Patrzę na filmy miotaczy w zwolnionym tempie:
www.youtube.com/watch?v=tYkX2rm2MGoi wydaje mi się że oni źle to robią.

Znaczy dobrze, ale tak ich technika jest nieoptymalna.
Uzasadnienie.
Wiadomo że odległość rzutu zależy tu tylko od prędkości finalnej - w momencie puszczenia tego młotka.
Biorę takie coś z fizyki - chodzi mi tylko o ostateczny moment, już po rozkręceniu:
1. h = const, niech kręt będzie stały w końcowej fazie, dajemy sobie spokój z dalszym kręceniem
2. Newton i siła grawitacji: f = -k/r^2 + h^2/r^3
ten pierwszy motyw z r^2 nas nie interesuje, bo tu nie chodzi o orbity planet,
interesuje nas jedynie ten drugi człon z r^3.
I co tu mamy?
gdy zmniejszymy r o połowę, wtedy otrzymamy aż 8 razy większą siłę: 2^3 = 8,
co wymagałoby sporej siły... no ale widać że ci miotacze są dobrze napakowani, więc dadzą radę.
co z tego zyskamy?
h = r x v = const
czyli po skurczeniu promienia r 2 razy, prędkość v wzrasta 2 razy!
Zatem w końcowej fazie miotacz powinien ściągać ten młot do siebie - zginać rączki w łokciach do klaty (ewentualnie do cycek), co automatycznie zwiększy prędkość wylotową tego młota, no a o to tu przecież chodzi: wtedy dalej poleci.
.........
Nowa technika rzutu:
podejrzewam że dla zawodników tej klasy - mistrzowskiej,
wystarczy lekki skurcz ramion w końcowej fazie, i wygrana gwarantowana!
.........
Lekka analogia do skoków Małysza, który wyrypał całą elitę światową, bo stosował inną technikę - lepszą!
Potem to się wyrównało, oczywiście, no bo to łatwo zauważyć na wideo,
więc inni dość szybko tak samo zaczęli skakać, i tak pozostało do dziś.