Racjonalista - Strona głównaDo treści
Hollywood powstało na piraceniu Edisona? :)

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
25-01-2012 15:49Jarek Duda (1185 punktów)Hollywood powstało na piraceniu Edisona? :)
Ocena 6 na 6
Właśnie znajomy mi zwrócił uwagę na bardzo ciekawą ironię historii - skoro Edison działał na wschodnim wybrzeżu, dlaczego Hollywood powstało na zachodnim?
No i okazuje się że ponoć m.in. wytwórnie które stały się dzisiejszym Paramount, Fox Twentieth Century, Warner Bros. czy Universal Studios pojechały tam żeby "omijać" patenty Edisona, który zdążył zmonopolizować wszystko związane z filmem:
en.wikiped(*)s_Company#Backlash_and_Decline
www.wired.(*)ijack-the-movie-industry/all/1
www.cobbles.com/simpp_archive/edison_trust.htm
www.punker(*)e_worlds_greatest_pirates.html

Może znacie inne ciekawe historie zamykania koła odnośnie zwolenników bezwzględnego przestrzegania praw autorskich?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

spellbinder (8577 punktów)
Co to ma do rzeczy? W sensie do tego, co się dzieje dzisiaj z prawami autorskimi?

Wtedy było wtedy i mordercy z rewolwerami byli w Stanach wychwalanymi bohaterami, a dzisiaj jest dzisiaj.
25-01-2012 17:35 
 Ocena 3 na 3
Jarek Duda (1185 punktów)
Owszem - wtedy to było barbarzyństwo, a na szczęście dziś to jest cywilizowane np. kredytowe niewolnictwo, humanitarna eutanazja, "współpraca" z biednymi krajami czy szerzący wiarę islamiści ;p ... ale ja nie mówię że piractwo jest dobre, tylko wskazuję na ciekawą ironię historii: że ci biedni milionerzy którzy przez wszędobylskich piratów nie mogą sobie pozwolić na kolejne jachty, powstali właśnie na piraceniu - gdyby lepiej pilnowali prawa autorskiego to nie byłoby Hollywood, a dzięki monopolowi Edisona przemysł filmowy byłby pewnie z dekadę w plecy ...
25-01-2012 17:41 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>ci biedni milionerzy którzy przez wszędobylskich piratów nie mogą sobie pozwolić na kolejne jachty, powstali właśnie na piraceniu - gdyby lepiej pilnowali prawa autorskiego to nie byłoby Hollywood, a dzięki monopolowi Edisona przemysł filmowy byłby pewnie z dekadę w plecy ...

A mimo wszystko to jest inny rodzaj piracenia. Czym innym jest piracenie czyjejś technologii, a czym innym piracenie czyjegoś filmu, książki, itd.
25-01-2012 17:47 
 Ocena 1 na 1
Jarek Duda (1185 punktów)
>A mimo wszystko to jest inny rodzaj piracenia. Czym innym jest piracenie czyjejś technologii, a czym innym piracenie czyjegoś filmu, książki, itd.
Owszem - filmy, książki to jedne z rozrywek, natomiast monopolizacja technologii bezpośrednio wpływa na życie społeczeństwa ;p
spellbinder (8577 punktów)
>Owszem - filmy, książki to jedne z rozrywek, natomiast monopolizacja technologii bezpośrednio wpływa na życie społeczeństwa ;p

A nie?
26-01-2012 07:54 
 Ocena 3 na 3
Jarek Duda (1185 punktów)
Czyli jednak traktujesz piracenie rozrywki za moralnie bardziej naganne niż technologii zmieniających świat ...
A nie jest tak dlatego że bezpośrednio spotykamy się praktycznie tylko z tym pierwszym?

A gdyby np. ktoś opracował działający domowej roboty wywar leczący raka - czyli z perspektywy ludzkości chyba nawet bardziej wartościowe niż wszystkie harypotery ... ale receptura zaraz by się rozeszła i pewnie nie dostałby ani grosza ...
Bardzo podobnym przykładem jest praca matematyków, fizyków teoretyków dzięki którym zrozumienie ludzkości szło do przodu ... a zwykle nie dostawali za tą własność intelektualną ani grosza (niektórym czasopismom wręcz płaci się za możliwość opublikowania) ... natomiast kosmiczne pieniądze oczekują np. za "patent 6 339 780: "umieszczenie ikonki sygnalizującej status ładowania strony w obszarze wyświetlania treści przeglądarki"" - za oczywiste pomysły patentowane tylko żeby blokować konkurencję, czy sekwencjonowanie i patentowanie wszystkiego co się rusza w biologii ...
Gdzie tu sens czy sprawiedliwość?

A cała okoliczna hipokryzja pokazuje że ta walka o prawa autorskie jest jak związki zawodowe - tu nie chodzi o jakąś głębszą sprawiedliwość czy idealizm, tylko o to żeby jedna grupa społeczna miała jeszcze lepiej kosztem całego społeczeństwa.
spellbinder (8577 punktów)
>Czyli jednak traktujesz piracenie rozrywki za moralnie bardziej naganne niż technologii zmieniających świat ...

Nie. Zabieranie komuś czegoś co sam zrobił jest naganne w obydwu przypadkach. Ale technologie powinny być - i są zdaje się - objęte ochroną zdecydowanie krócej.

>A gdyby np. ktoś opracował działający domowej roboty wywar leczący raka - czyli z perspektywy ludzkości chyba nawet bardziej wartościowe niż wszystkie harypotery ... ale receptura zaraz by się rozeszła i pewnie nie dostałby ani grosza ...

To by sobie go sprzedał jakiejś firmie i zarobił na tym zdecydowanie więcej, niż praktycznie dowolny autor (z nielicznymi wyjątkami) na swoich książkach czy muzyce.

Tu oczywiście powstaje również problem badań. Bo gdyby taki cwaniaczek nagle zaczął sprzedawać ten swój wywar bez przeprowadzenia nad nim badań, to byłby zwyczajnym sk****m.

>Gdzie tu sens czy sprawiedliwość?

Tu, że de facto większość tej fizyki, dopóki się z tym nie zrobi czegoś realnie, pozostaje niepotrzebne dla szerszej populacji. A jak już się to zrobi "realnie", to nie będzie to wykonane przez tą osobę, która zajmowała się daną teorią.

>A cała okoliczna hipokryzja pokazuje że ta walka o prawa autorskie jest jak związki zawodowe - tu nie chodzi o jakąś głębszą sprawiedliwość czy idealizm, tylko o to żeby jedna grupa społeczna miała jeszcze lepiej kosztem całego społeczeństwa.

Jaka grupa społeczna? W Polsce? Grupa społeczna polskich artystów ma wg. Ciebie w jakikolwiek sposób "lepiej"? Kosztem całego społeczeństwa?!

Jest sobie taki Pilipiuk, facio który się cieszy z tego, że może zarabiać na pisaniu. Nie zarabia kokosów i w naszym kraju ich zarabiać nigdy nie będzie. Ile osób kupi jedną jego powieść? 50.000? A ile będzie spiracone? Cholera wie. Starczy, że na hasło "pilipiuk chonikuj" wysypuje się 420.000 wyników w googlu.

Tak więc to nie tyle społeczeństwo zyskuje na tym całym procederze (bo cóż takiego można zyskać na czytaniu Pilipiuka, bez obrazy dla nikogo), a kilku ziutków, którzy chcą sobie na chomiku puścić cudze książki i oglądać rosnący licznik ściągnięć.
26-01-2012 22:55 
 Ocena 2 na 2
Jarek Duda (1185 punktów)
>Nie. Zabieranie komuś czegoś co sam zrobił jest naganne w obydwu przypadkach. Ale technologie powinny być - i są zdaje się - objęte ochroną zdecydowanie krócej.
'Oglądanie/słuchanie pirata' w przeciwieństwie do np. kradzieży samochodu, nie polega na tym że artysta traci, a tylko że nie zyskuje ... i wymaganie zapłaty nie oznacza że jednak zyska, a raczej głównie po prostu mniejszą ilość odbiorców/popularność/ludzi chętnych dalej propagować czy zapłacić za bilet na koncert - bo wybiorą oni pewnie alternatywne rozrywki bardziej dopasowane do ich sytuacji ekonomicznej ...
Dalej w przypadku rozrywek, chyba większość 'piratów' nie używa tego dla zysku, tylko dla własnego użytku ... natomiast z technologią jest dużo gorzej - kradnie się głównie bezpośrednio dla własnego zysku: żeby jak najwięcej zarobić na czyimś pomyśle i się z nim nie podzielić - jak Hollywood wobec Edisona.
>>A gdyby np. ktoś opracował działający domowej roboty wywar leczący raka - czyli z perspektywy ludzkości chyba nawet bardziej wartościowe niż wszystkie harypotery ... ale receptura zaraz by się rozeszła i pewnie nie dostałby ani grosza ...
>To by sobie go sprzedał jakiejś firmie i zarobił na tym zdecydowanie więcej, niż praktycznie dowolny autor (z nielicznymi wyjątkami) na swoich książkach czy muzyce.
Specjalnie napisałem "domowej roboty", czyli że już wiedząc jak, każdy mógłby sobie 'spiracić' np. dla uratowania życia swojego lub kogoś z rodziny ...
Ale w tym przykładzie chodziło mi o znaczenie badań podstawowych - na których 'ramionach stoją' te z których jest ta gruba kasa, a jednak bezpośrednio zwykle nie dają patentów. Profesor fizyki zwykle dużo oddał darmo światu bezcennej wartości intelektualnej, ale nawet gdyby znalazł teorię wszystkiego, nie będzie zarabiał bezpośrednio z tej własności intelektualnej.
Większość ludzi na uniwersytetach właśnie w taki sposób pracuje całe życie, próbując poprawić zrozumienie i funkcjonowanie świata ... powiesz naiwni idealiści, bo przecież mogliby często zamiast tego za pomysły swojego intelektu dostawać kupę kasy ... po prostu banda frajerów.
>>A cała okoliczna hipokryzja pokazuje że ta walka o prawa autorskie jest jak związki zawodowe - tu nie chodzi o jakąś głębszą sprawiedliwość czy idealizm, tylko o to żeby jedna grupa społeczna miała jeszcze lepiej kosztem całego społeczeństwa.
>Jaka grupa społeczna? W Polsce? Grupa społeczna polskich artystów ma wg. Ciebie w jakikolwiek sposób "lepiej"? Kosztem całego społeczeństwa?!
Po pierwsze wrzawę robią chyba głównie zachodnie wytwórnie muzyczne - z płyty artysta dostaje jakieś kilka procent, natomiast dużo więcej płacimy wytwórni - za żadną pracę artystyczną, tylko bogaczom którzy chcieliby być jeszcze bogatsi, rzucając resztki swojej trzódce - dla mnie to właśnie jest przykład bezpośredniej kradzieży od muzyków: nie żeby docenić ich pracę jak 'pirat', a tylko dla płytkiego egoistycznego zysku ich kosztem.
Dalej tamtejsi artyści na przykład za przeczytanie kilku zdań Barta Simpsona do 20 min. odcinka dostają 400 000$, czyli na nasze jakieś 5-10 mieszkań. Za nie kupują środki wytworzone setkami tysięcy godzin życia 'zwykłych ludzi' - za przeczytanie kilku zdań dostaje od społeczeństwa równowartość niewolnika spełniającego wszystkie zachcianki szefa ('pracującego') przez np. 40 lat na naszą średnią krajową.
... i kto tu kogo okrada? No tak ... przecież w naszym cywilizowanym świecie liczy się okradanie z pieniędzy a nie z jakiegoś tam życia ...
Wracając do Polski - nieznanym artystom raczej zależy na rozgłosie, więc chętnie rozrzucają swoją działalność np. po youtubie i żyją z koncertów ... natomiast wątpię żeby ciężko się żyło takim których płyty się już sprzedają ...
>Jest sobie taki Pilipiuk, facio który się cieszy z tego, że może zarabiać na pisaniu. Nie zarabia kokosów i w naszym kraju ich zarabiać nigdy nie będzie. Ile osób kupi jedną jego powieść? 50.000? A ile będzie spiracone? Cholera wie. Starczy, że na hasło "pilipiuk chonikuj" wysypuje się 420.000 wyników w googlu.
Owszem książki mają trochę inną specyfikę - np. nie ma odpowiedników koncertów. Myślę że jednak sporo jest osób które wolą czytać, postawić na półce ładnie pachnące papierowe wydania.
Co do książek pojawia się inny 'problem' - biblioteki, czyli jak dla mnie dużo większy wróg zysku wydawcy - ludzie nie dość że nie płacą za pachnące papierowe wersje, to jeszcze nawet nie powinni mieć wyrzutów sumienia, bo robią wszystko zgodnie z prawem...
I już widuję analogi dla gier komputerowych ... które będą rosły jak grzyby po deszczu jeśli wzmocni się prawo antypirackie ... i artysta też nie zarobi i to tym razem legalnie ... a może żeby jednak zarobił lepiej zadziała wiara w dobrą wolę użytkowników i dopasowanie cen do sytuacji ekonomicznej danego kraju?
27-01-2012 00:03 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>'Oglądanie/słuchanie pirata' w przeciwieństwie do np. kradzieży samochodu, nie polega na tym że artysta traci, a tylko że nie zyskuje ...

Artysta-muzyk może nawet na piractwie zarobić. Każdy artysta może zarobić, bo piractwo jest formą reklamy, a piratów notorycznych jest niewielu.

Problem polega jednak na tym, że ktoś na piractwie zyskuje. Taki Megaupload na przykład. Tacy kolesie wrzucający do sieci setki pirackich plików, zbierający od takich Megauploadów kasę.

>Dalej w przypadku rozrywek, chyba większość 'piratów' nie używa tego dla zysku, tylko dla własnego użytku

Ci co piraty rozpowszechniają zdecydowanie na tym zarabiają. Ci co ściągają w oczywisty sposób nie.

>Specjalnie napisałem "domowej roboty", czyli że już wiedząc jak, każdy mógłby sobie 'spiracić' np. dla uratowania życia swojego lub kogoś z rodziny ...

Każdy, kto by użył takiego specyfiku byłby albo desperatem, albo idiotą.

>Profesor fizyki zwykle dużo oddał darmo światu bezcennej wartości intelektualnej, ale nawet gdyby znalazł teorię wszystkiego, nie będzie zarabiał bezpośrednio z tej własności intelektualnej.

Darmo nie darmo. W końcu siedzi na posadce i wyprowadza sobie wzory za kasę uczelni.

>Większość ludzi na uniwersytetach właśnie w taki sposób pracuje całe życie, próbując poprawić zrozumienie i funkcjonowanie świata ... powiesz naiwni idealiści, bo przecież mogliby często zamiast tego za pomysły swojego intelektu dostawać kupę kasy ... po prostu banda frajerów.

Nikt im nie kazał. Może być, że im w ogóle nie chodzi o żadną kasę. Jednak nie mogą żądać pieniędzy za coś, co nie jest ich tworem.

>dla mnie to właśnie jest przykład bezpośredniej kradzieży od muzyków: nie żeby docenić ich pracę jak 'pirat', a tylko dla płytkiego egoistycznego zysku ich kosztem.

Owszem. Ale też nikt muzyka nie zmusza do podpisywania kontraktu z wytwórnią. On też ma z tego profity, marketing, profesjonalną obsługę itd. A kasę za koncerty zabiera.

>Za nie kupują środki wytworzone setkami tysięcy godzin życia 'zwykłych ludzi' - za przeczytanie kilku zdań dostaje od społeczeństwa równowartość niewolnika spełniającego wszystkie zachcianki szefa ('pracującego') przez np. 40 lat na naszą średnią krajową.

No i co z tego? Ktoś za to tyle płaci. To jest tyle warte. Sheen dostawał jakieś miliony za wystapienie w cieniutkim sitcomie, bo ludzie chcieli go oglądać, a firmy chciały płacić kasę za reklamę.

>... i kto tu kogo okrada? No tak ... przecież w naszym cywilizowanym świecie liczy się okradanie z pieniędzy a nie z jakiegoś tam życia ...

Nikt nie kazał nikomu zostawać niewolnikiem. Nikt nikogo w kajdany nie zakuł. I tak głos Simpsona stał się ważny w życiu wielu ludzi, którzy chcieli go słuchać i nie wyobrażają sobie serialu bez tego głosu (choć serial tak się zeszmacił, że szkoda gadać), a faceta wyładowującego marchewkę na bazarku można zastapić praktycznie każdym. Mówisz, jakbyś tego nie rozumiał.

>Wracając do Polski - nieznanym artystom raczej zależy na rozgłosie, więc chętnie rozrzucają swoją działalność np. po youtubie i żyją z koncertów ... natomiast wątpię żeby ciężko się żyło takim których płyty się już sprzedają ...

Nie żyje im się również tak dobrze, jak komuś, kto jest artystą za granicą. Muzyków to jeszcze nie dotyczy w takim samym stopniu jak np. pisarzy czy aktorów. Jak ktoś pisze/gada po angielsku, to granice nie istnieją. Odbiera go potencjalnie cały świat. Totalna szmira zarobi więcej, niż wybitne dzieło Polaka tylko dlatego, że "nie jest po" angielsku.

>Owszem książki mają trochę inną specyfikę - np. nie ma odpowiedników koncertów. Myślę że jednak sporo jest osób które wolą czytać, postawić na półce ładnie pachnące papierowe wydania.

Jasne. A sporo wolałoby zapłacić autorowi 3 złote za pośrednictwem SMS'a, niż zapierdzielać do księgarni i wydawać dziesięć razy więcej.

>Co do książek pojawia się inny 'problem' - biblioteki, czyli jak dla mnie dużo większy wróg zysku wydawcy - ludzie nie dość że nie płacą za pachnące papierowe wersje, to jeszcze nawet nie powinni mieć wyrzutów sumienia, bo robią wszystko zgodnie z prawem...

Biblioteki jako wróg? Biblioteki są wręcz cudowne! Bo książka się chociaż sprzeda. Chociaż cokolwiek zarobi.
Jarek Duda (1185 punktów)
>Problem polega jednak na tym, że ktoś na piractwie zyskuje. Taki Megaupload na przykład.
Taki np. szef dużej wytwórni też zarabia na nieswojej własności intelektualnej (kur znoszących złote jaja) i to nie zdziwiłbym się gdyby porównywalnie do całego serwisu pirackiego (sporo roboty i środków dużej ilości osób).
Jednak to jest ok bo legalne: on dopchał się do odpowiedniego stołka ... natomiast tamci zapełnili niszę w ekosystemie wytworzoną tymi którzy tylko ściągają - którą i tak ktoś by zapełnił.
>Każdy, kto by użył takiego specyfiku byłby albo desperatem, albo idiotą.
Ehhh ... napisałem też "działający" ... nieważne.
>>Profesor fizyki zwykle dużo oddał darmo światu bezcennej wartości intelektualnej, ale nawet gdyby znalazł teorię wszystkiego, nie będzie zarabiał bezpośrednio z tej własności intelektualnej.
>Darmo nie darmo. W końcu siedzi na posadce i wyprowadza sobie wzory za kasę uczelni.
Odpowiednikiem ciągłej pracy "siedzenia na posadce" dla muzyka jest dawanie koncertów - tu nie ma problemów: normalny człowiek żeby dostać kolejną porcję pieniądzy musi kontynuować pracę.
Kłótnia natomiast jest o tantiemy/licencję - siedzisz a kasa płynie sama - mało który profesor uniwersytecki ma szansę na patenty.
To nie jest tak że np. komputer mamy dzięki Gatesowi czy Jobsowi ... tam jeszcze miliony ludzi włożyło olbrzymią ilość pracy intelektualnej - inżynierów, ale i matematyków, fizyków tworzących fundamenty dla późniejszych praktycznych zastosowań.
I "niestety" ludzie tworzący te fundamenty nie mają często jak bezpośrednio ich opatentować ... natomiast pośrednio używają ich np. inżynierowie, jednak nie dzielą się licencjami z tymi którzy zbudowali podstawy dla ich patentów.

Nie jesteśmy niezależnymi istotami, tylko społecznymi - tzw. "błysk geniuszu" do patentu czy natchnienie artysty jest głównie wypadkową bodźców które ktoś otrzymał od świata - poprzednicy, całe społeczeństwo jest ich współautorem.

>>Większość ludzi na uniwersytetach właśnie w taki sposób pracuje całe życie, próbując poprawić zrozumienie i funkcjonowanie świata (...)
>Nikt im nie kazał. Może być, że im w ogóle nie chodzi o żadną kasę. Jednak nie mogą żądać pieniędzy za coś, co nie jest ich tworem.
Kasę dostaje za to co się zrobiło bezpośrednio - jednak do tego konieczni są ludzie którzy wcześniej zbudowali podstawy ... owszem z Twojej perspektywy są oni bandą frajerów, jednak to właśnie dzięki tym idealistom, świat idzie też do przodu a nie tylko się degeneruje ...
>>Za nie kupują środki wytworzone setkami tysięcy godzin życia 'zwykłych ludzi' - za przeczytanie kilku zdań dostaje od społeczeństwa równowartość niewolnika spełniającego wszystkie zachcianki szefa ('pracującego') przez np. 40 lat na naszą średnią krajową.
>No i co z tego? Ktoś za to tyle płaci. To jest tyle warte. Sheen dostawał jakieś miliony za wystapienie w cieniutkim sitcomie, bo ludzie chcieli go oglądać, a firmy chciały płacić kasę za reklamę.
No tak - wspaniały wolny rynek.
Tyle że gdzieś są też jakieś zdrowe granice ... i jakkolwiek je określimy nasz świat dawno je przekroczył ...
Za własność "intelektualną" np. w postaci zdjęcia w negliżu modelki, dostaje ona od świata dobra do których wytworzenia osoba jak Ty musiała pracować wiele lat.
Jasne, na świecie muszą być rządzący i rządzeni ... na górze powinni być rozsądni intelektualiści szczerze chcący jak najlepiej dla świata, na dole natomiast mogą być egoiści tylko płytko myślący o zaspokojeniu swoich prostych potrzeb ... największy problem świata to że jest dokładnie odwrotnie - pierwsi żebrają po uczelniach, drudzy walczą w łajnie o obsadzenia najwyższych stołków pośród podobnych ... a potem dziwimy się że mimo że coraz efektywniej potrafimy korzystać z dóbr naszej planety, wcale większości ludzi nie żyje się lepiej, tylko wręcz przeciwnie ...
>Nikt nie kazał nikomu zostawać niewolnikiem.
No tak, zapomniałem że przecież zawsze można przeprowadzić się do kartonu na ulicę.
>>Wracając do Polski(...)
>Nie żyje im się również tak dobrze, jak komuś, kto jest artystą za granicą. Muzyków to jeszcze nie dotyczy w takim samym stopniu jak np. pisarzy czy aktorów.
Ciężki żywot pisarzy to nie oznaka piractwa, tylko niski poziom czytelnictwa - gromko zastępowanego innymi rozrywkami. Poza tym książkę można legalnie pożyczyć od kumpla czy z biblioteki.
Aktor podobnie jak muzyk jak jest nieznany to chętnie wystąpi za grosze dla samej popularności, a jak już znany to zdecydowanie głodem nie przymiera. Tutaj też piraci mają marginalne znaczenie, a wręcz dodatkowo podobnie jak muzykom bardzo pomagają wybić się debiutantom.
>Jasne. A sporo wolałoby zapłacić autorowi 3 złote za pośrednictwem SMS'a, niż zapierdzielać do księgarni i wydawać dziesięć razy więcej.
Owszem, pomijanie kosztów pośrednich czyli takich "legalnych piratów" (zarabiających na czyjejś pracy intelektualnej) to podstawowy sposób zmniejszenia piractwa (jak iTunes) - i artysta cały i użytkownik syty ... tylko wydawca niezadowolony.
>>Co do książek pojawia się inny 'problem' - biblioteki, czyli jak dla mnie dużo większy wróg zysku wydawcy - ludzie nie dość że nie płacą za pachnące papierowe wersje, to jeszcze nawet nie powinni mieć wyrzutów sumienia, bo robią wszystko zgodnie z prawem...
>Biblioteki jako wróg? Biblioteki są wręcz cudowne! Bo książka się chociaż sprzeda. Chociaż cokolwiek zarobi.
No to wyobraźmy sobie że udało się wyegzekwować prawo antypirackie. Osoba kupując konsolę przy okazji kupuje jedną grę. Jak mu się znudzi idzie na bazar do tego co wcześniej miał pirackie kopie i za opłatą wymienia tą grę na inną - cały czas ma jedną i zarabianie jest jak przedtem ... tylko tym razem ma spacerek i wszyscy mają czyste sumienie.
Może to i dobrze - sposób na rozwój ruchowy graczy i walki z bezrobociem (wśród piratów)
spellbinder (8577 punktów)
>Taki np. szef dużej wytwórni też zarabia na nieswojej własności intelektualnej (kur znoszących złote jaja) i to nie zdziwiłbym się gdyby porównywalnie do całego serwisu pirackiego (sporo roboty i środków dużej ilości osób).

Szef dużej wytwórni zarabia na cudzej własności intelektualnej, ale i umożliwia twórcom dotarcie do szerszej publiki. On coś daje w zamian. Ile daje i jak daje to też temat budzący kontrowersje, ale jednak daje, podczas gdy pirat tylko bierze.

>Jednak to jest ok bo legalne: on dopchał się do odpowiedniego stołka ... natomiast tamci zapełnili niszę w ekosystemie wytworzoną tymi którzy tylko ściągają - którą i tak ktoś by zapełnił.

Gdyby piraci odpalali część zarobku autorom treści, to bym nic złego w takim "piraceniu" nie widział

>Odpowiednikiem ciągłej pracy "siedzenia na posadce" dla muzyka jest dawanie koncertów - tu nie ma problemów: normalny człowiek żeby dostać kolejną porcję pieniądzy musi kontynuować pracę.

Toteż muzycy już się specjalnie nie burzą. Burzą się natomiast producenci filmów, wydawcy książek i gier komputerowych. Bo tu nie ma odpowiedników "koncertu".

>Kłótnia natomiast jest o tantiemy/licencję - siedzisz a kasa płynie sama - mało który profesor uniwersytecki ma szansę na patenty.

Ma szansę. Niech napisze jakiś bestseller

>I "niestety" ludzie tworzący te fundamenty nie mają często jak bezpośrednio ich opatentować ... natomiast pośrednio używają ich np. inżynierowie, jednak nie dzielą się licencjami z tymi którzy zbudowali podstawy dla ich patentów.

A kelnerzy nie zawsze dzielą się napiwkami z personelem kuchennym

>Nie jesteśmy niezależnymi istotami, tylko społecznymi - tzw. "błysk geniuszu" do patentu czy natchnienie artysty jest głównie wypadkową bodźców które ktoś otrzymał od świata - poprzednicy, całe społeczeństwo jest ich współautorem.

To jest jednak dla mnie jakieś przegięcie. Społeczeństwo samo z siebie nigdy niczego nie wymyśliło. Były za to jednostki, które coś wymyślały - owszem, często pod wpływem innych jednostek. Ale nie społeczeństwa.

Społeczeństwo to jest taki twór, którego zdolności intelektualne kończą się już na higienie osobistej.

>No tak - wspaniały wolny rynek.
>Tyle że gdzieś są też jakieś zdrowe granice ... i jakkolwiek je określimy nasz świat dawno je przekroczył ...

Jak to przekroczył? King zarobił na swoich powieściach jakiś miliard dolarów. Ludzie chcieli je czytać, chcieli je kupować. Nie widzę w tym żadnego przekraczania granic. Gdyby pisał "gorzej", guzik by zarobił. Dał ludziom to, czego ludzie chcieli. Nikt nikogo nie zmusza do kupowania książek

>Za własność "intelektualną" np. w postaci zdjęcia w negliżu modelki, dostaje ona od świata dobra do których wytworzenia osoba jak Ty musiała pracować wiele lat.

No cóż. Skoro część ludzi koniecznie chce zobaczyć jej wyphotoshopowane cycki, czemu im bronić?

>No tak, zapomniałem że przecież zawsze można przeprowadzić się do kartonu na ulicę.

Hehe. Dobre. Ludzie zakładają swoje firmy. Ludzie tworzą własne systemy wartości, w których nie ma miejsca na cycki jakichś modelek. Sterują własnym życiem w miarę świadomie.

Powtarzam - nikt nikomu nie kazał zostać niewolnikiem.

>Ciężki żywot pisarzy to nie oznaka piractwa, tylko niski poziom czytelnictwa - gromko zastępowanego innymi rozrywkami. Poza tym książkę można legalnie pożyczyć od kumpla czy z biblioteki.

Amerykanie sprzedają książki na cały świat. Polacy praktycznie tylko na Polskę. Tu jest - tak myślę - pies pogrzebany.

Jak również spory wpływ na to ma światopogląd Polaków, gdzie piractwo przez lata było w zasadzie jedynym sposobem na dostanie jakiegoś dobra.

>Może to i dobrze - sposób na rozwój ruchowy graczy i walki z bezrobociem (wśród piratów)

Ale to tylko wśród młodych, bo tylko oni mają czas napierdzielać w coś non stop
Jarek Duda (1185 punktów)
>Szef dużej wytwórni zarabia na cudzej własności intelektualnej, ale i umożliwia twórcom dotarcie do szerszej publiki. On coś daje w zamian.
Drobny procent piratów zarabia na cudzej własności intelektualnej, ale i umożliwia twórcom dotarcie do szerszej publiki. Oni coś dają w zamian. ;p
>>Odpowiednikiem ciągłej pracy "siedzenia na posadce" dla muzyka jest dawanie koncertów - tu nie ma problemów: normalny człowiek żeby dostać kolejną porcję pieniędzy musi kontynuować pracę.
>Toteż muzycy już się specjalnie nie burzą. Burzą się natomiast producenci filmów, wydawcy książek i gier komputerowych. Bo tu nie ma odpowiedników "koncertu".
Za filmy dostają np. umożliwiając wyemitowanie telewizji czy innym serwisom żyjącym z reklam czy abonamentu, product placement. W grach jest np. multiplayer, reklamy w przeglądarce, zysk producentów kart graficznych/konsol. Książkę (nienaukową...) można np. zekranizować, sprzedawać audiobooki przez sieć, prawa do wykorzystania postaci ...
>>Kłótnia natomiast jest o tantiemy/licencję - siedzisz a kasa płynie sama - mało który profesor uniwersytecki ma szansę na patenty.
>Ma szansę. Niech napisze jakiś bestseller
Np. z matematyki czy co autor miał na myśli w Lalce Prusa ... ;p (ok, Krysicki-Włodarski ... humanista może napisać coś kontrowersyjnego)
Jasne, są i nieliczne przykłady jak Jerzy Grębosz (... którego regularnie widuję w osobówce mimo że chyba każdy informatyk ma swoją Symfonię) ... ale takich popularnych z innego powodu tematyk jest bardzo niewiele.
... ehhh albo bajkopisarstwo pod przykrywką nauki jak Kaku ;/
>>Nie jesteśmy niezależnymi istotami, tylko społecznymi - tzw. "błysk geniuszu" do patentu czy natchnienie artysty jest głównie wypadkową bodźców które ktoś otrzymał od świata - poprzednicy, całe społeczeństwo jest ich współautorem.
>To jest jednak dla mnie jakieś przegięcie. Społeczeństwo samo z siebie nigdy niczego nie wymyśliło. Były za to jednostki, które coś wymyślały - owszem, często pod wpływem innych jednostek. Ale nie społeczeństwa.
Czyli uważasz że ta osoba wymyśliłaby to też gdyby mieszkała sama od urodzenia w pustelni?
Mózg działa poprzez skojarzenia - wśród konceptów które zna.
Zwykle możesz prześledzić ciąg rozumowania który doprowadził cię do danego pomysłu - bazując na tym co stworzyła cała ludzkość jako taki wielki organizm. Ewentualnie pomysłodawca mógł być zainspirowany przyrodą. Znasz pomysły które powstały w jeszcze inny sposób?
Podstawy/tło szczególnie ważne są w nauce - współczesna technologia bazuje np. na mechanice kwantowej, ale czy Schrodinger, Bohr, Feynman czy setki innych dostawali opłaty licencyjne?
Nie bo takich rzeczy nawet nie wolno opatentować - najcenniejszych dla ludzkości wartości intelektualnych prawo autorskie już nie chroni. Natomiast najbardziej chroni rozrywkę.
Dla "patent 6 339 780: "umieszczenie ikonki sygnalizującej status ładowania strony w obszarze wyświetlania treści przeglądarki"" wcześniej miliony ludzi musiało włożyć olbrzymią ilość wartości intelektualnej żeby zbudować podstawy - dokładających małe cegiełki naukowców, inżynierów z których tylko drobny procent mógł zarabiać na swojej licencji.
To nie znaczy że wartości intelektualne pozostałych były mniej warte, tylko że system praw autorskich jest niesprawiedliwy od podstaw - np. wycenia nie to co w środku, tylko to co wystaje. Kosztem całego społeczeństwa.
>>No tak, zapomniałem że przecież zawsze można przeprowadzić się do kartonu na ulicę.
>Hehe. Dobre. Ludzie zakładają swoje firmy. Ludzie tworzą własne systemy wartości, w których nie ma miejsca na cycki jakichś modelek. Sterują własnym życiem w miarę świadomie.
Jaki procent zakłada od zera swoje firmy i ma na tyle szczęścia że rzeczywiście im się udaje?
Jednak chyba zdecydowana większość haruje dla swojego szefa, płaszczy się żeby tylko mieć jakąkolwiek pracę, mieć z czego żyć - staje się bezwolnym niewolnikiem systemu ... np. na 40 lat dla czytającej Barta Simpsona za kilka zdań do odcinka - nie żeby robić coś wartościowego dla społeczeństwa, tylko żeby zaspokajać jej zachcianki.
Czy to jest zdrowe dla społeczeństwa?
>>Ciężki żywot pisarzy to nie oznaka piractwa, tylko niski poziom czytelnictwa - gromko zastępowanego innymi rozrywkami. Poza tym książkę można legalnie pożyczyć od kumpla czy z biblioteki.
>Amerykanie sprzedają książki na cały świat. Polacy praktycznie tylko na Polskę. Tu jest - tak myślę - pies pogrzebany.
To jest kwestia głównie mody/reklamy a nie piratów. Wręcz odwrotnie: pirackie tłumaczenia książek na angielski dają szansę naszym pisarzom na światową sławę, a więc i przyszły zysk.
>>Może to i dobrze - sposób na rozwój ruchowy graczy i walki z bezrobociem (wśród piratów)
>Ale to tylko wśród młodych, bo tylko oni mają czas napierdzielać w coś non stop
Mówię o zarabiających - którzy w razie potrzeby wyjdą z kiermaszami kupię/sprzedam/wymienię oryginalne gry/filmy/muzykę. Dla książek takie już stoją od zawsze.
Po prostu legalne życie z nieswojej wartości intelektualnej, jak wytwórnie płyt którym kupujący płaci zwykle więcej niż artyście ... ale już teraz na szczęście łatwo można omijać pośredników, więc to właśnie te pasożyty najgłośniej krzyczą żeby przedłużyć swoją agonię.

A jak działa prohibicja to wszyscy dobrze wiemy z historii i nie tylko - powstaje pełno miejsc pracy po obu stronach barykady ... nie poprawiających sytuacji, a tylko utrudniających życie wszystkim pozostałym.
28-01-2012 11:19 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Za filmy dostają np. umożliwiając wyemitowanie telewizji czy innym serwisom żyjącym z reklam czy abonamentu, product placement. W grach jest np. multiplayer, reklamy w przeglądarce, zysk producentów kart graficznych/konsol. Książkę (nienaukową...) można np. zekranizować, sprzedawać audiobooki przez sieć, prawa do wykorzystania postaci ...

Nikt nie zrobi filmu za kilkadziesiąt milionów, żeby go później pokazywać w telewizji. Ten film musi przejść przez wyżymarkę pieniędzy pod tytułem kino/DVD/reedycje z dodanymi dodatkowymi sekundami fimlu.

>Czyli uważasz że ta osoba wymyśliłaby to też gdyby mieszkała sama od urodzenia w pustelni?

W pustelni? Nie. Kulturę tworzą jednostki. Jeśli żyją te jednostki w jednej epoce, to się nawet zrzeszają.

>Zwykle możesz prześledzić ciąg rozumowania który doprowadził cię do danego pomysłu - bazując na tym co stworzyła cała ludzkość jako taki wielki organizm.

Ale jaki cały organizm? Raczej siatka jednostek, które poprzez wieki na siebie wpływały.

>Nie bo takich rzeczy nawet nie wolno opatentować - najcenniejszych dla ludzkości wartości intelektualnych prawo autorskie już nie chroni. Natomiast najbardziej chroni rozrywkę.

No więc właśnie! Dlaczego rozrywkę można tak chronić? Bo rozrywka nie przekłada się bezpośrednio na rozwój ludzkości.

>To nie znaczy że wartości intelektualne pozostałych były mniej warte, tylko że system praw autorskich jest niesprawiedliwy od podstaw - np. wycenia nie to co w środku, tylko to co wystaje. Kosztem całego społeczeństwa.

Kosztem? No weź nie żartuj. Ta ikonka naprawdę nie ma większego znaczenia dla całego społeczeństwa. Nic by się nie stało, gdyby jej nie było.

>Jaki procent zakłada od zera swoje firmy i ma na tyle szczęścia że rzeczywiście im się udaje?

Niewielki.

>Czy to jest zdrowe dla społeczeństwa?

Wyobrażasz sobie, że pan Władzio spod budki z piwem zakłada firmę? To by dopiero było szkodliwe dla społeczeństwa

>To jest kwestia głównie mody/reklamy a nie piratów. Wręcz odwrotnie: pirackie tłumaczenia książek na angielski dają szansę naszym pisarzom na światową sławę, a więc i przyszły zysk.

Nie dają. Bo takie tłumaczenia byłyby guzik warte w większości przypadków. Spójrz na tłumaczenia filmów, gdzie jakiś domorosły "tłumacz" nie potrafi nawet rzucić okiem do słownika. A tłumaczenie z polskiego na angielski to jednak rzecz znacznie trudniejsza, niż z angielskiego na polski. I nikt tego porządnie za darmo nie zrobi.

>ale już teraz na szczęście łatwo można omijać pośredników, więc to właśnie te pasożyty najgłośniej krzyczą żeby przedłużyć swoją agonię.

Otóż to. Co nie zmienia według mnie faktu, że owe pasożyty jednak zdobyły prawa do pośredniczenia całkiem legalnie.
Jarek Duda (1185 punktów)
>Nikt nie zrobi filmu za kilkadziesiąt milionów, żeby go później pokazywać w telewizji.
Myślę że seriale powoli zbliżają się do budżetów filmów (a na pewno są dużo lepsze), a jednak dla nich podstawowy cel to banalne wyemitowanie w telewizji.
Po co? Tutaj jest stary cennik spotów reklamowych z TVN: www.eksper(*)sztuja-reklamy-w-tvn-vt926.htm
Myślę że zagraniczne mają jeszcze ciut wyższe ...
>>Czyli uważasz że ta osoba wymyśliłaby to też gdyby mieszkała sama od urodzenia w pustelni?
>W pustelni? Nie. Kulturę tworzą jednostki. Jeśli żyją te jednostki w jednej epoce, to się nawet zrzeszają.
Oszem jednostki - tylko że dużo ich (szczególnie w czasach internetu) i inne chcąc nie chcąc korzystają z pomysłów wcześniejszych i okolicznych.
>>Zwykle możesz prześledzić ciąg rozumowania który doprowadził cię do danego pomysłu - bazując na tym co stworzyła cała ludzkość jako taki wielki organizm.
>Ale jaki cały organizm? Raczej siatka jednostek, które poprzez wieki na siebie wpływały.
Jak człowiek, jego mózg jest siatką komórek, które przez lata na siebie wpływały.
Więc własność intelektualną nie powinien posiadać cały człowiek, tylko ten pojedynczy neuron który zaczął myśleć osobno! ;p

>>Nie bo takich rzeczy nawet nie wolno opatentować - najcenniejszych dla ludzkości wartości intelektualnych prawo autorskie już nie chroni. Natomiast najbardziej chroni rozrywkę.
>No więc właśnie! Dlaczego rozrywkę można tak chronić? Bo rozrywka nie przekłada się bezpośrednio na rozwój ludzkości.
No tak - biedni komedianci nie robią nic pożytecznego dla ludzkości, więc dla pocieszenia niech przynajmniej dysponują jej zasobami.
A dla żywiących się ideałami naukowców, satysfakcja jest już aż zbyt hojnym darem od ludzkości.
>>To nie znaczy że wartości intelektualne pozostałych były mniej warte, tylko że system praw autorskich jest niesprawiedliwy od podstaw - np. wycenia nie to co w środku, tylko to co wystaje. Kosztem całego społeczeństwa.
>Kosztem? No weź nie żartuj. Ta ikonka naprawdę nie ma większego znaczenia dla całego społeczeństwa. Nic by się nie stało, gdyby jej nie było.
Jasne, patenty nie blokują rozwoju, ludzie nie umierają przez walkę z piraceniem leków, rolnicy kochają Monsanto ...
>>Czy to jest zdrowe dla społeczeństwa?
>Wyobrażasz sobie, że pan Władzio spod budki z piwem zakłada firmę? To by dopiero było szkodliwe dla społeczeństwa
Chodziło mi o kosmiczną dysproporcję ceny godziny pracy - nie zależną od kompetencji czy użyteczności społecznej ... tylko od miejsca siedzenia: np. urodzenia się w odpowiedniej grupie czy bezwzględnego egoizmu.
>>ale już teraz na szczęście łatwo można omijać pośredników, więc to właśnie te pasożyty najgłośniej krzyczą żeby przedłużyć swoją agonię.
>Otóż to. Co nie zmienia według mnie faktu, że owe pasożyty jednak zdobyły prawa do pośredniczenia całkiem legalnie.
Jak dyktatorzy zdobywali sobie prawa do legalnych masowych rzeźni ... prawa które sami (współ)tworzyli.

Tu jest główny problem - wpływowe grupy społeczne mają czas, środki i ślepy pęd żeby walczyć o jeszcze większe prawa dla siebie i tak dalej, rozstrzelając dysproporcje dosłownie do nieskończoności - destabilizując cały system ... natomiast taki naukowiec frajer, zamiast walki w tamtym błocie skupia się na jakichś gupich ideach poprawiania świata ...
28-01-2012 15:34 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Myślę że seriale powoli zbliżają się do budżetów filmów (a na pewno są dużo lepsze), a jednak dla nich podstawowy cel to banalne wyemitowanie w telewizji.

Różnica pomiędzy filmem a serialem jest taka, że koszt serialu jest rozłożony na wiele lat. Jeśli okaże się, że serial jest do kitu i nikt go nie ogląda, może zostać spokojnie zdjęty z anteny, a dalszych odcinków się nie zrobi.

Film musi być zrobiony w całości.

>Po co? Tutaj jest stary cennik spotów reklamowych z TVN: www.eksper(*)sztuja-reklamy-w-tvn-vt926.htm

To jest nic. Producent filmu, zakładając, że dostałby te 6*50 tysi musiałby w tym zamknąć cały budżet filmu. Więcej by nie dostał. Musiałby w tym zamknąć również reklamę filmu, żeby komukolwiek chciało się ten film oglądać.

A prosty film, taki jak Plac Zbawiciela miał budżet koło 2,6 miliona. W telewizji by się nie zwrócił.

>Oszem jednostki - tylko że dużo ich (szczególnie w czasach internetu) i inne chcąc nie chcąc korzystają z pomysłów wcześniejszych i okolicznych.

"Dużo" to pojęcie względne. A i patrząc na odruch społeczności, kopiowanie cudzych pomysłów jakie się odbywa na stonach typu komixxy, jest oceniane negatywnie.

>Więc własność intelektualną nie powinien posiadać cały człowiek, tylko ten pojedynczy neuron który zaczął myśleć osobno! ;p

Człowiek to nie neuron. Człowiek to człowiek. Człowiek sobie siedział i człowiek sobie wymyślił coś, co w pewien sposób było oparte na tym, co inni ludzie wypracowali. Ale również tworzy coś sam. Pamiętamy tylko wybitnych twórców. Dlatego też dziś na przykład nikt nie pamięta o autorach piszących opowiadania do tzw. "dime novels", a o Poe pamiętają. Mimo, że w XIX wieku w Ameryce to raczej o Poe nikt nie słyszał Wtedy, kiedy tworzył Poe, społeczeństwo miało go centralnie w czterech literach.

>No tak - biedni komedianci nie robią nic pożytecznego dla ludzkości, więc dla pocieszenia niech przynajmniej dysponują jej zasobami.

Nie zabierają ludzkości zasobów. Dostają je w zamian za rozrywkę. Naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy facetem, który sprzedaje ludziom ich własne życie (np. lekarstwa) a gościem, który sprzedaje ludziom kilka prostych emocji?

>Chodziło mi o kosmiczną dysproporcję ceny godziny pracy - nie zależną od kompetencji czy użyteczności społecznej ... tylko od miejsca siedzenia: np. urodzenia się w odpowiedniej grupie czy bezwzględnego egoizmu.

To jest dysproporcja w miarę sprawiedliwa. Wynika z cech danej jednostki i umiejętności zaangażowania się w pracę. Nikt nie broni panu Mieciowi napisać powieści. Chodzi o to, że pan Miecio powieści napisać nie umie i choćby się za przeproszeniem sfajdał w pory jej nie napisze. A taki Pilipiuk powieść napisać potrafi i zamiast zapieprzać z cegłami po budowie w styczniu, siedzi sobie przy komputerze, sączy cokolwiek sobie tam zaparzy i stuka w klawisze.

>Jak dyktatorzy zdobywali sobie prawa do legalnych masowych rzeźni ... prawa które sami (współ)tworzyli.

Nikt nikogo nie zmusza do sprzedawania praw do drukowania swojej powieści pasożytom. Głuchowski wrzucił powieść do sieci, po tym jak go nikt wydać nie chciał, ale jak już zdobył popularność, to sprzedał się owym pasożytom. Mógł kombinować samodzielnie - nie chciał.
25-01-2012 18:01 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>książki to jedne z rozrywek

Książki to nie tylko rozrywka akurat.
Jarek Duda (1185 punktów)
Owszem, pomijając to że człowiek całe życie się uczy, są też książki bezpośrednio edukacyjne ... ale dziś już chyba całą edukację można zbudować na olbrzymiej ilości darmowych podręczników, wykładów, interaktywnych demonstracjach, wikipedii, arxivie ...
26-01-2012 08:14 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Niestety, nie można. Gdyby było można, nie byłoby problemu. Cała masa książek jest niedostępnych w wersji elektronicznej, co już wykazywała liliac.

Komunizm i katolicyzm mają to do siebie, że łączy je pruderia (M. Środa)
26-01-2012 08:22 
 Ocena 1 na 1
Jarek Duda (1185 punktów)
Jednak w większości przypadków istnieją darmowe alternatywy żeby nauczyć się tego samego, natomiast dzieła rozrywkowe są zwykle unikalne.
27-01-2012 14:55 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>Jednak w większości przypadków istnieją darmowe alternatywy żeby nauczyć się tego samego

W wielu przypadkach być może tak. Niestety, nie we wszystkich.
Jarek Duda (1185 punktów)
Proszę podaj mi przykład w którym osoba niepracująca w nauce, nie jest w stanie teraz znaleźć w necie satysfakcjonujących darmowych interesujących ją treści z nauk matematyczno-przyrodniczych? (owszem humanistom jest trudniej)

Płatne są na poziomie niektórych wysoko specjalistycznych czy bardzo świeżych (ale i tak teraz standardem jest wcześniej umieścić na arxivie) - potrzebnych raczej tylko specjalistom żyjącym z nauki.
28-01-2012 12:01 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
Już kilkakrotnie ostatnio wrzucałam tu na forum przykładowe listy swoich podręczników. Czy naprawdę muszę zanudzać forumowiczów, linkując je po raz kolejny?
Śledzę w necie bezpłatne strony zajmujące się moją dziedziną pracy, ale nie są one wystarczające, by zastąpić mi taki chociażby podręcznik. Przy czym ja akurat w stosunku do wielu innych osób z branży jestem o tyle uprzywilejowana, że ze względu na kawałek etatu na uczelni mam darmowy dostęp także do prenumerowanej tam prasy fachowej, ot takiej na przykład.
Jarek Duda (1185 punktów)
Oczywiście specjaliści zarabiający na danej dziedzinie jak najbardziej powinni w nią też bezpośrednio inwestować.
Natomiast pytałem się o przykład niedostępności satysfakcjonujących materiałów dla niespecjalisty?

Na takim poziomie (i nie tylko) dzisiejszy internet jest po prostu niesamowity - miliony darmowych wykładów, książek, artykułów, opracowań, interaktywnych demonstracji, dyskusji ... tyle że dzisiejsza młodzież ma zwykle inne rzeczy w głowie ;/
28-01-2012 12:47 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>Oczywiście specjaliści zarabiający na danej dziedzinie jak najbardziej powinni w nią też bezpośrednio inwestować.

Świetnie. Jak już skończę specjalizację i wyjadę do kraju, w którym zarobię tyle, by móc inwestować, będę inwestować. Póki co, u nas wszyscy, których nie stać, by inwestować, albo wykonują swoją pracę dużo gorzej niż by mogli (starta w przypadku lekarzy większa raczej dla klientów niż dla nich samych), albo piracą.
Na stronkach pirackich oferujących publikacje podobne do linkowanej przeze mnie książki spotkasz dziesiątki młodych lekarzy z Polski, Pakistanu, Peru. Widać ich nie stać, a - podejrzewam - każdy pacjent wolałby lekarza, który wie więcej od tego, który wie mniej.

>Natomiast pytałem się o przykład niedostępności satysfakcjonujących materiałów dla niespecjalisty?

Trudno mi mówić za wszystkich niespecjalistów. Ja często poszukuję opracowań historycznych. Te dostępne bezpłatnie w necie rzadko mi wystarczają, choć specjalistą się nie nazwę.

>Na takim poziomie (i nie tylko) dzisiejszy internet jest po prostu niesamowity - miliony darmowych wykładów, książek, artykułów, opracowań, interaktywnych demonstracji, dyskusji ... tyle że dzisiejsza młodzież ma zwykle inne rzeczy w głowie

Na poziomie popularnym - i owszem - można znaleźć bardzo wiele. Ale - jak już mówiłam - w zakresie historii np. ten poziom zazwyczaj mnie nie satysfakcjonuje. Znajomej młodzieży (niech będzie, że znam specyficzną młodzież) zazwyczaj też.
28-01-2012 14:27 
 Ocena 1 na 1
Jarek Duda (1185 punktów)
>>Oczywiście specjaliści zarabiający na danej dziedzinie jak najbardziej powinni w nią też bezpośrednio inwestować.
>Świetnie. Jak już skończę specjalizację i wyjadę do kraju, w którym zarobię tyle, by móc inwestować, będę inwestować. Póki co, u nas wszyscy, których nie stać, by inwestować, albo wykonują swoją pracę dużo gorzej niż by mogli (starta w przypadku lekarzy większa raczej dla klientów niż dla nich samych), albo piracą.
Dochodzi tutaj inny problem - z przyczyn historycznych jest olbrzymia rozbieżność zarobków między krajami. I piractwo jest zjawiskiem pozwalającym zmniejszyć te sztuczne dysproporcje - wyrównać dostęp do dóbr intelektualnych ludzkości, a więc i ułatwić dalszy rozwój.
Całkowicie się zgadzam że życie, zdrowie ludzkie jest nieporównywalnie ważniejsze niż przestrzeganie praw dużo bogatszych autorów, jak piracenie leków w Indiach czy dokształcanie się lekarzy z pirackich podręczników.

>Trudno mi mówić za wszystkich niespecjalistów. Ja często poszukuję opracowań historycznych. Te dostępne bezpłatnie w necie rzadko mi wystarczają, choć specjalistą się nie nazwę.
Owszem inną rzeczą którą podkreśliłem w pytaniu było że odnośnie nauk matematyczno-przyrodniczych - w których mniej więcej znam sytuację i oceniam na niesamowicie pozytywną.
Humaniści z jednej strony chyba zawsze będą mniej "zinternetyzowani", z drugiej w przeciwieństwie do np. uniwersalnej matematyki, ich wiedza jest dużo bardziej unikalna, jak lektury filologów czy źródła historyczne.
Ale strasznie źle to też chyba nie jest - z historii tu jest przykładowa lista kilkudziesięciu stron z darmowymi książkami:
www.techsupportalert.com/free-books-history
25-01-2012 23:48 
 Ocena 4 na 4
Scarabaeus (2198 punktów)
>A mimo wszystko to jest inny rodzaj piracenia. Czym innym jest piracenie czyjejś technologii, a czym innym piracenie czyjegoś filmu, książki, itd.

Zgadzam się czym innym jest piracenie w celu uzyskania dodatkowego zysku a czym innym piracenie dla własnych potrzeb
26-01-2012 19:54 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Zgadzam się czym innym jest piracenie w celu uzyskania dodatkowego zysku a czym innym piracenie dla własnych potrzeb

Czyli jeśli ukradnę samochód a potem go sprzedam, to jestem złodziejem ale jeśli sam nim będę jeździł, to już nie?

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
26-01-2012 21:03 
 Ocena 2 na 2
Scarabaeus (2198 punktów)
>Czyli jeśli ukradnę samochód a potem go sprzedam, to jestem złodziejem ale jeśli sam nim będę jeździł, to już nie?

Ktoś kto oglądnie nielegalnie film to złodziej, zwolennik aborcji to morderca a lekarz dokonujący eutanazji to faszysta. no cóż można i w ten sposób.

Ale przyjmując tę retorykę to myślę że źle to ująłeś.
Czym innym jest zorganizowana grupa kradnąca samochody i wywożąca je na wschód a czym innym kradzież samochodu by faktycznie się tylko nim przejechać a jeszcze czym innym sfotografowanie się przy czyimś samochodzie.
Ostatnio mam wrażenie, że większość właśnie ten ostatni czyn uważa za najgorszy.

Dla mnie osobiście cały obecny "system praw autorskich" jest największym "złodziejstwem".
26-01-2012 21:49 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Czym innym jest zorganizowana grupa kradnąca samochody i wywożąca je na wschód a czym innym kradzież samochodu by faktycznie się tylko nim przejechać

Czym innym jest? W pierwszym i drugim przypadku właściciel stracił samochód. Co mu za różnica czy ktoś chciał się tylko przejechać czy tylko go sprzedać.

>a jeszcze czym innym sfotografowanie się przy czyimś samochodzie.
>Ostatnio mam wrażenie, że większość właśnie ten ostatni czyn uważa za najgorszy.

Jaka większość? Kogo konkretnie masz na myśli?

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
25-01-2012 19:44 
 Ocena 2 na 2
romaro (25211 punktów)
>Co to ma do rzeczy? W sensie do tego, co się dzieje dzisiaj z prawami autorskimi?
Bardzo dużo

>Wtedy było wtedy i mordercy z rewolwerami byli w Stanach wychwalanymi bohaterami, a dzisiaj jest dzisiaj.

Czyli dalej to samo. No może bez tych rerewolwerców

Telefony z systemem Windows Phone 7, pomimo zakrojonej na ogromną skalę akcji reklamowej, pomimo rozmaitych konkursów i zachęt dla programistów, sprzedają się bardzo słabo. Potwierdzają to nie tylko prywatne doświadczenia autora tej notki (ot choćby sklep na lotnisku w Monachium, gdzie sprzedawca przyznał, że w całym listopadzie sprzedał raptem dwa urządzenia z Windows Phone 7, a ponad setkę iPhone'ów 4S) - ale też raporty Gartnera, z których wynika, że nawet Bada OS Samsunga jest od mobilnych "okienek" popularniejszy. Nic więc dziwnego, że w tej sytuacji Microsoft zarabia więcej na umowach patentowych, jakie zawarł z producentami telefonów z Androidem, niż na sprzedaży licencji na swój OS. Te umowy, zapewniające ochronę przed pozwami patentowymi, to jednak zwykłe wymuszenia - tak przynajmniej wynika z tego, co twierdzi księgarnia Barnes & Noble, producent androidowego czytnika Nook, który jako jeden z pierwszych zdecydował się Microsoftowi odmówić.

webhosting(*)cencyjnego.dla.Androida?page=1

podać więcej przykładów?
spellbinder (8577 punktów)
Microsoft sobie coś opatentował, a Barns&Noble koniecznie chciał użyć tego, co sobie Microsoft opatentował i teraz jęczy. Nikt im nie broni również sobie czegoś wymyślić i opatentować. A że się najwyraźniej nie bardzo znają, to nie wymyślą i jęczą.
25-01-2012 20:25 
 Ocena 3 na 3
dorias (722 punktów)
>Microsoft sobie coś opatentował, a Barns&Noble koniecznie chciał użyć tego, co sobie Microsoft opatentował i teraz jęczy. Nikt im nie broni również sobie czegoś wymyślić i opatentować. A że się najwyraźniej nie bardzo znają, to nie wymyślą i jęczą.

"patent 6 339 780: "umieszczenie ikonki sygnalizującej status ładowania strony w obszarze wyświetlania treści przeglądarki",

patent 5 778 372: "przeglądarka rozpoznająca obrazki tła w dokumencie elektronicznym i wyświetlająca je po tekście",

patent 5 889 522: "wprowadzenie do systemu operacyjnego wspólnych kontrolek kart dla wszystkich aplikacji, zamiast wprowadzania kart do aplikacji dla każdej z nich z osobna",

patent 6 891 551: "używanie uchwytów do zmiany rozmiarów zaznaczenia wskazanego tekstu",

patent 6 957 233: "gromadzenie i wyświetlanie przypisów do tekstu, którego nie można redagować"

webhosting(*)cencyjnego.dla.Androida?page=1

Czy można coś takiego opatentować? Na to wpadnie nawet dziecko że coś takiego jest przydatne po tym jak pobawi się telefonem z netem.
Takie patenty są tak samo bzdurne jak jak opatentowanie wody czy powietrza.

Równie dobrze można by opatentować zakładki w przeglądarkach.
albo coś takiego bzdurnego
komorkoman(*)dza-ciezkie-czasy-dla-androida
romaro (25211 punktów)
>Czy można coś takiego opatentować? Na to wpadnie nawet dziecko że coś takiego jest przydatne po tym jak pobawi się telefonem z netem.
>Takie patenty są tak samo bzdurne jak jak opatentowanie wody czy powietrza.
>Równie dobrze można by opatentować zakładki w przeglądarkach.

Mniej więcej tak to wygląda.

Na tej zasadzie można zmusić Senegalczyków do wykupienia patentu na budowę rowów nawadniających. Nie przez przypadek w AKTA-ch jest i to poruszone. Oczywiście o rowach mowy tam nie ma. Na razie.
25-01-2012 20:41 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Na tej zasadzie można zmusić Senegalczyków do wykupienia patentu na budowę rowów nawadniających.

Jeśli nawet kiedykolwiek byłby zgłoszony patent na rowy nawadniające, wygasłby jakieś 5000 lat temu.
25-01-2012 23:52 
 Ocena 1 na 1
Scarabaeus (2198 punktów)
>Jeśli nawet kiedykolwiek byłby zgłoszony patent na rowy nawadniające, wygasłby jakieś 5000 lat temu.
A to dobrze, że wygasłby czy nie?
spellbinder (8577 punktów)
> A to dobrze, że wygasłby czy nie?

Kto miałby mieć do tego prawa? I z jakiej racji?
26-01-2012 00:18 
 Ocena 1 na 1
Scarabaeus (2198 punktów)
>> A to dobrze, że wygasłby czy nie?
>Kto miałby mieć do tego prawa?

Potomkowie wynalazcy, organizacja/państwo/dynastia. czy to ma jakieś znaczenie?

>I z jakiej racji?

Ktoś musiał poświęcić mnóstwo czasu i wysiłku by taki rów nawadniający wymyślić i wykonać.
A, że nie opatentował.
Co za różnica jaki pomysł kradniemy? Opatentowany czy nieopatentowany. W końcu chodzi o kradzież czyjejś pracy czy patentu?
25-01-2012 20:39 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Czy można coś takiego opatentować? Na to wpadnie nawet dziecko że coś takiego jest przydatne po tym jak pobawi się telefonem z netem.

Najwyraźniej można Ale to nie oznacza, że nie można stworzyć czegoś jeszcze lepszego. Barns&Noble nie chce tworzyć niczego lepszego, to niech sobie daruje zabawę w elektronikę, albo niech buli.

>Takie patenty są tak samo bzdurne jak jak opatentowanie wody czy powietrza.

Nie są. Bo woda ani powietrze nie powstało w wyniku tego, że jakiś człowiek (tudzież firma) siedział i rozmyślał nad jakimś rozwiązaniem, utopił w tym zarówno czas jak i pieniądze, żeby coś sklecić. A tu sobie przychodzi taki Barns&Noble i by chciał bez rozmyślania, inwestowania, ani pracy sobie ten sposób rozwiązania danego problemu zabrać.

Nie ma tak lekko (i dobrze).

>Równie dobrze można by opatentować zakładki w przeglądarkach.

Czemu nie?
dorias (722 punktów)
>>Czy można coś takiego opatentować? Na to wpadnie nawet dziecko że coś takiego jest przydatne po tym jak pobawi się telefonem z netem.
>Najwyraźniej można Ale to nie oznacza, że nie można stworzyć czegoś jeszcze lepszego. Barns&Noble nie chce tworzyć niczego lepszego, to niech sobie daruje zabawę w elektronikę, albo niech buli.

A jeżeli sam napisze program w którym będą patenty tych ludzi polegające na przenoszeniu czegoś myszką kliknięciu gdzieś tam czy kolorowym pasku wczytywania strony?

>>Takie patenty są tak samo bzdurne jak jak opatentowanie wody czy powietrza.
>Nie są. Bo woda ani powietrze nie powstało w wyniku tego, że jakiś człowiek (tudzież firma) siedział i rozmyślał nad jakimś rozwiązaniem, utopił w tym zarówno czas jak i pieniądze, żeby coś sklecić. A tu sobie przychodzi taki Barns&Noble i by chciał bez rozmyślania, inwestowania, ani pracy sobie ten sposób rozwiązania danego problemu zabrać.

Niby tak wystarczyło pomyśleć i samemu to wcześniej opatentować. rozumiem patenty które są jakimiś nowymi technologiami. Ale nie coś co opiera się na intuicji. Obecnie do tego wszystko dąży w oprogramowaniu aby obsługa była jak najbardziej intuicyjna. Uważam po prostu że patentowanie jakiegoś tam gestu jest bezsensowne.
Typu "Slide to Unlock" patent Appla z 2005r a jednak były telefony które wcześniej ten gest wykorzystywały jak Neonode N1m. To świadczy tylko o tym że Amerykańskie patenty można sobie gdzieś wsadzić.

Wody nie opatentujesz jako takiej ale reakcje pewne w których woda powstaje już można. A to może już być wrzód na tyłku.

>Nie ma tak lekko (i dobrze).
>>Równie dobrze można by opatentować zakładki w przeglądarkach.
>Czemu nie?

Bo rozwiązanie powinno być innowacyjne a takie zakładki nie są.
Wyobraź sobie że ktoś opatentuje wyświetlanie linków o kolorze niebieskim z podkreśleniem mimo że nie jest to jakaś super innowacja.

Inną sprawą jest długość trwania patentu na oprogramowanie który może trwać do20lat.
Nie oszukujmy się taki patent powinien trwać maksymalnie 5-8 lat.
25-01-2012 21:59 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>A jeżeli sam napisze program w którym będą patenty tych ludzi polegające na przenoszeniu czegoś myszką kliknięciu gdzieś tam czy kolorowym pasku wczytywania strony?

To musi sobie napisać coś innego.

>Niby tak wystarczyło pomyśleć i samemu to wcześniej opatentować. rozumiem patenty które są jakimiś nowymi technologiami. Ale nie coś co opiera się na intuicji. Obecnie do tego wszystko dąży w oprogramowaniu aby obsługa była jak najbardziej intuicyjna. Uważam po prostu że patentowanie jakiegoś tam gestu jest bezsensowne.

Chwila, chwila. Co to znaczy "intuicyjne"? Intuicyjne w większości przypadków oznacza po prostu "użyte gdzieś wcześniej", albo "totalna abstrakcja, którą łatwo opanować". To całe machanie paluchami celem przybliżenia i oddalenia bardziej mi przypomina gesty, za przeproszeniem, domorosłego ginekologa, niż coś co ma być skojarzone z powiększaniem i pomniejszaniem obrazu.

Tak samo bezsensowne jest chronienie patentem nazw firm, kiedy nazywają się jak zwierzątka, czy znaczków. Ktoś sobie to wymyślił, z tą firmą to się kojarzy i jak ktoś chce tego użyć, to musi bulić. A jak nie chce tego używać, to może sobie wymyślić swój "intuicyjny" ruch i go opatentować.

>Typu "Slide to Unlock" patent Appla z 2005r a jednak były telefony które wcześniej ten gest wykorzystywały jak Neonode N1m. To świadczy tylko o tym że Amerykańskie patenty można sobie gdzieś wsadzić.

Jeśli ktoś tego nie opatentował wcześniej, to jego strata. Mógł.

>Wody nie opatentujesz jako takiej ale reakcje pewne w których woda powstaje już można. A to może już być wrzód na tyłku.

No i super. Nie po to ktoś wymyślał dany proces, żeby ludzie sobie go za darmo kopiowali.

>Nie oszukujmy się taki patent powinien trwać maksymalnie 5-8 lat.

A i owszem. A nawet krócej. Co nie zmienia tego, że być powinien.
25-01-2012 22:46 
 Ocena 4 na 4
dorias (722 punktów)

>To musi sobie napisać coś innego.

Podobnie działającego i lepszego raczej.

>Chwila, chwila. Co to znaczy "intuicyjne"? Intuicyjne w większości przypadków oznacza po prostu "użyte gdzieś wcześniej", albo "totalna abstrakcja, którą łatwo opanować". To całe machanie paluchami celem przybliżenia i oddalenia bardziej mi przypomina gesty, za przeproszeniem, domorosłego ginekologa, niż coś co ma być skojarzone z powiększaniem i pomniejszaniem obrazu.

Intuicyjne to znaczy że idiota opanuje zasadę działania tego w bardzo krótkim czasie.
A takie machanie paluchami właśnie tak działa.

>Jeśli ktoś tego nie opatentował wcześniej, to jego strata. Mógł.

Nie da się opatentować oprogramowania jak i pomysłu w europie Bo od tego są prawa autorskie.

>No i super. Nie po to ktoś wymyślał dany proces, żeby ludzie sobie go za darmo kopiowali.

Proces technologiczny może podlegać patentowi natomiast reakcja chemiczna sama w sobie już nie. Różnica jest bardzo duża między tymi dwoma pojęciami.

>A i owszem. A nawet krócej. Co nie zmienia tego, że być powinien.
Owszem ale patenty powinny być na wynalazki technologie a nie programy i pomysły.
Czyli gotowe stworzone rzeczy. Inaczej to można iść i opatentować wszystko z SF książek jak leci. A takie mniej więcej jest prawo patentowe w stanach.
25-01-2012 21:33 
 Ocena 1 na 1
romaro (25211 punktów)
>>Równie dobrze można by opatentować zakładki w przeglądarkach.
>Czemu nie?

Nie wiem czy zrozumiałeś.

Microsoft przegrał spór patentowy z mało znaną firmą i4i z Kanady i musi jej zapłacić 290 milionów dolarów. Odwołanie Microsoftu od wyroku sądu niższej instancji odrzucił Sąd Najwyższy USA.
Tu masz link

www.newsta(*)ft_ukradl_pomysl_teraz_zaplaci

Jak to się ma do tego:

Microsoft i inne wielkie firmy lobbują na rzecz przejęcia przynajmniej niektórych zapisów prawnych, jakie obowiązują w USA.

www.dobrep(*)-Europie,Aktualnosc,28391.html

A czy wiesz jaka firma pierwsza wprowadziła do swojego systemu okna, zwane z angielska windows? Myślisz że Windows?
25-01-2012 21:47 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>A czy wiesz jaka firma pierwsza wprowadziła do swojego systemu okna, zwane z angielska windows? Myślisz że Windows?

Świat nie jest sprawiedliwy. Np. Aleksiej Pażytnow - twórca popularnego Tetrisa - guzik dostał za stworzenie tej gry. Nie mógł swojego pomysłu opatentować w ZSRR i w związku z tym Tetrisa pokopiowano, a twórca nie dostał złamanego grosza.

Prawo patentowe jednak ociupinkę sprawiedliwości w ten świat wprowadza. Nie oznacza to oczywiście, że każdy musi umieć z niego skorzystać - czasami kto pierwszy ten lepszy.
romaro (25211 punktów)
>Prawo patentowe jednak ociupinkę sprawiedliwości w ten świat wprowadza. Nie oznacza to oczywiście, że każdy musi umieć z niego skorzystać - czasami kto pierwszy ten lepszy.

Masz rację, ale za często lepszym okazuje się nie pierwszy a bogatszy.
25-01-2012 22:31 
 Ocena 1 na 1
dorias (722 punktów)
>>A czy wiesz jaka firma pierwsza wprowadziła do swojego systemu okna, zwane z angielska windows? Myślisz że Windows?
>Świat nie jest sprawiedliwy. Np. Aleksiej Pażytnow - twórca popularnego Tetrisa - guzik dostał za stworzenie tej gry. Nie mógł swojego pomysłu opatentować w ZSRR i w związku z tym Tetrisa pokopiowano, a twórca nie dostał złamanego grosza.
>Prawo patentowe jednak ociupinkę sprawiedliwości w ten świat wprowadza. Nie oznacza to oczywiście, że każdy musi umieć z niego skorzystać - czasami kto pierwszy ten lepszy.

Po pierwsze prawo patentowe nie obejmuje oprogramowania i tak samo pomysłu nie można opatentować(wyjątkiem są stany zjednoczone gdzie chyba wszystko można opatentować). Oprogramowanie jest objęte ochroną praw autorskich. Prawo patentowe jest po to aby obronić twórce nowej technologi przed kradzieżą i jednocześnie zapewnić mu zysk. To prawo przestaje obowiązywać w momencie gdy wynalazek może w istotny sposób przyczynić się do zwiększenia obronności kraju wtedy wojsko ma prawo przejąć patent i wynalazek. Ot takie cuda.
emilpromil (184 punktów)
>>Co to ma do rzeczy? W sensie do tego, co się dzieje dzisiaj z prawami autorskimi?
>Bardzo dużo
>>Wtedy było wtedy i mordercy z rewolwerami byli w Stanach wychwalanymi bohaterami, a dzisiaj jest dzisiaj.
>Czyli dalej to samo. No może bez tych rerewolwerców
>Telefony z systemem Windows Phone 7, pomimo zakrojonej na ogromną skalę akcji reklamowej, pomimo rozmaitych konkursów i zachęt dla programistów, sprzedają się bardzo słabo.

MS zrobił błąd bo olał dotychczasowych użytkowników Windows Mobile.

Nie zrobili kompatybilności wstecz z wcześniejszymi OS-ami i Windowsem CE,
a duża ilość łatwo dostępnego oprogramowania była główną zaletą przenośnych okienek.
Mało tego nowy system ma mniejszą funkcjonalność od starszych wersji.

Jakby apple wypuściło iphona 6 na którym przestaną działać aplikacje pisane na wcześniejsze iphony to też nie będzie się sprzedawał tak jak wcześniejsze wersje.

A jeśli chodzi o licencje na patenty softwarowe to chodzi wyłącznie o urządzenia na rynek amerykański, producenci zawsze mogą ten rynek olać i zająć się Europą i Azją tak jak Hollywood olało NY.
Sylwek (15472 punktów)

>MS zrobił błąd bo olał dotychczasowych użytkowników Windows Mobile.

W końcu wszyscy wiemy, że sukces Apple wziął się z troski o użytkowników Newtona.

>Nie zrobili kompatybilności wstecz z wcześniejszymi OS-ami i Windowsem CE,
>a duża ilość łatwo dostępnego oprogramowania była główną zaletą przenośnych okienek.

Dlatego możliwość uruchamiania aplikacji z Mac była tak kluczowa dla sukcesu iOS, bez kompatybilności niż nie ma szans na adopcję.

>Mało tego nowy system ma mniejszą funkcjonalność od starszych wersji.

Wszyscy pamiętamy jaką sromotną klęskę poniósł Apple przez brak flasha, eksploratora plików, funkcji copy-paste i innych takich.

>Jakby apple wypuściło iphona 6 na którym przestaną działać aplikacje pisane na wcześniejsze iphony to też nie będzie się sprzedawał tak jak wcześniejsze wersje.

Cóż, iPhone 1 był właśnie taką niekompatybilną z czymkolwiek innym, mniej funkcjonalną (w specyficznym, trollerskim, powszechnym w internetsach, acz totalnie ignorującym design i ergonomię sensie) wersją mobilnego systemu.

>A jeśli chodzi o licencje na patenty softwarowe to chodzi wyłącznie o urządzenia na rynek amerykański, producenci zawsze mogą ten rynek olać i zająć się Europą i Azją tak jak Hollywood olało NY.

Tja, powiedz to Samungowi blokowanemu a to w Niemczech, a to w Australii (nie żeby ta firma trudniąca się ordynarnym podrabianiem Appla wzbudzała jakieś szczególne współczucie, ale wciąż...).
emilpromil (184 punktów)

>Cóż, iPhone 1 był właśnie taką niekompatybilną z czymkolwiek innym, mniej funkcjonalną (w specyficznym, trollerskim, powszechnym w internetsach, acz totalnie ignorującym design i ergonomię sensie) wersją mobilnego systemu.

Pierwszy iphone to w ogóle raczej był telefonem z bajerami potem rozwinął się w system z aplikacjami, a WM był systemem który nagle stracił większość aplikacji.

>Tja, powiedz to Samungowi blokowanemu a to w Niemczech, a to w Australii (nie żeby ta firma trudniąca się ordynarnym podrabianiem Appla wzbudzała jakieś szczególne współczucie, ale wciąż...).
>
Patent to nie to samo co wzór przemysłowy, samsung dostał po dupie bo podrabiał wzór ipada, nie przez głupie patenty na software.
Anna Salman (16360 punktów)
>Może znacie inne ciekawe historie zamykania koła odnośnie zwolenników bezwzględnego przestrzegania praw autorskich?
A czyż chrześcijaństwo to nie przykład kradzieży intelektualnej? - Dodano suplement i mamy nową jakość.
Pomijając fakt, że już ST jest przykładem jw. Ale tu można się bronić "pierwszeństwem publikacji".
25-01-2012 17:51 
 Ocena 1 na 1
Jarek Duda (1185 punktów)
W sumie żydzi mogliby się ubiegać o opłaty licencyjne ... ale obawiam się że w tym przypadku już zdążyły wygasnąć prawa autorskie ...
Anna Salman (16360 punktów)
>W sumie żydzi mogliby się ubiegać o opłaty licencyjne ... ale obawiam się że w tym przypadku już zdążyły wygasnąć prawa autorskie ...
A wcześniej skutecznie ich od tego odwodzono ...
Madman (7811 punktów)
>Może znacie inne ciekawe historie zamykania koła odnośnie zwolenników bezwzględnego przestrzegania praw autorskich?

25-01-2012 18:44 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Może znacie inne ciekawe historie....
Ci którzy muszą słuchać Hołdysa muszą płacić. Ja na szczęście mogę, ale nie muszę!
Znam wcale nie gorszych, a bardziej skromnych. muzyka.int(*)-losce-rece-opadaja,1653926,50 (Wcale jakimś tam fanem Loski też nie jestem, ale jak ktoś jest naprawdę wielki, to innych po kostkach kopać nie musi.)
Oczywiście, że twórcy powinni żyć ze swojej twórczości, ale dobrze jest zachować we wszystkim umiar.

@@@
.
25-01-2012 19:22 
 Ocena 3 na 3
jasenka (1863 punktów)
>>Może znacie inne ciekawe historie zamykania koła odnośnie zwolenników bezwzględnego przestrzegania praw autorskich?

Ech, może naprawdę nie wiedział o tym programie? Ja tam go nie bronię, ale złapać za słowa można nawet samego siebie.
Jednym słowem nasuwa mi się wniosek ogólny: kto jest bez winy, niechaj pierwszy wyrzuci swój komputer!
romaro (25211 punktów)
>Jednym słowem nasuwa mi się wniosek ogólny: kto jest bez winy, niechaj pierwszy wyrzuci swój komputer!

JA TAM BYM NIE PROWOKOWAŁ HOŁDYSA!!!!

Edit

Pardon. Nie doczytałem. Myślałem że chodzi o cytat z pisma św__ętego.
26-01-2012 07:10 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Jednym słowem nasuwa mi się wniosek ogólny: kto jest bez winy, niechaj pierwszy wyrzuci swój komputer!
Nie mogę To moje narzędzie pracy. Już zapomniałam, jak się pisze ręcznie.
A poza tym jak bym wtedy weszła na forum? Na piechotę?

Komunizm i katolicyzm mają to do siebie, że łączy je pruderia (M. Środa)
26-01-2012 08:24 
 Ocena 3 na 3
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>Ech, może naprawdę nie wiedział o tym programie? Ja tam go nie bronię, ale złapać za słowa można nawet samego siebie.
>Jednym słowem nasuwa mi się wniosek ogólny: kto jest bez winy, niechaj pierwszy wyrzuci swój komputer!
-A dokładnie tak. Pewnie każdy z nas wnerwił by się gdyby jego dzieło nad którym się mocno natrudził było rozdawane za darmo. Z drugiej strony mnóstwo muzyki "złapanej" w internecie, szczególnie z dawniejszych lat jest nie do znalezienia w żadnym sklepie, nie mam jak kupić nawet gdybym chciał. Nie chciałbym też, aby jakiś Piasek i czy inni "wybitni artyści" dostawali pieniądze tylko za to, że ktoś torturuje mnie ich utworami w miejscach publicznych (np. sklepach). Często jest to dla nich darmowa reklama bo inaczej nikt by o nich nie słyszał. A często bywało, że zasłyszany publicznie utwór skłonił do mnie do kupienia płyty.
-Panika i wrzawa na ulicach jest przesadą, a z kolei nowe ustawy antypirackie niepotrzebne. Konsekwentne egzekwowanie obecnych przepisów w zupełności by wystarczyło.

"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
dorias (722 punktów)
>-A dokładnie tak. Pewnie każdy z nas wnerwił by się gdyby jego dzieło nad którym się mocno natrudził było rozdawane za darmo.

Zależy czy chciałem zarobić na nim czy zrobiłem je bo takie hobby mam.
Ale ogólnie bardziej bym się wkurzył gdyby moje dzieło było sprzedawane przez jakąś korporacje a ja bym z tego grosza nie miał.

>Z drugiej strony mnóstwo muzyki "złapanej" w internecie, szczególnie z dawniejszych lat jest nie do znalezienia w żadnym sklepie, nie mam jak kupić nawet gdybym chciał.

No ale prawa autorskie dalej są i np jakieś wydawnictwo posiada takie prawa do danej książki i ściągając ją dalej te prawa się łamie i pozbawia potencjalnego zysku (zysku którego i tak by nie mieli bo książka nie ma dodruku)i właśnie o ten potencjalny zysk jest cała wojna.

> Często jest to dla nich darmowa reklama bo inaczej nikt by o nich nie słyszał. A często bywało, że zasłyszany publicznie utwór skłonił do mnie do kupienia płyty.

Bo to jest taka darmowa reklama jednak niekturzy by chcieli i tak dostawać pieniądze za to że są reklamowani

>-Panika i wrzawa na ulicach jest przesadą, a z kolei nowe ustawy antypirackie niepotrzebne. Konsekwentne egzekwowanie obecnych przepisów w zupełności by wystarczyło.

Więc po co są te nowe ustawy?

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365