Racjonalista - Strona głównaDo treści
Grawitacja i energia

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
14-08-2023 16:23haseleczko (418 punktów)Grawitacja i energia
Grawitacja inaczej.
Ilość głupot na tym dziale forum przekroczyła już chyba masę krytyczną, więc jedna więcej nie powinna sprawić problemu. Chciałem poddać pod dyskusję pewną hipotezę, która chodzi mi po głowie. Kilka razy obalałem ją w myślach, ale wciąż wraca z uwagi zawiłą logikę, która wydaje się być słuszna. Na polu fizyki teoretycznej jestem amatorem, więc nie dogrzebałem się materiałów, które mogłyby poruszać problem (poza Time Dilation Field, ale to nie jest do końca to, o co mi chodzi), jaki opiszę – może być na tyle głupi, że naukowcy na to machnęli ręką. Ale jakoś mi się spina, więc zapraszam do komentowania, byle bez eteru i tym podobnych abstrakcji.
Posłużę się teram obrazkiem modelu atomu Bohra (en.wikipedia.org/wiki/Bohr_model), bo nie chce mi się specjalnie rysować nowego. Wyobraźmy sobie, że fala, jaką tam widać nie jest emitowana, ale po prostu przelatuje przez atom. Wyobraźmy sobie, że amplituda tej fali jest na tyle duża, że mieści w sobie co najmniej dwa orbitale. Na końcu przyjmijmy, że jądro, to dowolna masa/energia w jakimś obszarze, a orbitale oznaczają „poziomy energetyczne”, które dla odmiany będą oznaczać „współczynnik częstotliwości tykania wewnętrznego zegara” np. cząstki. Niech ta fala oznacza amplitudę i częstotliwość z jaką drga np. cząstka (nie to, nie jest brana z TS, ale jak komuś wygodniej, to wolna droga), bo każda cząstka, każdy układ musi wibrować, oscylować aby utrzymać stan energetyczny.
Fundamentalne prawa fizyki mówią, że każdy układ dąży do najniższego stabilnego stanu energetycznego, bo każdy inny jest niewygodny, a zasada najmniejszego działania mówi, że układ zawsze wybierze ścieżkę „po linii najmniejszego oporu”, czyli najkorzystniejszą energetycznie. Kolejne prawo mówi, ze temp. 0K, to temperatura, gdzie zanika ruch cząstek, gdzie bardziej nie da się już układu odrzeć z energii. Jeśli teraz połączyć te prawa, to można napisać, że każdy układ dąży do osiągnięcia najniższej możliwej energii w sposób najbardziej skuteczny energetycznie, o ile po drodze nie stanie mu jakiś stan stabilny, z którego może się wydostać jedynie przy pomocy z zewnątrz.
Teraz będzie mętniej, ale mam pomysłu na inne wyjaśnienie. Suma energii cząstek związanych w jądrze atomu jest niższa, niż gdyby były wolne – różnica jest energią wiązania, wymianą kwantów pól silnych itd. Podobnie jest w cząsteczce. W skali makro, w zapadającej się chmurze materii w kosmosie, materia rozproszona posiada wyższą energię, niż ta skupiona, dlatego materia będzie się koncentrować. Zostawmy ciśnienie i temperaturę – to są konieczne przeszkody i stany materii po drodze. Idźmy dalej. Przyjmijmy, że energia cząstki lub układu cząstek jest ściśle związana z tykaniem wewnętrznego zegara i najprostszą drogą do obniżenia stanu energetycznego, jest spowolnienie tyknięć. Idąc dalej można spróbować zapostulować, że najniższy stan energetyczny to taki, gdzie wewnętrzny zegar nie tyka, czyli czas nie płynie wcale i układy fizyczne będą do niego dążyć poniekąd naturalnie. Nie jest trudno domyślić się, że aby go osiągnąć musi się „pozbyć temperatury, energii”, czyli żadne reguły nie są łamane, niczego się nie pomija.
Wracając do obrazka Bohra, i wiedząc, że masa/energia im bardziej skupiona tym wolniej tyka, zatem materia w jej okolicach też będą się charakteryzować wolniejszym tykaniem. Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z polem dylatacji czasu, które niejako definiuje stan energetyczny oraz w konsekwencji również położenie/współrzędne. Jeśli w okolicę masy dostanie się przelatująca cząstka, powiedzmy, że po stycznej do „orbitala energetycznego”, to jeśli będzie dostępny stan o wolniejszym zegarze, to na niego się przemieści. Dosłownie. Innymi słowy, wybierze najłatwiejszą, najbardziej korzystną energetycznie drogą, a tą jest zawsze ta, gdzie energia się zmniejsza, albo przynajmniej się nie zmienia. Inne drogi wymagają dostarczenia energii z zewnątrz. Droga to przemieszczenie, zmiana położenia, więc cząstka będzie przemieszczać się w kierunku masy, zupełnie bezwiednie, bo to jest naturalny proces wcześniej opisany. Nie potrzebuje do tego żadnej siły – więcej, aby utrzymać ją na poprzedniej ścieżce ruchu należałoby dostarczyć jej energii, zadziałać siłą, przekazać pęd inną cząstką itd. Zatem w tej hipotezie grawitacja jest naturalnym procesem dążenia do najmniejszej możliwej energii całkowitej, której wartość jest również określana przez wewnętrzny zegar: E=e*T
Zapostulujmy teraz, że cząstka nie może tego robić w dowolnym momencie, ale w jakimś określonym momencie swojej wibracji obrazowanej przez falę, np. przy przejściu przez zero, czy też przy wartościach maksymalnych. Wydaje się to sensowne, ponieważ wtedy pochodna kierunku zmiany będzie zerem, czyli w tym momencie podatność na zmianę zewnętrzną może być największa. Można powiedzieć, że i ruch jest skwantowany, i zmiana zegara także odbywa się o pewien interwał. Niech to będą czas i długość Plancka, choć mogą być dowolne inne, byle sensowne. Ważne, aby zmiana energetyczna przebiegała zgodnie z regułami kwantowymi, bo tak działa ten świat. Zatem jeśli zmiana energii i odpowiadająca jej zmiana położenia, które są efektem zmiany czasu wewnętrznego o współczynnik zmiany czasu w obrębie masy/energii, to taki ruch w efekcie będzie ząbkowany (podobnie jak w modulacji PCM electronic(*)log-signal-at-PCM-receiver.jpg), a przebyta przez cząstkę droga będzie liniowa dopiero po interpolacji. Jest to ważne, ponieważ dzięki temu np. foton nie zawróci tylko odchyli swoją trajektorię.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

haseleczko (418 punktów)
Z w/w tej hipotezy płynie kilka wniosków, które dla mnie są atrakcyjne:
- energia jest powiązana z czasem własnym właściwie nierozerwalnie - zmiana energii ma wpływ na upływ czasu, a zmiana upływu czasu ma wpływ na energię, powiedzmy że własną z braku innego określenia
- grawitacja jako siła nie istnieje, bo trudno nazwać jakieś naturalne zachowanie materii i energii siłą, nawet więcej - nie ma potrzeby wprowadzania grawitacji jako takich, chyba że tylko w formie obrazowej, aby zachować :kompatybilność"
- we Wszechświecie nie ma uniwersalnego czasu - w każdym jego puncie czas płynie inaczej
- można wprowadzić definicję pola o jakiejś wymyślnej nazwie
- da się to pole skwantować, ruch da się skwantować, a upartego nawet przestrzeń, choć jedynie z punktu widzenia cząstki
- nie potrzeba 4 wymiarów, wystarczą 3, które są wymagane dla opisu ruchu, a czas jest wartością własną
- nie ma konieczności zakrzywiania czasoprzestrzeni, co w moim przekonaniu (jeśli przestrzeń się zakrzywia) musi wprowadzać efekt naprężenia czasoprzestrzeni, a więc przekazywania energii do i z czasoprzestrzeni (tak, wiem, że to iluzje geometryczne, ale wciąż...), co jest niezbyt sensowne, chyba że przestrzeń ma taką formę, że jest w stanie gromadzić energię, ale wtedy w dowolna masa w przestrzeni skutkowałaby pojawianiem się całej gromady innych cząstek w swoim otoczeniu - innymi słowy ilość fluktuacji kwantowych byłaby ogromna, a tego się nie obserwuje
- czas nie jest wymiarem, nie ma potrzeby definiowania strzałki czasu, ponieważ czas określa jedynie możliwość zmiany, a tym samym kolejną zmianę, która jest możliwa jedynie w formie kwantowej, więc do wcześniejszego stanu energetycznego można się "dostać" jedynie za pomocą kolejnych zmian (nie da się "w tył", zawsze trzeba "do przodu")
- ruch, przyspieszenie i "grawitacja" są powiązane z wewnętrznym zegarem, a więc i stanem energetycznym: jeśli nada się energię kinetyczną, to efektywnie ruch przecież nie może zmienić np. masy, a pomimo to następuje spowolnienie zegara, ponieważ całkowity stan energetyczny nie może ulec zmianie, zatem dodanie energii kinetycznej musi zmienić inny składnik energii całkowitej - masy jako tako nie można, zatem musi to być czas pod postacią zegara wewnętrznego
- nie jest możliwe osiągnięcie stanu 0K, a jedynie dążenie do niego: brak oscylacji takiego układu automatycznie powoduje jego niestabilność i raczej gwałtowną reakcję
- z powyższego wniosku wynika też, że nie istnieje osobliwość i całkiem słusznie OTW się tam załamuje - można jedynie mówić o najbliższym otoczeniu osobliwości, gdzie jeszcze jakikolwiek ruch jest dozwolony; w takim wypadku w centrum czarnej dziury byłby jedynie obszar przestrzeni bez materii czy energii
- być może można by się pokusić o przedefiniowanie oddziaływań silnych, ponieważ w skali mikro odległości jądrowe mogą grać fundamentalną rolę i np. najbliższy możliwy stan energetyczny związany z wyższym interwałem czasowym (aby czas płynął szybciej), dla cząstek w jądrze może być niedostępny, a przejście wymaga dostarczenia energii z zewnątrz; być może sam rozmiar jądra (średnica) też gra rolę i dlatego jądra ciężkie są niestabilne
- można wyciągnąć zaskakujący wniosek, że foton uciekający od masy (niech ona będzie ogromna) poruszać się będzie wolniej od c, a poruszający do jej centrum szybciej, niż c; różnica nie będzie ogromna, raczej liczona w częściach procenta, ale tak się to powinno zachowywać - konsekwencją "więcej niż c" nie będzie tutaj złamanie przyczynowości, a jedynie ruch zgodnie z zasadami kwantowymi, bo przejścia nie mogą być liniowe, płynne, tylko skokowe
alsor (3283 punktów)
Sporo błędów logicznych masz w tym wywodach.

Takie pomieszanie: automatyki z fizyką.

Podstawowy błąd polega na tym postulacie pt. pole czasu.

Sam efekt zwalniania procesów nie ma nic wspólnego z czasem;
znaczy odwrotnie z tym jest:
ty robisz jak w GR, czyli próbujesz opierać teorię na efektach,
co jest typowym błędem, bardzo popularnym od 100lat: pomieszanie przyczyn ze skutkami.

A drugi niemniej drastyczny błąd polega na tym domniemaniu o niezniszczalności masy,
co w GR też jest obecnie serwowane przez przygłupów - stąd te czarne dziury i inne nonsensy.

Masa zanika z tą grawitacją, co każdy rozsądny dawno zauważył:
redshift grawitacyjny, itd.

prozaiczny fakt (który Schwarzchild zauważył 100 lat temu!): gwiazdy święcą potężnie, zatem co się dzieje z ich masą?

........

No a sama ta idea skokowych przejść - nieciągłych,
to już nie jest fizyka w ogóle, lecz automat komórkowy,
czyli taka maszyna sterowana odgórnie... coś jak komputer po prostu, który jest taktowany, ma te swoje bity - 0 albo 1, nigdy 0.7, itd.

...
a co do oddziaływań tzw. silnych, czyli jądrowych,
no to musisz o tym zapomnieć:
bo to jest faktycznie energia magnetyczna, co dawno tu pokazywałem dobitnie,
i nie ma w tym żadnych wątpliwości - magnetyzm odtwarza to full i perfekt!
haseleczko (418 punktów)
>Sporo błędów logicznych masz w tym wywodach.

W takim razie wskaż co najmniej dwa błędy logiczne. Tylko pokaż błędy logiczne, a nie konfrontację z Twoim podważaniem relatywistyki. Więcej - ta hipoteza nie ma nic wspólnego z relatywistyką. Przeciwnie - nie potrzebuje jej, a nawet wyklucza ją operując na wielkościach niezależnych. Myślę, że nawet nie potrzeba definiować nowych geometrii jak w GR czy TS, bo chyba nawet opis ruchu naładowanej cząstki w polu magnetycznym mógłby być wystarczający. Chociaż pewnie na jakimś poziomie to się skomplikuje i może jednak nie być wystarczające.

>Takie pomieszanie: automatyki z fizyką.
>Podstawowy błąd polega na tym postulacie pt. pole czasu.

Od tego jest postulat. Jeśli jest błędny, to na pewno da się to wykazać, ale wprowadza początkowe założenia w rozważaniach.

>Sam efekt zwalniania procesów nie ma nic wspólnego z czasem;
>znaczy odwrotnie z tym jest:
>ty robisz jak w GR, czyli próbujesz opierać teorię na efektach,
>co jest typowym błędem, bardzo popularnym od 100lat: pomieszanie przyczyn ze skutkami.

Bzdura. Hipoteza i postulaty wiążą energię z czasem, a nie z przestrzenią jak w GR. Wyprowadzają ogólną właściwość, której konsekwencje całkowicie przypadkowo odpowiadają obserwowanym skutkom. Tzn. w założeniu odpowiadają.

>A drugi niemniej drastyczny błąd polega na tym domniemaniu o niezniszczalności masy,

Skądś Ty to wytrzasnął?? Nic o tym nie wspomniałem.

>co w GR też jest obecnie serwowane przez przygłupów - stąd te czarne dziury i inne nonsensy.

To nie jest nonsens, a już na pewno nie w tym rozumieniu. Jakbyś się wczytał i zrozumiał, to zauważyłbyś, że w moich rozważaniach czarna dziura nie jest osobliwością z otoczeniem. Przeciwnie, jest wypełniona materią w ruchu i promieniowaniem. Zresztą napisałem we wnioskach, że bezruch jest zabroniony. Podsumowując, czarna dziura może być rozpatrywana jak np. gwiazda neutronowa, przy czym tak gęsta, że na jej powierzchni lub tuż nad nią jest horyzont zdarzeń. Zaś w środku nie ma osobliwości, tylko pusta przestrzeń, prawdopodobnie kulista, taki wewnętrzny horyzont po przekroczeniu którego obiekt stałby się niestabilny. Jest stabilny, bo opadnięcie do centrum wymaga pozbycia się ruchu, a to jest zabronione we wnioskach.
Teraz mi przeszło do głowy, że może istnieć właśnie jakaś graniczna wartość masy i energii skupionej w takim obiekcie, która doprowadzi do takiej niestabilności, co mogłoby wyjaśnić Big Bang. Tylko że raczej nie wyjaśni symetrii po takim zdarzeniu. Cóż...

>No a sama ta idea skokowych przejść - nieciągłych,
>to już nie jest fizyka w ogóle, lecz automat komórkowy,
>czyli taka maszyna sterowana odgórnie... coś jak komputer po prostu, który jest taktowany, ma te swoje bity - 0 albo 1, nigdy 0.7, itd.

I co to ma do rzeczy? W atomach przejścia energetyczne nie są ciągłe, tylko skokowe. To też zakwestionujesz? Bez sensu. Istotą jest to, że w rzeczywistości takie charakter zmian jest absolutnie konieczny, nawet w obecnie obowiązujących teoriach, bo przeciwnym razie wszystko by się albo zapadło albo rozleciało w ułamku sekundy. Tylko te bariery energetyczne utrzymują nasz świat w kupie.

>a co do oddziaływań tzw. silnych, czyli jądrowych,
>no to musisz o tym zapomnieć:
>bo to jest faktycznie energia magnetyczna, co dawno tu pokazywałem dobitnie,
>i nie ma w tym żadnych wątpliwości - magnetyzm odtwarza to full i perfekt!

Może jest, może nie jest. Siły magnetycznie są wielokrotnie słabsze do oddziaływań silnych. W mojej hipotezie zakładam możliwość ich przedefiniowania używając zupełnie innego modelu, w którym istnieją poziomy zakazane jak np. w fermionach, ale uogólnione nie tylko na masę, ale też na energię.

Ogólnie fajnie, że się napisałeś, jednak chciałbym jakichś mocniejszych argumentów przeciwko tej hipotezie. Np. wskazania kardynalnego błędu w rozważaniach, który z automatu kieruje tę hipotezę do kosza. Albo przynajmniej drobniejszych błędów w rozumowaniu, które prowadzą do absurdalnych wniosków. Albo wykazania głupoty we wnioskach, które sam podałem.

Wiem, że mój wątek nie jest tak chwytliwy jak STW, nad którą się można znęcać nie wiadomo po co, jednak wciąż liczę, że ktoś mądrzejszy ode mnie się zdecyduje się tutaj napisać.
alsor (3283 punktów)
Twoje błędy są tradycyjne - takie naiwne pitolenie... co tu dużo gadać.

Np. ten motyw z 'polem czasu', które faktycznie istnieje bo to byle jełop może sobie wyliczyć.

t' = t * sqrt(*1+2V/c^2)

itd.

tylko że to nie jest żaden czas, lecz ta szybkość procesów...

i przykładowo:

gdy ciało wpada w to pole z prędkością v,
no to tam nic nie zmniejszy tej prędkości... to przeleci zwyczajnie - klasycznie.

Na tym polega właśnie różnica pomiędzy dylatacją czasu,
którą idioci sobie ubzdurali, a tym zwyczajnym zwalnianiem zegarów.

po prostu: prędkość planet, czy komet itd. nie zmniejsza się z powodu tej dylatacji grawitacyjnej.
bo ta dylatacja dotyczy kooperacji elementów w ramach systemu, a nie ruchu biernego całości, co sobie relatywiści dawno uroili i bezwiednie zapewne.
.......

A co do jądrowych no to magnetyzm akurat poprawnie działa,
więc tam nie ma miejsca na żadne silne czy cokolwiek... to są tylko takie... te, no zboczenia umysłowe frajerów.

Zresztą to nawet debil może sobie łatwo uzmysłowić:
Energia jądrowa jest 100 tysięcy razy większa od atomowej - tak?
no to masz wynik: atomy są 100 tysi razy większe od jąder - nie?

E = k/r, i tyle w tym filozofii.

co do szczegółów: magnetyzm jest nieistotny w atomach,
bo tam są za małe prędkości, a to idzie v/c, albo i gorzej!

jest istotny - kluczowy w jądrach, bo to jest ekstremalnie... jak to mówią frajerzy: relatywistyczne! wszystko! tam prędkości są 0.9c i więcej, co produkuje zajebisty magnetyzm!

Energia solenoidu = N^2 * ... gdzie N = liczba zwojów.
i na tym to polega!

np. hel4 ma energię aż 28 MeV, a hel3 zaledwie z 2MeV.

i na tym to polega: bo hel4 to jakby 4 zwoje sparowane,
co daje czynnik aż 2^4 = 16, a nie zwyczajne liniowe sumowanie: 4x2=8.

i dalej:
neutron jako p+e ma energię magnetyczną +0.8MeV, zamiast -0.8,
bo tu masz przeciwne skierowane te dipole - magnesy się odpychają...
siła jest 0 oczywiście: Fe + Fm + F_spin = 0.

a potem masz deuter, i tu już jest odwrotnie:
te dipole-magnesy są zgodnie ustawione, co robi właśnie trwałe wiązanie o energii -2.2MeV.

... a i im dalej tym gorzej, bo fizycy nigdy nie zajmowali się na serio konfiguracjami geometrycznymi wielu wirujących magnesów naraz - to jest zbyt trudne dla frajerów:

nawet do dwóch nigdy nie doszli, a co dopiero 16 = O, czy 56=Fe!

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365