Racjonalista - Strona głównaDo treści
stołówki

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
08-04-2012 00:14dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
stołówki
Ocena -4 na 6
Kolejnym absurdem postsocjalistycznym są stołówki. Szkoły, szpitale i inne podobne instytucje mają stołówki i zatrudniają własnych kucharzy, zaopatrzeniowców i innych pracowników, niemających nic wspólnego z medycyną, edukacją, wychowaniem, czy opieką. Czy naprawdę potrzebne jest, aby nauczyciel czy lekarz pełnił rolę menedżera od kuchni i zaopatrzenia? Czy jest sens zatrudnianie takiego menedżera na stałe?

W cywilizowanym świecie od dawna już funkcjonuje model usługowy, który wypiera dawny model produkcyjny z miejsc, które nie są naturalnym producentem. Ani szkoła, ani szpital nie są typowymi producentami żywności, dlatego wycofują się z branży spożywczej, aby skupić się na swojej działalności statutowej. Zamiast produkować żywność, korzystają z usług firm wyspecjalizowanych w produkcji żywności. Takie usługi nazywają się „catering”. Dzięki cateringowi osoby na diecie mogą jeść to, co lekarz im zaleci, wegetarianie mogą jeść bez mięsa, weganie bez mleka, a szkoły i szpitale mogą zachować czystość bez ponoszenia kosztów, jakie ponosi producent żywności.

Warto też zwrócić uwagę, że catering jest naturalnie dużo tańszy, niż własna produkcja, a produkty są naturalnie wyższej jakości. Wynika to ze specjalizacji, z optymalizacji, standaryzacji i wielkości produkcji. Efekt ten jest szczególnie widoczny w odniesieniu do potraw rzadkich diet, które konsumują pojedyncze osoby – każdy szpital w modelu produkcyjnym musi wytworzyć specjalnie jedno danie rzadkiej diety, tymczasem catering wytworzy jednorazowo sto takich dań i dostarczy je wraz z tysiącami innych dań swoim klientom… Zresztą nie będę obrażał Waszej inteligencji – takich rzeczy nie trzeba tłumaczyć racjonalistom.

Zauważcie teraz, dlaczego rodzice protestują przeciwko likwidacji stołówek. Powodem jest przewidywany wzrost cen posiłku. Jak to jest możliwe? A tak, że w naszym polskim świecie absurdu rząd planuje oszukać rodziców, zarobić więcej pieniędzy i przy okazji rodziców ogłupić, żeby uwierzyli, że wzrost ceny jest skutkiem tego, że catering jest nieekonomiczny w porównaniu z własną szkolną stołówką. Mamy tutaj przykład, w jaki sposób chciwość i nieuczciwość polityków skutkują tym, że dziennikarze i zwykli obywatele stają się głupsi.

Mamy tu świetny przykład tego, jaka jest misja organizacji takich jak PSR, i na czym polega moralny obywatelski obowiązek ludzi mających siebie za racjonalistów. Powinniśmy szybko i głośno demaskować tego rodzaju kłamstwa, nawet jeśli są przemycane nie wprost przez rządzących. Protestujący rodzice powinni zrozumieć, że skutkiem likwidacji stołówek będą tańsze posiłki, a likwidacja stołówek jest dobrym posunięciem, niezależnie od tego, co rząd złego chce robić rodzicom w inne sposób. Jeżeli rząd chce podnieść cenę na posiłki w szkołach, to zrobi to niezależnie od tego, czy stołówki będą czy ich nie będzie. W każdym wypadku lepszym rozwiązaniem jest catering, gdyż dzięki niemu wzrost ceny będzie mniejszy.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

08-04-2012 01:31
 Ocena 9 na 11
coreless (16088 punktów)

Jeśli chodzi o przedszkola i niektóre inne placówki oświatowe i wychowawcze, to zwracam uwagę, że kuchnia i przygotowywanie posiłków pełnią w nich również inne ważne funkcje, które sprawiają, że przygotowywanie posiłków na miejscu w placówce ma sens.
Dawno, dawno temu też się wszystkim wydawało, że lepiej i taniej będzie, jak dajmy na to dzieci z domu dziecka, szkoły ogólnodostępnej czy placówki dla dzieci niepełnosprawnych otrzymają gotowe posiłki. Skutek był taki, że tak wychowywane dzieci nie wiedziały, jak wyglądają podstawowe produkty żywnościowe przed obróbką; były też przyzwyczajone do obsługi zamiast do samoobsługi. Kuchnie i stołówki w wielu szkołach i ośrodkach to ważne miejsca rewalidacji i integracji, również towarzyskiej.
Trzeba pamiętać, że oświata, wychowanie i opieka mają nie tylko sens ekonomiczny - ale wychowawczy właśnie.
Tak wygląda nowoczesna edukacja:
www.youtube.com/watch?v=pUGL34ucFK4
08-04-2012 01:44 
 Ocena 1 na 3
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> Kuchnie i stołówki w wielu szkołach i ośrodkach to ważne miejsca rewalidacji i integracji, również towarzyskiej.

Racja, dałem zły tytuł, oczywiście miałem na myśli likwidację kuchni, nie stołówek. Ale jeśli kuchnię miałyby obsługiwać tylko dzieci i opiekunowie, to zgoda, takie kuchnie popieram

doku (Tomasz Kamiński)
08-04-2012 01:50 
 Ocena 3 na 3
coreless (16088 punktów)

Co to za przedszkole bez kuchni i bez pani kucharki? Nudy. Czy w pogoni za zyskiem i oszczędnościami nie doprowadzimy w ten sposób do zubożenia dziecięcych doświadczeń?
W niejednej szkole kuchnia i stołówka to szczególne miejsce, wnoszące do szkoły odrobinę domowego klimatu. (No i te zapachy, szum wody, stukające talerze!).
Poza tym dzieci np. w przedszkolu czy placówce specjalnej często potrzebują zindywidualizowanej diety. Dla pani kucharki, która zna swoich podopiecznych, to żaden problem. Dla zewnętrznego dostawcy - zazwyczaj już większy.
-jad- (18783 punktów)
>Takie usługi nazywają się "catering". Dzięki cateringowi osoby na
>diecie mogą jeść to, co lekarz im zaleci, wegetarianie mogą jeść bez mięsa, weganie bez mleka, a
>szkoły i szpitale mogą zachować czystość bez ponoszenia kosztów, jakie ponosi producent żywności.

Niby tak ale kuchnia w przedszkolu ekonomicznie może wychodzić na zero. Czy firmy cateringowe na taki "zysk" się zgodzą?


Freeky
08-04-2012 01:45 
 0 na 2
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Niby tak ale kuchnia w przedszkolu ekonomicznie może wychodzić na zero.

Skąd to zero? Masz na myśli kuchnię bez kucharzy?

doku (Tomasz Kamiński)
08-04-2012 10:07 
 Ocena 4 na 4
-jad- (18783 punktów)
>Skąd to zero? Masz na myśli kuchnię bez kucharzy?

Nie. Mam na myśli kuchnię z jedzeniem, kucharzami, mediami, kociołkami lecz bez właściciela, który też chce coś dla siebie. Jeśli ten nie odnotuje zysku ani strat, to wtedy jest zero.


Freeky
nikzoz (209 punktów)
(zablokowany)
I o to chyba chodzi.
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
Ponieważ pracuję w placówce, w której ludzi na równi leczą i wysyłają na stół lekarzy takich jak liliac, mianowicie w szpitalu, mam okazję obserwować działalność firmy cateringowej w praktyce. Przyznaję, że nie znam realiów panujących w kraju, ale tutaj jest to normą i doskonale się spisuje.

Wchodząc do jadłodajni, mam wrażenie że jest to typowa prl-owska stołówka i tylko kompotu brak. Dla personelu jest taniej i tylko wizytujących mi żal, bo kroją jak za zboże.
Jestem zdania iż pomysł, aby wprowadzić takie firmy jest dobry. Jeśli chodzi o szpitale i pacjentów o specyficznych wymaganiach żywieniowych, to od tego są zastępy dietetyczek i dietetyków, którzy dostosowują wszystko do trybu leczenia. Kuchnia dostaje polecenia i wykonuje swą pracę. Ktoś powie, że ludzie straca pracę, niekoniecznie, bo firmy przejmują pracowników wraz z kontraktem i wątpię aby rezygnowali z kogoś kto ma staż w danym miejscu pracy. Kwestia umowy między pracodawcą a pracownikiem.

Jestem również zdania, że kierować powinni ludzie ze znajomościa ekonomii i zarządzania. Lekarze, oczywiście są wśród nich tacy którzy staja na wysokości zadania, powinni myśleć o pacjencie a nie o spłacie kolejnej raty kredytu lub o hipotece ciążącej na szpitalu.
09-04-2012 17:37 
 Ocena 3 na 3
sukulent (2309 punktów)
Właśnie miałam, a ze mną wszyscy pacjenci, możliwość podziwiania cateringu w działaniu. Ilość diet - najpierw 20, potem 15, a jeszcze bardziej potem może z 5. Umiejętność dostosowania się do odrębnych potrzeb pacjenta - 0. W głowie się cateringowi nie miesciło, że mogę chcieć dietę płynną zagęszczaną bez cytrusów i biszkoptów, bez budyniu i zpewnym określonym rodzajem mleka modyfikowanego. Takiej, pani, nie mają w asortymencie.
Po dwóch latach eksperymentu z catringiem dyrekcja wróciła do własnej kuchni, która jest nieskończenie elastyczna.

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka" )
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Właśnie miałam, a ze mną wszyscy pacjenci, możliwość podziwiania cateringu w działaniu. Ilość diet - najpierw 20, potem 15, a jeszcze bardziej potem może z 5. Umiejętność dostosowania się do odrębnych potrzeb pacjenta - 0. W głowie się cateringowi nie miesciło, że mogę chcieć dietę płynną zagęszczaną bez cytrusów i biszkoptów, bez budyniu i zpewnym określonym rodzajem mleka modyfikowanego. Takiej, pani, nie mają w asortymencie.
>Po dwóch latach eksperymentu z catringiem dyrekcja wróciła do własnej kuchni, która jest nieskończenie elastyczna.
To jest kwestia, która powinni rozwiązać dietetycy. To oni/one decyduja o koniecznej diecie i kuchnia musi się do ich zaleceń dostosować. Nikt z kucharzy nie decyduje co podać jeśli pacjent jest pod opieką dietetyków. Poza tym jak to ma wyglądać? To chory wie co ma jeść? A jeśli czegoś nie może ze względu na chorobę? Na czym polega elastyczność własnej kuchni? Na tym, że pacjenci wiedzą lepiej? Co jeśli chora osoba jest anorektykiem? Można tak wymieniać dalej, ja nie mówię że jest to rozwiązanie bez wad, bo takich nie ma, ale z moich obserwacji widzę że zdaje egzamin. Jeśli własna kuchnia jest bardziej ekonomiczna i pani kucharka stosuje sie do zaleceń lekarzy to nie widze przeszkód w funkcjonowaniu.
10-04-2012 06:30 
 Ocena 6 na 6
sukulent (2309 punktów)
>>>To jest kwestia, która powinni rozwiązać dietetycy. To oni/one decyduja o koniecznej diecie i kuchnia musi się do ich zaleceń dostosować. Nikt z kucharzy nie decyduje co podać jeśli pacjent jest pod opieką dietetyków. Poza tym jak to ma wyglądać? To chory wie co ma jeść? A jeśli czegoś nie może ze względu na chorobę? Na czym polega elastyczność własnej kuchni? Na tym, że pacjenci wiedzą lepiej? Co jeśli chora osoba jest anorektykiem? Można tak wymieniać dalej, ja nie mówię że jest to rozwiązanie bez wad, bo takich nie ma, ale z moich obserwacji widzę że zdaje egzamin. Jeśli własna kuchnia jest bardziej ekonomiczna i pani kucharka stosuje sie do zaleceń lekarzy to nie widze przeszkód w funkcjonowaniu.

Nie zrozumieliśmy się . To ja wiem, co mój pacjent powinien jeść.
Dietetyczki już niestety o niczym nie decydują, bo je zwolniono gremialnie. Coż, długi. Wobec tego wiedzieć ma lekarz. No i wie. Tyle, że catering nie miał w menu tego, co pacjenci jeść powinni, oraz wyrażał zdumienie naszymi fanaberiami. Nie przewidywał także, że dzieciak, który dotychczas mógł zjadać "wysokokaloryczną, wysokobiałkową" nagle, w sobotę powiedzmy, musi przejść na "bezmleczną, bezglutenową". Własna kuchnia (nie wiem, czy ekonomicznie, czy nie) jest w stanie dostosować się natychmiast. Dla moich pacjentów to bardzo ważne.

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka" )
29-04-2012 21:02 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
Nie da się ukryć, że żywienie jest elementem leczenia.

W szpitalu nie musi być "smacznie". Ba, pewnie nawet i nie koniecznie "zdrowo". Niewątpliwie jednak musi być "nieszkodliwie".

Stołówka dla pacjentów w cateringu... moim zdaniem pomysł co najmniej nierozważny. Co innego zaś - stołówka dla pracowników, odwiedzających czy całej tam pozostałej w miarę zdrowej i samodzielnej hałastry.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
marcin1902 (3439 punktów)
>W każdym wypadku lepszym rozwiązaniem jest catering, gdyż dzięki niemu wzrost ceny będzie mniejszy.

Wypowiem się na przykładzie stołówki szkolnej z mojej gminy (w stołówce kucharką jest moja ciotka ).

Po pierwsze gdyby wójt postanowił zlikwidować kuchnię w szkole i zatrudnić firmę cateringową strzeliłby sobie w kolano. Kuchnia zatrudnia kilka osób w tym panie po pięćdziesiątce, wszyscy to mieszkańcy gminy, więcej nie trzeba dodawać...

Po drugie, pracownicy kuchni zarabiają grosze, coś w okolicy najniższej krajowej. Posiłek kosztuje kilka złotych, więc utrzymanie kuchni nie jest jakimś gigantycznym wydatkiem.

Po trzecie, na jakość posiłków nie można narzekać. Wiem z autopsji

Po czwarte, szkolna kuchnia zaopatruje w żywność różnorakie imprezy okolicznościowe. Wiadomo zysk.


"Przepraszam za spóźnienie [...] ale nie mogłem znaleźć koszernego parkingu."
09-04-2012 08:28 
 Ocena 2 na 2
Matix (5786 punktów)
Kiedy chodziłem do liceum za obiad w szkolnej stołówce wychodziło mi około 3,50 zł. (a nie było to tak dawno) Zupa i drugie danie + dwa razy w tygodniu jakiś słodszy dodatek, owoce itp. Za taki obiad zapłaciłbym dziś w kateringu 3x tyle i to w optymistycznej wersji. Na jakość nie można było narzekać. Poza tym nie traktowałbym szkolnego bufetu jak czegoś obowiązkowego. Jeśli ktoś jest wegetarianinem i mu nie pasuje to niech sobie robi kanapki do szkoły, albo kupuje w sklepiku szkolnym, albo, albo, albo....
08-04-2012 12:35
 Ocena 10 na 10
astrotaurus (12445 punktów)
>Kolejnym absurdem postsocjalistycznym są stołówki.
Są ważnym elementem społecznym, kulturotwórczym. Dążenia do prywatyzacji wszystkiego za wszelką cenę to obłęd.

>Czy naprawdę potrzebne jest, aby nauczyciel czy lekarz pełnił rolę menedżera od kuchni i zaopatrzenia? Czy jest sens zatrudnianie takiego menedżera na stałe?
A skąd wytrzasnąłeś takie dramatyczne wizje? Wyspecjalizowany intendent i wykwalifikowany personel to jakiś dziwoląg, Twoim zdaniem?

>W cywilizowanym świecie od dawna już funkcjonuje model usługowy, który wypiera dawny model produkcyjny z miejsc, które nie są naturalnym producentem.
Jeśli kuchnia przyrządzająca posiłki dla kilkuset uczniów nie jest naturalnym, cywilizowanym producentem to ja Ci współczuję.

>Zamiast produkować żywność, korzystają z usług firm wyspecjalizowanych w
>produkcji żywności.
I zamiast trzymać woźne zatrudniają firmy sprzątające. W szatni profesjonalne numerki, w dyżurce profesjonalny ochroniarz... Kto inny od nauczania, kto inny od wychowania, kto inny od gotowania: optymalizacja kosztów, maksymalizacja zysków - poroniony kombinat ekonomiczny, a nie szkoła

>Takie usługi nazywają się "catering". Dzięki cateringowi osoby na
>diecie mogą jeść to, co lekarz im zaleci, wegetarianie mogą jeść bez mięsa, weganie bez mleka, a szkoły i szpitale mogą zachować czystość bez ponoszenia kosztów, jakie ponosi producent żywności.
Boże, błogosław katering. Bez niego głupia intendentka i jeszcze głupsze kucharki trują dzieci niemiłosiernie na okrągło.

>Warto też zwrócić uwagę, że catering jest naturalnie dużo tańszy, niż własna produkcja, a produkty są naturalnie wyższej jakości. Wynika to ze specjalizacji, z optymalizacji, standaryzacji i wielkości produkcji.
A gdzieś Ty widział takie działanie prawa naturalnego? To zaklęcie czy potrafisz przedstawić jakieś dane?
Uczestniczę nieco w zadymie wokół prywatyzacji stołówek szkolnych w Warszawie i wyziera z tego jedna wielka idiotyczna hucpa prywatyzacji za wszelką cenę. Burmistrzowie gmin przedstawiają jakieś wizje oparte na widzimisię: rzucają jakąś kwotę, której niby nie wydadzą z budżetu na utrzymanie stołówek (ustawa o systemie oświaty nie pozwala na obciążanie tymi kosztami rodziców, którzy pokrywają wyłącznie "wsad do kotła"), ale za chwile pojawiają się koszty zwiększenia dopłat dla uboższych, problem bezrobocia części personelu kuchni, mniejsze wpływy z podatków, bo sprywatyzowane placówki zatrudniają głównie na umowy śmieciowe i za mniejsze pieniądze. W żadnej dzielnicy żaden burmistrz nie przedstawił rzetelnych kalkulacji akcji, a praktyka placówek już sprywatyzowanych wskazuje na powszechny wzrost cen i pogorszenie jakości posiłków. Dzisiaj wsad do kotła to 4,5-5 zł, koszt gminy to 1,5-2 zł do jednego obiadu. Obiad u ajenta czy z kateringu nie jest nigdzie tańszy (często jest za te pieniądze jednodaniowy), a bywa nawet i dwukrotnie droższy.
Ale może ja się mylę, może Ty potrafisz, w przeciwieństwie do burmistrzów warszawskich przedstawić dane czyniące zawieruchę społeczną bezsensowną?
Powiem Ci co wyguglałem, że pierwsze zapytanie poselskie skierowane do Ministra Edukacji w sprawie stołówek szkolnych pochodzi sprzed 3 lat, pytanie do Waltzowej w Warszawie sprzed roku.... a dzisiaj odbywa się wojna partyzancka bez rzetelnych danych, bez rzetelnych wyjaśnień. Wojna ideologiczna i polityczna, w żadnym razie merytoryczna:
- Na Bemowie burmistrz na sesję Rady wezwał pracowników (były nawet 4 klauny-przebierańce z placówki kulturalnej Bemowa)) i oni godzinę przed rozpoczęciem sesji zajęli miejsca dla gości i zablokowali w ten sposób wstęp zainteresowanym rodzicom - wyborcom, mało kto wytrzymał w korytarzu kilka godzin do rozpoczęcia punktu obrad dotyczącego stołówek.
- W Śródmieściu na zwołaną sesję nadzwyczajną Rady nie stawili się radni PO przez co nie było kworum i nadzwyczajna sesja przekształciła się w spotkanie towarzyskie.
- Na Pradze Płd burmistrz wyłamał się i wstrzymał prywatyzację, bo uległ opiniom prawniczym (w tym wyrok SN) wskazującym na niemożliwość wliczenia do ceny obiadu kosztów jego przygotowania bez względu na to kto go przygotowuje - to ma być koszt gminy, więc jakiekolwiek oszczędności z tego tytuły są iluzoryczne.
Polski śmietnik, nic więcej!

>Zresztą nie będę obrażał Waszej inteligencji - takich rzeczy nie trzeba tłumaczyć racjonalistom.
Trzeba , trzeba, dokowski. Detalicznie i do bólu. Wizjonerów nigdy nie brakowało, Balcerowicz do tej pory piska swoje brednie... a tu pospolitość skrzeczy.

>Jeżeli rząd chce podnieść cenę na posiłki w szkołach, to zrobi to niezależnie od tego, czy stołówki będą czy ich nie będzie.
To jakaś nowa teoria spiskowa? Prywatyzacja, żeby zmniejszyć swój wpływ na ceny, które chce się podnieść?

>W każdym wypadku lepszym rozwiązaniem jest catering, gdyż dzięki niemu wzrost ceny będzie mniejszy.
Amen, proszę księdza, amen.
- Widziałeś kiedyś rozkład dzwonków w szkole? Wiesz ile jest szkół w jednej dzielnicy Warszawy? Ile dzieci wraz z dzwonkiem na najdłuższą przerwę zbiera się na stołówkach dzielnicy? Ile samochodów z ilu firm kateringowych musi podjechać chwilę wcześniej do wszystkich szkół, aby wyładować świeży, ciepły obiad w pudełkach?
- Albo inaczej: na przykład na Bemowie jest wśród nowych osiedli (Twoi guru - gospodarze od opłacalności myślą wszak o kasie od deweloperów, a nie o infrastrukturze społecznej, środowiskowej, wiec szkół nie budowano) szkoła na 500 dzieci, gdzie po wszelkich możliwych zagęszczeniach i reorganizacjach uczy się ich 900. Stołówka ma 50 miejsc, a obiad je 750 dzieci! Pomijając maluchy, które jedzą w salach to i tak jadalnia pracuje na wiele zmian - logistyczna ekwilibrystyka, przy której koszt i trudność gotowania na miejscu to pryszcz.
- A wiesz, że firmy kateringowe często są nie większe, albo i mniejsze, niż porządna szkolna kuchnia? Po co do nich przerzucać kucharki i pracę?


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
Outsorcing polega na przekazaniu innej firmie do wykonania części kupowanych przez firmę usług i produktów. Jeżeli inna firma robi to taniej, to wtedy dodatkowo mamy zysk. Jeżeli jednak inna firma dolicza sobie dużą premię, a tak się niestety dzieje w przypadku młodych jeszcze firm cateringowych, to często taniej i lepiej jest zatrzymać ten zysk u siebie i samemu przygotowywać żywność.

Idealnym modelem do wykazania błędu w rozumowaniu autora wątku jest kuchnia w domu. Stosując te zasady nie powinniśmy wogóle przygotowywać jedzenia w domu, tylko kupować je z firmy cateringowej, bo jest lepsze i tańsze. Czy aby na pewno tak jest? Wątpię.
10-04-2012 10:17 
 Ocena 1 na 1
szuro (1757 punktów)
>Outsorcing polega na przekazaniu innej firmie do wykonania części kupowanych przez firmę usług i produktów.
Outsourcing polega na przekazaniu do realizacji na zewnątrz czynności których są wspierające dla głównej działalności podmiotu.Powodów dla których stosuje się outsourcing jest kilka a redukcja kosztów jest tylko jednym z nich (chociaż dominującym).
>Jeżeli inna firma robi to taniej, to wtedy dodatkowo mamy zysk. Jeżeli jednak inna firma dolicza sobie dużą premię, a tak się niestety dzieje w przypadku młodych jeszcze firm cateringowych, to często taniej i lepiej jest zatrzymać ten zysk u siebie i samemu przygotowywać żywność.
Teoretycznie powinno być tak że korzyści wynikające z ekonomii skali powinny doprowadzić do sfinansowania zysku przedsiębiorcy i obniżenia kosztów wydzielonego procesu. W praktyce przy dobrze przeprowadzonym outsourcingu tak jest (chociaż efekt finansowy jest różny).
>Idealnym modelem do wykazania błędu w rozumowaniu autora wątku jest kuchnia w domu. Stosując te zasady nie powinniśmy wogóle przygotowywać jedzenia w domu, tylko kupować je z firmy cateringowej, bo jest lepsze i tańsze. Czy aby na pewno tak jest? Wątpię.
Przygotowanie obiadu w domu nie jest produkcją masową. Przygotowanie 600 posiłków dla uczniów już tak. Przy czym przygotowanie 6000 posiłków powinno być jednostkowo tańsze niż przygotowanie 600 posiłków.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Idealnym modelem do wykazania błędu w rozumowaniu autora wątku jest kuchnia w domu. Stosując te zasady nie powinniśmy wogóle przygotowywać jedzenia w domu, tylko kupować je z firmy cateringowej, bo jest lepsze i tańsze. Czy aby na pewno tak jest? Wątpię.

Czy w moim rozumowaniu jest błąd? Z powyższego kryterium wynika, że nie. Wystarczy uwzględnić pensję, jaką trzeba płacić kucharce.

doku (Tomasz Kamiński)
nikzoz (209 punktów)
(zablokowany)
Obyś całe życie jadł w catertingu.
08-04-2012 17:30 
 Ocena 2 na 2
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Obyś całe życie jadł w catertingu.
Co rozumiesz jako catering? Czy jest to twoja niechęć do tego sposobu obsługi klientów? Jeśli tak to warto zaprezentować swoje zdanie, bo minusowanie nie wiele tłumaczy i naprawdę ciężko zrozumieć o co chodzi...
nikzoz (209 punktów)
(zablokowany)
>>Obyś całe życie jadł w catertingu.
>Co rozumiesz jako catering? Czy jest to twoja niechęć do tego sposobu obsługi klientów? Jeśli tak to warto zaprezentować swoje zdanie, bo minusowanie nie wiele tłumaczy i naprawdę ciężko zrozumieć o co chodzi...
>
Skoro to takie dobre to dlaczego oburzają cię moje życzenia?
09-04-2012 11:29 
 Ocena 3 na 3
martok (1115 punktów)

>Skoro to takie dobre to dlaczego oburzają cię moje życzenia?

przy czym wcześniej napisałeś:

> Obyś całe życie jadł w cateringu.

Nieładnie! Twój rozmówca próbuje nawiązać z Tobą merytoryczną wymianę zdań na temat ewentualnych wad i zalet cateringu w porównaniu z własną kuchnią. W odpowiedzi prezentujesz mu swoje prywatne fobie, nie uzasadniając ich. To niczego nie wnosi do dyskusji, która dotyczy dość przecież konkretnego tematu. Zgadzam się z TF, że w tym wypadku "minusowanie niewiele tłumaczy". Wszyscy chętnie poznamy Twoje spokojne i rzeczowe argumenty przeciw cateringowi. Czy na przykład uważasz, że catering jest zły zawsze i wszędzie? Jeśli tak, to na jakiej podstawie tak sądzisz? A jeśli nie, to co oznacza zacytowane wyżej "życzenie" pod adresem TF?
08-04-2012 17:49 
 Ocena 1 na 1
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>Obyś całe życie jadł w catertingu.<<
Pewnie zbyt długo by to nie trwało.
Z cateringiem to ludzkość pewnie i do epoki kamienia łupanego by nie dociągnęła.
wacus47 (666 punktów)
>>>Obyś całe życie jadł w catertingu.<<
>Pewnie zbyt długo by to nie trwało.
>Z cateringiem to ludzkość pewnie i do epoki kamienia łupanego by nie dociągnęła.
>
Ja nie mam złych wspomnień z cateringiem związanych. Jak do tej pory zawsze było smacznie i nie drogo. Dodatkowo zawsze byłem traktowany uprzejmie i grzecznie. Było to miłą odmianą po paniach o szczególnie wysokiej "kulturze" na wydziałowej stołówce.
09-04-2012 09:37 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Ja nie mam złych wspomnień z cateringiem związanych.
Ja też obywam się bez jakiejś traumy, tyle że zbyt wielkich doświadczeń nie mam. Cenie wygodę takiego rozwiązania, raz nawet zorganizowałem sporą imprezę rodzinną z kateringiem - wszystko super tyle że dania gorące już niezbyt gorące. W szkołach dotkniętych kateringiem narzekanie właśnie na temperaturę posiłków jest nagminne.

>Jak do tej pory zawsze było smacznie i nie drogo.
A konkretnie? Jak pisałem wcześniej w szkołach bemowskich koszt łączny (rodziców i gminy)obiadu to 6-7 zł, dwudaniowego obiadu z kateringu nie mogę wyguglać poniżej 10 zł...

>Było to miłą odmianą po paniach o szczególnie wysokiej "kulturze" na wydziałowej stołówce.
W firmie kapitalistycznej tak jest - byle chłystek jest "szanowny gościu".
W społecznościowej pani kucharka czy pani woźna zyskuje uprawnienia do sieknięcia gamonia ścierą przez łeb.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
nikzoz (209 punktów)
(zablokowany)
>W firmie kapitalistycznej tak jest - byle chłystek jest "szanowny gościu".
A kościół katolicki to sama miłość bliźniego.
wacus47 (666 punktów)
>>Ja nie mam złych wspomnień z cateringiem związanych.
>Ja też obywam się bez jakiejś traumy, tyle że zbyt wielkich doświadczeń nie mam. Cenie wygodę takiego rozwiązania, raz nawet zorganizowałem sporą imprezę rodzinną z kateringiem - wszystko super tyle że dania gorące już niezbyt gorące. W szkołach dotkniętych kateringiem narzekanie właśnie na temperaturę posiłków jest nagminne.
No z tą temperaturą posiłków masz rację...niestety
>>Jak do tej pory zawsze było smacznie i nie drogo.
>A konkretnie? Jak pisałem wcześniej w szkołach bemowskich koszt łączny (rodziców i gminy)obiadu to 6-7 zł, dwudaniowego obiadu z kateringu nie mogę wyguglać poniżej 10 zł...
Może źle to ująłem, nie drogo nie znaczy taniej niż na stołówce. Po prostu relacja cena/smak, jakość była wyższa w przypadku cateringu. Na wydziałowej stołówce jako student za dwudaniowy posiłek płacę 8,5zł a w przypadku cateringu był to przedział bodajże 12-13zł za pełen obiad tj. dwa dania.
>>Było to miłą odmianą po paniach o szczególnie wysokiej "kulturze" na wydziałowej stołówce.
>W firmie kapitalistycznej tak jest - byle chłystek jest "szanowny gościu".
Hmmm... właśnie to bardzo lubię w prywatnej firmie - nikt nie traktuję Cię z góry i w dodatku obsługę załatwia bez wymownego spojrzenia "na cholerę żeś tu przylazł"
>W społecznościowej pani kucharka czy pani woźna zyskuje uprawnienia do sieknięcia gamonia ścierą przez łeb.
Coś tam się o tym wie szczególnie z podstawówki
>
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.

25-04-2012 16:32 
 Ocena 2 na 2
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> w szkołach bemowskich koszt łączny (rodziców i gminy)obiadu to 6-7 zł, dwudaniowego obiadu z kateringu nie mogę wyguglać poniżej 10 zł

a co to za dane? czy z tych 6-7 zł wypłacane jest wynagrodzenie dla kucharzy i zaopatrzeniowców szkolnych? ainne koszty utrzymania stołówki w szkole: prąd, gaz...?

doku (Tomasz Kamiński)
25-04-2012 23:04 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>a co to za dane? czy z tych 6-7 zł wypłacane jest wynagrodzenie dla kucharzy i zaopatrzeniowców szkolnych? ainne koszty utrzymania stołówki w szkole: prąd, gaz...?

A niedokładnie czytasz, bo pisałem: 4,5 - 5 zł to wsad do kotła płacony przez rodziców + 1,5 - 2 zł to dopłata gminy pokrywająca koszty wytworzenia (pensje, media, amortyzacja sprzętu itp).

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
szuro (1757 punktów)
>A niedokładnie czytasz, bo pisałem: 4,5 - 5 zł to wsad do kotła płacony przez rodziców + 1,5 - 2 zł to dopłata gminy pokrywająca koszty wytworzenia (pensje, media, amortyzacja sprzętu itp).

Pytanie jakie są rzeczywiste koszty wytworzenia takiego obiadu. Szkoły nie posiadają działów zajmujących się controlingiem finansowym a na podstawie tylko rocznej sprawozdawczości do której są zobowiązane można co najwyżej określić poziom kosztów ogólnozakładowych ale nie ma możliwości przyporządkowania konkretnych kosztów pod stołówki. Dodatkowo dla firmy cateringowej o odpowiedniej skali działania koszty wsadu będą niższe (chociażby w związku z większą siłą zakupową). Pytanie oczywiście czy istnieją już na rynku firmy o odpowiedniej wielkości. No i poza tym koszt 10 PLN za obiad cateringowy podawany wcześniej to cena z ulicy. Przy umowach długoterminowych można te koszty zmniejszyć ale tego również nie widać na pierwszy rzut oka. Podsumowując - jeżeli istnieje na rynku firma cateringowa o odpowiedniej wielkości - to korzystanie z jej usług powinno być tańsze niż zajmowanie się tym bezpośrednio przez szkoły. Pytanie o stołówki sprowadza się bardziej do tematu czy w tym wypadku czynniki finansowe powinny być uznane za kluczowe czy też ważniejsze są czynniki wymieniane przez dyskutantów w całym wątku.
26-04-2012 15:41 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Pytanie jakie są rzeczywiste koszty wytworzenia takiego obiadu. Szkoły nie posiadają działów zajmujących się controlingiem finansowym a na podstawie tylko rocznej sprawozdawczości do której są zobowiązane można co najwyżej określić poziom kosztów ogólnozakładowych ale nie ma możliwości przyporządkowania konkretnych kosztów pod stołówki.
Najważniejsze koszty przygotowania posiłków to płace personelu przypisanego tylko do tego działania (intendent z całą obsługą kuchni) oraz amortyzacja sprzętu. Koszty mediów (woda, energia) w wyliczeniach burmistrzów planujących oszczędności były zapewne jakoś tam z grubsza szacowane wedle całości zużycia szkoły, bo dopiero teraz pod kątem ajentów planowane jest instalowanie osobnych liczników.

>Dodatkowo dla firmy cateringowej o odpowiedniej skali działania koszty wsadu będą niższe (chociażby w związku z większą siłą zakupową). Pytanie oczywiście czy istnieją już na rynku firmy o odpowiedniej wielkości.
Być może z cenami zakupów można powalczyć - jednak szkoła kupująca surowce na kilkanaście tysięcy obiadów miesięcznie to nie jest byle jaki klient (przetargi przyciągają wielu oferentów), a można przecież połączyć wysiłki i startować w kilka szkół tak jak teraz są zmieniane umowy z dostawcami energii - zwarta klika odbiorców jest innym partnerem do rozmów, niż każda szkoła z osobna.
Ponadto na przykład w szkole mojej córki gdzie wsad do kotła wynosi 5 zł są możliwości jego obniżenia - zakupy są nie na styk, poniżej pułapu, więc zawsze parę groszy zostaje, a że nie można tego wydać na nic innego dzieci dostają desery. Nie codziennie, ale często jest to a to kawałek ciasta, a to owoc, a to batonik, w okolicach świąt jakaś paczka ptasiego mleczka czy inna bombonierka.
A dodam też, że ja potrafię gotować i córka lubi moją kuchnię, ale tej szkolnej nie mogę nijak dorównać! W zupie ogórkowej zbliżam się do szkolnego ideału, ale wszystko inne jest po prostu poza moim zasięgiem: smaczne, ale nie tak jak w szkole!

>Pytanie oczywiście czy istnieją już na rynku firmy o odpowiedniej wielkości.
Żeby na przykład wykosić lokalnych mniejszych - po co rodzinna firma kateringowa ma przynosić dochód rodzinie kiedy rodzina może na umowę-zlecenie za 1000 zł miesięcznie pracować dla potentata?
Nie mam zaufania do promocji potentatów na siłę.

>No i poza tym koszt 10 PLN za obiad cateringowy podawany wcześniej to cena z ulicy.
Nie z ulicy tylko z internetu: są firmy pracujące dla placówek oświatowych i to minimalna cena z ich internetowych ofert

>Pytanie o stołówki sprowadza się bardziej do tematu czy w tym wypadku czynniki finansowe powinny być uznane za kluczowe czy też ważniejsze są czynniki wymieniane przez dyskutantów w całym wątku.
Tak, to prawda, zwłaszcza że choćby na Bemowie w sumie nie ma mowy o kateringu tylko o ajencie na miejscu, bo ogólne doświadczenia z kateringiem są jednak bardzo złe tak pod względem ceny jak temperatury i jakości posiłków.

Ogólnie oszczędności można szukać w różny sposób - może zwolnienie po jednej kucharce + obniżka ceny energii dałyby oszczędności porównywalne z tym co mętnie opowiadają burmistrzowie?
Ponadto jak już wspominałem sprawa toczy się dość długo - przez te kilka lat można było zmienić punkt w ustawie o oświacie tak by rodzice mogli ponosić również koszty przygotowania posiłków co w sumie jest celem dzisiejszych manewrów, a nie byłoby konieczne burzenie struktury społecznej szkolnego żywienia.
A mówię o manewrach, bo dzieją się rzeczy skandaliczne. Burmistrz podejmuje decyzję o prywatyzacji, ale nie ma tego nigdzie na piśmie. Burmistrz przygotowuje jakieś naukowe ekspertyzy jadłospisowe (kasa!), przygotowuje regulamin konkursu na ajenta sprawdzony i potwierdzony przez biuro prawne, ale to tylko niby taka pomoc. To dyrektorzy ogłaszają konkursy "samodzielnie", a w komisjach mają być wedle regulaminu przedstawiciele Rady Rodziców. W białych rękawiczkach, cudzymi rękami robi to co chce.
Kucharki dostaną w kwietniu wypowiedzenia tak żeby po wakacjach już na pewno ich w szkole nie było na dzisiejszych zasadach. Nawet jeśli rodzice zbojkotują wybory ajenta to za trzecim czy czwartym razem dyrektor będzie miał prawo dokonać wyboru z wolnej ręki, ale że sprawa jest gorąca i cały czas w toku pewnie warto grać na zwłokę.
W Krakowie dyrektorzy stanęli murem z rodzicami i Majchrowski prywatyzację zatrzymał. W Warszawie dyrektorzy rozkładają ręce, wiec presja jest mniejsza. Bałagan i tyle.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Ronja (626 punktów)

>Burmistrz przygotowuje [...] regulamin konkursu na ajenta sprawdzony i potwierdzony przez biuro prawne, ale to tylko niby taka pomoc. To dyrektorzy ogłaszają konkursy "samodzielnie", a w komisjach mają być wedle regulaminu przedstawiciele Rady Rodziców.

To te firmy cateringowe wyłania się w drodze konkursu, a nie przetargu? Zresztą, może to i lepiej, bo w przetargu zazwyczaj decyduje kryterium ceny.
Mnie w tym całym zamieszaniu najbardziej martwi to, że do szkolnych stołówek może tą drogą trafić po prostu fast food (jak w "Supersize me"), produkowany przez wielkie firmy spożywcze.
diogenes (42753 punktów)
>Kolejnym absurdem postsocjalistycznym są stołówki. Szkoły, szpitale i inne podobne instytucje mają stołówki...

Ubolewam nad tym, że nie mają własnych chlewni, w których pan Józek chowałby kilka prosiaków, a pan Mietek robiłby z nich zjadliwe wędliny bez dodatków kapitalistycznych i postkapitalistycznych absurdów.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
28-04-2012 12:41 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>Ubolewam nad tym, że nie mają własnych chlewni, w których pan Józek chowałby kilka prosiaków, a pan Mietek robiłby z nich zjadliwe wędliny bez dodatków kapitalistycznych i postkapitalistycznych absurdów.
Nie mogę rozstrzygnąć na pewno w którą stronę mierzy ostrze Twej ironii... jednakże zrobiona ze świnki karmionej kartofelkami wędlinka której powstaje 0,5 kg z 1 kg mięska i zrobiona ze świnki karmionej przemysłowo wędlinka, której powstaje 2 kg z 1 kg mięska to nie jest ta sama wędlinka.
Jasne, że w Polsce generalnie ludzie głosują zakupami za tą drugą, ale rzecz nie jest tak prosta jak by się chciało.

Gdzieś w tym wątku Jan Werbiński odwołał się do przykładu domu - proponuję mieć to zawsze na uwadze. Ja nie znam domu, nie znam rodziny gdzie rozstrzygającym kryterium jest niska cena (poza sytuacjami absolutnie przymusowymi).

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
28-04-2012 21:40 
 Ocena-1 na 1
niestadny (2492 punktów)

>Ja nie znam domu, nie znam rodziny gdzie rozstrzygającym kryterium jest niska cena (poza sytuacjami absolutnie przymusowymi).
Nasi politycy także są oderwani od rzeczywistości.
I trudno się dziwić. Kiedy bierze się na rączkę marne kilkanaście tysięcy złotych, cena z pewnością nie jest kryterium rozstrzygającym. Inaczej rzecz ma się z tymi, których jest zdecydowanie więcej, a którzy muszą dwa razy przyglądać się każdej wydanej złotówce.
Jak to mówią: "nigdy nie zrozumie biednego bogaty"; to dwa światy.


stado czyni myślących bezmyślnymi
spellbinder (8577 punktów)
>Gdzieś w tym wątku Jan Werbiński odwołał się do przykładu domu - proponuję mieć to zawsze na uwadze. Ja nie znam domu, nie znam rodziny gdzie rozstrzygającym kryterium jest niska cena (poza sytuacjami absolutnie przymusowymi).

Ja mam znajomą, która - po wpierniczeniu się w kredyty i w sumie posiadaniu nienajlepszej pracy - ma jakieś 200 zł na wyżywienie w ciągu miesiąca. No i musi i co więcej jej się to udaje...
spellbinder (8577 punktów)
>Ubolewam nad tym, że nie mają własnych chlewni, w których pan Józek chowałby kilka prosiaków, a pan Mietek robiłby z nich zjadliwe wędliny bez dodatków kapitalistycznych i postkapitalistycznych absurdów.

Mógłby te świnie karmić zasadzonymi na terenie szkoły ziemniakami. Zamiast piłki nożnej dzieciaki mogłyby w ramach wychowania fizycznego pracować w polu! A jeszcze lepiej, to nie żeby to świnie były, a kury - bo zdrowsze. I krowy! I dzieciarnia by przychodziła na rano, doiła krowy, zbierała jajka, patroszyła kurczaki. Dzieciarnia mogłaby też gotować, bo to zmniejszy koszty (i zmywać!).
29-04-2012 13:30 
 Ocena 2 na 2
i.czaplicka (5782 punktów)
>>Kolejnym absurdem postsocjalistycznym są stołówki. Szkoły, szpitale i inne podobne instytucje mają stołówki...
>Ubolewam nad tym, że nie mają własnych chlewni, w których pan Józek chowałby kilka prosiaków, a pan Mietek robiłby z nich zjadliwe wędliny bez dodatków kapitalistycznych i postkapitalistycznych absurdów.
Jest zakaz skarmiania odpadow pochodzenia zwierzecego. Chyba nie chcesz nastepnych chorob typu BSE?
Ja pamietam jeszce chlewnie przy stolowkach szpitalnych. Zatruc (wsrod swin) masa, bo chorzy wrzucaja leki, i inne rzeczy do talerzy.
Mozliwosc przeniesienia jakiegos czynnika zakaznego- ogromna. Migdalki swini sa "mikserem" dla wirusow, wlasnie w ten spåosob powstaly rozne odmiany grypy. A Ty chcesz je karmic resztkami po chorych, czasem na egzotyczne, nierozpoznane choroby. Najlepsza droga do powstania nowych chorob.
29-04-2012 14:03 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>...chorzy wrzucaja leki, i inne rzeczy do talerzy.

Nie dość, że chorzy, to jeszcze świnie.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
29-04-2012 19:56 
 Ocena 1 na 1
i.czaplicka (5782 punktów)
Chory a swinia to chyba dwie rozne "rzeczy"? Chociaz powinnam napisac "pacjenci".
Przy szpitalu plucnym w Pilchowicach trzymano stado krow. Scieki ze szpitala plynely rowem przez srodek pastwiska. To byly te czasy, gdy badano w kierunku gruzlicy cale poglowie. I co roku cale stado bylo wykupywane i zabijane.
Prawdopodobnie chodzilo o pieniadze z PZU.

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365