W polskich mediach ciągle słyszy się o zbyt wysokich kosztach pracy, co ma być jedną z ważniejszych barier ograniczających rozwój gospodarki. Czy rzeczywiście koszty pracy są wysokie i z kim mamy się porównywać? Czy w globalnej gospodarce powinniśmy mówić o nominalnych kosztach pracy przeliczając je choćby na euro ( tu jesteśmy jeszcze atrakcyjni dla Zachodu, ale przegrywamy z Chińczykami) czy ważny jest tzw. klin podatkowy czyli procentowa różnica między całkowitym kosztem pracy a wynagrodzeniem netto. W Polsce wynosi ok. 39% i jest to średnia wielkość ( jeżeli jest on za wysoki to mam złośliwą propozycję; obniżmy go do ok. 20% - będzie chyba najniższy w Europie - podwyższając jednocześnie płacę minimalną 2 razy, która teraz jest jedną z niższych w Europie). I w końcu czy można porównywać koszty pracy małych firm z tymi dużymi i "bogatymi"? Może powinniśmy pomyśleć o innym sposobie obliczania składek do ZUS ( np. procent od obrotów, czy dyskutowany tu już wcześniej podatek VAT). I wreszcie na koniec. Czy w dzisiejszych czasach ta filozofia obliczania kosztów pracy jest racjonalna? I w zasadzie dlaczego od maszyny, która zastępuje pracownika nie jest pobierana składka do ZUS ( oczywiście nie na indywidualne konto robota). Dziękuję za cierpliwość i liczę na racjonalne argumenty |