Racjonalista - Strona głównaDo treści
Internetowa nickomania

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
28-08-2008 17:04Koraszewski (82900 punktów)Internetowa nickomania
Ocena 3 na 3
Internet zmienia kulturę, zalety informatycznej rewolucji są niebywałe, oczywiście mamy tu i strony negatywne, wśród których jest moda na anonimowość. Ludzie, którzy mają coś do powiedzenia rzadko występują anonimowo, znakomita większość internautów woli ukryć swoja tożsamość, czasem przez zwykłą skromność, czasem dlatego, że wolą nie kalać rodowego nazwiska swoją ignorancją i nie straszyć przeszłych i przyszłych pokoleń głupstwami, które wypisują. Efektem jest całkowity brak odpowiedzialności za słowo połączony z dziarskim infantylizmem. Jeśli nikt nie wie, że ja to ja, mogę się zachowywać jak nastolatek po trzech piwach. Charakter wybranego pseudonimu często z góry sugeruje czego możemy się spodziewać.
Internet jest najbardziej egalitarnym medium jakie możemy sobie wyobrazić. Na szczęście i tu pojawiają się tendencje do rozwarstwienia i pewnego elitaryzmu. Poważniejsze fora budują coraz lepsze bramki próbując utrudnić sfrustrowanym oszołomom rozwalanie wszelkiej dyskusji. Jeden nurt – merytoryczny, przez moderatorów i mechaniczne blokowanie pewnych słów, drugi ograniczający anonimowość uczestników. Ciekawe, czy jest nadzieja, że internetowa nickomania zacznie tracić swój urok nowości, że ludzie, którzy mają odrobinę szacunku dla siebie zdołają sobie ogrodzić swoją internetową przestrzeń bez bełkotliwych anonimów?

Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Sławek Dutkiewicz (1713 punktów)
>Ciekawe, czy jest nadzieja, że internetowa nickomania zacznie tracić swój
>urok nowości, że ludzie, którzy mają odrobinę szacunku dla siebie zdołają sobie ogrodzić swoją
>internetową przestrzeń bez bełkotliwych anonimów?

Obawiam się, że podobnie jak ze stadionów nie sposób wyrugować pseudokibiców tak i z netu nie znikną trolle.
Tam anonimowość zapewnia kaptur i szalik, tutaj nick. Tam też istnieją bramki, identyfikatory, monitoring, zakazy stadionowe itd., a zadymy jak były, tak są. Zawsze znajdą jakąś dziurę w płocie, podobnie jak na internetowych forach.
Pozdrawia... piszący się z imienia i nazwiska!
True_Q
Prawdą jest, że w większości przypadków używanie internetowych pseudonimów ma na celu zwiększenie anonimowości. To zaś prowadzi do tzw. trollowania, pisania głupot bez poczucia odpowiedzialności za nie itp.
Natomiast nie zawsze ukrywanie się za nickiem oznacza od razu anonimowość! Wiele osób używa ich zamiast swojego nazwiska, jako rodzaju wizytówki, natomiast bez trudu można w sieci znaleźć ich prawdziwe imię i nazwisko.
Dla wielu nick jest też swego rodzaju marką, pod którą nie godzi się wypisywać głupot. Ja też tak to traktuję.
placownik (17853 punktów)

   Zastanawiam się, w imię czego miałbym mojemu sąsiadowi umożliwiać zapoznawanie się z moimi słusznymi poglądami na wszystko. Jeśli będę chciał, to go z nimi zapoznam. Osobiście. Czy jeśli nie zechcę, będzie to znaczyło, że coś przed nim ukrywam? A jeśli nawet ukrywam, to co w tym złego?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
29-08-2008 11:24 
 Ocena 1 na 1
Ławreszuk (2276 punktów)
>   Zastanawiam się, w imię czego miałbym mojemu sąsiadowi umożliwiać zapoznawanie się z moimi słusznymi poglądami na wszystko. Jeśli będę chciał, to go z nimi zapoznam. Osobiście. Czy jeśli nie zechcę, będzie to znaczyło, że coś przed nim ukrywam? A jeśli nawet ukrywam, to co w tym złego?

Twoja argumentacja jest ze wszech miar słuszna, ale ma jeden mankament - dotyczy Ciebie. Pan Andrzej pisze zaś o tych, którzy swoją anonimowość wykorzystują do zadym. (To ci, których tak cierpliwie tropisz )
Pozdrawiam
Marek (u góry nazwisko)



"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
30-08-2008 18:12 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Pan Andrzej pisze zaś o tych, którzy swoją anonimowość wykorzystują do zadym

   Owych zadymiarzy postrzegam jako forumowych terrorystów. Jeśli skuteczna z nimi walka miałaby wymagać wyrzeczenia się z choć części naszej prywatności, to twierdzę, że skórka niewarta jest wyprawki. To samo, z zachowaniem odpowiednich proporcji, dotyczy "walki" z terrorem w świecie rzeczywistym.

   Pozdrawiam (imię i nazwisko do odnalezienia w ciągu minuty)


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Adamiak (36436 punktów)
>   Internet jest najbardziej egalitarnym medium jakie możemy sobie wyobrazić. Na szczęście i tu pojawiają się tendencje do rozwarstwienia i pewnego elitaryzmu. Poważniejsze fora budują coraz lepsze bramki próbując utrudnić sfrustrowanym oszołomom rozwalanie wszelkiej dyskusji. Jeden nurt - merytoryczny, przez moderatorów i mechaniczne blokowanie pewnych słów, drugi ograniczający anonimowość uczestników. Ciekawe, czy jest nadzieja, że internetowa nickomania zacznie tracić swój urok nowości, że ludzie, którzy mają odrobinę szacunku dla siebie zdołają sobie ogrodzić swoją internetową przestrzeń bez bełkotliwych anonimów

Uważam, że z internetem jak z życiem, sam fakt jego powszechności spowoduje polaryzację jego użytkowników.
Tak, jak osiedlowi "smakosze sołtysowych łez" grupują się w swoich ulubionych miejscach, jak milionerzy mają swoje ulubione kluby, jak kibice, golfiści czy cykliści...
Pewnie, że czasem zaplącze się ktoś w gumofilcach (z całym szacunkiem dla tego obuwia) na salonach, czy milioner po kielichu (lub czternastu) obudzi się, zdziwiony, w slumsach, albo golfista pojeździ rowerem , ale wypadki zdarzają się wszędzie, nawet w Pogotowiu Ratunkowym
Sam- mając rozliczne kontakty netowe- uprawiam politykę "stanowczej grzeczności".
Staram się wyrażać jasno (hmmm, milionerem wszak nie jestem), dbam o gramatykę z interpunkcją włącznie (no, czasem jakiś chochlik), traktując to jako wyraz szacunku dla interlokutora lecz i tego samego wymagam stanowczo od rozmówców.
Nie wierzę w żadne "dyslekcje, dysortografie, dysgrafie i inne...dysproporcje. Może je mieć pewnie ze 3% ludzi a reszcie się po prostu NIE CHCE.
Więc przestaną zaglądać na portale gdzie ich strofują i będą gadać z równymi sobie...czyli:
... samo się zrobi, Mości Koraszewski!

Co do nicków... mnie wszystko jedno, niech każdy się "produkuje" tak, jak uważa dla siebie korzystniej, jakem racjonalista

Pozdrawia "poprawny neciarz"

P.S. Aha, na imię mi Juruś, dla znajomych Boski Juruś, lecz można mówić po prostu Boski, co mi tam
Arek Żurowski (224 punktów)
(zablokowany)
Rozumiem, że to apel do uczestników forum racjonalisty aby zmienili swe nicki na nazwiska.
Niestety, ale jest ich zbyt dużo. Dzisiaj każdy ma internet i ma prawo korzystać z niego według własnych upodobań.
Krótko mówiąc taki apel jest tak samo naiwny jak apel Andrzeja Borguli o nawrócenie racjonalistów.
Pozdrawiam
28-08-2008 20:27 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>   Rozumiem, że to apel do uczestników forum racjonalisty aby zmienili swe nicki na nazwiska.
>Niestety, ale jest ich zbyt dużo. Dzisiaj każdy ma internet i ma prawo korzystać z niego według własnych upodobań.
>Krótko mówiąc taki apel jest tak samo naiwny jak apel Andrzeja Borguli o nawrócenie racjonalistów.>

Ja ten wątek zrozumiałem inaczej, ale klepię Cię w krzyżyk za iście racjonalną nieufność
Pozdrawiam
J.Szulc (5723 punktów)

Nick, Mości Koraszewski, daje (czasem złudne) wrażenie anonimowości, pozwala jednak powiedzieć to, co autor chce.
Czy są to sądy mądre i przemyślane, to już inna sprawa.
Faktem jest również, że nikt nie musi odpowiadać, jeśli nie chce. To plus kontaktów internetowych.
Mnie nie przeszkadza fakt, że odpowiadam osobie podpisującej się nickiem. Mnie interesuje, co ta osoba ma do powiedzenia.

Czy nie rozmawia się ludziom bardzo dobrze z nieznajomymi? Weźmy chociaż przedział kolejowy. Bardzo często widzę, że osoby zupełnie obce potrafią prowadzić wspaniałe dyskusje przez czas wspólnej podróży, następnie każdy idzie w swoją stronę. Zostaje jedynie sens rozmowy i przemieszane przemyślenia.

Nie jest źle, drogi panie.
Pozdrawiam.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
Ciekawe, czy jest nadzieja, że internetowa nickomania zacznie tracić swój
>urok nowości, że ludzie, którzy mają odrobinę szacunku dla siebie zdołają sobie ogrodzić swoją
>internetową przestrzeń bez bełkotliwych anonimów?

Czym się różni nick od fałszywie podanego nazwiska? A ile rozmówca ma lat? A jaka jego płeć?
Adamiak (36436 punktów)
>    Ciekawe, czy jest nadzieja, że internetowa nickomania zacznie tracić swój
>>urok nowości, że ludzie, którzy mają odrobinę szacunku dla siebie zdołają sobie ogrodzić swoją
>>internetową przestrzeń bez bełkotliwych anonimów

>   Czym się różni nick od fałszywie podanego nazwiska? A ile rozmówca ma lat? A jaka jego płeć

Masz rację, "witwosie", że nick nie ma twarzy, czasami płci czy wieku, możesz tylko- analizując- skonfabulować swoje o właścicielu mniemanie czy zgadywać jego tożsamość.
Ale o ludziach z którymi spotykasz się w "realu", na ogół również tyle wiesz, ile zechcą Ci ujawnić, mówię o tzw "wnętrzu", cokolwiek przez to rozumieć.
A ujawniamy nie zawsze prawdę o sobie (nawet jak ją znamy) tylko to, co chcemy by ktoś zobaczył.
Świat "dzięki" internetowi stał się nie tylko bliższy i na wyciągnięcie ręki, ale także stał się zupełnie inny z czym niektórym, starszym osobnikom- np mnie, choć staram się- (nie wiem ile masz lat, ale zakładam, żeś po 30tce) niełatwo się oswoić....
Dla tych co się urodzili czy urodzą w erze netu będzie/jest to "normalka" i rozważania na temat: czy nick ma być taki czy inny i co ma/powinien czy nie, prezentować...jest dla nich pytaniem równie abstrakcyjnym, jak pytanie... do czego służy mikrofalówka (przecie wszyscy wiedzą, że do suszenia skarpet).
Nie chcę wyciągać nietrafnych wniosków, ale gdyby Koraszewski miał 20 lat...pewnie tego wątku by nie założył
Pozdrawiam miło.
machejno (761 punktów)
Zaryzykowałbym stwierdzenie, że chowanie się za nickiem ma tyle samo przyczyn, co noszenie beretu zielonego zamiast czapki uszanki. Ale pozwolę sobie na zwrócenie uwagi na jedną z nich. (Podkreślam tylko jedną i wcale nie najważniejszą). Poznanie imienia, nazwy oznacza swojego rodzaju zapanowanie nad... Ja to znalazłem bodajże u Sandauera, który wyjaśnia zawarte w Genesis polecenie Stwórcy: "...a teraz ponadawaj im nazwy (to było po stworzeniu świata zwierząt) i panuj nad nimi..." W hebrajskim Bereszit nadanie nazwy i panowanie są w zasadzie nieodróżnialne. Nie pamiętam gdzie to spotkałem, ale podobno u pewnych Indian północnoamerykańskich prawdziwe imię młodzieńca jest długo skrywane, by "złe duchy" nie próbowały zapanować nad owym znanym z imienia. W wielu innych kulturach takie maskowanie nazwy ma w sobie coś z dbałości o swą niepodległość.
I podobnie chyba z internetowymi nickami. Ktoś kto obawia się, że ktoś w jakikolwiek sposób mógłby nad nim zapanować, woli oddać w owo obce panowanie swój nick, a nie prawdziwe imię.
Ale jak pisze True_Q często odnalezienie prawdziwej nazwy ukrytej pod nickiem nie jest żadną trudnością.
A z modą na anonimowość to się nie zgodzę, to bardziej okazja do działania bez jakiejkolwiek odpowiedzialności. Tym co niebezpieczne to raczej skłonność do nieodpowiedzialności, niż zachwyt nad anonimowością.
Pozdrawiam ukryty pod nickiem
Kurczewski (2471 punktów)
O ile imię i nazwisko identyfikują nas od narodzin do śmierci a ich wybór jest od nas niezależny, o tyle wybór pseudonimu jest równocześnie wyborem kostiumu, sposobem na pokazanie się innym w taki sposób, w jaki chcemy być postrzegani czy w jaki chcielibyśmy być postrzegani. Wiele osób uznaje przedstawienie się jako Cassanova czy ... (wstawić dowolny nick) za o wiele efektowniejsze od zwykłego, codziennego "Edek" czy "Wiesława". Oczywiście pozostający mniej lub bardziej świadomie przy nazwisku również decydują się na jakiś przekaz- choćby kontestację "mody na nicki". Tak naprawdę jest to kwestia starej jak świat i ciągle tej samej gry, którą wszyscy ciągniemy w relacjach ze wszystkimi: zabawy w postrzeganie. Nie sądzę żeby kiedykolwiek się skończyła- ciągnie się od czasów... cholera wie jakich, z pewnością przed-archaicznych i nijak nie zanosi się na jej koniec.
29-08-2008 07:29 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>   ...jest to kwestia starej jak świat i ciągle tej samej gry, którą wszyscy ciągniemy w relacjach ze wszystkimi: zabawy w postrzeganie. Nie sądzę żeby kiedykolwiek się skończyła- ciągnie się od czasów... cholera wie jakich, z pewnością przed-archaicznych i nijak nie zanosi się na jej koniec.>

Zgadzam się.
Od zarania dziejów istoty żywe, starały się, na początku instynktownie, później mniej lub bardziej świadomie, czasami zupełnie podświadomie, kreować swój wizerunek.
Kameleon zmienia kolor nie dla tego, że tak lubi, lecz jest to mu do czegoś potrzebne.On gra w przeżycie.
Są zwierzęta zmieniające- pozornie- swą wielkość by wydawać się bardziej groźne niż są, też grają w życie.
Wybór nicka na ogół nie jest sprawą przypadku, jest to realizowanie podświadomych pragnień, chęci czy emocji.
Nieprzypadkowo ktoś wybiera tę czy inną nazwę, kombinację liter czy cyferek, stwarzając pozory swego oblicza lub akcentując cechy już posiadane, co też jest kreowaniem pozorów.
Czasem nick jest tęsknym pragnieniem bycia kimś lepszym, silniejszym, lecz równie często jest elementem dającym stabilizację emocjonalną.
Eh, nie mnie się wymądrzać więc tylko napiszę, że często używam nicka który jest imieniem mojego- nieżyjącego już- psa, przyjaciela. Zmarł mając 12 lat. lecz w nicku z jego imieniem używam liczby 11...chciałbym, by miał 11 ... tak niewielu ma się przyjaciół.
Pozdrawiam
Kelly (2051 punktów)
Mi Kelly zostało z czasów, kiedy rok temu byłam jeszcze młoda, a moim marzeniem i życiową ambicją było posiadanie kota o imieniu Kelly. W każdym razie, chyba minął mi już okres, kiedy wolałoby się nazywać Kunegunda, Hieronima albo jeszcze dziwniej, byle nie tak, jak się nazywa. Chociaż na większości ulubionych internetowych przybytków jestem teraz zarejestrowana jako oosuchowska, czyli mimo wszystko bez imienia, zmieniłam strategię i główkuję, jak nie dopuścić, żeby moje imie szybko poszło w niepamięć...
Ale anonimowości w Internecie też nie lubię. Tutaj nie rzuca się to za bardzo w oczy, bo wszyscy (?) piszący na forum są zarejestrowani. Niestety, na większych portalach każdy pisze za trzech. Dosłownie... Żeby jeszcze pisał z sensem, to daj mu, Panie Boże, zdrowie, ale od czytania niektórych wynurzeń krew paruje, a mózg się skrapla i wypływa. O ile można przeboleć idiotyczną prowokację, odpowiedzi na prowokację prowokacjami chyba przecież nie są... W efekcie całe fora albo są jedną wielką prowokacją, albo skupiają zastanawiająco duży procent populacji o ujemnym IQ.
Jeszcze a'propos Racjonalisty: moim zdaniem najlepiej byłoby oodzielić imię i nazwisko od podpisu. Mielibyśmy wtedy po loginie, podpisie i (dla chętnych) imieniu z nazwiskiem.
diogenes (42753 punktów)
>od czytania niektórych wynurzeń ... mózg się skrapla i wypływa. ...

A kto powiedział, że mózg ma być tylko ciałem stałym? Na dobrą sprawę nie odróżnia on impulsów głupoty od impulsów mądrości. To my maczamy w tym palce.
29-08-2008 19:14 
 Ocena 1 na 1
Asado (486 punktów)
A ja myślałam, że jestem oryginalna dając mojemu kotu na imię Kelly!

Pozdrawiam
diogenes (42753 punktów)
>Internet jest najbardziej egalitarnym medium jakie możemy sobie wyobrazić.

>...czy jest nadzieja, ...że ludzie, którzy mają odrobinę szacunku dla siebie zdołają sobie ogrodzić swoją internetową przestrzeń bez bełkotliwych anonimów?

Chaos nie przestaje być chaosem tylko dlatego, że stworzymy w nim uporządkowaną oazę. Nie dziwi mnie tęsknota za tego rodzaju iluzją. Nawet życie w procesie ewolucji poszło (ślepą) drogą indywidualnych, oddzielonych od siebie na różne sposoby organizmów. Z pancernikiem zwanym ludzkim ego na czele. Taki sam problem mają ci, którzy za życia wykupują na cmentarzach działki na zwłoki i stawiają na nich tabliczki: ZAJĘTE. To też sposób, aby iluzorycznie odzielić iluzję życia, od iluzji śmierci.

Koraszewski (82900 punktów)
>Nie chcę wyciągać nietrafnych wniosków, ale gdyby Koraszewski miał 20 lat...pewnie tego wątku by nie założył<
Sam się nad tym zastanawiałem i chyba nie masz racji. Jest taki wiersz Gałczyńskiego (Najpierw wierszyk napisałem, potem wierszyk podpisałem pseudonimem Straszny Ali, potem nie wydrukowali.) Ktoś inny napisał tu o od odwiecznym obyczaju podszywania się, w literaturze znajdziemy dziesiątki wątków o "potrzebie" bycia kimś innym. Nie powiem, że robiłem solidną analizę różnych nicków, ale odruchowo zwracam uwagę na to jak ktoś się podpisuje i co pisze. Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że jeśli ktoś podpisuje się Straszny Ali, to jest to zazwyczaj rzeczywiście Straszny Ali. Infantylizmowi podpisu z reguły odpowiada infantylizm wypowiedzi.
W "realu" staramy się dobierać, nie w każdym towarzystwie czujemy się dobrze (i to nawet jeśli kogoś bardzo lubimy). Kiedy przychodzi do naszego ogrodu banda młodzieży to głosy inaczej brzmią kiedy przy ognisku są zgredy oraz kiedy mówimy, że mamy coś do zrobienia i nastolaty zostają same. Ważne jest również o czym się rozmawia. Łatwiej tolerować infantylizm kiedy rozmowa jest o niczym, trudniej kiedy rzeczywiście zależy nam na usłyszeniu opinii rozmówców i ustawiczne bajdurzenie osobników przekonanych o tym, że ich jedynym sensem życia jest zwracanie na siebie uwagi staje się uciążliwe. Nickomania ma kilka oblicz, jednym z nich jest obecność osobników, którzy zapewne nigdy nie dorosną przy rozmowach ludzi, którzy akurat w tym czasie i w tym miejscu chcieliby prowadzić dorosłą rozmowę.
29-08-2008 12:55 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>Nie chcę wyciągać nietrafnych wniosków, ale gdyby Koraszewski miał 20 lat...pewnie tego wątku by nie założył<>sam>

Chyba Cię nie rozumiem...?
Starałem się napisać, że takie zachowania są/były zawsze lecz my/Ty- również w kontekście wieku- bardziej zwracasz na nie uwagę w necie bo gdzie indziej już Tobie/nam spowszedniały.

>    Nickomania ma kilka oblicz, jednym z nich jest obecność osobników, którzy zapewne nigdy nie dorosną przy rozmowach ludzi, którzy akurat w tym czasie i w tym miejscu chcieliby prowadzić dorosłą rozmowę.>

Czy nigdy nie przeszkadzały Ci głośne rozmowy czy krzyki młodzieży, dzieci za oknem?- gdy prowadziłeś interesującą- z potrzebą spokoju i ciszy- rozmowę, dysputę?
Czy nie było przedtem (i teraz) wrzasków pijanych gówniarzy (starych i młodych) na ulicy, na klatkach schodowych?
Kiedyś były (i są) ekskluzywne, drogie kluby gdzie można się spotykać w spokoju i- na ogół- bez "niespodzianek" w starannie dobranym gronie.
Postulujesz zakładanie drogich, ekskluzywnych portali z wpisowym po......PLN miesięcznie?
Przecie net to "ulica" (o tym myślałem pisząc, że dla młodych to nie novum)> tu spotkasz całe spektrum społeczeństwa (no, może bez niemowlaków) więc dlaczego się dziwisz, że część ludzi to "ulicznicy"?- że napity gościu stoi z flaszką w kącie (żeby tylko!) Twojego, ulubionego "zaułka"?- że na Twojej, ulubionej "ławeczce" już siedzią menele i spojrzawszy na Ciebie groźnie (żeby tylko) "odbijają" bełta?
Powtarzam: pewnie Cię nie zrozumiałem
...ale i tak serdecznie pozdrawiam
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Nickomania ma kilka oblicz
Obliczy.
.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

Tutaj to samo właściwie zagadnienie porusza obuimiennie dookreślony Pan Fudali. Z jego pozytywnej oceny forumowego pisania płynie pesymizm - "Gdy odejdziesz stąd, to kto będzie wiedział kim jesteś?"

Ale cóż to szkodzi, przecież nie wiemy także kim właściwie był Homer. Co ostatecznie (czyli dziś) nie robi różnicy ani ludzkości, ani samemu (wątpliwej tożsamości) Homerowi. Internet tylko przyspieszył ten dziejowy proces zacierania autorstwa, lokując wszystko co napisano w - jak to określił webmaster - "krainie wiecznych logów".
.
Celecrin (11895 punktów)
Witam
>Internet zmienia kulturę, zalety informatycznej rewolucji są niebywałe, oczywiście mamy tu i strony
>negatywne, wśród których jest moda na anonimowość.

Nie wiedziałem, że używanie pseudonimów zwanych z angielska "nickami" to jest nowa moda, szczególnie jeśli dotyczy "ludzi mających coś do powiedzenia".
Bolesław Prus---->Aleksander Głowacki
Maciej Słomczyński---> Joe Alex
Charles Lutwidge Dodgson---->Lewis Carroll
François Maria Arouet--->Voltaire
Andrzej Szczypiorski--->Maurice S. Andrews
Igor Abramow (Igor Abramow-Newerly)--->Igor Newerly
Władysław Jan Stefczyk--->Władysław Kopaliński
Roman Mularczyk --->Roman Bratny
Pseudonim daje wolność w sensie prywatności, jest ściśle przypisany do działalności, tworzy markę: Antonio Stradivardi vel Stradivarius.
Nie widzę tu najmniejszego problemu Andrzeju.
30-08-2008 10:58 
 Ocena 2 na 2
Koraszewski (82900 punktów)
>Nie wiedziałem, że używanie pseudonimów zwanych z angielska "nickami" to jest nowa moda, szczególnie jeśli dotyczy "ludzi mających coś do powiedzenia".
>Bolesław Prus---->Aleksander Głowacki...<
Pseudonim literacki to gatunek w sobie i dla siebie, chyba nie chcesz postawić znaku równości między facetem podpisującym swoją książkę jako Bolesław Prus z facetem podpisującym swój donos "zatroskany". Kiedy spotykamy sie w grupie przyjaciół, żeby pogadać i wszyscy są w kominarkach, coś tu jednak nie gra. Niby bal maskowy, ale mało atrakcyjny.
30-08-2008 17:22 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Kiedy spotykamy sie w grupie przyjaciół, żeby pogadać i wszyscy są w kominarkach, coś tu jednak nie gra.
A co niby nie gra? Czyżby za chwalebne miało uchodzić dobieranie sobie przyjaciół wg fizjonomii, płci i nazwiska?
.
30-08-2008 18:05 
 Ocena-1 na 1
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Podszedłem do problemu jako całości zjawiska w internecie. Wydaje mi się niemożliwym, że "poważne" portale idą w kierunku braku anonimowości, skoro anonimowość twórców (nie chodzi tylko o literaturę) była znana od zarania dziejów.
Jeśli chodzi o znak równości, część twórców wybiera pseudonimy w celu pisania rzeczy lekkich; Szczypiorski pisał sobie kryminały, a bajeczki Lewissa wszyscy znają. Pisarze pisywali sobie felietony itd, itd.

Czy może się nie rozumiemy?
placownik (17853 punktów)

>Kiedy spotykamy sie w grupie przyjaciół, żeby pogadać i wszyscy są w kominarkach, coś tu jednak nie gra

   Jeśli spotkanie odbywa się na scenie, w świetle jupiterów, a wstęp na widownię jest wstępem wolnym, to rzeczywiście coś tu nie gra. W takiej, bądź co bądź nienormalnej, sytuacji, kominiarki mogą być jedyną szansą na szczerą, i być może pouczającą dla widowni, pogawędkę.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Patty Matheson (2087 punktów)

   Czym jest "anonimowość"? Nie sądzę, żeby problemem było używanie nicków jako takich. W internecie występuję pod pseudonimem (a wydaje mi się, że "mam co do powiedzenia"), oryginalnym. Patty Matheson, przynajmniej w tym kraju, to zawsze jestem ja, ewentualnie ktoś podszywający się. Z kolei osób o moim imieniu i nazwisku jest więcej. Moja "tożsamość" w internecie to nie jest prawdziwe imię i nazwisko, adresik, pesel. To i tak nikomu nic nie powie, a wręcz może mnie narazić na niebezpieczeństwo. Moja tożsamość to nick, którego używam z rozwagą, nie chcąc go "kalać". Tu i tak każdy wie, że "ja to ja", i tak samo jestem narażona na utratę szacunku. Oczywiście, w każdej chwili mogę coś nabazgrolić pod innym, przypadkowym pseudonimem. To zależy od człowieka, i tego nie da się kontrolować, apele na nic się nie zdadzą.
   W internecie nigdy nie mamy pewności, kto pisze, więc jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest baczenie tylko na treść, bez względu na to, czy autor podpisał się "Jan Kowalski" czy "qwerty666".


Pozdrawiam
16-09-2008 13:06 
 Ocena 1 na 1
glingor (640 punktów)
Zgadzam się.

Nie można nicków demonizować.

Każdy rodzi się człowiekiem i to jakie imię mu nadadzą na chrzcie lub innej okazji
i nie każdemu się podoba.
To nie imię definiuję człowieka tylko jego działania.


fear is the mind killer
Rutkiewicz (1290 punktów)
Zasadniczo się zgadzam, mam tylko dwie uwagi:

1) wśród których jest moda na anonimowość.
To nie moda, tylko naturalna skłonność. Być może mówił Pan to w przenośni, ale faktycznie rzecz biorąc, Internet daje tylko możliwości do realizowania tej skłonności i marzenia, aby wreszcie przestać być na cenzurowanym i grać w tę "społeczną grę" zwaną obyczajem, kulturą, moralnością.

Nota bene, może to brzmieć jak poklask dla teorii, traktujących socjalizację jako coś negatywnie oddziałującego na człowieka. Ale tak nie jest. Chodzi mi tu o jednostki nieprzystosowane, które na co dzień bardzo się męczą udając, że są lepsze, niż są. Potrzebują one takiego wentyla bezpieczeństwa, jak masowa rozróba.. albo Internet.

2) Internet jest najbardziej egalitarnym medium jakie możemy sobie wyobrazić.
Moim zdaniem nie jest. Właśnie dlatego, że nie ma tu elementu osobistej odpowiedzialności. Nie może być zatem równości. Chyba, że chodzi tu nie o równość oświeconą, ale o równość w sensie "każdemu wolno literalnie wszystko" - czyli prawo dżungli.

Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365