Racjonalista - Strona głównaDo treści
co dalej?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
20-07-2005 11:33Eflaugusco dalej?
Można pewnie wyodrębnić grupę osób, których można określić, że są to "racjonaliści związani z Racjonalistą.pl". Jaki jest Wasz stosunek do innych światopoglądów? Czy istnienie innych światopoglądów, np. związanych z religiami instytucjonalnymi, w oparciu o samą Waszą wizję świata, bez uciekania się do jakichś idei, które by wynikły ze światopoglądów innych, ma rację bytu?
Jeżeli by Wasz światopogląd (racjonalistów związanych z Racjonalistą.pl) zdominał Europę, to czy w oparciu o sam Wasz światopogląd, o Wasz stosunek do religii, ludzie religijni mogliby ciesząc się szacunkiem społecznym i tolerancją funkcjonować?
Rozumiecie o co chodzi? Chodzi mi czy z samego Waszego stosunku do religii wynika, że one mogą istnieć.
Idea tolerancji jest również wynikiem pewnego światopoglądu - np. przekonaniu, że wszyscy ludzie są "równi". (co niekoniecznie jest prawdą) Z tego wynika tolerancja. Albo, że wszyscy jesteśmy równi względem Boga. Jeśli to się uzna, to z tego wynika tolerancja.
Co by było, gdyby Twój światopogląd zdominował ten świat?
Ty sam możesz jeszcze być ukształtowany przez inne idee, innych światopoglądów. Swoim dzieciom przekażesz jednak swój racjonalizm. Czy w oparciu o tę konstrukcję światopoglądową, Twoje dzieci, mając pełnię władzy, zaakceptują istnienie religii ? Jaki musiałby być Twój stosunek do religii, by tylko w oparciu o Twój stosunek (a nie zaczerpnięte idee z innych światopoglądów) nie powstał totalitarny stosunek do religii?
Tak więc pamiętaj, że jeśli powiesz, że "A mnie mało obchodzi. Niech głupki sobie istnieją, skoro nie mogą inaczej", to wyrazisz tylko swój aktualny emocjonalny stosunek. Mnie zaś interesuje z jakich racji intelektualnych, które mogłyby być przekazane kolejnym pokoleniom i przez nie uznane (bo one je zweryfikują), mogłoby wynikać, że tak bezwględnie krytyczny stosunek do religii jaki tu jest zaproponowany, nie doprowadziłby (przy posiadaniu pełni władzy) do kolejnej wielkiej tragedii ?

Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Jaki jest Wasz stosunek do innych światopoglądów?

Mój przede wszystkim wychodzi od tego, czy dany światopogląd (generalnie, istotowo) traktuje mój z szacunkiem, równorzędnie, tolerancyjnie. To jest główny podział. Jeśli dany światopogląd jest nietolerancyjny, uważa, że mój jest godny pogardy, to ja takiego też ani nie szanuję, ani nie toleruję. Tej zasadzie podporządkowany jest np. mój stosunek do jehowitów, który ze względu na jego antyekumenizm uważam za szkodliwy społecznie.
Jeśli natomiast dany światopogląd jest bardziej otwarty, to mój stosunek jest tolerancyjny i akceptacyjny, przy do konkretnego tego rodzaju światopoglądu może odnosić się z zainteresowaniem czy sympatią (jeśli jego założenia uważam za nieszkodliwe społecznie, twórcze, ciekawe, ale jednak osobiście go nie podzielam) lub krytycznie albo polemicznie, jeśli wspomnianych cech mu brak.
Uważam za całkowicie dopuszczalne i etyczne krytykowanie innych światopoglądów, dążenie do zmniejszania ich wpływów, zwłaszcza na rzecz naszego osobistego itd. Ale nie uważam za dopuszczalne w żadnych warunkach za dopuszczalne administracyjne czy prawne zwalczanie światopoglądów, które same nie są nietolerancyjne. Tym bardziej, że historia uczy, że jest to nie tylko szkodliwe, ale i na ogół nieskuteczne.

Uważam, że byłoby strasznie nudno, gdyby nie było światopoglądów, które osobiście nie podzielam, gdyby nie było światopoglądów irracjonalnych. Dlatego też w moim systemie wartości mają one jak najbardziej miejsce.

Dodam jeszcze, że nie jestem relatywistą, i nie uważam, że wszystkie światopoglądy są jakoś równorzędne, jak to teraz modne w retoryce postmoderny.

>czy w oparciu o sam Wasz światopogląd, o Wasz stosunek do religii, ludzie religijni mogliby ciesząc się szacunkiem społecznym

Nie wiem.
Myślę, że natura ludzka przesądziłaby, że tak.
Ale tutaj nie można tego rozpatrywać statycznie. Sądzę, że potencjalne społeczeństwo przyszłych ateistów nieszczególnie by szanowało taką religię jaka dziś dominuje w Europie. Natomiast wierzę, że wraz z rozwojem światopoglądu laickiego także sama religia zmieni się radykalnie i będzie akceptowana w nowych warunkach.

>Idea tolerancji jest również wynikiem pewnego światopoglądu - np. przekonaniu, że wszyscy ludzie są "równi". (co niekoniecznie jest prawdą) Z tego wynika tolerancja. Albo, że wszyscy jesteśmy równi względem Boga. Jeśli to się uzna, to z tego wynika tolerancja.

Proszę mi tutaj nie czarować. Nigdy chrześcijanom, jeśli tylko mieli cokolwiek do powiedzenia i nie byli zdominowani nie wynikało z tego banału biblijnego równość światopoglądów czy jakaś tolerancja. Niewybiórcze czytanie biblii nie skłaniało do tolerancji.

>Swoim dzieciom przekażesz jednak swój racjonalizm.

Bez przesady, dzieci zapewne nie są niezapisaną kartą, którą rodzic może sobie ukształtować, czyli w prosty sposób przenieść nań to co mu się w ciągu życia światopoglądowo wykrystalizowało. Nie wierzę w coś takiego.

>Mnie zaś interesuje z jakich racji intelektualnych, które mogłyby być przekazane kolejnym pokoleniom i przez nie uznane (bo one je zweryfikują), mogłoby wynikać, że tak bezwględnie krytyczny stosunek do religii jaki tu jest zaproponowany, nie doprowadziłby (przy posiadaniu pełni władzy) do kolejnej wielkiej tragedii?

Gdybyś się wczytał dostrzegłbyś, że dominuje tutaj jednak najbardziej krytyczny stosunek do pewnych tylko przejawów religii, natomiast nie do wszystkich. Ja sam będąc dość bezkompromisowym krytykiem religii, odnosiłem się otwarcie do pewnych jej form czy odmian i to bynajmniej nie tylko jakichś przyszłościowych, ale także przeszłych czy wymarłych. Najczęściej sympatycznie odnoszę się do religii, które wprowadzają najmniej głupich doktryn i wierzeń (np. konfucjanizm) czy do takich, które nie zgłaszają pretensji do racjonalności czy racjonalizowania bezsensownych i infantylnych wierzeń (czyli religie niezwalczające racjonalizmu, a same zdominowane przez np. mistykę). Katolicyzm św. Tomasza uważam za bardzo szkodliwy i niemądry i znacznie mniej jestem skory go szanować niż współczesny New Age. Ale katolicyzm współczesny posoborowy jestem skory bardziej szanować niż New Age. Niektórzy krytycy katolicyzmu celują w punktowaniu jego niezgodności z Biblią. Punktowanie takich niezgodności było dla mnie dawniej ciekawą rekreacją intelektualną, ale zawsze uważałem, że katolicyzm posoborowy jest znacznie bardziej dla mnie strawny niż chrześcijaństwo biblijne, "czyste" itd. Całkiem akceptuję niektóre odmiany chrześcijańskich kościołów czy sekt, ale Biblii wyjątkowo nie cenię... Można by tak długo. Ale np. mój stosunek do religii jest dość złożony.
eflaugus
OK... Dziękuję za tę odpowiedź.
outsider (2469 punktów)
Eflaugusie, spójrzmy na sprawę inaczej.

Religie powstawały i mijały. Jak to musiało wyglądać z punktu widzenia ich wyznawców - tych przynajmniej, co pozostawali swej wierze wierni do końca? Prosto - nastawały czasy niewiary.

Czy jest zatem istotna różnica? Jedni bogowie wypierali drugich - ale to z punktu widzenia tych nowych: z punktu widzenia starych wiara po prostu umierała. W tym miejscu trzeba postawić pytanie - wiara czy coś wiecej?

Są rzecz jasna opinie - mam nadzieję, że ich nie podzielasz - że agno-atei są ślepi i głusi na te czy inne aspekty życia, na tzw. duchowość; spotykałem się już z przyrównywaniem nas czy to do głuchych muzycznie, czy do daltonistów. Gdyby ateizm miał być postrzeganiem bytu jedynie w ramach wyznaczanych przez nauki ścisłe, można by tak było zasadnie powiedzieć - jednak każdy ateista czytający poezję (a nie daj Boże piszący ją) czy słuchający muzyki zaprzecza temu w sposób oczywisty.

Wiara czy niewiara inaczej odpowiadają na wiele pytań podstawowych - samych pytań jednak żadna z nich nie jest w stanie unieważnić. To wystarczający powód, aby nie dało sie mówić o czym innym niż porozumieniu: światopogląd jest sprawą osobistą, powinien być sprawą wolnego wyboru zatem: skoro tak, różnych światopoglądów nie da się kategorycznie wartościować. W odniesieniu do ludzkiej egzystencji ateizm nie jest lepszą strategią niż katolicyzm - ale i katolicyzm nie przewyższa kultu cargo...

Wszelkie nieszczęścia zaczynają się od wartościowania właśnie. Tu pozwolę sobie zauważyć jedno: w wiarach teistycznych zawarty jest nakaz wartościowania wiar, skoro te są rózne - ateizm póki co takiego wymogu swoim "wyznawcom" nie stawia: sa bowiem pytania ważkie acz pozbawione odpowiedzi - trzeba zatem jakiejś odpowiedzi udzielać, ale i godzić się z tym, że udzielane na to samo pytanie odpowiedzi bedą wzajemnie sprzeczne, i prawdziwe jedynie subiektywnie.

Sądzę, że przyszłość odrzuci wszelkie religie: bedzie to jednak odrzucanie wiary że zna się odpowiedzi na pytania, a nie pytań samych. Do tego prowadzi jednak droga długa - nie za mojego życia. Zwróć zresztą uwagę: raptem jedna światowa religia zmaga sie dziś na serio z ateizmem - islam ma się nieźle, buddyzm oswoił ateizm niejako na poczatku.

Mam całkiem trzeźwą świadomość, że ateizm jako zasada powszechna (a przynajmniej upowszechniana) również nie ominie pułapek w jakie wpadały inne światopoglądy, i samo powstanie i upadek ateistycznego z założenia ZSRR jeszcze spraw nie załatwiło. Co do reszty - opisałem moje widzenie spraw w zamieszczonym tu niedawno opowiadanku "Dom wśród gwiazd" www.racjonalista.pl/kk.php/s,4220

Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej.
(Nieboska komedia}
Grzegorz (2117 punktów)
>Wszelkie nieszczęścia zaczynają się od wartościowania właśnie. Tu pozwolę sobie zauważyć jedno: w wiarach teistycznych zawarty jest nakaz wartościowania wiar, skoro te są rózne - ateizm póki co takiego wymogu swoim "wyznawcom" nie stawia: sa bowiem pytania ważkie acz pozbawione odpowiedzi - trzeba zatem jakiejś odpowiedzi udzielać, ale i godzić się z tym, że udzielane na to samo pytanie odpowiedzi bedą wzajemnie sprzeczne, i prawdziwe jedynie subiektywnie.

Bardzo wiele racji w tym co piszesz - problem wydaje mi sie o tyle trudny, że wartościowanie jest nieodłaczną cechą ludzkiego rozumowania i wyciągania wniosków. Wartosciowanie jest pragmatycznym nawykiem umysłu ludzkiego, który podejmuje decyzje - a więc wybiera to co ma w jego pojęciu wyższą wartość w przyjętym systemie oceny. Człowiek jest nawykły do oceniania od poziomu oceny, co mu smakuje, a co nie, do poziomu oceny jaki rodzaj abstrakcji światopoglądowej odpowiada mu, a jaki nie. Ateizm też wartościuje (z zasady bo jest to postawa jak wszytkie inne - wynikająca z dokonanenego wyboru) i do tego na kilka sposobów - raz, że ocenia, nazwę to za Tobą, "religijną strategię życia", niżej niż bezreligijną, teistyczną (choc beztreligijną), niżej niż ateistyczną, a i rózne rodzaje ateizmu by się znalazło (chocby ateizm spod znaku sierpa i młota, który jako żywo momentami przypominał religię ze świętymi i bóstwami)

Pozdrawiam

outsider (2469 punktów)
Rzecz nie w samym Grzegorzu - rzecz w pozytywnym wartościowaniu wartosciowania jako takiego, a to już nie jest pragmatyczne. Nawykowe wartosciowanie wszystkiego upraszcza świat, ale upraszcza go za bardzo... w tę pułapkę wpadły wszystkie religie - poza buddyzmem bodaj - a i niewara wpada dosyć chętnie.

Zbyt łatwo czynimy wartość cechą przechodnią - wtedy oceniamy rzeczy nie przyglądając sie im samym, jedynie na zasadzie relacji do rzeczy wczesniej ocenionych. Tak jest łatwiej - ale bywa to groźne, dlatego trzeba niekiedy sprzeciwiać się takim nieprawomocnie przeniesionym ocenom. Skoro już musimy oceniać, darujmy sobie przynajmniej ocenianie łatwe bo pochopne - a przecież nic tak nie jednoczy ludzi pod wspólnym kierownictwem, jak dostarczanie im gotowych i przechodnich właśnie ocen: dostarczanie im mechanizmów łatwego oceniania.

A myśl humanistyczna jest przede wszystkim przestrogą przed zbytnią łatwością oceniania - i przypomnieniem, że nie wszystko oceniac warto: jest obroną potępionych.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej.
(Nieboska komedia}
Totus (1201 punktów)
>Mnie zaś interesuje z jakich racji intelektualnych, które mogłyby być przekazane kolejnym
>pokoleniom i przez nie uznane (bo one je zweryfikują), mogłoby wynikać, że tak bezwględnie krytyczny stosunek do religii jaki tu jest zaproponowany, nie doprowadziłby (przy posiadaniu pełni władzy) do kolejnej wielkiej tragedii ?

Mogę coś podpowiedzieć jako racjonalista nie związany bardziej niż Ty z racjonalistą.pl.
Spora część tragedii ludzkich we współczesnym świecie ma podłoże kulturowo-religijne.

Nawet jednostkowy wymiar ludzkiego dramatu przedstawiony w mediach staje się "smutkiem" milionów jego pośrednich odbiorców.

Jakiej tragedii obawiałbyś się gdyby ostro zaczęto krytykować religię w mediach?
Racjonalistów podkładających bomby w kościołach?
Czy raczej emocjonalnch wybuchowych NIEracjonalnych reakcji zaniedbanego edukacyjnie motłochu tego samego, który na byle maryjne hasło rzuca kamieniami w homoseksualistów.
Jak myślisz dlaczego z domu, w którym na ścianie wisi krzyż a matka spędza godziny w kościele wyrasta agresywny i wulgarny "dres"?
Gdyby ktoś jak napisałeś miał taką władzę i był racjonalistą to czy wprost atakowałby motłoch rozumiejąc skutki jego nieprzemyślanych emocjonalnych reakcji?
( do siebie) Rozumiejąc luki w edukacji tych, których nazywa motłochem mówił by o nich tak publicznie?
Czy nie wydaje Ci się, że np. muzułmanin mieszkający w Iranie w oczach racjonalisty to osoba narażona na tragedię? Jak myślisz z czego rodziłaby się (prywatnie skrywana) nienawiść do przywódców religijnych? Bo są czy dlatego, że aktywnie hamują procesy społeczne mające na celu restrukturyzację glinianych domków, pod którymi w następnym trzęsieniu Ziemii może zginąć, udusić się czy jak wolisz wykrwawić się w jęku z bólu miażdżonych lędźwi kolejnych tysiące osób?
Rozmawiasz z "racjonalistą", którego interesują problemy ludzi religijnych, cokolwiek słowo "religijnych" znaczy bo zdziwiłbyś się jak bardzo ono jest dla mnie zagmatwane, bo nie wiadomo czy chodzi o ludzi wierzących w krasnobóstwa czy będących niewolnikami tych, którzy wizerunkami krasnobóstw sieją spustoszenie w ich umysłach, czy płatników składek w parafiach, którzy wracając po nadgodzinach w biedronce za spokój skłonni są nawet się pomodlić w sensie "przeżegnania"?
Gdyby przyjąć, że chodzi o zniewolenie to jak ma się odnieść do tego humanista?
No jak? Jak ignorant samego siebie? Wmówić sobie bajeczkę by podpierać czymś swoją bierność? Zagłuszyć się alkoholem, dziwkami i filmami DVD? Co proponujesz osobie o światopoglądzie humanistycznym? Rezygnację z niego na rzecz spokoju na świecie? Tak by nie drażnić (terrorystów? -nie, po co taki skrajny przykład) ojców duchownych budujących bazyliki ku chwale bożej a dla zaspokojenia własnej pychy i mitomanii oczami "racjonalisty", rujnujących środki pomocowe dla chorych w szpitalach.

"Bóg wybaczy, Bóg wynagrodzi, a w ogóle to Bóg tak chciał!
On wie, wieee co dla nas dobre!
A w jego działaniach kryje się plan jaki przyszykował każdemu z nas..."

Czasami, mam przeczucie, że za Boga, za ludzkim pośrednictwem, aż strach pomyśleć, podszywa się szatan, a nie widać starego lisa bo tyle mówi o miłości i mało tego podobno jest racjonalne uzasadnienie dla jego poczynań. Pragnie tak ośmieszyć to pojęcie by ludzie zaMEMowani po jego myśli rozczarowali i sprowokowali Ojca Niebieskiego, skąd inąd nie podlegającego prowokowacji w swej absolutnej mądrości.

Pozdrawiam


Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365