>>Niekonkordatowo są organizowane lekcje religii w szkołach. Powinny być organizowane z poszanowaniem >tolerancji
W związku z cytatem przytaczam historyjkę, autentyczną. Małe miasto w Polsce, niewielkie gimnazjum, bez znaczenia jakie miasto i jaka szkoła, bo to mogło wydarzyć się wszędzie. Podejrzewam, że niejednokrotnie się zdarzyło. Ksiądz znany jako osoba o spokojnym i miłym usposobieniu. Na co dzień uśmiechnięty, skory do rozmowy, nie dał się poznać jako choleryk czy osoba nietolerancyjna, wrogo nastawiona do kogokolwiek. Cieszy się sympatią uczniów, chociaż z dyscypliną na lekcji ma problem. Tematem lekcji był homoseksualizm - temat z podręcznika wzięty (katechizmu), ujęty w programie nauczania, trzeba więc temu podołać. Ksiądz wziął ten trudny obowiązek na swe barki. Każdy z uczniów otrzymał w związku z tym polecenie - wypowiedzieć się na forum klasy i wyrazić swój stosunek do homoseksualizmu. Młodzież długo nie czekała, ośmielona pytaniem i miłym uśmiechem katechety Ania, oświadczyła, że zjawisko jej nie przeszkadza, nie widzi powodu do krytykowania osób o odmiennej orientacji seksualnej ani wyrzucania ich poza nawias społeczeństwa. Kolega z ławki dodał, że jesteśmy mało tolerancyjni, co raczej nie świadczy dobrze o naszym narodzie. Kilka osób przytaknęło z entuzjazmem. I zaczęło się ... w duszy księdza coś szarpnęło gwałtownie. Gniew pomieszany z odrazą. Po chwili cała tłumiona wściekłość z siłą torpedy wyrzuciła słowa potępienia: "Co to ma znaczyć? Jak śmiecie! Wy nie wierzycie w Boga, odszczepieńcy! Wynosić się z mojej lekcji! Natychmiast! Nigdy więcej nie pokazywać mi się na oczy, gówniarze! Zostaniecie ukarani, Bóg na Was patrzy!" Młodzież z lekcji się wyniosła, zaskoczona lekko i zdezorientowana. Wyrazili swoje zdanie. Prosto i uczciwie. Bez kłamstw i hipokryzji. Jeśli Bóg patrzy - to co myśli o księdzu?
|