 |
Osobliwości i "osobliwości" języków obcych Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kultura
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-07-2010 18:04 | Ocykan (3528 punktów) | Osobliwości i "osobliwości" języków obcych
18 na 18 | Mój siostrzeniec, który uczy się kilku języków obcych, od czasu do czasu informuje mnie o ich osobliwościach. Najczęściej jednak są to osobliwości pozorne, gdyż występują one (lub do niedawna występowały) również w języku polskim. Parę dni temu nasz poliglota "zaskoczył" mnie informacją, że w języku niemieckim dziewczyna ( Mädchen) jest rodzaju nijakiego, co wydało mu się bardzo śmieszne. Tymczasem to ani nic śmiesznego, ani dziwnego. Obecnie niemiecki wyraz Mädchen tłumaczymy na polski jako dziewczyna, jednak stosunkowo nie tak dawno tłumaczono go jako dziewczę, który to rzeczownik jest również rodzaju nijakiego ( to dziewczę). Zresztą nie tylko młode osoby płci żeńskiej były (pod względem gramatycznym) rodzaju nijakiego. Trochę dawniej dotyczyło to również młodych osobników płci męskiej ( chłopię). Z czasem chłopię zmieniło się chłopca lub chłopaka a dziewczę w dziewczynę lub dziewczynkę, zmieniając tym samym swój rodzaj (odpowiednio) na męski lub żeński. Dzisiaj zaś zostałem poinformowany o "osobliwości" języka angielskiego. Kiedy Anglik mówi dokąd idzie, zawsze używa okolicznika miejsca ( to, onto, into, at). No, prawie zawsze... Bo kiedy idzie do domu, mówi I'm going home (bez żadnego okolicznika). Polacy mówią Idziemy do domu. Jednak jeszcze nie tak dawno mówili Idziemy doma. Zresztą niektórzy do dziś tak mówią, taka forma występuje w niektórych gwarach. Jednak naszemu poliglocie udało się mnie zaskoczyć. Zwrócił mi mianowicie uwagę na pewną osobliwość języka rosyjskiego. W większości języków europejskich czasowniki być i mieć pełnią funkcję podstawową. Szczególnie jest to widoczne w języku angielskim, ale w innych też. Tylko nie w rosyjskim. Rosjanie mają wprawdzie czasownik być ( byt'), ale traktują go "po macoszemu". Używają go w czasie przeszłym i przyszłym ( Moj otiec był inżenierom i ja toże budu inżenierom. W czasie teraźniejszym jednak pomijają go. Gdy Rosjanin chce powiedzieć, że jest inżynierem, powie Ja inżenier. Trochę inaczej (choć też osobliwie) jest z czasownikiem mieć. W rosyjskim on też występuje ( imiet'), jednak gdy Rosjanin chce powiedzieć, że miał mnóstwo forsy, powie U mienia było mnogo dienieg. Może właśnie przez tę osobliwość językową (Rosjanin nigdy nic nie miał, najwyżej coś u niego było) udało się tam wprowadzić kolektywizację w tak szerokim zakresie? Gramatyka mogła się spleść z mentalnością.  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
6 na 6 | sztejkat (4743 punktów) | Co do osobliwości: na ile sposobów Japończyk może powiedzieć: "ja". pl.wikipedia.org/wiki/Japońskie_zaimkiŻartem zaś co do wpływu języka na ludzi... obserwując angielki można zauważyć wpływ języka angielskiego na występowanie przodozgryzu  Bardziej serio, wydaje mi się, że rzeczywiście język ma wpływ na to jak się zachowujemy i jak myślimy. Mam tą wątpliwą przyjemność czytać multum dokumentów w języku angielskim. I zauważam u siebie, że w języku polskim lepiej formułuję ogólne koncepcje i pomysły. Zaś o szczegółach realizacyjnych zdecydowanie sprawniej myśli mi się werbalizując po angielsku. Zapewne jednak wynika to nie tyle ze specyfiki języka co ze specyfiki mojego z nim kontaktu. Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
 | 6 na 6 | Ania... (14138 punktów) | > I zauważam u siebie, że w języku polskim lepiej formułuję ogólne koncepcje i pomysły. Zaś o szczegółach realizacyjnych zdecydowanie sprawniej myśli mi się werbalizując po angielsku. Zapewne jednak wynika to nie tyle ze specyfiki języka co ze specyfiki mojego z nim kontaktu.Również to zauważam. Ja pracuję z tekstami źródłowymi - a więc 99,99% angielskojęzyczne. Aby opublikować coś konkretnie, również niezbędny jest angielski tekst, bo po co komu polski. No i punktacja inna  No, ale - o ile zarys pracy zaczynam często pisać po polsku, o tyle faktyczny tekst często łatwiej pisze mi się po angielsku. Język jest bardziej precyzyjny, łatwiej też się odmienia, no i te cudowne "użyteczne" słowa. Zauważyłam też, że nawet mając przygotowany tekst polskojęczny to podczas tłumaczenia tekst się skraca.
|
|
 | 2 na 2 | KarolG (2892 punktów) | > Mam tą wątpliwą przyjemność czytać multum dokumentów w języku angielskim. I zauważam u siebie, że w języku polskim lepiej formułuję ogólne koncepcje i pomysły. Zaś o szczegółach realizacyjnych zdecydowanie sprawniej myśli mi się werbalizując po angielsku. Zapewne jednak wynika to nie tyle ze specyfiki języka co ze specyfiki mojego z nim kontaktu.Hmm, też to zauważyłem u siebie. Myślę, że to wynik tego, że mózg się uczy i tak dostosowuje by zmaksymalizować efektywność. Ostatnio próbowałem napisać jakąś procedurę po polsku. Po angielsku zrobiłbym to 2 razy szybciej, ale raczej nie dlatego, że tak świetnie znam ten język. Po prostu od kilku lat pracuję głównie na angielskojęzycznej dokumentacji, więc brakuje mi sformułowań w języku polskim. Może, źle napisałem, że brakuje. Oczywiście je znam, ale gdy piszę mózg podsuwa mi automatycznie zwrot angielski. Analogiczny polski zwrot muszę wyszukać w zakamarkach pamięci, a to trwa. Pewnie gdybym pracował taką samą ilość czasu na polskiej i angielskiej dokumentacji, to byłbym równie szybki w obu językach, ale może wolniejszy niż teraz. To oczywiście tylko gdybanie. Na szczęście dotyczy to tylko dokumentów technicznych. Przy piwie gadam normalnie  Pozdrawiam
Thank god, I'm the atheist
|
|
|  | 3 na 3 | Ocykan (3528 punktów) | > Thank god, I'm the atheistPięć wyrazów, dwa błędy. Nie jesteś the atheist, tylko an atheist. Żeby być the atheist musiałbyś być jedynym ateistą lub ateistą bardzo znanym, o którym się mówi. W każdym razie bardziej znanym niż Luis Bunuel. Także wyraz god napisałeś błędnie. Powinieneś był napisać God (dużą literą). Mnie możesz nie wierzyć, ale uwierz Bunuelowi i angielskiej wersji Wikipedii: " I am still, thank God, an atheist." en.wikipedia.org/wiki/Luis_Buńuel
|
|
| |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > > Thank god, I'm the atheist> Nie jesteś the atheist, tylko an atheist. Powinieneś był napisać God (dużą literą).To może Thank a god...?
|
|
| | |  | | Ocykan (3528 punktów) | > >> Thank god, I'm the atheist> > Nie jesteś the atheist, tylko an atheist. Powinieneś był napisać God (dużą literą).> To może Thank a god...?  Czyli proponujesz wersję Thank a god, I'm an atheist? Pod względem poprawności językowej bez zarzutu, jednak sens jest inny. Bunuelowi z pewnością o to nie chodziło. Natomiast KarolG może przyjąć taką wersję, jeżeli mu odpowiada. W każdym razie jego oryginalna wersja stopki jest nie do przyjęcia.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | KarolG (2892 punktów) | Hmm. Niestety muszę przyznać, że masz rację. Zmienię z "the" na "an". God, napisałem z małej litery, bo nie miałem zamiaru wyróżniać boga, o którym się pisze dużą i tego nie mam zamiaru zmieniać. Powiem, Ci jednak Ocykanie, że jak ja znajdę błąd u Ciebie, to wyślę Ci maila.
BTW. Nie wziąłem tego z Bunuel'a. Nie znałem cytatu, który podałeś.
Thank god, I'm an atheist
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Ocykan (3528 punktów) | > Powiem, Ci jednak Ocykanie, że jak ja znajdę błąd u Ciebie, to wyślę Ci maila.Nie musisz tego robić. Nie cierpię na przerost ambicji i nie mam nic przeciwko temu aby inni uczyli się na moich błędach. A że Cię uraziłem - przepraszam.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | KarolG (2892 punktów) | Urażony się nie czuję. Po prostu poczułem się głupio, a nie przepadam za tym uczuciem. Ale ok, jeżeli ktoś inny przy okazji skorzysta, to przeżyję ten chwilowy dyskomfort. W sumie się cieszę, że zwróciłeś mi na to uwagę 
Thank God, I'm an atheist
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | zachaj (5239 punktów) |
> W sumie się cieszę, że zwróciłeś mi na to uwagę  Prawidłowa postawa.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > Czyli proponujesz wersję Thank a god, I'm an atheist?
Tak byłoby poprawnie, również politycznie. Bo dlaczego wyróżniać boga chrześcijańskiego, czyli Boga?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | KarolG (2892 punktów) | > > Czyli proponujesz wersję Thank a god, I'm an atheist?> Tak byłoby poprawnie, również politycznie. Bo dlaczego wyróżniać boga chrześcijańskiego, czyli Boga?> Wprawdzie wyżej napisałem co innego, ale wygląda na to, że god też będę musiał zmienić na "God" albo "a god"  No nic, człowiek całe życie się uczy.
Thank God, I'm an atheist
|
|
| | | | | |  | | -jad- (18783 punktów) | > Wprawdzie wyżej napisałem co innego, ale wygląda na to, że god też będę musiał zmienić na "God" albo "a god"  Trzeba było napisać po polsku 
Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
|
|
| | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >dlaczego wyróżniać boga chrześcijańskiego, czyli Boga?
Bo jest bogiem najbardziej "popularnym" (przynajmniej w naszym kręgu kulturowym).
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > > dlaczego wyróżniać boga chrześcijańskiego, czyli Boga?> Bo jest bogiem najbardziej "popularnym" (przynajmniej w naszym kręgu kulturowym).Aha. Ale mówimy o angielskim, więc wkrótce trzeba będzie zmienić na "Thank Allah, I am an atheist".
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Ocykan (3528 punktów) | > mówimy o angielskim, więc wkrótce trzeba będzie zmienić na "Thank Allah, I am an atheist".To już inna historia, nie mieszcząca się w tematyce tego wątku ( Osobliwości i "osobliwości" języków obcych). Chcesz podyskutować o postępującej majoryzacji brytyjskich chrześcijan przez muzułmanów - załóż osobny wątek na ten temat.
|
|
| |  | 2 na 2 | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Pięć wyrazów, dwa błędy. Najgorzej, gdy za języki obce biorą się ignoranci, dla których obcym jest także ich język ojczysty! > (Rosjanin nigdy nic nie miał, najwyżej coś u niego było)[Cytat z postu otwierającego wątek. Poprawnie winno być " niczego nie miał"] > Powinieneś był napisać God (dużą literą). Ten temat był już wałkowany kilkakrotnie - piszemy coś małą lub wielką literą, a nie "z małej", "z wielkiej" lub nie daj Boże "z dużej" litery. Zatem: "przyganiał kocioł garnkowi!" 
Prawdziwa młodość - to przymiot, który zdobywa się z wiekiem.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Wolnomyśliciel (7257 punktów) |
Czepiłbym się tego "postu"...  , zapytam profesora Bralczyka. Pozdrawiam - Zbyszek Bryłowski 
Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć. [Voltaire(?)]
|
|
| | |  | 5 na 5 | Ocykan (3528 punktów) | > >(Rosjanin nigdy nic nie miał, najwyżej coś u niego było)> [Cytat z postu otwierającego wątek. Poprawnie winno być " niczego nie miał"]Nie jestem pewien, czy masz rację. Forma niczego nie miał jest z pewnością poprawna, ale nic nie miał chyba też. Jesteś wprawdzie WIELKIM AUTORYTETEM w dziedzinie poprawności językowej, ale Jacek Lech też sroce spod ogona nie wypadł. A on śpiewa: Nie miałeś nic prócz dwojga rąk, no powiedz co jej mogłeś dać... www.teksto(*)acek_Lech/Co_Ci_mogłem_dać> >Powinieneś był napisać God (dużą literą).> Ten temat był już wałkowany kilkakrotnie - piszemy coś małą lub wielką literą, a nie "z małej", "z wielkiej" lub nie daj Boże "z dużej" litery.Już kiedyś tłumaczyłem, że formy wielką literą i dużą literą są równouprawnione. Przyjmij to w końcu do wiadomości. Cytat:[...] formy "duża litera" i "wielka litera" są równie poprawne pl.wiktion(*)i/duża_litera#cite_note-0Cytat:terminu duża (wielka) litera używa się poprawnie w języku polskim do wszystkich zastosowań [...] poprawną konstrukcją jest dużą/wielką literą lub od dużej/wielkiej litery) pl.wikipedia.org/wiki/Majuskuła> Zatem: "przyganiał kocioł garnkowi!"Ano.
|
|
14 na 14 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | To ja powiem o coś o prawdziwej osobliwości językowej. Uczę się trochę języka aymara, niestety idzie mi to raczej trudno, ale nie ze względu na jakieś trudności w wymowie czy gramatyce, ale dlatego, że Indianie Aymara mają zupełnie inną od europejskiej filozofię pojmowania świata, co oczywiście odzwierciedlone jest w języku. Np. Umiejscowienie w czasie: Polak stojąc na linii czasu za sobą ma przeszłość, stoi w teraźniejszości, a przed sobą ma przyszłość. Mówimy "te dni mam już za sobą", "przede mną świetlana przyszłość" itp. Aymara stoi na linii czasu odwrotnie. Przed sobą ma przeszłość, stoi w teraźniejszości a przyszłość jest za nim. Mówiąc o przyszłości pokazuje za siebie. Z jednej strony jest to bardziej logiczne: Przeszłość widzimy, znamy i przesuwając się w czasie cały czas mamy w nią wgląd, chociaż coraz słabszy (oddalamy się). Przyszłości nie widzimy, ukaże się nam ona dopiero kiedy stanie się teraźniejszością. Poza tym w języku aymara używa się logiki trójwartościowej. Jest prawda, fałsz i coś co może być prawdą albo fałszem w zależności od stanu lub miejsca w jakim znajduje się mówiący. Strasznie trudno to w języku polskim dobrze wytłumaczyć, ale jak juz się załapie to czuje się o co chodzi.  W ogóle nie ma tam takich jasnych opozycji jak jasno-ciemno, ładnie-brzydko. Wszystko jest bardzo pośrednie i wymieszane. Wynika to z konstrukcji języka. Inna ciekawostką jest to, że nie ma tam osób gramatycznych takich jak w językach europejskich: 1. ja, 2. ty, 3. on, ona W aymara jest: 1. juma-ty i ci którzy są z tobą (prawie to samo co polskie wy, ale wyraźnie wyklucza "ja") 2. jiwasa-ty i ja (to nie to samo co "my") 3. naya-ja i ci którzy są ze mną (prawie to samo co my, ale "my" bez tego do kogo mówię) 4. jupa-ani ty, ani ja (prawie to samo co on, ona albo oni) Przychodzi mi do głowy jeszcze sto różnic, ale są zbyt skomplikowane, żeby je tu wyjaśniać (trzeba rysować, machać rękami i przestawiać ludzi)
|
|
 | 3 na 3 Xion (501 punktów) (zablokowany) | > W aymara jest:> 1. juma-ty i ci którzy są z tobą (prawie to samo co polskie wy, ale wyraźnie wyklucza "ja")> 2. jiwasa-ty i ja (to nie to samo co "my")> 3. naya-ja i ci którzy są ze mną (prawie to samo co my, ale "my" bez tego do kogo mówię)> 4. jupa-ani ty, ani ja (prawie to samo co on, ona albo oni)W lojbanie, którego uczę się od paru miesięcy, jest dość podobnie. Oprócz 'ja' {mi} w sensie mówiącego (nie musi to być jedna osoba) oraz 'ty' {do} w sensie adresata są też "zaimki" odpowiadające pierwszej trójce spośród podanych wyżej; odpowiednio: {do'o}, {mi'o}, {mi'a}. Co do czwartego, to dokładnego odpowiednika wykluczającego 'ja' i 'ty' nie widzę i pewnie należałoby powiedzieć {lo drata prenu} (inna osoba), pozwalając by kontekst dopowiedział (miejmy nadzieję), co znaczy 'inna'.
|
|
|  | 1 na 1 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | > >W aymara jest:> >1. juma-ty i ci którzy są z tobą (prawie to samo co polskie wy, ale wyraźnie wyklucza "ja")> >2. jiwasa-ty i ja (to nie to samo co "my")> >3. naya-ja i ci którzy są ze mną (prawie to samo co my, ale "my" bez tego do kogo mówię)> >4. jupa-ani ty, ani ja (prawie to samo co on, ona albo oni)> W lojbanie, którego uczę się od paru miesięcy, jest dość podobnie. Oprócz 'ja' {mi} w sensie mówiącego (nie musi to być jedna osoba) oraz 'ty' {do} w sensie adresata są też "zaimki" odpowiadające pierwszej trójce spośród podanych wyżej; odpowiednio: {do'o}, {mi'o}, {mi'a}. Co do czwartego, to dokładnego odpowiednika wykluczającego 'ja' i 'ty' nie widzę i pewnie należałoby powiedzieć {lo drata prenu} (inna osoba), pozwalając by kontekst dopowiedział (miejmy nadzieję), co znaczy 'inna'.> A wiesz, że ten lojban bardzo przypomina język aymara? Do rdzenia dodaje się sufiksy, które zmieniają znaczenie tego rdzenia np: yuqa = syn yuqa-ja = mój syn yuqa-ja-naka = moi synowie yuqa-ja-naka-ru = moim synom
|
|
| |  | 1 na 1 Xion (501 punktów) (zablokowany) | > A wiesz, że ten lojban bardzo przypomina język aymara?> Do rdzenia dodaje się sufiksy, które zmieniają znaczenie tego rdzenia np:> yuqa = syn> yuqa-ja = mój syn> yuqa-ja-naka = moi synowie> yuqa-ja-naka-ru = moim synomCiekawa deklinacja. Ale w lojbanie odmiany nie ma w ogóle (podobnie jak liczby pojedynczej i mnogiej, obowiązkowych czasów, tradycyjnych części mowy i kilku innych zbędnych rzeczy  ), więc nie wiem, czy to taka dokładna analogia. Można aczkolwiek tworzyć nowe słowa w oparciu o części istniejących, np.: donri - dzień (w sensie od wschodu od zachodu słońca) midju - środek/centrum czegoś sanmi - posiłek Stąd mamy tzw. tanru (metaforę w stylu przypominającym przymiotnik+rzeczownik, przysłówek+czasownik, itp.): donri midju sanmi - "posiłek związany z środkiem dnia" i w końcu pojedyncze słowo - lujvo: dormijysai - obiad
|
|
3 na 3 | Ania... (14138 punktów) | Mnie zastanawiała kwestia czajnika i herbaty. Czajnik rozumiem - rusycyzm. Ale skąd herbata? Ani to do tea, ani nic. No i dowiedziałam się - herbatę sprzedawali w aptekach jako ziele - herba tea (tak samo pewnie jak herba tilia). A dalej już wiadomo. Za to mam inne pytanie - niedźwiedź to eufemizm i "omówienie", nadanie nazwy nic nie mówiącej - miodojad, a raczej wiedzie do miodu  . Czy wcześniej była jakaś inna nazwa? Coś jak czarty i kuse zastępujące szatana / diabła?
|
|
 | 4 na 4 | KarolG (2892 punktów) | > Mnie zastanawiała kwestia czajnika i herbaty. Czajnik rozumiem - rusycyzm. Ale skąd herbata? Ani to do tea, ani nic. No i dowiedziałam się - herbatę sprzedawali w aptekach jako ziele - herba tea (tak samo pewnie jak herba tilia). A dalej już wiadomo.Też kiedyś o tym myślałem. Po koreańsku i chińsku herbata nazywa się "cza". Brzmi znajomo?  Herbata trafiła do Rosji jako dar Cesarza Chin, więc nazwa rosyjska pochodzi bezpośrednio z chińskiego. Jeżeli chodzi o słowo herbata, to prawdopodobnie europejscy podróżnicy zapisali chińskie słowo "cza" po swojemu, a w europie odczytano to jako "tha" albo "the", co potem przekształciło się w "ti" albo "te". W polskim słowo herbata utworzono, tak jak to opisałaś, poprzez połączenie "herba", czyli zioło, z "tea" które oznaczało nazwę gatunkową (herbata przywędrowała do nas z Anglii). Najbardziej mnie fascynuje, że zarówno czajnik, jak i herbata pochodzą od tego samego wyrazu, ale drogi, którymi te słowa dotarły do Polski są inne.
Thank god, I'm the atheist
|
|
|  | 4 na 4 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | A liczenie do dziesięciu w sanskrycie? Czyż nie brzmi znajomo? jeden - eka dwa - dwa trzy - traja/tri cztery - ćatur pięć - pańća sześć - szasz siedem - sapta osiem - aszta dziewięć - nawa dziesięć - daśa
|
|
| |  | 2 na 2 | KarolG (2892 punktów) | > A liczenie do dziesięciu w sanskrycie? Czyż nie brzmi znajomo?Oczywiście, ale sanskryt należy do języków indoeuropejskich, czego o koreańskim czy chińskim powiedzieć nie można. Słyszałem, że była nawet teoria, z której wynikało, że polski jest bliżej spokrewniony z sanskrytem, niż np. z niemieckim. Ale nie wiem, czy to prawda. Mnie fascynuje to, że za pochodzeniem słów ukrywają się inne sprawy, np. historia rozprzestrzeniania się herbaty. Czytałaś, może "Strzelby, maszyny, zarazki" Jareda Diamonda? Jeżeli nie to polecam. W jednym z rozdziałów pokazuje jak analiza lingwistyczna pozwala określić sposób rozprzestrzeniania się uprawy zbóż w Afryce. Oczywiście tego rodzaju analizę trzeba przeprowadzać ostrożnie, ale i tak jest to fascynujące 
Thank god, I'm the atheist
|
|
| | |  | 2 na 2 | Asklepios (218 punktów) | > A liczenie do dziesięciu w sanskrycie? Czyż nie brzmi znajomo?1. To podchodzi pod kognaty? > Oczywiście, ale sanskryt należy do języków indoeuropejskich, czego o koreańskim czy chińskim powiedzieć nie można.> Słyszałem, że była nawet teoria, z której wynikało, że polski jest bliżej spokrewniony z sanskrytem, niż np. z niemieckim. Ale nie wiem, czy to prawda.2. Mam gdzieś w domu 'drzewko' przedstawiające rozwój języków począwszy od proto-indoeuropejskiego. Jak mi się uda naprawić skaner, to wrzucę tu  ____ Edit: Niestety skaner nie działa  Przepiszę więc drogę rozwoju j. polskiego i niemieckiego: 1. Proto-Indoeuropejski -> Bałtosłowiański (ok. 1000 r. p.n.e.) -> Słowiański (ok. 1 r.n.e.) -> Wschodniosłowiański (ok 1000 r.) -> Polski 2. Proto-Indoeuropejski -> Germański ( ok. 1000 r. p.n.e.) -> Wschodniogermański (ok. 1 r.n.e.) -> High German (ok. 1000 r.) -> Niemiecki 3. Proto-Indoeuropejski -> Indo-Irański (ok. 1000 r. p.n.e.) -> Indic (Indo-Aryjski?) (ok. 1000 r. p.n.e.) -> Sanskryt (ok 1 r.n.e.). I teoretycznie z tego nie wynika nic konkretnego  Jedyne co można stwierdzić, to fakt, że indoirański i indic miały więcej podobieństw do języków bałtosłowiańskich niż germańskich. Później drogi coraz bardziej się rozchodziły, choć niektóre wspólne cechy nie zanikły do końca. Widoczne są w słownictwie związanym z najpospolitszymi rzeczami: rodziną (widuwe -> wdowa, swasar -> siostra), klimatem (szczególnie niebem), roślinami, zwierzętami, jedzeniem i... numerami. Mamy więc odpowiedź na pierwsze pytanie: Tak, liczby podchodzą pod kognaty  Podsumowując: 1. Tak, to są kognaty 2. Tak, jest bardziej spokrewniony z językiem polskim niż niemieckim
|
|
| | | |  | 2 na 2 | KarolG (2892 punktów) | Szkoda, że skaner nie działa  Na wiki znalazłem takie drzewko, ale nie zawiera dat BTW. Polski raczej nie pochodzi od wschodniosłowiańskiego, ale zachodniosłowiańskiego.
Thank God, I'm an atheist
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Asklepios (218 punktów) | > Na wiki znalazłem takie drzewko, ale nie zawiera datNa moim drzewku te daty nie były tak dokładne tak, że nie warto się nimi sugerować  Przepisałem je tak 'mniej-więcej'  > BTW. Polski raczej nie pochodzi od wschodniosłowiańskiego, ale zachodniosłowiańskiego.Fakt, mój błąd.
|
|
 | 4 na 4 | apud (4399 punktów) |
> Za to mam inne pytanie - niedźwiedź to eufemizm i "omówienie", nadanie nazwy nic nie mówiącej - miodojad, a raczej wiedzie do miodu . Czy wcześniej była jakaś inna nazwa? Coś jak czarty i kuse zastępujące szatana / diabła?> Alez skąd, o miedwiediu nie słyszałaś? Mied po rusku to miód nasz wied znaczy prowadzić,
|
|
|  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | > >Za to mam inne pytanie - niedźwiedź to eufemizm i "omówienie", nadanie nazwy nic nie mówiącej - miodojad, a raczej wiedzie do miodu . Czy wcześniej była jakaś inna nazwa? Coś jak czarty i kuse zastępujące szatana / diabła?> >> Alez skąd, o miedwiediu nie słyszałaś?> Mied po rusku to miód nasz wied znaczy prowadzić,> Tak bystrzaku - ale to właśnie jest ten eufemizm / omówienie. Nie nazywamy go nazwą własną, tylko miodojadem, a miód jedzą inne zwierzaki, może nie kapnie się że o nim mówimy. Pytałam o jego prawdziwą / poprzednią nazwę.
|
|
 | 4 na 4 | KarolG (2892 punktów) | > Za to mam inne pytanie - niedźwiedź to eufemizm i "omówienie", nadanie nazwy nic nie mówiącej - miodojad, a raczej wiedzie do miodu . Czy wcześniej była jakaś inna nazwa? Coś jak czarty i kuse zastępujące szatana / diabła?Znalazłem Cytat:Etymologia Jakie jest pochodzenie wyrazu niedźwiedź? Rzeczownik niedźwiedź poświadczony w polszczyźnie pierwszej połowy XVI wieku, wcześniej występujący w postaci miedźwiedź (XIII-XVI wiek), jest kontynuantem prasłowiańskiej formy *medvēdis. Omawiany wyraz ma charakter ogólnosłowiański i wywodzi się od przymiotnika *medv-ĕdъ, czyli 'jedzący miód' (*medh-u-s→*medъ 'miód'; *ēd- →*ěsti 'jeść'). Zdaniem A. Bańkowskiego, w prasłowiańszczyźnie myśliwskie określenie niedźwiedzia zastąpiło jego właściwą praindoeuropejską nazwę *rktos, w związku z którą pozostaje greckie árktos (od árktos 'niedźwiedź' pochodzi forma astronomiczna Arktos 'gwiazdozbiór Wielka Niedźwiedzica' oraz nazwa kontynentu - Arktyka, a być może również imię Artur) oraz łac. ursus (por. imię własne Ursus lub pochodne od przymiotnika ursinus imię Ursyn, od którego utworzono nazwę dzielnicy warszawskiej - Ursynów czy też imię żeńskie Urszula, etymologicznie oznaczające małą niedźwiedzicę). Praindoeuropejskie *rktos wyparte zostało zatem przez formę miedźwiedź, a zmiana nagłosowego mie- w nie- mogła być spowodowana czynnikami fonetycznymi o charakterze gwarowym, jako przejaw hiperpoprawności (por. niemy - miemy, Niemcy - Miemcy) lub też czynnikami morfologicznymi: leksykalizacja wyrazu miedźwiedź i utrata związku z podstawowym wyrazem miód spowodowały wyrównanie analogiczne do form słowotwórczych z zaprzeczeniem nie- (K. Długosz-Kurczabowa Nowy słownik etymologiczny języka polskiego). Joanna Przyklenk Tekst pochodzi z poradni językowej. Oprócz tego jest ciekawy artykuł w Wiedzy i Życiu
Thank god, I'm the atheist
|
|
|  | | Ania... (14138 punktów) | > ZnalazłemDziękuję
|
|
1 na 1 Jacek Cieślicki (1555 punktów) (zablokowany) | >Mój siostrzeniec, który uczy się kilku języków obcych, od czasu do czasu informuje mnie o ich >osobliwościach. Najczęściej są to osobliwości pozorne (...)
Byłbym wdzięczny Twojemu siostrzeńcowi, szanowny Ocykanie, za wyjaśnienie mi skąd wzięła się taka osobliwość w języku angielskim: Nazi? Pamiętam czasy, gdy pisało się nazi, bo to przecież członkowie organizacji, a nie narodowość/naród. Wydaje mi się, że nazi zostało zastąpione przez Nazi mniej więcej wtedy, gdy pojawiły się "polskie obozy śmierci".
Pozdrawiam
Chofec Chaim: "Jest zupełnie jasne i zrozumiałe, że syjoniści to potomstwo Amaleka"
|
|
 | 3 na 3 | Ocykan (3528 punktów) | To chyba nie byli native English speakers, ci, co pisali "nazi". Mogli to być Polacy, którzy rozumowali jak Ty. Zajrzałem do Wielkiego Słownika Angielsko-Polskiego Jana Stanisławskiego (wyd. Wiedza Powszechna 1975 r.) i tam jest "Nazi". Dlaczego Anglicy tak zaczęli pisać? Mój siostrzeniec nie wie i ja też nie. Może z powodu respektu, jaki przed nimi czuli? Bądź co bądź pół świata trzeba było aby ich pokonać. A może po prostu Anglicy zastosowali na zasadzie kalki pisownię niemiecką? A w niemieckim, jak zapewne wiesz, wszystkie rzeczowniki pisze się dużą literą.
Z nami było na odwrót. Przez pewien czas po zakończeniu wojny (chyba do 1948 r.) obowiązywała pisownia "niemiec" (małą literą). Nie wiem, czy było to jakieś odgórne zarządzenie, czy wyraz spontanicznej niechęci do Niemców, ale prasa tak pisała. Potem jednak ludzie zmądrzeli i gramatyka znowu zaczęła obowiązywać.
Obecnie niektórzy "racjonaliści" (a szczególnie irracjonaliści), mając na myśli istotę czczoną przez chrześcijan, piszą "bóg" (małą literą). Tymczasem pisownia "bóg" jest właściwa w odniesieniu do bóstw religii politeistycznych. Gdy ma się na myśli istotę czczoną przez wyznawców religii monoteistycznych należy, zgodnie z zasadami gramatyki, stosować pisownię "Bóg". Nawet jeżeli ktoś uważa, że Boga nie ma.
|
|
|  | 1 na 1 Jacek Cieślicki (1555 punktów) (zablokowany) | Dziękuję, Twoja rzetelna odpowiedż, mogąca być wzorcem dla Szanownego Pana Andrzeja Koraszewskiego jak prowadzić dyskusję, skłania mnie do wyjaśnienia mojego pytania - ja zaobserwowałem tę wymianę "nazi" na "Nazi" w Australii, nie w Anglii! Poprzednio to pominąłem, bo wydawało mi się nieistotnym.
Słusznie więc zauważyliście, szanowni Ocykanie i Siostrzeńcze, że:
>To chyba nie byli native English speakers, ci, co pisali "nazi". Mogli to być Polacy, którzy >rozumowali jak Ty. >(...) Dlaczego Anglicy tak zaczęli pisać?
Mam bardzo dobrą pamięć wzrokową (tylko dzięki niej przechodziłem z roku na rok) i jestem pewien, że 30 lat temu w melburneńskich dziennikach czytałem "nazi", byłem wtedy bardzo "czujny" na wszystko nowe, chłonąłem wszystkie wiadomości drukowane (nawet z makulatury, bo to był czas osiedleńczego bezrobocia), spostrzeżenia, chciałem jak najszybciej wtopić się w otoczenie.
Nie wiem kiedy po raz pierwszy natrafiłem na "Nazi", może to było 10 lat temu, ale mogło być i 15 lat temu - aktualnie "nazi" pokazuje się jeszcze na bocznym torze, np. króciutkie omówienie starego filmu w tygodniowym programie, "obituary" po jakimś europejskim staruszku, itp. drobnica.
Ja sobie tłumaczyłem tę wymianę "nazi" na "Nazi" postępującym przechodzeniem australijskich środków masowego przekazu pod żydowską kontrolę, w miarę jak "biała" antysemicka (Żydzi byli wtedy elementem niepożądanym) Australia stawała się krajem "wielokulturowym".
Jakieś 10 lat temu nagle zaczęło się coraz częściej pojawiać antypolskie określenie "polskie obozy śmierci" w związku z "holokaustem". Polonia zaczęła protestować, wyjaśniać, domagać się wpisania określenia "polskie obozy śmierci" na obowiązującą australijskie środki masowego przekazu listę określeń niedopuszczalnych - nic z tego, czasem któraś gazeta wydrukowała sprostowanie...
Ponieważ ta antypolska akcja przybierała na sile, więc w zeszłym czerwcu 2010 ambasadorzy Polski i Izraela wystosowali wspólny list/orędzie do wszystkich redakcji P/R/TV prosząc o wycofanie z użytkowania tego antypolskiego określenia, zobaczymy co będzie... Od miesiąca zbieram przykłady "Nazi", przewidująco na przyszłość, teraz dzięki Twojej opinii będę również zbierał przykłady "nazi".
Aktualnie tu jest takie rozeznanie "holokaustu" wśród 25...35- letniego australijskiego koleżeństwa moich synów: - Gdzie zginęli Żydzi? W polskich obozach śmierci - Kto ich zabił? Nazi - Kto to byli nazi? Nie wiem... Polacy?
A jak to wygląda w Polsce, w podobnej wiekiem (25...35 lat) grupie ludności? Jaki jest udział wiedzących kto to byli nazi?
Pozdrawiam, Siostrzeńca też!
Chofec Chaim: "Jest zupełnie jasne i zrozumiałe, że syjoniści to potomstwo Amaleka"
|
|
|  | | Ania... (14138 punktów) | A czy zmiana literki małej na dużą nie wynikła przypadkiem z czystego "transferu" z j. niemieckiego? Nie wiem, gdybam. W niemieckim pisze sie każdy rzeczownik dużą, więc nazi jako rzeczownik pewnie też.
|
|
|  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | >Obecnie niektórzy "racjonaliści" (a szczególnie irracjonaliści), mając na myśli istotę czczoną przez chrześcijan, piszą "bóg" (małą literą). Tymczasem pisownia "bóg" jest właściwa w odniesieniu do bóstw religii politeistycznych. Gdy ma się na myśli istotę czczoną przez wyznawców religii monoteistycznych należy, zgodnie z zasadami gramatyki, stosować pisownię "Bóg". Nawet jeżeli ktoś uważa, że Boga nie ma.
Gdy mam na myśli istotę czczoną przez wyznawców konkretnej religii monoteistycznej, owszem. Jednak Jahwe i Allaha, gdy są w kupie, należy nazwać bogami, mimo że z natury są mono. Tak?
Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
|
|
| |  | 4 na 4 | Fizyk (17637 punktów) | > Jednak Jahwe i Allaha, gdy są w kupie, należy nazwać bogami, mimo że z natury są mono. Tak?
No chyba tak. Także: Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty, ale bez precyzowania który to chyba powinnyśmy pisać "bóg". No nie?
|
|
| KarolG (2892 punktów) | >(Mädchen) jest rodzaju nijakiego, co wydało mu się bardzo śmieszne. Po norwesku (bokmål) można powiedzieć "en jente", co znaczy dziewczyna, ale rodzajnik jest męski. Forma "ei jente" z rodzajnikiem żeńskim jest jednak bardziej popularna. Również "en kvinne", czyli kobieta w rodzaju męskim jest poprawna.
Thank god, I'm the atheist
|
|
1 na 1 | Appenzeller (3118 punktów) | Bawiliśmy się kiedyś z kolegą w tłumaczenie gier słów z angielskiego; miernie nam szło. Ale pewnego razu wyszło nam, że sepleniące angielskie "God shave the King" można przełożyć na "Boże strzyż króla". Dla królowej nie wypadało seplenić. Pewnie jest takich gierek językowych więcej.
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | Zawsze mnie zastanawiało dlaczego w miarę postępu cywilizacyjnego języki ulegają uproszczeniu pod względem gramatycznym, a nawet fonetycznym. Pozornie wydawałoby się, że powinno być odwrotnie. Podobnie i w polskim. Zamiast trzech liczb, mamy teraz dwie - pojedynczą i mnogą, podwójna zanikła. Podobno jeszcze w XIX wieku odróżniano w wymowie "ch" od "h".
Ale to jest dopiero szaleństwo językowe (z j. Aborygenów): "W kulturze Dyirbalów występował bardzo rozbudowany system tabu. Rozmowa z teściową, zięciami lub dziećmi siostry ojca lub brata matki była uznawana za ciężkie wykroczenie przeciw normom społecznym. W obecności tych osób należało posługiwać się specjalną odmianą języka, zwaną językiem teściowej, który posiadał te same fonemy i gramatykę co zwykła mowa, lecz zupełnie inne słownictwo. Język teściowej wyszedł z użycia w latach 30. XX wieku pod wpływem kolonistów europejskich."
|
|
 | | Asklepios (218 punktów) | >Zawsze mnie zastanawiało dlaczego w miarę postępu cywilizacyjnego języki ulegają uproszczeniu pod względem gramatycznym, a nawet fonetycznym. Pozornie wydawałoby się, że powinno być odwrotnie.
Język ma swoje tendencje do zmian, które są niezmienne, jak np. dążenie do tego, by był jak najbardziej ekonomicznym narzędziem.
|
|
|  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | >dążenie do tego, by był jak najbardziej ekonomicznym narzędziem. No kiedyś musiało być odwrotnie, czyli przyjmował coraz bardziej złożone formy, bo raczej trudno założyć, że od razu powstał taki jakim był w średniowieczu na przykład.
|
|
| |  | 1 na 1 | Asklepios (218 punktów) | > >dążenie do tego, by był jak najbardziej ekonomicznym narzędziem.> No kiedyś musiało być odwrotnie, czyli przyjmował coraz bardziej złożone formy, bo raczej trudno założyć, że od razu powstał taki jakim był w średniowieczu na przykład.Myślę, że należy wyróżnić tu dwa różne procesy. Wraz z ewolucją człowieka (a konkretnie: jego mózgu) ewoluują jego możliwości poznawcze. Kiedyś człowiek starał się tylko zaspokajać swoje potrzeby głodu, rozpłodu etc. Kiedy już je zaspokoił, miał wolny czas na inne sprawy: znajdował coraz lepsze rozwiązania dla wykonywania codziennych czynności, ciągle polepszając komfort swojego życia. Jego mózg stale się rozrastał, pozwalając mu na wykonywanie coraz to trudniejszych procesów myślowych. Zaczął zastanawiać się, jak opisać swoje emocje (czy cokolwiek abstrakcyjnego) i starał się to wyrazić za pomocą języka. Można więc powiedzieć, że masz rację: z prostego narzędzia do informowania o zbliżającym się zagrożeniu i podtrzymywania kontaktów międzyludzkich, język przeistoczył się w skomplikowany twór, którym tworzy się poezję, opisuje niewyobrażalne dokonania nauki. Miałem na myśli jednak inne zmiany zachodzące w języku. Czyż nie jest łatwiej używać narzędzia, które jest łatwiejsze w obsłudze, a doskonale spełnia te same funkcje? W codziennej rozmowie ze znajomym nie używasz pięknej, literackiej polszczyzny i wysublimowanego słownictwa, tylko mówisz prosto i kolokwialnie. Tak przecież łatwiej, a przekazujesz ten sam komunikat. Proste formy utrwalają się w języku używanym przez większość ludzi. W angielskim np. masz (obok nieregularnej formy learnt) formę learned, która też jest poprawna. I prawdopodobnie forma 'learnt' niedługo wyjdzie z użycia, bo po co sobie utrudniać życie? Poprawność językowa, ustalana przez normatywistów, jest pojęciem względnym (raczej 'ładnością językową'  ) dla tych zajmujących się gramatyką opisową. Im więcej ludzi zaczyna używać jakieś prostszej formy, tym bardziej prawdopodobne, że stanie się ona poprawna (czy niedługo poprawnie powiem "poszłem"?)  Pozdrawiam
|
|
| | |  | 2 na 2 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | > ... (czy niedługo poprawnie powiem "poszłem"?)  Mam nadzieję, że tego nie dożyję. Ja jestem tolerancyjna, spokojna, ugodowa, zdaje sobie sprawę,że sama też czasem popełniam błędy językowe, ale jak z czyichś ust słyszę "poszłem" to mężczyzna ten ma u mnie prze-chla-pa-ne. Wytrzymam przekleństwa, bezsensownie wtrącane anglicyzmy, seplenienie, ale dla "poszłem" nie mam litości. Mój syn zerwany z łóżka o północy zawsze powie "poszedłem" a mąż, pomimo, że polski nie jest jego językiem, to i tak wie, że za "poszłem" grozi mu nocowanie w salonie na sofie.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | Każdy ma jakiegoś bzika  A co powiesz na to? Moja szwagierka używa takiej oryginalnej formy: "ja bym chciałam", "jak ja by kupiłam", "jak ty by wiedziałaś" itd. Do pewnego momentu wydawało mi się to tylko zabawne ale od kiedy moja mała podłapała od niej tę kretyńską manierę, to dostaję szału. Jak by mogłem, to by ją udusiłem 
Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
|
|
| | |  | 2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | Język powstał po to, aby opisywać rzeczywistość i w tym względzie faktycznie tak działa, nawet jeśli chodzi o wiersze, czy nawet zwykłe teksty pisane. Jednak umiejętność stworzenia wiersza to już inna bajka. Niewiele osób jest zdolnych do stworzenia utworu poetyckiego, co nie znaczy, że jedynie ci sami ludzie mogą go zrozumieć  Tak samo jest ze słowem pisanym, pracując z młodzieżą zauważyłem jak wielki procent osób nie jest w stanie sformułować sensownego zdania. Nie umie opowiedzieć w jasny sposób o prostej czynności (mówię tu o młodzieży w wieku 14-15 lat) jak pójście do sklepu. Opowiadanie o czymś wiąże się z użyciem całej wiedzy o przekazie niewerbalnym, kiedy piszemy musimy bazować jedynie na sile słów. I nie każdy tą siłę rozumie i potrafi wykorzystać. Co nie zmienia faktu, że potrafi taki tekst zrozumieć. Czy to kwestia ewolucji? Nie jestem tak do końca przekonany. Zasadniczo na etapie formowania się języka zdolność ładnego wysławiania się wcale nie była najważniejsza, dużo lepiej sprawdzał się organizm dobrze używający mowy ciała i silny w łapie. Tak było przez całe tysiąclecia, to nie człowiek pióra zdobywał najlepsze nagrody. Pismak pozostawał pismakiem, dopiero niedawno zaczęło się na tym robić pieniądze i co za tym idzie dopiero niedawno człowiek pióra zaczął być "dobrą partią". Ciężko mówić o ewolucji w momencie, w którym cała organizacja stada (jak w przypadku szympansów polujących na jakieś małpki) opiera się głównie na szybkim przekazie niewerbalnym. Odczytywanie intencji i sprawność w używaniu narzędzi to rzeczy, które promowały jednostkę. Umiejętność formułowania słów była rzeczą drugorzędną. Co do zmian w języku, myślę że do tego nie dojdzie. Wprawdzie kultura masowa promuje pewne słowa (niejednokrotnie zdarza się, że nawet profesorowie "włanczają"), ale z drugiej strony sztucznie utrzymane zasady gramatyczne w prosty sposób pozwalają odsiać idiotów. Poza tym kształtowanie języka na szczęście nie zależy od ludzi, którzy się nim nie posługują, tudzież posługują pod budką z piwem, a od ludzi konstruujących teksty.
|
|
| | | |  | | Asklepios (218 punktów) | > Czy to kwestia ewolucji? Nie jestem tak do końca przekonany. Zasadniczo na etapie formowania się języka zdolność ładnego wysławiania się wcale nie była najważniejsza, dużo lepiej sprawdzał się organizm dobrze używający mowy ciała i silny w łapie. Tak było przez całe tysiąclecia, to nie człowiek pióra zdobywał najlepsze nagrody. Pismak pozostawał pismakiem, dopiero niedawno zaczęło się na tym robić pieniądze i co za tym idzie dopiero niedawno człowiek pióra zaczął być "dobrą partią". Ciężko mówić o ewolucji w momencie, w którym cała organizacja stada (jak w przypadku szympansów polujących na jakieś małpki) opiera się głównie na szybkim przekazie niewerbalnym. Odczytywanie intencji i sprawność w używaniu narzędzi to rzeczy, które promowały jednostkę. Umiejętność formułowania słów była rzeczą drugorzędną.Hmm, nie jestem tego do końca pewien. Jest wiele teorii tłumaczących to, jak powstał język. Nie jestem wyznawcą jednej konkretnej, ale do niektórych przychylam się o wiele chętniej. Wspomniałeś o szybkim przekazie niewerbalnym - małpy spędzają sporo czasu na iskaniu - jego celem jest utrzymywanie kontaktów w grupie, zacieśnianie ich. O wiele szybszą metodą jest przekaz werbalny, podobnie, jeśli chodzi o współpracę (yo-heave-ho). > Poza tym kształtowanie języka na szczęście nie zależy od ludzi, którzy się nim nie posługują, tudzież posługują pod budką z piwem, a od ludzi konstruujących teksty.Z tym też nie mogę się do końca zgodzić. Jeżeli w danym społeczeństwie większość ludzi to chamy z pod budki z piwem, którzy "włanczają" światło, wtedy forma "włanczać" (po pewnym czasie, oczywiście) 'utrze się' i zostanie uznana jako forma poprawna. Językiem rządzi większość, nie mała grupka normatywistów ustalających nakazy i zakazy. Spójrz na ten artykuł: kwadryga.b(*)e-prasy-warszawskiej-1912.html
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | Dlatego też mówimy sobie o sympatii powiedzeniem "ale cię lubię", a nie półgodzinnym przytulaniem  Chcemy coś pokazać, mówimy "patrz tam", a nie opisujemy "słuchaj dwadzieścia metrów od ciebie jest drzewo, ma siedem gałęzi, z każdej strony, spójrz na drugą po lewej licząc od góry. W dwóch trzecich długości jest odnoga, która kończy się dużym liściem. Jaki ładny tam wisi kasztan". W sytuacji polowania natomiast nie ma absolutnie żadnego kontaktu długiego, jedynie klepnięcia i gesty, które są jednoznaczne. Nawet na boisku ludzie posługują się gestami, bo są szybkie i bardziej precyzyjne. Kłamcę odróżniamy po jego mimice, również mikroekspresjach, których nie widzimy świadomie, a nie po treści wypowiedzi. Co do zmian w języku. Skąd znamy język Egipski? Nie spod Egipskiej budki z piwem. Ludzie posługujący się piórem muszą "zatwierdzić" zmianę. Gdyby nagle motłoch "zarzucił" pisanie "ó", "rz" i "ch" pisarze wciąż by tych liter używali. Zmiany są więc powolne i wcielane po ich przemyśleniu.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Asklepios (218 punktów) | > Chcemy coś pokazać, mówimy "patrz tam", a nie opisujemy "słuchaj dwadzieścia metrów od ciebie jest drzewo, ma siedem gałęzi, z każdej strony, spójrz na drugą po lewej licząc od góry. W dwóch trzecich długości jest odnoga, która kończy się dużym liściem. Jaki ładny tam wisi kasztan".> W sytuacji polowania natomiast nie ma absolutnie żadnego kontaktu długiego, jedynie klepnięcia i gesty, które są jednoznaczne. Nawet na boisku ludzie posługują się gestami, bo są szybkie i bardziej precyzyjne.Są więc przypadki, w których szybciej posłużymy się gestem, niż słowem, są tez przykłady w których ekonomiczniej będzie coś powiedzieć. Język wyewoluował, byśmy nie grali wiecznie w kalambury  Jeżeli chcę opisać swoje odczucia po przeczytaniu wiersza, szybciej przekażę je ustnie, niż klepiąc rozmówcę po ramieniu, gestykulując i robiąc miny  Przykładami na to, co jest ekonomiczniejsze w danej sytuacji możemy się wymieniać w nieskończoność, wydaje mi się jednak, że w temacie chodzi o zmiany w języku mówionym (i pisanym), a nie akcie komunikacji niewerbalnej. > Kłamcę odróżniamy po jego mimice, również mikroekspresjach, których nie widzimy świadomie, a nie po treści wypowiedzi.Zgadzam się, jedynie około 7 procent całej wiadomości to komunikat werbalny  > Skąd znamy język Egipski? Nie spod Egipskiej budki z piwem. Ludzie posługujący się piórem muszą "zatwierdzić" zmianę. Gdyby nagle motłoch "zarzucił" pisanie "ó", "rz" i "ch" pisarze wciąż by tych liter używali. Zmiany są więc powolne i wcielane po ich przemyśleniu.Słowo pisane przyczyniło się do powstania pewnych standardów w języku (choć w sumie bardziej przyczynił się druk, niż samo pismo). Przechodząc do meritum: z książek możesz dowiedzieć się o pięknym, literackim Egipskim, jednak w codziennych kontaktach ludzie się nim nie posługują, mają swoją mowę potoczną - prostszą i wygodniejszą. Język ma też wiele swoich odmian, akcentów, dialektów etc. - z literatury się o nich nie dowiesz. Żywy język prędzej pozna się pod budką z piwem (budka z piwem to w sumie nieadekwatny i zbyt ekstremalny przykład). W szkole dzieci są uczone standardowego angielskiego i (przynajmniej w zamyśle) wymowy RP. Z takim językiem porozumieją się co prawda za granicą, lecz w praktyce mogą zostać nawet wyśmiane. Nie zauważyłem jednej edycji postu. Dopisuję więc teraz, że zmiany wprowadzane są bardzo powoli, to prawda. Jednak nie po przemyśleniu - kto nad tym się zastanawia? Ktoś kogoś pyta o zgodę? Niekoniecznie
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | > Są więc przypadki, w których szybciej posłużymy się gestem, niż słowem, są tez przykłady w których ekonomiczniej będzie coś powiedzieć. Język wyewoluował, byśmy nie grali wiecznie w kalambury Jeżeli chcę opisać swoje odczucia po przeczytaniu wiersza, szybciej przekażę je ustnie, niż klepiąc rozmówcę po ramieniu, gestykulując i robiąc miny Przykładami na to, co jest ekonomiczniejsze w danej sytuacji możemy się wymieniać w nieskończoność, wydaje mi się jednak, że w temacie chodzi o zmiany w języku mówionym (i pisanym), a nie akcie komunikacji niewerbalnej.Powiem tak - piszę sobie tak amatorsko, ale zdarza mi się czytać na głos niektóre moje utwory. Chodzi tu o prozę. I więcej mi mówi informacja o tym, co się dzieje na twarzy odbiorcy, jak widzę zdziwienie, niepokój, niekiedy łzy, a na końcu owację, niż gdyby mi to jeden z drugim intelektualistą powiedział. Wszystkie emocje da się wyrazić gestami. Nie każdą emocję opiszesz słowem  > Słowo pisane przyczyniło się do powstania pewnych standardów w języku (choć w sumie bardziej przyczynił się druk, niż samo pismo).> Przechodząc do meritum: z książek możesz dowiedzieć się o pięknym, literackim Egipskim, jednak w codziennych kontaktach ludzie się nim nie posługują, mają swoją mowę potoczną - prostszą i wygodniejszą. Język ma też wiele swoich odmian, akcentów, dialektów etc. - z literatury się o nich nie dowiesz. Żywy język prędzej pozna się pod budką z piwem (budka z piwem to w sumie nieadekwatny i zbyt ekstremalny przykład).> W szkole dzieci są uczone standardowego angielskiego i (przynajmniej w zamyśle) wymowy RP. Z takim językiem porozumieją się co prawda za granicą, lecz w praktyce mogą zostać nawet wyśmiane.> Nie zauważyłem jednej edycji postu. Dopisuję więc teraz, że zmiany wprowadzane są bardzo powoli, to prawda. Jednak nie po przemyśleniu - kto nad tym się zastanawia? Ktoś kogoś pyta o zgodę? Niekoniecznie  Co do słów, może lekko nie na temat, to bardzo często niosą ze sobą więcej, niż to wynika z definicji. W praktyce słowo "sterylny" można odnieść do wiktoriańskiego kredensu, który podległ sterylizacji - w sterylności chodzi bowiem jedynie o wolność od bakterii. W praktyce steryny kojarzy się ze szpitalem, kolorem zielonym, szkłem i metalem, z minimalizmem. Dlatego też czasami muszą powstać słowa, które oddają więcej, które inaczej się kojarzą, gdyż dają pełniejszy obraz. Jestem dla przykładu zwolennikiem używania umiarkowanej liczby przekleństw w tekście. "Uderzył misia kolanem w głowę" znaczy coś nieco innego niż "Przy*** misiowi kolanem w łeb"  Nie stosuję tego często, ale zdarzało się. Zmiana może się jednak nie przyjąć. Spójrz na trendy w języku młodzieżowym. Było słowo "dżizzi"/"dżezzi", zanim ktokolwiek miał okazję to napisać zostało zmienione na "cziki" i cholera wie co będzie jeszcze, może już zmutowało.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Asklepios (218 punktów) | > Powiem tak - piszę sobie tak amatorsko, ale zdarza mi się czytać na głos niektóre moje utwory. Chodzi tu o prozę. I więcej mi mówi informacja o tym, co się dzieje na twarzy odbiorcy, jak widzę zdziwienie, niepokój, niekiedy łzy, a na końcu owację, niż gdyby mi to jeden z drugim intelektualistą powiedział.> Wszystkie emocje da się wyrazić gestami. Nie każdą emocję opiszesz słowem Jesteś pewien co do ich interpretacji? Sam jeden osobny znak nie jest jednoznaczny - choćby łza na twarzy. Musi pojawić się w odpowiednim kontekście, byś mógł to zinterpretować. Choć w sumie emocje to nie najlepszy przykład. Powiedzmy coś o pojęciach abstrakcyjnych, lub skomplikowanych. Czy da się pokazać gestami i mimiką zdanie "Będąc 2 dni temu na Marsie udało mi się dźwigiem rozszczepić atom wodoru, a w środku znalazłem nic innego jak Boga tworzącego kolejne multiwersum" ?  > Co do słów, może lekko nie na temat, to bardzo często niosą ze sobą więcej, niż to wynika z definicji. W praktyce słowo "sterylny" można odnieść do wiktoriańskiego kredensu, który podległ sterylizacji - w sterylności chodzi bowiem jedynie o wolność od bakterii. W praktyce steryny kojarzy się ze szpitalem, kolorem zielonym, szkłem i metalem, z minimalizmem.I tutaj wchodzimy w kognitywistykę, koncepty etc.  Ciekawy temat. Takich słów może być wiele - sprawdźmy, jak 'wygląda' słowo "zamek" w kontekście "spodnie", "plaża" i "królestwo". > Zmiana może się jednak nie przyjąć. Spójrz na trendy w języku młodzieżowym. Było słowo "dżizzi"/"dżezzi", zanim ktokolwiek miał okazję to napisać zostało zmienione na "cziki" i cholera wie co będzie jeszcze, może już zmutowało.Słownictwo młodzieży (czyli moje he he  ) ulega błyskawicznym zmianom (z odpowiedniego punktu widzenia, oczywiście  ) i ogromnej ilości wpływów  Jest zatem ciekawym 'obiektem badań'
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | > Jesteś pewien co do ich interpretacji? Sam jeden osobny znak nie jest jednoznaczny - choćby łza na twarzy. Musi pojawić się w odpowiednim kontekście, byś mógł to zinterpretować. Choć w sumie emocje to nie najlepszy przykład. Powiedzmy coś o pojęciach abstrakcyjnych, lub skomplikowanych. Czy da się pokazać gestami i mimiką zdanie "Będąc 2 dni temu na Marsie udało mi się dźwigiem rozszczepić atom wodoru, a w środku znalazłem nic innego jak Boga tworzącego kolejne multiwersum" ?  Emocje podstawowe bez problemu da się odczytać i zrozumieć. Za to samo werbalne "podobało mi się" niczego nie wnosi tak naprawdę. Człowiek by musiał się naopowiadać konkretnie co i konkretnie dlaczego zadziałało. A niestety przypominanie sobie emocji wychodzi już ludziom gorzej. Co do zdania - pokazać można dowolną rzecz. Absolutnie wszystko, odwołując się do symboli. Nietrudno pokazać atom, Marsa i dźwig. Rozszczepienie jeszcze łatwiej. Wodór? Bez większego problemu. Multiwersum też. Pokazałem hasło "Małżeństwo wagi półśredniej" dałbym radę i to  > I tutaj wchodzimy w kognitywistykę, koncepty etc. Ciekawy temat. Takich słów może być wiele - sprawdźmy, jak 'wygląda' słowo "zamek" w kontekście "spodnie", "plaża" i "królestwo".Nie tylko. W słowach zawarta jest niekiedy gradacja. Są słowa, które po prostu kojarzą się z danym gatunkiem, jak szpon i pazur. Czym to się różni znaczeniowo? Niczym. Ale jedno przypasowujemy do ssaków, a drugie do ptaków. Ciężko jest oczekiwać, że zabawny zabawny strój kulturysty ktoś określi mianem "fikuśnego". Co innego damską torebkę. Nie mówiąc już o absurdalnym negatywnym znaczeniu dopiętym do słowa "konkubent"  > Słownictwo młodzieży (czyli moje he he ) ulega błyskawicznym zmianom (z odpowiedniego punktu widzenia, oczywiście ) i ogromnej ilości wpływów Jest zatem ciekawym 'obiektem badań' Język młodzieżowy... no nie wiem. Mamy czasem przykład jak ładnie wypromowane hasło wchodzi do użytku - takie np. "ale urwał". To głównie działa poprzez gwałtowną ekspozycję. "Bo zupa była za słona", "A świstak siedzi i zawija w te sreberka", tudzież "Ju tokin tu mi". Tak długo było powtarzane, że aż musiało zostać zasymilowane. Ale czy to takie ciekawe? Ruskie przyszły do nas i raptem wszyscy zaczęli "je**ć" itd. Ekspozycja. Więcej cudów tu nie ma. Dużo ludzi słyszało, dużo powtarza i mamy nowe znaczenia słów, nowe słowa, albo związki frazeologiczne.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Asklepios (218 punktów) | > Emocje podstawowe bez problemu da się odczytać i zrozumieć. Za to samo werbalne "podobało mi się" niczego nie wnosi tak naprawdę. Człowiek by musiał się naopowiadać konkretnie co i konkretnie dlaczego zadziałało. A niestety przypominanie sobie emocji wychodzi już ludziom gorzej.Czyli wg. Ciebie niewerbalny przekaz wnosi informację co konkretnie i dlaczego zadziałało? Emocje z mowy ciała da się wyczytać, ale mowę ciała wypadałoby znać, żeby owe emocje rozczytywać trafniej i wyciągać z nich więcej informacji - jest przez to mniej praktyczna. Swoją drogą - gdyby przekaz werbalny był tak nieistotny jak mówisz, ewolucja usunęłaby go (lub w ogóle nie dopuściła do wytworzenia się języka). > Co do zdania - pokazać można dowolną rzecz. Absolutnie wszystko, odwołując się do symboli. Nietrudno pokazać atom, Marsa i dźwig. Rozszczepienie jeszcze łatwiej. Wodór? Bez większego problemu. Multiwersum też. Pokazałem hasło "Małżeństwo wagi półśredniej" dałbym radę i to Zróbmy więc eksperyment: ja to zdanie wypowiem, ty je pokażesz. Ciekawe, co zajmie mniej czasu i zostanie lepiej zrozumiane  > Nie tylko. W słowach zawarta jest niekiedy gradacja. Są słowa, które po prostu kojarzą się z danym gatunkiem, jak szpon i pazur. Czym to się różni znaczeniowo? Niczym. Ale jedno przypasowujemy do ssaków, a drugie do ptaków.Wolałbym tutaj się nie wypowiadać, gdyż pojęcie "gradacji" w językoznawstwie jest mi obce. Mimo wszystko, wolę pozostać przy swoim i twierdzić, że kojarzenie czegoś z czymś konkretnym to zjawisko typowe dla procesów poznawczych i tego, że słowa pojawiają się w kontekstach. > Ciężko jest oczekiwać, że zabawny zabawny strój kulturysty ktoś określi mianem "fikuśnego". Co innego damską torebkę.A może po prostu "fikuśny" nie kolokuje ze strojem kulturysty? (Choć osobiście uważam, że jak najbardziej kolokuje). > Język młodzieżowy... no nie wiem. Mamy czasem przykład jak ładnie wypromowane hasło wchodzi do użytku - takie np. "ale urwał". To głównie działa poprzez gwałtowną ekspozycję. "Bo zupa była za słona", "A świstak siedzi i zawija w te sreberka", tudzież "Ju tokin tu mi". Tak długo było powtarzane, że aż musiało zostać zasymilowane. Ale czy to takie ciekawe?"Science is interesting; if you don't agree, you can f**k off" - cytat chyba wszystkim dobrze znany
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | spellbinder (8577 punktów) |
> >Poza tym kształtowanie języka na szczęście nie zależy od ludzi, którzy się nim nie posługują, tudzież posługują pod budką z piwem, a od ludzi konstruujących teksty.> Z tym też nie mogę się do końca zgodzić. Jeżeli w danym społeczeństwie większość ludzi to chamy z pod budki z piwem, którzy "włanczają" światło, wtedy forma "włanczać" (po pewnym czasie, oczywiście) 'utrze się' i zostanie uznana jako forma poprawna. Językiem rządzi większość, nie mała grupka normatywistów ustalających nakazy i zakazy. Spójrz na ten artykuł: kwadryga.b(*)e-prasy-warszawskiej-1912.htmlKażdy język ulega ewolucji, gdzie słowa po prostu trudne zostają zastąpione wygodniejszymi. Przenikanie języka angielskiego do polskiego jest absolutnie zrozumiałe. Ale niechże te zmiany chociaż będą sensowne. "włanczać" używa litery, której nie ma w alfabecie  jakieś dziwne "an", niezapisywalne. Słowotwórstwo, zapożyczenia, tudzież nadawanie nazw rzeczom, które w naszej kulturze nie istnieją - w artykule autor próbuje forsować pogląd, że chuligan to to samo co zbir, a to akurat nieprawda. Świat się zmienia, język też musi, ale nie poprzez propagowanie błędów. Dodanie słowa, tudzież zastąpienie go to niezupełnie to samo co zapisanie z błędem, bo banda owiec nie potrafi zapamiętać poprawnej pisowni. Dużo ludzi pisze "humaniźmie" "okultyźmie" "romantyźmie" itd. ale na szczęście małomiękki "Słowek" wciąż to podkreśla.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Asklepios (218 punktów) | > Każdy język ulega ewolucji, gdzie słowa po prostu trudne zostają zastąpione wygodniejszymi. Przenikanie języka angielskiego do polskiego jest absolutnie zrozumiałe. Ale niechże te zmiany chociaż będą sensowne. "włanczać" używa litery, której nie ma w alfabecie jakieś dziwne "an", niezapisywalne.Pisałem o tym we wcześniejszych postach (chyba ;P). Nie no, wszystkie litery we "włanczać" są w alfabecie, nie widzę tam żadnego nowego znaku, a "an" wymawiam normalnie, nie daje tam nowego fonemu, nieistniejącego w języku polskim  P.S. Przyznaję się bez bicia, że też piszę "humaniźmie" zmiękczając wszystkie -izmy  Grunt, że jeżeli się zorientuję, to poprawiam błędy
|
|
| | | | | | | |  | | Asklepios (218 punktów) | > Ludzie to wymawiają nie jak w Anna, tylko jako coś jakby pośredniego między "ą" a "ę". Ciężko to opisać Coś mi się kojarzy z angielskim precelkiem: æ A to znaczy, że być może jesteśmy świadkami pewnej zmiany w fonetyce języka polskiego
|
|
| | | | | | | | |  | | spellbinder (8577 punktów) | > >Ludzie to wymawiają nie jak w Anna, tylko jako coś jakby pośredniego między "ą" a "ę". Ciężko to opisać > Coś mi się kojarzy z angielskim precelkiem: æ> A to znaczy, że być może jesteśmy świadkami pewnej zmiany w fonetyce języka polskiego  Nie w fonetyce, a raczej świadomości użytkowników języka
|
|
| | | | | | | | | |  | | Asklepios (218 punktów) | > >>Ludzie to wymawiają nie jak w Anna, tylko jako coś jakby pośredniego między "ą" a "ę". Ciężko to opisać > >Coś mi się kojarzy z angielskim precelkiem: æ> >A to znaczy, że być może jesteśmy świadkami pewnej zmiany w fonetyce języka polskiego  > Nie w fonetyce, a raczej świadomości użytkowników języka Cały język istnieje w umyśle jego użytkowników, sprecyzowałem tylko, że różnica w wymowie należy do działu zajmującego się jej badaniem - fonetyką (fonologią?)
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | schlawiner (400 punktów) | > Ludzie to wymawiają nie jak w Anna, tylko jako coś jakby pośredniego między "ą" a "ę". Ciężko to opisać Nie ciężko. Chodzi o nosowe a (więc słusznie sytuujesz je między nazalnymi o i e). Mówiący tak chce podkreślić niedokonany aspekt czasownika. Inne nosowe samogłoski występują w dialektach: żyntyca (yn zamiast ę), bundz, ksiundz (un zamiast ą).
|
|
| | |  | 2 na 2 | Mateusz (879 punktów) | >(...)że stanie się ona poprawna (czy niedługo poprawnie powiem "poszłem"?)
Siedzę ostatnio na przystanku, obok mnie przechodzi starsza kobieta z dzieckiem, najpewniej wnukiem. Mały mówi wesoło -"Poszedłem tam kiedyś.", wskazując palcem za wiatę przystanku. Babcia zwolniła kroku, popatrzyła chłodno na dziecko i powiedziała- " Nie poszedłem, tylko poszłem."
Poprawnie czy nie, tak będzie się mówić.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | orchidea78 (385 punktów) | "poszłem" | Dziwne, że starsza osoba źle się wysławia i jeszcze "sprowadza wnuka na złą drogę"  . Trzeba wierzyć w to, że gdy malec pójdzie do szkoły,to tam go nauczą poprawnej polszczyzny. Ale to z domu "się wynosi" poprawność gramatyczną, więc może szkoła naprawi to, czego nie zaszczepiono mu w rodzinnym domu. Wiadomo, różnie to bywa. Nie wypada się wtrącać i publiczne zwrócenie babci uwagi, byłoby lekko chamskie i nie jest to przyjęte w naszym społeczeństwie Brak mi słów...
|
|
 | 3 na 3 | stilgar (7322 punktów) | Odp: Osobliwości i "osobliwości" języków obcych |
> Podobno jeszcze w XIX wieku odróżniano w wymowie "ch" od "h".Niektórzy robią to do dzisiaj ( np. moja mama  )
|
|
|  | | Asklepios (218 punktów) | > >Podobno jeszcze w XIX wieku odróżniano w wymowie "ch" od "h".> Niektórzy robią to do dzisiaj ( np. moja mama )Możesz opisać, jak wygląda ta różnica w wymowie?
|
|
| |  | 2 na 2 | stilgar (7322 punktów) | > >>Podobno jeszcze w XIX wieku odróżniano w wymowie "ch" od "h".> >Niektórzy robią to do dzisiaj ( np. moja mama )> Możesz opisać, jak wygląda ta różnica w wymowie?H jest bardziej dźwięczne i tak jakby wymawiane na wdechu a nie na wydechu i troche podobne do dźwięku 'g' ( ale nie za dużo ). Ciężko to opisać, chociaż wymówić dość łatwo
|
|
| |  | 3 na 3 | Beatus (2528 punktów) | >Możesz opisać, jak wygląda ta różnica w wymowie? Mogę Ci opisać jak ją usłyszeć. Wiele osób w mowie używa "ch", nie dotyczy to jednak wszystkich słów. Większość poprawnie wypowiada wyraz "hiena". Połóż dłoń na krtani i wypowiedz głośno "hiena". Poczujesz w momencie wypowiadania "h" lekkie drganie. Dla rozróżnienia wypowiedz "chłam", "chory", "Chiny". Drgania nie ma, a przynajmniej nie powinno się pojawić. Jeśli prawidłowo wypowiesz słowa "huśtawka", "hamak", "hak" itd. dźwięk "h" powinien brzmieć dokładnie tak jak w przypadku "hieny".
|
|
|  | 1 na 1 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | > >Podobno jeszcze w XIX wieku odróżniano w wymowie "ch" od "h".> Niektórzy robią to do dzisiaj ( np. moja mama )...i górale.
|
|
| |  | | kinia zajac (12 punktów) | > >>Podobno jeszcze w XIX wieku odróżniano w wymowie "ch" od "h".> >Niektórzy robią to do dzisiaj ( np. moja mama )> ...i górale.A to ciekawe, szkoda że nie dane mi było jeszcze tego usłyszeć, chyba że słyszałam a zwyczajnie tego nie spostrzegłam. Ja mam jako wielki tępak takie proste pytanie do Was : jak nazywa się zjawisko rozumienia tego samego pojęcia wypowiedzianego w takim samym kontekście inaczej w zależności od osobnika? przepraszam za pytania na poziomie przedszkola, i obniżanie poziomu ale chciałabym się tylko dowiedzieć jaką nosi nazwę to zjawisko, żeby móc o tym poczytać.
|
|
| | |  | | orchidea78 (385 punktów) | Cóż mogę powiedzieć? Albo nie do końca rozumiem Twoją wypowiedź, albo wiąże się to z subiektywnym postrzeganiem i rozumieniem przez każdego inaczej. Z tym, że każdy ,usłyszaną wypowiedź "przepuszcza przez inny filtr". Chciałam dobrze, ale znowu mi nie wyszło  ".
|
|
| Rigoletto (3891 punktów) | Może ktoś zna dobrze historię języków angielskiego i niemieckiego.?Jako języki germańskie wywodzą się z jednego pnia. Zastanawiający dla mnie jest fakt odwrócenia znaczenia słów "gdzie" i "kto" w tych językach. Jak wiemy "gdzie" po angielsku to "where" a "kto" to "who". Natomiast po niemiecku jest na odwrót: "wer" - "kto", "wo" - "gdzie". Czy faktycznie w historii tych języków doszło do przemieszczenia znaczeń tych słów, czy coś tu za bardzo kombinuję?
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|