W związku z tym co się dzieje w ostatnich miesiącach i latach-chodzi mi głównie o konflikty wyrosłe z "Arabskiej Wiosny" oraz będący ich pokłosiem kryzys migracyjny, kompletnie przestałem racjonalnie pojmować działania włodarzy UE, zwłaszcza rządu Niemiec. Najpierw zaprosili do siebie setki tysięcy uchodźców z Bliskiego Wschodu, a teraz deportują część z nich, jednocześnie nie przestając przyjmować nowych. Z jednej strony Merkel odrzuciła propozycję ograniczenia liczby przyjmowanych azylantów do 200 tyś. osób rocznie, a z drugiej wymogła cenzurę Facebooka i niemieckich mediów blokując możliwość wypowiedzi krytykom imigracji. Wreszcie zaś Niemcy, co już jest zupełnie jawnym złamaniem Układu z Schengen, przywrócili kontrolę na południowej granicy i próbują "podzielić się" uchodźcami z innymi krajami Unii. Gdzie w tym wszystkim logika? Spekuluje się że migranci mieliby być remedium na utrzymujący się od ponad 40 lat ujemny przyrost naturalny Niemiec. Wg. jednej z prognoz, by ograniczyć swoją depopulację, Niemcy musiałyby wpuszczać co najmniej 200 tyś. imigrantów rocznie. Podobne problemy zaczynają mieć zresztą i inne kraje Europy, nie tylko zachodniej. Jeśli jednak tak, to czemu teraz próbują się pozbyć części uchodźców albo podrzucić ich np. Polsce? Moim zdaniem zresztą problemy demograficzne w żaden sposób nie usprawiedliwiają obecnej polityki przyzwolenia na masową migrację z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Coraz bardziej oczywiste jest że w każdym kraju gdzie masowo się pojawili, muzułmańscy imigranci są źródłem ciągłych problemów. Skoro tak, to dlaczego w Europie panuje owczy pęd sprowadzania właśnie ich, a nie np. Chińczyków, Wietnamczyków i innych mieszkańców nie-muzułmańskich krajów Azji Południowo-Wschodniej? Albo stosunkowo najbliższych nam kulturowo Latynosów? Nie słyszałem żeby przybysze z tamtych regionów sprawiali takie trudności w integracji jak muzułmanie. Dlaczego wreszcie, mimo wszystkich kłopotów które ją przez to dotykają, Europa nadal na ślepo popiera imperialną politykę USA w świecie islamskim, czyli destabilizacji kolejnych krajów w sojuszu ze wspierającymi po cichu ekstremistów Saudami i Turcją Erdogana? Przyznam szczerze że dla mnie taka polityka jest absurdalnie wręcz niekonsekwentna. A biadania pani Merkel, pana Hollanda, Camerona, Schultza i Tuska itp. nad "falą populistycznego nacjonalizmu", który "zagraża Unii Europejskiej", brzmią wyjątkowo obłudnie przez to, że sami ją w swym obłędzie wzbudzili. Więcej, uważam że ci ludzie sami zagrażają swymi nierozumnymi działaniami Europie i jeśli ich nie zmienią, albo nie zostaną rychło odsunięci od władzy, jej los rysuje się w naprawdę nieciekawych barwach.
|