Wg TW dwa zegary przyspieszane równo i ustawione w odległości h, np. na początku i końcu rakiety,
będą się rozjeżdżać z czasem:
dt = t1 - t2 = gh/c^2 t
skąd ten pomysł?
Z OTW, bo tak jest dla grawitacji: sqrt(1-2V/c^2) = 1 - V/c^2 + ... = 1-gh/c^2 ...
zatem generalizując ten bajer dla dowolnych przyspieszeń wychodzi ten motyw z przyspieszanymi zegarami.
Niestety, ale to jest chybiona analogia!
..........
zegary przyspieszane w rakiecie nie rozsynchronizują się wcale!
......
Co łatwo uzasadnić, wyjaśniając co faktycznie reprezentuje ten wynik:
dt = ah/c^2 t
Dla stałego przyspieszenia v = at zatem:
dt = vh/c^2a ten bajer jest dobrze znany z STW:
podczas synchronizacji zegarów wg konwencji c = const otrzymujemy taki błąd,
co Lorentz zapisał w tzw. tr. czasu:
t' = gamma (t - xv/c^2)
....
Finalizując:
to jest desynchronizacja ale tej względnej jednoczesności, a nie tej klasycznej.
Po prostu dla v = 0 zegary są zawsze dobrze synchronizowane - tak samo w sensie klasycznym, jak i tym z STW.
Różnica zależy tu od prędkości: xv/c^2,
zatem gdy v = at, no to wtedy to rośnie z czasem, czyli
jednoczesność w sensie STW się rozjeżdża, a nie żadne zegary!Innymi słowy: ten sztuczny - umowny czas Lorentza pęka w przyspieszeniach, a nie ten klasyczny - fizyczny, który nas dotyczy.
The end.
No, może jeszcze dodam: ten rozjazd faktycznie pozwala wykryć swoją prędkość, no bo to będzie widać... raczej - co nie?
