Lolek postawił pytanie: czy elektorski system glosowania - czy to jeszcze demokracja? Odpowiadam tutaj, bowiem w jego wątkach nie każdy może swobodnie się wypowiedzieć. Więc korzystam z innej możliwości.
Odpowiedź brzmi: - TAK, ale jest to demokratyczny anachronizm. Systemy elektorskie istniały w różnych formach od średniowiecza, np. w Świętym Cesarstwie Rzymskim. W USA system premiuje geografię, nie większość. Tym samym jest to demokracja, ale nie równościowa. Na Twoje pytanie można odpowiedzieć jedynie, że amerykański system Kolegium Elektorskiego jest kwestionowany od samego początku jego istnienia, tj. od momentu powstania w roku 1787. I opieram się się na bardzo konkretnych, historycznie udokumentowanych momentach, bo źródła są jednoznaczne: krytyka Kolegium Elektorskiego zaczęła się niemal natychmiast po jego powstaniu.
Według The Nation, już w latach 1870. system był publicznie krytykowany jako "tak groteskowy, że niemal śmieszny". A pierwsze zastrzeżenia pojawiły się już pod koniec XVIII wieku, zaraz po wejściu systemu w życie. Wybory 1800 i 1824 wywołały ogromne kontrowersje, prowadząc m.in. do 12. poprawki (1804).To nie jest współczesna krytyka - to instytucjonalna reakcja na wady systemu, czyli dowód, że był kwestionowany już wtedy. W XXI wieku Britannica zauważa, że system jest "ciągłym źródłem kontrowersji od momentu jego stworzenia".
Wkrótce dostaniemy "postamerykański internet", ponieważ wchodzimy w erę postamerykańską i świat postamerykański. Część z tego to zasługa Trumpa, a część jego poprzedników. Kiedy myślimy o amerykańskim stuleciu, słusznie skupiamy się na twardej sile USA - inwazjach, bazach wojskowych, eksporcie broni i zamachach stanu CIA. Ale to miękka siła Ameryki ustanowiła i utrzymała prawdziwą amerykańską dominację, "uzbrojoną współzależność"
Ameryka jest ogarnięta brutalnym kryzysem kosztów życia i wbrew twierdzeniom Trumpa, to nie jest mistyfikacja Demokratów, niemniej to i tak dobrze nie wróży
Nikt poważnie nie wierzył, że te amerykańskie systemy są całkowicie godne zaufania, ale zawsze zakładano, że jeśli USA instrumentalizują (lub, mniej życzliwie, uzbrojają) dolara lub światłowód, zrobią to subtelnie, wybiórczo i rozważnie. Zamiast tego doczekaliśmy się ujawnień Snowdena, że USA wykorzystywały swoją pozycję w centrum światowej sieci światłowodowej, by szpiegować praktycznie każdego człowieka na świecie - panów i chłopów, prezydentów i podwładnych.
|