Niezwykle rozbawił mnie fakt istnienia kaplicy wielowyznaniowej na stadionie. Jak w starozytności, gdy Rzymianie podbijali greckie miasta, nie niszczyli świątyń, tylko patrzyli na posągi: o ten podobny do naszego, ewentualnie dostawiali jakąś nową rzeźbę, aby zadowolić wszystkich bogów - nikomu do głowy by nie przyszło spierac się o takie rzeczy "olimpijskie", ani tym bardziej za nie umierać. Przypominam jednak, że wszystkich bogów nie da sie zaspokoić, a można nawet rozpętac niezłą wojnę na błyskawice, bo stawiamy bogów w niezrecznej sytuacji, w jednym kącie np. Niemiec protestant będzie się modlił Panie dokop Anglikom, a z drugiej Anglik: Panie dokop Niemcom, itd. jest tam ponoc kilka ołtarzy. Ci wszyscy bogowie będa chcieli się dobrze zaprezentować, zaimponować swoim poddanym, którzy ich tak dobrze opłacają, pokazac przewagę, i co wtedy? W starozytnym Rzymie wojna bogów trwała 10 lat i doprowadziła do gigantomachii. Nie jestem zatem pewna czy kaplica wielowyznaniowa to dobry pomysł. Osobiście uważam, że bogowie powinnni być przyporządkowani terytorialnie, by nie wchodzic sobie w kompetencje - zwłaszcz jeśli w grę wchodzą sprawy olimpijskie. |