Nie rozumiem, przynajmniej w zakresie słownictwa i pisowni.
Patriotyzm (przez krótkie 'i') to umiłowanie ojczyzny. Rozróżnienie patriotyzmu i nacjonalizmu, to głównie kwestia akcentów. Patriotyzm to zawsze coś dobrego, a gdy staje się zbrodniczy (bądź zmieniamy optykę i dostrzegamy jego wady), zaczynamy mówić o nacjonalizmie. Choć i to nie takie proste, bo jeśli czyjś nacjonalizm jest nam na rękę, to i nacjonalizm staje się dobry. (Por. bardzo ciepłe słowa, z jakimi spotyka się w Polsce nacjonalizm ukraiński, dzięki swej antyrosyjskości).
Piszesz o międzynarodóce jechowckiej -- teoretycznie chrześcijaństwo przedkłada związki braterskie między wierzącymi (albo, w wersji którą wolę, między wszystkimi ludźmi), nad związki narodowe, mówiąc o wspólnym synostwie względem Boga. Oczywiście różne wyznania mają różną własną politykę, są takie które kładą nacisk na związki wiary z danym narodem i takie, które są programowo internacjonalistyczne. Nawiasem mówiąc, ten ostatni przypadek dotyczy Kościoła Katolickiego i właściwie mówienie Polak-katolik, powinno się chyba kwalifikować jako herezja, gdyż przeczy samej istocie katolickości... Ale jak wiemy, nie kwalifikuje się, gdyż Kościoły, mając wypisane choćby i najszczytniejsze hasła, w praktyce podlegają chorobom innych, ludzkich organizacji, czyniąc różne ustępstwa na rzecz mniej lub bardziej aktualnej polityki...
I to chyba problem, czy jeden z problemów, jaki napotyka się szukając religijnego sposobu na przezwyciężenie nacjonalizmów. Drugim jest to, że wiara i nacjonalizm, bardzo często mają wspólne źródła, jakimi jest potrzeba odczuwania tradycji i autoidentyfikacji wobec świata. Jeśli mają wspólne źródła, to znaczy, że nadspodziewanie często będą współwystępować.
Być może na koniec warto sobie zdać sprawę, że religijne wartości (podobnie jak i patriotyczne) powinien przekładać na praktyczne działanie rozum. W rzeczywistości bardzo rzadko się tak dzieje -- ludzie łatwo dają sobą wodzić namiętnościom tłumów, czy widzimisię politycznych, albo i religijnych przywódców.
|