Racjonalista - Strona głównaDo treści
Podatek dochodowy by JKM

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
22-06-2010 18:31Matix (5786 punktów)Podatek dochodowy by JKM
Ocena 1 na 1
www.youtub(*)L8eYqPqVSxs&feature=grec_index

Zgadzacie się z Korwinem, że Polska trzyma się dobrze, bo umiemy oszukiwać?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>www.youtub(*)L8eYqPqVSxs&feature=grec_index
>Zgadzacie się z Korwinem, że Polska trzyma się dobrze, bo umiemy oszukiwać?
Ciężki koleś- właśnie powiedział, że moi rodzice oszukują na podatkach, że moi znajomi oszukują na podatkach, że moi sąsiedzi oszukują na podatkach i że ja oszukuję na podatkach.
Poziom Leppera, tylko PR mniej chłopski.

Pozdrawiam

Jednakże wraz z lepszym poznaniem budowy i zjawisk mikroświata okazało się, że pole magnetyczne nie jest realnie istniejącym obiektem, a tylko teoretycznym tworem ułatwiającym opis zjawisk dokonujących się w zmiennym polu elektrycznym.
zachaj (5239 punktów)
>>www.youtub(*)L8eYqPqVSxs&feature=grec_index
>>Zgadzacie się z Korwinem, że Polska trzyma się dobrze, bo umiemy oszukiwać?
>Ciężki koleś- właśnie powiedział, że moi rodzice oszukują na podatkach, że moi znajomi oszukują na podatkach, że moi sąsiedzi oszukują na podatkach i że ja oszukuję na podatkach.
>Poziom Leppera, tylko PR mniej chłopski.

Jakie on ma właściwie poglądy ? Z Wiki wyczytałem :

"W działalności publicystycznej odwołuje się do dziewiętnastowiecznych konserwatywnych liberałów, jak Claude Frédéric Bastiat, Alexis de Tocqueville i Herbert Spencer, a także do myśli politycznej Voltaire'a"

Nie potrafię go zaklasyfikować.
23-06-2010 00:22 
 Ocena 7 na 7
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>>www.youtub(*)L8eYqPqVSxs&feature=grec_index
>>Zgadzacie się z Korwinem, że Polska trzyma się dobrze, bo umiemy oszukiwać?
>Ciężki koleś- właśnie powiedział, że moi rodzice oszukują na podatkach, że moi znajomi oszukują na podatkach, że moi sąsiedzi oszukują na podatkach i że ja oszukuję na podatkach.
>Poziom Leppera, tylko PR mniej chłopski.

No nie wiem kto ma ten poziom Leppera. Obejrzałem to i nic takiego nie usłyszałem o czym piszesz. Oczywistym jest, że Ci co kombinują na podatkach to nie leszcze pracujące u kogoś tylko przedsiębiorcy. Leszcz nie ma środków, wiedzy i możliwości zakombinowania.

Sposobów na ominięcie płacenia podatków jest sporo i to całkiem legalnych. Powiem więcej tylko idiota chciałby płacić haracz państwu w przypadku gdy nie musi płacić. A Korwin powiedział szczerą prawdę. Progresywny podatek jest to bezczelne okradanie obywatela. A ta papka dla ubogich, że bogaci powinni płacić więcej jest totalnym idiotyzmem, ponieważ bogaci płacą więcej. 20% ze 100 PLN, a 20% z 100 000 PLN to jest więcej.

Więc nie wiem w czym według Ciebie tak ciężki jest Korwin. Rozumiem, że zamiast 80% podatków chciałbyś płacić 95%. No jeśli tak to faktycznie, Korwin jest ciężki .
23-06-2010 00:49 
 Ocena 5 na 5
Autografka (10638 punktów)
>Powiem więcej tylko idiota chciałby płacić haracz państwu w przypadku gdy nie musi płacić. A Korwin powiedział szczerą prawdę.

A ja powiem jeszcze więcej. Tylko idiota wpomoże kogoś, komu się gorzej powodzi, tylko idiota skoczy do rzeki, żeby wyratować tonącego... itp.

>Progresywny podatek jest to bezczelne okradanie obywatela.

A to chyba rzeczywiście ma mieć przede wszystkim propagandowy wydźwięk.

>Więc nie wiem w czym według Ciebie tak ciężki jest Korwin. Rozumiem, że zamiast 80% podatków chciałbyś płacić 95%. No jeśli tak to faktycznie, Korwin jest ciężki .

Czy chciałbyś skoczyć do rzeki? Czy chciałbyś podarować podręczniki dziecku biedniejszego sąsiada? Są ludzie, którzy tego nie zrobią, aby nie zostać posądzonymi o idiotyzm. Racjonalni do bólu, to trzeba przyznać. A że krótkoterminowy to racjonalizm? Ludziom widzącym wszystko osobno, trudno to zrozumieć.


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
23-06-2010 01:13 
 Ocena 3 na 3
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Nie wiem czy chciałbym wykonywać te wszystkie czynności wymienione przez Ciebie, a w związku z tym niech je wykonują ci, którzy mają taką ochotę, a inni niech nie zmuszają tych, którzy nie mają ochoty wykonywać tych zacnych czynności.

Masz wolną wolę i możesz to wszystko robić na własny rachunek nie na Kowalskiego czy Kulczyka. Ja wiem najlepiej się wydaję czyjąś kasę ale najlepiej będzie jak każdy będzie wydawał swoją.
23-06-2010 09:44 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A teraz wyobraź sobie, że masz 5 lat, biednych rodziców, a szkoły są płatne. I nie masz talentu ekonomisty, czy speca od PR, ale chcesz być biologiem ewolucjonistą, albo matematykiem (być może tego jeszcze nie wiesz, ale na to się nadajesz).
23-06-2010 09:59 
 Ocena 2 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Bądź poważny . To tak jakby przeciwnik aborcji rzekł: a teraz wyobraź sobie, że masz 4 tygodnie i właśnie spływasz do odpadów.
23-06-2010 13:11 
 Ocena 2 na 2
jankw (453 punktów)
Wcale nie, Jacek poruszył tę właśnie kwestię, która dziwnym trafem wszystkim liberałom od siedmiu boleści umyka - mianowicie fakt, że bez państwowego wsparcia wielu ludziom nie udałoby się wyrwać z biedy, w której się urodzili i później nie przynosiliby państwu wyższych podatków (to tylko jedna z zalet, ale starałem się trafić w to, co Cię najbardziej interesuje). "Wyrównywanie szans" nie jest tanią mrzonką socjalistów, jest działającym narzędziem podnoszącym średni poziom społeczeństwa. No, ale niektórzy mają takie rzeczy gdzieś, w końcu trzeba być idiotą, aby rozważać to ogólniej, przecież prościej i efektywniej jest oburzać się nad "pieniędzmi które idą na nierobów" itp. itd.
23-06-2010 09:42 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
I tutaj dodam najważniejsze - tylko idiota da na edukację obcych dzieci, zwłaszcza, gdy nie będą mu one w żaden sposób użyteczne gdy dorosną. Kto zatem da na biologa, fizyka kwantowego, matematyka etc.?
23-06-2010 10:02 
 Ocena 1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>I tutaj dodam najważniejsze - tylko idiota da na edukację obcych dzieci, zwłaszcza, gdy nie będą mu one w żaden sposób użyteczne gdy dorosną. Kto zatem da na biologa, fizyka kwantowego, matematyka etc.?

Powtórzę się. Bądź poważny.
23-06-2010 11:44 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)
>I tutaj dodam najważniejsze - tylko idiota da na edukację obcych dzieci, zwłaszcza, gdy nie będą mu one w żaden sposób użyteczne gdy dorosną. Kto zatem da na biologa, fizyka kwantowego, matematyka etc.?

Nie da. Będzie za to musiał dać na limuzynę z kuloodpornymi szybami. Prędzej, czy później


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
23-06-2010 12:50 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Brazylia ciągle oscyluje przy tej granicy. Tam można być pewnym napadu, gdy wyjdzie się ze świata bogaczy. Zwłaszcza w dużych miastach. Dla porównania w Indiach czułem się bezpieczniej niż w Polsce. A też, jak wiadomo, nie jest tam zbyt różowo, jeśli chodzi o kontrasty społeczne. Ale rząd raczej nie chce tam (i słusznie) skrajnego liberlizmu.
23-06-2010 13:32 
 Ocena 1 na 1
Matix (5786 punktów)
>Brazylia ciągle oscyluje przy tej granicy. Tam można być pewnym napadu, gdy wyjdzie się ze świata bogaczy. Zwłaszcza w dużych miastach. Dla porównania w Indiach czułem się bezpieczniej niż w Polsce.

To już może być kwestia kultury religijnej.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A to z pewnością Historia Indii nie zaczęła się od Corteza i szybkiej śmierci 95% lokalnej populacji. Brazylia była na uboczu tych zmian, ale... nie było tam wesoło. W Indiach też Ariowie nie byli łagodnymi barankami, ale ostatecznie zasymilowali się z lokalną społecznością dodając jej bogów i obrzędy do swojego panteonu (zwłaszcza kult Durgi).
23-06-2010 11:58 
 Ocena 1 na 1
kognitywista (3391 punktów)
>A ja powiem jeszcze więcej. Tylko idiota wspomoże kogoś, komu się gorzej powodzi, tylko idiota skoczy do rzeki, żeby wyratować tonącego... itp.
Jak chodziłem do szkoły podstawowej to też myślałem, że ten państwowy haracz idzie na wspomożenie biednych.
23-06-2010 12:44 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)
>>A ja powiem jeszcze więcej. Tylko idiota wspomoże kogoś, komu się gorzej powodzi, tylko idiota skoczy do rzeki, żeby wyratować tonącego... itp.
>Jak chodziłem do szkoły podstawowej to też myślałem, że ten państwowy haracz idzie na wspomożenie biednych.

Coś tam z niego jednak idzie. Oczywiście kwestia efektywności zarządzania tymi pieniędzmi jest istotna, ale nie o tym teraz rozmawiamy.


Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
23-06-2010 10:41 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Obejrzałem to i nic takiego nie usłyszałem o czym piszesz.
Kwestia percepcji jest sprawą osobistą, chyba że łamie się pewne ustalone społecznie ramy- wtedy jest sprawą medyczną.
Pozdrawiam

Jednakże wraz z lepszym poznaniem budowy i zjawisk mikroświata okazało się, że pole magnetyczne nie jest realnie istniejącym obiektem, a tylko teoretycznym tworem ułatwiającym opis zjawisk dokonujących się w zmiennym polu elektrycznym.
23-06-2010 16:28 
 Ocena 4 na 4
lipschitz (1674 punktów)
Jeśli ktoś zarabia 100 czy 1000 razy więcej od innej osoby, to można by powiedzieć, że jest 100 czy 1000 razy bardziej wydajny. Ale to bez sensu, bo nikt nie jest aż tak wydajny - na przykład piłkarz Ronaldo, biorąc pod uwagę jego wynagrodzenie, w pojedynkę powinien wygrywać z całą naszą reprezentacją, choć najpewniej nie pokonałby dwójki naszych B klasowych zawodników.

Z pewnością więc nie chodzi o czyjeś nadnaturalne zdolności w systemie wynagradzania za pracę. Aby ktoś zarobił 100 razy więcej musi wykorzystać potencjał innej osoby, na przykład zatrudnić ją i wynagradzać nieadekwatnie do włożonej przez tę osobę pracy. Dzięki temu jest w stanie część tego potencjału przejąć.

Inaczej mówiąc ktoś taki nie płaci tylko podatku za swoją pracę, ale także za przejęty potencjał pracy innych osób. Z pewnością wykazał się umiejętnościami, pomysłowością, sprytem, wykorzystał uwarunkowania społeczne, bo w końcu udało mu się "przekonać" innych, aby zadowolili się niewielką częścią tego, co wypracują. I teraz ten ktoś domaga się, aby opodatkowanie tego przejętego potencjału było takie same jak opodatkowanie części potencjału innej osoby - części, bo reszta została przejęta. Czy ma rację, czy jego spryt to wystarczający powód? Można też podejść do tego inaczej - jeśli dana osoba "zrzeka" się części tego, co wypracowała, to być może należy na nią nałożyć mniejsze procentowo obciążenia, gdyż jakiś procent pracy oddała komuś innemu.

Tak, czy owak nie mamy do czynienia tylko z wydajnością, ale także z przejęciem i do tych dwóch różnych od siebie procesów raczej należy podejść na dwa różne sposoby - logicznie wydaje się to uzasadnione, w innym wypadku mieszamy po prostu pojęcia, utożsamiamy rzeczy, które mają różne cechy.

Wódz wielkiej armii wygrywa swoje bitwy nie dzięki własnej sile, lecz sile wielu ludzi a jego wspaniałe strategie są niewiele warte bez wykorzystania tej siły. Trzeba odróżnić tutaj siłę samego wodza od jego zdolności manipulowania innymi, zastraszania, czy przekonywania.

Ale można podejść też do tego tak, że jeśli ludzie są na tyle głupi, aby poświęcać potencjał, którym dysponują na rzecz innych osób, to wiele im się za to nie należy. Przynajmniej do czasu, kiedy znowu nie zaczną się buntować i nie wywołają kolejnej rewolucji.

Mikke cofa nas do czasów przedrewolucyjnych, stara się odtworzyć świat sprzed 100 czy 200 lat choć dzisiaj już dosyć dobrze umiemy określić konsekwencje jakie na nas by czekały. Dostrzega dobre strony w tym, co się skończyło masowymi rzeziami, zupełnie ignoruje przeszłe wydarzenia.
23-06-2010 16:53 
 0 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Piękny wykład Marksizmu, tyle, że zapominasz o jednym. To przedsiębiorca ryzykuje swoim majątkiem, zdrowiem i ciężką tyrką i to dzięki niemu łosie mają robotę. Skoro łosie są takie cudne, niech same tworzą miejsca pracy. Jakoś nie tworzą. Łoś nie ryzykuje niczym. Przychodzi bezpiecznie na posadkę i zlewa czy biznes będzie się kręcił czy też nie. Po drugie nikt nie każe łosiowi przychodzić do pracy do wstrętnego wyzyskiwacza. Niech łoś się zbuntuje i zażąda haraczu od cwaniaka, a co.

Jeśli łoś chce rewolucji, proszę bardzo. Już czerwoni zza Buga pokazali jak się kończą eksperymenty Marksizmu, sprawiedliwości społecznej i tych bzdurach.
23-06-2010 23:18 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Minus- lipschitz trafił w sedno- wkład pracy właściciela i pracownika nie odzwierciedlają się w zysku.
Pozdrawiam

Jednakże wraz z lepszym poznaniem budowy i zjawisk mikroświata okazało się, że pole magnetyczne nie jest realnie istniejącym obiektem, a tylko teoretycznym tworem ułatwiającym opis zjawisk dokonujących się w zmiennym polu elektrycznym.
lipschitz (1674 punktów)
>Piękny wykład Marksizmu, tyle, że zapominasz o jednym. To przedsiębiorca ryzykuje swoim majątkiem, zdrowiem i ciężką tyrką i to dzięki niemu łosie mają robotę.

Czasem nie ryzykuje, czasem pozbawia ludzi pracy, czasem ryzykuje kryminałem, czasem bywa przyzwoity, czasem ryzykuje własnym majątkiem itd. Bywa różnie, podobnie rzecz ma się z pracownikami, którzy są także potencjalnymi pracodawcami, więc podział na tych co dają i "łosi" ma tym bardziej ideologiczny podtekst.
immune.ltd (1783 punktów)
Zgadzacie się z Korwinem, że Polska trzyma się dobrze, bo umiemy oszukiwać?

Lubię ludzi oryginalnych i ich nawet czasem skrajne zachowania mi nie przeszkadzają to pozwala na chwilę spojrzeć na siebie i otoczenie innymi oczyma, ale Pan Korwin w tej sprawie troszkę postąpił jak nieokrzesany parobek. W każdym kraju jest grupa ludzi unikająca płacenia podatków i jeśli jego wypowiedź była podparta danymi o szarej strefie (bo tylko dane są publikowane) to lekko się zagalopował i nie porównał ich z innymi gospodarkami.
23-06-2010 09:40 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Za oryginalność Korwina płacimy. Jako kandydatowi na prezydenta przysługiwału mu dotacje z budżetu państwa. Jednocześnie nie lubię kabaretów, na które obowiązkowo muszę płacić.
kognitywista (3391 punktów)
Zagłosuj na niego. Jest radykalnym przeciwnikiem dotacji budżetowych ... zwłaszcza dla partii politycznych.
23-06-2010 12:40 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dotacje budżetowe dla partii politycznych są potrzebne. Natomiast fajnie by było, gdybyśmy wybierali sensownych ludzi. Bycie politykiem to też może być kawał dobrej roboty. Dodam, że w dzisiejszych czasach zdecydowana mniejszość obywateli jest wytwórcami produktów na sprzedarz. Liczą się handlowcy, pośrednicy, usługodawcy. Czy nie uważasz, że biznesmen, który duma nad kasą jest równie wielkim nierobem jak średniej klasy polityk? Jedni i drudzy popełniają rażące błędy i mają pewien bufor bezpieczeństwa.
23-06-2010 14:15 
 Ocena 3 na 3
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>Dotacje budżetowe dla partii politycznych są potrzebne. Natomiast fajnie by było, gdybyśmy wybierali sensownych ludzi. Bycie politykiem to też może być kawał dobrej roboty. Dodam, że w dzisiejszych czasach zdecydowana mniejszość obywateli jest wytwórcami produktów na sprzedarz. Liczą się handlowcy, pośrednicy, usługodawcy. Czy nie uważasz, że biznesmen, który duma nad kasą jest równie wielkim nierobem jak średniej klasy polityk? Jedni i drudzy popełniają rażące błędy i mają pewien bufor bezpieczeństwa.

Co za bez obrazy bełkot. Różnica jest taka, że polityk jest nierobem za nie swoją kasę, a przedsiębiorca za własną. Zresztą gdyby tylko politycy byli nierobami to byłoby świetnie. Niestety ich radosna twórczość za pieniądze podatników jest tragiczna.
23-06-2010 15:43 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Co rozumiesz przez "wlasną"? Biznesmen ma pomysł i kapitał, a później albo idzie dalej, albo żyje z tego, co robią inni. Polityk ma pomysł i kapitał społeczny, a później albo idzie dalej, albo żyje z tego, co robią inni. Wydaje mi się, że idealizujesz biznesmenów. Owszem, zdarzają się geniusze (tak samo jak mężowie stanu). Ale większość działa odtwórczo, niekiedy wpadając w ostry wir pracy nad zyskaniem pozycji, po czym następuję dłuuuugie okresy nader leniwej ciszy.
23-06-2010 16:45 
 Ocena 1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>Co rozumiesz przez "wlasną"? Biznesmen ma pomysł i kapitał, a później albo idzie dalej, albo żyje z tego, co robią inni.

Widzę, że nigdy nie prowadziłeś biznesu i nie masz zamiaru tego robić, bo myślisz jak typowy czekista. Jako czekiście powiem Ci tak. To nie biedota i tępota tworzy miejsca pracy tylko przedsiębiorcy.

Polityk ma pomysł i kapitał społeczny, a później albo idzie dalej, albo żyje z tego, co robią inni.

Najbardziej to boję się pomysłów polityków.

Wydaje mi się, że idealizujesz biznesmenów. Owszem, zdarzają się geniusze (tak samo jak mężowie stanu). Ale większość działa odtwórczo, niekiedy wpadając w ostry wir pracy nad zyskaniem pozycji, po czym następuję dłuuuugie okresy nader leniwej ciszy.

Nie wiem co to znaczy odtwórczo, twórczo, srako i owako. Wiem, że to nie politycy tworzą miejsca pracy, nie politycy tworzą zysk, co najwyżej okradają tych co ten zysk tworzą w imię jakiś janosikowych ideologii.

Tam gdzie politycy próbują coś tworzyć za pieniądze podatników no cóż. Państwo według polityków Korea Pół i kilka innych państw, których już nie ma jak ZSRR, bo politycy chcieli kreować rzeczywistość.
24-06-2010 04:09 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A nie wydaje ci się, że naukowcy też tworzą miejsca pracy? Taki na przykład Einstein - ilu ludzi pracuje w elektrowniach atomowych? Ilu przy innych związanych z tym rzeczach? Jaki energetyczny zastrzyk to daje? I myślisz, że skrajny liberalizm ma cokolwiek wspólnego z tym całym obszarem zysków, możliwości? Czy od każdej elektrowni atomowej płaci się za patent Einstainowi i innym, bardziej już bezpośrenim twórcom zasady działania elektrowni? Myślisz, że jacyś wspaniali biznesmeni, sól ziemi, zrzucą się na badania, które wpierw będą miały postać abstrakcyjnego wzoru E=mCkwadrat, a dopiero później po latach, przyniosą garście nowych technologii? Używanych na wojnie, w przemyśle energetyczny, w kosmonautyce (po co "jestemjakijestem" Korwinowi Mikke kosmonautyka? Żydokomuna pewnie ją wymyśliła...), w medycynie, w archeologii (po co archeologia, gdzie zysk dla rodziny Kowalskich?).

Nie wiem, ale wydaje mi się, że Korwina popierają albo osoby bardzo młode, albo też osoby, które nie zetknęły się bezpośrednio z posiadającymi duży kapitał biznesmenami. Nawet jeśli jesteś cholernie zdolny, nie licz na to, że pan biznesmen zobaczy twoje wspaniałe kwalifikacje i cię doceni. Może stać się inaczej. Bo pan biznesmen ma krewnych. I przyjaciół. I lubi blondynki. Jesteś naukowcem? To być może pan biznesmen zechce, abyć lepił tabletki. Albo wdrażał jakiś MacSystem informatyczny dla dużych firm. Twoim głównym zadaniem będzie jeżdżenie po całej Polsce (taki tirowiec, nic nie szkodzi, że być może genialny informatyk) i opowiadanie paniom sekretarkom jak działa system, którego nie masz nawet prawa zmienić, choć widzisz, że działa jak Vista. Po czym będziesz dostawał telefony i jeździł, żeby włączyć komputer, albo podłączyć kabel. I być może będziesz mial 3razy średnią krajową. Ale będziesz tirowcem z niepotrzebnym wykształceniem wyższym.

Nie licz też na to, że wielu biznesmenów ucieszy się na twój okrzyk - "mam wspaniały rewolucyjny pomysł!". WIększość ci powie - "pomysł rzeczywiście dobry, ale my mamy już sprawnie funkcjonujący system". Po co ryzykować, skoro kasa płynie. Natomiast stypendia, państwowe szkoły wyższe nie robione pod instniejący biznes ("bo musi mi się zwrócić") są miejscem, gdzie dobre pomysły przynajmniej mogą osiągnąć stadium embrionalne i dzięki urzędnikom przenieść się do świata biznesu.
kognitywista (3391 punktów)
>Czy nie uważasz, że biznesmen, który duma nad kasą jest równie wielkim nierobem jak średniej klasy polityk?
Właściwie, to już Kanik mnie wyręczył, ale przedstawię i własne zdanie.
Oczywiście uważam tak samo jak Ty. Jednak nie rozumiem, z jakich tajemniczych powodów uważasz, że na tych drugich darmozjadów powinniśmy się zrzucać: Ty, ja i ta biedna kobiecina, uczciwie harująca i ledwo wiążąca koniec z końcem. I to jeszcze PRZYMUSOWO.
Jeśli wpadnie mi do łba, by założyć jakąś kretyńską partię przyjaciół czegoś-tam i zbiorę kupę durnowatych popleczników ... to dlaczego Ty masz łożyć na tę hucpę z własnych dochodów ?
24-06-2010 11:16 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Politycy nie powinni być sponsorowani przez prywatne firmy (i tak bywają). Bowiem demokracja nie polega na radzie w której zasiada Sony, Mostostal, Honda i Soki Tymbark. Natomiast im lepszych polityków będziemy wybierać, tym mniej nam będzie żal pieniędzy, którymi im płacimy. To taka usługa. Jest sobie fryzjer. Jak ktoś pójdzie do ślepca bez palców, to już jego problem. Ja wiem, że do fryzjera chodzimy sami, natomiast polityków wybieramy tłumnie. Ale trzeba się starać. Do tego jeszcze prasa. Trudno o gorszą i bardziej skorumpowaną gazetę niż Wyborcza (dowiedziałem się na własnej skórze). To brukowiec. Trzeba próbować tworzyć własne gazety. Trzeba promować nowe pomysły, nie kupując Wyborczej, tylko wspierając inne inicjatywy. Gorzej być nie może, może być tylko lepiej. Itp, itd. Kupować dobre media, dobrze głosować, myśleć, przekonywać sąsiadów i krewnych...
kognitywista (3391 punktów)
Jak sam napomknąłeś w pierwszym zdaniu, żeby nie wiem ile przejedli z dotacji państwowych politycy - i tak nie obejdą się bez sponsorów. Dlatego niech przynajmniej wyjmą swoje brudne łapska z naszych kieszeni. "Wybiórczej" nigdy nie kupowałem ... idealnie ją podsumował Ziemkiewicz w swojej książce. a moim zdaniem jest to taki "Nasz Dziennik" na odwyrtkę ... tyle, że zamiast moherów służy do urabiania yntelygentów na modłę michnikowszczyzny.
23-06-2010 20:08 
 Ocena 1 na 1
immune.ltd (1783 punktów)
Za oryginalność Korwina płacimy. Jako kandydatowi na prezydenta przysługiwału mu dotacje z budżetu państwa. Jednocześnie nie lubię kabaretów, na które obowiązkowo muszę płacić.

To jest nic Panie Jacku, nie dalej jak wczoraj rozmawiałem z przyjacielem znanym dyrektorem jednego z największych niemieckich banków i co się Okazało ! Wmawiał mi, że to był najlepszy kandydat, bo skrajny liberał ! Trzeba było widzieć moją minę, na szczęście ludzi o takich poglądach mamy mało.
24-06-2010 05:12 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Być może ów bankier robił specjalizację w dziedzinie "Ochrona banków przed zorganizowaną przestępczością" . Gdyby projekta mospana Karwina wypaliły, banki, choć dużo biedniejsze niż teraz, stałyby się jedynymi instytucjami kulturalno - edukacyjno - społecznymi. I wielu by było takich, co to by chcieli wejść bez biletu... Sama radość dla takiego bankiera (ciekaw jestem, co go tak w chęci wyłączenia polski z Uni deklarowanej przez Korwina ucieszyło - tego jednego nijak wyjaśnić nie umiem, ale - zostawmy to...)

Napisałem "jedynymi"? Nie prawda. Byłyby jeszcze kościoły (taaaakie duże, znając naszych rekinów finansowych, Korwina Mikke, no i tych amerykańskich), oraz - być może - obozy pracy dla żydomasonów (kimkolwiek są, ale mościpan Mikke wyjaśni, w sumie ciągle wyjaśnia, jakieś Wielkie Wschody (choć Opus Dei działa naprawdę, ale Opus Dei to przecieć są liberały, bracia, przyjaciele...)), dla żydomasonów i - oczywiście - dla kobiet dewiantek, które chcą robić inne rzeczy w życiu niż być kurami domowymi. Byłyby też zjazdy arystokracji polskiej, a mospan Korwin wręczałby honorowe tytuły - Hrabia Banków Wielkopolski, Klucznik Zaolzia, Wielki Antyeurop, Pan Na Zamku Chojnik, Podczasy Wielki Inkwizytor Wicehrabia Granady etc.) Byłoby bardzo zabawnie

A i immune.Itd, swego czasu zostałem pouczony na forum, iż mówimy sobie na ty. Niekiedy forma pan, pani, ma tutaj zabarwienie ironiczne. Z pewnością, dzięki Korwinowi Mikke doszło jej trochę "ironizmu" również w realu
24-06-2010 17:22 
 Ocena 1 na 1
immune.ltd (1783 punktów)
Być może ów bankier robił specjalizację w dziedzinie "Ochrona banków przed zorganizowaną przestępczością" .

A i immune.Itd, swego czasu zostałem pouczony na forum, iż mówimy sobie na ty. Niekiedy forma pan, pani, ma tutaj zabarwienie ironiczne. Z pewnością, dzięki Korwinowi Mikke doszło jej trochę "ironizmu" również w realu


i tutaj Panie Jacku (zachowuję poprzednią formę, a co niech na nas psioczą) naprawdę to wysoce wykształcony człowiek i w żaden sposób nie przymierzył bym go do zorganizowanej przestępczości. Zupełnie jakby mu ktoś rozum odebrał, nie wiem może silny stres, naprawdę nie wiem. Co do jego poglądów to oby długo nie cierpiał
25-06-2010 11:13 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Moim zdaniem, Panie immune.Itd, bank mając taką głowę i takich pracowników jest jak dziurowy statek. Oby wygrała konkurencja mająca mądrzejszych szefów i pracowników. Trzymam kciuki! Tak samo jak trzymam kciuki za wszystkie kliniki i szpitale świata, gdzie większość lekarzy nie jest kreacjonistami i szanuje współczesną naukę, dzięki której ma pracę.
immune.ltd (1783 punktów)
>Moim zdaniem, Panie immune.Itd, bank mając taką głowę i takich pracowników jest jak dziurowy statek. Oby wygrała konkurencja mająca mądrzejszych szefów i pracowników. Trzymam kciuki!
tutaj kurczę to duży bank i będzie trudno konkurencji, to: Dresdner Bank, ale jakimi kryteriami wybierają dyrekcję to już chyba nie chcę wiedzieć. Nie mam tam konta

Tak samo jak trzymam kciuki za wszystkie kliniki i szpitale świata, gdzie większość lekarzy nie jest kreacjonistami i szanuje współczesną naukę, dzięki której ma pracę.
Ja też trzymam kciuki , jeszcze tylko te krzyżyki w salach i wałęsający się księża troszkę mnie zbijają z tropu w szpitalach.
Satyr (4285 punktów)

Trudno wyrokować, czy to prawda, bo statystyki oszukiwania z oczywistych powodów nie są prowadzone.

Inną kwestią jest sama zasadność utrzymywania czegoś takiego jak podatek dochodowy.

Osobiście uważam, że instytucja ta ma wymiar głównie populistyczny: o widzicie moi drodzy wyborcy, ja to bogaczom zabiorę. Dlaczego? Powodów jest kilka:

1. To kłamstwo, że realny ciężar podatku ponosi podatnik (rozumiem pojęcie podatnika tak jak w ordynacji podatkowej jest zdefiniowany; chodzi o osobę, na którą ustawa nakłada obowiązek podatkowy). Ciężar niemal wszystkich podatków ponosi klasa średnia. Każdy bogaty przedsiębiorca, o mocnej pozycji na rynku przerzuca koszty podatku na pracowników i konsumentów. Dowód? Koszt życia w Norwegii jest o 30% (sic!) wyższy niż w USA - może się norweski lud cieszyć, że rząd zabiera bogaczom ale i tak ów lud pójdzie do sklepu i tym bogaczom wszystko odda (pomijam, że część forsy zgarną urzędnicy "obsługujący" cały proceder).

2. Podatek dochodowy jest uciążliwy dla tych, którzy chcą dopiero wejść na rynek: nie mają oni możliwości przerzucania ciężarów (bo nie mają jeszcze ugruntowanej pozycji, muszą być bardzo konkurencyjni), a państwo odbiera im możliwość zgromadzenia kapitału pod inwestycje.

3. Sama najogólniejsza konstrukcja podatku jest dość prosta ale gigantyczna liczba zwolnień oraz kazuistyka w wyszczególnianiu źródeł przychodów sprawia, że powstają ogromne problemy z interpretacją przepisów, co zmniejsza pewność obrotu prawnego (niejeden już się boleśnie o tym przekonał). Kilka dni temu miałem egzamin z prawa finansowego - nauka tego była piekłem na ziemi.

4. Pobór podatku PIT i CIT wiąże się z ogromną inwigilacją prywatnego życia obywatela. Urząd musi wiedzieć skąd masz pieniądze, ile ich masz, skąd wziąłeś kasę na kupno drogiego futra żonie i Cadillaca kochance. Żeby zdobyć te informacje potrzeba mocnego aparatu do inwigilacji, który jest kosztowny a przy okazji mało cywilizowany, bo łamie prawo do prywatności.

5. Wpływy do budżetu państwa związane z podatkami dochodowymi są niewielkie w porównaniu do np. podatku od towarów i usług (VAT). Bardziej opłaca się nieco podnieść VAT i zlikwidować PIT i CIT.

6. Podatek VAT jest efektywniejszy w poborze. Poza tym ma jedną cudowną cechę: skłania do oszczędzania. Kupujemy z rozwagą i mamy okazję odłożyć zaoszczędzone pieniądze, by np. po kilku latach do spółki z kumplami rozkręcić jakiś interes.

7. Ostatni argument jest pozaprawny i pozaekonomiczny: uważam, że opodatkowanie czyjejś pracy jest po prostu obrzydliwe moralnie.

To garść argumentów, które przyszły mi na myśl na szybko. W literaturze i internecie pełno jest argumentacji przeciw celowości instytucji podatku dochodowego.

Pozdrawiam
22-06-2010 20:11 
 Ocena 1 na 1
Appenzeller (3118 punktów)
Pomijając kwestie moralne, z przyjemnością się zgadzam na VAT zamiast pozostałych. Co do tego, czy wówczas najbogatsi będą płacić, to bym dyskutował. Ale prostota i automatyzm VAT znakomicie by się, uważam, sprawdziły. Likwidacja ogromnej machiny, o której można opowiadać bajki krwawsze od bajek braci Grimm, za to prawdziwe, wyszłaby z korzyścią dla wszystkich, z demokracją włącznie. A czy znasz jakieś przybliżone proporcje VAT/PIT + CIT? Ciekawe, jaki wzrost VAT byłby dostateczny? Z przyjemnością usłyszę też inne opinie.


Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
22-06-2010 20:46 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)
>Pomijając kwestie moralne, z przyjemnością się zgadzam na VAT zamiast pozostałych. Co do tego, czy wówczas najbogatsi będą płacić, to bym dyskutował.
Nie będą. Każdy podatek "rozpływa się" po społeczeństwie. Płacą wszyscy, a najwięcej konsumenci, czyli głównie klasa średnia. Nawet jak bogaczowi przywalimy podatek od nieruchomości, to on i tak poszuka okazji, żeby to przerzucić np. na swoich klientów. VAT ma jednak te kilka cech budujących jego dużą przewagę nad podatkiem dochodowym.

>Ciekawe, jaki wzrost VAT byłby dostateczny?
Nie mam pojęcia. To z pewnością kwestia skomplikowanych prognoz, jak zresztą w każdej kwestii podatkowej.

Jest całkiem możliwe, że podobny poziom dochodów budżetu można by osiągnąć nawet bez podwyżek VAT-tu. Warunkiem jest likwidacja pokaźnej części ustawodawstwa gospodarczego, które jest potwornie rozbudowane i sprawia, że koszty przystosowania zakładu do produkcji dóbr lub zmiany jego przeznaczenia są ogromne. Likwidacja części tego ustrojstwa może wyzwolić sporo energii drzemiącej w ludziach, tak jak na początku lat 90. gdy pod ustawą Wilczka powstało w jeden rok 2,5 mln przedsiębiorstw.
Tu jest chyba prawdziwy kłopot, nie w podatkach. W Szwecji podatki są wyższe, a jednak łatwiej się zakłada firmę.

Pozdrawiam
sztejkat (4743 punktów)
Przepraszam, że zapytam, ale czy VAT jest na prawdę taki prosty? Biorąc po uwagę cały łańcuch zaliczka-zwrot-różnica? Także w operacjach transgranicznych? W operacjach z krajami nie stosującymi tego systemu?

Może naiwnie, bom nie prawnik, ale wydaje mi się, że najprostsze podatki to pogłówny i obrotowy. Wymagające najprostszych ewidencji: osoby i transfery finansowe oraz stosunkowe trudne do ominięcia.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
Appenzeller (3118 punktów)
Przyznam, że nie myślałem o problemach międzynarodowych.
VAT podoba mi się ze względu na automatyzm i bezosobowość naliczania; płacimy go zresztą już i niczego nie trzeba by było zmieniać. Nie wymaga traktowania każdego obywatela jak potencjalnego złodzieja, płacisz go terminowo razem z każdym zakupem bułeczek. Oczywiście, na pewno da się go skomplikować biurokratycznie, jak wszystko. Jednak co do zasady wolę go od dochodowego. Im prostszy system podatkowy, tym mniej mętnej wody dla oszustów. Zniknie też problem tej nauczycielki, co to w rozliczeniu rocznym omyłkowo NIP szkoły wpisała i była ścigana za straszne oszustwo na kwotę 0,00 PLN.
Jakiś ekonomista mógłby rzucić jedną, drugą myśl w tej sprawie, bo my tu laicy...


Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
22-06-2010 22:27 
 Ocena 3 na 3
sztejkat (4743 punktów)
>VAT podoba mi się ze względu na automatyzm i bezosobowość naliczania; płacimy go zresztą już i niczego nie trzeba by było zmieniać. Nie wymaga traktowania każdego obywatela jak potencjalnego złodzieja, płacisz go terminowo razem z każdym zakupem bułeczek.(....)

Jako KOŃCOWY element łańcuszka. Każdy pozostały element musi najpierw go zapłacić swojemu dostawcy, a potem określić, zapewne - biorąc pod uwagę rozmiar wkładki 'firma&podatki' w Rzeczypospolitej - w sposób dość skomplikowany, ile z niego może przerzucić na klienta. Ten bilans musi rozliczyć z urzędem skarbowym, bodajże raz w miesiącu.

Owszem, istnieje możliwość zerwania łańcucha VAT przy ograniczonych obrotach finansowych - niestety oznacza to brak możliwości przerzucenia podatku dalej, a więc niejako automatycznie kilkanaście procent strat w stosunku do konkurencji.

A przecież wszędzie tam, gdzie przepływają pieniądze, są straty związane przynajmniej z kosztami transferu (wyliczenie należności - przekaz via bank - zaksięgowanie należności). Im wyższa kwota obracana w jednej porcji, tym zapewne względnie mniejsze straty. Pokusiłbym się jednak o zasugerowanie specom sprawdzenia, jak długi musi być łańcuch VAT by 100zł podatku zeżarte zostało kompletnie kosztami obsługi. Podejrzewam, że gdzieś tak około 20, ale oczywiście to tylko ślepy strzał.

>(...)Im prostszy system podatkowy,(...)
Oraz mniejsze koszty wyznaczania należnego podatku i weryfikowania zobowiązań podatkowych.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
salek (4701 punktów)
>A czy znasz jakieś przybliżone proporcje VAT/PIT + CIT?

Kiedyś o tym było

Najważniejsze:
Cytat:
Plan budżetu państwa na rok 2008:
przychody ........ 280 mld zł
w tym VAT ...... 165 mld zł
w tym akcyza .... 52 mld zł
w tym PIT ...... 36 mld zł
w tym CIT ....... 27 mld zł


> Ciekawe, jaki wzrost VAT byłby dostateczny?
Z prostego wyliczenia (zakładając że efektywny VAT to 15%), to nieco ponad 3%. Gdyby chcieć zlikwidować dodatkowo CIT, to jeszcze nieco mniej niż 3%.
Już teraz mamy jedną z najwyższych w Europie stawek VAT.

>Z przyjemnością usłyszę też inne opinie.
>Ale prostota i automatyzm VAT znakomicie by się, uważam, sprawdziły.
Tak się składa, że VAT to jeden z bardziej uciążliwych w naliczaniu podatków. Oczywiście tego nie widać, bo jego naliczenie to koszt przedsiębiorców, a ewentualna weryfikacja - skarbówki. No i nie zapominać trzeba, że mimo iż 'konstrukcyjnie' złożony VAT jest najbardziej udziwnionym w kwestiach co można, czego nie można i jak można odliczać. Wystarczy zapytać gugla dajmy na to o zasady odliczania VAT przy zakupie samochodu osobowego przez przedsiębiorcę, a to tylko czubek góry lodowej. VAT mimo iż złożony nie zabezpiecza od przekrętów, żeby wspomnieć tylko tzw. karuzele VAT. Dlatego chcąc likwidować ogromną, biurokratyczną machinę przekładania papierów od podatków - należałoby zacząć od najbardziej uciążliwego kawałka, czyli od VATu.
Appenzeller (3118 punktów)
Dzięki. Istotnie, gasi to nieco zapał, choć tzw. przeciętny konsument może VAT-u nie zauważać. W tym wypadku istnieje prostota i automatyzm.
Machina by mi nie przeszkadzała, gdyby działała sprawnie, przejrzyście, na bazie dobrego prawa. Może to prawo trzeba poprawić, bez wyrzucania samej idei. Szczególnie jeśli tylko kilka procent VAT pokryłoby już utratę PIT/CIT. Z drugiej strony, jak znam polskie prawo i polskich prawodawców, a i prawa egzekwowanie, to ja chyba nie doczekam. Ale wnuki może.

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
22-06-2010 20:17 
 Ocena 3 na 3
KarolG (2892 punktów)
>Trudno wyrokować, czy to prawda, bo statystyki oszukiwania z oczywistych powodów nie są prowadzone.
JA nie oszukuje, więc ten koleś po prostu mnie obraża. Przy okazji mówi, że sam też oszukuje
>Koszt życia w Norwegii jest o 30% (sic!) wyższy niż w USA - może się norweski lud cieszyć, że rząd zabiera bogaczom ale i tak ów lud pójdzie do sklepu i tym bogaczom wszystko odda (pomijam, że część forsy zgarną urzędnicy "obsługujący" cały proceder).
Tylko 30%. Miałem wrażenie, że więcej. W Norwegii jest kilka jeszcze ciekawszych rzeczy. Np. co roku publikowane są informacje o zarobkach każdego obywatela. To taki sposób na nudę
Ale za to mają ferie penger.
>bo nie mają jeszcze ugruntowanej pozycji, muszą być bardzo konkurencyjni
no to akurat im na zdrowie wyjdzie.
>3. Sama najogólniejsza konstrukcja podatku jest dość prosta ale gigantyczna liczba zwolnień oraz kazuistyka w wyszczególnianiu źródeł przychodów sprawia, że powstają ogromne problemy z interpretacją przepisów...
Tu się zgadzam bez dyskusji.
>4. Pobór podatku PIT i CIT wiąże się z ogromną inwigilacją prywatnego życia obywatela.
Co do PIT się zgadzam. Ale przykład norweski pokazuje, że jeszcze wszystko przed nami.
Z CITem chyba trochę się zagalopowałeś.
>5. Wpływy do budżetu państwa związane z podatkami dochodowymi są niewielkie w porównaniu do np. podatku od towarów i usług (VAT).
Możesz podać źródło albo przynajmniej liczby?

Z punktami 6 i 7 też się zgadzam.
Uważam jednak, że czym innym jest nawoływanie do reformy systemu podatkowego, a czym innym demagogia JKM. On proponuje wilczy XIX wieczny kapitalizm (w dodatku jest rasistą). Ja sobie poradzę, ale nie mam ochoty patrzeć jak ludzie umierają na ulicach.

Thank god, I'm the atheist
22-06-2010 20:38 
 Ocena 2 na 2
Satyr (4285 punktów)

>no to akurat im na zdrowie wyjdzie.
Miałem na myśli to, że raczkujący przedsiębiorca musi być na starcie o wiele bardziej konkurencyjny od starego wyjadacza, bo po prostu nie ma marki, dużego udziału w rynku itp. Sęk w tym, że jak mu przywalimy podatkiem w momencie, kiedy zaczyna się bogacić, to jego szanse na konkurencyjność maleją. Ergo: podatek dochodowy nie sprzyja wskakiwaniu nowych graczy na rynek. To źle, bo konkurencja jest motorem napędowym wolnego rynku.

>Z CITem chyba trochę się zagalopowałeś.
Oczywiście, nie ma co porównywać do PIT-u. Tak czy siak i tak trzeba w firmowych papierach poszperać. Zdarza się podsłuchiwanie rozmów itp.

>Możesz podać źródło albo przynajmniej liczby?
pl.wikiped(*)_w_bud.C5.BCecie_Polski_w_2008
To o budżecie na 2008 rok. Do tej pory struktura dochodów się bardzo nie zmieniła. Dochody z PIT i CIT dają razem ok. 26% dochodów całego budżetu.

> Ja sobie poradzę, ale nie mam ochoty patrzeć jak ludzie umierają na ulicach.
Technologia produkcji jest o wiele bardziej efektywna niż w XIX w. Nikt by nie umierał.

Zresztą: problemem Polski są nie tyle wysokie podatki, co mocno regulowana koncesjami gospodarka. Powtarzam to kiedy tylko mogę: polski przedsiębiorca, by nie być na bakier z prawem, powinien znać około 1000 (słownie: tysiąc) aktów prawnych regulujących gospodarkę. Tak więc albo ma sztab prawników, albo łatwo się do niego przyczepić na każdym kroku - nie wspominam już o kosztach przystosowania do tego reżimu prawnego. W tej kwestii jesteśmy daleko w tyle za np. Szwecją.
Usuńmy to cholerstwo z systemu prawnego, a nagle się okaże, że na rynku zacznie przybywać towarów i usług.

Pozdrawiam
22-06-2010 21:16 
 Ocena 2 na 2
KarolG (2892 punktów)
>Oczywiście, nie ma co porównywać do PIT-u. Tak czy siak i tak trzeba w firmowych papierach poszperać. Zdarza się podsłuchiwanie rozmów itp.
Bez przesady. Prowadzę firmę i nie umieram od tego że płacę CIT. VAT też wymaga grzebania w papierach, a dodatkowo US lubi przy nim powęszyć, bo najczęściej musi mi go zwracać.
>Dochody z PIT i CIT dają razem ok. 26% dochodów całego budżetu.
26% to nie jest niewiele. Rozumiem, że to mniej niż VAT, ale to nawet nie jest 2 razy mniej.
>> Ja sobie poradzę, ale nie mam ochoty patrzeć jak ludzie umierają na ulicach.
>Technologia produkcji jest o wiele bardziej efektywna niż w XIX w. Nikt by nie umierał.
A co ma technologia produkcji do np. opieki nad ludźmi z zespołem Downa (przykładów jest wiele)? Taki człowiek nie ubezpieczy się prywatnie, bo nie będzie miał z czego. JKM ma w dupie takich ludzi.
>Zresztą: problemem Polski są nie tyle wysokie podatki, co mocno regulowana koncesjami gospodarka. Powtarzam to kiedy tylko mogę: polski przedsiębiorca, by nie być na bakier z prawem, powinien znać około 1000 (słownie: tysiąc) aktów prawnych regulujących gospodarkę. Tak więc albo ma sztab prawników, albo łatwo się do niego przyczepić na każdym kroku - nie wspominam już o kosztach przystosowania do tego reżimu prawnego. W tej kwestii jesteśmy daleko w tyle za np. Szwecją.
Oczywiście. Czyli problemem nie są podatki (choć oczywiście mogłyby być niższe), tylko brak dobrego prawa.
Mogę dodać, że do tego się dokłada niekompetencja urzędników.
W Norwegii o której wspomniałeś, każdy obywatel dostaje kartę podatkową na której jest napisane ile % podatku ma zapłacić. Ta stawka obejmuje PIT, ZUS, zdrowotne. Przedsiębiorca po prostu potrąca np 35% i przesyła do Skatteetaten.
W Polsce trzeba zatrudnić księgową, która wylicza ile ma przesłać do US, ile do ZUS. Do tego do ZUS się przesyła składkę emerytalną na jedno konto, a zdrowotną na inne. Dodatkowo kwota jaką trzeba odprowadzić od wyższych pensji zmienia się w ciągu roku. Spróbuj to wytłumaczyć pracownikowi który chciałby wiedzieć ile będzie dostawał na rękę.
Naprawdę boli mnie, że muszę płacić podatki, ale chętnie bym je płacił gdybym za to otrzymywał dobry "serwis" ze strony państwa.

Thank god, I'm the atheist
22-06-2010 21:35 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)

>26% to nie jest niewiele. Rozumiem, że to mniej niż VAT, ale to nawet nie jest 2 razy mniej.

VAT i akcyza to prawie 3/4 dochodów podatkowych. Można je lekko podnieść by zapełnić część brakującej kwoty. Rozsądnie byłoby pomyśleć o ograniczeniu wydatków - uważam, że to się powoli stanie koniecznością w obliczu fatalnego stanu budżetów zachodnich państw.

Reszty Twojej wypowiedzi nie będę komentował, bo generalnie się z nią zgadzam.

Pozdrawiam
KarolG (2892 punktów)
>VAT i akcyza to prawie 3/4 dochodów podatkowych. Można je lekko podnieść by zapełnić część brakującej kwoty.
Nie obraź się, ale proszę Cię, nie używaj słów "lekko", "niewiele" itp, gdy piszesz o pieniądzach. Konkretnie, ile?
Jeżeli założymy że nie ruszamy akcyzy, to jaki VAT? Bazując na danych, które podałeś i licząc na palcach oszacowałem, że min 34% przy założeniu, że poziom konsumpcji się nie zmieni.
Może ktoś kto się zna na makroekonomii, może podać lepsze oszacowanie. Ja mam wrażenie, że skończyłoby się na 40%. A jeżeli z VAT miałby być pokrywany ZUS to pewnie z 60%.
Weź pod uwagę, że ludzie o niskich dochodach płacą niższy podatek dochodowy (19% - kwota wolna od podatku). W przypadku gdy jest tylko VAT każdy płaci tyle samo niezależnie od tego czy jest bogaty czy biedny. W efekcie obciążenia najuboższych się zwiększą.
>Rozsądnie byłoby pomyśleć o ograniczeniu wydatków
Jestem za. Rozdmuchane systemy socjalne zżerają to co wypracujemy. Ale społeczeństwo woli socjalizm, bo daje błogi stan poczucia bezpieczeństwa. Z drugiej strony liberalizm powoduje, że człowiek żyje w ciągłym braku poczucia bezpieczeństwa. Tak źle i tak niedobrze.

Thank god, I'm the atheist
23-06-2010 09:37 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Poza tym nauka i edukacja nie generują zysków bezpośrednich a są baaardzo potrzebne.
22-06-2010 22:02 
 Ocena 2 na 2
lukasz9 (1220 punktów)

>Oczywiście. Czyli problemem nie są podatki (choć oczywiście mogłyby być niższe), tylko brak dobrego prawa.

I to jest właśnie sedno całej sprawy. Dyskusja o wysokości podatków, w sytuacji gdy mamy burdel zamiast systemu dochodów z prawdziwego zdarzenia jest tylko biciem piany.

>Naprawdę boli mnie, że muszę płacić podatki, ale chętnie bym je płacił gdybym za to otrzymywał dobry "serwis" ze strony państwa.

W pełni się zgadzam. Wiele osób zapomina, że kiepski serwis ze strony państwa nie jest argumentem przeciwko podatkom, ale właśnie przeciwko kiepskiemu serwisowi państwa.
22-06-2010 20:57 
 Ocena 4 na 4
lukasz9 (1220 punktów)

>1. To kłamstwo, że realny ciężar podatku ponosi podatnik (rozumiem pojęcie podatnika tak jak w ordynacji podatkowej jest zdefiniowany; chodzi o osobę, na którą ustawa nakłada obowiązek podatkowy). Ciężar niemal wszystkich podatków ponosi klasa średnia. Każdy bogaty przedsiębiorca, o mocnej pozycji na rynku przerzuca koszty podatku na pracowników i konsumentów. Dowód? Koszt życia w Norwegii jest o 30% (sic!) wyższy niż w USA - może się norweski lud cieszyć, że rząd zabiera bogaczom ale i tak ów lud pójdzie do sklepu i tym bogaczom wszystko odda (pomijam, że część forsy zgarną urzędnicy "obsługujący" cały proceder).

O tym że w Norwegii poziom życia jest wyższy niż w USA zapomniałeś napisać?
W związku z tym nie wiem jakie znaczenie mają wyższe koszty życia. Grunt, żeby to życie było na poziomie.
Ponadto nie wiem czemu to miałby być argument przeciwko podatkom dochodowym skoro w USA właśnie one dominują.

>2. Podatek dochodowy jest uciążliwy dla tych, którzy chcą dopiero wejść na rynek: nie mają oni możliwości przerzucania ciężarów (bo nie mają jeszcze ugruntowanej pozycji, muszą być bardzo konkurencyjni), a państwo odbiera im możliwość zgromadzenia kapitału pod inwestycje.

Za to VAT, który zapłacą dokonując inwestycji (zakup środków trwałych itd.), a potem przerzucą na konsumenta nie obniży ich konkurencyjności i nie utrudni wejścia na rynek?

>3. Sama najogólniejsza konstrukcja podatku jest dość prosta ale gigantyczna liczba zwolnień oraz kazuistyka w wyszczególnianiu źródeł przychodów sprawia, że powstają ogromne problemy z interpretacją przepisów, co zmniejsza pewność obrotu prawnego (niejeden już się boleśnie o tym przekonał). Kilka dni temu miałem egzamin z prawa finansowego - nauka tego była piekłem na ziemi.

Z tym się zgadzam, ale to nie jest argument przeciwko podatkom dochodowym. Ustawa o VAT w praktyce jest jeszcze bardziej skomplikowana i mając na uwadze wokandy sądów administracyjnych wydaje mi się, że budzi więcej wątpliwości.

>4. Pobór podatku PIT i CIT wiąże się z ogromną inwigilacją prywatnego życia obywatela. Urząd musi wiedzieć skąd masz pieniądze, ile ich masz, skąd wziąłeś kasę na kupno drogiego futra żonie i Cadillaca kochance. Żeby zdobyć te informacje potrzeba mocnego aparatu do inwigilacji, który jest kosztowny a przy okazji mało cywilizowany, bo łamie prawo do prywatności.

Inwigilacja to dobry argument przeciw. Jednakże według mnie nie wystarczający. Co do kosztów poboru to większa ilość urzędników zatrudniona jest w działach vatowskich, niż podatków dochodowych, ze względu na olbrzymią ilość transakcji do sprawdzenia. Do tego dochodzą uciążliwe koszty administracyjne, które muszą ponosić przedsiębiorcy (kasy fiskalne, faktury, dokumentacje). Zauważ, że jedne z niższych kosztów poboru podatków mają wspomniane przez Ciebie USA i Norwegia. Czy w tych krajach VAT dominuje?
Nie twierdzę, że podatki dochodowe są tańsze, chodzi mi o to, że kwestia kosztów poboru podatków nie jest tak klarowna, jak wynika z Twojej wypowiedzi.

>5. Wpływy do budżetu państwa związane z podatkami dochodowymi są niewielkie w porównaniu do np. podatku od towarów i usług (VAT). Bardziej opłaca się nieco podnieść VAT i zlikwidować PIT i CIT.

To, że wpływy z podatków dochodowych są niższe, wcale nie oznacza wyższości VATu. Tak po prostu został skonstruowany system podatkowy w Polsce. Są kraje gdzie podatki dochodowe przynoszą większe dochody np. Dania.

>6. Podatek VAT jest efektywniejszy w poborze. Poza tym ma jedną cudowną cechę: skłania do oszczędzania. Kupujemy z rozwagą i mamy okazję odłożyć zaoszczędzone pieniądze, by np. po kilku latach do spółki z kumplami rozkręcić jakiś interes.

Z drugiej strony skłania do ograniczenia konsumpcji. Coś za coś.

>7. Ostatni argument jest pozaprawny i pozaekonomiczny: uważam, że opodatkowanie czyjejś pracy jest po prostu obrzydliwe moralnie.

Większość argumentów była pozaprawna i pozaekonomiczna. To czysta ideologia, zarówno jeśli chodzi o utrzymanie podatków dochodowych jak i ich zniesienie. Każdy podatek coś obciąża i do czegoś zniechęca. Ty uważasz opodatkowanie pracy za niemoralne, a ktoś inny może to samo stwierdzić o opodatkowaniu posiadania domu czy wydatków na jedzenie.

W ogóle kompletnym nieporozumieniem jest ocenianie sprawiedliwości poszczególnych podatków. Powinno brać się pod uwagę cały system podatkowy. Tak jak pisałem, każdy podatek ma jakieś mankamenty. Sztuką jest dobranie proporcji ich udziału w dochodzie państwa w sposób odpowiedni. Jednakże o tym decyduje tylko i wyłącznie ideologia.
Ja jestem zwolennikiem dominującego VAT i uzupełniających go podatków dochodowych, ale nie roszczę sobie praw do prawdy obiektywnej w tej kwestii.

>To garść argumentów, które przyszły mi na myśl na szybko. W literaturze i internecie pełno jest argumentacji przeciw celowości instytucji podatku dochodowego.

Argumentacji za podatkami dochodowymi również nie brakuje.
22-06-2010 21:17 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)

>O tym że w Norwegii poziom życia jest wyższy niż w USA zapomniałeś napisać?
To nie ma żadnego znaczenia dla celowości utrzymania podatku dochodowego. Fakty są takie, że to, co bogaty zapłacił w podatku i tak odzyska w cenie towaru. Każdy dolar wydany w Norwegii jest o 30% mniej wart niż w USA, a fakt, że w Norwegii majątek jest większy na przeciętnego obywatela to już nie od podatku dochodowego zależy.

>W związku z tym nie wiem jakie znaczenie mają wyższe koszty życia.
Powtarzam - nie załapałeś celu tego argumentu. Nie chodzi o to, gdzie się lepiej żyje, tylko o to, że co bogaty zapłacił w podatku i tak odzyska w cenie, więc w wcale nie bogacze ponoszą realny koszt podatku dochodowego. Poziom życia w tym przypadku nie ma nic do rzeczy.

>Za to VAT, który zapłacą dokonując inwestycji (zakup środków trwałych itd.), a potem przerzucą na konsumenta nie obniży ich konkurencyjności i nie utrudni wejścia na rynek?
Nie przerzucą, bo podatek VAT to podatek od konsumpcji. Podatek VAT można odliczyć od ceny towru, jeśli jest on przeznaczony na wykonywanie działalności gospodarczej.

>Ustawa o VAT w praktyce jest jeszcze bardziej skomplikowana i mając na uwadze wokandy sądów administracyjnych wydaje mi się, że budzi więcej wątpliwości.
Obecna ustawa o VAT jest kiepskim tłumaczeniem dyrektywy unijnej. Przepisy się zmieniły, sądy nie są jeszcze z nimi oswojone. Poza tym: lepiej mieć jedną pokręconą ustawę, a nie dwie.

>Z drugiej strony skłania do ograniczenia konsumpcji. Coś za coś.
To prawda ale mnie to wcale nie martwi. Skandalicznie niski poziom oszczędności w świecie zachodnim bardzo źle wróży na przyszłość. Po prostu nie będzie z czego finansować inwestycji. Powinniśmy więcej oszczędzać a wysoką konsumpcję przesunąć w czasie.

>Większość argumentów była pozaprawna i pozaekonomiczna. To czysta ideologia, zarówno jeśli chodzi o utrzymanie podatków dochodowych jak i ich zniesienie. Każdy podatek coś obciąża i do czegoś zniechęca.
Nie sądzę, żeby to była czysta ideologia. Myślę, że powszechnie przyjmiemy za prawdę, że np. wolna konkurencja jest czymś ekonomicznie pozytywnym. Fakty są takie, że podatek dochodowy przeszkadza nowym graczom na rynku, bo oni nie mogą jego ciężaru przerzucić na konsumentów. Podobnie kwestia oszczędności - to wszystko ekonomicznie uzasadnione tezy, a nie żadne ideologiczne banialuki.

Pozdrawiam
22-06-2010 21:49 
 Ocena 2 na 2
lukasz9 (1220 punktów)
>>O tym że w Norwegii poziom życia jest wyższy niż w USA zapomniałeś napisać?
>To nie ma żadnego znaczenia dla celowości utrzymania podatku dochodowego. Fakty są takie, że to, co bogaty zapłacił w podatku i tak odzyska w cenie towaru. Każdy dolar wydany w Norwegii jest o 30% mniej wart niż w USA, a fakt, że w Norwegii majątek jest większy na przeciętnego obywatela to już nie od podatku dochodowego zależy.

Dlaczego w takim razie różnice w dochodach w Norwegii są dużo niższe niż w USA? Podatek dochodowy nie ma z tym nic wspólnego?

>>Za to VAT, który zapłacą dokonując inwestycji (zakup środków trwałych itd.), a potem przerzucą na konsumenta nie obniży ich konkurencyjności i nie utrudni wejścia na rynek?
>Nie przerzucą, bo podatek VAT to podatek od konsumpcji. Podatek VAT można odliczyć od ceny towru, jeśli jest on przeznaczony na wykonywanie działalności gospodarczej.

Nie zrozumiałeś tego co napisałem. Przerzucalność podatków pośrednich to ich elementarna cecha. Owszem przedsiębiorca może odliczyć VAT od ceny zakupionej usługi bądź towaru w zakresie w jakim przeznaczone są one do czynności opodatkowanych. Jednakże zapomniałeś chyba od czego odlicza się ten podatek. Mianowicie od podatku należnego w związku z czynnością opodatkowaną, jaką jest dostawa towaru lub świadczenie usługi na rzecz konsumenta. Kwotę tą płaci konsument razem z ceną. Dlatego czy chcesz, czy nie VAT podwyższa cenę produktu bądź usługi, co dla osoby wchodzącej na rynek, która musi być jak najbardziej konkurencyjna jest sporym utrudnieniem.

Innymi słowy doświadczony przedsiębiorca może ze względu na swoją pozycję na rynku, mimo VATu utrzymywać niską cenę. Osoba rozpoczynająca działalność niestety o takiej sytuacji może pomarzyć.

>Nie sądzę, żeby to była czysta ideologia. Myślę, że powszechnie przyjmiemy za prawdę, że np. wolna konkurencja jest czymś ekonomicznie pozytywnym. Fakty są takie, że podatek dochodowy przeszkadza nowym graczom na rynku, bo oni nie mogą jego ciężaru przerzucić na konsumentów. Podobnie kwestia oszczędności - to wszystko ekonomicznie uzasadnione tezy, a nie żadne ideologiczne banialuki.

Prawda jest taka, że VAT również przeszkadza nowym graczom na rynku. To że konsumpcja napędza gospodarkę to także ekonomicznie uzasadniona teza. Wszystko zależy od proporcji, a to już ideologia.
22-06-2010 22:16 
 Ocena 2 na 2
Satyr (4285 punktów)

>Dlaczego w takim razie różnice w dochodach w Norwegii są dużo niższe niż w USA? Podatek dochodowy nie ma z tym nic wspólnego?
Jakby różnice w dochodach były niewielkie, to nie trzeba by było przeprowadzać redystrybucji dochodów
Podatek dochodowy niweluje istniejącą już różnicę w dochodach. Gdy taki powiedzmy pracownik dostanie od rządu jakieś socjalne bonusy, to i tak bogacz sobie to odbije, podnosząc ceny, żeby odzyskać pieniądze. Ceny w Norwegii, Szwecji są wyraźnie wyższe.

Źródłem bogactwa tych krajów nie jest przekładanie kasy z rąk do rąk, bo od tego jej ilość nie wzrośnie. Tymi źródłami są surowce i świetny system prawny, który sprawia, że w Szwecji łatwiej prowadzić biznes niż w Polsce. Wystarczy zerknąć na opinie choćby liberałów z Instytutu Misesa: nawet oni twierdzą, że nie tyle podatek przeszkadza gospodarce, co chory system koncesji i regulacji, który w istocie nie pozwala na szeroką produkcję dóbr.

>Mianowicie od podatku należnego w związku z czynnością opodatkowaną, jaką jest dostawa towaru lub świadczenie usługi na rzecz konsumenta. Kwotę tą płaci konsument razem z ceną.
Nie zrozumieliśmy się. Jeśli przetwórca kupuje surowce żeby coś z nich zrobić, to tak - ciężar VAT-u pokrywa konsument w cenie gotowego wyrobu. Ale przecież to nie jest inwestycja! Pisałem o dobrach inwestycyjnych, takich jak np. maszyny, narzędzia, samochody dostawcze - jeśli mają służyć w prowadzeniu działalności opodatkowanej. Ktoś, kto nabywa takie dobra nie musi od nich płacić VAT-u.

>Innymi słowy doświadczony przedsiębiorca może ze względu na swoją pozycję na rynku, mimo VATu utrzymywać niską cenę. Osoba rozpoczynająca działalność niestety o takiej sytuacji może pomarzyć.
Odpowiedź jak wyżej. Od początku miałem na myśli nabywanie dóbr inwestycyjnych, co z kolei umknęło Twojej uwadze, stąd nasze nieporozumienie. To właśnie inwestycje są najważniejsze dla "raczkujących" przedsiębiorców.

Pozdrawiam
22-06-2010 23:12 
 Ocena 2 na 2
lukasz9 (1220 punktów)
>Jakby różnice w dochodach były niewielkie, to nie trzeba by było przeprowadzać redystrybucji dochodów
>Podatek dochodowy niweluje istniejącą już różnicę w dochodach. Gdy taki powiedzmy pracownik dostanie od rządu jakieś socjalne bonusy, to i tak bogacz sobie to odbije, podnosząc ceny, żeby odzyskać pieniądze. Ceny w Norwegii, Szwecji są wyraźnie wyższe.

Ale nie odpowiedziałeś na pytanie dlaczego różnice w dochodach są w tych krajach najniższe na świecie?

>Źródłem bogactwa tych krajów nie jest przekładanie kasy z rąk do rąk, bo od tego jej ilość nie wzrośnie. Tymi źródłami są surowce i świetny system prawny, który sprawia, że w Szwecji łatwiej prowadzić biznes niż w Polsce. Wystarczy zerknąć na opinie choćby liberałów z Instytutu Misesa: nawet oni twierdzą, że nie tyle podatek przeszkadza gospodarce, co chory system koncesji i regulacji, który w istocie nie pozwala na szeroką produkcję dóbr.

Co do systemu prawnego się zgadzam, co do surowców nie do końca. Po pierwsze w Szwecji ich ilość wcale nie jest jakaś nadzwyczajna, a przynajmniej nie tłumacząca sytuacji gospodarczej tego kraju. Po drugie to właśnie odpowiedni podział dochodu narodowego jest przyczyną tak wysokiego ogólnego poziomu życia w tych krajach.

>Nie zrozumieliśmy się. Jeśli przetwórca kupuje surowce żeby coś z nich zrobić, to tak - ciężar VAT-u pokrywa konsument w cenie gotowego wyrobu. Ale przecież to nie jest inwestycja! Pisałem o dobrach inwestycyjnych, takich jak np. maszyny, narzędzia, samochody dostawcze - jeśli mają służyć w prowadzeniu działalności opodatkowanej. Ktoś, kto nabywa takie dobra nie musi od nich płacić VAT-u.

Nie to, że nie musi. Przysługuje mu prawo do obniżenia podatku należnego o naliczony dokładnie jak w przypadku surowców.
To znaczy, jeżeli kupię środek trwały (np. auto ciężarowe), muszę zapłacić w jego cenie VAT, w związku z tym przysługuje mi prawo odliczenia go od kwot VAT zapłaconych mi przez kontrahentów.
Satyr (4285 punktów)

>Ale nie odpowiedziałeś na pytanie dlaczego różnice w dochodach są w tych krajach najniższe na świecie?
Nie odpowiedziałem, bo jest to temat na zupełnie inną dyskusję. Redystrybucja dochodów przez podatek dochodowy nie ma tu nic do rzeczy. Wyjaśniłem już przecież, że de facto obciąża ona konsumenta, a nie bogatego przedsiębiorcę.

>Po drugie to właśnie odpowiedni podział dochodu narodowego jest przyczyną tak wysokiego ogólnego poziomu życia w tych krajach.
Sęk w tym, że nie, co już Ci pokazałem kilkakrotnie. Co z tego, że robotnik dostanie socjalne frykasy, jak wyjdzie z pracy, pójdzie do sklepu i wszystko zwróci w cenie produktu? W Norwegii czy Szwecji ceny są o wiele wyższe niż w krajach z podobnym poziomem rozwoju lecz mniejszymi podatkami. Masz jak w banku, że gdyby podnieść podatki dla bogatych np. w USA, to zaraz wzrosną ceny i biedniejsi wszystkie "bonusy" przyniosą do sklepowych kas. Od dzielenia pieniędzy wcale ich nie przybywa.

>To znaczy, jeżeli kupię środek trwały (np. auto ciężarowe), muszę zapłacić w jego cenie VAT, w związku z tym przysługuje mi prawo odliczenia go od kwot VAT zapłaconych mi przez kontrahentów.
Miałem na myśli fakt, że przedsiębiorca nie ponosi realnego ciężaru. Wychodzi na to samo, pomijając kwestie formalne. Przy dochodowym musi ponieść i w tym problem.

Pozdrawiam
24-06-2010 00:37 
 Ocena 2 na 2
lukasz9 (1220 punktów)

>Nie odpowiedziałem, bo jest to temat na zupełnie inną dyskusję. Redystrybucja dochodów przez podatek dochodowy nie ma tu nic do rzeczy. Wyjaśniłem już przecież, że de facto obciąża ona konsumenta, a nie bogatego przedsiębiorcę.

W żaden sposób nie udowodniłeś, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy wysokim podatkiem dochodowym, a wysokimi kosztami życia. Skąd pewność, że to nie VAT jest przyczyną wysokich cen w Szwecji?
Biorąc pod uwagę, że w USA VAT praktycznie nie istnieje, zaś w Szwecji jest on dominujący upatrywanie przyczyn wysokich cen w tym kraju w podatkach dochodowych jest raczej nadużyciem.

>Sęk w tym, że nie, co już Ci pokazałem kilkakrotnie. Co z tego, że robotnik dostanie socjalne frykasy, jak wyjdzie z pracy, pójdzie do sklepu i wszystko zwróci w cenie produktu? W Norwegii czy Szwecji ceny są o wiele wyższe niż w krajach z podobnym poziomem rozwoju lecz mniejszymi podatkami.

A to z tego, że ten robotnik jest wykształcony, zdrowy i mimo wysokich cen może sobie na wiele pozwolić. W krajach z mniejszymi podatkami poziom rozwoju zasobów ludzkich nie jest tak wysoki.
Twoja argumentacja trafiłaby do mnie, gdyby ludzie w Szwecji ze względu na te ceny musieliby cokolwiek sobie odejmować.

Osobiście wolałbym płacić więcej w sklepie, ale być zdrowszym, lepiej wykształconym i bezpiecznym socjalnie.

>Od dzielenia pieniędzy wcale ich nie przybywa.

No nie, ale daje ono szansę na rozwój tym, którzy początkowo nie mają żadnych szans na ich zdobycie.

>Miałem na myśli fakt, że przedsiębiorca nie ponosi realnego ciężaru. Wychodzi na to samo, pomijając kwestie formalne. Przy dochodowym musi ponieść i w tym problem.

Sam napisałeś że ciężar podatków dochodowych przedsiębiorca przenosi na konsumenta, to o jakim realnym ponoszeniu ciężaru piszesz w tej chwili?
Satyr (4285 punktów)
> Skąd pewność, że to nie VAT jest przyczyną wysokich cen w Szwecji?
Ależ VAT również jest I każdy inny. Nawet jak bogaczowi przywalimy podatkiem od nieruchomości, to on i tak będzie szukał okazji, żeby to sobie odbić. Nie twierdzę, że całość, bo niektórzy zrobią to może w mniejszym stopniu, ale generalnie, jak masz możliwość (masz spory udział w rynku) to zdejmiesz z siebie ciężar na barki pracownika czy konsumenta.

Moja teza jest taka, że główny ciężar jakiegokolwiek opodatkowania spada głównie na konsumentów (czyli w największym stopniu - klasa średnia), a jedynymi ewentualnymi realnymi beneficjentami są ludzie skrajnie biedni, bo oni faktycznie kupują na tyle niewiele, że więcej dostają od państwa, niż sami wnoszą w postaci zapłaty za produkty.

Co istotne w kontekście obecnej dyskusji, to fakt, że od pierwszego posta usiłowałem tylko pokazać, że fałszywe jest mniemanie jakoby podatek dochodowy był akurat tym, który trafia idealnie w bogatsze grupy i przekazuje część ich dochodów innym klasom. Fakty są inne: zarówno realny ciężar PIT-u, jak i każdego innego podatku ponosi głównie klasa średnia.

>Biorąc pod uwagę, że w USA VAT praktycznie nie istnieje, zaś w Szwecji jest on dominujący upatrywanie przyczyn wysokich cen w tym kraju w podatkach dochodowych jest raczej nadużyciem.
Odpowiedź jak wyżej. Nie chodzi o to, jakie to są podatki, tylko o ich łączną wysokość. Do PIT-u odniosłem się tylko po to, żeby zanegować mniemanie, jakoby był owym "trafiającym w cel" podatkiem.

>Twoja argumentacja trafiłaby do mnie, gdyby ludzie w Szwecji ze względu na te ceny musieliby cokolwiek sobie odejmować.
Ależ to nie ma nic do rzeczy To, że robotnik szwedzki dobrze żyje wynika nie stąd, że istnieje podatek dochodowy. Szwedzka gospodarka jest bardzo konkurencyjna, wydajna, świetnie podbudowana prawnymi rozwiązaniami - to są jej główne atuty i źródła dobrobytu szwedzkiego pracownika czy drobnego przedsiębiorcy. Jeśliby straciła te atuty, to daję Ci słowo, że szwedzki robotnik musiałby sobie tego i owego odjąć.

>Sam napisałeś że ciężar podatków dochodowych przedsiębiorca przenosi na konsumenta, to o jakim realnym ponoszeniu ciężaru piszesz w tej chwili?
Przedsiębiorca przenosi, o ile może. A ten przywilej mają tylko ci, którzy mają ugruntowaną pozycję na rynku. Drobna, "wschodząca" gwiazda biznesu nie może - on musi oferować jak najkorzystniejsze ceny, żeby od razu nie wypaść z rynku. To właśnie takim drobnym, "raczkującym" przedsiębiorcom ów nieszczęsny PIT szkodzi.

Myślę, że możemy już zakończyć dyskusję, bo widzę, że powoli zaczynamy tracić z oczu samo źródło i powód sporu . Nie miałem na celu przekonania Cię ale mam nadzieję, że przynajmniej w miarę wyraźnie nakreśliłem swoją perspektywę.

Pozdrawiam
22-06-2010 21:37 
 Ocena 4 na 4
placownik (17853 punktów)

   Powrócę na chwilę do Korwina. Czy Korwin popiera podatek VAT? Pytam, bo słyszałem jak jakiś facet, podobny do Korwina jak dwie krople wody, twierdził, że jest przeciwnikiem VAT-u jako takiego, podobnie jak wszystkich innych podatków. Czy to możliwe, żeby to był ON?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
22-06-2010 21:42 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)
>Powrócę na chwilę do Korwina. Czy Korwin popiera podatek VAT?

Z tego co wiem, to Korwin akceptuje tylko podatek pogłówny i podatek od nieruchomości.
On jest największym radykałem wśród liberałów i raczej nie znajdziesz kogoś, kto by go w tej kwestii prześcignął albo choćby dorównał. Jego argumenty przeciw PIT mogą być dobre, co nie znaczy, że muszę się zgodzić ze wszystkim co mówi, czyż nie?

VAT jako alternatywę dla PIT i CIT przedstawia sporo osób z kręgu liberalnego, np. ludzie z Centrum im. Adama Smitha. Za granicą np. Peter Schiff. Ta forma opodatkowania ma pewne cechy, które wedle liberałów są dużo mniej szkodliwe dla gospodarki niż podatek dochodowy.

Pozdrawiam
22-06-2010 21:52 
 Ocena 1 na 1
lukasz9 (1220 punktów)
Fragment wywiadu na który kiedyś trafiłem:

JK: My nie możemy znieść wszystkich podatków, nie jesteśmy wariaci, państwo musi mieć podatki, dlatego mówię, że...

CS: To jakie by zostały?

JK: Zostałyby z VAT-u, zmniejszylibyśmy VAT do 15 %, bo tyle tylko możemy.

Źródło
22-06-2010 22:21 
 Ocena 2 na 2
Satyr (4285 punktów)

>JK: Zostałyby z VAT-u, zmniejszylibyśmy VAT do 15 %, bo tyle tylko możemy.

Chodzi o to, że jesteśmy w UE. Podatek VAT jest obowiązkowy dla krajów UE, a minimalna jego stawka to właśnie owe 15%. JKM osobiście jest przeciwnikiem również i VAT-u.

Pozdrawiam
23-06-2010 00:49 
 Ocena 3 na 3
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>>JK: Zostałyby z VAT-u, zmniejszylibyśmy VAT do 15 %, bo tyle tylko możemy.
>Chodzi o to, że jesteśmy w UE. Podatek VAT jest obowiązkowy dla krajów UE, a minimalna jego stawka to właśnie owe 15%. JKM osobiście jest przeciwnikiem również i VAT-u.

Z tym 15% to nie byłbym pewien czy tak jest na pewno. Kilka dni temu przeglądałem w necie informacje na temat różnych krajów europejskich i zdaje się, że w jakimś VAT był mniejszy niż 15. Obawiam się, że to tylko propaganda z tym 15 aby po prostu grabić obywatela niby, że w imieniu UE.

Co do Korwina czy jest zwolennikiem takiego czy też innego opodatkowania to już szczegół. Istotne jest, że jest przeciwnikiem masowego grabienia obywatela przez państwo. Obserwując zachowanie rządzących odnoszę wrażenie iż jedynym ich celem jest wymyślanie sposobów na ogołocenie obywatela ile się da i gdzie się da.

Podstawowym elementem powinna być deregulacja wszystkiego co się da. Dobrym przykładem jest tu in vitro. Do tej pory, nie było żadnej regulacji prawnej i jakoś świat się nie posypał(tzn nasz kraj). Rządzący jednak uznają za swój obowiązek uregulować to, bo nie jest to uregulowane. W ogóle nie rozumiem co tu regulować i po co? Ale ci idioci uważają, że im więcej ustaw natworzą tym lepiej i powinni jeszcze medale za to dostawać. I tak jedni idioci chcą karać za in vitro, drudzy idioci chcą zabierać kasę jednym aby dawać kasę na in vitro drugim. No i na dodatek uważają to za bardzo ważną sprawę dla kraju.
23-06-2010 09:31 
 Ocena 6 na 6
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A co to jest "państwo"? To nie są obywatele? Na przykład nauczyciele szkół państwowych "grabią" biednych biznesmenów. Usunąć szkoły państwowe? Niestety (i na szczęście) wielu genialnych ludzi rodzi się w biednych rodzinach. "Grabi" się też biednych biznesmenów na drogi do miejscowości mniejszych niż 10000 mieszkańców, grabi się ich na utrzymanie ambasad, grabi się na wiele różnych sposóbów. I bardzo dobrze. Gdyż oni też grabią innych czytając tanie książki, słuchając muzyki, jeżdżąc drogami na wakacje, czując się bezpiecznie dzięki policji i... tak, tak... urzędnikom. Urzędnicy nie są doskonali, ale są potrzebni. Bardziej niż Korwin Mikke
23-06-2010 09:55 
 Ocena 2 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>A co to jest "państwo"? To nie są obywatele? Na przykład nauczyciele szkół państwowych "grabią" biednych biznesmenów. Usunąć szkoły państwowe? Niestety (i na szczęście) wielu genialnych ludzi rodzi się w biednych rodzinach.

Oczywiście nie masz racji. Większość znanych mi bogatych ludzi wcale nie urodziło się w biednych rodzinach. Poczytaj sobie biografię chociażby B. Gates'a.

"Grabi" się też biednych biznesmenów na drogi do miejscowości mniejszych niż 10000 mieszkańców, grabi się ich na utrzymanie ambasad, grabi się na wiele różnych sposóbów.

No grabi się ale chodzi o to aby nie grabić do suchej nitki. Poza tym na drogi płacisz w paliwie. Płacisz również na górników co to dzisiaj strajkują i przynoszą rocznie 400mln straty, płacisz za akcje CBA,CBŚ aby mogli skorumpować taką np Sawicką, kupić gdzieś chałupę za miliony aby dobrać się komuś do dupy i na dodatek nieskutecznie.

I bardzo dobrze. Gdyż oni też grabią innych czytając tanie książki, słuchając muzyki, jeżdżąc drogami na wakacje, czując się bezpiecznie dzięki policji i... tak, tak... urzędnikom.
Urzędnicy nie są doskonali, ale są potrzebni. Bardziej niż Korwin Mikke

A do czego Ci potrzebny urzędnik? Wymień choć z 10 punktów, w których potrzebny jest Ci urzędnik. (nie mam na myśli tutaj wojska czy policji tylko tych darmozjadów siedzących w urzędach różnych). No więc wymień do czego Ci potrzebni są Ci urzędnicy.

Jak to mówi Korwin on jest nawet za tym aby nie likwidować urzędów i urzędników, a zapłacić im za to aby nic nie robili. Dlaczego u nas PKB na plusie. Bo urzędnicy nic nie robili aby przeciwdziałać kryzysowi. Urzędnik jest po to aby utrudniać żywot petentowi, gdyby tego nie robił podważyłby zasadność swojego istnienia, a więc on musi po prostu przeszkadzać, bo nie ma innego wyjścia.
23-06-2010 11:19 
 Ocena 4 na 4
lukasz9 (1220 punktów)
> Niestety (i na szczęście) wielu genialnych ludzi rodzi się w biednych rodzinach.
> Większość znanych mi bogatych ludzi wcale nie urodziło się w biednych rodzinach. Poczytaj sobie biografię chociażby B. Gates'a.

Czy to co napisałeś wynika z braku umiejętności czytania ze zrozumieniem, czy wg Ciebie genialny = bogaty?

>A do czego Ci potrzebny urzędnik? Wymień choć z 10 punktów, w których potrzebny jest Ci urzędnik. (nie mam na myśli tutaj wojska czy policji tylko tych darmozjadów siedzących w urzędach różnych). No więc wymień do czego Ci potrzebni są Ci urzędnicy.

1. Żeby ściągnąć podatki na wojsko i policję
2. Żeby określić, które leki nadają się do stosowania
3. Żeby określić, które produkty spożywcze nie zawieraja szkodliwych substancji
4. Żeby zabrać dziecko z patologicznej rodziny
5. Żeby określić którędy ma iść autostrada
6. Żeby sprawdzić, czy w jeziorze, w którym chcę się wykąpać nie ma szkodliwych bakterii
7. Żeby chronić zabytki
8. Żeby chronić środowisko
9. Żeby przyznawać prawo do prowadzenia pojazdów, tylko tym którzy posiadają umiejętności
10. Żeby ostrzegać przed nadchodzącymi powodziami i innymi katastrofami

Wymieniać dalej?
23-06-2010 11:57 
 0 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>> Niestety (i na szczęście) wielu genialnych ludzi rodzi się w biednych rodzinach.
>> Większość znanych mi bogatych ludzi wcale nie urodziło się w biednych rodzinach. Poczytaj sobie biografię chociażby B. Gates'a.
>Czy to co napisałeś wynika z braku umiejętności czytania ze zrozumieniem, czy wg Ciebie genialny = bogaty?

Skoro ktoś jest taki genialny to będzie potrafił dorobić się kasy, a o zbieranie srebrników głównie w życiu chodzi.

>>A do czego Ci potrzebny urzędnik? Wymień choć z 10 punktów, w których potrzebny jest Ci urzędnik. (nie mam na myśli tutaj wojska czy policji tylko tych darmozjadów siedzących w urzędach różnych). No więc wymień do czego Ci potrzebni są Ci urzędnicy.
>1. Żeby ściągnąć podatki na wojsko i policję

A to ciekawe. O ile sobie przypominam to podatnik sam składa pity, city i sam płaci. Urzędnik całkowicie zbędne ogniwo
>2. Żeby określić, które leki nadają się do stosowania
Rynek sam to określi.

>3. Żeby określić, które produkty spożywcze nie zawieraja szkodliwych substancji
Wybacz ale mamy armię urzędników, a w produktach szkodliwych substancji nie ubywa.

>4. Żeby zabrać dziecko z patologicznej rodziny
Oczywiście i jeszcze określać co jest patologią.

>5. Żeby określić którędy ma iść autostrada
Oj tu nasi urzędnicy mają wybitne osiągnięcia. A autostrad tyle już określili, że wręcz nie można się od tych autostrad opędzić.

>6. Żeby sprawdzić, czy w jeziorze, w którym chcę się wykąpać nie ma szkodliwych bakterii
No powiedzmy, że ma to sens. Ale nie jest to stricte urzędnik pierdzący w stołek.

>7. Żeby chronić zabytki
No faktycznie chronią ino wióry lecą. Zresztą jeśli zabytek jest prywatną własnością to nic urzędnikowi do niego. Moją własność mogę zrównać z ziemią i wystarczającym argumentem na to jest mój kaprys.

>8. Żeby chronić środowisko
No oczywiście tu również chronią ino wióry lecą. W moim mieście naprostowali rzekę, wycieli wszystkie drzewa i krzewy rosnące wokół rzeki. Zaiste ochronili środowisko, naturalne tarliska i schronienie dla ptactwa. Dziękuję wam urzędnicy.

>9. Żeby przyznawać prawo do prowadzenia pojazdów, tylko tym którzy posiadają umiejętności
Nie sądzę aby ktoś chciał gdzieś jechać nie potrafiąc jeździć. Moja matka ma prawko, jeździć nie potrafi i nie pcha się do samodzielnego jeżdżenia.

>10. Żeby ostrzegać przed nadchodzącymi powodziami i innymi katastrofami
Oj faktycznie naostrzegali, że ho ho .

>Wymieniać dalej?
>

Wymieniaj .
23-06-2010 12:45 
 Ocena 5 na 5
lukasz9 (1220 punktów)

>>1. Żeby ściągnąć podatki na wojsko i policję
>A to ciekawe. O ile sobie przypominam to podatnik sam składa pity, city i sam płaci. Urzędnik całkowicie zbędne ogniwo

Tyle że ktoś to musi kontrolować i koordynować. PIT się sam nie sprawdzi.

>>2. Żeby określić, które leki nadają się do stosowania
>Rynek sam to określi.

Chciałbyś. Typowe myślenie życzeniowe. Będziesz kupował to co tańsze i ma ładniejsze opakowanie, nawet nie wiedząc co tam włożyli.
Klasyczyny przykład asymetrii informacji, gdzie rynek nie daje rady.

>>3. Żeby określić, które produkty spożywcze nie zawieraja szkodliwych substancji
>Wybacz ale mamy armię urzędników, a w produktach szkodliwych substancji nie ubywa.

>>5. Żeby określić którędy ma iść autostrada
>Oj tu nasi urzędnicy mają wybitne osiągnięcia. A autostrad tyle już określili, że wręcz nie można się od tych autostrad opędzić.

>>7. Żeby chronić zabytki
>No faktycznie chronią ino wióry lecą. Zresztą jeśli zabytek jest prywatną własnością to nic urzędnikowi do niego. Moją własność mogę zrównać z ziemią i wystarczającym argumentem na to jest mój kaprys.

>>8. Żeby chronić środowisko
>No oczywiście tu również chronią ino wióry lecą. W moim mieście naprostowali rzekę, wycieli wszystkie drzewa i krzewy rosnące wokół rzeki. Zaiste ochronili środowisko, naturalne tarliska i schronienie dla ptactwa. Dziękuję wam urzędnicy.

>10. Żeby ostrzegać przed nadchodzącymi powodziami i innymi katastrofami
>Oj faktycznie naostrzegali, że ho ho .

Powyżesze argumenty absolutnie nie przemawiają za likwidacją tych funkcji publicznych, a jedynie za koniecznością ich naprawy. Polskie wojsko i policja też kiepsko funkcjonują, dlaczego nie żądasz ich likwidacji? Są kraje gdzie to wszystko całkie nieźle działa. Gdy boli Cię ręka od razu żądasz jej amputacji?

Poza tym wcale z tymi instytucjami nie jest tak źle. Jakoś się jeszcze nie otrułeś, leki które brałeś były bezpieczne, a to wszystko właśnie dzięki urzędnikom kto wie może to właśnie z ich sprawą jeszcze żyjesz

>>9. Żeby przyznawać prawo do prowadzenia pojazdów, tylko tym którzy posiadają umiejętności
>Nie sądzę aby ktoś chciał gdzieś jechać nie potrafiąc jeździć. Moja matka ma prawko, jeździć nie potrafi i nie pcha się do samodzielnego jeżdżenia.

Znowu myślenie życzeniowe. Nikt przecież w Polsce nie próbuje jeździć bez prawka
Takim samem argumentem można postulować zniesienie wszystkich przestępstw i wykroczeń. Nie sądzę aby ktoś chciał gdzieś jechać pod wpływem alkoholu. Nie sądzę aby ktoś chciał przekraczać dozwoloną prędkość wiedząc, że powoduje zagrożenie, nie sądzę żeby ktoś chciał molestować dzieci, wiedząc jak zareaguje reszta społeczeństwa itd.
23-06-2010 13:02 
 Ocena 1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Nie mam czasu odpowiedzieć, muszę wziąć się za robotę ale odpowiem w najbliższym wolnym terminie .
lukasz9 (1220 punktów)
Usunięte przez moderatora
23-06-2010 21:08 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
>>7. Żeby chronić zabytki
>No faktycznie chronią ino wióry lecą. Zresztą jeśli zabytek jest prywatną własnością to nic urzędnikowi do niego. Moją własność mogę zrównać z ziemią i wystarczającym argumentem na to jest mój kaprys.(...)

Marzy Ci się, oj marzy. Weź sobie kup coś choć trochę zabytkowego i spróbuj.

{edit}
>>(...)2. Żeby określić, które leki nadają się do stosowania
>Rynek sam to określi.(...)

Może nie "rynek" a społeczeństwo. Jednym z elementów szerszego pojęcia rynku który niemal wcale nie funkcjonuje w polskiej realności to oddolnie tworzone organizacje monitorujące niektóre aspekty funkcjonowania państwa (w sensie: całości kraju a nie urzędów). Istnienie takich organizacji jest z jednej strony płodem świadomego rynku, z drugiej strony właśnie kieruje ku jego uświadamianiu. Rzucenie wszystkiego od razu na prostacki rynek typu "kupię-sprzedam" z zupełnym pominięciem wykreowania jakichkolwiek struktur kontroli merytorycznej tak ryzykownego dla konsumenta obszaru jak medycyna może skończyć się całkiem sporą liczbą zgonów i komplikacji natury medycznej. Co w oczywisty sposób odbije się na kondycji gospodarki.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
23-06-2010 21:47 
 Ocena 1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
No odbije się. Będzie więcej pracy dla łosi. Poza tym mamy kontroling itd i nie chroni to obywateli przed byciem ofiarami służby zdrowia. Myślę, że rynek by tu spokojnie sobie poradził. Parę zgonów i firma idzie z torbami, więc same firmy pilnowałyby bezpieczeństwa swoich produktów.

Dobry przykład to samochody. Firmy same się prześcigają w konstruowaniu co raz to bezpieczniejszych bez ingerencji urzędników. A jak zrobią babola to naprawiają wadliwy podzespół.
23-06-2010 22:09 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>(...) Parę zgonów i firma idzie z torbami, więc same firmy pilnowałyby bezpieczeństwa swoich produktów (...)

Tu znowu dodam: pod warunkiem rzetelnego funkcjonowania sądownictwa. Istnieje też coś takiego jak obsługa prawna firm, ubezpieczenia, zabezpieczenia finansowe, outsourcing badań i przerzucanie odpowiedzialności. Rodzi się więc pytanie: jak dobrego prawnika będzie miał zmarły i jak dobrego prawnika będzie miała firma? Jeśli przyjmie się naiwne założenie, że firma nie bierze pod uwagę ryzyka prawnego, to zapewne masz rację. Jeśli jednak kalkuluje ona ryzyko prawne, może być tak, że te parę zgonów i tak się opłaci i środki na pokrycie ryzyka zostaną wyasygnowane już na etapie wprowadzania produktu.

Wreszcie - w kwestii własnego zgonu rewanż w formie "zabicia osoby prawnej" i pozostawieniem osób fizycznych czerpiących z mojego zgonu korzyści nietkniętych uważam za godny powód do straszenia po nocach.

Oczywistego argumentu: "to super, że po zgonie Twoim i Twoich dzieci firma pójdzie z torbami!" nie podniosę, bo to cios poniżej pasa. Sugeruję jednak nie ignorować tego argumentu zupełnie, bo odzwierciedla on potrzebę poczucia bezpieczeństwa. Potrzeba bezpieczeństwa wyraża się tu w oczekiwaniu istnienia widocznych działań zapobiegawczych przed pojawieniem się zgonów a nie tylko działań represyjnych po ich pojawieniu.

Dlatego podkreślam konieczność istnienia pewnych, preferowanych oddolnych, inicjatyw kontrolnych, rankingowych, oceniających itp.

Przywołujesz też rynek samochodowy. O ile mnie pamięć nie myli pierwszym przypadkiem dowiedzionego kalkulowania zgonów vs zysk były eksplodujące w zderzeniu zbiorniki paliwa pewnej amerykańskiej marki. Firmie wyszło - opłaca się. Dopiero reakcja oddolnych inicjatyw monitorujących grożąca większymi stratami sprzedaży skłoniła firmę do zmiany zdania.

Zauważ też, eksplodujące baterie laptopów i popularne motywy "wezwania do wymiany" zaczęły pojawiać się ledwie parę lat temu. Nie sądzę, byśmy nagle stracili umiejętność dobrego projektowania i dobrych badań. Bardziej skłonię się ku presji czasu (nowy model co 3 miesiące) i rachunkowi - masz nowy model=sprzedajesz. Wezwiesz do wymiany=dbasz o klienta. Wymieni ile - 25%? I tak wychodzisz przed konkurencję, szczególnie zestawiwszy to z pełnym cyklem badań który dla prostego produktu trwa nie rzadko 6 miesięcy i generuje multum poprawek w konstrukcji.

To w kwestii jak bardzo sama kwestia ograniczenia zysku spowodowanego złą opinią motywuje firmy do poprawy jakości.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
23-06-2010 21:21 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>>7. Żeby chronić zabytki
>No faktycznie chronią ino wióry lecą. Zresztą jeśli zabytek jest prywatną własnością to nic urzędnikowi do niego. Moją własność mogę zrównać z ziemią i wystarczającym argumentem na to jest mój kaprys.
Cytat:
Art. 108. 1. Kto niszczy lub uszkadza zabytek, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

USTAWA z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (Dz.U. z 17 września 2003 r., poz. 1568).
23-06-2010 21:40 
 Ocena 1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Dzięki za próbę oświecenia ale nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi. Ja pisałem jak powinno być, a nie jak jest. Co zresztą jasno wynikało z mojej wypowiedzi. Widać jednak, że każdy widzi to co chce widzieć
23-06-2010 21:44 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>Dzięki za próbę oświecenia ale nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi. Ja pisałem jak powinno być, a nie jak jest. Co zresztą jasno wynikało z mojej wypowiedzi. Widać jednak, że każdy widzi to co chce widzieć
Moim zdaniem powinno być tak, jak jest, a nie tak, żeby każdy kanik mógł sobie kupować kościół Mariacki czy pałac w Krasiczynie i dla kaprysu równał z ziemią.
23-06-2010 21:51 
 Ocena 1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>>Dzięki za próbę oświecenia ale nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi. Ja pisałem jak powinno być, a nie jak jest. Co zresztą jasno wynikało z mojej wypowiedzi. Widać jednak, że każdy widzi to co chce widzieć
>Moim zdaniem powinno być tak, jak jest, a nie tak, żeby każdy kanik mógł sobie kupować kościół Mariacki czy pałac w Krasiczynie i dla kaprysu równał z ziemią.

No ja wiem, żeś czekistka z krwi i kości. Ale załóżmy, że państwo X są właścicielami jakiegoś zabytku od powiedzmy 20 pokoleń. I na dodatek przodkowie państwa X wybudowali ten zabytek i chcesz im zakazać równania go z ziemią? To ich majątek, oni go zrobili, oni opłacali podatki itd. Własność jest święta i kropka.
24-06-2010 10:03 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
No, akurat takim państwu X, co mają zabytek od 20 pokoleń nawet w głowie nie postanie, by go zniszczyć. Oni oprócz zabytku posiadają też klasę i świadomość. Artykuł wymierzony jest raczej w takich parweniuszy, co rozwalą świeżo kupiony XIX-wieczny dworek, żeby sobie na jego miejscu postawić pseudozamek z wieżyczkami.
sztejkat (4743 punktów)
Stąd rozwiązanie jest proste i logiczne: jeśli to naród chce, poprzez reprezentację w formie władz państwowych, chronić dany zabytek to niech go zakupi.

Obecna regulacja stwarza sytuację w której zabytek będący własnością państwa może niszczeć (choć jest to prawnie zakazane we wskazanej przez Ciebie ustawie, istnieją proste obejścia poprzez zmianę klasyfikacji nieruchomości) natomiast przekazany w ręce prywatne od razu dostaje klasę niżej, a nowy właściciel musi go remontować zgodnie z wytycznymi konserwatora. Pewną rekompensatę ograniczenia wolności dysponowania majątkiem stanowi możliwość przyznania dotacji na prace remontowe i konserwatorskie. Jest to jednak jedynie możliwość wobec pewności.

Wydaje mi się też, że wpis do rejestru zabytków nie wymaga zgody właściciela. Skoryguj mnie, jeśli się mylę.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
23-06-2010 13:18 
 Ocena 5 na 5
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Urzędnik jest potrzebny w dużym państwie (więcej niż 50000 mieszkańców powiedzmy), aby wiedzieć, komu dać pieniądze na rozwój matematyki, medycyny, na budowę dróg, na kulturę etc. Czasem jest potrzebny, aby znaleźć osobę, która będzie wiedzieć powyższe. Nie myśl sobie, że wolny człowiek z kasą wie, na co przeznaczyć swoje pieniądze, nawet gdy ma jak najlepsze intencje.

Urzędnik jest potrzebny, aby wdrażać prawa regulujące złożone życie współczesnego państwa. Czynienie urzędnika samym złem to taka współczesna bajka. Spójrzmy na historię. Choćby na terytorium współczesnego Egiptu i Iranu. Ile razy zdarzały się tam podboje. I jak cenni byli lokalni urzędnicy. Dlaczego? Dla kaprysu, z czystego lenistwa, z tolerancji? Nie - to nie taka prosta sprawa. Urzędnicy są bardzo istotnym elementem rozwiniętego państwa. I żeby nie było wątpliwości - nie jestem urzędnikiem i ostatnimi czasy mogę tylko i wyłącznie narzekać na urzędników. Ale wiem, że są bardzo potrzebni i żaden Korwin Mikke nie przekona mnie swoimi ludowymi mądrościami, abym myślał inaczej.

Weźmy na przykład naukę. Jeszcze do niedawna nie miałem pojęcia, jak ważne są akceleratory. Gdybym był bogaczem w państwie Korwina Mikke i chciał nawet dotować rzeczy niepraktyczne, prawdziwą Naukę, chciałbym pewnie lotu na Marsa, przedłużenia życia, klonowania etc. Więc dałbym pieniądze na kosmodrom, superszpital, czy instytut klonowania. Co by mnie obchodził jakiś podejrzanie wielki drut wkopany w ziemię? Albo jacyś szaleńcy, którzy uparli się, że szukają najstarszych skał na ziemi? Itp. itd. Nie jestem nawet w stanie wymienić rzeczy, które wydają się pozornie nieistotne, a mają przeogromne znaczenie dla wielu działów nauki i przynoszą zyski, ale niekiedy po dziesięcioleciach. Od tego, między innymi, są urzędnicy. Od tego są uczelnie, ich rankingi, sposób organizacji, sposób wymiany, sposób międzynarodowego korzystania z osiągnięć poszczególnych ośrodków etc. Od tego są stypendia, komisje rozpatrujące wnioski, całe mrowie różnych regulacji, przepisów, zastrzeżeń etc. I oczywiście, cały ten chaos działa niekiedy bardzo kulejąco, zdarzają się przejawy bezczelnej wręcz korupcji, ale żaden Korwin Mikke mi tego nie zastąpi.
23-06-2010 13:54 
 Ocena 2 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>Urzędnik jest potrzebny w dużym państwie (więcej niż 50000 mieszkańców powiedzmy), aby wiedzieć, komu dać pieniądze na rozwój matematyki, medycyny, na budowę dróg, na kulturę etc. Czasem jest potrzebny, aby znaleźć osobę, która będzie wiedzieć powyższe. Nie myśl sobie, że wolny człowiek z kasą wie, na co przeznaczyć swoje pieniądze, nawet gdy ma jak najlepsze intencje.
>Urzędnik jest potrzebny, aby wdrażać prawa regulujące złożone życie współczesnego państwa. Czynienie urzędnika samym złem to taka współczesna bajka. Spójrzmy na historię. Choćby na terytorium współczesnego Egiptu i Iranu. Ile razy zdarzały się tam podboje. I jak cenni byli lokalni urzędnicy. Dlaczego? Dla kaprysu, z czystego lenistwa, z tolerancji? Nie - to nie taka prosta sprawa. Urzędnicy są bardzo istotnym elementem rozwiniętego państwa. I żeby nie było wątpliwości - nie jestem urzędnikiem i ostatnimi czasy mogę tylko i wyłącznie narzekać na urzędników. Ale wiem, że są bardzo potrzebni i żaden Korwin Mikke nie przekona mnie swoimi ludowymi mądrościami, abym myślał inaczej.
>Weźmy na przykład naukę. Jeszcze do niedawna nie miałem pojęcia, jak ważne są akceleratory.

Voodoo 2 to był faktycznie dobry akcelerator.

Gdybym był bogaczem w państwie Korwina Mikke i chciał nawet dotować rzeczy niepraktyczne, prawdziwą Naukę, chciałbym pewnie lotu na Marsa, przedłużenia życia, klonowania etc. Więc dałbym pieniądze na kosmodrom, superszpital, czy instytut klonowania.

No i o to właśnie chodzi. Że wydajesz własną kasę na to co sobie chcesz.

Co by mnie obchodził jakiś podejrzanie wielki drut wkopany w ziemię? Albo jacyś szaleńcy, którzy uparli się, że szukają najstarszych skał na ziemi?

Acha czyli jesteś za wydawaniem nie swojej kasy na to, co Tobie wydaje się słuszne. Ciekawa koncepcja. Po pierwsze wiesz lepiej co słuszne, po drugie wydasz na to nie swoją kasę. No cóż prawdziwy z Ciebie czekista.

Itp. itd. Nie jestem nawet w stanie wymienić rzeczy, które wydają się pozornie nieistotne, a mają przeogromne znaczenie dla wielu działów nauki i przynoszą zyski, ale niekiedy po dziesięcioleciach.

Póki co, w Polskiej nauce istnieje poważny problem, iż darmozjady siedzą i wymyślają głupoty na których nie można nic zarobić. Wybacz, że są myślący ludzie i nie chcą płacić na coś z czego nic nie wynika. Nikt nie żyje za dziesięciolecia tylko żyje się tu i teraz. Jeśli robię inwestycję oczekuję zwrotu niebawem nie za 50 lat, bo za 50 lat to już mnie nie będzie.

Od tego, między innymi, są urzędnicy. Od tego są uczelnie, ich rankingi, sposób organizacji, sposób wymiany, sposób międzynarodowego korzystania z osiągnięć poszczególnych ośrodków etc.

To już jest jakieś bla bla bla bez ładu i składu. Nawet nie wiem jak to skomentować.

Od tego są stypendia, komisje rozpatrujące wnioski, całe mrowie różnych regulacji, przepisów, zastrzeżeń etc. I oczywiście, cały ten chaos działa niekiedy bardzo kulejąco, zdarzają się przejawy bezczelnej wręcz korupcji, ale żaden Korwin Mikke mi tego nie zastąpi.

No takich głupot to faktycznie Ci nie zastąpi .
23-06-2010 14:03 
 Ocena 2 na 4
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>Urzędnik jest potrzebny w dużym państwie (więcej niż 50000 mieszkańców powiedzmy), aby wiedzieć, komu dać pieniądze na rozwój matematyki, medycyny, na budowę dróg, na kulturę etc.

Urzędnik nie jest od tego aby dawać komuś pieniądze, tym bardziej, że wcześniej musi je komuś zabrać. Co za myślenie. Skąd Ty się urwałeś chłopie?

Czasem jest potrzebny, aby znaleźć osobę, która będzie wiedzieć powyższe. Nie myśl sobie, że wolny człowiek z kasą wie, na co przeznaczyć swoje pieniądze, nawet gdy ma jak najlepsze intencje.
>

Rozbrajająco jesteś szczery. Nie wiem na co przeznaczyć własne pieniądze. Dobre. Teraz to mnie rozbawiłeś. Ale na szczęście mamy Ciebie i innych czekistów, którzy wiedzą na co wydać bogaczowe pieniądze.

Czyli ja będę zapierdzielać i zarabiać kasę, a Ty wraz z czekistami zabierzecie mi moją kasę i wydacie na słuszne w swoim mniemaniu cele. No pięknie.
23-06-2010 15:37 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mówię o pieniądzach, które biznesmeni mieliby przeznaczać na rozwój państw w których mieszkają, gdyby aparat podatkowy i urzędniczy był ograniczony do absolutnego minimum. Oczywiście, że biznesmeni mają nikłe pojęcie o potrzebach nauki, społeczeństwa i edukacji. A nawet, jak któryś z nich jest pasjonatem państwowości i rządzących nią mechanizmów, to chyba żaden człowiek na ziemi nie jest w stanie tego wszystkiego ogarnąć.

Oczywiście sfera socjalna też się opłaca wszystkim. Kraj podzielony na slumsy i warowne zamki multimilionerów to horror, którego należy unikać. Feudalizm już był.
23-06-2010 20:33 
 Ocena 3 na 3
Satyr (4285 punktów)
>Oczywiście, że biznesmeni mają nikłe pojęcie o potrzebach nauki, społeczeństwa i edukacji.

A niby urzędnik doskonale wie, na jakie badania naukowe jest akurat potrzebna kasa? TO jakieś żarty chyba...

Jak światek naukowców nie powie urzędnikowi na co trzeba wydać pieniądze, to ów urzędnik figę sam zadecyduje. I dobrze, bo jak sam decyduje to zwykle są to idiotyczne decyzje. Vide: sytuacja w Polsce, gdzie w zawodówkach i technikach trzyma się 20-letnich oprychów i pitoli im "Stepy akermańskie" mimo, że ich zainteresowanie literaturą ogranicza się do Playboy'a. Skala urzędniczego kretynizmu przełamuje tu wszelkie bariery rozsądku, utrzymujemy kilkanaście wydziałów filozofii, socjologii, różnych europeistyk i tym podobnych cudów mimo, że produkują zawodowych bezrobotnych. Setki tysięcy ludzi, którzy od 15-go roku życia powinni uczyć się fachu trzyma się w szkolnych ławkach i tłumaczy subtelności poezji barokowej tylko dlatego, że jakiś utopista wymyślił, że wszyscy mają być uczeni jak Sherlock Holmes... To jest paranoja, której dobrowolnie żaden z tych wszechwiedzących urzędników nie finansowałby, jeśli miałyby na to iść jego prywatne pieniądze.

Fakty wyglądają tak, że urzędnik nie ma pojęcia jak wydawać pieniądze na naukę. Jakby wiedział, to by był naukowcem. To światek naukowy wewnętrznie decyduje o tym, co to jest "nauka" i równie dobrze może pozyskiwać pieniądze od sponsorów, mecenasów albo po prostu zainteresowanych potencjalnymi korzyściami biznesmenów.

Pozdrawiam
23-06-2010 22:20 
 Ocena 3 na 3
jankw (453 punktów)
Czytam tak tego Twojego posta, czytam... i nie wiem, co chciałeś przekazać. Nieukierunkowane wylewanie żali nie jest sposobem na prowadzenie dyskusji, bo... nie ma tu właściwie z czym dyskutować. Z badań przeskakujesz na zawodówki, z zawodówek na uczelnie, potem na szkolnictwo w ogóle i w końcu znowu na badania. Pomieszanie z poplątaniem.

Podsumowując Twoją wypowiedź: System ma wady. Brawo - nigdy bym się nie spodziewał!

Na marginesie: światek naukowy nie może pozyskiwać funduszy "równie dobrze" od sponsorów, mecenasów i biznesmenów, ponieważ wymyślanie pożytecznych wynalazków to jedynie mały fragment działalności wszystkich naukowców. Doprowadziłoby to do sytuacji, w której realizowane byłyby jedynie projekty zyskowne, atrakcyjne dla mediów, lub po prostu niewielkie programy, na które udałoby się uciułać parę groszy. Nawet w USA od zawsze przyznawano państwowe granty, a tutaj, w Polsce nagle znaleźliby się bogacze gotowi wydać nie wiadomo ile... błagam, to nie jest nawet śmieszne...
23-06-2010 22:51 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)

Udział środków przeznaczanych na szkolnictwo wyższe w Polsce to ok. 0,85% PKB. To niewiele i nie byłoby kłopotów z zebraniem takiej kasy w inny sposób niż państwowa interwencja. Szczególnie, jakby tysiące ludzi, których siły są marnowane "oświeconymi" decyzjami państwa, zaczęło wytwarzać towary i usługi, zamiast siedzieć i wysłuchiwać "Sonetów krymskich", o których zapomną przy najbliższym piwie.

Dotowanie przez państwo dziesiątków zbędnych wydziałów sprawi, że tysiące obecnych studentów ktoś będzie musiał utrzymać, bo oni sami nie będą potrafili robić niczego pożytecznego. Naprawdę nie potrzebujemy budowlańców, fryzjerów, tylko kilkuset nowych kulturoznawców czy socjologów rocznie? To samo uczniowie, tracący czas na lekcjach o uprawach rolnych w Kuala Lumpur. Kto za to zapłaci?

Trudno spekulować, jak potoczyłyby się losy nauki, gdyby nie rola państwa. Jedno jest pewne, co widać na patologicznych efektach systemu edukacji: gigantyczna ilość sił i możliwości idzie na zmarnowanie. Bo tak zarządził urzędnik. Ty nazywasz to "wadą systemu"... Dla mnie to jest systemowa patologia, a nie wada, i zapłacimy za to wszyscy, bo za te tysiące ludzi ktoś będzie musiał płacić rachunki. Czemu w bogatym państwie biznes nie miałby przeznaczać pieniędzy na naukę choćby dla prestiżu? Wszelkie dywagacje z góry negujące taką możliwość są zupełnie nieuprawnione.

Pozdrawiam
23-06-2010 23:08 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

>Naprawdę nie potrzebujemy budowlańców, fryzjerów, tylko kilkuset nowych kulturoznawców czy socjologów rocznie?

   Wychodzisz z błędnego założenia, że wykształcenie, nieważne - podstawowe, średnie czy "wyższe" - wystarcza na całe życie. Jeśli je cofniesz, to bez trudu zauważysz, że większość kulturoznawców bez większego trudu może zostać fryzjerami, a większość fryzjerów, żeby nie wiem jak się trudziło, kulturoznawcami nie zostanie.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
23-06-2010 23:17 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>... większość fryzjerów, żeby nie wiem jak się trudziło, kulturoznawcami nie zostanie.

   No tak, i jak tu bez takiego kulturoznawcy żyć?
   I kto powie, jak się na takiej, dajmy na to, kulturze jednej z drugą poznać, no jak?

   Smutek, panie, smutek i Armagedon.

   Pozdrawiam.
23-06-2010 23:29 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)

>Jeśli je cofniesz, to bez trudu zauważysz, że większość kulturoznawców bez większego trudu może zostać fryzjerami,

A co z pieniędzmi straconymi na ich kształcenie? A co z czasem, który owi ludzie (i gospodarka) bezpowrotnie tracą?

Nie byłbym też taki pewien, że się kulturoznawca szybko przerzuci na spawanie metalowych konstrukcji. Pomijam już kwestię zdobywania uprawnień do pracy w wielu zawodach, to ta wygląda podobnie jak za rządów Mussoliniego albo średniowiecznych cechów. Fakty są takie, że mamy pełno bezrobotnych magistrów i jakoś ciężko im idzie nauka od podstawy nowych kwalifikacji. Tak gigantyczny system celowego marnotrawienia środków jaki funkcjonuje w Polsce musi się skończyć źle.

Można mieć fach w ręku a jednocześnie do dobrej książki zajrzeć lub do teatru. Tylko po co od razu studia?

Pozdrawiam
24-06-2010 00:31 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Można mieć fach w ręku a jednocześnie do dobrej książki zajrzeć lub do teatru.

   Jeśli jednocześnie, to faktycznie, studia niepotrzebne. Ale to się zdarza rzadko. A zdziwiłbyś się w jakich miejscach potrafią pracować ludzie po filozofii.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Satyr (4285 punktów)
>A zdziwiłbyś się w jakich miejscach potrafią pracować ludzie po filozofii.

Myślę, że bym się nie zdziwił
Sam dla przyjemności studiuję tę szanowną aczkolwiek ekstremalnie niepraktyczną sztukę maltretowania umysłu i ducha. Z tego co widzę, to jest tu grupa osób, które sobie w życiu poradzą, większość jednak skończy na garnuszku u rodziców albo marnej robocie za 1000 zł... Takie mam wrażenie obserwując ich podejście do obowiązków itp. Oczywiście, to tylko wrażenie.

Ideałem jest jeden koleś, który studiuje filozofię a jednocześnie obsługuje jakąś koparkę kilkanaście godzin w tygodniu i ma z tego ładną sumkę. Wielu jednak po prostu przedłuża sobie dzieciństwo.

Pozdrawiam
24-06-2010 09:06 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
>Fakty są takie, że mamy pełno bezrobotnych magistrów i jakoś ciężko im idzie nauka od podstawy nowych kwalifikacji.
Jeżeli w wieku 23-25 lat ciężko im idzie nauka nowych kwalifikacji, to znaczy, że owych kwalifikacji nie potrafiliby zdobyć również w wieku lat 17-18, bo się do tego po prostu nie nadają.
24-06-2010 09:41 
 Ocena 5 na 5
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>A co z pieniędzmi straconymi na ich kształcenie? A co z czasem, który owi ludzie (i gospodarka) bezpowrotnie tracą?
Nie ma straconych pieniędzy tam gdzie mowa o wykształceniu. Oczywiście za wyjątkiem teologii. Wykształcone społeczeństwo jest wartością bezcenną.
To z niewiedzy rodzi się populizm, zabobony, szarlataneria...
>Nie byłbym też taki pewien, że się kulturoznawca szybko przerzuci na spawanie metalowych konstrukcji.
Nauczy się tego szybciej niż ktoś kto skończył tylko gimnazjum.
>Fakty są takie, że mamy pełno bezrobotnych magistrów i jakoś ciężko im idzie nauka od podstawy nowych kwalifikacji. Tak gigantyczny system celowego marnotrawienia środków jaki funkcjonuje w Polsce musi się skończyć źle.
Znam magistra filozofii, który jako bezrobotny zajął się sprzątaniem: mycie okien, sprzątanie klatek schodowych itd. Teraz zatrudnia 30 ludzi.
Zarabia i płaci podatki.
24-06-2010 12:50 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
> .. większość kulturoznawców bez większego trudu może zostać fryzjerami, a większość fryzjerów, żeby nie wiem jak się trudziło, kulturoznawcami nie zostanie.

Podobnie większość fizyków może zostać urzędnikami biur patentowych, a raczej żaden urzędnik, choćby nie wiadomo jak się trudził, nic istotnego do fizyki nie wniesie.
24-06-2010 00:25 
 Ocena 2 na 2
jankw (453 punktów)
>Udział środków przeznaczanych na szkolnictwo wyższe w Polsce to ok. 0,85% PKB. To niewiele i nie byłoby kłopotów z zebraniem takiej kasy w inny sposób niż państwowa interwencja.

Uczelnie też miałyby się utrzymywać z dotacji sponsorów? Mam nadzieję, że to nieporozumienie. Poza tym, nawet jeśli ofiarodawcy pokryliby tę kwotę, nic by to nie zmieniło, bo bez znacznego zwiększenia nakładów nie ma co mówić o prawdziwym rozwoju, byłoby to wsparcie bardzo niestabilne, niosące niebezpieczeństwo wywierania nacisków... szkoda nawet pisać...

>Dotowanie przez państwo dziesiątków zbędnych wydziałów sprawi, że tysiące obecnych studentów ktoś będzie musiał utrzymać, bo oni sami nie będą potrafili robić niczego pożytecznego.

Nigdy nie kwestionowałem tego, że nasze szkolnictwo działa słabo. Mówiliśmy o badaniach, a to inna sfera. Ale zgoda, wystarczyłoby zmniejszyć uzależnienie dotacji od liczby studentów. Nie po to, by wykosić prawie wszystkich, ale by usunąć zjawisko przepuszczania nierobów ze względu na utrzymanie wydziału. Poziom wzrósłby z całą pewnością, a i środki by się zwolniły. Nie ma jednak czegoś takiego jak "niepotrzebny" wydział, ponieważ on nie tylko uczy studentów, ale też prowadzi własne badania. Każdy.

>Czemu w bogatym państwie biznes nie miałby przeznaczać pieniędzy na naukę choćby dla prestiżu?

Bo to zbyt poważna rzecz, by uzależniać ją od widzimisię sponsora, który - nie oszukuj się - nigdy nawet nie pomyśli o finansowaniu czegoś, co nie przyniesie reklamy, czy innych zysków. Pisałem już wyżej, co by było sponsorowane. A każda bez wyjątku gałąź nauki jest ważna. Można marzyć o filantropach, którzy bez mrugnięcia okiem będą wykładać miliony na nie wiadomo co, ale to właśnie takie marzenia są nieuprawnione, gdy mówimy o realnym problemie.
24-06-2010 05:38 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie zauważasz, że zarówno kulturoznawcy, jak i socjologowie etc., nakręcają zapotrzebowanie społeczne i współtworzą nowe produkty. Produkt to nie są tylko cegły wiezione tirem. Produkt to także dokładny przewodnik po Paryżu, wzbudzenie zainteresowania architekturą, muzeami, przyrodą morską. Produktem jest promowanie innych kultur, dostarczające chęć do zakupów, możliwość zmiany linii projektowej ciuchu, czy ciateczek, a także temat do filmów, książek, parków rozrywki etc. Gdy życie sprowadza się do jedzenia, seksu i spania, konsument staje się amebą. Etnografowie, filozofowie, historycy sztuki dostarczają konsumentowi inne tematy. Dają mu chęć do wyjścia z domu.

Ty kompletnie nie widzisz zasady funkcjonowania państwa. Nie sądź, że biznesmen sobie wymyśli przewodnik, gdy nie będzie mógl skorzystać z pracy historyka sztuki. Nie sądź, że ktokolwiek pojedzie do miasta, o którym wiadomo tylko tyle, że są w nim banki.

A ten nieszczęsne "Sonety Krymskie", które przytoczyłeś... Nie wiem, czy zauważyłeś, ale wiele produktów odwołuje się do takich pobieżnie przyswojonych obrazów polskości. Wódka Szopen, jacyś janosikowie, panowie szlachta, dworek z kolumienkami. Powiesz, że seriale. Ale seriale też muszą powstać na jakiejś bazie. Bez tego będziesz miał tylko Modę na Sukces i modelki reklamujące szynkę, bo wzorów na ubrania, kosmetyki, biżuterię nie weźmiesz z powietrza. Aby rynek nie zamarł, muszą powstawać nowe, atrakcyjne mody. A te mody muszą nawiązywać do rzeczy atrakcyjnych. WIdziałeś kiedyś jakieś kolekcje nazywające się - "zjadłam/em", "moja dupa", "mam włosy"? Nie, masz Monet, Picasso, Mona Lisa, etc. Zdarzają się też nawiązania na przykład do sportu, ale przecież gdyby sport ograniczył się tylko do generujących zyski zawodowców, nikogo by to nie obchodziło. Równie dobrze mogliby słuchać tureckiego kazania.

I tak dalej, i tak dalej... Można ciągnąć tak w nieskończoność, bo nie wiadomo od czego zacząć i na czym skończyć. Biznesmeni korzystają z pracy etnologów, filozofów, historyków sztuki, geografów, matematyków, biologów, etc. Korzystają bardzo mocno i nic im nie płacą. I nie dzieje się to na bazie umowa - zlecenie. Picasso żył niemal wiek temu. I ile wokół niego się kręci. Ile marek, produktów. Pomyśl sobie, że dziś tutaj też żyje jakiś Pisasso i dopiero za półwieku stanie się oczywistym generatorem zysków. Możesz powiedzieć - ok, był Picasso, niech zostanie, teraz bądźmi skrajnymi liberałami. Tylko to, co było, natychmiast się znudzi. To co było trwa, dlatego, że jest oglądane na coraz to nowe sposoby. I jest to zasługą na przykład antropologów, historyków sztuki etc.

Mam nadzieję, że teraz nastąpi chwila na refleksję. Nie płaciłeś mi za tą wypowiedź, a czuję, że odwaliłem kawał dobrej roboty
24-06-2010 05:20 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Znakomicie odpowiedziałeś za mnie . Bo dla mnie ultraliberalizm jest tak absurdalny, że zaczynam się jąkać z zażenowania. Dzięki .

Drogi Satyrze (gdyby już był Korwinowy ultraliberalizm, nigdy byś się nie dowiedział, co to znaczy "Satyr", bo przecież "po cholerę komu" mitologia antyczna (to nic, że inspiruje architekturę, literaturę, muzykę nieprzerwanie od 2700 lat)). Miałbyś też szansę być analfabetą. Laptop by się nie pojawił, bo choć Windows to rzeczywiście ostry liberal, to już dos nie tak bardzo (a Windows to był dłuuuugo taki szaliczek na dos), zaś same komputery to była inicjatywa jak najbardziej państwowa (brytyjska) podkręcona przez wojnę. Nieważne - chciałem ci tylko powiedzieć, iż w pełni zgadzam się z wypowiedzią jankw i nie dodaję swojej, bo ta jest świetna.
24-06-2010 19:37 
 Ocena 2 na 2
Appenzeller (3118 punktów)
Można by tu po cichu dodać, że zanim powstała Krzemowa Dolina, rząd amerykański przez wiele lat wkładał pieniądze w badania podstawowe. A potem zaczęły działać prywatne firmy.


Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
24-06-2010 19:54 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
Jednak rozbudowany fiskalizm nie jest równoważny z mądrym wydawaniem pozyskanych w ten sposób środków.

Tak też po cichu dodając - wedle mojej pierwszy tranzystor wyszedł "przez przypadek". Projektowano tranzystor polowy - wyszedł działający "w drugą stronę" bipolarny. I fakt, że nikt nie wiedział zbyt dobrze jak on działa nie przeszkodził we wprowadzeniu go do produkcji.

Z moich skromnych kontaktów z amerykańskim biznesem widzę, że ich model postępowania to: "wyprodukować coś co z grubsza działa i od razu sprzedawać". O dobrym działaniu pomyśli się kiedyś tam, jak przydusi potrzeba.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
24-06-2010 19:19 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>(...)Z tym 15% to nie byłbym pewien czy tak jest na pewno. Kilka dni temu przeglądałem w necie informacje na temat różnych krajów europejskich i zdaje się, że w jakimś VAT był mniejszy niż 15. Obawiam się, że to tylko propaganda z tym 15 aby po prostu grabić obywatela niby, że w imieniu UE.(....)

Dla ciekawości postanowiłem odszukać treść traktatu akcesyjnego. Na stronach sejmu jest, ale bez załączników. Na stronach ośrodka informacji europejskiej - nieaktualne linki do załączników. Wreszcie: www.msz.gov.pl/Traktat,Akcesyjny,1595.html ukrywa pod niczym nie wyróżnionymi fragmentami tekstów odnośniki do rozdziałów traktatu w formacie Microsoft Office.

Jest to razem ponad 4800 stron. Przy czym, o zgrozo, większość z nich to wykaz zmian i warunków stosowania innych dyrektyw UE.

No, ale nic to. Załącznik

www.msz.go(*)wis/61-annex xii.pl3_864.doc wreszcie gdzieś tam przywołuje VAT i dyrektywę 77/388/EWG.... którą do tego czasu zdążono zastąpić dyrektywą DYREKTYWA 2006/112/WE :

www.google(*)CNEW4t4d9dmWKLfWoVUUGQ47VEEBEg

gdzie wreszcie daje się odnaleźć:

Cytat:

(...)
Artykuł 97
1. Od 1 stycznia 2006 r. do 31 grudnia 2010 r. stawka
podstawowa nie może być niższa niż 15 %.
2. Zgodnie z art. 93 traktatu Rada ustala poziom stawki
podstawowej, która będzie stosowana po 31 grudnia 2010 r.
(...)
1. Państwa członkowskie mogą stosować jedną lub dwie stawki
obniżone.
2. Stawki obniżone mają zastosowanie wyłącznie do dostaw
towarów i świadczenia usług, których kategorie są określone
w załączniku III.
(...)
1. Stawki obniżone określane są jako procent podstawy
opodatkowania, który nie może być niższy niż 5 %.
(...)


Jeśli to jest PROSTY podatek.... Jego OGÓLNA SPECYFIKACJA (bo tak należy rozumieć wszystkie dyrektywy) zajmuje 100 stron w dwu szpaltach.

Swoją drogą nasze władze mogłyby się dużo staranniej przyłożyć do udostępniania aktów prawnych w formie elektronicznej.

Wnioski:
Tak, to przepisy UE ograniczają podstawową stawkę VAT do co najmniej 15%. Za wyjątkiem wybranych grup towarów i usług, na które można stosować niższy VAT, choć za diabła nie wiem jaki ("procent podstawy opodatkowania").


Innymi słowy: Korwin traktat akcesyjny przeczytał.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
24-06-2010 19:54 
 Ocena 2 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Twardziel z niego .
27-06-2010 00:15 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>Twardziel z niego .

Nie. Rzetelny polityk. Myślę, że dobrym pytaniem do polityków byłoby: "podaj numer dyrektywy unijnej określającej minimalną stawkę VAT". Ciekaw jestem, ilu z nich potrafiłoby udzielić odpowiedzi. Dałoby to nam istotną informację o tym, jak poważnie traktują oni prawo, w którego stanowieniu i aplikowaniu sami biorą przecież udział.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie zgadzam się z Korwinem. Traktuje zjawisko marginesowe jako padstawę działania państwa. Jednocześnie udaje ekonomistę. Ciekaw też jestem, dlaczego nie dodał zjawiska oszukiwania na wypłacie pensji pracownikom? Nie pasuje do ideologii? Swoją drogą jestem ciekaw skąd czerpie dochody. Bo jeśli pobiera opłaty za swoje banialuki, to trochę nas oszukuje.
24-06-2010 19:44 
 Ocena 1 na 1
Appenzeller (3118 punktów)
>Nie zgadzam się z Korwinem. Traktuje zjawisko marginesowe jako padstawę działania państwa. Jednocześnie udaje ekonomistę. Ciekaw też jestem, dlaczego nie dodał zjawiska oszukiwania na wypłacie pensji pracownikom? Nie pasuje do ideologii? Swoją drogą jestem ciekaw skąd czerpie dochody. Bo jeśli pobiera opłaty za swoje banialuki, to trochę nas oszukuje.
Żyje ze swojego systemu poglądów*. Z tego co pisze. Znaczy, jest czytany.
----
*) Taki był tytuł artykułu o Kuroniu w Sztandarze Młodych w 81 roku. Gdzieś mam ten numer. Kuroń, to był wtedy ekstremista . Jak ta historia chichocze.


Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365