 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 23-01-2012 09:28 | romaro (25211 punktów) | Piracenie
12 na 12 | Największy Empik ma powierzchnię 4 tysięcy m2. Utrzymania samego obiektu to są koszty i to nie małe. Do tego należy doliczyć koszty ponoszone przez pracodawcę zatrudniającego pracownika.
Jak się mają ceny książek? Ofiara Polikseny oprawa miękka cena - 36,49 zł Ofiara Polikseny (ebook) cena - 30,72 zł
Gdyby ta książka wydana byłaby jako audiobook, jej cena wyższa byłaby, niż cena tego samego tytułu wydanego w twardej oprawie. W zasadzie porównywalna byłaby do średniej ceny filmów DVD. ( oczywiście nie tych, które za free? dodawane są do gazet)
Za przykład podałem Empik, ale tak jest we wszystkich księgarniach.
Jaka jest cena produkcji książki papierowej w porównaniu do wyprodukowania (sic!) ebooka? Program do konwersji w Markecie kosztuje około 9zł jest legalnym programem, który nawet na telefonie komórkowym z systemem Android zrobi nam ebooka w formacie jaki nam odpowiada, powiedzmy w PDF. Nie przez przypadek wymieniłem PDF. Dziwnym trafem w tym formacie ebooki są droższe niż epuby a przeciez zapisywane są na takim samym nośniku. Czy dlatego są droższe, bo program do czytania tego formatu jest droższy. Mnie nie interesuje ile za maszyny piekarskie zapłacił piekarz, a jego nie powinno obchodzić jakim nożem chleb kroję. On maszyny kupuje raz, ja chleb codziennie.
Piractwo jest kradzieżą. Zgadzam się z tym, jednak to co dzieje się w internetowej sprzedaży multimediów jest... zbyt dużo słów mi przychodzi do głowy na określenie tego zjawiska. Chrońmy autorów ale nie spekulantów.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Pośrednicy.
Rozumiem oburzenie autora. Ja sam jestem sfrustrowany, gdy słyszę, że rolnik sprzedaje jabłka za np. 1zł/kg, a ja je kupuję po np. 8 zł/kg. Ale potem przychodzi refleksja i pytam sam siebie: gdy wyeliminujemy pośredników w tysiącu transakcjach, które codziennie zawieramy, gdzie ci pośrednicy znajdą zatrudnienie, by zarabiać na życie? Ja nie wiem. Ktoś ma sensowny pomysł? Podobnie jest z dotacjami, np. rolnictwa czy kolejnictwa, ale to inna bajka.
|
|
 | 10 na 10 | romaro (25211 punktów) | Cytat:Od 30 lat finansjalizacja dewastuje kolejne sfery życia społecznego. Zamienia pacjenta w klienta, a lekarza w dostawcę usługi medycznej. Ucznia zamienia w nabywcę oferty edukacyjnej, nauczyciela czyni jej wykonawcą. Czytelnika czy widza przemienia w target reklamowy, wierzyciela w anonimowego posiadacza prawa do kredytu, które może w każdej chwili komukolwiek odstąpić, z adwokata czyni przedstawiciela prawnego, z dziennikarza - mediaworkera, z naukowca - dostawcę wiedzy lub innowacji itp. Istotą przestaje być treść relacji, a staje się wartość transakcji. i jeszcze Cytat:Ale ludzkość sporo dzieł stworzyła, nim kilkadziesiąt lat temu wymyślono "własność intelektualną". Chopin, Beethoven, Chaplin, Beatlesi, Picasso, małżeństwo Curie tworzyli przed finansjalizacją. Ludzie płacili za koncert, nuty, książki, obrazy, odkrycia. Potem mogły one krążyć, być reprodukowane i udostępniane swobodnie. Dopóki między twórcą a odbiorcą nie było korporacji, której jedynym celem jest wynik finansowy. Więcej... wyborcza.p(*)_biblioteka.html#ixzz1kGyzNDg7
|
|
|  | 2 na 2 ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Twierdzenia prawdziwe, tylko co z nich wynika? A no, ze dawniej było inaczej, niż teraz! Na pewno o wiele prościej, ale czy lepiej? Bardziej sprawiedliwie? Te sprawy są tak skomplikowane, że jednoznaczna ocena jest niemożliwa! Weźmy podany przykład book vs. e-book. Być może jest to przeraźliwy przekręt, ale - być może - takie ustawienie cen pozwala na sprzedawanie normalnych książek, które konkurencja tanich e-booków wypchnęłaby z rynku. Możliwe, że jest inne wyjaśnienie. Pewne jest to, że proste, populistyczne objaśnianie ekonomii, jakie uprawia Korwin & Co. nie jest właściwe w naszych skomplikowanych realiach. Co do spraw "własności intelektualnej" powtórzę mój wpis z innego wątku: należy najpierw zmodernizować "święte prawo własności", zanim zaczniemy grzebać przy szczegółach.
|
|
| |  | | romaro (25211 punktów) | >Weźmy podany przykład book vs. e-book. Być może jest to przeraźliwy przekręt, ale - być może - takie ustawienie cen pozwala na sprzedawanie normalnych książek, które konkurencja tanich e-booków wypchnęłaby z rynku.
A jak wytłumaczysz porównywalną cenę audiobooku do ceny filmu na DVD?
|
|
| | |  | 2 na 2 ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Dam odpowiedź uniwersalną - działa pierwsze prawo ekonomii: "dowolny towar ma taką cenę, jaką są skłonni zapłacić jego nabywcy". Mówiąc inaczej: jeśli do bułek po 5 zł/szt. ustawiają się kolejki, to nie ma żadnych oczywistych powodów, aby ich cenę ustalać na 2 zł/szt.
To też oczywiście duże uproszczenie, rozwinięcie tematu - w bardzo licznych tekstach, które są dostępne (za darmo!) w bibliotekach i w Sieci.
Pozdrawiam!
|
|
| | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Dam odpowiedź uniwersalną - działa pierwsze prawo ekonomii: "dowolny towar ma taką cenę, jaką są skłonni zapłacić jego nabywcy".Mówiąc inaczej: jeśli do bułek po 5 zł/szt. ustawiają się kolejki, to nie ma żadnych oczywistych powodów, aby ich cenę ustalać na 2 zł/szt.
Więc niech dystrybutorzy e-bułek nie jęczą, gdy ludzie wolą się zaopatrywać w ich darmowe kopie.
|
|
| | | | |  | ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Właśnie podałeś jeden (z wielu możliwych) nieoczywistych powodów do zmiany relacji cen
|
|
| | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >"dowolny towar ma taką cenę, jaką są skłonni zapłacić jego nabywcy".
A co ze złodziejami? To w końcu nieśmiertelna grupa nabywców, z którą wypada się liczyć.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 ratus (4786 punktów) (zablokowany) | To nie są nabywcy. To złodzieje. Nabywca - płaci. Złodziej - kradnie. Uprzedzając zarzuty: uważam kradzież pospolitą (materialną) za dobrze zdefiniowaną, a kradzież własności intelektualnej za bardzo rozmytą pojęciowo, ponieważ samo pojęcie własności intelektualnej jest nieostre. Przykład: kopiuję i rozpowszechniam CD z muzyką. Twórca tej muzyki ponosi stratę (bo ukradłem to, co stworzył). Dystrybutor, producent, sprzedawca tego krążka - tracą dużo więcej finansowo. Ale czy ja im ukradłem ich własność intelektualną? Być może ukradłem ich potencjalne zyski, być może to coś innego? Czy można ukraść nieosiągnięte zyski? Oto pole popisu dla filozofa!
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Ratatoskr (4439 punktów) | > To nie są nabywcy. To złodzieje. Nabywca - płaci. Złodziej - kradnie.I tak to wygląda w przypadku dóbr materialnych, gdzie wszelka wymiana jest grą o sumie zerowej. W przypadku danych i ich kopiowania miliony odbiorców mogą kopiować miliony utworów o sumarycznej wartości wielokrotnie przekraczającej sumę dostępnych im dochodów. Jak widać społeczeństwo może tu zyskać wielokrotnie więcej niż wydawca stracić. Mając to na względzie posiadamy chociażby instytucję dozwolonego użytku: "Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego." Z tego samego powodu istnieją np. biblioteki publiczne, z których możesz sobie wypożyczyć książkę, by ją przeczytać i nie płacić przy tym autorowi złamanego grosza. seksualnosc-kobiet.pl
|
|
| | | | | | |  | ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Nie czytasz wszystkich wypowiedzi w tym wątku. Moim podstawowym postulatem jest dobre zdefiniowanie "własności intelektualnej" a potem modernizacja "prawa o własności intelektualnej". Póki to nie zostanie zrealizowane, to nasza dyskusja ma schemat "ja o zupie - ty o dębie".
|
|
| | | | | | | |  | | dorias (722 punktów) | >Nie czytasz wszystkich wypowiedzi w tym wątku. Moim podstawowym postulatem jest dobre zdefiniowanie "własności intelektualnej" a potem modernizacja "prawa o własności intelektualnej". Póki to nie zostanie zrealizowane, to nasza dyskusja ma schemat "ja o zupie - ty o dębie".
gdyby pojęcie własności intelektualnej miało być dobrze zdefiniowane już by było. Cały problem w tym że tego nie chcą zdefiniować aby móc biadolić jakie to oni straty mają.
Jeśli kupiłem grę a zgubiłem CD to czemu nie mógłbym ściągnąć grę z internetu i grać w nią skoro paragon mam na nią?
|
|
 | 6 na 6 | Ratatoskr (4439 punktów) | > gdy wyeliminujemy pośredników w tysiącu transakcjach, które codziennie zawieramy,> gdzie ci pośrednicy znajdą zatrudnienie, by zarabiać na życie? Ja nie wiem.> Ktoś ma sensowny pomysł?Ooo... widzę kolega neoludysta nam się na forum urodził. Ano gdy upowszechnimy te maszyny tkackie, to gdzie się podzieją tysiące rzemieślników dziergających dotąd dzianiny? Z czego żyć będą? Rzucajmy zatem saboty w te piekielne machiny. W przypadku jabłek (fizycznego towaru) pośrednik faktycznie jest potrzebny. W przypadku wymiany danych 90% starych, analogowych pośredników (i ich marży) okazuje się być najzupełniej zbędne. Równie dobrze możemy rozdzierać szaty nad tragedią urzędów pocztowych w związku z upowszechnianiem e-maili. seksualnosc-kobiet.pl
|
|
|  | 6 na 6 | Sylwek (15472 punktów) |
>W przypadku jabłek (fizycznego towaru) pośrednik faktycznie jest potrzebny. W przypadku wymiany danych 90% starych, analogowych pośredników (i ich marży) okazuje się być najzupełniej zbędne. Równie dobrze możemy rozdzierać szaty nad tragedią urzędów pocztowych w związku z upowszechnianiem e-maili.
Nie oszukujmy się. Gdyby jakim cudem urzędy pocztowe dysponowały taką kasa i takim lobby jak koncerny medialne, już dawno mejl byłby licencjonowany a za przesyłanie tegoż musielibyśmy wnosić stosowne opłaty lub "piracić" używając nielegalnych serwisów mejlowych.
Serio nie rozumiem, że dorośli ludzie, a zamiast mówić o sile nabywczej lobbystycznego pieniądza, dalej bredzą jak w malignie o "prawach twórców".
Akurat autorzy SOPA czy ACTA twórców mają o tyle na uwadze, o ile farmer swoje krowy - jako źródło mleka.
|
|
| |  | 2 na 2 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Nie oszukujmy się. Gdyby jakim cudem urzędy pocztowe dysponowały taką kasa i takim lobby jak koncerny medialne, już dawno mejl byłby licencjonowany a za przesyłanie tegoż musielibyśmy wnosić stosowne opłaty lub "piracić" używając nielegalnych serwisów mejlowych.W zasadzie to do czegoś podobnego było blisko jakąś dekadę temu, kiedy ówczesne urzędasy chciały wprowadzić wymóg zawierania umowy z dostawcą skrzynki pocztowej na piśmie. Na szczęście wtedy też wybuchł powszechny protest ze strony internautów i portali internetowych. seksualnosc-kobiet.pl
|
|
|  | ratus (4786 punktów) (zablokowany) |
>Ooo... widzę kolega neoludysta nam się na forum urodził. Ano gdy upowszechnimy te maszyny tkackie, to gdzie się podzieją tysiące rzemieślników dziergających dotąd dzianiny? Z czego żyć będą? Rzucajmy zatem saboty w te piekielne machiny. >W przypadku jabłek (fizycznego towaru) pośrednik faktycznie jest potrzebny. W przypadku wymiany danych 90% starych, analogowych pośredników (i ich marży) okazuje się być najzupełniej zbędne. Równie dobrze możemy rozdzierać szaty nad tragedią urzędów pocztowych w związku z upowszechnianiem e-maili.Cieszy mnie akceptacja pośredników w wypadku fizycznego towaru  Do wymiany danych na papierze, nośnikach cyfrowych, w sieci - używamy znacznie większej ilości pośredników, niż w wypadku jabłek, tyle, że natura ich jest inna (np. właściciel serwera), a koszty inne i inaczej rozłożone. Czasem płaci ktoś inny (reklamodawca), a twoim kosztem jest przymus obejrzenia reklamy. Ale nie ma nic za darmo! A to, co zbędne dla ciebie, dla innego może być warunkiem przeżycia. A czasy ludystów i rewolucja przemysłowa rzeczywiście spowodowała wiele, bardzo wiele śmierci głodowych. Pomyśl o tym, gdy w ramach unowocześniania i restrukturyzacji zostaniesz zwolniony z pracy jako zbędny pośrednik.
|
|
 | 2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | > Pośrednicy.Rozumiem oburzenie autora. Ja sam jestem sfrustrowany, gdy słyszę, że rolnik sprzedaje jabłka za np. 1zł/kg, a ja je kupuję po np. 8 zł/kg.
Chcesz mieć po 1 zł? Znajdź rolnika, który Ci sprzeda po 1 zł/kg, pojedź do niego, załatw sobie większą przyczepkę (no jak chcesz mieć po 1 zł to musisz kupić więcej, dla 2-5 kg, rolnikowi nie będzie się chciało wychodzić z domu), potem wrzuć te jabłka do lodówki/chłodni, może piwnicy, zapewnij przewiewne warunki i właściwą temperaturę, aby Ci się nie zepsuły, zapłać za paliwo, wynajem przyczepki, miejsce w piwnicy, energię el., policz swój stracony czas za te wszystkie czynności, potem tak z 10% wyrzuć bo się i tak zepsuło, i ciesz się że kupiłeś po 1 zł/kg.
|
|
|  | 1 na 1 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Chcesz mieć po 1 zł? Znajdź rolnika, który Ci sprzeda po 1 zł/kg, pojedź do niego, załatw sobie większą przyczepkę (no jak chcesz mieć po 1 zł to musisz kupić więcej, dla 2-5 kg, rolnikowi nie będzie się chciało wychodzić z domu),Pliki to nie jabłka. Dziś każdy użytkownik komputera może trzymać na swoim dysku więcej danych niż dwie dekady temu przechowywała cała biblioteka narodowa. - argument o "większej przyczepce" odpada. > potem wrzuć te jabłka do lodówki/chłodni, może piwnicy, zapewnij przewiewne warunki i właściwą temperaturę, aby Ci się nie zepsuły,Pliki to nie jabłka. Można je przechowywać latami w temperaturze pokojowej, niech będzie, że w dwóch kopiach. - argument o "lodówce" odpada. > zapłać za paliwo, wynajem przyczepki, miejsce w piwnicy, energię el.,Pliki to nie jabłka. - jw. > policz swój stracony czas za te wszystkie czynności,I to jest powód dla którego ludzie są gotowi kupować pliki w sensownej cenie - wtedy i tylko wtedy, gdy czas poświęcony na wyszukanie ich w necie (ew. skopiowanie od kumpla i to akurat jest w 100% zgodne z polskim prawem) będzie dla nich wart więcej niż cena pliku w na pierwszej stronie, która wyskoczy w Google po zapytaniu o niego. > potem tak z 10% wyrzuć bo się i tak zepsuło, i ciesz się że kupiłeś po 1 zł/kg.Pliki to nie jabłka. Jabłka się może i psują, ale "rękopisy nie płoną". seksualnosc-kobiet.pl
|
|
| |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Chcesz mieć po 1 zł? Znajdź rolnika, który Ci sprzeda po 1 zł/kg, pojedź do niego, załatw sobie większą przyczepkę (no jak chcesz mieć po 1 zł to musisz kupić więcej, dla 2-5 kg, rolnikowi nie będzie się chciało wychodzić z domu), >Pliki to nie jabłka. Owszem, odnosiłem się do jabłek, bo taki był przykład, o ebookach masz poniżej.
|
|
8 na 10 | Tichy62 (213 punktów) | A słyszałeś o czymś takim jak VAT?
Stawka na papierowe książki 5% Stawka na e-booki 23% (!)
Największym zdziercą na rynku jest państwo. (zwłaszcza opiekuńcze)
|
|
 | 1 na 1 | romaro (25211 punktów) | >Stawka na e-booki 23% (!)
Nie płacimy za książkę jako taką. Płacimy za POBIERANIE. Płacimy za dostawę towarów i usługi należącą do zakresu pojęcia "dostarczania obrazów, tekstu i informacji oraz udostępnianie baz danych".
|
|
|  | 2 na 2 | Tichy62 (213 punktów) | 1. Wiem o tym. Tak czy siak, za e-booka państwo zbiera haracz w wysokości 23%. 2. Rozpoczynając temat warto wiedzieć kto tak naprawdę jest "spekulantem"
|
|
1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | Kalkulacja (realna wg moich ostatnich zajęć zawodowych):
nakład: 2 tys., ok. 200 stron, format - około A5, wydruk 1 egzemplarza (skład, łamanie, wydruk): 4 zł, faktyczny koszt (korekta, recenzja, grafik, redaktor naukowy): 12 zł. Koszt nie uwzględnia pracy autora, z pracą autora - ok. 22 zł.
A gdzie dystrybucja, promocja, itd? W księgarni książka będzie za ok. 40 zł, jako e-book za 35 zł. Takie są realne koszty, nikt tutaj nie zarabia po drodze żadnych kokosów, normalne koszty.
|
|
 | 1 na 1 | romaro (25211 punktów) |
>W księgarni książka będzie za ok. 40 zł, jako e-book za 35 zł.
Właśnie chodzi o te 35zł
Nie od dziś mówi się o zbyt wysokiej cenie książek elektronicznych. Te 23% nie jest naszym a unijnym wymysłem. Jednak Francja, teraz nie pamiętam, czy w tamtym, czy w 2010 roku wywalczyła sobie prawo do 5,5% VAT na ebooki, który ma obowiązywać, uwaga: od marca 2012 roku. Za nią poszły Niemcy. Polska czy coś w tej sprawie uczyniła? Na dzień dzisiejszy nie wiem nic ponad to, że ma zamiar podpisać Acta, w celu ochrony praw autorskich.
Racz zauważyć, że nie ja posądziłem o manipulacje Empik. Napisałem wyraźnie, że sytuacja ma się podobnie we wszystkich księgarniach. Utopią byłoby wszystkich posądzać o nierzetelność.
|
|
|  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Właśnie chodzi o te 35zł
Podałem Ci wyliczenie, że "wyprodukowanie" książki kosztuje: e-book - 18 zł, książka tradycyjna - 22zł,
różnica to mniej więcej koszt druku - 4 zł.
Księgarnia stacjonarna i internetowa zatrudnia pracowników, ma biura, itd. Przy ebookach dochodzą jeszcze koszty zabezpieczeń, obsługi prawnej i "poszukiwania" w sieci, czy ktoś nie skopiował i nie wrzucił na serwer (to koszty wydawcy). Przy e-booku dochodzi także koszt ryzyka za zbyt łatwą niekontrolowaną dystrybucję - każdy wydawca musi brać to pod uwagę, wydawanie książek to biznes. Owszem, koszty utrzymania księgarni internetowej są najczęściej niższe, ale dochodzi jeszcze koszt zabezpieczeń, informatyka, serwerów, promocji w sieci, i wychodzi podobnie.
Koszty wytworzenia tradycyjnej książki i e-booka nie różnia sie tak bardzo, jak to się wydaje pozornie. Warto też pamiętać, że promocja książek tradycyjnych i ebooków jest powiązana i wtedy koszty też.
|
|
| |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
> Księgarnia stacjonarna i internetowa zatrudnia pracowników, ma biura, itd. Przy ebookach dochodzą jeszcze koszty zabezpieczeń, obsługi prawnej i "poszukiwania" w sieci, czy ktoś nie skopiował i nie wrzucił na serwer (to koszty wydawcy).To interesujące, szczególnie w kontekście oprogramowania, gdzie koszty opracowania "zabezpieczeń" bywa, wedle niektórych wyliczeń, przekraczają koszty "strat" wynikłych z piractwa. > Przy e-booku dochodzi także koszt ryzyka za zbyt łatwą niekontrolowaną dystrybucję - każdy wydawca musi brać to pod uwagę, wydawanie książek to biznes. Owszem, koszty utrzymania księgarni internetowej są najczęściej niższe, ale dochodzi jeszcze koszt zabezpieczeń, informatyka, serwerów, promocji w sieci, i wychodzi podobnie.Cóż, to zupełna nieprawda. Włącznie z tym, że ceny wydań papierowych (szczególnie hard-cover) są często zaniżane prze aktywność takich mega-dystrybutorów jak Amazon: blog.natha(*)me-e-books-cost-more-than.html...z przyczyn czysto marketingowych.
|
|
| | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >Księgarnia stacjonarna i internetowa zatrudnia pracowników, ma biura, itd. Przy ebookach dochodzą jeszcze koszty zabezpieczeń, obsługi prawnej i "poszukiwania" w sieci, czy ktoś nie skopiował i nie wrzucił na serwer (to koszty wydawcy).> To interesujące, szczególnie w kontekście oprogramowania, gdzie koszty opracowania "zabezpieczeń" bywa, wedle niektórych wyliczeń, przekraczają koszty "strat" wynikłych z piractwa.To jest możliwe, ale co to zmienia, w kontekście różnicy w "produkcji" ebooka i tradycyjnej książki? > >Przy e-booku dochodzi także koszt ryzyka za zbyt łatwą niekontrolowaną dystrybucję - każdy wydawca musi brać to pod uwagę, wydawanie książek to biznes. Owszem, koszty utrzymania księgarni internetowej są najczęściej niższe, ale dochodzi jeszcze koszt zabezpieczeń, informatyka, serwerów, promocji w sieci, i wychodzi podobnie.> Cóż, to zupełna nieprawda.Ale co? Koszty ryzyka czy utrzymania księgarni internetowej? > Włącznie z tym, że ceny wydań papierowych (szczególnie hard-cover) są często zaniżane prze aktywność takich mega-dystrybutorów jak Amazon: blog.natha(*)me-e-books-cost-more-than.html> ...z przyczyn czysto marketingowych.nic o tym nie pisałem.
|
|
| |  | 1 na 1 | Ronja (626 punktów) | >>Właśnie chodzi o te 35zł >Podałem Ci wyliczenie, że "wyprodukowanie" książki kosztuje: >e-book - 18 zł, >książka tradycyjna - 22zł, >różnica to mniej więcej koszt druku - 4 zł.
Nie jestem pewna, czy Twoja metodologia jest prawidłowa. Twoje wyliczenia dotyczą nakładu 2000 sztuk. Czyli - jeśli dobrze rozumiem - cena produkcji 1 egzemplarza to według Ciebie jest koszt całości dzielony na 2000, tak? A przecież korektor nie czyta każdego egzemplarza osobno. Czyli jak masz nakład 4000, to poza kosztem druku - wszystkie pozostałe koszty są o połowę niższe. Chyba, że źle zrozumiałam podstawę tych wyliczeń.
|
|
| | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>>Właśnie chodzi o te 35zł >>Podałem Ci wyliczenie, że "wyprodukowanie" książki kosztuje: >>e-book - 18 zł, >>książka tradycyjna - 22zł, >>różnica to mniej więcej koszt druku - 4 zł. >Nie jestem pewna, czy Twoja metodologia jest prawidłowa. Twoje wyliczenia dotyczą nakładu 2000 sztuk. Czyli - jeśli dobrze rozumiem - cena produkcji 1 egzemplarza to według Ciebie jest koszt całości dzielony na 2000, tak? A przecież korektor nie czyta każdego egzemplarza osobno. Czyli jak masz nakład 4000, to poza kosztem druku - wszystkie pozostałe koszty są o połowę niższe. >Chyba, że źle zrozumiałam podstawę tych wyliczeń.
Prawie tak, bo czasami są koszty uzależnione od nakładu, ale można w uprozczeniu uznać, że tak, przy 4 tys. otrzymasz: ebook 9 zł, tradycyjna 13zł, różnica 4 zł.
Tyle tylko, że przy większym nakładzie także inne koszty maleją na jednostkę (wynagrodzenie autora, koszty promocji, itd).
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Ronja (626 punktów) | Wyszukałam info o średnim nakładzie w ostatnich latach: około 6500 sztuk. Dążę do tego, że nie widzę uzasadnienia dla tak wysokich cen e-booków, mimo wszystko.
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Wyszukałam info o średnim nakładzie w ostatnich latach: około 6500 sztuk. Dążę do tego, że nie widzę uzasadnienia dla tak wysokich cen e-booków, mimo wszystko.
Przykład innej kalkulacji (realna):
Tradycyjna książka:
Tematyka: finanse przedsiębiorstw, nakład: 5 tys., 350 stron, format - około A5, koszty: korekta językowa - 1500 zł, korekta merytoryczna - 1000 zł (kolega po znajomości), recenzja - 3500 zł (profesor jednej z lepszych uczelni w kraju), grafik - 800 zł, skład i łamanie - 1800 zł, dla autora - 15 tys. zł (ryczałt)druk - 15 tys. zł.
suma 38 600, czyli 7,72 zł/sztuka.
Ebook:
j.w. minus 15 tys. zł, czyli 4,72 zł/sztuka.
Problem polega tylko na tym, że sam autor tego nie sprzeda, a zatem (przykładowe szacunki): dochód wydawcy + 5 zł/szt, dystrybucja + 5 zł/szt., księgarnia + 5 zł/sztukę, koszt promocji + 5 zł/szt. W rezultacie masz 27,72 zł/szt lub 24,72 zł/szt. (e-book). Dodaj VAT i masz powyżej 30 zł za książkę.
Można też sprzedawać, jako autor, ale więcej jak 1000 szt pewnie nie sprzedasz, czyli dochód autora: koszty (ebooka) - 8,6 tys. zł, żeby zarobił te 15 tys. ile powinien kosztować ebook? 23,6 zł, dodaj VAT i masz podobną cenę.
A niech zarobi ten autor tylko 5 tys. zł, wtedy cena ebooka: 13,6 zł + VAT. Tyle tylko, że za 5 tys. nikt poważny nie będzie pisał książki.
Można też tak: książka przygodowa, popularna, autor mało znany, korekta za darmo - znajomy, grafik za darmo - znajomy lub za niewilekie pieniądze, recenzji nie trzeba, ewentualnie wydawnictwo tanie, i jest pdf. Koszt produkcji - góra 5 tysięcy, jak sprzedasz 1 tysiąc po 8 zł + VAT to jest dobrze, zarobisz 3 tysiące. Ale to zajęcie dla amatorów, hobbystów, jako forma dorobienia sobie lub promocji wschodzącego pisarza, a nie zawód. Chociaż pewnie wyjątki znajdziesz. Wtedy masz taniej.
|
|
| | | | | |  | | Ronja (626 punktów) | >Problem polega tylko na tym, że sam autor tego nie sprzeda, a zatem (przykładowe szacunki): dochód wydawcy + 5 zł/szt, dystrybucja + 5 zł/szt., księgarnia + 5 zł/sztukę, koszt promocji + 5 zł/szt. W rezultacie masz 27,72 zł/szt lub 24,72 zł/szt. (e-book). Dodaj VAT i masz powyżej 30 zł za książkę.
No i właśnie chodzi o te "przykładowe szacunki" - czy naprawdę wszyscy ci pośrednicy muszą zarobić 5zł od sztuki? Skoro autor zarabia 3zł? A jaka jest rola wydawcy, jeśli promocją zajmuje się ktoś inny? No i - może łatwiej sprzedać coś tańszego w większej ilości, niż coś droższego w niewielkiej?
Teoretyzuję teraz, ale jeśli wydam książkę sama, to może wystarczyłoby mi opłacić promocję i postawić stronę z płatnym ściąganiem - albo skorzystać z czegoś już istniejącego.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | dorias (722 punktów) | >No i właśnie chodzi o te "przykładowe szacunki" - czy naprawdę wszyscy ci pośrednicy muszą zarobić 5zł od sztuki? Skoro autor zarabia 3zł? A jaka jest rola wydawcy, jeśli promocją zajmuje się ktoś inny? No i - może łatwiej sprzedać coś tańszego w większej ilości, niż coś droższego w niewielkiej?
Bo cały w tym ambaras że prawdziwą kasę pośrednicy zarabiają a nie autor. Obecnie autor książek to narzędzie które ma pisać tekst nie koniecznie dobry byle by w terminach się mieścił i sprzedawało dobrze to co napisze.
Łatwiej jest sprzedać więcej po mniejszej cenie ale bardziej opłacalne jest dojenie ludzi do oporu bo i tak kupią jak chcą czytać.
>Teoretyzuję teraz, ale jeśli wydam książkę sama, to może wystarczyłoby mi opłacić promocję i postawić stronę z płatnym ściąganiem - albo skorzystać z czegoś już istniejącego.
s\Stworzenie strony to mały koszt. skorzystanie z oferty istniejących sklepów internetowych też nie duży koszt byłby tym bardziej że tam chyba % od zysku jest ale tego pewien nie jestem.
Ogólnie teraz nie ma z tym problemu aby twórca się wypromował samemu internet to bardzo dobre narzędzie do promocji jeśli się wie co i jak zrobić w nim.
|
|
| | | | | | | |  | | liliac (147340 punktów) | > internet to bardzo dobre narzędzie do promocji jeśli się wie co i jak zrobić w nim.Tak też mi się zdawało - nie słyszałam, by np. Peter Watts biedował z powodu udostępnienia swojej twórczości online: Cytat:Watts has made his novels and some short fiction available on his website under Creative Commons license. He believes that doing so has "actually saved [his] career outright, by rescuing Blindsight from the oblivion to which it would have otherwise been doomed" Jak sam pisze: Cytat:...most of the stuff I've ever published is freely available in a variety of e-formats on this site (and on some others). I'm a bit worried that this may not be a sustainable approach over the long haul (especially in times of global economic meltdown), but so far the counterintuitive-yet-undeniable truth is that going the Creative Commons route has only helped my writing career, such as it is. (In fact, I believe CC actually saved my career outright, by rescuing Blindsight from the oblivion to which it would have otherwise been doomed.) Anyone who wants to can download my work, copy and distribute it, convert it to other formats, hand it out as party favors, and masturbate in a warm tub to the soft erotic glow of my pixelated words on their e-book readers. Yay me.
There are some restrictions on this license, however. Authorship must be attributed, regardless of format. You're not allowed to rewrite the text, even you think the torture porn was gratuitous in behemoth and you know you can make Blindsight's infodumps less clunky. And you cannot charge money for work that I created and for which you paid nothing. (Or at least, you come to me first and we work out a deal where I get a cut.) The rights granted under my Creative Commons license are strictly noncommercial. Podobnie sporą część swojej twórczości udostępnia bezpłatnie pan Charles Stross.
|
|
| | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Problem polega tylko na tym, że sam autor tego nie sprzeda, a zatem (przykładowe szacunki): dochód wydawcy + 5 zł/szt, dystrybucja + 5 zł/szt., księgarnia + 5 zł/sztukę, koszt promocji + 5 zł/szt. W rezultacie masz 27,72 zł/szt lub 24,72 zł/szt. (e-book). Dodaj VAT i masz powyżej 30 zł za książkę. >No i właśnie chodzi o te "przykładowe szacunki" - czy naprawdę wszyscy ci pośrednicy muszą zarobić 5zł od sztuki? Tak, aby się utrzymać tyle muszą zarabiać. O tym decyduje rynek. Gdyby mogli spzredać więcej po niższej cenie i zarobić więcej, zrobili by tak, ale nie mogą.
>Teoretyzuję teraz, ale jeśli wydam książkę sama, to może wystarczyłoby mi opłacić promocję i postawić stronę z płatnym ściąganiem - albo skorzystać z czegoś już istniejącego.
Oczywiście, jeśli sama potrafisz zająć się promocją i sprzedażą, zrób to, wtedy duża część zysków pośredników trafi do Ciebie. Gdyby to było proste, większość by tak robiła, ale to nie jest takie proste: wiedza, doświadczenie, nakłady, koszty ...
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | dorias (722 punktów) |
>Oczywiście, jeśli sama potrafisz zająć się promocją i sprzedażą, zrób to, wtedy duża część zysków pośredników trafi do Ciebie. Gdyby to było proste, większość by tak robiła, ale to nie jest takie proste: wiedza, doświadczenie, nakłady, koszty ...
Cała wiedza jaka jest potrzebna do promocji sprzedaży przez internet o dziwo jest dostępna za darmo w tymże samym internecie jeżeli ktoś ma wystarczająco dużo chęci to znajdzie wiedz i ją wykorzysta.
Nakłady niby jakie?? W internecie nie ma nakładów jak z papierowymi książkami.
Koszty są stosunkowo niewielkie nawet recenzje pojawią się za darmo bo internauci sami piszą takowe na różnych portalach.
Doświadczenie samo przyjdzie w swoim czasie.
I wychodzi na to że wystarczy mieć chęci i trochę pomysłów na promocje siebie aby zarobić na pisaniu.
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >I wychodzi na to że wystarczy mieć chęci i trochę pomysłów na promocje siebie aby zarobić na pisaniu. Z Twego postu odczytuję, że Ty jeszcze nie zarabiasz na pisaniu, mam nadzieję, że Ci się uda i wtedy opowiesz nam o tym.
|
|
 | 4 na 4 | Ratatoskr (4439 punktów) | > A gdzie dystrybucja,Dystrybucja e-booka w klasycznej księgarni, jest jak przesyłanie pakietów internetowych na grzbietach osiołków. > promocjaAle ja nie chcę płacić za promocję książki (ani być do tego zmuszana). Ja chcę płacić za książkę. seksualnosc-kobiet.pl
|
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>A gdzie dystrybucja, >Dystrybucja e-booka w klasycznej księgarni, jest jak przesyłanie pakietów internetowych na grzbietach osiołków. Jeśli przez dystrybucję rozumiesz tylko wysłanie mailem, to faktycznie. A naprawdę nie rozumeisz czym jest dystrybucja książek. Możemy zrobić tak: ja dam Ci 5 tys. egzemplarzy książki (e-booka), którą chcę spzredać, od Ciebie oczekuję:
prowadzenai sprzedaży co najmniej w 50 księgarniach internetowych, propozycji "miłego" systemu rozliczeń, gwarancji sprzedazy na poziomie 100% nakładu, analiz dotyczących strutkury sprzedaży w rozbiciu na poszczególne punkty handlowe, miasta i powiaty oraz cechy internautów, udziału w akcjach promocyjnych prowadzonych przez wydawcę, ...
netto koszt książki - 18 zł, ile za dystrybucję? Mogę dać 2 zł/sztukę! Wchodzisz?
Wyślesz 5 tys. maili zarobisz 10 tys. zł, wchodzisz?
Wiesz teraz dlaczego to kosztuje więcej?
>>promocja >Ale ja nie chcę płacić za promocję książki (ani być do tego zmuszana). Ja chcę płacić za książkę. Książka to taki sam towar jak inne. Jak nie chcesz płacić za promocję to następnym razem kup aspirynę u producenta.
|
|
| |  | 5 na 5 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Możemy zrobić tak: ja dam Ci 5 tys. egzemplarzy książki (e-booka), którą chcę spzredać, od Ciebie oczekuję:I to jest właśnie przykład starego sposobu myślenia, który próbuje się mechanicznie stosować do zupełnie nowej rzeczywistości. Większość pojęć, których tutaj użyłeś w przypadku dóbr elektronicznych nie ma najmniejszego sensu. Po pierwsze nie ma sensu: "ja dam Ci 5 tys. egzemplarzy książki (e-booka)" Daj mi jeden plik. Skopiuje się go tyle razy ile będzie potrzeba. 5 tysięcy kopii mi do niczego nie potrzebne. > prowadzenai sprzedaży co najmniej w 50 księgarniach internetowych,A nie wolisz jednej porządnej? Bo wiesz, na jednym merlinie sprzedaje się pewnie kilka razy więcej niż 50 małych księgarniach - to nie jest real, gdzie pojedyncza księgarnia ma fizycznie ograniczoną pojemność - drugi błąd w myśleniu. Trzeci błąd w myśleniu: nie potrzebujesz żadnej oficjalnej księgarni, wystarczy strona, z której można pobrać zasób i za niego zapłacić. > propozycji "miłego" systemu rozliczeń,Najmilszy system rozliczeń = 100% dla twórcy. Twórca z zysku opłaca obsługę informatyczną i promocję. Czwarty błąd w myśleniu: jako autor nie potrzebujesz wydawcy. Potrzebujesz otwarcia na odmienną rzeczywistość dystrybucji w przestrzeni cyfrowej. > gwarancji sprzedazy na poziomie 100% nakładu,Tego to już w ogóle nie widzę sensu komentować. Nie ma nakładu, jest kopia wykonywana wtedy, gdy ktoś chce ją zakupić. Nie ma zwrotów, nie ma kosztów związanych z nietrafionym nakładem, prawie nie ma kosztów produkcji egzemplarza/kopii. > analiz dotyczących strutkury sprzedaży w rozbiciu na poszczególne punkty handlowe, miasta i powiaty oraz cechy internautów,Punkty, miasta, powiaty? A taki "punkt Google" to np. gdzie jest? Jeśli już, to wielkość miasta i charakterystyka nabywcy - tu ok, może przydać się na przyszłość, żeby wiedzieć, kto cię w ogóle czyta. > netto koszt książki - 18 zł, ile za dystrybucję? Mogę dać 2 zł/sztukę! Wchodzisz?18 zł? A nie wolisz sprzedać kilkadziesiąt tys za 2 zł? Albo wystawić za darmo do pobrania i za dobrowolną opłatą? (też można zarobić). pl.wikipedia.org/wiki/Nine_Inch_Nails#The_SlipCzemu trzymasz się tak niewolniczo modelu sprzedaży wypracowanego w epoce przed internetem? > Wiesz teraz dlaczego to kosztuje więcej?Wiem dlaczego to _kiedyś_ kosztowało więcej. Teraz tyle nie musi. seksualnosc-kobiet.pl
|
|
| | |  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) | No dobrze, to w wersji elektronicznej tak mogłoby wyglądać. Ale ja jestem starszą damą, która życzy sobie kupić książkę wydrukowaną na papierze, bo np. nie ma komputera, nie zna się na tym albo cokolwiek innego. Choćby kaprys taki ma, bo też jest z epoki sprzed internetu. To mam nie czytać, bo droga do dzieła jest tylko jedna - przez internet? Już bez przesady może. Tak, też ubolewam nad tym, że książki są drogie, coraz droższe.
Komunizm i katolicyzm mają to do siebie, że łączy je pruderia (M. Środa)
|
|
| | | |  | 2 na 2 | romaro (25211 punktów) | >Tak, też ubolewam nad tym, że książki są drogie, coraz droższe.
To jest ta zła strona wdrażania nowych technologii. Zdaję sobie sprawę, że nie tyle internet co w ogóle postęp techniczny będzie wypierał powoli i prawdziwe książki. Jednak próba wmawiania, że ebooki są drogie by chronić tradycyjne książki raczej nie prawdziwa. Liczy się kasa. Tak jak niektórzy z nostalgią wspominają płyty analogowe, tak w przyszłości miłośnicy literatury będą wspominać książki wydawane na papierze.
Osobiście sam przeczytałem kilka, dosłownie kilka ebooków i nie jest to komfortowy sposób czytania. Z ebookiem jest jak z wibratorem. Nie czujesz partnera. Kiedyś poza bibliotekami, księgarniami byłem bywalcem antykwariatów. Dobry tytuł w tamtych czasach najłatwiej było zdobyć w antykwariacie. Mam nadzieję że, nie dożyję czasów w których prawdziwą książkę będzie można nabyć tylko tam a jej imitacje wisieć będą na ścianach będąc w rzeczywistości kalendarzami.
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Osobiście sam przeczytałem kilka, dosłownie kilka ebooków i nie jest to komfortowy sposób czytania. Z ebookiem jest jak z wibratorem. Nie czujesz partnera.No niestety nie mam wiedzy w tym względzie, czy nie powinieneś się hamować z takimi wypowiedziami na forum?
|
|
| | | | |  | | spellbinder (8577 punktów) | >Osobiście sam przeczytałem kilka, dosłownie kilka ebooków i nie jest to komfortowy sposób czytania.
Dla Ciebie nie jest komfortowy. Dla mnie jest za to bardzo komfortowy, dużo bardziej niż książka.
Z tym, że ja od pierdaczka miałem do czynienia z komputerami - zaczęło się od atarynki - także nie musiałem się nawet przestawiać. Ale i samej książki nigdy nie oceniałem po okładce (ani formacie), a ważna była dla mnie raczej zawartość.
|
|
| | | | | |  | | romaro (25211 punktów) | >Z tym, że ja od pierdaczka miałem do czynienia z komputerami - zaczęło się od atarynki - także nie musiałem się nawet przestawiać.
Byłem już ojcem. gdy stałem się posiadaczem pierwszego komputera jakim był 4bitowy Texas Instruments . Nie było wtedy jeszcze ZX spectrum a o popularnym Atari jeszcze nikt nie słyszał u nas. Nie było programów. Na Texasie poznałem język maszynowy. Poznałem pierwszy, dzisiaj już archaiczny język Bacic. Pierwszego peceta złożyłem sam w czasie gdy większość używała atari, w czasi gdy do nas docierała Amiga chyba 1000. Pierwszy komputer wyposażony w CD (nie pomyl z tą popularną już wtedy Amigą na małe dyskietki) W zasadzie w swoim posiadaniu miałem wszystkie komputery dostępne u nas. Wyjątkiem była AMIGA 3000. Prawdopodobnie najlepszy komputer do użytku domowego. Niestety polityka dystrybucji oprogramowania wyrugowała z rynku ten sprzęt. Kto? Ano Ci, którzy dzisiaj najgłośniej krzyczą o prawach autorskich. Firma która pozwoliła Rapidowi działać i zgodziła się płacić za niego ewentualne pozwy sądowe, pod warunkiem że na serwerach nie będzie umieszczał oprogramowania tejże firmy. Pierwsze ręczne łączenie z internetem, jeszcze przez PPP, nawet nie pamiętam już kiedy zaliczyłem
|
|
| | | | | | |  | | spellbinder (8577 punktów) | > Byłem już ojcem.I tu się wszystko rozbija  Ja zacząłem jako czterolatek, Ty jako dużo "później" w linii życia. I mimo iż pierwszą powieść przeczytałem jak miałem koło pięciu-sześciu lat, to jednak monitor pozostał dla mnie bardzo naturalną rzeczą.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | Twój post wskazuje tylko jedno: nie masz pojęcia o wydawaniu i sprzedaży książek, ale do rzeczy. > Daj mi jeden plik. Skopiuje się go tyle razy ile będzie potrzeba. 5 tysięcy kopii mi do niczego nie potrzebne.Jasne, a mam Ci uwierzyć na słowo, że sprzedasz 5 tys., a nie 10 tys., a jak udowodnisz mi, że sprzedałeś 5 tys.? Człowieku to jest biznes, a nie pobieranie plików, niczego nie rozumeisz. > >prowadzenai sprzedaży co najmniej w 50 księgarniach internetowych,> A nie wolisz jednej porządnej? Bo wiesz, na jednym merlinie sprzedaje się pewnie kilka razy więcej niż 50 małych księgarniach - to nie jest real, gdzie pojedyncza księgarnia ma fizycznie ograniczoną pojemność - drugi błąd w myśleniu. Trzeci błąd w myśleniu: nie potrzebujesz żadnej oficjalnej księgarni, wystarczy strona, z której można pobrać zasób i za niego zapłacić.Jesteś zabawny, myślisz, że jedna duża księgarnia załatwi cały rynek? Właśnie to jest real człowieku! Książki powinny być w wielu księgarniach internetoych, aby potencjalny klient mógł je "zobaczyć", ograniczanie rynku do użytkowników jednej księgarni to żart? Przy takiej spzredaży nawet nie będzie się opłacało tej książki pisać. Wystarczy strona z której można coś pobrać? Najtańsze linki w sieci kosztują ok. 10 gr, średni procent realizujących transakcję np 0,5%. Czyli aby sprzedać 1 książkę musisz zapłacić 20 zł za "kliknięcie". To koszt promocji. Owszem, w przypadku np lektury w pdf, którą wszyscy znają i ściągają można tak zrobić, ale chyba nie chodzi o lektury. > >propozycji "miłego" systemu rozliczeń,> Najmilszy system rozliczeń = 100% dla twórcy. Twórca z zysku opłaca obsługę informatyczną i promocję. Czwarty błąd w myśleniu: jako autor nie potrzebujesz wydawcy. Potrzebujesz otwarcia na odmienną rzeczywistość dystrybucji w przestrzeni cyfrowej.Koszty promocji - patrz wyżej - 20 zł. Zastanów się, dlaczego prawie nikt ze znanych osób - twórców, nie robi tak jak proponujesz? Tylko te Empiki, firmy fonograficzne, itd? Gdyby to było takie proste i tanie, jak Ci się wydaje, to wszsycy by tak robili. > >gwarancji sprzedazy na poziomie 100% nakładu,> Tego to już w ogóle nie widzę sensu komentować. Nie ma nakładu, jest kopia wykonywana wtedy, gdy ktoś chce ją zakupić. Nie ma zwrotów, nie ma kosztów związanych z nietrafionym nakładem, prawie nie ma kosztów produkcji egzemplarza/kopii.Niczego nie rozumiesz, to Ty jesteś jakby z innego świata. Spróbuj wydać książkę i z niej żyć. Kopia powinna być zabezpieczona, mieć numer, słowo "nakład" oznacza te 5 tys. Księgarnia internetowa to biznes, jak jakaś książka wyskakuje w niej na pierwszym miejscu w danej kategorii, to "miejsce" kosztuje, księgarnia i dystrybutor (o ile umowa to obejmuje) musi mieć pewność że sprzeda np 5 tys., bo poniżej np 2 tys. całe pisanie książki się nie opłaca (chyba że artyści hobbyści). Tobie się wydaje, że pisarz napisze książkę, będzie pisał 3 miesiące, a potem zrobi sobie stronę w Internecie i wyśle ebooki to Merlina i ile się sprzeda tyle zarobi? Człowieku, na jakim żyjesz świecie? Aby artysta dalej mógł tworzyć, musi zarabiać, musi zatem np sprzedać te 5 tys., aby mając np 5 zł od książki, zarobić 25 tys. Sam tego nie zrobi. Mam na myśli oczywiście nie książki typu bestsellery lub znanych celebrytów, bo to się może kręcić samo. > >analiz dotyczących strutkury sprzedaży w rozbiciu na poszczególne punkty handlowe, miasta i powiaty oraz cechy internautów,> Punkty, miasta, powiaty? A taki "punkt Google" to np. gdzie jest? Jeśli już, to wielkość miasta i charakterystyka nabywcy - tu ok, może przydać się na przyszłość, żeby wiedzieć, kto cię w ogóle czyta.Właśnie o to chodzi, o wiedzę kto czyta daną książkę, na jakie strony wchodzi, z jakich przychodzi. Google to nie punkt, księgarnia to taki punkt! > >netto koszt książki - 18 zł, ile za dystrybucję? Mogę dać 2 zł/sztukę! Wchodzisz?> 18 zł? A nie wolisz sprzedać kilkadziesiąt tys za 2 zł? Albo wystawić za darmo do pobrania i za dobrowolną opłatą? (też można zarobić).Chodzi właśnie o to, że tyle nie sprzedaż sam! > pl.wikipedia.org/wiki/Nine_Inch_Nails#The_Slip> Czemu trzymasz się tak niewolniczo modelu sprzedaży wypracowanego w epoce przed internetem?Ja się trzymam? Takie jest życie! Po prostu, jeśli chcesz jako artysta żyć z np pisania, to musisz dostosowywać się do rynku, promować się, prowadzić sprzedaż, itd. Tym zajmują się fachowcy, potrafią oni sprzedać badziew za 100zł, a Ty jako artysta nie przebijesz się z czymś lepszym za 50 zł. Taki jest świat. Aby zarabiać musisz sprzedać określona ilość egzemplarzy (kopii), najczęściej sam tego nie zrobisz i na tym polega problem. > >Wiesz teraz dlaczego to kosztuje więcej?> Wiem dlaczego to _kiedyś_ kosztowało więcej. Teraz tyle nie musi.Tak, czasami nie musi! Jeśli jest już twórca znany, jak np Grochola, mogłaby sobie na to pozwolić, zrobić stronę i sprzedawać w pdf za 7 zł (tyle dla niej), zamiast w Empkach za 50 zł (dla niej też 7 zł). Wtedy jednak nie sprzeda 100 tys. egzemplarzy, tylko 10 tys., zarobi tyle samo, z tej książki. Ale z kolejnej już mniej (mniej wywiadów, spotkań, mnijesza promocja, itd). W ten sposób powoli sprzedasz koeljnych książek spadnie, a w jej miejsce wejdzie nowa "Ania z Gęsiszewa", która pisze też nie źle i ma dobrą promocję. Dlatego taka Grochola tego nie robi. To jest życie, takie ono jest. A zwykły pisarzyna lub dobry ale niszowy może liczyć przy normalnej promocji na góra 10 tys. egzemplarzy, od sztuki dostanie 10%, czyli przy cenie 50 zł dostanie 5zł? Zarobi zatem 50 tys., napisze 2 książki w roku i jakoś żyje. Gdyby zrobił sobie stronę i sprzedawał pdf, sprzedałby może 1 tys. za 5 zł, niestety za 10 tysięcy rocznie nie wyżywi rodziny. I koło się zamyka! Takie życie. Z resztą ja nie jestem wydawcą ani autorem, trochę czasami ocieram sie o ten rynek, ale wśród wielu użytkowników racjonalisty są autorzy, niech napiszą jak to jest, racjonalista też wydaje książki, to może z tej perspektywy ktoś coś na
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Niczego nie rozumiesz, to Ty jesteś jakby z innego świata. Spróbuj wydać książkę i z niej żyć. Kopia powinna być zabezpieczona, mieć numer,A przed każdym automobilem powinien biec człowiek z czerwoną flagą? Faktycznie jesteś jakby z innego świata. seksualnosc-kobiet.pl
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Ratatoskr (4439 punktów) | > A zwykły pisarzyna lub dobry ale niszowy może liczyć przy normalnej promocji na góra 10 tys. egzemplarzy, od sztuki dostanie 10%, czyli przy cenie 50 zł dostanie 5zł? Zarobi zatem 50 tys., napisze 2 książki w roku i jakoś żyje. Gdyby zrobił sobie stronę i sprzedawał pdf, sprzedałby może 1 tys. za 5 zł, niestety za 10 tysięcy rocznie nie wyżywi rodziny. I koło się zamyka! Takie życie.Robisz stronę, udostępniasz na niej za darmo kilka e-booków związanych tematycznie z tymi, które chcesz później sprzedawać za pieniądze. Jedynym warunkiem udostępnienia darmowego e-booka jest zapisanie się na listę mailingową. Pracujesz kilka miesięcy nad promocją strony i swoich darmowych produktów. Zbierasz listę powiedzmy 10 tys maili. Potem raz na miesiąc rozsyłasz do tych ludzi ofertę kupienia e-booka powiedzmy za 5-10 zł. To nie musi być wielkie dzieło, nad którym siedzisz przez cały rok, ważne żeby profilem pasował do poprzednich tekstów, wtedy możesz liczyć na jakiś 1-2% sprzedaży, czyli masz 500-2000 zł miesięcznie za kilka dni pracy. Jeden z wielu możliwych modeli sprzedaży. Właściwie ledwie "zaczynacz" czegoś większego, tylko trzeba myśleć i poszukiwać możliwości, które powstają w nowej rzeczywistości, a nie próbować "jeździć na grzbietach dinozaurów" i marudzić, że inni oszukują, bo poruszają się szybciej, przebiegając im między nogami. seksualnosc-kobiet.pl
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>A zwykły pisarzyna lub dobry ale niszowy może liczyć przy normalnej promocji na góra 10 tys. egzemplarzy, od sztuki dostanie 10%, czyli przy cenie 50 zł dostanie 5zł? Zarobi zatem 50 tys., napisze 2 książki w roku i jakoś żyje. Gdyby zrobił sobie stronę i sprzedawał pdf, sprzedałby może 1 tys. za 5 zł, niestety za 10 tysięcy rocznie nie wyżywi rodziny. I koło się zamyka! Takie życie. >Robisz stronę, udostępniasz na niej za darmo kilka e-booków związanych tematycznie z tymi, które chcesz później sprzedawać za pieniądze. Jedynym warunkiem udostępnienia darmowego e-booka jest zapisanie się na listę mailingową. Skąd weźmiesz te darmowe ebooki? Napiszesz, ukradniesz?
>Pracujesz kilka miesięcy nad promocją strony i swoich darmowych produktów. Zbierasz listę powiedzmy 10 tys maili. Pracuję za darmo? A co w tym czasie żrę? Mama mi daje kieszonkowe?
> Potem raz na miesiąc rozsyłasz do tych ludzi ofertę kupienia e-booka powiedzmy za 5-10 zł. To nie musi być wielkie dzieło, nad którym siedzisz przez cały rok, ważne żeby profilem pasował do poprzednich tekstów, wtedy możesz liczyć na jakiś 1-2% sprzedaży, czyli masz 500-2000 zł miesięcznie za kilka dni pracy.
Za kilka dni pracy? A napisanie tych darmowych ebooków, kilka miesięcy budowania listy mailingowej, pisanie książki?
>Jeden z wielu możliwych modeli sprzedaży. Właściwie ledwie "zaczynacz" czegoś większego, tylko trzeba myśleć i poszukiwać możliwości, które powstają w nowej rzeczywistości, a nie próbować "jeździć na grzbietach dinozaurów" i marudzić, że inni oszukują, bo poruszają się szybciej, przebiegając im między nogami.
Oczywiście pomysł dobry dla studenta lub początkującego pisarza, ale nie dla kogoś kto chce realnie zarabiać.
A teraz pomyśl. Tylko piszesz przez 6 miesięcy książkę, wydawnictwo robi Ci promocję, dystrybuje. Sprzedaż przez kolejne 6 miesięcy np 5 tys. sztuk po 50 zł, Ty masz z tego 5 zł, czyli 25 tysięcy, za pół roku pracy (czyste pisanie), 6 miesięcy sprzedaży możesz poświęcić na kolejnną książkę, możesz zatem zarobić 50 tys./rok.
A Ty proponujesz pisanie darmowych ebooków, budowanie listy mailingowej, wysyłkę maili, zapomniałeś dodać, że trzeba je odbierać, sprawdzać czy doszedł przelew, będziesz miał też trochę reklamacji, a jak nie oddasz kasy to Cię podpier... do GIODO, że nie spełniasz ustawy o ochr. danych osobowych, pamiętaj też że to co robisz to w zasadzie działalnośc gospodarcza, więc ZUSy, itd, przy szacowaniu dochodu 500-2000 zł, przyjmijmy 1500, ta cała zabawa jest na granicy opłacalności, zamienia twórcę w administratora strony www i odbieracza maili oraz sprawdzacza przelewów, itd.
I co? Ja tam wolę przez rok pisać 2 książki i zarobić 50 tys. niż to co Ty proponujesz. Dlatego właśnie twórcy tak działają, a nie tak jak Ty byś chciał.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Ratatoskr (4439 punktów) | > I co? Ja tam wolę przez rok pisać 2 książki i zarobić 50 tys. niż to co> Ty proponujesz. Dlatego właśnie twórcy tak działają, a nie tak jak Ty byś chciał.To, co proponuję to jest prostacki, eksperymentalny system do zrobienia własnymi siłami w ciągu kilku miesięcy. Nie twierdzę, że taki jest docelowy kształt, tylko, że w ciągu kilku miesięcy pracy da się zacząć na czymś takim zarabiać, sprzedając własne teksty bez pośredników. Po zainwestowaniu w system kilku lat pracy, rozbudowie bazy maili do kilkudziesięciu tys pozycji można na czymś takim zacząć zarabiać już sensowną kasę i choćby samemu stać się pośrednikiem oferującym innym sprzedaż za procent od zysku (powiedzmy za 30%-50% nie 90%). Jak ktoś koniecznie chce tylko pisać i niczym więcej się nie martwić, to niech szuka np. kogoś w stylu Złotych Myśli, kto zaoferuje mu sensowniejszy procent. Niech się zorganizuje z innymi w jakaś spółdzielnię, jeśli sam nie umie. Tylko - do licha - jeżeli woli jednak pójść pracować do fabryki samochodów (ew. książek) i oddać komu innemu 90% przychodu ze sprzedaży swojego produktu, to niech się potem nie upiera, że to jest jedyna dostępna możliwość i wszyscy ci wydawcy, dystrybutorzy, pośrednicy i czarownicy są tu kluczowi i niezbędni. seksualnosc-kobiet.pl
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Ratatoskr (4439 punktów) | > >Pracujesz kilka miesięcy nad promocją strony i swoich darmowych produktów. Zbierasz listę powiedzmy 10 tys maili.> Pracuję za darmo? A co w tym czasie żrę? Mama mi daje kieszonkowe?Niby racja, ale: > I co? Ja tam wolę przez rok pisać 2 książki i zarobić 50 tys.A w czasie tego pisania przez rok czy pół roku to co niby żresz? Mama ci daje kieszonkowe? seksualnosc-kobiet.pl
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>>Pracujesz kilka miesięcy nad promocją strony i swoich darmowych produktów. Zbierasz listę powiedzmy 10 tys maili. >>Pracuję za darmo? A co w tym czasie żrę? Mama mi daje kieszonkowe? >Niby racja, ale: >>I co? Ja tam wolę przez rok pisać 2 książki i zarobić 50 tys. >A w czasie tego pisania przez rok czy pół roku to co niby żresz? Mama ci daje kieszonkowe?
Przez te pół roku pisania żrę za kasę z tamtego roku, a Ty proponujesz mi, abym przez kolejne pół roku budował sobie bazę maili, zamiast pisać książki, abym zamienił się w administratora i na koniec proponujesz, aby żyjąc przez kilka lat na granicy ubóstwa stworzył system dystrybucyjno-wydawniczy i stał się wydawcą, biorąc 30-50% ceny. Ale ja (ja przykładowe) wolę pisać, pisać, pisać.
Możesz też będąc miłośnikiem fotografowania stworzyć fabrykę aparatów fotograficznych, tylko ile czasu pozostanie Ci na fotografowanie?
Nie chcę się już sprzeczać, bo chyba się rozumiemy. Ja uważam, że można zarabiać na pisaniu tak jak Ty proponujesz, wymaga to jednak lat pracy, nie daje solidnego zarobku w miarę szybko i niesie ryzyko niepowodzenia (musisz znać się nie tylko na pisaniu, ale na promocji, prawie, administracji serwisami, itd). Dla młodych ludzi oraz geniuszy to może być rozwiązanie, dla uznanych pisarzy szkoda czasu. Istnieje też ryzyko, że ten młody nie stanie się nigdy uznany, bo nie starczy mu czasu na pisanie. Jest to też rozwiązanie dobre dla kogoś kto ma pracę, ale chce zostać pisarzem, pomęczy się kilka lat Twoim sposobem i może się uda. Próbować zawsze warto, to chyba dobrze, że jest wybór.
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Piractwo jest kradzieżą.
Ludzie lubią filmy o piratach. Zwłaszcza w pirackiej wersji.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | > Ludzie lubią filmy o piratach. Zwłaszcza w pirackiej wersji.Ludzie lubią wszystko w pirackiej wersji z oczywistych powodów. Jeśli film, muzyka, program etc. od pirata są tak samo dobre jak w wersji oryginalnej a za oryginał trzeba sporo płacić, to nie ma się czemu dziwić. Jeśli producent zacznie grać niekoniecznie uczciwie ale chociaż rozsądnie, to ma szansę zepchnąć piratów na margines. Mówiąc "rozsądnie" mam na myśli możliwie przystępną cenę, dobry serwis, stosowanie skutecznych zabezpieczeń- takich które piracenie czynią bardzo niewygodnym. Wszystko to razem sprawia, że większość użytkowników, dla świętego spokoju zapłaci za oryginał. Mówiąc "niekoniecznie uczciwie" mam na myśli np. sprzedawanie systemu operacyjnego w komplecie z komputerem  Można się oburzać ale trzeba przyznać, że strategia jest skuteczna.
Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
|
|
| |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) |
> rly?Cóż, nieprzypadkowo tak gwałtownie rośnie sprzedaż filmów w Netflix czy iTunes, przy jednoczesnym spadaniu sprzedaży DVD. Te pierwsze zapewniają właśnie właściwy UX. BTW: AppStore osiągnął sukces, bo instalowanie i używanie na nim legalnego oprogramowania jest porównywalnie łatwe jak pirackiego (żadnych tam kodów aktywacyjnych i zgadzania się na EULA), ale znacznie bezpieczniejsze (zero wirusów).
|
|
-1 na 1 katechetka (-31 punktów) (zablokowany) | Polecam biblioteki i czytelnie.Słowo pisane udostępnione za darmo.
|
|
 | 4 na 4 |
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|