Jamuna.
Barwne mgły nad rzeką łączą się w początku
dnia skrytego w pyle, który płynie z murów
pełnych śmierci gatów i z łąk cichych tonów,
z pasterskiego fletu wyjętego z nurtów.
Mosty z ciemnej stali niosą już gwar tłumów,
wielobarwne ptaki zrywa brzask z figowców,
mętny szal Jamuny budzi ziemię z gruzów
chwil spalonych w mroku, z echa sal grobowców.
Już Tadż Mahal płonie w marmurowym ogniu,
światło jeszcze krwawi kaligrafią smutku,
słonie brodzą w wodzie, wokół nich w porządku
ciał wychudłych trwaniem trwa wciąż teatr ludu.
Role są rozdanie, dawne jak szmer w zbożu,
wciąż ta sama ziemia żywi smakiem trudu
z jakim kłosy ciążą, niosąc słodki spokój
wziętej z gwiazd energii. Świt w nasionach urósł.
Brzeg dziewczyny młode skupił w swym zakolu,
słychać pieśń o Krisznie, o miłosnym bólu,
który jest tak słodki, że wśród barwnych strojów
pawim piórem błyszczy, tańcząc aż do skutku.
Miłość jest słów matką, w nagłych przemian polu
wzywa najpiękniejszych, tworzy drogi z szumu,
z tańca barwnych ptaków, z żabich błon rechotu.
Ona z pustki bogów stwarza dla swych cudów.
Słońce przez opary przeszło wśród łoskotu
wierszy, maszyn, papug… Ono przymus ruchu
przekazało skałom, rzece płaszcz obłoków
łatwo znów wyrwało. Przyjdzie czas monsunów.
1 czerwca 2010
Ps: Do wiersza można (ale nie trzeba Adamiaku

) posłuchać -
www.youtube.com/watch?v=Jtxwvc19bGQ