Racjonalista - Strona głównaDo treści
ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement)

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
22-12-2011 10:49Agnieszka Niechciał (85 punktów)ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement)
Ocena 6 na 6
Jestem bardzo ciekawa, co o tym sądzicie?
di.com.pl/(*)iec_o_antypirackim_pakcie.html

Czym zakończą się prace nad tym kontrowersyjnym projektem? Czy będzie to kolejny martwy przepis prawa, czy wręcz przeciwnie - ACTA posłuży do znacznego ograniczenia wolności jednostki?
Czy takie ograniczenia są możliwe/akceptowalne przez współczesne społeczeństwa?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Anna Salman (16360 punktów)
>...Czy będzie to kolejny martwy przepis prawa, czy wręcz przeciwnie - ACTA posłuży do znacznego ograniczenia wolności jednostki?
Raczej to drugie...
>Czy takie ograniczenia są możliwe/akceptowalne przez współczesne społeczeństwa?
Cóż Patriot Act działa w najlepszej, wzorcowej wręcz (ponoć) demokracji: wszystkie telefony na automatycznym podsłuchu, filtrowanie treści poczty elektronicznej, wchodzenie bez nakazu do mieszkań osób "podejrzanych o działalność terrorystyczną" (podobno nieco nadużywana interpretacja), prześwietlanie do golasa na lotniskach. I nikt się nie buntuje (no, może jakiś Moore, czy inny lewacki oszołom), wręcz przeciwnie - twierdzą, że żyją w wolnym kraju.
22-12-2011 14:22 
 Ocena 3 na 3
Hodża (11172 punktów)
>>...Czy będzie to kolejny martwy przepis prawa, czy wręcz przeciwnie - ACTA posłuży do znacznego ograniczenia wolności jednostki?
>Raczej to drugie...

Z jednej strony jest konieczna obrona praw twórców. To nie ulega wątpliwości, zostało już na ten temat tyle powiedziane, że nie warto tu powtarzać argumentów mówiących o tym, że w dobie powszechnej digitalizacji muszą zostać podjęte działania, które pozwolą zachować jakikolwiek ekonomiczny sens pracy autorów i artystów.
   Z drugiej jednak strony, tego rodzaju inicjatywy jak ACTA - trzeba o tym zawsze głośno mówić - są robione nie z inicjatywy środowiska twórczego, tylko wielkich firm dystrybucyjnych. Warto się przyjrzeć, jaki procent ceny np. płyty z muzyką stanowi honorarium muzyków. Artyści są jak te psy husky, ciągnące sanie z wielkimi medialnymi korporacjami. Stąd też nie ulega dla mnie wątpliwości, że - właśnie w dobie wszechogarniającej pajęczyny informatycznej tego rodzaju działania oznaczają de facto dążenie do maksymalnej kontroli zachowań konsumenckich przez korporacje. W praktyce oznacza to dążenie do pełnej kontroli nad życiem każdego z nas.
   A na to nie może się zgodzić żaden wolny człowiek.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
22-12-2011 14:48 
 Ocena 4 na 4
Anna Salman (16360 punktów)
>Z jednej strony jest konieczna obrona praw twórców.
No właśnie USA przymierzają się ponoć do skomplikowania procedury patentowej w taki sposób, że prawdopodobnie "wykoszeni" zostaną z rynku drobni innowatorzy, a ich pomysły przejmą korporacje, jako jedyne mające środki do rejestracji.
>...W praktyce oznacza to dążenie do pełnej kontroli nad życiem każdego z nas.
W praktyce korporacje to organizacje stworzone przez ludzi i przez ludzi zarządzane. Jeżeli pojawia się grupka mająca takie "chore" skłonności należałoby się zastanowić, skąd ci ludzie się biorą i dlaczego znaleźli się tam gdzie są.
22-12-2011 21:44 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>W praktyce korporacje to organizacje stworzone przez ludzi i przez ludzi zarządzane. Jeżeli pojawia się grupka mająca takie "chore" skłonności należałoby się zastanowić, skąd ci ludzie się biorą i dlaczego znaleźli się tam gdzie są.

To niezupełnie jest tak, że korporacje = suma ludzi. Nie znam się na psychologii, natomiast z tego, co wyczytałem na temat "życia wewnętrznego" tych największych korporacji (w kontekście np. niszczenia przez nie środowiska naturalnego i innych działań uważanych za nieetyczne) wnioskuję, że mechanizmy "rozmywania odpowiedzialności" i inercji działania przy jednoczesnej ciągłej presji na politykę w kierunku łagodzenia środowiska prawnego powodują, że mamy do czynienia naprawdę z rodzajem bezosobowej maszyny, w której decyzje zapadają tak naprawdę nie w głowie X czy Y tylko w połowie drogi dokumentów pomiędzy ich biurkami. Jest to możliwe zwłaszcza wtedy, kiedy nikt tak naprawdę nie ogarnia całości działalności danego pionu a rady nadzorcze - aby dokonać jakichkolwiek koncesji na rzecz zewnętrznych grup nacisku - musiałyby ciąć po zyskach, na co z kolei nie ma zgody akcjonariuszy i koło się zamyka. Często jest taka sytuacja wymuszona przez prawo (ryzyko oskarżenia o działanie na szkodę spółki).


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-12-2011 10:37 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>To niezupełnie jest tak, że korporacje = suma ludzi. ...
Nie - suma ludzi, tylko grupka osób preferujących taki sposób zarządzania, żeby odpowiedzialność rozmywała się "w pół drogi". To, że decyzje zapadają pomiędzy biurkami, oznacza jedynie, że pomiędzy tymi biurkami stoi decydent, który z jednej strony ma możliwość wywierania wpływu, z drugiej - nie firmuje decyzji nazwiskiem.
Uwierz - żadne "bezosobowe" twory nie są w stanie podejmować decyzji, a te bajeczki o anonimowej maszynie biurokratycznej są dla mas, żeby wiedziały, że ani one, ani nikt inny nie ma faktycznego wpływu. Tak to działało w komunie, tak działa w korporacjach, w tym np. w krk.

>... Często jest taka sytuacja wymuszona przez prawo (ryzyko oskarżenia o działanie na szkodę spółki).
Prawo też tworzą ludzie i wcale nie bezinteresownie.

Przy okazji - Wesołych Świąt (i zdrowszych niż moje - lecę do apteki).
Hodża (11172 punktów)
>Uwierz - żadne "bezosobowe" twory nie są w stanie podejmować decyzji, a te bajeczki o anonimowej maszynie biurokratycznej są dla mas, żeby wiedziały, że ani one, ani nikt inny nie ma faktycznego wpływu. Tak to działało w komunie, tak działa w korporacjach, w tym np. w krk.

Nie zgodzę się. Skąd bowiem się wzięło prawne pojęcie "ograniczonej odpowiedzialności" ? Ano stąd, że amerykańskie korporacje wymusiły zmiany w prawie, które uwalniały współudziałowców spółek (korporacji) od odpowiedzialności materialnej za szkody wynikłe z działalności całej struktury. Ba, co więcej - korporacje uzyskały osobowość prawną w tym sensie, że prawa konstytucyjne przysługujące osobom fizycznym rozciągnięto na korporacje. Można by powiedzieć, powołano do istnienia byty nad-ludzkie i przekraczające swoimi możliwościami wszystko, co może pojedynczy człowiek i była to decyzja świadoma.

>>... Często jest taka sytuacja wymuszona przez prawo (ryzyko oskarżenia o działanie na szkodę spółki).
>Prawo też tworzą ludzie i wcale nie bezinteresownie.

Zgoda. Zwłaszcza, kiedy prześledzi się proces zmian prawa korporacyjnego w USA widać, jak z początkowego strachu przed korporacjami, który towarzyszył powstawaniu tego państwa, Ameryka stopniowo przekształciła się w platformę ich działania.

>Przy okazji - Wesołych Świąt (i zdrowszych niż moje - lecę do apteki).

Wzajemnie i przede wszystkim - zdrowych Świąt życzę.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
27-12-2011 12:39 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>Nie zgodzę się. Skąd bowiem się wzięło prawne pojęcie "ograniczonej odpowiedzialności" ? Ano stąd, że amerykańskie korporacje wymusiły zmiany w prawie, które uwalniały współudziałowców spółek (korporacji) od odpowiedzialności materialnej za szkody wynikłe z działalności całej struktury. Ba, co więcej - korporacje uzyskały osobowość prawną w tym sensie, że prawa konstytucyjne przysługujące osobom fizycznym rozciągnięto na korporacje. Można by powiedzieć, powołano do istnienia byty nad-ludzkie i przekraczające swoimi możliwościami wszystko, co może pojedynczy człowiek i była to decyzja świadoma.
I tak, usiłując mi zaprzeczyć, zaprzeczyłeś sam sobie. Nie korporacje wymusiły zmiany w prawie, lecz ich konkretni przedstawiciele, uwalniając się w ten sposób od odpowiedzialności. I często nie są to udziałowcy. Przy tej wartości kapitału akcjonariat siłą rzeczy jest nie tylko masowy, lecz również bardzo rozproszony. W efekcie zarządzanie powierzane jest grupie zawodowych menadżerów, którzy jak najbardziej powinni ponosić odpowiedzialność, ale wpływ na takie decyzje ma grupa największych akcjonariuszy, czyli zarządy innych korporacji / politycy / inne organizacje i grupy nacisku (w przypadku największego banku portugalskiego jest to np. episkopat), którzy delegują do zarządów "swoich".
Czy drobni akcjonariusze ponoszą odpowiedzialność? Owszem - finansową, po przekroczeniu pewnej "masy krytycznej" przekrętów - spekulacji, kreatywnej księgowości itp. zostają im śmieciowe akcje, które miały być zabezpieczeniem na przyszłość. Czy mogą coś zrobić? Tak - koczować sobie w Central Park z transparentami.
Ty jesteś katolikiem, więc do ciebie bardziej trafia ideologia neoliberalizmu, który coraz mniej przypomina kapitalizm. Kapitał gdzieś wyparował, natomiast pojawiły się, jak piszesz, "byty nad-ludzkie", wszechmocne i wszechobecne (współcześni bogowie?), wobec których zwykli śmiertelnicy są bezsilni. Dla osoby areligijnej, jak ja, jest to poprostu Harry Potter dla dorosłych - jakiś złowieszczy Lord V... (Sam wiesz kto) itd. Już prędzej uwierzyłabym w historie ze Starego Testamentu.

>... kiedy prześledzi się proces zmian prawa korporacyjnego w USA widać, jak ... Ameryka stopniowo przekształciła się w platformę ich działania.
Amerykanie mimo głębokiej niechęci do krk (religia najniższych warstw społecznych) podziwiają system zarządzania tą organizacją. Przecież ten kościół to najstarsza organizacja zarządzana właśnie w taki sposób - czyste profity i zero odpowiedzialności. Od krk przejęli nawet zasady pozyskiwania ulg podatkowych oraz pokrywanie kosztów z kieszeni podatników.
>Wzajemnie i przede wszystkim - zdrowych Świąt życzę.
Coś nie bardzo szczerze, bo nadal jestem chora. Postaraj się ...
Hodża (11172 punktów)
>I tak, usiłując mi zaprzeczyć, zaprzeczyłeś sam sobie. Nie korporacje wymusiły zmiany w prawie, lecz ich konkretni przedstawiciele, uwalniając się w ten sposób od odpowiedzialności. I często nie są to udziałowcy.

Rzecz w tym, że luzowanie prawa korporacyjnego było swego rodzaju koniecznością związaną z koniecznością integracji sieci kolejowej po wygranej wojnie domowej z Południem. Nie istniała wtedy wiedza czy wyobrażenie o "interwencjonizmie państwowym" więc wiedza o tym, do czego są korporacje zdolne (a wiadomo to było dzięki Brytyjczykom w Azji) w sensie organizacyjnym w naturalny sposób spowodowało sięgnięcie po to narzędzie szybkiego rozwoju. Dodajmy, że potoczny osąd korporacji jako diabła wcielonego jest nie do końca słuszny, gdyż to dzięki korporacjom właśnie Ameryka się uprzemysłowiła i pojawiło się nowoczesne społeczeństwo konsumenckie. Tego wzrostu dobrobytu byśmy nigdy nie zobaczyli, gdyby pralki i lodówki były wykonywane w manufakturach i wiejskich kuźniach.

>Ty jesteś katolikiem, więc do ciebie bardziej trafia ideologia neoliberalizmu, który coraz mniej przypomina kapitalizm.

Poczytaj moje inne posty i zweryfikuj powyższe poglądy. Dodam, że nie jestem katolikiem i sam wiem lepiej, kim jestem. Z całą pewnością nie mam ochoty w dającej się przewidzieć przyszłości należeć do żadnej organizacji, religijnej w szczególności. Co do neoliberalizmu to doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że żąda on ofiar od najuboższych w imię mitycznego wzrostu gospodarczego, który objawia się w praktyce coraz jaskrawszym rozziewem między dochodami najbogatszych i ubożejącej większości.

>Kapitał gdzieś wyparował, natomiast pojawiły się, jak piszesz, "byty nad-ludzkie", wszechmocne i wszechobecne (współcześni bogowie?), wobec których zwykli śmiertelnicy są bezsilni. Dla osoby areligijnej, jak ja, jest to poprostu Harry Potter dla dorosłych - jakiś złowieszczy Lord V... (Sam wiesz kto) itd. Już prędzej uwierzyłabym w historie ze Starego Testamentu.

To metafora. Zważ jednak na to, że istnieje pojęcie "osoby prawnej" w odróżnieniu od fizycznej a to dzięki przyznaniu w prawie amerykańskim praw konstytucyjnych tradycyjnie przysługujących pojedynczemu człowiekowi.

>Amerykanie mimo głębokiej niechęci do krk (religia najniższych warstw społecznych) podziwiają system zarządzania tą organizacją. Przecież ten kościół to najstarsza organizacja zarządzana właśnie w taki sposób - czyste profity i zero odpowiedzialności. Od krk przejęli nawet zasady pozyskiwania ulg podatkowych oraz pokrywanie kosztów z kieszeni podatników.

Och, Kościół opanował wiele pożytecznych technologii

>>Wzajemnie i przede wszystkim - zdrowych Świąt życzę.
>Coś nie bardzo szczerze, bo nadal jestem chora. Postaraj się ...

Dobrze. Tym razem będę tylko dobrze myślał


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
28-12-2011 19:55 
 Ocena 3 na 3
Anna Salman (16360 punktów)
>Rzecz w tym, że luzowanie prawa korporacyjnego było swego rodzaju koniecznością związaną z koniecznością integracji sieci kolejowej po wygranej wojnie domowej z Południem. Nie istniała wtedy wiedza czy wyobrażenie o "interwencjonizmie państwowym" więc wiedza o tym, do czego są korporacje zdolne (a wiadomo to było dzięki Brytyjczykom w Azji) w sensie organizacyjnym w naturalny sposób spowodowało sięgnięcie po to narzędzie szybkiego rozwoju. Dodajmy, że potoczny osąd korporacji jako diabła wcielonego jest nie do końca słuszny, gdyż to dzięki korporacjom właśnie Ameryka się uprzemysłowiła i pojawiło się nowoczesne społeczeństwo konsumenckie. Tego wzrostu dobrobytu byśmy nigdy nie zobaczyli, gdyby pralki i lodówki były wykonywane w manufakturach i wiejskich kuźniach.
W czasie wojny secesyjnej nie istniało żadne prawo korporacyjne, ani nawet w większym zakresie prawo stanowione, oprócz konstytucji, która jest tylko projektem ramowym (jak to konstytucje). Kraje anglosaskie do niedawna posługiwały się niemal wyłącznie prawem precedensowym, stąd np. różnice w przepisach poszczególnych stanów. Pierwsze próby kodyfikacji podjęto w Anglii w końcu XIX w., w USA w XX w., częściowo korzystając z doświadczeń Europy kontynentalnej.
Korporacje w takiej formie, jak dziś istnieją dopiero od drugiej połowy XX w., a przepisy związane z koncentracją kapitału zostały częściowo "poluzowane" w latach 70-tych ub. w., z tym że ten proces (proceder?) trwa do dziś.
Ameryka uprzemysłowiła się na większą skalę w czasie I wojny światowej (gdy Europa wykrwawiała się na własne życzenie) i wtedy dopiero pojawiła się na scenie międzynarodowej, jako potęga. Wcześniej nie była postrzegana jako konkurent, raczej miejsce emigracji, głównie nadwyżek europejskiej biedoty.
Społeczeństwo konsumenckie (a było kiedyś takie, które nie konsumowało? - chyba, że mamy na myśli samą konsumpcję, bez produkcji) jest efektem wcześniejszego dobrobytu oraz idei, żeby właśnie wyprowadzić produkcję w inne regiony i zająć się "produkcją pustego pieniądza". Eefekt - bardziej niż widoczny.
Zdumiona jestem, że wszystkie wynalazki dotarły do nas z USA, bo słyszałam, że oni dość długo korzystali z europejskiej myśli technicznej, a Anglia, Niemcy i Francja na pewno nie opierały się na produkcji w wiejskich kuźniach, skoro już nawet w carskiej Rosji budowano fabryki w XIX w.

>... nie jestem katolikiem i sam wiem lepiej, kim jestem. ...
To przepraszam, ale kiedyś wspomniałeś, że byłeś z rodziną w kościele. Z opisu wywnioskowałam, że katolickim.

>Co do neoliberalizmu ...żąda on ofiar od najuboższych w imię mitycznego wzrostu gospodarczego, który objawia się w praktyce coraz jaskrawszym rozziewem między dochodami najbogatszych i ubożejącej większości.
Znowu - neoliberalizm to tylko ideologia, w ramach której konkretni ludzie oczekują, że frajerzy jeszcze raz zapłacą za ich wygodę. Nie zaliczam siebie do najuboższych i też nie mam zamiaru płacić cudzych rachunków. Przy okazji - to wcale nie najubożsi płacą. Oni też, paradoksalnie, są beneficjentami tego stanu rzeczy. Zwiększanie socjalu ma na celu wyciszenie ewentualnych protestów społecznych.

>To metafora. Zważ jednak na to, że istnieje pojęcie "osoby prawnej" w odróżnieniu od fizycznej a to dzięki przyznaniu w prawie amerykańskim praw konstytucyjnych tradycyjnie przysługujących pojedynczemu człowiekowi.
W każdym systemie prawnym istnieje pojęcie osoby prawnej i fizycznej. W Europie (kontynentalnej) pojawiło się wcześniej (vide powyższe).
>Och, Kościół opanował wiele pożytecznych technologii
Raczej technik manipulowania ludźmi (inżynieria społeczna) oraz skutecznego zarządzania.
>Dobrze. Tym razem będę tylko dobrze myślał
Katar nie przechodzi... nie wierzę ci ...
28-12-2011 22:59 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)
>W czasie wojny secesyjnej nie istniało żadne prawo korporacyjne

Otóż istniało i to dużo wcześniej - w początkach wieku XIX prawo poszczególnych stanów USA przydzielało koncesje na działalność spółek i bardzo ściśle reglamentowało zakres, czas i miejsce ich działalności - właśnie ze względu na lęk przed ich rozrostem i wszechwładzą, lęk, dodajmy, obecny również w pismach Ojców Założycieli. Może przy innej okazji rozwinę temat szerzej.

>Korporacje w takiej formie, jak dziś istnieją dopiero od drugiej połowy XX w.

Nie, forma została ustalona już pod koniec wieku XIX, zaś zakres ich działania i międzynarodowy zasięg są, rzeczywiście, obserwowane w tej skali dopiero od lat 70-tych XX w.

>Zdumiona jestem, że wszystkie wynalazki dotarły do nas z USA, bo słyszałam, że oni dość długo korzystali z europejskiej myśli technicznej, a Anglia, Niemcy i Francja na pewno nie opierały się na produkcji w wiejskich kuźniach, skoro już nawet w carskiej Rosji budowano fabryki w XIX w.

Wynalazki, czyli innowacje, jeszcze nie oznaczają masowej imitacji, czyli udostępnienia płodów myśli wynalazczej masom konsumentów (stąd właśnie określenie społeczeństwo konsumenckie) - Benz wprawdzie stworzył pierwszy samochód, ale to Ford zaoferował go społeczeństwu (a nie tylko najzamożniejszym elitom).
>>... nie jestem katolikiem i sam wiem lepiej, kim jestem. ...
>To przepraszam, ale kiedyś wspomniałeś, że byłeś z rodziną w kościele. Z opisu wywnioskowałam, że katolickim.

Kilka dni temu też byłem. Byłem też na nabożeństwie w synagodze, co nie znaczy, że jestem żydem. Poza tym "obskoczyłem" jeszcze parę innych interesujących miejsc kultu.
Myślę, że nie ma co stosować pojęcia "nieczystości rytualnej" w racjonalnym dyskursie

>>To metafora. Zważ jednak na to, że istnieje pojęcie "osoby prawnej" w odróżnieniu od fizycznej a to dzięki przyznaniu w prawie amerykańskim praw konstytucyjnych tradycyjnie przysługujących pojedynczemu człowiekowi.
>W każdym systemie prawnym istnieje pojęcie osoby prawnej i fizycznej. W Europie (kontynentalnej) pojawiło się wcześniej (vide powyższe).
>>Och, Kościół opanował wiele pożytecznych technologii
>Raczej technik manipulowania ludźmi (inżynieria społeczna) oraz skutecznego zarządzania.

No, właśnie mówię. To też technologie.

>>Dobrze. Tym razem będę tylko dobrze myślał
>Katar nie przechodzi... nie wierzę ci ...

Błogosławieni zakatarzeni, którzy uwierzyli, że nie mają kataru. Spróbuj pastylek mentolowych dostępnych w sklepach spożywczych (tu mam na myśli dwie firmy, obydwie są korporacjami).


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
29-12-2011 19:31 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Myślę, że nie ma co stosować pojęcia "nieczystości rytualnej" w racjonalnym dyskursie
Bywałam w różnych miejscach kultu, przez jakiś czas (krótki) interesowały mnie religie, ale pojęcia nie mam, co znaczy "nieczystość rytualna". To znaczy ... codziennie się myję, zwłaszcza kiedy mam wyjść do ludzi.

>Błogosławieni zakatarzeni, którzy uwierzyli, że nie mają kataru.
To z ... kazania na górze (czy tam gdzieś)? Mam problem - nic na wiarę...

>Spróbuj pastylek mentolowych dostępnych w sklepach spożywczych (tu mam na myśli dwie firmy, obydwie są korporacjami).
>
...jeśli amerykańskimi - zapomnij. Mam uczulenie na wszystko co amerykańskie, portugalskie lub irlandzkie.
Zresztą, może mi się uda wreszcie umrzeć bez dodatkowych wysiłków z mojej strony.
30-12-2011 09:48 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Zresztą, może mi się uda wreszcie umrzeć bez dodatkowych wysiłków z mojej strony.

To niewłaściwe podejście. Amerykanie, jak ich wspominam (poznałem zarówno przedstawicieli "establishmentu" jak i wyższej klasy średniej oraz wielu robotników na plantacji brzoskwiniowej i w firmie budowlanej) dają się zaklasyfikować do określonych "klas" nie po ubiorze, ale po słownictwie a przede wszystkim - po nastawieniu do życia. Stąd ta ich mantra, którą słyszałem wiele razy : "myśl pozytywnie". Tak, tak, wiem, że osobom zamożnym przychodzi łatwiej taki optymizm. Ale też ludzi, którym przecież powodziło się bardzo dobrze, ale którzy należeli do tej najmniej wykształconej i najciężej pracującej warstwy, cechował pogardliwy stosunek do wszelkich "życiowych reguł" i zasad, jakiś spospoliciały cynizm, który odbierał im radość życia i nie pozwalał się cieszyć z tego, co mają. Nie sądzę, by na to miały wpływ warunki pracy, bo ta jednak była i tak dużo lepiej zorganizowana i zabezpieczona niż to, co naonczas widziałem w Polsce; to kwestia pewnej mentalności. Z drugiej strony - ci, którzy wyznawali zasadę "myślenia pozytywnego" bardziej dbali o własne zdrowie, uprawiali sport, przestrzegali zaleceń dotyczących zdrowego trybu życia, a zatem - chociaż racjonalista może pewnie odrzucać tego typu formułki jako nic nie znaczące przekonanie o samosprawdzającej się przepowiedni - to, czy widzimy szklankę do połowy pustą czy do połowy pełną zależy jednak od nas a te wybory dotyczą również innych ważkich kwestii mających kolosalny wpływ na nasze samopoczucie i zdrowie. Myśl pozytywnie.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Anna Salman (16360 punktów)
>To niewłaściwe podejście. Amerykanie, jak ich wspominam ...

Dla mnie temat skończony.
Wszystkiego najlepszego w nadchodzącym roku.
22-12-2011 18:25 
 Ocena 1 na 1
kognitywista (3391 punktów)
>A na to nie może się zgodzić żaden wolny człowiek.
Taka zgoda raczej nie będzie wymagana (o czym pisze wyżej Anna Salman).
22-12-2011 21:05 
 Ocena 3 na 5
Pa1ryk (1539 punktów)
>Z jednej strony jest konieczna obrona praw twórców. To nie ulega wątpliwości, zostało już na ten temat tyle powiedziane, że nie warto tu powtarzać argumentów mówiących o tym, że w dobie powszechnej digitalizacji muszą zostać podjęte działania, które pozwolą zachować jakikolwiek ekonomiczny sens pracy autorów i artystów.

Walkę z piractwem rozpoczęto nie dlatego, że szkodziła twórcom tylko aby zarobić dodatkowe pieniądze na odszkodowaniach.
Straty twórców to mit, tak naprawdę ludzie którzy tylko ściągają muzykę czy filmy i tak by ich nie kupili nawet gdyby nie było internetu. Poza tym paradoksalnie piraci jednocześnie kupują najwięcej dóbr intelektualnych, tyle że są bardziej wymagającymi klientami bo zawsze mają możliwość przetestowania towaru za darmo i to właśnie się twórcom nie podoba.

Walcząc z piractwem korporację tak naprawdę walczą ze swoimi klientami, a najwięcej tracą na tym ludzie kupujące oryginalne programy, których zabezpieczenia znacznie ograniczają ich użycie, przez co także atrakcyjność.
22-12-2011 21:41 
 Ocena 3 na 3
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Podpisuję się pod twoją wypowiedzią ręcami i nogyma.
Sam jestem "piratem", który ściąga z Internetu "nielegalną" muzykę, "nielegalne" filmy, a także "nielegalne" gry. Po zapoznaniu się z tymi "nielegalnymi" produktami bardzo często kupuję ich "legalne" odpowiedniki, oczywiście wyłącznie wtedy, gdy "nielegalne" wersje spodobały mi się na tyle, że chcę je mieć w wersji "legalnej". Obecność "piratów" pozwala mi po prostu podjąć decyzję o ewentualnym zakupie.
Gdyby nie było tych "pirackich" wersji, to kupowałbym o wiele mniej wersji "oryginalnych", bo nie mam nieograniczonych środków finansowych, aby kupować koty w workach. A tych kotów jest mnóstwo: jedna dobra piosenka promująca marny album, świetnie zrealizowany trailer promujący beznadziejną grę (dziś już praktycznie nie wydaje się dem) albo słabiutki film - producenci na każdym kroku usiłują namówić mnie na zakup uciekając się do oszustwa.

Trochę inaczej wygląda sprawa z użytkowym oprogramowaniem komputerowym. Albo korzystam z wersji freeware, albo instaluję wersje typu "giveawayoftheday", albo kupuję takie programy, bez których nie wyobrażam sobie korzystania z komputera, w tym system operacyjny.



Europa to taki mały półwysep na drugim końcu Azji. (Mao Tse-tung)
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Podpisuję się pod twoją wypowiedzią ręcami i nogyma.
>Sam jestem "piratem", który ściąga z Internetu "nielegalną" muzykę, "nielegalne" filmy, a także "nielegalne" gry. Po zapoznaniu się z tymi "nielegalnymi" produktami bardzo często kupuję ich "legalne" odpowiedniki, oczywiście wyłącznie wtedy, gdy "nielegalne" wersje spodobały mi się na tyle, że chcę je mieć w wersji "legalnej".

Ditto! Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, więc uzbierałem już dość znaczną kolekcję albumów. Wielokrotnie decyduję się na zakup oryginału, jeżeli miałem okazję przesłuchać cały album i "wpadł mi w ucho". Chociażby dlatego, że płyty CD oferują doskonałą jakość dźwięku- coś, czego MP3 nigdy nie da. A downloady a formatach bezstratnych są mozolne ze względu na wolumina.

>Trochę inaczej wygląda sprawa z użytkowym oprogramowaniem komputerowym. Albo korzystam z wersji freeware, albo instaluję wersje typu "giveawayoftheday", albo kupuję takie programy, bez których nie wyobrażam sobie korzystania z komputera, w tym system operacyjny.

Proponuję open- source. Może pierwsze kroki z linuksem, ku oswojeniu "pingwina"?

Fabricati Diem, Pvnc!
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Proponuję open- source. Może pierwsze kroki z linuksem, ku oswojeniu "pingwina"?
Nie widzę sensu używania linuksa skoro mam legalne Windows, Office i dużo innych aplikacji, w tym gry. Instalować linuksa, aby uruchamiać windowsowe programy? Trochę to głupie.


Europa to taki mały półwysep na drugim końcu Azji. (Mao Tse-tung)
Sylwek (15472 punktów)

>Ditto! Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, więc uzbierałem już dość znaczną kolekcję albumów. Wielokrotnie decyduję się na zakup oryginału, jeżeli miałem okazję przesłuchać cały album i "wpadł mi w ucho". Chociażby dlatego, że płyty CD oferują doskonałą jakość dźwięku- coś, czego MP3 nigdy nie da.

Nie wiem jak mp3, ale możliwość odróżnienia ACC, szczególnie przy bitrate 256kbps od nieskompresowanego audio CD jest co najmniej dyskusyjna - i na pewno nie możliwa na sprzęcie jakiego używa 99% ludzi.
wacus47 (666 punktów)
>>Ditto! Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, więc uzbierałem już dość znaczną kolekcję albumów. Wielokrotnie decyduję się na zakup oryginału, jeżeli miałem okazję przesłuchać cały album i "wpadł mi w ucho". Chociażby dlatego, że płyty CD oferują doskonałą jakość dźwięku- coś, czego MP3 nigdy nie da.
>Nie wiem jak mp3, ale możliwość odróżnienia ACC, szczególnie przy bitrate 256kbps od nieskompresowanego audio CD jest co najmniej dyskusyjna - i na pewno nie możliwa na sprzęcie jakiego używa 99% ludzi.

Jeśli ktoś nie wie na co zwracać uwagę przy odsłuchu to masz rację - nie odróżni. Dla większości ludzi pliki stają się przezroczyste ( nie do odróżnienia od nieskompresowanego oryginału ) przy bitrate 192 kbps dla mp3 i 128 dla AAC. Inna sprawa, że łatwość z jaką moglibyśmy odróżnić skompresowany plik od tego bez kompresji zależy od gatunku muzyki(a w zasadzie od pojedynczych utworów ). Ja całą muzykę trzymam w ALAC-ach.
Sylwek (15472 punktów)

>Sam jestem "piratem", który ściąga z Internetu "nielegalną" muzykę,

Nawet jeśli masz do dyspozycji półtora minutowe próbki utworów? Naprawdę nie wystarczą do zadecydowania?
wacus47 (666 punktów)
>>Sam jestem "piratem", który ściąga z Internetu "nielegalną" muzykę,
>Nawet jeśli masz do dyspozycji półtora minutowe próbki utworów? Naprawdę nie wystarczą do zadecydowania?

Nie w każdym przypadku Co jeśli mamy do czynienia z utworami trwającymi 80 minut? 1,5 min to często nawet intro się na dobre nie zacznie
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>>Sam jestem "piratem", który ściąga z Internetu "nielegalną" muzykę,
>Nawet jeśli masz do dyspozycji półtora minutowe próbki utworów? Naprawdę nie wystarczą do zadecydowania?
Nie spotkałem jeszcze tak długich próbek, poza tym nie każdy utwór trwa zaledwie 3 minuty, no i nie wszystkie albumy są dostępne w formie próbek. Na dodatek muzyka to nie tylko płyty audio, ale także nagrania wideo np. zapisy koncertów. Swego czasu kupiłem płyty z koncertem zespołu, który bardzo lubię. Wydanie było szeroko reklamowane, ale i bez tego kupiłbym ten koncert jako zagorzały fan. Okazało się, że nagranie zostało spieprzone od początku do końca, bo głos wokalisty ledwie przebijał się przez dźwięki instrumentów. Gdybym najpierw posłuchał "pirata", to bym tego nie kupił, a tak wydałem sporo kasy na badziew. Następny koncert tego zespołu ściągnąłem z wareza, jest znakomity, więc kupię oryginał.

Europa to taki mały półwysep na drugim końcu Azji. (Mao Tse-tung)
22-12-2011 23:21 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>nie ulega dla mnie wątpliwości, że - właśnie w dobie wszechogarniającej pajęczyny informatycznej tego rodzaju działania oznaczają de facto dążenie do maksymalnej kontroli zachowań konsumenckich przez korporacje.

Homo już w tej chwili jest bardziej consumens niż sapiens. To współczesna wersja podziału pracy: mniejszość myśli, a reszta konsumuje i trawi. Najlepszym modelem współczesnego człowieka jest tasiemiec:



Układ nerwowy jest raczej symboliczny. Wzmożoną aktywność wykazuje w okresie świąt.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
23-12-2011 22:47 
 Ocena 1 na 1
Rafał Poniecki (7132 punktów)
przeciwnie - twierdzą, że żyją w wolnym kraju.
W Korei Północnej też uważają, że żyją w wolnym kraju. Ale jednego im brakuje: nie mają jeszcze prywatnych więzień.
spellbinder (8577 punktów)
>Czy będzie to kolejny martwy przepis prawa, czy wręcz przeciwnie - ACTA posłuży do znacznego ograniczenia wolności jednostki?

Przepisy antypirackie niby są, niby nie wolno, ale wciąż mamy w sieci strony, które oferują możliwość ściągnięcia wszystkich! nowych gier (i starych w sumie też). Mamy serwisy takie jak rapidshare, czy fileserve, które tylko dlatego istnieją, że ludzie wrzucają na nie rozkawałkowane filmy, muzykę i gry komputerowe.

Właściciele nie odpowiadają za to, jakie treści zamieszczają użytkownicy, więc nic im zrobić nie można.

Więcej nawet. Inne firmy, jakieś banki, gumy do żucia, czy w sumie cokolwiek - reklamują się na tych stronach, na forach oferujących nielegalne programy. Dlaczego? Dlatego, że z tych for korzystają setki tysięcy internautów. To starczy.

Kolejna sprawa, to fakt, że ciężko jest zwrócić do sklepu grę, którą się już zainstalowało u siebie, z pudełka rozpakowanego, że tak powiem.

Że posłużę się analogią - jak człowiek idzie do supermarketu i kupi mleko, które nijak nie nadaje się do spożycia - może to oddać. Gry, która jest niedopracowana i nie da się w nią grać - albo niedorobiona, gdzie twórcy umieszczają jawne kłamstwa na pudełku - nie można oddać.

Więc już tu mamy możliwość odebrania tego jak robienie ludzi w ciula. Są gry, które się sprzedadzą tak czy siak, z piractwem czy bez. Ale jeśli gra jest niedorobiona i sami twórcy kłamią odnośnie jej zawartości - cóż... powinni zarobić?

>Czy takie ograniczenia są możliwe/akceptowalne przez współczesne społeczeństwa?

Już teraz ludzie się z prób zapobiegania piractwu śmieją.

www.youtube.com/watch?v=964MLq1db4s
22-12-2011 21:19 
 Ocena 1 na 1
Marian (5438 punktów)
>Już teraz ludzie się z prób zapobiegania piractwu śmieją.
>www.youtube.com/watch?v=964MLq1db4s
   Ha! To z "The IT Crowd"! Tu jest z Futuramy: Bender's Anti-Piracy Warning
   Coś w tym jest, że nawet sami „twórcy” się z tego śmieją

   Pozdrawiam.
23-12-2011 13:37 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Właściciele nie odpowiadają za to, jakie treści zamieszczają użytkownicy, więc nic im zrobić nie można.

Cóż, to nie prawda. Na przykład każda firma mająca serwery w USA musi działać zgodnie z DMCA, co między innymi oznacza, iż po zgłoszeniu od właściciela prawa autorskich do danych treści ma je usunąć.

Ostatni zresztą była mała afera, gdy okazało się, że Google daje na YouTube wielkim wytwórniom prawo kontroli treści bez angażowania formalnych procedur prawnych - prawo nadużyte przez jedną z nich do nielegalnego usunięcia w pełni legalnej reklamy serwisu MegaUpload.

Ponadto, w USA ważą się losy ustawy SOPA, która pozwoli firmom po prostu usuwać całe strony z rejestrów DNS a więc je efektywnie wyłączać - wszystko na podstawie ZGŁOSZENIA do dostawców sieci, bez procesu sądowego.

To nie prawo "antypirackie" jest za słabe - to cała, forsowana w jego imieniu koncepcja własności intelektualnej jest patologicznym potworkiem zrodzonym z niestrudzonego lobbowania korporacji medialnych.

>Kolejna sprawa, to fakt, że ciężko jest zwrócić do sklepu grę, którą się już zainstalowało u siebie, z pudełka rozpakowanego, że tak powiem.

Pudełka? Za 2-3 lata komputery będą pozbawione napędów CD a wszystko będzie pobierane (już jest to możliwe opcjonalnie, zaś dla takich systemów operacyjnych jak iOS, Mac OS czy Android download to praktycznie jedyna droga zainstalowania czegokolwiek).

>Że posłużę się analogią - jak człowiek idzie do supermarketu i kupi mleko, które nijak nie nadaje się do spożycia - może to oddać. Gry, która jest niedopracowana i nie da się w nią grać - albo niedorobiona, gdzie twórcy umieszczają jawne kłamstwa na pudełku - nie można oddać.

Na wymienionych platformach dostępne są albo wersje demo albo tak zwane darmowe "light" tak więc da się to zrobić. Zresztą, zależny to od regulacji prawnych i/lub polityki firmy. Z tego co wiem, Apple często refunduje aplikacje, które komuś się nie spodobały jeśli zgłosi je jako "problem". Ponadto bodaj w Taiwanie lokalne prawo wymusiło, by AppStore posiadał wbudowaną funkcję 7-dniowego okresu próbnego.

Technicznie przy zamkniętych systemach takich jak iOS (oraz, potencjalnie - Android) jest to banalnie łatwe do wprowadzenia.
setarkos (10757 punktów)
>.. serwery w USA
Wiadomo może czy są jakieś duże serwery niezależne od jankeskich?
>.. koncepcja własności intelektualnej jest patologicznym potworkiem
Tzn, że każdy twórca mógłby łatwo zadbać o zachowanie własnych pomysłów po prostu ich nie upubliczniając, a próba jednoczesnej sprzedaży 'przepisu na ciasteczko' z posiadaniem ciasteczka musi prowadzić do bajzlu prawnego przez wstępną alogiczność?
Sylwek (15472 punktów)

>Tzn, że każdy twórca mógłby łatwo zadbać o zachowanie własnych pomysłów po prostu ich nie upubliczniając, a próba jednoczesnej sprzedaży 'przepisu na ciasteczko' z posiadaniem ciasteczka musi prowadzić do bajzlu prawnego przez wstępną alogiczność?

Chodzi o to: www.kto.org.pl/zapowiedz-swiata-post-copyright/
spellbinder (8577 punktów)
>Cóż, to nie prawda. Na przykład każda firma mająca serwery w USA musi działać zgodnie z DMCA, co między innymi oznacza, iż po zgłoszeniu od właściciela prawa autorskich do danych treści ma je usunąć.

Jasne. I dlatego między innymi rapidshare dał ciała (swoją drogą nie jest amerykański). Ale nie mówimy o firmach amerykańskich, tylko na przykład o ruskich.

A forum w ogóle nie odpowiada za treści zamieszczane przez użytkowników i for nikt nie ściga za umieszczanie (przez użytkowników) linków do nielegalnych programów.

>Pudełka? Za 2-3 lata komputery będą pozbawione napędów CD a wszystko będzie pobierane (już jest to możliwe opcjonalnie, zaś dla takich systemów operacyjnych jak iOS, Mac OS czy Android download to praktycznie jedyna droga zainstalowania czegokolwiek).

Mogą sobie być pozbawione, ale dla Polski to się wciąż nie opłaca. Bo grę w sklepie kupisz za 100 złotych w polskiej edycji, a ze STEAM ściągniesz za 50$. Różnica znaczna.

>Na wymienionych platformach dostępne są albo wersje demo albo tak zwane darmowe "light" tak więc da się to zrobić.

Nie da się zrobić. Bo tu nie chodzi o wersję "demo", która sama w sobie jest manipulacją. Nie można ocenić dzieła na podstawie kilkuminutowego wycinka. Nie da się stwierdzić na podstawie jednej piosenki, czy cała płyta jest dobra - na podstawie kilku pierwszych stron, czy książka nam podpasuje, ani po 10 minutowym gameplay'u czy gra jest dobra.

>Technicznie przy zamkniętych systemach takich jak iOS (oraz, potencjalnie - Android) jest to banalnie łatwe do wprowadzenia.

Na czystym systemie, wobec którego nie działają żadne kulturowe uwarunkowania może i można.
24-12-2011 11:00 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>A forum w ogóle nie odpowiada za treści zamieszczane przez użytkowników i for nikt nie ściga za umieszczanie (przez użytkowników) linków do nielegalnych programów.

Zależy gdzie. W Polsce nie, we Francji bardzo, w USA podlega to DMCA i notom z żądaniem wycofania jak każdy inny serwis.

>Mogą sobie być pozbawione, ale dla Polski to się wciąż nie opłaca. Bo grę w sklepie kupisz za 100 złotych w polskiej edycji, a ze STEAM ściągniesz za 50$. Różnica znaczna.

Rzeczywiscie zapomniałem o Steam, ale to trochę specyficzna sytuacja, zresztą, wspiera tylko mój argument, że kwestie "pudełkowe" są drugorzędne.

Co innego, gdy idzie o oprogramowanie w ogóle, jest dziś szczególnie fajne: wraz z wprowadzeniem AppStore na iOS Apple wyznaczył nowy trend z cenami programów, które zazwyczaj są znacznie niższe niż kiedyś. Dotyczy to nie tylko oprogramowania na telefony - aplikacje w AppStore dla Maców także zazwyczaj
są znacznie tańsze niż były kiedyś w wersjach pudełkowych.
Nawiasem mówiąc AppStore to dobry przykład jak skłonić użytkownika do płacenia za oprogramowanie: dać mu dobre jak to się po angielsku mówi user experience. Aplikacje są zazwyczaj w rozsądnych cenach, są sprzedawane w jednym miejscu, które zabezpieczone jest przed malware (w odróżnieniu od "otwartego" Androida, gdzie, bywało SPRZEDAWANO programy kradnące dane - nie rozumiem zdziwienia tych, którzy nie rozumieją czemu na Androidzie płatne aplikacje schodzą znacznie gorzej niż te w modelu freemium, za wirusy ja też byłbym niechętny płacić) i otrzymują automatyczne lokalizacje plus są zawsze dostępne do pobrania w przyszłości, więc uzytkownik ne musi tworzyć kopii zapasowych ani martwić się, że na przykład uszkodzi nośnik i straci dostęp do aplikacji.

>Nie da się zrobić. Bo tu nie chodzi o wersję "demo", która sama w sobie jest manipulacją. Nie można ocenić dzieła na podstawie kilkuminutowego wycinka.

Bez przesady. To jakby powiedzieć, że trzeba było Empików z "funkcją czytelni" by księgarnie stały się miejscem w którym można kupić książki.

>Nie da się stwierdzić na podstawie jednej piosenki, czy cała płyta jest dobra - na podstawie kilku pierwszych stron, czy książka nam podpasuje, ani po 10 minutowym gameplay'u czy gra jest dobra.

Po pierwsze: choć wkurza mnie obecne prawo autorskie, które jest potwornością stworzoną celem napchania portfeli pośredników (wydawców/wytwórni), to jednak to co ty opisujesz jest drugą skrajnością spektrum: próbą uformowania świata w którym odbiorca może sobie zapłaci a może nie po użyciu danego produktu.

BTW, a po co ci wiedzieć czy "cały album jest dobry"? Jak nie jesteś pewny kup tylko te piosenki o których zdążyłeś się przekonać, że są dobre.

>Na czystym systemie, wobec którego nie działają żadne kulturowe uwarunkowania może i można.

Jak mówiłem, system taki jak iOS (czy Mac OS na którym zakupiono aplikację przez AppStore) pozwala łatwo udostępnić tryb pełnej funkcjonalności w wersji próbnej: kupujesz aplikację i normalnie używasz, a jeśli uznasz że nie jest dla ciebie, wtedy wybierasz opcję "zwrotu" - sklep oddaje ci kasę przelewając ją a konto, a wbudowany w system DRM uniemożliwia dalsze używanie aplikacji, a nawet, na przykład dla wygody usuwa ją od razu z dysku, by oszczędzić ci opróżniania kosza.
sztejkat (4743 punktów)
>Cóż, to nie prawda. Na przykład każda firma mająca serwery w USA musi działać zgodnie z DMCA, co między innymi oznacza, iż po zgłoszeniu od właściciela prawa autorskich do danych treści ma je usunąć.

Jednak nie bez pewnych zabezpieczeń prawnych. Przynajmniej według wiki rzecz wygląda tak, że o zdjęciu treści umieszczający musi być poinformowany, następnie może on oświadczyć, że posiada prawa do ich umieszczania... i w ciągu 14 dni, o ile nie zostanie złożony przeciw niemu pozew w sądzie, dostawca usług internetowych musi treść przywrócić, a składający fałszywe zawiadomienie odpowiada przed sądem.

Teoretycznie.

W praktyce za pewnie różnie bywa - głównie za przyczyną kosztów. Obsługa DMCA niestety kosztuje - nie wystarczy postawić serwer od czasu do czasu go serwisować.


Tomasz Sztejka
Marian (5438 punktów)
   Cóż, w artykule większość ważnych kwestii została poruszona. ACTA była negocjowana w antydemokratycznej atmosferze tajności. Skupia się jedynie na korzyściach płynących dla przemysłu kosztem umniejszania praw obywateli.
   Sama nazwa jest celowo myląca. Można mieć wrażenie, że chodzi o zapobieganie podróbkom fizycznych dóbr, np. leków (nikt nie chce przecież brać fałszywych leków, mogących nam zaszkodzić), ale zakres porozumienia jest dalece szerszy. Paradoksalnie zresztą, „sfałszowane”, „pirackie” treści elektroniczne często są nawet lepsze w tym, że nie posiadają ograniczeń DRM.
   Jednym z postulatów ACTA jest np. obciążenie dostawców internetu odpowiedzialnością za użytkowników. Wspomniano, że może to powodować, iż dostawcy zaczną szpiegować swoich klientów i odłączać ich przy pierwszych oznakach problemów. Samo podejrzenie robienia czegoś złego może wystarczyć, abyśmy bez sądu, bez zasady domniemania niewinności, zostali pozbawieni połączenia internetowego.
   Może to również spowodować, że dostawcy poblokują nam porty, używane przez oprogramowanie P2P, jak BitTorrent, które służą również przecież do całkiem legalnej dystrybucji dużych plików, np. obrazów ISO dystrybucji GNU/Linuksa, czy filmów stworzonych na liberalnych licencjach dopuszczających taki kanał dystrybucji (przykładowo Pioneer One).
   Moje zdanie jest takie, że ACTA popsuje internet i wprowadzi atmosferę totalnej inwigilacji. To nie jest warte większych wpływów dla przemysłu.

   Pozdrawiam.
22-12-2011 21:28 
 Ocena 4 na 4
Pa1ryk (1539 punktów)

>Paradoksalnie zresztą, sfałszowane, pirackie; treści
elektroniczne często są nawet lepsze w tym, że nie posiadają ograniczeń DRM.

Już kiedyś pisałem, że zabezpieczenia DRM tak naprawdę uderzają tylko w uczciwych graczy, którzy nie mogą pograć bez dostępu do internetu. Piraci i tak zabezpieczenia złamią.
Wydaję się, że jednak niektórzy to zrozumieli, np. twórcy Wiedźmina 2 zrezygnowali z DRM po tym jak się okazało, że złamanie ich zajęło crackerowi 4 minuty.
Ale wydaje mi się że twórców najbardziej boli, że pirat ma możliwość przetestowania gry zanim ją kupi, a w kontekście bardzo marnej jakości ostatnich produkcji strata jest uzasadniona, z tym że w tym przypadku to raczej nie piractwo jest winne.
Dobra produkcja zawsze na siebie zarobi bo klienci ją docenią choćby z tego względu, że będą chcieli kontynuacji.

>   Jednym z postulatów ACTA jest np. obciążenie dostawców internetu
odpowiedzialnością za użytkowników. Wspomniano, że może to powodować, iż dostawcy zaczną szpiegować swoich klientów i odłączać ich przy pierwszych oznakach problemów. Samo podejrzenie robienia czegoś złego może wystarczyć, abyśmy bez sądu, bez zasady domniemania niewinności, zostali pozbawieni połączenia internetowego.

Intel swego czasu chciał fizycznie wyłączyć w swoich procesorach obsługę P2P.

>   Może to również spowodować, że dostawcy poblokują nam porty, używane przez oprogramowanie P2P, jak BitTorrent, które służą również przecież do całkiem legalnej dystrybucji dużych plików, np. obrazów ISO dystrybucji GNU/Linuksa, czy filmów stworzonych na liberalnych licencjach dopuszczających taki kanał dystrybucji (przykładowo Pioneer One).

To też się wielu nie podoba, bo tracą na tym dystrybutorzy pudełkowych wersji, które często są nawet trzykrotnie droższe niż wersje cyfrowe.

>   Moje zdanie jest takie, że ACTA popsuje internet i wprowadzi atmosferę totalnej inwigilacji. To nie jest warte większych wpływów dla przemysłu.

Na razie w Polsce prawo mówi, że dopóki nie osiągasz z piractwa korzyści majątkowych dopóty nie jest to przestępstwo i myślę że to jest dość rozsądne prawo.
Marian (5438 punktów)
>Już kiedyś pisałem, że zabezpieczenia DRM tak naprawdę uderzają tylko w uczciwych graczy, którzy nie mogą pograć bez dostępu do internetu. Piraci i tak zabezpieczenia złamią.
   Dokładnie. Była kiedyś taka historia ze, zdaje się, Assassin's Creed. Aby zagrać, użytkownik musiał się każdorazowo uwierzytelnić przez Internet u producenta. Gdy serwer uwierzytelniający padł, wszyscy posiadacze legalnych kopii nie mogli grać. Posiadacze scrackowanych wersji oczywiście nie mieli z tym problemów...

>Na razie w Polsce prawo mówi, że dopóki nie osiągasz z piractwa korzyści majątkowych dopóty nie jest to przestępstwo i myślę że to jest dość rozsądne prawo.
   Sprawa jest dość mglista. Prawo autorskie zabrania wykonywania nieautoryzowanych kopii. Teoretycznie, jeśli kupi się taką kopię na płycie (co w dzisiejszych czasach jest już chyba rzadkością), to jesteśmy kryci – to nie my sporządziliśmy tą kopię.
   Jednak w przypadku pobierania z Internetu, to można by już uznać za tworzenie kopii. Wciąż, jest zasada domniemania niewinności, a to trudno udowodnić, że to akurat my sporządziliśmy tą kopię.

   Pozdrawiam.
spellbinder (8577 punktów)
>   Dokładnie. Była kiedyś taka historia ze, zdaje się, Assassin's Creed. Aby zagrać, użytkownik musiał się każdorazowo uwierzytelnić przez Internet u producenta. Gdy serwer uwierzytelniający padł, wszyscy posiadacze legalnych kopii nie mogli grać. Posiadacze scrackowanych wersji oczywiście nie mieli z tym problemów...

Nie przesadzajmy. To nie była jakaś mega-przerwa nie wiadomo jaka. Kilku napalonych nastolatków mogło na tym ucierpieć, taki przymusowy odwyk musi być bolesny, ale też nie przesadzajmy.

>Jednak w przypadku pobierania z Internetu, to można by już uznać za tworzenie kopii. Wciąż, jest zasada domniemania niewinności, a to trudno udowodnić, że to akurat my sporządziliśmy tą kopię.

Ten problem zostanie rozwiązany, mam taką nadzieję, przy okazji cyfrowej dystrybucji.

Mam znajomego, który kolekcjonuje muzykę. Ma u siebie kilka tysięcy płyt, w tym niektóre bardzo wartościowe, i w ogóle ich nie słucha. Żadna z tych płyt nie była nigdy w odtwarzaczu. Facet słucha ich w wersji ściągniętej z netu. I taką postawę można jak najbardziej zrozumieć i ciężko się w niej doszukać czegoś "niemoralnego".
spellbinder (8577 punktów)
>Piraci i tak zabezpieczenia złamią.

Niekoniecznie.

W przypadku takiego Assassin's Creed 2 zabezpieczenia były na tyle dobre, że nikt ich przez ładny miesiąc nie mógł porządnie złamać. A to oczywiście bardzo ładnie przełożyło się na ilość napalonych piratów, którzy grę jednak kupić musieli, żeby pograć.

A takiego Darkspore przez bardzo długi czas nikt nie mógł scrackować.

Gracze oczywiście się pienią, że zabezpiecznia są fuj, ale w dzisiejszych czasach każdy gracz ma już Internet na stałe podpięty do komputera. Niejako więc dzieje się tak, że ludzie wywlekają stare zażalenia, pamiętają o nich po prostu i nie zauważają, że czasy się zmieniły.

Mnie też kiedyś wkurzała konieczność rejestrowania gry przez Internet, ale to było w 2003 roku do diabła. Jednak nie mogę powiedzieć, żebym miał jakąś niechęć do zabezpieczeń. Miałem, ale to było i minęło. Niektórym jednak zostało do dziś...

>Wydaję się, że jednak niektórzy to zrozumieli, np. twórcy Wiedźmina 2 zrezygnowali z DRM po tym jak się okazało, że złamanie ich zajęło crackerowi 4 minuty.

Żeby jeszcze z DLC zrezygnowali, to by było miodzio.

>Dobra produkcja zawsze na siebie zarobi bo klienci ją docenią choćby z tego względu, że będą chcieli kontynuacji.

Jest jeszcze jeden bajer, o krótym się nie wspomina. Taki gracz-pirat jest karmiony grami na które go nie stać. Wyrabia więc w sobie nawyki. Jak odrobinę dorośnie i zacznie zarabiać, to zacznie kupować. Gdyby nie wyrobił nawyków, to za przeproszeniem guzik by kupował.
23-12-2011 13:41 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Intel swego czasu chciał fizycznie wyłączyć w swoich procesorach obsługę P2P.

Intrygujące. Mozna linka? Bo dla mnie jednak śmierdzi to brednią. Niby jak by to zrobili? Przecież "obsługa P2P" to program jak każdy inny, z punktu widzenia "procesora" nie do odróżnienia, zresztą, technologi tej używają nie tylko BitTorrenty ale na przykłąd Skype do rozmów czy Blizzard do dystrybucji swoich gier.

>To też się wielu nie podoba, bo tracą na tym dystrybutorzy pudełkowych wersji, które często są nawet trzykrotnie droższe niż wersje cyfrowe.

Hmm, ciekawi mnie jakie to wersje, bo gry którymi ja się interesuje nader rzadko są tańsze w wersji download choćby o kilka złotych.

>Na razie w Polsce prawo mówi, że dopóki nie osiągasz z piractwa korzyści majątkowych dopóty nie jest to przestępstwo i myślę że to jest dość rozsądne prawo.

Nie mamy takiego prawa, zaś gdyby było, to nie trudno udowodnić, że każde "wzięcie za darmo" czegoś z co inaczej się płaci jest "korzyścią majątkową".
Pa1ryk (1539 punktów)
>>Intel swego czasu chciał fizycznie wyłączyć w swoich procesorach obsługę P2P.
>Intrygujące. Mozna linka? Bo dla mnie jednak śmierdzi to brednią. Niby jak by to zrobili? Przecież "obsługa P2P" to program jak każdy inny, z punktu widzenia "procesora" nie do odróżnienia, zresztą, technologi tej używają nie tylko BitTorrenty ale na przykłąd Skype do rozmów czy Blizzard do dystrybucji swoich gier.

Masz rację, coś mi się pokiełbasiło, chodziło o to www.chip.p(*)-procesorow-intel-sandy-bridge

>>To też się wielu nie podoba, bo tracą na tym dystrybutorzy pudełkowych wersji, które często są nawet trzykrotnie droższe niż wersje cyfrowe.
>Hmm, ciekawi mnie jakie to wersje, bo gry którymi ja się interesuje nader rzadko są tańsze w wersji download choćby o kilka złotych.

Ja tam różnicę dostrzegam i to znaczną, np. w promocji na steamie można kupić za 10 euro grę która w sklepie kosztuje 100zł

>>Na razie w Polsce prawo mówi, że dopóki nie osiągasz z piractwa korzyści majątkowych dopóty nie jest to przestępstwo i myślę że to jest dość rozsądne prawo.
>Nie mamy takiego prawa, zaś gdyby było, to nie trudno udowodnić, że każde "wzięcie za darmo" czegoś z co inaczej się płaci jest "korzyścią majątkową".

Chodziło mi o to, że prawo każe tych co sprzedają pirackie kopie i mają z tego zyski a nie zwykłych użytkowników torrentów
23-12-2011 14:30 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Chodziło mi o to, że prawo każe tych co sprzedają pirackie kopie i mają z tego zyski a nie zwykłych użytkowników torrentów

Nie, prawo karze każdego, kto UDOSTĘPNIA treści bez stosownych zezwoleń. W TYM użytkowników torrentów.
rysiek (4593 punktów)
Orwella "1984" się nam kłania. Nie pamiętam dokładnie, ale tam w każdym mieszkaniu było chyba coś w rodzaju telewizora śledzącego każdego obywatela.
To przypadek kiedy państwo staje się narzędziem chroniącym interesy nielicznych ale wpływowych korporacji (czasem o niejasnych zasadach działania) kosztem swobód obywatelskich. Częściowo zawiesza się zasady domniemania niewinności i orzekania winy i kary wyłącznie przez sądy.

Ciekawe jak to wpłynie na świat Internetu, który do tej pory w dużej mierze rozwijał się dzięki tzw. piractwu. Gdyby nie ono, o wielu programach, grach, filmach czy utworach muzycznych nikt by nie słyszał oprócz garstki profesjonalistów czy koneserów.
A domniemanie ewentualnych strat jest mocno naciągane, gdyż nikt nie wie jaki procent używających pirackie pliki, w braku takiej możliwości nabył by je legalnie, ani jak duże dochody przysparza masowa reklama której swoistą formą jest piractwo.
Zamiast propozycji nowych zasad dystrybucji przez internet czy dostosowania praw autorskich do współczesnych realiów, koncerny i firmy rzekomo reprezentujące twórców "skłaniają" polityków do tworzenia przepisów których działanie przypomina raczej kodeksy mafii niż demokratycznych państw.

Podobno obecnie w Polsce powstaje sporo specyficznych "kancelarii adwokackich" tylko w celu śledzenia ewentualnych "piratów", które po uzyskaniu, w sposób niekoniecznie zgodny z prawem ich danych, przysyłają im listy z propozycjami będącymi faktycznie zakamuflowanym szantażem czy wręcz bezprawnym wymuszeniem.
Liczą na nieznajomość prawa, jego niejasność, oraz obawę internautów przed wikłaniem się w postępowanie sądowe, które, według opinii prawników, często mieliby szansę wygrać.
22-12-2011 20:29 
 Ocena 1 na 1
rdest (2492 punktów)

>Orwella "1984" się nam kłania. Nie pamiętam dokładnie, ale tam w każdym mieszkaniu było chyba coś w rodzaju telewizora śledzącego każdego obywatela.
Zatęskniłem za "komuną", słowo daję. Wówczas czułem się wolnym człowiekiem, dzisiaj - nie.
Walczyć o wolność po to by zostać zniewolonym.
Ironia losu.


Konformizm gwarantem spójności grupy
22-12-2011 20:51 
 Ocena 1 na 1
rysiek (4593 punktów)
Za komuny nie było Internetu, na pewno odpowiednio by się nim "zajęli". Pamiętam, że jak pojawiły się pierwsze anteny satelitarne, potrzebne były na nie jakieś zezwolenia.
Chyba mniej było do kontrolowania, i jeśli ktoś nie "podskakiwał" politycznie i nie miał potrzeb szerszego kontaktu ze światem, faktycznie mógł czuć się dość swobodnie. Ale to też zależało od konkretnej epoki w historii komuny.
22-12-2011 22:00 
 Ocena 3 na 3
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Zatęskniłem za "komuną", słowo daję. Wówczas czułem się wolnym człowiekiem
Oj tak, wolność była jak jasna cholera, albo raczej czerwonka.
Pomijając prześladowania za "działalność wywrotową" do kicia można było trafić za "przemyt pornografii" w postaci przywiezienia zza granicy egzemplarza wybitnie pornograficznego "Playboy'a", albo można było nie mieć balu maturalnego, bo szkolne władze wstrzymały wydawanie świadectw maturalnych, gdyż uczniowie nie stawili się na lotnisku, aby powitać wizytującego PRL towarzysza Nicolae Ceauşescu. No i wreszcie ta wolność podróżowania po świecie - bez większych problemów mogłeś wybrać się do NRD, Czechosłowacji albo Bułgarii.
Cudnie było!



Europa to taki mały półwysep na drugim końcu Azji. (Mao Tse-tung)
Legion (587 punktów)
Dla mnie ta ustawa ma jeszcze jeden minus. Oprócz zniszczenia internetu, da pożywkę fanom teorii spiskowych, którzy będą mieli kolejny powód by straszyć ludzi NWO i innymi bzdurami. Poza tym, mam pytanie. Czy ta ustawa wpłynie jakoś na krytykę polityków, lub osób publicznych? Bo jeżeli nie będzie wolno mi skrytykować premiera, za coś, to ja dziękuję za taką ''wolność słowa''.
Mateusz(Kojut) Kozuch (2120 punktów)
www.rollin(*)ownload-top-1-million-20111222

Louis C.K. postanowił zagrać na nosie koncernom i ustawie antypirackiej. Nagrał swój występ, a następnie umieścił go na specjalnie stworzonej stronie, z której za oplata 5$ można go pobrać. W żaden sposób nie zabezpieczył nagrania. Po odjęciu kosztów zarobił na nim do tej pory ok 1m $!
Da się? Da!

To jest dobry przykład, że ustawa ta została stworzona z myślą o wytwórniach muzycznych/ filmowych a nie o artystach.
sztejkat (4743 punktów)
Polecam: prawo.vagla.pl/acta

Także głębię dyskusji poselskiej: orka.sejm.(*)5C1257902004ADDCB?OpenDocument

i samą treść: orka.sejm.(*)8c12578bc004c1684?OpenDocument

Informacje powyższe dzięki nieustannym wysiłkom pana Piotra Waglowskiego.

Tak na moje inżynierskie oko - zbyt ogólne by być groźnym. Groźne to będą szczegóły.

To natomiast, co powinno zdyskwalifikować ów dokument to upór z jakim proces jego negocjacji był utajniany. Utajniany, trzeba dodać z pominięciem wszelkich procedur *). Zwyczajnie bowiem dokumentom tajnym nadaje się, na drodze zgodnej z ustawami, odpowiednie klauzule tajności. Tu tego nie czyniono.

*) W świetle obecnego prawa Polskiego takie działania są już ok - można nie udostępniać informacji osłabiającej pozycję negocjacyjną kraju bez konieczności nadawania im odpowiednich poziomów niejawności.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
01-01-2012 20:42 
 Ocena 1 na 1
Agnieszka Niechciał (85 punktów)
>Polecam: prawo.vagla.pl/acta
>Także głębię dyskusji poselskiej: orka.sejm.(*)5C1257902004ADDCB?OpenDocument
>i samą treść: orka.sejm.(*)8c12578bc004c1684?OpenDocument
>Informacje powyższe dzięki nieustannym wysiłkom pana Piotra Waglowskiego.
>Tak na moje inżynierskie oko - zbyt ogólne by być groźnym. Groźne to będą szczegóły.
>To natomiast, co powinno zdyskwalifikować ów dokument to upór z jakim proces jego negocjacji był utajniany. Utajniany, trzeba dodać z pominięciem wszelkich procedur *). Zwyczajnie bowiem dokumentom tajnym nadaje się, na drodze zgodnej z ustawami, odpowiednie klauzule tajności. Tu tego nie czyniono.

Dokładnie o to mi właśnie chodziło !!!
A od Vagli zaczęłam czytaninę.

>*) W świetle obecnego prawa Polskiego takie działania są już ok - można nie udostępniać informacji osłabiającej pozycję negocjacyjną kraju bez konieczności nadawania im odpowiednich poziomów niejawności.Pozdrawiam,
>
Tomasz Sztejka



Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365