>Jestem na studiach i chodzę na zajęcia z filozofii. Metafizyka, którą mi podano, była taka, że >zasadniczo jest to badanie natury rzeczywistości. Nie rozumiem tego, jak postrzegamy >świat przez subiektywną soczewkę, jak możliwa jest metafizyka? Wygląda na to, że brak możliwości >spojrzenia na świat poza subiektywną soczewką uniemożliwia poznanie, jaki on jest obiektywnie. Czy >to nie czyni metafizyki bezużyteczną? Czy coś źle rozumiem?
meta - to coś 'po za'(czymś) ; w przypadku metafizyki to coś poza fizyką, a chodzi przede wszystkim o to, że jest to poza ludzką percepcją. Ostatnie stulecia dzięki naukowemu podejściu do tego zagadnienia zaowocowały niezliczoną ilością różnorakich przyrządów i urządzeń, które 'poszerzyły' zakres ludzkiej percepcji (dla przykładu zmysł wzroku zyskał większe pole obserwacji dzięki mikroskopowi i teleskopowi). Polecam książkę Martina Ressa - "Jest sześć liczb" lub "tylko sześć liczb". Do metafizyki zaliczamy również mechanikę kwantową nazywaną przez dyletantów 'fizyką kwantową'. Dążenie ludzkości i człowieka do poznawania niepoznanego nie jest bezużyteczne, - jest to konsekwencja posiadania rozumu. Wiele dziedzin nauki ma swój początek w metanauce - astrologia -> astronomia, kabała -> lingwistyka i inne. Wiele z tych starych 'dziedzin wiedzy' jest kontynuowanych przez współczesnych uczonych nieuków. Szczególnym przypadkiem jest chrześcijańska teologia - tam nauczający i nauczani robią wszystko aby zachować koryto, pomimo tego że współczesny świat to nauka i komunikacja przez internet.
|