Racjonalista - Strona głównaDo treści
Psychologia wskazuje wzór człowieka.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
23-11-2024 11:55scriba144 (277 punktów)Psychologia wskazuje wzór człowieka.
Psychologia wskazuje wzór człowieka. Według której człowieka, który nie ma empatii, pasji i poczucia humoru. Trudno nazwać człowiekiem. Czyli wskazuje kres człowieka. Ale jest jeszcze nadzieja, aby z tym wzorem, pójść na kompromis. Czyli niech empatia w trosce o ekosystem będzie pasją, która będzie motywacją dla ludzi. Dopiero wtedy, na pewno pojawi się poczucie humoru. Zweryfikowane empirycznie. Proszę o konkluzje.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

panTeista (6811 punktów)
>Psychologia wskazuje wzór człowieka.

Nie musisz brać za wzór takiego człowieka, jakiego wskazuje psychologia.
Możesz sam wybrać wzór człowieka do naśladowania.
scriba144 (277 punktów)
>>Psychologia wskazuje wzór człowieka.
>Nie musisz brać za wzór takiego człowieka, jakiego wskazuje psychologia.
>Możesz sam wybrać wzór człowieka do naśladowania.
>
Mamy ewangeliczny wzór Jezusa Zbawiciela, człowieka dla człowieka. Mamy wzór matematyczno-fizyczny na szczęście, czyli chcesz być szczęśliwym bądź dobrym dla ekosystemu. Następnie mamy wzór człowieka, według psychologii, który jest zbieżny z ewangelicznym wzorem Jezusa Zbawiciela.
23-11-2024 19:19 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6811 punktów)
>Mamy ewangeliczny wzór Jezusa Zbawiciela,

Czy możesz zbawiać ludzi od chorób? Nie możesz, a zatem jest to nierealny wzór. Lepszym wzorem jest Zbigniew Religa.
DyktaFon (9281 punktów)
>Psychologia wskazuje wzór człowieka. Według której człowieka, który nie ma empatii, pasji i
>poczucia humoru. Trudno nazwać człowiekiem. Czyli wskazuje kres człowieka. Ale jest jeszcze
>nadzieja, aby z tym wzorem, pójść na kompromis. Czyli niech empatia w trosce o ekosystem będzie
>pasją, która będzie motywacją dla ludzi. Dopiero wtedy, na pewno pojawi się poczucie humoru.
>Zweryfikowane empirycznie. Proszę o konkluzje.

A fizyka wskazuje wzór... czego? Psychologia raczej bada zachowania człowieka. A jaki on jest, to już nie wina psychologii.
alsor (3283 punktów)
>Psychologia wskazuje wzór człowieka. Według której człowieka, który nie ma empatii, pasji i
>poczucia humoru. Trudno nazwać człowiekiem. Czyli wskazuje kres człowieka. Ale jest jeszcze
>nadzieja, aby z tym wzorem, pójść na kompromis. Czyli niech empatia w trosce o ekosystem będzie
>pasją, która będzie motywacją dla ludzi. Dopiero wtedy, na pewno pojawi się poczucie humoru.
>Zweryfikowane empirycznie. Proszę o konkluzje.

Problem polega na tym że to co nazywamy poczuciem humoru, sarkazmem - dowcipy są śmieszne, itd.
wynika faktycznie z ułomności - słabości a nie z siły człowieka.

Wystarczy sprawdzić: co jest śmieszne dla ludzi...

no i co się okazuje?

weź dowolny dowcip i sprawdź co w tym jest - jak to działa.

to działa na zasadzie wieloznaczności ale takiej ostrej, skrajnej - nienormalnej:

co robi knur w zamku?
on tam penetruje lochy!

ta sytuacja jest dla nas śmieszna... a dlaczego?
bo jest wieloznaczna specyficznie - różne znaczenia.

Zatem dla maszyny byłoby śmieszne to, co jest niejednoznaczne po prostu...
czyli nic - bo maszyna z definicji jednoznacznie ma rozpoznawać sytuację i wykonywać rozkazy,
bo gdyby było inaczej byłaby bezużyteczna - nieprzewidywalna w działaniu = niebezpieczna!
scriba144 (277 punktów)
>>Psychologia wskazuje wzór człowieka. Według której człowieka, który nie ma empatii, pasji i
>>poczucia humoru. Trudno nazwać człowiekiem. Czyli wskazuje kres człowieka. Ale jest jeszcze
>>nadzieja, aby z tym wzorem, pójść na kompromis. Czyli niech empatia w trosce o ekosystem będzie
>>pasją, która będzie motywacją dla ludzi. Dopiero wtedy, na pewno pojawi się poczucie humoru.
>>Zweryfikowane empirycznie. Proszę o konkluzje.
>Problem polega na tym że to co nazywamy poczuciem humoru, sarkazmem - dowcipy są śmieszne, itd.
>wynika faktycznie z ułomności...
Poczucie humoru jest wieloaspektowe, czyli jest terapią, są rodzaje humoru, teorie etc...
25-11-2024 10:51 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>weź dowolny dowcip i sprawdź co w tym jest - jak to działa.
>to działa na zasadzie wieloznaczności ale takiej ostrej, skrajnej - nienormalnej:
>co robi knur w zamku?
>on tam penetruje lochy!
>ta sytuacja jest dla nas śmieszna... a dlaczego?
>bo jest wieloznaczna specyficznie - różne znaczenia.
Aby Twoja hipoteza czym jest komizm była słuszna, wieloznaczność musiałaby być clou każdego dowcipu, oraz każda wieloznaczność musiałaby śmieszyć, a tak nie jest.

Bo komizm jest czymś innym: to zaskoczenie oczywistością.

A że niełatwo nią zaskoczyć, to i o dowcip nie tak łatwo.


"Stop!" stopkowym mundrościom!
alsor (3283 punktów)
>>weź dowolny dowcip i sprawdź co w tym jest - jak to działa.
>>to działa na zasadzie wieloznaczności ale takiej ostrej, skrajnej - nienormalnej:
>>co robi knur w zamku?
>>on tam penetruje lochy!
>>ta sytuacja jest dla nas śmieszna... a dlaczego?
>>bo jest wieloznaczna specyficznie - różne znaczenia.
>Aby Twoja hipoteza czym jest komizm była słuszna, wieloznaczność musiałaby być clou każdego dowcipu, oraz każda wieloznaczność musiałaby śmieszyć, a tak nie jest.
>Bo komizm jest czymś innym: to zaskoczenie oczywistością.
>A że niełatwo nią zaskoczyć, to i o dowcip nie tak łatwo.

Zawsze jest jakaś bzdura w tym co uważamy za śmieszne.

Sprzeczność - absurdalność, wieloznaczność, czy nonsensy - to jest śmieszne.

Przykład z filmu o robocie, który uzyskał świadomość...
czego dowodem było że śmiał się z dowcipu to bzdura.

A dowcip był taki:
kilku księży, czy rabinów, zrobiło naradę w celu ustalenia co robić z datkami od ludzi.
1. jeden mówi - to nasze pieniądze, więc podzielmy sobie, i tyle
2. ale drugi na to: ależ to jest przecież 'boska' danina, więc bogu należy to oddać!

3. w końcu trzeci podał genialne rozwiązanie dylematu:
podrzućmy te zebrane monety wysoko w górę, a wtedy bóg weźmie swoją część,
a to co spadnie będzie nasze - i po problemie.
haish (2908 punktów)
>>>weź dowolny dowcip i sprawdź co w tym jest - jak to działa.
>>>to działa na zasadzie wieloznaczności ale takiej ostrej, skrajnej - nienormalnej:
>>>co robi knur w zamku?
>>>on tam penetruje lochy!
>>>ta sytuacja jest dla nas śmieszna... a dlaczego?
>>>bo jest wieloznaczna specyficznie - różne znaczenia.
>>Aby Twoja hipoteza czym jest komizm była słuszna, wieloznaczność musiałaby być clou każdego dowcipu, oraz każda wieloznaczność musiałaby śmieszyć, a tak nie jest.
>>Bo komizm jest czymś innym: to zaskoczenie oczywistością.
>>A że niełatwo nią zaskoczyć, to i o dowcip nie tak łatwo.
>Zawsze jest jakaś bzdura w tym co uważamy za śmieszne.
>Sprzeczność - absurdalność, wieloznaczność, czy nonsensy - to jest śmieszne.
>Przykład z filmu o robocie, który uzyskał świadomość...
> czego dowodem było że śmiał się z dowcipu to bzdura.
>A dowcip był taki:
>kilku księży, czy rabinów, zrobiło naradę w celu ustalenia co robić z datkami od ludzi.
>1. jeden mówi - to nasze pieniądze, więc podzielmy sobie, i tyle
>2. ale drugi na to: ależ to jest przecież 'boska' danina, więc bogu należy to oddać!
>3. w końcu trzeci podał genialne rozwiązanie dylematu:
>podrzućmy te zebrane monety wysoko w górę, a wtedy bóg weźmie swoją część,
>a to co spadnie będzie nasze - i po problemie.

A ten co to przeczytał (taki jeden) zapytał - czy Bogu potrzebne są pieniądze? ( z tego wynika, że jedyne za co warto zapłacić osobnikom domagającym się pieniędzy od ludzi za wiedzę o Bogu - myślący człowiek w końcu dojdzie do wniosku, że warto zapłacić za edukację która pozwoli mu 'poznać i zrozumieć Boga' dzięki temu że samodzielnie myśli, zamiast nieustanne słuchanie 'interesownych autorytetów' obiecujących gruszki na wierzbie).
alsor (3283 punktów)
>A ten co to przeczytał (taki jeden) zapytał - czy Bogu potrzebne są pieniądze? ( z tego wynika, że jedyne za co warto zapłacić osobnikom domagającym się pieniędzy od ludzi za wiedzę o Bogu - myślący człowiek w końcu dojdzie do wniosku, że warto zapłacić za edukację która pozwoli mu 'poznać i zrozumieć Boga' dzięki temu że samodzielnie myśli, zamiast nieustanne słuchanie 'interesownych autorytetów' obiecujących gruszki na wierzbie).

to co opowiadasz to już inna sprawa - konkretnie reinterpretacja faktów i inne farmazony znane od wieków.

Przykładowo: obecnie fizyka relatywistyczna jaki i wszelkie te pomioty:
kwantowa i + cała kosmologia i kilka innych,
to właśnie takie dowcipy przeinterpretowane.

Sytuacja typu: siedzi facet w restauracji i pali sobie papierosa czekając na zamówieni - typowe.
Kelner przynosi herbatkę, a ten gość sypie cukier, i wyciąga z gęby tego papierosa,
i zanurza go w tej swojej herbatce, no i miesza....

śmieszne to jest? A pewnie że śmieszne, bo idiotyczne.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>Aby Twoja hipoteza czym jest komizm była słuszna, wieloznaczność musiałaby być clou każdego dowcipu, oraz każda wieloznaczność musiałaby śmieszyć, a tak nie jest.
>>Bo komizm jest czymś innym: to zaskoczenie oczywistością.
>>A że niełatwo nią zaskoczyć, to i o dowcip nie tak łatwo.
>Zawsze jest jakaś bzdura w tym co uważamy za śmieszne.
Satyra posiłkuje się bzdurą, ale to kategoria pochodna.

>Sprzeczność - absurdalność, wieloznaczność, czy nonsensy - to jest śmieszne.
Wtopy śmieszą dowartościowujących się kosztem innych, tym właśnie jest satyra.

>Przykład z filmu o robocie, który uzyskał świadomość...
> czego dowodem było że śmiał się z dowcipu to bzdura.
>A dowcip był taki:
>kilku księży, czy rabinów, zrobiło naradę w celu ustalenia co robić z datkami od ludzi.
>1. jeden mówi - to nasze pieniądze, więc podzielmy sobie, i tyle
>2. ale drugi na to: ależ to jest przecież 'boska' danina, więc bogu należy to oddać!
>3. w końcu trzeci podał genialne rozwiązanie dylematu:
>podrzućmy te zebrane monety wysoko w górę, a wtedy bóg weźmie swoją część,
>a to co spadnie będzie nasze - i po problemie.
Dowcip znany, ale może sprecyzuj co nazwałeś bzdurą, czyżby to, co nazwałeś dowodem???

"Stop!" stopkowym mundrościom!
alsor (3283 punktów)
>Dowcip znany, ale może sprecyzuj co nazwałeś bzdurą, czyżby to, co nazwałeś dowodem???

Dokładnie.

Bzdury są domeną szarlatanów rozmaitych -
obecnie relatywizm na tym bazuje, a dawniej inni przygłupy średniowiecze i te sprawy...

dowody Inkwizycji były zawsze skrajne śmieszne,
np. gdy przesłuchiwali Galileusza,
on twierdził że Ziemia nie jest centrum Świata,
na co podał dowód: Jowisza ma swoje księżyce, które wcale nie krążą dookoła Ziemi;
co im pokazał: w swoim teleskopie.

no i co oni wtedy odpowiedzieli na te argumenty - jak go załatwili?

I tak samo jest teraz z relatywistami - teoria względności itd...
oni dokładnie to samo praktykują.

dowody Idiotyzmu zawsze były idiotyczne, i to jest właśnie śmieszne.

... i dlatego ja wciąż się śmieję od wielu lat,
a na moim pogrzebie będzie kabaret i + film Luisa de Funesa.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>Przykład z filmu o robocie, który uzyskał świadomość...
>>> czego dowodem było że śmiał się z dowcipu to bzdura.
>>>[...]
>>Dowcip znany, ale może sprecyzuj co nazwałeś bzdurą, czyżby to, co nazwałeś dowodem???
>Dokładnie.
Za dyskusję z podważającym własne twierdzenia rozmówcą dziękuję.

>dowody Idiotyzmu zawsze były idiotyczne, i to jest właśnie śmieszne.
Jak mawiają mędrcy: płakać można z każdym, śmiać się tylko ze swoimi.


"Stop!" stopkowym mundrościom!
alsor (3283 punktów)
>>>>Przykład z filmu o robocie, który uzyskał świadomość...
>>>> czego dowodem było że śmiał się z dowcipu to bzdura.
>>>>[...]
>>>Dowcip znany, ale może sprecyzuj co nazwałeś bzdurą, czyżby to, co nazwałeś dowodem???
>>Dokładnie.
>Za dyskusję z podważającym własne twierdzenia rozmówcą dziękuję.

Niby gdzie obalam swoje?

Ale to jest i tak ciekawe, znaczy takie obalanie samego siebie:

biorąc pod uwagę tw. Godla: w systemie spójnym zawsze masz nierozstrzygalne twierdzenia,
a wtedy dowód i kontra są tyle samo warte.

A takich zagadek w tym świecie jest akurat całe mnóstwo,
np.: czym jest ładunek elektryczny, czym jest przestrzeń, co to jest czas, itd.

z innej działki: czym jest czarna dziura, kwazar, pulsar i... supernowa;
a i lepiej!: czym jest Sońce? bo nawet tego do dziś nie wiadomo.

No i dlatego można sobie tu tworzyć pseudoteoryjki do woli.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>co nazwałeś bzdurą, czyżby to, co nazwałeś dowodem???
>>>Dokładnie.
>>Za dyskusję z podważającym własne twierdzenia rozmówcą dziękuję.
>Niby gdzie obalam swoje?
Tam, gdzie dowód jest bzdurą.

>Ale to jest i tak ciekawe, znaczy takie obalanie samego siebie:
Tyle, że na etapie obalania samego siebie nie masz gotowej tezy.

>a wtedy dowód i kontra są tyle samo warte.
Tylko jak polemizować z twierdzeniem P^~P?

>można sobie tu tworzyć pseudoteoryjki do woli.
Sobie możesz je tworzyć, ja niestety wysiadam.


"Stop!" stopkowym mundrościom!
alsor (3283 punktów)
>>>>>co nazwałeś bzdurą, czyżby to, co nazwałeś dowodem???
>>>>Dokładnie.
>>>Za dyskusję z podważającym własne twierdzenia rozmówcą dziękuję.
>>Niby gdzie obalam swoje?
>Tam, gdzie dowód jest bzdurą.
>>Ale to jest i tak ciekawe, znaczy takie obalanie samego siebie:
>Tyle, że na etapie obalania samego siebie nie masz gotowej tezy.
>>a wtedy dowód i kontra są tyle samo warte.
>Tylko jak polemizować z twierdzeniem P^~P?
>>można sobie tu tworzyć pseudoteoryjki do woli.
>Sobie możesz je tworzyć, ja niestety wysiadam.

Faktycznie widzę że coś marnie z tobą... zatem pozostaje ci wysiadka.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>>>>co nazwałeś bzdurą, czyżby to, co nazwałeś dowodem???
>>>>>Dokładnie.
>>>>Za dyskusję z podważającym własne twierdzenia rozmówcą dziękuję.
>>>Niby gdzie obalam swoje?
>>Tam, gdzie dowód jest bzdurą.
>>>Ale to jest i tak ciekawe, znaczy takie obalanie samego siebie:
>>Tyle, że na etapie obalania samego siebie nie masz gotowej tezy.
>>>a wtedy dowód i kontra są tyle samo warte.
>>Tylko jak polemizować z twierdzeniem P^~P?
>>>można sobie tu tworzyć pseudoteoryjki do woli.
>>Sobie możesz je tworzyć, ja niestety wysiadam.
>Faktycznie widzę że coś marnie z tobą...
Słusznie przypisałeś mojej wypowiedzi faktyczność, tyle, że nie twierdziłam, by ze mną było marnie.

>zatem pozostaje ci wysiadka.
A Tobie moja nieobalona teza, że komizm, to zaskoczenie oczywistością.

"Stop!" stopkowym mundrościom!
alsor (3283 punktów)
>A Tobie moja nieobalona teza, że komizm, to zaskoczenie oczywistością.

Oczywiście i to jest zgodne z moimi wnioskami.

Jedziesz sobie spokojnie w pociągu czy tramwaju,
a raptem podchodzi nieznany facet i wali cię w pysk... bezpardonowo.

a po chili się tłumaczy rozpaczliwie:
- oj! przepraszam... myślałem że to moja żona.

dostatecznie dobre - śmieszne, czyli głupie?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>A Tobie moja nieobalona teza, że komizm, to zaskoczenie oczywistością.
>Oczywiście
Obiecująco zaczynasz, ale...

> i to jest zgodne z moimi wnioskami.
...nie znam takich Twoich wniosków.

>Jedziesz sobie spokojnie w pociągu czy tramwaju,
> a raptem podchodzi nieznany facet i wali cię w pysk... bezpardonowo.
>a po chili się tłumaczy rozpaczliwie:
>- oj! przepraszam... myślałem że to moja żona.
>dostatecznie dobre - śmieszne, czyli głupie?
Niezrozumiałe, bo nie mam pyska, a jako ad personam - poza konwencją.

Ale rozumiem, że próbowałeś być dowcipny.

"Stop!" stopkowym mundrościom!
alsor (3283 punktów)
spodziewałem się tego typu odpowiedzi - krótko mówiąc... słabizna.

Leci patyk i mówi: która jest godzina do cholery?!
bo zapomniałem... a sram zawsze o 15-tej.

dobre?
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>spodziewałem się tego typu odpowiedzi - krótko mówiąc... słabizna.
Twoja do lepszej pola nie dawała.

>Leci patyk i mówi: która jest godzina do cholery?!
>bo zapomniałem... a sram zawsze o 15-tej.
>dobre?
Takie, jak wszystko, co piszesz.


"Stop!" stopkowym mundrościom!
Murdoch_13 (1467 punktów)
>dowody Inkwizycji były zawsze skrajne śmieszne,
>np. gdy przesłuchiwali Galileusza,
>on twierdził że Ziemia nie jest centrum Świata,
>na co podał dowód: Jowisza ma swoje księżyce, które wcale nie krążą dookoła Ziemi;
>co im pokazał: w swoim teleskopie.
>no i co oni wtedy odpowiedzieli na te argumenty - jak go załatwili?

W czasach Galileusza teleskop był zupełnie nowym narzędziem, którego działanie nie było zrozumiane. Obrazy, które z niego uzyskiwano, mogły więc być różnie interpretowane.

To można porównać do pierwszych prób używania mikroskopu - początkowo widziano tylko nieostre, niejednoznaczne obrazy komórek, które były trudne do zrozumienia i interpretacji.

Bez pełnej wiedzy o skali i budowie tego, co oglądamy, nasza percepcja może łatwo zostać zniekształcona. To nie jest tak że mamy jakiś "czysty fakt" - widzimy tylko jakieś plamy, a reszta to interpretacje zależne od teorii i wielu innych przyjętych założeń...

Kościół, trzymając się geocentrycznych przekonań, bronił tradycyjnego porządku w nauce, co w tamtych czasach miało sens.

A Galileusz, opierając się tylko na jednym narzędziu - teleskopie - postępował w sposób, który w kontekście metodologicznym był dość wątpliwy.

Rewidowanie całych teorii i systemów pojęciowych na podstawie jednego typu obserwacji, uzyskiwanych za pomocą nowego narzędzia, byłoby zbyt ryzykowne. Nauka ówczesnych czasów stała więc na stanowisku, że nie można wywracać całych systemów myślenia tylko na podstawie jednej, być może niewłaściwie zrozumianej technologii.

Feyerabend pisze o tym sporo w książce Przeciw Metodzie:

en.wikiped(*)inst_Method#Galileo_case_study

Jeśli weźmiemy pod uwagę pełny kontekst tamtych czasów, argumenty Galileusza mogą wydawać się o wiele bardziej "śmieszne" niż nam się dzisiaj wydaje

.
alsor (3283 punktów)
>>dowody Inkwizycji były zawsze skrajne śmieszne,
>>np. gdy przesłuchiwali Galileusza,
>>on twierdził że Ziemia nie jest centrum Świata,
>>na co podał dowód: Jowisza ma swoje księżyce, które wcale nie krążą dookoła Ziemi;
>>co im pokazał: w swoim teleskopie.
>>no i co oni wtedy odpowiedzieli na te argumenty - jak go załatwili?
>W czasach Galileusza teleskop był zupełnie nowym narzędziem, którego działanie nie było zrozumiane. Obrazy, które z niego uzyskiwano, mogły więc być różnie interpretowane.
>To można porównać do pierwszych prób używania mikroskopu - początkowo widziano tylko nieostre, niejednoznaczne obrazy komórek, które były trudne do zrozumienia i interpretacji.
>Bez pełnej wiedzy o skali i budowie tego, co oglądamy, nasza percepcja może łatwo zostać zniekształcona. To nie jest tak że mamy jakiś "czysty fakt" - widzimy tylko jakieś plamy, a reszta to interpretacje zależne od teorii i wielu innych przyjętych założeń...
>Kościół, trzymając się geocentrycznych przekonań, bronił tradycyjnego porządku w nauce, co w tamtych czasach miało sens.
>A Galileusz, opierając się tylko na jednym narzędziu - teleskopie - postępował w sposób, który w kontekście metodologicznym był dość wątpliwy.
>Rewidowanie całych teorii i systemów pojęciowych na podstawie jednego typu obserwacji, uzyskiwanych za pomocą nowego narzędzia, byłoby zbyt ryzykowne. Nauka ówczesnych czasów stała więc na stanowisku, że nie można wywracać całych systemów myślenia tylko na podstawie jednej, być może niewłaściwie zrozumianej technologii.

Brednie, a konkretniej: to jest logika relatywistów, czyli inkwizycji współczesnej.

>Feyerabend pisze o tym sporo w książce Przeciw Metodzie:
>en.wikiped(*)inst_Method#Galileo_case_study
>Jeśli weźmiemy pod uwagę pełny kontekst tamtych czasów, argumenty Galileusza mogą wydawać się o wiele bardziej "śmieszne" niż nam się dzisiaj wydaje

śmiesznym jest to że w czasach Galileusza ... nikt nie znał tej tak zwanej, nie przypadkiem zapewne, transformacji Galileusza: c' = c-v

niektórzy wielcy profesorowie do dziś tego nie ogarniają - stąd fizyka relatywistyczna i inne fanaberie uznawane za naukę mylnie.

............

Finalnie: ja nie znam żadnych metod weryfikacji, a jedynie teorię - czystą matematykę;
i na bazie tej teorii mogę rozwalać sobie wszystkie te pseudoteorie z XXw,
co czynię od wielu lat - skutecznie.
Murdoch_13 (1467 punktów)
>Finalnie: ja nie znam żadnych metod weryfikacji, a jedynie teorię - czystą matematykę;
>i na bazie tej teorii mogę rozwalać sobie wszystkie te pseudoteorie z XXw,
>co czynię od wielu lat - skutecznie.

Matematyka sama w sobie nie wyjaśnia dlaczego pewne wielkości fizyczne są przydatne, dlaczego między nimi zachodzą określone relacje, dlaczego stałe mają określoną wartość. Szukanie odpowiedzi na te pytania leży już w zakresie fizyki. Różnica jest oczywista - przecież można sobie wyobrazić świat, gdzie matematyka będzie taka sama, a procesy fizyczne zupełnie inne.

Generalnie, czysta matematyka nie mówi nam, dlaczego coś dzieje się w rzeczywistości fizycznej.

Weźmy prawa Newtona.

Newton opierał się na obserwacjach Keplera, dopasowując matematyczne równania do rzeczywistych danych (wyprowadzenie praw Keplera z zasad dynamiki).

Dopiero wtedy postulowane równania stały się prawami fizycznymi - bo wynikało z nich coś co potwierdzały obserwacje.

.
alsor (3283 punktów)
>>Finalnie: ja nie znam żadnych metod weryfikacji, a jedynie teorię - czystą matematykę;
>>i na bazie tej teorii mogę rozwalać sobie wszystkie te pseudoteorie z XXw,
>>co czynię od wielu lat - skutecznie.
>Matematyka sama w sobie nie wyjaśnia dlaczego pewne wielkości fizyczne są przydatne, dlaczego między nimi zachodzą określone relacje, dlaczego stałe mają określoną wartość. Szukanie odpowiedzi na te pytania leży już w zakresie fizyki. Różnica jest oczywista - przecież można sobie wyobrazić świat, gdzie matematyka będzie taka sama, a procesy fizyczne zupełnie inne.
>Generalnie, czysta matematyka nie mówi nam, dlaczego coś dzieje się w rzeczywistości fizycznej.
>Weźmy prawa Newtona.
>Newton opierał się na obserwacjach Keplera, dopasowując matematyczne równania do rzeczywistych danych (wyprowadzenie praw Keplera z zasad dynamiki).
>Dopiero wtedy postulowane równania stały się prawami fizycznymi - bo wynikało z nich coś co potwierdzały obserwacje.

Newton było akurat matematykiem, i stąd te jego prawa i zasady.

np. akcja = reakcja

cóż w tym nadzwyczajnego?

przecież to ewidentny wynik matematyczny:
1-1 = 0, 2+2 = 4, itd.

po prostu nic tu nie wycieka, ani nie powstaje - stąd zasady zachowania energii itd...

podstawowe równanie Newtona - II zasada dynamiki:
F = ma, to jest też zasada zachowania!

pl.wikiped(*)ne_zasady_filozofii_naturalnej
łac. Philosophiae naturalis principia mathematica

gdy nie ma równowagi sił, wtedy siła powoduje przyspieszanie masy m, i dokładnie tak jest - nie!

bo jak mogłoby być inaczej?
nie może - to jest matematycznie zagwarantowane!

F = 0 => a= 0 zatem v = const - to jest podstawa fizyki.. w tym i relatywistycznej (układy inercjalne i takie tam pierdoły dla frajerów - nie)?

To są banały matematyczne.

Fizyka? To tylko taka 'rzemieślnicza' część matematyki - dla frajerów.
Murdoch_13 (1467 punktów)
> łac. Philosophiae naturalis principia mathematicagdy nie ma równowagi sił, wtedy siła powoduje przyspieszanie masy m, i dokładnie tak jest - nie!
>bo jak mogłoby być inaczej?
> nie może - to jest matematycznie zagwarantowane!
>F = 0 => a= 0 zatem v = const - to jest podstawa fizyki.. w tym i relatywistycznej (układy inercjalne i takie tam pierdoły dla frajerów - nie)?

Nie. Matematyka może tworzyć nieskończoną liczbę modeli, ale tylko eksperymenty pokazują, które z nich opisują rzeczywistość.

Na przykład weźmy jako alternatywne równanie , gdzie siła jest proporcjonalna do prędkości:

F = mv

Matematycznie to spójne i prostsze niż F = ma, ale nie opisuje naszego świata.

Prowadziłoby to do sytuacji, w której ciało porusza się ze stałą prędkością pod wpływem stałej siły, co nie jest zgodne z eksperymentami ani z rzeczywistością (przypomina to mechanikę Arystotelesa, gdzie uważano, że ciało potrzebuje ciągłego działania siły, by utrzymać ruch - intuicyjne, ale teraz wiemy że błędne).

Z kolei bardziej złożone (F = ma) działa, bo opisuje faktyczne powiązanie siły ze zmianą prędkości (przyspieszenie).

Które równanie zgadza się z doświadczeniem, wiemy w wyniku obserwacji - sama matematyka mie rozstrzyga które równanie jest poprawne.

.
alsor (3283 punktów)
>> łac. Philosophiae naturalis principia mathematicagdy nie ma równowagi sił, wtedy siła powoduje przyspieszanie masy m, i dokładnie tak jest - nie!
>>bo jak mogłoby być inaczej?
>> nie może - to jest matematycznie zagwarantowane!
>>F = 0 => a= 0 zatem v = const - to jest podstawa fizyki.. w tym i relatywistycznej (układy inercjalne i takie tam pierdoły dla frajerów - nie)?
>Nie. Matematyka może tworzyć nieskończoną liczbę modeli, ale tylko eksperymenty pokazują, które z nich opisują rzeczywistość.

Odwrotnie jest.

>Na przykład weźmy jako alternatywne równanie , gdzie siła jest proporcjonalna do prędkości:
>F = mv

Nie, nie pasuje tak, bo energia wtedy nie pójdzie jak należy.

Zresztą to jest wyprowadzane formalnie, czyli matematycznie: pęd, energia, kręt...

>Matematycznie to spójne i prostsze niż F = ma, ale nie opisuje naszego świata.
>Prowadziłoby to do sytuacji, w której ciało porusza się ze stałą prędkością pod wpływem stałej siły, co nie jest zgodne z eksperymentami ani z rzeczywistością (przypomina to mechanikę Arystotelesa, gdzie uważano, że ciało potrzebuje ciągłego działania siły, by utrzymać ruch - intuicyjne, ale teraz wiemy że błędne).
>Z kolei bardziej złożone (F = ma) działa, bo opisuje faktyczne powiązanie siły ze zmianą prędkości (przyspieszenie).
>Które równanie zgadza się z doświadczeniem, wiemy w wyniku obserwacji - sama matematyka mie rozstrzyga które równanie jest poprawne.

Matematyka to determinuje dokładnie, i dlatego jest tak a nie inaczej.

Newton chyba też sugerował początkowo, albo ktoś inny,
że energia E = m|v|, moduł bo to ma być skalar...
i to nawet nieźle działa (w praktyce) ale wysiada w niektórych okolicznościach.

Po prostu to jest teoretycznie zadane z góry, czyli matematycznie inaczej,
i dlatego dawniej nie potrafili tego rozpoznać, bo matematyki nie znali dostatecznie.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365