Grafika:
cdn.mos.cm(*)NTZ8Jpw34pthnQ-970-80.jpg.webpNowa hipoteza o życiu na Marsie i ewolucji organizmów na nim.
Ponad 3.5 miliarda lat temu na Marsie były rzeki, jeziora, a nawet morza, a temperatury jak dzisiejsze na Ziemi.
Atmosfera zawierała przede wszystkim dwutlenek węgla i wodór. Oba są gazami silnie cieplarnianymi.
Mikroorganizmy, które ewentualnie tam istniały wodór zamieniały na metan ("na Ziemi podobna metanogeneza hydrogenotroficzna była jednym z najwcześniejszych metabolizmów").
Wodór lepiej jednak ogrzewa atmosferę niż metan. Taka zamiana powodowała zatem globalne ochłodzenie.
Najbardziej prawdopodobnym, ewolucyjnym przystosowaniem tamtych organizmów było migrowanie coraz głębiej pod powierzchnię bo tam ciśnienie i temperatury pozwalały na względnie podobne egzystowanie jak przedtem na powierzchni.
Z czasem mogła to być głębokość nawet tysiąca metrów pod powierzchnią gruntu.
Na powierzchni działo się coraz gorzej - straszne zimno i pełno lodu.
Ponieważ atmosfera marsjańska w większości zniknęła do dzisiejszych czasów, te mikroby, aby nadal dziś żyć, musiałyby szczęśliwe zmutować w kierunku wykorzystujących inne źródła energii.
Resztek życia na Marsie należy szukać może nawet kilometr pod "ziemią" i wiercić otwory najlepiej w terenie nizinnym i na dnie głębokich kraterów.
Zaproponowano tam też ogólniejszą konkluzję:
Życie może względnie często, choć losowo, pojawiać się we wszechświecie, ale niekiedy tylko po to, aby wyginąć poprzez własną aktywność na dużą skalę.
Czyli trzeba trafić może nawet dwa razy szczęśliwy los - aby doszło do trwałego zasiedlenia planety życiem (a finalnie zapewne cywilizacją techniczną, która wydaje mi się potem tylko kwestią czasu - E.).
Źródła:
www.nature.com/articles/s41550-022-01786-wwww.space.(*)ered-climate-chance-extinctionSiema
_
Wszystkie wszechświaty są wieczne