Racjonalista - Strona głównaDo treści
Cel życia, cele w życiu, sens życia.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
01-06-2005 12:32kotovnik (31 punktów)Cel życia, cele w życiu, sens życia.
W życiu przychodzi taki moment gdzie każdy zastanawia się choć nad jednym z ww. zagadnień. Wnioski ludzi są różne ostatnio np. w telewizji slyszałem jak pewna śpiewaczka chyba operowa, ok 50 lat (jeśli można to tak ująć) powiedziała coś takiego: "celem w życiu nie może być śpiewanie, nie może to być praca, granie na skrzypcach itd. Celem musi być miłośś do drugiej osoby, do boga, do natury." W książkach takich jak: "Myśl i bogać się" albo "Plan pozytywnego działania" i także wielu innych z gatunku literatury motytwacyjno-inspirującej wiele pisze się na temat konieczności posiadania wyraźnie sprecyzowanego celu życiowego, ale co nim ma być? Trudno mi powiedzieć w wieku 21 ( za 10 dni składam papiery na studia {politechnika}, stąd to zainteresowanie celami życiowymi), że chcę robić to lub to, zresztą nie czuje np. zeby moim celem życiowym było gromadzenie majątku i tylko to. Czy spoglądając na ludzi ok 60tki , którzy teraz mają niewiele i są sgorzkniali można powiedzieć, że nie mieli celu i "dryfowali jak statek bez kompasu"? Chcę poznać wasze cele życiowe, tymczasowe, i sposób zapatrywania się na tę kwestię, czy można w wieku 21 lat coś obrać za kierunek i trzymać się tego przez kolejne 60 lat.
Pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

leo_z (935 punktów)
>czy można w wieku 21 lat coś obrać za kierunek i trzymać sie tego przez kolejne 60 lat.
Przyznam szczerze, że troszkę mrozi mnie Twoje podejście do tematu. Masz 21 lat... czyli masz już 21 letni bagaż własnych doświadczeń, uwarunkowań, swoich przemyśleń... cóż jeszcze więcej Tobie potrzeba. Piszesz o zgorzkniałych starszych osobach... są zgorzkniali nie z powodu wyboru złego celu... są zgorzkniali bo chcą się czuć przegranymi ludźmi.
Znam ludzi starszych, którzy mają niewiele lub wręcz nic, a których oblicza są jasne i czoła pogodne.
Właściwe nastawienie do życia a nie nadrzędność celu, o to co według mnie czyni człowieka zawsze wygranym.
Można mieć cel i można mieć marzenia... z tym drugim żyje się chyba pełniej... moim zdaniem oczywiście...
21 lat... przed nami lato; z kim i gdzie jechać na wakacje, to powinno teraz zaprzątać Twoją uwagę, być Twoim celem... może mając sześćdziesiątkę będziesz mógł wrócić pamięcią właśnie do tych chwil... namiot, ciepłe noce i ONA ... może "zgorzkniałą" twarz 60-cio latka rozjaśni w tym momencie uśmiech.

pozdrawiam
Szymańska (10 punktów)
Rozumiem, że żyjesz według zasady CARPE DIEM, ale dla mnie to za mało...Czerpanie przyjemności z takich codziennych spraw nie uszczęśliwia, bo po pewnym czasie można spostrzeć, że żyje się tylko, ot tak sobie, bez bardziej ambitnego celu, czy sensu...Mam sobie powiedzieć : dzisiejszy dzień był wspaniały, bo .....(wymieniać tego przyczyny,a gdy spotka mnie nieszczęscie wmawiać sobie, że fortuna kołem się toczy).Ta filozofia nie dociera do mnie, bo wydaje mi się, że to taki truizm i że każdy ją propaguje, bo nie może znaleść aurea mediocritas, czyli sposobu, złotego środku na życie codzienne, które, nie oszukujmy się , jest w dużej mierze rutyną, bo trudno jest zapewnić sobie każdego dnia nowe doświadczenia....
Pozdrawiam serdecznie
Patuszkin (2279 punktów)
Opowiem Ci pewną historyjkę.

W "Apologii" Platon miał pretensje do Arystypa, że w czasie kiedy Sokratesowi podano dzbanek napełniony cykutą, on kręcił się na dworach bogaczy w poszukiwaniu ziemskich dóbr. Arystyp oprócz tego, że kochał filozofię miał zamiłowanie do kobiet, wina i pieniędzy. Często opuszczał rodzinne Ateny, aby zyskać łaski na dworach bogaczy. Był tylko filozofem. Filozof ceni wolny czas ponad wszystko. Dlatego niechętnie podejmuje się pracy zarobkowej. A rezygnacja z "ziemskich rozkoszy" jak wiadomo jest niebezpieczną praktyką(domena mistyków, którzy bezwstydnie nurzają sie w absolucie jak narkomani może skończyć się obłędem lub śmiercią.
I oczywiście ktoś mógłby rzec: życie poświęcone tylko przyjemnościom jest liche. I miałby rację. Ale życie bez przyjemności jest jeszcze gorsze. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę tą prostą rzecz, że ktoś kto ma talent np. do filozofii, uprawiajac filozofię robi to co kocha. Zatem uprawiając filozofię dostarcza sobie maximum rozkoszy. Ergo praca w zawodzie, do którego masz talent jest objawem hedonizmu w maxi-natężeniu. Tylko wtedy gdy robisz coś czego nie lubisz i do czego nie masz zdolności, np. kiedy urodzona piarówa(PR) pracuje jako księgowa, wtedy popada w nieszczęście i rytynę.
Piotrek Patucha
Szymańska (10 punktów)

Dziękuję bardzo za historię. Tylko zastanawiam się, czy wykonywanie tych ulubionych zajęć może się nie znudzić...Może przykład, który podam, będzie dobrze ilustrował, o co mi chodzi ...Poznaliśmy smak jakiejś słodyczyi wszystkie inne odchodzą na bok, by móc delektowac się tym poznanym cymesem .Na początku jest euforia, niebo w buzi i zaspokojenie potrzeby, ale.. Ile tak można ? W końcu nie możemy na to patrzeć, bo nam zbrzydło i stało się wręcz niedobre.. Ja tego nie rozumiem, jak przez całe zycie mozna czerpać radość z tych samych rzeczy ? Nasza natura domaga się nowości ..Nie toleruję oczywiście ślepego podążania za naszymi pożądaniami,ale z drugiej strony życie jest wtedy ciekawsze, ale czy moralne ?Boję się, że jestem tak prymitywna w tym , co robię, czuję i myślę, że nie daje mi to po prostu spokoju.. Nie rozumiem, jak inni ludzie przyjmuja swoje życie bez emocji ...Ja chciałabym czegoś więcej, tego czegoś, co by mnie w końcu zaspokoiło ..Będę dalej rozmyślać, bo to jedyne chyba , co moge zrobić . Pozdrawiam
Ewelina Szymańska
alsheri (337 punktów)
>Dziękuję bardzo za historię. Tylko zastanawiam się, czy wykonywanie tych ulubionych zajęć może się nie znudzić...Może przykład, który podam, będzie dobrze ilustrował, o co mi chodzi ...Poznaliśmy smak jakiejś słodyczyi wszystkie inne odchodzą na bok, by móc delektowac się tym poznanym cymesem .Na początku jest euforia, niebo w buzi i zaspokojenie potrzeby, ale.. Ile tak można ? W końcu nie możemy na to patrzeć, bo nam zbrzydło i stało się wręcz niedobre..

A kto powiedział że przez całe życie będziemy chcieli czuć ten sam smak? Jeżeli przestanie się on nam podobać, to możemy go zmienić Podobnie jest z radością czerpaną z różnego rodzaju czynności. Oczywiście jest to uwarunkowane możliwością wyboru, jednak dzisiaj jest on całkiem spory i każdy może ODNALEŹĆ coś dla siebie, jednak nigdy tego nie zrobi, jeżeli nie będzie próbował wielu rzeczy. Wracając jeszcze do smaku... Zawsze jemy potrawy złożone z różnych smaków, podobnie jest z "ulubionymi zajęciami". Większość ma parę ulubionych czynności, które zapełniają mu jego "nudne życie", jeden lubi wędkować i zbierać grzyby, a drugi zajmuje się kowalstwem i struga krasnale. Jak jedno nam się znudzi, to dodajemy więcej drugiego, i tak trzeba robić Jeżeli ktoś natomiast niema żadnych zainteresowań [które nijako często są jego CELEM w życiu!] to wkońcu je znajdzie! I tak leń może mieć cel, aby przeleżeć całe życie To już wybór indywidualny
Patuszkin (2279 punktów)

Wolałbym się wypościć niż czuć przesyt. Zwłaszcza, że teraz łatwiej się zapchać niż wypocząć. Podam przykład związany z informacją. Na prawie każdej popularnej stronie moża znaleźć zachętę do grzechu. A to reklama bielizny, artykulik o pozycjach, banerek sex-camer itp. Wchodzisz na jakiś czat i temat sexu jest wałkowany bez przerwy. Wchodzisz na forum - to samo. Wszechogarniające podniecanie się wzajemne. Jeszcze dodajmy do tego kilka milionów stron pornograficznych i może się lekko w głowie zakrecić. I ja na przykład mam tego dość. Załączam tv. Reklamy batoników i szminki do ust, zaczyna robić się duszno. Załączam radio. "Ach, och" stęka jakaś laska, która reklamuje miksery. Biorę gazetę. Wprost. Na okładce ładne piersi i pupa, rozkładam ją czytam: wywiad z Lwem (nie tym od koszernych interesów) ale Lwem Starowiczem. Zwariować można. Idę do baru wypić Żywca. Maturzystki zamawiają Lecha. Siadaja przy stoliku i zaczynają jazdę, że lodzik i owszem, ale lizanko także, ha ha, hi hi, spieniony wychodzę z baru wracam do domu.
Biorę książkę do łóżka i zamykam drzwi. I np. wyobraźcie sobie, że są ksiażki, które nie traktują o seksie. Wtedy wypoczywam. Każda strona na której autor nie porusza tematów erotycznych sprawia, że odpoczywam i odczuwam głęboką rozkosz rozluźnienia napiętych mięśni oraz pulsujacej głowy. Dlatego wolę się wypościć niż czuć przesyt. Podobnie jest z jedzeniem itp.

Spójrzmy jak to jest z dziećmi.
Wiem, że teraz dzieciom daje się tyle zabawek, że nie są w stanie poświęcić więcej niż 5 minut każdej nowej. Dlatego mają wielki sterty zabawek: misiów, lalek, trzy domiany wózeczków, rower, kosiarka, puzzle, książeczki, kredki i resztę tych duperleków poprzez jakieś organki, elektryczne baranki z chipem, parę kaset z Kubusiem, tygryskiem i resztą załogi, teletubisie..... Trzyletnia dziewczynka ma więcek zabawek niż ja mam książek na półce, które zbierałem przez 5 lat. Oczywiście wszystkim jest znudzona i jej ulubione zajęcie polega na grymaszeniu.

Mówisz, że nasza natura domaga się nowości. Ja bym powiedział, że lepiej będzie dla "natury", jeśli będzie miała tylko tyle, żeby zbyt szybko się nie znudziła.
Ten popęd do nowości, smakowania jest sztucznie podsycany przez ludzi, którzy na tym chcą zarobić. Bo gdybyś mieszkała w Sparcie i nawet z chłopcami ćwiczyła na golasa(taki mieli zwyczaj) z pewnością odczuwałabyś mniejsze nienasycenie nowością niz teraz, żyjac współcześnie , w tym bajzlu informacyjnym. I np. ja się temu przyglądam i przechodzę obok, bo co mam robić. Robię to dla własnej higieny umysłowej, żebym nie zgłupiał kompletnie.
Piotrek Patucha
dajmonion (3663 punktów)
>Dziękuję bardzo za historię. Tylko zastanawiam się, czy wykonywanie tych ulubionych zajęć może się nie znudzić...
Moja pasja jest od dawna matematyka i nie sadze, abym mial sie nia kiedykolwiek znudzic.
dajmonion
leo_z (935 punktów)
>Rozumiem, że żyjesz według zasady CARPE DIEM...
Chyba nie do końca zostałem dobrze zrozumiany. Chodziło mi bardziej o wskazanie, że w tym wieku (21 lat) zasadniejszym jest "korzystanie" z praw i możliwości jakie daje młodość niż prowadzenie rozważań nad wyborem drogi życiowej na następne 60 lat. Uważam, że sztywne planowanie swojego życia jest niejako pozbawieniem siebie radości z odkrywania piękna w najbłahszym jego przejawie np. zerwanym polnym kwiatku w trakcie górskiej wędrówki w gronie przyjaciół. Może być tak, że pamięć o tym kwiatku, wędrówce, przyjaciołach rozjaśni nasze czoła gdy na karku "stuknie nam" owa mityczna sześćdziesiątka.
Co do "złotego środka" - pozwolenie entropii na to, aby w pewnej mierze była czynnikiem stymulującym nasze życie jak dla mnie jest takim "aurea mediocritas", który pozwala nam na codzienne odkrywanie piękna w każdym szczególe naszego codziennego życia: aromacie dobrze zaparzonej kawy, w kocie siedzącym na lodówce, w krzaku róży rozwijającym właśnie swoje pąki, z cieszącego się psa - to są moje doznania z dzisiejszego poranka i zaręczam Tobie, ze nie planowałem ich dwadzieścia parę lat temu.

Również pozdrawiam bardzo serdecznie
Krzysztof Stankiewicz (246 punktów)
Troszkę błędów się tu wkradło. Pomódlmy się do św. Marka o deszcz oczyszczenia a tak całkiem poważnie, to mimo mojego liberalnego podejścia do ortografii
>sgożkniałych
nie przeżyję....popraw te błędy, kolego.
kotovnik (31 punktów)
Choc teraz chcialbym to poprawic to nawet nie wiem jak. Wkradlo sie troche awangardy.
leo_z (935 punktów)
>Choc teraz chcialbym to poprawic to nawet nie wiem jak. Wkradlo sie troche awangardy.
Teoretycznie pod spodem Twojego wątku - z lewej strony, powinno znajdować się parę okresleń ograniczonych nawiasami. W jednym z takich nawiasów jest ujęte słowo [edytuj]. Klikasz na to i powinien się pojawić Twój tekst, który możesz "poprawiać". Następnie klikasz na "zapisz" i masz ortografię "cacuś"
V0lrath (3440 punktów)
Chyba raczej nie da rady edytować postów na które ktoś już odpowiedział
leo_z (935 punktów)
>Chyba raczej nie da rady edytować postów na które ktoś już odpowiedział
Co racja, to racja. Nie zwróciłem na to uwagi... z tego wniosek, że zawsze udaje mi się zdąrzyć
MaLk__ (77 punktów)
>Co racja, to racja. Nie zwróciłem na to uwagi... z tego wniosek, że zawsze udaje mi się zdąrzyć

Zawsze?

leo_z (935 punktów)

>Zawsze?
ups ... zdaje się, że sensowniej będzie powiedzieć przeważnie hi, hi

pozdrawiam i dzięki
Krzysztof Stankiewicz (246 punktów)
W twoim wieku też męczył mnie ten problem. Martwił mnie na studiach i nie przestawał po nich...Mimo stosowania różnych technik, jakie doradzali mi psycholodzy (np. wyznaczanie sobie małych celów, krótko terminowych) nie byłem wstanie uwolnić się od dojmującego poczucia potrzeby znalezienia odpowiedzi na to, jak mi się wtedy wydawało, zasadnicze pytanie. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że inni, którzy mają jasno wytyczone cele, łatwiej osiągają sukcesy, mają mniej melancholijne samopoczucie i rzadziej popadają w depresję. Obserwując ich wydawało mi się, że każdy z nich ma także cel nadrzędny, "cel nad celami" który nadaje sens ich istnieniu.

Popadałem przez to tylko co raz w depresję, oddawałem się we władanie nihilizmowi. Sex, drugs and roc and roll, carpe diem, myślałem i żyłem tak z dnia na dzień. Ale pytanie wciąż pozostawało. Moje katolickie wychowanie nie dawało mi spokoju. Choć nie było ortodoksyjne, raczej mocno liberalne, to jednak odejście od Boga, religii, stanowiło poważny problem, bo pozbawiało mnie odpowiedzi na wiele pytań, na które nie potrafiłem sam znaleźć odpowiedzi. A im więcej szukałem tym mniej byłem pewny, że kiedyś znajdę odpowiedź, bardziej zawiedziony swoim poziomem intelektualnym (nie mogłem przecież odpowiedzieć sobie na pytanie na które wszyscy najwyraźniej znali odpowiedź) i bardziej przerażony ogromem pracy który muszę włożyć w tak, wydawałoby się prostą czynność (cel w życiu - przecież każdy ma cel w życiu, więc i ty go znajdziesz - słyszałem wciąż dookoła).

Teraz kiedy patrzę na to z pewnej czasowej perspektywy, wiem, że byłem w błędzie. Byłem w błędzie myśląc, że każdy posiada "cel na celami" który konstytuuje sens życia. Byłem w błędzie myśląc, że to ten cel konstytuuje sens życia. Niestety nie sądzę, aby tak naprawdę ktoś mógł ci pomóc. To, jedno z nielicznych zadań, które człowiek musi sam rozwiązać. Na nic porady, dobra nowina, pocieszenie, alkochol, narkotyki, sex... Gdybym miał teraz odpowiedzieć, co nadaje sens mojemu życiu, moja odpowiedź brzmiałaby mniej więcej tak:

Człowiek, odarty z transcendentnej mgiełki katolicyzmu, od razu zadaje sobie pytanie o sens i cel istnienia bez Boga ale pytanie to jest źle postawione, bo zakłada od razu, że ludzkie życie musi mieć sens, tak jak ptaki maja skrzydła; że istniej "cel nad celami" który taki sens ustanawia, tak samo jak w religii tym celem jest dążenie do zbawienia (przez co moje życie ma sens, bo dąży do Boga i życia wiecznego). Jednak w moim przekonaniu, nic takiego jak "cel nad celami" nie istnieje. Istnieją natomiast cele: setki mały celów, kilka większych, liczne marzenia. Dopiero kiedy oddałem się ich realizacji, przyszła do mnie świadomość, że istnieje też sens mojego życia, mojego własnego istnienia, który jest konstytuowany przez tę właśnie niezliczoną ilość celów.

Zatem nie można sobie odpowiedzieć na pytanie "czy moje życie ma sens?" przez szukanie odpowiedzi na pytanie o "cel nad celami", bo tak długo jak długo sensu sobie nie uświadomisz, to go nie będzie. Sens życia to rodzaj poznania, który przychodzi z czasem, u jednych szybciej u innych później. A tak długo jak długo go sobie nie uświadomisz żaden cel który sobie wyznaczysz, nie będzie ci się wydawał sensowny. Życie będzie dla ciebie bezbarwne i blade.

Moja rada jest jedna, musi kolega odrzucić wiarę w "cel nad celami" i musi się kolega uzbroić w cierpliwość i wytrwałość w poszukiwaniu. I przestać się tak zamartwiać, że nie wiem co chcę w życiu robić i jakie ma ono sens.
Carpe diem kolego.
Zielona
BRAVO !
Bardzo dobry post.
Mogę tylko dodać, że samo dązenie do celu jest motorem życia gdybyśmy znali jakiś meta-sens, prawdę osteczną, gdyby coś takiego istniało byłoby to równoznaczne ze stagnacją.
Czasem sobie myślę - gdyby raj istniał to musiałby być bardzo nudny, wieczne życie po śmierci jako rzekoma nagroda byłoby raczej torturą. Wyobrażam sobie, że mam wszystko czego pragnę na zawsze i o nic nie muszę się starać, zabiegać, do niczego dążyć, taki błogostan bez możliwości ucieczki - brr, koszmar jak dla mnie.

Pozdrawiam
Krzysztof Stankiewicz (246 punktów)
Tak właśnie odmalowałem sobie raj katolika, czytając biblię. Tylko nigdy nie mogłem uzyskać odpowiedzi od katechety, co takiego "super fajnego" jest w nie robieniu niczego, w dodatku w zupełnie totalitarnym środowisku, gdzie każda twoja myśl musi być poddana kontroli, wszyscy przecież muszą być w raju jednomyślni - co za nuda, a jak jeszcze przyjmę teorię, że Bóg jest wszechmogący to muszę też przyjąć, że np. jeśli przyjdzie mi w raju do głowy "nie boża" myśl to nawet się tego nie dowiem, bo dobry Bóg tak mnie wyprostuje, że się nawet nie zorientuję, że coś ze mną nie tak.
Czy człowiek w pełni świadomy może nadawać swojemu życiu sens dążąc do takiego raju? Brrrr - jak powiedziałaś

kotovnik (31 punktów)
Jakby to powiedzial moj dziadek: " bo o co sie rozchodzi... ".
Rozchodzi sie o to ze ktos kiedys gdzies trafnie spostrzegl ze sa ludzie ktorzy zyja dla wekendow, tacy ktorzy w wekendy cos robia, rozwijaja sie a nie tylko odpoczywaja. Mi zalezy chyba na tym aby w wieku 30, 40 itd lat nie byc w tym samym miejscu tzn. jak w wieku 26 lat pojde do pracy to nie chce byc w wieku 35 lat tym samym pracownikiem i cieszyc sie wolna sobota. Szczerze mowiac "cierpie" od dluzszego czasu na brak "drugiej osoby" czy sadzicie ze to takze moze byc przyczyna moich watpliwosci odnosnie celu zycia? kiedys jak bylem w krotkim zwiazku to jakos wiecej sie uczylem, bylem wypoczety szczesliwszy, pewny siebie, a teraz gdzies wiekszocs prysla.
mily byl post p. Krzysztof Stankiewicz, szcegolnie to kolego .
P. Zielona przekonała mnie ze zycie moze nie miec dokladnie okreslonego sensu za co tez jestem wdzieczny.
pozdrawiam

Sebastian Manka (11 punktów)
Jezu jak sie ciesze, ze znalazlem te stronke. Szukajcie, a znajdziecie . Ale do rzeczy. Pytanie o sens zycia jest czesto stawiane i czesto zbywane ogolnikami. Wiem, bo sam tak zwykle robilem. Bo to qrcze trudne pytanie jest. I wymaga zastanowienia. I swiatla - co najmniej nocnej lampki. Wiec... doszedlem do wniosku, ze sa dwie mozliwosci odpowiadania na to pytanie: 1) ogolna, 2) konkretna.

AD 1) Sensem zycia (dla mnie zeby nie bylo, ze w ogole dla wszystkich - to kazdy sam sobie ma sens wyznaczyc, tak jak wyznacza sie x z rownania) jest Stan Maksymalnego Dobra. Co to znaczy? Ze w kazdej swiadomej chwili (poza snem i daniem sobie 'naluz') chce (nie musze, ale chce, nikt mi nie kaze!) postepowac w taki sposob, by bylo dobrze i mi (siebie stawiam na poczatku - b. zdrowe moim zdaniem), i mojej zonie kochanej, i moim rodzicom (chociaz inne to pokolenie i poglady ), i moim przyjaciolom nielicznym i licznym znajomym i ogolnie 'bliskim' (chrzescijanin powiedzialby 'bliznim'). Ale jak to robic do q. nedzy? Sobie mysle, ze trzeba sluchac glosu swojego orzeszka zamknietego w czaszce (ale jednoczesnie otwartego na swiat). I sie realizowac (brzydkie slowo, moze zna ktos lepsze?). Dobra, to teraz to 'zasejwuje,' bo mi sie skasuje w pipu. Cdn. zaraz.


Bistzack (697 punktów)
Zaprawdę powiadam ci człowiecze, że nie wiesz co czynisz postując w ten sposób (dotyczy to również twojego drugiego posta). Forum Racjonalisty posiada instrukcję obsługi i regulamin.
Sebman (11 punktów)
Dzieki za powitanie . A regulamin i instrukcje czytalem. Naruszylem ktorys z jego punktow?
Bistzack (697 punktów)
>Dzieki za powitanie .
Nie masz się czego obawiać.

>A regulamin i instrukcje czytalem. Naruszylem ktorys z jego punktow?
Przeczytaj regulamin jeszcze raz.
Sebman (11 punktów)
O rany. Wcielo mi tekst. Mam stalke, ktora sie rwie jak pajeczyna. Na razie musze oddac kompa wyzszym celom, ale przy lada okazji (dzis/jutro) wroce do tematu.
św.Marek
    A dlaczego to zarejestrowałeś się pod woma nickami: "Sebastian Manka" i "sebman"? To na naszym forum niedozwolone. Proszę się zdecydować na jeden z nich, a drugi pozostanie nieczynny

___________
Pozdrawiam
Sebman (11 punktów)
Bede uzywal krotszego nicka, Sebman. Moge? Dzieki.
beuek (18 punktów)

>Czasem sobie myślę - gdyby raj istniał to musiałby być bardzo nudny, wieczne życie po śmierci jako rzekoma nagroda byłoby raczej torturą. Wyobrażam sobie, że mam wszystko czego pragnę na zawsze i o nic nie muszę się starać, zabiegać, do niczego dążyć, taki błogostan bez możliwości ucieczki - brr, koszmar jak dla mnie.
>Pozdrawiam
>

myślisz sobie swoim ziemskim wcieleniem a po smierci jak wiadaomo robaczki rozmaite skutecznie pozbawią cię neuroprzekaźników a co za tem idzie wszelkich wyobrażeń pamięci i innych niezbędnych do dążeń zabiegań i marzeń. z tego czego mnie uczono i jak ja to zrozumiałem na katechezach raj to raczej stan szczęśliwości i łączności duszy z absolutem bez tzw wieczności bo to ma związek z czasem i bez materialnych samozadawalaczy w postaci generowanych przez twój organiczny mózg tymczasowych zapełniaczy (tj marzeń koszmarów i innych) chwilowego bytowania na tym ziemskim łez padole.

PS oczywiście jak dla mnie to po śmierci jest nic więc i cel życia jest tylko po to żeby nie umrzeć z nudów i mieć zawsze wesołą buźkę dla jednego to będzie zdobywanie kasy i robienie dzieci dla drugiego wyłażenie na mont everest a jeszcze innych czytanie książek i zdobywanie wiedzy alergiczne reagowanie na samą myśl że ON istnieje POZDRAWIAM
gooa (746 punktów)
Kazdy etap zycia ma sens.
Spodobala mi sie prostolinijna wypowiedz K. Stankiewicza, ale w jakims sensie (znow ten sens) odczuwam w niej sporo goryczy, a moze nawet zalu do siebie.
Osobiscie, od jakiegos czasu pojmuje sens zycia w samym jego istnieniu.
To taki lancuszek, splatanany doswiadczeniami, zdobywaniem wiedzy i wlasnymi przemysleniami. Wszystko ma sens. Jezeli Krzysztof doszedl do pewnego spokoju, to wlasnie dzieki calej drodze, jaka do niego prowadzila.
Sens - to Teraz, a ono przy okazji tworzy Jutro, zatem uwazam, ze nalezy dzialac jak najlepiej wedlug mozliwosci i okolicznosci, jakie sie przed nami prezentuja.
Tak na koniec dodam - zawsze uczciwosc ze samym soba.
Krzysztof Stankiewicz (246 punktów)
Nie odczuwam do siebie żalu, może to raczej "chłodny", racjonalny namysł.

Zgadzam się z Tobą, że poczucie sensu zdobywa się z czasem, że prowadzi do niego raz dłuższa, raz krótsza droga. Z perspektywy historycznej, badając swoje życie, stwierdzamy, że miało ono sens, że zmierzało w jakimś kierunku, problem w tym, że rozpoznajemy "sens" i odnajdujemy cele, niejako post factum. Droga ta będzie tylko o tyle dobra o ile uda się nam to odkrycie zamienić na ten właśnie rodzaj doświadczenia, który nam da poczucie, że nasze życie ma sens.

Musimy także pamiętać, że patrząc na naszą przeszłość, łatwo możemy wyznaczyć kierunek w którym zmierzało do czasu teraźniejszego nasze życie, ale nie będzie to faktyczny cel, który nada naszemu życiu sens. Ponieważ poczucie sensu to raczej zjawisko z dziedziny psychologii, a nie historii. Patrząc z perspektywy historycznej dochodzimy do stwierdzenia, że wszystko miało sens i jakiś cel, którego do tej pory, po prostu nie widzieliśmy. Ale takie założenie jest błędne. Cel do którego dążymy, nadaje sens naszemu życiu tylko wtedy gdy jest umyślnie wybrany przez nas w procesie świadomego podejmowania decyzji. Inaczej będzie nas cały czas dręczyło poczucie, że "płyniemy z rzeką życia, unoszeni bezwiednie przez jej nurt". A takie odczucie uniemożliwia nam właśnie poczucie sensu. Żeby doznać to poczucie, musimy sobie świadomie wybrać cel, bądź cele, mieć poczucie, że są one wybrane, wyznaczone przez nas samych, i wykorzystując nasz rozum, dążyć do ich realizacji.

Innymi słowy musimy być wewntrzsterowni. W tym procesie, moim zdaniem, wytworzy się właśnie poczucie sensu. Niestety większość z nas ma w przeważającej ilości cechy osobowości zewnątrzsterownej, co przy braku zewnętrznej legitymizacji, naszych celów, przez autorytet, czy to religijny, instytucjonalny czy osobowy prowadzić musi do poczucia braku sensu naszego życia.

gooa (746 punktów)

>Z perspektywy historycznej, badając swoje życie, stwierdzamy, że miało ono sens, że zmierzało w jakimś kierunku, problem w tym, że rozpoznajemy "sens" i odnajdujemy cele, niejako post factum. Droga ta będzie tylko o tyle dobra o ile uda się nam to odkrycie zamienić na ten właśnie rodzaj doświadczenia, który nam da poczucie, że nasze życie ma sens.
Niekoniecznie, pisalam juz o uczciwosci ze samym soba, uwazam wiec, ze zycie pojete, jako kilkudziesiecioletnia proba ukladania puzli (takimi, jakimi dysponujemy), sila rzeczy zmusza nas do odczuwania, czy poszukiwania sensu.
Skad wiemy, ze to, co odczuwamy teraz, jest akurat tym, na co czekalismy.
Moze za jakis czas, nasze osobiste poczucie sensu, natrafi na inny nurt ?
A moze np. na starosc, jedynym sensem bedzie dla nas przezycie dnia, w ktorym nic nas nie bedzie bolalo ?, moze nawet zaczniemy planowac wlasne odejscie, biorac pod uwage "sens zycia" tylko tych, ktorzy pozostana jeszcze przez jakis czas ?
Krzysztof Stankiewicz (246 punktów)

>Niekoniecznie, pisalam juz o uczciwosci ze samym soba, uwazam wiec, ze zycie pojete, jako kilkudziesiecioletnia proba ukladania puzli (takimi, jakimi dysponujemy), sila rzeczy zmusza nas do odczuwania, czy poszukiwania sensu.
>Skad wiemy, ze to, co odczuwamy teraz, jest akurat tym, na co czekalismy.
>Moze za jakis czas, nasze osobiste poczucie sensu, natrafi na inny nurt ?
>A moze np. na starosc, jedynym sensem bedzie dla nas przezycie dnia, w ktorym nic nas nie bedzie bolalo ?, moze nawet zaczniemy planowac wlasne odejscie, biorac pod uwage "sens zycia" tylko tych, ktorzy pozostana jeszcze przez jakis czas ?

"Sens życia" to wartość raczej nie policzalna. Jeśli odczuwam sens, to go odczuwam. Powiedzenie, że "moje życie ma dziś więcej sensu" jest stosowane bardziej umownie - tzn., że albo w ogóle wczoraj go nie odczuwałem, albo odczuwałem, ale było ono związane z innego rodzaju działaniem. Przez co wydaje mi się, że to co odczuwam aktualnie "lepiej do mnie pasuje". Nie ma się więc co "zamartwiać" tym co będę czuł jutro, albo za 10 lat. To dla samego odczuwania nie ma znaczenia, chyba, że czai się gdzieś w nas poczucie zwątpienia, że mój aktualny stan nie do końca "mnie spełnia". Ale czy wtedy mam poczucie sensu? Raczej nie, gdyż tak jak napisałem, dla mnie, to wartość jakościowa, nie ilościowa.

mari (1 punktów)
Wszyscy ładnie piszecie na temat celów w życiu, a ja mam inny problem... cele mam, takie małe i te większe... ale wlaściwie po co one?? Po co je osiągać jeśli i tak przeminiemy, po co pamięć po nas?? Po co nasza egzystencja tutaj?? Po co się starać, moze jednak rację maja Ci którzy chcą tylko lekką ręką przejść przez zycie, bo może jest tak jak mówił Schopenhauer, że istniejemy tylko po to by zapewnić ciagłośc naszego gatunku...
Niby jestem katoliczką, ale ostatnio niepokojąca rzecz sie dzieje, bo przezywam jakieś załamanie mojej wiary... żyć po to, by osiągnać zbawienie potem?? a po co nam to zbawienie ?? Sama przestaję cokolwiek wiedzieć, ale nadal realizuję te swoje cele...
Sebman (11 punktów)
Tez kiedys bylem wierzacym chrzescijaninem. I bylo mi trudniej odpowiedziec sobie na pytanie o sens zycia. Dlatego, ze religia jest nieuchronnie uwiklana w paradoksy. Zdawalo to egzamin w okresie, kiedy nauka nie byla w stanie zadowalajaco wyjasniac rzeczywistosci. Niedawno, kilka wiekow temu, to sie zmienilo (i zmienia), wiec mozna bylo wreszcie spokojnie religie odstawic i tym samym wybrac prostote w poszukiwaniu sensu. Prostote, bo nie ma juz potrzeby przyjmowania niczego za pewnik (jak 'prawdy' wiary objawione w Pismie Sw.). Nie ma tez tabu - kazda teorie mozna (a nawet trzeba) probowac obalac. Kazda teoria, w tym i sens zycia, okazuje sie miec cykl zycia. Kiedy zostanie sfalsyfikowana, na jej gruzach rodza sie nastepne, zazwyczaj blizsze prawdy.

Ale wracajac do sensu, gdybysmy spojrzeli na nature, na swiat zwierzat, one nie maja podobnych rozterek. Po prostu REALIZUJA swoje zyciowe mozliwosci. Zaspokajaja swoje potrzeby, w tym zapisane w kazdym stworzeniu dazenie do przedluzania gatunku. I nie popelniaja samobojstw (poza wyjatkami, kiedy takie samounicestwienie pozwala przetrwac wiekszej grupie - zaobserwowano takie przypadki), a na pewno nie z powodu poczucia braku sensu .

I jeszcze jedna mysl mi przyszla do glowy: ludzie w sytuacjach ektremalnych, pozornie bez wyjscia, jak np. wiezniowie obozow koncentracyjnych czy gulagow, odczuwali WIEKSZY sens zycia niz przecietny dzisiejszy czlowiek zagubiony w dzungli miasta. Jak to mozliwe? Ich celem bylo przezycie kolejnego dnia. Zyli tez watla nadzieja na wydostanie sie, ale nawet gdyby sie nie wydostali, to przeciez liczy sie to, ze TERAZ zyja. I to teraz nie oznaczalo wylacznie pragnienia przetrwania, ale zycia GODNEGO. Zachowania stoickiego spokoju, godnosci i CZLOWIECZENSTWA pomimo chaosu panujacego wokol. Wiekszy sens zycia widzieli tez ludzie Solidarnosci w latach 80, kiedy sens ich dzialaniom nadawala wspolna walka z wrogim panstwem.

Czy to oznacza, ze my, nie majacy wspolnego wroga, nie doswiadczajacy zagrozenia zycia, mozemy dostrzec w swoim zyciu spojna IDEE, ktora stanie sie dla nas droga i ktora uporzadkuje nasze kroki, nadajac im rozumny kierunek? Pewnie jest trudniej, ale za to mamy wiekszy wybor. Nie musimy przyjmowac przetrwania jako cel, czy walki z rezimem, ale WIELE innych rzeczy. Staniemy sie dzieki temu bardziej roznorodni, ale tez mniej zjednoczeni przez wspolny cel (chyba ze w grupie o tych samych zainteresowaniach).
Asmoeth_Beta (307 punktów)
>Czy spoglądając na ludzi ok
>60tki , którzy teraz mają niewiele i są sgorzkniali można
>powiedzieć, że nie mieli celu i "dryfowali jak statek bez
>kompasu"? Chcę poznać wasze cele życiowe, tymczasowe, i
>sposób zapatrywania się na tę kwestię, czy można w wieku 21
>lat coś obrać za kierunek i trzymać się tego przez kolejne
>60 lat.

Ja sobie obmyśliłem swego czasu coś takiego:
a) Chcę żyć tak, aby u kresu swego życia mieć świadomość, że zrobiłem wszystko, aby moim bliskim i mnie żyło się jak najlepiej.
b) Chcę żyć tak, aby pozostawić po sobie coś więcej, niż wpis w ewidencji ludności i blednący nagrobek na wiejskim cmentarzu. Wszystko w myśl horacjańskiego exegi monumentum aere perennius - a niech ludzie o mnie pamiętają, niech wiedzą, że był sobie kiedyś człowiek nazwiskiem Piotr Bartkiewicz, który zrobił / stworzył / zburzył to a tamto. Wszak każdy poniekąd żyje w swym dziele, a bycie skazanym na zapomnienie to gorzej, niż nie istnieć nigdy...

Zdaję sobie jednak sprawę, iż powyższe cele są z reguły uśpione, żeby nie powiedzieć martwe. Idąc na egzamin z Historii Gospodarczej, kupując bułki w Tesco, oglądając Latający Cyrk Monty Pythona, siedząc w bibliotece, czy robiąc maślane oczy na wykładzie do niewiast, człowiek najczęściej nie myśli o swoich nadrzędnych celach. To wraca w trakcie rozmyślań, w czasie rozmów (przykładowo, gdy ktoś mnie pyta, po co żyję, skoro Boga w sercu nie mam). Do tego dochodzi kwestia, czy jest to sens mojego życia. Coś mi się nie wydaje, bo ludzie zazwyczaj, mówiąc o sensie życia, podają takie słowa, jak "Bóg", "miłość", "praca", "rodzina", etc. rad byłbym wiedzieć, czy to coś dla nich istotnie znaczy...

Pozdrawiam i życzę optymizmu, którego mnie czasem nie starcza...
kotovnik (31 punktów)
>a) Chcę żyć tak, aby u kresu swego życia mieć świadomość, że zrobiłem wszystko, aby moim bliskim i mnie żyło się jak najlepiej.
>b) Chcę żyć tak, aby pozostawić po sobie coś więcej, niż wpis w ewidencji ludności (...) Piotr Bartkiewicz, który zrobił / stworzył / zburzył to a tamto.

Czytajac ten tekst przyszlo mi na mysl kilka nazwisk np. Hitler
Z nim to bylo mniej wiecej tak: szaraczek z Austrii, zostaje ranny pod koniec wojny, podczas jego pobytu w szpitalu Zli przegrywaja, a on zostaje zarazony wielka idea, albo sam ja wymysla. Natsepnie przez ok 27 lat realizuje swoj wilki plan, chece osiagnac swoj cel, az dziw ze starczalo mu na to sil, no i ze nie zaczal powatpiewac w "slusznosc swej misji".
Tak, nie watpie ze byl to czlowiek ktory trzymal sie okreslonej drogi, i realizowal jeden wielki cel do konca zycia.
Stad wniosek ze cele az do smierci istnieja.

dajmonion (3663 punktów)
Chcąc odkryć sens swojego życia dobrze jest angażować się w różnego rodzaju działalność. Czy pracowałeś już jako np. wolontariusz? Zamiłowanie do danej pracy rozwija się często dopiero wtedy, kiedy się jej podejmiemy. Na pytanie: "Po co istnieję na tym świecie ?" trudno jest znaleźć odpowiedź na drodze teoretycznej. Siedząc w domu można niczego nie wymyśleć. Im więcej doświadczeń, tym większa świadomość tego w czym mógłbyś się ewentualnie samorealizować.
Pomocne mogą okazać się też lektury. Pamiętniki i biografie są świadectwem tego jak inni ludzie odnajdowali cel swojego życia. Dzięki nim możesz dojść do wniosku, że tryb życia któregoś z autorów wydaje Ci się szczególnie pociągający, że Ty też tak chcesz.
Sięgnij również do takich pozycji jak:
1) "W poszukiwaniu sensu życia" Maria Szyszkowska
2) "O trudnej sztuce tworzenia samego siebie" Maria Dudzikowa
3) "O szczęściu" Władysław Tatarkiewicz.
powodzenia

dajmonion
Patuszkin (2279 punktów)
> Chcąc odkryć sens swojego życia dobrze jest angażować się w różnego rodzaju działalność. Czy pracowałeś już jako np. wolontariusz? Zamiłowanie do danej pracy rozwija się często dopiero wtedy, kiedy się jej podejmiemy.

Pamiętam historię, którą opowiadał o sobie psycholog W. James. Kiedyś popadł w jakiś rodzaj apatii, stan depresyjny. Budził się przed poludniem, ale z łóżka wstać mu się nie chciało. Po prostu nie rozumiał po co miałby cokolwiek robić. Po jaką cholere mam wstawać i jechać na uniwerek, opowiadać studentom swoje historie, pisać książki i spotykać się z kobietami? Było mu to obojętne. Nie odczuwał żadnych emocji! To był ten błysk dzięki któremu zrozumiał, że nie odczuwajac pozytywnych emocji wzgledem wykonywnych czyności nie ruszy dupska z ciepłego łóżka. Bo brać na rozum to zagadnienie to tak jakbyś kroił nożem zimną herbatę. W działaniu istotne są uczucia. I rzeczywiscie któregoś dnia leżąc rozmyślał na zimno co jest do zrobienia np: o 10 mam jakieś wykłady, potem mam spotkac się z kochanką i razem pojedziemy na jakieś spotkanie z przyjaciółmi. W tym momencie coś siew nim zapaliło, poczuł, że chce to zrobić! Poczuł, właśnie poczuł. Jego emocje znowu zaczęły napływać i rozgrzały jego entuzjazm. Wstał i poszedł.

Tą historię czytałem w ksiażce Rollo Maya "Miłość i wola". Autor prowadził tam ciekawe rozważnia na temat roli uczuć oraz intencjonalności w poczuciu sensu życia.

Piotrek Patucha
gooa (746 punktów)

> Poczuł, właśnie poczuł. Jego emocje znowu zaczęły napływać i rozgrzały jego entuzjazm. Wstał i poszedł.
Emocje ?
- czy realny stan swiadomosci o mozliwosci emocji, ktore go czekaja ?
Patuszkin (2279 punktów)
>> Poczuł, właśnie poczuł. Jego emocje znowu zaczęły napływać i rozgrzały jego entuzjazm. Wstał i poszedł.
>Emocje ?
>- czy realny stan swiadomosci o mozliwosci emocji, ktore go czekaja ?
>
Ej, niepotrzebnie komplikujesz. Zastanów się czy człowiek pozbawiony emocji byłby w stanie cokolwiek zrobić lub nawet wymyślić. Żeby umówić się na randkę muszę się podniecić. Żeby się ożenić muszę się zakochać i zaufać. Żeby doczytać ksiażkę do końca, muszę ją polubić. Żeby napisać tego posta muszę się zdziwić.

Piotrek Patucha
qqrq (26 punktów)
Chłopcze... przeczytaj co napisałeś a potem przeczytaj to jeszcze raz... i zastanów się nad tym co napsiałeś.... bo.... się beczeć chce jak tacy ludzie zajmują miejsce na stanowisku forum Racjonjonalisty... RAZ!

>"W życiu przychodzi taki moment..." - Twój cytat - to prawda, że w życiu przychodzą różne momenty!

Ale w kwestii odpowiedzi na reszte Twojego badziewnego i prymitywnego pytania aż beczeć się chce...

Chłopcze co TY możesz powiedzieć : "w wieku
>21 ( za 10 dni składam papiery na studia {politechnika},
>stąd to zainteresowanie celami życiowymi), że chcę robić to
>lub to, zresztą nie czuje" na temat : "spoglądając na ludzi ok
>60tki , którzy teraz mają niewiele i są sgorzkniali można
>powiedzieć, że nie mieli celu i "dryfowali jak statek bez
>kompasu"?" - jakbyś mi w tawarz powiedział tego typu tekst to albo bym Ci zrobił krzywdę, ale tak sponiewierał, że zrozumiałbyś co oznacza mieć 60 LAT na karku...

Chłopcze............ jesteś dzieckiem w takim samym stopniu jak ja... i NIE MASZ Ż A D N E G O prawa wyrażać takich poglądów - jest to nie racjonalstyczne (jak na maminsynska) - zezłościłeś mnie... jak będziesz na typowym swoim - i będziesz w 100% odpowiadał za siebie, za swoje życie, szkołe, ubiór, wyżywienie... hmm rodzine?! - inne problemy niż.. takie jakie zadajesz pytania
Zielona
>Chłopcze............ jesteś dzieckiem w takim samym stopniu jak ja... i NIE MASZ Ż A D N E G O prawa wyrażać takich poglądów - jest to nie racjonalstyczne (jak na maminsynska) - zezłościłeś mnie... jak będziesz na typowym swoim - i będziesz w 100% odpowiadał za siebie, za swoje życie, szkołe, ubiór, wyżywienie... hmm rodzine?! - inne problemy niż.. takie jakie zadajesz pytania

oraz

>Czy nie jest może nazbyt prymitywną formą tejże komunikacji - rozmowa?! Dialog - jako taki pojmowany między dwojgiem ludzi.

Tak, może być prymitywną formą komunikacji, nazbyt prymitywną, jeśli jest w takim wydaniu jak Twoja polemika z autorem wątku.
Zaatakowałeś już drugiego uczestnika forum tą swoją mieszanką pogardy i agresji, o co Ci chodzi?
Co Ty możesz wiedzieć o autorze wątku, o jego życiu? Wielkie Nic - tyle wiesz, tymczasem skaczesz mu do gardła ze swoimi "interpretacjami" jak pies ze wścieklizną.
Aby rozruszać Twoje ciężkie kojarzenie powiem Ci, że ludzie w wieku 20 lat czasem utrzymują się sami oraz sami odpowiadają za własne wybory życiowe wszelkiej maści, co więcej często bywają dojrzalsi niż tacy kolesie jak Ty być może będą u kresu swojego życia.

alsheri (337 punktów)
Dyskusja niepotrzebnie zahaczyła o ogólniki i stereotypy, toteż można było spodziewać się niektórych reakcji... Mimo że jestem tu nowym czytelnikiem, to proponuje jednak wyrażać się do innych z większym szacunkiem (mam na myśli qqrq). Przykład ten jednak doskonale obrazuje naszą niewiedze o innych w czasie kiedy to chcemy im dawać "dobre rady". Zielona - czasem takie dylematy mają nawet i 16 latkowie i to jest przykre.
Pozdrawiam

qqrq (26 punktów)

Dziecko! - Ja mam 22 lata! i raczej nie czuje się u schyłku.. we chu*** mam życie i dośiwadczenia autora wątku - forma i treść reprezntacji przemyśleń jego osby - w przedmiocie tego post'u jest zatrważanjąca i nie atakuje JEGO - tylko TO! kumasz?!

Agresja.... no prosze.

Wśiecklizna - odczul mnie...

Kojarzenie - " nie bardzo rozmumiem" hehe.. może mi wytłumaczysz - bo...

Ludzie w wieku... ja mam 22 i zarabiam do 2300 zł/mc... więc nie mów mi co mogą robić ludzie... heh...

Rozeźliłeś mnie..
Zielona
Nie wiem co Ci dolega, ale Twoje reakcje są dziwaczne.
Wiesz dlaczego tak reagujesz ? Umiesz jakoś uzasadnić swoją agresję ?
Coś tam pisałeś w innym wątku o wglądzie... jak u Ciebie jest z introspekcją ?
Ja na pewno wiem o sobie, że na agresję (szczególnie tę, która wydaje mi się nieuzasadniona) reaguję agresją.
kotovnik (31 punktów)
>Chłopcze... przeczytaj co napisałeś a potem przeczytaj to jeszcze raz...
itd...
faktycznie zgadzam sie z Zielona, jak to przeczytalem( pierwszy post qqrq) poczułem sie dziwnie jakby ktos mnie karcil, upominal za jakis wielki blad. CZytajac wyobrazalem sobie jakiegos faceta ok 60 z piana na ustach wrzeszczacego i gestykulujacego.(racjonalnie wrzeszczacego )niewzne. wolalbym rady anizeli tego typu reprymendy, zakladajac temat nie przeszlo mi nawet przez mysl ze moglbym kogos urazic. i nie chce wiedziec ile zarabiasz, kogo to obchodzi? pa, pozdrawiam
Laksa
>Dziecko! - Ja mam 22 lata! i raczej nie czuje się u schyłku.. we chu*** mam życie i dośiwadczenia autora wątku - forma i treść reprezntacji przemyśleń jego osby - w przedmiocie tego post'u jest zatrważanjąca i nie atakuje JEGO - tylko TO! kumasz?!
>Agresja.... no prosze.
>Wśiecklizna - odczul mnie...
>Kojarzenie - " nie bardzo rozmumiem" hehe.. może mi wytłumaczysz - bo...
>Ludzie w wieku... ja mam 22 i zarabiam do 2300 zł/mc... więc nie mów mi co mogą robić ludzie... heh...
>Rozeźliłeś mnie..
>

Hehehe, stary, załamujesz mnie

A co to jest 2300? Co Ty chcesz z tym zrobić? Zapłacisz za mieszkanie, kupisz coś do jedzenia i kilka razy na piwo ze znajomymi wyskoczysz (jeśli jakiśch masz z takim podejściem) i już pusto w kasie. 2300 to nie są żadne pieniądze, a znając życie to mieszkasz z rodzicami, nie płacisz za mieszkanie, jesz na ich koszt i pieniądze przeznaczasz tylko na własne przyjemności, dlatego wydaje Ci się że Pana Boga za nogi chwyciłeś.

Jeśli uważasz że jesteś taki mądry to wiedz że ja mam lat 24 i zarabiam 4200zł/m-c i sam się zastanawiam nad sensem życia i jego celem, bo życie to nie tylko to ile zarabiasz, ale też wiele, wiele innych, dużo ważniejszych rzeczy.
Jeśli Twoja pensja to jest wszystko o czym masz do powiedzenia to jest mi naprawdę żal że jesteś tak pustą osobą - ale poczytaj sobie to forum to może się czegoś nauczysz.

Pozdrawiam, Laksa

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365