 |
Koncertowa bezstronność konkursowych jurorów Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kultura
| Napisano | Autor | Tytuł | | 11-10-2010 14:03 | Cały Świat (63 punktów) | Koncertowa bezstronność konkursowych jurorów |
Trwa właśnie Konkurs Chopinowski i na TVP Kulturze można posłuchać nie tylko samych wykonawców, ale też opinii zaproszonych do studia "chopinologów". A potem porównać ich wypowiedzi z werdyktami nie mających pojęcia o studyjnych spekulacjach jurorów...
I w związku z rozbieżnościami w tej materii nasuwa mi się myśl taka, że dla większej rzetelności oceny należałoby jurorom udostępniać wyłącznie wykonanie, a samego wykonawcę jakoś przed wzrokiem i słuchem oceniających ukryć. Właściwie sami jurorzy powinni dawno taki wniosek zgłosić, ale zapewne konkursowa tradycja, środowiskowa jurorska ambicja, no i brak gotowego a przyzwoitego technicznie rozwiązania - powstrzymują od szukania lepszych rozwiązań.
Ale czy w ogóle wypada rozważać taką możliwość, czy już samo postawienie tej kwestii jest nietaktem?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| coreless (16088 punktów) |
Nie wiem, czy znasz dobrze historię warszawskiego konkursu, ale jeszcze Czerny-Stefańska w 1949 r. grała za drewnianym parawanem. A poza tym coś ciekawego dzieje się na tegorocznym konkursie? Przyznam, że im jestem starszy, tym bardziej cała ta impreza wydaje mi się tanim cyrkiem w bardzo złym guście. Poza tym Chopin jest już tak wyeksploatowany...
Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
|
|
 | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | >A poza tym coś ciekawego dzieje się na tegorocznym konkursie?
Decyzje szanownego jury są po prostu nieco... hmmm... kontrowersyjne.
PS Wolałam Warszawską Jesień.
|
|
|  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) |
> Decyzje szanownego jury są po prostu nieco... hmmm... kontrowersyjne.To jest tylko teatr na potrzeby mniej wyrobionej publiczności. Nie chce mi się wierzyć, że doświadczony krytyk lub pedagog, nie jest w stanie ocenić jakości wykonawcy na podstawie co najwyżej kilku wykonań, jeśli nie jednego.  Werdykt z 2005 r. rzeczywiście był dość dziwaczny. Poziom organizacyjny tej imprezy też zresztą pozostawia wiele do życzenia. Zalatuje po prostu amatorszczyzną. Do dziś pamiętam, jak w 2000 r. laureaci przyjmowali nagrody z rąk hostess przybranych w peruki koloru tleniony blond. Totalna porażka, kicz i tandeta. Czysty nadmiar braku klasy.
Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
|
|
| |  | | liliac (147340 punktów) | >Poziom organizacyjny tej imprezy też zresztą pozostawia wiele do życzenia. Zalatuje po prostu amatorszczyzną.
Och, w tym roku były już wpadki organizacyjne rozmaite- np. wpadka techniczna/sprzętowa, która to poważnie opóźniła ogłoszenie wyników pierwszego etapu (ot, poczekała sobie ekipa międzynarodowa, bo nikt jakoś nie zdołał ich sensownie o problemie poinformować) czy błędy w programie imprezy, kiedy to mocno post factum dopiero ekipa radiowej "dwójki" poinformowała pannę uczestniczkę, że według programu miała ponoć grać zupełnie inny utwór niż ten zagrany.
|
|
| | |  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) |
A przynajmniej wiadomo, kto w tym roku planowany jest na zwycięzcę? Nie wierzę, że jury zasiada do pracy nie mając choćby z grubsza przygotowanej listy laureatów.
Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
|
|
 | | Cały Świat (63 punktów) | > Nie wiem, czy znasz dobrze historię warszawskiego konkursu, ale jeszcze Czerny-Stefańska w 1949 r. grała za drewnianym parawanem.Lecz nigdzie się nie chwalą (tzn. nie mogę znaleźć) z jakiego powodu tę tajność zarzucono. > cała ta impreza wydaje mi się tanim cyrkiem w bardzo złym guście. Poza tym Chopin jest już tak wyeksploatowany...Nie tyle wyeksploatowany, co - zważywszy pochodzenie uczestników - robi się nasz Chopin trochę "made in China".  Ale powodzeniem cieszy się nadal, pięć lat temu była rekordowa ilość ok. 350 zgłoszeń w tym roku "tylko" ok. 200. To i "zmęczenie Chopinem" niechybne.
|
|
|  | | coreless (16088 punktów) |
Jednak ten parawan to było posunięcie dość niegrzeczne wobec jurorów, którzy mogli czuć się tym obrażeni. Poza tym w pianistyce ważna jest jednak technika gry - ją trudno zauważyć zza parawanu. Moim zdaniem problemem jest zbyt liczne jury. Powinno być maksymalnie 3-4 jurorów na najwyższym poziomie, w pełni odpowiedzialnych za werdykt, a uczestników nie więcej niż 20 (no może 50, ale nie więcej). No tak, ale zadaniem konkursu jest też promocja muzyki Chopina, więc liczy się jak największy spęd...
Jest taka anegdota, że gdy Liszt i Chopin zagrali w latach 30-tych XIX w. na paryskich salonach utwór Bacha, publiczność uznała to za wybryk, "odgrzebywanie starych psalmodii" czy coś w tym rodzaju. Dziś od śmierci Chopina dzieli nas dłuższy odcinek czasu niż Chopina od śmierci Bacha... Mówią, że Chopin się nie starzeje, ale ja śmiem w to wątpić.
Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
|
|
| |  | | Jacholek (5699 punktów) | >Mówią, że Chopin się nie starzeje, ale ja śmiem w to wątpić.
Polska stala sie niewolnikiem tej tradycji Chopinowskiej ktora stracila juz wiele ze swojego dawnego uroku. Wedlug mnie muzyka Chopina sie nie starzeje, tylko ten cyrk jest po prostu nieadekwatny do charakteru tej wszak salonowej, intymnej muzyki. Chopin bylby chyba przerazony widzac uzytek jaki robi sie z jego dorobku artystycznego - targi-przetargi swiatowe. No a jesli chodzi o obiektywnosc ocen to sytuacja jest jeszcze trudniejsza niz w przypadku zawodow w lyzwiarstwie figurowym (chyba ze ktos sie jawnie potknie).
|
|
| |  | 4 na 4 | apud (4399 punktów) | > Mówią, że Chopin się nie starzeje, ale ja śmiem w to wątpić.W PRLu nasłuchałam sie konkursów i od tego czasu mam wstręt do Chopina. No, moze z wyjątkiem romancy z koncertu F-moll. Kto przy zdrowych zmysłach moze słuchać w kolko tych samych kawałków przez dwa tygodnie! Z tamtych czasów to Mara Argerich, Moreira Lima zrobili karierę światowa. I chyb Zimmerman, chociaż o nim nie słychać. PS Ulubionym zajęciem PRLowskich gówniarzy było zbieranie autografów!!! Ja mam, w kajecie kilka roczników. A jeden po japońsku, nijakiej Ikuko Endo. Kiedy bylam w Japonii chcialam ja na jakim koncercie spotkac i pokazac. Ale nikt o niej teraz nie slyszy
|
|
| | |  | 3 na 3 | Cały Świat (63 punktów) |
> Ikuko Endo. Kiedy bylam w Japonii chcialam ja na jakim koncercie spotkac i pokazac. Ale nikt o niej teraz nie slyszy  Pod linkiem wyjaśniający tę i inne ciekawe kwestie wywiad z Ikuko Endo. klikdotsys(*)polska/wywiady/ikuko_endo.html
|
|
| |  | 1 na 1 | Cały Świat (63 punktów) | > Jednak ten parawan to było posunięcie dość niegrzeczne wobec jurorów, którzy mogli czuć się tym obrażeni.No i dlatego sami powinni o takim rozwiązaniu pomyśleć. > Poza tym w pianistyce ważna jest jednak technika gry - ją trudno zauważyć zza parawanu.Nie piszesz tego chyba serio? Przecież to tak, jakby dla użytkownika obuwia miało znaczenie czy szewc był mańkutem! Liczy się efekt, a Chopin bynajmniej nie był choreografem. Natrafiłam na opinię, że Azjaci ze względu na proporcje ciała i wrodzoną taneczną sztywność inaczej się nad klawiaturą "gną". To informacja "z pierwszej ręki", bo wyrażona przez japońską pianistkę Ikuko Endo:My, Japończycy, mamy krótkie ciało, przy czym ręce, nogi mamy też krótkie, ale tułów długi. U Europejczyków proporcje są odwrotne. Budowa ciała wpływa na sposób, w jaki się tego ciała używa. Wpływa zatem także na grę na instrumentach muzycznych. Fortepian czy skrzypce to instrumenty wynalezione przez Europejczyków i przystosowane do budowy ciała białego człowieka. Japończykom granie muzyki europejskiej sprawia dodatkowo jeszcze jedną trudność. Otóż my nie mamy wyczucia tańca. Profesor Ludwik Stefański mawiał, że mazurki i polonezy trzeba grać tak, by słuchacze mogli tańczyć. Początkowo imitowałam grę pani Haliny Czerny-Stefańskiej. Starałam się poruszać ciałem w taki sam sposób, w jaki ona to robiła. Wcześniej, tak jak Japończycy, siedziałam sztywno przy klawiaturze. Europejczykom łatwiej jest utrzymać równowagę w czasie gry, gdyż mają nogi dłuższe od tułowia i dlatego przy fortepianie czują się swobodniej. Grają całym ciałem. Sztywność Japończyków wynika jeszcze i z tego, że orientacyjnym punktem naszego ciała jest splot słoneczny. > Mówią, że Chopin się nie starzeje, ale ja śmiem w to wątpić.Nie starzeje się klasyka, więc co przejdzie do kanonu - przetrwa jako "wiecznie młode".
|
|
| | |  | | coreless (16088 punktów) |
>No i dlatego sami powinni o takim rozwiązaniu pomyśleć.
Jurorzy nie odpowiadają za stronę organizacyjną konkursu.
>Nie piszesz tego chyba serio?
Jak najbardziej na serio. W niektórych utworach, nie tylko Chopina, liczy się na przykład palcowanie i sposób użycia pedału. Wiele utworów fortepianowych, dajmy na to Beethovena, ma niezwykłe palcowanie, wskazujące na kunszt wykonawczy kompozytora pianisty. Współcześni pianiści często wybierają drogę na skróty, wykonując np. pasaż dwiema rękami tam, gdzie palcowanie wskazuje na popisowe wykonanie fragmentu jedną dłonią.
>Natrafiłam na opinię, że Azjaci ze względu na proporcje ciała i wrodzoną taneczną sztywność inaczej się nad klawiaturą "gną"...
Japończycy pielęgnują wiele złudzeń na temat swojej wyjątkowości w wielu sferach. Pod tym względem czasami okazują się po prostu wściekłymi ksenofobami i "ekskluzywnymi" nacjonalistami.
>Nie starzeje się klasyka, więc co przejdzie do kanonu - przetrwa jako "wiecznie młode".
Niestety starzeje się, o czym świadczą choćby dane na temat frekwencji w filharmoniach.
Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
|
|
| | | |  | | Cały Świat (63 punktów) | >Jurorzy nie odpowiadają za stronę organizacyjną konkursu. Ależ każdy człowiek odpowiada za to w czym bierze udział. Widocznie więc jurorom nie zależy na zagwarantowaniu ferowanym werdyktom bezstronności.
>W niektórych utworach, nie tylko Chopina, liczy się na przykład palcowanie i sposób użycia pedału. Wiele utworów fortepianowych, dajmy na to Beethovena, ma niezwykłe palcowanie, wskazujące na kunszt wykonawczy kompozytora pianisty. Współcześni pianiści często wybierają drogę na skróty, wykonując np. pasaż dwiema rękami tam, gdzie palcowanie wskazuje na popisowe wykonanie fragmentu jedną dłonią. Wszelka wirtuozeria służy muzyce, która przecież ma dostarczać nie widowiska, a słuchowiska.
>Japończycy pielęgnują wiele złudzeń na temat swojej wyjątkowości w wielu sferach. Ta wyjątkowość była in minus, więc tylko przeciwnicy mają interes ją pielęgnować.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) |
> Ależ każdy człowiek odpowiada za to w czym bierze udział. Widocznie więc jurorom nie zależy na zagwarantowaniu ferowanym werdyktom bezstronności.Zauważ, że wiara we własną bezstronność i uczciwość to przypadłość wielu ludzi. Nie można mieć za to do nich pretensji. > Wszelka wirtuozeria służy muzyce, która przecież ma dostarczać nie widowiska, a słuchowiska.I słuchowiska i widowiska. Tu nie ma albo-albo. Zachowały się portrety Beethovena z epoki, na których dumnie prezentuje swoją biegłą dłoń, choćby ten:  co jasno wskazuje, że wirtuozeria nie tylko "dźwiękowa", ale po prostu techniczna i wizualna są również elementem przeżycia estetycznego w muzyce. Wiele wspaniałych utworów to po prostu błyskotliwe wirtuozowskie fajerwerki, co nie odejmuje im wcale blasku.
Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Cały Świat (63 punktów) | > wiara we własną bezstronność i uczciwość to przypadłość wielu ludzi. Nie można mieć za to do nich pretensji.Przeciwnie, nie można pobłażać pyszałkom nie bacząc na skutki. > Zachowały się portrety Beethovena z epoki, na których dumnie prezentuje swoją biegłą dłońDłoń plus instrument u człowieka znanego również z tego, że stracił słuch, przypomniał mi znany szkolny żart, który z uwagi na swój charakter ma wyłącznie wersję mówioną...  I niech ta moja wzmianka o żarcie "tylko do słuchania" posłuży za pointę naszych roztrząsań.
|
|
| | | | | | |  | | coreless (16088 punktów) |
Roztrząsanie kojarzy mi się głównie z obornikiem - tym obornikiem, którego woń unosząca się znad mazowieckich pól, natchnęła zapewne naszego narodowego wieszcza fortepianu do napisania wielu mazurków i polonezów...
A teraz coś z zupełnie innej beczki: Wierzba.
Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Cały Świat (63 punktów) | > Roztrząsanie kojarzy mi się głównie z obornikiemSłoma z buta wyszła, do PWN zapraszam, w zn.2.> A teraz coś z zupełnie innej beczki: Wierzba.Zaryzykuję: "Zuzanna lubi ją tylko jesienią".
|
|
| | | | | | | | |  | | apud (4399 punktów) | > > >A teraz coś z zupełnie innej beczki: Wierzba.> Zaryzykuję: "Zuzanna lubi ją tylko jesienią".  Najlepsze kasztany sa na placu Pigalle  (bo tam sprzedają instrumenty muzyczne, no i sa jeszcze inne atrakcje turystyczne  . I Edith Piaff nagrała album La Rue Pigalle)
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | > >>>A teraz coś z zupełnie innej beczki: Wierzba.> >Zaryzykuję: "Zuzanna lubi ją tylko jesienią".  > Najlepsze kasztany sa na placu Pigalle  > (bo tam sprzedają instrumenty muzyczne, no i sa jeszcze inne atrakcje turystyczne .> I Edith Piaff nagrała album La Rue Pigalle)> Stirlitz, pomyślała prababka. Edith, pomyślał Stirlitz.
|
|
| | | | | | | | |  | | coreless (16088 punktów) |
>Słoma z buta wyszła
A ja sądziłem, że raczej instrument z rozporka czyjejś 'jednokierunkowej' wyobraźni.
Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Cały Świat (63 punktów) | > >Słoma z buta wyszła> A ja sądziłem, że raczej instrument z rozporka czyjejś 'jednokierunkowej' wyobraźni.I tu się nam wreszcie pokazuje  wielka parawanu przydatność. (Kurtyna)
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) |
Znałem kiedyś jednego ciecia, co pracował w teatrze. Też lubił sobie pokrzyczeć: "Kurtyna! Kurtyna!", zwłaszcza gdy sobie podpił i chciał sobie podbudować wątłe poczucie własnej wartości. Wydawało mu się wtedy, że rzeczywiście jest bardzo ważny, a nawet decyduje o tym, kiedy przedstawienie się kończy. Zawsze mi żal takich niedowartościowanych.
Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
|
|
| |  | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | >Moim zdaniem problemem jest zbyt liczne jury. Powinno być maksymalnie 3-4 jurorów na najwyższym poziomie, w pełni odpowiedzialnych za werdykt, a uczestników nie więcej niż 20 (no może 50, ale nie więcej). No tak, ale zadaniem konkursu jest też promocja muzyki Chopina, więc liczy się jak największy spęd...
Już jawność i konieczność uzasadnienia punktacji wiele by tej imprezie dała.
|
|
| | |  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) |
>Już jawność i konieczność uzasadnienia punktacji wiele by tej imprezie dała.
Ale ile by jej odebrała emocji i medialnego "szumiku".
Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
|
|
| |  | | schlawiner (400 punktów) | >Moim zdaniem problemem jest zbyt liczne jury. Powinno być maksymalnie 3-4 jurorów na najwyższym poziomie, w pełni odpowiedzialnych za werdykt, a uczestników nie więcej niż 20 (no może 50, ale nie więcej). Bogów powinno być raczej więcej niż mniej. Tyle, że dla polepszenia przy tych samych kosztach statystycznej obiektywności (ma to jakąś nazwę w teoriii pomiaru) powinni rotować. Znając skostnienie środowiska, numer nie przejdzie.
|
|
| | |  | | coreless (16088 punktów) |
>Bogów powinno być raczej więcej niż mniej.
W świecie artystycznym bogów zazwyczaj jest co najwyżej kilku. W dodatku każdy z nich jest silną indywidualnością. Rotować to mogą czujniki jakości w fabryce lemoniady. Jurorzy mogą co najwyżej łaskawie się przemieszczać.
Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|