowych.
>Kiedyś ludzie uczyli się czegoś co pozwoliło im poznać świat. Pisania czytania matematyki.
Teraz też się uczą. Tyle, że niektórzy wykorzystują to czytając Wyborczą, a inni Party.
>Pytanie jest proste czego uczy szkoła? Trochę tego, trochę tamtego. Tu właśnie tkwi problem. W braku ukierunkowania nauczania. Klasa humanistyczna w moim liceum ma 4h fizyki i 4h chemii w cyklu nauczania. Jest mnóstwo przyjemniejszych sposobów na zmarnowanie czasu. >
I believe there is something out there watching over us - unfortunatelly it's the government (Woody Allen)
|
|
| worek kości (2937 punktów) | Niech zgadnę - pan geograf?
bembergiem w berg
|
|
 | | farmer (22440 punktów) | > Niech zgadnę - pan geograf?Pudło Nie mam nic wspólnego z nauczycielami, kompletnie nie wstydzę się tego że mam zawodówkę a pracuję z kustoszem, historykiem, informatykiem, geodetą i inżynierem których bardzo cenię i złego słowa nie powiem na forum na nich  a dla połowy z nich jestem przełożonym, ale nie to jest dla mnie ważne bo ja też nie pracuje w swoim zawodzie. Pytanie o geografię było przypadkowe bo mogłem zapytać się o życie Michała Anioła. Chciałem po prostu by było jak najbardziej współczesne. A współczesnym pytaniem jest przekątna wyświetlacza w komórce i pojemność karty w telefonie. Z błahych z pozoru pytań chciałem wywnioskować jaki efekt kilku lat nauczania ma wpływ na to kim ci ludzie są dziś. Pytam bo po kilkunastu latach nauki ludzie stoją z rozdziawionymi buziami i niczym ludzie którzy uczyli się węgierskiego nie mogą się porozumieć w kraju gdzie mówi się po mandaryńsku. Kompletnie nie uczymy się życia ot tyle.
|
|
7 na 7 | Marian (5438 punktów) | > Odpowiedź była prosta-nie wiem po co mam to wiedzieć. Kilka następnych pytań o powierzchnię Polski, długość linii brzegowej przyniosła podobne odpowiedzi. Tak jak o najgłębsze miejsce na ziemi. I w sumie bardzo słusznie. Może się człowiek tego nauczyć na pamięć i wcale nie będzie wiele mądrzejszy. Ja akurat jestem zdania, że szkoła powinna uczyć przede wszystkim jak myśleć a nie co myśleć. Jak efektywnie używać swojego mózgu, tego typu rzeczy. To bardziej wartościowe. Jak kogoś to bawi, to sobie takich faktoidów poszuka. Zawsze unikałem uczenia się czegokolwiek na pamięć; wolałem rozumieć. Rozumieć zależności, wynikanie, jak dojść do wyniku, niekoniecznie jaki on jest. Jakoś nie czuję się uboższy nie wiedząc na jakiej wysokości od arbitralnie wybranego poziomu zerowego leży moje miasto. Wolę wiedzieć np. mniej-więcej jaki promień ma Ziemia. A nawet jak zapomnę, wiem jak do tego doszedł Eratostenes i sobie przeliczę jeszcze raz  > Pytanie jest proste czego uczy szkoła? Tak na prawdę? Chyba jedyną zasługą jest umiejętność czytania i pisania. Jak się ma szczęście i trafi na dobrych nauczycieli to może ktoś jakąś pasją nas zarazi, ale to nie sukces szkoły per se. Pozdrawiam.
|
|
7 na 7 | Selanos (12869 punktów) | Z góry przepraszam za komentarz, ale pierwsze co mi przyszło do głowy, to dwa pytania: na cholerę mam znać długość linii brzegowej Polski, albo powierzchnie? To tylko głupie numerki, których znajomość nie daje mi żadnego wyobrażenia o rzeczywistej wielkości naszego państwa. Albo na jakiej wysokości leży moje miasto... nie mam pojęcia. Znowu przepraszam za komentarz, ale to były przynajmniej dziwne przykłady. Jeżeli jesteśmy przy geografii, to rozumiem, że powinno się znać kilka największy, najwyższych itd. obiektów na świecie i w Polsce, no i oczywiście przybliżony wygląd kontynentów, państw, ich położenie, podział administracyjny Polski. To jest wiedza która przydaje się też na historii. O tym jak bardzo przydatne mogą być kontury map, oraz znajomość wysp i krain historycznych, przekonałem się, ucząc się historii UK, studiuje filologię angielską  Okazało się, że w liceum nie uczyłem się tylko dla własnej satysfakcji. Z tym, że szkoła nie uczy, zgadzam się w stu procentach. Najbardziej podobało mi się to, co powiedziała moja babcia, nauczycielka biologii, od dwudziestu lat na emeryturze, po zobaczeniu moich książek do tego przedmiotu. Oglądała najpierw moje książki z podstawówki, potem z gimnazjum, w końcu z liceum, aż jakoś pod koniec roku szkolnego, kiedy pisałem ostatni sprawdzian z biologii, zadała pytanie: Maciek, czy was tam jeszcze uczą jak odróżniać drzewa po wyglądzie liści, albo który grzyby są jadalne, a które nie? No i trafiła w dziesiątkę, nie uczą. Uczą za to o genetyce molekularnej, na podstawie nie jest tego na tyle mało, żeby to "olać", ani na tyle dużo, żeby coś z tego zrozumieć. To jest tylko i wyłącznie marnowanie czasu.
|
|
 | 2 na 2 | farmer (22440 punktów) | > Z góry przepraszam za komentarz, ale pierwsze co mi przyszło do głowy, to dwa pytania: na cholerę mam znać długość linii brzegowej Polski, albo powierzchnie? To tylko głupie numerki, których znajomość nie daje mi żadnego wyobrażenia o rzeczywistej wielkości naszego państwa. Albo na jakiej wysokości leży moje miasto... nie mam pojęcia.Brawo,  ja też i właśnie to mnie zastanawia co ludzie uczą się w szkole i po co? Pytanie "klasówkowe" z wiedzy dostępnej od ręki w necie z której i tak większość nie korzysta.
|
|
|  | 4 na 4 | liliac (147340 punktów) | >ja też i właśnie to mnie zastanawia co ludzie uczą się w szkole i po co? Pytanie "klasówkowe" z wiedzy dostępnej od ręki w necie z której i tak większość nie korzysta.
Starajmy się przestrzegać zasad polskiej gramatyki.
|
|
12 na 12 | Meretseger (61860 punktów) |
>Dziś rozmawiając z znajomym zapytałem go czy wie na jakiej wysokości leży "nasze" miasto. Moje około 200 m. Dokładniejsze dane mogę sobie sprawdzić choćby w wikipedii. >Kilka następnych pytań o powierzchnię Polski, długość linii brzegowej przyniosła podobne odpowiedzi. Tak jak o najgłębsze miejsce na ziemi. Akurat Rów Mariański pamiętam, ale długości linii brzegowej Polski nie. Za to wiem, gdzie szukać takiej informacji. Podobnie jak temperatury topnienia itru, odległości od Mintaki (delta Orionis), nazw gatunkowych ryb z rzędu igliczniokształtnych i przepisów prawa salickiego. Tego szkoła powinna uczyć - wiadomości ogólnych i umiejętności posługiwania się źródłami szczegółowych informacji. No i myślenia przede wszystkim.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | 2 na 2 | Scorp (5381 punktów) | >Tego szkoła powinna uczyć - wiadomości ogólnych i umiejętności posługiwania się źródłami szczegółowych informacji. No i myślenia przede wszystkim.
Co najlepszego można wynieść w głowie ze szkoły? Dwie rzeczy:
1. Orientację, czyli wiedzę ogólną. 2. Umiejętność myślenia.
To drugie składa się z dwu części, nierównej wielkości, ale równie ważnych.
Pierwsza część: nie cofać się przed zadaniem, nawet jeżeli rozwiązanie nie jest w zasięgu ręki. Wymaganie proste, ale niepopularne. Krótko mówiąc: nie wiesz? - to pomyśl. Tego powinna uczyć szkoła (i rodzice też).
Druga część umiejętności myślenia to ćwiczenia w składaniu przesłanek w całość dowodu. Prostsze niż wygląda, ale nie będę się rozpisywał.
Przykład: Nie muszę wiedzieć ile km ma polskie wybrzeże, ale powinienem zorientować się na podstawie wiedzy ogólnej i elementarnych umiejętności: widok mapy Polski, skala, proporcje, porównania, analogie itd - ile to jest mniej więcej kilometrów i zastosować ten wynik do konkretnej, praktycznej sytuacji, z którą się spotkam. Mój wynik - około pięścet kilometrów, ponad sześć godzin jazdy samochodem. To wystarczy.
>Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Chyba zapytam jakiegoś kota. -
|
|
|  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) |
>Chyba zapytam jakiegoś kota. Behemota możesz pominąć, nie wie. Tofik też nie wie, pytałam.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
3 na 3 | PKowalski (1042 punktów) | > Odpowiedź była prosta-nie wiem po co mam to wiedzieć. Kilka następnych pytań o powierzchnię Polski,> długość linii brzegowej przyniosła podobne odpowiedzi. Tak jak o najgłębsze miejsce na ziemi.Wiem na jakiej wysokości leży moje miasto. Mniej więcej, bo między najwyższym a najniższym punktem jest kilkadziesiąt metrów różnicy. Nie wiem, jaka jest powierzchnia Polski, ani jak długa jest linia brzegowa (choć mam pewne wyobrażenie o drugim, a pierwsze potrafię sobie oszacować). Ale po co mi taka wiedza? > Dziś ludzie są bardziej zainteresowani jaki pakiet esemsów dostaną do komórki lub jakie wymagania> sprzętowe potrzebne są by odpalić grę.I dobrze. W obu przypadkach chodzi o wiedzę praktyczną, która jest potrzebna w codziennych wyborach. > Kiedyś ludzie uczyli się czegoś co pozwoliło im poznać świat. Pisania czytania matematyki.> Zastanawiam się czy szkoła nie jest przeżytkiem w tej formie jaką jest obecnie.Sądzę, że wciąż pokutuje myślenie, które jest przeżytkiem, a którego przykład dałeś (mam nadzieję, że się nie obrazisz za to stwierdzenie) -- mylące naukę i wiedzę, ze zbiorem faktów, najczęściej liczbowych: "kiedy była bitwa pod", "jaka jest powierzchnia kraju", "wymień lewe dopływy Wisły", "określ występujące w Polsce gatunki płazów ogoniastych". To wszystko, to informacje o charakterze encyklopedycznym, które szkoła powinna nauczyć wyszukiwać, ale nie wbijać ich do głowy. Owszem, jest tu inny problem -- pewnego poczucia, jak powinna brzmieć odpowiedź i co ona oznacza. Trzeba z tego typu faktami mieć trochę do czynienia, by to wiedzieć. By usłyszawszy odpowiedź 1410, czy 318 tys. km kwadratowych, te liczby coś znaczyły, choćby po to by je zweryfikować. Istnieje wiele odpowiedzi fałszywych, które trzeba "odfiltrować". Ale to niezupełnie to samo. (Chodzi mi o coś w rodzaju sprawdzania wymiaru w fizyce. Rozwiązując zadania fizyczne zawsze należy sprawdzić, jak wymiar ma wynik. By wiedzieć, że jeśli dostanie się prędkość wyrażoną w kilogramach na centymetr kwadratowy, to coś było nie tak  ) > Nawet jeśli przyjrzę się dłuższemu cyklowi nauczania niż podstawówka czyli szkoły zawodowe studia to> na końcu tego stoją ludzie którzy nie mają kompetencji(oczywiście nie wszyscy).Znowu, piszesz o kompetencjach. Owszem, jest coś takiego, ale należałoby to umieścić głównie w zakresie "kompetencji zawodowych", w mniejszym stopniu "kompetencji obywatelskich". Zresztą jedne i drugie też nie są zupełnie pamięciowe. Przypominasz mi, jak na studiach wykładowca-matematyk opowiadał w żartach, że jego sąsiadka dowiedziawszy się, że jest profesorem matematyki, stwierdziła, że "musi znać wszystkie wzory na pamięć"  Ale -- złapałem się na przynętę 'kompetencji', a należałoby powiedzieć coś jeszcze innego -- widuję szkoły, które stawiają sobie za cel kształtowanie umysłów, nie przez pranie mózgu, ale przez ukazanie szerszych horyzontów, lepsze zrozumienie świata, oraz wyrobienie pewnych umiejętności. Myślę, że o coś podobnego tu chodzi. > Prędzej czy później i tak jesteśmy wyrobnikami u tym mądrzejszych.Optymista  Spotkałem się z tezą, że dla odniesienia sukcesu trzeba posiadać dwie z trzech cech (za to dowolnie wybrane). A cechy te to: -- kompetencje, -- pieniądze, -- znajomości  Jak widać, kompetencje nie są konieczne, o ile ma się pieniądze i znajomości.
|
|
4 na 4 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>Pytanie jest proste czego uczy szkoła?
Umberto Eco powiedział: "Człowiekiem kulturalnym nie jest ten, który zna datę urodzin Napoleona, ale ten, który potrafi ją znaleźć w ciągu minuty. Być może szkoła nie powinna już uczyć, kim był Platon, tylko właśnie jak filtrować informacje."
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
6 na 6 | abcde (127 punktów) | Szkoła obecnie nie uczy niczego pożytecznego. Mam styczność z czwartym rocznikiem studentów na Uniwersytecie Łódzkim na wydziale fizyki i z roku na rok są coraz gorsi. Osoby które zdały obowiązkową mature z matematyki mają problem z prostym dodawaniem ułamków , nie potrafiące wyjść po za schematy wkuwane im przez lata. Nie posiadające za grosz wyobraźni. No cóż przez lata zmienił się system , eksperymentowało na nas obniżano standardy nauczania, w tym momencie sięgneły one dna. No cóż idiotami łatwiej rządzić i taka jest z tego konkluzja
"bóg i ojczyzna to niepokonana para, ten duet ma na koncie więcej krwi i ludzkich nieszczęść niż cokolwiek innego" Luis Bunuel
|
|
 | | Lodowy (1486 punktów) | >Szkoła obecnie nie uczy niczego pożytecznego. Mam styczność z czwartym rocznikiem studentów na Uniwersytecie Łódzkim na wydziale fizyki i z roku na rok są coraz gorsi. Osoby które zdały obowiązkową mature z matematyki mają problem z prostym dodawaniem ułamków , nie potrafiące wyjść po za schematy wkuwane im przez lata. Nie posiadające za grosz wyobraźni. No cóż przez lata zmienił się system , eksperymentowało na nas obniżano standardy nauczania, w tym momencie sięgneły one dna. No cóż idiotami łatwiej rządzić i taka jest z tego konkluzja Mogę potwierdzić, że dzisiejsi studenci, nawet na kierunkach ścisłych, nie potrafią dodawać ułamków i jest to duży problem. Nie zgodzę się jednak, że brak tej umiejętności oznacza, że są idiotami, którymi będzie łatwiej rządzić.
|
|
|  | 2 na 2 | abcde (127 punktów) |
>Mogę potwierdzić, że dzisiejsi studenci, nawet na kierunkach ścisłych, nie potrafią dodawać ułamków i jest to duży problem. Nie zgodzę się jednak, że brak tej umiejętności oznacza, że są idiotami, którymi będzie łatwiej rządzić.
Może idioci to złe słowo którego użyłem bo słowo to ma wydźwięk pejoratywny, ale jak by na to nie patrzeć ludźmi którzy mają braki w wiedzy elementarnej łatwiej się jednak rządzi. Jak by na to nie spojrzeć dzieci od najmłodszych klas obecnie mają wpajane w głowe schematy, tworzy się w ten sposób konformistów, a to jest bardzo złą rzeczą. Dzieci nie mają myśleć tak jak chcą,jak powinny, tylko tak jak im każą. W późniejszych klasach też nie jest wcale o wiele lepiej, dalsze kształtowanie postaw konformistycznych, jeżeli ktoś od tego odstaje zostaje outsiderem w klasie czy szkole , zależy od tego jak bardzo jest to rozwinięte. Przypadki obecnych matur z polskiego gdzie uczeń nie ma wiedzieć i zastanawiać się co autor miał na myśli bądź to co on odbiera z danego utworu tylko ma wiedzieć co autor klucza miał na myśli. Dzięki temu zabija się umiejętność myślenia w młodych ludziach. Matura z matematyki, która obecnie jest obowiązkowa , to nic innego niż śmiech na sali. Zadania zamknięte z oczywistymi odpowiedziami i to wystarczy by tą maturę zdać. W obecnej chwili matura w tym kraju nie znaczy nic. Nie dziwne więc że uczelnie wyższe tak wykłócają się o powrót do egzaminów wstępnych. Było by to jakieś rozwiązanie, bo co z tego że wydział przyjmuje na kierunek 120-150 osób jak po pierwszej sesji zostaje 20.
"bóg i ojczyzna to niepokonana para, ten duet ma na koncie więcej krwi i ludzkich nieszczęść niż cokolwiek innego" Luis Bunuel
|
|
2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >czego uczy szkoła?
Szkoła uczy tego i owego, ale przede wszystkim produkuje wyborców.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
1 na 1 |
1 na 1 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Kiedy było tak, że większość chciała się uczyć? Przegapiłem ten okres przerzucając karty z podręczników historii? W średniowieczu to niewykształconych było chyba z 97%, później też głównie utrzymywały się prywatne szkoły, publiczna edukacja też chyba się szybko kończyła i "proletariat" do roboty?
Fakt że teraz mamy inne czasy, kiedy każdy może sobie pozwolić na naukę, ale chyba jeszcze z pięć dekad temu w Polsce nie było z tym tak dobrze jak teraz? I jak przekonać ludzi do nauki, skoro wiedza nie jest pragmatyczna (por. mój podpis)?
Ktokolwiek kiedykolwiek (pomijając filozofów, sporadycznych matematyków, czy inne społecznie niepoprawne jednostki) był realnie zainteresowany jakąś wiedzą, kiedy ta była niepraktyczna?
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | | farmer (22440 punktów) | >Kiedy było tak, że większość chciała się uczyć? Przegapiłem ten okres przerzucając karty z podręczników historii? W średniowieczu to niewykształconych było chyba z 97%, później też głównie utrzymywały się prywatne szkoły, publiczna edukacja też chyba się szybko kończyła i "proletariat" do roboty?
Nie wiem czy większość bo nic takiego nie napisałem. Mam na myśli chęć dowiedzenia się "co tam do mnie mówią" a nie że chciała się uczyć bo chce. Coś jak elektryfikacja wsi przed laty która dawała wizualny efekt przyłączenia do reszty świata. Wg. mnie nauka powinna dawać taki sam efekt, wykształcenie powinno wpływać na człowieka. To pewno można było zauważyć przed laty gdzie człowiek "po szkołach" wyróżniał się w otoczeniu. Nie chodzi mi tu o status społeczny. Człowiek po szkole czy w trakcie niej nie odczuwa żadnej satysfakcji z pozyskiwania wiedzy "tajemnej". Bo jest ona tak powszechna że powoduje przymus. Nie potrafię odróżnić studenta od nie studenta. Poza załadowanymi informacjami specjalistycznymi ci ludzie pozostają w większości takimi sami ludźmi. Dlaczego ich umysły nie otwierają się?
|
|
1 na 1 ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Uważam, że nad naszym szkolnictwem ciąży podstawowy błąd. Otóż, możliwość ukończenia za darmo jakiejkolwiek szkoły (np. gimnazjum) nie powinna być obowiązkiem, a tylko przywilejem obywatela! A jeśli przywilejem, to uwarunkowanym, np. koniecznością akceptacji regulaminu danej szkoły, włożenia wysiłku w naukę, i.t.p. Można by wtedy pozbyć się tych, co robią łaskę (komu?) chodząc do szkoły i tych, co robią łaskę ucząc tych pierwszych byle jak i byle czego. Postuluję, aby szkoła była darmowa, ale elitarna!
|
|
 | | zupełna (2507 punktów) | >Można by wtedy pozbyć się tych, co robią łaskę (komu?) chodząc do szkoły i tych, co robią łaskę ucząc tych pierwszych byle jak i byle czego. >Postuluję, aby szkoła była darmowa, ale elitarna!> A co postulujesz zrobić z tymi nieczytatymi i niepisatymi ?
|
|
|  | 1 na 1 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | > A co postulujesz zrobić z tymi nieczytatymi i niepisatymi ?Przecież farmer napisał, że "...i tak będą wyrobnikami u tych mądrzejszych..."
|
|
|  | 1 na 1 | Kamil Ciura (762 punktów) | >A co postulujesz zrobić z tymi nieczytatymi i niepisatymi ?
Proste: zrobić edukację zawodową dla tych wiedzo-opornych, nauczyć czytać, pisać, dodawać i odejmować, a potem do pracy. Ludzie do prostych prac fizycznych nie muszą być wykształceni, za to powinni umieć słuchać poleceń i czytać instrukcje. Wczesne rozpoczęcie pracy (powiedzmy w wieku 15-16 lat) pozwoliłoby na nabycie wiedzy praktycznej potrzebnej do wykonywania zawodu i może mielibyśmy w kraju fachową siłę robotniczą, do której pracodawca może mieć zaufanie, a nie "majstrów ze szwagrami" co ściany prosto postawić nie potrafią.
Mechanizm: darmowe ale elitarne w TEORII funkcjonuje na uczelniach państwowych. Jednak w praktyce, z wielu z nich NIE DA SIĘ wylecieć. Można zniknąć na parę miesięcy, nie zdać 15 razy egzaminu z jednego przedmiotu - pani w dziekanacie z radością przyjmie pismo o urlop dziekański, warunek, przedłużenie warunku, a prodziekan to ostempluje. Wystarczy zapłacić pewną sumę (różni się w zależności od uczelni). U mnie na studiach odpaść się dało jedynie w pierwszej sesji egzaminacyjnej, były w niej dwa egzaminy z których nie dawano warunków, bo na drugim semestrze była kontynuacja tych przedmiotów. Potem, było tak: nie zdałeś? Będą jeszcze terminy. A jak nie dasz rady, to zdasz w następnej sesji, albo kolejnej...
|
|
| brzezińska43 (1294 punktów) | To jest rzeczywiście fajne pytanie, ale odpowiedz nie jest tak jednoznaczna.Do szkoly chodzilem w tak zamierzchlej przeszlości, że nie jestem pewien, czy to co zaobserwowalem jest i dziś aktualne.Ogromnie różnily się miasto i wieś.Nauczyciele ze szkól wiejskich liczyli na wiedzę rodziców, bo sami mięli braki.Mnie nauczycielka uczyla, że Juliusz Cezar wprowadzil chrześcijaństwo w Rzymie.Sprostowali rodzice.W Warszawie trafilem na wspanialych nauczycieli, którzy nie tylko umięli przekazać wiedzę, ale i zaszczepić zainteresowanie wszystkimi wlaściwie jej dziedzinami.Wszystko byloby dobrze, gdyby nie różnice programowe.Szkoly średnie typu zawodowego uczyly wg. programu okrojonego, w porównaniu z ogólniakami.Mialo się więc na starcie na studia braki, których nadrobienie bylo jedynie w części możliwe.I chyba o to glównie chodzi.Jakość kadry nauczycielskiej, niebywale zaniżenie poziomu wymagań i beznadzieja programowa lącznie dają kiepski obraz szkolnictwa w Polsce.Jego reforma jest w mej opinii niedokończona. Szkoly jak w przeszlości nastawione są na uczenie przeciętnego dziecka a to powoduje utratę talentów i fikcyjność dyplomów tych poniżej przeciętnej.No i te programy..! A zainteresowania mlodzieży? Zawsze byly różne środowiska, dążące do różnych celów. Ci od przekątnej ekranu komórki pewnie za dwadzieścia lat czytać będą tabloidy, jeśli nie pozostanie im jedynie umiejętność zlożenia podpisu.Raczej niewielki będą mięli wplyw na rzeczywistość.Ale o ile dobrze pamiętam, bylo tak i w przeszlości.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|