 |
Związki parterskie - komu przeszkadzają? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 31-01-2013 11:28 | setarkos (10757 punktów) | Związki parterskie - komu przeszkadzają?
2 na 2 | W nawiązaniu do wątku o symetrycznym tytule i do kilku ostatnich tematów w tym dziale, proponuję zastanowić się czy niektóre projekty ustaw przepadają (choć inne przechodzą) tylko z powodów sentymentalnych, czy także z racji czyichś wymiernych korzyści.
Komu szkodziłaby w sensie stricte materialnym (po odfiltrowaniu otoczki medialno-emocjonalnej) legalizacja związków partnerskich? Czyje interesy by psuła?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Jeśli związki partnerskie uprawniałyby do wspólnego rozliczania podatkowego, to oczywiście miało by to negatywny wpływ na budżet państwa. Poza tym mogliby tracić członkowie rodzin partnerów takiego związku w przypadku śmierci jednego z nich, bo dziedziczony spadek byłby pomniejszony o to, co przypadnie partnerowi.
Too bad all the people who know how to run this country are busy running taxicabs or cutting hair. (George Burns)
|
|
 | 12 na 12 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > mogliby tracić członkowie rodzin partnerów takiego związku w przypadku śmierci jednego z nich
No ale to raczej nie rodziny "wolnozwiązkowców" lobbują przeciwko ZP. Można by jeszcze na upartego szukać tu interesu Skarbu Państwa, bo to on dziedziczy, gdy nie ma spadkobierców w rodzinie. Jednak zakładam, że osoba żyjąca w nieformalnym związku, posiadająca jakiś majątek, zabezpieczy się testamentem. Co prowadzi nas prosto do interesów notariuszy...
A pisząc bardziej serio, jako główną siłę przeciwną ZP wskazałbym jednak długofalowy interes ekonomiczny Kościoła. Przeforsowanie w parlamencie czegoś tak wyraźnie sprzecznego ze stanowiskiem Watykanu byłoby niebezpiecznym precedensem, sugerującym że można nad Wisłą uprawiać politykę nie licząc się ze zdaniem czarnego okupanta. A stąd już tylko krok (szczególnie w kontekście szukania oszczędności budżetowych) do redefinicji dotychczasowego pasożytniczego układu Państwo-Kościół i przekształcenia go w zdrowy, nomen omen, związek partnerski.
|
|
|  | 2 na 2 | maniek1 (3407 punktów) | Zgadzam się w stu procentach. Interes finansowy starych kawalerów zatrudnionych w Watykanie, to jedyne, co nasuwa się na myśl. Pracujący dla Ratzingera (i jego wysłańców w Polsce) politycy, finansowani przez "obywateli podatników" - za nic mają ich prawa (nawet nie wspominając o finansowym znaczeniu), dla nich liczy się wyłącznie pomnażanie majątku darmozjadów, poprzez utrzymanie średniowiecznej ciemnoty w narodzie. W swojej serwilistycznej, pozbawionej godności postawie, nie dostrzegają współobywateli, dla których podjęli się stanowić prawo. Śluby konkordatowe, a co za tym idzie - chrzty, komunie itp. - to wyłącznie biznes pijawek, żerujących na "wartościach chrześcijańskich", a państwo nie dość, że nic z tego nie ma, to jeszcze utrzymuje te pijawki z podatków ludzi, którzy domagają się (i słusznie) swoich podstawowych praw.
|
|
|  | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >> mogliby tracić członkowie rodzin partnerów takiego związku w przypadku śmierci jednego z nich >No ale to raczej nie rodziny "wolnozwiązkowców" lobbują przeciwko ZP. Po prostu napisałem o tym, co mi przyszło do głowy jako mogące powodować finansowe straty w przypadku "upaństwowienia" związków partnerskich. Wiadomo, że jedynym powodem sprzeciwu wobec takich związków jest zaczadzenie ideologią głoszoną przez KK. Szkoda, że nawet posłowie Ruchu Palikota nie mają odwagi mówić o tym publicznie.
Too bad all the people who know how to run this country are busy running taxicabs or cutting hair. (George Burns)
|
|
3 na 3 krokuska (-6 punktów) (zablokowany) | Chodzi o to, że w katolickim kraju związki partnerskie są nie do przyjęcia. Ludzie zieją nienawiścią do homoseksualistów, uważają ich za ludzi piątej kategorii. Wystarczy wejść i poczytać wpisy na pierwszym lepszym forum dotyczących spraw związków partnerskich. Uważają, że są oni dewiantami, psycholami. Nic to, że na przestrzeni wieków wielu znanych pisarzy, artystów, i ludzi którzy dużo wnieśli do kultury to byli homoseksualiści. Oni przecież też byli rąbniętymi psycholami... Gej=dewiant i chory psychicznie. Proste. A prawda jest taka, że ludzi po prostu obrzydza jak jakiś pan robi to z innym panem. Za to jak kobieta z kobietą to nie jest to już dewiacja i nie rzucają się już tak bardzo. Filmy porno z lesbijkami mają się dobrze. I o dziwo, nie słyszę głosów, że lesbijki są psycholkami, dewiantkami tylko geje... PIS i PO są jak ci ograniczeni, prymitywni ludzie na tych forach, dla nich tez niedopuszczalne jest to, że "facet z facetem". Zresztą wystarczy obejrzeć ten filmik, pokazuje ograniczenie naszych posłów... www.youtube.com/watch?v=zFIjIKlKNQ8
|
|
 | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > Ludzie zieją nienawiścią Sugerowałbym jednak pominięcie uczuć dla zbadania sprawy "na zimno".
|
|
5 na 5 | Scorp (5381 punktów) | >Komu szkodziłaby w sensie stricte materialnym...
Biorąc tylko stronę fiskalną, to jest problem utraconych korzyści (za religijną obsługę imprezy) w porównaniu z małżeństwem konkordatowym. Może więc gdyby związki partnerskie miały wymagać specjalnej dyspensy kościelnej, to ich droga legislacyjna byłaby łatwiejsza? -
|
|
1 na 1 | dstr (1474 punktów) | Krótko - koszty związane z badaniem (np. sądowym) spraw wynikających z nowego prawa (policja prokuratura sądownictwo itd.)
Podatki etc. już były więc dorzucę coś niepopularnego - w pewien baaardzo pośredni sposób może szkodzić rodzinom tradycyjnym. Każda zmiana wywołuje potrzebę dostosowania. Załóżmy, że pewien związek partnerski dzięki ulgom może zacząć myśleć o dzieciach. Na świat przychodzi dziecko i idzie do przedszkola, do którego nie dostało się kilkanaścioro dzieci z innych rodzin - rodzice nieprzyjętych dzieci (wszyscy) mogą czuć się pokrzywdzeni. W podobny sposób związki partnerskie mogą "popsuć" rynek usług ślubnych - niektórzy zdecydują się na wesele, a wśród par latami oczekujących na zmianę w prawie znajdzie się kilka par homoseksualnych dysponujących sporym budżetem na taką okazję.
Oczywiście nikt publicznie nie wystąpi z takimi argumentami, bo są liche i de facto wskazują na inne problemy (np. lokalne braki w ilości przedszkoli).
Oczywiście można jeszcze sięgnąć głębiej w otchłań szaleństwa i wyciągnąć jakieś tendencyjne badanie pokazujące negatywne skutki homorodzicielstwa i wskazać na koszty społeczne związków partnerskich.
KRK traktuje sprawę priorytetowo, bo małżeństwo ma przecież symbolizować związek Boga z Kościołem, a także daje wyjście awaryjne osobom, które obecnie z oporem godzą się na ślub. To z kolei może unaocznić słabości kościelnej władzy i jego umiłowanej instytucji.
Prostego ludu nie trzeba przekonywać, bo "dziwolągi" są od tego, żeby siedzieć cicho i nie podskakiwać. Widać to po zresztą po poziomie dyskusji w parlamencie.
Dygresja: RP powinien zorganizować debatę nt. przywilejów księży i z mównicy puszczać nagrania argumentów Pawłowicz i spółki (wycinając oczywiście adresatów rzucanych inwektyw i wstawiając zacne towarzystwo facetów w czerni).
|
|
 | 2 na 2 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Załóżmy, że pewien związek partnerski dzięki ulgom może zacząć myśleć o dzieciach. Na świat przychodzi dziecko i idzie do przedszkola, do którego nie dostało się kilkanaścioro dzieci z innych rodzin - rodzice nieprzyjętych dzieci (wszyscy) mogą czuć się pokrzywdzeni.
Akurat w przypadku przedszkola rejestracja związku utrudnia sprawę dziecku, bo więcej punktów przy rekrutacji dostają dzieci z rodzin niepełnych. Rodzice "ślubni" powinni więc być wdzięczni "partnerskim" za to, że wyprowadzili swoje dzieci z szarej strefy.
Abstrahuję tu od kwestii, czy sama legalizacja ZP zwiększy przyrost naturalny - być może tak, aczkolwiek wydaje mi się, że jeśli para zaczyna poważnie myśleć o potomstwie i jedynym co im przeszkadza jest brak "ulg", to raczej wezmą ślub cywilny, nie czekając z prokreacją na dobrą wolę ustawodawcy.
|
|
2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | 1. Budżet Państwa (od razu i długoterminowo)
Związki partnerskie to generalnie mają być łatwiejsze do zawarcia i rezygnacji, ale z zachowaniem przywilejów prawie jak dla małżeństw. Oczywiście wiele zależy od zapisów ustawy, ale generalnie budżet państwa straci:
- na podatkach (wspólne rozliczenia), - na podatkach (darowizny: dzisiaj to obcy ludzie więc przy przekazaniu kasy trzeba płacić, w związkach partnerskich będzie pewnie jak w rodzinie, zatem podatków nie będzie), - na socjalu (konkubinaty czy nieformalne związki homo nie mają takich praw jak "normalne" rodziny - na kosztach (obsługa nowego bytu prawnego też kosztuje) - i inne (coś pewnie jeszcze jest ...
2. Kościół (długoterminowo)
To osłabi pozycję Kościoła i w długiej perspektywie spowoduje coraz częstsze rezygnacje ze ślubów kościelnych, co w oczywisty sposób przełoży się na kasę. Od razu jednak to zjawisko wg mnie nie nastąpi, bo przecież Ci, co skorzystają z nowego prawa i tak, albo by ślubu nie brali w ogóle, a jeśli to tylko cywilny. Raczej niewielu którzy dziś myślą o ślubie kościelnym, rzucą się na związki partnerskie.
|
|
2 na 2 | Scarabaeus (2198 punktów) | >legalizacja związków partnerskich? Czyje interesy by psuła?
Obecnej klasy politycznej. Tej rządzącej i tej w opozycji.
Siła obecnych partii zbudowana jest na konflikcie i tylko konflikt utrzymuje je przy władzy.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|