Racjonalista - Strona głównaDo treści
Bóg a nauka

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
17-08-2008 12:00cezar (256 punktów)Bóg a nauka

Oto fragment wywiady z ks. prof Michałem Hellerem, filozofem, kosmologiem, fizykiem, laureatem nagrody Tempeltona. Fragment oczywiście dotyczy relacji Boga i nauki.

"Kiedyś miałem na ten temat dyskusję ze znanym biologiem Richardem Dawkinsem, który jest autorem bardzo głośnej książki "Bóg urojony". Książki moim zdaniem bardzo prymitywnej. Kiedy po raz pierwszy ją przeczytałem, to powiedziałem sobie, że ja z tymi problemami, które on tak ostro stawia, uporałem się, gdy miałem 17 lat.

Nasza rozmowa miała miejsce kilkanaście lat temu. Jak twierdził Dawkins, Pan Bóg nie jest nam potrzebny, bo wszystkie zjawiska biologiczne możemy wytłumaczyć za pomocą praw fizyki. A ja na to: OK, bardzo dobrze. W jaki sposób w takim razie wytłumaczysz, skąd wzięły się prawa fizyki. No i dyskusja się skończyła."

Celowo zamieściłem ten fragment ponieważ wydaje mi się on doskonałym wstępem do dyskusji, którą chce rozpocząć. Otóż wielu wybitnych intelektualistów choćby takich jak Bertrand Russell wielokrtnie udowadniało, ze religia jest sprzeczna z nauką. Dzięki nim dziś nikt nie ma wątpliwości co do teorii ewolucji, co do tego , ze Ziemia kręci się wokół Słońca a nie odwrotnie itd.... Pokazuje to, ze religie po prostu fanatycznie i dosłownie interpretowały Biblie, o prowadziło do tej sprzeczności. Jednakże chciałbym zauważyć, ze o wiele więcej można być może dostrzec oddzielając Boga od systemów religijnych skupić się na relacji nie nauka - religia, ale na relacji nauka - Bóg. Czy nauka kiedykolwiek zanegowała istnienie Boga? Czy teoria ewolucji jest sprzeczna z istnieniem Boga, czy prawa fizyki wyjaśnaiją skąd wziął się wilki wybuch? Moim zdaniem nie ma sprzeczności, wręcz zastanawiam się czy nie byłoby trafnie stwierdzić, że skoro do tej pory nauka nie wykazała, ze Boga nie ma , czy nie należałoby przyjąć twierdzenia Leibniza, że razej coś istnieje niż nie? Idąc dalej chcaiłbym zapytać, czy jeśli założymy, ze Bóg istnieje, natomiast religie, które są ponoć pośrednikami między nim a ludzmi, a niekoniecznie własnie nimi są to gdzie należałoby szukać znaków, czy też domniemań jaka jest natura Boga i czego od nas oczekuję? Czy mozna by pzrzyjąć, że skoro uniwersalną zasadą każdej wilkiej religii czy też innych środowisk np. francuskich ateistów jest bycie po prostu dobrym człowiekiem, czy można byłoby założyć, że jeśli Bog istnieje gra jednak z nami w kości?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

webmaster (moderator)
Było:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,134117
www.racjonalista.pl/forum.php/s,134165
www.racjonalista.pl/forum.php/s,135145#w135202
Ponadto ogólne twierdzenie, że jeżeli nauka czego nie może powiedzieć, to może to religia/teologia, jest zwyczajnie błędne. Heller natomiast reprezentuje pewien szczególny rodzaj wiary, że co prawda nic o Bogu powiedzieć nie można, to jednak można stosować pewne sensowne analogie, a co do jego istnienia: on jest matematyką.
cezar (256 punktów)

>Ponadto ogólne twierdzenie, że jeżeli nauka czego nie może powiedzieć, to może to religia/teologia, jest zwyczajnie błędne.
Mnie teologia nie interusuje. Interesuje mnie relajca Bóg - nauka na gruńcie filozofii, ze szczególnym zaakcentowaniem rozdziału Boga od pseudodogmatów tworzonych przez ludzi.
webmaster (moderator)
Zasadniczo teologia jest dziedziną filozofii, z tą różnicą, że nie jest nauką w sensie metodologicznym.
cezar (256 punktów)
>Zasadniczo teologia jest dziedziną filozofii, z tą różnicą, że nie jest nauką w sensie metodologicznym.

Zawsze kochałem filozofię empiryczną, powiedziałbym nawet do tego stopnia, ze nie uznaje filozofii, która nie jest empiryczna, dlatego też teologia w ogóle dla mnie nie jest nauką i daleko jej do filozofii. Nauka przykładowo filozofia polityczna Nicolo Machavellego jest czymś pewnym opartym na dowadach. W tym momencie spostrzeżenia, które miał kiedyś Machavelli są cały czas aktualne, ukazują pewne schematy materialnej rzeczywistości. Fizyka, biologia robią to samo.Teologia to obszar wiedzy położony na gruncie, którego nie da się sfalsyfikować - mówiąc językiem Poppera, a więc tak samo jak marksizm nie jest nauką.
17-08-2008 22:43 
 Ocena 6 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> Zawsze kochałem filozofię empiryczną, powiedziałbym nawet do tego stopnia, ze nie uznaje filozofii, która nie jest empiryczna, dlatego też teologia w ogóle dla mnie nie jest nauką i daleko jej do filozofii.

Skoro tak, to odpowiedź na dręczące Cię pytania jest jednoznaczna. Podał ją Pierre Simon de Laplace, gdy zapytany przez Napoleona dlaczego w pięciotomowej Mechanice Nieba ani razu nie wspomina Boga, odpowiedział krótko: "Ta hipoteza była mi zbędna."

Od tego czasu nie tylko nic się w tej kwestii nie zmieniło, ale nawet - parafrazując Kubusia Puchatka - im bardziej naukowcy zaglądają w świat, tym bardziej Boga tam nie ma.
18-08-2008 18:29 
 Ocena 2 na 2
almanzor (341 punktów)

>... Pierre Simon de Laplace, gdy zapytany przez Napoleona dlaczego w pięciotomowej Mechanice Nieba ani razu nie wspomina Boga, odpowiedział krótko: "Ta hipoteza była mi zbędna."
>Od tego czasu nie tylko nic się w tej kwestii nie zmieniło, ale nawet - parafrazując Kubusia Puchatka - im bardziej naukowcy zaglądają w świat, tym bardziej Boga tam nie ma.
>

Witam Cię Fizyk.
Wybacz, ale się z Tobą nie mogę zgodzić. Parę dni temu przeczytałem dosyć dokładnie fantastyczny wątek "CO2: współczesna religia, z którą rozprawiła się sagittarius.". Abstrahuję na razie od aspektów merytorycznych tamtego wątku, może w niego aktywniej wejdę. Przejdę do techniki wymiany poglądów.

Widać w nim typowe objawy wojny religijnej. I to w XXI wieku. Sekta, a może dwie zwalczające się sekty chętnie ukrzyżowałyby przeciwników, żeby tylko obronić swoje wyznanie. Chyba się zgodzisz, że to typowe dla religijnych potyczek wyznawców. To o religii w nauce.

Teraz podam Prosty dowód na istnienie Boga w Nauce .

Wejdź, proszę, na wątek tutejszy "Energetyka jądrowa". Temat ten w konwencji współczesnego myślenia, to niewątpliwie temat naukowy. Właśnie w nim byłem. Ponieważ, jestem z natury up*****iwy otworzyłem sobie kod jego HTML. I patrz co znalazłem! Kluczowe słowa dla tego naukowego wątku:

<meta name=Keywords content="forum, newsboard , ateizm, racjonalizm, wiara, katolicki, chrześcijanstwo, religia, teologia, filozofia, bóg, jezus, mesjasz, religioznawstwo, agnostycyzm, święty, agnostyk, maryja, historia, zbawienie, anioł, piekło, niebo, ewangelia, testament, ksiądz, kler, Watykan, papież, zakon, mnich, duchowienstwo, konkordat, jezuici, grzech, krzyż, cuda, jahwe, proroctwo, duchy, trójca, Wojtyła, hinduizm, buddyzm, islam">

gdybyś miał wątpliwości do rzetelności autorów tego spisu, czytaj dalej

<meta name=Description content="Forum serwisu Serwis propagatorów racjonalnego myślenia, prezentujący racjonalny obraz świata">

CBDO. Myślę że to wystarczy
Pozdrawiam
19-08-2008 09:07 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> <meta name=Keywords content="forum, newsboard , ateizm, racjonalizm, wiara, katolicki, chrześcijanstwo, religia, teologia, filozofia, bóg, jezus, mesjasz, religioznawstwo, agnostycyzm, święty, agnostyk, maryja, historia, zbawienie, anioł, piekło, niebo, ewangelia, testament, ksiądz, kler, Watykan, papież, zakon, mnich, duchowienstwo, konkordat, jezuici, grzech, krzyż, cuda, jahwe, proroctwo, duchy, trójca, Wojtyła, hinduizm, buddyzm, islam">

Faktycznie, te słowa słabo pasują jako "kluczowe" do działu Nauka. Może administrator poprawi tę listę?

> CBDO. Myślę że to wystarczy

Niestety, nie wystarczy. Pomyłka programisty witryny nijak nie dowodzi istnienia Boga.
20-08-2008 11:18 
 Ocena 1 na 1
almanzor (341 punktów)
Wątek dotyczy istnienia Boga w Nauce. Fizyk zakwestionował totalnie taką możliwość. Uważam, że postawił On sobie poprzeczkę zbyt wysoko. Porwał się na niewykonalne. Niewykonalne przynajmniej wewnątrz dziedziny określonej swoim pseudonimem. Celem fizyki, jako nauki quasi ścisłej, miało być przewidywanie stanów zjawisk obserwowanej przyrody w przyszłości w oparciu o mniej lub bardziej przystające do opisu zjawisk modele i mniej lub bardziej dokładne pomiary wielkości opisujących te stany przyrody w teraźniejszości lub przeszłości. Podstawowym kryterium oceny jakości modeli fizycznych i pomiarów jest w fizyce empiryczna weryfikacja wynikających z nich przewidywań.

Po XIX wiecznym zadufaniu w swoje możliwości fizycy, a przynajmniej ich znacząca ilość (!nie liczba), ze zdumieniem ale i z pewną pokorą stwierdzili, że jest to niemożliwe. Dostrzegli, że jednak "Bóg gra z przyrodą w kości"

Jestem inżynierem. Inżynieria ma duży obszar wspólny z fizyką, ale jej podejście do przyrody jest inne. Celem inżynierii jest skuteczność osiągania korzyści jak najmniejszym kosztem przy jak najmniejszym ryzyku.

Aby obalić totalnie twierdzenie totalne wystarczy wskazać jeden przykład jemu przeciwny. Dla obalenia totalnego twierdzenia Fizyka podałem jeden przykład temu przeczący, co nazwałem Prostym dowodem na istnienie Boga w Nauce.

Niezrażony tym Fizyk, to zakwestionował. Chociaż podstawę dowodu dojrzał:

>Faktycznie, te słowa słabo pasują jako "kluczowe" do działu Nauka. Może administrator poprawi tę listę?

to czegoś Mu zabrakło. Zwracam uwagę, że mój dowód dotyczył stanu przyrody w momencie wydawania przedmiotowego sądu przez Fizyka. To, czy administrator w przyszłości stan ten zmieni czy nie, nie spowoduje zmiany stanu jaki istniał, kiedy prowadziłem dowód.

Zakończyłem dowód konkluzją: Co Było Do Okazania

>> CBDO. Myślę że to wystarczy

A Fizyk na to:
>Niestety, nie wystarczy. Pomyłka programisty witryny nijak nie dowodzi istnienia Boga.

Haha! Dla purystów ortografii Chacha!
Tu Cię mam Fizyk! Kłania się logika. W swojej wypowiedzi nie określiłeś czym jest Bóg. O czym piszesz. Jeżeli Twoja definicja Boga różni się od definicji Boga u Twojego adwersarza, to spór o Jego istnienie bądź nieistnienie może być stratą czasu bo problem może być pusty.

Żeby prowadzić racjonalną dyskusję, należy najpierw określić, zdefiniować i uzgodnić przez zaangażowane w niej strony byt będący tej dyskusji podmiotem.

Zwróć uwagę, że jeżeli podamy definicje "Bóg jest to byt zawarty w każdym innym bycie" oraz "Nauka jest bytem", to dowód na istnienie Boga w Nauce jest jeszcze prostszy niż podany wcześniej przeze mnie.

Pozdrawiam

PS nie łatwo jest mi znaleźć czas na reakcje w wątkach tego znakomicie technicznie prowadzonego portalu. W dodatku podczas odpowiadania Fizykowi urodzono mi wnuka. HA! Ale dopisałem do końca
20-08-2008 18:58 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Wątek dotyczy istnienia Boga w Nauce. Fizyk zakwestionował totalnie taką możliwość. Uważam, że postawił On sobie poprzeczkę zbyt wysoko.

To się dopiero okaże...

> Tu Cię mam Fizyk! Kłania się logika. W swojej wypowiedzi nie określiłeś czym jest Bóg. O czym piszesz.

Również i Ty nie definiowałeś słowa "Bóg", wobec czego przyjąłem powszechne znaczenie tego słowa jako osobowy Bóg głównych religii monoteistycznych, ewentualnie jeden z bogów któregoś politeizmu. I tak będę rozumieć to słowo, dopóki nie umówimy się inaczej.

> Po XIX wiecznym zadufaniu w swoje możliwości fizycy, a przynajmniej ich znacząca ilość (!nie liczba), ze zdumieniem ale i z pewną pokorą stwierdzili, że jest to niemożliwe. Dostrzegli, że jednak "Bóg gra z przyrodą w kości"

Świetny przykład! Co prawda przekręciłeś go, bo Einstein powiedział, że "Bóg nie gra w kości", ale nie o zmienione znaczenie chyba mam chodzi. Chodzi nam o to, że Bóg Einsteina nie był żadnym z osobowych bogów w potocznym tego słowa znaczeniu, ale bogiem Barucha Spinozy, który utożsamiał Boga z Przyrodą. Takie panteistyczne rozumienie Boga jest nie tylko zgodne z naukami ścisłymi ale - śmiem twierdzić - jest jedynym Bogiem jakiego można na upartego wcisnąć w te nauki. A trzeba się przy tym uprzeć bo:
(1) znakomita większość ludzi wierzących w Boga powie Ci, że nieosobowy bóg panteizmu nie jest żadnym bogiem;
(2) słowo "bóg" staje się zbędne, bo prościej jest mówić "przyroda" lub "natura", jak to jest powszechnie przyjęte.

> Zwróć uwagę, że jeżeli podamy definicje "Bóg jest to byt zawarty w każdym innym bycie" oraz "Nauka jest bytem", to dowód na istnienie Boga w Nauce jest jeszcze prostszy niż podany wcześniej przeze mnie.

A więc panteizm?

>PS nie łatwo jest mi znaleźć czas na reakcje w wątkach tego znakomicie technicznie prowadzonego portalu. W dodatku podczas odpowiadania Fizykowi urodzono mi wnuka.

Moje szczere gratulacje! Ja też niedawno zostałem dziadkiem.
almanzor (341 punktów)
Niejaki almanzor zauważywszy tu wyzwanie, którym żyło Średniowiecze ochoczo się wtrącił:
>> Wątek dotyczy istnienia Boga w Nauce. Fizyk zakwestionował totalnie taką możliwość. Uważam, że postawił On sobie poprzeczkę zbyt wysoko.
Wywołany Fizyk na to:
>To się dopiero okaże...
Oj Ryzyk-Fizyk

Tenże almanzor zauważa złośliwie:
>> Tu Cię mam Fizyk! Kłania się logika. W swojej wypowiedzi nie określiłeś czym jest Bóg. O czym piszesz.

Ryzyk-Fizyk odpowiada na to, skwapliwie pomijając w cytowaniu wypowiedzi almanzora wszystkie elementy jego dowodu istnienie Boga w Nauce:
>Również i Ty nie definiowałeś słowa "Bóg", wobec czego przyjąłem powszechne znaczenie tego słowa jako osobowy Bóg głównych religii monoteistycznych, ewentualnie jeden z bogów któregoś politeizmu. I tak będę rozumieć to słowo, dopóki nie umówimy się inaczej.

Więc jakby w pewnym miejscu zgoda. Bez zdefiniowania jej pojęć dyskusja jest pusta. Zwracam uwagą, ze almanzor definicję Boga, przynajmniej dla swojej wypowiedzi, podał.
Z religioznawstwem almanzor nigdy nie miał do czynienia, więc nie używa trudnych wyrazów i pisze prostym językiem gawiedzi. Opiera się na szczątkach zapamiętanej ze szkół logiki i przyrody, trochę na ćwiczeniach z fizyki, poczynionych w życiu obserwacjach, rozmowach z ludźmi, wyczytanej gdzieś wiedzy oraz na intuicji, bardzo istotnej w różnego rodzaju grach. A życie to przecież gra.
Fizyk definicję swoją Boga podaje intuicyjną. OK!

Almanzor pozwolił sobie na uwagę:
>> Po XIX wiecznym zadufaniu w swoje możliwości fizycy, a przynajmniej ich znacząca ilość (!nie liczba), ze zdumieniem ale i z pewną pokorą stwierdzili, że jest to niemożliwe. Dostrzegli, że jednak "Bóg gra z przyrodą w kości"
>Świetny przykład! Co prawda przekręciłeś go, bo Einstein powiedział, że "Bóg nie gra w kości", ale nie o zmienione znaczenie chyba mam chodzi.

Oj Fizyk! Almanzor nie przekręca, ale parafrazuje powszechnie znany, fałszywy zresztą, pogląd Einsteina, żeby wskazać domyślnie że nie miał on tu racji. To, że jednak "Bóg gra z przyrodą w kości" - XXI wieczny Fizyk powinien wiedzieć.

> Fizyk: Chodzi nam o to, że Bóg Einsteina nie był żadnym z osobowych bogów w ...
Jaki był taki był. Znów kłania się konieczność definiowania bytu, o którym się rozprawia.

>> Zwróć uwagę, że jeżeli podamy definicje "Bóg jest to byt zawarty w każdym innym bycie" oraz "Nauka jest bytem", to dowód na istnienie Boga w Nauce jest jeszcze prostszy niż podany wcześniej przeze mnie.
>A więc panteizm?
Rzucasz za mądre jak na rozum almanzora wyrazy. Powyższa definicja nie kłóci się z pojęciem Boga w religiach opierających się na Torze, Biblii czy Koranie.

Fizyk wreszcie dostrzegł, że almanzor swoją definicję dla tego fragmentu dyskusji podał. Bóg zdefiniowany przez almanzora, w Nauce zdefiniowanej przez almanzora istnieje. W odpowiednio inaczej zdefiniowanych tych pojęciach przez Fizyka Boga nie ma.

W ten sposób dyskusję można ciągnąć w oo. Pat?
Proponuję skierować ją w inną stronę. Postawmy tu problem tak:
   
Czy istnieje w Przyrodzie zaobserwowany fakt, którego zaistnienia Nauka (ludzie) nie mogą wyjaśnić inaczej niż odwołując się do istnienia Boga

Chyba Czytelniku zgodzisz się ze mną, że wskazanie istnienia jednego tylko przypadku zaobserwowania takiego zjawiska, lub wyprowadzenie go z poznanych i zaakceptowanych przez Naukę praw przyrody wystarczy dla totalnego wykazania istnienia Boga w Nauce.

PS Staram się być fair, nie idę na łatwiznę i wykluczam z tego podwątku analizowanie faktu istnienia pojęcia Boga związanego z poruszaną wyżej wypowiedzią Einsteina. Również dlatego, że fizyka kwantowa może być zbyt trudna (przynajmniej dla mnie) jako narzędzie w dyskusji. Szukajmy czegoś innego!
23-08-2008 16:18 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>Postawmy tu problem tak:

>   Czy istnieje w Przyrodzie zaobserwowany fakt, którego zaistnienia Nauka (ludzie) nie mogą wyjaśnić inaczej niż odwołując się do istnienia Boga

   Przed podjęciem próby odpowiedzi na tak postawione pytanie, proponowałbym na rozgrzewkę spróbować odpowiedzieć na nieco inne:

   Czy istnieje w Przyrodzie zaobserwowany fakt, którego zaistnienia ludzie nie mogą wyjaśnić odwołując się do istnienia Boga.

   Moja intuicja podpowiada mi, że takiego faktu nie ma. Ale może się mylę.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
21-08-2008 16:01 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Teologia to obszar wiedzy położony na gruncie, którego nie da się sfalsyfikować - mówiąc językiem Poppera, a więc tak samo jak marksizm nie jest nauką.

Nie jest również wiedzą. Na dobrą sprawę nikt nie wie, czy Jezus zmartwychwstał. Owszem: jeden teolog wie, co powiedział inny. Ale w sensie zasadniczym, o jakim tu piszesz, jest czymś bez pokrycia. Przy każdej okazji podkreślam, że właściwym interesem ideologii kościelnej nie jest doktryna, lecz władza i bogactwo (to drugie tak długo, jak długo podkreslać będzie status).
17-08-2008 23:46 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Zasadniczo teologia jest dziedziną filozofii, z tą różnicą, że nie jest nauką w sensie metodologicznym.
Nie zgadzam się. Teologia jest nauką w sensie metodologicznym, stosuje dedukcję z aksjomatów i opis logicznych konsekwencji. Nie jest nauką ze względu na źródła swojego poznania (a denerwująca jest słabość uzasadnień). I tak też wyróżnia się ją w dychotomicznym podziale nauk: nauki o źródłach przyrodzonych (filozofia, nauki szczegółowe: formalne i realne) i nauka o źródłach nadprzyrodzonych - teologia.
webmaster (moderator)
Właściwie to nie wiem o czym mamy rozmawiać, skoro np. Jan Woleński udowodnił, że teologia nie spełnia podstawowych warunków racjonalności, m.in. "Nauka i teologia są niewspółmierne, językowo i logicznie." Dlatego dalsze dyskusje nad naukowością teologii uważam za jałowe.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Właściwie to nie wiem o czym mamy rozmawiać, skoro np. Jan Woleński udowodnił, że teologia nie spełnia podstawowych warunków racjonalności.
Udowodnił w jaki sposób i jaką definicją racjonalności się posłużył?
webmaster (moderator)
Na przepisywanie książki "Granice niewiary" ma pozwalają mi prawa autorskie..
20-08-2008 15:02 
 Ocena 2 na 2
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Na przepisywanie książki "Granice niewiary" ma pozwalają mi prawa autorskie..
Nie prosiłem o przepisywanie a zsyntezowanie. Nieważne.

W każdym razie, teologia posługuje się metodami naukowymi - dwiema, które wymieniłem - i to czyni ją nauką. Nauka nie musi być racjonalna (przyjmijmy to na potrzeby tego sporu), tylko musi posługiwać się metodą naukową. Jest taka nauka angelologia - nauka o aniołach - która zupełnie nie jest racjonalna, ale posługuje się naukową metodą. I co zrobić? Teologia jest zbudowana na hermeneutyce Pisma Św., tak samo, jak literaturoznawstwo opiera się na hermeneutyce literatury; teologia uznaje treści zawarte w Biblii za prawdziwe - tak jak robi to historia, która również opiera się na hermeneutyce: źródeł historycznych. Zatem, odmawianie prawa do bycia nauką teologia jest odmawianiem tego prawa historii i literaturoznawstwu.

Pozdrawiam
webmaster (moderator)
Tak jak mówię, temat uważam za jałowy do czasu obalenia dowodu. Natomiast tobie chyba myli się biblistyka i religioznawstwo z teologią, która wypowiada się o Bogu. Tezy o Biblii, historii itp. nie mają tu kompletnie znaczenia, tak jak listy Einsteina i jego biografia nie mają znaczenia dla OTW. Nie da się posłużyć metodologią naukową w ścisłym zakresie teologii - nie ma nawet co badać.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Tak jak mówię, temat uważam za jałowy do czasu obalenia dowodu.
Nie będę obalać dowodu, którego nie znam. Poza tym, mnie przekonuje zdanie metodologów, którzy uznają teologię za naukę.

>Natomiast tobie chyba myli się biblistyka i religioznawstwo z teologią, która wypowiada się o Bogu.
Teologia przyjmuje dogmaty (takie aksjomaty), z których dedukuje się tezy o Bogu. Dogmaty są wysnuwane i przyjmowane na podstawie treści Biblii. Nic mi się nie myli.

>Tezy o Biblii, historii itp. nie mają tu kompletnie znaczenia
Bo to nie są tezy o Biblii, tylko wysnute na podstawie Biblii, tak jak historia wysnuwa swoje tezy na podstawie tekstów źródłowych. W tym postrzegam analogię.

Pozdrawiam
webmaster (moderator)
>Nie będę obalać dowodu, którego nie znam.
Mogę tylko zachęcić do kupna książki.

>Poza tym, mnie przekonuje zdanie metodologów, którzy uznają teologię za naukę.
Zdania mało mnie interesują, bardziej argumenty. Można oczywiście przyjąć takie rozumienie nauki, gdzie nawet homeopatia i astrologia nią będą, ale chyba nie o tym mówimy.

>Teologia przyjmuje dogmaty (takie aksjomaty), z których dedukuje się tezy o Bogu.
Czyli mówisz o zwykłych spekulacjach i sylogizmach, co czyni teologię tylko dziedziną filozofii (jeżeli są one logicznie poprawne). Co więcej, różne teologie dochodzą do różnych wniosków. Ponadto, dedukcja nie prowadzi do żadnej nowej wiedzy, co średnio pasuje do metodologii naukowej. Pomijam już fakt, że tezy teologiczne nie poddają się zupełnie falsyfikacji.
20-08-2008 20:14 
 Ocena 2 na 2
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Zdania mało mnie interesują, bardziej argumenty. Można oczywiście przyjąć takie rozumienie nauki, gdzie nawet homeopatia i astrologia nią będą, ale chyba nie o tym mówimy.
Astrologia posługuje się matematyką i empirią, homeopatia to dziedzina medycyny - pierwotna dziedzina medycyny.

>Co więcej, różne teologie dochodzą do różnych wniosków.
Bo wychodzą od różnych założeń. Różne geometrie też dochodzą do różnych wniosków, zależnie od założeń dotyczących natury przestrzeni. Fizyka, która odrzuciłaby prawo grawitacji, też doszłaby do innych wniosków. To nie jest żaden argument.

>Ponadto, dedukcja nie prowadzi do żadnej nowej wiedzy, co średnio pasuje do metodologii naukowej.
Właśnie odebrał pan prawo bycia nauką matematyce i logice.

>Pomijam już fakt, że tezy teologiczne nie poddają się zupełnie falsyfikacji.
Hipotezy dotyczące początku wszechświata też nie podlegają weryfikacji, ponieważ sięgają poza Wielki Wybuch (o ile z niego nie rezygnują), lub poza dane bezpośrednio obserwowalne (promieniowanie tła, szybkość rozszerzania się Wszechświata). Mimo to, są uznawane za część kosmologii, która jest częścią fizyki - nauki.

>Czyli mówisz o zwykłych spekulacjach i sylogizmach, co czyni teologię tylko dziedziną filozofii
Spekulacja prowadzona poprawnie również może być metodą naukową tam, gdzie nie ma dostępu do bezpośrednich danych. Teologia nie jest dziedziną filozofii, ponieważ (wracamy do początku) jej źródła mają charakter nadprzyrodzony (czyli nie-przyrodzony, nieempiryczny), a źródła filozofii mają charakter przyrodzony (empiryczny).

>Zdania mało mnie interesują, bardziej argumenty.
Cały czas podaję argumenty, którymi podpieram tezę, że nauki warto uznawać ze względu na metodę, a nie źródła, czy "racjonalność" (swoją drogą, teologia jest racjonalna, w obrębie przyjętych przez siebie założeń, których oczywiście nie trzeba przyjmować - sam ich nie przyjmuję - ale trzeba wziąć pod uwagę, że na takich samych zasadach opiera się racjonalność fizyki - na poprawności, w obrębie przyjętych przez siebie założeń), ponieważ te kategorie eliminują możliwość bycia naukowymi pewnych nauk uznanych za kanoniczne.

Pozdrawiam
webmaster (moderator)
>Astrologia posługuje się matematyką i empirią, homeopatia to dziedzina medycyny - pierwotna dziedzina medycyny.
To nie pomaga teologii.

>Bo wychodzą od różnych założeń. (..) To nie jest żaden argument.
Jest, bo matematyka jest jedna, a nie ma jednej teologii.

>Właśnie odebrał pan prawo bycia nauką matematyce i logice.
Matematyka nie posługuje się metodologią o której tu mówimy. Można oczywiście sprowadzić teologię do samych tylko sylogizmów i założeń, ale chyba nie tego chcą teologowie.

>Hipotezy dotyczące początku wszechświata też nie podlegają weryfikacji, ponieważ sięgają poza Wielki Wybuch (..).
To nie pomaga teologii, bo to są nadal tylko hipotezy.

>Spekulacja prowadzona poprawnie również może być metodą naukową tam, gdzie nie ma dostępu do bezpośrednich danych.
J.w., to nie pomaga teologii.

>Teologia nie jest dziedziną filozofii, ponieważ (wracamy do początku) jej źródła mają charakter nadprzyrodzony (czyli nie-przyrodzony, nieempiryczny)
I również dlatego nie jest nauką, naprawdę odsyłam do książki.

>a źródła filozofii mają charakter przyrodzony (empiryczny).
Nieprawda, ale to zupełnie inna historia.

>Cały czas podaję argumenty, którymi podpieram tezę, że nauki warto uznawać ze względu na metodę, a nie źródła, czy "racjonalność"
Na razie nie było żadnego, który by mógł kogoś przekonać, że teologia stosuje metodę naukową. Nie przeczę, że może być uznana za dziedzinę wiedzy czy być częścią (ogólnie) filozofii.

Również stosowanie poprawnego rozumowania nie wystarczy, aby coś nazwać nauką w sensie, o którym mówimy.

>ale trzeba wziąć pod uwagę, że na takich samych zasadach opiera się racjonalność fizyki - na poprawności, w obrębie przyjętych przez siebie założeń
Fizyka nie opiera się na założeniu, że przedmiot badany jest niedostępny doświadczeniu, teologia tak.

>ponieważ te kategorie eliminują możliwość bycia naukowymi pewnych nauk uznanych za kanoniczne.
Nie mówimy tu o szerokiej kategorii nauki, tylko Nauki stosującej metodę naukową i racjonalność (pojmowaną głębiej niż tylko brak błędów logicznych). To, co piszesz o teologii, idealnie pasuje też do astrologii, co jednak nie czyni z nich nauk.
21-08-2008 13:37 
 Ocena 2 na 2
Rutkiewicz (1290 punktów)
>naprawdę odsyłam do książki.
Proszę Pana. A ja odsyłam do wykładu z ogólnej metodologii nauk dla drugiego roku studiów filozoficznych, i do ustaleń przedstawicieli Szkoły Lwowsko-Warszawskiej.

>Jest, bo matematyka jest jedna, a nie ma jednej teologii.
Jest jedna uprawiana, ale jest wiele możliwych. Nie mówiąc już o tym, że nie jest w pełni prawdą, to co Pan powiedział, a tylko w pewnym aspekcie. W matematyce trwa spór metanaukowy, który jest przedłużeniem średniowiecznego sporu o powszechiniki, dotyczący sposobu istnienia przedmiotów matematycznych. Ustalenia w tej kwestii (stanowiska są cztery: nominalizm, konceptualizm, realizm skrajny i umiarkowany) wpływają na wyniki niektórych badań matematycznych, co powoduje, że na pewnym etapie matematyka rozdziela się na czworo. A wszystko to za sprawą różnych założeń.

>Matematyka nie posługuje się metodologią o której tu mówimy.
Matematyka i logika posługują się wyłącznie dedukcją.

>Można oczywiście sprowadzić teologię do samych tylko sylogizmów i założeń, ale chyba nie tego chcą teologowie.
To nie jest żadna redukcja. Teologia zakłada istnienie Boga, jego przymioty i autentyczność Biblii jako słowa Bożego - dlaczego to mniej prawomocne założenia, niż materialność i empiryczność świata, które zakłada fizyka?

Teologia nie posługuje się sylogizmem. Sylogizm stosuje się raczej w ontologii.

>To nie pomaga teologii, bo to są nadal tylko hipotezy.
Ale nieuzasadnione przez metodę naukową.

>Nieprawda, ale to zupełnie inna historia.
Źródłem filozofii jest opis świata badanego metodą empiryczną - doświadczenie potoczne, lub naukowe poddane metodzie filozoficznej (zależnej od szkoły i kierunku). Zatem jej źródła są przyrodzone.

>Również stosowanie poprawnego rozumowania nie wystarczy, aby coś nazwać nauką w sensie, o którym mówimy.
Oczywiście. Ponadto, nauka musi mieć przedmiot, określoną aspektowość i cel.

>Na razie nie było żadnego, który by mógł kogoś przekonać, że teologia stosuje metodę naukową.
Stosuje dedukcję, która jest metodą naukową i opis konsekwencji logicznych, j/w.

>Fizyka nie opiera się na założeniu, że przedmiot badany jest niedostępny doświadczeniu, teologia tak.
Fizyka opiera się na założeniu, że to właśnie przedmiot badany jest dostępny doświadczeniu (wbrew np. Kantowi, który powiedziałby [jak Husserl], że to tylko świadomościowy korelat przedmiotu), i że tylko takie przedmioty istnieją. Do tego, zawęża rodzaj możliwego doświadczenia, do doświadczenia sensualnego (naturalnego lub wzmocnionego). Jest to jej prawem, gdyż jest nauką szczegółową, świadomie ograniczającą zasięg swoich badań. Problem zaczyna się, gdy ludzie nią zafascynowani zaczynają fizykalizować rzeczywistość.

Zresztą, treść założenia nie jest tu istotna. I teologia i fizyka, są w takim samym stopniu pewne - przez pryzmat założeń.

>To, co piszesz o teologii, idealnie pasuje też do astrologii, co jednak nie czyni z nich nauk.
Już trzy posty temu można było stwierdzić, że mamy różne pojęcia naukowości. I chyba faktycznie tego nie rozwikłamy, ponieważ mamy sprzeczność w założeniach. Pan jest Comte'ystą, a ja dążę do dywersyfikacji naukowości, ponieważ tylko to gwarantuje zbliżenie się do Prawdy (stanu faktycznego), do której żadna nauka nigdy nie dotrze, ponieważ skupiają się one na prawdach - czyli swoich wynikach: prawomocnych w obrębie własnych założeń. Tylko bogactwo doświadczenia i dopuszczanych możliwości przybliża do rzeczywistości. Ale to jest tylko uzasadnienie mojego stanowiska wyjściowego, a nie argumentacja przeciw Panu.

Dziękuję i życzę wszystkiego dobrego. Mam nadzieję, że ta dyskusyjka cośkolwiek Panu przyniosła.

Pozdrawiam
webmaster (moderator)
>A ja odsyłam do wykładu z ogólnej metodologii nauk dla drugiego roku studiów filozoficznych, i do ustaleń przedstawicieli Szkoły Lwowsko-Warszawskiej.
Proszę o źródła lub cytaty, bo ciężko będzie uzasadnić coś absurdalnego, chyba że po prostu mówimy o innych naukowościach.

>W matematyce trwa spór metanaukowy (..)
Ten spór nie pomaga teologii, tym bardziej, że matematyka ma szczególną metodologię, inną niż ta o której mówimy. Matematyka m.in. nie bada świata (w potocznym sensie słowa).

>Matematyka i logika posługują się wyłącznie dedukcją.
Przecież właśnie mówię o tym, że ma inną metodę.

>Teologia zakłada istnienie Boga, jego przymioty i autentyczność Biblii jako słowa Bożego - dlaczego to mniej prawomocne założenia, niż materialność i empiryczność świata, które zakłada fizyka?
Fizyka nie zakłada żadnej materialności, ani nawet istnienia materii. Zaś założenia teologii nie dają się stosować w racjonalnym dyskursie, co uniemożliwia jej dogadanie się na poziomie naukowym - odsyłam do książki.

>Teologia nie posługuje się sylogizmem.
Nie pisałem, że się posługuje, a tylko, że niczego to by nie zmieniło.

>>To nie pomaga teologii, bo to są nadal tylko hipotezy.
>Ale nieuzasadnione przez metodę naukową.
Co nie pomaga teologii ani o jotę.

>>Nieprawda, ale to zupełnie inna historia.
>Źródłem filozofii jest opis świata badanego metodą empiryczną (..)
To ciekawe jak wywiedziesz system moralny lub aksjologię z badania empirycznego. W ogólności, nie wszystkie tezy filozoficzne da się wyprowadzić z samego badania świata i to miałem na myśli.

>Oczywiście. Ponadto, nauka musi mieć przedmiot, określoną aspektowość i cel.
A teologia czyni nieoczywiste założenia co do przedmiotu, który ma dopiero badać.

>Stosuje dedukcję, która jest metodą naukową i opis konsekwencji logicznych, j/w.
J.w. nie o takiej metodologii mówimy, bo inaczej astrologię też nazwiemy Nauką.

>(..) Problem zaczyna się, gdy ludzie nią zafascynowani zaczynają fizykalizować rzeczywistość.
To wszystko nic a nic nie pomaga teologii.

>I teologia i fizyka, są w takim samym stopniu pewne - przez pryzmat założeń.
Tak, astrologia też, nic to nie pomaga teologii.

>I chyba faktycznie tego nie rozwikłamy, ponieważ mamy sprzeczność w założeniach.
Nie sądzę, ja po prostu widzę wiele argumentów przeciw uznaniu teologii za naukę. Znasz jakąś tezę teologii, która by stanowiła nową wiedzę? A może takie odkrycie, które by poprawiło los ludzi, jakość życia?

>ja dążę do dywersyfikacji naukowości, ponieważ tylko to gwarantuje zbliżenie się do Prawdy (stanu faktycznego), do której żadna nauka nigdy nie dotrze, ponieważ skupiają się one na prawdach - czyli swoich wynikach
Zbliżanie się do 'Prawdy' to metafizyczna tęsknota, niewiele mająca wspólnego z nauką. Astrolodzy też mają swoje Prawdy.

>Tylko bogactwo doświadczenia i dopuszczanych możliwości przybliża do rzeczywistości.
W teologii nie ma doświadczeń..ani badania rzeczywistości. Podaj mi jedno doświadczenie, które by obaliło którąkolwiek tezę teologii (jako z pewnością fałszywą).
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Zbliżanie się do 'Prawdy' to metafizyczna tęsknota, niewiele mająca wspólnego z nauką.
"Prawda" oznacza poznanie tego, jak jest naprawdę. To właśnie nie może się ukazać w wynikach tylko jednej nauki, ponieważ każda jest aspektowa i ślepa na dziedziny innych. Arystotelesowska theoria, to właśnie takie poszukiwania. W pewnym stopniu przyjmuję klasyczny paradygmat naukowy, choć uważam, podobnie jak Sokrates, że do wiedzy o stanie faktycznym rzeczywistości można się tylko zbliżyć. I o to mi chodzi, o zbliżenie się do tej wiedzy. Nie da się tego osiągnąć przez unifikowanie, można jedynie przez dywersyfikację.

>W teologii nie ma doświadczeń..ani badania rzeczywistości. Podaj mi jedno doświadczenie, które by obaliło którąkolwiek tezę teologii (jako z pewnością fałszywą).
>>Tylko bogactwo doświadczenia i dopuszczanych możliwości przybliża do rzeczywistości.

Pozdrawiam
webmaster (moderator)
W takim razie rozumiem potrzebę, jednak dobór środków uważam za błędny. Historia uczy, że bez dowodów odwołujących się do jakiegokolwiek doświadczenia, czegoś komunikowalnego i w miarę możliwości obiektywnego trudno mówić o prawdzie. Zmieni się kultura, podejście, filozofia i nagle dawne Prawdy staną się pośmiewiskiem nowych pokoleń. Natomiast pojęcie tego, co jest naprawdę jest albo błędnokołowe, albo jałowe, bo nie sposób mierzyć stopnia zbliżenia do tego 'naprawdę'. Teologia nie ma nawet miary do ustalenia, które twierdzenie jest bliższe a które dalsze od Prawdy (jeżeli oba są logicznie poprawne i nie pomijamy subiektywne odczucia).
22-08-2008 11:45 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>dawne Prawdy staną się pośmiewiskiem nowych pokoleń.
Ponieważ są to "prawdy" lokalne. Powiedziałem już, moim zdaniem nie da się odkrywać "Prawd" globalnych, można się do nich tylko zbliżać. Ale skoro nie można ich odkryć, to nie można również wiedzieć, jak bardzo jest się ich blisko. Cały myk polega na tym, żeby rozważyć możliwie dużo wersji - racjonalnych, ale niekoniecznie dowodliwych - i nie wybierać z nich jednej, tylko odrzucać niechciane/nieprawdopodobne. To pozwoli na osiągnięcie większej bliskości do tej "Prawdy", choć w pewnym stopniu jest to działanie przypadkowe. Na własny użytek wyróżniam "nauki" i "Naukę". "Nauki" nie da się uprawiać i nie może być ona przedmiotem ogólnej - społecznej - korzyści. Jest to wyłącznie kwestia prywatnego poszukiwania, na własny użytek i ku własnej uciesze. Natomiast "nauka" jest działaniem teoretyczno-praktycznym, w tym sensie (choć nie ściśle), że służy czemuś poza własnym nagromadzeniem. Zgadzam się, teologia (prócz wykorzystania politycznego) nie służy niczemu poza sobą.
21-08-2008 16:12 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Jest taka nauka angelologia - nauka o aniołach - która zupełnie nie jest racjonalna, ale posługuje się naukową metodą.

Metoda to nie wszystko. Potrzeba jeszcze, aby istniał przedmiot badania. Odwiedź jakis psychiatryk i dowiesz się, o czym można by jeszcze metodycznie rozprawiać.

>Teologia jest zbudowana na hermeneutyce Pisma Św., tak samo, jak literaturoznawstwo opiera się na hermeneutyce literatury;

Porównanie pozbawione sensu. Żaden teolog nie dopości do siebie tezy (którą skłonny byłbym bronić), że Jezus jest tylko postacią fikcyjną, jak np. Hamlet. Nawet jeśli Jezus istniał, to zrobiono z niego legendę. A to, że nawet drania można kanonizować, to wiemy.
21-08-2008 18:01 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Metoda to nie wszystko. Potrzeba jeszcze, aby istniał przedmiot badania.
W fizyce zakładamy, że przedmiot istnieje. W matematyce przyjmujemy aksjomat o jego istnieniu - imaginujemy go sobie. Nie ma lakmusowego testu na istnienie.

>Porównanie pozbawione sensu. Żaden teolog nie dopości do siebie tezy (którą skłonny byłbym bronić), że Jezus jest tylko postacią fikcyjną
Tylko, że Jezusem zajmuje się soteriologia, a nie teologia. Teologia zajmuje się Bogiem i Jezusem jako przejawem boskości, nie Jezusem jako Jezusem. Ale zgoda, teologia przyjmuje, że Bóg istnieje. No i cóż z tego? Skoro racjonalne jest zinterpretowanie rzeczywistości w ten sposób, aby istnienie Boga odrzucić - nie mając na to żadnych dowodów, co najwyżej pragmatyczne uzasadnienia - to tak samo racjonalne jest założenie przeciwne. Teraz czynimy drugie założenie, że pewien przyjęty kanon pism jest autentycznie natchnionym przez Boga orędziem do ludzi, i wio, brzydko mówiąc. I jest przedmiot. Teologia może też, zamiast przyjmować założenia o istnieniu Boga, przyjąć w punkcie wyjścia rezultaty niektórych nurtów metafizycznych w kierunku racjonalistycznym.

Proszę mnie nie zrozumieć źle. Teologia nie posiada przekonywujących dla mnie uzasadnień i nie uważam, żeby kreśliła (żadna z nich) poprawny obraz absolutu - jestem agnostykiem istotnościowym - ale błądzić jest rzeczą ludzką - i to wcale nie oznacza, że to błądzą nie-naukowcy. Weźmy choćby przykład żyworództwa - tę teorię skonstruowali ludzie, którzy byli uważani za naukowców. Ich metody, a więc i wyniki, zostały do dzisiaj odrzucone, ale przecież codziennie dzieje się tak, że z jakiegoś rezultatu, lub jakiejś metody rezygnuje się.
21-08-2008 21:45 
 Ocena 1 na 1
asriel (90 punktów)
>Weźmy choćby przykład żyworództwa - tę teorię skonstruowali ludzie, którzy byli uważani za naukowców. Ich metody, a więc i wyniki, zostały do dzisiaj odrzucone

Chodzi o teorię samorództwa a nie żyworództwa, obaloną przez Ludwika Pasteura
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Chodzi o teorię samorództwa a nie żyworództwa, obaloną przez Ludwika Pasteura

Tak! Przepraszam. Straszliwa pomyłka. Kajam się, kajam.
21-08-2008 21:51 
 Ocena 1 na 1
asriel (90 punktów)
W kwestii czy teologia jest czy nie jest nauka bardzo ciekawy tekst:

bezdogmatu.webpark.pl/nowak39.htm

cytat:

"Teologia z czysto metodologicznego punktu widzenia wygłąda, moim zdaniem, nie najgorzej. Wraz z prawoznawstwem, krytyką literacką, krytyką sztuki i in. mieści się ona w pasie nieostrości między nauką a innymi działami kultury duchowej człowieka. Zbliża się jednak, od drugiej strony, do niewątpliwie pozanaukowej religii propagowanej przez stosowny Kościół. Stąd to status teologii wydaje się w ogólności zbliżony do statusu ideologii społecznych bazujących na jakichś teoriach."

gorąco zachęcam do lektury całości tekstu
Arcibald I
>Mnie teologia nie interusuje. Interesuje mnie relajca Bóg - nauka na gruńcie filozofii,...
- Czy aby ten tekst jest napisany w języku polskim, z zachowaniem zasad polskiej pisowni! - śmiechu warte!!!
Nie interesuje Cię teologia, czyli nauka o BOGU, ale relacja Bóg - nauka. Skoro nie będziesz znał Boga to w jaki sposób poznasz interesującą Cię relację (nieznane - nauka)?!
cezar (256 punktów)
>>Mnie teologia nie interusuje. Interesuje mnie relajca Bóg - nauka na gruńcie filozofii,...
>- Czy aby ten tekst jest napisany w języku polskim, z zachowaniem zasad polskiej pisowni! - śmiechu warte!!!
>Nie interesuje Cię teologia, czyli nauka o BOGU, ale relacja Bóg - nauka. Skoro nie będziesz znał Boga to w jaki sposób poznasz interesującą Cię relację (nieznane - nauka)?!

Tak dokładnie interesuje mnie relacja nieznane - nauka na polach nauki A skoro Tobie teologia powiedziała tyle o Bogu to czekam na wykład. Chcę wyraźnie zaakentować różnice między teologią/religią a Bogiem. Pierwsze się da podważyć, drugie nie. Pytam o konsekwencje tej sytuacji. Przy okazji stawiam pytania, na które raczej nie otrzymam odpowiedzi, ale to jest chyba wyraz po prostu humanizmu. Sprawdzenia czy ktoś pewne pytania bez odpowiedzi postrzega podobnie. A co do przywiązywania wagi do formy a nie treści to mam to gdzieś.
placownik (17853 punktów)

>A co do przywiązywania wagi do formy a nie treści to mam to gdzieś.

   A ja zaczynam mieć dosyć poprawiania Twoich błędów. Zapoznaj się z regulaminem forum i wyciągnij wnioski.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
18-08-2008 00:05 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Tak dokładnie interesuje mnie relacja nieznane - nauka na polach nauki
Czyli "God of gaps", po polsku ładnie: "palec boży". Na granicy nauki, tam gdzie wyjaśnienia są już tylko kwestią wierzeń i hipotez (sic!) metafizycznych, robimy boże podwórko - aż do momentu, gdy nauka nie da empirycznego wyjaśnienia. To jest słaby pomysł, choć Hawking się w nim lubuje. Moim zdaniem jednak słusznie sumuje William L. Craig w książce napisanej wspólnie z Quentinem Smithem, Teism, Ateism and Big Bang Cosmology (Oxford 2003), że takie postępowanie jest reductio ad infinitum, ponieważ nauka nigdy nie wyjaśni w pełni świata, i zawsze zostanie miejsce po temu, żeby teista mógł poza nią umieścić palec boży. Dlatego takie rozważania należy uznać za płowe.

Pozdrawiam
almanzor (341 punktów)
>>Tak dokładnie interesuje mnie relacja nieznane - nauka na polach nauki
>Czyli "God of gaps", po polsku ładnie: "palec boży". Na granicy nauki, tam gdzie ...nauka nigdy nie wyjaśni w pełni świata, i zawsze zostanie miejsce po temu, żeby teista mógł poza nią umieścić palec boży. Dlatego takie rozważania należy uznać za płowe.

Ciekawe
cezar (256 punktów)
A tak w ogóle to dzięki za te linki, ale wydaje mi się, ze pytania, które tu postawiłem chodzą na podobnej materii, ale mają inny kontekst, dlatego też dyskusję uważam za zasadną.
lotrek (14275 punktów)
kosmologiem, fizykiem, laureatemnagrody Tempeltona.

Kościół każde nowe odkrycie naukowe "bierze na tapetę", by udowodnić że nie jest sprzeczne z religią i nauką kościoła. Zatrudnił sztab ludzi, w tym naukowców którzy "kombinują" jak sprawić by "wilk był syty i owca cała" i oczywiście załapać się na nagrodę Tempeltona, której wysokość jest znaczna. Nagrodzie tej jednak daleko do prestiżu Nagrody Nobla, chociaż kwota jej jest wyższa. I czasem też budzi "uśmieszek niedowiarków i szyderców".
17-08-2008 12:55 
 Ocena-2 na 2
cezar (256 punktów)

>Kościół każde nowe odkrycie naukowe "bierze na tapetę", by udowodnić że nie jest sprzeczne z religią i nauką
Naprawde? Dzięki za oświecenie, nigdy o tym nie wiedziałem. Powinni dla Ciebie wymyśleć nagrodę " Mistrz spostrzeżeń o, których każdy wie" Szkoda, że pytania, które postawiłem i które są istotą tej dyskusji, która wyraźnie akcentuje rozdził Boga od religii jakoś nie wzbudziły twojego zainteresowania.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
Szkoda, że pytania, które postawiłem i które są istotą tej dyskusji, która wyraźnie akcentuje rozdził Boga od religii jakoś nie wzbudziły twojego zainteresowania.

Nie wydaje mi się, że wątek, który otworzyłeś, jest jest tylko sprawą rozdziału Boga i religii. W moim mniemaniu, może być potraktowany wielokierunkowo i stać się przyczynkiem do bardzo szerokiej dyskusji i stąd moje uznanie, dla tego otwarcia.
Sposób potraktowania tego tematu przez lotreka, też się w nim mieści, tyle że on podszedł do niego nie filozoficznie, a pragmatycznie, nadając swojej wypowiedzi cechy trywialności. Nie oburzaj się więc na niego.
DawidKarolkievitz (984 punktów)
>>Kościół każde nowe odkrycie naukowe "bierze na tapetę", by udowodnić że nie jest sprzeczne z religią i nauką
>Naprawde? Dzięki za oświecenie, nigdy o tym nie wiedziałem. Powinni dla Ciebie wymyśleć nagrodę " Mistrz spostrzeżeń o, których każdy wie" Szkoda, że pytania, które postawiłem i które są istotą tej dyskusji, która wyraźnie akcentuje rozdził Boga od religii jakoś nie wzbudziły twojego zainteresowania.



Po co ta pyskówka?

"...wiesz co robię, puszczam Cię przodem
byś śladów stóp mych nie widział..."
Moja Adrenalina "Radio Żywych"
cezar (256 punktów)
Przyjmij moje gratulacje, przyjmij je i ...

"Wzniośli będźie w przyjmowaniu! Niech będzie wyróżnieniem iż przyjmujecie. Tak radzę tym, którzy nie mają czego dać" F. Nietzsche
asriel (90 punktów)

>"Kiedyś miałem na ten temat dyskusję ze znanym biologiem Richardem Dawkinsem, który jest autorem
>bardzo głośnej książki "Bóg urojony". Książki moim zdaniem bardzo prymitywnej. Kiedy po
>raz pierwszy ją przeczytałem, to powiedziałem sobie, że ja z tymi problemami, które on tak ostro
>stawia, uporałem się, gdy miałem 17 lat.

No i od tego czasu Heller nie zastanawiał się już więcej nad istnieniem/nieistnieniem boga, po prostu przyjmował to co mu wtłoczono do głowy w dzieciństwie, czyżby jego rozwój intelektualny zakończył się wtedy gdy u innych ludzi jest on w rozkwicie

>Nasza rozmowa miała miejsce kilkanaście lat temu. Jak twierdził Dawkins, Pan Bóg nie jest nam
>potrzebny, bo wszystkie zjawiska biologiczne możemy wytłumaczyć za pomocą praw fizyki. A ja na to:
>OK, bardzo dobrze. W jaki sposób w takim razie wytłumaczysz, skąd wzięły się prawa fizyki. No i
>dyskusja się skończyła."

Błąd polega na tym że niektórzy jak Heller oddzielają prawa fizyki od materii która im podlega, prawa fizyki nie są czymś narzuconym materii z góry tylko wynikają z samej jej istoty, Heller traktuje zaś prawa fizyki jak prawa stanowione w społeczeństwach ludzkich

>Celowo zamieściłem ten fragment ponieważ wydaje mi się on doskonałym wstępem do dyskusji, którą
>chce rozpocząć. Otóż wielu wybitnych intelektualistów choćby takich jak Bernard Russel wielokrtnie
>udowadniało, ze religia jest sprzeczna z nauką. Dzięki nim dziś nikt nie ma wątpliwości co do teorii
>ewolucji, co do tego , ze ziemia kręci się wokół słońca a nie odwrotnie itd.... Pokazuje to, ze
>religie po prostu fanatycznie i dosłownie interpretowały Biblie, o prowadziło do tej sprzeczności.

I chwała im za to

>Jednakże chciałbym zauważyć, ze o wiele więcej można być może dostrzec oddzielając Boga od systemów
>religijnych skupić się na relacji nie nauka - religia, ale na relacji nauka - Bóg.

Problem w tym, że nie można oddzielać boga od religii Bóg/bogowie powstali jako integralny element religii, bez religii nie było by bogów. Po co ludziom byłby bóg gdyby nie mogli oddawać mu czci, prosić o zdrowie, dobre plony albo powodzenie na polowaniu.
Współcześni teologowie próbują oddzielać boga oa religii, ale wyłącznie w celach apologetycznych, gdy już nie można obronić religii, obrońmy chociaż boga, bo gdy on się ostanie to z powrotem dobudujemy do niego religię i wszystko będzie po staremu

>Czy nauka kiedykolwiek zanegowała istnienie Boga?

Nauka nie może definitywnie zanegować istnienia czegokolwiek, może tylko stwierdzić że dane rzecz, byt, zjawisko jest wysoce nieprawdopodobne.

>Czy teoria ewolucji jest sprzeczna z istnieniem Boga

Tak jest sprzeczna z istnieniem boga, który czynnie interweniuje w losy świata, a jest to bóg wyznawany przez wszystkie religie teistyczne.

>czy prawa fizyki wyjaśniają skąd wziął się wielki wybuch?

Są modele które próbują wyjaśniać za pomocą znanej nam fizyki genezę Wielkiego Wybuchu,
np. teoria wszechświata bez brzegów Hawkinga, lub oparta na niej koncepcja Stengera
www.colora(*)hy/vstenger/Godless/Origin.pdf

>Moim zdaniem nie ma sprzeczności, wręcz
>zastanawiam się czy nie byłoby trafnie stwierdzić, że skoro do tej pory nauka nie wykazała, ze Boga
>nie ma

A czy wykazała że wróżki i krasnoludki nie istnieją? Nie, a jednak większość zdrowych dorosłych ludzi w nie nie wierzy.

>czy nie należałoby przyjąć twierdzenia Leibniza, że razej coś istnieje niż nie? Idąc dalej
>chcaiłbym zapytać, czy jeśli założymy, ze Bóg istnieje, natomiast religie, które są ponoć
>pośrednikami między nim a ludzmi, a nie koniecznie własnie nimi są to gdzie należałoby szukać
>znaków, czy też domniemań jaka jest natura Boga i czego od nas oczekuję?

Gdyby bóg istniał i rzeczywiście stworzył ludzi, to powinien oczekiwać tylko tego żeby postępowali zgodnie ze swoją wrodzoną naturą, a nie walczyli z nią (do czego nakłania większość relgii.)

>Czy moznaby pzrzyjąć, że
>skoro uniwersalną zasadą każdej wilkiej religii czy też innych środowisk np. francuskich ateistów
>jest bycie po prostu dobrym człowiekiem, czy można byłoby założyć, że jeśli Bog istnieje gra jednak z
>nami w kości?

Jakoś po wyznawcach tych religii nie widać, żeby bycie dobrym człowiekiem było ich głownym celem.
cezar (256 punktów)

>No i od tego czasu Heller nie zastanawiał się już więcej nad istnieniem/nieistnieniem boga, po prostu przyjmował to co mu wtłoczono do głowy w dzieciństwie, czyżby jego rozwój intelektualny zakończył się wtedy gdy u innych ludzi jest on w rozkwicie

Nie wierze, ze wierzysz w to o napisałeś.

>Błąd polega na tym że niektórzy jak Heller oddzielają prawa fizyki od materii która im podlega, prawa fizyki nie są czymś narzuconym materii z góry tylko wynikają z samej jej istoty, Heller traktuje zaś prawa fizyki jak prawa stanowione w społeczeństwach ludzkich

Heller tego nie neguje. Nic nie stoi w sprzeczności, zeby uznać że praw fizyki rządzą się same sobą niezależnie od niczego. Ale też nic nie stoi w sprzecznoći, zeby stwierdzić, że Wielki Wybuch nie zaistniał ex nihilo. Link, który zamieściłeś nie przekonuje mnie. Natura i prawa temperatury musiały mieć przyczynę.

>Problem w tym, że nie można oddzielać boga od religii Bóg/bogowie powstali jako integralny element religii, bez religii nie było by bogów. Po co ludziom byłby bóg gdyby nie mogli oddawać mu czci, prosić o zdrowie, dobre plony albo powodzenie na polowaniu.

Jeżeli Bóg istnieje to jest niezależny od jakiejkolwiek religii. One są wytworem człowieka. Po co Bóg? Moim zdaniem platońskie idee, które zawierają min. dążenie do prawdy nie są obojętne temu kto, nazywa się człowiekiem i kto chce mieć życie świadome, a przynajmniej może się łudzić, że ma świadome.

>>Czy teoria ewolucji jest sprzeczna z istnieniem Boga
>Tak jest sprzeczna z istnieniem boga, który czynnie interweniuje w losy świata, a jest to bóg wyznawany przez wszystkie religie teistyczne.

Być może z istnieniem religii jest sprzeczna? Należałoby o to zapytać np: bp Życińskiego, który się w tej materii.
Ale mnie nie interesują religie. Nie widze sprzeczności pomiędzy np. deizmem

>>Moim zdaniem nie ma sprzeczności, wręcz
>>zastanawiam się czy nie byłoby trafnie stwierdzić, że skoro do tej pory nauka nie wykazała, ze Boga
>>nie ma
>A czy wykazała że wróżki i krasnoludki nie istnieją? Nie, a jednak większość zdrowych dorosłych ludzi w nie nie wierzy.

W kwestiach dotyczących najwyższych prawd, każdy człowiek czy to ateista czy katolik powinien sobie zadać takie pytanie.
Robi to po to , aby określić swoją relację do Boga, co przekłada się na zaakceptowanie lub nie określonego system wartości , określonego system postrzegania swiata i w ogóle tego w co wierzymy . Wyjeżdzanie tu o krasnoludkach i zrównywanie tak waznych pytań z czymś co nie ma znaczednia świadczy o głębokiej nieuczciwości lub po prostu infantylizmie.

>Gdyby bóg istniał i rzeczywiście stworzył ludzi, to powinien oczekiwać tylko tego żeby postępowali zgodnie ze swoją wrodzoną naturą, a nie walczyli z nią (do czego nakłania większość relgii.)

Przykro mi, ze istnienie Osamy ben Ladena lub Inkwizycji czy w ogóle religi jest dla Ciebie głosem Boga. Ja raczej staram się go dostrzegać we wszechświecie, który jest naprawdę wspaniły. Jest niesamowicie bogaty, a nauka tylko to potwierdza. Nigdy nie słyszałem, zeby objawił się Bóg i powiedził, ze macie walczyć ze swoją naturą. Robili to kapłani bo mieli w tym interes polityczny. Myślę ,że u Ciebie dużą szkodę wyrządza zrównanie Boga z religią. W sumie nie dziwie się, ze mając takie poglądy jesteś ateistą. W tej sytuacji to jedyna droga. Świat jest idealną harmonią. Być może istnieje Wielki Budowniczy.
17-08-2008 19:04 
 Ocena 1 na 1
asriel (90 punktów)
>>No i od tego czasu Heller nie zastanawiał się już więcej nad istnieniem/nieistnieniem boga, po prostu przyjmował to co mu wtłoczono do głowy w dzieciństwie, czyżby jego rozwój intelektualny zakończył się wtedy gdy u innych ludzi jest on w rozkwicie
>Nie wierze, ze wierzysz w to o napisałeś.

Dobrze że chociaż w to nie wierzysz

>Natura i prawa temperatury musiały mieć przyczynę.

Tylko dlaczego wymagasz, by była to przyczyna nienaturalna?

>Po co Bóg? Moim zdaniem platońskie idee, które zawierają min. dążenie do prawdy nie są obojętne temu kto, nazywa się człowiekiem i kto chce mieć życie świadome, a przynajmniej może się łudzić, że ma świadome.

To, że chcesz by bóg istniał nie oznacza że istnieje

>>Czy teoria ewolucji jest sprzeczna z istnieniem Boga
>>Tak jest sprzeczna z istnieniem boga, który czynnie interweniuje w losy świata, a jest to bóg wyznawany przez wszystkie religie teistyczne.
>Być może z istnieniem religii jest sprzeczna? Należałoby o to zapytać np: bp Życińskiego, który się w tej materii.

Myślisz że powie ci prawdę? On jest przede wszystkim funkcjonariuszem potężnej organizacji broniącej swych interesów

>Ale mnie nie interesują religie. Nie widze sprzeczności pomiędzy np. deizmem

No proszę deista wśród katolickich apologetów odwiedzających to forum to prawdziwy skarb

>W kwestiach dotyczących najwyższych prawd, każdy człowiek czy to ateista czy katolik powinien sobie zadać takie pytanie.
>Robi to po to , aby określić swoją relację do Boga, co przekłada się na zaakceptowanie lub nie określonego system wartości , określonego system postrzegania swiata i w ogóle tego w co wierzymy . Wyjeżdzanie tu o krasnoludkach i zrównywanie tak waznych pytań z czymś co nie ma znaczednia świadczy o głębokiej nieuczciwości lub po prostu infantylizmie.

>Wyjeżdzanie tu o krasnoludkach i zrównywanie tak waznych pytań z czymś co nie ma znaczednia świadczy o głębokiej nieuczciwości lub po prostu infantylizmie.

Świadczy o konsekwencji metodologicznej, to że istnienie krasnoludków nie jest dla ciebie ważnym egzystencjalnie pytaniem nie znaczy to że można to pytanie zbywać.

>Przykro mi, ze istnienie Osamy ben Ladena lub Inkwizycji czy w ogóle religi jest dla Ciebie głosem Boga. Ja raczej staram się go dostrzegać we wszechświecie, który jest naprawdę wspaniły. Jest niesamowicie bogaty, a nauka tylko to potwierdza.

No i w tym problem, starasz się dostrzegać we wszechświecie działanie byty którego istnienie na początku a priori założyłeś.

>Nigdy nie słyszałem, zeby objawił się Bóg i powiedził, ze macie walczyć ze swoją naturą. Robili to kapłani bo mieli w tym interes polityczny.

A czy słyszałeś żeby bóg objawił się bez związku z jakąkolwiek religią.

>Myślę ,że u Ciebie dużą szkodę wyrządza zrównanie Boga z religią.

A jaką konkretnie?

>W sumie nie dziwie się, ze mając takie poglądy jesteś ateistą. W tej sytuacji to jedyna droga.

To jest w ogóle jedyna możliwa droga

>Świat jest idealną harmonią.

Czy wtedu gdy tornada niszczą miasta, tsunami zelewają wybrzeża, gdy wybuchy wulkanów palą miasta i grzebią je w popiołach, czy może wtedy gdy uderzenie planetoidy doszczętnie niszczy planetę?

>Być może istnieje Wielki Budowniczy.

Chyba bob budowniczy
cezar (256 punktów)

>Tylko dlaczego wymagasz, by była to przyczyna nienaturalna?

Są dwie teorie jedna zakłada, ze Wszechświat jest procesem, nie ma przyczyny ani celu.
Druga zakłada, że istnieje przyczyna. Skłaniam się w stronę drugiej. W tym momencie nauka nie wyjaśnia przyczyny, pozostaje więc pytanie o przyzyne nadnaturalną. Subiektywne oczywiście pytanie i subiektywna odpowiedź.

>To, że chcesz by bóg istniał nie oznacza że istnieje
Tak? Na jakiej podstawie żeś doszedł do takich wniosków?

>Świadczy o konsekwencji metodologicznej, to że istnienie krasnoludków nie jest dla ciebie ważnym egzystencjalnie pytaniem nie znaczy to że można to pytanie zbywać.



>No i w tym problem, starasz się dostrzegać we wszechświecie działanie byty którego istnienie na początku a priori założyłeś.

Ja dziś się nie podpisze pod słowami Bóg istnieje. Choć niewątpliwie jeżeli kiedykolwiek postanowie zostać apologetą jakieś doktryny, będzie to sąd apriori.

>A czy słyszałeś żeby bóg objawił się bez związku z jakąkolwiek religią.
Słyszałem ostatnio w pociągu czytelnik FiM, zadeklarowny antyklerykał, powiedział mi ,ze jego ciotka kiedy umierała miała objawienie, przyszedł anioł i powiedział żeby nie ufać Kościołowi. To nie jest żart. Myśle że te objawienie jest tyle samo wrte co wszystkie inne razem wzięte.

>>Myślę ,że u Ciebie dużą szkodę wyrządza zrównanie Boga z religią.
>A jaką konkretnie?

Stawiasz pytania o Boga przez pryzmat religii jakby to one były jego objawieniem. Napisałeś nawet , ze Bóg objawia się zawsze w związku z jakąś religią. To zanczy religia twór ludzki, wymyślony na zlecenie polityczne jest dla Ciebie dziełem Boga i to on w obrębie jej ingeruje. Czy historia dała mało dowodów, aby przy tych wszystkih religiach postawić bardzo duży znak zapytania? A szczególnie przy objawieniach bożych.

>>W sumie nie dziwie się, ze mając takie poglądy jesteś ateistą. W tej sytuacji to jedyna droga.
>To jest w ogóle jedyna możliwa droga
A to jest już fanatyzm religijny na takim samym poziomie jak katolicyzm czy islam.
17-08-2008 23:51 
 Ocena 2 na 2
asriel (90 punktów)
>>Tylko dlaczego wymagasz, by była to przyczyna nienaturalna?
>Są dwie teorie jedna zakłada, ze Wszechświat jest procesem, nie ma przyczyny ani celu.

To, że wszechświat jest jak napisałeś procesem, nie oznacza że nie ma on przyczyny, tylko, że nie ma przyczyny w stosunku do niego zewnętrznej a jedynie wewnętrzną tzn. sam jest swoją przyczyną, jest samowystarczalny, nie potrzebuje zegarmistrza który by go powołał do istnienia i nakręcił na początku czasu.

Co do celu to rzeczywiście zgadzam się, że wszechświat go nie ma, gdyż musiał by być on w stosunku do niego zewnętrzny , a żę wszechświat jest z definicji jedyną rzeczywistością poza którą nic nie istnieje nie ma więc on do czego dążyć, nie ma celu.

>Druga zakłada, że istnieje przyczyna. Skłaniam się w stronę drugiej. W tym momencie nauka nie wyjaśnia przyczyny, pozostaje więc pytanie o przyczynę nadnaturalną. Subiektywne oczywiście pytanie i subiektywna odpowiedź.

To że nauka nie odkryła jeszcze tzw.naturalnej przyczyny wszechświata (mniemam że chodzi ci o przyczynę wielkiego wybuchu), a jedynie stawia na ten temat różne hipotezy i buduje modele, nie oznacza że jest ona automatycznie nadnaturalna.
Musimy po prostu czekać na postępy nauki i jak narazie zadowolić się scenariuszem najekonomiczniejszym tzn. tym w którym wszechświat ma przyczynę naturalną i jest nią on sam.

>>To, że chcesz by bóg istniał nie oznacza że istnieje
>Tak? Na jakiej podstawie żeś doszedł do takich wniosków?

Wiem to z doświadczenia
Chcę być bogaty, ale jakoś nie widzę żeby pieniądze w nadmiarze pojawiały się z tego powody w moim portfelu.
Moje pragnienie może mnie zmotywować bym starał się więcej zarabiać ale ono samo nie pomnaża moich pieniędzy

>>Świadczy o konsekwencji metodologicznej, to że istnienie krasnoludków nie jest dla ciebie ważnym egzystencjalnie pytaniem nie znaczy to że można to pytanie zbywać.
>

Status ontologiczny krasnoludków i bogów jest taki sam czy ci się to podoba czy nie.
Gdybyś wychował się w społeczeństwie w którym wszyscy uważają, że od przychylności krasnoludków zależy twoja egzystencja i istnienie całego świata, to zapewne ich istnienie było by dla ciebie tak samo nurtujące jak istnienie boga.

> Ja dziś się nie podpisze pod słowami Bóg istnieje.

A pod jakimi konkretnie się podpiszesz?

>>A czy słyszałeś żeby bóg objawił się bez związku z jakąkolwiek religią.
>Słyszałem ostatnio w pociągu czytelnik FiM, zadeklarowny antyklerykał, powiedział mi ,ze jego ciotka kiedy umierała miała objawienie, przyszedł anioł i powiedział żeby nie ufać Kościołowi. To nie jest żart. Myśle że te objawienie jest tyle samo wrte co wszystkie inne razem wzięte.

Zgadzam się całkowicie.
Ale w takim razie jakie objawienie do ciebie przemawia, że stawiasz tezę o możliwości i co ważniejsze prawdopodobieństwie istnienia boga? Czyżby religia naturalna, Paley i spółka.

>>>Myślę ,że u Ciebie dużą szkodę wyrządza zrównanie Boga z religią.
>>A jaką konkretnie?
> Stawiasz pytania o Boga przez pryzmat religii jakby to one były jego objawieniem.

A przez jaki pryzmat mam stawiać te pytania?

>>>W sumie nie dziwie się, ze mając takie poglądy jesteś ateistą. W tej sytuacji to jedyna droga.
>>To jest w ogóle jedyna możliwa droga
>A to jest już fanatyzm religijny na takim samym poziomie jak katolicyzm czy islam.
>

Tylko że tamten wynika z indoktrynacji a mój jest wynikiem refleksji.
A i jeszcze jedno: ateistyczny nie religijny, ateizm nie jest religią tylko światopoglądem, nie wymaga żadnych praktyk, modlitw, które są jednym z najważniejszych składników religii.
cezar (256 punktów)

>To że nauka nie odkryła jeszcze tzw.naturalnej przyczyny wszechświata (mniemam że chodzi ci o przyczynę wielkiego wybuchu), a jedynie stawia na ten temat różne hipotezy i buduje modele, nie oznacza że jest ona automatycznie nadnaturalna.

A zastanawiałeś się kiedyś nad tym czy nauka może nie odkryć, jak do tej pory nawet nie wie skąd ruszyć?

>>>To, że chcesz by bóg istniał nie oznacza że istnieje
>>Tak? Na jakiej podstawie żeś doszedł do takich wniosków?
>Wiem to z doświadczenia.......
Interesuje mnie odpowiedź, gdzie w tekstach, które tu publikuję jest pragnienie istnienia Boga?

>Status ontologiczny krasnoludków i bogów jest taki sam ...

Zobacz odpowiedź do Pattyego jest też dla Ciebie

>> Ja dziś się nie podpisze pod słowami Bóg istnieje.
>A pod jakimi konkretnie się podpiszesz?
Nie jestem apologetą, aby podpisywać się pod czymś czego jestem niepewny. Róznica między nami polega na tym, ze ty jesteś zadeklarowanym ateistą i Ty polemizujesz teraz ze mną jako ten który w coś wierzy. Ja jestem w trakcie " podróży", która ma na celu określenie swojego stanowiska, którego mimo, że nie jestem obojętny w tych sprawach wciąż nie ma. Myślę, ze najbliżej mi do czegoś pomiędzy agnostycyzmem a deizmem. To znaczy mimo, ze nie ma żadnych dowodów, ewentualnie istnieją jakieś niepewne czy też tylko logiczne domniemania zakładam, że Bóg może istnieć, nie wydaje mi się, zeby ingerował w świat. Jednakże w rzeczywistości w której żyjemy istnieje dobro i zło. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym czy bycie dobrym ateistą nie jest po prostu przegraniem własnego życia? Nie chodzi mi tu, żebyś prymitywnie wziął pistolet i zaczął strzelać do ludzi. Nie, nie. Chodzi mi o to , aby mieć to co jest najcenniejsze dla ludzi. To o co się ludzie zabijają, to na co pozyskują olbrzymie fundusze. To co daje poczuie maksymaknego spełnienia, wpływu na rzeczywistość, kreowania jej, ustalania praw tego co jest dobre a co złe, tego co daje ci poczucie nietykalności i maksymalne bogactwo ( nie tylko materialnie). Chodzi mi oczywiści o władze, która to wszystko daje, ale która niesie za sobą grę o wszystko i to co zarówno dla wierzących lub ateistów jest naganne moralnie. Kiedyś pewien profesor powiedział mi, że wszyscy ludzie dążą do władzy i bogactwa świadomie lub nie.. Myślę, ze miał rację. Dziwny wydaje mi się ateista, który dostrzega brak Boga i pozostaje obojętny na to o czym tu pisze. Przecież wszystko jest dozwolone, jesteśmy tylko zwierzętami zgodnie z teorią ewolucji, a F. Nietzsche podpowiada nam co znaczy poznać prawdziwie swoją nature. Nature siły, władzy, mocy. Jesteś ateistą i w co wierzysz? Czy napewno wszystko dla Ciebie jest subiektywne? Zastanawiałeś sie kiedyś nad tym czy coś takiego jak odwaga istnieje w twoim życiu? I zastanów się poważnie też nad tym gdzie jest punkt odniesienia granic, które powiedzą Tobie nie nie mogę tego zrobić.
18-08-2008 23:25 
 Ocena 1 na 1
asriel (90 punktów)
>A zastanawiałeś się kiedyś nad tym czy nauka może nie odkryć, jak do tej pory nawet nie wie skąd ruszyć?

A jeśli może nie odkryć, czy należy wtedy ten dotkliwy brak wiedzy zapełnić pseudowiedzą?

>Interesuje mnie odpowiedź, gdzie w tekstach, które tu publikuję jest pragnienie istnienia Boga?

Jak zostaniesz wybitnym uczonym, to może w przyszłości znajdzie się ktoś kto zanalizuje wszystkie twe posty i obroni z nich swój doktorat o ukrytym pragnieniu istnienia boga.

>>Status ontologiczny krasnoludków i bogów jest taki sam ...
>Zobacz odpowiedź do Pattyego jest też dla Ciebie

Jeden rozmiar pasuje wszystkim?

>Nie jestem apologetą, aby podpisywać się pod czymś czego jestem niepewny. Róznica między nami polega na tym, ze ty jesteś zadeklarowanym ateistą i Ty polemizujesz teraz ze mną jako ten który w coś wierzy.

Ateizm nie jest wiarą a brakiem wiary, jest podstawowym stanem człowieka, który rodząc się zawsze jest ateistą.
W błąd wprowadza tylko ukute przez wierzących słowo a-teizm, sugerujące jakoby teizm był sytuacją wyjściową.
Równie dobrze można powiedzieć naturalista i supra-naturalista, wtedy naturalista jest stanem podstawowym a supranaturalista wtórnym.

>To znaczy mimo, ze nie ma żadnych dowodów, ewentualnie istnieją jakieś niepewne czy też tylko logiczne domniemania zakładam, że Bóg może istnieć, nie wydaje mi się, zeby ingerował w świat.

Poco ci bóg, który nie ingeruje w świat, nie porazi wtedy piorunem grzesznika?

>Jednakże w rzeczywistości w której żyjemy istnieje dobro i zło.

Wyekstrahowałeś czyste dobro i zło? Może masz je w oddzielnych probówkach albo w słojach z formalina?

Dobro i zło to tylko subiektywne określenia których człowiek używa by określić czyny jego samego lub innych ludzi, które są dla niego pośrednio lub bezpośrednio korzystne ( tzw dobro) lub pośrednio lub bezpośrednio niekorzystne (tzw zło).

>Zastanawiałeś się kiedyś nad tym czy bycie dobrym ateistą nie jest po prostu przegraniem własnego życia?

Co przegrywa dobry ateista? Miejsce w niebie do którego nie trafi tylko dla tego, że nie przyjął zdania egzystencjalnego bez dowodu?

>Nie chodzi mi tu, żebyś prymitywnie wziął pistolet i zaczął strzelać do ludzi. Nie, nie. Chodzi mi o to , aby mieć to co jest najcenniejsze dla ludzi. To o co się ludzie zabijają, to na co pozyskują olbrzymie fundusze. To co daje poczuie maksymaknego spełnienia, wpływu na rzeczywistość, kreowania jej, ustalania praw tego co jest dobre a co złe, tego co daje ci poczucie nietykalności i maksymalne bogactwo ( nie tylko materialnie). Chodzi mi oczywiści o władze, która to wszystko daje, ale która niesie za sobą grę o wszystko i to co zarówno dla wierzących lub ateistów jest naganne moralnie.

Naganne moralnie jest to co mi pośrednio lub bezpośrednio szkodzi, np dążenie po trupach do celu narazi mnie na dezaprobatę społeczną, co w przypadku gdy moje dążenia nie powiodą się, może mnie narazić na przykre konsekwencje.

>Kiedyś pewien profesor powiedział mi, że wszyscy ludzie dążą do władzy i bogactwa świadomie lub nie.. Myślę, ze miał rację.

Dobrze ci się wydaje.
Dążenie do osiągnięcia wysokiej pozycji społecznej jest ważną częścią ludzkiej natury, choć należy zauważyć, że władza i pozycja nie jest wcale celem samym w sobie. Jest dla ludzi ważna bo umożliwia, a przynajmniej umożliwiała w tzw środowisku pierwotnym zwiększenie sukcesu reprodukcyjnego które jest celem wszystkich istot żywych. Poczytaj sobie o socjobiologii i psychologii ewolucyjnej np. "O naturze ludzkiej" Edwarda Wilsona, "Psychologia ewolucyjna" Davida Bussa, "Tabula Rasa" Stevena Pinkera , "Moralne ziwerzę" Roberta Wrighta
Wtedy będziesz miał jakieś podstawy by się wypowiadać o moralności

>Dziwny wydaje mi się ateista, który dostrzega brak Boga i pozostaje obojętny na to o czym tu pisze. Przecież wszystko jest dozwolone, jesteśmy tylko zwierzętami zgodnie z teorią ewolucji, a F. Nietzsche podpowiada nam co znaczy poznać prawdziwie swoją nature. Nature siły, władzy, mocy.

A czym mamy być, jeśli nie zwierzątami? Dziećmi bożymi?

>Jesteś ateistą i w co wierzysz?

Wierzę w siebie, w naukę ,w to że światło wiedzy zwycięży ciemność wiary i zabobonu, w to że poznająć prawdziwą naturę człowieka wywodzącą się z jego biologicznych korzeni będziemy mogli stworzyć lepsze społeczeństwo, że ludzkość nie zniszczy do końca ziemi, że pokonamy śmiertelne choroby i w to że żaden bóg nam tego nie ułatwi.

>Czy napewno wszystko dla Ciebie jest subiektywne?

Tylko to co jest rzeczywiście subiektywne.

>Zastanawiałeś sie kiedyś nad tym czy coś takiego jak odwaga istnieje w twoim życiu?

A w twoim? Jakiego to bohaterskiego czynu dokonałeś by wykazać że wiara jest konieczna dla moralności?

>I zastanów się poważnie też nad tym gdzie jest punkt odniesienia granic, które powiedzą Tobie nie nie mogę tego zrobić.

Ten punkt jest we mnie samym i w społeczeństwie w którym żyję. Nie znajduje się w niebiosach.
21-08-2008 14:57 
 Ocena 1 na 1
Patty Matheson (2087 punktów)
>Zastanawiałeś się kiedyś nad tym czy bycie dobrym ateistą nie jest po prostu przegraniem własnego życia?

   Dlaczego miałoby być "przegraniem życia" większym niż bycie dobrym teistą? Koniec dla nas jest ten sam. Naszą wartość określają uczynki, a nie to, w co wierzymy.
   Czasem odnoszę wrażenie, że według większości ludzi ateizm implikuje pogodzenie się ze wspomnianą przez Ciebie teorią ewolucji, co musi być strasznym przeżyciem, gdyż nagle okazuje się, że silniejszy wygrywa, a Nietzsche miał rację, wobec czego bycie dobrym przestaje mieć sens. Oczywiście można podążyć tą ścieżką, tak samo jak można ad maiorem Dei gloriam wycinać w pień innowierców. Wydaje mi się jednak, że ludzka wrodzona skłonność do bycia dobrym ma pierwszeństwo przed ideami, które ją by uzasadniały.


Pozdrawiam
Patty Matheson (2087 punktów)
>Wyjeżdzanie tu o krasnoludkach i zrównywanie tak waznych pytań z czymś co nie ma znaczednia świadczy o głębokiej nieuczciwości lub po prostu infantylizmie.

   To kwestia indywidualna, co kto uważa za ważniejsze. W moim mniemaniu kwestia istnienia krasnoludków, potwora z Loch Ness, kosmitów, czy (byłego) Atlantydy jest ważniejsza, tzn. dowiedzenie tych teorii więcej nam da niż stwierdzenie, czy jakaś boska istota stworzyła materię (wraz z ewentualnymi krasnoludkami i resztą) i "prawa fizyczne", czy to całe ustrojstwo działa samo - pomijając niebłahy fakt, że nie da się tego stwierdzić. Dla mnie to właśnie gdybanie o "zaświatach" jest infantylne. Może sobie tam siedzieć nie bóg, ale Wielki Krasnolud nie-stworzyciel świata, śmiejąc się z nas do rozpuku - nic nam do tego, żyjemy tu i teraz.

Pozdrawiam
cezar (256 punktów)

>   To kwestia indywidualna, co kto uważa za ważniejsze. W moim mniemaniu kwestia istnienia krasnoludków, potwora z Loch Ness, kosmitów, czy (byłego) Atlantydy jest ważniejsza........ .

Być może . Być może refleksja nad tym czym istnieją krasnoludki jest o wiele bardziej wartościowsz i ważniejsza niż kwestie dotyczące Boga, miłości, prawdy, nienawiści. Szkoda jadnak, ze najwybitniejsi filozofowie i literaci nie odkryli tej prawdy, o którym piszesz. Zapewne ksiązka" Czy istnieją krasnoludki "wywołałaby o wiele głośniejszą dyskusję niż " Bóg urojony", a gdyby Dostojewski zamiast stawiać pytania o Boga i konsekwencje jego istnienia zastanawiał się jak wielki wpływ na moralność człowieka ma istnienie krasnoludków, zapewne byłby jeszcze większy. Szczęśliwie jednak pomiędzy środowiskami, które reprezentują skrajnie odmienne widzenie swiata panuje pewna zgoda co do pytań, kóre są ważne dla naszego życia i mogą warunkować sposób postępowania. Z całym szacunkiem ,ale czy to na jezuickim Goergetown czy Uniwersytecie Warszawskim propozycja, aby choby nawet przez miesiąc na wydziałach filozofii wykładać o istnieniu krasnoludków i tego konsekwencjach byłaby tak samo "rozsądna" jak propozycja usunięcia z tych uniwersytetów filozofii, która stawia pytania o Absolut.
Patty Matheson (2087 punktów)
>Być może refleksja nad tym czym istnieją krasnoludki jest o wiele bardziej wartościowsz i ważniejsza niż kwestie dotyczące Boga, miłości, prawdy, nienawiści.

   O tych wartościach za "Bogiem" nic na razie nie było, są całkiem odmiennej natury (nie trzeba dochodzić ich istnienia), więc nie wiem, dlaczego je wtrącasz. Oczywiście, nie uważam ich za mniej wartościowe niż krasnoludki.
   Według mnie, same refleksje na temat istnienia zarówno krasnoludków, jak i bogów są - od pewnego momentu - bezsensowne. Ten "moment" to określenie, czego właściwie szukamy, i na tym koniec. Dopóki nie znajdziemy, dywagacje na temat natury tych istot czy zjawisk można sobie podarować, chyba że ktoś lubi to robić, to może - do uśmiechniętej śmierci.

>Szczęśliwie jednak pomiędzy środowiskami, które reprezentują skrajnie odmienne widzenie swiata panuje pewna zgoda co do pytań, kóre są ważne dla naszego życia i mogą warunkować sposób postępowania.

   Zawsze mnie to dziwiło: jak można szukać moralności, zasad dla naszego postępowania poza tym światem? Dlaczego ludzie (poza nami, ateistami ) odrzucają możliwość, że to wszystko może być w nas?
   Bez względu na to, czy bóg istnieje, czy nie, świat jest dokładnie taki, jaki jest. Jeśli bóg nie uraczył nas informacją o swoim istnieniu, to znaczy, że nie jest nam ona do niczego potrzebna. Chyba że wierzysz w jakiegoś upośledzonego boga, który miałby przekazywać informacje np. przez proroków, ryzykując, że stworzeni przez niego racjonaliści nie uwierzą.

Pozdrawiam
18-08-2008 20:53 
 Ocena-1 na 1
cezar (256 punktów)
Refleksje dotyczące Boga, miłości ......składają się na humanizm jak całoś. Wyobraź sobie humaniste, który pyta o śmierć i nigdy nie pyta o Boga? To Trochę dziwne. Zgodzisz się?

>Dlaczego ludzie (poza nami, ateistami ) odrzucają możliwość, że to wszystko może być w nas?

Nie chodzi o odrzucenie tego co jest w nas. Chodzi mi o teze jaką postawił Dostojewski. Zobacz jeżeli świat, w który żyjemy jest światem opartym na teori ewolucji w którym my jesteśmy zwierzętami, historia pokazuje, ze śwait należy do silnych jednostek, to skoro "nie ma Boga wszystko jest dozwolone". Tak właśnie myślał Stalin i dziś myśli wielu ludzi, którzy handlują bronią, są politykami w białych rękawiczkach, są odpowiedzialni za handel ludźmi, narządami. Pieniądze i władza są dla nich najwyższą obiektywną wartością, nie ma wielkiego Stróża nie będzie kary. Pójdą do więzienia , mają tam takie układy, ze będzie im lepiej niż na wolności. I wszystko jest dozwolone , a my będąc ateistami zastanawiamy się czasami czy oni nie maja racji? Polecam się nad tym naprawdę zastanowić.
Również pozdrawiam
18-08-2008 21:52 
 Ocena 1 na 1
awitu (7627 punktów)
>Refleksje dotyczące Boga, miłości ......składają się na humanizm jak całoś. Wyobraź sobie humaniste, który pyta o śmierć i nigdy nie pyta o Boga? To Trochę dziwne. Zgodzisz się?

Czasami zdarzają się takie dziwolągi jak ja, dla mnie pojęcie bóg jest pojęciem czysto abstrakcyjnym, nigdy nie pytałam i nie zastanawiałam się nad tym czy jest takie coś jak bóg. Dla mnie oczywistością jest, że go nie ma. Nigdy nie był to temat godny zawracania sobie głowy, chyba, że ktoś zmusił mnie do tego w rozmowie, ale na własny użytek nigdy nie musiałam przeprowadzać takiej analizy.

To samo z wagą refleksji nad istnieniem boga, w naszej współczesnej rzeczywistości ma ona taką rangę, dlatego, że jest tyle osób wierzących. Gdy spotka się 5, 10, 100 ateistów nie będą oni rozmawiać o kwestii istnienia boga, jeśli pojawi się temat boga to zaistnieje on w kwestii jaki wpływ ma wiara w boga na ludzkość. Bóg staje się ważnym tematem przez to, że jest powszechna wiara w jego istnienie i religie mają ogromny wpływ na nasze życie społeczne. Nie sam bóg i problem czy on istnieje czy nie, a to jak wiara w niego kształtuje świat.

Gdyby nie to że osoby wierzące domagają się by umieszczać boga w rozważaniach naukowych, większość naukowców nie zawracałaby sobie tym głowy. Bo po co? Po co biologowi bóg w rozważaniach na temat pochodzenia gatunku? Wszelkie rozważania jakie podejmuje np Dawkins na temat boga są odpowiedzią na roszczenia osób wierzących by wkładać tego boga wszędzie. Gdyby nie te roszczenia bóg siedziałby sobie w kościele gdzie jego miejsce a nie służyłby jako zapchajdziura wszędzie gdzie się da.

>Zobacz jeżeli świat, w który żyjemy jest światem opartym na teori ewolucji w którym my jesteśmy zwierzętami, historia pokazuje, ze śwait należy do silnych jednostek, to skoro "nie ma Boga wszystko jest dozwolone". Tak właśnie myślał Stalin i dziś myśli wielu ludzi, którzy handlują bronią, są politykami w białych rękawiczkach, są odpowiedzialni za handel ludźmi, narządami. Pieniądze i władza są dla nich najwyższą obiektywną wartością, nie ma wielkiego Stróża nie będzie kary. Pójdą do więzienia , mają tam takie układy, ze będzie im lepiej niż na wolności. I wszystko jest dozwolone , a my będąc ateistami zastanawiamy się czasami czy oni nie maja racji?

Ja się nie muszę zastanawiać czy mają rację, ponieważ wartością dla mnie jest człowiek. I to nie jest tak, że jak boga nie ma to wszystko wolno. Jest właśnie drugi człowiek, jest świat, w którym żyję. Z Twojej wypowiedzi wynika, że jedynym ograniczeniem dla działania jest kara, a to nieprawda. Dla mnie ograniczeniem takim jest społeczeństwo, to ono ustawia nas w danym miejscu, formuje nasze postawy. To ono nagradza nas i karze. Czyny złe są karane chociażby społecznym ostracyzmem, co jak pokazuje historia jest bardzo dotkliwą karą dla jednostki, nagradza społeczną akceptacją, większymi uprawnieniami, itd. Wartości moralne kształtowane są właśnie przez grupy społeczne, w jakich żyjemy. Dobre moralnie jest to, co korzystne dla danej grupy, co pozwala jej przetrwać i rozwijać się, złe to, co osłabia ją.

Gdyby było tak jak piszesz, że jak boga nie ma to wszystko jest dozwolone to ateiści kradliby, zabijali, itd... a doświadczenie pokazuje, że więzienia wypełnione są osobami wierzącymi, większość tyranów w naszej historii była ludźmi wierzącymi i to czasem bardzo gorliwie wierzącymi, więc nawet wiara w tę nieuniknioną bożą karę nie powstrzymuje ludzi do podejmowania czynów uznawanych za moralnie złe.

"Wierzą, że system operacyjny noma startuje, gdy ten jest gęsią: jeśli jest dobrą gęsią, to zostaje nomem. Gdy umiera, dobry stary NASA zabiera go do nieba, gdzie zostaje gwiazdą."
18-08-2008 22:31 
 Ocena-1 na 1
cezar (256 punktów)

. Z Twojej wypowiedzi wynika, że jedynym ograniczeniem dla działania jest kara, a to nie prawda. Dla mnie ograniczeniem takim jest społeczeństwo, to ono ustawia nas w danym miejscu, formuje nasze postawy.

Prawo i społeczeństwo to ograniczenia dla ludzi, którzy nie maja zbyt wielkiego wpływu na rzeczywistość. Wielcy tego świata są ponad prawem. Afera Rywina, wszyscy niewinni, są tysiące takich przykładów. Jest też taka zasada w polityce, że społeczeństwo się da modelować. Nie bez powodu Le Bon napisał " Psychologie tłumu"
Może ty nie, ale sa jednosstki naprawdę ambitne i bezwzględne dla których ateizm jest zielonym światłem.
A co do tych w więzieniach, oni może sa ochrzczeni, nawet deklarują się że wierzą, ale nie mają tak naprawdę z tym nic wspólnego. Raczej religie na takich są dobre, bo oprawiają ich w jakieś normy społeczne. Słyszałem o wielu takich przypadkach.

Dobre moralnie jest to, co korzystne dla danej grupy, co pozwala jej przetrwać i rozwijać się, złe to, co osłabia ją.

SS rosło w siłe i rozwijało się, Żydzi byli eliminowani. Byli dobrzy moralnie i bezradni. Spujsz dziś na Chiny. Pamiętasz ZSRR, poniosło klęske ale tylko dla tego, że nie było tam dobrej ekonomi, ale będzie.

, większość tyranów w naszej historii była ludźmi wierzącymi i to czasem bardzo gorliwie wierzącymi,

To może poprosze o kilka przykładów. Ja najpierw ukaże kilku ateistów. Stalin, Dzierżyński, Lenin, Beria wszyscy ateiści. Wymordowli miliony ludzi. Następnie Sartre ze swoją ateistyzną fiozofią stał się inspiraja dla morderców w Azji, którzy byli jego uczniami na Sorbonie oraz w, stał się również inspiracją dla czystek etnicznych w Afryce. Dodajmy kolejne miliony wymordowanych ludzi. Wszyscy mieli te samo źródło Marksa, który ponoć w młodości bardzo zachwycał się cytatem Mefistofelesa z 'Fausta',muwiącym, że ludzie zasługują na zagłade. Mażenia się sełniają. Kto wymordował więcej ludzi niż ta wspaniała plejada?
TyDraniu (6569 punktów)
>Spujsz dziś na Chiny.

>muwiącym

>Mażenia się sełniają.

Słowniki internetowe się zepsuły?
cezar (256 punktów)
Pisze bardzo szybko, nie mam czsu zeby tu blysczec stylem
Nie martw sie o mnie jak będzie trzeba napisać coś waznego to błędów tam nie będzie. Nawt jak kończyłem LO to miałem 6 z polskiego. Więc jak tak bardzo Ci to przeszkadz to złóż jakiś wniosek ,zeby mnie na tym foru nie było i nie wysyłaj mi tych swoich enzur
19-08-2008 02:44 
 Ocena 2 na 2
awitu (7627 punktów)
>Prawo i społeczeństwo to ograniczenia dla ludzi, którzy nie maja zbyt wielkiego wpływu na rzeczywistość. Wielcy tego świata są ponad prawem.

hmmm pomyślmy uczestnicy rewolucji francuskiej, uczestnicy marszu na Waszyngton w 1963, ruch feministyczny, Solidarność, uczniowie biorący udział w powstaniu w Soweto pod Johannesburgiem, COSAS, itd..., tak oni wszyscy nie mieli wpływu na rzeczywistość.

A co do wielkich stojących ponad prawem, czy np. Procesy norymberskie, Trybunał ds. zbrodni wojennych w byłej Jugosławii w Hadze, Centrum Szymona Wiesenthala... uważasz za działania bezsensowne.
Wielcy o ile nie zostaną obaleni przez swój naród, pobici przez innych władców, to zostają osądzeni przez historię.

I wybacz jeśli Rywin to dla ciebie ktoś wielki, to raczej on nie jest ponad prawami społecznymi, jest społecznie naznaczony i jaki on ma wpływ na historię?

>Afera Rywina, wszyscy niewinni, są tysiące takich przykładów. Jest też taka zasada w polityce, że społeczeństwo się da modelować. Nie bez powodu Le Bon napisał " Psychologie tłumu"

Powoływanie się na Le Bona jako na jedynego wizjonera rzeczywistości jest dość mocnym spłaszczeniem tematu, cenna to pozycja, ale nie pokazuje ona pełni zjawisk społecznych.

Społeczeństwo da się modelować, lecz to modelowanie ma swoje granice, przekroczenie tych granic spowoduje sprzeciw. Niewolnik pozostaje niewolnikiem do póki nie uświadomi sobie że nosi łańcuchy i jaka siła drzemie w wspólnocie z innymi niewolnikami. Gdyby modelowanie było takie proste i takie nieograniczone, nie mielibyśmy wygranej walki o zniesienie niewolnictwa, przyznania kobietom pełnych praw politycznych czy zniesienia systemu feudalnego.

>Może ty nie, ale sa jednosstki naprawdę ambitne i bezwzględne dla których ateizm jest zielonym światłem.

A skąd wiesz jak ambitną osobą jestem? Czy to że nie zabijam i nie kradnę świadczy o poziomie mojej ambicji?

>A co do tych w więzieniach, oni może sa ochrzczeni, nawet deklarują się że wierzą, ale nie mają tak naprawdę z tym nic wspólnego. Raczej religie na takich są dobre, bo oprawiają ich w jakieś normy społeczne. Słyszałem o wielu takich przypadkach.

Dla jednostek które mają w głębokim poważaniu normy społeczne, w takim samym poważaniu są normy religijne. Jednostki najczęściej takie zwiemy socjopatami i nic do tego ma ateizm a dużo ich nastawienie do norm jako takich. Słyszenie to mały dowód, tak samo jak Twoje przekonania, przedstaw dowody, mogą być nawet statystyczne wtedy poważnie potraktuję Twoją tezę.
To po co im w więzieniach kapelani?

>Spujsz dziś na Chiny. Pamiętasz ZSRR, poniosło klęske ale tylko dla tego, że nie było tam dobrej ekonomi, ale będzie.

Jesteś pewien że jedynym czynnikiem była ekonomia? Bo ja dodałabym do tego jeszcze wiele innych czynników, z ważniejszych tylko wymienię odrodzenie się ruchów etnicznych, narodowych, interes polityczny europy i USA Rozluźnienie się więzi z państwami satelickimi itd. ZSRR nie jest moim konikiem więc nie chce mi się przeprowadzać tu analizy, odsyłam do gruntowniejszej lektury, powstało wiele prac na ten temat.

>To może poprosze o kilka przykładów. Ja najpierw ukaże kilku ateistów. Stalin, Dzierżyński, Lenin, Beria wszyscy ateiści. Wymordowli miliony ludzi.

W którym wieku mam zacząć?
Ramzes II, Karol Wielki, don Pelayo, Urban II, Gotfryd z Bouillon, Rajmund z Tuluzy, Robert Normandzki, Robert hrabia Flandrii, Tankred, Ferdynand III Święty, Izabela I Katolicka, Innocenty III, Oliver Cromwell, Henryk I de Guise, Robert II Pobożny ,Katarzyna Medycejska, Lucjusz III, Kalikst III, Maksymilian I, Grzegorz IX, Hernán Cortés, Francisco Pizarro, Pedro de Valdivia, Robert Bellarmin, Augusto Pinochet, Iwane Matsui by nie było że skupiam się jedynie na europie zapominając np o wschodzie.

starczy? czy mam tu wyliczyć wszystkich wielkich wyznających wszelkie religie od początków państwowości na świecie po np wojny jugosłowiańskie? Podliczamy ilość ofiar?

>Następnie Sartre ze swoją ateistyzną fiozofią stał się inspiraja dla morderców w Azji, którzy byli jego uczniami na Sorbonie oraz w, stał się również inspiracją dla czystek etnicznych w Afryce.

Ja także wychowałam się na J.P Sartrze i jego poglądy są mi bardzo bliskie ale jakoś nie zabijam, nie kradnę

Pojmując tak jak Ty, Biblię można potraktować jako inspirację dla np:
wojen z hugenotami, rekonkwisty, wypraw krzyżowych, krucjat połabskich, pruskich, holokaustu, konkwisty Ameryki południowej, wojny po rozpadzie Jugosławii itd.

Ja się tak daleko nie posunę, bo uważam że zarówno filozofię, w tym pisma Sartrea, tak jak Biblii nie można winić za działalność ludzi. Skoro ktoś znalazł w Sartrze takie inspirację to musiał już mieć złe podwaliny pod swoje poglądy. Sartre nigdzie nie namawiał do zbrodni, a wręcz był humanistą. Biblię każdy też interpretuje jak chce, jedni widzą w niej tylko miłosierdzie, inni np znamię Kaina, przypisując mu negatywne brzemię i mówiąc że trzeba wyeliminować wszystkich naznaczonych tym znamieniem - to było jedno z usprawiedliwień dla holocaustu i czystek etnicznych w Afryce. Jak widzisz człowiek może dla tego samego czynu znaleźć "inspirację" i usprawiedliwienie w dwóch skrajnych ideologiach i w działach Sartrea i w Biblii.

>Dodajmy kolejne miliony wymordowanych ludzi. Wszyscy mieli te samo źródło Marksa,

Mam pytanie czy Ty przeczytałeś coś Marksa, Czy tylko powtarzasz to co ci wpojono do głowy?

P.S.
Proszę Cię wykaż odrobinę szacunku, jak nie dla mnie to dla ogółu czytających to forum i popraw te błędy. Na nic Ci 6 na maturze skoro wystawiasz sobie taką wizytówkę i tak lekceważysz rozmówców.


"Wierzą, że system operacyjny noma startuje, gdy ten jest gęsią: jeśli jest dobrą gęsią, to zostaje nomem. Gdy umiera, dobry stary NASA zabiera go do nieba, gdzie zostaje gwiazdą."
cezar (256 punktów)

>hmmm pomyślmy uczestnicy rewolucji francuskiej, uczestnicy marszu na Waszyngton w 1963, ruch feministyczny, Solidarność, uczniowie biorący udział w powstaniu w Soweto pod Johannesburgiem, COSAS, itd..., tak oni wszyscy nie mieli wpływu na rzeczywistość.

Ktoś kto nimi kierował miał gdzieś prawo.

>A co do wielkich stojących ponad prawem, czy np. Procesy norymberskie, Trybunał ds. zbrodni wojennych w byłej Jugosławii w Hadze, Centrum Szymona Wiesenthala... uważasz za działania bezsensowne.

Uważam, ze to są wyjątki, np" bardzo wielu najbardzie wpływowyh ludzi z SS żyje w Ameryce Łacińskiej. Z zasady wielcy nie są kasowani przez ludzi, którzy jak np sankiuloci w czasie Rewolucji Francuskiej sami nie wiedzieli dlaczego mordują ludzi, tylko przez konkurenje - czyli też wielkich. Bardzo to smutne, ale większość ludzi, którzy myślą, ze ich zaangażowanie w pewną idee np: feministyczne jest czymś ważnym, jest w błędzie. Działają pod wpływem determinacji grup ,doskonale to pokazuje Solidarność związek zawodowy, który cały czas ma tę samą naturę, są wpływowi i "klijeńci"

>Wielcy o ile nie zostaną obaleni przez swój naród, pobici przez innych władców, to zostają osądzeni przez historię.
>I wybacz jeśli Rywin to dla ciebie ktoś wielki, to raczej on nie jest ponad prawami społecznymi, jest społecznie naznaczony i jaki on ma wpływ na historię?

A kto go wysłał do Agory. Przecież każde dziecko wie, ze był tylko płotką. Czy ludzie, którzy emailem wysyłali sobie tekst ustawy zostali skazani?


>Dla jednostek które mają w głębokim poważaniu normy społeczne, w takim samym poważaniu są normy religijne.

Nie słyszałem jeszcze, żeby więzień, który nawrócił się na ateizm stał się wielkim przykładem moralności?
>>Spujsz dziś na Chiny. Pamiętasz ZSRR, poniosło klęske ale tylko dla tego, że nie było tam dobrej ekonomi, ale będzie.
>Jesteś pewien że jedynym czynnikiem była ekonomia?

Postawiłaś teze, zę tam gdzie nie ma etyki tam jest źle. Głównym czynnikiem była ekonomia, gdyby nie Reagan, który nakręcił im tak wyścig zbrojeń, że rozszdził im gospodarkę Rosjanie i żadne państwo na ich miejsu by nie odpuśviło. Świat jest okrutny

Podliczamy ilość ofiar?

Tak. Poważnie. Porównajmy katolicyzm z komunizmem. Proporcję Cię powalą na ziemię.

>Pojmując tak jak Ty, Biblię można potraktować jako inspirację dla np:

Nie czytuje niestety

>wojen z hugenotami, rekonkwisty, wypraw krzyżowych, krucjat połabskich, pruskich, holokaustu, konkwisty Ameryki południowej, wojny po rozpadzie Jugosławii itd.

>Ja się tak daleko nie posunę, bo uważam że zarówno filozofię, w tym pisma Sartrea, tak jak Biblii nie można winić za działalność ludzi.
czy jesteśmy na tyle ogranizeni, że nie zdajemy sobie sprawy, że nasza folozofia, chdźby była najwyższą ideeą na świecie może wpadając w nie powołane ręce zrobić ludziom krzywdę. Przeczytaj sobie dokładnię biografię Sartrea może zamiast mistrza zobaczysz upadek człowieka. Człowieka, który uświadamiając sobie co zrobił nawet pod koniec życia został osobą wierzącą.

Skoro ktoś znalazł w Sartrze takie inspirację to musiał już mieć złe podwaliny pod swoje poglądy.

Tego nie kwestionuję, a jak sądzisz czy Sartre mógł obudzić w kimś "wolność"?

Sartre nigdzie nie namawiał do zbrodni...

Sartre nie był humanistą, w dziele "Mur" dał temu doskonały wyraz. Nie przyjął Nobla, bo chciał być wierny swoim poglądom. Jedną z głównych tez było, ze drugi człowiek to piekło. Myśle, ze jego uczniowie go nad wyraz dobrze zrozumieli. A zastanawiałaś się kiedyś nad tym ile warta jest filozofia mistrza, który pod koniec życia wyrzekł się swoich poglądów.

>>Dodajmy kolejne miliony wymordowanych ludzi. Wszyscy mieli te samo źródło Marksa,
Nie ni nie wiem o nim ani o jego dziełach, ale postanowiłem się wypowiedzieć.
Ja też mam pytanie czy pruóbowałaś kiedyś łączyć dzieła Marksa z jego biograffią i ze skutkami jaką jego filozofia zostawiła w prezeńcie dla ludzi.

To, ze pisze bardzo szybko nie oznacza, ze kogoś nie szanuje. Wyskakuje mi klawiatura, wstawiam szybko litery Wręcz przeciwnie bardzo się ciesze, ze mogę rozmawiać teraz z inteligentna osobą o innych niż ja poglądach. Być może zobacze coś czego nie widziałem i mam nadzieje vice versa. Pozdrawiam
20-08-2008 20:15 
 Ocena 1 na 1
awitu (7627 punktów)
>Ktoś kto nimi kierował miał gdzieś prawo.

Widzisz tu inaczej podchodzimy do pewnych spraw i to wynika z naszych poglądów.
Ty widzisz jednostkę kierującą grupą, ja widzę grupę ludzi skupionych w ramach jakiejś idei, w której w pewnym momencie wyłania się przywódca czy przywódcy. To że na kartach historii odnotowujemy tylko imiona przywódców nie znaczy, że to oni zmieniają świat. To tak jak z faktem że na kartach historii odnotowujemy tylko "ważne wydarzenia" takie jak wojny, rewolucje, pomijając zwykłe dni które jednak prowadzą do tych wojen.
Ale chyba nie o tym dyskutujemy
>Uważam, ze to są wyjątki, np" bardzo wielu najbardzie wpływowyh ludzi z SS żyje w Ameryce Łacińskiej.

Tak i żyje właśnie na zasadach ostracyzmu, musieli opuścić swoje kręgi społeczne, zmienić nazwisko, sposób postępowania i ukryć swoją tożsamość i swoje poglądy. Gdyby się ujawnili, kim są, znowu dopadłby ich ostracyzm społeczny i staliby się niepożądani w tym miejscu.
Nie dosięga ich sankcja społeczna, nie dosięga prawo, ponieważ się ukrywają, czy myślisz, że sankcja wynikająca z religii zmieniłaby coś w ich postępowaniu? Co takim ludziom da powiedzenie im, że zostaną osądzeni po śmierci? Nic. Z prostej przyczyny oni odrzucili sankcję jako taką, odrzucili prawa panujące na świecie tak samo jak prawa panujące w bożym królestwie. To nie ateizm skłonił ich do mordowania, ale lekceważenie jakichkolwiek praw. Ateizm nie uwalnia człowieka od szanowania drugiego człowieka, od bycia człowiekiem. Człowiek działając ma świadomość że jego działanie jest wyrazem nie tylko swej indywidualności ale działaniem rodzaju ludzkiego, z reguły wybieramy takie działania jakie chcielibyśmy by wybierała cała ludzkość. Nie zabijamy, bo nie chcielibyśmy by inni zabijali, bo w takim wypadku możemy stać się jedną z ofiar innych zabójców gdyby wszyscy zabijali. Działa tu presja grupy, nasze indywidualne poczucie przynależności do grupy i poczucie odpowiedzialności za dobro grupy.

Oczywiście od tej zasady są wyjątki, właśnie takie jak socjopaci. Oni nie tylko odrzucili prawa wynikające z religii, ale i prawa wynikające z bycia ludźmi. I na takich osobników nie działa już ani groźba sądu bożego, a ni groźba braku akceptacji społecznej. Nawet nie działa groźba sankcji prawnej, oni mają świadomość, że mogą zostać złapani i osądzeni, lecz ta świadomość ich nie powstrzymuje przed działaniem. To jest coś zupełnie innego niż bycie ateistą, to jest bycie "antyczłowiekiem".

>Nie słyszałem jeszcze, żeby więzień, który nawrócił się na ateizm stał się wielkim przykładem moralności?

Nie można się nawrócić na ateizm, można stracić wiarę i przez to stać się ateistą. Nie wiem nigdy nie wnikałam w ten temat, ale wiesz zainteresowało mnie to, poszukam, jak znajdę taki przykład to się podzielę.

Ateizm nie zabiera nam wiary w ludzi, przenosi ciężar potrzeby czynienia dobra z pułapu czynienia dobra w imię boga, na płaszczyznę czynienia dobra w imię drugiego człowieka.

>Postawiłaś teze, zę tam gdzie nie ma etyki tam jest źle.
Nie postawiłam takiej tezy.

> odliczamy ilość ofiar?
>Tak. Poważnie. Porównajmy katolicyzm z komunizmem. Proporcję Cię powalą na ziemię.

Normalnie nazwałabym Cię sadystą ale jeśli chcesz bym to zrobiła to musisz mi dać czas, by przejść się do biblioteki gdzie będę mogła odnaleźć dane choćby szacunkowe ile ludzi zginęło we wszystkich wojnach od powstania pierwszych religii do chwili obecnej. Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z ogromu pracy, jaką trzeba w to włożyć i czasu jaki na to trzeba poświęcić.

Sprostuję ja nie twierdzę że katolicyzm czy komunizm zabijał. Ja twierdzę że to robili konkretni ludzie którzy jedynie wykorzystywali owe idee do realizacji swych celów.

I mam jeszcze prośbę, poprzednio mówiłeś o wierze w boga, teraz mówisz o katolicyzmie. Te dwie sprawy trzeba jednak rozgraniczyć, wiara w boga nie ogranicza się jedynie do katolicyzmu, a rozciąga się na wszystkie religie. Ateizm natomiast nie jest odrzuceniem jedynie katolicyzmu a w ogóle wiary w boga.

>czy jesteśmy na tyle ogranizeni, że nie zdajemy sobie sprawy, że nasza folozofia, chdźby była najwyższą ideeą na świecie może wpadając w nie powołane ręce zrobić ludziom krzywdę.

Właśnie o to mi chodzi. Każde narzędzie, które dostanie się w niepowołane ręce może być wykorzystane do czynienia zła, zaczynając od noża, kończąc na idei. Ale to nie może stanowić usprawiedliwienia dla osoby, która tego zła dokonała. Bo w tym wypadku trzeba by zakazać produkcji każdego przedmiotu na świecie, trzeba by zlikwidować wszystkie kamienie, drzewa itd. Nie można zdejmować odpowiedzialności z zabójcy i przerzucać jej na barki jakiejś idei. W imię najpiękniejszej idei ludzie się mordują i zabijają. I powiem tak gdyby Saloth Sar nie spotkał się z egzystencjalizmem wziąłby sobie inną ideę choćby katolicyzm, działa Diderota czy Rousseau i stworzyłby to piekło.

> A zastanawiałaś się kiedyś nad tym ile warta jest filozofia mistrza, który pod koniec życia wyrzekł się swoich poglądów.
Przepraszam, ale nasuwają mi się na usta słowa: Eli, Eli, lema sabachthani?
>Ja też mam pytanie czy pruóbowałaś kiedyś łączyć dzieła Marksa z jego biograffią i ze skutkami jaką jego filozofia zostawiła w prezeńcie dla ludzi.

Kiedyś robiłam analizę wpływu tej idei na historię. Robiłam też analizę jak religie wpływają na konflikty światowe. Tylko widzisz to jest to sedno ja rozdzielam ideę od czynów do legitymizacji których posłużono się daną ideą. Bo gdyby myśleć w ten sposób każdą ideę ludzką trzeba by zdusić w zarodku bo może ona w konsekwencji stać się usprawiedliwieniem zbrodni.
Skutek jest taki jak skutek wymyślenia noża. Możemy nim kroić chleb a możemy zabijać. Zwyrodniały umysł dla swego celu posłuży się każdą ideą, która mu się nawinie pod rękę. Tak pojmując dochodzimy właśnie do wniosków typu: trzeba by zlikwidować wszystkie noże, wymazać ich idee z pamięci ludzi, bo przyczyniły się do zamordowania milionów ludzi.

pozdrawiam

"Wierzą, że system operacyjny noma startuje, gdy ten jest gęsią: jeśli jest dobrą gęsią, to zostaje nomem. Gdy umiera, dobry stary NASA zabiera go do nieba, gdzie zostaje gwiazdą."
cezar (256 punktów)

>Nie dosięga ich sankcja społeczna, nie dosięga prawo, ponieważ się ukrywają, czy myślisz, że sankcja wynikająca z religii zmieniłaby coś w ich postępowaniu?
Tak.

Nie zabijamy, bo nie chcielibyśmy by inni zabijali, bo w takim wypadku możemy stać się jedną z ofiar innych zabójców gdyby wszyscy zabijali. Działa tu presja grupy, nasze indywidualne poczucie przynależności do grupy i poczucie odpowiedzialności za dobro grupy.

A jeżeli ktoś czuje sie na tyle silny znowu przykład SS, ze raczej nie uważa, ze stanie się ofiarą?

>Oczywiście od tej zasady są wyjątki..
Ale zobacz jeki wpływ na rzeczywistość maiły te wyjątki 6mln SS, Stalin wymordowano ponad 100 mln. Nawet jeżeli są to wyjątki liczby sugerują, ze nie powinniśmy ich lekceważyć.

>Normalnie nazwałabym Cię sadystą ale jeśli chcesz bym to zrobiła to musisz mi dać czas, by przejść się do biblioteki gdzie będę mogła odnaleźć dane choćby szacunkowe ile ludzi zginęło we wszystkich wojnach od powstania pierwszych religii do chwili obecnej. Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z ogromu pracy, jaką trzeba w to włożyć i czasu jaki na to trzeba poświęcić.

Nie chce żadnych poświęceń. Jeżeli iebie to interesuje zrobisz to z prawdziwą pasją.

nie licz może religii pogańskich bo one innazej postrzegają dobro niż religie wywodzące się z biblii, w ogóle toby było ciekawe porównać sobie kto więej wymordował, islam, judaizm zy katolicyzm a potem oczywiśie zsumować i zestawić z ateizmem. Myśle, że nawet jeśli połączymy wszystkie religie wywodząe się z Biblii ontra ateizm to nie będą miały szans w tym zestawieniu. To pokaże ilu jest socjopatów, dla których ateizm jest zielonym światłem.


>Sprostuję ja nie twierdzę że katolicyzm czy komunizm zabijał. Ja twierdzę że to robili konkretni ludzie którzy jedynie wykorzystywali owe idee do realizacji swych celów.
>I mam jeszcze prośbę, poprzednio mówiłeś o wierze w boga, teraz mówisz o katolicyzmie. Te dwie sprawy trzeba jednak rozgraniczyć, wiara w boga nie ogranicza się jedynie do katolicyzmu, a rozciąga się na wszystkie religie. Ateizm natomiast nie jest odrzuceniem jedynie katolicyzmu a w ogóle wiary w boga.

Oczywiście

>>czy jesteśmy na tyle ogranizeni, że nie zdajemy sobie sprawy, że nasza folozofia, chdźby była najwyższą ideeą na świecie może wpadając w nie powołane ręce zrobić ludziom krzywdę.
>Właśnie o to mi chodzi. Każde narzędzie, które dostanie się w niepowołane ręce może być wykorzystane do czynienia zła, zaczynając od noża, kończąc na idei. Ale to nie może stanowić usprawiedliwienia dla osoby, która tego zła dokonała. Bo w tym wypadku trzeba by zakazać produkcji każdego przedmiotu na świecie, trzeba by zlikwidować wszystkie kamienie, drzewa itd. Nie można zdejmować odpowiedzialności z zabójcy i przerzucać jej na barki jakiejś idei. W imię najpiękniejszej idei ludzie się mordują i zabijają. I powiem tak gdyby Saloth Sar nie spotkał się z egzystencjalizmem wziąłby sobie inną ideę choćby katolicyzm, działa Diderota czy Rousseau i stworzyłby to piekło.
>> A zastanawiałaś się kiedyś nad tym ile warta jest filozofia mistrza, który pod koniec życia wyrzekł się swoich poglądów.
>Przepraszam, ale nasuwają mi się na usta słowa: Eli, Eli, lema sabachthani?
Ale jak się już trzymamy Biblii, to Jesus w przeciwieństwie do Sartrea zmartwychwstał.

>Kiedyś robiłam analizę wpływu tej idei na historię. Robiłam też analizę jak religie wpływają na konflikty światowe. Tylko widzisz to jest to sedno ja rozdzielam ideę od czynów do legitymizacji których posłużono się daną ideą. Bo gdyby myśleć w ten sposób każdą ideę ludzką trzeba by zdusić w zarodku bo może ona w konsekwencji stać się usprawiedliwieniem zbrodni.

Nie zgodze się, wiedze różnice w przesłaniu kochaj nawet swoich nieprzyjaciół, a jesteśmy rasą panów,Żydów należy wymordować. W młodości kiedy czytywałem Bible natrafiłem na ciekawe słowa Chrystusa "poznacie po owocach" i tu te słowa wydają mi się trafne. I należy porównać owoce na jaką skale dochodziło do patologi między np komunizmem a katolicyzmem.
21-08-2008 09:12 
 Ocena 1 na 1
awitu (7627 punktów)
>>Nie dosięga ich sankcja społeczna, nie dosięga prawo, ponieważ się ukrywają, czy myślisz, że sankcja wynikająca z religii zmieniłaby coś w ich postępowaniu?
>Tak.

a jakieś uzasadnienie, argumenty?

>Ale zobacz jeki wpływ na rzeczywistość maiły te wyjątki 6mln SS, Stalin wymordowano ponad 100 mln. Nawet jeżeli są to wyjątki liczby sugerują, ze nie powinniśmy ich lekceważyć.

Ale czy ja gdzieś powiedziałam, że mamy to lekceważyć? Dlaczego tak łatwo wypaczasz słowa innej osoby?

Kolejna rzecz, o ile Stalin był ateistą, to ani Hitler ani jego idee nie są zbudowane na ateizmie, a wręcz mają bardzo dużo odwołań do religii które miały usprawiedliwiać jego chorą politykę.

Dlaczego upatrujesz przyczyny zbrodniczej natury np. Stalina w tym że był ateistą, a nie w tym że był Gruzinem czy że miał ojca alkoholika który się nad nim znęcał? Czy też w fakcie że uczęszczał do szkoły parafialnej, lub kształcił się w seminarium duchownym? Uzasadnij, że te zbrodnie nie były wynikiem maltretowania go w dzieciństwie, a wynikły z jego ateizmu.

>Nie chce żadnych poświęceń. Jeżeli iebie to interesuje zrobisz to z prawdziwą pasją.
>nie licz może religii pogańskich bo one innazej postrzegają dobro niż religie wywodzące się z biblii, w ogóle toby było ciekawe porównać sobie kto więej wymordował, islam, judaizm zy katolicyzm a potem oczywiśie zsumować i zestawić z ateizmem. Myśle, że nawet jeśli połączymy wszystkie religie wywodząe się z Biblii ontra ateizm to nie będą miały szans w tym zestawieniu. To pokaże ilu jest socjopatów, dla których ateizm jest zielonym światłem.

To nam nie pokaże ilu jest socjopatów, ale pokaże ilość ich ofiar. Liczba ofiar nie świadczy o ilości zabójców.

Ale w żadnym wypadku nie zrobię tego z pasją. W życiu się już dość naczytałam o okropieństwach i zbrodniach, naoglądałam na własne oczy zresztą też. Dla mnie zabicie jednej osoby jest taką samą zbrodnią jak zabicie milionów, zabójstwo pozostaje zabójstwem. Dla mnie osobiście paranoją jest licytowanie się ile milionów zabiła dana osoba. To Ty uważasz, że wagę zła można przeliczyć na ilość zabójstw i wysuwasz jako argument ilość ofiar stalinizmu.

Dla uświadomienia pokażę ci tylko jeden mały fakt - mówisz o 100 mil zamordowanych przez Stalina. Zakładając nawet że ograniczę się do czasów naszej ery, dostaję 2000 lat, w czasie tego czasu ateizm prawie nie istniał, lub był sytuacją marginalną i raczej będąc ateistą miało się małą możliwość udziału w rządzeniu. Czyli wojny, zabójstwa, mordy były dokonywane przez osoby wierzące. Jesteś pewien, że średnio w każdym roku z tych 2tyś lat nie dochodziło do zamordowania lub śmierci w wyniku udziału w wojnie 50 tyś osób? Tak by Ci jeszcze ułatwić powiem że w wyniku tylko samej nocy Św. Bartłomieja zostało zamordowanych 20 tyś osób.

Nawet gdy odrzucisz z tego wiek XX... z pierwszą wojną światową w której zginęło ok 8,5 mil ludzi z których większość była osobami wierzącymi pozostaje Ci dalej niewielka średnia roczna.

Jakoś nie ustosunkowałeś się do mojej wypowiedzi, że za czyn ponosi odpowiedzialność konkretny człowiek, a nie idea, którą się posłużył. Dlaczego chcesz zrzucić odpowiedzialność za czyny danego człowieka na ideę? Usprawiedliwić jego działanie jakąś ideą ?
Tego nigdy nie rozumiałam, dlaczego osoby wierzące nie chcą przyjmować odpowiedzialności za swoje czyny zasłaniając się ideą, spychając winę za swoje postępowanie na istotę, którą uważają za istotę doskonałą.

I jeszcze jedno, raz winisz za zbrodnie ateizm raz komunizm, te pojęcia nie są tożsame. Nie każdy ateista jest komunistą, nie każdy komunista jest ateista ( znam przypadki wierzących komunistów). Czy też po prostu uważasz że każda idea obca tobie jest zła.

>Ale jak się już trzymamy Biblii, to Jesus w przeciwieństwie do Sartrea zmartwychwstał.
I co, zmartwychwstał i zostawił ludziom idee w imię, której należy miłować ludzi, pomagać cierpiącym, a sam olał ich poszedł sobie do nieba i skazał miliony na cierpienie, mogąc zakończyć to cierpienie w jednej chwili. Jak to ma się to do tego co napisałeś:

Cytat:
W młodości kiedy czytywałem Bible natrafiłem na ciekawe słowa Chrystusa "poznacie po owocach" i tu te słowa wydają mi się trafne.


>Nie zgodze się, wiedze różnice w przesłaniu kochaj nawet swoich nieprzyjaciół, a jesteśmy rasą panów,Żydów należy wymordować.

Kolejny raz proszę czytaj ze zrozumieniem, czy ja powiedziałam, że każda idea jest równie dobra? Ja twierdzę, że nie można usprawiedliwiać działania ludzkiego jakąś ideą, nie można zdjąć odpowiedzialności z człowieka za jego czyny i obarczyć nią idei, nawet najgorszej. Czy ktoś zabijając w imię idei katolickiej jest mniejszym zbrodniarzem niż ktoś, kto zabija w imię czystości rasy?

>I należy porównać owoce na jaką skale dochodziło do patologi między np komunizmem a katolicyzmem.
Czy to idea zabijała czy konkretni ludzie posługujący się tą ideą jako usprawiedliwieniem dla swej chorej psychiki? Czy są to owoce działania idei czy owoce działań ludzkich, którzy mało że usprawiedliwiają się tą ideą, to stosują tą ideę w sposób subiektywny często sprzeczny z tą właśnie ideą.

Zastanów się czy jeśli nawet patrzeć w ten sposób że idea może być przyczyną morderstwa to czy miernikiem patologii wywołanej przez jakąś ideę, jest liczba osób zamordowanych czy raczej ilość morderców posługujących się tą ideą, a może stosunek ilości morderców do reszty populacji wyznającej tę ideę ale nie będących zabójcami?


"Wierzą, że system operacyjny noma startuje, gdy ten jest gęsią: jeśli jest dobrą gęsią, to zostaje nomem. Gdy umiera, dobry stary NASA zabiera go do nieba, gdzie zostaje gwiazdą."
cezar (256 punktów)
>>>Nie dosięga ich sankcja społeczna, nie dosięga prawo, ponieważ się ukrywają, czy myślisz, że sankcja wynikająca z religii zmieniłaby coś w ich postępowaniu?
>>Tak.
>a jakieś uzasadnienie, argumenty?

Kaing Khek Iev, jeden z przywódców reżimu Czerwonych Khmerów w Kambodży, oskarżany o zbrodnie przeciw ludzkości, nawrócił się na chrześcijaństwo. W trakcje procesu okazało się, że w chwili upadku dyktatury Czerwonych Khmerów, Kaing Khek Iev, pseud. Duch, uciekł do północno-zachodniej części kraju, kontrolowanej jeszcze przez siły reżimu, gdzie spotkał protestanckich misjonarzy i przyjął chrzest. Nawrócony zbrodniarz starał się odkupić swoje winy pracując jako wolontariusz w obozach dla uchodźców przy granicy z Tajlandią. Spowodowało to jednak, że w przeciwieństwie do innych przywódców reżimu, ujawnił się i został aresztowany. Przez cały ten czas Iev żałował za popełnione zbrodnie .
Kaing Khek Iev w latach 1975-1978 był bliskim współpracownikiem kambodżańskiego dyktatora Pol Pota. Jako ówczesny komendant słynnego więzienia S-21 w Tuol Sleng odpowiada za torturowanie i skazywanie ludzi na powolną śmierć przez wyniszczającą pracę na tzw. polach śmierci . W taki sposób zginęło co najmniej 16 tys. osób. Wśród nich były grupy obcokrajowców, uważanych za przeciwników systemu komunistycznego.
Wiem, ze też Joshua Milton Blahyi mówił, ze wymordował 20 tys osób płacząc prosił o przebaczenie, został pastorem. Hans Frank ostatnie słowa przd wykonaniem kary śmierci " Chryste przebacz". Pozatym jest tysiące przypadków mniej znanych zbrodniarzy czy kryminaistów, którzy nawracają się i od tamtej pory byli dobrymi ludźmi. To są fakty. Zastanów się czy kiedykolwiek jakiś zbrodniarz pod wpływem humanizmu ateistycznego stał sie dobrym człowiekiem?

>>Ale zobacz jeki wpływ na rzeczywistość maiły te wyjątki 6mln SS, Stalin wymordowano ponad 100 mln. Nawet jeżeli są to wyjątki liczby sugerują, ze nie powinniśmy ich lekceważyć.
>Ale czy ja gdzieś powiedziałam, że mamy to lekceważyć? Dlaczego tak łatwo wypaczasz słowa innej osoby?
Nie powiedzaiłaś dosłownie, ale użycie stwierdzenia, ze coś jest wyjątkiem świadzczy o pewnej minimalizacji problemu.
>Kolejna rzecz, o ile Stalin był ateistą, to ani Hitler ani jego idee nie są zbudowane na ateizmie, a wręcz mają bardzo dużo odwołań do religii które miały usprawiedliwiać jego chorą politykę.

Ale to nie są religie oparte na bibli, to były jakieś germańskie pogańskie nacjonalistyczne wierzenia, których przesłaniem nie był pokój ale podbój świata

>Dlaczego upatrujesz przyczyny zbrodniczej natury np. Stalina w tym że był ateistą, a nie w tym że był Gruzinem czy że miał ojca alkoholika który się nad nim znęcał? Czy też w fakcie że uczęszczał do szkoły parafialnej, lub kształcił się w seminarium duchownym? Uzasadnij, że te zbrodnie nie były wynikiem maltretowania go w dzieciństwie, a wynikły z jego ateizmu.

Oczywiście, ze biore to pod uwage, to są dla mnie nawt główne przyzyny, ale dla takiego degenerata, ateizm stał sie "błogosławieństwem", on potrzebował takiego zielonego światł, które pozwoliło mu wyładować tą swoją całą patologiczną osobowość.

. Dla mnie zabicie jednej osoby jest taką samą zbrodnią jak zabicie milionów, zabójstwo pozostaje zabójstwem. Dla mnie osobiście paranoją jest licytowanie się ile milionów zabiła dana osoba. To Ty uważasz, że wagę zła można przeliczyć na ilość zabójstw i wysuwasz jako argument ilość ofiar stalinizmu.

Tak, gdyż np jeżeli ktoś jest politykiem i musi wybierać między złem a mniejszym złem ( innych wyborów niestety nie ma) to zastanawia się co zrobić, aby zgineło tylko 500 osób a nie 5 mln. To jest smutne, ale prawdziwe. A o 4.5 mln ofiar mniej to o 4.5 mln mniej tragedii dla np dzieci tych ludzi. Tak myśli np minister sprawiedliwości kiedy zastanawia się o zmniejszy przestępczość. Ale proporcje w komuniźmie ( którego fundamentem był ateizm)są przerażające, żadena wcześniejsza idea nie uczyniła takiego piekła.

Ateizm, który istnieje od niedawna skosił już o wiele lepsze żniwo niż te wszystkie religie biblijne.

>Jakoś nie ustosunkowałeś się do mojej wypowiedzi, że za czyn ponosi odpowiedzialność konkretny człowiek, a nie idea, którą się posłużył. Dlaczego chcesz zrzucić odpowiedzialność za czyny danego człowieka na ideę? Usprawiedliwić jego działanie jakąś ideą ?

Nie całkowicie, ale w jakimś stopniu tak. Jezeli ktoś np: trafia do jakieś sekty w chwili dużego kryzysu żyicowego to jest bezbronnym dzieckiem, któremu pierze się mózg i on powoli traci kontakt z rzezywistośią. Tak samo jeżeli ktoś jest bardzo biedny, ale w coś tam jescze wierzy to powstrzyma się od czynienia zła, spraw żeby stał się ateistom, a zobaczysz, że zamiast dostrzegać barzdiej godność drugiego człowieka, dojdzie do wniosku, ze nie ma granic, a on nie ma nic do stracenia. Przeczytaj też poniżej, odnosi się do tego.

>Czy to idea zabijała czy konkretni ludzie posługujący się tą ideą jako usprawiedliwieniem dla swej chorej psychiki?
Ale jeżeli idee ewidentnie nawołuje do rewolucji ( a chyba rewolucje nie są bezkrwawe) lub mówi, ze Niemcy muszą podbić cały świat ( co oczywiście również wiązę się z rozlewem krwi), to trudno oczekiwać, aby ktoś kto zrozumił i uwierzył w te idee zawachał się czynić "prawdę najwyższą". To nie są idee, które są dobre. Niemcy, którzy poparli nazizm byli zrdowymi psychicznie przedstawicelami inteligencjii. Dlaczego ktoś, kto uwierzył w nazizm miał się czuć odpowiedzialny. Niemcy wierzyli, ze to jest naturalne prawo zycia.
Pozdrawiam
21-08-2008 15:53 
 Ocena 1 na 1
asriel (90 punktów)

>>Kolejna rzecz, o ile Stalin był ateistą, to ani Hitler ani jego idee nie są zbudowane na ateizmie, a wręcz mają bardzo dużo odwołań do religii które miały usprawiedliwiać jego chorą politykę.
>Ale to nie są religie oparte na bibli, to były jakieś germańskie pogańskie nacjonalistyczne wierzenia, których przesłaniem nie był pokój ale podbój świata

Jeśli uważasz że biblia jest pokojową księgą to,ją lepiej poczytaj a nie powtarzaj kościółkowych sloganów.

"(10) Jeśli podejdziesz pod miasto, by z nim prowadzić wojnę, najpierw ofiarujesz mu pokój, (11) a ono ci odpowie pokojowo i bramy ci otworzy, niech cały lud, który się w nim znajduje, zejdzie do rzędu robotników pracujących przymusowo, i będą ci służyli. (12) Jeśli ci nie odpowie pokojowo i zacznie z tobą wojować, oblegniesz je. (13) Skoro ci je Pan, Bóg twój, odda w ręce - wszystkich mężczyzn wytniesz ostrzem miecza. (14) Tylko kobiety, dzieci, trzody i wszystko, co jest w mieście, cały łup zabierzesz i będziesz korzystał z łupu twoich wrogów, których ci dał Pan, Bóg twój. (15) Tak postąpisz ze wszystkimi miastami daleko od ciebie położonymi, nie będącymi własnością pobliskich narodów. (16) Tylko w miastach należących do narodów, które ci daje Pan, twój Bóg, jako dziedzictwo, niczego nie zostawisz przy życiu. (17) Gdyż klątwą obłożysz Chetytę, Amorytę, Kananejczyka, Peryzzytę, Chiwwitę i Jebusytę, jak ci rozkazał Pan, Bóg twój, (18) abyście się nie nauczyli czynić wszystkich obrzydliwości, które oni czynią ku czci bogów swoich, i byście nie grzeszyli przeciw Panu, waszemu Bogu."

Ks. Powt. Prawa 20:10-18,

"(20) Lud wzniósł okrzyk wojenny i zagrano na trąbach. Skoro tylko usłyszał lud dźwięk trąb, wzniósł gromki okrzyk wojenny i mury rozpadły się na miejscu. A lud wpadł do miasta, każdy wprost przed siebie, i tak zajęli miasto. (21) I na mocy klątwy przeznaczyli na zabicie ostrzem miecza wszystko, co było w mieście: mężczyzn i kobiety, młodzieńców i starców, woły, owce i osły."

Ks. Jozuego 6: 20-21,

"(6) Mojżesz posłał po tysiącu ludzi z każdego pokolenia na wojnę. Razem z nimi [ wysłał ] Pinchasa, syna kapłana Eleazara, i przedmioty święte oraz trąby sygnałowe. (7) Według rozkazu, jaki otrzymał Mojżesz od Pana, wyruszyli przeciw Madianitom i pozabijali wszystkich mężczyzn. (8) Zabili również królów madianickich. Oprócz tych, którzy zginęli [w walce]: Ewi, Rekem, Sur, Chur i Reba - razem pięciu królów madianickich. Mieczem zabili również Balaama, syna Beora. (9) Następnie uprowadzili w niewolę kobiety i dzieci madianickie oraz zagarnęli jako łup wszystko ich bydło, stada i cały majątek. (10) Spalili wszystkie miasta, które tamci zamieszkiwali, i wszystkie obozowiska namiotów. (11) Zabrawszy następnie całą zdobycz, cały łup złożony z ludzi i zwierząt, (12) przyprowadzili jeńców, zdobycz i łup do Mojżesza, kapłana Eleazara i całej społeczności Izraelitów, do obozu, który się znajdował na równinach Moabu, położonych nad Jordanem naprzeciw Jerycha. (13) Mojżesz, kapłan Eleazar i wszyscy książęta społeczności wyszli z obozu naprzeciw nich. (14) I rozgniewał się Mojżesz na dowódców wojska, na tysiączników i setników, którzy wracali z wyprawy wojennej. (15) Rzekł do nich: Jakże mogliście zostawić przy życiu wszystkie kobiety? (16) One to za radą Balaama spowodowały, że Izraelici ze względu na Peora dopuścili się niewierności wobec Pana. Sprowadziło to plagę na społeczność Pana. (17) Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną. (18) Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu."

Ks. Liczb 31:6-18
cezar (256 punktów)

>Jeśli uważasz że biblia jest pokojową księgą to,ją lepiej poczytaj a nie powtarzaj kościółkowych sloganów........

Dlaczego więc skoro jest taka zła Żydzi są pzedsiębiorczymi, pozytywnymi i otwartymi ludźmi mało tego, są motorem napędowym nauki?
asriel (90 punktów)
>Dlaczego więc skoro jest taka zła Żydzi są pzedsiębiorczymi, pozytywnymi i otwartymi ludźmi mało tego, są motorem napędowym nauki?

To bardzo skomplikowana, społecznie, kulturowo i być może biologiczne kwestia.
Ciekawie pisze o tym Charles Murray:

www.dzienn(*)cle46379/Geniusz_zydowski.html
18-08-2008 22:13 
 Ocena 1 na 1
Patty Matheson (2087 punktów)
>Wyobraź sobie humaniste, który pyta o śmierć i nigdy nie pyta o Boga? To Trochę dziwne. Zgodzisz się?

   To zależy, co rozumiesz pod pojęciem "humanista". Jeśli nie chodzi o człowieka zawodowo zajmującego się dorobkiem kulturowym ludzkości, nie ma w tym nic dziwnego. Wielu z nas określa się jako humaniści, gdyż jako ludzie interesujemy się tym, co ludzkie, również w sferze duchowej. Dopóki nie rozmawiam z kimś, kto "zarzuci" ideę boga, nie pytam się o niego. Miłość, dobro, śmierć, etc, istnieją bez względu na boga, i nie widzę powodu, by to jakoś łączyć.

>Zobacz jeżeli świat, w który żyjemy jest światem opartym na teori ewolucji w którym my jesteśmy zwierzętami, historia pokazuje, ze śwait należy do silnych jednostek, to skoro "nie ma Boga wszystko jest dozwolone".
>[...]
>nie ma wielkiego Stróża nie będzie kary.

   Widzę już zbyt wyraźnie, o co Ci chodzi. Kwestia nie taka, czy bóg istnieje, lecz co ludzie sądzą.
   Wydawało mi się, że mówisz o tzw. bogu naukowców, nie związanym z religiami, dekalogami. Źle mi się wydawało. Zamiast idealnej praprzyczyny, nawet zamiast zwykłej "zapchajdziury", mamy tu klasycznego straszaka.
   Na pytanie "Czy wypada używać boskiego straszaka do manipulowania ciemną masą, oczywiście w dobrej wierze?" nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Zresztą, i tak nie wyeliminuje to problemu najgorszych złoczyńców. Myślisz, że nikt ich nigdy nie straszył bogiem?

>Tak właśnie myślał Stalin

   Wybacz, ale szlag mnie trafia, gdy słyszę ten wytarty jak stara ścierka argument. A skąd możesz wiedzieć, jak Stalin myślał?! Nawet jeśli jesteś jego psychoterapeutą, nie wiesz na pewno. A jak myślał Arnaud Amaury, hę?

>Pójdą do więzienia

   Stare, ale może nie znasz: po co kapelani w więzieniach?
Zapewne dla tych bezbożnych ateistów, bo przecież wierzący nie popełniają przestępstw.

>a my będąc ateistami zastanawiamy się czasami czy oni nie maja racji?

   Sam się zastanów: mają mieć rację, czy mają bać się ognia piekielnego?


Pozdrawiam
cezar (256 punktów)

>   Widzę już zbyt wyraźnie, o co Ci chodzi. Kwestia nie taka, czy bóg istnieje, lecz co ludzie sądzą.
>   Wydawało mi się, że mówisz o tzw. bogu naukowców, nie związanym z religiami, dekalogami. Źle mi się wydawało. Zamiast idealnej praprzyczyny, nawet zamiast zwykłej "zapchajdziury", mamy tu klasycznego straszaka.

Dobrze się Tobie wydawało pytałem o Boga naukowców, ale temat jest szeroki więc weszłem na Dostojewskiego.

>>Tak właśnie myślał Stalin
>   Wybacz, ale szlag mnie trafia, gdy słyszę ten wytarty jak stara ścierka argument. A skąd możesz wiedzieć, jak Stalin myślał?! Nawet jeśli jesteś jego psychoterapeutą, nie wiesz na pewno. A jak myślał Arnaud Amaury, hę?

Jest różnica w czsie w jakim żył Stalin a Amaury. Na temat Stalina jest wiele materiałów, prac, które chciały poznać jego motywacje. Myślę, ze jest róznica w motywacji i ilości ofiar.
21-08-2008 15:44 
 Ocena 1 na 1
Patty Matheson (2087 punktów)
>Dobrze się Tobie wydawało pytałem o Boga naukowców, ale temat jest szeroki więc weszłem na Dostojewskiego.

   Przypadkiem wyglądało to jak typowa próba podejścia do ateisty: zaczynamy od neutralnego boga naukowców, "właściwie nic nie przeczy", potem wchodzimy na boga-hamulca zła, a na koniec zostaje tylko: "no ale Stalin...". A propos, Dostojewski był podobno jednym z ulubionych autorów Stalina.

>Jest różnica w czsie w jakim żył Stalin a Amaury. Na temat Stalina jest wiele materiałów, prac, które chciały poznać jego motywacje. Myślę, ze jest róznica w motywacji i ilości ofiar.

   W motywacji - nie sądzę, według mnie tu i tu kwestią była władza, ale to nieistotne, bo przecież chodziło mi właśnie o to, że nie możemy być pewni ich motywacji, a nie o podobieństwa. Czy uważasz, że Amaury kierował się deklarowaną miłością do Boga? Według mnie, religia była tylko pretekstem, "zielonym światłem", o którym piszesz w innych postach. A czy uważasz, że Stalin kierował się ateizmem? Według mnie nie, znów władza, a ateizm dlatego, że Kościół to drugi w kolejności do władzy. To byli psychopaci; jeden z nich uznał zapewne, że wykorzysta władzę Kościoła, drugi, że ją przejmie.
   Co do ilości ofiar, być może z powodu znacznej "różnicy w czasie" i innych okoliczności Amaury miał do dyspozycji mniej ofiar niż Stalin. Liczba ofiar nie może służyć jako wyznacznik, gdyż jest ona kwestią możliwości, jakie posiada dana jednostka.

Pozdrawiam
almanzor (341 punktów)
>>Wyobraź sobie humanistę, który pyta o śmierć i nigdy nie pyta o Boga? To Trochę dziwne. Zgodzisz się?
>   To zależy, co rozumiesz pod pojęciem "humanista".

Humanistą nazywa się każdy nie rozumiejący matematyki.
diogenes (42753 punktów)
>Czy nauka kiedykolwiek zanegowała istnienie Boga?

Źródłem nauki było i jest przekonanie, że świat, ten, który mamy przed nosem, jest zjawiskiem samowyjaśniającym się. Tak więc nie jest problemem nauki ani dowodzić istnienia Boga, ani negować tezy, że isntnieje (jak to czyni np. ateiści, którzy mylnie biorą religię za teściową). To, że jakiś naukowiec drepcze do kościółka czy całuje papieża w pierścień nie ma nic wspólnego z nauką: ani o jotę nie uprawomocnia religijnych stwierdzeń. Ludzie wierzący nie żyją dzięki łąsce bożej (jak im się wydaje), ale dzięki biologicznym zasadom: mozna wierzyć w rózne gusła, ale trzeba oddychać, odżywiać się, pracować. Człowiek zawsze wypracowuje pewną nadwyżkę czasu, w którym nie musi zabiegać o swą egzystencję: wtedy zaczyna marzyć. Boga nie trzeba nazywać urojeniem (to ze słownika psychiatrii), ale z całą pewnością jest on czymś wyobrażonym (nawet jeśli słyszę o nim z tzw. wiarygodnych przekazów). Jeśli tworom wyobraźni nadajemy status rzeczywistego istnienia - bywa, że mamy kłopoty. Mogę sobie wyobrazić ląd za oceanem - jesli wyruszę w daleką podróż, odkryje go lub nie. Ale jeśli sobie wyobrażę boga, anioła czy duszę - zaczynam dreptać w kółko. Większość ludzi roi sobie inne światy, bowiem życie wydaje się im zbyt banalne, prozaiczne, ulotne. Źródłem wiary i religii nie jest świat, lecz niedosyt z tego, jaki on jest, jego ocena. Niestety z tego, że coś pragnę, nie wynika, że to coś istnieje. Nic co ludzkie nie jest mi obce: wiara również. Ale trzeba rozumieć sposób, w jaki zwodzi nas na ontologiczne manowce. Wielu naukowców pada ofiarą braku krytycyzmu, który stosują w wybiórczy sposób: np. krytycznie podchodzą do źródeł i eksperymentu, ale nie do tego, co mówi im proboszcz. Dlatego mozna cenić ich dorobek naukowy, ale nie postawę barana w stosunku do tradycji i praktyki (np.) kościoła katolickiego.
cezar (256 punktów)
Heller jest księdzem, ale moim zdaniem nie jest człowiekiem, który pisze rozprawy naukowe na zlecenie polityczne.
Komu on służy, dla kogo pracuje i w jaki sposób to robi to jest kwestia jego osobistej odpowiedzialności, ale nie wydaje mi się, zeby szczególnie obecny papież był wielkim entuzjastą jego osoby.
17-08-2008 21:55 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Heller jest księdzem, ale moim zdaniem nie jest człowiekiem, który pisze rozprawy naukowe na zlecenie polityczne.

Tzw. powołanie jest, czy się to zainteresowanemu podoba, czy nie, wyborem politycznym. Wybiera nie bóg, ale babcia, rodzina, proboszcz. To zawsze stanowi potem mętną otoczkę ideologiczną rozprawy.
wojtek (1061 punktów)
>Nasza rozmowa miała miejsce kilkanaście lat temu. Jak twierdził Dawkins, Pan Bóg nie jest nam potrzebny, bo wszystkie zjawiska biologiczne możemy wytłumaczyć za pomocą praw fizyki. A ja na to: OK, bardzo dobrze. W jaki sposób w takim razie wytłumaczysz, skąd wzięły się prawa fizyki. No i dyskusja się skończyła."

Ok, bardzo dobrze. W jaki sposób w takim razie Pan Haller wytłumaczy skąd wziął się Bóg?
Jeśli Pan Haller uważa, że prawa fizyki które można zaobserwować muszą mieć swojego twórcę, ja mogę założyć, że Bóg też musi go mieć. Taka dyskusja do niczego więc nie prowadzi.

> Czy nauka kiedykolwiek zanegowała istnienie Boga? Czy teoria ewolucji jest sprzeczna z istnieniem Boga, czy prawa fizyki wyjaśniają skąd wziął się wilki wybuch?

Z tego co wiem, nauka nigdy w jednoznaczny sposób nie zanegowała istnienia Boga. Teoria ewolucji w moim odczuciu również nie jest sprzeczna z istnieniem Boga. Pisząc Boga nie mam na myśli Boga ujętego w ramy konkretnych wierzeń np: Boga katolickiego, muzułmańskiego, żydowskiego itd. ale raczej Boga uniwersalnego który tworzy świat i zostawia go własnemu biegowi.
Nauka nie wyjaśnia też skąd wziął się Wielki Wybuch. Nie ma możliwości dotrzeć naukowo do momentu stworzenia ponieważ pojawia się coś co jest nazywane barierą Plancka. Tę barierę napotyka się w 10 do potęgi -43 sekundy istnienia Wszechświata. Nie można dowieść skąd wziął się Wielki Wybuch ani tego co było przed nim. Znana nam fizyka zaczyna się dopiero w 10 do potęgi -43 sekundy po Wielkim Wybuchu. Aby znaleźć sposób na przekroczenie bariery Plancka należałoby połączyć w jakiś sposób mechanikę kwantową z teorią względności. Najbliżej połączenia tych dwóch teorii wydaje się być teoria super strun ale ona jest jeszcze w powijakach.
Na chwilę obecną można więc tylko teoretyzować co było przyczyną Wielkiego Wybuchu, jedni widzą w tym Boga drudzy Wszechświat cykliczny który nie mając początku ani końca cały czas się odradza a jeszcze inni mają zupełnie inne teorie.
Jeśli w powyższym tekście w czymś się pomyliłem proszę mnie poprawić.

>(...)wręcz zastanawiam się czy nie byłoby trafnie stwierdzić, że skoro do tej pory nauka nie wykazała, ze Boga nie ma , czy nie należałoby przyjąć twierdzenia Leibniza, że raczej coś istnieje niż nie

Tutaj pozwolę się nie zgodzić. Istnienie Boga jest tylko i wyłącznie kwestią wiary i raczej nie można na podstawie tego, iż nauka nie zaprzecza istnieniu tegoż Boga wysuwać wniosek, że on istnieje. Nauka nie przeczy przecież istnieniu wielu innych bytów w które ludzie i tak nie wierzą. Każdy sam musi odpowiedzieć sobie więc na pytanie czy istnienie Boga jest dla niego osobiście zasadne ponieważ fakt jego istnienia bądź nieistnienia jest na razie otwarty tak samo jak i zagadnienie pochodzenia Wszechświata.

>Dzięki nim dziś nikt nie ma wątpliwości co do teorii ewolucji

Widzę, że pomijasz tutaj wielkiego fachowca i uznany autorytet w tej dziedzinie czyli prof. Macieja Giertycha.
Czytałem kiedyś też wypowiedz Benedykta XVI który dowodził, iż teoria ewolucji wcale nie jest taka oczywista

Pozdrawiam.
cezar (256 punktów)

>Ok, bardzo dobrze. W jaki sposób w takim razie Pan Haller wytłumaczy skąd wziął się Bóg?
Bardzo dobre pytanie. Heller reprezentuje myślenie arstotelesowkiej przyczyny, która jest przyczyną sama w sobie. Bóg istniał odwiecznie, Wszechświat jest procesem, który istniał odwieznie. Dwa pytania, na któreś musimy obstawić, lub bardziej lub mniej obstawiamy cały czas. Przy założeniu, ze Arystoteles ma rację u mnie pojawiają się pytania o naturę Boga i też nie przyjmuje gotowych odpowiedzi. Zastanawia mnien fakt, że złotą reguła wszystkich wielkich religii zupełnie innych od siebie jest zasada" nie czyń innemu tego, czego Ty nie chciałbyć, aby Tobie czyniono. To samo mówił Wolter, kapłani wypaczyli tę zasadę. Zastanawiam się czy mozna przyjąć domniemanie, że jeśli Bóg istnieje jego natura jest dobra a to sa znaki nie naukowe, ale oparte na intuicji. Na podstawie tego rodzi się pytanie czy Bóg nie gra z nami w kości, a nasze życie nie polega na tym, zeby dobrze obstawić. A mamy do wyboru być dobrym człowiekiem niezależnie od wyznania - i jeśli okażę się że istnieje wszyscy ludzie, którzy byli dobrzy wygrają. I druga opcja. Iść na całość, zero strachu, zero obaw, nie ma nic do stracenia, bo smierć jest tylko końcem życia. A w świecie, który jest światem ekspansji i konfrontacji my możemy wszystko?

>Widzę, że pomijasz tutaj wielkiego fachowca i uznany autorytet w tej dziedzinie czyli prof. Macieja Giertycha.
>Czytałem kiedyś też wypowiedz Benedykta XVI który dowodził, iż teoria ewolucji wcale nie jest taka oczywista
>Pozdrawiam.

Ja, mam nadzieje, ze Młodzież Wszechpolska mnie za to nie zabije
17-08-2008 15:32 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)
Istnienie Boga jest tylko i wyłącznie kwestią wiary

Nic dodać i nic ująć. Cała reszta to "przelewanie pustego w próżne".

nauka nie zaprzecza istnieniu tegoż Boga

Nauka nie zajmuje się udowadnianiem czegoś "co nie istnieje", że istnieje. Jeśli już, to urojeniami z tym związanymi.


>Czytałem kiedyś też wypowiedz Benedykta XVI który dowodził, iż teoria ewolucji wcale nie jest taka oczywista

Kościół oficjalnie stwierdził (JP2), że nie ma sprzeczności teorii ewolucji z nauką kościoła. Co nie znaczy, że w nią wierzy. Pozdrawiam
cezar (256 punktów)
> Istnienie Boga jest tylko i wyłącznie kwestią wiary Nic dodać i nic ująć. Cała reszta to "przelewanie pustego w próżne".

A czy to nie oznacza, ze Richard Dawkins zrównując religie z Bogiem i udowadniając nieprawdziwość jego istnienia poszedł w pseudointelektualizm?
lotrek (14275 punktów)
Richard Dawkins zrównując religie z Bogiem i udowadniając nieprawdziwość jego istnienia poszedł w pseudointelektualizm?

Wiemy, wiemy nie lubisz Richarda Dawkinsa. Chciałbym by on, czy ktokolwiek inny udowodnił nieprawdziwość jego istnienia (Boga) . Wtedy ten portal straciłby rację bytu. Tak jednak nie jest, Dawkins tylko dowodzi jakie jest prawdopodobieństwo jego istnienia, czy nie istnienia (tworząc swoistą "oś współrzędnych"). Przynajmniej w "Bogu urojonym", innych jego książek jeszcze nie czytałem.
cezar (256 punktów)

>Wiemy, wiemy nie lubisz Richarda Dawkinsa.

Dawkins jest przesympatycznym człowiekiem, myśle, ze gdybym go poznał na pewno bym go polubił. Uważam go za wybitnego naukowca i dlatego też uważam, że "God delusion" uwłacza jego inteligencji. Pozdrawiam
lotrek (14275 punktów)
też uważam, że "God delusion" uwłacza jego inteligencji.
To bardzo się cieszę.
"God delusion" - polski tytuł "Boga Urojonego" uwłaszcza Twojej inteligencji? Pozdrawiam
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>"God delusion" - polski tytuł "Boga Urojonego"...
   "God delusion" - to angielski tytuł "Boga urojonego".
.
lotrek (14275 punktów)
>>"God delusion" - polski tytuł "Boga Urojonego"...
>   "God delusion" - to angielski tytuł "Boga urojonego".

DawidKarolkievitz (984 punktów)

>Nasza rozmowa miała miejsce kilkanaście lat temu. Jak twierdził Dawkins, Pan Bóg nie jest nam
>potrzebny, bo wszystkie zjawiska biologiczne możemy wytłumaczyć za pomocą praw fizyki. A ja na to:
>OK, bardzo dobrze. W jaki sposób w takim razie wytłumaczysz, skąd wzięły się prawa fizyki. No i
>dyskusja się skończyła."

Zapomnij Heller. Jeśli myślisz, że osoby znające działalność publicystyczną Dawkinsa uwierzą, że jakoby w tak primitywny sposób zamknąłeś usta adwersarzowi to jesteś w sporym błędzie. Ale szuja z tego Hellera.
Ja dalszy przebieg tej dyskusji widzę tak ( o ile faktycznie miała miejsce ):
Heller: W jaki sposób w takim razie wytłumaczysz, skąd wzięły się prawa fizyki?
Dawkins: (świadom odpowiedzi Hellera) Nie wiem
Heller: Stworzył je Bóg
Dawkins: Kto stworzył Boga?
Tu widzę koniec dyskusji. Nieładnie tak kłamać panie Heller.

A swoją drogą naukowiec, laureat Nagrody Tempeltona powinien zamknąć się w kanapie i już jej nie opuszczać. Żenada.

"...wiesz co robię, puszczam Cię przodem
byś śladów stóp mych nie widział..."
Moja Adrenalina "Radio Żywych"
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Palnę tu dwa cytaty:

    1. "Człowiek nauki nie udowadnia tego, w co wierzy, lecz wierzy w to, co zdoła udowodnić. To nie dotyczy teologów."

   2. "Najbardziej krwiożerczym nałogiem ludzkim jest nałóg słuszności."

.
17-08-2008 15:51 
 Ocena 1 na 1
cezar (256 punktów)
>   Palnę tu dwa cytaty:
>    1. "Człowiek nauki nie udowadnia tego, w co wierzy, lecz wierzy w to, co zdoła udowodnić. To nie dotyczy teologów."
>   2. "Najbardziej krwiożerczym nałogiem ludzkim jest nałóg słuszności."
.
>
Czyżby autorem tych cytatów był Fryderyk Nietzsche? A tak na marginesie to pański komentarz o Pana pobycie na mszy jest doskonały.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Czyżby autorem tych cytatów był Fryderyk Nietzsche?
   Oho! Wysoko mnie kwalifikujesz. Na ogół wiadomo tutaj, że albo sam do czegoś dochodzę, albo nie. Jako szczudeł nie używam autorytetów.

>A tak na marginesie to pański komentarz o Pana pobycie na mszy jest doskonały.
   Doskonały to może nie, ale wszystko jedno, prawdziwy. Bóg zapłać.
.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Oho! Wysoko mnie kwalifikujesz. Na ogół wiadomo tutaj, że albo sam do czegoś dochodzę, albo nie. Jako szczudeł nie używam autorytetów.
Nietzsche to dosyć niskie szczudła - sam je wielokrotnie podcinał. Ale jednak Pan się w niego wpisałeś: "Przekonania są bardziej niebezpiecznymi wrogami prawdy, niż kłamstwa."

>2. "Najbardziej krwiożerczym nałogiem ludzkim jest nałóg słuszności."
W pełni się zgadzam, ale czy to nie rodzi sceptycyzmu, na który umrę? Przecież to samo mogę powiedzieć w kierunku Dawkinsa (przez niektórych nazywanego pieszczotliwie Dawkingiem), albo Hawkinga. Ten ostatni bardzo, bardzo chce mieć rację.

>1. "Człowiek nauki nie udowadnia tego, w co wierzy, lecz wierzy w to, co zdoła udowodnić. To nie dotyczy teologów."
Ale wierzy w to, że może udowodnić. Wsio sabak.

Pozdrawiam
17-08-2008 15:53 
 Ocena 2 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>   2. "Najbardziej krwiożerczym nałogiem ludzkim jest nałóg słuszności.".

Coś się zmieniło Zbysławie, czy dalej jesteś krwiożerczy?

Cyt: Przyznawanie racji. Jest to zasada najgłówniejsza i najtrudniejsza. Ale racjonalista sam szuka rzeczy trudnych, za główne zaś uważa wszystkie, którymi akurat się zajmuje. Nie w tym więc leży problem. Problem leży w kwestii, komu przyznać rację. Mówimy o zasadach, więc odpowiem krótko: rację należy przyznać sobie. Wyłącznie.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>laureatem nagrody Tempeltona
*Nagrody Templetona. Za pozwoleniem
MichaQ (1056 punktów)
Twierdzenia Hellera są o tyle kiepskie, że niefalsyfikowalne, a to jest praktycznie tożsame ze słowem "niewiarygodne". Niestety Heller dalej bawi się "Bogiem-zapchajdzirą". Religia nie wyjaśnia nic. Stawia tylko nowe pytania, które z samej swojej natury są niemożliwe do jednoznacznego rozstrzygnięcia.
lipschitz (1674 punktów)
Bóg chce, abyśmy posługiwali się własnym rozumem, czyli wykorzystywali własne zdolności percepcyjne, własny intelekt, korzystali przede wszystkim z własnych doświadczeń. Chce, abyśmy trzymali się z dala od religii, nie padali przed nim ani przed nikim innym na kolana, nie wierzyli w to, co mówią ludzie na jego temat. Chce, aby nasze umysły dojrzały, były światłe, wewnętrznie uczciwe, otwarte, ale najważniejsze czego chce - to byśmy dali mu w końcu święty spokój.

Tak bym sobie pomyślał, gdyby się okazało, że bóg jednak istnieje. Nie ma więc najmniejszego znaczenia czy jest, czy nie ma go, człowiek pozostaje w tym samym położeniu zmuszony samodzielnie odkrywać życie. Bóg nie podpowiedział, że ziemia jest okrągła, że istnieją bakterie, komórki, atomy, że można latać, przysyłać obraz na odległość, usunąć guza i żadna religia nie była w tym odkrywaniu pomocna, wszystko trzeba było zrobić samodzielnie przy użyciu własnego rozumu.

Oczywiście można jeszcze założyć, że bóg chce, abyśmy po prostu zrezygnowali z rozumu, wtedy religijne założenia będą pasować idealnie.
keymak (3379 punktów)
Nie pierwszy i nie ostatni raz naukowcy różnią się w poglądach. Trzeba jednak zauważyć że różnica zdań nie występuję na poziomie czystej nauki a jedynie na poziomie wniosków filozoficznych. Wystarczyłoby w takim razie sprawdzić który z profesorów więcej filozofuje i sprawa powinna się wyjaśnić.

Pozdrawiam.
esteban (107 punktów)
>"Kiedyś miałem na ten temat dyskusję ze znanym biologiem Richardem Dawkinsem, który jest autorem
>bardzo głośnej książki "Bóg urojony". Książki moim zdaniem bardzo prymitywnej. Kiedy po raz pierwszy
>ją przeczytałem, to powiedziałem sobie, że ja z tymi problemami, które on tak ostro stawia, uporałem
>się, gdy miałem 17 lat.
>Nasza rozmowa miała miejsce kilkanaście lat temu. Jak twierdził Dawkins, Pan Bóg nie jest nam
>potrzebny, bo wszystkie zjawiska biologiczne możemy wytłumaczyć za pomocą praw fizyki. A ja na to:
>OK, bardzo dobrze. W jaki sposób w takim razie wytłumaczysz, skąd wzięły się prawa fizyki. No i
>dyskusja się skończyła."

Nieco mało to dla mnie prawdopodobne ale wypada przyjąć słowa owego księdza za prawdziwe. I już muszę dodać że odpowiedź jest bardzo prosta. Wierzący tłumaczą wszystko bogiem, ateiści np. prawami fizyki. Skoro ktoś pyta skąd te prawa możemy zapytać skąd ten bóg. Lub inaczej- z tego samego źródła co bóg wierzących, czyli prawdopodobnie istniały wiecznie. Dlaczegoż to bóg jedynie miał by istnieć odwiecznie zaś wszystkie prawa (fizyczne, chemiczne, biologiczne itd.) miały by wziąć się skądś indziej- wedle wierzących najlepiej od boga. Uzasadnienie wierzących co do boga ma taką samą racje bytu względem praw przez nich kwestionowanych, a nawet jest bardziej wiarygodne twierdzenie że prawa owe istniały wiecznie.

>zastanawiam się czy nie byłoby trafnie stwierdzić, że skoro do tej pory nauka nie wykazała, ze Boga
>nie ma , czy nie należałoby przyjąć twierdzenia Leibniza, że razej coś istnieje niż nie?

A niby dlaczego tak mieli byśmy postąpić? Sugerujesz bycie wierzącym ewentualnie agnostykiem "od tak na wszelki wypadek"? Dlaczego skoro nie ma dowodów na istnienie czegoś mamy zakładać i przyjmować na wiarę że owe coś "raczej istnieje" aniżeli nie?
Czy tylko dlatego że nie dowiedziono nieistnienia- to przecież jakiś nonsens, nawet brzmi jakoś nielogicznie- nie dowiedzenie nieistnienia
Podam przykład (także z Dawkinsa- on sam cytował za kimś)
Wyobraźmy sobie maleńki niebiański czajniczek, który krąży gdzieś po orbicie pomiędzy Ziemią i Marsem. Ponieważ nie udowodniono nieistnienia owego czajniczka, to wszyscy mamy uwierzyć w tą brednię. Tak, bazując na twoich słowach by wypadało. Przecież nie mamy wiedzy, pewności że go nie ma- czyli jesteśmy w tej materii co najmniej agnostykami. Jednak bazując na współczesnej wiedzy, naszej wyobraźni i prawdopodobieństwie takiej niedorzeczności jak latający czajniczek, wszyscy w zasadzie mogli byśmy określić się czajniczkowymi ateistami- pomimo iż, jak już wspomniałem, nikt jeszcze nie dowiódł nieistnienia owego czajniczka. Prawdopodobnie nawet tego się nie da dowieść w sposób inny (rzeczywisty, przedmiotowy, badawczy), niż rozumowy, bazujący na logicznym myśleniu.
cezar (256 punktów)

>Nieco mało to dla mnie prawdopodobne ale wypada przyjąć słowa owego księdza za prawdziwe. I już muszę dodać że odpowiedź jest bardzo prosta. Wierzący tłumaczą wszystko bogiem, ateiści np. prawami fizyki. Skoro ktoś pyta skąd te prawa możemy zapytać skąd ten bóg. Lub inaczej- z tego samego źródła co bóg wierzących, czyli prawdopodobnie istniały wiecznie. Dlaczegoż to bóg jedynie miał by istnieć odwiecznie zaś wszystkie prawa (fizyczne, chemiczne, biologiczne itd.) miały by wziąć się skądś indziej- wedle wierzących najlepiej od boga. Uzasadnienie wierzących co do boga ma taką samą racje bytu względem praw przez nich kwestionowanych, a nawet jest bardziej wiarygodne twierdzenie że prawa owe istniały wiecznie.

Nie jest, bo prawa fizyki są logiczne mają naukowe wytłumacznie, a nie jest dla mnie naukowym wytłumaczenie, że wszechświat, wielki wybuch powsatł ex nihilo . To jest nie logiczne. Jak myśląc logiką naukowca może my dojść do wniosku, że coś powstało z absolutnej pustki. >>. Można założyć, ze wszeświat jest procesem, który nie ma przyczynu ani celu, ale skoro dostrzegamy, ze wszystko ma swoją przyczyne i celowość, idąc za Arystotelesem, czyli tym, który stworzył logikę pytamy co jest przyczyna wszeświata? Czy istnieje jakiś axiom, który mówi nam, że cały świat wyjaśni nauka? A może jednak świat nie jest taki prosty i należy uznać, ze nasz bezczelny empiryczny umysł powinien się zastanowić nie powinien uznać swojej małości. Małości, która nie jest wstanie wyjaśnić pochodzenia świata. Ktoś wywalając wszystkie sprzeczności między nauką a religią postawił teze, ze Bóg nie może istnieć. Nauka jest taka genialna i tak postępowa, że XX wiek najbardziej postępowy okazał się najokrutniejszy. Nauka do tej pory nie wyeliminowała zła na świecie. Co jest dla nas ważniejsze postęp techniczny czy postęp moralny? Nie zauważyłem, żeby nauka, którą tak gloryfikujesz uczyniła nam raj na ziemi. Ponoć miała a skończyło się piekłem.

>Czy tylko dlatego że nie dowiedziono nieistnienia- to przecież jakiś nonsens, nawet brzmi jakoś nielogicznie- nie dowiedzenie nieistnienia
>Podam przykład (także z Dawkinsa- on sam cytował za kimś)
>Wyobraźmy sobie maleńki niebiański czajniczek.........

To nie jest tak, ze temat Boga jest tyle samo wart co czajnik na orbitach czy krasnoludki i Ty o tym doskonale wiesz. Bóg może warunkować sposób postępowanian, nie koniecznie u Ciebie, ale weź sobie na logike. Wyobraź sobie człowieka, który jest w 100% pewny siebie, uważa, ze jest zdolniejszy od innych, szybko odkrył, ze chodzi o władze i wpływy i jeśli jest dodatkowo bezwzględny to zrobi wszystko, zeby ją mieć. Dywagację, ze drugi człowiek jest wartością i trzeba go szanować ot tak są nic nie warte. Jeżeli mi nie wieżysz to idź na Centralny i zaptzyjaźnij się z narkomanami. sznuje się ludzi, którzy coś znaczą oni wyznaczają nam pewną niepisaną granice, ale kiedy wyprzedzimy ich grania znika. Oficjalnie możemy też i nawet należy kochać i miłować wszystkich. W paraktyce jednak tylko wieraw w jakieś wartości nadprzyrodzone może powstrzymać tych ludzi w przeciwieństwie do wiary w czjnik na orbitach.
Już w najbardziej prymitywnych ludach zakładano istnienie czegoś Wyższego. Później być może pseudo dowody na to, ze Izrael jest narodem wybranym, na istnienie Chrystusa, objawieniwa, zeznania świadków. Idąc logikom prawniczą, która uznaje zeznania świadka jako dowód, można powiedzieć, ze słyszeliśmy o czymś, obalmy, zweryfikujmy nieprawdziwoaść świadków. Jest multum ludzi, którzy mówią, ze coś się zdarzyło. Naukowiec bierze to pod uwagę. dodatkowo kiedy nie jest ślepcem widzi, ze temat Boga jest aktualy w każdej kulturze. I dochodzi do wniosku, ze nie jest to tuzinkowy temat typu krasnoludki czy czajnik na orbicie, gdyż żaden z tych tematów nie budził tak obiektywnego zainteresowania w każdej kulturze. W każdej cywilizaji jak była przez wszystkie wieki odkąd istnieje człowiek.
20-08-2008 17:55 
 Ocena 1 na 1
asriel (90 punktów)
>Nie jest, bo prawa fizyki są logiczne mają naukowe wytłumacznie, a nie jest dla mnie naukowym wytłumaczenie, że wszechświat, wielki wybuch powsatł ex nihilo . To jest nie logiczne. Jak myśląc logiką naukowca może my dojść do wniosku, że coś powstało z absolutnej pustki. >>.

A kto tu mówi o powstaniu wszechświata "ex nihilo" ?
To, że uważasz że kosmolodzy twierdzą że wszechświat powstał ex nihilo świadczy tylko o twojej małej znajomości współczesnej kosmologii.
Pojęcie "creatio ex nihilo" zostało spopularyzowany dopiero przez Tomasza z Akwinu. Wcześniej dominowała w Europie teoria "creatio continua" Augustyna z Hippony.
Nawet w Księdze Rodzaju którą można uważać za pierwszy tekst , które w ogóle wprowadza pojęcie stworzenia (w filozofii greckiej i indyjskiej dominowało twierdzenie o wieczności świata), idea kreacji z niczego nie występuje, pojawiła się jedynie w interpretacjach na skutek błędnego tłumaczenia hebrajskiego słowa "bara" jako stworzył, podczas gdy bardziej adekwatne byłoby "uformował" (z już preegzystującej materii).
Według współczesnej kosmologii kwantowej wszechświat wyłonił się nie z nicości (która jest zresztą tylko konstruktem filozoficznym skonstruowanym na zasadzie przeciwieństwa byt-niebyt (nicość)), ale z kwantowej próżni , proces ten nie wymagał dostarczenia żadnej energii z zewnątrz, gdyż całkowita suma energii przed wyłonieniem (wielkim wybuchem) i po nim (czyli energia współczesnego wszechświata) jest równa zeru (gdyż dodatnia energia zawarta w masach wszechświata jest równoważona przez ujemną energie pola grawitacyjnego).
Nikt tu nie mówi więc (oprócz teologów) o "creatio ex nihilo".

Nawet nie powołując się na kosmologię kwantową można stwierdzić, że wszechświat nie mógł powstać "ex nihilo" gdyż przeczyłoby to prawu zachowania materii-energii.

>Można założyć, ze wszeświat jest procesem, który nie ma przyczynu ani celu, ale skoro dostrzegamy, ze wszystko ma swoją przyczyne i celowość, idąc za Arystotelesem, czyli tym, który stworzył logikę pytamy co jest przyczyna wszeświata?

To, że każda rzecz ma swoją przyczynę, nie znaczy, że musi istnieć jedna przyczyna wszystkich rzeczy, tak jak każdy człowiek ma matkę, nie znaczy, że istnieje jedna matka wszystkich ludzi.

>Czy istnieje jakiś axiom, który mówi nam, że cały świat wyjaśni nauka?

A istnieje jakiś, który mówi że nauka nie wyjaśni wszechświata?
A zresztą jeśli wszechświat miał przyczynę w stosunku do siebie zewnętrzną to co jest przyczyną tej przyczyny?

>A może jednak świat nie jest taki prosty i należy uznać, ze nasz bezczelny empiryczny umysł powinien się zastanowić nie powinien uznać swojej małości. Małości, która nie jest wstanie wyjaśnić pochodzenia świata. Ktoś wywalając wszystkie sprzeczności między nauką a religią postawił teze, ze Bóg nie może istnieć.

To, że wg ciebie nauka nie może wyjaśnić pochodzenia świata nie znaczy, że cokolwiek innego może to wyjaśnić, Rozsądniej powiedzieć: "na razie nie wiemy, ale pracujemy nad tym i być może sie dowiemy", niż kategorycznie stwierdzić: "nie wiemy i nigdy nie bedziemy wiedzieć" (takie stwierdzenie jest nierozsądne, sugeruje, że już teraz znasz przyszły rozwój wiedzy i jej granice .)

>Nauka jest taka genialna i tak postępowa, że XX wiek najbardziej postępowy okazał się najokrutniejszy. Nauka do tej pory nie wyeliminowała zła na świecie. Co jest dla nas ważniejsze postęp techniczny czy postęp moralny?

Nie śwaidczy to źle o nauce tylko o ludziach którzy ją do tego wykorzystali.

>Nie zauważyłem, żeby nauka, którą tak gloryfikujesz uczyniła nam raj na ziemi. Ponoć miała a skończyło się piekłem.

A kiedy nauka jeszcze nie istniała, istniał ten raj?
Ludzie gineli z powodu banalnych schorzeń, które leczy się dzisiaj jednym zastrzykiem, walczyli o byt z dzikimi zwierzętami i ginęli, wiele kobiet i dzieci umierało przy porodzie. To tylko kilka przykładów życia w twoim raju.

>Już w najbardziej prymitywnych ludach zakładano istnienie czegoś Wyższego. Później być może pseudo dowody na to, ze Izrael jest narodem wybranym, na istnienie Chrystusa, objawieniwa, zeznania świadków. Idąc logikom prawniczą, która uznaje zeznania świadka jako dowód, można powiedzieć, ze słyszeliśmy o czymś, obalmy, zweryfikujmy nieprawdziwoaść świadków. Jest multum ludzi, którzy mówią, ze coś się zdarzyło. Naukowiec bierze to pod uwagę. dodatkowo kiedy nie jest ślepcem widzi, ze temat Boga jest aktualy w każdej kulturze. I dochodzi do wniosku, ze nie jest to tuzinkowy temat typu krasnoludki czy czajnik na orbicie, gdyż żaden z tych tematów nie budził tak obiektywnego zainteresowania w każdej kulturze. W każdej cywilizaji jak była przez wszystkie wieki odkąd istnieje człowiek.

Jeżeli uważasz że tylko strach przed "czymś wyższym" chroni ludzi przed degrengoladą moralną świadczy tylko o twoim bardzo złym mniemaniu o ludzkości, wręcz o pogardzie do niej, a tym samym o twoim stosunku do siebie samego jako części tej ludzkości.

I jeszcze jedno, jeśli uznawanie istnienia czegoś wyższego ma poprawiać moralność społeczną, to dla czego kraje najbardziej ateistyczne jak skandynawia mają najniżyszy współczynnik przestępczości podczas gdy kraje najbardziej religijne najwyższy?
cezar (256 punktów)

>>Można założyć, ze wszeświat jest procesem, który nie ma przyczynu ani celu, ale skoro dostrzegamy, ze wszystko ma swoją przyczyne i celowość, idąc za Arystotelesem, czyli tym, który stworzył logikę pytamy co jest przyczyna wszeświata?

>To, że każda rzecz ma swoją przyczynę, nie znaczy, że musi istnieć jedna przyczyna wszystkich rzeczy, tak jak każdy człowiek ma matkę, nie znaczy, że istnieje jedna matka wszystkich ludzi.
Twoja analogia nie jest trafna.

>>Czy istnieje jakiś axiom, który mówi nam, że cały świat wyjaśni nauka?
>A istnieje jakiś, który mówi że nauka nie wyjaśni wszechświata?
Rzeczywistość własnie nam to komunikuje.

>A zresztą jeśli wszechświat miał przyczynę w stosunku do siebie zewnętrzną to co jest przyczyną tej przyczyny?

Tego nie można tak wyjaśniać jeżeli uznajemy Boga jako nie wyjaśnionego nie dotyklnego przez rozum to pytania o jego przyczyne nie mają sensu

>To, że wg ciebie nauka nie może wyjaśnić pochodzenia świata nie znaczy, że cokolwiek innego może to wyjaśnić, Rozsądniej powiedzieć: "na razie nie wiemy, ale pracujemy nad tym i być może sie dowiemy", niż kategorycznie stwierdzić: "nie wiemy i nigdy nie bedziemy wiedzieć" (takie stwierdzenie jest nierozsądne, sugeruje, że już teraz znasz przyszły rozwój wiedzy i jej granice .)

Popiram nauke jak najbardziej. Niechaj dąży do poznania, ale nie widząc skutków a słysząc, ze nietórzy mówią, ze Bóg ponoć istnieje nawet Jean Paul Sartre tak twierzdił zaczynam się nad tym zastanawiać. Nie jest to równoznaczne z tym, że zaraz żue się w apologię jakieś religii

>Nie śwaidczy to źle o nauce tylko o ludziach którzy ją do tego wykorzystali.
Ale jeżeli traktujesz ja jako coś co jest tym co niesie absolutna prawdę w każdej materii to należy zastanowić się co się dzieje, ze mamy taki postęp nauk psyhologicznych czy sojologicznych a zła nie da się w ludziach wyeliminować.

>>Nie zauważyłem, żeby nauka, którą tak gloryfikujesz uczyniła nam raj na ziemi. Ponoć miała a skończyło się piekłem.
>A kiedy nauka jeszcze nie istniała, istniał ten raj?
>Ludzie gineli z powodu banalnych schorzeń, które leczy się dzisiaj jednym zastrzykiem, walczyli o byt z dzikimi zwierzętami i ginęli, wiele kobiet i dzieci umierało przy porodzie. To tylko kilka przykładów życia w twoim raju.

Ja nigdy nie mówiłem, ze na ziemi był raj i nigdy nie byłem przeciwny nauce, ja tylko jak powyżej ukazuje, ze nauka wszystkiego ani nie wyjaśnia, ani nie ulepsza. To świadczy o granicach.

>>Już w najbardziej prymitywnych ludach zakładano istnienie czegoś Wyższego. Później być może pseudo dowody na to, ze Izrael jest narodem wybranym, na istnienie Chrystusa, objawieniwa, zeznania świadków. Idąc logikom prawniczą, która uznaje zeznania świadka jako dowód, można powiedzieć, ze słyszeliśmy o czymś, obalmy, zweryfikujmy nieprawdziwoaść świadków. Jest multum ludzi, którzy mówią, ze coś się zdarzyło. Naukowiec bierze to pod uwagę. dodatkowo kiedy nie jest ślepcem widzi, ze temat Boga jest aktualy w każdej kulturze. I dochodzi do wniosku, ze nie jest to tuzinkowy temat typu krasnoludki czy czajnik na orbicie, gdyż żaden z tych tematów nie budził tak obiektywnego zainteresowania w każdej kulturze. W każdej cywilizaji jak była przez wszystkie wieki odkąd istnieje człowiek.

>Jeżeli uważasz że tylko strach przed "czymś wyższym" chroni ludzi przed degrengoladą moralną świadczy tylko o twoim bardzo złym mniemaniu o ludzkości, wręcz o pogardzie do niej, a tym samym o twoim stosunku do siebie samego jako części tej ludzkości.

No nistety troche dobrze znam historię i jakoś nie zabardzo wierze w to, że człowiek kiedy może np zakasować 200 tys za friko i wie że nikt mu nic nie zrobi ( ma ku temu odpowiednie układy) nie zakasuje tej kasy, a tym bardziej kiedy jest ateistą i zdaje sobie sprawe że w ogóle żadnej kary nie będzie. Nie wziąłbyś 200 tysi za friko wiedząc ,że jesteś bezkarny. Wielu tak mówiło. To, ze jestem realistą nie znaczy, ze mam ludzi za nic.

>I jeszcze jedno, jeśli uznawanie istnienia czegoś wyższego ma poprawiać moralność społeczną, to dla czego kraje najbardziej ateistyczne jak skandynawia mają najniżyszy współczynnik przestępczości podczas gdy kraje najbardziej religijne najwyższy?
Bo to są kraje dobrobytu, pozatym cywilizowane. Miałeś przykład dzikiej Rosji wiesz co tam się działo kiedy podziękowano Bogu, było gorzej niż za cara o wiele. Ja nie uważam ateistów z zasady za złych ludzi. Chodzi mi tylko o to, ze na oszarach gdzie jest większa tendencja do bezprawia, np obszary biedy, które degraduję człowieka, Bóg straszak może powstrzymać tragedię. Jednostka zrozpaczona w kontakcie z ateizmem jest bardziej niebezpiezna niż wierząca. Nie ma nic do stracenia, tak przynajmniej wierzy, że warto się powstrzymać gdyż pójdzie do nieba.
>
asriel (90 punktów)
>>A istnieje jakiś, który mówi że nauka nie wyjaśni wszechświata?
>Rzeczywistość własnie nam to komunikuje.

A ogromnej większości naukowców jakoś jeszcze tego nie zakomunikował, inaczej pozbawieni wszelkiej nadziei na poznanie wszechświata zrezygnowaliby ze swej pracy, ale jakoś nie widać deficytu naukowców lub spadku "powołań do uprawiania nauki" w przeciwieństwie do spadku liczby powołań do kapłaństwa.

>>A zresztą jeśli wszechświat miał przyczynę w stosunku do siebie zewnętrzną to co jest przyczyną tej przyczyny?
>Tego nie można tak wyjaśniać jeżeli uznajemy Boga jako nie wyjaśnionego nie dotyklnego przez rozum to pytania o jego przyczyne nie mają sensu

Pytanie o przyczynę wszechświata ma sens, a o przyczynę boga niby nie ma sensu (to się nazywa teologia opancerzonego bunkra- odizolować boga od wszelkich dociekań naukowych by pozostał bezpieczny przed atakami morderczych bezbożników)

>Popiram nauke jak najbardziej. Niechaj dąży do poznania, ale nie widząc skutków a słysząc, ze nietórzy mówią, ze Bóg ponoć istnieje nawet Jean Paul Sartre tak twierzdił zaczynam się nad tym zastanawiać. Nie jest to równoznaczne z tym, że zaraz żue się w apologię jakieś religii

Mówisz że nie jesteś teraz apologeta jakiejkolwiek religii, a w innym miejscu uznajesz potrzebę boga straszaka na grzeszników, to jest jawna niekonsekwencja, gdyż taki straszak musi być związany z konkretną religią, wyobrażeniami o istocie grzechu i o życiu pośmiertnym oraz o pośmiertnych kar które mogłyby czekać na ewentualnych grzeszników (takie wyobrażenia są nieodłączną częścią konkretnych religii). Z jednej strony nie afirmujesz konkretnej religii, a z drugiej wyrażasz potrzebe jej istnienia w społeczeństwie

>Ale jeżeli traktujesz ja jako coś co jest tym co niesie absolutna prawdę w każdej materii to należy zastanowić się co się dzieje, ze mamy taki postęp nauk psyhologicznych czy sojologicznych a zła nie da się w ludziach wyeliminować.

Tzw. zło w społeczeństwie można dzięki nauce ograniczać, ale nie można go wyeliminować (chyba żeby pozbawić człowieka wszelkich uczuć i popędów , ale wtedy przestałby być tym co zwiemy człowiekiem). Popędy takie jak zazdrość, żądza władzy i inne (które min prowadzą do tzw. zła) są integralną częścią ludzkiej natury (mówi o tym psychologia ewolucyjna) i nie można ich usunąć z natury ludzkiej.
Co do współczesnych "nauk" psychologicznych i społecznych nie są one jeszcze w pełni oparte na podstawie nauk przyrodniczych co nie gwarantuje żadnej poprawności ich wyników, a środowiska psychologów i socjologów są wyjątkowo odporne na wpływ nauk przyrodniczych.

>>Ludzie gineli z powodu banalnych schorzeń, które leczy się dzisiaj jednym zastrzykiem, walczyli o byt z dzikimi zwierzętami i ginęli, wiele kobiet i dzieci umierało przy porodzie. To tylko kilka przykładów życia w twoim raju.
>Ja nigdy nie mówiłem, ze na ziemi był raj i nigdy nie byłem przeciwny nauce, ja tylko jak powyżej ukazuje, ze nauka wszystkiego ani nie wyjaśnia, ani nie ulepsza. To świadczy o granicach.

Czego nauka nie wyjaśni ani nie ulepszy, to niby religia z bogiem straszakiem na pewno ulepszy.

>>I jeszcze jedno, jeśli uznawanie istnienia czegoś wyższego ma poprawiać moralność społeczną, to dla czego kraje najbardziej ateistyczne jak skandynawia mają najniżyszy współczynnik przestępczości podczas gdy kraje najbardziej religijne najwyższy?
>Bo to są kraje dobrobytu, pozatym cywilizowane.

A czemu są cywilizowane i bogate? - bo bo ich obywatele porzucili mrzonki o życiu po śmierci w raju i wkładali wszystkie siły w budowanie lepszego życia i dobrobyty w swych krajach tu na ziemi.

>Miałeś przykład dzikiej Rosji wiesz co tam się działo kiedy podziękowano Bogu, było gorzej niż za cara o wiele.

Za carów też nie było lekko tylko to było rozłożone na setki lat, a komuna się zmieściła ze wszystkim w mniej niż 100.
Trzeba też wziąć pod uwagę możliwości techniczne zbrodniarzy, gdyby np. uczestnicy krucjat mieli karabiny maszynowe to ofiary byłyby o wiele większe.

>Ja nie uważam ateistów z zasady za złych ludzi.

Dziękuję
elfir (1058 punktów)
>Oto fragment wywiady z ks. prof Michałem Hellerem, filozofem, kosmologiem, fizykiem, laureatem
>nagrody Tempeltona.(...) W jaki sposób w takim razie wytłumaczysz, skąd wzięły się prawa fizyki. "

Jak na wielkiego mysliciela to "podchwytliwe" pytanie jest wstrzasajaco prymitywne. 17 latek nie miałby problemu z odpowiedzeniem. Nie wydaje mi się, by Dawkins miał z nim problem. Oj, ktoś tu jest przemadrzałym kłamczuszkiem...
rexus
Temat rzeka z tym Bogiem.
Problemem nie jest udowodnienie istnienia idei, bytu, siły sprawczej - lecz ogarnięcie natury tak zwanego boga.
Złożoność praw fizyki jak też biologii czy socjologii na pewno nie odpowiada nam na pytanie czy bóg istnieje.
Dla kogoś pragnącego sprawiedliwości, bóg będzie sprawiedliwością itd.
Dawkins trafnie tłumaczy iż aktualnemu światu bóg jest zbędny, ale i pociąga za sobą takie dziecinne pytania księży jak, skąd się wzięły prawa fizyki?
Weźmy sobie mikroświat mrowiska w lesie. Pojedyńcza mrówka ani nam nie wyjaśnia złożoności społecznej mrowiska ani też nie obrazuje jej dalszych losów czy przyczyn istnienia. Lecz gdy ogarniamy mrowisko, wszystko staje się jasne. Wszechświat to złożony organizm którego przyczyną istnienia jest matematyczny niebyt. Otóż by istniała nicość, musi istnieć coś. Oczywiste. Ten logiczny ciąg wyjaśnia nam pobieżnie dlaczego istniejemy.
Zrozumienie natury istnienia, więc jej dążenia ku doskonałości (ewolucja itp.) jest dziecinnie proste. By dany wszechświat mógł istnieć w wymiarach w których występuje czynnik czasu, poddaje się jego nieskończoności wykorzystując wszelkie z możliwych opcji bytu. Więc od najprymitywniejszych do superdoskonałych i tak na przemian.
Boga można by postrzegać jako zawartość zbioru zdarzeń, który prawdopodobnie się kiedyś kończy. Zapadanie się w sobie materii co jest jej absolutnym fenomenem, daje nam kolejny wymiar nazywany potocznie "czarną dziurą", otóż im bliżej jej środka tym dalej w przyszłość by w samym środku ujrzeć koniec tego wszechświata albo przejście do innego wszechświata jak kto woli. Boskość to właśnie brak czynnika czasu ze względu na na brak innych wymiarów, więc jest to początek, środek i koniec.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365