Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy dobre studia muszą dawać pracę?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
08-08-2012 22:50coreless (16088 punktów)Czy dobre studia muszą dawać pracę?
Ocena 1 na 1
Rozbisurmanieni ekonomiści, cieszący się w naszej epoce - zasłużenie czy nie - statusem guru od wszystkiego, żwawo zabierają się za to, co potrafią najlepiej, to jest za przeliczanie wszystkiego na pieniądze.
Słupki są nieubłagane, a tabelki bezwzględne. Wynika z nich, że absolwentom wyższych uczelni coraz trudniej zdobyć pracę, a nawet absolwenci zawodówek najczęściej pracują później nie w swoim fachu. Wniosek? Szkoły są złe, a uczelnie bezużyteczne. Czy jednak jakość kształcenia powinna być oceniana tylko na podstawie jednego wymiaru: szans zatrudnienia czy przewidywanej wysokości zarobków po ukończeniu szkoły? Czy dobre studia muszą dawać pracę? Czy studia wyższe, po których szanse na znalezienie dobrze płatnej pracy zgodnej z profilem kształcenia są nikłe, są bezwartościowe?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

rysiek (4593 punktów)
>(...) Czy studia wyższe, po których szanse na znalezienie dobrze płatnej pracy zgodnej z profilem kształcenia są nikłe, są bezwartościowe?
Ależ skąd, dzięki temu możemy mieć najwyżej wykształconych bezrobotnych na świecie. Może też ich cierpienia zaowocują stworzeniem jakichś wiekopomnych dzieł sztuki czy literatury, na co nie mieliby czasu uczestnicząc w biznesowym "wyścigu szczurów".
A tak na serio, studiowanie "sobie a muzom" jest dobre dla zamożnych arystokratów czy innych spadkobierców fortun. Chyba że ktoś ma ochotę na życie w stylu "ojców pustyni".
09-08-2012 04:38 
 Ocena 2 na 2
Selanos (12869 punktów)
>Może też ich cierpienia zaowocują stworzeniem jakichś wiekopomnych dzieł sztuki czy literatury

Byleby nie martyrologii narodu polskiego ciąg dalszy.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>ukończeniu szkoły? Czy dobre studia muszą dawać pracę? Czy studia wyższe, po których szanse na
>znalezienie dobrze płatnej pracy zgodnej z profilem kształcenia są nikłe, są bezwartościowe?

Jeżeli kryterium dobroci ma być dawanie pracy, to oczywistym jest że złe studia tej pracy nie dają.
Są studia dające pracę i wtedy jakość kształcenia mierzymy późniejszymi osiągnięciami w postaci dochodu, ale są też studia na kierunkach gorzej płatnych jak np fizyka teoretyczna, a trudno powiedzieć że są gorsze, bo wg innych kryteriów się je powinno oceniać.
Są też studia humanistyczne i tutaj nic dziwnego, że ani nie ma osiągnięć naukowych, ani pracy.

Postawa roszczeniowa studentów może być co najwyżej śmieszna. Po okresie buntu i zaprzeczenia nastąpi pogodzenie się z losem i rozpoczęcie kariery zawodowej na szeregowym stanowisku w Mc Donaldzie.
09-08-2012 10:43 
 Ocena 1 na 1
Jan Rylew (3965 punktów)
>Postawa roszczeniowa studentów może być co najwyżej śmieszna.
Z całą pewnością, wiadomo przecież, że dzisiaj studia w Polsce to w większości sposób na odroczenie przejścia w stan bezrobocia lub przedłużenie okresu w którym jeszcze nie trzeba się sprężać żeby przy ciężkiej robocie zarobić na miskę zupy. Przy okazji jak pięknie się poprawia statystyka bezrobocia.
Polska krajem ludzi uczących się !
Rigoletto (3891 punktów)
>Słupki są nieubłagane, a tabelki bezwzględne. Wynika z nich, że absolwentom wyższych uczelni coraz
>trudniej zdobyć pracę,

Jak geny słabe i nie jest się dzieckiem prawników, lekarzy, przedsiębiorców, dyrektorów, polityków, etc. to i studia nie pomogą. Niestety, nie ten profil psycho-społeczny. Albo się ma geny zwycięzców albo nie.
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>> Czy dobre studia muszą dawać pracę? <<
Pewnie nie muszą, ale żeby przeżyć, trzeba raczej pracować. Stąd np. Toronto jest unikalnym miastem na skalę światową. Ma najwięcej taksówkarzy z doktoratami.
coreless (16088 punktów)
>Ma najwięcej taksówkarzy z doktoratami.

Czy posiadanie doktoratu szkodzi taksówkarzowi?
Celecrin (6386 punktów)
>Czy dobre studia muszą dawać pracę?
Zależy co uważasz za dobre. Jeśli ukończysz historię, nauczanie przedszkolne, geografię, socjologię, psychologię, rożne odmiany menedżerki itd, szanse na znalezienie pracy masz mierne.
Jeśli natomiast ukończysz elektronikę, telekomunikację, mechanikę budownictwo, szanse na pracę masz duże.
09-08-2012 04:23 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli natomiast ukończysz elektronikę, telekomunikację, mechanikę budownictwo, szanse na pracę masz duże.
Taaa, przede wszystkim jako kasjerka/wykładaczka towaru na półki/magazynierka w "Biedronce".

Czy się mylę, czy nie pracujesz w Polsce, więc twoje wynurzenia na ten temat są wyłącznie bajkami?



Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Możliwe, że macie zupełnie różne gusty. (G.B.Shaw)
Ania. (14138 punktów)
>>Jeśli natomiast ukończysz elektronikę, telekomunikację, mechanikę budownictwo, szanse na pracę masz duże.
>Taaa, przede wszystkim jako kasjerka/wykładaczka towaru na półki/magazynierka w "Biedronce".
>Czy się mylę, czy nie pracujesz w Polsce, więc twoje wynurzenia na ten temat są wyłącznie bajkami?

Wbrew pozorom specjalistów - rzeczywistych, a nie tych od marketingu i zarządzania - nie ma tak dużo. Wiem, ile czasu poszukiwali specjalisty elektronika.

Myślę, że w każdym rodzaju zawodu (prawie) osoby aktywne, zdeterminowane znajdą pracę. Takie, które faktycznie przyłożyły się i wiedzą sporo, potrafią sporo, są gotowe na pracę za darmo lub za pół darmo przez jakiś czas, aby pozyskać "znajomości" i opinię.

Mówi się, że biologia to marny zawód, a ja nie miałam żadnych koneksji, żadnych układów, poza tymi, które sama sobie wypracowałam - czyli poza opinią o mnie. I udało się, może nie wyszło to od razu, trochę popracowałam w innych zawodach, ale jednak.
Brzostowski (7067 punktów)
>>>Jeśli natomiast ukończysz elektronikę, telekomunikację, mechanikę budownictwo, szanse na pracę masz duże.
>>Taaa, przede wszystkim jako kasjerka/wykładaczka towaru na półki/magazynierka w "Biedronce".
>>Czy się mylę, czy nie pracujesz w Polsce, więc twoje wynurzenia na ten temat są wyłącznie bajkami?

>Wbrew pozorom specjalistów - rzeczywistych, a nie tych od marketingu i zarządzania - nie ma tak dużo.

Specjalistów (rzeczywistych) od marketingu też nie ma zbyt wielu.
09-08-2012 15:34 
 Ocena 2 na 2
Celecrin (6386 punktów)
>>Jeśli natomiast ukończysz elektronikę, telekomunikację, mechanikę budownictwo, szanse na pracę masz duże.
>Taaa, przede wszystkim jako kasjerka/wykładaczka towaru na półki/magazynierka w "Biedronce".
>Czy się mylę, czy nie pracujesz w Polsce, więc twoje wynurzenia na ten temat są wyłącznie bajkami?

Krok 1
Kiedy kończyliśmy studia (obronę mieliśmy w grudniu, cała 8 osobowa grupa, bo u Pana Profesora to była norma), wszyscy mieli pracę już od ponad pół roku. Nie uważam wcale swojego kierunku za zbyt szczęśliwy (konstruktor obrabiarek i robotów), są o wiele lepsze.
Krok 2
Kluczem jest znanie języków obcych, dziś norma to dwa języki obce. Dostałem dobrą pracę w Polsce (ponad 3 kafle, czasem podchodziło pod 5, 8 lat temu...)
Krok 3
Pracuję za granicą. Jednak sam się zwolniłem, odpowiedziałem na ogłoszenie, pojechałem do Wa-wy i przeszedłem testy. Kluczem był język angielski. Uważam, że dziś inżynier powinien znać dwa języki, obowiązkowo.

Generalnie uwaga o Polsce jest nie na miejscu. Wiesz dlaczego? Odpowiem pytaniem.
Dlaczego rynek pracy mamy zawężać jedynie do Polski? Kluczem do sukcesu jest zrozumienie, że UE to JEDEN WIELKI RYNEK PRACY. Dziś średni wiek niemieckiego inżyniera to 50 lat...
Studia techniczne w Polsce są tak niepopularne, że rząd wpadł na fantastyczny pomysł dawania 1000zł za studiowanie na takich wybranych do programu kierunkach (skończyło się to oczywiście skandalem, jednak to pokazuje tylko, że to ludzie są winni i tylko oni).
Miało być tak:
matura.onet.pl/1454151,poradnik_artykul.html
Skończyło się tak:
wiadomosci(*)ktakularna_kleska__Wpadka.html
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Dlaczego rynek pracy mamy zawężać jedynie do Polski? Kluczem do sukcesu jest zrozumienie, że UE to JEDEN WIELKI RYNEK PRACY.
Kluczem do sukcesu jest zrozumienie, że silnego ekonomicznie państwa, z obywatelami płacącymi podatki na jego rzecz, nie buduje się mówiąc obywatelom: nie możecie znaleźć pracy w swoim kraju, to szukajcie jej za granicą. Zamiast narzekać - emigrujcie. Ale pamiętajcie, że aby emigrować, koniecznie wcześniej nauczcie się przynajmniej dwóch języków obcych.
Takie stawianie sprawy, to w gruncie rzeczy propagowanie niewolnictwa. Nie ma bowiem zasadniczej różnicy między murzynem porwanym z afrykańskiej sawanny i przetransportowanym na plantację bawełny na południu USA w XIX wieku i polskim magistrem XXI wieku, który z własnej woli znalazł się na plantacji truskawek w jakieś tam Holandii czy patroszy ryby w irlandzkiej wiosce.



Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Możliwe, że macie zupełnie różne gusty. (G.B.Shaw)
Celecrin (6386 punktów)
Przepraszam, ale gdzie autor wątku wspominał, że temat dotyczy wyłącznie Polski?

>Nie ma bowiem zasadniczej różnicy między murzynem porwanym z afrykańskiej sawanny i przetransportowanym na plantację bawełny na południu USA w XIX wieku i polskim magistrem XXI wieku, który z własnej woli znalazł się na plantacji truskawek w jakieś tam Holandii
Twoje sugestie nie zgadzają się z tematem wątku. Mówimy czy dobre studia mogą dać prace, a nie czy wyjechać na truskawki do Holandii po studiach...
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Przepraszam, ale gdzie autor wątku wspominał, że temat dotyczy wyłącznie Polski?
A w którym miejscu stwierdziłem coś takiego?

>Twoje sugestie nie zgadzają się z tematem wątku. Mówimy czy dobre studia mogą dać prace, a nie czy wyjechać na truskawki do Holandii po studiach...
Czy będziesz w stanie wybaczyć mi, że:
1) nie jestem koniem z klapkami na oczach, więc pozwalam sobie poszerzyć zakres dyskusji,
2) ośmieliłem się odnieść do twojej wypowiedzi, zawierającej urzekającą historię z twojego życia zawodowego?



Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Możliwe, że macie zupełnie różne gusty. (G.B.Shaw)
Celecrin (6386 punktów)
>>Przepraszam, ale gdzie autor wątku wspominał, że temat dotyczy wyłącznie Polski?
>A w którym miejscu stwierdziłem coś takiego?
Czy się mylę, czy nie pracujesz w Polsce<-----tutaj.

>ośmieliłem się odnieść do twojej wypowiedzi, zawierającej urzekającą historię z twojego życia zawodowego?
Nie widzę związku ani z tematem ani z moją wypowiedzią.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Czy się mylę, czy nie pracujesz w Polsce<-----tutaj.
Ciekawe, że prawie wszyscy zabierający głos w tym wątku zrozumieli intencje jego autora tak jak ja, że chodzi o sytuację w Polsce, więc może to ty się mylisz?

>>ośmieliłem się odnieść do twojej wypowiedzi, zawierającej urzekającą historię z twojego życia zawodowego?
>Nie widzę związku ani z tematem ani z moją wypowiedzią.
Nie umiem leczyć ślepoty.


Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Możliwe, że macie zupełnie różne gusty. (G.B.Shaw)
Celecrin (6386 punktów)
>Ciekawe, że prawie wszyscy zabierający głos w tym wątku zrozumieli intencje jego autora tak jak ja, że chodzi o sytuację w Polsce, więc może to ty się mylisz?
Intencje autora są w tytule wątku.
To TY wykreowałeś tą sytuację. To TY pierwszy napomknąłeś, że pracuję za granicą, więc piszę bzdury. Mój pierwszy post nie nawiązywał wcale do pracy za granicą, pisałem ogólnie i raczej o Polskiej sytuacji. W Polsce pracowałem 10 lat po studiach w rożnych firmach, choć tak jak mówię, zauważyłem, że Twoja uwaga jest bez sensu w zasadzie.
Było to tak:
Ty: Czy się mylę, czy nie pracujesz w Polsce, więc twoje wynurzenia na ten temat są wyłącznie bajkami?
Ja: Dlaczego rynek pracy mamy zawężać jedynie do Polski?
Ty: A w którym miejscu stwierdziłem coś takiego?
Ty: Ciekawe, że prawie wszyscy zabierający głos w tym wątku zrozumieli intencje jego autora tak jak ja, że chodzi o sytuację w Polsce, więc może to ty się mylisz?
Zauważam sprzeczne ze sobą wypowiedzi. Coś nie gra, prawda?
Najpierw się dziwisz, że stwierdziłeś cos takiego, a potem wmawiasz mi dziecko w brzuch, że to jest "oczywiste".

>>>ośmieliłem się odnieść do twojej wypowiedzi, zawierającej urzekającą historię z twojego życia zawodowego?
>>Nie widzę związku ani z tematem ani z moją wypowiedzią.
>Nie umiem leczyć ślepoty.
Może masz zespół Antona-Babińskiego?
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Jeszcze dopisz, że piszę nie na temat wątku, w przeciwieństwie do ciebie, oczywiście.


Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Możliwe, że macie zupełnie różne gusty. (G.B.Shaw)
Brzostowski (7067 punktów)
>>Czy dobre studia muszą dawać pracę?
>Zależy co uważasz za dobre. Jeśli ukończysz historię, nauczanie przedszkolne, geografię, socjologię, psychologię, rożne odmiany menedżerki itd, szanse na znalezienie pracy masz mierne.
>Jeśli natomiast ukończysz elektronikę, telekomunikację, mechanikę budownictwo, szanse na pracę masz duże.
Pleciesz ...

Znam jedną dziewczynę po nauczaniu przedszkolnym, co po studiach założyła punkt żłobkowo-przedszkolny, po roku zatrudnia 2 osoby i zarabia ok. 5 tys. zł na rękę (Rzeszów). Dla niej taka kasa to super zarobki.

W Polsce statystycznie rzecz ujmując, ludzi na studiach, nie uczy się zaradności, przedsiębiorczości i kreatywności. Stawiam tezę, że po każdych studiach można zarabiać godziwie, jeśli człowiek potrafi wykorzystać to, czego się na tych studiach nauczył, jeśli jest się przedsiębiorczym. Nieudacznicy życiowi i z doktoratami pracy nie znajdą.

Bieda i głupota (nie brak inteligencji) chodzą razem.
Celecrin (6386 punktów)

>Pleciesz ...
>Znam jedną dziewczynę ...
Problem w tym, że nie trzeba kończyć nauczania przedszkolnego, żeby taki punkt otworzyć, prawda? Wiem, bo ja znam dziewczynę co kończyła AWF i otworzyła dwa takie punkty i ma się o tak. Tylko do bezpośredniej opieki nad dziećmi musisz mieć papiery.
Z tymi studiami wychowania przedszkolnego chodzi raczej o to, że są popularne, tak jak inne kierunki "szkolne". Jest to pułapka, bo konkurencji na rynku mnóstwo, zaprzeczysz?
Brzostowski (7067 punktów)
>Problem w tym, że nie trzeba kończyć nauczania przedszkolnego, żeby taki punkt otworzyć, prawda? Wiem, bo ja znam dziewczynę co kończyła AWF i otworzyła dwa takie punkty i ma się o tak. Tylko do bezpośredniej opieki nad dziećmi musisz mieć papiery.

Oczywiście, masz rację, ale cóż to za argument w naszej dyskusji? Nie musisz także być fizykiem, aby odkryć coś nowego, załóż sobie po prostu instytut naukowy, albo firmę wysokiej technologii i już! Ja chciałem pokazać, że praca jest nawet po nauczaniu przedszkolnym, można robić to czego się człowiek na studiach nauczył i z pasją.

>Z tymi studiami wychowania przedszkolnego chodzi raczej o to, że są popularne, tak jak inne kierunki "szkolne". Jest to pułapka, bo konkurencji na rynku mnóstwo, zaprzeczysz?
Nie zaprzeczę, ale każdy kto studiuje bo lubi i studiuje dla wiedzy oraz ma odrobinę przedsiębiorczości w genach będzie miał pracę, którą lubi też za godziwe wynagrodzenie.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
W interesie Państwa powinno leżeć takie kształcenie obywateli, które temu Państwu wykształcenie owych obywateli będzie przynosić korzyści. Te bardziej czy mniej wymierne materialnie.
Państwo polskie ma w doopie owe korzyści, bowiem Państwo polskie, to świnie u żłoba, którym zależy tylko i wyłącznie na tym, aby świniom nie zabrakło żarcia w okresie między wyborami.
W Polsce świnie żyją krótko, od czterech do maksymalnie (jak sądzę) ośmiu lat.
Po tym okresie świnie, nawet już niebędące u koryta, mają zagwarantowane dożywotnie skarmianie kosztem cudzego miotu - (vice)minister ma dożywotnią emeryturkę, eksposeł unijny tak samo.



Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Możliwe, że macie zupełnie różne gusty. (G.B.Shaw)
09-08-2012 09:53 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Państwo polskie ma w doopie owe korzyści, bowiem Państwo polskie, to świnie u żłoba, którym zależy tylko i wyłącznie na tym, aby świniom nie zabrakło żarcia w okresie między wyborami.

Obywatele mają swoje mózgi i nie muszą słuchać państwa przy wyborze uczelni. Uczelnie widząc popyt na łatwe studia po prostu racjonalnie go zaspokajają.
09-08-2012 19:22 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Ja nie pisałem, że obywatele mają "słuchać państwa". Pisałem, że państwo (władze) powinno działać tak, aby "rosnąć w siłę" i aby "obywatelom żyło się dostatnio".
To hasło z czasów PRL powinno być mottem władzy każdego szczebla, no ale nie może to być władza, która i państwo, i obywateli ma gdzieś, bo interesuje się wyłącznie sama sobą.



Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Możliwe, że macie zupełnie różne gusty. (G.B.Shaw)
09-08-2012 13:39 
 Ocena 1 na 1
Ania. (14138 punktów)
Przeciwnie, mam silne przekonanie, że komuś tu zależy na obniżaniu poziomu kształcenia. I że to jest celowe działanie.

Młodzieży - buntuj się i ucz ile wlezie!
09-08-2012 20:02 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Nie sądzę, abyśmy mieli w tym przypadku do czynienia z celowym działaniem. Moim zdaniem jest to po prostu zaniechanie, brak zainteresowania przyszłością państwa i obywateli - już o tym pisałem.
Ponieważ jest czas Olimpiady, więc przychodzi mi do głowy taka analogia: osoby zarządzające w Polsce sportem mają gdzieś czy nasi zawodnicy zdobywają medale, w ogóle nie interesuje ich stwarzanie warunków do tego, aby kształtować przyszłych mistrzów. Interesują je wyłącznie ich osobiste interesy - stanowiska (władza) i kasa. Gdy polski sportowiec odniesie jakiś sukces, to wówczas "działacze" chętnie rozprawiają o tym w mediach, kreując się na ojców owego sukcesu.
Analogicznie jest w przypadku szkolnictwa: nikogo z decydentów nie obchodzi jego poziom, za to chętnie podpinają się pod sukcesy np. młodych, polskich programistów, którzy wygrywają jakieś konkursy.



Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Możliwe, że macie zupełnie różne gusty. (G.B.Shaw)
09-08-2012 20:09 
 Ocena 1 na 1
Ania. (14138 punktów)
A ja nie jestem tak optymistyczna.
Społeczeństwo głupie jest łatwiejsze do prowadzenia. Poddaje się autorytetom, np. kościoła. Wiemy, że wraz z edukacją odsetek wierzących kurczy się, a odsetek wierzących ślepo kościołowi wręcz zanika prawie.

Moim zdaniem, odpowiada za to lobby podporządkowane kościołowi. I nie jest to pierwszy raz w historii.
coreless (16088 punktów)

Jest to transakcja wiązana. Towarzystwo sportowców dodaje prestiżu politykom, a towarzystwo polityków - sportowcom. Tak działa ten rynek.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Chyba żartujesz. Jakiego to niby prestiżu może komukolwiek dodać towarzystwo polityków?


Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Możliwe, że macie zupełnie różne gusty. (G.B.Shaw)
coreless (16088 punktów)

Widać może, skoro dodaje.
neurosurgery (2484 punktów)
>Czy dobre studia muszą dawać pracę?

Nie wiem co rozumiesz poprzez "dobre". W Polsce podejście do studiów jest tak żałosne, że już bardziej żałosne być nie może! 99% studentów nawet nie wie co studiuje. Zakuj, zdaj, zapomnij i baw się po egzaminach, na których pytania wyglądały dziwnie znajomo. Nawet na UJ-cie, na biologii, z relacji koleżanki wynika, że pytania egzaminacyjne zmieniane są co 3 lata... Dwa roczniki prześlizgną się aż miło! Śmiać się czy płakać? Produkujemy tysiące ludzi, którzy myślą, że po takim "studiowaniu" będzie czekała na nich świetna posada. Jak słucham znajomych - studentów, to mam ochotę kupić hulajnogę i wyruszyć w stronę zachodu Słońca. Na farmacji, także na UJ-cie, można powinszować egzaminów z biofizyki na których są same definicje. O fizyce tam nikt nie ma pojęcia, najmniejszego. Szczytem głupoty jest nakazanie przyszłym farmaceutom nauczenia się (UWAGA! UWAGA!) gęstości wszystkich pierwiastków chemicznych! Za mało widocznie definicji do wykucia... Ostatnio w ogóle zmieniłem podejście do studiowania. Z okazji tego, że mam tylko jedno życie, to postanowiłem nie marnować go na pierdoły. Myślę poważnie nad studiowaniem astronomii/fizyki, bo nie ma nic lepszego, niż poznawanie Wszechświata, którego częścią jesteśmy. Nie obchodzi mnie w ogóle aspekt materialny. Dosyć mam gonienia za pieniędzmi. Czy kogoś jeszcze w ogóle interesuje coś więcej niż co "założę na imprezę"? Coraz mniej ludzi, którzy studiują coś z pasją. Jak mam spoglądać w przyszłość z optymizmem, skoro obecne pokolenie nie ma pojęcia o wyzwaniach, którym musimy stawić czoła? W Polsce nie wiadomo nawet gdzie szukać prawdziwych studentów... Jeżeli na UJ-cie dzieją się takie rzeczy, to jak jest na innych uczelniach? Smutne to wszystko...

>Czy studia wyższe, po których szanse na znalezienie dobrze płatnej pracy zgodnej z profilem kształcenia są nikłe, są bezwartościowe?

Popytaj "studentów" socjologii, którzy myślą, że zwojują świat. Nastąpiło jakieś dziwne przewartościowanie. Kierunki ścisłe są uznawane za nieatrakcyjne. Fizyka czy matematyka, to przedmioty, które trzeba PRZETRWAĆ. Nikt nie spogląda na przedmioty matematyczno-przyrodnicze jak na okno na świat. Mam nadzieję, że pasjonaci nigdy nie pomyślą o fizyce teoretycznej jako o przedmiocie bezwartościowym... Dobre pieniądze są tam, gdzie jest dobre zapotrzebowanie. W społeczeństwie, które ma gdzieś teorie fizyczne, nie wróżę fizykom-teoretykom wysokich zarobków.

Nie chcę wierzyć. Chcę WIEDZIEĆ.
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Popytaj "studentów" socjologii, którzy myślą, że zwojują świat. Nastąpiło jakieś dziwne przewartościowanie. Kierunki ścisłe są uznawane za nieatrakcyjne.

No cóż - współtworzę właśnie raport na temat pracy osób po studiach i z badań wychodzi nam coś zgoła innego. Otóż największe szanse na pracę w zawodzie i wysokie zarobki mają absolwenci kierunków ekonomicznych (czyli nauki społeczne) i prawnych (także nauki społeczne). Kierunki ścisłe (matematyka) i przyrodnicze (chemia, fizyka czy biotechnologia) nie są aż tak poszukiwani na Polskim rynku pracy. Pewnie - zdarzają się wyjątki zarabiające duże pieniądze, ale sporo jest także osób zarabiających słabo lub przeciętnie. Jeśli chcesz pracy - zrób kierunek techniczny (a nie przyrodniczy lub ścisły) i społeczny (zarządzanie, socjologię, psychologię społeczną/biznesu), staniesz się najlepszym pracownikiem dla firmy technologicznej.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
09-08-2012 09:12 
 Ocena 2 na 2
KarolG (2892 punktów)
>Jeśli chcesz pracy - zrób kierunek techniczny (a nie przyrodniczy lub ścisły) i społeczny (zarządzanie, socjologię, psychologię społeczną/biznesu), staniesz się najlepszym pracownikiem dla firmy technologicznej.
Że co? Chyba przy wypełnianiu ankiet jaja sobie z Ciebie robili. Niby co ci socjolodzy mają robić w firmie technologicznej?

Dla porównania raport przygotowany przez S&S www.wynagrodzenia.pl/artykul.php/wpis.2503


Thank God, I'm an atheist
09-08-2012 09:29 
 Ocena 1 na 1
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Od lat się zastanawiam co badają "Sedlaki", gdyż ich dane słabo się pokrywają ze sporą częścią raportów uniwersytetów. Brak liczebności przy poszczególnych pomiarach nie zachęca do traktowania tego raportu poważnie.

Posiadanie jednocześnie wykształcenia technicznego i społecznego ułatwia pracownikowi wykonywanie zdań managerskich. Czyli może zawsze awansować na stanowisko zarządzające jednocześnie będzie rozumiał co mówią do niego podwładni. Mam wrażenie, że nie zauważyłeś spójnika.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Posiadanie jednocześnie wykształcenia technicznego i społecznego ułatwia pracownikowi wykonywanie zdań managerskich. Czyli może zawsze awansować na stanowisko zarządzające jednocześnie będzie

Czyli inżynier filolog będzie lepiej rozumiał co się do niego mówi, niż zwykły inżynier?
09-08-2012 10:01 
 Ocena 2 na 2
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Filologia to nauka humanistyczna a nie społeczna.

Jest duży problem z managerami, którzy nie rozumieją co do niego mówią np. informatycy i z drugiej strony - z dobrym, nowoczesnym zarządzaniem prowadzonym przez awansowanych techników.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
09-08-2012 10:42 
 Ocena 3 na 3
KarolG (2892 punktów)
Faktycznie nie zauważyłem spójnika.
Nie zmienia to jednak faktu, że się z tym nie zgadzam.
Skończyłem studia techniczne. Pod koniec studiów miałem możliwość studiowania uzupełniającego (2 lata, druga magisterka) na Zarządzaniu, specjalność Organizacja Produkcji. Po roku stwierdziłem, że tracę czas.
Dzisiaj z perspektywy widzę, że to była dobra decyzja. W tym czasie nauczyłem się innych rzeczy, które faktycznie są doceniane w firmie.
Całą wiedzę która mi jest potrzebna do zarządzania zdobyłem samodzielnie. Nie jest to trudne, materiały są ogólnie dostępne, a nie tracę czasu na zgłębianie metod zarządzania, które nie są możliwe do wykorzystania w mojej branży (wbrew pozorom są takie).
Jeżeli chodzi o psychologię, to jasne, że trochę wiedzy w tym zakresie przydaje się w relacjach z podwładnymi, ale magisterka do tego potrzebna nie jest.

Wolę zatrudnić dobrego inżyniera, niż kogoś kto studiował 3 kierunki i tak naprawdę nie miał czasu skupić się na tym co ważne. Lepiej niech skończy jedne studia, ale niech coś faktycznie umie. Jak za parę lat będę z niego chciał zrobić managera, to 'no worries' - firma go wyśle na odpowiednie szkolenia.

Pozdrawiam

Thank God, I'm an atheist
09-08-2012 10:58 
 Ocena 1 na 1
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Jeżeli chodzi o psychologię, to jasne, że trochę wiedzy w tym zakresie przydaje się w relacjach z podwładnymi, ale magisterka do tego potrzebna nie jest.

Pewnie - wystarczy podyplomówka lub licencjat.

>Jak za parę lat będę z niego chciał zrobić managera, to 'no worries' - firma go wyśle na odpowiednie szkolenia.

Cóż - uważam, że ten trend będzie się wycofywał. Prywatyzacja odpowiedzialności edukacyjnych będzie postępować. Kiedyś państwo we współpracy (także finansowej np. w USA) z biznesem określało programy i zapotrzebowania edukacyjne. Dziś firmy i jednostki. Odpowiedzialność (także finansowa) pracownika za własną edukację i dostosowanie się do rynku pracy (a właściwie ryzyko niedostosowania) będą skłaniać raczej do tworzenia kont z kasą na własną edukację ("ubezpieczenie edukacyjne") niż z liczeniem na pracodawców. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę coraz częstsze zmiany pracy i coraz słabszą więź (poczucie wzajemnej lojalności) między pracodawcą a pracownikiem.

Pozdrawiam.


Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
09-08-2012 11:24 
 Ocena 2 na 2
KarolG (2892 punktów)
>Pewnie - wystarczy podyplomówka lub licencjat.
Wystarczy dobrze przygotowane celowane szkolenie.

>Cóż - uważam, że ten trend będzie się wycofywał.
No to się sam doszkoli, kiedy będzie czas po temu.

>Prywatyzacja odpowiedzialności edukacyjnych będzie postępować.
Może i tak. Nie wiem.
U nas jest akurat odwrotnie. Przyczyną jest to, że świadczenia pozapłacowe mają bardzo duży wpływ na lojalność i motywację pracowników; dużo większy niż analogiczne zwiększenie pensji.

Thank God, I'm an atheist
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>U nas jest akurat odwrotnie. Przyczyną jest to, że świadczenia pozapłacowe mają bardzo duży wpływ na lojalność i motywację pracowników; dużo większy niż analogiczne zwiększenie pensji.

Nie wiem, nie znam badań potwierdzających to co piszesz. Podejrzewam jednak, że średnio pracownik traci na zniesieniu "kosztów pozapłacowych", gdyż raczej, znów średnio, nie otrzymuje analogicznego wyrównania w płacy (z uwzględnieniem kosztów, wyższych przy samozatrudnieniu).

Pozdrawiam.


Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
KarolG (2892 punktów)
Nie piszę o samozatrudnieniu. To inny przypadek.
Koszty świadczeń pozapłacowych, wcale nie muszą być wysokie. Często podwyżka, która dałaby taki sam efekt motywacyjny kosztowałaby więcej.
Oczywiście to nie jest żadna żelazna reguła. Wszystko zależy od tego jak dużo świadczeń pozapłacowych jest w firmie, jaki jest poziom płac itd itp.

Thank God, I'm an atheist
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Tylko, że motywacja płacowa jest najsłabszą motywacją przy zadaniach kreatywnych.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
09-08-2012 12:14 
 Ocena 2 na 2
KarolG (2892 punktów)
No właśnie o tym piszę.

Thank God, I'm an atheist
09-08-2012 18:05 
 Ocena 1 na 1
Celecrin (6386 punktów)
>Otóż największe szanse na pracę w zawodzie i wysokie zarobki mają absolwenci kierunków ekonomicznych (czyli nauki społeczne) i prawnych (także nauki społeczne).
Nie jest to precyzyjnie przedmiotem dyskusji, prawda? Poza tym określenie zawód w przypadku inżynierów jest mylące. Pole możliwych specjalizacji dla inż. mech jest olbrzymie. Skoro jednak mówimy o pracy w zawodzie...

Cytat:
W Polsce najtrudniejszą do obsadzenia grupą zawodową okazali się być inżynierowie. Wyniki badania w ostatnich 5 latach wskazują na stałe i rosnące problemy pracodawców z pozyskiwaniem kandydatów z tym wykształceniem. Pracodawcom najczęściej brakuje inżynierów mechaników, elektryków a także inżynierów lądowych.
www.egospo(*)kiwane-zawody-2012,1,39,1.html

Cytat:
Praca w 2011 roku czeka na inżynierów budowlanych, ekspertów od reklamy i sprzedaży w internecie, pracowników budowlanych, konstruktorów maszyn, programistów, księgowych i finansistów.


Cytat:
48% pracodawców w Polsce deklaruje, że ma trudność z obsadzeniem stanowisk z powodu braku kandydatów o odpowiednich kwalifikacjach. Wyniki badania Manpower wskazują na brak wykwalifikowanych pracowników fizycznych, menedżerów projektów i przedstawicieli handlowych.
Wyniki badania w Polsce dokładnie pokazują obecny trend na rynku pracy - najbardziej poszukiwanymi pracownikami, tak jak rok temu, są wykwalifikowani pracownicy fizyczni, czyli m.in. elektrycy, cieśle, stolarze, murarze, hydraulicy czy spawacze. "Nowym stanowiskiem na liście, które od razu znalazło się na drugim miejscu jest menedżer projektów.
Wyniki raportu dla regionu EMEA
Lista 4 najbardziej poszukiwanych zawodów w regionie to wykwalifikowani pracownicy fizyczni, przedstawiciele handlowi, technicy (produkcji, procesu produkcji i utrzymania ruchu) oraz inżynierowie.
Polska:
1. Wykwalifikowani pracownicy fizyczni
2. Menedżerowie projektów
3. Przedstawiciele handlowi
4. Inżynierowie
5. Kierowcy
6. Niewykwalifikowani pracownicy fizyczni
7. Pracownicy sekretariatu, asystenci dyrekcji, asystenci ds. administracji
8. Kucharze/ szefowie kuchni
9. Pracownicy produkcji
10. Pracownicy działu Obsługi Klienta i Wsparcia Klienta

Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Tak - to trochę off topic. Do głównego tematu odniosłem się poniżej. Badania na które się powołujesz nie są sprzeczne z tymi, które współtworzę. Nie badam popytu na pracę, badam ścieżki kariery absolwentów. I widzę, iż średnie zarobki i stosunek pracujących/nie pracujących w wymienionych przeze mnie kierunkach studiów (nie zawodach!) jest najwyższy, po usunięciu z próbki np. osób, które ukończyły studia artystyczne (duuże zarobki w reklamie, lecz bardzo mała, niereprezentacyjna próbka). To wszystko. Nie twierdzę, iż inżynierowie nie są potrzebni czy nie są poszukiwani. Twierdzę tylko, że w naszych badaniach nie wypadają tak dobrze jak inni absolwenci. Przyczyną może być np. słaba mobilność czy brak wielkiego przemysłu w regionie, ale to inna sprawa.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
11-08-2012 15:40 
 Ocena 1 na 1
Celecrin (6386 punktów)
>Twierdzę tylko, że w naszych badaniach nie wypadają tak dobrze jak inni absolwenci. Przyczyną może być np. słaba mobilność czy brak wielkiego przemysłu w regionie, ale to inna sprawa.
Oczywiście. Dlatego często krytykuję bablanie o "małych firmach". Gospodarka potrzebuje kośćca w postaci dużych firm, a że jestem inżynierem, wiem, że ich potrzebujemy.
(Uogólnienie, inżynierowie też mogą zakładać firmy i pracować w małych firmach)
09-08-2012 13:43 
 Ocena 4 na 4
Ania. (14138 punktów)
Dokładnie!
Skoro student biologii nie wie, że ważka to ważka, a nie mucha - to o czym to świadczy?!

Albo student medycyny zakłada ten uchwyt do intubacji (nie wiem czy to ma jakąś nazwę prawidłową) odwrotnym końcem na egzaminie?

Trafiły mi się w tym roku dwie, bardzo zdolne dziewczyny. Jedna wybierała promotora pracy licencjackiej - wybierała to dobre słowo, bo większość promotorów miała chrapkę na taką zdolną studentkę. To katedry ubiegały się o względy takich osób, nie odwrotnie!

Jedna będzie robić u nas doktorat i gwarantuję, że staniemy na głowie, aby po doktoracie był dla niej etat, bo taka okazja nie trafia się nam za często - w tym morzu miernoty i debilizmu wręcz.

Co gorsze - większość nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jaki poziom reprezentują. Uważają, że to normalne i są tacy cudowni, a wszyscy powinni ich głaskać po główkach i prowadzić za rączkę!
Borys Swoboda (1408 punktów)
>Rozbisurmanieni ekonomiści, cieszący się w naszej epoce - zasłużenie czy nie - statusem guru od
>wszystkiego, żwawo zabierają się za to, co potrafią najlepiej, to jest za przeliczanie wszystkiego
>na pieniądze.

Bo generalnie sprawa sprowadza się do pieniędzy. Jeżeli chcesz studiować hobbystycznie, to funduj sobie te studia sam.

Zresztą, jeżeli to jest inwestycja w przyszłość, to też funduj je sobie sam.
09-08-2012 09:48 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)

>Bo generalnie sprawa sprowadza się do pieniędzy...

Skoro tak, to na ile wyceniasz swoją osobowość?
Borys Swoboda (1408 punktów)
>>Bo generalnie sprawa sprowadza się do pieniędzy...
>Skoro tak, to na ile wyceniasz swoją osobowość?

Nie wyceniam. Ale jakie to ma znaczenie?

Żeby skrócić dyskusję- "nie wyceniasz swojej osobowośći"->(...)->"trzeba płacić podatki na państwową edukację"

W miejsce "(...)" wstaw odpowiednie ogniwa.
coreless (16088 punktów)

>Nie wyceniam. Ale jakie to ma znaczenie?

A nic. Takie małe badanko socjologiczne w duchu szkoły frankfurckiej.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Czy dobre studia muszą dawać pracę? Czy studia wyższe, po których szanse na
>znalezienie dobrze płatnej pracy zgodnej z profilem kształcenia są nikłe, są bezwartościowe?

Rosnący odsetek bezrobotnych z wyższym wykształceniem każe usunąć z tego pytania "dobrze płatne".
Człowiek wybierając studia powinien zadać sobie dwa pytania.
Czy kierunek w ogóle mnie interesuje (tzn. czy studia nie będą na odczep i na trzy Z, byle do magisterki) a także jak po skończeniu studiów zamierzam się utrzymywać.
Odpowiedź na które pytanie jest w podjęciu decyzji o studiach ważniejsza, to już każdy decyduje za siebie.

Ale jeżeli idziemy na studia z miłości do przedmiotu, np. na filologię hebrajską, to musimy mieć świadomość, że po studiach znalezienie pracy w zawodzie będzie trudne. I być może wylądujemy na śmieciówce w call center, od czasu do czasu dorabiając sobie tłumaczeniem korespondencji handlowej. Ewentualnie czeka nas obiecująca kariera pilota wycieczek do ziemi świętej, o ile mamy chody u jakiegoś proboszcza.

Studiowanie hobbystyczne bez oglądania się na możliwość przyszłej pracy jest dla osób z zapleczem finansowym i dla fascynatów-ascetów.
Problem w tym, że te tłumy szturmujące socjologie i politologie i te wszystkie manione kierunki "biznesowe" (ich absolwenci to nie są ekonomiści, bo ekonomista musi znać matematykę) to nie są ani tłumy dobrze sytuowanych hobbystów ani zapaleńców-ascetów.
Jeżeli idą na te studia w nadziei, że po nich super kariera gwarantowana, to ktoś te dzieciaki bezlitośnie okłamał. Nie dziwi potem rozgoryczenie.

Wśród tej armii bezrobotnych magistrów niewielu jest naprawdę wykształconych.
Studiowała (za SJP: studiować - «gruntownie poznawać, badać coś» ) mniejszość. Większość jedynie skończyła studia.
Spora grupa nie powinna nigdy znaleźć się na wyższej uczelni.

Mam takiego znajomego, geografa. Robił doktorat ale mu nie wyszło, zwolnili go z uczelni. W szkole pracy nie ma - niż demograficzny, a poza tym koncepcja pracy z dzieciakami go odrzuca. Miał trochę oszczędności, zacisnął zęby, przeprowadził się do matki i zainwestował w kurs spawania. 3 rożne kursy. Półtora roku biedował, potem zaczął dostawać pierwsze zlecenia i się okazało, że ma fantastyczny dryg do tej roboty i nie może się opędzić od zleceń. Bo dobry spawacz i to jeszcze z więcej niż jednym uprawnieniem to skarb.
W wieku 38 lat zaczął nową karierę jako robotnik wykwalifikowany, założył działalność gospodarczą, planuje zrobić jeszcze jedno uprawnienie jak się trochę finansowo podciągnie i w końcu wydaje się szczęśliwy.

Ciekawe ilu tych nieszczęsnych socjologów byłoby świetnymi ślusarzami, cieślami czy wulkanizatorami?


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
coreless (16088 punktów)

>Mam takiego znajomego, geografa. Robił doktorat ale mu nie wyszło, zwolnili go z uczelni. W szkole pracy nie ma - niż demograficzny...

Ciekawe spostrzeżenie, zwracające uwagę, że za niepowodzenia na rynku pracy odpowiadają nie tylko słabe szkoły, ale i czynniki strukturalne. Czy to oznacza jednak, że dobre studia, po których nie ma pracy, są bezużyteczne?
09-08-2012 10:52 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>>Mam takiego znajomego, geografa. Robił doktorat ale mu nie wyszło, zwolnili go z uczelni. W szkole pracy nie ma - niż demograficzny...
>Ciekawe spostrzeżenie, zwracające uwagę, że za niepowodzenia na rynku pracy odpowiadają nie tylko słabe szkoły, ale i czynniki strukturalne.

To raczej oczywiste, tylko taki potencjalny geograf powinien mieć świadomość, ile i jakiej pracy jest po takim kierunku studiów. Jeśli ktoś brzydzi się pracą w szkole, gdzie trafia większość osób pracujących w zawodzie, po kierunkach tego rodzaju, to chyba faktycznie nie powinien studiować.

>Czy to oznacza jednak, że dobre studia, po których nie ma pracy, są bezużyteczne?

Pewnie, że nie. Ale pod warunkiem, że dobre a nie studia dla papierka. I teraz następuje długa lista rozmaitych komunałów dowodzących korzyści wynikających z kształcenia...

09-08-2012 11:21 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Mam takiego znajomego, geografa. Robił doktorat ale mu nie wyszło, zwolnili go z uczelni. W szkole pracy nie ma - niż demograficzny...
>Ciekawe spostrzeżenie, zwracające uwagę, że za niepowodzenia na rynku pracy odpowiadają nie tylko słabe szkoły, ale i czynniki strukturalne.

Właśnie dlatego przyszły student musi się zastanowić gdzie znajdzie pracę po studiach. Po studiach, czyli nie dziś a za 5 lat jak dobrze pójdzie.
Jeżeli dziś w mieście, w którym uczelnie są w stanie "wyprodukować" kilkuset ekonomistów rocznie, otwiera się np. nowe centrum finansowo-księgowe i potrzebują ekonomistów w ilościach hurtowych i gotowi są ludzi douczać na starcie, to nie znaczy, że takie zapotrzebowanie będzie za 5 lat. Przez te 5 lat nawet kilkaset wolnych na wejściu stanowisk się zapełni i dalsze zapotrzebowanie będzie już na zwykłym poziomie - ktoś odejdzie, kogoś awansują, ot pojedyncze wakaty i to zwykle dla osób z doświadczeniem.

Generalnie pchanie się na modne kierunki, na których jest duży nabór i co roku kierunek wypluwa nie 20-30 a 200-300 osób nie jest mądrym wyborem.

> Czy to oznacza jednak, że dobre studia, po których nie ma pracy, są bezużyteczne?

Czy studia po których absolwent nie może znaleźć pracy, są dobre?
"Dobrość" studiów ocenia się po tym, jakimi fachowcami będą absolwenci, co po studiach osiągną.
A skoro nie ma dla nich pracy to nie mają szans sprawdzić się w swoim zawodzie. Nie wiemy więc, czy studia były dobre.
Oczywiście, jeżeli studia kończy 30 osób, pracy w zawodzie jest dla 15 i ta 15 okazuje się świetnymi fachowcami, to można domniemywać, że studia były dobre.

Ale co powiedzieć o kierunku, który wypluwa 200 absolwentów rocznie, pracy jest dla 15 i okazuje się, że są świetni w swojej dziedzinie?
Może to studia są takie dobre, ale jest też duże prawdopodobieństwo, że ta 15 to po prostu ponadprzeciętni studenci - pracodawca miał z czego wybierać, wziął najlepszych, którzy i na byle jakiej uczelni są w stanie coś osiągnąć.
Nie wiemy, pozostałe 185 osób nie miało szansy się sprawdzić.

O ile wiem u nas uczelnie dopiero zastanawiają się nad wprowadzeniem systemu monitorowania absolwentów.
Na zachodzie, zwłaszcza w USA, wybierając uczelnię wiem, jak radzą sobie jej absolwenci, czy pracują w swoim zawodzie itp. Uczelnie się chwalą, np. "nasi absolwenci stanowią 80% programistów Oracla" albo "nasza uczelnia to kuźnia kadr dla administracji państwowej wyższego szczebla" ((Ecole Nationale d'Administration we Francji nawet nie musi tego głośno mówić) i już coś wiemy.

Ktoś wie z jakiej polskiej uczelni pochodzi np. największa ilość prokuratorów czy sędziów? Albo biegłych rewidentów? Albo pracowników konsulatów i ambasad?
Oczywiście żadna uczelnia nie będzie się chwalić, że "80% naszych absolwentów socjologii zostało przedstawicielami handlowymi". Ale brak przechwałek to też byłaby informacja.

Co to są "dobre studia" w Polsce?


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
Kaszman (396 punktów)
Ja jako student(hmm... nie wiem czy nie za dużo powiedziane - nie wiem czy to kierunek nie dla mnie, czy jestem po prostu leniwy ;p) automatyki muszę powiedzieć, że poziom nauczania jest na tak żenująco niskim poziomie, że aż strach.
Problem jest taki, że przyjmują wszystkich jak leci, bo są miejsca. Studentów nie jest za dużo, a za mało, jakby było trudno się dostać, rywalizacja zrobiłaby swoje, a rząd dofinansowuje kierunki techniczne - jeśli kasa pójdzie na sprzęt to dobrze, a jeśli na więcej miejsc to będzie jeszcze gorzej.

Where's your god now ?
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Problem ze znalezieniem pracy przez absolwentów uniwersytetów jest, moim zdaniem, skorelowany z czynnikami historycznymi. Po upadku systemu "socjalistycznego" doszło do szybkiej dezindustrializacji kraju przy jednoczesnym wzroście zapotrzebowania na kierowników, managerów i przedstawicieli specjalizacji miękkich (np. sprzedawców). Trend wzmacniany był rojeniami o gospodarce symbolicznej, opartej na wiedzy, przejściu od produkcji do usług, czyli ogólnie gospodarce postindustrialnej. Jednak nie udało się zbudować takiego tworu, dalej jesteśmy krajem półperyferyjnym, nastawionym na produkcję średnioprzetworzonych podzespołów, rolnictwo i inne nienowoczesne produkty. Proces transformacji wywołał lukę w wykształceniu technicznym, które zdawało się mniej potrzebne do dalszego rozwoju. Na to skarżą się przedsiębiorcy. Nie wiemy jednak ile tak naprawdę inżynierów jest w stanie wchłonąć Polska gospodarka? 1000 rocznie? 1500?

Czy dobre studia muszą dawać pracę? Pytanie gdzie się studiuje. Uniwersytety i akademie nie są szkołami zawodowymi, więc wydaje się, że nie. Kształcić powinny ciekawość, rozwijać inteligencję i kreatywność. Szkoły medyczne, politechniki czy "szkoły biznesowe" to inna kategoria i inne powinny być stawiane im wymagania. Jednocześnie studenci muszą być uświadamiani gdzie idą i jakie będą efekty ich kształcenia. Czy można jednakże oceniać tak jednoznacznie skutek edukacji ogólnouniwersyteckiej jako gorszy niż techniczny? Zdaje się, że nie ma jednoznacznych kryteriów. Tylko w dominującej, choć przecież nie jedynej możliwej, wizji ekonomistów kształcenie powinno spełniać kryteria rynkowej funkcjonalności.

Pozdrawiam serdecznie.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
09-08-2012 11:44 
 Ocena 6 na 6
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
> Proces transformacji wywołał lukę w wykształceniu technicznym, które zdawało się mniej potrzebne do dalszego rozwoju. Na to skarżą się przedsiębiorcy. Nie wiemy jednak ile tak naprawdę inżynierów jest w stanie wchłonąć Polska gospodarka? 1000 rocznie? 1500?
>

Powtórzę sama za sobą - spora część tych ludzi nie powinna w ogóle zaleźć się na studiach.
Już dziś widać że mamy za dużo uczelni wyższych. Te mniej szacowne konkurują dziś ze sobą łatwością skończenia studiów - magisterka dla każdego!
Do tego dochodzi utrzymujący się mit, że studia dają lepsze życie.

Oczywiście, większa ilość absolwentów "technicznych" a mniejsza "humanistów" jest ogólnie pożądana.
Ale nie potrzeba nam tak po prostu większej ilości magistrów.
Ba, potrzeba ich mniej, a więcej techników i wysoko wykwalifikowanych robotników.
Z tymi ostatnimi jest problem, bo dobre szkolnictwo zawodowe kosztuje - wymaga warsztatów z maszynami młodszymi niż 40 lat, nauczycieli zawodu i prawdziwych praktyk. Ale te wydatki opłaciłyby się bardziej gospodarce i budżetowi niż produkcja zastępów różnych -logów.

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Ba, potrzeba ich mniej, a więcej techników i wysoko wykwalifikowanych robotników.

Dlaczego? Jaka jest chłonność gospodarki i jaka będzie za 5-8 lat? Taka teza jest poparta prostą ekstrapolacją dzisiejszego zapotrzebowania na przyszłość. A gospodarka i społeczeństwo się zmienia, nie wiemy jakie branże, a co za tym idzie, jakie kwalifikacje, okażą się ważne po wyjściu z kryzysu lub w efekcie zmian technicznych.

>Z tymi ostatnimi jest problem, bo dobre szkodnictwo zawodowe kosztuje - wymaga warsztatów z maszynami młodszymi niż 40 lat, nauczycieli zawodu i prawdziwych praktyk.

Potrzeba także miejsc pracy dla absolwentów. Wypełnimy lukę, jaką mamy teraz i co dalej? Polska gospodarka jest nieinnowacyjna, biznes nie chce inwestować w nowe technologie, nauki podstawowe są na niskim poziomie. Co więc należy zrobić najpierw - zwiększyć innowacyjność? Czy wyszkolić pracowników a oni będą ciągnąć inwestycje i innowacyjność? Czyli - jak dokonać reindustrializacji kraju, oto wyzwanie dnia dzisiejszego.

>Ale te wydatki opłaciłyby się bardziej gospodarce i budżetowi niż produkcja zastępów różnych -logów.

Opłacały się dotychczas. Czy się "opłacają w ogóle" nie wiadomo.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
Ania. (14138 punktów)
Myślę, że duży problem wynika z nacisku na kształcenie wyższe.
A to nieporozumienie.

Powinny wrócić szkoły dobrze kształcące specjalistów na poziomie technika. Ale nie licea profilowane, a prawdziwe technika, z praktykami w zawodzie, ze stypendiami od zakładów pracy, które często trzeba było odrobić - wiem, że pomysł wraca powoli, itd.

Zaczyna się o tym robić głośno, nie ma np. specjalistów kolejarstwa. Kolejarze wymrą powoli na emeryturki, a nie ma komu ich zastąpić. Ten rynek pracy został zabity, i nie ma czym go wypełnić - z jednej strony osoby, które mają mgr nie chcą prowadzić lokomotywy, z drugiej pracodawca chciałby zatrudnić osobę, która wie coś na temat pracy, a niekoniecznie skończyła socjologię.

Już teraz widać, jakie stawki i jakie obłożenie mają pewni rzemieślnicy - spróbujcie wycyklinować parkiet, zaskoczy Was termin, w niektórych firmach nawet 4-5 miesięczny! Widać - mają za dużo pracy, za mało jest ich na rynku.
09-08-2012 14:50 
 Ocena 1 na 1
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>Już teraz widać, jakie stawki i jakie obłożenie mają pewni rzemieślnicy - spróbujcie wycyklinować parkiet, zaskoczy Was termin, w niektórych firmach nawet 4-5 miesięczny! Widać - mają za dużo pracy, za mało jest ich na rynku.<<

Właśnie! Spróbujcie. To można zrobić samemu. Szybko, taniej. Nawet położyć całą podłogę. Zaoszczędziłem na tym dużo pieniędzy.
Ale co do szkolnictwa, to zamiast bez końca je reformować, może prościej powrócić do szkoły podstawowej 7-klasowej (od 7-go roku życia), szkół zawodowych i techników, a studia wyższe niech będą dla tych, którzy się do tego nadają.
09-08-2012 15:02 
 Ocena 4 na 4
Ania. (14138 punktów)
>>>Już teraz widać, jakie stawki i jakie obłożenie mają pewni rzemieślnicy - spróbujcie wycyklinować parkiet, zaskoczy Was termin, w niektórych firmach nawet 4-5 miesięczny! Widać - mają za dużo pracy, za mało jest ich na rynku.<<
>Właśnie! Spróbujcie. To można zrobić samemu. Szybko, taniej. Nawet położyć całą podłogę. Zaoszczędziłem na tym dużo pieniędzy.
Ja mam stary parkiet, zero zdolności manualnych w tym kierunku. Ale znalazł się pomocny człowiek "z polecenia", warto było, bo parkiet jest piękny.

>Ale co do szkolnictwa, to zamiast bez końca je reformować, może prościej powrócić do szkoły podstawowej 7-klasowej (od 7-go roku życia), szkół zawodowych i techników, a studia wyższe niech będą dla tych, którzy się do tego nadają.
Oczywiście!
Ja bym dodała - zerówkę w szkołach, bo te przedszkolne często nie spełniają standardów.
Nie przekonuje mnie wiek 7 lat (w Indiach zaczynają jako 3-latkowie! i dają radę), bardziej skłaniam się ku 6 lat, przy odpowiednim programie. Szczególnie jak widzę mojego chrześniaka, który łapie zasadę mnożenia nie mając skończonych 5 lat...

Podstawówka powinna trwać te 7-8 lat, przy czym gimnazjum, powtarzające błędy końcowych lat podstawówki to ogromne nieporozumienie. W końcowych latach szkoły podstawowej wprowadzałabym profile, aby zdecydowani mogli już szykować się do wyboru szkoły.

No i szkoły średnie, z podziałem na zawodowe, ale prawdziwe zawodowe, technika i licea profilowane. Każde liceum powinno działać (i działa) na zasadzie profili, ogólnokształcące po prostu daje różnorodność profili do wyboru. Po szkołach zawodowych osoby powinny być w pełni przygotowane do zawodu. Każda osoba może przygotować się i podejść do matury, osoba po zawodowej - zgłasza się do dowolnego liceum. I tyle.
09-08-2012 16:05 
 Ocena 4 na 4
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Podstawówka powinna trwać te 7-8 lat, przy czym gimnazjum, powtarzające błędy końcowych lat podstawówki to ogromne nieporozumienie. W końcowych latach szkoły podstawowej wprowadzałabym profile, aby zdecydowani mogli już szykować się do wyboru szkoły.
>No i szkoły średnie, z podziałem na zawodowe, ale prawdziwe zawodowe, technika i licea profilowane. Każde liceum powinno działać (i działa) na zasadzie profili, ogólnokształcące po prostu daje różnorodność profili do wyboru. Po szkołach zawodowych osoby powinny być w pełni przygotowane do zawodu. Każda osoba może przygotować się i podejść do matury, osoba po zawodowej - zgłasza się do dowolnego liceum. I tyle.

Tak już w zasadzie było. I komu to przeszkadzało?
Było 8 lat podstawówki a potem albo 4 lata liceum, albo 5 lat technikum kończące się egzaminem zawodowym i maturą nieobowiązkową albo 3 lata zawodówki z egzaminem zawodowym po której można było zrobić technikum uzupełniające, kończące się egzaminem zawodowym i znowu nieobowiązkową maturą.

Były jeszcze jakieś szkoły, chyba OHP, po 6 klasie podstawówki, dla tych co skończyli 15 lat, a może 13? nie pamiętam już ale na pewno dla tych z wielokrotną repetą. Nieładnie nazywane w moich czasach "szkołą dla młotków".

To w sumie naprawdę nieźle działało.
Poza tym perspektywa zawodówki niejednemu leniuchowi dała motywację do nauki pod koniec podstawówki.

Po chlorelle to rozmontowano. Od początku miałam wrażenie, że reforma edukacji to było jakieś odreagowywanie PRLu - byle było inaczej, gimnazjum się z II RP kojarzy, będzie mnie "komunistycznie". A że byle jak - nie ważne.

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
09-08-2012 16:13 
 Ocena 4 na 4
Ania. (14138 punktów)
Działało bardzo dobrze.
Mieliśmy maturzystów na najlepszym poziomie.

Potem zaczęło się gadanie, że nieprzystosowani, więc zamiast zrewidować program, zmienili cały system szkolnictwa. A przecież wystarczyło dostosować program przedmiotów, ew. wymienić niektóre przedmioty na inne.
09-08-2012 15:12 
 Ocena 2 na 2
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>>Już teraz widać, jakie stawki i jakie obłożenie mają pewni rzemieślnicy - spróbujcie wycyklinować parkiet, zaskoczy Was termin, w niektórych firmach nawet 4-5 miesięczny! Widać - mają za dużo pracy, za mało jest ich na rynku.<<
>Właśnie! Spróbujcie. To można zrobić samemu. Szybko, taniej. Nawet położyć całą podłogę. Zaoszczędziłem na tym dużo pieniędzy.

I wziąłeś w tym celu urlop czy może jeździłeś sąsiadom cykliniarką nad głowami po nocy i w weekendy?

Samemu robi się różne rzeczy taniej tylko wtedy, gdy własnego czasu się nie ceni.
Jest w tym też jakieś dziewiętnastowieczne chłopskie skąpstwo - po co mam dać obcemu zarobić?


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
09-08-2012 18:15 
 Ocena 3 na 3
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>I wziąłeś w tym celu urlop czy może jeździłeś sąsiadom cykliniarką nad głowami po nocy i w weekendy? Samemu robi się różne rzeczy taniej tylko wtedy, gdy własnego czasu się nie ceni. Jest w tym też jakieś dziewiętnastowieczne chłopskie skąpstwo - po co mam dać obcemu zarobić?<<
Nie mam sąsiadów nad, lub pod sobą. Robotę rozłożyłem na raty, a czas przy tym spędzony był lepiej zużytkowany, niż z piwem przed TV. A obcemu do dam zarobić, jeśli w międzyczasie zajmując się czymś innym zarobię więcej, albo on to zrobi lepiej. Teraz będą mi wymieniać pokrycie dachu. Właśnie dostałem wstepną wycene i cena jest znośna.
No i wolę być takim skąpym XIX-wiecznym chłopem z oszczędnościami, niż XXI-wiecznym mieszczuchem zadłużonym po uszy.
10-08-2012 08:15 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Nie mam sąsiadów nad, lub pod sobą.
To jesteś szczęściarzem. Ja mam. I w dodatku mają małe dzieci, które w nocy powinny spać.
>Robotę rozłożyłem na raty
Ja bym nie miała cierpliwości mieszkać miesiąc na placu budowy.
>a czas przy tym spędzony był lepiej zużytkowany, niż z piwem przed TV.
Znam też inne, nie mniej dobre sposoby spędzania czasu.
>Teraz będą mi wymieniać pokrycie dachu.
Zdziwiłabym się, gdybyś chciał to robić sam. Tego nie wolno robić bez uprawnień.
>No i wolę być takim skąpym XIX-wiecznym chłopem z oszczędnościami, niż XXI-wiecznym mieszczuchem zadłużonym po uszy.
A ja wolę być kimś pośrodku tych dwóch skrajności - i zapowiadam, że jak czegoś nie umiem, to się za to nie łapię. A teraz to już nawet malowania ścian bym się nie podjęła, chociaż umiem, za stara jestem, kręgosłup mnie boli. Ktoś młody, zdrowy, na dorobku niech się gimnastykuje, jak lubi, proszę bardzo - ja już nie muszę. Oszczędności mi przez to nie stopnieją do zera, o zadłużaniu nie mówiąc.
I po to m.in. są hydraulicy, parkieciarze, glazurnicy, a nawet panie lepiące pierogi na sprzedaż - nie chce mi się samej lepić, wolę kupić, a zaoszczędzony czas potrafię spożytkować z korzyścią.
10-08-2012 10:25 
 Ocena 2 na 2
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>>I wziąłeś w tym celu urlop czy może jeździłeś sąsiadom cykliniarką nad głowami po nocy i w weekendy? Samemu robi się różne rzeczy taniej tylko wtedy, gdy własnego czasu się nie ceni. Jest w tym też jakieś dziewiętnastowieczne chłopskie skąpstwo - po co mam dać obcemu zarobić?<<
>Nie mam sąsiadów nad, lub pod sobą.

A tak. Zapomniałam, że ty z tych, co to wyobrazić sobie innej sytuacji niż własna nie potrafią.

>Robotę rozłożyłem na raty,

Super sprawa - życie w mieszkaniu, w którym się codziennie po trochu cyklinuje podłogę.
I proszę, nie tłumacz, że Ciebie nie dotyczy taka sytuacja bo domek, bo w nim nie mieszkasz itp. Że jak coś Ciebie nie dotyczy, to nie istnieje, już wiemy.

>a czas przy tym spędzony był lepiej zużytkowany, niż z piwem przed TV.

Wybacz, ale jeżeli dla Ciebie to jest jedyna alternatywa spędzania wolnego czasu, ja mogę tylko współczuć.
Jest zbyt wiele rzeczy które chciałabym robić w wolnym czasie, którego nie mam dość, żebym odgniatała tyłek na kanapie. I jeszcze z piwem, którego nie lubię.

>No i wolę być takim skąpym XIX-wiecznym chłopem z oszczędnościami, niż XXI-wiecznym mieszczuchem zadłużonym po uszy.

I drugi raz czarno-biały obraz świata.
Współczuję.
Ale może kiedyś zobaczysz kolory. Oby nie było za późno, żeby się nimi cieszyć.


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
10-08-2012 10:01 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Samemu robi się różne rzeczy taniej tylko wtedy, gdy własnego czasu się nie ceni.

Niekoniecznie. Ostatnio odnoszę wrażenie, że trzeba mieć niesamowite szczęście by trafić na dobrego i uczciwego fachowca. Mówię to na podstawie doświadczeń własnych oraz najbliższych znajomych. Jeśli potrafi się coś zrobić samemu, to jednak najbezpieczniej jest stracić trochę czasu


going under
10-08-2012 12:07 
 Ocena 1 na 1
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Samemu robi się różne rzeczy taniej tylko wtedy, gdy własnego czasu się nie ceni.
>Niekoniecznie. Ostatnio odnoszę wrażenie, że trzeba mieć niesamowite szczęście by trafić na dobrego i uczciwego fachowca.

Ale czy Twoja praca jest tańsza niż jego praca?
Odniosłam się konkretnie to radosnego oświadczenia "taniej!"


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
-jad- (18783 punktów)
>Ale czy Twoja praca jest tańsza niż jego praca?

Moja praca zawodowa- raczej nie. Jeśli więc mam do rozdysponowania np. 10 godzin i spędzę je w pracy zamiast malować to finansowo będę do przodu płacąc za to malarzowi. Jeśli jednak będę musiał się z nim użerać albo poprawiać jego robotę przez kolejne 10 godzin, to taniej lub/ i wygodniej będzie mi pomalować samemu.

>Odniosłam się konkretnie to radosnego oświadczenia "taniej!"

Jeśli mamy szczęście wezwać kogoś łebskiego, to na pewno nie jest taniej robić samemu. Porządna firma ma specjalistyczny sprzęt, wiedzę i doświadczenie. To co dobry hydraulik zrobi w 2 godziny, mi zajmuje cały dzień. Jeśli jednak trafisz na kasztaniarza, który wszystko potrafi spartolić, to wyjdzie cię to drogo nawet jeśli nie zapłacisz mu ani grosza.
17latek (578 punktów)
>Rozbisurmanieni ekonomiści, cieszący się w naszej epoce - zasłużenie czy nie - statusem guru od
>wszystkiego, żwawo zabierają się za to, co potrafią najlepiej, to jest za przeliczanie wszystkiego
>na pieniądze.
>Słupki są nieubłagane, a tabelki bezwzględne. Wynika z nich, że absolwentom wyższych uczelni coraz
>trudniej zdobyć pracę, a nawet absolwenci zawodówek najczęściej pracują później nie w swoim fachu.
>Wniosek? Szkoły są złe, a uczelnie bezużyteczne. Czy jednak jakość kształcenia powinna być oceniana
>tylko na podstawie jednego wymiaru: szans zatrudnienia czy przewidywanej wysokości zarobków po
>ukończeniu szkoły? Czy dobre studia muszą dawać pracę? Czy studia wyższe, po których szanse na
>znalezienie dobrze płatnej pracy zgodnej z profilem kształcenia są nikłe, są bezwartościowe?
>
Odnosząc się do tematu twojej wypowiedzi, odpowiem w miarę krótko.
Dobre studia nie dają pracy z miejsca - na to czy zapracujesz na otrzymanie dobrej pracy na dobrych warunkach trzeba mieć zapał, dobrych nauczycieli, którzy potrafią rozbudzić gorączkę ciekawości.

>Wniosek? Szkoły są złe, a uczelnie bezużyteczne. Czy jednak jakość kształcenia powinna być oceniana

Stwierdzam, że nie wszystkie szkoły są złe. A co do oceniania jakości przeprowadzanych zajęć, to się zgadzam, to powinno być wprowadzone do wszystkich typów uczelni od Podstawówki przez licea po uniwersytety

>Czy dobre studia muszą dawać pracę?

Pracę dają takie kierunki studiów, które są teraz potrzebne np: Informatyk, Chemia ,Biochemia i inne kierunki ścisłe, na które ludzie boją się iść. Ludzie po takich studiach są rozchwytywani z miejsca.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365