Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
147.136.824 wizyty
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7281 tekstów. Zajęłyby one 28729 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 3396 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Korporacje religijne przedstawiają swe teksty jako jedyne źródła gwarantowanej prawdy. Dążą do minimalizacji znaczenia intuicji, wróżb, tradycji ustnego przekazu oraz jednostek obdarzonych niezwykłymi właściwościami, bo wszystko to wymyka się spod kontroli.
 Czytelnia i książki » Powiastki fantastyczno-teolog.

Dom wśród gwiazd
Autor tekstu:

Siedzę w niewielkiej acz przytulnej sali dawnej Czytelni Ludowej i szperam po starych kronikach. Zapisy częściowo wypalone, po części gwałtownie wykasowane — ten, kto to robił śpieszył się jednak, a zapisy usunięte nieporządnie cierpliwy może odczytać; jest rok 1494 czasu pokładowego „Conquistadora"...

Czytam o pierwotnym celu wyprawy — maleńkiej niebieskiej plamce w pobliżu kappa Ceti, według ziemskich astronomów nadającej się do kolonizacji. I o awaryjnym wyłączeniu jednego z trzech reaktorów statku w roku 312 — Sterownia stanęła wtedy przed trudnym dylematem: deficyt mocy mógł poważnie opóźnić wyprawę, albo… Wybrano „albo", odcinając kompletnie zasilanie pokładów od czwartego do czterdziestego drugiego: niżej są już tylko magazyny i technika statku; nasza populacja zmalała wtedy o 93 procent. Właściwie trudno coś tej decyzji zarzucić: populację daje się odbudować, a utraconej prędkości już się nie odzyska — zresztą przywódcy zadbali o ściągnięcie z zagrożonych pokładów potrzebnej liczby kobiet. Nie pomyśleli tylko o ściągnięciu obok nich i inżynierów-nukleoników — dlatego dopiero po czterdziestu dwóch pokoleniach narodzili się ludzie dostatecznie zdolni, aby tylko w oparciu o dokumentację naprawić i uruchomić utracony reaktor, tak więc ówczesne rozwiązanie problemu zaledwie w połowie było rozumne i skuteczne.

Gdzieś w VII stuleciu czasu pokładowego „Conquistadora" ówczesny IV Astronom Ekspedycji (jego imię zatarto i nie potrafiłem go odtworzyć) odkrył, że niebieska plamka Edenu występuje i na innych archiwalnych kliszach, które posiadaliśmy na statku: wszystkie z tego samego, największego teleskopu i wszystkie w tym samym miejscu obrazu. Wynikałoby stąd, że nasz Eden to tylko iluzja, błąd urządzenia któremu bezkrytycznie uwierzono. Astronoma długo torturowano a potem spalono na małym ogniu wraz z kliszami, jednak zasiane ziarno wątpliwości pozostało i musiało wzejść w przyszłości.

A potem była Wielka Schizma Roku 1132 — w ponownie zasiedlonej Ładowni szerzyła się dosyć irracjonalna myśl o błędnym kierunku lotu. Po przeliczeniu wszystkich poprawek relatywistycznych zażądano od Sterowni odchylenia kursu o prawie trzy stopnie — bo tam miał się w rzeczywistości znajdować Eden, ku któremu zmierzaliśmy. Zweryfikować się tego nie dało — gwiazda była wciąż poza zasięgiem naszego pokładowego teleskopu — jednak Sterownia nie spierając się o same obliczenia stwierdziła, że w ten sposób „Conquistador" wyjdzie z wiązki widmowego promieniowania, pozostawionego przez zmarłe pokolenia jego mieszkańców: tłumaczono, że będzie w przyszłości szansa wskrzeszenia ich w oparciu o owo promieniowanie. Mnie to się wydaje śmieszne, bo żadnej wiedzy o takiej technice rezurekcji dziś jeszcze nie posiadamy — ale argument był; a może było i poczucie winy z roku 312? Tak czy owak po schizmie pozostała jedynie ogromna wyrwa w burcie między czwartym i dwunastym pokładem — aby statek się nie rozleciał, trzeba było odtąd zredukować ciąg do jednej czwartej; utraciliśmy wszelką zdolność manewrowania (czy o to chodziło Sterowni?) a jedyną drogą komunikacyjną między sterownią i ładownią stał się zachowany w całości szyb wentylacyjny. „Conquistador" pełzł jednak nadal na małym przyspieszeniu w kierunku pierwotnie wyznaczonego celu.

Podczas Wielkiej Schizmy, a zwłaszcza jej likwidacji, zniszczono — tak celowo jak przypadkiem — szereg kabli wychodzących ze Sterowni, przenikających przez Ładownię i dążących ku technice wypełniającej ogon statku: w ten sposób Sterownia przestała być panem życia i śmierci mieszkańców Ładowni — zatem skutki Schizmy okazały się poważniejsze od sporu, będącego jej podłożem. W 1390 pękło ponadto na wielkiej długości sfatygowane poszycie szybu wentylacyjnego i odtąd nawet wojsko może się nim poruszać jedynie w skafandrach — zresztą szyb starannie zaminowano z obu stron, używając ładunków na tyle potężnych, że wybuch choć jednego nie leży w czyimkolwiek interesie.

Piszę o przeszłości, piszę — mam nadzieję — obiektywnie. A przecież należę do spisku — już wkrótce odpalimy ładunki na ocalałych dźwigarach w wyrwie kadłuba, potem przez chwilę silniki zawyją pełną mocą, aby do reszty strzaskać połączenia. A potem — już na znikomym ciągu — Ładownia odchyli i odsunie w bok oddzieloną w ten sposób Sterownię: pękną ostatnie kable, blachy pancerza wgniotą się zapewne w zderzeniu, ale ocaleją. Nie zabijemy tych ze Sterowni — mają własne awaryjne zasilanie, będą żyć długo, będą się rozmnażać. Odbierzemy im jedynie marną namiastkę grawitacji — to nic takiego, bo i tak nie stąpają twardo po pokładach; a możliwość sterowania lotem utracili po upadku Schizmy.

Ładownię zaś czeka los nieznany jeszcze, ale nie beznadziejny. Wciąż ulepszamy urządzenia statku, bez chwiejnej Sterowni możemy odtworzyć u siebie centralę sterowniczą i na powrót stać się panami własnego kursu — może będziemy tak szybować przez międzygwiezdną pustkę aż do wygaśnięcia ostatniego przyszłego pokolenia, a może znajdziemy sobie miejsce osiedlenia wśród dalekich gwiazd. Nie jestem idealistą — zapewne wiele jeszcze powstanie wyrw w naszych steranych burtach, bo wiele wojen ze sobą stoczymy: w każdym razie zaraz „po" zamalujemy ciągnący się przez pół statku napis „Conquistador" i namalujemy odblaskową farbą krótszą nazwę: HOME.


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Dwa miasta. Przypowieść o fanatyzmie i pragmatyzmie
Dwie koncepcje zbawienia ludzi

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (4)..   


« Powiastki fantastyczno-teolog.   (Publikacja: 04-07-2005 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Andrzej Ołdak
Ma 53 lata, z zawodu informatyk-programista, mieszka w Warszawie. Pseudo: Outsider, Steppenwolf
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4220 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365