Jak mówi stare powiedzenie: "władzy raz zdobytej nie oddaje się dobrowolnie". Stąd - jak można przypuszczać - u wielu rządzących mamy do czynienia ze szczerą i głęboką wolą wytrwania na stanowiskach do końca kadencji, to jest najlepiej dożywotnio. Niektórzy mieli tak szczerą i głęboką wolę wytrwania do końca swojej kadencji, że trzeba ich było wręcz dobijać: Cezara kolekcją sztyletów, Nerona - sztyletem pojedynczym, Klaudiusza - grzybkami etc., a w czasach nam bliższych za pomocą niezawodnych trucizn, strzałów z broni palnej, a nawet strun fortepianowych. Stalin jest tu pewnym wyjątkiem - jak wiadomo nikt go nie dobijał. Po prostu jego najbliżsi towarzysze nie kwapili się z udzieleniem mu pierwszej (i zarazem ostatniej) pomocy... W związku z tym można zadać pytanie, czy szczera wola wytrwania do końca kadencji u polityka jest wartością samą w sobie, a może tylko "ostrym powikłaniem" narcystycznej osobowości, paranoi, urojeń posłanniczych i wielkiej miłości do samej władzy? (No i strachu).
|