 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 19-01-2013 08:44 | Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | Kultura techniczna
11 na 11 | W związku z pojawiającymi się ostatnio wątkami (dotyczącymi usterek w lotnictwie cywilnym, tudzież budowlance) i dość spolaryzowanymi opiniami uczestników dyskusji, zacząłem się zastanawiać, czy nie należałoby przyjrzeć się tym kwestiom z odrobinę szerszej perspektywy.
Pokutuje opinia, że Polacy nie są szczególnie "technicznym narodem". Pomijając już fakt, że dość łatwo jest zrozumieć pochodzenie tego stereotypu (spójrzmy rzetelnym okiem na stan przemysłu w kraju: bardziej go nie ma, niż jest - a jak już jest, to rychlej pod postacią linii montażowej, niż biura projektowo-rozwojowego), warto się być może zastanowić, jak ten status quo poprawić, jak wykształcić kulturę techniczną.
Nie wiem, jak jest teraz, ja w podstawówce miałem jeszcze zajęcia z przedmiotu "technika". Problem polegał na tym, że były generalnie beznadziejne: jakieś wycinanki, rysowanki. "Plastyka" - rzec by można, całkiem trafnie z resztą, bo obydwa przedmioty prowadziła ta sama nauczycielka. Moi rodzice zaś, na zajęciach techniki (w szkole podstawowej!) składali tranzystorowe radia, uczyli się czytać i wykonywać zgodne ze standardami rysunki techniczne, kłaść instalacje elektryczne czy w końcu nawet - spawać metale elektrodą otuloną.
Co poszło nie tak?!
Coś musiało, skoro moi rówieśnicy nie potrafią wymienić bezpieczników w samochodzie, nie odróżniają wierteł do drewna od tych do betonu a na myśl o tym, że trzeba rozkręcić obudowę komputera i wymienić dysk twardy, dostają zimnych potów. To można rozciągnąć nawet ciut dalej: miażdżąca większość obecnej młodzieży w kuchni jest życiowymi sierotami, "gotują" co najwyżej z gotowych, zasłoikowanych półproduktów i uważają to za Mount McKinley swoich kulinarnych umiejętności. Czy brak uczciwych zajęć technicznych w szkole jest przyczyną, czy zajęcia w tej formie wyrugowano ze szkół na skutek technicznego analfabetyzmu? Czy to jest kwestia lenistwa mentalnego związanego z nasycenia rynkiem gotowymi rozwiązaniami "z pudełka"? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | Celecrin (6386 punktów) | >Co poszło nie tak?! Zmieniono przestarzały system komunistyczny na nowoczesny zachodni.
|
|
 | 2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | >>Co poszło nie tak?! >Zmieniono przestarzały system komunistyczny na nowoczesny zachodni. Czyżby analfabetyzm techniczny należał do nowoczesnego zachodniego systemu? Nie przeczę stanowczo, bo rzeczywiście, kiedy porówna się poziom nauczania w USA z tym, co było w ZSRR, Ameryka przegrywała z kretesem. Podobno jednak Niemcy potrafią czegoś nauczyć swoje dzieci mimo, że tkwią w zachodniej demokracji. Przydałaby się także i w Polsce reforma programów nauczania, ale czuję, że jest ona niemożliwa. Dziś młodzież uczy się trzy godziny w tygodniu religii, a tylko jedną fizyki i nikt tego nie zmieni z lęku przed jedynie słuszną siłą przewodnią.
|
|
|  | 3 na 3 |
| |  | 1 na 1 |
| |  | 4 na 4 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >" "Co miesiąc w skali kraju -Niemcy- ubywa 1,2 tys. osób w wieku produkcyjnym. Średnia wieku inżynierów w Niemczech to 50 lat. Nie ma ich na kogo wymienić, bo młodych z wykształceniem technicznym brakuje." >Coś do dodania?
Studiuję w Rzeszy na wydziale mechanicznym. To troszkę bardziej skomplikowane, niż się wydaje.
Zacznijmy od tego, że ludzie kończący tutaj kierunki inżynieryjne mają często wychodząc z uczelni 30 - 35 lat.
Dlaczego?
Ponieważ zaczynają studiować późno. Przed studiami często pobierają wykształcenie zawodowe, mam sporo znajomych na budowie maszyn, czy inżynierii samochodowej, którzy mają n.p. wykształcenie frezera, tokarza, spawacza, technika konstrukcji nośnych stalowych etc. Wg. mnie bardzo, bardzo rozsądne podejście, gdyż zaczynając studiować mają już rozeznanie w tematyce.
Sam mocno żałuję, że nie skończyłem w Polsce technikum, tylko liceum ogólnokształcące. Liceum miało jedynie tę zaletę, iż nauczyłem się języków obcych - poza tym raczej same wady i niedomagania.
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
| | |  | | emilpromil (184 punktów) | >Studiuję w Rzeszy na wydziale mechanicznym. To troszkę bardziej skomplikowane, niż się wydaje. >Zacznijmy od tego, że ludzie kończący tutaj kierunki inżynieryjne mają często wychodząc z uczelni 30 - 35 lat.
Poza tym prace które w Polsce wykonują ludzie z tytułem inżyniera, w Niemczech są wykonywane przez techników. Niemcy mają lepszy system kształcenia zawodowego.
>Sam mocno żałuję, że nie skończyłem w Polsce technikum, tylko liceum ogólnokształcące. Liceum miało jedynie tę zaletę, iż nauczyłem się języków obcych - poza tym raczej same wady i niedomagania.
Jakie liceum ma wady w porównaniu z technikum ? Jestem automatykiem, skończyłem liceum i nie żałuje, liceum jest o rok krótsze i zazwyczaj można znaleźć liceum bliżej miejsca zamieszkania niż technikum.
|
|
| |  | |
|  | 6 na 6 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >Czyżby analfabetyzm techniczny należał do nowoczesnego zachodniego systemu? Nie przeczę stanowczo, bo rzeczywiście, kiedy porówna się poziom nauczania w USA z tym, co było w ZSRR, Ameryka przegrywała z kretesem.
Nie dewaluowałbym tak bardzo edukacji w Stanach zjednoczonych. Koniec końców to absolwenci Harvardu dyktują światu doktryny ekonomiczne a M.I.T. postęp technologiczny - to raz. Dwa - amerykańskie podręczniki akademickie nie mają sobie równych, mówię z doświadczenia. Materiał jest kompletny, świetnie wyłożony, przykłady obrazowe i dobrze dobrane, ćwiczenia dobrze zestopniowane pod względem trudności: od prostych po wymagające. I - nade wszystko - są doskonale "czytalne", w 90% czytają się lekko i wciągająco, jak powieść. Zero czczego rozwodzenia się nad wyższością śwąt bożego narodzenia nad świętami wielkiej nocy. Dla przykładu, dwie fantastyczne pozycje: Halliday-Resnick-Walker "Podstawy fizyki" (bomba książka! 5 tomów a czyta się "od deski do deski" jednym tchem!), Kincaid-Cheney "Analiza numeryczna" (nie ma sobie równych w literaturze europejskiej).
>Podobno jednak Niemcy potrafią czegoś nauczyć swoje dzieci mimo, że tkwią w zachodniej demokracji.
Udzielam korepetycji z matematyki, fizyki i angielskiego w Niemczech, coby sobie do studiów dorobić, więc siłą rzeczy podręczniki niemieckie przejrzałem, także do innych przedmiotów. Szkoła podstawowa, przedmiot - Arbeitswissenschaft ("nauka o pracy"). Materiał: od garncarstwa i ciesielki, do obróbki skrawaniem, spawania, lutowania podzespołów elektronicznych. Książka rzetelna, w szkole zajęcia praktyczne z przedmiotu. Polska jest lata świetlne za Niemcami. Podręczniki do matematyki - przynajmniej te przedmaturalne - też bardzo dobre, poziom trudności wyższy niż w Polsce. A Nordrhein-Westfallen nie uchodzi za Land z trudną podstawą programową do matury. Prym wiedzie Bayern.
>Przydałaby się także i w Polsce reforma programów nauczania, ale czuję, że jest ona niemożliwa.
Przede wszystkim restytucja szkół zawodowych. Prestiżowych: nowoczesnych, dobrze wyposażonych w warsztaty, uczących aktualnych zawodów, także tych związanych z nowoczesnymi technologiami i zdjęcie ze szkół zawodowych etykiety przechowalni dla debili!
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
| |  | | Vytautas (4394 punktów) | >>Czyżby analfabetyzm techniczny należał do nowoczesnego zachodniego systemu? Nie przeczę stanowczo, bo rzeczywiście, kiedy porówna się poziom nauczania w USA z tym, co było w ZSRR, Ameryka przegrywała z kretesem. >Nie dewaluowałbym tak bardzo edukacji w Stanach zjednoczonych. Zgadza się. Wiedza na poziomie akademickim w Stanach, to awangarda współczesnej nauki. Co się jednak dzieje z edukacją na niższych poziomach nauczania? Czy rzeczywiście uczy się tam młodzież na takim poziomie, jaki był w ZSRR? >>Podobno jednak Niemcy potrafią czegoś nauczyć swoje dzieci mimo, że tkwią w zachodniej demokracji. >Udzielam korepetycji z matematyki, fizyki i angielskiego w Niemczech, coby sobie do studiów dorobić, więc siłą rzeczy podręczniki niemieckie przejrzałem, także do innych przedmiotów. Szkoła podstawowa, przedmiot - Arbeitswissenschaft ("nauka o pracy"). Materiał: od garncarstwa i ciesielki, do obróbki skrawaniem, spawania, lutowania podzespołów elektronicznych. Książka rzetelna, w szkole zajęcia praktyczne z przedmiotu. Polska jest lata świetlne za Niemcami.Podręczniki do matematyki - przynajmniej te przedmaturalne - też bardzo dobre, poziom trudności wyższy niż w Polsce. A Nordrhein-Westfallen nie uchodzi za Land z trudną podstawą programową do matury. Prym wiedzie Bayern. O tym właśnie słyszałem od ludzi, którzy z Niemcami mieli coś wspólnego. Dziwi mnie tylko to, co piszesz o katolickiej Bawarii. Widać jednak, jeśli państwo jest mądre i silne, da się okiełznać katolickiego potwora. >>Przydałaby się także i w Polsce reforma programów nauczania, ale czuję, że jest ona niemożliwa. >Przede wszystkim restytucja szkół zawodowych. Prestiżowych: nowoczesnych, dobrze wyposażonych w warsztaty, uczących aktualnych zawodów, także tych związanych z nowoczesnymi technologiami i zdjęcie ze szkół zawodowych etykiety przechowalni dla debili! Żałuję, że mogę Ci postawić tylko jednego plusa.
|
|
1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
>Co poszło nie tak?!
Wolisz pracować np. jako kierowca czy jako kierowca mechanik? Za tą samą kasę oczywiście. To właśnie ciągoty do wiecznego dłubania w naszym narodzie powoduje że w niektórych firmach ciągle są cenione atuty o jakich wspominasz. Gdyby się dało to by klucze wytapiano.
Był gdzieś taki fajny rysunek obrazujący sytuację.
Co robi Niemiec na urlopie? I pokazane jak siedzi pod palmami i pije drinka. Co robi Polak na urlopie ? Farba pędzel wiertła do betonu i remont mieszkania.
Wiesz jaki jest jeszcze problem. Taki że wszystko umiejący szukają pracy gdzie się tylko da. Przekonani że wszędzie dadzą sobie radę. Nie ma dla nich znaczenia że szukasz sprzedawcy specjalisty. Są przekonani że sprzedawca to coś w rodzaju pani na kasie w Tesco.
|
|
 | 2 na 2 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >Wolisz pracować np. jako kierowca czy jako kierowca mechanik? Za tą samą kasę oczywiście.
Wolę pracować jako kierowca ale nie musieć dostawać zimnych dreszczy na myśl, że jak coś mi się posypie w trasie, to będę mógł tylko bezradnie patrzeć. Jeśli "multidyscyplinarność" jest ceniona przez pracodawców - tym lepiej. Szkolić się, szkolić i jeszcze raz szkolić.
>Był gdzieś taki fajny rysunek obrazujący sytuację. >Co robi Niemiec na urlopie? (...) Co robi Polak na urlopie ?
To zjawisko ma raczej więcej wspólnego z faktem, że Niemca stać na wyjazd zagraniczny oraz wynajęcie fachury w tym samym czasie. Korzyść z tego podwójna: wypoczynek na urlopie i uniknięcie "remontowych stresów". A przy polskich zarobkach - cóż - albo rybki albo akwarium...
>Wiesz jaki jest jeszcze problem. Taki że wszystko umiejący szukają pracy gdzie się tylko da. Przekonani że wszędzie dadzą sobie radę. Nie ma dla nich znaczenia że szukasz sprzedawcy specjalisty. Są przekonani że sprzedawca to coś w rodzaju pani na kasie w Tesco.
Nie ma kwalifikacji? To się takie podanie o pracę odrzuca - i tyle w temacie. Osobiste przekonania kwalifikacji nie substytuują.
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
2 na 2 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >biura projektowo-rozwojowego), warto się być może zastanowić, jak ten status quo poprawić, >jak wykształcić kulturę techniczną.
Z określeniem "kultura techniczna" zetknąłem się w moim aeroklubie, gdzie jeden z instruktorów słusznie co chwila upominał wszystkich, że tej kultury nie posiadają, a jej brak powoduje awarie, przestoje, wypadki i skraca żywotność sprzętu. Zauważyłem, że brak kultury technicznej częściej cechuje ludzi o wykształceniu humanistycznym i częściej kobiety niż mężczyzn. Takie domowe czynności jak wymiana bezpieczników, smarowanie zawiasów, dbanie o pojazd można zrobić dobrze i źle. Z każdą kulturą jest tak, że jak się jej z domu nie wyniesie, to trudno jej w szkole nauczyć.
|
|
 | 2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | >Zauważyłem, że brak kultury technicznej częściej cechuje ludzi o wykształceniu humanistycznym i częściej kobiety niż mężczyzn. Takie domowe czynności jak wymiana bezpieczników, smarowanie zawiasów, dbanie o pojazd można zrobić dobrze i źle. >Z każdą kulturą jest tak, że jak się jej z domu nie wyniesie, to trudno jej w szkole nauczyć. Nie pozwalasz dzieciom być lepszymi od swoich rodziców? Toż to droga do regresu kultury, także technicznej.
|
|
|  | Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > Nie pozwalasz dzieciom być lepszymi od swoich rodziców? Toż to droga do regresu kultury, także technicznej.
Skąd ten wniosek?
|
|
| |  | | Vytautas (4394 punktów) | >> Nie pozwalasz dzieciom być lepszymi od swoich rodziców? Toż to droga do regresu kultury, także technicznej. >Skąd ten wniosek? Jaki wniosek? Ten, że można uczyć się nie tylko w domu?
|
|
| | |  | Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >>> Nie pozwalasz dzieciom być lepszymi od swoich rodziców? Toż to droga do regresu kultury, także technicznej. >>Skąd ten wniosek? > Jaki wniosek? Ten, że można uczyć się nie tylko w domu?
Skąt ten: "Nie pozwalasz dzieciom być lepszymi od swoich rodziców? Toż to droga do regresu kultury, także technicznej." wniosek?
|
|
 | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | >Zauważyłem, że brak kultury technicznej częściej cechuje ludzi o wykształceniu humanistycznym i częściej kobiety niż mężczyzn. Takie domowe czynności jak wymiana bezpieczników, smarowanie zawiasów, dbanie o pojazd można zrobić dobrze i źle.
Zauważyłem, że wszechstronnymi umiejętnościami technicznymi cechują się na ogół ludzie ze wsi czy chociaż mieszkający w domach a nie w mieszkaniach. Ci po prostu częściej z podobnymi problemami muszą sobie radzić.
|
|
|  | 1 na 1 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | Przymus jest bardzo dobrym anszpornem do działania. Tak się z resztą zaczęła moja przygoda z Linuxem: "Okna" odmówiły posłuszeństwa w najmniej odpowiednim momencie, musiałem "na gwałt" ratować dane i jakoś uruchomić sprzęt, żeby dokończyć raport na następny dzień. I tak jakoś już zostało, że trzy lata pracuję głównie na Fedorze (był krótki romans z Ubuntu, Open SuSE i Slax po drodze, ale Fedora zdaje się najbardziej odpowiadać moim potrzebom i przyzwyczajeniom).
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
|  | 2 na 2 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > Zauważyłem, że wszechstronnymi umiejętnościami technicznymi cechują się na ogół ludzie ze wsi czy chociaż mieszkający w domach a nie w mieszkaniach. Ci po prostu częściej z podobnymi problemami muszą sobie radzić.To też fakt. Mój kuzyn mieszkający na wsi potrafi rozebrać (i złożyć) na drobny mak ciągnik albo kombajn. Dba o niego. Cały czas jest nasmarowany i garażowany. Czepiam się humanistów i kobiet, bo w mojej pracy słyszę od ludzi bardzo często, że swoją nieznajomość obsługi komputera i dbania o niego choćby antywirusem czy defragmentacją tłumaczą wykształceniem humanistycznym lub płcią. Zupełnie jakby mieli świadomość ograniczeń i co gorsza świadomość ich powszechności wśród grupy do której należą.
|
|
| |  | 3 na 3 | -jad- (18783 punktów) | > Czepiam się humanistów i kobiet, bo w mojej pracy słyszę od ludzi bardzo często, że swoją nieznajomość obsługi komputera i dbania o niego choćby antywirusem czy defragmentacją tłumaczą wykształceniem humanistycznym lub płcią.Głupie wytłumaczenie  Moja siostra świetnie radzi sobie z komputerami, mimo że jest kobietą i w dodatku ma wykształcenie humanistyczne. Wydaje mi się, że niektórzy ludzie tego po prostu nie czują albo, co gorsza, nie umieją przeczytać wyświetlających się komunikatów. Wiem, bo często mam okazję pomagać komuś z kompem. Najczęściej nie interesuje kogoś takiego, co było nie tak ani jak to naprawiłem; woli znów zadzwonić po mnie za dwa tygodnie
|
|
 | 3 na 3 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >Z określeniem "kultura techniczna" zetknąłem się w moim aeroklubie, gdzie jeden z instruktorów słusznie co chwila upominał wszystkich, że tej kultury nie posiadają, a jej brak powoduje awarie, przestoje, wypadki i skraca żywotność sprzętu.
Słuszne miejsce, żeby o kulturze technicznej mówić i jak najbardziej słusznie wyłożone powody, acz mam wrażenie, że przytacza Pan z przekąsem. Instruktor piłował nerwy?
Tak może trochę na boku: zawsze fascynowałem się lotnictwem, niestety - marny wzrok i zatoki pokrzyżowały mi plany rozwoju w tym kierunku. Pan ma licencję?
>Zauważyłem, że brak kultury technicznej częściej cechuje ludzi o wykształceniu humanistycznym i częściej kobiety niż mężczyzn.
Nie generalizowałbym - statystycznie rzecz ujmując pewnie rozkłada się to tak, jak Pan to naszkicował - acz znam wiele kobiet, które doskonale radzą sobie z multimetrem, czy wiertarką udarową.
>Takie domowe czynności jak wymiana bezpieczników, smarowanie zawiasów, dbanie o pojazd można zrobić dobrze i źle.
W większości przypadków byłoby dobrze, gdyby były robione w ogóle...
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
|  | 1 na 1 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > Słuszne miejsce, żeby o kulturze technicznej mówić i jak najbardziej słusznie wyłożone powody, acz mam wrażenie, że przytacza Pan z przekąsem. Instruktor piłował nerwy?Tak, ale akurat w tej kwestii się z nim zgadzam. U siebie w domu wobec innych muszę się zachowywać podobnie niemal codziennie przypominając o czytaniu instrukcji. > Tak może trochę na boku: zawsze fascynowałem się lotnictwem, niestety - marny wzrok i zatoki pokrzyżowały mi plany rozwoju w tym kierunku. Pan ma licencję?Szybowcową, a samolotowa w drodze. Proponuję zrobić badania, bo od lat '90 znacznie złagodzono podejście do tematu. Dawniej odrzucali wszystkich z niewielkimi wadami, bo szybownicy mieli być potencjalnymi pilotami myśliwców. Teraz można mieć wadę wzroku i bardzo mało ludzi jest odrzucanych. > Nie generalizowałbym - statystycznie rzecz ujmując pewnie rozkłada się to tak, jak Pan to naszkicował - acz znam wiele kobiet, które doskonale radzą sobie z multimetrem, czy wiertarką udarową.A ja chyba nie znam ani jednej, która zawsze czyta instrukcję przed zabraniem się za używanie urządzenia.  Pewnie pech.
|
|
| |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | > Teraz można mieć wadę wzroku i bardzo mało ludzi jest odrzucanych.Rychło w czas się obudzili...  W połowie lat 70. zostałam przegnana na cztery wiatry, niestety... > A ja chyba nie znam ani jednej, która zawsze czyta instrukcję przed zabraniem się za używanie urządzenia.  Dzień dobry
|
|
| | |  | 2 na 2 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > >A ja chyba nie znam ani jednej, która zawsze czyta instrukcję przed zabraniem się za używanie urządzenia.  > Ja też zazwyczaj nie czytam. Dopiero jeśli sam nie potrafię czegoś wydedukować, to najpierw spróbuję dwadzieścia razy a potem może poszukam w instrukcji  Dobrze zaprojektowany sprzęt powinien przez osobę obytą z techniką możliwy do podstawowej obsługi bez instrukcji. Przykładem są np urządzenia Apple z IOS lub stare Nokie. Coraz częściej czytam instrukcję nie tylko przed użyciem, ale nawet przed zakupem urządzenia. Pomaga to wybrać odpowiadający mi produkt.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | > Dobrze zaprojektowany sprzęt powinien przez osobę obytą z techniką możliwy do podstawowej obsługi bez instrukcji. Przykładem są np urządzenia Apple z IOS lub stare Nokie.Jak również komputery z kolejnymi edycjami Windows, nowe smartfony, iPady, pralki, lodówki, telewizory, dekodery etc. Jeśli jesteś odrobinkę obyty i czytasz komunikaty, to nie powinieneś mieć z tym większego problemu. Podobnie wkrętarki, młotowiertarki, szlifierki kątowe czy...radia samochodowe  Rozwiązania są powtarzalne i czasem producentom udaje się nawet by obsługa była intuicyjna  > Coraz częściej czytam instrukcję nie tylko przed użyciem, ale nawet przed zakupem urządzenia. Pomaga to wybrać odpowiadający mi produkt.Świetny pomysł. Ja zawsze czytam opinie użytkowników i mam od tego mętlik w głowie.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
> Ja też zazwyczaj nie czytam. Dopiero jeśli sam nie potrafię czegoś wydedukowaćJa nie mam tyle cierpliwości  Chyba, że to bardzo proste urządzenie w rodzaju elektrycznego czajnika, to wtedy nie czytam, bo zakładam, że działa identycznie jak inne urządzenia tego typu. Ale gdy stara pralka mi zdechła i kupiłam nową, bajerancką, zupełnie inną od poprzedniej, to niestety musiałam przysiąść fałdów i poczytać.
|
|
| | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Metodyczna pedantka
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | Alicja Duda (25557 punktów) | > Metodyczna pedantka  Kobiety ponoć dużo częściej czytają wszelki instrukcje niż mężczyźni. Ja też rozpoczynam od przeczytania instrukcji ( czasem pobieżnie) ale też wykorzystuję wszystkie opcje danego urządzenia. Muszę jednak się przyznać, że mam coraz większe problemy ze zrozumieniem instrukcji mojego kolejnego telefonu. Te instrukcje tylko udają, że są w języku polskim. Zmuszona jestem wtedy do korzystania z korepetycji u dzieci moich siostrzeńców.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | > Muszę jednak się przyznać, że mam coraz większe problemy ze zrozumieniem instrukcji mojego kolejnego telefonu.Proponuję łatwiejszy w obsłudze telefon  Sam będę zmierzał w tym kierunku, nie dlatego że nie umiem sobie poradzić ale dlatego, że ponad połowy możliwości mojego obecnego smartfona i tak nie wykorzystuję. Poza tym, nie umiem obsługiwać tel. bez patrzenia na wyświetlacz jeśli ekran jest dotykowy (o zgrozo!) podczas gdy na innych przychodziło mi to bez trudu.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | No własnie, pytanie czy te wszystkie opcje są przydatne. Nie mam smartfona, mam za to BalckBerry 8020. Przyznam że nie czytałem instrukcji, ale jestem zadowolony tzn. są tam jakieś czaty, nawet możliwość czytania plików różnych aplikacji ale szczerze mówiąc do każdej z tych opcji mój laptop jest na tyle dobry, żeby nie zaprzątać sobie głowy czytaniem książek na maleńkim (choć niezwykle wyrazistym) wyświetlaczu. Cała reszta możliwości typu budzik, kalendarz, notatnik, kalkulator, robienie filmów i zdjęć, spora pamięć na SD, słownik itp. jest b. przydatna. Natomiast brakuje mi w nim dwóch opcji których używałem w poprzedniej wersji (firma zrobiła tymczasowo "krok wstecz" ale obiecuje że to się w tym roku zmieni): latarka z niezwykle silną diodą LED i lokalizator GPS który w zestawieniu z GoogleMaps niezwykle ułatwiał życie. Co do "używania wszystkich opcji urządzenia" o którym mówisz: weźmy takiego Worda (popularny edytor tekstu firmy Microsoft). Też znasz w nim wszystkie opcje?  Gratuluję  łącząc pozdrowienia PS jeśli instrukcja jest niezbędna, to o rzeczywiście - mam podobne doświadczenia - czasem jakby tłumaczył ją google-translator. A czasem w ogóle tłumaczenia funkcjonujące w samym urządzeniu wołają o pomstę do nieba: np. kiedyś, gdy jadąc samochodem potrzebowałem zawrócić, nawigacje mówiły "zawróć". Teraz kupiony parę dni temu Tomtom woła do mnie "w najbliższym możliwym miejscu dokonaj zwrotu o 180 st". Hehe, poczułem się, jakbym płynął żaglówką  Na marginesie - czy Ci spece od nawigacji rzeczywiście myślą, że będę skakał na wskroś przez szyny tramwajowe?
|
|
| | | |  | 6 na 6 | -jad- (18783 punktów) | > Ja nie mam tyle cierpliwości Ja z tego samego powodu ich nie czytam  "Gratulujemy udanego zakupu! W zestawie znajduje się. Wszelkich napraw może dokonywać tylko wykwalifikowany pracownik serwisu firmy X! Nie należy ślinić ekranu ani przypalać ogniem klawiatury. Typowe problemy: nie ma obrazu- sprawdź czy kabel zasilający urządzenie jest podłączony do gniazdka. Nie ma dźwięku- upewnij się, że masz słuchawki na uszach."
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | > (...) Nie ma dźwięku- upewnij się, że masz słuchawki na uszach."   Dobre! Nie, te akurat dyrdymały w instrukcji pomijam. A co do telefonu, to ja już wymieniłam bardziej bajerancki na mniej bajerancki. Mówiąc ściślej, na najprostszy z możliwych. Jeśli a/ nie robię zdjęć ani filmów telefonem (mam oddzielny aparat), b/ nie łączę się z niego z internetem (mam oddzielny komputer), c/ nie dokonuję płatności (do tego służą mi karty), to po co mi te bajery. Telefon służy mi do rozmawiania i esemesowania, jak trzeba. No i oczywiście jako budzik na wyjazdach oraz do wszelkich przypomnień (brzęczy tak namolnie, że chcę czy nie chcę, przypominam sobie, o co mu chodzi  ).
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > jeśli sam nie potrafię czegoś wydedukować, to najpierw spróbuję> dwadzieścia razy a potem może poszukam w instrukcji  Dokładnie, dla człowieka mającego odrobinę intuicji, który "nie drze kotów" z maszynami ni urządzeniami typu bluraj, smartfon, motocykl czy też nawigacja samochodowa jest to nakrótsza i najmniej "bolesna" droga zapoznania się z możliwościami sprzętu. Sam najczęściej działam w myśl zasady którą wymieniłeś, ktoś to kiedyś ubrał w zgrabną sentencję "jeśli wszystko zawiedzie - sięgnij po instrukcję obsługi"  pozdrowienia
---
|
|
2 na 2 | Kacperek (2127 punktów) | >Co poszło nie tak?!
Wszystko jak najbardziej poszło "tak", nie pierwszy raz w historii zresztą.
>Czy to jest kwestia lenistwa mentalnego związanego z >nasycenia rynkiem gotowymi rozwiązaniami "z pudełka"?
Nie tyle lenistwa, ile braku potrzeby rozwijania umiejętności technicznych. Dlaczego nie rozpaczasz nad upadkiem sztuki przędzalniczej i tkackiej wśród wieśniaczek albo umiejętności wspinania się z leziwem do barci? Czy zgoła nad brakiem fachowców od strugania krzemiennych noży? Signum temporis, ot i wszystko.
|
|
 | 1 na 1 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >Wszystko jak najbardziej poszło "tak", nie pierwszy raz w historii zresztą.
Więc fakt posiadania dwóch lewych rączek jest w porządku?
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
|  | | Kacperek (2127 punktów) | >>Wszystko jak najbardziej poszło "tak", nie pierwszy raz w historii zresztą. >Więc fakt posiadania dwóch lewych rączek jest w porządku?
Jeśli tylko tyle zrozumiałeś z tego, co napisałem, to gratuluję szerokości perspektywy.
|
|
2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | Dzięki za podjęcie ważnego tematu.
Kultura techniczna jest najważniejszym, oprócz ogólno-humanistycznego wykształcenia, czynnikiem zapewniających przetrwanie społeczeństwu w miarę dobrej kondycji materialnej i umysłowej. Obecnie zalewa nas tsunami "zamkniętych technologii", które sprzyjają traktowaniu wszelkich wihajstrów bardziej skomplikowanych od siekiery jako "czarnych skrzynek", które pojawiają się w tajemniczy sposób na półce w hipermarkecie z AGD czy RTV. To samo dotyczy większości współczesnych samochodów - skończyły się czasy "złotych rączek", które potrafiły podregulować zawory, gaźnik, ustawić zapłon. Technologia rzeczywiście, przy obecnym stopniu zaawansowania i automatyzacji produkcji została w dużej mierze przesunięta poza zasięg domowych majsterkowiczów - a jest to jeden z podstawowych czynników skłaniających do zainteresowania techniką . Nikt np. nie załapie bakcyla radiotechniki, jeśli nie można rozmontować odbiornika na podzespoły i wymienić wadliwy element - obecna technologia wykonania uniemożliwia takie ingerencje.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
 | 2 na 2 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | > Dzięki za podjęcie ważnego tematu.Ależ proszę i kłaniam się niziutko!  > Kultura techniczna jest najważniejszym, oprócz ogólno-humanistycznego wykształcenia, czynnikiem zapewniających przetrwanie społeczeństwu w miarę dobrej kondycji materialnej i umysłowej.Też tak uważam, zabawiając się konceptem "apokalipsy" przyznawałem zachowaniu wiedzy technicznej wysoki priorytet: zaraz po zagwarantowaniu podstawowych potrzeb (środki komunikacji, środki opatrunkowe i farmakologiczne, żywność). > Obecnie zalewa nas tsunami "zamkniętych technologii", które sprzyjają traktowaniu wszelkich wihajstrów bardziej skomplikowanych od siekiery jako "czarnych skrzynek", które pojawiają się w tajemniczy sposób na półce w hipermarkecie z AGD czy RTV.I tak i nie. Weźmy na przykład systemy operacyjne: owszem, mamy "Okna" i "Jabłuszko", które są zamknięte i nie dopuszczają zbyt daleko idącej (a czasem i tej koniecznej) modyfikacji ze strony użytkownika; na drugim biegunie stoi Linux (pod multum postaci), którego można zmieniać pod siebie do woli. Potrzebne jest tylko ciut chęci i kultury technicznej właśnie. Sam przeszedłem tę drogę, od użytkownika "Okien" z mottem "skoro śmiga, to po co mam rozumieć jak?" do "pingwiniarza" klepiącego spod terminala i gmerającego w bootflags. > To samo dotyczy większości współczesnych samochodów - skończyły się czasy "złotych rączek", które potrafiły podregulować zawory, gaźnik, ustawić zapłon.Niby tak, chociaż przecież jest internet, jest www.popularmechanics.com - gdzie dowiedzieć się można wszystkiego, od tego jak pozbyć się korników z altanki do procedury przeprowadzania testu kompresji na silniku swojego samochodu. > Nikt np. nie załapie bakcyla radiotechniki, jeśli nie można rozmontować odbiornika na podzespoły i wymienić wadliwy element - obecna technologia wykonania uniemożliwia takie ingerencje.Guzik prawda. Wystarczy mieć do tego serce. Mój najemca (i w międzyczasie świetny przyjaciel) jest elektronikiem z wykształcenia. W mieście wyrobił sobie już renomę: naprawia wszystko, o czym autoryzowane serwisy mówią "to trzeba będzie kupić na nowo", czy to telewizor LCD, płyta główna komputera, czy płytka układu scalonego do ściemniacza światła w pokoju. Bierze sprzęcior, szoruje z nim do piwnicy, podpina pod oscyloskop i koniec końców okazuje się, że na płycie głównej za 150 Euro, którą "trzeba kupić na nowo", przepalił się kondensatorek za 1,50 Euro.
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Czy to jest kwestia lenistwa mentalnego związanego z nasycenia rynkiem gotowymi rozwiązaniami "z pudełka"?
Coś w tym jest.
Ponieważ liczy się fachowość, jest się fachowcem w jednej dziedzinie, może dwóch: np. w dziedzinie programowania w jakimś egzotycznym języku. Twoje potrzeby zaspokajają wyspecjalizowane firmy, których profesjonaliści zrobią za ciebie wszystko: ugotują, wypiorą, obetną paznokcie, pomalują, przywiozą, odwiozą, wybudują, naprawią, przestraszą, pocieszą, strawią, itd. Na telefon masz dziewczynę, która wszsytko zrobi za ciebie (rozpięcie haftki bywa problemem technicznym), na telefon masz obsługę pogrzebu.
Słowem: po co żyć, skoro inni robią to lepiej za ciebie?
A jeśli firma, w której programujesz, zbankrutuje, jesteś kaleką, którym zajmie się urząd pracy. Specjalnie nie ma się czym martwić: jakiś Unijny Program zrobi z ciebie fachowca.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 3 na 3 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >Ponieważ liczy się fachowość, jest się fachowcem w jednej dziedzinie, może dwóch: >np. w dziedzinie programowania w jakimś egzotycznym języku.
Fachowość: tak. Ale z drugiej strony nie rozumiem posuwania się tak daleko w tym outsourcingu fachowości, żeby dać się sparaliżować niewiedzą i samego siebie zmusić do korzystania z usług osób trzecich. Studiuję inżynierię samochodową i (od niedawna) matematykę techniczną, acz hobbystycznie uczę się programowania/skryptowania w Python-ie, LaTeX-ie, administrowania systemem, sieciami, interesuję się pracą/obsługą zdalną i mam jakieś podstawy HTML, skryptowania w powłoce binBASH czy Windows Power SHell. Wszystkie umiejętności z kategorii "informatyczne" nabywam sam, metodą prób i błędów. Ile razy już schrzaniłem sobie system operacyjny - sam nie wiem. Tu teoretycznie możnaby wytknąć: "a widzisz! Nie opłaca się!" ale z drugiej strony przecież ten system również x-razy musiałem sam naprawić. Przy tym też czegoś się nauczyłem.
>Twoje potrzeby zaspokajają wyspecjalizowane firmy, których profesjonaliści zrobią za ciebie wszystko: ugotują, wypiorą, obetną paznokcie, pomalują, przywiozą, odwiozą, wybudują, naprawią, przestraszą, pocieszą, strawią, itd.
A gdzie satysfakcja? Mały przykład: uczelnia dostarcza studentom skonfigurowanego klienta VPN - wystarczy ściągnąć, zainstalować, wpisać hasło i już jest gotowe połącznie tunelowane z siecią uniwersytecką. Ja wolałem ściągnąć OpenVPN i samemu skonfigurować połączenie. Z ciekawości, żeby sobie pokombinować i dla satysfakcji.
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
1 na 1 | Tomasz Trzaskowski (375 punktów) |
>Nie wiem, jak jest teraz, ja w podstawówce miałem jeszcze zajęcia z przedmiotu "technika". Problem >polegał na tym, że były generalnie beznadziejne: jakieś wycinanki, rysowanki. "Plastyka" - >rzec by można, całkiem trafnie z resztą, bo obydwa przedmioty prowadziła ta sama nauczycielka. Moi >rodzice zaś, na zajęciach techniki (w szkole podstawowej!) składali tranzystorowe radia, uczyli się >czytać i wykonywać zgodne ze standardami rysunki techniczne, kłaść instalacje elektryczne czy w >końcu nawet - spawać metale elektrodą otuloną.
Pamiętam takie zajęcia w podstawówce, my na przykład na technice sprzątaliśmy teren szkolny <sic!>. Z drugiej strony w gimnazjum mieliśmy dodatkowe techniczne zajęcia z gościem typu "szalonego naukowca" - zbudowaliśmy m.in. mini armatę czarnoprochową (z tego co wiem produkcja czarnego prochu jest nielegalna ale mniejsza o wiekszość). Dzieciaki się zabijały, żeby dostać się na te zajęcia.
Co do technicznej ułomności to skala jest ogromna. Może to po części dlatego, że dziś zepsuty sprzęt się wyrzuca i kupuje nowy, bo jest względnie tani. Dostęp do wszelakiego rodzaju serwisów też jest bezproblemowy. Z drugiej strony dowolne narzędzia "made in china", które spokojnie laikowi wystarczą można kupić za śmieszne grosze. Ja przy okazji widzę dużą rozbieżność między ludźmi z miast/wsi. Na wsi praktycznie każdy ma w garażu trochę sprzętu i smykałkę do kombinowania, natomiast w mieście większość ludzi nie ma nawet w mieszkaniu wkrętaka...
Poza tym do większości codziennych zagadnień technicznych(np. elektryka) wystarczy wiedza z gimnazjum/liceum i trochę kreatywności. Niestety jak widać po programach typu "matura to bzdura" - ludzie nie wynoszą ze szkół żadnej wiedzy.
|
|
 | 2 na 2 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >Pamiętam takie zajęcia w podstawówce, my na przykład na technice sprzątaliśmy teren szkolny <sic!>.
Tak, my między innymi też - co dwumiesięczna godzina zmiany firan w szkole.
>Z drugiej strony w gimnazjum mieliśmy dodatkowe techniczne zajęcia z gościem typu "szalonego naukowca" - zbudowaliśmy m.in. mini armatę czarnoprochową (z tego co wiem produkcja czarnego prochu jest nielegalna ale mniejsza o wiekszość). Dzieciaki się zabijały, żeby dostać się na te zajęcia.
Ja obecnie zbieram silne, neodymowe magnesiki z elegancko zamykających się opakowań bibułek do skręcania papierosów. Kiedy będzie ich ze dwadzieścia, będzie działo Gaussa...
>Co do technicznej ułomności to skala jest ogromna. Może to po części dlatego, że dziś zepsuty sprzęt się wyrzuca i kupuje nowy, bo jest względnie tani.
Mam co do tego mieszane uczucia. Większość kupuje nowy sprzęt (nawet jeśli naprawa starego wyszłaby de facto taniej), bo jest nowy i "ma wiele nowych funkcji". Jak wykazały ostatnie badania rynku firmy Volvo: większość ludzi potem nie korzysta z 95% funkcji oferowanych przez samochód, nawet nie wie, jak je uruchomić. Wniosek z tego taki, że owe "funkcje" to nic innego, jak marketingowy wabik. Niemcy mają na to ładne słowo: Wegwerfgesellschaft, "społeczeństwo wyrzucaczy". Kupić nowe, bo reklamowane a stare na śmietnik.
>Poza tym do większości codziennych zagadnień technicznych(np. elektryka) wystarczy wiedza z gimnazjum/liceum i trochę kreatywności. Niestety jak widać po programach typu "matura to bzdura" - ludzie nie wynoszą ze szkół żadnej wiedzy.
To już w ogóle jest temat - rzeka...
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
|  | | Tomasz Trzaskowski (375 punktów) |
> Mam co do tego mieszane uczucia. Większość kupuje nowy sprzęt (nawet jeśli naprawa starego wyszłaby de facto taniej), bo jest nowy i "ma wiele nowych funkcji". Jak wykazały ostatnie badania rynku firmy Volvo: większość ludzi potem nie korzysta z 95% funkcji oferowanych przez samochód, nawet nie wie, jak je uruchomić. Wniosek z tego taki, że owe "funkcje" to nic innego, jak marketingowy wabik. Niemcy mają na to ładne słowo: Wegwerfgesellschaft, "społeczeństwo wyrzucaczy". Kupić nowe, bo reklamowane a stare na śmietnik.Z drugiej strony najnowsze sprzęty są projektowane bez założenia, że będą serwisowane, a tym bardziej dla laika. To nie stary telewizor, gdzie ścieżki były grube jak palec a części na każdej giełdzie el., a dziś wszystko SMD albo robione na stałe, zalewane w żywicy. REzygnuje się budowy modułowej na zintegrowaną, bo taniej. No ale wywiercić dziurę w ścianie, albo wymienić żarówkę w aucie to chyba każdy powinien umieć. Chociaż znając pomysłowość urzędników z unii niedługo do wymiany gniazdek w domu trzeba będzie mieć uprawnienia SEP, a zmienić koło będzie można tylko w ASO. A może powinni zacząć znowu nadawać McGywera!  Pamiętam jak byłem w szczenięcych latach zafascynowany
|
|
| Jacholek (5699 punktów) | >nasycenia rynkiem gotowymi rozwiązaniami "z pudełka"? Chyba w dużym stopniu właśnie to. Młodzi za to są dużo sprawniejsi w manipulowaniu komputerami. Zawody techniczne nie pociągają, chcą manipulować raczej pieniędzmi. Co innego gdy życie zmusza do majsterkowania ale i tutaj istnieje wiele ułatwień. Ja w szkole budowałem radio a mój syn po Politechnice nie potrafi nawet dobrze wkręcić haka do ściany...
|
|
 | 1 na 1 | DyktaFon (9281 punktów) | >>nasycenia rynkiem gotowymi rozwiązaniami "z pudełka"? >Chyba w dużym stopniu właśnie to. Młodzi za to są dużo sprawniejsi w manipulowaniu komputerami. Zawody techniczne nie pociągają, chcą manipulować raczej pieniędzmi. Co innego gdy życie zmusza do majsterkowania ale i tutaj istnieje wiele ułatwień. Ja w szkole budowałem radio a mój syn po Politechnice nie potrafi nawet dobrze wkręcić haka do ściany... > Myślę, że póki ciekawsze będzie "śpiewać każdy może" niż Adam Słodowy, to już tak zostanie. Dziś nie opłaca się być "technicznym". Za kilka podskoków lub sfałszowanie popularnej piosenki można zarobić więcej. A techniczni niech sobie będą Chińczycy, od których za grosze kupimy lodówkę lub samochód (nawet nie wiedząc, że to od Chińczyków). Dla mnie to smutne, ale rzeczywistość jest twarda i nie da się jej już cofnąć. Takie czasy...
|
|
|  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Myślę, że póki ciekawsze będzie "śpiewać każdy może" niż Adam Słodowy,> to już tak zostanie. Dziś nie opłaca się być "technicznym".Tylko nie mów, że każdy ma do tego "talent" lub talent. Poza tym gości od manipulowania pieniędzmi nie może być za dużo, wtedy robią się lepsi i gorsi.. i ci gorsi szybko odpadają. > techniczni niech sobie będą Chińczycy, od których za grosze> kupimy lodówkę lub samochód (nawet nie wiedząc, że to od> Chińczyków). Dla mnie to smutne, ale rzeczywistość jest twarda> i nie da się jej już cofnąć. Takie czasy...Ej tam, trochę jęczysz. Na szczęście trochę krótkowzroczna ta Twoja rzeczywistość  . Chińczykom już się kończy. Byłem parę miesięcy temu m.in. w Zhengzhou, to jest paromilionowe miasto ok 800km od Szanghaju. Na proszonej kolacji z technicznym przedstawicielem handlowym ds eksportu sporej chińskiej firmy spytałem gościa, jak widzi perspektywy rozwoju Chin na najbliżej lata. Z autentyczną frustracją powiedział że okres prosperity mają już za sobą - i to się dziś potwierdza: aktualnie mają spadek wzrostu PKB o jakieś 3%. Chińczycy podnoszą głowę, coraz częściej domagają się ubezpieczeń, emerytur itp. Tak gonić, jak to robili przez ostatnie 15 lat w nieskończoność się przecież nie da. Dla mnie wzorem są jednak wciąż Niemcy. Pomimo sporych kosztów nadal trzymają w garści kluczowe technologie. I dlatego ciągle utrzymują wysoką stopę życiowa bez zadyszki, będąc jednocześnie największym płatnikiem EU. Jak to możliwe? Ano Niemcy myślą i działają z wyprzedzeniem, w związku z tym bazy technologii oraz przemysłu od lat powojennych już trochę się dorobili. Poza tym doskonała metodyka, instrukcje - prosta droga od punktu A do punktu B bez zbędnych przystanków, kłótni i sporów "o pietruszkę". Co trzeba też powiedzieć - a nie każdy to sobie uświadamia - w Niemczech wciąż jakaś część przemysłu jest w rękach byłych Aliantów - to tzw. kompensacja kosztów wojny (jakoś się to ładnie nazywa, w tej chwili nie pamiętam) np. właścicielem gigantycznej rafinerii "Leuna" pdo Lipskiem jest francuski Total. łącząc pozdrowienia
|
|
| |  | | DyktaFon (9281 punktów) | > > Myślę, że póki ciekawsze będzie "śpiewać każdy może" niż Adam Słodowy,> > to już tak zostanie. Dziś nie opłaca się być "technicznym".> Tylko nie mów, że każdy ma do tego "talent" lub talent. Poza tym gości od manipulowania pieniędzmi nie może być za dużo, wtedy robią się lepsi i gorsi.. i ci gorsi szybko odpadają.Jak zwykle wszyscy się strasznie obawiają, co to będzie, jak ktoś będzie miał pieniądze. Może zajmijmy się najpierw robieniem tych pieniędzy, a martwić się ich nadmiarem będziemy w swoim czasie? Bo jeszcze od tego martwienia się rozchorujemy... i nici z pieniędzy... > > techniczni niech sobie będą Chińczycy, od których za grosze> > kupimy lodówkę lub samochód (nawet nie wiedząc, że to od> > Chińczyków). Dla mnie to smutne, ale rzeczywistość jest twarda> > i nie da się jej już cofnąć. Takie czasy...> Ej tam, trochę jęczysz. Na szczęście trochę krótkowzroczna ta Twoja rzeczywistość . Chińczykom już się kończy. Byłem parę miesięcy temu m.in. w Zhengzhou, to jest paromilionowe miasto ok 800km od Szanghaju. Na proszonej kolacji z technicznym przedstawicielem handlowym ds eksportu sporej chińskiej firmy spytałem gościa, jak widzi perspektywy rozwoju Chin na najbliżej lata. Z autentyczną frustracją powiedział że okres prosperity mają już za sobą - i to się dziś potwierdza: aktualnie mają spadek wzrostu PKB o jakieś 3%. Chińczycy podnoszą głowę, coraz częściej domagają się ubezpieczeń, emerytur itp. Tak gonić, jak to robili przez ostatnie 15 lat w nieskończoność się przecież nie da....ale,dzięki bogu i partii, w Chinach jeszcze nie ma demokracji i dzięki temu szybko nie zaczną nas naśladować w tworzeniu ZUS-u i innych "dobrodziejstw cywilizacji". Poza tym, jak na razie, jest tam inny etos pracy. Też rozmawiałem z pewnym Chińczykiem, który od lat pracuje w Europie. I - jego zdaniem - Chińczycy pewnych europejskich zachowań nie zrozumieją jeszcze długo... Co raczej napawa optymizmem. Także, wg jego opinii, Chiny są na dobrej drodze do swojej od wieków wyrobionej pozycji najbardziej postępowego kraju świata. Bo na przestrzeni wieków tak właśnie było. Przykład: jakiekolwiek europejskie "wynalazki" w Chinach istniały tak mniej więcej 1000 lat wcześniej, tylko my o tym nie mieliśmy zielonego pojęcia (czcionka Gutenberga). Dopiero przez ostatnie kilkadziesiąt lat Chiny "zeszły na psy", ale powoli zdobywają utracone pozycje. > Dla mnie wzorem są jednak wciąż Niemcy. Pomimo sporych kosztów nadal trzymają w garści kluczowe technologie. I dlatego ciągle utrzymują wysoką stopę życiowa bez zadyszki, będąc jednocześnie największym płatnikiem EU. Jak to możliwe? Ano Niemcy myślą i działają z wyprzedzeniem, w związku z tym bazy technologii oraz przemysłu od lat powojennych już trochę się dorobili. Poza tym doskonała metodyka, instrukcje - prosta droga od punktu A do punktu B bez zbędnych przystanków, kłótni i sporów "o pietruszkę".Tak, Niemcy "od zawsze", przynajmniej w porównaniu z nami, byli sprawniejsi w gospodarce i technice. Co nie znaczy, że pojedyncze jednostki pochodzenia słowiańskiego nie miały uzdolnień. Ale kultura społeczna natychmiast ściąga te jednostki "na ziemię", żeby się nie wychylać  . Może kiedyś uda się to przezwyciężyć? Pewnie nie za mojego życia... > Co trzeba też powiedzieć - a nie każdy to sobie uświadamia - w Niemczech wciąż jakaś część przemysłu jest w rękach byłych Aliantów - to tzw. kompensacja kosztów wojny (jakoś się to ładnie nazywa, w tej chwili nie pamiętam) np. właścicielem gigantycznej rafinerii "Leuna" pdo Lipskiem jest francuski Total.> łącząc pozdrowieniaU nas, o co większość społeczeństwa ma pretensje, także wchodzi obcy kapitał, więc może z czasem dościgniemy kraje zachodnie?
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Zauważ, że nie obawiam się tego "co to będzie, jak ktoś będzie miał pieniądze". Wyrażam tylko wątpliwości w temacie, który poruszyłeś "dziś nie opłaca się być technicznym". Opłaca się. Dzień dobry, techniczny jestem!  > ...ale,dzięki bogu i partii, w Chinach jeszcze nie ma demokracji i dzięki> temu szybko nie zaczną nas naśladować w tworzeniu ZUS-u i innych> "dobrodziejstw cywilizacji"A ja tam bym wolał, żeby u nich była demokracja. Serio. Poza tym oni za nią tęsknią (zwykli Chińczycy) a nawet nam Polakom jej zazdroszczą. > - jego zdaniem - Chińczycy pewnych europejskich zachowań nie> zrozumieją jeszcze długo... Co raczej napawa optymizmem.Jakich konkretnie zachowań nie zrozumieją? > Także, wg jego opinii, Chiny są na dobrej drodze do swojej> od wieków wyrobionej pozycji najbardziej postępowego> kraju świataCzy postępowego (zwłaszcza humanitarnie) to bym dyskutował. Ta ich obecna droga nie jest dobra. Ale ekonomicznie i nakukowo jak najbardziej gośćiu ma rację. W nich jest olbrzymi potencjał, a wiem co mówię bo trochę tam mieszkałem. > Tak, Niemcy "od zawsze", przynajmniej w porównaniu z nami, byli> sprawniejsi w gospodarce i technice. Co nie znaczy, że pojedyncze> jednostki pochodzenia słowiańskiego nie miały uzdolnień.Oczywiscie, tu masz rację. Bo miały. > Ale kultura społeczna natychmiast ściąga te jednostki "na ziemię",> żeby się nie wychylać .Niestety. Poza tym w takim przypadku u boku obywatela zaraz znajdzie się nadrgorliwy prokurator, który zwęszy "ośmiornicę" lub inny prześwietny funkcjonariusz US i tak z dobrze zapowiadającego się przedsiębiorcy robi się kryminalistę. Osobiscie jestem za odpowiedzialnoscią finansową i karną w przypadku grubych nadużyć prokuratorów i urzędników. > Może kiedyś uda się to przezwyciężyć? Pewnie nie za mojego życia...Miejmy nadzieję. > U nas, o co większość społeczeństwa ma pretensje, także wchodzi> obcy kapitał, więc może z czasem dościgniemy kraje zachodnie?Wszystko na to wskazuje. Dlaczego mielibyśmy być inni? A ludzie po prostu nie rozumieją pewnych mechanizmów, stąd zapewne obawy.. łącząc pozdrowienia
---
|
|
| | | |  | 1 na 1 | DyktaFon (9281 punktów) | > Zauważ, że nie obawiam się tego "co to będzie, jak ktoś będzie miał pieniądze". Wyrażam tylko wątpliwości w temacie, który poruszyłeś "dziś nie opłaca się być technicznym". Opłaca się.> Dzień dobry, techniczny jestem!  Nie jestem jednak pewny, czy się opłaca. Podłej jakości dziennikarz, nie umiejący mówić i pisać po polsku zarobi więcej od nawet niezłego inżyniera... O tańczących, śpiewających i wszelkiej maści sportowcach nawet nie wspominam. > >...ale,dzięki bogu i partii, w Chinach jeszcze nie ma demokracji i dzięki> > temu szybko nie zaczną nas naśladować w tworzeniu ZUS-u i innych> > "dobrodziejstw cywilizacji"> A ja tam bym wolał, żeby u nich była demokracja. Serio. Poza tym oni za nią tęsknią (zwykli Chińczycy) a nawet nam Polakom jej zazdroszczą.W to nie wątpię, że zazdroszczą... tak jak my innym narodom. Jednak mimo to wolę, że u nich nie ma demokracji. Dzięki temu mogę kupić komputer za 500 zł lub drukarkę za 200 zł lub komórkę za 1 zł. Ty widocznie wolisz droższe gadżety  > > - jego zdaniem - Chińczycy pewnych europejskich zachowań nie> > zrozumieją jeszcze długo... Co raczej napawa optymizmem.> Jakich konkretnie zachowań nie zrozumieją?Np. tego, że Europejczyk po pracy może iść i się "męczyć" za friko, np. w fitnesie lub na ściance wspinaczkowej  U nich wystarczająco "męczą" się w pracy  > > Także, wg jego opinii, Chiny są na dobrej drodze do swojej> > od wieków wyrobionej pozycji najbardziej postępowego> > kraju świata> Czy postępowego (zwłaszcza humanitarnie) to bym dyskutował. Ta ich obecna droga nie jest dobra.Słowo "humanitarnie" to wymysł europejski. I - jak widzę - bardzo popularny. Bo inaczej byłoby niehumanitarnie  Dlatego właśnie oni nas przegonią w rozwoju gospodarczym. Przez 99,9% lat ludzkiego istnienia nie znano takiego słowa i doskonale ludzkość sobie jakoś radziła w tym czasie. W pozostałych zagadnieniach z grubsza się zgadzamy
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52273 punktów) | . >Podłej jakości dziennikarz, nie umiejący mówić i pisać po polsku zarobi więcej od nawet niezłego inżyniera... Ile Pańskim zdaniem zarabia dziennikarz, powiedzmy z 10 - 15 letnim stażem, umiejący dobrze po polsku pisać? Znam ludzi po technikach, a nie tylko "podłej jakości inżynierów" zarabiających krocie. Zarobki nigdy, a w kapitalizmie szczególnie nie, są najbardziej uwarunkowane ani typem, ani poziomem wykształcenia - wpływają na nie zupełnie inne czynniki i wykształcenie jest tu tylko dodatkiem.
>O tańczących, śpiewających i wszelkiej maści sportowcach nawet nie wspominam. Wiec, niech Pan nie zestawia różnego rodzaju artystów i "artystów" z ludźmi żyjącymi z pracy. Pan redaktor-celebryta, czy serialowy aktor z castingu - mają tak samo mało wspólnego z rzetelnym rzemiosłem, jak z wynagrodzeniem za pracę zawodowców.
>Jednak mimo to wolę, że u nich nie ma demokracji. Dzięki temu mogę kupić komputer za 500 zł lub drukarkę za 200 zł lub komórkę za 1 zł. A jeszcze parę niewolnic by się nie przydało?
>Ty widocznie wolisz droższe gadżety. Nie, ale gdy mam wybór, to wolę dawać jeść wyzyskiwanym jak wyzyskiwaczom.
>Słowo "humanitarnie" to wymysł europejski. Tak!
>I - jak widzę - bardzo popularny. Raczej mało popularny - wprost elitarny.
>Bo inaczej byłoby niehumanitarnie. Wymaga pewnego poziomu intelektualnego i kulturowego.
>Dlatego właśnie oni nas przegonią w rozwoju gospodarczym. Nareszcie Chińczyki dostaną tanie gadżety z Polski.
>Przez 99,9% lat ludzkiego istnienia nie znano takiego słowa i doskonale ludzkość sobie jakoś radziła w tym czasie. Zawsze jedni radzili sobie lepiej a inni gorzej. Ponadto z refleksją intelektualną to tylko kłopot, a tak to niewazne cyje co je: Uradziła gminna rada Wodociągi pozakładać. Zaraz mowa jest o wkładach - Chcą z człowieka zrobić dziada!
Myśleć, wiecie, trza na opak! Dren ma iść przez mój ogródek! Nie postanie obca stopa Na tym, com se zdobył z trudem!
Mnie tam żuraw rycht wystarczy, Na co mi publiczne zdroje? Bo nieważne, czyje co je, Ważne to je, co je moje!
Mój stryjeczny szwagier Władek Taką dziwną ma zasadę: Cięgiem chciałby łączyć spadek, Co nam zostawili dziadek.
Ja zaś, że przeciwny byłem, To żem wziął się i ośmielił, Wyklepałem ostrą piłę I stodołę my przerżneli!
Ja żem swoją część poskładał; Tak się zakończyły boje, Bo nieważne, czyje co je, Ważne to je, co je moje!
Mój synalek, mówia zasię, Że najgorszy z wszystkich w klasie! Do nauczycielam zaszedł - Co od niego chcesz, głuptasie?
Dziecku nudno tak za ławą, Chłopak - mówię - jest z mołojców, W głowie wprawdzie nietęgawo, Ale wszystko ma - po ojcu!
W szkole może takich więcej, Ale ja za swoim stoję, Bo nieważne czyje co je, Ważne to je, co je moje!
Wieś w powiecie nie jest spodem I do czynów dzielnie rusza. Nie inaczej, kiej w nagrodę, Przydzielili nam ursusa.
Choć to nie jest góra srebra, Pismom skrobnął: "Droga władzo! Traktor warto by rozebrać, Niech mi chociaż dyferencjał dadzą!"
Jak trza bedzie, to - jak w raju - Babie ziobro też wykroję, Bo nieważne, czyje co je, Ważne to je, co je moje!
Chińczyki mogą zapier .... my Eurepejczyki tanie gadżety mamy, a po co i Chińczyki w Polsce są też niedorajdy i ludzie przedsiębiorczy.
@@@ .
|
|
2 na 2 Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | > rodzice zaś, na zajęciach techniki (w szkole podstawowej!) składali tranzystorowe radia, uczyli się> czytać i wykonywać zgodne ze standardami rysunki techniczne, kłaść instalacje elektryczne czy w> końcu nawet - spawać metale elektrodą otuloną.Sam od jakiegoś czasu zastanawiam się "co poszło nie tak". W czasach podstawówki miałem jeszcze ZPT. Prezentowały się one jednak dosyć skromnie - trochę rysunku technicznego i jakieś proste ćwiczenia w obróbce drewna (bardziej zabawa niż robienie czegoś naprawdę użytecznego). Dziewczynki oczywiście miały inny program, który większy nacisk kładł na gotowanie. Generalnie dla sporej części uczniów lekcja była pretekstem do powygłupiania się, bo "konstrukcje" jakie wychodziły spod ich rąk miały za zadanie tylko tworzyć iluzję, że coś istotnie robili. Pamiętam, że dosyć szybko odkryłem na zapleczu sali szafy pełne "skarbów" z czasów PRL-u. Czego tam nie było... Zestawy do nauki elektroniki, kilka ośmiobitowych komputerów, rozmaite narzędzia, filmy dydaktyczne itp. Wszystko leżało tam kompletnie nieużywane, przynajmniej dopóki nie dorwaliśmy się do tego z grupką kolegów.  Potem przyszły zmiany - szkoła kupiła kilkanaście pecetów i zamiast ZPT zaczęliśmy uczęszczać na "informatykę". Generalnie zasadniczy schemat pozostał niezmieniony - proste zadania do wykonania, spora część uczniów myślała tylko o tym, żeby szybko "załatwić sprawę" i odpalić "Małysza", gdy nauczyciel nie patrzył, a jedynie grupka "kujonów" na własną rękę wyciągała z zajęć coś więcej.  Żeby uświadomić sobie skalę zmian wystarczy rzucić okiem na stare numery "Młodego Technika", a potem iść do kiosku i kupić najnowszy numer tej gazety. Szczególnie warto porównać kultowy dział "Na warsztacie". Co zawierał kilka dekad temu? Projekty sprzętu grającego, gitar elektrycznych, odbiorników radiowych, sprzętu komunikacyjnego, komunikacyjnego, prostych narzędzi itp. Trzeba przy tym pamiętać, że MT nie był wcale skierowany do zaawansowanych konstruktorów. Z myślą o tych wydawano bardziej specjalistyczne czasopisma, np. "Radioamatora i Krótkofalowca". A dzisiaj? Nie będzie wcale przesadą stwierdzenie, że MT publikuje opisy wykonania prostych zabawek... Sytuacja uderza mnie o tyle, że dzisiaj pojawiło się tyle niesamowitych możliwości. Chociażby dostępność programowalnych mikrosterowników, wraz z tanimi jak barszcz modułami realizującymi określone zadania. Konstruktorzy-amatorzy sprzed trzydziestu lat mogli tylko marzyć o czymś takim. Dlaczego nie uczy się tego w szkole? Nie mam pojęcia...
|
|
 | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
>Sam od jakiegoś czasu zastanawiam się "co poszło nie tak". W czasach podstawówki miałem jeszcze ZPT. Prezentowały się one jednak dosyć skromnie - trochę rysunku technicznego i jakieś proste ćwiczenia w obróbce drewna (bardziej zabawa niż robienie czegoś naprawdę użytecznego). Dziewczynki oczywiście miały inny program, który większy nacisk kładł na gotowanie. Czy to był początek lat 90.? W moich czasach program się nie różnił. Ja i moje koleżanki zajmowałyśmy się obróbką skrawaniem i budowałyśmy proste obwody elektryczne tak samo, jak moi koledzy, zaś na innych zajęciach wspólnie przyszywaliśmy guziki (nienawidzę tego) i przygotowywaliśmy sałatki ze świeżych i gotowanych warzyw.
|
|
|  | 4 na 4 | -jad- (18783 punktów) | > Czy to był początek lat 90.?Wtedy w modzie był karmnik dla ptaków- wszyscy rodzice budowali
|
|
|  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Też pamiętam, jak robiliśmy sałatki, albo na papierze jadłospis licząc kalorie  I nóż kiedyś zrobiłem, taki kozik. Nosidełko do kredek. Szyliśmy - do dziś posługuję się tzw "stębnówką" jak mi się coś rozedrze. Obowdów elektrycznych jednak w podstawówce nie łączyłem  Może dlatego poszedłem później studiować elektrotechnikę..  pozdrowienia
|
|
|  | 1 na 1 Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | > Czy to był początek lat 90.? W moich czasach program się nie różnił. Ja i moje koleżanki zajmowałyśmy się obróbką skrawaniem i budowałyśmy proste obwody elektryczne tak samo, jak moi koledzy, zaś na innych zajęciach wspólnie przyszywaliśmy guziki (nienawidzę tego) i przygotowywaliśmy sałatki ze świeżych i gotowanych warzyw.W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych zaczynałem naukę w podstawówce. Wtedy faktycznie wyglądało to tak, jak mówisz. Głównie dlatego, że przez pierwsze trzy lata wszystkie lekcje prowadziła jedna nauczycielka. Pamiętam, że już wtedy program nauczania obejmował zarówno budowanie prostych obwodów elektrycznych jak i jakieś eksperymenty kulinarne.  Zmiany zaszły gdzieś w okolicach czwartej klasy. Wtedy ZPT odbywały się na przemian z WF-em, a więc siłą rzeczy pojawił się podział na grupy męskie i żeńskie. Program z tego co pamiętał w pewnym zakresie różnił się dla każdej z nich.
|
|
|  | 1 na 1 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Czy to był początek lat 90.? W moich czasach program się nie różnił. Ja i moje koleżanki zajmowałyśmy się obróbką skrawaniem i budowałyśmy proste obwody elektryczne tak samo, jak moi koledzy, zaś na innych zajęciach wspólnie przyszywaliśmy guziki (nienawidzę tego) i przygotowywaliśmy sałatki ze świeżych i gotowanych warzyw.Ja też byłam w tym okresie i nie miałam wielkiego rozróżnienia - własny dzwonek, proste krosno robiliśmy wszyscy, szyliśmy fartuch wszyscy, gotowaliśmy wszyscy. Jakąś "komunistyczną" szkołę chyba miałam 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
 | | emilpromil (184 punktów) |
> Sytuacja uderza mnie o tyle, że dzisiaj pojawiło się tyle niesamowitych możliwości. Chociażby dostępność programowalnych mikrosterowników, wraz z tanimi jak barszcz modułami realizującymi określone zadania. Konstruktorzy-amatorzy sprzed trzydziestu lat mogli tylko marzyć o czymś takim. Dlaczego nie uczy się tego w szkole? Nie mam pojęcia...Znalazłem dane że oferty pracy w energetyce i elektronice to 6% ofert *. Jaki procent ludzi w Polsce pracuje przy projektowaniu elektroniki <2% ? Czy jest sens uczyć wszystkich elektroniki ? * www.i-praca.pl/praca/statystyki,branze,s.htmlAmatorzy nie potrzebują szkoły i Młodego technika, mają internet.
|
|
|  | 3 na 3 Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | >Znalazłem dane że oferty pracy w energetyce i elektronice to 6% ofert *. >Jaki procent ludzi w Polsce pracuje przy projektowaniu elektroniki <2% ?
Stosowanie tego argumentu za każdym razem mnie zaskakuje. Postawmy sobie w takim razie pytanie o to, jaki procent uczniów znajdzie pracę biologa albo historyka sztuki. Czy w takim razie naprawdę ma sens nauczanie dzieci biologii albo wiedzy o kulturze?
>Czy jest sens uczyć wszystkich elektroniki ?
Nasza codzienna egzystencja w znacznej mierze zależy od rozmaitych elektronicznych urządzeń, które znajdują się niemal wszędzie (nie wszystkie dostrzegamy na pierwszy rzut oka). Jednocześnie coraz częściej, dla sporej części społeczeństwa te wszystkie urządzenia są "czarnymi skrzynkami". Wielu ludzi nie ma nawet mglistego pojęcia odnośnie zasady ich działania. Co więcej - wielu nie potrafi ich nawet prawidłowo obsługiwać. Niejeden użytkownik komputera nie radzi sobie z konfiguracją domowej sieci albo przeinstalką systemu operacyjnego...
Poza tym tutaj wcale nie chodzi o projektowanie jakichś złożonych urządzeń z pojedynczych tranzystorów wraz z obliczaniem parametrów pracy każdego obwodu. Jednak dlaczego dzieciak nie miałby dowiedzieć się w szkole jak działa tranzystor albo dioda, nawet na przykładzie jakiegoś prostego układu? W moich czasach jeszcze coś takiego funkcjonowało w szczątkowej formie. Podręcznik do ZPT omawiał m.in. konstrukcję prostego radioodbiornika o bezpośrednim wzmocnieniu. A układy mikroprocesorowe to zupełnie inna sprawa. Na rynku dostępna jest obecnie cała masa rozmaitych elementów i modułów, które mogą się ze sobą komunikować realizując różne zadania, jak mierzenie różnych wartości, sterowanie rozmaitymi urządzeniami albo wysyłanie wiadomości przez Bluetooth, GSM albo nawet LAN/Internet. W przypadku podstawowego stopnia zaawansowania programowanie tego ogranicza się do ustalenia wzajemnych interakcji.
>Amatorzy nie potrzebują szkoły i Młodego technika, mają internet.
Przykładami szkoły i MT posłużyłem się głównie dlatego, że moim zdaniem odzwierciedlają one różnicę w poziomie kultury technicznej. Amatorzy mają Internet, to racja. Jednak czy przypadkiem szkoła nie jest miejscem, w którym powinno się próbować zainteresować młodych ludzi techniką?
|
|
| |  | | emilpromil (184 punktów) |
>A układy mikroprocesorowe to zupełnie inna sprawa. Na rynku dostępna jest obecnie cała masa rozmaitych elementów i modułów, które mogą się ze sobą komunikować realizując różne zadania, jak mierzenie różnych wartości, sterowanie rozmaitymi urządzeniami albo wysyłanie wiadomości przez Bluetooth, GSM albo nawet LAN/Internet. W przypadku podstawowego stopnia zaawansowania programowanie tego ogranicza się do ustalenia wzajemnych interakcji. >>Amatorzy nie potrzebują szkoły i Młodego technika, mają internet. >Przykładami szkoły i MT posłużyłem się głównie dlatego, że moim zdaniem odzwierciedlają one różnicę w poziomie kultury technicznej. >Amatorzy mają Internet, to racja. Jednak czy przypadkiem szkoła nie jest miejscem, w którym powinno się próbować zainteresować młodych ludzi techniką? > O półprzewodnikach jest mowa na fizyce, o programowaniu i komputerach na informatyce.
Kiedyś uczono elektroniki więcej, właśnie dlatego że mikroprocesory nie były tak rozpowszechnione i zamiast pisać program, to się składało urządzenie z elementów logicznych (seria 74) lub tranzystorów i diod.
Jak ktoś nauczy się podstaw programowania na szkolnych kompach, to jak mu przyjdzie potrzeba/ochota to też ogarnie AVR, ARM, DSP, FPGA i PLC.
|
|
| | |  | 2 na 2 Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | >O półprzewodnikach jest mowa na fizyce
Jesteś pewien? Bo ja ze swojej szkolnej edukacji pamiętam tylko jakieś pojedyncze wzmianki przy omawianiu elektrycznych własności różnych substancji. O elementach półprzewodnikowych na fizyce mowy raczej nie było. Była wzmianka we wspomnianym podręczniku do ZPT.
>o programowaniu i komputerach na informatyce.
Z tym też różnie bywa. Mnie programowania nikt w szkole nie uczył, na żadnym etapie edukacji. Wiem tylko tyle, że w LO klasa matematyczno-informatyczna uczyła się (uwaga!) Turbo Pascala...
|
|
|  | | Konowal (6291 punktów) | >Czy jest sens uczyć wszystkich elektroniki ? Lepiej uczyć administracji i zarządzania ?
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| |  | | emilpromil (184 punktów) | >>Czy jest sens uczyć wszystkich elektroniki ? >Lepiej uczyć administracji i zarządzania ?
Ewentualnie, albo lepiej prawa, bo człowiek z maturą potrafi napisać rozprawę o XV wiecznych poematach a nie potrafi napisać podania czy jakiegokolwiek pisma do sądu. No i programowania bo to jest potrzebne nawet socjologom do opracowywania wyników badań.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|